Czy dbanie o siebie to słabość? Czy powinnyśmy z niej zrezygnować w imię niezależności?

   Over the last week, I came across multiple examples of photos displaying impeccable bodies, perfect makeup, and dense hair both in magazines and online. There were also plenty of advice on how to attain such an effect at your own home (it's best to attain it before your holiday). At the same time, Facebook offered me links to articles about how to combat this pressure, whether you should stop shaving you legs, and articles about the depreciating influence of taking care of your appearance.  

   Views and trends like extremes which is often transformed into thinking – "either you're with us or against us." You need to wear high heels everyday and your manicure has to be perfect even while you're peeling potatoes. Otherwise, you'll come across as a slovenly slob. On the other hand, you hear: use your Instagram to publish photos of your cellulite and throw away all your cosmetics and dresses with necklines. You don't want to? Then, you are another example of a woman who is enslaved by the opinions of men.

   On the one hand, I would like to resemble Miranda Kerr, on the other hand, I feel certain unity with women who disagree to be assessed through their appearance. My pangs of conscience should be greater when I spend too much time in a beauty salon or maybe when I choose to wear sneakers instead of picking something that looks much better?   

   The balance between being feminine and liberated is different for e v e r y woman, but e a c h woman should try to attain it. I asked a couple of my friends about their experiences. When do we cross the line of taking care of our appearance? Of our bodies? Clothes? Mood? And when do we start giving up on ourselves and start to feel slovenly? And is taking care of our appearance a weakness?

Ola, 36, works at a corporation  

   In fact, I still haven't got enough time to spend as much of it as I would like to on taking care of my appearance, but I still make some progress. Diet and healthy eating is extremely important for me – and that's not really matching my husband's tastes. There was a time when I was losing a lot of energy on preparing different food for myself (vegetarian and fat-free) and for him (cutlet and potatoes). Today, my husband eats the same meals or, otherwise, he has to prepare his own. Overall, it was also a healthy change for him.  

   When do I think that I pay too much attention to taking care of my appearance? When I've been browsing offers of online stores for hours on end. When I am trying to have a particular aim for example the purchase of a straw hat for the upcoming trip, but then, it is enough for me to see a nice white dress and I'm lost in never-ending tabs with outfits that I don't really need. A complete waste of time.

Marysia, 24, an assistant at a marketing company  

   "When do I pay too much attention to my appearance? When I look in the mirror, I think that's never happening!" Marysia laughs. She is a pretty brunette with an ideal figure. "I think that I unnecessarily care so much when I know that my appearance will be judged by others. When I hit town, have a date, or even have a meeting with my friends, I care too much about how I look. In this case, taking care of oneself is my weak spot – maybe I just feel insecure."  

    I won't leave the house without an appropriate eye makeup. My hairdo or the choice of an outfit are things that take me a short moment, but eyeliner application has to be perfect. After all, makeup never takes me more than 10 minutes.   

    I'm upset with the demanding dress-code at my company – wearing uncomfortable shoes and office outfit results in a situation in which I don't really feel like wearing elegant outfits and high heels after work.

Joanna, 29, self-employed  

   I feel much better when I'm pampered from head to toe, when I apply meticulous makeup, and wear an outfit that nicely highlights my figure. I really like to feel feminine and emphasise it, but I'm far from thinking that it is our duty. Taking care of yourself is supposed to be a pleasure, and not an outcome of others' expectations. My appearance shouldn't be a consent for anyone to blank me. I'm independent, I earn more than my partner, I participated in the "Black Protest." However, it doesn't mean that I don't wear high heels when I'm feeling like it. In my opinion, feminism has little to do with our appearance, which is a matter of individual choice.

***

   W ciągu ostatniego tygodnia natrafiłam w prasie i w internecie na całą masę zdjęć nieskazitelnych ciał, perfekcyjnych makijaży, gęstych włosów i jeszcze więcej porad na temat tego, jak osiągnąć taki efekt we własnym domu (najlepiej jeszcze przed wakacjami). Jednocześnie, Facebook co rusz podsuwał mi linki do artykułów o przeciwstawianiu się tej presji, zaprzestaniu golenia nóg i o deprecjonującym wpływie dbania o urodę.

   Poglądy i trendy lubią skrajności, co często przekłada się na myślenie „jesteś z nami, albo przeciwko nam”. Musisz codziennie chodzić w szpilkach, a twój manicure ma być perfekcyjny nawet w trakcie obierania ziemniaków albo zostaniesz uznana za niedbającego o siebie leniucha. Z drugiej strony słyszysz: na Instagramie publikuj zdjęcia swojego cellulitu i wyrzuć do śmieci wszystkie kosmetyki i sukienki z dekoltem. Nie chcesz? Czyli jesteś kolejnym przykładem zniewolonej przez opinię mężczyzn kobiety.

   Z jednej strony chciałabym być podobna do Mirandy Kerr, z drugiej, czuję jedność z kobietami, które nie zgadzają się na ocenianie ich przez pryzmat wyglądu. Powinnam mieć większe wyrzuty sumienia, gdy spędzę za dużo czasu u kosmetyczki, czy gdy znów chwycę za trampki, zamiast wybrać z szafy coś, w czym wyglądam dużo lepiej? 

   Balans pomiędzy byciem „kobiecą” a „wyzwoloną” dla  k a ż d e j  z nas jest inny, ale  k a ż d a  z nas powinna próbować go osiągnąć. Podpytałam kilka moich koleżanek o ich własne doświadczenia. Kiedy według nich przekraczamy granicę dbania o siebie? O swoje ciało? Ubranie? Samopoczucie? A kiedy za bardzo odpuszczamy i zaczynamy czuć się zaniedbane? I czy dbanie o wygląd to słabość?

 

Ola, 36 lat, pracuje w korporacji

   Tak naprawdę wciąż brakuje mi czasu na to, aby poświęcać go sobie tyle, ile bym chciała, ale robię w tej kwestii małe postępy. Bardzo dbam o dietę i zdrowe odżywianie, co nie do końca wpisuje się w kulinarne gusty mojego męża. Był taki czas, że traciłam mnóstwo energii na przygotowanie osobnego jedzenia dla mnie (wegetariańskie i beztłuszczowe) i dla niego (kotlet i ziemniaki). Dziś, mąż je albo to samo co ja, albo sam musi sobie załatwić jedzenie. Summa summarum jemu też wyszło to na zdrowie.

   Kiedy uważam, że przesadzam z troską o własny wygląd? Jak przeglądam godzinami oferty sklepów internetowych. Gdy zaczynam, staram się mieć konkretny cel, na przykład zakup słomkowego kapelusza na najbliższy wyjazd, ale potem wystarczy, że gdzieś przed oczami przemknie mi ładna sukienka i wpadam w otchłań niekończących się zakładek z kreacjami, których w ogóle nie potrzebuję. Kompletna strata czasu.

Marysia, 24 lata, asystentka w firmie marketingowej

   „Kiedy przesadzam z dbaniem o siebie? Jak patrzę w lustro, to myślę, że nigdy!” śmieje się Marysia, śliczna brunetka o idealnej figurze. „Uważam, że niepotrzebnie tak bardzo się staram, jeśli wiem, że mój wygląd będzie oceniany przez innych. Gdy wychodzę na miasto, na randkę, czy nawet na spotkanie z koleżankami za bardzo przejmuję się tym, jak wyglądam. W tym przypadku dbanie o siebie to moja słabość, chyba po prostu czuję się niepewnie."

   Nie wyjdę z domu bez dokładnie umalowanych oczu. Układanie włosów czy wybór stroju to rzeczy, które zajmują mi chwilę, ale kreska eye-linerem musi być idealna. Chociaż w gruncie rzeczy makijaż i tak nigdy nie zajmuje mi więcej niż 10 minut. 

   Denerwuje mnie wymagający dress-code w mojej firmie – niewygodne buty i biurowy strój sprawiają, że po pracy nie mam już ochoty na eleganckie stroje i buty na obcasie. 

Julia, 31 lat, dziennikarka nowoczesnych mediów, freelancer, mama trzyletniego Kuby

   Kiedy uważam, że za bardzo odpuszczam? Codziennie! Gdybym miała więcej czasu przede wszystkim zajęłabym się moimi włosami, chciałabym aby każdego dnia były ładnie ułożone. No i prasowanie – nawet nie potrafię zliczyć, jak często o moim stroju decyduje fakt, czy daną rzecz trzeba prasować. Priorytetem jest dla mnie najpierw ogarnięcie rodziny, później porządny trening – dbanie o siebie w tej hierarchii zajmuje ostatnie miejsce. Nie potrafiłabym jednak zrezygnować z przedłużania rzęs – w jakiś sposób udaje mi się znaleźć czas na to, aby raz w miesiącu poświęcić dwie godziny  na ten zabieg. 

   W sumie mogłabym na ten temat marudzić bez końca, ale z drugiej strony widzę, że z wiekiem coraz mniejszą uwagą przywiązuję do wyglądu. Jednocześnie to, co kiedyś zajmowało mi godzinę, dziś zajmuję pięć minut, a mam wrażenie, że efekt jest ten sam. Albo nawet lepszy. 

Joanna, 29 lat, prowadzi własną działalność

   Czuję się o wiele lepiej, gdy jestem wypielęgnowana od stóp do głów, gdy zrobię dokładny makijaż i włożę ubranie, które ładnie eksponuje moją sylwetkę. Bardzo lubię czuć się kobieco i to podkreślać, ale w żadnym wypadku nie uważam, że to obowiązek z naszej strony, dbanie o siebie ma być  przyjemnością, a nie wynikiem oczekiwań innych. Mój wygląd nie powinien być dla nikogo przyzwoleniem na traktowanie mnie z góry. Jestem niezależna, zarabiam więcej niż mój partner, byłam na "Czarnym Proteście". Nie oznacza to jednak, że nie chodzę w szpilkach, gdy mam na to ochotę. Feminizm ma według mnie niewiele wspólnego z wyglądem, który jest indywidualną sprawą każdego człowieka.  

Produkty do codziennego makijażu: podkład w kompakcie MAC Fix (kolor NC25), róż, rozświetlacz i bronzer w jednym od BobbiBrown i pomadka Le Marc Liquid Lip Creme w płynie od Marc Jacobs w kolorze slow burn 458 (moje usta są z natury bardzo jasne i bezbarwny balsam to dla nich trochę za mało). Na zdjęciu brakuje jeszcze czarnej kredki do oczu. 

   I also sometimes regret that I lack enough time to do some things. It irritates me that the press, television, and, of course, social media create an unattainable aim for all of us when it comes to appearance.   

   In terms of makeup, it really doesn't have to be precise or strong. I won't lie if I say that my makeup takes me maximally two minutes (that is probably due to well-tried cosmetics that can be easily applied). When it comes to my nails, I would most often like to wear blood red nail polish – unfortunately, with my type of work (cooking for the culinary posts and tapping with my fingers on the keyboard), I would have to paint them at least once every two days. Definitely, it's a waste of time for me, and my vanity has to lose the battle with my rationality.

***

Ja również czasem żałuję, że na niektóre rzeczy brakuje mi czasu. Denerwuje mnie też to, że, w kwestii wyglądu, prasa, telewizja i oczywiście media społecznościowe stawiają nam niemożliwy do osiągnięcia cel. 

   Co do makijażu, to na co dzień naprawdę nie musi być ani dokładny, ani mocny. Nie skłamię, jeśli powiem, że jego wykonanie zajmuje mi maksymalnie dwie minuty (to pewnie też zasługa sprawdzonych kosmetyków, które można bardzo szybko nałożyć). Jeśli chodzi na przykład o paznokcie, to chciałabym częściej nosić na nich krwistą czerwień – niestety przy moim trybie pracy (ciągłe gotowanie do zdjęć przepisów i stukanie palcami o klawiaturę komputera) musiałabym je malować nie rzadziej niż co dwa dni. Zdecydowanie szkoda mi na to czasu i w tym przypadku moja próżność musi przegrać z rozsądkiem.

sweater / sweter – MLE Collection // jeans / dżinsy – Stradivarius (podobne tutaj) // leather bag / skórzana torba – Marc O'Polo // sandals / sandały – Massimo Dutti (podbne tutaj)

   It's true that currently we spend too much time on shopping. Therefore, I visit shopping malls maximally two times a month – I don't feel any need to do it more often as I do grocery shopping in one of the stores near my house or on the market. Instead of wasting time for a trip to the shopping mall, I choose to search for things online and find clothes that are made of organic cotton or cosmetics without the needless chemical components.   

   When it comes to my outfit, it has to be adjusted to my daily schedule and match my style. Of course, the more clothes by Polish companies and those produced in accordance with the fair trade rules, the better.

***

   To prawda, że obecnie za dużo czasu spędzamy na zakupach. Dlatego do Galerii Handlowych zaglądam maksymalnie raz, dwa razy w miesiącu – nie mam potrzeby, aby robić to częściej, bo zakupy spożywcze robię w osiedlowym sklepie albo na rynku. Zamiast tracić czas na dojazd do galerii, wolę poszperać w internecie i poszukać ubrań z organicznej bawełny albo kosmetyków bez niepotrzebnej chemii. 

   Jeśli chodzi o strój, to musi być przystosowany do planu dnia i wpisywać się w mój styl. I oczywiście im więcej rzeczy od polskich marek i tych produkowanych w zgodzie z zasadami fair trade tym lepiej. 

Nawet okulary staram się wybierać spośród oferty polskiej marki. Mój model jest od MUSCAT-a, który oferuje szkła korekcyjne w cenie produktu, darmową dostawę, zwrot w Polsce i możliwość przesłania domowej przymierzalni. Poza tym, istnieje także opcja wstawienia ciemnych szkieł korekcyjnych do każdych oprawek.

   Most of us would like to take better care of ourselves and find a source of pleasure in it – there is always something that we didn't have enough time to do as the everyday pace of life or our work style don't allow us to do. I think that it's worth answering which activities we pursue due to the social pressure (because we think that our friend looks better, because we compare ourselves to celebrities, because we saw something on Instagram… or on the blog) and which out of the pure improvement of our mood (as our mood and self-esteem improve thanks to these activities) and focus on the latter. And what about your opinion? Do you think that you spend to much time on taking care of your appearance and that you should stop paying so much attention to it? And maybe there are body care treatments or activities without which you won't feel good?

***

   Większość z nas chciałaby dbać o siebie bardziej i znajduje w tym żródło przyjemności – zawsze znajdzie się coś, czego nie zdążyłyśmy zrobić, bo natłok codziennych obowiązków albo tryb pracy nam na to nie pozwala. Myślę, że warto odpowiedzieć sobie przede wszystkim na pytanie, które czynności wykonujemy ze względu na presję otoczenia (bo mamy wrażenie, że znajoma wygląda lepiej, bo porównujemy się do gwiazd, bo zobaczyłyśmy coś na Instagramie… albo na blogu), a które dla własnego dobrego samopoczucia (bo nasz nastrój i samoocena się dzięki nim poprawiają) i skupić się na tych drugich. A jakie jest Wasze zdanie? Uważacie, że za dużo czasu poświęcacie na pielęgnację i powinnyśmy odpuścić nie przejmując się wyglądem? A może są dla Was takie zabiegi pielęgnacyjne czy czynności, bez których nie czujecie się dobrze? 

 

 

Look Of The Day, czyli co ma zrobić blogerka, gdy coś pójdzie nie tak

Mój strój:

black dress / czarna sukienka – Revolve (podobna tutaj)

leather bag / skórzana torebka – Hollie Warsaw

sandals / sandały – Massimo Dutti (stara kolekcja, podobne tutaj)

watch / zegarek – Tissot (podobny tutaj)

sunglasses / okulary – Prism 

Strój mamy:

dress / sukienka – Orsay (podobna tutaj)

leather sandals / skórzane sandały – Navyboot

sunglasses / okulary – Chanel

   Right away, I must apologise that today's post looks different from what you're used to. I prepared the photos earlier and I went on a trip to Brussels in order to write as there are fewer distractions there. I took my SD card with the whole material and I was planning to spend yesterday's afternoon on preparing Look of The Day. Unfortunately, the card decided to stop working – when I placed it in the computer slot, it turned out that there are no photos on it and even if they are still there (well, they are on the card but the computer can't read them), I rather won't be able to recover the data without the help of people from NASA. And surely that wouldn't be possible on that day.   

   Out of desperation and lack of alternative, I’d like to show you yesterday's photos that I took during breakfast at out beloved Le Pain Quotidien. We also visited an exhibition with the works of the well-known Steve McCurry (you surely remember the famous photo of the girl with green eyes that could be seen on the cover of National Geographic).   

   Please, forgive me for the most boring outfit in the world and poor quality of photos. The only thing that I could use was my mobile phone as it was the first time when I'd decided to leave my camera at home (perverse fate!). Well, the original plan was that I would be locked in a room and my only companion would be my laptop.

   Small shopping to finish off – I'm going home with two beautiful books about photography. Have a pleasant Sunday!

***

   Z góry muszę Was bardzo przeprosić, że dzisiejszy wpis nie wygląda tak jak zwykle. Zdjęcia przygotowałam wcześniej i wyjechałam do Brukseli, żeby pisać, bo tutaj mniej rzeczy mnie rozprasza. Zabrałam ze sobą kartę SD z całym materiałem i wczorajsze popołudnie miałam poświęcić na przygotowanie Look of The Day. Niestety, karta wybrała sobie najmniej odpowiedni moment, aby się popsuć – po włożeniu jej do komputera okazało się, że nie ma na niej żadnych zdjęć, a nawet jeśli gdzieś tam jeszcze są (tylko ich nie widać), to bez pomocy ludzi z NASA raczej nie uda mi się ich odzyskać. A już na pewno nie uda mi się ich odzyskać dzisiaj. 

   Z desperacji i braku alternatywy, wrzucam Wam dziś zdjęcia z wczorajszego dnia, gdy wybraliśmy się na śniadanie do naszego ukochanego Le Pain Quotidien, a następnie zobaczyliśmy wystawę słynnego fotografa Steve'a McCurry'ego (na pewno kojarzycie jego słynne zdjęcie dziewczynki z zielonymi oczami, które trafiło na okładkę National Geographic). 

   Wybaczcie mi więc najnudniejszy strój na świecie i słabą jakość zdjęć. Miałam do dyspozycji tylko telefon, bo pierwszy raz w historii postanowiłam nie zabrać ze sobą aparatu (co za chichot losu!), w końcu przez dwa dni miałam być zamknięta w czterech ścianach, a oglądać mnie miał tylko mój komputer. 

I małe zakupy na koniec – wracam do domu z dwiema pięknymi książkami o fotografii. Udanej niedzieli!

Kwiaty bzu, placki ziemniaczane mojej babci i nowe serce domu

      Z plackami ziemniaczanymi jest chyba trochę jak z zapomnianymi ukochanymi książkami z dzieciństwa. Myślisz sobie, że po tylu latach na pewno są nudne i niczym cię nie zaskoczą, a poza tym – są dla dzieci. Oczywiście do momentu, gdy weźmiesz do buzi pierwszy kęs lub (w przypadku książki) przeczytasz pierwszą stronę. Nagle dopada cię fala emocji, które drzemały gdzieś głęboko pod kołdrą dorosłości i z całych sił próbujesz sobie przypomnieć, dlaczego na tak długo zapomniałaś o tej prostej przyjemności. 

   Czasem wracam myślami do tych błogich chwil spędzonych w mieszkaniu mojej babci na poddaszu, w starej dzielnicy Gdańska, gdy razem z kuzynką  i bratem godzinami szukaliśmy na strychu duchów i baśniowych stworzeń, aby w którymś momencie wbiec do kuchni i zażądać od babci placków. Babcia siadała wtedy na giętym krześle, stawiała między nogami wielką emaliowaną miskę i rozpoczynała pracę. Zawsze potrafiła najskromniejsze potrawy zamienić w kulinarne arcydzieła – od podsmażanych ziemniaków, przez zupę mleczną, po duszoną czerwoną kapustę, którą po dziś dzień próbujemy odtworzyć na wigilijną kolację (z różnym skutkiem). Nie inaczej było w przypadku placków. Chrupiące z wierzchu i rozpływające się w środku. I zawsze za gorące, bo nie miały czasu wystygnąć. 

   Nie wiem, czy kiedykolwiek osiągnę tę perfekcję, ale podany dziś przepis jest naprawdę sprawdzony – powtarzałam go w ciągu ostatnich dwóch tygodni trzy razy i placki za każdym razem wyszły rewelacyjne. Odkąd pamiętam, jadłam je po prostu ze świeżo mielonym pieprzem i cukrem (połączenie, które w przypadku każdego innego dania wydawałoby się co najmniej dziwaczne), ale tak naprawdę w kwestii dodatków panuje pełna dowolność. Przepis znajdziecie na samym dole wpisu. 

     Uwielbiam gotować i uwielbiam ckliwe historie związane z gotowaniem. Jedną z nich poznałam w trakcie poszukiwań kuchenki do mojej nowej kuchni. Jeszcze nim wszystkie stare tapety zostały zerwane, ja wpadłam na swój wymarzony model w trakcie spaceru po Brukseli. Piękna kuchenka, wyglądem przypominająca te, które można było dostrzec w filmach na BBC Brit o starych Chateau. W krwistoczerwonym kolorze, z mosiężnymi pokrętłami, stała za witryną sklepu z wyposażeniem domu. Kuchenka była jednak zdecydowanie za duża, zwłaszcza że moja kuchnia mieści się na werandzie i ma zaledwie kilka metrów kwadratowych. Nie sprawdziłam więc nawet nazwy firmy tylko podreptałam dalej. 

   Kilka tygodni później znów natrafiłam na tę charakterystyczną kuchenkę. Tym razem na blogu mojej ukochanej Mimi Thorisson, francuskiej dziennikarki i blogerki kulinarnej, która wraz z mężem i szóstką dzieci postanowiła rzucić wszystko i kupić stary dom w okolicach Bordeaux. Tym razem sprawdziłam gdzie i czy w ogóle można kupić takie cacko w Polsce. Marka Lacanche okazała się być francuską rodzinną firmą, która swoją historię rozpoczęła w niedługim czasie po… rewolucji francuskiej.

   W niewielkiej miejscowości Lacanche w Burgundii jednego nie brakowało – żelaza. Założyciel marki M. Jacques-Etienne Caumartin postanowił wykorzystać potencjał tamtejszych kuźni i rozpoczął produkcję ręcznie robionych kuchenek. Firma należała do rodziny Camartin aż do 1972 roku, kiedy na chwilę przejął ją koncern Valéo. Okazało się jednak, że kuchenki Lacanche nie pasują do korporacyjnych struktur i masowego przemysłu i po zaledwie kilku latach marka była o krok od zamknięcia. Dopiero gdy rodzina Augagneur postanowiła przejąć firmę i z powrotem przekształcić ją w rodzinny interes, wszystko zaczęło się układać. Dziś, tak jak dwieście lata temu, kuchenki są robione ręcznie, a marka Lacanche stała się świadectwem najlepszej francuskiej manufaktury. 

   Każda kuchenka produkowana jest na zamówienie, co pozwoliło poszerzyć ofertę o różne rozmiary i kolory – dzięki temu znalazłam model pasujący nawet do mojej niewielkiej kuchni. Po kilku tygodniach oczekiwania, serwisant przywiózł mi nowe "serce domu". Powiedział też, że kuchenka powinna mi służyć nie krócej niż… kilkadziesiąt lat. Najstarsza kuchenka w Polsce ma już dwadzieścia pięć lat i podobno działa bez zarzutu. 

   Jeśli będziecie zainteresowani zamówieniem kuchenki u polskiego dystrybutora Lacanche, koniecznie pamiętajcie, aby powołać się na Makelifeeasier.pl – z pewnością otrzymacie mały rabat. 

shirt / koszula – &Otherstories // trousers / spodnie – Mango (podobne tutaj) // flats / baletki – Chloe on Mytheresa

Placki ziemniaczane mojej babci

Skład dla czterech osób (zakładając, że każdy weźmie dokładkę):

1. Półtora kilograma ziemniaków

2. Dwa jajka

3. Dwie czubate łyżki stołowe mąki kukurydzianej

4. Dwie czubate łyżki stołowe mąki ziemniaczanej 

5. Jedna średnia cebula

6. Szczypta cukru 

7. Sól i pieprz 

8. Oliwa z oliwek do smażenia

Sposób przygotowania:

1. Wszystkie ziemniaki, poza jednym, zetrzeć na tarce na średnich oczkach. Ostatniego ziemniaka zetrzeć na dużych oczkach. Mocno odcedzić starte ziemniaki od soku. Odczekać pięć minut i znów odcedzić.

2. Dodać jajka, mąki, drobno-siekaną cebulę, sól, pieprz i szczyptę cukru. Mieszać aż do uzyskania jednolitej masy.

3. Na średnim ogniu rozgrzać oliwę na patelni. Łyżką formować placki nie grubsze niż pół centymetra, po zarumienieniu przewrócić na drugą stronę. Przed podaniem warto przełożyć na papier wchłaniający tłuszcz.

   Potato pancakes are probably a little bit like the long forgotten beloved books from our childhood. You think that they are surely boring after so many years and that they no longer hold any surprises for their readers. Besides, let's not forget that they are children's books. Of course, until you take the first bite or (in case of books) read the first page. You are suddenly overwhelmed by a wave of emotions which were hidden somewhere deep under a duvet of adulthood. With all your strength, you are trying to remind yourself why you've forgotten about this simple pleasure.

   Sometimes, I turn my thoughts to these blissful moments spent in my grandma's house on the attic in the old district of Gdańsk when, together with my cousin and my brother, we spent hours on searching for ghosts and fairytale creatures. Our play was always finished in the kitchen when we were demanding a plate of our grandma's potato pancakes. Then, our grandma would sit on a chair, place a large enamelled bowl between her legs, and get down to work. She was always able to turn the most humble meals into culinary masterpieces – from fried potatoes to milk soup and stewed red cabbage that we've been trying to recreate for Christmas Eve until this day (with varying effect). The situation was the same with potato pancakes. Crispy outside and buttery inside. Always hot because there was never enough time for them to cool down.

   I'm not sure whether it will be ever possible for me to attain such perfection, but today's recipe is really well-tried – I repeated this recipe three times over the last two weeks and the outcome was always excellent. Since I can remember, I've eaten fresh pancakes with a pinch of pepper and sugar (a combination that would seem to me at least bizarre on any other day). However, when it comes to sides, you've got free choice. You can find the recipe at the end of this post.

***

   I love cooking and I love sentimental stories connected with it. I came across one of such stories while I was searching for a stove to my new kitchen. I had come up with my dream model during a walk in Brussels, even before all the old wallpapers were removed. A beautiful stove that looks like those that could be seen in films about the old Chateau aired by BBC Brit. In a blood-red colour with brass knobs, it was standing in a display window of one of the home furnishing stores. However, the stove was decidedly too big, especially that my kitchen is near the veranda and has only a couple of square metres. That is why I didn't even check the name of the company – I just walked by.   

   Again, a couple of weeks later, I came across the same characteristic stove. This time on the blog owned by my beloved Mimi Thorisson, a French journalist and culinary blogger, who – together with her husband and six kids – decided to leave everything behind and buy an old house near Bordeaux. This time, I checked where and whether it is possible at all to get such a gem in Poland. Lacanche brand turned out to be a French family company. Its history has its roots in the period right after… the French Revolution.  

   One of the few things that were available in abundance in a small town of Lacanche in Burgundy was iron. The company founder, M. Jacques-Etienne Caumartin, decided to use the potential of the nearby forges and started the production of hand-made stoves. The company belonged to the Camartin family until 1972 when it was taken over by Valéo concern for a short while. However, it turned out that Lacanche stoves didn't fit into the corporate structure and mass industry. That is why, after a couple of years, the company was on the verge of permanent closure. Everything started to fall into place when the Augagneur family decided to take over the company and transform it back into a family business. Today, just like twenty years ago, the stoves are hand-made, and Lacanche company has become the testimony of the best French workshop.   

   Each stove is produced on request, which allows to broaden the offer with different sizes and colours – owing to that, I was able to find a model that matches even my small kitchen. After a couple of weeks of waiting, a serviceman brought me the new "heart of my home." He said that the stove should serve me reliably for… several decades. The oldest stove in Poland is already 25 years old and it is said that it's still working pretty well.   

    If you are interested in ordering this stove from our Polish distributor of Lacanche, remember to mention Makelifeeasier.pl – you will receive a discount for sure.

***

My grandma's potato pancakes

Recipe for four people (assuming that each person will eat a second helping)

1. 1,5 kg of potatoes

2. 2 eggs

3. 2 generous tablespoons of cornflour

4. 2 generous tablespoons of potato flour

5. 1 medium onion

6. A pinch of sugar

7. Salt and pepper

8. Olive oil for frying

Directions:

1. Grate all potatoes using medium grating slots. Leave one potato aside. Grate the last potato using large grating slots. Strain the grated potatoes thoroughly. Wait five minutes and strain them again.

2. Add eggs, cornflour and potato flour, finely chopped onion, salt, pepper, and a pinch of sugar. Stir until smooth.

3. Heat up some olive oil in a pan on medium heat. Form the pancakes that are no thicker than half a centimetre with a spoon. Turn them to the other side when they become brown. Before serving, it is best to use a paper towel so that is soaks up the grease.

 

 

Top5: Najlepsze stylizacje polskich blogerek maja

   Together with the heat wave, Polish blogs became rife with frills, flower patterns, laces, and sheer fabrics. I browse through other Polish bloggers' outfits with pleasure, and I can notice how everyone has missed summer sets. I invite you to see my subjective May ranking!

***

   Wraz z falą ciepła na polskie blogi wróciły falbany, kwieciste wzory, koronki i lekkie zwiewne materiały. Z przyjemnością oglądam stylizacje innych polskich blogerek i widzę, jak bardzo wszystkie tęskniłyśmy za letnimi strojami. Zapraszam na mój subiektywny ranking z maja!

 

MIEJSCE PIĄTE

Kat Astro

   Kasia opted for a sheer white dress and brown accessories – a small handbag and lace-up gladiator sandals. By choosing a minimalist form, she created an outfit that catches attention and ideally fits the summer mood.

   Kasia postawiła na zwiewną białą sukienkę i dodatki w brązowym kolorze – małą torebkę i wiązane sandałki rzymianki. Zachowując tę minimalistyczną formę stworzyła stylizację, która przyciąga spojrzenia i idealnie wpasowuje się w letni klimat.

MIEJSCE CZWARTE

Gosia Boy

   I couldn't leave this outfit out – Gosia looks gorgeous in this set. A black pencil skirt combined with a polka dot shirt, Chanel low-heel pumps, and a wicker handbag all add certain sensibility to the outfit. It's an elegant, yet very feminine, outfit.

   Nie mogłabym pominąć tej stylizacji – Gosia w tym stroju prezentuje się zjawiskowo. Czarna ołówkowa spódnica zestawiona z koszulą w groszki, niskie czółenka Chanel i pleciona torebka sprawia, że całość prezentuje się bardzo nastrojowo. To elegancki i jednocześnie kobiecy zestaw. 

MIEJSCE TRZECIE

Horkruks

   If this photo was black and white, I would say that Laura looks like a 90s icon straight from the cover of Vogue. A dress with an original retro-style cut that nonchalantly reveals her shoulder is an outfit that definitely makes an impression on the streets of Wrocław.

   Gdyby to zdjęcie było czarno-białe powiedziałabym, że Laura wygląda tutaj jak ikona lat 90, rodem wyjęta z okładki Vogue'a. Sukienka o niebanalnym kroju w stylu retro, w dodatku nonszalancko odsłaniająca ramię. To strój, który na pewno zrobił wrażenie na ulicach Wrocławia. 

MIEJSCE DRUGIE

JDFashionFreak

   White dresses are definitely the top choice for summer heat waves, and I'm their great fan as well. The lace finish tops up the whole outfit. Gucci shoes aren't exactly my cup of tea, but they are pretty passable in this set. I really like that holiday bag with a black strap.

   Białe sukienki zdecydowanie królują w letnie upalne dni i ja także jestem ich wielką miłośniczką. Jej koronkowe wykończenie nadaje całości. Buty od Gucci nie sa do końca w moim klimacie, ale w tym zestawie nawet mnie nie drażnią. Bardzo podoba mi się także ta wakacyjna torebka z czarnym paskiem.

MIEJSCE PIERWSZE

Cammy

   Cammy wins the May ranking with this outfit. This lace dress really charmed me. She combined a pair of neutral nude sandals with subtle jewellery and a statement dress. Cammy, congratulations!

  Tą stylizacją Cammy wygrywa majowy ranking. W tej koronkowej kreacji oczarowała mnie absolutnie. Do wyrazistej sukienki Cammy dopasowała neutralne sandałki w odcieniu nude i subtelną biżuterię. Gratulację Cammy!