Last Month

Wpis powstał we współpracy z marką Say Hi i platformą do nauki angielskiego Akcent oraz zawiera lokowanie marki własnej. 

 

  Pierwszy punkt w moim noworocznym kalendarzu mówi, że 1 stycznia o 19:30 na Polsacie leci „Kevin sam w Nowym Jorku” (i proszę, nie zdradzajcie mi, że można obejrzeć ten film na każdej platformie streamingowej — to by zniszczyło całą atmosferę). Po kilku pięknych, intensywnych świątecznych dniach powinnam mieć już chyba dość przeciągania bożonarodzeniowego nastroju do granic możliwości, ale ja zamierzam cieszyć się kolędami, choinką i zwolnionym tempem aż do Trzech Króli. Nie wiem, co na tę długą przerwę powie polska gospodarka, ale ja mam wrażenie, że ten wyjątkowy układ wolnych dni wreszcie naładował moje akumulatory. Być może to poczucie błogości wynika z faktu, że grudzień był prawdziwą gonitwą z czasem — przeplataną nieustającymi infekcjami, które dodatkowo mnie spowalniały. A jednak jakoś dobrnęłam do końca. I nawet jeśli moje tempo przypominało bardziej poruszanie się po świątecznym jarmarku w godzinach szczytu niż elegancki bieg z przeszkodami, to wciąż jestem na mecie. Szczęśliwa, z poczuciem, że wykonana praca przyniosła efekty.  

  I to jest, proszę Państwa, mały noworoczny sukces, który odnotowuję z dumą: weszłam w kolejny rok, nie tracąc ani poczucia humoru, ani przywileju oglądania Kevina o stałej porze. Zapraszam Was poświątecznie na moje małe podsumowanie grudnia!

 

Gdy ma się markę odzieżową, to w Black Week nie kupuje się ubrań, ale… Ma się inne słabości. Co myślicie? Obraz na płótnie zamówiłam na Desenio. 1 i 3. // Podobała mi się ta grafika i o włos nie wylądowała pod choinką, tylko u mnie na ścianie (również z Desenio). 2. Do wszystkich tych, którzy mają niespełnione marzenia z dzieciństwa… Zawsze możecie do nich wrócić. O ile nie liczycie na jakiekolwiek efekty :). Ja postanowiłam uczyć się gry na fortepianie razem z dziećmi. // 4. Nieco zapętlona rzeczywistość, czyli kończenie poprzedniego Last Month po nocach ;). // Czy to przypadek, że właśnie w Gdańsku marka Chanel miała swoje najpiękniejsze świąteczne stoisko?W Galerii Forum znajduje się oficjalny butik Chanel z produktami "beauty". Znajdziecie tam produkty niedostępne w innych drogeriach. 
A ten produkt chyba nałożę w sylwestrową noc! Przepraszam, gdzie realizuje się listy do Św. Mikołaja?  1. // 2. W tym grudniu zupełnie nie czułam się jak biznes-woman. Sporo było chorowania, a kołdra na kanapie była stałym elementem wystroju salonu.   A więc, gdy przyszedł moment, że musiałam wyjść po ostatnie prezenty, papier toaletowy i kreta do zlewu (ciasto drożdżowe jak zwykle nie zawiodło mojej kanalizacji – zapchany zlew to już moja mała świąteczna tradycja), to czułam się, jakbym szła co najmniej na Piątą Aleję w NYC i miała robić świąteczne zakupy w Tiffany & Co. // Nie jestem królową "selfie" ale to zdjęcie zrobiłam jako przypominajkę dla samej siebie, że kończę ten rok bez wysypu nieproszonych gości na twarzy. Przez miesiące walczyłam z problemami skórnymi, które osiągnęły apogeum na początku lata. Nie wiem, czy to zmiana diety, czy kochane Panie z Baloli w Sopocie, ale cieszę się, że się udało. Ale nie osiadam na laurach i mam zamiar dalej poświęcać chociaż ciut więcej uwagi mojej skórze. Jeśli szukacie dogłębnego nawilżenia i odżywienia Waszej skóry, to  Aqua Resort od Say Hi  będzie idealny – nadaje się na dzień, na noc, a także pod oczy. Jest wegański i w 98% naturalny. W składnikach aktywnych znajdują się między innymi korzeń gromwell (działa jak przeciwzapalny plaster), ekstrakt z rambutanu (który pobudza komórki do naturalnej produkcji ceramidów i regeneruje barierę hydrolipidową), a ponadto oleje, alantoinę, glicerynę i masło shea. 

Mój kod MLE20 daje 20% zniżki i działa na wszystko w Say Hi (poza zestawami) do końca stycznia. Używałyście już kiedyś produktów tej marki?

Prezent numer 23, więc wjeżdża już pakowanie na cukierek. Śmieję się sama do siebie, bo nie jestem mistrzem pakowania prezentów, ale chyba tym razem mi się udało? A ten wiralowy zestaw kosmetyków Say Hi trafił pod choinkę dla kogoś, kto zawsze wierzy w moje pielęgnacyjne polecajki. Na zdjęciu poza kremem widzicie też Sunrise Serum, czyli ujędrniające i rozjaśniające serum z witaminą C. Zima to idealny moment na tego typu składniki w kosmetykach. Ledwo wygrzebałyśmy się z jednej choroby i już czekała na nas następna. Łączenie pracy, opieki nad dziećmi i grypy to zawsze wyższa szkoła jazdy. Ale w grudniu, gdy nigdzie się nie spieszymy, nabiera dodatkowego klimatu, prawda? :D

Grudniowy wieczór. Czekałyśmy na zapowiadany w prognozach śnieg, ale wystawił nas koncertowo.

Skoro śniegu brak, to chociaż za ozdoby się zabierzemy. Łańcuch z papieru to coś, co nie powinno mnie dziś przerosnąć (chyba). Mój grudniowy cel "więcej analogowych wspomnień w te Święta" został osiągnięty.  1. W grudniu słońce w Trójmieście pojawiało się przez trzy dni. Jednego dnia pojawiało się przez cztery godziny, a w kolejne dwa dni świeciło o godzinę krócej. Policz, ile godzin słońce świeciło w grudniu. // 2. Kartka świąteczna, której nigdy nie wyrzucę. // 3. Gdy mama stawia cały dom na głowie i wyciąga z piwnicy drabinę, to znak, że zbliżają się Święta. // 4. Te łańcuchy to najfajniejsza ozdoba w naszym domu. //   Dziś żyjemy w świecie, w którym większość rzeczy da się wyjaśnić, sprawdzić, zaktualizować i zweryfikować. I może właśnie dlatego tak trudno jest nam poczuć to, co dla poprzednich pokoleń było oczywiste: że Święta miały w sobie coś, czego nie dało się rozłożyć na czynniki pierwsze. Nie wszystko musiało się zgadzać. Nie wszystko trzeba było rozumieć. Nie wszystko dało się udowodnić.    

Więcej o algorytmach, które próbują ukraść magię Świąt, przeczytacie w tym wpisie. 

Balans w grudniu oznacza dla mnie, że czasem włożę perły i ubiorę się w coś innego niż legginsy, ale nijak nie znajdę czasu, aby ściągnąć pranie z kaloryferów przed przyjściem gości. Że uszka ulepię, ale barszcz kupię. Że będą pokoje, w których będzie porządek, i takie, w których go nie będzie. I że o trzydziestu ośmiu rzeczach będę pamiętać, ale pewnie o pięciu zapomnę. Gdy dział marketingu w MLE próbuje być na bieżąco z najnowszymi trendami w branży i w związku z tym zamawia taką włochatą paczkę z Gisou.  Ten moment, w którym mogę zacząć spokojnie pakować prezenty i nie uciekać co chwilę przed dziećmi, to moje ulubione dziewięć sekund w ciągu dnia. 1. Jemioła, czyli najtańsza terapia rodzinna na Święta :D. // 2. To tutaj lada dzień stanie choinka. Czekamy chociaż do 20 grudnia! //   Szesnaście lat temu Twoja kuzynka powie Ci, że nie da się zrobić pierożków z przepisu babci Ewy z mąki bezglutenowej. To ważne, żebyś jej wtedy uwierzyła
1. Czy ktoś jeszcze chodzi w tak wysokich szpilkach? I czy dla Magdy Butrym warto zrobić wyjątek? // 2. Zapomniane miejsca mają swój urok. Kto zgadnie, gdzie to jest? // 3. Ja krzyczę, żeby uważać na gałązki, on myśli, jak to potem odkurzy. // 4. Już prawie miałam usiąść i czytać, ale nie tak łatwo jest oszukać przeznaczenie. //Zaraz przyjdzie ten moment, w którym nie myślimy, o tym dokąd biegniemy, a dokąd wracamy. W te kilka dni przed Świętami chodzi o powroty do domu. O powrót z dalekiej podróży. O powrót po trudnym spotkaniu w pracy, które tak bardzo chciałam mieć już za sobą. O powrót do tych, którzy na nas czekają. O powroty z tych wszystkich miejsc, w których załatwiamy sprawy Św. Mikołaja, bo on wziął wolne tuż przed Świętami. O powroty z paczkomatów. Chodzi o te momenty, gdy możemy ściągnąć buty i pomyśleć już tylko o setce innych rzeczy do ogarnięcia…Ten jeden, najbardziej magiczny wieczór w roku, gdy wszystko zwalnia i staje się jakieś takie nostalgiczne. Uczucia, które przychodzą do mnie w Wigilię, trudno jest opisać. To chyba jacyś kuzyni tęsknoty i radości, ale też wiary w to, że dobro zwycięża. A kolejnego dnia rozpoczęliśmy maraton świętowania. Jednego jestem pewna – nie kończę tego roku z poczuciem świątecznego niedosytu. 1. Uwielbiam ten widok! (A bajka to nasi ukochani "Aryskotraci" Disneya). // 2. Ktoś się chyba uparł na tę markę ;).  
Jaś i Małgosia, edycja świąteczna. Nie mam prawie żadnych zdjęć kolejnych dni Świąt, które nie byłyby zbyt prywatne, aby je tu publikować, ale to absolutnie bezwstydne panettone pistacjowe samo się pchało do zdjęć.  Którym typem jesteście? Mówicie gościom, że czas już iść, czy przetrzymujecie ich tak długo, aż zaczyna ich szukać policja?
Sękacz z Gołdapii, mandarynki, krem brulee w pomarańczach, szarlotka mamy, tiramisu. Jakim cudem nic nie zostało na drugi dzień?Biegnę się schować z moją porcją! 1. Reset. // 2. W zeszłym roku trzymałam tę drewnianą pozytywkę przy łóżku do marca. // 3. "Im jest się mniejszym, tym Święta Bożego Narodzenia są większe." // 4. A jak wyglądają Wasze zakładki do książek w Święta? Czytam "Collette" Valerie Perrin, bo to kobieca literatura, ale nawet mojemu tacie się podobała, a to wymagający czytelnik. // Nawet technologiczny gigant, marka Apple, w swojej nowej kampanii świątecznej, postanowiła odejść od najprostszego dziś rozwiązania i użyła w swojej kampanii ręcznie robionych pacynek. Czy rok 2026 będzie stał pod znakiem wielkiego odrzucenia do cyfrowego świata? Czy wręcz przeciwnie? Myślę o tym patrząc za okno i zastanawiając się, jak wyciągnąć moje dzieci na zewnątrz w taką pogodę.

1. Po kilku dniach wspaniałego, acz intensywnego socjalizowania się, praca na laptopie zdaje się jakby przyjemniejsza, a kasowanie spamu wspaniale wycisza układ nerwowy. // 2. Kto po tych wszystkich pierogach, grzybach i smażonych karpiach nie tęsknił za rumiankiem? //

No naprawdę nawet do lekcji angielskiego wracam jakby z nową energią. Nie mam czasu chodzić na lekcje. Ba! Nie mam nawet czasu umawiać się na spotkania zdalne. Kurs platformy Akcent jest więc jedyną opcją pozwalającą mi mieć z nauką angielskiego jakąkolwiek styczność. Ten kurs różni się od popularnych aplikacji. Opiera się na autorskich materiałach tworzonych przez doświadczonych ekspertów w nauczaniu języków obcych. Nauka rozpoczyna się od precyzyjnego określenia poziomu językowego, tak aby kurs odpowiadał realnym kompetencjom i celom. Lekcje wideo oraz duża ilość odpowiednich ćwiczeń pozwalają uczyć się w dowolnym czasie i miejscu, bez utraty jakości i ciągłości procesu.

Dla osób, które chcą pracować jeszcze bardziej indywidualnie, dostępna jest opcja Premium z konsultacjami online z lektorem, w tym z autorką kursu. Uzupełnieniem są starannie przygotowane materiały do czytania, pisania i konwersacji, które wspierają realne użycie języka. Choć nauka odbywa się online, wsparcie pozostaje stałe i dostępne. Przez cały czas macie możliwość kontaktu z biurem szkoły – szybko, sprawnie i po ludzku. To nowoczesna edukacja cyfrowa, która nie traci osobistego wymiaru.  

Mam dla Was rabat 15% na wszystkie pozycje kursu. Hasło to MLEnglish, aktualne do 10 stycznia. Powodzenia!

No więc na Islandii wierzono w legendę, że ci, którzy nie zapracują sobie na nowe wełniane ubrania, mogą zostać pożarci przez czarnego kota-giganta. Ta legenda brzmi jak żart, ale w przeszłości przetrwanie surowych zim Islandii zależało od obróbki wełny. Nowe ubrania nie były luksusem, a dowodem na to, że ludzie pracowali i byli dobrze przygotowani na trudniejszy czas. Straszono więc żarłocznym kotem, aby zmotywować tych, którzy obijali się w czasie strzyżenia owiec i skręcania przędzy. 

Myślę, że dział marketingu MLE powinien podchwycić tę opowieść :D. A tak całkiem serio: coś mi podpowiada, że ten sweter żadnej promocji nie będzie potrzebował. 

Remanent w MLE zrobiony! Na stronie czeka więc na Was wiele produktów, które wróciły. No i ruszyłyśmy z wyprzedażami. Kilka moich ukochanych modeli jest jeszcze dostępnych. 

Jestem w domu. Jest ciepło. Są tu moi bliscy, którzy czekają aż w końcu skończę "pisać ten comiesięszny artykuł". Fajnie tak wchodzić w nowy rok. Ja wiem, że na większości z Was to może nie zrobić wrażenia, ale dziś w Sopocie spadł pierwszy śnieg w tym roku. Zdążył w ostatniej chwili! Odpoczywajcie, ile się da i widzimy się już w 2026 roku! Czy przyjmiecie ode mnie najserdeczniejsze życzenia noworoczne? :*

 

*  *  *

 

Look of The Day – Tik tak… tik tak…

Wpis powstał we współpracy z marką Kazar. 

 

  Dwa dni przed Świętami to ten moment, w którym nawet najbardziej zorganizowani ludzie przypominają sobie, że jednak o czymś zapomnieli.  Jeśli właśnie dziś dopada Was ta dobrze znana mieszanina paniki i nadziei, to mam dobrą wiadomość: wciąż macie ostatnią szansę na zakup upominków dla bliskich. Jeśli do jutra, do godziny 14:00 (22 grudnia), zrobicie zamówienie w Kazar — dotrze ono jeszcze przed Świętami. Tak, naprawdę. Nie brzmi to jak prawdziwy cud logistyczny?

  Poniżej zobaczycie moje trzy grudniowe stylizacje z wykorzystaniem butów i dodatków od Kazar. A w Gift Guide tej marki znajdziecie buty, paski, torebki — rzeczy, które nie wymagają tłumaczenia ani znajomości 47 zainteresowań obdarowywanej osoby. Po prostu elegancki prezent, który wygląda jak zamierzony, a nie kupiony w ostatniej chwili.

 

zamszowe kozaki i torebka – KAZAR 

sukienka – Zara

golf – MLE 

buty – KAZAR

płaszcz – 303 avenue (stara kolekcja) 

torebka – Saint Laurent

jeansy – Arket 

golf – MLE

zamszowe baleriny – KAZAR 

golf i spodnie – MLE 

 

A przy okazji – chciałabym złożyć Wam świąteczne życzenia. Życzę Wam, żeby w tym roku wydarzyło się choć jedno wspomnienie, które zostanie z Wami na dłużej. I tego szczególnego uczucia, że choć świat biegnie szybciej niż byśmy chcieli, to przez chwilę nie musimy za nim nadążać.  

Mam nadzieję, że to będą zdrowe i pogodne Święta — ale wiem już z doświadczenia, że życie nie zawsze współpracuje z naszym planem. Dlatego życzę Wam również umiejętności odnalezienia radości tam, gdzie początkowo trudno ją dostrzec. Czasem to właśnie te nieidealne momenty okazują się najważniejsze. Widzimy się niedługo! 

 

 

Look of The Day

Wpis powstał we współpracy z marką YES. 

 

kolczyki z perłą i bransoletka z perłą – YES

body z jedwabnej organzy – Undresscode

skórzane botki – Kazar

dżinsy – Pull&Bear

 

  Moda je odrzuca i znów przywołuje. Perły potrafią zniknąć na kilka sezonów, ale w grudniu zawsze wracają do łask — jak ulubiona kolęda, która w kwietniu brzmi co najmniej dziwnie, ale w świątecznym okresie po prostu nie może jej zabraknąć. Chłodne, rozproszone światło sprawia, że perły wyglądają najlepiej właśnie zimą — dlatego fotografowie mody tak chętnie wybierają je do świątecznych edytoriali.

   Zanim pojawiły się perły hodowlane (początek XX wieku), znalezienie jednej idealnej perły graniczyło z cudem — z tysiąca ostryg tylko jedna dawała coś wartościowego. Dlatego traktowano je jako symbole dobrobytu, obfitości i „szczęścia, które rzadko się zdarza”. Nie ma więc chyba lepszej okazji aby je włożyć, niż Święta Bożego Narodzenia.

  A jeśli robicie właśnie prezenty "last minute" to pamiętajcie, że w YES Club dostaniecie – 20% na drugi i każdy kolejny model biżuterii.

 

 

 

Czy Święta są zagrożone przez algorytmy? Prezentownik na 2025 rok.

Wpis powstał we współpracy z marką Desenio, Wild Hill Coffee, Aruelle, Stag Warsaw i Noteka, a także zawiera lokowanie marki własnej. 

 

  Słyszę głos mojego brata, chociaż nieco inny niż teraz, mówiący: „Uwaga! Kręcę!”.

  Obraz jest zdecydowanie mniej wyraźny niż filmy, które oglądam na telefonie, ale rozpoznaję wszystko doskonale. To mieszkanie moich rodziców z tą dziwną kanapą, której mama pozbyła się ponad 20 lat temu. W kadr cały czas wbiega nasz pies Szeryf, a na werandzie stoi choinka – wydaje się znacznie mniejsza niż zapamiętałam. Ubieram ją z moim tatą, który (O mój Boooże!) jest na tym nagraniu w moim wieku. A ja jestem taka podobna do moich córeczek, chociaż nie potrafię określić na czym to podobieństwo polega. Cięcie i kolejna scena: kolacja wigilijna i babcia krzycząca na nas, abyśmy przestali ją nagrywać. Kilka potraw, które sobie nakładamy, niezmiennie pojawia się na naszym stole. Nagranie urywa się w przypadkowym momencie. Zakładam, że w naszej starej kamerze VHS po prostu padła bateria, a że mój brat nie rozpisywał scen do nagrania, jak w dzisiejszych instagramowych rolkach o rodzinnych świętach, to nie można było liczyć na finał, w którym wszyscy (ustawieni pod choinką) machamy do widzów. To był po prostu moment, który ocalał — przypadkowy, niedoskonały, ale budzący po latach całą kaskadę emocji i wspomnień.

 

  Co roku w grudniu obserwujemy ten sam paradoks: im bardziej zaawansowany staje się świat wokół nas, tym bardziej tęsknimy za tym, co proste, powolne i niemierzalne. W epoce algorytmów święta okazują się jednym z ostatnich bastionów doświadczeń, których nie da się do końca skopiować, zoptymalizować ani zautomatyzować. Gdy o tym myślę, dopada mnie z początku smutek: przecież nie urodziłam się wczoraj i wiem, że wszystko, co nie nadąża za nowoczesnością, prędzej czy później zostanie zapomniane. Z drugiej strony, trudno nie zauważyć, że akurat święta wyjątkowo opierają się tej logice. Technologia może je wygładzać, przyspieszać, podpowiadać co „powinniśmy” czuć albo kupić, ale nie jest w stanie przejąć ich rdzenia.

  Mam nadzieję, że Święta na zawsze pozostaną w jakimś stopniu analogowe. Ten artykuł, pod przykrywką corocznego prezentownika, ma być takim małym przewodnikiem o tym, jak drobnymi krokami przywrócić Świętom ich stary klimat – o ile macie poczucie, że tego chociaż odrobinę potrzebujecie. Bo mi też to się przyda!

Wszystkie te kartki świąteczne, które dołączam do prezentów dla najbliższych znajdziecie w NOTEKA. Kod MLE15 daje 15% rabatu w sklepie Noteka i działa do 10 grudnia.  

 

 1. A co jeśli to nasz mózg się myli?

  A może dla moich dzieci te Święta mają w sobie dokładnie tyle samo magii, ile miały dla mnie w dzieciństwie? Może to tylko perspektywa dorosłego — z całą logistyką, odpowiedzialnością i świadomością upływu czasu — sprawia, że wydają się „inne”? Pamiętam przecież opowieści taty o tym, jak szukał anioła na strychu, jak cieszył się z jednego ołówka i że tylko w Święta jadł pomarańcze. Wszystko to było oczywiście kwitowane zdaniem, że „kiedyś wszystko było bardziej wyjątkowe”, „doceniało się każdy szczegół” i że „dzisiejsze dzieci już tego nie przeżyją”. Ale może to właśnie jest największa pułapka. Nasz mózg, który uwielbia idealizować przeszłość, skrupulatnie usuwa bałagan, kłótnie i stres z tamtych lat, a zostawia tylko to, co zamienia się w opowieść.

  Magia, którą pamiętamy, nie wynikała ze skromności tamtych czasów — tylko z faktu, że byliśmy dziećmi. I może dziś dzieje się dokładnie to samo: dzieci widzą rzeczy, których my już nie rejestrujemy. Ich mózg nie filtruje świata przez listę zadań, terminy, rachunki i „co jeszcze trzeba zrobić do końca roku”. Dla nich ten sam moment, który dla nas jest „organizacją”, jest po prostu oczekiwaniem. Krótko mówiąc: magia się nie skończyła. Po prostu zmieniła odbiorcę. A to wcale nie jest zła wiadomość. To znaczy, że każdy Twój wysiłek ma sens, nawet jeśli wydaje Ci się wymuszony i wcale nie tak magiczny jak ten, który zapamiętałaś w dzieciństwie. No i w gwoli ścisłości – przekazywanie magii nie musi dotyczyć jedynie dzieci. To, co nam może wydawać się spowszedniałe i nie takie magiczne, dla kogoś innego jest spełnieniem świątecznych marzeń.

  Jeśli istnieje prezent, który idealnie łączy analogową magię z dzisiejszą codziennością, to pewnie byłaby to kawa. Dla poprzednich pokoleń, żyjących w czasach PRL-u, była prawdziwym dobrem luksusowym (kawa nie rosła w „krajach zaprzyjaźnionych”, więc trzeba było płacić za nią twardą walutą — dolarami, frankami, markami. A tych państwo miało dramatycznie mało). Dziś jest dostępna w każdym spożywczaku, ale ta od Wild Hill Coffee to wciąż prezent warty uwagi. W zestawie prezentowym znajdziecie to, co w zimowe dni cieszy najbardziej: organiczną kawę speciality (np. "Sen o La Jacoba" o otulających nutach migdałów, wanilii i ciemnej czekolady) oraz wyselekcjonowane dodatki od polskich manufaktur – aromatyczną herbatę i rzemieślniczą czekoladę. To upominek dopracowany w każdym detalu, stworzony po to, by sprawiać autentyczną przyjemność i cieszyć oko jeszcze przed rozpakowaniem. Z kodem PREZENTY otrzymacie 10% rabatu na wszystkie nieprzecenione produkty (poza akcesoriami). Kod jest ważny do 24 grudnia.

 

 2. Łańcuch wspomnień.

  Aby Święta były magiczne, to nasz układ nerwowy musi na chwilę cofnąć się do czasów przed sztuczną inteligencją, mediami społecznościowymi, a nawet smartfonami. To nie romantyczna teoria, tylko fakt: mózg uspokaja się i zakotwicza w rzeczywistości wtedy, gdy angażuje dłonie w proste, powtarzalne czynności. Dlatego co roku robię z dziećmi (coraz dłuższy) łańcuch z papieru, który staje się główną świąteczną ozdobą w domu, do momentu pojawienia się choinki.

  Tego typu aktywności są klasyfikowane jako „czynności manualne o niskiej złożoności”, które regulują układ nerwowy podobnie jak medytacja: spowalniają tętno, wyciszają korę przed-czołową odpowiedzialną za planowanie i kontrolę, a jednocześnie aktywują obszary mózgu odpowiadające za poczucie przyjemności i bezpieczeństwa. Współczesny mózg pracuje na obrotach, których dawne podręczniki neurologii w ogóle nie przewidywały – niech on też odpocznie w tym świątecznym czasie. Wystarczy godzina, aby stworzyć mniej więcej siedmiometrowy łańcuch. My robimy dwa: jeden jest pasków o szerokości 4 centymetrów (wygląda imponująco pod sufitem i jest bardziej pękaty) i drugi z pasków trzycentymetrowych. Polecam spinacz, bo klej jednak lubi puszczać w najmniej oczekiwanym momencie, na przykład wtedy, gdy pod łańcuchem cała rodzina je barszcz. 

sweter – MLE  // spodnie – Zara (stara kolekcja)

 

3. Absolutnie nie najważniejsze, ale… co jest nie tak z dzisiejszymi prezentami?

  Przedłużenie karnetu do siłowni, bony do sieciówek, dokładanie do nowego telefonu, który będzie dostępny dopiero za miesiąc. Prezenty, co ma oczywiście swoje dobre strony, stały się funkcjonalne do bólu. Oczywiście, przedłużenie karnetu na siłownie na pewno nas ucieszy, jeśli sami musielibyśmy wydać na to większą kwotę. No i to niezwykle wygodne rozwiązanie – opłacić coś w Internecie, kupić bon, dać komuś gotówkę. Ale wygoda — jak pokazuje historia ludzkości — rzadko bywa źródłem niezapomnianych wspomnień.

  Widzę oczami wyobraźni wymarzony bożonarodzeniowy poranek, gdy wszyscy w pidżamach oglądają swoje prezenty. Nie bardzo pasuje mi tu odświeżanie naszego profilu w centrum sportowym z odnowionym saldem. Już te oklepane skarpety czy rękawiczki wydają mi się bardziej wartościowe pod względem sentymentalnym. W czym tkwi sekret? A może to kolejne upiększanie przeszłości?

  A skoro już mowa o piżamach, to znalazłam dla Was takie, które wyglądają, jak marzenie o wolnym dniu. Są miękkie i wygodne (no i zobaczcie, jak w tej granatowej wygląda Zuzia) i wiem, że marzy o nich połowa mojej rodziny. Z kodem KASIA20 otrzymacie 20% zniżki na wszystko w Aurelle (kod nie łączy się z innymi rabatami i nie dotyczy kart podarunkowych oraz jest ważny do 13 grudnia). Ja biorę chyba tę ecru w kratę. A Wy?

 Kolczyki, które widzicie na zdjęciu wyżej, oraz te, które mam na sobie są od Stag Warsaw – marki, która tworzy biżuterie ręcznie w swojej pracowni w Warszawie. Zobaczcie ich piękne projekty, które idealnie sprawdzą się na prezent. Kolczyki, które mam na sobie znajdziecie tutaj, a kolczyki z pudełka tutaj. Kod 15MLE da Wam 15% zniżki i obowiązuje do 16 grudnia. 

 

 4. Z pamiętnika socjologa: Święta jako ostatnia wspólna platforma.

  Coraz częściej socjologowie zauważają, że Święta mogą być ostatnią przestrzenią, w której spotykają się ludzie żyjący na co dzień w różnych światach. Badania dotyczące tak zwanych „filter bubbles” pokazują, że przeciętny użytkownik internetu niemal nie styka się z opiniami wykraczającymi poza jego bańkę informacyjną. Święta są jednym z niewielu momentów, w których te bańki pękają: nagle przy jednym stole siadają osoby o odmiennych poglądach, temperamentach, stylach życia. To doświadczenie bywa trudne, czasem męczące, ale jednocześnie może to być jedno z ostatnich dostępnych ćwiczeń z demokracji w życiu prywatnym. Przypomnieniem, że wspólnota nie składa się z naszych klonów. Że różnice nie są zagrożeniem, lecz faktem.

 

Sztuka to jedna z nielicznych przestrzeni, w której różnica zdań nie musi prowadzić do wojny domowej — najwyżej do lekkiej sprzeczki o to, czy Matisse „to nadal geniusz, czy już raczej dekoracja”. Mamy w rodzinie jedną zagorzałą fankę tego artysty i to do niej zawędrują te dwie reprodukcje od DESENIO (a może powinnam sprawić sobie takie same?). Koniecznie poświęćcie te kilka minut i oprawcie grafikę w passe-partout i ramkę (w DESENIO kupicie komplet). Z kodem MAKELIFEEASIER dostaniecie 45% zniżki na plakaty, 20% na ramki oraz 20% na obrazy na płótnie. Kod jest ważny do 31.12 (nie obejmuje on plakatów personalizowanych), więc jeśli macie komuś (albo sobie samemu) zamiar sprezentować plakat lub obraz na płótnie to skorzystajcie najlepiej do 16 grudnia (bo wtedy jeszcze zdążą dojść na czas).

 

5. „Verba volant, scripta manent.” ("Słowa ulatują, to co zapisane — pozostaje.")

  W grudniu, odtwarzając w domu nasze małe tradycje (niektóre stare, inne zaledwie kilkuletnie), zastanawiam się, ile upartości musieli mieć ludzie w dawnych czasach, skoro te przedświąteczne zwyczaje przetrwały. Bez smsów, whatsuppów, rolek z przepisami, bez IClouda i kopii zapasowych. Jakoś im się udawało.  

  Dziś, mimo ułatwień, takich jak termomixy, kalendarze w telefonie supermarkety czynne do dwudziestej drugiej, Glovo i Ubery, tak trudno jest nam podtrzymać te stare tradycje, nie mówiąc już o rozpoczynaniu nowych. Możliwości zabiły chęci. Kiedy wszystko jest dostępne, najłatwiej stracić motywację do zrobienia czegokolwiek. Puenta jest dość prosta: tradycje nie przetrwały dlatego, że były wygodne, tylko dlatego, że ktoś regularnie dbał o ich podtrzymanie, choć mu się nie chciało. Pamiętajmy, że rodzinna tradycja to nic więcej niż decyzja, że postanawiamy robić coś, co roku.

   A do decyzji potrzeba niewiele – wystarczy wrócić do analogowych czasów, wyciągnąć kartkę i zapisać to, co planujemy. Psychologowie wiedzą o tym od lat: to, co zostaje zapisane, staje się bardziej realne niż to, co jedynie pomyślane. To tak zwany „efekt obiektywizacji myśli” — kiedy przenosimy plan na papier, mózg traktuje go jak zobowiązanie, a nie luźną fantazję. 

Dwa wspaniałe prezenty – pióro Sailor (klasyk wśród wiecznych piór) oraz kalendarz, który w swojej prostocie stał się u mnie ozdobą biurka i jednocześnie wspaniałym organizatorem czasu. W NOTEKA znajdziecie najpiękniejsze kalendarze, które nie krzyczą, mają delikatne rozwiązania graficzne i przyjemny papier. Są też większe wersje! Kod MLE15 daje 15% rabatu w sklepie Noteka i działa do 10 grudnia.  

 

  Przez tę całą naszą pragmatyczność i technologiczne ułatwienia utraciliśmy jeszcze jedną rzecz, której w analogowych Świętach nie brakowało. Tajemnicę. Nie mówię tylko o prezentach. Mówię o tajemnicy w najbardziej podstawowym sensie: w co wierzymy, dlaczego wierzymy i jak długo pozwalamy sobie wierzyć. Kiedyś Święty Mikołaj był nie tylko sympatycznym bohaterem reklam, ale instytucją, która opierała się na absolutnie fundamentalnym założeniu: nie sprawdzamy tego w Google. Czy rzeczywiście przychodzi? Jak to robi? Czy zmieści się przez komin, którego w mieszkaniu na trzecim piętrze po prostu nie ma? To nie były pytania poszukujące logiki — to były pytania, które miały podtrzymać cudowną niepewność.

  Dziś żyjemy w świecie, w którym większość rzeczy da się wyjaśnić, sprawdzić, zaktualizować i zweryfikować. I może właśnie dlatego tak trudno jest nam poczuć to, co dla poprzednich pokoleń było oczywiste: że Święta miały w sobie coś, czego nie dało się rozłożyć na czynniki pierwsze. Nie wszystko musiało się zgadzać. Nie wszystko trzeba było rozumieć. Nie wszystko dało się udowodnić.

  A przecież przez setki lat to, co najważniejsze w grudniu, zaczynało się właśnie tam, gdzie kończyła się pewność. Może więc tęsknimy nie za „dawnymi świętami”, ale za światem, w którym wolno nam było nie wiedzieć wszystkiego— i czuć się z tym dobrze. Warto twardo stąpać po ziemi… i odpuścić to sobie czasami, na przykład z okazji Świąt. 

*  *  *