Im jestem starsza tym trudniej jest mi poczuć prawdziwy świąteczny nastrój. Brak śniegu utrudnia mi to jeszcze bardziej. Jestem też już trochę za duża, aby wypatrywać przez okno sań świętego Mikołaja. Czy w związku z tym mam czekać aż do pasterki (śpiewanie kolęd jest niezawodne w budowaniu nastroju:)) aby ogarnął mnie świąteczny duch? Zdecydowanie nie! Już od pierwszego grudnia jestem stałym gościem w miejscowej wypożyczalni video i zaopatruję się w niej (jak co roku) w ulubione świąteczne filmy.

     Moim absolutnym numerem jeden jest film "Love actually". Ze zdumieniem dowiedzialam się ostatnio, że można jeszcze znaleźć parę osób na kuli ziemskiej, które nie widziały tego filmu. Skutecznie obniżyłam tę liczbę  wśród swoich znajomych, wciskając im płytę z tą produkcją przy byle okazji (przezornie zaopatrzyłam się w jeden egzemplarz, gdy był dodawany do jakiejś gazety). Wam, drogie Czytelniczki, niestety nie mam okazji przekazać płyty, dlatego proszę o obejrzenie tego filmu we własnym zakresie:). Z pewnością nie będziecie żałować:)

 

    Drugi film, który chciałabym Wam polecić, to już trochę zapomniany "Ja Cię kocham a Ty śpisz" z Sandrą Bullock. Losy kopciuszka dwudziestego wieku, pracującego na nowojorskim dworcu, z pewnością Was rozczulą, ale też i rozśmieszą.  Główna bohaterka zostaje przez przypadek uznana za narzeczoną przystojnego i bogatego bruneta, który nie jest w stanie sprostować tej nieprawdziwej informacji, ponieważ jest w stanie śpiączki. A do tego akcja dzieje się w najgorętszym przedświątecznym okresie. W zeszłym roku produkcja ta była nadawana przez telewizję. W tym roku niestety nie mogłam się jej nigdzie doszukać, wypożyczalnia jest więc jedyną opcją.

   W tym roku postanowiłam zawęzić swój wybór do trzech filmów (w przyszłym z pewnością polecę Wam resztę:)). I tak jako ostatni polecę Wam "Dziennik Bridget Jones". W tym filmie podoba mi się wszystko, począwszy od genialnej piosenki "All by myself" w domowym (i lekko pijanym) wydaniu głównej bohaterki, aż po kompromitujące sweterki Colina Firtha (mówcie, co chcecie, ale ja marzę o tym swetrze z reniferem!)

Moim zdaniem, Bridget i Marc Darcy to jedna z najbardziej uroczych par wszech czasów:)

 

PS.  Z cyklu "cudze chwalicie, a swego nie znacie" polecam album "Gdańsk z Góry". Z jednej strony dlatego, że jego współautorem jest mój brat (jak się domyślacie bardzo go kocham:)), a z drugiej dlatego, że to zbiór ponad 140 naprawdę niesamowitych fotografii Gdańska z lotu ptaka. Widać piękne plaże, zalesione wzgórza i wciśnięte pomiędzy nie miasto – jedyne w swoim rodzaju w Polsce. Rozwiązało mi to problem prezentu dla wielu osób:)