Rainy days, please say goodbye!

Weekend wykorzystałam w stu procentach! Udało mi się nawet trochę opalić:). Niestety pogoda lubi płatać figle i wysoka temperatura nie zawsze idzie w parze z bezchmurnym niebem:). Gdy widzę, że na niebie kłebią się chmury o deszczowym charakterze na swój letni strój narzucam parkę (to ta sama, która w zimie miała dopiętą podszewkę ze sztucznego futra).

Że ile zarabiam na blogu?!

parka – Mango

spodnie – asos

torebka – własność mamy (Simple)

buty – Zara

bluzka – H&M

okulary – Reserved

Follow my blog with bloglovin!

Szybka szarlotka ,,Zielone Jabłuszko”- idealna na majówkę!

Całkiem prosty i szybki pomysł na przyrządzenie nieskomplikowanej wersji szarlotki.

Wręcz idealny na czas w którym oczekujemy na sezonowe owoce!

Skład:

1 opakowanie gotowego ciasta francuskiego (słodkiego)

2-3 zielone jabłka

sok z 1/2 cytryny

1 łyżeczka mielonego cynamonu

4-5 łyżek cukru brązowego

2-3 łyżki masła

posypka:

garść migdałów

2-3 łyżki cukru pudru

1-2 łyżki masła

A oto jak to zrobić:

1. Piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni C. Jabłka dokładnie myjemy, kroimy na połówki, a następnie w plasterki. Umieszczamy je w naczyniu i skrapiamy sokiem z cytryny.

2. Rozwałkowane ciasto wykładamy na blasze z rozwiniętym papierem do pieczenia i posypujemy delikatnie wierzch brązowym cukrem. Plasterki jabłek układamy na cieście, tak aby na siebie zachodziły. W małym garnku, podgrzewamy masło z cukrem brązowym i cynamonem. Płynną mieszankę delikatnie przelewamy na ułożone jabłka. Pieczemy ok. 20 minut, a w między czasie na rozgrzanej patelni z masłem, prażymy kawałki rozdrobnionych migdałów (max. 1,5 minuty). Odstawiamy patelnię z ognia i posypujemy migdały cukrem pudrem.

3. Gorącą szarlotkę ostrożnie wyjmujemy z piekarnika i posypujemy prażonymi migdałami. Idealnie smakuje z gałką lodów waniliowych lub z kwaśną śmietaną.

Po więcej przepisów na słodkości zapraszam na: www.makecookingeasier.pl

Make it easy

"Znasz to uczucie, gdy otwierasz szafę pełną ubrań i od razu wiesz, co na siebie włożyć? Ja też nie.:)"

Początek wiosny to idealny moment na zmianę, także w szafie. Która z nas nie chciałaby każdego dnia, z lekkością i bez wysiłku wyciągać z szafy idealnie pasujące do siebie części garderoby? Ja bym chciała. Zauważyłam też, że od pewnego czasu jest to dla mnie trochę łatwiejsze niż wcześniej. Z kilku powodów.

Po pierwsze i najważniejsze: w sposób bezlitosny pozbyłam się rzeczy, których nie założyłam dłużej niż rok. Ograniczenie zawartości garderoby do niezbędnego minimum spowoduje, że będziemy chodzić tylko w tym, w czym wyglądamy i czujemy się dobrze, nie czekając na moment, w którym dana rzecz przestanie nam się już podobać. Nie wiem jak Wam, ale mi często zdarzało się odkładać ulubioną bluzkę na "specjalną okazję", która nigdy nie nadchodziła, a bluzka po prostu przestawała być modna.

Jak podjąć dobrą decyzję? Jeśli wczesnym zimnym rankiem, tuż przed zajęciami, smętnym okiem spoglądnęłam na sweter i pomyślałam "mogłabym go założyć, ale strasznie mnie gryzie i jest trochę za krótki", to znaczy, że w ciągu swojego życia nie obrosnę w smoczą skórę odporną na dotyk kiepskiej wełny, ani w magiczny sposób nie skrócę tułowia i mogę go z powodzeniem oddać. Jeśli czegoś nie lubimy, to nie będzie nam to służyć tak jak powinno.

To samo tyczy się rzeczy zniszczonych. W mojej szafie zalegało kilka pięknych, ale naprawdę znoszonych bluzek z liceum. Uświadomiłam sobie jednak, że na pamiątkę trzymam zdjęcia, ubrania zajmują zbyt wiele cennej przestrzeni w mojej szafie. Nie zawsze jesteśmy w stanie obiektywnie ocenić stan naszych ubrań. Po każdorazowym praniu zmiany na ubraniach są niewielkie i mogą nam umknąć. Nie umkną natomiast tym, którzy daną rzecz będą widzieli po raz pierwszy. Spytajcie życzliwe i szczere osoby (nieoceniona jest mama!) czy nie wydaje im się, że przygotowana przez Was kupka ubrań nie wygląda na trochę sfatygowaną.

Czas przejść do tych rzeczy, którym ja nadałam miano "do biegania" lub "do sprzątania" (myślę, że każda z nas używa własnej nomenklatury na tego rodzaju rzeczy. Moja mama tłumaczy się tym, że założy je "na obozie tenisowym", a dopóki żył nasz kochany owczarek niemiecki Szeryf, to obydwie tłumaczyłyśmy sobie, że potrzebujemy masy ubrań do "wychodzenia z psem"). Miałam w zwyczaju odkładać lekko sprane t-shirty, czy przetarte bluzy właśnie na taką półkę. W którymś momencie uświadomiłam sobie, że koszulek "do biegania" mam 21 sztuk, a biegam trzy razy w  tygodniu. Skoro pranie robię z całą pewnością częściej niż raz w tygodniu, to oznacza, że powinnam albo częściej biegać, albo kupić większą szafę. Wybrałam trzecią opcję: zostawiłam sobie 8 ulubionych sportowych koszulek. 

Pewnie myślicie, że jeśli teraz, mając szafę wypełnioną po brzegi, wybieranie modnych zestawów zajmuje Wam mnóstwo czasu, to mając mniej ubrań będzie Wam jeszcze trudniej. Zapewniam Was, że porządek w szafie i wybieranie pomiędzy ulubionymi i naprawdę dobrze wyglądającymi elementami garderoby skróci tę mękę wielokrotnie:)

 

 

Floral print

Pierwsze znaki wiosny są już bardzo widoczne, także w moich stylizacjach:). Dziesięć stopni na zewnątrz to świetny powód, aby powrócić do mojego ukochanego zestawu: marynarka plus jeansy. Wyciągnęłam więc z czeluści mojej szafy, marynarkę kupioną na przecenie dwa lata temu, bo świetnie wpisuje się w trendy i pogodę (wzory kwiatowe na wiosnę? Jak odkrywczo!:)).

spodnie – Cubus

kardigan – Mango

pasek – H&M

marynarka i koszula – Zara

buty i okulary – New Look

bransoletka i torebka – asos.com

Follow my blog with bloglovin!