Love Your Body

Jak skutecznie uzyskać i zachować doskonałą figurę? Po urodzeniu dziecka musiałam znaleźć na to pytanie szybką odpowiedź. Ciąża i związane z nią zmiany mojego ciała zmusiły mnie do podjęcia radykalniejszych niż do tej pory działań mających na celu, to o czym wiele z nas marzy – mniej kilogramów na wadze. Być może, znane jest Wam uczucie, które towarzyszyło mi przez kilka dobrych tygodni po tym, jak moja córeczka przyszła na świat. Mój brat nieustannie mówił, że wyglądam masywnie, szczupła Kasia wcinająca przy mnie ulubiony makaron Bolognese doprowadzała mnie do zimnych potów, a w szafie wisiały stare sukienki w rozmiarze 36, które ledwo wciskałam na udo. To były naprawdę ciężkie czasy. Teraz, kiedy mam się już znacznie lepiej (i może nawet wybiorę  się z Kasią na plażę) chciałabym podzielić się z Wami moimi „tajnymi” sposobami, które pomogły mi znowu poczuć się dobrze w swojej skórze.

  • Najbardziej pomogło mi lustro. Jak tylko w nie spojrzałam, to chciało mi się płakać, ale jednocześnie nawet małe pozytywne zmiany w moim ciele motywowały mnie do dalszych działań i wytrwałości.  
  • Zakazałam kupować (narzeczonemu i sobie) jakichkolwiek słodyczy. Wyjątkiem była i jest gorzka czekolada, której i tak nie da rady za dużo zjeść.
  • Oglądałam Fashion TV lub szłam biegać, gdy tylko zachciało mi się jeść. Głód nie mijał, ale przynajmniej zabijałam czas do kolejnego posiłku.
  • Kupiłam za małe spodnie na asos.com i co tydzień sprawdzałam, czy już mogę je włożyć (myślę, że na gwiazdkę będą w sam raz :)).
  • Po obejrzeniu kilku wywiadów z Mirandą Kerr zaczęłam pić sok noni. Modelka w każdym wywiadzie zachwalała ten produkt, a teraz ja stałam się jego wielką fanką. Regularne picie tego ohydztwa (nadal nie mogę przeboleć jak smakuje) uodparnia nasz organizm, odgrzybia go i nadaje naszym włosom piękny wygląd (bo w zdrowym ciele szczupły duch :)).
  • Mam jeszcze jedno małe dziwactwo, o którym do tej pory Wam nie wspominałam. Regularnie (nawet w ciąży) jem tran w kapsułkach. Zasłyszałam od profesora na uczelni, że jest to magiczny środek na nasze zdrowie i dobre samopoczucie (wymienił jeszcze milion innych pozytywnych rzeczy, nie pozostało mi więc nic innego jak go wcinać).
  • Uwielbiam ostre jedzenie. Jeżeli pozwalam sobie na jakieś odstępstwa od diety, to dlatego, że w moim mieście jest najlepsza meksykańska knajpa z jaką do tej pory się spotkałam. Na szczęście, kilka produktów w kuchni meksykańskiej wspomagają nasz metabolizm, między innymi wielbiona przeze mnie papryczka chili! Podobnie działa imbir i kofeina.
  • Trzymam się zasady, że nie jem niczego co nie pływało, chodziło albo urosło. Czyli unikam przetworzonej żywności, takiej jak słodycze, chipsy, ciasta, popcorn (kiedyś przeczytałam, że popcorn możemy jeść raz na 25 lat, ponieważ zawiera trujące dla nas kwasy trans).
  • Obowiązkowo jadłam śniadanie. Często omijamy poranny posiłek, ponieważ po przebudzeniu nie odczuwamy głodu. Jest to duży błąd! Ja najczęściej jem owsiankę, którą robię na wodzie z płatków górskich. Dodaję do niej łyżkę miodu, trochę pestek dyni lub orzechów włoskich i owoce sezonowe (świeże) lub w zimie mrożone (pychotka!).

Wiem po sobie, że utrzymywanie tych wszystkich wskazówek to lekkie wariactwo, ale niewątpliwie pomogły mi w tej ciężkiej batalii o powrót do formy. Lustro znowu stało się moim przyjacielem i z przyjemnością chodzę z dziewczynami na zakupy. Jestem ciekawa czy któraś z Was miała podobne doświadczenia?:) A może macie swoją własną listę?:)

Follow my blog with bloglovin!

 

Look of The Day

shorts / szorty – Topshop

belt / pasek – H&M

sweatshirt / bluza – Zoe Karssen

flip flops / klapki – Abercrombie & Fitch

sunglasses / okulary – Zara

bag / torba – Mango

watch / zegarek – MK

Zgodnie z naszymi ustaleniami, czas na kolejną niedzielną odsłonę Look of The Day :). Ten strój raczej nie nadaje się do pracy, ale na sobotni spacer już bardziej :). Bluzę Zoe Karssen w patriotycznych barwach (najlepszy łup z przeceny ostatnich tygodni – jej regularna cena to 112 euro, ale na net-a-porter znalazłam ją za 30! :)) założyłam do szortów w intensywnym odcieniu jeansu. Zdecydowałam się na proste dodatki – ograniczyłam się do ulubionego zegarka i paska, który udaremnił spodenkom spadanie:).

Ostatni moment na zielone szparagi, jajko w koszulce i chrupiącą bruschettę!

Skład (dla 2 osób):

pęczek zieonych szparagów

2 małe bagietki

2 jajka

sos:

2-3 łyżki oliwy z oliwek 

1 łyżeczka musztardy

1 łyżka majonezu

szczyppta soli

świeżo zmielony kolorowy pieprz

kilka kropel soku z cytryny

A oto jak to zrobić:

1. Szparagi należy dokładnie opłukać i odłamać zdrewniałe końce – powinny się same ułamać w odpowiednim miejscu ( ja dodatkowo obieram ze skórki, ale nie jest to wymagane przy zielonych szparagach). Następnie umieszczamy w gorącej osolonej wodzie, dodajemy 1 łyżkę cykru i gotujemy ok. 4-5 minut. Wyjmujemy, odcedzamy i przekładamy na rozgrzaną patelnię z oliwą z oliwek. Podsmażamy z każdej strony ok. 1 min.

2. Aby przygotować sos: do małego naczynia nalewamy oliwę z oliwek, dodajemy majonez, musztardę i dokładnie mieszamy. Skrapiamy sokiem z cytryny, doprawiamy solą i pieprzem. Gotowym sosem smarujemy podgrzaną bagietkę, dodajemy podsmażone szparagi i nakładamy jajko w koszulce (jak przyrządzić jajko w koszulce?). Całość posypujemy świeżo zmielonym kolorowym pieprzem.