All problems are illusions of the mind

Kto z nas nie doświadczył gęsiej skórki na widok szefa, albo zimnego potu na hasło „a teraz wyciągamy karteczki”? Jeżeli ktoś nam mówi, że niczym się nie przejmuje, a w jego życiu panuje spokój, to znaczy, że kłamie – nie wierzcie mu! Nie ma życia bez stresu. Stresogenne sytuacje spotykają nas na każdym kroku, począwszy od codziennych wyzwań (np. niewinna stłuczka samochodowa może się przecież zdarzyć każdemu, a już na pewno mi), przez zawodowe trudności (uwielbiamy rozmowy kwalifikacyjne, co?), skończywszy na życiu prywatnym (małe domowe kłótnie dotyczące zmywania naczyń to standard). Niezależnie od rodzaju naszego temperamentu i trybu życia spotykały, spotykają i będą nas spotykać rzeczy, które wywołują stres. Jeśli wiemy, że nie jesteśmy w stanie jego uniknąć, dobrze byłoby się dowiedzieć jak postępować, aby lepiej sobie z nim radzić.

 Joga

Ostatnimi czasy moja nerwowość zaczęła się niebezpiecznie nasilać. Najdrobniejsze rzeczy wytrącały mnie z równowagi. Wystarczyło, aby pani stojąca za mną w kolejce do kasy za bardzo się przybliżyła, a już miałam ochotę rozbić jej butelkę na głowie (zupełnie nie rozumiem dlaczego postanowiła wbijać mi swój łokieć w żebro i chuchać na mój kark). Prawdopodobnie, gdybym miała więcej czasu dla siebie, a w moim życiu nie pojawiało się tyle stresujących sytuacji, to nie wyżywałabym się na każdej napotkanej osobie. No cóż, nie mam za dużego wpływu na zmianę trybu dnia, ale po drobnej reorganizacji udało mi się wygospodarować jedną godzinę w tygodniu na wyciszenie się. Joga, na którą się zapisałam, oczyszcza umysł i rozluźnia ciało. Już po pierwszych zajęciach poczułam się znacznie lepiej – rozciągnęłam wiecznie obolałe od biegania mięśnie i poczułam psychiczną ulgę. Z ciekawostek: gdy chcemy szybko wyciszyć nasz umysł wystarczy na chwilę oprzeć głowę o rękę albo stół, dzięki temu rozluźnimy mięśnie karku (spróbujcie, to naprawdę działa!).

Domowy masaż

Kolejnym sposobem na złagodzenie skutków będących następstwem stresującego trybu życia jest masaż. Wiem że te proponowane przez wyspecjalizowane salony są drogie, ale może Wasza druga połówka mogłaby wyświadczyć Wam przysługę i wykonać delikatny, relaksacyjny masaż? Oczywiście, po sformułowaniu prośby możecie usłyszeć  „nie teraz, oglądam mecz”, „jestem zmęczony”, „to nie są Twoje urodziny”, albo „lepiej ty mnie pomasuj”. Po paru sprzeczkach z moim narzeczonym, opanowałam jednak kilka technik delikatnej manipulacji, tudzież szantażu (jak zwał tak zwał :)). Najskuteczniejsza wydaje się być wymiana polegająca na wykonaniu masażu za przygotowanie kolacji (w skład, której wchodzi połowa zawartości lodówki  – w innym wypadku nici z masażu).

Zielony smoothie

Prawidłowe odżywianie ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie. W ciągu dnia najważniejsze jest zjedzenie pełnowartościowego śniadania (wiem, wiem, nudy, ale trochę teorii jeszcze nikomu nie zaszkodziło). To co zjemy rano, daje nam energetycznego kopa na resztę dnia. Bez niego jesteśmy ospali i bardziej narażeni na wydzielanie sie kortyzolu (hormonu stresu). Dlatego każdego dnia musimy sobie zapewnić odpowiednią dawkę minerałów, białka, węglowodanów oraz tłuszczy. Świetnym rozwiązaniem może być smoothie. Do przyrządzenia witaminowej bomby będziecie potrzebować:

– 1 szklankę szpinaku, jedną gruszkę,

– 2x kiwi, pół dużego ogórka (nie obieramy go!),

– 1 niedużego banan,

– połowę avocado,

– kilka listków mięty lub melisy,

– nasiona chia (są bogate w kwasy tłuszczowe, przeciwutleniacze, witaminy i mikroelementy),

– kolagen (świetnie wpływa na kondycję naszych włosów, paznokci oraz skóry),

– woda kokosowa oraz kilka kostek lodu

Czasami niektóre składniki zamieniam na jabłko, ananasa, melona, mango, pietruszkę, lub aloes. Wszystko zależy od tego co mam w domu i na jakie produkty jest sezon. Poza świeżymi owocami, wybieram też te mrożone (nie kupuję gotowych mrożonek, sama mrożę świeże owoce). 

Gorąca kąpiel lub prysznic 

Bardzo chciałabym mieć wannę w łazience. Na samą myśl o kąpieli robi mi się błogo. Nie wiem od jak dawna marzy mi się wylegiwanie w gorącej wodzie przy świecach, z zapachowym olejkiem unoszącym się w powietrzu i solach morskich dodanych do wody. Niestety, to tylko moja fantazja, ale wszystkim Wam, którzy są szczęśliwymi posiadaczami wanny, polecam wieczorne kąpiele odprężające, zwłasza po ciężkim i stresującym dniu w pracy. Natomiast dla reszty mam złą wiadomość, ostatnio przeczytałam, że odstresowywujące jest również polewanie się naprzemiennie zimną i ciepłą wodą pod prysznicem. Jeszcze nie próbowałam i chyba wolę przeprowadzić remont łazienki ☺.

Czytanie książki

Zaczytując się w dobrej książce z łatwością zapominamy o codziennych zmaganiach. Ten co raz częściej zapominany przez nas sposób na relaksację, sprawdza się znacznie lepiej niż oglądanie telewizji czy siedzenie przed komputerem. Każdego wieczoru staram się czytać chociaż kilka stron książki (jest to jedno z postanowień noworocznych, które póki co, udaje mi się dotrzymać). Szykuję miseczkę ulubionej wieczornej przekąski (zazwyczaj są to orzechy i suszone owoce) i parzę miętową herbatę, do której dodaję łyżeczkę miodu gryczanego z pasieki mojego wujka. Ostatnio sięgam przede wszystkim po literaturę związaną z tematyką zdrowego odżywiania lub biografie sportowców. Nigdy nie zabieram się za horrory – nie sądzę, że można się przy nich wyluzować (ostatnio słyszałam, że oglądając straszny film spalamy 200kcal, ale nawet to mnie nie przekonuje). 

Którą z tych metod stosujecie? Jeśli macie swoje własne sposoby, na radzenie sobie ze stresem, to tradycyjnie będę ich wypatrywać w komentarzach! :)

DIY – flowers in your hair

Today, I want to show you the process of making my updo from yesterday’s post.  I always thought that flower wreaths are a very lovely accessory, however to make it you need a lot of practice. Let’s face the facts If I would try to make one, I would probably never make on time to any wedding. I decided on a simple headdress pinned in my hair. We don’t need any special skills to do it, as long as we have a little time and adequate preparation.

Dziś chciałabym Wam pokazać krótki proces układania fryzury, którą widzieliście we wczorajszym Look of The Day. Wianki z kwiatów zawsze wydawały mi się niezwykle uroczą ozdobą. Ich wykonanie wymaga jednak odrobiny wprawy i myślę, że gdybym zdecydowała się go zapleść kierując się metodą "prób i błędów" nie zdążyłabym w sobotę na żadne wesele. Postawiłam więc na prosty stroik wpięty w pasma włosów. Aby wykonać tę fryzurę nie potrzebujemy wielkich zdolności, ani profesjonalnych urządzeń – wystarczy trochę czasu i odpowiednie przygotowanie. 

Przed ułożeniem włosów, zabrałam się za wykonanie stroika z kwiatów. Do jego przygotowania będziemy potrzebować:

1. Wsuwek i tak zwanych hernadli (szerokie wsuwki widoczne na zdjęciu).

2. Nici w neutralnym kolorze

3. Trzech rodzajów kwiatów (jeden z nich musi mieć twardą łodygę, która posłuży jako stelaż)

Do kwiatu z najtwardszą łodygą delikatnie przywiązujemy nicią kolejne, drobniejsze kwiaty. W moim przypadku były to niezapominajki zerwane w ogrodzie i małe margaretki. Gotowy stroik wkładamy do filiżanki z wodą.

Do odpowiedniego ułożenia delikatnych fal potrzebujemy:

1. Delikatnej szczotki niezakończonej kulkami, które mogłyby poszarpać fale. 

2. Ponieważ gorąca lokówka bardzo wysusza włosy, po umyciu włosów koniecznie nałóżmy dobrą regenerującą odżywkę. Obecnie stosuję tę marki Revalid, bo bardzo dobrze nawilża włosy, najlepiej stosować ją z szamponem z tej samej serii (przy okazji polecam Wam też tak zwany tonik do włosów – daje naprawdę widoczne efekty).

3. Produktu do stylizacji włosów, który nada im "zmierzwiony" efekt (tzw. sea salt hair). Mój jest marki Catwalk, ale w zwykłych drogeriach znajdziecie tańsze odpowiedniki (na przykład Toni & Guy za około 30 złotych).

4. Lakieru do włosów. Nie musi być wyjątkowo mocny, bo w tej fryzurze liczy się naturalny efekt. 

Dosyć grube pasma nawijałam na szerszą część mojej lokówki. Ponieważ nie chciałam uzyskać mocnego skrętu, trzymałam włosy wokół lokówki dosłownie kilka sekund. 

Po zakręceniu całych włosów dokładnie i delikatnie rozczesałam je szczotką. Jak widać na zdjęciu powyżej włosy mają delikatny skręt, ale są trochę za bardzo "ułożone". Aby podtrzymać taki efekt, w trakcie wesela musiałabym chodzić do łazienki, co pięć minut, aby wyczesać włosy. 

Aby fryzura nabrała lekkości, spryskałam ją wodą morską i delikatnie ugniotłam włosy.

Z obydwu stron wyciągnęłam po paśmie włosów (jeśli nie czujemy się pewnie w tego rodzaju upięciach to zostawmy grzywkę w spokoju i zbierzmy włosy na wysykości ucha) i przypięłam je z tyłu głowy wsuwkami. 

Najpierw, używając hernadli delikatnie upnijcie stroik i upewnijcie się, że jest w odpowiednim miejscu. Następnie sięgnijcie po wsuwki i mocniej przypnijcie stroik zaczynając od tyłu ku przodowi. Całą fryzurę spryskajcie lakierem i gotowe! :)

LOOK OF THE DAY

dress / sukienka – Zara (podobną znajdziecie tutaj, tutaj i tutaj)

bag / torebka – Massimo Dutti 

shoes / buty – Zara

bangle / bransoletka – My Way Jewellery

Sezon ślubny mogę uznać za rozpoczęty. Wesela to jedne z niewielu okazji, kiedy każda z nas może z czystym sumieniem założyć niecodzienny strój i zapomnieć o jeansach i bluzach. Od zeszłego sezonu wiosna/lato spódnice i sukienki maxi przestały być już elementem jedynie balowych strojów i nawet w sieciówkach można znaleźć ciekawe modele za przystępną cenę. To świetna informacja dla wszystkich z nas, które borykają się z problemem weselnych strojów. Do mojej długiej spódnicy zakupionej rok temu (tutaj), dołączyła błękitna sukienka, która już na następny dzień od zakupu stała się podstawą mojego wyjściowego zestawu. 

UWAGA: Jeśli nie chcecie popełnić faux pas, pamiętajcie, że na suknię do ziemi, możecie sobie pozwolić tylko w sytuacji, w której panna młoda ma suknię tej samej długości. Jeśli jest inaczej i sukienka panny młodej jest krótsza od tej, którą mamy na sobie, nasz strój może zostać uznany za nieodpowiedni. A po więcej informacji dotyczących weselnego savoir vivre zapraszam do tego artykułu.

INTERVIEW – JESSICA FROM FASHIONMUGGING

W naszej małej blogowej redakcji zrodził się pomysł na odświeżenie strony i zaproponowanie Wam kilku nowości. Pierwsza z nich to wywiady z blogerkami modowymi. Bohaterką dzisiejszego wywiadu jest dwudziestoletnia Jessica, która od trzech lat prowadzi z powodzeniem blog Fashionmugging.

K: Co Ciebie skłoniło do założenia własnego bloga?

J: Zawsze moda odgrywała dużą rolę w moim życiu i w pewnym momencie stwierdziłam, że chciałabym podzielić się z kimś moim stylem i pomysłami dotyczącymi ubioru. Blog wydał mi się dobrym rozwiązaniem, chociaż moi znajomi z początku dziwili się i nie rozumieli mojego pomysłu. Po pewnym czasie, gdy blog zaczął zdobywać popularność i zainteresowanie, moi bliscy też dostrzegli w tym jakieś przesłanie.

K: Czy prowadzenie bloga to wciąż tylko Twoja pasja, czy może już praca?

J: Za każdym razem, gdy poświęcam się pracy nad blogiem, takiej jak pisanie tekstów czy obrabianie zdjęć, proszę o chwilę spokoju i oznajmiam, że „pracuję”. W gruncie rzeczy, ta część mojego życia jest dla mnie ogromną przyjemnością i świetnym sposobem na rozładowanie stresów nagromadzonych w ciągu dnia. Każdy kolejny wpis na blogu daje mi autentyczne poczucie spełnienia się i mam nadzieję, że będzie ono trwało jak najdłużej pomimo tego, że mój przyszły zawód ma niewiele wspólnego z modą – na co dzień studiuję stomatologie. 

K: Stomatologia to ciężki kierunek – jak udaje Ci się godzić studiowanie z prowadzeniem bloga?

J: To samo pytanie zadają mi moi znajomi z uczelni. Nie jest to łatwe, ale staram się wykorzystać każdą wolną chwilę. Między zajęciami robię zdjęcia (o ile światło jest dobre), na maile odpisuję wczesnym rankiem lub tuż przed snem. Czasami nawet mam poczucie, że im więcej mam spraw na głowie, tym lepiej zarządzam swoim czasem. Pogodzenie pracy nad blogiem ze studiami wymaga po prostu wprawy i skrupulatności. Powoli jednak nasuwa mi się myśl, że żadna z tych dwóch części mojego życia nie funkcjonowałaby oddzielnie.

K: Jak w takim razie wygląda Twój typowy dzień? 

J; Od poniedziałku do piątku wstaję wcześnie rano i idę na zajęcia. W międzyczasie uzgadniam plan dnia z moim chłopakiem, który jest odpowiedzialny za część fotograficzną bloga i staram się wszystko jak najlepiej zaplanować. Zdarza się, że cały dzień jestem zmuszona poświęcić studiowaniu i wtedy mam czas tylko na naukę. Jednak w weekendy bardziej poświęcam się przyjemnościom takim jak zakupy, sport, spotkania z przyjaciółmi czy praca nad blogiem.

K: Co w blogowaniu sprawia Ci najwięcej przyjemności a co trudu?

J: Podróże to dla mnie najprzyjemniejszy blogowy obowiązek, nawet jeśli jest to jedynie krótka wyprawa z południa Polski, gdzie mieszkam, do Warszawy (tak jak w przypadku tego wywiadu). Bardzo cieszą mnie też pozytywne komentarze od moich czytelników. Jedyną rzeczą, która wywołuje u mnie odrobinę nieprzyjemnego stresu jest przygotowywanie się do zdjęć. Nie zawsze mam pewność, że wybrany przeze mnie plener czy strój będzie dobrze wyglądał na zdjęciach.

K: Co lubisz robić w wolnym czasie? Oczywiście, poza poza prowadzeniem bloga?

J: Uprawiać sport – w zimie jeżdżę na nartach, cały rok regularnie biegam, uprawiam jogę. Cenię sobie też czas spędzony ze znajomymi i tak jak wcześniej już wspominałam  – uwielbiam zakupy. Jak widać, spędzam wolny czas w banalny sposób i dobrze mi z tym.

K: Jak określiłabyś swój styl?

J: Mój styl jest prosty, minimalistyczny i chociaż przez lata ewoluował, to wciąż lubię wracać do swoich pierwszych inspiracji – Elin Kling czy sióstr Olsen. Dziś czuję się pewniej niż kiedyś, po prostu wiem, jak chcę się ubrać. Staram się być konsekwentna, może dlatego niektórzy czytelnicy zarzucają mi powtarzalność. Ja stawiam jednak na użyteczność i uniwersalność, co rzeczywiście niesie ze sobą ryzyko powielania pomysłów.

K: To co najchętniej wyciągasz ze swojej szafy?

J: Zamszowe kozaki za kolano, czarne balerinki z lakierowanym noskiem, skórzaną ramoneskę, biały T-shirt i męski zegarek.

K: A jak wygląda Twój idealny strój na dzień?

J: Niebieskie dżinsy z rozdarciem na kolanie, czarne balerinki, biały T-shirt, marynarka i oryginalna torebka, która sprawi, że cała stylizacja nabierze charakteru i będzie się wyróżniać na ulicy.

K: Jaki element garderoby powinna mieć w szafie każda kobieta?

J: Na każde pytanie będę odpowiadać tak samo, ale nie mam wyjścia – czarne balerinki i wyjątkową torebkę, w którą warto zainwestować, nawet jeśli będziemy musiały na nią zbierać przez dziesięć lat.

K: Jak myślisz, jakie modowe gafy najczęściej popełniają Polki?

J: Za wszelką cenę próbują się dostosować do panujących trendów. Przywykłyśmy do tego, że trendy zmieniają się co roku i musimy za nimi nadążyć, ale to dobry gust, a nie ilość rzeczy w szafie, decyduje o tym, czy będziemy wyglądać stylowo.

K: Niestety nie każda z nas ma świetny gust. Co byś poradziła dziewczynom, które nie do końca wiedzą, co na siebie założyć, achciałyby wyglądać dobrze?

J: Spróbowałabym stworzyć gotowe, proste zestawy. Najczęściej popełniamy błędy, gdy mamy mało czasu i na siłę próbujemy wybrać coś z naszej szafy. Im mniej czasu i ochoty mamy na bawienie się w stylistkę, tym prostsze ubrania powinnyśmy kupować. Jeśli nie mamy żadnego pomysłu, jak połączyć nasze ubrania, nie musimy od razu wydawać całej pensji na stylistkę. Pomocą mogą okazać się blogi modowe, w których pełno jest inspiracji na klasyczne zestawy.

K: Jakt Twój styl zmienił się przez lata?

J: Pamiętam, jak pisałaś na blogu, że czasem patrząc wstecz, nie możesz uwierzyć w to, że zdecydowałaś się założyć i pokazać konkretny strój. Teraz wydaje Ci sie, że po prostu do Ciebie nie pasuje – mam dokładnie tak samo, kiedy przeglądam swoje stare wpisy! Gdy zakładałam blog, miałam siedemnaście lat, w międzyczasie skończyłam liceum i poszłam na studia. To oczywiste, że na mój styl miała wpływ zmiana środowiska, trybu życia i oczywiście sama praca przy blogu – z pewnych rzeczy wyrosłam, do pewnych dojrzałam i przede wszystkim – wiele się nauczyłam.

K: Czego nigdy byś na siebie nie założyła?

J: To wyjątkowo łatwe pytanie. Od dzieciństwa nie znoszę koszulek POLO. Moja mama marzyła, abym została sławną tenisistką. Kładła duży nacisk zarówno na treningi, jak i ubiór. Uparła się na wspomniane polówki , które w dodatku strasznie gryzły. Nie sądzę abym kiedykolwiek jeszcze jakąś przymierzyła, nie mówiąc już o noszeniu jej dłużej niż godzinę.

K: Czy masz w głowie obraz swojej wymarzonej sukienki?

J: Uwielbiam balowe, długie suknie i bardzo żałuję, że swoją studniówkę mam już za sobą. Gdybym mogła cofnąć czas, to założyłabym sukienkę zaprojektowaną przez Elie Saaba. Każdą!

K: Kto jest Twoją ikoną stylu?

J: Przede wszystkim inspirują mnie blogerki modowe. Chiara Ferragni była moją pierwszą muzą i impulsem do założenia własnego bloga, podziwiam jej styl, pomysł na siebie i to, w jak krótkim czasie udało jej sie osiągnąć wielki sukces. Uwielbiam modelki – Mirandę Kerr, Rosie Huntington-Whiteley, Kate Moss i Olivię Palermo, pomimo tego, że czasem wybiera rzeczy, których sama bym nie założyła. Zawsze podobał mi się też styl sióstr Olsen.

K: W jakich sklepach najczęściej robisz zakupy?

J: W sieciówkach – w H&M zaopatrzam się w proste topy i koszulki, ZARĘ lubię za ciekawe projekty i perfekcyjne przekładanie trendów z wybiegów, ale najczęściej robię zakupy w internecie. Znajduję tam rzeczy, których nie można dostać w centrach handlowych. Dzięki temu mam szansę sprawić sobie coś wyjątkowego i to bez wychodzenia z domu. Jeśli uda mi się odłożyć oszczędności, to chętnie kupuję torebki i dodatki w domach handlowych za granicą.

K: Co cenisz sobie bardziej – niską cenę czy wysoką jakość?

J: Zdecydowanie jakość. Moja mama nauczyła mnie, że lepiej kupić jedną koszulkę dobrej jakości niż pięć takich, które zniszczą się po pierwszym praniu. Na początku tego nie rozumiałam, bo jako nastolatka chciałam mieć jak najwięcej ciuchów, aby mieć w czym wybierać, ale teraz cieszę się, że mama wpoiła mi tę zasadę.

K: Jak myślisz, w czym będziemy chodzić w sezonie wiosna/lato 2014?

J: Nie przywiązuję wagi do sezonowych trendów, ale myślę, że w tym roku szczególnie spodobają się jeansy z rozdarciami, więc warto poszukać ich w sklepach lub przerobić jakąś starą parę.

K: Twój ulubiony projektant to…?

J: Chyba łatwiej będzie mi wymienić ulubione domy mody. Uwielbiam Celine i Chanel, a z polskich marek podoba mi się kolekcja Jemioła Basic, Maciej Zień czy ponadczasowe projekty La Mania.

K: Czy wiążesz swoją przyszłość z przemysłem modowym?

J: Nie wiem do czego zaprowadzi mnie moja przygoda z blogiem, ani co przyniesie przyszłość. Na pewno chciałabym w dalszym ciągu rozwijać się w tym kierunku, ale jednocześnie wciąż twardo stąpać po ziemi i przygotować się dobrze do przyszłego zawodu stomatologa. To dla mnie równie ważne.

K: Jakie jest Twoje największe modowe marzenie?

J: Zawsze miałam skryte marzenia o zaprojektowaniu własnej linii torebek i tak jak wiele dziewczyn, chciałabym pojechać do Nowego Jorku na Fashion Week. Te dwie rzeczy byłyby prawdziwym zwieńczeniem mojej blogowej pracy.

Więcej wywiadów z blogerkami znajdziecie na www.MakeFashionEasier.pl :)

Bardzo dziękujemy restauracji Flaming z możliwość wykonania zdjęć.