Jeden dzień w Paryżu, czyli siedem miejsc, które warto zobaczyć

   Mam to niebywałe szczęście, że w ostatnich latach gościłam w Paryżu kilka razy do roku. Żaden z wyjazdów nie był jednak dłuższy niż trzy dni, więc nigdy nie miałam odpowiednio dużo czasu, aby zwiedzić miasto tak, jakbym chciała. Zawsze musiałam z czegoś rezygnować i przekładać do następnej wizyty, a każdy kwadrans dokładnie planować, by nie mieć poczucia straconego czasu. Nie muszę Ci więc tłumaczyć, jak wielce zawiedziona byłam, gdy polecane mi miejsca okazywały się porażką.

   W końcu, stworzyłam listę sprawdzonych miejsc, do których zawsze lubię wracać, nawet jeśli czasu mam naprawdę niewiele. Wypisałam je wraz z adresami, tak abyś z łatwością mogła je odnaleźć, gdy sama wybierzesz się do Paryża.

1. Gdy myślimy o zwiedzaniu Paryża od razu przychodzi nam do głowy Luwr. I słusznie, bo to niesamowite miejsce. Jeśli jednak na zwiedzanie masz dosłownie dzień lub dwa, to lepiej odpuść sobie to muzeum. Samo stanie w kolejce zajmie co najmniej godzinę (chyba, że zna się drugie wejście od podziemi, od strony Rue de Rivioli, gdzie kolejek nie ma prawie w ogóle), poza tym, nawet gdybyś postanowiła przebiec przez wszystkie sale i ledwie przez sekundę rzucić okiem na Mona Lisę, to spędziłabyś tam pół dnia. Polecam go więc osobom, które wybrały się do Paryża na dłużej. Jeśli masz niewiele czasu, a nie wyobrażasz sobie podróży bez liźnięcia odrobiny sztuki, to gorąco polecam Muzeum Picassa. Jest niewielkie, piękne i znajduje się tam wiele z najsłynniejszych dzieł mistrza. (5 Rue de Thorigny, 75003, w poniedziałki nieczynne)

coat / płaszcz – protyp MLE (podobny tutaj) // sweater / sweter – Mango // jeans / dżinsy – Topshop, model Jamie // shoes / buty – Massimo Dutti (podobne tutaj)

2. Gdy mamy mało czasu, bardzo istotne jest to, aby nie tracić go na przemieszczanie się między dzielnicami. Dlatego zawsze zaznaczam sobie na mapie sprawdzone restauracje, które znajdują się niedaleko punktów zwiedzania. Jeśli więc postanowisz wybrać się do Muzeum Picassa, to polecam restaurację Cafe Charlot, która mieści się niedaleko. Podobno podają tu najlepsze burgery w Paryżu (faktycznie przepyszne), ale tak naprawdę całe menu zasługuje na uwagę. Ponieważ to jedna z ulubionych knajp tubylców trzeba uzbroić się w cierpliwość i poczekać na wolny stolik. Naprawdę warto. (38 Rue de Bretagne, 75003)

3. Po muzeum i obiedzie wracam do serca Paryża, czyli do pierwszej dzielnicy i mojej ukochanej księgarni Galignani. To miejsce, w którym bez problemu można by nakręcić niejedną scenę filmu o tajemniczych historiach, magii i zagadkach z przeszłości. Aby sięgnąć po książki znajdujące się na wyższych półkach, trzeba wspiąć się po drabinie lub poprosić o pomoc księgarza, który z powodzeniem mógłby zastąpić Daniela Radcliffe'a i zagrać Harry'ego Pottera. Na uwagę zasługuje jednak nie tylko wnętrze, ale przede wszystkim to, co można tam kupić. W Galignani znajdziemy piękne albumy, książki kulinarne z każdego zakątka świata czy limitowane wydania najznakomitszych tytułów w historii literatury. Po prostu nie potrafię wyjść stamtąd z pustymi rękami. (224 Rue de Rivoli, 75001)

4. Tuż obok księgarni, w typowej Haussmannowskiej kamienicy z jasnego piaskowca, mieści się hotel The Westin Paris Vendome. Jeśli masz w swojej głowie wyobrażenie idealnego paryskiego hotelu, to ten z pewnością Ciebie nie zawiedzie. W pokojach dla gości wciąż znajdują się stare drewniane okna, wysokie na cztery metry, oryginalne marmurowe kominki, bogate sztukaterie i małe balkoniki z pięknym widokiem (ceny za noc zaczynają się od 1200 złotych, istnieje możliwość zarezerwowania pokoju z widokiem na Wieżę Eiffla za dopłatą). Miejsce idealne jeśli szukamy wnętrza w typowo paryskim stylu, ale nie bardzo mamy ochotę wydawać kilku tysięcy złotych na jeden nocleg w Ritzu – hotele w Paryżu, delikatnie rzecz ujmując, niestety nie należą do najtańszych. (3 Rue de Castiglione, 75001)

5. Ladurée to zazwyczaj ostatnie miejsce, które odwiedzam przed powrotem do hotelu – zapas słodyczy zawsze mnie uspokaja i pozwala spokojnie zasnąć ;). Ta słynna cukiernia spotyka się często z mieszanymi opiniami – według niektórych jest przereklamowana, a równie dobre makaroniki można znaleźć w wielu innych paryskich lokalach. Nie twierdzę, że to błędne spostrzeżenia, ale do Laduree i tak warto się wybrać, bo jest jak uosobienie paryskiego snu – począwszy od wystroju wnętrza, przez panie ekspedientki w oryginalnych strojach, aż po smak różanych babeczek z malinami, które szczególnie polecam. Mój ulubiony paryski punkt Ladurée w Paryżu to ten mieszczący się na Rue Royale 18, 75008.

Jeśli w hotelu trafiła mi się akurat wanna, której nie mam w domu, to nie potrafię sobie odmówić tej przyjemności i w ten oto relaksujący sposób kończę swój dzień. Tradycyjnie już pokazuję zawartość mojej kosmetyczki w trakcie podróży. Nowość, która się w niej znalazła, to krem intensywnie nawilżający HYALUROGEL francuskiej firmy MIXA (pomógł mi w trakcie wyjazdu na narty – nawilżył i uelastycznił skórę, która utraciła wodę w wyniku działania mrozu i szczególnej ekspozycji na słońce). 

W kosmetyczce nie zabrakło też oczywiście polskich produktów, nie rozstaję się na przykład z regenerującym masłem do ciała marki IOSSI o słodkim zapachu, który pokazywałam Wam już jakiś czas temu (cena 59). 

6. Na mapie Paryża jest wiele kultowych miejsc, które "trzeba zobaczyć, aby poczuć ducha miasta". Jednym z nich jest słynna Café de Flore, otworzona pod koniec XIX wieku. Kawiarnia skupiała wokół siebie powojenną elitę intelektualną Paryża, dzięki czemu szybko zyskała sławę. Od razu uprzedzam, iż nie jest to miejsce, która wybrałabym na obfitą kolację, czy obiad. Po pierwsze, jest tam dosyć drogo, a po drugie, jeśli chcemy poczuć się jak przedstawiciele bohemy, to lepiej wybrać się tam rano. W przeciwnym razie, zamiast oddawać się kontemplacji przy filiżance kawy będziemy musieli tłamsić się przy stoliku z tłumem turystów. (172 Boulevard Saint-Germain, 75006)

aparat – Olympus OMD EM1 // podróżny długopis, notes i etui na paszport – Escribo – koniecznie zajrzyjcie na tę stronę, bo można tam znaleźć piękne notesy, tym bardziej, że teraz na zakupy dostaniecie 10% rabat, wpisując w trakcie zakupu kod MLE2017 (kod ważny na całe zakupy do 29/01/2017). 

Pokrowiec na paszport posiada w środku folię 3M, która chroni dokumenty przed niechcianym skanowaniem. W środku znajduje się dodatkowa kieszonka np. na dowód osobisty lub prawo jazdy.

7. Z każdej podróży chcielibyśmy wrócić z masą pięknych zdjęć. Paryż jest miejscem, w którym osiągnięcie tego celu jest wyjątkowo proste. Wszystko tu jest fotogeniczne; kamienice z jasnego piaskowca, kawiarenki skąpane w słońcu, drewniane kolorowe drzwi z kołatkami, stylowo ubrani paryżanie. Oczywiście, najchętniej fotografowanym obiektem jest słynna Wieża Eiffla. Najlepsze ujęcia wykonamy jednak nie u jej podnóży, a odrobinę dalej, przy maleńkiej uliczce, która kończy się kamiennymi schodami schodzącymi prawie do samej Sekwany. Prawda, że nastrojowo? (Avenue de Camoens, 75116)

Bienvenue à Paris

   I paid a short visit to a city that has fascinated, inspired, and seduced people for centuries. You can expect a longer post from the sunny winter Paris tomorrow and, in the meantime, I wish you a good Saturday!

   Na chwilę zawitałam do miasta, które od wieków zachwyca, inspiruje i uwodzi. Dłuższy wpis ze słonecznego zimowego Paryża pojawi się już jutro, a tymczasem życzę Wam udanej soboty!

***

Look of The Day – Après Ski

sweater / sweter – Massimo Dutti

trousers / spodnie – TOPSHOP (model Jamie)

leather bag / skórzana torebka – Hollie Warsaw (model BONJOUR BELLE)

red cap / czerwona czapka – RobotyRęczne

jacket / kurtka – Woolrich

shoes / buty – INUIKKI

   Those of you who have been following my Instagram have surely noticed that I spent the last week in the Italian Alps. We can find everything that we can dream of for a skiing trip in the Val di Fiemme region. Even those who are rather slow at doing slaloms and always head for the mountain hostel appreciate the ambience of the place, the Italian hospitality, and great cuisine. I was trying to use every minute of my time there; therefore, we went on sightseeing trips after skiing every day. That was how we found the well-known town of Cortina d'Ampezzo, where one of the Bond instalments was shot ("For Your Eyes Only"), the peak of Marmolada (the highest peak of the Northern Italy), or the frozen Lake Alleghe, which has become a tourist attraction for all (those better skilled and a little bit less skilled) ice skaters from the neighbourhood.   

  The outfit that I wanted to show you today was supposed to be practical primarily in a mountain town. However, having returned to the snow-covered and freezing cold Sopot, I see that it will be useful in my home town as well – finally, real winter has reached us. It was really nice to wear accessories by Polish brands in Italy, that is a winter hat by RobotyRęczne and a leather bag by Hollie (extremely capacious, I was able to keep my wallet, a small makeup bag, and a lens inside it), which was the reason for so many questions asked by Italian girls whom I met in the streets. They mostly appreciate great quality when it comes to clothes and accessories. 

***

   Ci z Was, którzy śledzą mój Instagram z pewnością zauważyli, że ostatni tydzień spędziłam we włoskich Alpach. W regionie Val di Fiemme znajdziemy wszystko, czego można sobie zamarzyć na narciarskim wyjeździe. Nawet Ci, którzy slalomy robią raczej powoli i zawsze w kierunku schroniska doceniają tutejszą atmosferę, włoską gościnność i świetną kuchnię. Starałam się wykorzystać ten czas do maksimum, dlatego codziennie po nartach wyruszaliśmy na zwiedzanie okolicy. Tak trafiliśmy do słynnego miasteczka Cortina d'Ampezzo, w której kręcono jedną z części Bonda ("Tylko dla twoich oczu"), na szczyt Marmolady (najwyższego miejsca w Dolomitach), czy nad zamarznięte jezioro Alleghe, które stało się atrakcją wszystkich (tych lepszych i tych trochę gorszych) łyżwiarzy z okolicy.  

  Strój, który chciałam Wam dziś pokazać miał sprawdzić się przede wszystkim w górskim miasteczku, ale po powrocie do zaśnieżonego i mroźnego Sopotu widzę, że przyda się także w moich rodzinnych stronach, bo nareszcie dotarła do nas prawdziwa zima. Miło było nosić we Włoszech dodatki od polskich marek, czyli czapkę od RobotyRęczne i skórzaną torebkę Hollie (wyjątkowo pojemna, zmieściłam do niej portfel, małą kosmetyczkę i obiektyw), o którą kilka razy pytały mnie na ulicy Włoszki, ceniące w ubraniach i akcesoriach przede wszystkim świetną jakość.