that’s my choice for a sunny day in april

jeans jacket & trousers / kurtka jeansowa i spodnie – Mango (obecna kolekcja)

boots / botki – Zara

knitted top / dzianiniowy top – GAP

gray bag / szara torebka – Sabrina Pilewicz

eko bag / półcienna torba – Gdynia Śródmieście

watch / zegarek – Casio

Lately, I’ve been choosing clothes in which I can feel comfortably enough to do whatever I want, mostly because I want to fully appreciate every day in my beloved Sopot. Since the Spring came to Tricity white trousers are one of my favorite items to wear, denim jacket feels like second skin to me, and flat shoes allow me to run around the town without any fear of falling. On my way home I reach out for a canvas bag to pack my groceries for dinner. Finally, I can just feast my eyes with the view of the sea.

Chcąc się cieszyć każdym dniem spędzonym w moim ukochanym Sopocie, stawiam przede wszystkim na wygodne zestawy, które umożliwiają mi robienie wszystkiego, na co mam ochotę. Odkąd do Trójmiasta zawitała wiosna, białe spodnie coraz częściej stają się elementem moich codziennych strojów. W jeansowej kurtce czuję się jak w drugiej skórze, a botki na niskim, szerokim obcasie pozwalają mi biegać po mieście (bez obawy, że zaraz się wywrócę). Ten zestaw świetnie sprawdził sie w ciągu całego dnia. Nawet pod wieczór z przyjemnością wybrałam się do sklepu pieszo, zamiast samochodem (a to zdarza się naprawdę rzadko:)). Po kupieniu wszystkich potrzebnych produktów na kolację (w tym świeżych kwiatów – w końcu liczy się nastrój!:)) ruszyłam w drogę powrotną do domu (przy okazji robiąc kilka zdjęć;)). 

domowe pierogi z kaszą gryczaną, fetą i dużą ilością pietruszki

Ostatnią niedzielę spędziliśmy na świeżym powietrzu. Mojej Mamie z dużym powodzeniem udało się zagonić nas wszystkich do prac porządkowych. Wkopaliśmy ponad 80 cebulek – lilie, amarysy, mieczyki, zefiranty, dalie i trochę pachnącego groszku. Buzia i dłonie umorusane od ziemi, spodnie robocze przetarte na kolanach i pokłute ręce od przycinania badyli. Ci co mieli siły pomogli również przy ziołach. Co z tego wyrośnie, to się okażę za 2 miesiące, ale było wesoło! Po całym dniu ogrodowych prac z przyjemnością zasiedliśmy do stołu. Moje domowe pierogi z kaszą gryczaną, fetą i pietruszką zniknęły w mig!

 

Skład:

ciasto:  

600 g mąki

ok 300 ml ciepłej wody

ok 2-3 łyżki sklarowanego masła

szczypta soli

1 jajko

farsz:

2 torebki ugotowanej kaszy gryczanej

3-4 czerwone cebule

1 opakowanie fety

200 g wędzonego boczku lub wędzonej kiełbasy

3-4 ząbki czosnku

garść podprażonego kminku

garść świeżego szczypiorku

1 pęczek posiekanej pietruszki

szczypta gałki muszkatołowej

sól morska / świeżo zmielony pieprz

do podania: skwarki, śmietana, świeża pietruszka

A oto jak to zrobić:

1. Mąkę z solą przesiewamy, wbijamy jajko i dolewając ciepłej wody wyrabiamy ciasto. Kiedy składniki się połączą dodajemy masło i ponownie zagniatamy ciasto, aby zrobiło się gładkie. Przykrywamy bawełnianą szmatką.

2. Ugotowaną kaszę gryczaną łączymy z fetą i zagniatamy widelcem. Dodajemy podsmażoną cebulę, boczek,rozgniecony czosnke, posiekany szczypiorek i pietruszkę. Doprawiamy szczyptę gałki muszkatołowej i prażonym kminek. Mieszamy  (doprawiamy solą i pieprzem wg własnego uznania)

3. Ciasto rozwałkowujemy na stolnicy i wycinamy kółka (np. za pomocą szklanki), na środku kładziemy gotowy farsz i zaginamy na pół. Brzegi warto zwilżyć wodą. Pierogi gotujemy w dużym garnku z osoloną wodą, do momentu aż wypłynął. Pierogi tuż przed podaniem podsmażamy ze skwarkami. Podajemy ze śmietaną i posiekaną pietruszką. Obowiązkowo szklanka kefiru :-)

LOOK OF THE EVENING – WHAT TO WEAR WHEN I HAVE NOTHING TO WEAR?

dress / sukienka – Sugarfree

high boots / kozaki – Prima Moda

coat / płaszcz – H&M

bag / torebka – Kazar

watch – MK 5055

W trakcie prowadzenia bloga weszłam w posiadanie wielu wieczorowych sukienek, wysokich szpilek i malutkich torebeczek. Zadbałam też o to, aby nie zabrakło mi swetrów, luźnych t-shirtów i bluz, w których chodzę na co dzień. Gdy jednak musiałam się ostatnio wyszykować na normalną imprezę (od ostatniej, na której byłam minął chyba rok) okazało się, że nie mam się w co ubrać. Na nic były mi koktajlowe kreacje (w klubie wyglądałabym w nich po prostu śmiesznie), puzderka bez paska, czy łańcuszka (zgubiłabym je w pięć minut), nie mówiąc już o moich ukochanych bluzach. Wybawieniem okazała się niezastąpiona mała czarna, o której w szale tworzenia nowych stylizacji, zdążyłam kompletnie zapomnieć. Założyłam do niej wysokie kozaki, płaszcz i klasyczną torebkę. Kilka dni później wybrałam ją jako strój dzienny – z kryjącymi rajstopami, sztybletami i camelowym płaszczem, a gdy przyjdzie lato połączę ją z płócienną torbą i sandałkami. A Wy co dziś na siebie założyłyście? :)