If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Ilu kosmetyków do twarzy naprawdę potrzebuję – czyli 4 marki, których nie znacie, a powinnyście.

    The fashion for minimalism initially took over our wardrobes, then it moved to the rest of the flat, until it finally reached our bathroom. Minimalism in skincare can be approached in many ways – some of us are searching for products with the shortest number of ingredients, others are faithful to “project reach the bottom” (and buying another cosmetic only when the first is finished); however, most of us are trying to decrease the number of cosmetics that they use.  

   I started the whole cleaning process from counting all off my face cosmetics that I currently own – there were as many as fourteen products. The result is seismic, but do I really need all of them?   

   A face mask that had been waiting for a “pyjama party” with my girls for four years? An exorbitantly expensive serum that leaves my skin dry as paper? A lip balm whose fragrance started to irritate me after one day? From experience I know that whenever some cream/oil/gel doesn’t fulfil my expectations, I buy another one. In order to avoid getting lost in a pile of bottles and jars, I should bid the dud farewell, but you know how it works in reality – I’m buying another one. I won’t tout you to say “bye bye” to all the non-ideal products at a push. It would have little in common with minimalism – buying new products and throwing the unused ones is in a way a contradictory approach.

* * * 

   Moda na minimalizm na początku ogarnęła nasze szafy, później przeniosła się na resztę mieszkania, aż w końcu dotarła do łazienki. Minimalizm w pielęgnacji można potraktować na kilka sposobów – niektóre z nas szukają produktów z minimalną liczbą składników, inne są wierne "operacji denko" (kupują kolejny kosmetyk dopiero, gdy skończą poprzedni), ale większość z nas próbuje po prostu mieć mniej kosmetyków.

  Czystki postanowiłam rozpocząć od przeliczenia wszystkich kosmetyków do pielęgnacji twarzy, które mam w tym momencie – zebrało się czternaście produktów. Wynik nie jest porażający, ale właściwie po co mi one wszystkie? 

   Maska, która od czterech lat czeka na "pidżama party" z dziewczynami? Serum, które kosztowało majątek, ale skóra jest po nim sucha jak papier? Balsam do ust, którego zapach zaczął drażnić po jednym dniu? Z doświadczenia wiem, że właśnie wtedy, gdy jakiś krem/olejek/żel/ nie spełnia do końca moich oczekiwań, kupuję następny. Aby nie zakopać się w butelkach i słoikach, powinnam pożegnać się z nieudanym zakupem, ale wiadomo, jak wygląda rzeczywistość – szkoda wyrzucać 3/4 słoika. Nie będę Was nakłaniać do tego, aby na siłę mówić "pa pa" nieidealnym produktom, bo z minimalizmem nie miało by to wiele wspólnego – kupowanie nowych rzeczy i wyrzucanie tych niewykorzystanych to w pewnym sensie jego zaprzeczenie.

   I use face cosmetics that I didn’t really like for less demanding purposes. A face cream can be thrown into a bag or in a car and used as a hand cream, oils will be great for cuticles (or for polishing leather shoes :D), dud face gel can be used for washing makeup brushes or for washing our own body. There are surely many more purposes for which dud cosmetics can be used (do you have your own ideas?), but it’s also worth focusing on decreasing the number of “failures”. Since we’ve been able to prudently replenish our wardrobe, it’s high time for our makeup bag to decrease its size and improve its interior. Below, you’ll find four products that are the foundation of my skincare. I also mention cosmetics that I’ve decided to get rid of.

1. Face cream. One basic and three other… exactly, for what?  

The cleaning up of my makeup bag showed that I’ve got one face cream that I use each morning (moisturising, but light) and heavy ones with similar properties that I sometimes use in the evening and that I sometimes apply onto my lips – I could easily get rid of two as I know that I won’t be able to finish them before their expiration date. Unfortunately, I opened all of them (a lesson for the future), one of them lands in the car locker, as a rescue for hands, I’ll try to find a new owner for the second one, and the third one (my favourite) stays with me.

  Going back to the day cream. Undoubtedly, it is a cosmetic that we meticulously choose – we read reviews, study our friends’ opinions, analyse its effectiveness, and don’t spare money to buy it. In the era of Instagram and quick information flow, it’s increasingly difficult to sell a mediocre product – that’s a problem for large cosmetic consortiums that load money into TV advertisements, endorsement, and newspaper ads instead of investing in ingredients and effectiveness. Now, brands that matter are the ones that have gained popularity thanks to word of mouth. Instead of investing in marketing, they are more eager to place money into new technological solutions, encompassing the rule that an effective product will be the showcase of their capabilities. I’m trying to show you precisely cosmetic gems of this sort – one of them is YASUMI which, apart from cosmetics, also owns a network of cosmetic institutes and provides innovative technological solutions for beauty and wellness industry. You can remember them from Gosia’s posts – besides, she was the one who handed me their rice cream claiming that I’d be delighted with it (and she was right).

 A standard package of the cream is enough for a maximum of one and a half month if I’m using it once a day (I also apply it onto my neck and neckline) so it’s one of the few cosmetics on which I can really stock up as I know that it won’t go to waste.

* * *

   Kosmetyki do twarzy, które mi nie podpasowały wykorzystuję do mniej wymagających celów. Krem mogę zanieść do samochodu czy wrzucić do torebki i używać go do rąk, olejki przydadzą się do skórek przy paznokciach (albo do polerowania skórzanych butów :D), nietrafionym żelem do twarzy można wyczyścić wszystkie pędzle do makijażu albo myć nim po prostu całe ciało. Zastosowań dla nietrafionych kosmetyków na pewno jest znacznie więcej (macie własne pomysły?), ale warto też skupić się na tym, aby takich "wpadek" było jak najmniej. Skoro nauczyłyśmy się rozważniej uzupełniać naszą garderobę, to czas najwyższy, aby nasza kosmetyczka również zmniejszyła swoją objętość, a jej zawartość była jeszcze skuteczniejsza. Poniżej znajdziecie cztery produkty będące bazą mojej pielęgnacji. Przy okazji, piszę też o tym, których kosmetyków postanowiłam się pozbyć. 

1. Krem do twarzy. Jeden podstawowy i trzy… no właśnie, po co?

   Mój remanent pokazał, że mam jeden krem, którego używam codziennie rano (nawilżający ale o lekkiej konsystencji) i trzy tłuste o bardzo podobnym zastosowaniu, których czasem używam na noc, a czasem na usta – dwóch z nich spokojnie mogłabym się pozbyć, bo już wiem, że nie dam rady zużyć ich wszystkich przed upłynięciem terminu ważności. Niestety, wszystkie zostały przeze mnie otwarte (nauczka na przyszłość), jeden z nich ląduje więc w skrytce mojego samochodu, jako ratunek dla dłoni, drugiemu spróbuję znaleźć nowego właściciela, a trzeci (ulubiony) zostaje ze mną. 

   Wracając do kremu na dzień, niewątpliwie jest to kosmetyk, który wybieramy z największą pieczołowitością – czytamy recenzje, pytamy o zdanie koleżanki, analizujemy skuteczność i nie szczędzimy pieniędzy. W dobie Instagrama i szybkiego przepływu informacji coraz trudniej jest sprzedać kiepski produkt – to problem wielkich konsorcjów kosmetycznych, które zamiast w składy i skuteczność swoich produktów ładują pieniądze w spoty telewizyjne, gaże gwiazd firmujących ich nowości i reklamy w prasie. Teraz do gry wchodzą marki, które zyskują popularność przede wszystkim dzięki poczcie pantoflowej. Zamiast w marketing, chętniej inwestują w badania i nowe technologiczne rozwiązania w myśl zasady, że skuteczny produkt będzie ich najlepszą wizytówką. Staram się Wam pokazywać właśnie takie perełki – jedną z nich jest YASUMI, która poza kosmetykami ma sieć instytutów kosmetycznych i dostarcza innowacyjnych rozwiązań technologicznych branżom beauty i SPA. Markę tę możecie kojarzyć z wpisów Gosi – zresztą to ona wcisnęła mi do ręki krem ryżowy, twierdząc, że będę zachwycona (i miała rację). 

   Krem o standardowej objętości starcza mi maksymalnie na półtora miesiąca, jeśli używam go tylko raz dziennie (stosuję go też na szyję i dekolt) więc jest to jeden z niewielu kosmetyków, który faktycznie mogę kupić "na zapas", bo wiem, że i tak się nie zmarnuje. 

Ryżowy krem do twarzy YASUMI jest przeznaczony do każdego rodzaju cery. Silnie regeneruje i wygładza skórę, a dodatkowo ujędrnia ją i uelastycznia. Krem jest bogatym źródłem antyoksydantów, które chronią skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych, a jednocześnie opóźniają procesy starzenia się skóry. Witamina E i kwasy tłuszczowe zawarte w otrębach ryżowych chronią przed wolnymi rodnikami oraz ochraniają włókna kolagenowe. Krem może być stosowany do pielęgnacji cery delikatnej i wrażliwej. 

Pianka micelarna do mycia twarzy Hydro Sensitia od polskiej marki IWOSTIN to dermokosmetyk (produkt dostępny w aptece). Różnica między nimi a tymi z drogerii jest przede wszystkim taka, że ich skuteczność jest potwierdzona w badaniach aplikacyjnych i aparaturowych, przeprowadzanych w niezależnych instytutach badawczych. Ale odchodząc od świata nauki – podoba mi się, że w trakcie nakładania pianki na twarz nie spływa po rękach (co mnie szczególnie irytuje w przypadku zbyt wodnistych preparatów), poza tym w ogóle nie ściąga mojej skóry, bardzo ładnie ją oczyszcza i łagodzi podrażnienia – nic nie szczypie. 

2. Makeup removal product. If I were to choose one…  

   It is undeniable that we need to have makeup removal cosmetics in our makeup bags. We can choose from an array of options: cleaning milk, micellar water, makeup remover tissues, foams, and gels. I can bet that your bathroom features at least two products with exact same properties. If I were to choose only one product of this type, I’d surely choose one that we first apply and massage into our skin, and then rinse it off with water. I just can’t imagine a situation in which I lay my head on a pillow after using only micellar water or cleaning milk. Currently, apart from my foam, I don’t have any other product, but I’ll surely take some makeup remover tissues for a trip (for example by Bioderma).

* * *

2. Produkt do demakijażu. Gdybym miała wybrać jeden to…

   To, że w naszej kosmetyczce muszą znaleźć się produkty do demakijażu nie ulega żadnej wątpliwości. Do wyboru mamy wiele opcji: mleczka, płyny micelarne, olejki, nawilżane chusteczki, pianki czy żele. Idę o zakład, że na Waszej łazienkowej półce leżą co najmniej dwa produkty mające za zadanie oczyścić twarz. Jeśli ja miałabym wybrać tylko jeden rodzaj takiego kosmetyku, to wybrałabym taki "myjący", który najpierw nakładamy i wmasowujemy w twarz, a następnie spłukujemy wodą. Po prostu nie wyobrażam sobie przytulić twarzy do poduszki po użyciu samego płynu czy mleczka. W tym momencie poza pianką nie mam nic innego, ale na wyjazd chętnie wzięłabym ze sobą nasączone chusteczki (na przykład z Biodermy). 

Krem pod oczy marki Cell Fusion C ma napinać skórę wokół oczu. Nawilża i uelastycznia. Preparat likwiduje też obrzęki i sińce wokół oczu, dzięki procesowi poprawiającemu mikrokrążenie w naczyniach włosowatych skóry. Krem funduję też swojej górnej powiece (aż po łuk brwiowy). W mojej kosmetyczce znajdziecie jeszcze jeden krem pod oczy, który czeka na otwarcie (dostałam go gratis i zostawiłam na czarną godzinę). ​

3. Under eye cream – new demand for skincare.   

   Under eye cream is a cosmetic that can stop existing for me for a few months, and then suddenly something changes, and I can’t imagine my everyday skincare without it. Now, the greatest impact on that situation has the amount of sleep that I get – after shower, I just need to apply something onto my under eye area as I feel that the skin is tense and dry. It is exactly that fragment of our face that is first to show that we’re tired and have already started to age. At the same time, it is the most sensitive and prone to irritation. That’s why I am very cautious when choosing an under eye cream. Recently, I chose the one by Cell Fusion C which also offers dermocosmetics (products that are belonging to the realm of both medicine and cosmetology). Cell Fusion C is a full spectrum of products answering the needs of each skin type, including those more sensitive and delicate. Cell Fusion C products are used at cosmetology and dermatology salons, but you can also get them online. They are available on topestetic.pl, where you can take advantage of cosmetologist’s advice who will help you to choose products appropriate for your skin. Additionally, the shop also adds free samples that were carefully chosen by cosmetologists owing to which you can try some of the products before the purchase (shipment is always free).

* * *

3. Krem pod oczy, czyli nowe zapotrzebowanie na pielęgnację. 

   Krem pod oczy to kosmetyk, który może dla mnie nie istnieć przez kilka miesięcy, a później coś się zmienia i nagle nie wyobrażam sobie bez niego codziennej pielęgnacji. Teraz ma na to pewnie wpływ mała ilość snu – po prysznicu po prostu muszę wklepać coś w skórę pod oczami, bo czuję, że jest napięta i przesuszona. To ten fragment naszej twarzy, na którym najszybciej widać zmęczenie i pierwsze oznaki starzenia. Jednocześnie, jest też najbardziej wrażliwa i podatna na podrażnienia dlatego kremy dobieram naprawdę ostrożnie. Teraz wybrałam ten z oferty marki Cell fusion C, która także oferuje nam dermokosmetyki (produkty z pogranicza medycyny i kosmetologii). Laboratorium Cell Fusion C to pełna gama produktów odpowiadających na potrzeby każdej skóry, włączając tę najbardziej wrażliwą i delikatną. Produkty Cell fusion C używane są w gabinetach kosmetologicznych i dermatologicznych, ale można je też kupić w Internecie. Dostępne są w sklepie topestetic.pl, gdzie możecie skorzystać z porady kosmetologa, który pomoże Wam dobrać odpowiedni produkt dla Waszej skóry. Dodatkowo sklep do każdego zamówienia dodaje indywidualnie dobrane przez kosmetologów próbki, dzięki czemu można przetestować kosmetyki przed ich zakupem (wysyłka jest zawsze darmowa). 

The Ordinary – Lactic Acid 10% + HA – Peeling z kwasem mlekowym i kwasem hialuronowym spłyca zmarszczki, rozjaśnia przebarwienia, zwęża pory, wygładza płytkie blizny. Jest wegański a podczas jego produkcji nie ucierpiały żadne zwierzęta.​ Podczas kuracji serum oraz tydzień po jej zakończeniu należy stosować wysoką ochronę przeciwsłoneczną. Małe opakowanie to gwarancja, że produkt zużyjemy do końca. 

4. Once in a while.   

   The above-mentioned products are used for everyday skincare, but considering them as the only cosmetics that we need would be a mistake – our skin once in a while needs something special, which gives a stronger stimulus for it to regenerate. After counting the contents of my bathroom drawer, I quickly noticed that the cosmetics that I use once in a blue moon gather the thickest layer of dust. I’ve got the greatest number of them (four face masks, two scrubs, exfoliating lotion). Two of them were fortunately still closed, so I quickly gave them away to a friend. In exchange, she recommended a new brand – The Ordinary – which had already caught my attention on Instagram a few times. It creates only products with simple compositions whose impact has been corroborated by laboratory tests. By following the transparency rule, scientists have created a wide spectrum of diverse products. Elegant elastic packages and affordable prices are consecutive features of this unique brand breaking popularity records around the world. The Ordinary is part of Deciem so it doesn’t test its product on animals and doesn’t commission such activities to anyone. All products, including The Ordinary, don’t contain parabents, sulphates, mineral oils, animal oils, tar dyes from hard coal, formaldehyde, mercury, or oxybenzone. I chose their flagship product which should replace all scrubs and exfoliating masks.  

    Products that we rarely use (once a week, once a month) should be purchased in small packages – that’s the only way we will manage to finish them. An exception to this rule is cosmetics that we once had and we know that we won’t forget about them once they find their spot on the bathroom shelf.

* * *

4. Raz na jakiś czas. 

   Zaprezentowane wcześniej produkty służą do codziennej pielęgnacji, ale uznanie, że to jedyne kosmetyki, jakich potrzebujemy pewnie byłoby błędem – nasza skóra co jakiś czas potrzebuje przecież czegoś specjalnego, co da jej mocniejszy bodziec do odnowy. Po przeliczeniu zawartości mojej łazienkowej półki szybko zauważyłam, że to właśnie kosmetyki, których używam "od święta" najbardziej łapią kurz na półce. Mam ich najwięcej (cztery maseczki, dwa peelingi, lotion złuszczający), a przecież korzystam z nich najrzadziej. Dwa z nich były na szczęście nierozpoczęte więc szybko podarowałam je koleżance. W zamian, poleciła mi ona nową markę – The Ordinary – która parę razy zwróciła już moją uwagę na Instagramie. Tworzy ona wyłącznie produkty o prostym składzie, których działanie zostało potwierdzone w badaniach. Naukowcy, kierując się zasadą transparentności, stworzyli szeroką gamę różnorodnych produktów. Eleganckie i estetyczne opakowania oraz przystępna cena to kolejne cechy tej niezwykłej marki bijącej rekordy popularności na całym świecie. The Ordinary jest marką Deciem, czyli nie testuje swoich produktów na zwierzętach oraz nie zleca tego nikomu. Wszystkie produkty w The Ordinary nie zawierają parabenów, siarczanów, olejów mineralnych, olejów zwierzęcych, barwników smołowych z węgla kamiennego, formaldehydu, rtęci, oksybenzonu. Ja wybrałam dla siebie ich flagowy produkt, który powinien zastąpić mi wszystkie peelingi i maski złuszczające.

   Produkty, których używamy rzadko (raz na tydzień, raz na miesiąc) powinnyśmy kupować w małych opakowaniach – tylko wtedy mamy szansę je zużyć. Wyjątkiem są kosmetyki, które już raz miałyśmy i wiemy że nie nie będą leżały na półce zapomniane. 

   Honest reviews of reliable friends, more prudent shopping, and a bit of self-discipline will surely help us to decrease the number of cosmetics.  It’s important to not only save some space and gain order on the bathroom shelves, but also scrutinise what our skin really needs. To finish off, I’ll ask you whether you’d like to read a similar overview of body cosmetics (I’ve got relatively few of them, but I could have even fewer), hair cosmetics, or maybe makeup cosmetics (limiting myself to only four would be a truly daunting challenge!). I’m waiting to learn about your preferences :). Have a peaceful evening and remember “when Wednesday is over, the week is over” ;).

* * *

   W ograniczeniu liczby kosmetyków na pewno pomogą nam szczere recenzje od zaufanych osób, roztropniejsze zakupy i odrobina samodyscypliny.  Ważne, aby zyskać nie tylko więcej miejsca i porządek na łazienkowych półkach, ale również z dokładnością przyjrzeć się temu, czego naprawdę potrzebuje nasza skóra. Na koniec zapytam Was jeszcze, czy chciałybyście przeczytać analogiczny przegląd kosmetyków do ciała (tych mam chyba niewiele, ale na pewno mogłabym mieć jeszcze mniej), do włosów, a może do makijażu (o zgrozo! ograniczyć się do czterech to by było wyzwanie!). Czekam na Wasze preferencje :). Spokojnego wieczoru i pamiętajcie, że "jak środa minie to tydzień zginie" ;). 

linen shirt / lniana koszula – Seaside tones // jeans / dżinsy – COS // necklaces / naszyjniki – NA-KD //

 

Chance for a beautiful evening

   At the beginning of January, I received an invitation to the premiere of CHANEL’s new fragrance. I knew that the boutique in Galeria Mokotów will be visited by editors-in-chief of the most important Polish fashion magazines, my blogging friends, and many other people with whom I’d eagerly talk for a bit. During that time, I, however, had other errands to run and I stayed in Tricity without any regrets – Warsaw could wait. I can’t really deny that I was really eager (and intrigued) to open the white package with the characteristic logo that the courier brought to my door a few days ago. Mademoiselle Chanel claimed that if there is a chance waiting ahead, you need to grab it – that’s why I treated the parcel as a chance for a romantic evening. A few drops that smell of jasmine, musk, and rose, a silken vintage shirt, and I’m ready for a date… in our living room :).   

   CHANCE EAU TENDRE is a variation of the already iconic fragrance of CHANCE, whose premiere took place in 2002. The new version is more intense. The campaign or, in fact, the advertising spot (directed by Jean-Paul Goude) deserves special attention. It clearly shows that the French brand places importance on freshness and modern approach in new products.

* * *

   Na początku stycznia dotarło do mnie zaproszenie na premierę nowego zapachu CHANEL. Wiedziałam, że do butiku w Galerii Mokotów przybędą redaktorki najważniejszych polskich magazynów modowych, koleżanki blogerki i wiele innych osób, z którymi miło byłoby zamienić kilka słów. W tym czasie miałam jednak inne sprawy na głowie i bez żalu zostałam w Trójmieście – Warszawa poczeka. Nie zaprzeczę jednak, że z wielką przyjemnością (i zaciekawieniem) otwierałam białą torebkę z charakterystycznym logo, którą kurier przyniósł pod moje drzwi kilka dni temu. Mademoiselle Chanel twierdziła, że jeżeli pojawia się przed nami szansa, to trzeba z niej skorzystać – a więc ja tę przesyłkę potraktowałam jako szansę na romantyczny wieczór. Kilka kropel pachnących jaśminem, piżmem i różą, jedwabna koszula vintage i jestem gotowa na randkę… w naszym salonie :). 

   CHANCE EAU TENDRE to wariacja na temat kultowego już zapachu CHANCE, którego premiera miała miejsce w 2002 roku. Nowa wersja jest bardziej intensywna, a na specjalną uwagę zasługuje kampania, a właściwie spot reklamowy (w reżyserii Jean-Paul Goude), który wyraźnie pokazuje, że francuska marka stawia na świeżość i nowoczesne podejście do kolejnych produktów.

 

Krótki poradnik Yeti, czyli jak przetrwać mroźne dni

    Each dweller of Tricity knows the long story, which is handed down from generation to generation, about how Gdańsk Bay froze so deep that you could travel to Hel Peninsula by taking a shortcut through it. I don’t know whether this story is true, but not so long ago, precisely in the 80s of the 20th century – in 1986 and 1987 – winter season was known for temperatures of approx. -40 degrees Celsius. In 1987, the ice in Zemborzycki Reservoir reached a record thickness of 60 cm. The fight with frosty aura had such a considerable impact on everyday life that it became a hot topic in most newspapers. However, there’s nothing strange about it – strong winter paralysed transport system as railway was frozen, owing to which passengers of a dozen or so trains were stuck on railway stations in chaos. Many municipalities were cut off from the outside world. There were electricity shortages, communities lived in total darkness, and schools cancelled lessons. There were even problems with milk supplies delivery as the weather was so cold that bottles started cracking.

  Today, our winter climate is milder, it’s warmer outside, and snow doesn’t become such a nuisance (even though motorists are always surprised even by the onset of winter). It more often happens that the rain makes the snow suddenly disappear, taking the work away from ploughs and spades. Despite that, you can get the impression that we tackle frost much worse in comparison to the past.

   We often forego walks, rushing between rooms and places – coffee shops, shopping malls, playrooms (if we are searching for entertainment for children). We choose places with underground parking lots so that we can minimise our contact with frost, we often are unable to choose appropriate winter clothes (inappropriate gloves, lack of hats, too short socks, and the infamous bare ankles), or use inappropriate cosmetics. And frost is not so bad…

 Tadeusz Gicgier, a known Polish writer, poet, and satirist once said that “winter is beautiful up until a certain Celsius degree”. However, in today's post I would like to convince you that even biting frost can be beneficial for us.

1. A few words about building one’s resistance   

   We tend to say that frost is something beneficial for our health. But is it true? In Scandinavian countries, no one is surprised at the view of a baby stroller left in -10 degrees Celsius with a child silently sleeping inside. Swedish children spend most of their day outside, regardless of the weather conditions. In Great Britain, you can often see school children marching along the streets without any warm jackets or sweaters when the temperature drops below zero. In a country where almost no one invests in snow boots – there are so few occasions for making snowmen that you can easily do that in wellies. However, what’s most interesting is that children living in such conditions don’t necessarily get sick more often in comparison to Polish children who are wrapped up in warm clothes from the top of their head to their toes. Studies show that it’s never too late (or to early) for building your resistance with cold. So what’s the influence of spending time outside on our health?  

   Fresh air, also winter air, builds our resistance. Low temperature is the best stimulus for our immune system fostering the production of immune cells. Our organism is preparing itself for changing conditions and learns how to fight against bacteria and viruses. Owing to that, winter season, biting wind, snow, and even drenching rain stop being scary and allow us to avoid exhausting cold right after careless sleighing and running around snowdrifts. But how to start building our resistance in such a way? It’s obvious that we shouldn’t start with jumping into a blowhole in the middle of winter (even though, believe me, it doesn’t hurt so much – the most difficult thing is to fight your fear). The first stage of building your resistance should be based on decreasing the number of clothes you’re wearing or making the layers thinner on colder days, increasing the number of regular walks (at least 30 minutes each day), and walking barefoot on grass and sand if the weather is favourable. It is also vital to air your flat and make sure that the temperature inside doesn’t exceed 20 degrees Celsius (or even 18 degrees Celsius in bedroom).

* * *

   Każdy mieszkaniec Trójmiasta zna przekazywaną przez dziadków historię, o tym jak Zatoka Gdańska zamarzała tak, że wozami skracano drogę na Hel. Ile w tym prawdy, nie wiem, ale jeszcze nie tak dawno, bo w latach 80. XX wieku, a dokładniej w roku 1986 i 87 zimą termometry wielokrotnie wskazywały temperaturę bliską -40 stopniom Celsjusza. W 1987 roku lód w Zalewie Zemborzyckim pobił wszystkie swoje rekordy – miał grubość 60 cm. Walka z mroźną aurą na tyle poważnie wpłynęła na życie codzienne, że stała się tematem numer jeden w większości gazet. Nie ma się jednak co dziwić – ostra zima sparaliżowała transport, bo zamarzły trakcje kolejowe przez co pasażerowie kilkunastu odwołanych pociągów utknęli na dworcach w chaosie. Wiele gmin zostało praktycznie odciętych od świata. Brakowało prądu, zapanowały ciemności, a w szkołach odwoływano zajęcia. Nawet mleka nie można było dostarczać, bo z zimna pękały butelki.

   Dziś nasz zimowy klimat stał się łagodniejszy, na zewnątrz jest cieplej, a śnieg nie sprawia nam aż tylu kłopotów (chociaż kierowcy i tak są zawsze zaskoczeni). Częściej też rozprawia się z nim padający deszcz, odbierając pracę pługom i łopatom. Mimo tego można odnieść wrażenie, że z mrozem radzimy sobie dużo gorzej niż kiedyś.

   Często odpuszczamy spacery przebiegając jedynie między pomieszczeniami – kawiarniami, galeriami i salami zabaw (jeśli szukamy rozrywki dla dziecka). Wybieramy miejsca z parkingami podziemnymi, by do minimum ograniczać kontakt z mrozem, nie potrafimy się często też ubrać (nieodpowiednie rękawiczki, brak czapek, zbyt krótkie skarpetki i słynne gołe kostki), ani skorzystać z odpowiednich kosmetyków. A mróz nie jest przecież wcale taki straszny…

   Tadeusz Gicgier, znany polski pisarz, poeta i satyryk powiedział kiedyś, że „zima jest piękna do pewnego stopnia… Celsjusza”. Ja jednak w dzisiejszym wpisie chciałabym przekonać Was, że nawet siarczysty mróz może nam wyjść na dobre.

1. O hartowaniu 

   Mówi się, że mróz sprzyja zdrowiu. Ile w tym prawdy? W krajach skandynawskich nikt nie dziwi się na widok wystawionego na dziesięciostopniowy mróz wózka ze smacznie śpiącym maluchem w środku. Szwedzkie dzieci na powietrzu spędzają większość dnia, niezależnie od pogody. W Wielkiej Brytanii nierzadki jest widok uczniaków, maszerujących po ulicach bez kurtek i ciepłych swetrów, gdy temperatura spada poniżej zera. Tam nawet mało kto inwestuje w śniegowce – okazji do lepienia bałwana jest tak mało, że można to robić w zwyczajnych kaloszach. Najciekawsze jest jednak to, że tak chowane dzieci wcale nie chorują częściej niż opatuleni od stóp do głów mali Polacy. Badania pokazują, że na hartowanie nigdy nie jest za późno (ani za wcześnie!). Jak więc przebywanie na mrozie wpływa na nasze zdrowie?

   Świeże powietrze, także zimowe, hartuje i wzmacnia odporność. Niska temperatura najlepiej stymuluje układ immunologiczny do produkcji komórek odpornościowych. Nasz organizm przygotowuje się do zmiennych warunków i uczy się, jak ma działać i jak się bronić. Dzięki temu zimowa aura, szczypiący wiatr, śnieg, a nawet moczący nas deszcz przestają być straszne i nie powodują, że po spacerze, szaleństwie na sankach i bieganiu po zaspach od razu dopadnie nas męczące przeziębienie. Tylko od czego zacząć takie hartowanie? Na pewno nie od wskakiwania do przerębla w środku zimy (chociaż uwierzcie, to wcale „nie boli” – najtrudniejsze jest przełamanie swoich blokad i strachu). Pierwszy etap hartowania powinien polegać na odchudzeniu własnej garderoby, czyli wyborze lżejszego ubrania (lub mniejszej liczby warstw) w chłodniejsze dni, regularnych spacerów (minimum 30 minut każdego dnia), a w sprzyjających warunkach bosych przechadzek po trawie lub piasku. Konieczne jest także codzienne wietrzenie mieszkania i pilnowanie, aby temperatura wewnątrz nie przekraczała 20 stopni Celsjusza (a w sypialni nawet 18).

2. The most frequent cosmetic mistake when we leave our homes.  

   The advantages of building up your resistance are one thing, but those who got really cold at least once know that it is really unpleasant. Negative outcomes of long exposure to frost are visible when our body is not appropriately prepared for such conditions. Our skin will be the first body part to feel as it is our shield. Even though low temperature makes skin exfoliation faster and fosters lymph movement, owing to which adipose tissue is decrease quicker, without an appropriate protection the state of our skin will considerably deteriorate.  

   Winter cosmetics should create an occlusive impermeable film on our skin that will isolate it from cold and wind. Their composition should contain oils, shea butter, glycerol, vitamins (especially A), and soothing ingredients (e. G. panthenol, allantoin, or rose water).  

   I’ve got couperose skin and when I come back from winter running or walks, I often get really red around my cheeks. Cold wind and exposing your face to a wide range of temperatures make veins visible and reversing this process is not that simple. To tackle this problem, I’ve got vitamin and nourishing cream by Balneokosmetyki. It contains the healing medicinal sulphide water, vitamins C and E, shea butter, allantoin, red algae extract, borage essence, and d-panthenol. The same line also features an under eye roll-on and a face mask. This cosmetic set will be useful also for individuals with sensitive and dry skin. Now, all cosmetics by Balneokosmetyki can be purchased at a more affordable price. It’s enough to use the code “zima” to get a 20 % discount until the end of February.

* * *

2. Najczęstszy kosmetyczny błąd, jaki popełniamy wychodząc na mróz.

   Pozytywy hartowania to jedno, ale chyba każdy, kto choć raz porządnie zmarzł wie, jakie to bywa nieprzyjemne. Negatywne skutki długiego przebywania na mrozie pojawiają się przede wszystkim, gdy nasze ciało nie zostanie do takich warunków odpowiednio przygotowane. Najszybciej odczuje to nasza skóra, która robi za tarczę. I choć bardzo niska temperatura przyspiesza złuszczanie naskórka i uaktywnia przepływ limfy, przez co szybciej spalana jest tkanka tłuszczowa, bez odpowiedniej ochrony cera znacznie się pogorszy.

   Kosmetyki na zimę powinny tworzyć na skórze warstwę okluzyjną (nieprzepuszczalną), która będzie ją izolować od zimna i wiatru. W ich składzie powinny się znaleźć olejki, masło shea, gliceryna i witaminy (zwłaszcza A) oraz składniki kojące (np. pantenol, alantoina lub woda różana).

   Mam cerę naczynkową i często gdy wracam z zimowego biegania lub spaceru, mam bardzo zaczerwienione policzki. Zimny wiatr i narażanie buzi na duże skoki temperatur powodują, że naczynka pękają, a odwrócenie tego procesu wcale nie jest łatwe. W walce pomaga mi krem witaminowo-odżywczy do twarzy od Balneokosmetyki. W jego skład wchodzi lecznicza woda siarczkowa, witamina C i E, masło shea, alantoina, ekstrakt z czerwonej algi, olej z ogórecznika i d-pantenol. Z tej samej serii można też kupić roll-on pod oczy i maskę. Zestaw kosmetyków na pewno przyda się również osobom z wrażliwą i suchą skórą. Teraz wszystkie kosmetyki od polskiej marki Balneokosmetyki można kupić w lepszej cenie. Wystarczy użyć kodu rabatowego "zima", aby otrzymać 20% zniżki do końca lutego.

3. No two onions are alike. Winter clothes that really keep you warm.  

   The popular Danish saying claims that bad weather doesn’t exist, there are only bad clothes. First and foremost, we should wear a few layers of clothes but use this rule reasonably – a method of three layers will be suitable. The layer wicking moisture should be the closest to your skin, then insulation, and at the end a layer protecting you against wind and rain. It’s also great to know the properties of various fabrics. One of the best fabrics protecting you against cold is wool (it can be sheep wool, alpaca wool, or even camel wool). It’s the best fabric when it comes to maintaining optimal body temperature simultaneously allowing the skin to breathe. It also protects us against UV radiation. Lanoline (animal fat) covering the fine bristles protects against humidity and has anti-bacterial properties. A bad idea is nylon tights worn under trousers – they cool out the organism and they tend to dry for a very long time when they get wet from, for example, melted snow.   However, feet are the most prone to drenching and hypothermia. There’s only a layer of material and shoe sole separating them from the cold ground. If the shoes are too low, snow and water can easily get inside. Some claim that common cold starts precisely from our feet. That’s why the best solution here is solid snow boots. The warmest in the world are surely the famous Moon Boot – they are particularly great at isolating the temperature and it’s impossible that they would get wet. On top of that – they are very comfortable and you can step forward confidently on the snow-covered pavements. I use my pair mostly when it’s really cold, but my daughter wears them almost throughout the whole winter.  

   They say that the largest amount of heat escapes through our heads. Are there any scientific proofs that would corroborate this theory? In 2008, scientists from the University of British Columbia proved that human loses as much as 11% of heat, taking into consideration the area of this body part in comparison to the rest of our body. Does that mean that winter hats can stay at the bottom of your wardrobe? They can’t! Head has the lowest fat content in comparison to other body parts so we need to help it with insulation. Headgear has to be made of natural fabric – cashmere or wool.   I’m a really chilly person, that’s why I tend to wear clothes that are really great warmth-wise around my home. Before you choose a comfy sweatsuit, check whether the cotton is thickly sewn. Such cotton will be extremely warm and pleasant in wearing. Good cotton won’t stretch after washing. The Polish brand Hibou Essentials, which produces its clothes from top-quality fabrics, is unparalleled in this field.  

   The blanket that you can see in the photo is extremely warm despite the fact that it’s not thick. It’s owing to the composition – 100% of cashmere guarantees that you won't freeze, even on the coldest winter evenings. Cashmere has the best ratio of weight and insulating properties (that’s why a thin cashmere sweater is better at keeping you warm that a thick acrylic one). Now you can purchase it at a considerably lower price in Mongolian online store.

* * *

3. Cebula cebuli nie równa. Zimowe ubrania, które naprawdę grzeją.

   Popularne duńskie powiedzenie głosi, że nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. Przede wszystkim należy zakładać kilka warstw ubrań, ale robić to z głową –  sprawdzi się metoda trzech warstw, czyli najbliżej skóry ta odprowadzająca wilgoć, następnie izolacja i na wierzch odzież chroniąca przed wiatrem i opadami. Warto znać właściwości tkanin. I tak jednym z najlepiej chroniących przed zimnem materiałów jest wełna (może być włosie owiec, lam a nawet wielbłądów). Najlepiej utrzymuje optymalną temperaturę ciała, a przy tym pozwala skórze oddychać. Broni nas także przed promieniowaniem UV, a lanolina (zwierzęcy tłuszcz) pokrywająca włókna chroni przed wilgocią i działa antybakteryjnie. Złym pomysłem są nylonowe rajstopy zakładane np. pod spodnie – wychładzają organizm, a zawilgocone np. roztopionym śniegiem bardzo długo schną.

   Na przemoczenie i wyziębienie zimą najbardziej narażone są jednak stopy. Od zimnego podłoża dzieli je tylko warstwa materiału i podeszwa buta. Jeśli buty są zbyt niskie śnieg i woda łatwo dostają się do środka. Niektórzy twierdzą, że od stóp właśnie zaczyna się przeziębienie. Dlatego dla mnie w tym temacie najlepszą robotę robią porządne śniegowce. Najcieplejsze na świecie to z całą pewnością słynne Moon Boot – wyjątkowo dobrze izolują temperaturę i nie ma szans, żeby przemokły. Mało tego – są bardzo wygodne i można w nich stawiać pewne kroki np. na ośnieżonych chodnikach. Ja swoją parę noszę przede wszystkim, gdy jest bardzo zimno, ale moja córka chodzi w nich prawie przez całą zimę.

   Podobno najwięcej ciepła ucieka przez głowę. Czy istnieją naukowe dowody, które potwierdzałyby tę teorię? W 2008 roku naukowcy z University of British Columbia udowodnili, że człowiek traci przez głowę mniej więcej tyle ciepła, ile należałoby się spodziewać, wziąwszy pod uwagę powierzchnię tej części ciała – czyli 11%. Czy to oznacza, że czapki mogą zostać na dnie szafy? Nie mogą! Głowa ma najmniej tłuszczu ze wszystkich części ciała, więc trzeba jej pomóc z izolacją. Nakrycie głowy musi być wykonane z naturalnego materiału – kaszmiru lub wełny.

   Jestem straszliwym zmarzlakiem, dlatego nawet w domu staram się chodzić odpowiednio ubrana. Zanim wybierzecie wygodny dres, zwróćcie uwagę na to, czy bawełna jest grubo czy cienko tkana. Pierwsza wersja materiału zapewni nam przyjemne ciepło, druga wręcz przeciwnie. Dobra bawełna nie rozciągnie się w praniu. W tej dziedzinie nie ma sobie równych polska marka Hibou Essentials, która szyje z materiałów doskonałej jakości.

   Koc, który widzicie na zdjęciu jest bardzo ciepły mimo tego, że nie jest gruby. To zasługa składu – 100% kaszmir daje gwarancję, że nie zamarzniecie nawet w najchłodniejsze wieczory. Kaszmir ma najlepszy stosunek wagi do właściwości izolacyjnej (to dlatego cienki kaszmirowy sweter grzeje lepiej niż najgrubszy sweter z akrylu). Teraz możecie go kupić w dużo niższej cenie w sklepie Mongolian.

Czarna herbata Earl Grey marki Sir Adalbert's Tea jest bardzo aromatyczna, w jej skład między innymi wchodzi kardamon i płatki bławatka. Teraz możecie wszystkie herbaty Sir Adalbert's Tea kupić w lepszej cenie. Użyjcie kod MLE15, aby otrzymacie 15% zniżki na wszystkie mieszanki – promocja będzie ważna do 10 lutego.

4. What to do to keep up in frosty weather?  

   Movement is the key, also on winter evenings when there’s a blizzard behind the window. Outdoor activity improves the functioning of our brains and concentration, it also provides our organisms with vitamin D and increases the production of serotonin which relaxes and calms us down. What’s more, it turns out that people who spend more than 30 hours outside on a weekly basis sleep better – they need less time for full recovery. The studies conducted at the Harvard University in 2005 show that a quick 35-minute walk five times a week or a 60-minute walk three times a week decreases the onset of depression and improves the overall state of our physical and mental health.  

   If you’re not convinced yet, I’ve a got a really tasty solution to that. For those who can’t get warm during the first 15 minutes outside (nor look optimistically at the situation), I recommend a thermos flask with tea. It’s best to choose one that has warming properties. Thus, one with cinnamon, cloves, or ginger. Now some trivia – lately, I’ve read the article “black list of teas containing pesticides” and I’ve learnt that many popular teas in bags contain plenty of pesticides – check whether you don’t have any of these in your cupboards. I can easily recommend my favourite tea by Sir Adalbert's Tea. The blend that you can see in the photo contains cardamom and has warming properties. The tea is packed in cardboard boxes which guarantees that the blend will stay fresh and intense in taste after opening.

* * *

4. Co zrobić, aby wytrzymać na mrozie jak najdłużej?

   Ruch, ruch i jeszcze raz ruch, także w zimowe dni, kiedy za oknami sypie śnieg. Aktywność na świeżym powietrzu poprawia funkcjonowanie mózgu, naszą koncentrację, dostarcza witaminę D oraz zwiększa produkcję serotoniny, która relaksuje i uspokaja. Poza tym okazuje się, że osoby przebywające na dworze ponad 30 godzin w tygodniu lepiej śpią – potrzebują mniej czasu, by w pełni się wyspać. Z przeprowadzonych w 2005 r. na Uniwersytecie Harvarda badań wynika, że szybki spacer przez 35 minut dziennie pięć razy w tygodniu lub 60 minut dziennie trzy razy w tygodniu niweluje symptomy początkowej depresji i poprawia ogólny stan zdrowia psychicznego i fizycznego.

   Jeśli to jednak Was nie przekonało, mam bardzo smaczny patent. Wszystkim, którzy przez pierwsze 15 minut przebywania na mrozie nie potrafią się rozgrzać (ani spojrzeć na sytuację z optymizmem), polecam termos z herbatą. Najlepiej taką, która ma właściwości rozgrzewające, czyli w składzie zawiera np. cynamon, goździki lub imbir. Z ciekawostek – ostatnio przeczytałam artykuł „czarna lista herbat z pestycydami”, z którego dowiedziałam się, że sporo popularnych herbat w saszetkach ma ogromną ilość pestycydów – sprawdźcie czy nie macie ich swojej kuchennej szafce. Z czystym sumieniem mogę Wam za to polecić moją ulubioną herbatę Sir Adalbert's Tea. Widoczna na zdjęciu mieszanka ma w składzie kardamon, który ma właściwości rozgrzewające. Herbata zapakowana jest w kartonik, który gwarantuje, że po otwarciu mieszanka pozostanie przez cały czas świeża i intensywna w smaku.

5. Can you get ill from spending your time in freezing weather?

   Surprisingly, it’s easier to get ill in the autumn season when it’s warmer than during winter negative temperatures. Extremely low temperatures kill many germs and pathogens waiting to impair our health. A similar fate awaits parasites and sizeable populations of hibernant worms – flies, mosquitoes, midges, and dust mites, the horror or allergy sufferers. That’s why it’s worth airing your flat on very cold days and leaving your bedding on the balcony, including pillows and children’s toys (and close them in the freezer overnight in the summer).

  You can also help yourself by mixing tea with raspberry juice, ginger, or honey – that’s how we can improve our resistance. Our grandmother’s onion syrup will be great as well. Substances that can be found in such “medicine” can hinder multiplying viruses and germs.

   In fact, cold is not the culprit here – coming into contact with viruses is the most frequent cause of health problems. A simple touch, staying close to an ill person, or coming into contact with infected items are enough to contract a disease. It’s always advisable to stay vigilant! We’ll decrease the risk by frequently washing our hands (especially after handshake with a sneezing person), wiping all types of buttons with antibacterial tissues – including TV remotes, keyboards, and light switches. These are areas that we most often touch, hence, we get the most germs and viruses from those items.

   I hope that I was able to warm the cold thoughts at least a little bit. Instead of counting down the days until spring, let’s try to use the remaining frosty weeks to increase our resistance, kill germs, and the bliss of sleighing as well as making snowmen and snow angels.

* * *

5. Czy od mrozu można zachorować?

   O dziwo łatwiej jest zachorować jesienią, kiedy jest cieplej niż podczas zimowych, ujemnych temperatur. Silne mrozy zabijają wiele drobnoustrojów i patogenów czyhających na nasze zdrowie. Podobny los czeka pasożyty i spore populacje zimujących robaków – much, komarów, muszek, oraz koszmaru alergików, czyli żyjących w kurzu roztoczy. Dlatego podczas silnych mrozów warto wietrzyć mieszkanie i wynosić na balkon pościel, poduchy, a nawet dziecięce przytulanki (a latem potrzymać je przez noc w zamrażalniku).

   Możemy sobie pomóc pijąc herbatę z łyżką soku malinowego, imbiru lub miodu – wspieramy w ten sposób naszą odporność. Dobrze też działa babciny syrop z cebuli. Zawarte w takich „lekach” substancje potrafią zahamować mnożące się wirusy i bakterie.

   Tak naprawdę to nie chłód, a styczność z wirusami jest najczęstszą przyczyną zdrowotnych niedyspozycji. A do zarażenia wystarczy dotknięcie, zbliżenie się, a nawet kontakt z opanowanymi przez zarazki przedmiotami. Czujności nigdy za wiele! Ryzyko zmniejszamy myjąc często ręce (zwłaszcza po przywitaniu z kichającą osobą), przecierając antybakteryjnymi chusteczkami wszelkie przyciski, od tych na klawiaturze komputera, przez piloty od tv, po włączniki światła. To strefy, których najczęściej się dotyka, a tym samym zostawia i zabiera bakterie i wirusy.

   Mam nadzieję, że choć odrobinę rozgrzałam wszystkie chłodne myśli. Zamiast odliczać dni do wiosny spróbujmy wykorzystać ostatnie mroźne tygodnie na poprawianie odporności, wymrażanie zarazków oraz zwyczajną dziecięcą radość z jazdy na sankach, lepienia bałwanów i robienia aniołów na śniegu.

 

Last Month

  I’ve never paid particular attention to the symbolism of January – the first month of the year. I always laughed under my breath at people who were meticulously creating lists of New Year’s resolutions or pompously claiming that the upcoming year would be a breakthrough as that’s exactly what their intuition told them. Fate is perverse as January has become an exceptional month for me. Since it’s slowly coming to an end, I encourage you to check out the photo summary of the last weeks as part of our monthly tradition.

* * * 

   Nigdy nie przywiązywałam szczególnej uwagi do symbolicznego znaczenia stycznia – pierwszego miesiąca w roku. Pod nosem śmiałam się z osób, które z pieczołowitością sporządzały listę noworocznych postanowień albo pompatycznie ogłaszały, że ten rok będzie dla nich przełomowy, bo intuicja im to podpowiada. Los bywa przewrotny, bo styczeń stał się dla mnie wyjątkowym miesiącem. A ponieważ zbliża się już ku końcowi to tradycyjnie zapraszam Was na zestawienie z ostatnich tygodni. 

Tuż po świętach, ale my nadal udajemy, że trwają w najlepsze. Rodzinnym spotkaniom nie było końca. Żegnamy choinkę ;). 1. To najpiękniejszy tort jaki widziałam! // 2. Niby huragany nie zdarzają się na tej części kontynentu… // 3. Sylwestrowe wspomnienia. // 4. Jagody, maliny, mus z białej czekolady… //Tortowa abstrakcja.1. Wiele z Was pytało mnie co to za marka zagościła w styczniu na jednym z Instastory, więc uprzedzając Wasze pytania – czapka i sweter są z Edited. // 2. Przepis na pyszne placuszki znajdziecie w ostatnim wpisie. // 3. Te szare dni na początku stycznia… // 4. W drodze z Warszawy… //Kilka kilometrów od Sopotu.Remont nie jest rzeczą, za którą przepadam, ale w tym jednym przypadku było!! Tu przygotowujemy się do położenia boazerii ściennej od FOGE (znajdziecie też w Castoramie).1. Francuskie śniadanie. // 2. Trzy godziny później i boazeria już jest! // 3. Moje piękne morze. // 4. W końcu śnieg i trochę mrozu. //Kokosowa nowość w mojej łazience czyli naturalna maska do włosów marki Botanicum. Przywraca blask i bardzo ułatwia rozczesywanie. No i ten super zapach!A tu inny kosmetyk do włosów – Negin, przepraszam! 1. Wystarczy cieszyć się z małych rzeczy. // 2. Wiele z Was uznało, że to właśnie ten sweter, jest zimowym ulubieńcem z MLE Collection. // 3. W końcu, po wielu pochmurnychi dniach, pojawiło się niebieskie niebo! I humor od razu lepszy. // 4. Przy kawie zawsze pracuje się najlepiej. //Książka, którą widzicie na zdjęciach powyżej to "Rok uważnego życia" autorstwa De Kwant Jocelyn, która jest prawdziwą biblią dla zabieganych. Jeśli w pośpiechu pędzicie przez każdy dzień, to ta książka pozwoli Wam na chwilę "stanąć w miejscu" i cieszyć się małymi rzeczami. 1. Mój codzienny makijaż. // 2. Lubię, gdy budzi mnie słońce.  // 3. Mój piękny Gdańsk… // 4. Portos musi wypróbować, czy nowy dywan nadaje się do spania.  //Sporo z Was prosiło, aby powtórzyć nazwy kosmetyków, których użyłam do makijażu przy tym stories. A więc: róż – CHANEL "Joues Contraste" odcień 430, żel do brwi – CHANEL "Le gel sourcils" transparent, tusz do rzęs – CHANEL "Le volume revolution", rozświetlacz CHANEL "Le lion"".
„Gdańsk dzieli się dobrem.” P.A.1. Kto nadmucha balony? // 2. Bo pozowanie leży w jego naturze. // 3. Spacer, czy to w ogrodzie, czy w lesie, zawsze jest dla Portosa największą radością. // 4. Zdrowo i smacznie. Nie zapomnijcie o wiórkach kokosowych, słonym karmelu i orzechach pekan! Brownie life. 

Czekając na powrót zimy.

Niby tak zimno, a tyle gorącej miłości wokół. Spokojnego wieczoru!

***