„What a nice night for an evening” – Pink in Rome

skirt / spódnica – Miss Selfridge

top and shoes / bluzka i buty – Zara

necklace / naszyjnik – Asos.com

bag / torebka – Małgorzata Bartkowiak

Wszystkie wieczory w Rzymie starałam się spędzić najlepiej, jak to tylko było możliwe. Nie ukrywam, że tak jak w Paryżu, natychmiast udzieliła mi się romantyczna atmosfera tego miasta. Dzisiejszy post, to kilka zdjęć stroju, który wybrałam na wieczór – miało być elegancko, ale bez przesady :). Wam pozostawiam decyzję, czy się to udało. 

follow my blog with bloglovin!

Rome – DAY 1st

Spokojnie! Nie zamierzam maltretować Was relacją z każdego dnia wyjazdu po kolei (jeśli mielibyście jednak na to ochotę, to dajcie znać w komentarzach;)) ale mam nadzieję, że ten post mi wybaczycie:).

Wracając ze zdjęć o 6 nad ranem miałam niepowtarzalną okazję zobaczyć, jak wygląda zaspany Rzym. Jeśli kiedyś będziecie mieli okazję zobaczyć to miasto, koniecznie zwiedzajcie je wczesnym rankiem – unikniecie dzięki temu tłumów turystów i będziecie mogli w spokoju napawać się pięknem tego miasta.

Dziś nie będę się rozpisywać na temat strojów (przygotuję mały post, w którym opiszę Wam wszystkie kreacje, które wzięłam ze sobą;)) – po szybkim przygotowaniu ruszyłyśmy na miasto.

Po długim spacerze dotarłyśmy do targu, który koniecznie chciała odwiedzić Zosia – spotkałyśmy tam mnóstwo serdecznych osób, które co prawda nie do końca nas rozumiały ale i tak były bardzo sympatyczne :).

Chwila relaksu i odpoczynku od palącego słońca, a potem dalej do zdjęć!

Gosia i stuprocentowe skupienie :)

???

Nowy, zielony kolega Gosi.

Standardowo musiałyśmy się zgubić, ale mapa nic tu nie pomogła :)

Przerwa na opalanie – Schody Hiszpańskie to idealne miejsce!

Po lodach ruszyłyśmy w stronę pomnika Emanuela i Koloseum.

No co? Aparatom też należy się chwila relaksu i lunch :)

Nigdy wcześniej nie jadłam tak podanego kokosa – był naprawdę przepyszny!

Po raz czwarty tego dnia pod Schodami Hiszpańskimi :)

I w końcu Koloseum!

I Ty Brutusie przeciwko nam???

Po dziesięciu godzinach zwiedzenia (odwiedziłyśmy też usta prawdy, muzeum Canovy, Piazza del Popolo i mnóstwo innych miejsc) poszłyśmy do apartamentu, żeby się odświeżyć i przygotować na kolację. Plan był prosty – włoskie PASTY!

Ponieważ po kolacji zaciągnęłam dziewczyny jeszcze do ogrodów Pincio, Gosia w drodze powrotnej skapitulowała :D

Czas do apartamentu! Zosia poczekaj na nas!

Keep calm and love Rome :) – EATING ISSUE

         Jak znaleźć w wielkiej, obcej aglomeracji porządną i nie za drogą restaurację czy pizzerię? W jaki sposób uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji po egzotycznej kolacji? Czy można jeść i nie przytyć na wyjeździe?:)

          Jak już pewnie zauważyłyście, wraz z Kasią i Zosią wybrałyśmy się na krótką wycieczkę do Rzymu. Nasz grafik przepełniony był zabytkami i muzeami, które chciałyśmy zobaczyć, ale przecież wakacje na zwiedzaniu się nie kończą :). Czym byłby nasz pobyt we Włoszech, gdybyśmy nie zapełniły naszych burczących brzuchów pysznym, włoskim jedzeniem? Jak nie popełnić błędów, ciesząc włoskim „dolce vita”?

  • Aby zjeść prawdziwie włoskie dania, należy poszukać restauracji nieprzeznaczonych dla turystów. Postanowiłam, kierując się zdrowym rozsądkiem, szukać małych lokali, które odwiedzają przede wszystkim Włosi. Wiadomo bowiem, że restauracje położone na głównych szlakach turystycznych, są nastawione na turystów, którzy prawdopodobnie na drugi dzień tam nie wrócą:). Jak rozpoznać Włocha?:) Zapewne będzie miał na sobie świetnie skrojony garnitur i eleganckie buty (uraczy nas też pewnie pięknym uśmiechem :)).

  • Włosi – znawcy makaronów – przyrządzają je zawsze al dente ("na ząb"), czyli "półtwardy". Sytość zapewnia nam zawarta w nim skrobia, którą nasz organizm przetwarza na glukozę. Robi to tym wolniej, im mniej rozgotowany makaron jemy. Wtedy nie tyjemy, a czujemy się syci przez wiele godzin. Makaron nie jest wysoko kaloryczny, natomiast dodatki (zwłaszcza sosy), z którymi na ogół przygotowujemy nasze dania, są tłuste, zawiesiste, a tym samym bardzo kaloryczne. Z kolei Włoski sos jest bardziej esencjonalny, a tym samym można go dodać mniej – potrawa wciąż zachowa swój niezwykły smak. Poza tym do ich przygotowania używane są najlepsze składniki. Pisząc, to aż nabrałam smaku na pyszny makaron z pomidorami, chilli i czosnkiem (mniam! :)).

  • Wakacje w Rzymie spędziłam bardzo aktywnie. Przede wszystkim zwiedzałam, a tym samym codziennie „miałam w nogach” około 15km. Dlatego też bezkarnie jadłam pizzę, makarony, no i oczywiście niepowtarzalne włoskie lody.

  • Warto pamiętać, żeby przez cały dzień regularnie popijać wodę. W Rzymie można ją pić z rozmieszczonych po całym mieście fontann. Woda w nich jest zdatna do picia. Picie dwóch litrów wody dziennie uchroni nas przed odwodnieniem, a naszą skórę przed przedwczesnymi zmarszczkami.

  • Rano koniecznie musiałam napić się prawdziwej włoskiej kawy. Włosi zaczynają dzień od szybkiej wizyty w najbliższej kawiarni i łyknięcia malutkiego lecz szatańskiego esspresso. Ja jednak poprzestałam na cappuccino, które jest tam przepyszne i w niczym nie przypomina „napoju” pitego w Polsce.

Po południu delektowałam się z dziewczynami lodami o niepowtarzalnych smakach. Nie mogłyśmy się zdecydować, które smakują nam najbardziej. Chyba wszystkie !!!

Rzym wywarł na mnie niesamowite wrażenie. Jest piękny, tajemniczy i aż prosi o romantyczną przygodę. Siedzący na schodach Hiszpańskich młodzi ludzie są tego najlepszym przykładem. W Koloseum miałam wrażenie, że słyszę gladiatorów wołających „ ave caesar, morituri te salutant” ( "Witaj Cezarze, pozdrawiają Cię idący na śmierć"). Pokochałam to Wieczne Miasto, za jego atmosferę, za zabytki i wyśmienite jedzenie. W przeciwieństwie do dziewczyn byłam tam po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Kiedyś tam wrócę!

Follow my blog with bloglovin!