If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Look Of The Day, czyli co ma zrobić blogerka, gdy coś pójdzie nie tak

Mój strój:

black dress / czarna sukienka – Revolve (podobna tutaj)

leather bag / skórzana torebka – Hollie Warsaw

sandals / sandały – Massimo Dutti (stara kolekcja, podobne tutaj)

watch / zegarek – Tissot (podobny tutaj)

sunglasses / okulary – Prism 

Strój mamy:

dress / sukienka – Orsay (podobna tutaj)

leather sandals / skórzane sandały – Navyboot

sunglasses / okulary – Chanel

   Right away, I must apologise that today's post looks different from what you're used to. I prepared the photos earlier and I went on a trip to Brussels in order to write as there are fewer distractions there. I took my SD card with the whole material and I was planning to spend yesterday's afternoon on preparing Look of The Day. Unfortunately, the card decided to stop working – when I placed it in the computer slot, it turned out that there are no photos on it and even if they are still there (well, they are on the card but the computer can't read them), I rather won't be able to recover the data without the help of people from NASA. And surely that wouldn't be possible on that day.   

   Out of desperation and lack of alternative, I’d like to show you yesterday's photos that I took during breakfast at out beloved Le Pain Quotidien. We also visited an exhibition with the works of the well-known Steve McCurry (you surely remember the famous photo of the girl with green eyes that could be seen on the cover of National Geographic).   

   Please, forgive me for the most boring outfit in the world and poor quality of photos. The only thing that I could use was my mobile phone as it was the first time when I'd decided to leave my camera at home (perverse fate!). Well, the original plan was that I would be locked in a room and my only companion would be my laptop.

   Small shopping to finish off – I'm going home with two beautiful books about photography. Have a pleasant Sunday!

***

   Z góry muszę Was bardzo przeprosić, że dzisiejszy wpis nie wygląda tak jak zwykle. Zdjęcia przygotowałam wcześniej i wyjechałam do Brukseli, żeby pisać, bo tutaj mniej rzeczy mnie rozprasza. Zabrałam ze sobą kartę SD z całym materiałem i wczorajsze popołudnie miałam poświęcić na przygotowanie Look of The Day. Niestety, karta wybrała sobie najmniej odpowiedni moment, aby się popsuć – po włożeniu jej do komputera okazało się, że nie ma na niej żadnych zdjęć, a nawet jeśli gdzieś tam jeszcze są (tylko ich nie widać), to bez pomocy ludzi z NASA raczej nie uda mi się ich odzyskać. A już na pewno nie uda mi się ich odzyskać dzisiaj. 

   Z desperacji i braku alternatywy, wrzucam Wam dziś zdjęcia z wczorajszego dnia, gdy wybraliśmy się na śniadanie do naszego ukochanego Le Pain Quotidien, a następnie zobaczyliśmy wystawę słynnego fotografa Steve'a McCurry'ego (na pewno kojarzycie jego słynne zdjęcie dziewczynki z zielonymi oczami, które trafiło na okładkę National Geographic). 

   Wybaczcie mi więc najnudniejszy strój na świecie i słabą jakość zdjęć. Miałam do dyspozycji tylko telefon, bo pierwszy raz w historii postanowiłam nie zabrać ze sobą aparatu (co za chichot losu!), w końcu przez dwa dni miałam być zamknięta w czterech ścianach, a oglądać mnie miał tylko mój komputer. 

I małe zakupy na koniec – wracam do domu z dwiema pięknymi książkami o fotografii. Udanej niedzieli!

Jak dobrze używać samoopalacza – czyli wyznania jasnej blondynki

   There are many women among us who can only dream about natural tan – I myself am a representative of this group. My tan is always red, and when redness comes off, my skin is still pale as a ghost. For a few years, I've been using self-tanners because, even though I think that my alabaster skin is an advantage for most of the year, I still think that lack of tan during summer doesn't look too good. During that time, I've managed to make all kinds of mistakes connected with the application of self-tanners. I know all the side-effects – stains, smudges, orange elbows, black feet, or discolouration of nails. Today, I know how to avoid each of them.

– If you want to use a creamy self-tanner, you should use disposable gloves before applying it – without them you shouldn't even get down to work. Place them above your wrist so that you have the possibility to massage the product into the back of your hand (it is best to just skip the hands area). Before the application, you can also use some hand cream. If you are using self-tanner before going to sleep, don't replace the pillowcase with a fresh one, and it's best to wear pyjamas that aren't your favourite. This method has one big flaw – if you want to apply the self-tanner onto your whole body, you will always need the help of another person that will rub the cosmetic into your back.

***

   Wśród nas jest wiele kobiet, które mogą jedynie pomarzyć o naturalnej opaleniźnie – ja sama jestem przedstawicielką tej grupy. Opalam się na czerwono, a gdy czerwień już zejdzie to moja skóra znów jest blada jak ściana. Od kilku lat posiłkuję się samoopalaczami, bo chociaż przez większość roku uważam, że alabastrowa cera jest zaletą, to w czasie wakacji brak opalenizny po prostu nie wygląda dobrze. Przez ten czas udało mi się popełnić wszystkie możliwe błędy związane z nakładaniem samoopalacza. Żaden efekt uboczny nie jest mi obcy – plamy, smugi, pomarańczowe łokcie, czarne stopy czy przebarwienia na paznokciach. Dziś wiem jak uniknąć każdego z nich.

– Jeśli chcesz użyć samoopalacza o kremowej konsystencji koniecznie przed jego nałożeniem załóż jednorazowe rękawiczki – bez nich nawet nie myśl, aby się za to zabierać. Zsuń je jednak powyżej nadgarstka, tak aby mieć możliwość wmasowania produktu w grzbiet dłoni (palce najlepiej w ogóle pominąć). Możesz też przed aplikacją wsmarować w dłonie krem. Jeśli używasz samoopalacza przed pójściem spać, to nie zmieniaj tego dnia poszewki na świeżą i lepiej załóż mniej lubianą piżamę. Ta metoda ma jedną dużą wadę – jeśli chcesz nałożyć samoopalacz na całe ciało zawsze będziesz do tego potrzebowała pomocy drugiej osoby, która kosmetyk wetrze ci w plecy.

 – If smears appear on your body after the application of a self-tanner, treat it as a lesson – the type of smear will reveal your mistake right away. Smears are a consequence of applying too much product. You have to pay special attention to its texture. If the product is runny, smears will appear more easily. Search for product that dries quickly – uneven application will be also visible due to the fact that the tan wears away (for example, when you put on your clothes too quickly). If you are applying the product right before you are about to leave your home, don't put on trousers as the self-tanner will disappear from the knee area. It is vital to choose a pair of shorts or a dress on that day.  On the other hand, if after the application of a self-tanner, you see great difference when it comes to the colours of your complexion, use only products with colour – the darker the product, the easier it will be for you to spot areas where the product isn't appropriately blended. Xen-Tan stands out here (it has a strong effect and that is why it's fairly difficult to apply it).

– Jeśli po aplikacji samoopalacza na twoim ciele pojawią się plamy, to potraktuj to jako lekcję, bo rodzaj plamy od razu powie ci jaki błąd popełniłaś. Smugi to konsekwencja nałożenia za dużej ilości kosmetyku. Musisz zwrócić szczególną uwagę na konsystencję produktu. Jeśli jest rzadki to smugi robią się znacznie łatwiej. Szukaj produktu, który szybko schnie, bo nierówności na skórze powstają też od wytarcia (jeśli na przykład za szybko włożysz ubranie). Jeśli nakładasz kosmetyk zaraz przed wyjściem z domu nie zakładaj spodni, bo samoopalacz zetrze się z okolic kolan. Tego dnia koniecznie wybierz sukienkę lub szorty.  Jeśli natomiast po nałożeniu samoopalacza widzisz ogromne różnicę barw na ciele, to koniecznie używaj tych produktów, które są kolorowe – im ciemniejszy produkt tym łatwiej dostrzeżesz nieroztarte miejsca. Pod tym względem wyróżnia się Xen-Tan (ma mocny efekt, ale jego nakładanie jest dosyć żmudne).

– Smears in the ankle, knee, elbow, and knuckle area are an effect of inappropriately applied scrub.  A greater amount of the product stays on the dead epidermis – hence, the darker colour in those areas. Avoiding the use of an exfoliating scrub may result in a situation in which the tan unevenly fades from our skin. If you see that the tan exfoliates in some areas after a couple of days, it also means that you didn't do enough work. Getting rid of the dead skin appropriately has one simple aim – it makes it more even. It is critical to remember that it is good to wash the product away and properly dry the skin if you want to apply the self-tanner right after taking a bath. One of my favourite cosmetics is an exfoliating scrub with raspberry seeds and sugar with a mango scent by Clochee. After its application, the skin is soft and has excellent fragrance. If you would like to try out a new cosmetic, you definitely should visit Clochee store (now, you'll receive a 20% discount on all products with the code: lato20 – this offer is valid only until the end of June).

– Plamy na kostkach, kolanach, łokciach i kłykciach są efektem źle wykonanego peelingu.  Na obumarłym naskórku odkłada się więcej produktu, stąd ciemniejszy kolor w tych okolicach. Brak peelingu może również skutkować nierównomiernym schodzeniem opalenizny. Jeśli po kilku dniach widzisz, że opalenizna gdzieniegdzie bardziej się złuszcza, to również oznacza, że peeling było za słaby. Dokładne usunięcie obumarłego naskórka ma prosty cel – wyrównać powierzchnię skóry. Należy pamiętać, aby bardzo dobrze go spłukać i dokładnie osuszyć skórę jeśli nakładasz samoopalacz tuż po kąpieli. Do moich ulubionych kosmetyków zalicza się peeling z pestek malin i cukru o zapachu mango od Clochee. Po jego użyciu skóra jest idealnie gładka i ma przepiękny zapach. Jeśli chciałabyś wypróbować nowy kosmetyk, to koniecznie odwiedź sklep internetowy marki Clochee (teraz na hasło: lato20 otrzymasz dwadzieścia procent zniżki na cały asortyment  – promocja trwa tylko do końca czerwca).

– You're using a spray self-tanner? After many years, I've become a fan of this products as the application is fairly quick and the texture of the product itself isn't that rich. However, its use requires a little bit of experience. Remember! While using spray self-tanners, you need to remember to hold them pretty far from your body in order to attain a natural, and what's most important, even effect. The label says to keep the product at a distance of 30 centimetres – it is definitely a minimum. You should rather enter a cloud of self-tanner than try to spray it on a particular body part. Try to stay in one place during the process. The self-tanner falls to the floor and if you start walking around, your soles will be black after a couple of hours. It is best to place a piece of paper towel in the bathtub or in the shower and use it as a disposable mat. A nice idea would be to rub a little bit of vaseline on the finger pad with which you are pressing the container – especially if you use the one by St. Tropez (it leaves stains not only on your fingers, but also your whole bathroom). The fact that it dries quickly is a great advantage of this product. Literally, already after one minute you can go to bed or dress.

– Używasz samoopalacza w spreju? Po wielu latach stałam się jego zwolenniczką, bo aplikacja jest szybka, a sam produkt nie jest tak tłusty. Jednak jego stosowanie wymaga odrobiny wprawy. Pamiętaj! Produkty samoopalające w spreju musisz trzymać bardzo daleko od ciała, aby uzyskać naturalny i, co najważniejsze, równy efekt. Na opakowaniu jest napisane, aby zachować odstęp trzydziestu centymetrów – to jest zdecydowane minimum. Powinnaś raczej wejść w chmurę samoopalacza, niż sprejować konkretną część ciała. Staraj się „nie dreptać” w trakcie. Samoopalacz opada na podłogę i jeśli będziesz po niej chodzić to po paru godzinach Twoje stopy będą czarne od spodu. Najlepiej położyć na dnie wanny lub prysznica kawałek ręcznika papierowego, na którym będziesz stała w trakcie zabiegu. Dobrze jest natrzeć małą ilością wazeliny opuszek palca, którym przyciskasz pojemnik, bo w innym wypadku będzie czarny – zwłaszcza jeśli masz ten marki St. Tropez (farbuje nie tylko palec ale również całą łazienkę). Dużą zaletą tego produktu jest to, że bardzo szybko schnie. Dosłownie po minucie możesz się już spokojnie położyć spać lub ubrać.

– Remember that self-tanners won't protect you from the sun rays. If you apply fake tan on the night before a beach day, don't assume that you can lie in the full sun without no protection whatsoever for five hours. It is essential to use oil with UV filter! It's best to use one that will additionally moisturise our skin as skin dryness is one of the unpleasant side-effects of using self-tanners. It's because of the alcohol which often becomes one of the ingredients. Both protective as well as moisturising properties can be found in the three-phase dry body oil by Barwa. As a natural sun blocker, the oil from the fruit of Amazonian palm protects the skin from the harmful effect of UV rays and has an anti-ageing property. The product doesn't leave any greasy stains – both when it comes to our clothes and skin (you can now buy it at a special price). 

– It is extremely important to apply a smaller amount of self-tanner onto your face. It's best to use a version that is dedicated to this area of our body. Don't even try to apply Xen-Tan, which is dedicated to the body, onto your face – I'm sure that you won't recognise yourself in the mirror. Remember! Face reacts to self-tanners twice as fast as the rest of our body. If you use a spray self-tanner hold it away from your face even up to a distance of 40 cm. While applying it, relax your forehead as well as the area around the lips. Look ahead so that you have no folds under your chin. Each crease may lead to uneven smears on your face. 

– If I were to recommend a product that turned out to be most practical for me, I would choose a spray self-tanner by Collistar. While applying, you have to remember about one rule – keep it at a fair distance from the body. Its drawback is probably small covering power as well the fact that the tan might be far from satisfactory to some. The second product that I would recommend is self-tanning tissues as they have numerous advantages – first and foremost, you can keep them even in a small makeup bag. Therefore, these will be great during a trip. Also, another great advantage is their price – in order to apply the whole product onto the body we need two tissues. Hence, the price that you have to pay for the application amounts to PLN 5. On the other hand, I don't recommend St. Tropez self-tanner because you have to be really experienced in its application. If you have some well-tried options up your sleeve, I will be eager to read about them in your comments!

– Pamiętaj, że samoopalacze nie zabezpieczają przed promieniami słonecznymi. Jeśli dzień przed pójściem na plażę cała „pomalujesz się” na brązowo, to nie myśl, że od tego momentu możesz przez pięć godzin leżeć na słońcu bez żadnej ochrony. Konieczny jest olejek z filtrem! Najlepiej taki, który dodatkowo nawilża skórę, bo przykrym efektem ubocznym stosowania samoopalaczy jest jej wysuszenie. To wina alkoholu, który jest ich częstym składnikiem. Właściwości zarówno ochronne jak i nawilżające ma trójfazowy suchy olejek do ciała maki Barwa. Olej z owoców palmy amazońskiej, jako naturalny filtr słoneczny, chroni skórę przed szkodliwym działaniem promieni UV i działa przeciwstarzeniowo. Produkt nie zostawia żadnych tłustych plam, ani na ubraniach, ani na skórze (teraz można go kupić w atrakcyjnej cenie).  

– Bardzo ważne jest, aby na twarz nakładać mniejszą ilość samoopalacza, albo najlepiej wersję specjalnie do niej przeznaczoną. Niech cię nigdy nie pokusi, aby Xen-Tana do ciała nałożyć na twarz – jestem pewna, że sama siebie nie poznasz. Zapamiętaj! Twarz reaguje na samoopalacz dwa razy szybciej niż reszta ciała. Jeśli używasz spreju, to odsuń go od twarzy nawet o czterdzieści centymetrów. Przy jego nakładaniu nie spinaj czoła, nie zaciskaj ust i patrz przed siebie, tak aby pod brodą nie było fałdek. Każde załamanie może spowodować nierówne plamy na twarzy.  

– Gdybym miała polecić produkt, który, jak do tej pory spisał się u mnie najlepiej, byłby to samoopalacz w spreju Collistar. Przy jego aplikacji tak naprawdę trzeba pamiętać tylko o jednej zasadzie – trzymać go daleko od ciała. Wadą jest niewątpliwie kiepska wydajność, oraz to, że efekt opalenizny może być dla niektórych za słaby. Na drugim miejscu umieściłabym chusteczki samoopalające, bo lista ich zalet jest całkiem spora – przede wszystkim można je przechowywać nawet w małej kosmetyczce, więc sprawdzą się w trakcie podróży. Ich ogromną zaletą jest też cena – aby wysmarować całe ciało potrzebujesz dwóch chusteczek, czyli zapłacisz za to nie więcej niż 5 złotych. Nie polecam natomiast spreju St. Tropez, bo przy jego nakładaniu trzeba mieć dużo wprawy. Jeśli macie jakieś sprawdzone samoopalacze, to chętnie przeczytam o nich w komentarzach!

Kwiaty bzu, placki ziemniaczane mojej babci i nowe serce domu

      Z plackami ziemniaczanymi jest chyba trochę jak z zapomnianymi ukochanymi książkami z dzieciństwa. Myślisz sobie, że po tylu latach na pewno są nudne i niczym cię nie zaskoczą, a poza tym – są dla dzieci. Oczywiście do momentu, gdy weźmiesz do buzi pierwszy kęs lub (w przypadku książki) przeczytasz pierwszą stronę. Nagle dopada cię fala emocji, które drzemały gdzieś głęboko pod kołdrą dorosłości i z całych sił próbujesz sobie przypomnieć, dlaczego na tak długo zapomniałaś o tej prostej przyjemności. 

   Czasem wracam myślami do tych błogich chwil spędzonych w mieszkaniu mojej babci na poddaszu, w starej dzielnicy Gdańska, gdy razem z kuzynką  i bratem godzinami szukaliśmy na strychu duchów i baśniowych stworzeń, aby w którymś momencie wbiec do kuchni i zażądać od babci placków. Babcia siadała wtedy na giętym krześle, stawiała między nogami wielką emaliowaną miskę i rozpoczynała pracę. Zawsze potrafiła najskromniejsze potrawy zamienić w kulinarne arcydzieła – od podsmażanych ziemniaków, przez zupę mleczną, po duszoną czerwoną kapustę, którą po dziś dzień próbujemy odtworzyć na wigilijną kolację (z różnym skutkiem). Nie inaczej było w przypadku placków. Chrupiące z wierzchu i rozpływające się w środku. I zawsze za gorące, bo nie miały czasu wystygnąć. 

   Nie wiem, czy kiedykolwiek osiągnę tę perfekcję, ale podany dziś przepis jest naprawdę sprawdzony – powtarzałam go w ciągu ostatnich dwóch tygodni trzy razy i placki za każdym razem wyszły rewelacyjne. Odkąd pamiętam, jadłam je po prostu ze świeżo mielonym pieprzem i cukrem (połączenie, które w przypadku każdego innego dania wydawałoby się co najmniej dziwaczne), ale tak naprawdę w kwestii dodatków panuje pełna dowolność. Przepis znajdziecie na samym dole wpisu. 

     Uwielbiam gotować i uwielbiam ckliwe historie związane z gotowaniem. Jedną z nich poznałam w trakcie poszukiwań kuchenki do mojej nowej kuchni. Jeszcze nim wszystkie stare tapety zostały zerwane, ja wpadłam na swój wymarzony model w trakcie spaceru po Brukseli. Piękna kuchenka, wyglądem przypominająca te, które można było dostrzec w filmach na BBC Brit o starych Chateau. W krwistoczerwonym kolorze, z mosiężnymi pokrętłami, stała za witryną sklepu z wyposażeniem domu. Kuchenka była jednak zdecydowanie za duża, zwłaszcza że moja kuchnia mieści się na werandzie i ma zaledwie kilka metrów kwadratowych. Nie sprawdziłam więc nawet nazwy firmy tylko podreptałam dalej. 

   Kilka tygodni później znów natrafiłam na tę charakterystyczną kuchenkę. Tym razem na blogu mojej ukochanej Mimi Thorisson, francuskiej dziennikarki i blogerki kulinarnej, która wraz z mężem i szóstką dzieci postanowiła rzucić wszystko i kupić stary dom w okolicach Bordeaux. Tym razem sprawdziłam gdzie i czy w ogóle można kupić takie cacko w Polsce. Marka Lacanche okazała się być francuską rodzinną firmą, która swoją historię rozpoczęła w niedługim czasie po… rewolucji francuskiej.

   W niewielkiej miejscowości Lacanche w Burgundii jednego nie brakowało – żelaza. Założyciel marki M. Jacques-Etienne Caumartin postanowił wykorzystać potencjał tamtejszych kuźni i rozpoczął produkcję ręcznie robionych kuchenek. Firma należała do rodziny Camartin aż do 1972 roku, kiedy na chwilę przejął ją koncern Valéo. Okazało się jednak, że kuchenki Lacanche nie pasują do korporacyjnych struktur i masowego przemysłu i po zaledwie kilku latach marka była o krok od zamknięcia. Dopiero gdy rodzina Augagneur postanowiła przejąć firmę i z powrotem przekształcić ją w rodzinny interes, wszystko zaczęło się układać. Dziś, tak jak dwieście lata temu, kuchenki są robione ręcznie, a marka Lacanche stała się świadectwem najlepszej francuskiej manufaktury. 

   Każda kuchenka produkowana jest na zamówienie, co pozwoliło poszerzyć ofertę o różne rozmiary i kolory – dzięki temu znalazłam model pasujący nawet do mojej niewielkiej kuchni. Po kilku tygodniach oczekiwania, serwisant przywiózł mi nowe "serce domu". Powiedział też, że kuchenka powinna mi służyć nie krócej niż… kilkadziesiąt lat. Najstarsza kuchenka w Polsce ma już dwadzieścia pięć lat i podobno działa bez zarzutu. 

   Jeśli będziecie zainteresowani zamówieniem kuchenki u polskiego dystrybutora Lacanche, koniecznie pamiętajcie, aby powołać się na Makelifeeasier.pl – z pewnością otrzymacie mały rabat. 

shirt / koszula – &Otherstories // trousers / spodnie – Mango (podobne tutaj) // flats / baletki – Chloe on Mytheresa

Placki ziemniaczane mojej babci

Skład dla czterech osób (zakładając, że każdy weźmie dokładkę):

1. Półtora kilograma ziemniaków

2. Dwa jajka

3. Dwie czubate łyżki stołowe mąki kukurydzianej

4. Dwie czubate łyżki stołowe mąki ziemniaczanej 

5. Jedna średnia cebula

6. Szczypta cukru 

7. Sól i pieprz 

8. Oliwa z oliwek do smażenia

Sposób przygotowania:

1. Wszystkie ziemniaki, poza jednym, zetrzeć na tarce na średnich oczkach. Ostatniego ziemniaka zetrzeć na dużych oczkach. Mocno odcedzić starte ziemniaki od soku. Odczekać pięć minut i znów odcedzić.

2. Dodać jajka, mąki, drobno-siekaną cebulę, sól, pieprz i szczyptę cukru. Mieszać aż do uzyskania jednolitej masy.

3. Na średnim ogniu rozgrzać oliwę na patelni. Łyżką formować placki nie grubsze niż pół centymetra, po zarumienieniu przewrócić na drugą stronę. Przed podaniem warto przełożyć na papier wchłaniający tłuszcz.

   Potato pancakes are probably a little bit like the long forgotten beloved books from our childhood. You think that they are surely boring after so many years and that they no longer hold any surprises for their readers. Besides, let's not forget that they are children's books. Of course, until you take the first bite or (in case of books) read the first page. You are suddenly overwhelmed by a wave of emotions which were hidden somewhere deep under a duvet of adulthood. With all your strength, you are trying to remind yourself why you've forgotten about this simple pleasure.

   Sometimes, I turn my thoughts to these blissful moments spent in my grandma's house on the attic in the old district of Gdańsk when, together with my cousin and my brother, we spent hours on searching for ghosts and fairytale creatures. Our play was always finished in the kitchen when we were demanding a plate of our grandma's potato pancakes. Then, our grandma would sit on a chair, place a large enamelled bowl between her legs, and get down to work. She was always able to turn the most humble meals into culinary masterpieces – from fried potatoes to milk soup and stewed red cabbage that we've been trying to recreate for Christmas Eve until this day (with varying effect). The situation was the same with potato pancakes. Crispy outside and buttery inside. Always hot because there was never enough time for them to cool down.

   I'm not sure whether it will be ever possible for me to attain such perfection, but today's recipe is really well-tried – I repeated this recipe three times over the last two weeks and the outcome was always excellent. Since I can remember, I've eaten fresh pancakes with a pinch of pepper and sugar (a combination that would seem to me at least bizarre on any other day). However, when it comes to sides, you've got free choice. You can find the recipe at the end of this post.

***

   I love cooking and I love sentimental stories connected with it. I came across one of such stories while I was searching for a stove to my new kitchen. I had come up with my dream model during a walk in Brussels, even before all the old wallpapers were removed. A beautiful stove that looks like those that could be seen in films about the old Chateau aired by BBC Brit. In a blood-red colour with brass knobs, it was standing in a display window of one of the home furnishing stores. However, the stove was decidedly too big, especially that my kitchen is near the veranda and has only a couple of square metres. That is why I didn't even check the name of the company – I just walked by.   

   Again, a couple of weeks later, I came across the same characteristic stove. This time on the blog owned by my beloved Mimi Thorisson, a French journalist and culinary blogger, who – together with her husband and six kids – decided to leave everything behind and buy an old house near Bordeaux. This time, I checked where and whether it is possible at all to get such a gem in Poland. Lacanche brand turned out to be a French family company. Its history has its roots in the period right after… the French Revolution.  

   One of the few things that were available in abundance in a small town of Lacanche in Burgundy was iron. The company founder, M. Jacques-Etienne Caumartin, decided to use the potential of the nearby forges and started the production of hand-made stoves. The company belonged to the Camartin family until 1972 when it was taken over by Valéo concern for a short while. However, it turned out that Lacanche stoves didn't fit into the corporate structure and mass industry. That is why, after a couple of years, the company was on the verge of permanent closure. Everything started to fall into place when the Augagneur family decided to take over the company and transform it back into a family business. Today, just like twenty years ago, the stoves are hand-made, and Lacanche company has become the testimony of the best French workshop.   

   Each stove is produced on request, which allows to broaden the offer with different sizes and colours – owing to that, I was able to find a model that matches even my small kitchen. After a couple of weeks of waiting, a serviceman brought me the new "heart of my home." He said that the stove should serve me reliably for… several decades. The oldest stove in Poland is already 25 years old and it is said that it's still working pretty well.   

    If you are interested in ordering this stove from our Polish distributor of Lacanche, remember to mention Makelifeeasier.pl – you will receive a discount for sure.

***

My grandma's potato pancakes

Recipe for four people (assuming that each person will eat a second helping)

1. 1,5 kg of potatoes

2. 2 eggs

3. 2 generous tablespoons of cornflour

4. 2 generous tablespoons of potato flour

5. 1 medium onion

6. A pinch of sugar

7. Salt and pepper

8. Olive oil for frying

Directions:

1. Grate all potatoes using medium grating slots. Leave one potato aside. Grate the last potato using large grating slots. Strain the grated potatoes thoroughly. Wait five minutes and strain them again.

2. Add eggs, cornflour and potato flour, finely chopped onion, salt, pepper, and a pinch of sugar. Stir until smooth.

3. Heat up some olive oil in a pan on medium heat. Form the pancakes that are no thicker than half a centimetre with a spoon. Turn them to the other side when they become brown. Before serving, it is best to use a paper towel so that is soaks up the grease.