If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

If you are interested in advertisment on the site about interiors, send the message here:

Jeśli chciałbyś wykupić reklamę na blogu poświęconym wnętrzom to napisz tutaj:

[email protected]

Look of The Day

cashmere scarf / kaszmirowy szal – MINOU (niezwykle ciepły i lekki)

navy coat and shoes / granatowy płaszcz i buty – Massimo Dutti (stara kolekcja)

black jeans / czarne spodnie – Topshop (model Jamie)

  These are probably the last days when we can sit on the grass that has been warmed by the sun and take pleasure in the surrounding greenery. If we have some hot tea in a thermos flask with us (and we do have!) and a couple of cinnamon buns (from Eliza Mórawska's recipe), bicycle trips can last forever.  And we return home with a basket full of apples.

PS If you like my shawl, I've got a discount code for you on all MINOU shawls. It is enough to insert the code MLE20 during the purchase (the code is valid until 15.10.2017). I wore this shawl whole winter last year and I didn’t get tired of it.

***

  To pewnie ostatnie dni w tym roku, kiedy na nagrzanej od słońca trawie można jeszcze usiąść i nacieszyć się otaczającą zielenią. Jeśli mamy w termosie gorącą herbatę (a mamy!) i kilka cynamonowych bułeczek (z przepisu Elizy Mórawskiej) to rowerowe przejażdżki mogłyby się nie kończyć.  A do domu wracamy z koszem pełnym jabłek. 

PS. Jeśli podoba Wam się mój szal to mam dla Was kod rabatowy na wszystkie szale MINOU. Wystarczy, że w podsumowaniu zakupów wpiszecie MLE20 (kod jest ważny do 15.10.2017). Szal nosiłam całą zeszłą zimę i nie znudził mi się ani trochę. 

 

 

Last Month

A new season has started: children went to school, the leaves are falling from the chestnuts, and there is more to do at work than usually. I'm glad that, despite the whole autumn haste, you were able to find some time to visit the blog and see a couple of snapshots from the last month. And there was really a lot going on…

***

Rozpoczął się nowy sezon: dzieci poszły do szkoły, liście lecą z kasztanowców, a pracy jest jeszcze więcej niż wcześniej. Miło mi, że w tej całej jesiennej zawierusze znalazłyście czas aby wejść na blog i zobaczyć kilka ujęć z ostatniego miesiąca. A działo się naprawdę sporo…

 

1. Psia plaża w Orłowie. // 2. Baletki i mokasyny już pochowane. // 3. Ten moment gdy w końcu możesz wskoczyć to świeżej pościeli. // 4. Maliny i jagody pod kruszonką, a właściwie to brytfanka, w której kiedyś były maliny i jagody pod kruszonką. //Łapię ostatnie promienie słońca w Brukseli, ale dłonie grzeję już trzymając gorącą kawę. Park niedaleko placu Sablon.1. Ulubione buty od dwóch sezonów. Kupione rok temu w Mango. // 2. Gdy widzę takie drzwi to umieram z zazdrości. // 3. Słoneczne wrześniowe poranki i piękna brukselska architektua. // 4. Przerwa na najpyszniejszą kawę w Le Pain Quotidien. //
W ich otoczeniu od razu czuję się lepiej. 

1. Ktoś tu chce poleżeć na łóżku. // 2. Tyle koloru na jednym zdjęciu. // 3. Znalazło się nowe miejsce na regale dla "Make Photography Easier" . // 4. Dopadły mnie zaległości po książce w mejlach, ciepły sweterek, kawa i zabieram się do pracy. //

Jesli przygotowuję kawę w domu to zawsze korzystam z kawiarki – w mojej kuchni nie ma miejsca na ekspres więc nawet nie rozważam jego zakupu. Moja kawiarka ceramiczna jest od Cafeport (za jednym razem parzeniem uzyskamy tyle kawy, że starczy na cztery espresso) natomiast kawę mam marki Coffee Circle. 

W nowym Glamour znajdziecie artykuł o tym, jak robić piękne zdjęcia w codziennych sytuacjach. Bo zwyczajne chwile z czasem nabierają niezwykłego znaczenia

1. Pierwszy egzemplarz! // 2. Nasze piękne polskie lasy. // 3. Bruksela. // 4. Wizyta w drukarni. Całą relację możecie zobaczyć w tym wpisie. //

Z Gosią w jej najważniejszym dniu.

1. Grupa wsparcia w gotowości. // 2. Odbicie w lustrze. // 3. Musi się wkraść się w każdy kadr. // 4. I po weselu. Sto lat dla Gosi i Daniela! //

Ostatni wrześniowy "Look of The Day". 

1. Kolibki i pierwsze chłodne popołudnia. // 2. Ktoś tu coś nabroił… // 3.  Klasyka gatunku, czyli słońce wyjrzało na pięć minut, a później znów się gdzieś zgubiło. // 4. Backstage podczas wizyty Dzień dobry TVN, niestety nie wiem jeszcze, kiedy materiał będzie publikowany. //

Magazyn KUKBUK wpadł do mnie na gościnę i domową tartę kajmakową. 

A mówią, że jeśli chodzi o kosmetyki to wymyślono już wszystko. Eliksir wzmacniający z kolendrą od Botanicals Fresh Care to produkt do włosów jakiego wcześniej nie miałam – intensywna odżywka bez spłukiwania, którą można stosować o każdej porze dnia, a włosy są po niej wyjątkowo wzmocnione. A to wszystko bez silikonów, parabenów, barwników. No i ten zapach!

Miało być wielkie grzybobranie, a skończyło się na dwóch maślakach i jednej kurce.  Nie znaleźliśmy co prawda żadnego prawdziwka, ale i tak było fajnie!Łosoś pieczony z rozmarynem i cytryną… takie proste a takie dobre. 

Prezentacja nowego zapachu Chanel. 

Pogoda zmusiła by wyszperać z szafy ciepły szal…

1. Nie zamykajmy drzwi między sobą… // 2. Cisza i spokój. // 3. Targ na placu Sablon. To tu znajduję najlepsze gadżety do zdjęć kulinarnych. // 4. Domowe spaghetti Bolognese i maraton z Harry'm Potterem. //Turyści opuścili już trójmiejską plażę i jest tu piękniej niż kiedykolwiek. Spokojnego wieczoru!

MAKE PHOTOGRAPHY EASIER – Wizyta w drukarni i spotkanie autorskie

   As a young girl, I dreamt about one thing: to hop on a train departing from platform 9 3/4 and leave for Hogwarts. The mysterious and slightly gloomy atmosphere of the saga about wizards sat well with me and even now, when I'm an adult, I sometimes recall numerous iconic moments from these novels in daily situations. "Please don't punish Dobby" became part of our family lingo, instead of saying "did you see my text message?," I often ask "has my owl arrived yet?," and we always acknowledge the beginning of autumn by having a tv screening of one of the instalments of Harry Potter – of course, under a blanket and accompanied by a large bowl of spaghetti bolognese (we repeat these sessions on a regular basis until April). And even though the world of wizards is literary fiction, I have the impression that I shouldn't complain about lack of magical moments in real life…

   It was during the wee hours on a sullen morning, when I got on a train from Gdynia Główna to Kraków Główny. The landscape behind the window was similar to the one that we know from J.K. Rowling's novels – in fact, no one would have been surprised if the train had stopped somewhere in the middle of the woods so that the passengers could have been checked by the dementors. Despite all of that, I was all in good mood, as in a couple of hours I was supposed to see my book for the first time – although I couldn't see it in its entirety – only fragmented into sheets – that was good enough for me.

   I could describe this visit in three words: nervousness, delight, and happiness. Even the greatest sceptics of reading would stand there petrified looking at all those books, sheets, and palettes with paper that were piled up to the ceiling of that great hall. Just like in a chocolate factory. And that smell. Getting to the point: it was the last chance to scrutinise the photos printed on target paper (up to that point I'd seen them on the so-called proofs), and as you can easily guess in case of a book about photography appropriate colours were of great importance. Fortunately, each detail, even Portos's tail looked just like it should. I had to sign the last sheet with my initials that I, as an author of the book, accept it and…the printing started off with full speed.

 It means that "Make Photography Easier" is basically ready and in a couple of days the courier will bring a ready copy right to my door. Shortly after, the books will be on their way to your houses (maybe not exactly delivered by the same courier, but you know what I mean ;)). If you didn't have the chance to see the cover of my book, you can see it here (the book will be available at a slightly lower price until the end of this week). And to finish off, I've got something important to tell you. Next week, we will have an opportunity to meet together! On the 27th of September in my beloved Warsaw Koszyki, I'm organising a meet the author session – I'll be glad to sign each book and talk with each of you! Once again:

Hala Koszyki, 27 September, 1st floor, 6.30 p.m.

"Make Photography Easier" meet the author session

I'd like to cordially invite you to the meeting, and I can't wait!

PS You've no idea about what your presence means to me – so many years of blogging, writing, and reading your comments – just as if I were to meet old friends after years of separation. I'm extremely excited that I will be finally able to meet you, but I'm also a little bit worried – what if no one comes? It would be a weight off my mind if you let me know in the comments that some of you will actually come, otherwise, I'll probably die out of stress :).

 

***

   Jako dwunastoletnia dziewczynka śniłam tylko o jednym: aby wsiąść do pociągu odjeżdżającego z peronu 9 i 3/4  i ruszyć w stronę Hogwartu. Tajemniczy i nieco ponury nastrój sagi o czarodziejach bardzo mi odpowiadał i nawet teraz, gdy jestem już całkiem dorosła, zdarza mi się przywoływać wiele kultowych momentów powieści w codziennych sytuacjach. "Proszę nie karcić Zgredka" weszło już do naszego rodzinnego języka, zamiast "widziałeś smsa ode mnie?" pytam często "doleciała już moja sowa?", a jako oficjalny początek jesieni uznajemy  zawsze seans telewizyjny którejś z części, oczywiście pod kocem i w towarzystwie dużej miski spaghetti bolognese (te seanse powtarzamy później regularnie aż do kwietnia). I chociaż świat czarodziejów to literacka fikcja, mam wrażenie, że nie powinnam narzekać na brak magicznych momentów w prawdziwym życiu…

   Był bardzo wczesny i posępny poranek, kiedy wsiadłam do pociągu relacji Gdynia Główna – Kraków Główny. Krajobraz za oknem był dokładnie taki, jaki znamy z powieści J.K. Rowling – właściwie nikt by się nie zdziwił, gdyby pociąg zatrzymał się gdzieś w lesie, aby pasażerów mogli skontrolować dementorzy. Mnie nie opuszczał jednak dobry humor, bo już za kilka godzin miałam po raz pierwszy zobaczyć moją książkę – co prawda nie w całości, a jedynie rozczłonkowaną na arkusze, ale dobre i to. 

   Wizytę w drukarni mogłabym opisać w trzech słowach: zdenerwowanie, zachwyt i radość. Nawet najwięksi sceptycy czytelnictwa staliby z rozdziawionymi gębami i przyglądaliby się wszystkim książkom, arkuszom i paletom z papierem, które pięły się aż po sufit wielkiej hali. Zupełnie jak w fabryce czekolady. No i ten zapach. Ale przechodząc do rzeczy: to była ostatnia szansa, aby przyjrzeć się zdjęciom wydrukowanym na docelowym papierze (do tej pory widziałam je jedynie na tak zwanych proofach), a można się łatwo domyśleć, że w przypadku książki o fotografii odpowiednie kolory miały tu ogromne znaczenie. Na szczęście każdy szczegół, nawet ogon Portosa, wyglądał tak jak powinien. Musiałam zrobić parafkę na ostatecznym arkuszu na dowód tego, że jako autor ją akceptuję i… drukowanie ruszyło pełną parą. 

   To oznacza, że "Make Photography Easier" jest już właściwie gotowa, lada dzień kurier przyniesie gotowy egzemplarz pod moje drzwi, a tuż po tym ruszy z przesyłką do Waszych domów (może nie dokładnie ten sam kurier, ale wiecie co mam na myśli ;)). Jeśli nie miałyście okazji zobaczyć jak wygląda okładka to zapraszam tutaj (książkę jeszcze do końca tygodnia będzie można kupić z małą zniżką). Na koniec mam dla Was najważniejszą informację. Już w przyszłym tygodniu będziemy mogły się spotkać wszystkie razem! 27 września, w moich ukochanych warszawskich Koszykach organizuję dla nas spotkanie autorskie – z przyjemnością podpiszę każdą książkę i porozmawiam z każdą z Was! A więc jeszcze raz:

Hala Koszyki, 27 września, 1 piętro, godzina 18.30

Spotkanie autorskie "Make Photography Easier"

Zapraszam Was serdecznie i nie mogę się doczekać!

PS Nawet nie wiecie jak wiele dla mnie znaczy Wasza obecność – tyle lat blogowania, pisania dla Was i czytania Waszych komentarzy – tak jakby po wielu latach spotkać w końcu stare przyjaciółki. Jestem bardzo podekscytowana tym, że w końcu będziemy mogły się zobaczyć, ale też trochę się boję – a co, jeśli nikt nie przyjdzie? O ile byłoby mi raźniej gdybyście dały mi znać w komentarzach, że ktokolwiek z Was wybiera się na spotkanie ze mną, w przeciwnym razie chyba umrę ze stresu :). 

La vie est belle L’Eclat

  Those who followed my Instagram during the weekend are aware that I attended Gosia's wedding on Saturday. In Kashubia in Pałac pod Dębem, we were celebrating this important day. Today, I wanted to show you a small detail whose name is extremely meaningful. La vie est belle (Life is beautiful) wonderfully matches the mood that accompanies me now. Lancome has just released a new fragrance. L’Éclat is flowery, fresh, and very girly – have you had the chance to test it?

The first photo that you can see in the post was taken by Ania from Mammamija.

***

   Jeśli ktoś z Was śledził w weekend mój Instagram, to zapewne wie, że sobotę spędziłam na weselu Gosi. Na Kaszubach, w Pałacu pod Dębem świętowaliśmy ten ważny dla niej dzień. Dziś chciałam Wam pokazać mały detal, którego wymowna nazwa La vie est belle (Życie jest piękne) świetnie pasuje do nastroju, który mi teraz towarzyszy. Marka Lancome wypuściła właśnie nowy zapach. L’Éclat jest kwiatowe, świeże i bardzo dziewczęce – miałyście już okazję przetestować?

Pierwsze zdjęcie we wpisie jest autorstwa kochanej Ani z bloga Mammamija