„Happy girls are the prettiest” – Audrey Hepburn

Dzieciństwo.

Audrey Hepburn urodziła się 4 maja 1929 roku w Belgii jako Audrey Kathleen Ruston. Była córką brytyjskiego bankiera i holenderskiej arystokratki. Ojciec szybko opuścił matkę Audrey i przez wiele lat nie miał z córką żadnego kontaktu. Audrey często później wspominała, że odejście ojca było dla niej niezwykle bolesnym doświadczeniem, rzutującym na całe jej życie. 

Swoje dzieciństwo spędziła w Holandii jako "Eddy" – jej matka nadała jej bowiem nowe imię, ponieważ "Audrey" brzmiało zbyt angielsko, a to mogło budzić podejrzenie u niemieckich okupantów, a nawet być podstawą do deportacji. 

Życie prywatne.

Audrey Hepburn po raz pierwszy wyszła za mąż mając 25 lat, w 1954 roku, za Mela Ferrera. To właśnie z okresu pierwszego małżeństwa zachowało się najwięcej jej prywatnych fotografii. W biografiach można się doczytać wielu opinii na temat jej relacji z Melem – wielokrotnie podejrzewano, że młoda i utalentowana aktorka miała być jedynie narzędziem w rękach niedocenianego reżysera. Nie bez znaczenia był też fakt, że Audrey była już trzecią żoną Ferrera.

Mel Ferrer zdawał sobie sprawę, że "…to problem, kiedy żona przyćmiewa męża, tak jak Audrey przyćmiewa mnie" i choć aktorka nigdy tego faktu nie podkreślała ani nie wykorzystywała, to dla przyjaciół było jasne, że w ich związku szybko pojawiły się problemy. Na starych zdjęciach Audrey wygląda jednak na szczęśliwą u boku swojego męża. Prezentowali się jak usosobienie czarującej i zakochanej w sobie pary.  

 "Każdy człowiek od urodzenia jest zdolny do kochania – mówiła – musi jednak wytrwale ćwiczyć, tak jakby dbał o mięśnie".

 Audrey nigdy nie ukrywała, że jej największym marzeniem było posiadanie dziecka. Niestety przez pierwsze lata małżeństwa z Ferrerem Audrey spotykały w tej kwestii same rozczarowania. Po latach starań dostała w końcu to, czego pragnęła najbardziej. Zaraz po narodzinach jej pierwszego syna Seana jej mąż napisał krótką wiadomość do swojego najlepszego przyjaciela: "Audrey w siódmym niebie".

Niestety małżeństwo Audrey i Mela nie przetrwało kolejnych kryzysów, para rozwiodła się w 1967 roku.

W 1968 roku Audrey wyszła ponownie za mąż, tym razem za włoskiego psychiatrę, Andreę Dottiego. Szybko została po raz drugi matką – syn Luca urodził się 1970 roku. Niestety po 13 latach i to małżeństwo się rozpadło – Audrey pragnęła spokoju i ciepła, a Andrea uwielbiał swoje rozrywkowe życie. Nieoficjalnie mówi się, że przyczyną rozwodu były liczne zdrady Andrei.

Kariera.

Audrey zawsze chciała być primabaleriną. Od najmłodszych lat uczęszczała na lekcje baletu klasycznego. Zaraz po zakończeniu II wojny światowej została przyjęta do szkoły baletowej w Londynie, ale jej nauczycielka Marie Rambert nie ukrywała, że Audrey jest za wysoka, a z powodu niedożywienia w okresie dzieciństwa za słaba, aby zrobić wielką karierę jako tancerka. Audrey porzuciła więc marzenia związane z baletem i zaczęła rozglądać się za czymś innym. Przez chwilę pracowała jako modelka. W jej karierze nastąpił przełom, gdy dostała tytułową rolę w spektaklu "Gigi", wystawianej na Broadway'u. Było to w 1951 roku. 

Po występach na Broadway'u jej kariera potoczyła się błyskawicznie. Po roli w "Rzymskich wakacjach" i "Sabrinie" ugruntowała swoją pozycję gwiazdy w filmach "Zabawna buzia" i "Miłość po południu". 

Audrey w 1954 roku otrzymała statuetkę Oscara za "Rzymskie wakacje" w kategorii "najlepsza aktorka". Dziś ciężko jest zrozumieć, dlaczego nie otrzymała drugiej statuetki w roku 1961 za rolę w "Śniadaniu u Tiffany'ego" (nagroda ta przypadła wtedy Sophii Loren za film "Matka i córka"). Sama Audrey bardzo krytycznie podchodziła do swojej twórczości. Wiele lat po realizacji tej świetnej produkcji, wypowiedziała się o niej w taki sposób:

"…jest to film, który oglądam z najmniejszym zażenowaniem. Ale zawsze prześladują mnie wtedy dwie myśli. Po pierwsze, jak ja mogłam porzucić kota? I po drugie – Truman Capote chciał w tej roli obsadzić Marilyn Monroe".

Audrey gra w karty z Gregory Peck'iem w trakcie przerwy w zdjęciach do "Rzymskich wakacji". Pomimo dużej różnicy wieku para miała ze sobą świetny kontakt.

Z Fredem Astairem na planie filmu "Zabawna buzia". Audrey uwielbiała ten film – nareszcie znowu mogła tańczyć.

Zdjęcie z planu "Szarady", w którym Audrey zagrała wraz z Garym Grantem. Podobno w trakcie kręcenia filmu para aktorów bardzo się polubiła. Grant udzielił wtedy Audrey istotnej rady, którą wzięła sobie głęboko do serca: "Musisz trochę bardziej polubić siebie".

Po roli w "Śniadaniu u Tiffany'ego" Audrey zaczęła staranniej dobierać swoje role. Zależało jej przede wszystkim na stworzeniu dobrego domu dla jej dwóch synów – wiedziała, że liczne wyjazdy i praca na planie temu nie służą. 

Audrey Hepburn i jej największy przyjaciel Hubert de Givenchy, na bulwarach Sekwany w Paryżu (30 lat od ich pierwszego spotkania).  To on pomagał Audrey w tworzeniu jej niepowtarzalnego stylu. W ostatnich latach życia aktorki był dla niej ogromnym wsparciem – także finansowym.

"Tylko dwóch czy trzech osób nidgy nie zapomnimy ze względu na ich czar i elegancję. Audrey Hepburn jest z nich pierwszą" – Ralph Lauren, 1990 rok.

"Nie miała żadnych szokujących dziwactw ani wstydliwych tajemnic. Jej ciepła, miła powierzchowność skrywała jeszcze milsze wnętrze" – Barry Paris.

"Superdziewczyna. Po prostu super." – Fred Astair

"Bóg cmoknął ją w policzek i tak już zostało" – Billy Wilder (reżyser i przyjaciel Audrey).

Dobroczynność.

Audrey Hepburn przez większą część swojego życia starała się wspierać organizacje humanitarne. Od 1988 roku zaczęła ściśle współpracować z UNICEF-em, jako ambasodor dobrej woli, otrzymując za swoją pracę symbolicznego dolara miesięcznie.

W jednym z wywiadów opisywała swoje pierwsze zetknięcie (już jako dziecko) z organizacjami humanitarnymi. "Wojnę spędziłam w Holandii – opowiadała. – Przeżyliśmy całą niemiecką okupację i kłopoty z zaopatrzeniem. Najgorsza była ostatnia zima. Brakowało jedzenia, bo większość zapasów rekwirowało wojsko. Oczywiście istnieje ogromna różnica między śmiercią głodową a niedożywieniem, ale wtedy chodziłam bardzo, bardzo głodna. Tuż po wojnie wraz z pracownikami Czerwonego Krzyża przybyli ludzie z nowej organizacji, z której po pewnym czasie powstał dzisiejszy UNICEF. Przywieźli żywność, lekarstwa i ubrania. Wszystkie pobliskie szkoły zamieniono w punkty pomocy społecznej. Bywałam tam z innymi dziećmi. Całe życie byłam związana z UNICEF-em."

"Dawanie to życie", powiedziała kiedyś. "Jeśli przestaniesz chcieć dawać, nie ma już nic, dla czego warto byłoby żyć".

Właśnie w trakcie pracy dla UNICEF-u poznała Roberta Woldersa, z którym spędziła ostatnie 12 lat swojego życia. Po dziewięciu latach związku powiedziała: "To były najszczęśliwsze lata mojego życia". To z nim wyruszyła w swoją ostatnią podróż na rzecz UNICEF-u do Somalii. Na zbiórkę wystarczających funduszy i zezwolenie na wyjazd czekali prawie rok. Kiedy jednak spytali urzędnika, kto im wystawi wizy, urzędnik się uśmiechnął i odpowiedział: "Tam nie ma wiz, bo nie ma rządu. Po prostu lećcie i módlcie się, żeby was ktoś nie zastrzelił". Prawdopodobnie wróciłaby tam jeszcze wiele razy – wszelkie jej działania przynosiły bowiem milionowe przychody na rzecz uchodźców, a to było dla niej ważniejsze niż niebezpieczeństwo związane z wyjazdami. Niestety nie pozwolił jej już na to stan zdrowia. 

Audrey ze swoim starszym synem Seanem.

"Starość mnie nie przeraża, ale samotność bardzo" – mówiła.

Audrey Hepburn zmarła na początku 1993 roku w swoim domu w Szwajcarii.  Byli przy niej jej obaj ukochani synowie: Sean i Luca. 

Audrey Hepburn powiedziała kiedyś: "Szczęśliwe dziewczyny są najpiękniejsze". Tak jak ona szukajmy więc, swojego szczęścia, jeśli chcemy być piękne.

 

Truman Capote – od niego wszystko się zaczęło…

Nim zabrałam się za napisanie dla Was pierwszego postu z obecngo cyklu, obejrzałam (nie wiem który już raz) najsławniejszy film naszej bohaterki. Swoim pomysłem na "tydzień z Audrey" podzieliłam się też z mamą, która w mgnieniu oka odnalazła swój stary (mówiąc "stary" mam na myśli naprawdę stary:)) egzemplarz krótkiej powieści, napisanej przez Trumana Capote. Obdrapana i zażółcona okładka mnie nie zniechęciła – książkę przeczytałam jednego wieczoru.

Czy była wybitna? Chyba nie mnie to oceniać, nie jestem bowiem krytykiem literackim, ale czytałam ją z ogromną przyjemnością. Była to poza tym ostatnia książka na świecie, związana z Audrey Hepburn, która nie została przeze mnie pochłonięta (i to kilkakrotnie), a zabierając się za serie postów o tej niezwykłej osobie wypadałoby zebrać odpowiednią ilość materiału:).

Polecam ją przede wszystkim tym, którzy obejrzeli, przeczytali i usłyszeli już wszystko o Audrey Hepburn, a wciąż im mało:).

Follow my blog with bloglovin!

My first party with Audrey

Dziś na blogu mała retrospekcja. Tym razem nie cofnę się z Wami aż do lat 60, ale do 2010 roku, w którym to wraz z Zosią (z okazji naszych urodzin) urządziłyśmy przyjęcie dla przyjaciół i znajomych. Jak się pewnie domyślacie, tematem przewodnim imprezy było "Śniadanie u Tiffany'ego".

Sprawę potraktowałyśmy wyjątkowo poważnie – każdy z gości otrzymał zaproszenie z dwutygodniowym wyprzedzeniem, na którym otrzymał dokładne wytyczne dotyczące stroju (obowiązywały stroje wieczorowe w stylu lat 50 i 60) i miejsca spotkania. Specjalnie na tę okazję przygotowałyśmy mnóstwo jedzenia (teraz już wiemy, że jeżeli goście mają opuścić lokal przed godziną 6 rano, to po godzinie 3 nie należy już podawać kolejnych przysmaków;)), a same przez wiele tygodni poszukiwałyśmy odpowiednich kreacji.

Moja sukienka miała nawiązywać do zasłony, którą Holly Golightly założyła na siebie w jedenj z kultowych scen "Śniadania." Znalazłam ją na brytyjskim ebay'u za jedyne 16 funtów:). Sukienkę Zosi znalazłyśmy w dziale clearance na asos.com (przyznajcie, że z tą fifką wyglądała naprawdę zabójczo:)). Z głośników do północy wydobywały się tylko kultowe przeboje Franka Sinatry i Elvisa Presley'a (dopiero póżniej postanowiłyśmy pójść z duchem czasu i potańczyć trochę przy Beatles'ach).

Cóż, w naszym codziennym życiu niewiele jest okazji, które pozwalają nam ubrać się w eleganckie sukienki i poczuć się jak gwiazdy – stwórzmy je więc sobie same!:)

Follow my blog with bloglovin!

Z góry wszystkich przepraszam za tak słabą jakość zdjęć! Nie zainwestowałam jeszcze wtedy w porządny aparat:).