If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

I did it! My first marathon completed. I am the happiest and most tired person in the world

Last Sunday in Poznań I completed 42.190 kilometers run. Counting with me there was 6.315 people who finished the marathon ( I congratulate everyone!). I woke up this morning as a marathon girl, fulfilling one of my biggest dreams.

W zeszłą niedzielę, w Poznaniu, pokonałam czterdzieści dwa kilometry i sto dziewięćdziesiąt pięć metrów. Razem ze mną bieg ukończyło sześć tysięcy trzysta piętnaście osób (wszystkim ogromnie gratuluję!). Dzisiejszego dnia obudziłam się jako maratończyk, spełniając tym samym największe marzenie swojego życia :).

Po biegu nie było żadnych otarć. Przed maratonem testowałam różne zestawy ubrań, aby wybrać ten najwygodniejszy. Nike Flyknit Lunar2 spisały się na medal, podobnie jak wazelina, która ochroniła newralgiczne miejsca.

Dziewięć miesięcy – tyle zajęło mi przygotowanie się do przebiegnięcia maratonu. Przez ten czas przebiegłam tysiąc trzysta trzydzieści pięć kilometrów.

1. T-shirt – ForPro.pl 2. Spodenki – Nike 3. Czapka – Nike 4. Zegarek – Suunto 5. Pas – Nelly.com 6. Buty – Nike Flyknit Lunar2

Na trasie wspomagałam się żelami nowej polskiej marki ALE – Active Life Energy. Zdecydowałam się na nie w ostaniej chwili, wcześniej ich nie testując. Teraz sama mogę je śmiało polecać – dawały dobrego kopa i były smaczne (o ile tak można powiedzieć o żelach ;)).

Pan stojący obok nas mówił, że Pani ze zdjęcia jeszcze zmieni zdanie (ciekawa jestem czy się nie pomylił).

Co tam robi żyrafa?

Ratownicy medyczni na mecie mieli pełne ręce roboty. Sama zaraz po zakończeniu biegu udałam się do jednego z punktów medycznych. Ból w nogach był okropny. Na następny dzień czułam się znacznie lepiej, ale musiłam unikać schodów.

Atmosfera panująca na imprezach sportowych jest niepowtarzalna. Wszyscy emanują pozytywnym nastawieniem, duch sportowej walki unosi się w powietrzu, a radość widać w oczach każdego. Kibice są równie ważni co zawodnicy! Bez Was zawody nie miałby racji bytu!

Wielokrotnie powtarzno mi żebym biegła spokojnie, bo pierwszy raz należy po prostu przebiec. Tak też zrobiłam – całą trasę pokonałam równym stałym tempem. Na metę dotarłam z sporym zapasem energii. Dzięki temu teraz czuję się bardzo dobrze. Mięśnie już się zregenerowały i w sobotę znowu idę biegać :).

Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego debiutu. Organizatorzy spisali się na medal. Kibice wspierali nas na każdym kilometrze. Wolontariusze odwalili kawał dobrej roboty. Poznań w moim sercu na zawsze zapisuje się jako idealne miejsce do biegania maratonu.

Maraton ukończyłam w czasie 4:32 (z któtką przerwą na toaletę). Pomimo małych problemów z kontuzją mogę oficjalnie powiedzieć, że zostałam MARATOŃCZYKIEM.

1. Leginsy – Gatta 2. Bluza – Vila

Nadal do mnie nie dociera, że debiut mam już za sobą. Siedząc teraz przed ekranem komputera, wspominając wydarzenia z ostatnich dziewięciu miesięcy łezka kręci mi się w oku. Na swojej biegowej ścieżce spotkałam dużo wspaniałych ludzi. W szczególności muszę podziękować Michałowi Tomaszewskiemu za przeprowadzenie ze mną wielu ciężkich treningów na siłowi oraz Leszkowi Meringowi, dzięki któremu udało mi się wystartować w biegu bez dokuczliwego bólu w łydce. Teraz czas na zasłużony odpoczynek. Wiosną chciałabym jeszcze raz sprawdzić się na koronnym dystansie. Bo jak to mówią maratończycy – do stu razy sztuka.

Just a girl who decided to go for it

W zeszłą niedzielę wraz z wieloma biegaczami z całego świata stanęłam na starcie piętnastej edycji Poznańskiego Maratonu. Mam dla Wam przedsmak tego jak było – krótki filmik oddający atmosferę panującą wśród przyszłych maratończyków. Już dzisiaj wieczorem wszystkich serdecznie zapraszam na moją relację z biegu oprawioną zdjęciami zrobionymi przez Kasię.

Jeżeli macie problem z wyświetleniem filmiku zobaczcie go tutaj.

How to cut calories in your favourite food?

Each of us has their own favorite food we would gladly eat every day. My dream breakfast are scrambled eggs with butter. After that I would be happy to switch my salad for pizza. For the desert I would choose chocolate muffin, of course with a large scoop of vanilla ice cream. Unfortunately, this kind of menu – as delicious as it sounds -would include so many calories that it could make your head spin ( and bring on stomach ache). We don’t have to totally get rid of our favorite dishes though. Just remember to choose more wisely the products you use for the ingredients. Below I am sharing with you my tricks to cut the calories in food, so you no longer have to refuse yourself anything. 

Każda z nas ma swoje ulubione potrawy, które najchętniej jadłaby codziennie. Wymarzone śniadanie to jajecznica na maślę, później z radością zamieniłabym sałatkę na pizzę, nie zapominając o deserze – czekoladowym muffinie, najlepiej z gałką lodów waniliowych. Menu zapowiada się smakowicie, ale jakby policzyć kaloryczność tych potraw, to od wyniku, aż głowa może rozboleć (o brzuchu nie wspominając). Nie musimy pozbywać się ulubionych potraw z naszego codziennego jadłospisu. Wystarczy tylko bardziej świadomie wybierać produkty z jakich są przygotowywane. Poniżej przedstawiam Wam kilka sprawdzonych przeze mnie patentów na obniżenie kaloryczności pysznych dań, których często musimy sobie odmawiać.

Śniadanie

– Zamieniajmy białe pieczywo, które ma wysoki wskaźnik glikemiczny (a to sprzyja tyciu) na pełnoziarniste pieczywo. W mojej kuchni ostatnio zawitał pumpernikiel. Ten czarny jak węgiel przysmak zapewni nam sytość na długi czas. Jest idealnym źródłem błonnika i naprawdę dobrze smakuje.

– Nie jestem zwolenniczką jedzenia kanapek z wędliną. Wolę upiec pieczeń z indyka i kroić ją na cieniutkie plasterki. Kiedy nie mam czasu na kulinarne popisy, pieczeń z indyka zastępuję wędzonym łososiem. 

– Jajecznica na maśle to najbardziej popularne śniadaniowe danie i prawdziwa bomba kaloryczna. Lepiej zamieńmy tę tłustą potrawę na jajka gotowane na miękko lub twardo. Moim ulubionym połączeniem jest  żółtko i świeży żytni chleb ze szczyptą soli himalajskiej – pycha! 

– Często po śniadaniu mamy ochotę na owoce. Jeżeli naszym ulubieńcem jest banan, to muszę Was zasmucić. Trafiliście na kolejną kaloryczną pułapkę. Jeden średniej wielkości banan to około sto kalorii. Lepiej zamieńmy go na grapefruita, który jest mało kaloryczny (około dwadzieścia, trzydzieści kalorii).

Lunch

– Najczęściej podczas lunchu decyduję się na sałatkę. Jest to potrawa bardzo mało kaloryczna, ale wystarczy zalać ją nieodpowiednim sosem i z dania fit, robi się bomba pełna tłuszczu. Żeby tego uniknąć zamieńmy sos majonezowy na oliwę z oliwek albo oliwę z orzechów włoskich, którą zaczęłam stosować od niedawna (wcześniej bałam się, że smak może być bardzo intensywnie orzechowy, ale okazało się, że jest bardzo delikatny). Aby urozmaicić moje ulubione danie codziennie dodaję inne składniki. Staram się eksperymentować z rożnymi smakami. W sałatce ze zdjęcia znajduje się gotowana brukselka, nasiona dyni, ser kozi, rukola i świeży burak. Bardzo lubię dodawać dynię, awokado i cukinię. Przyprawy, których najczęściej używam to chilli i oregano.

– Kolejnym moim popularnym lunchowym daniem jest makaron z pesto. Pszenną tagliatellę zamieńmy na orkiszowy makaron z pełnego przemiału i kaloryczność od razu spadanie. Pesto z bazylii najczęściej kupuję w Lidlu. Opakowanie jest małe (taka porcja akurat wystarczy do przygotowania jednego obiadu). Dzięki temu mamy pewność, że zawsze jest świeże.

– Nie znam osoby, która nie lubiłaby pizzy. Aby obniżyć kaloryczność tego dania, sami musimy przygotować spód – najlepiej z mąki pełnoziarnistej luz ziemniaczanej dla osób nie jedzących glutenu. Żółty tłusty ser zamieniamy na kozi, a  szynkę na plasterki pieczonego indyka lub krewetki. Całość zasypmy papryką, cebulką i oregano. Taka pizza jest dużo zdrowsza i mniej kaloryczna od jakiejkolwiek innej wersji podawanej w restauracji.

Napoje

– Lemoniada to częsta propozycja w restauracyjnych menu. Niestety jej skład pozostawia dużo do życzenia. Jeżeli pokusilibyście się o jej przygotowanie w domu, użyjcie zamiast pół kilograma cukru, miodu. W ten sposób skutecznie obniżymy kaloryczność tego napoju i zafundujemy sobie solidną dawkę witamin.

– Kiedy jestem spragniona sięgam po wodę lub słodkie napoje o obniżonej kaloryczności. Ostatnio wyczytałam, że moja ulubiona truskawkowa Nestea, ma ulepszony skład i zawiera mniej kalorii. To dzięki naturalnemu słodzikowi stewii. Jedna łyżeczka tego produktu ma moc słodzenia równą szklance cukru. Nie zawiera przy tym żadnych kalorii. Po długim weekendowym wybieganiu nic nie smakuje lepiej niż ten pyszny napój.

– Wypicie kawy o poranku jest moim ulubionym rytuałem. Dawno temu zamieniłam tłustą śmietankę na mleko bez laktozy z półtora procentową zawartością tłuszczu. Teraz mój żołądek czuje się lżej i nie ma problemów z trawieniem. Spokojnie mogę sobie pozwolić na wypicie drugiej filiżanki o każdej porze dnia.

Deser

– Czasami każda z nas ma ochotę na coś słodkiego. Jak wiecie (bo pisze o tym za każdym razem :)) jestem słodyczowym łasuchem. Moja waga niestety ciągle mnie przeraża, więc nie ma mowy o Kinder Bueno czy białej czekoladzie z pistacjami. Słodycze przygotowuję więc sobie sama. Polecam moje ciasteczka z masłem orzechowym domowej roboty. Oto przepis:

Skład:

Masło orzechowe:

– 0,5 kg orzechów ziemnych prażonych (bez soli)

– 1 łyżka cukru trzcinowego lub pół łyżki stewii

– 1 łyżeczka soli różowej himalajskiej

– 1 łyżka oleju z kokosa

– 1 łyżka oleju z orzechów włoskich

Ciasto

– 4 łyżki przygotowanego wcześniej masła orzechowego

– 3 garście płatków górskich

-1 banana

– 6 suszonych daktyli

Sposób przygotowania masła orzechowego:

1. Mielimy orzechy

2. Dodajemy cukier trzcinowy, sól, olej z kokosa i olej z orzechów włoskich

3. Jeżeli lubicie bardziej ciągnące się masło, możecie dodajemy jeszcze jedną łyżkę oleju

Sposób przygotowania ciasteczek owsianych:

1. Do blendera wrzucamy płatki owsiane, masło orzechowe i banana

2. Całość miksujemy na jednolita masę i dodajemy pokrojone daktyle

3. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni

4. Na papierze do pieczenia formujemy ciasteczka i pieczemy je około 13-15 minut 

Voila, ciasteczka gotowe! Nie wyglądają najapetyczniej, ale daje słowo w smaku niebo w gębie ;)

– Są dni w których nasz organizm, aż się prosi o coś słodkiego. W takich chwilach najważniejsze jest, aby nie dać się ponieść chwili i nie chwytać za pierwszego lepszego batona. Lepiej udać się do sklepu ze zdrową żywnością i skusić się na tamtejsze słodycze. Ostatnio moim ulubionym batonem jest Raw Bite. W jego skład wchodzą suszone owoce i orzechy, jest w stu procentach ekologiczny (i o dziwo bardzo smaczny).

W tym wpisie wymieniłam dosłownie kilka dań, które jem na co dzień. Cały czas udoskonalam swoje sposoby na utrzymywanie zgrabnej sylwetki i będę bardzo wdzięczna jeśli napiszecie mi pomysły na Wasze ulubione potrawy. Może ktoś z Was umie przyrządzić lżejszą wersję hamburgera, ciasta czekoladowego albo śniadania?