Czego nie biorę na wakacje? Czyli jak zmieścić rzeczy do bagażu podręcznego na kilkudniowy wyjazd?

   There's a trip to Malta ahead of me – a destination that has been extremely fashionable among the dwellers of Tricity. Maybe this sudden popularity is an outcome of the mass fascination with the works of Caravaggio who lived and created his pieces on this rocky island. And maybe it is due to the fact that a direct round-trip flight from Gdańsk costs less than PLN 300. I don't really know. Either way, the trip will be short, yet intense.

   Exactly, we decide to go on a one-week or two-week trips considerably less frequently than ten or fifteen years ago. We've got less time and we want to do everything faster. Besides, short trips are cheaper and, at the same time, we can afford to get more (for example a better hotel). The diversity when it comes to airlines allows us to adjust our flights to bank holidays so that we don't waste days from our leave. Regardless of the reasons, shorter trips have their advantages. The only thing that we need to worry about is our luggage. Larger pieces of luggage have their price and weight. Therefore, before each trip you will have a thought in your head – or rather a need to live up to the challenge – to fit in with all your things into a carry-on luggage.

1. We need to take a methodical approach. First of all, we should check the type of carry-on luggage that is allowed during our flight. Remember that if the trip involves changes and it starts with a flight with LOT and then with Wizzair, your luggage has to be appropriate for both airlines.

2. Wizzair airlines are the most demanding means of transport. You can't take with you a standard size suitcase – 55 x 40 x 23 – unless you'll pay extra for the so-called "large carry-on luggage." Your suitcase cannot be larger than 42 x 32 x 25 cm. In such a case, I will choose a soft Longchamp bag as I don't have a suitcase with such dimensions. However, I need to admit that carrying it around the airport is extremely tiresome, and I often opt for buying out the large carry-on luggage option. You cannot have any additional type of luggage with you, even a small handbag. Books and magazines are an exception here – you can hold a book in your hand and its weight won't be added to your luggage.

***

   Wyjeżdżam na Maltę – bardzo modny w ostatnim czasie kierunek wśród mieszkańców Trójmiasta. Być może, ta nagła popularność wynika z masowej fascynacji malarstwem Caravaggio, który mieszkał i tworzył swoje dzieła na tej skalistej wyspie. A być może dlatego, że bezpośredni lot z Gdańska w dwie strony kosztuje niecałe trzysta złotych. Sama nie wiem. W każdym razie wyjazd będzie krótki, ale intensywny.

   No właśnie, znacznie rzadziej niż dziesięć czy piętnaście lat temu decydujemy się na tygodniowe, czy dwutygodniowe wakacje. Mamy mniej czasu i wszystko próbujemy zrobić szybciej, poza tym kilkudniowe wyjazdy są tańsze, a tym samym możemy sobie na nich pozwolić na więcej (na przykład na lepszy hotel). Różnorodność ofert linii lotniczych pozwala nam natomiast na dopasowanie lotów do długich weekendów, tak aby nie marnować dni urlopu.    Niezależnie od powodów, krótsze wyjazdy mają swoje zalety. Pozostaje tylko kwestia bagażu. Ten duży ma swoją cenę i ciężar. Przed każdą podróżą pojawia się więc w głowie myśl, a raczej chęć podjęcia wyzwania, aby za wszelką cenę zmieścić się w bagażu podręcznym.

1. Do sprawy powinnyśmy podejść metodycznie. Po pierwsze na kilka dni przed wyjazdem, sprawdź jaki bagaż podręczny jest dopuszczony w trakcie twojego rejsu. Pamiętaj, że jeśli masz przesiadki i wpierw lecisz na przykład LOT-em, a później Wizzairem, to bagaż musi być dostosowany do wymogów obydwu linii.

2. Linie Wizzair są najbardziej wymagającym przewoźnikiem. Nie możesz wnieść na pokład standardowej walizki o wymiarach 55 x 40 x 23, chyba że dopłacisz za tak zwany „duży bagaż podręczny”. Twój bagaż nie może być większy niż 42 x 32 x 25 cm. Ja w takim wypadku decyduje się na miękką torbę od Longchamp, bo nie posiadam walizki o tych wymiarach. Muszę jednak przyznać, że noszenie jej przez lotnisko jest bardzo męczące i często decyduję się na wykupienie dużego bagażu podręcznego. Nie można mieć przy sobie żadnego innego bagażu, nawet małej torebki. Wyjątkiem są materiały do czytania – książkę możesz trzymać w ręce, a jej waga nie zostanie doliczona do bagażu.

Tak wygląda zawartość mojej małej torebki. Staram się nie brać ze sobą całego portfela. Kartę kredytową i gotówkę wsadzam do skórzanej małej saszetki. Biorę ze sobą paszport (dowód osobisty i całą resztę dokumentów zostawiam w domu). Na zdjęciu widzicie jeszcze puder Chanel, aparat Olympus Pen-F moje Ray-bany i balsam do ust. 

 

3. Ryanair airlines allow to take a small standard suitcase that is no heavier than 10 kilogrammes (20 cm x 55 cm x 40 cm) as well as a small piece of luggage (for example a handbag, a small rucksack, or a camera) whose dimensions are 35 x 20 x 20 cm. Apart from that, you cannot hold anything in your hands (your book has to be in one of your pieces of luggage).

4. Our LOT airlines allow to take a carry-on luggage that is no larger than 55 x 40 x 23 cm and no heavier than 8 kg. What's more, the passenger can also take a women's or men's handbag or a laptop with them (maximum dimensions: 2 kg, 40 x 35 x 12 cm).

***

3. Linie Ryanair pozwalają wnieść na pokład standardową małą walizkę o wadze nie większej niż 10 kilogramów (20 cm x 55 cm x 40 cm) oraz mały bagaż (na przykład torebkę, mały plecak albo aparat) o wymiarach  35 x 20 x 20 cm. Poza tym nie możesz mieć nic w rękach (książka musi zmieścić się w którymś z bagaży).

4. Nasze linie LOT pozwalają wnieść bagaż podręczny nieprzekraczający wymiarów 55 x 40 x 23 cm i wagi 8 kg. Co więcej, pasażer może zabrać ze sobą torebkę damską lub torbę męską albo laptop (maks. 2kg, wymiary 40 x 35 x 12 cm).

W tę podróż zabieram ze sobą tylko jedną książkę, "Odyseję Nowojorską" autorstwa Kristophera Jansma. To historia wielu przyjaźni na tle obrazów Nowego Jorku. Przyjaźni nieustannie poddawanej próbom, muszącej mierzyć się z ambicjami, pasją, nadzieją i miłością. To przejmująca historia o pokoleniu wchodzącym w dorosłość. Myślę, że na kilkudniowe wakacje będzie jak znalazł. 

5. Having checked the most important information and having chosen your suitcase or bag, it is best to prepare a list of things that you would like to take with you on the trip. Pack it and check whether it is possible to zip up your suitcase. If not, you need to calmly remove things that are unnecessary. My ultimate advice is to get rid of the shoes. I never take more than three pairs for a short trip – two flat pairs and one evening pair (I'm travelling to Malta where the ambience is rather casual; thus, I chose a pair of wedge espadrilles). I never take new shoes with me – that would be torture for my feet. For the trip, I always wear the pair that is the largest and the heaviest. I place the remaining ones at the bottom of my suitcase.

6. When it comes to cosmetics, I don't take full size products. An exception is deodorant and face products. I take a smaller container for my hair conditioner. You've correctly noticed that I don't take shower gel or shampoo with me – I use the ones provided by the hotel. I buy sunscreen already on site – the permitted quantity is 50 millilitres but it wouldn't be enough for me as I really use a lot of sunscreen.

***

5. Po sprawdzeniu najważniejszych informacji i wyborze walizki bądź torby, dobrze jest zrobić listę rzeczy wcześniej, a następnie zapakować walizkę i sprawdzić, czy w ogóle jest szansa ją zapiąć. Jeśli nie, należy na spokojnie wyeliminować rzeczy, które są zbędne. Zawsze radzę wpierw wyeliminować buty. Na kilkudniowy wyjazd biorę ze sobą nie więcej niż trzy pary – dwie na płaskiej podeszwie i jedne buty na wieczór (wyjeżdżam na Maltę, gdzie panuje dość swobodna atmosfera, więc w tym przypadku wybrałam espadryle na koturnie). Nigdy nie zabieraj ze sobą nowych butów – to dramat dla stóp. Największe i najcięższe buty zakładam na podróż. Pozostałe pakuję na dnie walizki.

6. W przypadku kosmetyków nie biorę pełnowymiarowych produktów. Wyjątkiem są jedynie dezodorant i produkty do twarzy. W mniejszym opakowaniu biorę odżywkę do włosów. Słusznie zauważyłyście, że nie ma tu żelu do mycia ciała i szamponu – wykorzystam te z hotelu. Krem do opalania kupuję na miejscu – dopuszczalna ilość 50 mililitrów i tak nie starczyłaby mi na cały wyjazd, bo zużywam go naprawdę sporo.

Od góry: perfumy Chanel No5 30 ml, serum do twarzy Resibo, krem do twarzy z filtrem, który dodatkowo matuje od Clochee, balsam do włosów od Furterer, dezodorant bez aluminium od SVRDwa pełnowymiarowe produktu, które wzięłam ze sobą to krem z filtrem SPF 50 na dzień Clochee (wolę jednak nie używać do twarzy kremu do ciała) oraz serum od Resibo, które będę używała wieczorem, gdy moja skóra będzie zmęczona od słońca. 

7. I mostly pack dresses as they are light, and it's really easy to transport them in the suitcase. Besides, I take one sweater, one top, denim shorts, undergarments, and two swimming suits. In order to save some place, I travel in my warmest clothes – after all, it is always rather cold on the airplane. In this case, I opt for a pair of trousers and a denim jacket. There is one thing that I wouldn't be able to leave at home – my hat. If it really doesn't fit into the suitcase, I will hold it in my hand (you can always put it on your head during security check). I place electronic equipment on the top so that I can quickly take it out during security check.

***

7. Na wyjazd wybieram przede wszystkim sukienki, bo są lekkie i naprawdę łatwo je upchnąć. Poza tym zabieram jeden sweter, jeden top, dżinsowe szorty, bieliznę i dwa kostiumy kąpielowe. Aby zaoszczędzić miejsce najcieplejsze rzeczy zakładam w podróż – w samolocie i tak jest zwykle chłodno. W tym przypadku będą to długie spodnie i dżinsowa kurtka. Jednej rzeczy nie potrafię sobie odmówić – kapelusza. Jeśli naprawdę się nie mieści, to biorę go do ręki (w trakcie kontroli można go przecież włożyć na głowę). Elektronikę wkładam na samą górę, aby w trakcie kontroli bezpieczeństwa móc ją szybko wyciągnąć.

denim jacket / dżinsowa kurtka – Moto Topshop // white blouse / biała bluzka – MLE Collection // trousers / spodnie – Mango // shoes / buty – Castaner // leather bag / skórzana torebka – Hollie Warsaw //  suitcase / walizka – Rimowa

8. When I'm travelling in a group, we always take another additional piece of luggage for everyone – we put there additional items and then we split the costs. However, I never place photographic equipment inside of it – it's too risky. An important piece of information for those who come back home with more things than during their first flight – coats and the contents of your pockets are not included as additional luggage. You can also have one bag with your shopping from the duty-free zone.

***

8. Gdy podróżuję z grupą, to zawsze decydujemy się na jeden nadany bagaż dla wszystkich – pakujemy tam dodatkowe rzeczy, a koszty dzielimy. Nigdy nie pakuję jednak do niego sprzętu fotograficznego – to zbyt ryzykowne. Ważna informacja dla tych, którzy wracając mają więcej bagażu niż wcześniej – kurtki i zawartość kieszeni nie są wliczane do bagażu. Można też mieć jedną siatkę z zakupami w strefie wolnocłowej. 

hat / kapelusz – J.Crew // blouse / bluzka – MLE Collection // denim shorts / dżinsowe szorty – Revolve // sunglasses / okulary – Ray-Ban

 

Kwiaty bzu, placki ziemniaczane mojej babci i nowe serce domu

      Z plackami ziemniaczanymi jest chyba trochę jak z zapomnianymi ukochanymi książkami z dzieciństwa. Myślisz sobie, że po tylu latach na pewno są nudne i niczym cię nie zaskoczą, a poza tym – są dla dzieci. Oczywiście do momentu, gdy weźmiesz do buzi pierwszy kęs lub (w przypadku książki) przeczytasz pierwszą stronę. Nagle dopada cię fala emocji, które drzemały gdzieś głęboko pod kołdrą dorosłości i z całych sił próbujesz sobie przypomnieć, dlaczego na tak długo zapomniałaś o tej prostej przyjemności. 

   Czasem wracam myślami do tych błogich chwil spędzonych w mieszkaniu mojej babci na poddaszu, w starej dzielnicy Gdańska, gdy razem z kuzynką  i bratem godzinami szukaliśmy na strychu duchów i baśniowych stworzeń, aby w którymś momencie wbiec do kuchni i zażądać od babci placków. Babcia siadała wtedy na giętym krześle, stawiała między nogami wielką emaliowaną miskę i rozpoczynała pracę. Zawsze potrafiła najskromniejsze potrawy zamienić w kulinarne arcydzieła – od podsmażanych ziemniaków, przez zupę mleczną, po duszoną czerwoną kapustę, którą po dziś dzień próbujemy odtworzyć na wigilijną kolację (z różnym skutkiem). Nie inaczej było w przypadku placków. Chrupiące z wierzchu i rozpływające się w środku. I zawsze za gorące, bo nie miały czasu wystygnąć. 

   Nie wiem, czy kiedykolwiek osiągnę tę perfekcję, ale podany dziś przepis jest naprawdę sprawdzony – powtarzałam go w ciągu ostatnich dwóch tygodni trzy razy i placki za każdym razem wyszły rewelacyjne. Odkąd pamiętam, jadłam je po prostu ze świeżo mielonym pieprzem i cukrem (połączenie, które w przypadku każdego innego dania wydawałoby się co najmniej dziwaczne), ale tak naprawdę w kwestii dodatków panuje pełna dowolność. Przepis znajdziecie na samym dole wpisu. 

     Uwielbiam gotować i uwielbiam ckliwe historie związane z gotowaniem. Jedną z nich poznałam w trakcie poszukiwań kuchenki do mojej nowej kuchni. Jeszcze nim wszystkie stare tapety zostały zerwane, ja wpadłam na swój wymarzony model w trakcie spaceru po Brukseli. Piękna kuchenka, wyglądem przypominająca te, które można było dostrzec w filmach na BBC Brit o starych Chateau. W krwistoczerwonym kolorze, z mosiężnymi pokrętłami, stała za witryną sklepu z wyposażeniem domu. Kuchenka była jednak zdecydowanie za duża, zwłaszcza że moja kuchnia mieści się na werandzie i ma zaledwie kilka metrów kwadratowych. Nie sprawdziłam więc nawet nazwy firmy tylko podreptałam dalej. 

   Kilka tygodni później znów natrafiłam na tę charakterystyczną kuchenkę. Tym razem na blogu mojej ukochanej Mimi Thorisson, francuskiej dziennikarki i blogerki kulinarnej, która wraz z mężem i szóstką dzieci postanowiła rzucić wszystko i kupić stary dom w okolicach Bordeaux. Tym razem sprawdziłam gdzie i czy w ogóle można kupić takie cacko w Polsce. Marka Lacanche okazała się być francuską rodzinną firmą, która swoją historię rozpoczęła w niedługim czasie po… rewolucji francuskiej.

   W niewielkiej miejscowości Lacanche w Burgundii jednego nie brakowało – żelaza. Założyciel marki M. Jacques-Etienne Caumartin postanowił wykorzystać potencjał tamtejszych kuźni i rozpoczął produkcję ręcznie robionych kuchenek. Firma należała do rodziny Camartin aż do 1972 roku, kiedy na chwilę przejął ją koncern Valéo. Okazało się jednak, że kuchenki Lacanche nie pasują do korporacyjnych struktur i masowego przemysłu i po zaledwie kilku latach marka była o krok od zamknięcia. Dopiero gdy rodzina Augagneur postanowiła przejąć firmę i z powrotem przekształcić ją w rodzinny interes, wszystko zaczęło się układać. Dziś, tak jak dwieście lata temu, kuchenki są robione ręcznie, a marka Lacanche stała się świadectwem najlepszej francuskiej manufaktury. 

   Każda kuchenka produkowana jest na zamówienie, co pozwoliło poszerzyć ofertę o różne rozmiary i kolory – dzięki temu znalazłam model pasujący nawet do mojej niewielkiej kuchni. Po kilku tygodniach oczekiwania, serwisant przywiózł mi nowe "serce domu". Powiedział też, że kuchenka powinna mi służyć nie krócej niż… kilkadziesiąt lat. Najstarsza kuchenka w Polsce ma już dwadzieścia pięć lat i podobno działa bez zarzutu. 

   Jeśli będziecie zainteresowani zamówieniem kuchenki u polskiego dystrybutora Lacanche, koniecznie pamiętajcie, aby powołać się na Makelifeeasier.pl – z pewnością otrzymacie mały rabat. 

shirt / koszula – &Otherstories // trousers / spodnie – Mango (podobne tutaj) // flats / baletki – Chloe on Mytheresa

Placki ziemniaczane mojej babci

Skład dla czterech osób (zakładając, że każdy weźmie dokładkę):

1. Półtora kilograma ziemniaków

2. Dwa jajka

3. Dwie czubate łyżki stołowe mąki kukurydzianej

4. Dwie czubate łyżki stołowe mąki ziemniaczanej 

5. Jedna średnia cebula

6. Szczypta cukru 

7. Sól i pieprz 

8. Oliwa z oliwek do smażenia

Sposób przygotowania:

1. Wszystkie ziemniaki, poza jednym, zetrzeć na tarce na średnich oczkach. Ostatniego ziemniaka zetrzeć na dużych oczkach. Mocno odcedzić starte ziemniaki od soku. Odczekać pięć minut i znów odcedzić.

2. Dodać jajka, mąki, drobno-siekaną cebulę, sól, pieprz i szczyptę cukru. Mieszać aż do uzyskania jednolitej masy.

3. Na średnim ogniu rozgrzać oliwę na patelni. Łyżką formować placki nie grubsze niż pół centymetra, po zarumienieniu przewrócić na drugą stronę. Przed podaniem warto przełożyć na papier wchłaniający tłuszcz.

   Potato pancakes are probably a little bit like the long forgotten beloved books from our childhood. You think that they are surely boring after so many years and that they no longer hold any surprises for their readers. Besides, let's not forget that they are children's books. Of course, until you take the first bite or (in case of books) read the first page. You are suddenly overwhelmed by a wave of emotions which were hidden somewhere deep under a duvet of adulthood. With all your strength, you are trying to remind yourself why you've forgotten about this simple pleasure.

   Sometimes, I turn my thoughts to these blissful moments spent in my grandma's house on the attic in the old district of Gdańsk when, together with my cousin and my brother, we spent hours on searching for ghosts and fairytale creatures. Our play was always finished in the kitchen when we were demanding a plate of our grandma's potato pancakes. Then, our grandma would sit on a chair, place a large enamelled bowl between her legs, and get down to work. She was always able to turn the most humble meals into culinary masterpieces – from fried potatoes to milk soup and stewed red cabbage that we've been trying to recreate for Christmas Eve until this day (with varying effect). The situation was the same with potato pancakes. Crispy outside and buttery inside. Always hot because there was never enough time for them to cool down.

   I'm not sure whether it will be ever possible for me to attain such perfection, but today's recipe is really well-tried – I repeated this recipe three times over the last two weeks and the outcome was always excellent. Since I can remember, I've eaten fresh pancakes with a pinch of pepper and sugar (a combination that would seem to me at least bizarre on any other day). However, when it comes to sides, you've got free choice. You can find the recipe at the end of this post.

***

   I love cooking and I love sentimental stories connected with it. I came across one of such stories while I was searching for a stove to my new kitchen. I had come up with my dream model during a walk in Brussels, even before all the old wallpapers were removed. A beautiful stove that looks like those that could be seen in films about the old Chateau aired by BBC Brit. In a blood-red colour with brass knobs, it was standing in a display window of one of the home furnishing stores. However, the stove was decidedly too big, especially that my kitchen is near the veranda and has only a couple of square metres. That is why I didn't even check the name of the company – I just walked by.   

   Again, a couple of weeks later, I came across the same characteristic stove. This time on the blog owned by my beloved Mimi Thorisson, a French journalist and culinary blogger, who – together with her husband and six kids – decided to leave everything behind and buy an old house near Bordeaux. This time, I checked where and whether it is possible at all to get such a gem in Poland. Lacanche brand turned out to be a French family company. Its history has its roots in the period right after… the French Revolution.  

   One of the few things that were available in abundance in a small town of Lacanche in Burgundy was iron. The company founder, M. Jacques-Etienne Caumartin, decided to use the potential of the nearby forges and started the production of hand-made stoves. The company belonged to the Camartin family until 1972 when it was taken over by Valéo concern for a short while. However, it turned out that Lacanche stoves didn't fit into the corporate structure and mass industry. That is why, after a couple of years, the company was on the verge of permanent closure. Everything started to fall into place when the Augagneur family decided to take over the company and transform it back into a family business. Today, just like twenty years ago, the stoves are hand-made, and Lacanche company has become the testimony of the best French workshop.   

   Each stove is produced on request, which allows to broaden the offer with different sizes and colours – owing to that, I was able to find a model that matches even my small kitchen. After a couple of weeks of waiting, a serviceman brought me the new "heart of my home." He said that the stove should serve me reliably for… several decades. The oldest stove in Poland is already 25 years old and it is said that it's still working pretty well.   

    If you are interested in ordering this stove from our Polish distributor of Lacanche, remember to mention Makelifeeasier.pl – you will receive a discount for sure.

***

My grandma's potato pancakes

Recipe for four people (assuming that each person will eat a second helping)

1. 1,5 kg of potatoes

2. 2 eggs

3. 2 generous tablespoons of cornflour

4. 2 generous tablespoons of potato flour

5. 1 medium onion

6. A pinch of sugar

7. Salt and pepper

8. Olive oil for frying

Directions:

1. Grate all potatoes using medium grating slots. Leave one potato aside. Grate the last potato using large grating slots. Strain the grated potatoes thoroughly. Wait five minutes and strain them again.

2. Add eggs, cornflour and potato flour, finely chopped onion, salt, pepper, and a pinch of sugar. Stir until smooth.

3. Heat up some olive oil in a pan on medium heat. Form the pancakes that are no thicker than half a centimetre with a spoon. Turn them to the other side when they become brown. Before serving, it is best to use a paper towel so that is soaks up the grease.

 

 

Lista moich majowych umilaczy

   The time has come for the next portion of inspirations from the real and online world. Over the last couple of weeks, I was able to find a number of interesting things that I would like to share with you. Read the whole post – there is a surprise waiting for you at the end of it :).

1. A white dress is the best item that we can take out of our wardrobe during the summer heat waves. I found a number of models that I would eagerly buy myself (see them hereherehere and here). If you decide to buy one of them, you should use discount codes. Kody.pl website offers discounts to bibloo.pl, Showroom.pl as well as Nike.com, Gino-Rossi.com, Sephora, or Douglas among others.

2. Today, the biggest documentary film festival in Poland – Millennium Docs Against Gravity – has started. It takes place in Warsaw, Gdynia, Bydgoszcz, Wrocław, and Lublin simultaneously. This year's competition involves such films as the Oscar-nominated "I Am Not Your Negro" – Raoul Peck’s story about racial segregation, persecution, and Afro-Americans’ fight for their rights in the US – and Sergei Loznitsa’s latest film “Austerlitz”, a complex portrayal of tourists visiting memorial sites founded in former concentration camps. "Untitled," the latest film by Michael Glawogger will compete against Ulrich Seidl's "Safari," an observation of Austrian hunters enjoying killing animals in an African reserve. I will surely go to see "Zero Days" by Alex Gibney. The film studies the phenomenon of Stuxnet, a self-replicating computer worm that was discovered by a team of international IT experts in 2010. See you in the Gdynia Film Centre! 

3. I really often use highlighters as they help the face to nicely catch some light – which is especially visible in the photos. The one that I'm currently testing is really one of its kind. Most of the products that I've tested weren't living up to my expectations, but BECCA Shimmering Skin Perfector Pressed in powder from Sephora is really visible – in a good way. It contains highlighting pearls which absorb and disperse light. The final effect is that of a natural glow. Multicoloured pearls with pigment smooth down the colour of our complexion. Its texture is quite untypical for this type of product as it combines dry and liquid pigments.

***

   Przyszedł czas na kolejną porcję inspiracji z sieci i nie tylko. Przez kilka tygodni uzbierało mi się kilka naprawdę fajnych rzeczy, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Koniecznie przeczytajcie cały wpis, bo na końcu czeka na Was niespodzianka :). 

1. Biała sukienka to najlepsza rzecz, jaką możemy wyciągnąć z szafy w trakcie upałów. Wyszukałam dla Was kilka modeli, które sama chętnie bym kupiła (kliknijcie tutaj, tutaj, tutaj i tutaj). Jesli zdecydujecie się na któryś z nich, koniecznie wykorzystajcie kody rabatowe. Serwis kody.pl oferuje zniżki między innymi do stron bibloo.pl, Showroom.pl oraz Nike.com, Gino-Rossi.com, Sephory czy Douglasa. 

2. Dziś rozpoczął się największy festiwal filmów dokumentalnych w Polsce, Millennium Docs Against Gravity. Trwa równolegle w Warszawie oraz w Gdyni, Bydgoszczy, Wrocławiu i Lublinie. W tegorocznym Konkursie udział biorą takie filmy, jak nominowany do Oscara „Nie jestem twoim murzynem” („I Am Not Your Negro”) Raoula Pecka, opowiadający historię segregacji rasowej, prześladowań i walki o prawa Afroamerykanów w USA, najnowszy film Siergieja Łoźnicy „Austerlitz”, ukazujący turystów odwiedzających muzea w byłych obozach zagłady. O najwyższe laury powalczy też ostatni film Michaela Glawoggera „Bez tytułu” („Untitled”), „Safari” Ulrich Seidla, w którym portretuje on austriackich myśliwych, zażywających „uroków” mordowania zwierząt w afrykańskim rezerwacie. Ja z pewnością wybiorę się na „Zero days” Alexa Gibneya, który ukazuje fenomen Stuxnet – samoreplikującego się wirusa komputerowego, odkrytego przez międzynarodowych ekspertów IT w 2010 roku. Do zobaczenia w Gdyńskim Centrum Filmowym! 

3. Rozświetlaczy używam naprawdę często, bo zwłaszcza na zdjęciach widać, jak ładnie pomagają twarzy złapać światło. Natomiast ten, który obecnie testuję jest naprawdę jedyny w swoim rodzaju. Większość testowanych przeze mnie produktów miało trochę za słaby efekt, ale ten BECCA Shimmering Skin Perfector Pressed w pudrze od Sephory jest naprawdę bardzo widoczny, i to w dobrym tego słowa znaczeniu. Zawiera rozświetlające perły, które pochłaniają, rozpraszają i operują światłem w taki sposób, aby naśladować naturalny blask. Wielobarwne perełki z pigmentem wyrównują koloryt cery. Ma nietypową jak dla takiego produktu konsystencję, bo łączy suche pigmenty z płynnymi.

4. Just like the changing fashion trends, the trends prevailing in places that we choose as our holiday destinations change as well. In the past, the dream holiday postcard was a camel and a palm tree with the Egyptian sea as the backdrop. Later, the time came for Thailand and the paradise islands of Phi Phi (also owing to this film with Leonardo Di Caprio). Now, every now and then I can see photos from Cuba on Instagram – it became more open to tourists owing to political changes. When it comes to beautiful places in Europe, I have yet to visit Malta, the Greek islands, and Norwegian fjords. In June, I'm planning to go to Malta and I will be grateful for all your recommendations. If you are planning your holidays as well, you should visit Traveldeal.pl. It shows promotions offered by Spa Hotels with pools, Aquaparks, and Thermal Baths in Poland and abroad. You can find there new offers on a daily basis, and some of the discounts are up to 90% off.

5. I love strips of hair that become lighter from the sun rays, but everything has its limits. Therefore, for my trip to Malta – apart from a classic sunblock – I'm also going to take something that will protect my hair from becoming dingy as well. Already last year, I tested these types of cosmetics and they were really able to reduce the damage of the sun rays. Before sunbathing, you have to spray your hair with a mist that has a UV filter – and that is basically enough, but I will also use a hair mask and a shampoo from the same line, Seboradin Sun. Carrot and bamboo extracts are supposed to additionally moisturise our hair. There are no silicones or artificial dyes in these products.

4. Tak jak zmieniają się trendy w modzie, tak zmieniają się trendy w miejscach, które wybieramy jako kierunek naszych wymarzonych wakacji. Kiedyś, upragnioną pocztówką z wakacji był wielbłąd i palma na tle egipskiego morza. Później przyszedł czas na Tajlandię i rajskie wyspy Phi Phi (między innymi za sprawą tego filmu z Leonardo Di Caprio). Teraz, co chwilę widzę na Instagramie relacje z Kuby, która dzięki politycznym przemianom stała się bardziej otwarta na turystów. Jeśli chodzi o piękne zakątki w Europie, to wciąż nie odwiedziłam Malty, greckich wysp i norweskich fiordów. W czerwcu wybieram się właśnie na Maltę i będę wdzięczna za wszystkie polecenia. Jeśli Wy też planujecie urlop, to koniecznie zajrzyjcie na serwis Traveldeal.pl, który prezentuje promocyjne oferty Hoteli SPA z basenami, Aquaparków i Term w Polsce i za granicą. Nowe oferty pojawiają się z dnia na dzień, niektóre rabaty sięgają nawet 90%.

5. Uwielbiam włosy rozjaśnione od słońca, ale wszystko ma swoje granice. Dlatego na Maltę, poza klasycznym kreme z filtrem do ciała, zabiorę też coś, co ochroni moje włosy przez wypłowiałym kolorem. Już w zeszłym roku testowałam tego rodzaju kosmetyki i naprawdę zniwelowały działanie słońca. Przed opalaniem włosy trzeba spryskać mgiełką z filtrami UV i to właściwie wystarczy, ale ja sięgnę też po maskę i szampon z tej samej serii od Seboradin Sun. Ekstrakt z marchwi i bambusa ma dodatkowo nawilżyć włosy. w składzie nie ma silikonów i sztucznych barwników.

Jeśli jesteście zainteresowane tą kuracją to marka Seboradin przygotowała specjalnie dla Was kod rabatowy w wysokości 20%, który będzie ważny przez siedem dni. Wystarczy, że w trakcie zakupów wpiszecie hasło "Seboradin Sun".

6. If you've just run out of honey (a situation which happens to me surprisingly often) or you are searching for home-made preserves whose ingredients are of natural origin, you should visit the website of the Brown Teddy Bear Foundation. Priest Czesław (Kuba) Marchewicz CR is the founder of the organisation. He took up a seemingly impossible task – he wanted to create a place where sick or disabled children would find a new aim, receive help, and, at the same time, create things that others would be really eager to buy. Individuals assisted by the foundation are called Brown Teddy Bears and each of them lives in the settlement started by the community. They came to permanently live in the settlement either after their parents' death or when their parents no longer had the strength or financial means to meet the needs of their children. Some of them fled from a public nursing home. The rest of the settlement dwellers are Brown Bears – people with great hearts who take up the job of full-time assisted carers. Some individuals come to the Settlement of Brown Teddy Bear to work for a year or two, whereas others blend in for several years or even their whole lives.

The whole family of "Brown Teddy Bears ad Brown Bears," full of love and cordiality, gave rise to many interesting ideas and projects. The foundation sells natural preserves that can be found here. They use Jersey cows milk for the production of cheese. Brown Teddy Bears take care of the herd and supervise the whole production process at the cheese factory, the smoking process, and all the work that takes place at the maturing plant. Apart from various types of cheese, you will of course find here eco preserves made from various fruit and vegetables (they've got delicious conserves), medicinal herbs, and all types of handicraft. All cold cuts that could be found on my Easter table came from the Settlement of Brown Teddy Bears. Brown Teddy Bears are currently working in the garden and waiting for the spring crops. Therefore with time, you will be able to find multiple new products. Check out the website, maybe you will find something that you would like to buy?

6. Jeśli własnie skończył się Wam miód (sytuacja, która przytrafia mi się zaskakująco często), albo szukacie domowych przetworów, których składniki sa wyłącznie pochodzenia naturalnego, to koniecznie zajrzyjcie na stronę fundacji Bure Misie. Jej założycielem jest Ksiądz Czesław (Kuba) Marchewicz CR, który podjął się zadania właściwie niemożliwego – chciał stworzyć miejsce, w którym chore lub niepełnosprawne dzieci znajdą nowy cel i uzyskają pomoc, jednocześnie tworząc coś, co inni naprawdę będą chcieli kupić. Podopieczni nazywani są Burymi Misiami i każdy z nich na co dzień mieszka w osadowej wspólnocie. W Osadzie zamieszkali na stale po śmierci rodziców albo w chwili, gdy rodzicom zabrakło już sił lub środków, aby sprostać oczekiwaniom swoich dzieci. Niektórzy uciekli z Domu Pomocy Społecznej. Reszta lokatorów osady to Bure Niedźwiedzie – ludzie o wspaniałych sercach, którzy podejmują pracę na etacie opiekuna osób niepełnosprawnych. Jedni przyjeżdżają pracować na Osadę Burego Misia na rok – dwa, inni wtapiają się na kilka, kilkanaście lat, a czasem na całe życie.

Z tej całej przepełnionej miłością i serdecznością rodziny "Burych Misiów i Burych Niedźwiedzi" narodziło się wiele ciekawych pomysłów i projektów. Fundacja zajmuje się sprzedażą naturalnych wyrobów, które można znaleźć tutaj. Do produkcji sera wykorzystywane jest mleko od krów rasy Jersey, którymi opiekują się Bure Niedźwiedzie, trzymaja również piecze nad przygotowaniem serów w serowarni, wędzenie ich oraz pielęgnację serów w dojrzewalni. Poza serami znajdziemy tu oczywiście inne ekologiczne przetwory owocowe i warzywne (mają pyszne konfitury), zioła lecznicze oraz wszelkiego rodzaju rękodzieło. Wszystkie wędliny, które znalazły się na moim wielkanocnym stole pochodziły właśnie z Osady Burych Misi. Bure Misie pracują teraz w ogrodzie i czekają na wiosenne plony, więc z czasem w sklepiku pojawi się pełno nowości. Zajrzyjcie, może znajdziecie coś dla siebie?

7. A brand that I've been following for months – HIBOU sleepwear – has just launched its new line – HIBOU  Essentials. I like the minimalist image of this brand and their simple sweatshirts…one of these has just landed in my wardrobe.

7. Marka, którą od dawna śledzę, czyli HIBOU sleepwear, właśnie ruszyła z nową linią HIBOU  Essentials. Podoba mi się minimalistyczny wizerunek tej marki i proste bluzy… jedna z nich wylądowała właśnie w mojej szafie. 

8. And to finish, I've got a real surprise for you. I usually avoid projects of this type on the blog, but because Yestersen has really stolen my heart, I decided to make an exception. First, a couple of words about the idea itself. Yestersen is a unique online store with furniture and home decorations. Unique because everything that you can find there comes from the period between 1930 and 1990. When I was decorating my home after the renovation, I was searching for furniture that would be original and, at the same time, inexpensive – it turned out that it's an ideal place for this type of shopping. I really liked the idea of renovating and giving second life to old pieces of furniture. Apart from the fact that we get something exceptional, we also get our share in fighting consumerism. Therefore, I'm pleased to share with you the fact that Yestersen has prepared a gift for the readers of the blog. It is a voucher that gives you PLN 50 for your first purchase in the online store. It's enough to click here. I'm sure that you will find multiple treasures there and, just like me, start to visit the website a couple of times a week in search of new items.

But it's not the end of surprises! Yestersen organises a contest in which the contestants are supposed to create a collage inspired by an outfit of your choice that has appeared on the blog. You are supposed to use items that are available on Yestersen website. You have to accomplish this task until the end of May (precisely until midnight of May 31). The prize is a voucher that gives you PLN 500 that can be used until the 30th of June 2017 on Yestersen website. You will find more details on the contest here. I eagerly encourage you to participate in this contest!

 

8. Na koniec mam dla Was prawdziwą niespodziankę. Zwykle unikam na blogu projektów tego typu, ale ponieważ Yestersen naprawdę skradł moje serce to postanowiłam zrobić wyjątek. Najpierw kilka słów o samym pomyśle. Yestersen to nietypowy sklep internetowy z meblami i drobiazgami do domu. Nietypowy, bo wszystko co w nim znajdziecie pochodzi z lat 1930-1990. Gdy urządzałam się po remoncie, szukałam mebli, które będą oryginalne i jednocześnie niedrogie – okazało się, że to idealne miejsce na takie zakupy. Bardzo podoba mi się pomysł odrestaurowywania i dawania drugiego życia starym meblom, bo poza tym, że zyskujemy coś jedynego w swoim rodzaju, to dokładamy swoją cegiełkę w walce z konsumpcjonizmem. Z przyjemnością dzięlę się więc z Wami informację, że Yestersen przygotował dla Czytelniczek bloga prezent w postaci bonu w wysokości 50 złotych na pierwsze zakupy w internetowym sklepie. Wystarczy kliknąć tutaj. Jestem pewna, że znajdziecie tam niezliczoną liczbę skarbów, i tak jak ja, zaczniecie odwiedzać tę stronę kilka razy w tygodniu w poszukiwaniu nowości. 

Ale to nie koniec niespodzianek! Yestersen organizuje konkurs, który polega na stworzeniu kolażu zainspirowanego wybraną przez Was stylizacją z bloga z wykorzystaniem przedmiotów dostępnych w serwisie Yestersen. Na to zadanie macie czas tylko do końca maja (dokładnie do 31.05 do północy). Nagroda to kupon o wartości 500 PLN na zakupy w Yestersen do wykorzystania do 30 czerwca 2017 r. Więcej szczegółów o konkursie znajdziecie tutaj. Serdecznie zachęcam Was do udziału!

Czeski stolik kawowy z blatem z białego szkła i z drewna bukowego w stylu mid-century. Powstał w połowie lat 60 i przeszedł niewielkie renowacje, gdyż zachował się w stanie niemal idealnym.

Mój fotel to projekt Józefa Mariana Chierowskiego z 1962 roku, zwany 366. To kultowy model, w czasach PRL-u sprzedał się w liczbie około miliona egzemplarzy. Mój jest w odcieniu pudrowego różu, na stronie Yestersen dostępny jest model w odcieniu dżinsu.

 

3 nowo otwarte restauracje. Czyli kolejna odsłona kulinarnej mapy Trójmiasta

   If you are spending your May Holiday by our beautiful Baltic Sea and you are in the vicinity of Tricity, you can learn about the three newly opened restaurants from today's post. You won't be disappointed with the food served in these places for sure. I know that it is sometimes difficult to find interesting places in your city where you won't find that many tourists. These three restaurants were opened only a few weeks ago. Therefore, I think that even some of the locals haven't heard about these spots. In my opinion, they can already be classified as one of the best restaurants in Tricity. You can find my review below.

***

   Jeśli spędzasz weekend majowy nad naszym pięknym Bałtyckim morzem i jesteś w okolicach Trójmiasta, to w dzisiejszym wpisie możesz dowiedzieć się o trzech nowych restauracjach, w których na pewno jedzenie cię nie rozczaruje. Wiem, że czasem ciężko jest znaleźć fajne, nieturystyczne miejsca w nie swoim mieście. Te trzy lokale zostały otwarte zaledwie klika tygodni temu, więc myślę, że nawet tubylcy o nich jeszcze nie słyszeli. Według mnie, już teraz mogą pretendować do miana jednych z najlepszych trójmiejskich restauracji. Do mojej recenzji zapraszam poniżej.

Haos, Gdynia, ulica Starowiejska 14

     A new restaurant serving Asian food was opened literally a few days ago in Gdynia. If you think that it is another Chinese food bar, then you'll be really surprised. The restaurant is spacious, mysterious, and is characterised by original decoration. First and foremost, you can either come over for a lunch or drop by with a group of friends in the evening. In the menu, you will find meals from Thailand, India, Korea, or even Japan. You cad admire five chefs, who are natives of Asia with years of experience in Warsaw, at work thanks to an open kitchen.  

   The prices aren't excessive. You will pay around PLN 23-30 for a main course. I guarantee that you won't leave the place hungry when ordering a starter and a main course because the portions are really ample. When it comes to starters, I really liked the four home-made dumplings marinated in ginger and coriander (the name of the meal is Dim Sum, PLN 10 – version with vegetables). When it comes to main courses, I had the opportunity to try Ginger Calamari and Bulgogi. It is worth paying attention to whether the meals are classified as hot in the menu – if they are, take the suggestion really serious. The fans of beer also won't leave the restaurant disappointed. They will find as many as four types of Asian beers in the menu.  

   The restaurant is open between 12 pm and 11 pm from Monday until Thursday, between 12 pm and 12 am from Friday until Saturday, and between 12 pm and 10 pm on Sunday.

   Dosłownie kilka dni temu, w Gdyni otworzyła się nowa restauracja azjatycka. Jeśli myślisz, że to kolejny bar z chińszczyzną to naprawdę bardzo się zdziwisz. Lokal jest przestronny, tajemniczy i urządzony w bardzo oryginalnym stylu. Przede wszystkim można tam wpaść i na lunch i na wieczór z grupą znajomych. W menu znajdziesz dania wywodzące się z Tajlandii, Indii, Korei, a nawet Japonii. Pięciu kucharzy, rodowitych Azjatów z wieloletnim stażem zdobytym w Warszawie możesz podziwiać przy pracy dzięki otwartej kuchni.

   Ceny w lokalu nie są wygórowane. Za główne danie zapłacisz w granicach 23-30 złotych. Zamawiając przystawkę i główne danie gwarantuję, że nie wyjdziesz z tego miejsca głodna, bo porcje są solidne. Z przystawek bardzo smakowały mi cztery domowe pierożki marynowane w imbirze i kolendrze (nazwa dania to Dim Sum, cena 10zł – wersja z warzywami). Z głównych dań miałam okazję posmakować Ginger Calamari i Bulgogi. Warto zwrócić uwagę, czy dania są oznaczone w menu jako ostre, jeśli tak, to potraktuj tę sugestią bardzo poważnie. Smakoszki piwa też nie wyjdą rozczarowane, bo w karcie są do wyboru, aż cztery rodzaje piw Azjatyckich.

   Lokal można odwiedzać od poniedziałku do czwartku w godzinach od 12:00 do 23:00, od piątku do soboty od 12:00 do 24:00, w niedzielę od 12:00 do 22:00.

Pelican Wine Grill Tapas, Sopot, ulica Bohaterów Monte Cassino 63

   We travel to the heart of Sopot, where we will find Pelican Wine Grill Tapas located on Monte Cassino Street. The name of the restaurant immediately suggests that there is wine, grilled meals, and tapas galore inside. It is worth highlighting that it is one of the few places in Tricity where the food is prepared on a lava grill which emits a smaller amount of toxic substances in comparison to a traditional grill.  

   As soon as I stepped into the restaurant, I was welcomed by a friendly waitress who turned out to be extremely helpful when I was choosing my meal. Upon entering the restaurant, you will immediately see that it was designed with great precision. Modern lamps and marble tables create a pleasant ambience. I really like the universality of this place – during the day you won't feel uncomfortable while having a lunch in a casual outfit, whereas the place will be also great for a romantic dinner in the evening.  

   The menu is very diversified and I really wanted to taste half of the enumerated meals. Finally, I decided to order mackerel and houmous as a starter. I also had the opportunity to try out Argentinian striploin and I really could feel the taste of the smoke from the grill (it was a real bull's eye for me). My main course was spaghetti with Provençal chicken which was delicious and spicy. I'll be also glad to check out the grilled salmon at the earliest opportunity.  

   The restaurant is open between 12 pm and 10 pm from Monday until Thursday, between 12 pm and 11 pm on Friday, between 11 am and 11 pm on Saturday, and between 11 am and 10 pm on Sunday.

Przenosimy się do Sopotu, gdzie w samym jego sercu, czyli na Monte Cassino otworzyła się restauracja Pelican Wine Grill Tapas. Nazwa lokalu od razu sugeruje, że w tym miejscu nie zabraknie wina, grillowanych potraw i tapasów. Warto zaznaczyć, że jest to jedno z niewielu miejsc w Trójmieście gdzie jedzenie przygotowuje się na grillu lawowym, który wydziela mniej substancji toksycznych niż tradycyjny grill.

   Gdy tylko przekroczyłam próg restauracji przywitała mnie miła pani kelnerka, która okazał się później bardzo pomocna w wyborze dania. Wchodząc do lokalu od razu widać, że został zaprojektowany z ogromną dokładnością. Nowoczesne lampy i marmurowe stoliki tworzą przyjemny klimat. Bardzo podoba mi się uniwersalność tego miejsca – w ciągu dnia nie będziesz się czuła skrępowana idąc tam na lunch w mało zobowiązującym stroju, za to wieczorem spokojnie możesz się tam wybrać na romantyczną kolację.

   Karta menu bardzo urozmaicona i po jej przeczytaniu miałam ochotę na połowę wymienionych dań. W końcu, z przystawek zdecydowałam się posmakować makreli i hummusu. Miałam również okazję posmakować Rostbeefa Argentyńskiego i faktycznie był wyczuwalny posmak dymu z grilla (dla mnie bomba). Moim głównym daniem było spaghetti z kurczakiem po prowansalsku, który był pyszny i pikantny. Przy najbliższej okazji chętnie jeszcze wypróbuje grillowanego łososia.

   Lokal jest otwarty od poniedziałku do czwartku w godzinach 12:00-22:00, piątek 12:00-23:00, sobota 11:00-23:00, niedziela 11:00-22:00.

AIOLI, Gdańsk, ulica Partyzantów 6

     In the centre of Wrzeszcz district. Just next to a gigantic intersection that is crossed by half of the city dwellers on an everyday basis there is a building which stands out in comparison to the rest of the tall skyscrapers. The locals know this place very well because there was a huge McDonald's located there for the last decade. After a major renovation, a subsidiary of the well-known Warsaw restaurant AIOLI was created in that place.  

   I visited the spot before noon on a Tuesday. I was convinced that there won't be too many people inside – it is a new spot so probably there are only a few people who know about that place and it was rather early in the day. Nothing more misleading. There was no possibility to find a free table on the ground floor. Fortunately, the waiter found a table for us on the first floor.No wonder that there were so many people in that place: it is enough to order a coffee to eat a breakfast for PLN 1 from Monday until Friday. And that is not just any breakfast! I chose Tuna Piada (piada with nigella, tuna paste, tabbouleh with turmeric, poached egg, slices of marinated beetroot, radish, sprouts, aioli sauce). Kasia ordered Sausage & Eggs (eggs, wieners, bacon, grilled tomatoes, green and yellow asparagus, basil pesto, herbal butter, graham baguette with white organic poppy seeds, aioli sauce). Both meals were really delicious. However, it was a pity that there was no gluten-free option.  

   The restaurant is open between 9 am and 12 am from Monday until Sunday.

Centrum dzielnicy Wrzeszcz. Tuż przy wielkim skrzyżowaniu, przez które codziennie przechodzi i przejeżdża połowa Trójmiasta stoi budynek odróżniający się od całej reszty wysokich wieżowców. Mieszkańcy miasta kojarzą go dobrze, bo przez ostatnią dekadę mieścił się tam wielki McDoanld's. Po gruntownym remoncie powstała tu filia znanej warszawskiej restauracji AIOLI.

   Restaurację odwiedziłam we wtorek przed południem. Byłam przekonana, że nie będzie w niej zbyt wiele osób, bo w końcu jest to nowe miejsce, pora wczesna i pewnie mało kto o nim jeszcze wie. Nic bardziej mylnego. Na parterze nie było już mowy o wolnym stoliku. Na szczęście kelner znalazł dla nas stolik na pierwszym piętrze.
Nic dziwnego, że w lokalu było tylu ludzi: od poniedziałku do piątku wystarczy zamówić kawę, aby zjeść śniadanie za złotówkę. I to nie byle jakie śniadanie! Wybrałam Tuna Piada (piada z czarnuszką, paska z tuńczyka, tabbouleh z kurkumą, jajko poche, plastry buraka marynowanego, rzodkiewka, kiełki, sos aioli), Kasia z kolei zamówiła Sausage & Eggs (jajka, kiełbaski, bekon, pomidory grillowane, fasolka szparagowa żółta i zielona, pesto bazyliowe, masło ziołowe, bagietka graham z białym makiem organicznym, sos aioli), oba dania były naprawdę pyszne, chociaż brakowało nam jakiejś pozycji bez glutenu.

   Lokal otwarty od poniedziałku do niedzieli w godzinach 9:00-00:01.

    Now, I cannot do anything else but to wish you a great end of May Holiday. If you haven't visited Tricity this time, I recommend doing it at the earliest opportunity. You can find really great places to eat here. ;)

   Nie pozostaje mi teraz nic innego jak życzyć ci udanej końcówki długiego weekendu. Jeśli tym razem nie odwiedziłaś Trójmiasta to zachęcam do tego przy najbliższej okazji. Zjeść u nas można naprawdę dobrze. ;)