Czy Indianie mieli rację? Czyli umilacze w wersji EKO.

   "When the last tree has been cut down, the last fish caught, the last river poisoned, only then will we realize that one cannot eat money" – I've lately found this poignant Cree Indians' prophecy in the last issue of National Geographic while I was flying from Brussels to Gdańsk. I read about the South China Sea and the dying tuna fish, about women facing extreme discrimination with no chances for education and thus, no chances for the improvement of their living conditions, about new diseases and harmful antibiotics. And about the beautiful forests that are no longer there.

   In order to calm down my own remorse, I quickly tried to remember how conscientiously I segregate trash, save water, and give likes on Facebook to anybody who has lately saved a tree from being cut down. It might be said that I fell prey to the vogue for ecology a couple of years ago and so far I've been faithful to this trend. Of course, not without exceptions. There are still many changes that I should introduce – I drive a car with a combustion engine, not all of my clothes are eco-friendly, I sometimes buy one avocado too many and then throw it away after a couple of days when it is no longer edible (limiting the amount of food that I waste is my number one goal at the moment), and as recently as yesterday, I was binging on the worst possible trans fats (how can you even watch the new version of "Beauty and the Beast" without popcorn?). Despite all of these sins, I think that I'm heading along the right lines and it seems that there is an increasingly large number of people who think in a similar way. Thus, one may assume that it brings only benefits, and that our lips should involuntarily twitch into a smile when we see that each company, supermarket, or drugstore tries to meet our expectations and offers "eco," "bio," and "100% natural" or "from a certified farm" products. However, this has nothing to do with the truth.

***

   „Dopiero gdy ostatnie drzewo zostanie ścięte, ostatnia rzeka zatruta, ostatnia ryba złowiona, uświadomicie sobie, że nie można zjeść pieniędzy” – tę przejmującą przepowiednię Indian Kri znalazłam w ostatnim numerze National Geographic w trakcie lotu z Brukseli do Gdańska. Czytałam o morzu południowochińskim i ginących tuńczykach, o kobietach dotkniętych niesłychaną dyskryminacją, bez szans na edukację a tym samym poprawę życia, o nowych chorobach i zgubnych antybiotykach. I o pięknych lasach, których już nie ma.

   Chcąc uspokoić własne wyrzuty sumienia, szybko staram się sobie przypomnieć, jak skrupulatnie segreguję śmieci, oszczędzam wodę i daję lajki na facebooku każdemu, kto w ostatnim czasie uchronił drzewo przed ścięciem. Można powiedzieć, że kilka lat temu uległam modzie na ekologię i póki co jestem wierna temu trendowi. Oczywiście nie bez wyjątków. Wciąż czeka mnie wiele zmian – korzystam ze spalinowego samochodu, nie wszystkie moje ubrania są "eko", zdarza mi się kupić z łakomstwa o jedno awokado za dużo i wyrzucić je po kilku dniach, gdy nie nadaje się już do spożycia (ograniczenie marnowanego jedzenia to obecnie mój cel numer jeden), a nie dalej jak wczoraj objadałam się najgorszymi z możliwych tłuszczami trans (no bo jak oglądać nową wersję "Pięknej i Bestii" bez popcornu?). Mimo tych wszystkich grzechów, uważam, że idę w dobrą stronę i mam wrażenie, że osób myślących podobnie do mnie jest coraz więcej. Można by uznać, że płyną z tego jedynie korzyści, a nasze usta same układają się w uśmiechu, gdy widzimy jak każda firma, supermarket czy drogeria wychodzi nam naprzeciw i proponuje swoje produkty w wersji "eko", "bio", "100% natural" czy "z prawdziwego gospodarstwa". Tyle w tym prawdy co warzyw w chipsach. 

trousers / spodnie – Tallinder (podobne tutaj) // sweater / sweter – Mads Norgaard // flats / mokasyny – Pretty Ballerinas

  The vogue for ecology has been uninterruptedly on for a few years. Trends are business, and business is money; therefore, even the largest and the most anti-environment concerns sensed a great opportunity and started their endeavours to get new customers who know and expect more. The first attempts were futile – it turned out that eco products were not that eco, that the delicious and healthy frozen vegetables were enriched with sodium glutamate (more carcinogenic than cigarettes), that the ham from "Mr. John's home smokery" had only 16 % of meat and had never even been touched by smoke, or that the eco cosmetics were not that different in terms of their ingredients from a liquid toiled cleaner.

   Yet over time, the clever customer started to become increasingly difficulty to trick. Additionally, Europe, tired with consumption, quickly took up the disseminating trend of minimalism that dictated to make fewer purchases but make wiser choices. Choices that are based on quality not only price. We started to read labels, search for catches in the composition of products, and change our habits. It can be clearly seen in our approach to clothes. Today, we are far from turning into a clothing locust that recklessly swallows up and throws away a mass of needless clothes. We've learnt that acrylic is bad, cashmere can't be cheap, and it's better to have one neat raincoat than three of mediocre quality. We've learnt to spare a moment to search on-line for something that will truly be an outcome of small family companies and their work. I wrote "truly" because while I'm working on MLE Collection, I increasingly often hear about a certain precedent – brands sew their clothes in China, transport them to Poland, and then, they execute petty adjustments (for example, sewing buttons) which gives them the right to flaunt the "Made in Poland" label evoking positive emotions in the customers (I recommend, among other brands, the following ones: RobotyRęczneMOYEMuscat or Mongrei).

   Moda na ekologię trwa nieprzerwanie od kilku lat. Moda to biznes, a biznes to pieniądze, dlatego nawet największe i najbardziej wrogie wobec środowiska koncerny wyczuły okazję i zaczęły swoje starania o klienta, który wie i oczekuje więcej. Pierwsze próby były marne – okazywało się, że ekologiczne produkty wcale nie są eko, że do pysznych i zdrowych mrożonek warzywnych dosypuje się glutaminian sodu (rakotwórczy bardziej niż papierosy), że szynka „z domowej wędzarni pana Janka” ma w sobie 16 procent mięsa i nigdy nie miała styczności z dymem albo że ekokosmetyki nie różnią się znacznie składem od płynu do mycia toalet.

   Ale z czasem cwanego klienta coraz trudniej było oszukać. Na dodatek, zmęczona konsumpcją Europa szybko podchwyciła szerzący się nurt minimalizmu, który nakazywał kupować mniej, ale za to rozsądniej. Kierować się jakością, a nie tylko ceną. Zaczęliśmy czytać metki, wyszukiwać haczyków w składzie produktu i zmieniać swoje przyzwyczajenia. Widać to wyraźnie w naszym podejściu do ciuchów. Dziś coraz dalej nam do odzieżowej szarańczy, która bez opamiętania wchłania i po chwili wyrzuca masę niepotrzebnych już nikomu ubrań. Wiemy, że akryl to zło, kaszmir nie może być tani i lepiej mieć jeden porządny prochowiec niż trzy "takie sobie". Potrafimy też poświęcić chwilę, aby poszukać w sieci czegoś, co naprawdę jest efektem pracy małych rodzimych firm. Piszę "naprawdę" bo pracując nad MLE Collection coraz częściej słyszę o pewnym procederze – marki szyją ubrania w Chinach, przewożą je do Polski, a następnie wykonują niewielkie prace (na przykład doszycie guzików), co daje im prawo do obnoszenia się z metką "Made in Poland", która wzbudza w nas pozytywne uczucia (ja ze swojej strony polecam między innymi marki: RobotyRęczneMOYE, Muscat czy Mongrei).

"Sekrety roślin. Przyroda uchyla listka tajemnicy" autorstwa Dautheville Anne-France  to idealna książka dla każdego, kto chciałby być bliżej natury. Wiedziałyście, że aby wygonić z domu muchy warto rozłożyć w kilku miejscach gałązki rącznika pospolitego, gdyż te owady nie znoszą jego zapachu? Z książki możemy także dowiedzieć się jak wyprodukować sól w ogrodzie, jak oczyścić wodę ze szkodliwych cząsteczek lub jak pozbyć się szkodników z roślin. Lektura jest lekka i przyjemna w czytaniu a autorka ma lekki, często także zabawny styl pisania.

   In Poland, the market value of eco products was estimated to total almost one billion zlotys in 2016. No wonder that large concerns found motivation to adapt to the determinants of the BIO trend. I appreciate the efforts of a few largest chain stores which spend huge amounts of money for the development of new technologies helping to decrease the use of water in the production process of cotton or helping to implement recycling of clothes on a considerably greater scale than so far. It is a major advantage of such brands as H&M, KappAhl, or Mango. It has to be admitted that Inditex was a little bit late – hopefully, it will have the time to catch up (I wrote more about it here).

   The second economy branch, right after food products, which most frequently pulls the wool over our eyes with products that supposedly are eco is the cosmetic industry. When I enter a drugstore, I see shampoos, balms, or lotions that are screaming at me from all shelves – I wouldn't be able to test all of those products that pride themselves in containing "natural ingredients" in my entire lifetime. However, there are brands that have convinced me to try them – it seems that their ideology goes hand in hand with the quality of the product. Iossi, Fridge, Creamy, Clochee are only some of the numerous Polish brands that I trust.

   Apart from their compositions, it is worth mentioning the production process itself. Our domestic brands are trying to keep their policies transparent, the problem becomes more difficult when it comes to the gigantic consortia that have their headquarters abroad – but even here I can notice a huge difference. It is a real wonder that Kérastase has seriously considered the idea of sustainable development (the needs of the current generation may be fulfilled without the need to deprive future generations of the same privilege). For example, coconuts necessary to obtain the main ingredient used in the cosmetics from the Aura Botanica line are hand-picked by the local non-governmental organisation, Women in Business Development (WIMDI). This project permits almost 100 Samoan women to have a source of regular income that allows them to have a normal life. All of the ingredients are qualified as obtained in an appropriate way which means that they have an identifiable source. They are verified by an independent entity and have a positive influence on the society. Kérastase's production plant has been characterised by having a net zero carbon footprint since 2015. It means that for the first time, a three-generating unit was used to supply the factory with steam, hot water, cold water, and electricity producing enough energy to cover the whole demand for energy connected with the processes of production and packaging. Additionally, the biomass production plant is equipped with photovoltaic panels which supply electricity necessary to obtain the status of carbon neutrality (basically, the emission from burning CO2 that is harmful to the environment as well as the water consumption are reduced). And if the above-mentioned information isn’t that convincing for us, let's just look at the ingredients – more than 96% of the substances used in Aura Botanica cosmetics are natural.

   W Polsce wartość rynku produktów ekologicznych w 2016 roku wyceniona została na blisko miliard złotych. Nic dziwnego, że wielkie koncerny znalazły motywację, aby wstrzelić się w modę BIO. Doceniam starania kilku największych sieciówek, które przeznaczają ogromne pieniądze na rozwój nowych technologii pomagających ograniczyć zużycie wody przy produkcji bawełny albo wykorzystywać recykling ubrań na znacznie większą skalę niż dotychczas. To duży plus takich marek jak H&M, KappAhl czy Mango. Trzeba przyznać, że Inditex pod tym względem trochę się spóźnił – miejmy nadzieję, że jeszcze zdąży to nadrobić (więcej pisałam o tym tutaj).

   Drugą w kolejności, po produktach spożywczych, gałęzią biznesu, która najczęściej mydli nam oczy produktami "w stylu eko" jest branża kosmetyczna. Gdy wchodzę do drogerii z każdej półki krzyczą do mnie szampony, balsamy czy kremy. W całym swoim życiu nie byłabym w stanie przetestować wszystkich, które szczycą się "naturalnymi składnikami". Są jednak też takie firmy, które przekonały mnie do siebie – zdaje się, że ich ideologia idzie w parze z jakością produktu. Iossi, Fridge, Creamy, Clochee to tylko kilka z wielu polskich marek, którym wierzę.

   Poza składem warto też wspomnieć o samym sposobie produkcji. Nasze rodzime marki starają się być w tej kwestii transparentne. Gorzej z wielkimi konsorcjami, które mają siedziby za granicą, ale i tu dostrzegam wielką zmianę – aż dziw bierze jak wielką wagę marka Kérastase przywiązała do idei zrównoważonego rozwoju (potrzeby obecnego pokolenia mogą być zaspokojone bez umniejszania szans przyszłych pokoleń na ich zaspokojenie). Na przykład orzechy kokosowe, niezbędne do wytwarzania głównego składnika kosmetyków z serii Aura Botanica, są ręcznie zbierane przez lokalną organizację pozarządową Women in Business Development (WIBDI). Za pośrednictwem tego projektu, niemal 100 samoańskich kobiet otrzymuje regularny dochód, co umożliwia im normalne życie. Wszystkie składniki są zakwalifikowane jako pozyskiwane w odpowiedzialny sposób, to znaczy, że mają identyfikowalne pochodzenie, są zatwierdzone przez niezależną jednostkę oraz mają pozytywny wpływ na społeczność. Zakład produkcyjny Kérastase charakteryzuje się neutralnością węglową od 2015 roku. Oznacza to, że po raz pierwszy obiekt trójgeneracyjny dostarcza parę, gorącą wodę, zimną wodę i elektryczność do fabryki i produkuje energię w ilości, która w 100% pokrywa zapotrzebowanie na energię związane z procesami produkcyjnymi i pakowaniem. Fabryka biomasy wyposażona jest w panele fotowoltaiczne, które dostarczają elektryczność niezbędną do osiągnięcia statusu neutralności węglowej (w skrócie – ograniczana jest emisja spalania szkodliwego dla środowiska CO2 oraz zużywalność wody). A jeśli powyższe informacje nie do końca do nas przemawiają, to po prostu spójrzmy na skład – ponad 96% substancji użytych w kosmetykach Aura Botanica jest naturalnych.

Seria Aura Botanica zawiera olej z kokosa i orzechów arganowych. Produkty dostępne są w salonach rekomendowanych przez Kérastase. Dzięki diagnozie fryzjera jesteśmy w stanie dopasować idealne kosmetyki do pielęgnacji włosów. W salonach dostępny jest również wyjątkowy Rytuał Aura Botanica, który daje świetne efekty. 

   Women are the ones most exposed to unreliable PR of pseudo-ecological brands. This is because we more often do the everyday shopping, decide about what our family will eat, and what cosmetics they will use. We also pay great attention to our health and an appropriate diet. All the same, we also have a greater influence on the market. On many occasions, I've mentioned that we, as customers, shape the supply – we (or rather our wallets) have the greatest influence on the large concerns or even the economic policy of countries. Unfortunately, the world revolves around money, but we are able to consciously use this mechanism and outwit the greediness of economy in the favour of our planet. Let's make conscious and moderate purchases, let's buy things that are offered by small producers, bearing a certificate, and what is most important, let's buy products that are healthy for us – this is the best and the most effective way to stop the demise of our planet.

   Kobiety są najbardziej narażone na nierzetelny PR pseudo-ekologicznych marek. To dlatego, że częściej robimy codzienne zakupy, decydujemy o tym, co będzie jadła nasza rodzina i jakich kosmetyków będzie używała. Przywiązujemy też dużą wagę do zdrowia i odpowiedniej diety. Tym samym, mamy większy wpływ na kształtowanie rynku. Niejednokrotnie pisałam o tym, że to my jako klienci kształtujemy podaż – to my ( a właściwie nasze portfele) mają największy wpływ na wielkie koncerny, a nawet politykę ekonomiczną krajów. Niestety, świat kręci się wokół pieniędzy, ale my możemy świadomie wykorzystać ten mechanizm i przechytrzyć pazerność gospodarki na korzyść Ziemi. Kupujmy świadomie i z umiarem, kupujmy rzeczy pochodzące od małych producentów, oznaczone certyfikatami i przede wszystkim kupujmy produkty, które są zdrowe dla nas samych – to najlepszy i najskuteczniejszy sposób na powstrzymanie nieszczęść naszej planety. 

Look of The Day – Bruksela, Plac Sablon

trampki – Vans on eobuwie.pl

denim jacket / dżinsowa kurtka – Topshop

wool sweater / wełniany sweter – prototyp MLE Collection

leather bag / skórzana torebka – Tallinder

jeans / spodnie – ONLY

   Sablon Square is my favourite place in Brussels. Especially on the weekends, when it turns into a small antiques market attracting local residents like a magnet. I bought a round brass handle that will be perfect for the door leading to the veranda. Who knows maybe it decorated the entrance to a household of some notable Belgian aristocrat in the past?  

***

   Plac Sablon to moje ulubione miejsce w Brukseli. Zwłaszcza w weekendy, gdy zamienia się w niewielki targ staroci, przyciągający tutejszych jak magnes. Ja skusiłam się na okrągłą, mosiężną klamkę, która świetnie będzie się nadawać do drzwi wychodzących na werandę. Kto wie, może dawniej zdobiła wejście do domostwa jakiegoś znamienitego belgijskiego arystokraty?   

Lutowe top 5: Najlepsze stylizacje polskich blogerek

     Today's ranking includes sets in which long warm coats are the centre stage. See what models were chosen by the bloggers. Write in the comments which outfit is your favourite.

***

   W dzisiejszym rankingu znalazły się zestawienia, w których główną rolę odgrywają ciepłe długie płaszcze. Zobaczcie jakie modele wybrały blogerki. Piszcie w komentarzach, które miejsce podoba Wam się najbardziej.

 

MIEJSCE PIĄTEMix Fahion World

Classic black coats are an irreplaceable and timeless element of wardrobe that will never go out of fashion. It might have fitted waist or come in an oversize cut. Martyna chose the second option.

Czarne klasyczne płaszcze to niezastąpiony i ponadczasowy element garderoby, który nigdy nie wyjdzie z mody. Może być taliowany lub oversizowy. Na ten drugi model postawiła Martyna. 

 

MIEJSCE 4

JD Fashion Freak

In this outfit, Dorota opted for a classic grey coat with black leather trousers as well as an asymmetrical dress. A black hat, box clutch bag, and booties on a golden heel top up the whole set creating an original urban outfit.

W tym zestawieniu Dorota postawiła na szary, klasyczny płaszcz z czarnymi, skórzanymi spodniami oraz asymetryczną sukienką. Czarny kapelusz, pudełkowa torebka oraz botki na złotym obcasie dopełniają całość tworząc miejską, oryginalną stylizację.

MIEJSCE TRZECIE

Gosia Boy

Gosia took advantage of the weather and decided to wear a pair of cut-out booties that elongate her legs, a long grey belted coat as well as jagged jeans. Everything looks incredibly coherent and elegant.

Gosia skorzystała z pięknej pogody i zdecydowała się na wycięte botki wydłużające nogi, długi szary wiązany płaszcz oraz postrzępione jeansy. Wszystko prezentuje się niezwykle spójnie i elegancko. 

MIEJSCE DRUGIE

Jestem Kasia

Kasia combined her light long Topshop coat with blue jeans and simple accessories. Owing to a pair of feminine sunglasses and long loose hair, this manly set did not overwhelm her.

Kasia swój długi, lekki płaszcz z Topshopu zestawiła z niebieskimi dżinsami i prostymi dodatkami. Dzięki kobiecym okularom i długim rozpuszczonym włosom ten męski zestaw nie przytłoczył Kasi. 

MIEJSCE PIERWSZE

Olivia Kijo

Today, my first place went to Olivia because she enthralled me with her British-style urban outfit. I really like chequered pattern that you can see on her coat as well as the simple combination of the colour of jeans, navy blue, and grey hues.

Na miejsce pierwsze wytypowałam w dzisiejszym zestawieniu Olivię, gdyż urzekła mnie jej miejska propozycja w brytyjskim stylu. Bardzo lubię kraciasty wzór, który widzicie na płaszczu i spokojne połączenie koloru dżinsu z granatem i szarościami.