Last month

Wpis powstał we współpracy z Say Hi, Nebule, Krosno, Wild Hill Coffee i zawiera linki afiliacyjne. 

 

  Codzienność w chaosie, długie dni i krótkie noce, burzowe wieczory i przeróżne drogi, które pod koniec i tak prowadzą do domu. Letnie przesilenie od zawsze było dla mnie momentem magicznym – jeśli elfy i zaczarowane zwierzęta istnieją naprawdę, to mam nieodparte wrażenie, że najłatwiej spotkać je właśnie w tym czasie. Ale ilość wrażeń w ostatnich tygodniach i bez takich spotkań była wystarczająca ;).

  Mam nadzieję, że wpadłyście tu na dłużej niż minutę, bo wiele chciałabym Wam pokazać. Cieszę się na to wspólne wspominanie czerwcowych przygód!

 

"Przepraszam, czy ten kot jest na deser?" Pranie, które zawsze wita u mnie wszystkich gości. Zbieram truskawki z krzaczków w moim ogrodzie. Ale to jest super satysfakcja! Co prawda nie ma ich za wiele, ale od czego jest stragan z owocami za rogiem? ;)Najprostsze desery są najlepsze. Odpowiednie podanie wystarczy, aby zwykłe truskawki z bitą śmietaną wywołały u moich dzieci efekt "wow". Spokojnie! Nie będę tutaj podawać przepisu na truskawki z bitą śmietaną ;). Przypomnę tylko, że to smak tych najprostszych letnich przyjemności wspominamy później najdłużej. A te nieskomplikowane desery najlepiej podać w pięknych pucharkach. Moje są od polskiej marki KROSNO i pochodzą z kolekcji ROMA. Kod KASIA20 (ważny do 18 lipca) daje 20 % zniżki na wszystkie nieprzecenione produkty w sklepie krosno.com.plWłaściwie cały moje szkło, od kieliszków do wina, przez szklanki i wazony aż po eleganckie pucharki czy karafki mam od naszej polskiej marki krosno.com.pl. Gdy następnym razem będziecie chciały uzupełnić braki, to polecam zdecydowanie bardziej niż sieciówki. Zawsze za mało. 
Zbiory. Z tymi pomidorkami zrobię sobie wieczorem makaron w sosie maślano-winnym!1. "Lato z Lawendą". Ostatnio sporo się mówi o tym, jak beznadziejne są wszystkie influencerki i że świat bez nich byłby lepszy. A ja uważam, że influencerki dzielą się zasadniczo na dwie grupy. Pierwsza wciśnie nam każdy kit. Dla spieniężenia swojej popularności zrobi właściwie wszystko. No może poza jednym – nie wykona realnej pracy. Ale jest też druga grupa, która ma świadomość, że jej działalność jest oceniana surowiej od reszty i nigdy nie pokaże szerszej publice czegoś byle jakiego. I widzę, że Natalia jest w tej drugiej grupie. Dostałam od niej piękną książkę dla dzieci, którą napisała. Polecam! // 2 i 3.. Gdy z ogródka masz niezapowiedziane truskawki, a w zamrażalniku znalazłaś kruszonkę. I podwieczorek uratowany!  // 4. A moje dwie myszki są święcie przekonane, że to książka o nich!. //Nie ma lodów. Będzie ze śmietaną i miodem.  1. Jak myślicie? Która z tych książek jest następna w kolejce? // 2. Kto nie kłóci się przy wieszaniu obrazów ten nie wie nic o małżeństwie. :D //Piasek jeszcze trochę mokry po deszczu. Dzieci już dawno powinny leżeć w łóżkach, ale dziś mamy wszyscy małą dyspensę. Gdy czerwcowy poranek jest tak ciemny i pochmurny, że zastanawiasz się czy to przypadkiem nie jest październikowy wieczór. Słońce wyszło zza chmur. Oczywiście w dniu, w którym mieliśmy zaplanowany wyjazd. W Trójmieście krąży taki żart (niezbyt śmieszny – trzeba przyznać), że w długi weekend najlepiej jechać do Warszawy, bo będzie tam pusto i przyjemnie. A to dlatego, że wszyscy ze stolicy przyjechali do nas. ;) Pojechałam więc dokładnie w przeciwnym kierunku niż cała Polska. Warszawa i spacer po Łazienkach Królewskich. Wybraliśmy się tutaj całą rodziną, łącznie z kuzynami, ciociami i wujkami. Przez cały wyjazd nie opuszczało mnie wrażenie, że historia dziwnie zatacza koło. I że coś, co kiedyś było dla mnie jak kara, dziś, po różnych życiowych doświadczeniach, jest już mało znaczącym pobocznym wątkiem. Dobrze, że wraz z wiekiem przestajemy przejmować się drobiazgami, a jednocześnie doceniamy małe radości i zwykłe dni. Odwiedziliśmy już dziadka w pracy i zaraz lecimy na wystawę, o której sporo czytałam. 

Jesteśmy! W Muzeum Narodowym odbywa się teraz wystawa "Surrealizm. Inne mity". 

Czy nie przypomina Wam to eksponatu z filmu o Harry'm Potterze? Nic dziwnego, bo surrealiści uwielbiali wprowadzać do swojej sztuki motyw magii. Często prezentowali wizje z pogranicza jawy i snu, fantazji i halucynacji. Ten nurt miał swój początek w czasach, gdy pierwsi psychoanalitycy zaczęli mówić o istnieniu nieświadomości. Właśnie to odkrycie stało się dla surrealistów inspiracją (chociaż psychoanalitycy wcale nie byli z tego zadowoleni). 

1. Ciekawe czy o czymś takim śnią czasami psy? // 2. Prace surrealistów mają wywoływać u nas dziwne, sprzeczne uczucia. Ta wystawa nie jest wyjątkiem. ;) Kolejny raz wybraliśmy się do "The Eatery". Załapaliśmy się na seans z "Chłopaki nie płaczą" i "Nie lubię poniedziałku".Nie wiem jak to się stało, że w tym całym zamieszaniu udało mi się jeszcze wybrać z mamą i bratową na małe zakupy. W 303 Avenue zawsze coś znajdę (i od razu włożę, bo w walizce zabrakło czegoś bardziej eleganckiego – ta czarna szydełkowa bluzka jest z obecnej kolekcji). 
A skoro byliśmy już w Muzeum Narodowym to postanowiłam jeszcze zobaczyć na żywo obraz "Słońce majowe", o którym ostatnio Wam pisałam. Dla mnie to takie "Last Month" sto lat temu. ;) Ocalisz to drzewko, gdy nas nie będzie, mały ptaszku? 

1. Ten szklany zbiornik na wodę znalazłam w Zara Home // 2. Dzień dobry! Zieleń atakuje! // 

W czerwcowych "Zapiskach o modzie i stylu" pisałam o paskach. Dziś znów je noszę! Tutaj jest link do artykułu, a bluzka jest od polskiej marki Masthew.Rzeka najczystsza jest przy źródle. Podobnie jest z informacją – znając jej pierwotnego nadawcę możemy sprawdzić czy jest prawdziwa. Dlatego, gdy piszę dla Was nowe teksty najczęściej korzystam z książek, drukowanych magazynów, albo płatnych zweryfikowanych treści (dziennikarz ma prawo do wynagrodzenia za rzetelnie wykonaną pracę). Tu widzicie kilka pozycji, które pomogły mi w ostatnich "Zapiskach o modzie i stylu".Jestem najlepszą influencerką do współpracy :D. Dlaczego? Bo nawet wiele miesięcy (a często nawet lat) po zrealizowaniu działań reklamowych, ja dalej wracam do marek klientów i robię u nich zakupy :D. To znaczy, że jestem bardzo podatna na własną reklamę lub… pokazuję Wam tutaj tylko to, na co sama wydałabym swoje pieniądze. Sukienki zamówiłam od polskiej marki Louisse
Przeraża mnie świat, w którym dostęp do rzetelnej informacji będzie tylko i wyłącznie płatny, czyli przeznaczony do wąskiej grupy ludzi, którzy doceniają jej wartość. Pozostałe bezpłatne "fakty" będą kreowane przez tych, którzy chcą, abyśmy myśleli tak, a nie inaczej. Swoje wynagrodzenie otrzymają w inny, niewidoczny dla nas sposób. Ale na pewno nie będą tworzyć tych informacji w ramach wolontariatu. Dziś coraz trudniej jest przeciętnemu użytkownikowi ocenić kto "ukształtował" daną informację. Rzetelny dziennikarz? Algorytm Facebooka czy Instagrama? Marketingowiec jakiejś firmy? A może coraz dalej sięgające macki wrogich nam rządów? Wypuszczanie do internetu prawdziwych, zweryfikowanych informacji staje się po prostu nieopłacalne. Tutaj można przeczytać na ten temat ciekawy artykuł.  1. Ta marynarka wygląda dobrze ze wszystkim! // 2. Ciąg dalszy czerwcowych truskawkowych przygód. Zapach już czuć, patera czeka! // 3. Przepis na ten pyszny sernik truskawkowy znajdziecie tutaj. // 4. I dotarło też moje zamówienie z drugiej ręki. Nadeszły czasy, kiedy zakup rzeczy używanych może przynieść zdecydowanie więcej przyjemności niż zamówienie czegoś nowego. Bardzo mnie to cieszy. Ingrid Berg to świetny koncept, a ja przypominam Wam o La Ronde, w którym trwają teraz wyprzedaże. // 

Moje mieszkanie zamienia się dziś w studio. Mamy zlot czarownic i prawie cały nasz zespół MLE pracuje przy zdjęciach nowych produktów.

U nas w Trójmieście dziś prawdziwie plażowa pogoda, ale niestety mamy inne plany… Jak szybko skończymy to może uda się jeszcze wyrwać na godzinkę na słońcu!

Piękna jesień tego lata! Czy w końcu pogoda pozwoli nam pójść na plażę w klapkach, a nie w kaloszach? 

Pozwoli! Biegniemy tam skąd dobiega szum fal!

Niestety tutaj nikt mnie nie pyta, czy woda jest zimna. Mama ma wchodzić bez gadania. 

Uwielbiam, gdy jest upalnie i świeci słońce. Uwielbiam nasze wakacyjne przygody i kąpiele w morzu. Ale w lecie najbardziej lubię, gdy po całym dniu spędzonym na zewnątrz, przychodzi burza, a my docieramy do ciepłego domu. To pewnie jakiś ewolucyjny mechanizm, który w takich momentach delikatnie daje nam znać, że bezpieczne schronienie to coś, co powinnyśmy bardziej doceniać. 

Dwa kilogramy to idealna ilość na krótką rozmowę po powrocie z przedszkola. 

1. Naprawdę ciężko mi uwierzyć, że w miniony piątek zamknęłyśmy wiosenno-letnią kolekcję. Nasz Zespół dodatkowo zrobił wszystko, aby do sprzedaży wróciły Wasze ulubione modele. Jeśli więc coś Wam wykupiono sprzed nosa, to teraz warto ponownie zajrzeć. // 2. Skoro pogoda brzydka, to zabieram się za porządki w kuchennych szafkach! //

Bonjour Paris! Mamy na tym wyjeździe sporo spraw do załatwienia, ale na przyjemności też znajdzie się czas!

Prosto z lotniska (bo pokój hotelowy jeszcze niegotowy) ruszyliśmy w stronę naszego ulubionego miejsca – Jardin du Palais Royal. Po długiej podróży, bez makijażu i w niezbyt eleganckim wydaniu. Ale kto by się tym przejmował? W Paryżu nikt na to nie zwraca uwagi. Od wieków do tego miasta ściągali najwięksi dziwacy, nierozumiani artyści, cyrkowcy czy wyrzutki społeczeństwa i tu odnajdywali akceptację. To między innymi im zawdzięczamy to, że w Paryżu każdy może być sobą.

Buty, które są jak najwygodniejsza poduszka. To model od New Balance inspirowany latami 70-tymi. Znalezione oczywiście na GOTEM, bo u nich można kupić najfajniejsze klasyki, które często są wykupione. 

1. "Najpierw napiszemy listy do wszystkich, dobrze mamo?" // 2. Dachy Paryża. //Mamusiu czy ten sklep z zabawkami aby na pewno jest zamknięty?
Mamy już niemałą wprawę w tym, aby Paryż oczami dzieci był bardziej znośny. Kiedyś na blogu opublikowałam na ten temat długi artykuł. Jeśli więc macie jakieś wątpliwości czy pytania dotyczące podróży nad Sekwanę jako rodzic to polecam tę lekturęW Paryżu każdy sam musi znaleźć swój ulubiony lokal, w którym zostanie zlekceważony przez kelnera, naciągnięty na najdroższe frytki w życiu i pożałuje, że nie usiadł w knajpie na przeciwko. A wszystko po to, aby po latach wrócić w to samo miejsce i przeżyć to jeszcze raz ;). Oto moje typy!  (A tak całkiem serio – w tych miejscach było akurat bardzo fajnie albo po prostu odurzył mnie paryski nastrój ;))  1. Bistrot Le Champ de Mars 45 Av. de la Bourdonnais, 75007 Paris //  2. Cafe Kitsune Palais Royal 51 Gal de Montpensier, 75001 Paris // 3. L’Européen 21 bis Bd Diderot, 75012 Paris //  4. Le Café Marly (ale rezerwujcie tylko stoliki na zewnątrz!) 93 Rue de Rivoli, 75001 ParisOn chyba też potrzebuje małej kawy. W Paryżu nie da się zobaczyć wszystkiego "na raz". To znaczy, na pewno się da! Ale ile w nas później z tego zostanie to już inna sprawa. Na Muzeum Orsay, które mieści się w starym dworcu kolejowym, bezpiecznie jest przeznaczyć na to conajmniej pięć godzin. Dokładnie 150 lat temu, w 1874 roku impresjoniści zorganizowali swoją pierwszą wystawę, buntując się tym samym przeciwko akademizmowi i wywołując w Paryżu prawdziwy skandal. Myślę, że niejeden pasjonat sztuki marzył o tym, aby zobaczyć moment, w którym Claude Monet, Renoir, Degas i Paul Cézanne skrzykują się pewnego dnia i podejmują decyzję, aby mimo przeciwności pokazać światu swoje obrazy. Chwilę wcześniej wszystkie zostały odrzucone przez tradycyjny Salon Académie des Beaux-Arts, odbywający się corocznie w Luwrze, co – jak łatwo się domyślić – było dla tych malarzy trudnym do przełknięcia ciosem.

 Niezależni artyści nie nazywali się jeszcze wtedy impresjonistami, a swoje prace pokazali w zwykłej pracowni fotografa Nadara. Za to dziś odtworzona po latach „wystawa buntowników” przyciąga tłumy z całego świata. „Paryż 1874. Wymyśleć impresjonizm” można odwiedzać w Muzeum Orsay do 14 lipca. Był to pierwszy podpunkt na liście pod tytułem „Mój osobisty Paryż”, którą spisałam sobie jeszcze nim zaczęły u nas kwitnąć jabłonie.

"Południe – odpoczynek od pracy" Van Gogh'a. Artysta namalował ten obraz w Saint-Remy, a to z kolei miasteczko szczególnie bliskie mi i mojemu mężowi. Pewnie trudno wytłumaczyć dziś tym młodym ludziom, że pejzaż wschodzącego nad portem słońca wywołał kiedyś prawdziwy skandal. Czy w czasach, gdy na tik toku pokazuje się wszystko, coś może nas jeszcze szokować? Kim byliby dzisiejsi impresjoniści?  W ciemniejszych przestrzeniach muzeum umieszczono te dzieła sztuki, które są bardziej wrażliwe. A sekundę później pan się odwrócił i … jak myślicie? Uśmiechnął się czy nakrzyczał, że fotografuję bez pytania? ;) Zobaczyć ten obraz na żywo to podobne uczucie, jak spotkać Brada Pitta w Starbucksie ;). 
Kawa w muzealnej restauracji i godzina rozmowy z prawdziwym pasjonatem sztuki na wyłączność. Ale nam się trafiło!
 Mój paryski strój na rok 2024.24 000 kroków na koncie i zaraz idziemy dalej! Naprawdę niewiele butów jest tak ładnych i wygodnych, jak te od Kazara.Paryska czytelnia.Ach te odcienie żółci! Szykuje się kolejny piękny dzień.
Ależ ciężko było powstrzymać się od głośnego dopingu w trakcie meczu! Na szczęście Iga Świątek dała nam szansę, aby potem długo wiwatować, klaskać i krzyczeć „Polska górą!” :).

 1. Daję znać, że ta marynarka znów jest w sprzedaży. // 2. Roland Garros i słynny kort imienia Philippe’a Chatriera, na którym po raz czwarty triumfowała nasza rodaczka.

Ach… czyli to jest ten słynny "tennis core". ;)Wiele z Was pyta mnie w wiadomościach jak to możliwe, że kupujemy bilety akurat na mecze Igi. Heh… od trzech lat kupujemy bilety tylko na finał kobiet i po prostu gorąco wierzymy, że właśnie w tym finale ją zobaczymy. Póki co – trafiamy bezbłędnie. ;) Kasia Nadal we własnej osobie.    Seria plakatów promująca Rolanda Garrosa. Od 1980 roku organizatorzy turnieju corocznie zamawiają projekty u uznanych artystów.Przysięgam, że gdyby nie dzieci, w ogóle bym tu nie weszła! A może raczej nie wyszła? Dziewiątego czerwca mieliśmy tu jeden obowiązek do spełnienia. Kierunek Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej.Trgo dnia obchodziliśmy święto demokracji w całej Europie. A waga tych wyborów nabiera jeszcze innego znaczenia, gdy idzie się głosować za granicą. Ileż możliwości i wsparcia daje ta wspólnota – nie traktujmy tego, jak dobra danego raz na zawsze. Wiele Francuzów żyje dziś pewnie z taką myślą. Tylko silna i zjednoczona Europa poradzi sobie z zagrożeniami – tak było kiedyś i wierzę, że tak będzie też jutro. 1. Przypadkowy lokal w drodze z Ambasady, a projekt menu jak popis talentu jakiegoś znakomitego grafika. Drobiazg, ale jak miły dla oka. // 2. Głosowanie w Paryżu to niepowtarzalna okazja, aby obejrzeć od środka naszą Ambasadę. I spotkać wiele przemiłych Czytelniczek tego bloga :). Idealna koszula, którą z przyjemnością testowałam i… już nie oddałam. Pojawi się u nas w lipcu.Książka, którą warto zabrać na wycieczkę do trzech najważniejszych muzeów Paryża – i nie tylko.Czy tego dnia można było wybrać lepszy lokal?Za moimi plecami stoi wieża dworca kolejowego Gare de Lyon (no i mój mąż, którego zdradzają stopy). Mieliśmy zjeść kolację w słynnej Le Train Bleu, ale skończyliśmy naprzeciwko w „The European”. I dobrze się stało!Ja tu widzę kilka pięknych potencjalnych mydelniczek ;). „Paryż 2024. Impresja przy Placu Bastylii”Odrobina pragmatyzmu, którego za mało w internecie ;). Tak. Powroty z podróży zawsze oznaczają jedno – pranko. 1. Ten dodatek o dzieciach przeczytałam cały! // 2. Mam prawie 37 lat, a moje serce i tak bije mocniej gdy widzi to logo :). // 3.  Drobiazg, który zawsze pomaga mi przywrócić równowagę po podróży. Świeże kwiaty w domu mówią jedno – ktoś tu mieszka i codziennie dba o to miejsce.  // 4. I minutę później była już na głowie upartej pięciolatki.  // "Tryb goblina" czyli nieuprasowany t-shirt, związane włosy i trochę błota na stole.1. Niech Was nie zwiedzie to słońce za oknem. Wełniana marynarka Moniki może oznaczać tylko jedno – na zewnątrz mamy 10 stopni. // 2. Książka o tym, czego nie wiedzą wybitne osobistości. // 3. i 4. Tytuł może sugerować, że to jakaś niepoważna książka o jedzeniu w zgodzie z horoskopem i fazami księżyca. A "Dieta planetarna" autorstwa Katarzyny Błażejewskiej-Stuhr (dietetyczki) oraz Urszuli Minorczyk (miłośniczki zdrowego jedzenia), pokazuje sposoby na życie w zgodzie z naturą i poszanowaniem naturalnych zasobów naszej ziemi.

Takie powroty do przeszłości lubię najbardziej. Żałuję, że nie mogę tu wrzucić tych wszystkich nagrań z mojego telefonu, na których razem udajemy odgłosy zwierząt (Wy za to raczej nie musicie żałować ;)). Seria książeczek "Agugu", "Akuku" i "Gadu gadu", której autorką jest Anna Trawka (pedagog i logopeda) to perfekcja w każdym calu. Obrazki są piękne, co ważne podobają się nie tylko dorosłym, ale i dzieciom, na długo potrafią skupić ich uwagę i motywują do  wypowiadania słów, a później także krótkich wierszyków. Książka ze zdjęcia jest sprzedawana w potrójnej serii, tak aby wprowadzić kolejne wyzwania, gdy pierwsze sylaby zostaną już opanowane. Dziękuję autorce za ten piękny, wesoły (i głośny) czas przy czytaniu i za to, że chciało jej się wykonać tyle pracy, aby stworzyć coś wartościowego. 

Zestaw 3 książeczek – Agugu, Akuku, Gadu Gadu 

(dostawa na terenie Polski za darmo) 
Książki są oparte na wyrażeniach dźwiękonaśladowczych, które ułatwiają dzieciom naukę języka każde słowo użyte w książkach jest nieprzypadkowe – wszystkie wyrazy są z najbliższego otoczenia dziecka, a do tego wybrane tak, żeby były zgodne z rozwojem mowy: w pierwszej książce "Agugu" mamy samogłoski i krótkie słowa, w drugiej "Akuku" są to czasowniki, a w trzeciej znajdziemy popularne wierszyki, które mają pozytywny wpływ na rozwój mowy.  Pamiętam gdy ta starsza uczyła się z książeczek pierwszych słów. Dziś ma obok siebie pilną uczennicę, która chce dorównać starszej siostrze we wszystkim. Pokój dziecięcy – miejsce, do którego nie docierają zmartwienia dorosłych. Koń do osiodłania już na mnie czeka! 
Marynarka York – chyba mój ulubiony model w tym sezonie. Ma pudełkowy krój, pasuje do szortów, dżinsów, ale też długich sukienek, bo ma nietypową długość przed biodro, która nie obciąża sylwetki. No i materiał jest świetny – nawet wciśnięta do torby i obśliniona przez psa wygląda jak milion dolarów ;) . Podaję też link do mojej pasiastej torebki, a tu do okularów, o które tak często pytacie. Trochę ponad godzinę drogi od Trójmiasta. Mój raj na ziemi, czyli Pałac Ciekocinko.Statyw na ajfona. Rok powstania 3579 p.n.e.  Napiszę tylko, że lipiec w MLE będzie piękny i jak zwykle zadbamy o to, abyście miały się w co ubrać… Wy też zawsze bierzecie ze sobą kota na plażę, prawda?Te obrazy, które odsuwają od Ciebie wszystkie złe myśli.Moja ulubiona torebka, którą noszę ze sobą wszędzie tam, gdzie moje dziecko nie chce dojechać :D. 

"Kochanie, która moja?"

 On parzy. Ja piję. On jest skowronkiem, a ja sową, więc ten podział ról wydaje się dosyć logiczny :). W każdym razie – kawa tuż po przebudzeniu smakuje cudownie…

…a najlepiej, gdy jest to kawa pochodząca z ekologicznych upraw bez pestycydów, z najwyższej jakości ziaren. Od dłuższego czasu wybieram tę od Wild Hill Coffee i nie wiem co musiałoby się stać, abym wróciła do „zwykłej kawy”. Niestety (albo „stety”) im więcej się wie, tym trudniej przymykać oko na działania wielkich koncernów. Uprawa kawy stanowi obecnie jeden z głównych czynników wylesiania się Ziemi. Warto o tym pamiętać i przy wyborze kolejnej paczki zainteresować się tematem. Są kawy uprawiane w cywilizowanych warunkach (bez pracy dzieci), przy zrównoważonej gospodarce wodnej i w miejscach, w których powstanie plantacji nie wymagało wycinki lasu. Istnieją plantacje, gdzie uprawa ma stanowić – obok oczywiście źródła nasion kawy – ostoję dla niektórych zwierząt i sposób na zróżnicowanie lokalnej farmy i flory. Kawy spełniające te warunki są dostępne m.in. pod polską marką Wild Hill Coffee. Dzielę się dziś z Wami kodem rabatowym dającym 10% zniżki na zakupy w ich sklepie. W podsumowaniu zakupów wpiszcie kod KT10 (kod działa do końca lipca). Spróbujcie, poczytajcie – myślę, że nie będziecie żałować.  Marka Wild Hill Coffee wprowadziła do swojego asortymentu dwie nowe kawy idealne do ekspresu lub kawiarki. Pierwsza z nich to "Południowy wiatr Araponga" czyli propozycja dla tych, którzy wolą bardziej brazyliskie smaki. Przeplatają się w niej aromatyczne nuty czekolady, prażonych orzechów laskowych i winogron. Jest to 100% Arabica z ekologicznej plantacji rodzinnej rozciągającej się na malowniczych wzgórzach niedaleko Araponga w regiionie Minas Gerais. Doskonała jako klasyczne espresso lub z dodatkiem mleka. Kolejna nowość to "Pocałunek Słońca w Jaen" – jest to organiczna kawa specialy z regionu Cajamarca w Peru, 100% Arabica. W smaku jest wyczuwalna delikatna mleczna czekolada i soczysta mandarynka. 
Moje ulubione kubki do kawy. Każdy ma inne przeznaczenie. W jednym piję kawę tylko w weekendy, inne są do "pierwszej dużej", a inne do  "drugiej małej". Jak już wspominałam w tym wpisie – okazji do opalania w czerwcu było niewiele. Za to tego spray'u używałam co drugi dzień – przypadek? Nie sądzę ;). Właściwie to związek między jednym i drugim jest bardzo silny, bo…… to spray, a raczej mgiełka Summer Skin od Say Hi, która pozwala oszukać pogodę i stworzyć opaleniznę z niczego. I do tego NAPRAWDĘ nie pachnie jak samoopalacz. Jest silnie antyoksydacyjn i posiada rozświetlające mikropigmenty. Jej formuła na bazie wody z klementynki nawilża, odżywia i chroni przed wolnymi rodnikami. Nie pozostawia plam na ubraniach i ma lekki orzeźwiający, cytrusowy zapach. Marka chciałaby podzielić się z Wami kodem rabatowym, który daje 20% zniżki na zakupy w Say Hi (kod nie dotyczy zestawów, które i tak są w atrakcyjnych cenach).  Wystarczy, że w podsumowaniu zakupów wpiszecie hasło MLE20 a z kodu możecie korzystać do końca lipca. naturalna opalenizna / cruelty free / 98% naturalnych składników / bezpieczna dla kobiet w ciąży / vegan friendly / 109 zł 

Weekend się kończy, więc przyjezdni z Sopotu wyjeżdzają, a inni wracają. Te wszystkie podróże były super, ale cieszę się zawsze na moje powroty w stronę morza. 

Za nami najdłuższy dzień w roku. 

Ja mówię, że wracamy, a one krzyczą, że czekamy na prawdziwy huragan. Zamiłowanie do wiatru mają we krwi! Rosną nam prawdziwe wilki morskie.

Pamiętajcie, że ten idealny widok morza, który funduję Wam na koniec nie zawsze oznacza, że wszystko wokoło też takie jest. To co widzicie tutaj to jakiś „mikrowycinek” mojej codzienności – minione tygodnie to przede wszystkim bardzo wytężona praca nad MLE, no i typowa rutyna mamy dwójki przedszkolaków – doceniam każdy dzień, ale nie każdy wygląda jak na Instagramie. Za telefon, zdjęcia i nagrywanie sięgam wtedy, gdy mam trochę luzu, a to z kolei sprawia, że widzicie tu trochę zakłamany sielankowy obraz – po prostu gdy jesteśmy w rozsypce i niedoczasie raczej nikt nas wtedy nie nagrywa ;). To dopiero byłoby dziwne! Pamiętajcie o tym, gdy ktoś pokazuje Wam życie bez wad. Spokojnego wieczoru Moje Drogie Czytelniczki. Kimkolwiek jesteście, gdziekolwiek żyjecie – miło mi, że wciąż znajdujecie czas, aby tu zajrzeć. 

 

*  *  *

 

Last Month

Wpis powstał we współpracy z marką Senelle, Farmina, Bobux, Volvo i Uvok. 
 

  Jest taki obraz o nazwie „Słońce majowe”. Namalował je ponad sto lat temu polski malarz – Józef Mehoffer. Widać na nim wyjście do ogrodu, stół zastawiony dwiema filiżankami, promienie słońca wpadające przez otwarte okno i obsypany kwiatami bez (Matko Święta! Lilak, a nie bez! Czy już mnie gonią z widłami za tę botaniczną zbrodnię? ;)). Gdy patrzę sobie na to słynne dzieło, to myślę przede wszystkim o tym, jak szczęśliwy musiał być sam malarz, gdy uczestniczył w tej pięknej i jednocześnie zwyczajnej scenie, którą później postanowił uwiecznić. Pewnie parę razy przeklął pod nosem, gdy pogoda zdążyła się już zepsuć, a on dalej z pędzlem przy nosie musiał malować pachnące róże. Albo gdy wieczorami lampa oliwna była jego jedynym światłem, a on musiał odwzorować blask popołudniowego słońca. My widzimy sielankę, ale zapewne była ona okupiona dziesiątkami godzin skupienia i niejedną artystyczną frustracją.  

   Mam nadzieję, że mijający maj dał Wam chociaż jedną taką miłą scenę jak w tym obrazie, którą możecie teraz powspominać. Spacer po bezdrożach przed zachodem słońca, rodzinny obiad na świeżym powietrzu, bujanie się na hamaku czy układanie bukietów z polnych kwiatów. I że to dzisiejsze zestawienie pomoże Wam do tych chwil wrócić. 

1. Dla małych myszek. // 2. Dla mamy, czyli dla mnie! Ten uroczy kubek znalazłam w polskiem sklepie LuiStore. 

Liczba zapytań o te poduszki to chyba najlepszy dowód na to, że mimo usilnych starań sieciówki jeszcze całkiem nami nie zawładnęły. Kupiłam je w malutkim sklepiku w Biarritz, a ta para to tancerze – symbol tego miasta. Szkoła baletowa w Biarritz stworzyła swój własny niepowtarzalny styl tańca, który łączy balet klasyczny i taniec nowoczesny (tutaj możcie zobaczyć jak to wygląda na scenie). Poduszki kupiłam mojej kochanej teściowej jako pamiątkę z podróży… ale jakoś się tak złożyło, że jeszcze do niej nie dotarły ;). 

1. Dzień dobry w ten zwyczajny i jednocześnie idealny piątkowy poranek! // 2. Albo mi się wydaje, albo jedna z poduszek wygląda dokładnie jak Portos… //

Wraz z wiekiem widzę, że „idealny poranek” oznacza dla mnie właściwie to samo co „całkiem zwyczajny poranek”. Bez niespodziewanych alarmów, spóźnienia, według nieskomplikowanej rutyny, która dobrze nastraja mnie na resztę dnia. W maju są one jakoś milsze, bo słońce budzi mnie zawsze o ten kwadrans wcześniej i nagle na wszystko mogę znaleźć czas. Jak powszechnie wiadomo – pięć minut rano, to jak godzina po południu!

I kolejna odsłona porannego menu. Dla mnie i męża tylko kawa (od zawsze jem późne śniadanie i wtedy czuję się najlepiej).

A teraz mała retrospekcja i powrót do naszej wyprawy. Kierunek: południe. Cel: materiały dla nowej kolekcji MLE. Drużyna: cztery kobiety i ani jednego "bombelka". Zagrożenie: węże, skorpiony, brak kawy i manualna skrzynia biegów. 

1. Na drugi dzień znalazłyśmy w jednej z szuflad kawiarkę – jesteśmy uratowane! // 2. W moim domu za oknem zaczyna kwitnąć bez, za to tutaj wita mnie wielka opuncja.

Lecce. Wrócę tu na pewno!

1. "Gentle Living" czyli niezawodne wydawnictwo Monocle. Ten sweter niestety już się w MLE wyprzedał… // 2. To będzie najpiękniejszy dzień w pracy w tym roku! // 3. Gaj oliwny zamiast garażu. Dla mnie ok! // 4. Zwinęłam jeden z naszych projektów po zdjęciach! Dostępny już w czerwcu! // 

Bukiet okupiony spotkaniem z nieznanymi owadami i jaszczurkami.

Ja parzę kawę. Asia przyrządza swoje "superfoods".

I jest Ola! Nasz zespół w MLE jest najlepszy! Bardzo jestem szczęśliwa, że pracuję na co dzień z fajnymi dziewczynami o dobrych sercach. Ileż to ułatwia potem w życiu, gdy patrzycie na najważniejsze rzeczy w ten sam sposób! (Wszystkie jesteśmy ubrane w MLE, ale uprzedzając pytania o dodatki – torebkę znajdziecie tutaj, natomiast okulary tutaj). 

Tę sukienkę zabieram na wakacje. W sprzedaży pojawi się już w ten piątek, razem z wyczekiwaną przez Was satynową spódnicą. 

A propos mojego artykułu o pakowaniu: najważniejsze to zawsze brać ze sobą cieplejsze buty. Albo… skarpetki idealnie pasujące do klapek. Same zdecydujcie. :D 

Wyglądałyśmy tu pewnie jak cztery turystki i trochę też się tak czułyśmy. Tworzenie marki odzieżowej wygląda z boku jak praca marzeń, ale takie sesyjne wyjazdy to zbieranie śmietanki po kilku tygodniach planowania, niepowodzeń i nerwów, których branża modowa dostarcza nieustannie. Ja to uwielbiam, ale Ola z Moniką były chyba po powrocie trochę zmęczone ;). 

Południowe Włochy mają niewątpliwie swój urok, ale pomagają także docenić naszą Polskę. ;) Jeśli szukacie odosobnienia, ucieczki od cywilizacji i prawdziwego włoskiego luzu, to będziecie zachwyceni (ale jeśli macie do zrealizowania jakiś projekt, a Wasz plan jest napięty i wymaga dobrej logistyki to na pewno trzeba się przygotować na niespodzianki…).

Wiele, wiele godzin później wróciłyśmy do naszej noclegowni. Jedyna restauracja w okolicy (tj. jakieś 50 km stąd) jest full. Pozostał nam więc supermarket i nasze umiejętności kulinarne. Na szczęście jest z nami Ola z Przytulnego Zakątka, więc będzie dobrze. Cały przepis na makaron z pistacjowym pesto znajdziecie tutaj

Krótka historia powstania Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. A my poszliśmy na koncert muzyki filmowej. 

Noc Muzeów w Warszawie to było coś! Ale zaczęłyśmy od baby ziemiaczanej w restauracji @theeaterywarsaw

Co robią rodzice, gdy wyrwą się we dwoje na kolację? Gadają o dzieciach – wiadomo! Moje córeczki, tata i… mama. Kochanie, naprawdę tak mnie widzisz? :D

 Za siedem minut zamykają! Biegniemy! 

Zdążyliśmy! Łazienki w Noc Muzeów też były otwarte. A w KPRM podobno straszył sam premier. ;) 

Mirror selfie. 

Królewska Galeria Rzeźby Stanisława Augusta na co dzień jest zamknięta dla zwiedzających, ale w Noc Muzeów zrobiono wyjątek. 

A teraz czeka nas długi spacer powrotny, wśród licealistów i studentów. Będziemy udawać jednych z nich! :)

Po prawie trzech latach od drugiego porodu i pięć lat po pierwszym wracam do swoich starych pasji. Na początek raz w tygodniu wystarczy ;). 

W naszym domu każdy czeka na swojego ulubionego pana kuriera ;). A Portos nie jest łatwym psem jeśli chodzi o dietę. To znaczy – zjadłby wszystko (ma na swoim koncie już między innymi trutkę na szczury i piłkę pingpongową), ale pod względem karmy jest bardzo wrażliwy, dlatego od lat stawiamy na jedną markę. Farmina współpracuje z Uniwersytetem Fryderyka II w Neapolu (Wydział Żywienia Zwierząt), powstał nawet zespół Farmina Vet Research, którego celem jest opracowywanie nowych formuł na podstawie najnowszych odkryć naukowych. Znamienitym przykładem tego mogą być badania pokazujące ogromne znaczenie żywienia karmą o niskim indeksie glikemicznym w celu zapobiegania wystąpienia otyłości i cukrzycy. W ofercie można znaleźć karmy dla alergików i o różnym składzie (Portos nie może jeść mięsa kurczaka i kaczki). Na stronie Farmina możecie skorzystać z konsultacji żywieniowej i doradzić się w sprawie karmy dla naszego pupila (zarówno dla psa jak i kota). A jeśli, tak jak ja, kupujecie Farminę "od szczeniaka" to na pewno już wertujecie tekst w poszukiwaniu kodu! Wpiszcie Kasia25 a dostaniecie aż 25% rabtu na zakupy (ważny do końca wakacji 31.08). 

Tutaj macie link do zgłoszenia na konsultację żywieniową dla swojego pupila. Dietetyk przedstawi Wam plan żywieniowy dla Waszego pieska i pomoże dobrać odpowiednią dla niego karmę. 

Gdy Asia wpada do Ciebie w pośpiechu, a Ty szybko robisz zdjęcie, aby kolejnego dnia skopiować jej strój od A do Z :D. Ten top to oczywiście MLE

Kolczyki ze zdjęcia znajdziecie tutaj. Promocja na -20% na drugą sztukę biżuterii, wciąż trwa! ;) Wystarczy, że użyjecie kodu WIOSNA. A porcelanowa rączka to dzieło polskiej artystki pod marką Maison Fragile. 

 Podobno istnieją dwa rodzaje fachowców. Pierwszy to ten, który mówi, że "nie da rady". Drugi mówi, że "wszystko da radę", ale później okazuje się, że jednak nic nie wygląda, tak jak miało wyglądać. Ale ja wiem, że jest jeszcze trzecia kategoria, która mówi, że da radę, wykonuje projekt idealnie, szuka niekonwencjonalnych rozwiązań i jeszcze trzyma się terminu. Serio. Jeśli szykuje się Wam remont, albo chcecie zmienić blaty w kuchni czy gdziekolwiek w domu wykorzystać naturalny kamień/marmur to zapiszcie sobie profil @e_stone_pl

Dziś, poza stukaniem w klawiatury, towarzyszy nam od rana zdecydowanie głośniejsze stukanie związane z kolejnym etapem remontu. W sumie, nie wiem, czy się żalę czy cieszę – chyba jednak to pierwsze! A zresztą odkąd mamy już w końcu stół, to na nic w mieszkaniu nie należy narzekać.

Domowe biuro i spotkanie z Moniką, która zawsze wygląda jakby wyszła z żurnala.Spakowani? To zamieniamy biurko na trawę i będziemy pracować na łonie natury. 

Pałac Ciekocinko. ​Stary majątek ziemski. Na szczęście ktoś postanowił ocalić to miejsce od zapomnienia.

Obliczyłam, że mój kask jeździecki ma 23 lata. Pamiętam dokładnie jak dostałam go na czternaste urodziny. Odpadła już od niego jedna kokardka i przede wszystkim nie leży idealnie na mojej głowie, więc myślę, że zasłużyłam na coś nowego! No i czarno widzę pracę łydek w moich kaloszach. Jeśli znacie jakieś fajne marki z klasycznymi ubraniami do jazdy konnej, to będę wdzięczna za polecenie! 

Idealne miejsce dla wszystkich fanów Downton Abbey. 

1. A myślałam, że to ja jestem niewolnicą detali ;). 2. Jak wiadomo "kiepskiej baletnicy nawet rąbek spódnicy…" – więc zamiast narzekać na kalosze będę zdyscyplinowaną`uczennicą. 

Hamak usypia najlepiej i zwykle niespodziewanie. Na zdjęciu widzicie skórzane sandałki, które kolejny rok z rzędu zamówiłam moim dzieciom, bo są najlepsze. Buty Bobux są idealne także dla tych maluchów, które właśnie zaczynają chodzić (wiem, że zamawiają je nawet moje koleżanki fizjoterapeutki ;)). Dla wszystkich mam, które dbają o stopy maluchów: na hasło KASIA24 dostaniecie zniżkę 20% w terminie 30.05- 08.06.2024.

Jestem w niebie. 

Czas się przekonać czy nadal umiem sama osiodłać konia. Zachciało mi się Yellowstone, to mam! 

Ktoś się obudził!Berek! Mama przegrywa, bo po jeździe ledwie chodzi! Pierwszy galop w sezonie na drugi dzień zawsze boli ;).Dojechali kolejni przyjaciele z Trójmiasta! A wieczorem będzie nasz jeszcze więcej!Moją niezawodną bluzę znajdziecie tutaj (jeansy to natomiast Arket a buty to trampki Superga). A ta mała panienka nie zgodziła się ściągnąć sukienki…Ten model to Bobux Compass Caramel (są też opcje dla starszych dzieci).Od dawna widać, że ze mnie jest raczej stęskniona za sielską naturą dziewczyna, niż bywalczyni warszawskich salonów ;).Muzyka na żywo i spadające gwiazdy. Mówimy dobranoc naszym kolegom i idziemy… się jeszcze przejść!Ktoś krzyknie „dzieci będą dobrze spały” za 3,2,1… Aby do "randomowego" tygodnia wpleść trochę wakacyjnego nastroju trzeba konkretów. I kilka z nich mam zamiar Wam zafundować – może pomogą też  Wam? Zapraszam do lektury tego wpisu i moich poleceń! Pierwsze ciepłe wieczory w Sopocie. Piątkowe popołudnie. Jedni szykują się na imprezę, a inni… włączają tryb goblina, nakładają maseczkę i nadrabiają zaległości z całego tygodnia. 

Ale ta maseczka jest nie tylko dla goblinów ;). W gruncie rzeczy sprawdzi się świetnie właśnie wtedy, gdy planujemy wielkie wyjście, bo po jej użyciu skóra od razu wygląda młodziej i ładniej. Maska do twarzy Senelle to bogata, naturalna maska liftingująca z efektem GLOW. Wyrównuje koloryt, wygłada, ujędrnia, poprawia napięcie skóry, zmniejsza widoczność zmarszczek. Klikając w ten link otrzymacie 20% na wszystko oraz niespodzianki w zamówieniu (możecie również wpisać kod "mle" przy składaniu zamówienia, ale w linku obok nalicza się on automatycznie). 

A to moja dodatkowa ochrona przeciw wolnym rodnikom ;). I kolejny rozdział książki "Oczy Mony". Ostatnie poranne minuty. Lada moment idę odstawić młodzież do przedszkola i potem wpadam w wir pracy. Przez ostatnie dwa dni pisałam artykuł i teraz boję się nawet zerknąć na mejla… Odkryłam ostatnio, że ponad 80% zdjęć w moim telefonie, zrobionych jest przed godziną ósmą rano i po siedemnastej – niech sama ta statystyka da Wam obraz tego, jak bardzo wybiórcze są te beztroskie momenty, jak wiele z codziennego życia nie pokazują i z jakim dystansem trzeba do nich podchodzić. Lilak! Czego nie zrozumiałaś?!Poniedziałek. Cały ten komplet dresowy będzie w piątek znowu dostępny :). Moja nowa playlista "Lato w biurze MLE 2024". Słuchanie jej w moim Volvo to prawdziwa przyjemność! XC90 to jeden z tych modeli samochodów, w których można wykorzystać głośniki Bowers&WilkinsTego dnia było w naszym biurze MLE wielkie zamieszanie. I to nie tylko dlatego, że zabrakło kawy. ;) Miałyśmy w magazynie mnóstwo zamówień i dosłownie nie wiedziałyśmy, w co ręce włożyć. (Ta piękna tapicerka to także Volvo!).
Przegląd dziecięcych letnich sukienek… Połowa za mała na tę starszą, a druga połowa za duża na tę młodszą :).  Praca skończona i aż żal siedzieć w domu. Pakujemy się na plażę. Gdy powoli dochodzi do Ciebie, że idzie lato… Na Instagramie mnóstwo z Was pytało o ten przenośny leżak – to Zara Home. :).Nasze okulary dla dzieci są od UVOK.pl marki Olivio&Co (my mamy pomarańczowe i niebieskie). Chronią wzrok przed promieniowaniem ultrafioletowym, pochłaniając promieniowanie UVA, UVB i UVC dzięki zastosowaniu filtra UV400, którego obecność jest potwierdzona badaniami (znajdziecie je tutaj). To także produkty, które spełniają najwyższe normy bezpieczeństwa, potwierdzone certyfikatami EN ISO 12312-1:2013/A1:2015, (EU)2016/425, US ANSI Z80.3:2015, AS/NZS 1067:2003+AMDT. No i są elastyczne więc naprawdę trudno je uszkodzić. Ok, pierwsza kąpiel w zatoce odhaczona! Odwieczny konflikt interesów – ja najchętniej wzięłabym na plażę tylko łopatkę, a one domek dla lalek i wszystkie pluszaki. ​A jeśli chodzi o okularki dla dzieci to lepiej, aby nie patrzeć na nie jak na zabawki. Oczywiście mogą być kolorowe i ładne, ale niech będą też porządne. Te od UVOK.pl chronią oczy już od najmłodszych lat. Jeśli chciałbyście sprawdzić mój wybór to z kodem EASIER24 otrzymacie rabat na 20% w terminie 30.05-16.06.2024.Czyżby ta sama farba z Rossmanna? :DGdy mieszkasz nad morzem, plaża jest dla Ciebie tym, czym park w nienadmorskiem mieście.Morskie kolaże.
Połów. Wkładam do kieszeni. Pewnie znajdę je gdzieś w październiku, jak zagubioną pocztówkę z wakacji.

Wracamy do domu. Mam piasek nawet w uszach. Dziękuję Wam za obecność i mam nadzieję, że cudownie spędzicie ten nieco dłuższy weekend!

 

* * *

 

 

 

 

Nie lubię lata, bo uświadamia mi, że zaniedbałam siebie – majowe umilacze czyli kilka sposobów, aby ekstremalnie szybko przywrócić wakacyjny „vibe” w głowie

Wpis powstał we współpracy z marką Azure Tan, Veoli Botanica i Awesome Cosmetics. 

 

  Trochę w tym tytule przesadziłam, ale gdy wszyscy na około cieszą się już na lato, ja odczuwam gdzieś pod skórą napięcie, że to już, lada moment. Nim się obejrzę przyjdzie czas rozprężenia, na który nie jestem gotowa. Tyle jeszcze spraw do załatwienia, tyle miałam zrobić, aby to lato było fajniejsze, no i ja miałam być już ciut inną osobą, gdy nadejdzie. Wysportowaną, opaloną i zrelaksowaną, bez listy zadań do wykonania, która z każdym dniem jest coraz dłuższa.

  Jestem mistrzynią w jesiennym „trybie goblina” czyli chowaniu się w swojej norce gdy przychodzi jesień, wynajdywaniu świątecznego nastroju i tak dalej. Ale z latem jest inaczej. Im bliżej do Nocy Świętojańskiej, tym częściej muszę walczyć ze swoją neurotyczną naturą, która podpowiada mi, że „aby móc cieszyć się letnim czasem, musisz jeszcze zrobić to, to i to”. Dokończyć remont porzucony na finiszu, zamknąć projekt, który zaczęłam trzy miesiące temu i w połowie zorientowałam się, że chyba nie dam rady go ciągnąć, jeśli chcę mieć tyle czasu dla rodziny, ile potrzebuję. Nie wspominając już o masie innych rzeczy, które udowadniają, że prokrastynacja to moje drugie imię.

  Według profesora Jarosława Michałowskiego (za „Wysokie obcasy”), psychologa i terapeuty, takie zachowania mogą wynikać z nieadaptacyjnego perfekcjonizmu, czyli „perfekcjonizmu podszytego niewiarą we własne możliwości. Jeśli nie zrobię czegoś perfekcyjnie, to poniosę porażkę. A że trudno o perfekcję, to ociągamy się z działaniem. Takie są przyczyny o podłożu psychologicznym”. Odkładamy coś „na potem”, które nigdy nie następuje, a my wciąż mamy poczucie, że nie zasłużyłyśmy na nagrodę i odpoczynek, no bo nie wykonałyśmy założonego planu. Inna sprawa, że gdy inni cieszą się z długich letnich wieczorów, hamaka i słodkiego lenistwa, my, kobiety, wciąż zastanawiamy się co można by było zrobić, aby wszystkim wokoło było jeszcze milej. Chcemy być idealne i idealnie wywiązywać się ze swoich obowiązków, bo od tysiącleci stawiano nam poprzeczkę bardzo wysoko.  

Przechodząc do meritum – chciałabym poczuć wakacyjny klimat już teraz, będąc nadal tą samą „ja” – trochę zdenerwowaną, martwiącą się na zapas, bez idealnych nóg i perspektywy dwóch tygodni na Malediwach. Typowe blogowe „pitu pitu” powinno się teraz rozpocząć od stwierdzenia, że wszystko jest w naszej głowie, ale uważam, że to tylko po części prawda. Aby do „randomowego” tygodnia wpleść trochę wakacyjnego nastroju trzeba konkretów. I kilka z nich mam zamiar Wam zafundować – może pomogą też Wam?

zestaw z muślinowej bawełny – MLE (dostępny na przełomie maja i czerwca)

 

1. Cykady, fortepian i szum fal.

  Zacznijmy od muzyki. Specjalnie dla moich Czytelniczek stworzyłam zupełnie nową playlistę na lato. Wiem, jak wiele z Was zapisało sobie moje poprzednie propozycje i cieszę się, że utwory, które tak pozytywnie działały na mnie w ciągu różnych pór roku, Wam też sprawiły przyjemność. „Lato w biurze MLE 2024” to blisko półtorej godziny muzyki, która w subtelny sposób doda do Waszej codzienności odrobinę letniej świeżości. Mam nadzieję, że gdziekolwiek będziecie jej słuchać, poczujecie się jak na pikniku w oliwnym gaju.   

"Lato w biurze MLE" 

 

2. Galette z brzoskwiniami.  

  Zadbałyśmy już o zmysł słuchu, teraz czas na smak. Zauważyłyście, że gdy rozmarzymy się na temat danej pory roku, zwykle wymieniamy to, co najbardziej lubimy wtedy jeść? „Wyjedziemy na wakacje i znów zjem tę pyszną włoską burratę” albo „zimą uwielbiam zapach gorących jabłek z cynamonem i wanilią”. Kilka tygodni temu niejedna z nas pewnie rzuciła, że „już nie może się doczekać szparagów z jajkiem sadzonym”, ale w przypadku lata ta lista jest chyba najdłuższa ze wszystkich. To czas obfitości i świeżości, a plony, które przynosi potrafi ożywić w nas najpiękniejsze wspomnienia. Wystarczy jeden kawałek ciasta z owocami polanego odrobiną śmietany, aby przenieść się na chwilę do sielskich obrazów, jak z Pana Tadeusza. Swoją drogą, ten przepis wygląda trochę jak wyciągnięty z jakiegoś dzieła epoki Romantyzmu. A smakuje jak poezja! Znalazłam go kiedyś u Rozkosznego i pokochałam za to idealne, kruche ciasto – mówię Wam, że już zawsze będziecie je chciały robić z tego przepisu.

PROSTE LISTKUJĄCE KRUCHE CIASTO Z OWOCAMI OD ROZKOSZNEGO

Skład:

na ciasto:

1 szklanka, plus dwie łyżki (150 g) mąki pszennej

1 łyżeczka cukru

¼ łyżeczki soli morskiej drobnoziarnistej

100 g zimnego masła, pokrojonego na małe kawałki

120 g serka kremowego typu Philadelphia

na wypełnienie:

dowolne owoce około 750 g (ja wybrałam brzoskwinie) 

100 g cukru pudru 

sok z ½ cytryny

szczypta soli

1 łyżka mąki ziemniaczanej

ziarenka z 1 laski wanilii (lub 1 łyżka ekstraktu, lub 1 cukier waniliowy)

1 łyżki bułki tartej

1 jajko, roztrzepane

cukier do posypania, najlepiej gruboziarnisty

śmietana lub lody do podania

A oto jak to zrobić: 

Wszystkie składniki na ciasto włóż do misy robota kuchennego. Możesz też zagnieść ciasto ręcznie. Uformuj dysk, spłaszcz go i owiń folią spożywczą. Wstaw do lodówki na godzinę lub 20 minut do zamrażarki, jeśli bardzo, ale to bardzo Ci się śpieszy. W międzyczasie przygotuj owoce. Owoce odpestkuj i pokrój na plasterki, dodaj 100 g cukru, skrop sokiem z cytryny, dodaj szczyptę soli, wanilię i mąkę ziemniaczaną. Odstaw na min. 30 minut, aż owoce puszczą sok. Sok przelej do garnuszka, zagotuj. Gotuj na małym ogniu, często mieszając, aż zgęstnieje na rzadki kisiel, około 3 minuty. Wymieszaj powstałą glazurę z owocami. Odstaw do całkowitego wystygnięcia. W międzyczasie rozgrzej piekarnik do 220 stopni Celsjusza (góra-dół). Galette wraz z papierem zsuń z talerza na blachę. Posmaruj boki roztrzepanym jajkiem i posyp cukrem, najlepiej gruboziarnistym. Piecz około 25 – 30 minut, aż spód i boki będą mocno zarumienione. Jeśli wierzch zacznie się zbyt szybko przypiekać, przykryj go folią aluminiową. Wystudź na blaszce. Zjedz koniecznie z lodami lub bitą śmietaną. Galette najlepiej smakuje w dzień wypiekania, ale raczej ma małe szansę przetrwać dłużej. 

3. Jak pachnie lato na naszej skórze?

  Sporo z Was pyta mnie w komentarzach o perfumeryjne polecenia, a ja, jak stara nudziara, od lat odpowiadam, że tylko Chanel 5, ale w tym sezonie trochę zaszalałam. Poniżej kilka moich wakacyjnych wyborów, a w nich zapach piasku i morza zamknięty w olejku, próba zamknięcia nastroju pewnego zdjęcia w butelce i coś, co będziecie mogły dzielić z Waszą drugą połówką. 

– L'APÉRO sea, sud & sun (maleństwo, które zmieści się do kopertówki)

Oplotka FUMÉE

Byredo 1996 

Chanel PREMIERE (odświeżona wersja kultowego zapachu)

Książki pokazane na zdjęciu to (od góry): "Provence Glory"  Francois Simon // "Sztuka podróży" Travelicious // "Great Escapes Europe" Angelika Taschen // "Chateau Life" Jane Webster, Robyn Lea // 

 

4. Podróże małe i… te jeszcze mniejsze.

  „Ten kto za dzieciaka opanował sztukę szukania przygód na podwórku tuż za domem, ten w dorosłości będzie potrafił odnaleźć radość w najprostszych rzeczach” – ktoś mądry powiedział mi to kiedyś, gdy jako mała dziewczynka, bawiłam się piątą godzinę na trzepaku. Dziś doskonale wiem, co miał na myśli. Te najcudowniejsze wakacyjne wspomnienia nie zależą zwykle od celu naszej podróży – nawet jeśli ten jest piękny i odległy – ale od pracy jaką włożymy w czas, który został nam dany. Tak, pracy, bo delektowanie się otoczeniem jest sztuką, której niektórzy nie opanują nawet w pięciogwiazdkowym hotelu na Lazurowym Wybrzeżu.

 Według ekspertów tegoroczne wakacje staną pod znakiem lokalnego odkrywania – chodzi o minimum stresu związanego z podróżą, a maksimum powolnego doświadczania. Chociaż przeglądając te piękne albumy, które widzicie na zdjęciu powyżej, można zacząć marzyć o Prowansji i Capri, to szybciej poczuję ten wakacyjny „vibe” gdy zaplanuję na sobotę wycieczkę rowerową. Mniej stresu, a dla dzieci dmuchanie dmuchawców to i tak najlepsza zabawa pod słońcem. 

Kosmetyki od tej polskiej marki używam już od października zeszłego roku. Awesome Cosmetics jest pierwszą i polską marką, która w swoich kosmetykach stosuje hypskin. Jest to bioaktywna substancja naturalnego pochodzenia, pozyskiwana jest z ekstraktu z rzadkiej odmiany alg morskich. Badania producenta substancji pokazują, że działanie 1% hypskinu może być porównywalne do działania 0,3% retinolu. Marka o wszystkich składnikach rzetelnie informuje klientki w imię idei: transparentność to podstawa budowania dobrych relacji, dlatego poza informacją o tym, że dany kosmetyk posiada na przykład ponad 98% substancji naturalnych, zawsze dostajemy także informację o tym, co składa się na te 2% i dlaczego ich wykorzystanie okazało się lepsze od naturalnych zamienników.

 

5. Hej! Nie czekaj na hotelowe SPA. 

  Przychodzi wieczór, a na ścianach mojej łazienki wciąż tańczą promienie zachodzącego słońca. To detale, ale czasem wystarczą, aby zamienić codzienne czynności w przyjemne chwile dla siebie. Wykorzystuję więc te kilka dodatkowych minut w dziennym świetle, aby przyjrzeć się swojej skórze, przewertować łazienkową szafkę i na spokojnie zastanowić się, które z kosmetyków mi służą, a o których lepiej zapomnieć… i Wam nie polecać (to, że tak często widzicie u mnie te same marki wynika z tego, że większość nowych ofert odrzucam po przetestowaniu – niestety nie wszystkie popularne kosmetyki po przeanalizowaniu składów są warte naszych pieniędzy). Moja letnia kosmetyczka przedstawia się w ten sposób:

  Awesome Cosmetics – zamiast ekspresowej pielęgnacji (mycie i krem) dodam jeszcze coś, tak aby pielęgnacja była szersza. Seria Hydro Feeling to kompletna pielęgnacja – od oczyszczania przez tonizowanie, nawilżanie i odżywianie. W jej skład wchodzi żel do mycia twarzy, esencja tonizująca, serum i krem. Esencja tonizująca to też świetny produkt na przykład w długą podróż, gdy chcemy dać naszej skórze odrobinę wytchnienia, ale bez dotykania jej palcami. „W każdym kosmetyku łączymy wiele składników aktywnych w naprawdę dużych stężeniach. Zamiast zrobienia z takiej mieszanki trzech kremów, my stawiamy na jeden o wyjątkowo bogatym wnętrzu.” – mówią twórcy marki. Z kodem rabatowym o treści KASIA20 otrzymacie 20% rabatu na cały asortyment w Awesome Cosmetics (kod działa do 26 maja).

  Veoli Botanica – do mojej kosmetyczki wróciło w końcu serum pod oczy, które przez jakiś czas było wyprzedane, ale teraz znów można je kupić. Mówię Wam, że gdy raz go spróbujecie ciężko będzie Wam się  z nim rozstać. Niweluje cienie, oznaki zmęczenia i nie odkłada się w zmarszczkach. Po prostu hit! A skoro to wpis między innymi o letniej pielęgnacji, to nie mogę zapomnieć o filtrze – i Wy też proszę nie zapominajcie. Wyrzućcie kosmetyki przeciwsłoneczne z poprzedniego sezonu – nie nadają się już do uzytku. Na opakowaniach kosmetyków jest oznaczenie w postaci rysunku otwartego słoiczka – wskazuje on ile czasu po otwarciu produkt nadaje się do użycia. W przypadku kremów z filtrem najczęściej jest to czas od sześciu do dziewięciu miesięcy. Zwróćcie też uwagę na parametry ochronne kremu, tutaj mała ściąga:

SPF – określa stopień ochrony skóry przed promieniowaniem UVB, które odpowiada za opaleniznę oraz oparzenia słoneczne. Wartość SPF oznacza się poprzez porównanie czasu, po jakim na naszej skórze pojawi się rumień przy zastosowaniu produktu z SPF i bez niego. Należy pamiętać, że SPF nie zapewnia ochrony przed promieniowaniem UVA, które może prowadzić do przyspieszonego starzenia się skóry i zwiększonego ryzyka wystąpienia nowotworów.  

UVB – zawiera filtry przeciw promieniowaniu UVB odpowiedzialnemu m.in. za poparzenia słoneczne, reakcje alergiczne i nowotwory skóry.

PA ++++ – bardzo wysoka ochrona przeciwsłoneczna przed promieniowaniem UVA. Cztery plusiki to najwyższa możliwa ochrona.

HEV/IR – ochrona przed szkodliwym działaniem światła niebieskiego emitowanego przez ekrany (HEV) oraz ochrona przed promieniowaniem podczerwonym Infrared (IR).

PPD – wartość PPD stanowi wskaźnik skuteczności kremu z filtrem w ochronie przed promieniowaniem UVA, które jest głównym czynnikiem przyczyniającym się do fotostarzenia. Wartość PPD mówi nam o tym, ile razy zmniejszy się dawka promieniowania UVA absorbowanego przez skórę.

Lekki krem ochronny SPF przeciw fotostarzeniu BUT FIRST, SUNSCREEN (zawiera wszystkie wymienione powyżej zabezpieczenia) i rozświetlająco-liftingująco-naprawcze serum pod oczy i na powieki 20 SECONDS MAGIC EYE TREATMENT GLAM oraz  od Veoli Botanica. Kod rabatowy makelifeeasier20 daje -20% na wszystko.

4. A może to pokłosie funkcjonującego przekonania, że latem powinnyśmy być najlepszą wersją siebie?

  Na balet wróciłam miesiąc temu, zamiast – tak jak to sobie kiedyś obiecałam – we wrześniu zeszłego roku, nie pamiętam też kiedy ostatni raz biegałam. W przeszłości wydawało mi się, że nigdy nie dam się wplątać w gonitwę typu „zostało 63 dni do lata! Czas rozpocząć akcję bikini!”, ale po dwóch ciążach trochę inaczej na to patrzę. Podobno łatwiej jest być mamą, gdy zaakceptuje się fakt, że nie wszystko musi zawsze wyglądać idealnie. Albo dom, albo dzieci, albo ja – jeśli są kobiety, które siedem dni w tygodniu przez 24 godziny na dobę kontrolują cały chaos wokół siebie i niczego nie odpuszczają, to chętnie poznam ich sekret. Póki co godzę się z faktem, że drabinki na brzuchu do czerwca nie wyhoduje (i bądźmy ze sobą od razu szczere – do września też pewnie się to nie uda) i stawiam tylko na ekspresowe rozwiązania. Opalenizna – to jest dla mnie klucz do tego, aby z większą przyjemnością wkładać letnie ubrania. W aplikowaniu samoopalaczy doszłam do prawdziwej perfekcji, więc zdradzę Wam kilka moich „lifehacków”, a raczej „tanhacków”:

– Jeśli nie masz czasu (albo ochoty) aby robić peeling przed użyciem samoopalacza, to wsmaruj krem albo balsam w kostki, pięty, kolana, nadgarstki i łokcie (także po wewnętrznej stronie) i po paru minutach rozpocznij aplikację samoopalacza.

– Zawsze nakładaj samoopalacz welurową rękawicą. Umycie rąk po aplikacji nie wystarczy, bo minimalna ilość produktu może zostać pod paznokciami, czy przy wysuszonych skórkach. Żółty kolor w tych miejscach nie wygląda dobrze ;).  

– Jeśli nie masz specjalnej rękawicy, możesz użyć jednorazowych rękawiczek silikonowych. Dobrze sprawdzą się w przypadku balsamów samoopalających, a jeśli używasz pianki to pamiętaj aby wsmarować ją jak najszybciej, bo rękawiczki nie zblendują produktu tak dobrze jak welurowa rękawica.  

Wszystko, co tylko może być potrzebne do uzyskania domowej opalenizny. Mamy tu "usuwacz" nieplanowanych przebarwień, silnie opalającą piankę (polecam tym bardziej doświadczonym, daje super mocny efetk), puder, który redukuje uczucie lepkości po nałożeniu samoopalacza, masło do ciała (ładny naturalny efekt, dobry dla początkujących), produkty pielęgnacyjne i jednocześnie opalające do twarzy, peeling, spray do twarzy i rękawicę do rozprowadzania kosmetyku. Wszystko od Azure Tan (z kodem mle15 macie 15% rabatu).

 

– Samoopalacza nie nakładamy na dłonie powyżej nadgarstka. Na koniec aplikacji możemy delikatnie przyłożyć rękawicę do nadgarstków i delikatnie „przeciągnąć” ją w stronę palców (podobnie postępujemy przy wierzchach stóp – nie dochodzimy do palców).

– Używając kropelek do twarzy największą ilość produktu nałóż na te miejsca, które zwykle są najbardziej wystawione na słońce – nos, kości policzkowe, szczyt czoła. Pamiętaj, że tego typu produkty lubią się odkładać na linii włosów, czyli przy uszach i linii brwi. Na końcu dobrze jest te miejsca delikatnie przetrzeć ręcznikiem czy chusteczką, aby ściągnąć nadmiar. Nie zapominaj nałożyć produktu na szyję!

Kolor opalenizny, który widzicie na zdjęciu to efekt tylko jednorazowego nałożenia Azure Tan Shimmering – stopniowo opalającego masła do ciała (po 24 godzinach od nałożenia, po 12 godzinach zmyłam produkt). Masło posiada też właściwości nawilżające. Z kodem mle15 otrzymacie 15% zniżki na całą markę Azure Tan w sklepie Organic Concept.

 

  Artykuł miał być o ekspresowych sposobach na wakacyjny nastrój, ale pozwólcie, że na koniec stanę jednak w kontrze do samej siebie. Na około wciąż słyszymy narrację, która mówi: rób tylko to, na co masz ochotę, ale z punktu widzenia procesów poznawczych naszego umysłu jest to kompletna bzdura. Prawdziwą satysfakcję i przyjemność daje nam osiąganie postawionych celów, często takich, które wymagają wysiłku. Ekspresowe przyjemności to w ogóle ryzykowny temat. Dzięki badaniom z dziedziny neuropsychologii wiemy, że kryje się za nimi nagły wzrost dopaminy, odpowiedzialnej za nasze poczucie zadowolenia. W naturze nie ma nic za darmo i najczęściej szybki skok oznacza później równie szybki spadek, czyli mocno obniżony nastrój i silną demotywację (za "Dopamine and effort" Walton, 2019). Ewolucja zaprogramowała nasz mózg w taki sposób, aby przez cały czas łaknął dopaminy. Pierwotnie miała ona powoli wzrastać w sytuacjach, które zwiększały nasze prawdopodobieństwo przetrwania, to jest:

– polowanie

– budowanie

– gotowanie

– odkrywanie

– stosunki seksualne

  Dopamina była "nagrodą" za odpowiednie zachowania. W którymś momencie zorientowaliśmy się jednak, że istnieją prostsze i mniej męczące sposoby na to, aby podnieść poziom dopaminy. Te „proste przyjemności” to przede wszystkim:

– cukier

– scrollowanie internetu

– alkohol

– nikotyna

– wciągające seriale

– gry

  Na dodatek jeśli nie reglamentujemy sobie „szybkich przyjemności”, to przestają nam dostarczać dopaminy i potrzebujemy ich coraz więcej. Jak zatem najlepiej złapiemy tę letnią atmosferą, skoro kieliszek wina o zachodzie słońca odpada? W akcji – jeśli chcemy zjeść coś słodkiego, niech będzie to własnoręcznie upieczone ciasto z czerwcowych owoców, a nie batonik z supermarketu. Jeśli potrzebujemy fizycznego odpoczynku, to nie na kanapie, tylko na trawie w parku, czy ogrodzie. Mamy kwadrans na reset po trudnym spotkaniu? Zamiast przeglądać rolki na instagramie, przejdźmy się i – jak idiotycznie to nie zabrzmi – powąchajmy kwiaty kwitnące na drzewach. Nie żebym wyrzucała Was teraz z bloga – co to, to nie… ale artykuł się właśnie kończy, więc zapraszam Ciebie na mały spacer. Popatrzymy – nawet jeśli z zupełnie innych miejsc – na to samo niebo, zapewnimy sobie powolny skok dopaminy i przestaniemy myśleć o tym, że lato nas pogania.  

 

*  *  *

 

 

 

Last Month

Wpis powstał we współpracy z marką Carry, Newbytea, Muduko, Fundacją Poczuj i Embryolisse, marki własnej oraz zawiera linki afiliacyjne. 

 

  Za oknem upał jak w środku lata, zaraz przekwitną jabłonie, a na moim ulubionym straganie można już kupić wszystkie majowe przysmaki.

  Gdy cofam się do pierwszych kwietniowych kadrów, zapisanych na moim telefonie, wydaje mi się, że od tamtego czasu minęła mała epoka. Śnieg przenikał się jeszcze wtedy z bielą płatków mirabelki, a plany, co do których nie byłam pewna, dziś są już rzeczywistością, a ja przekonuję się, że los znów poprowadził nas jak trzeba.

 Wiosną wcale nie mamy mniej problemów i więcej czasu, a jednak w magiczny sposób udaje nam się codziennie wyjść na rower i częściej chodzić pieszo do dziadków. Uwielbiam tę magię, która daje nam wszystkim siłę do tego, aby uwijać się jak pszczoły. Ale teraz przysiądźmy na chwilę – tyle wystarczy, aby zobaczyć wiosnę moimi oczami. 

 

Na kuchennym stole widać ślady wczorajszego planowania. Rozmawialiśmy o podróżach, ale skończyło się – jak zwykle – na dyskusji o kolejnym remoncie. Jeśli jesteście ciekawi, gdzie szukam inspiracji, to powyżej widzicie kilka moich faworytów (ten album w prawym dolnym rogu to "Matisse. Cut-outs"). 
OBIECUJĘ, że dziś nie będę na noc oglądać Yellowstone, pójdę wcześniej spać i nie będę tak niewyspana jak dzisiaj (CZY KTOŚ W OGÓLE W TO WIERZY?). Ten pies nie może leżeć na kanapie. Dajcie mi znać jeśli to zrobi. A jeśli nie czytałyście artykułu, w którym można było zobaczyć ten zestaw to zapraszam tutaj. Powinna go przeczytać każda dziewczyna z pokolenia millenialsów ;). Ale przedstawicielki „gen Z” też są mile widziane! Jak zachęcam moje dzieci do jedzenia warzyw? Udaję, że nie chcę się z nimi podzielić. Nagle okazuje się, że gotowany kalafior to właśnie to, o czym marzyły :D. W pierwszy ciepły weekend ruszyliśmy do trójmiejskiego Zoo.  1. Jedyne dzikie zwierzęta, które powinny kiedykolwiek trafić do naszych domów. // 2. Idziemy odwiedzić pewną gwiazdę światowego formatu. //  Wypatrzyliśmy Kokosankę! Mimo sławy nadal wychodzi do ludzi. To jedyna w swoim rodzaju pingwinka albinoska tego gatunku i właśnie zdobyła tytuł ulubionego pingwina świata.   Myślami już przy poniedziałku… 1. Stare, dobre tulipany. Kto o nich pamięta gdy na horyzoncie pojawiają się zjawiskowe piwonie? // 2. Poprawka spodni nr 1367436. Ostatnie spotkanie w tym tygodniu i zaraz zajmę się domowymi sprawami. Dziś w planie porządki w tych najgorszych zakamarkach. // 3. Pierwsze szparagi na obiad! // 4. Często pytacie mnie o to, co czytam. Wczoraj akurat to. Smutna ta wizja przyszłości, w której nasze dzieci będą mieć zaprogramowanych przyjaciół. // W poprzednim wcieleniu chyba byłam królikiem… 1. Plaża w Orłowie wczesną wiosną. // 2. Kwietniowe perfumy. // Brawo Warszawo. Brawo Gdańsk. Brawo Sopot. Ten dzień dobrze się zaczął i dobrze się skończył. ​Czasem droga od jednego lokalu wyborczego do drugiego jest długa i wyboista ;). 
Ten zestaw to oczywiście MLE (t-shirt ze stałej kolekcji, a spodnie pojawią się w maju). Torebkę znajdziecie tutaj, a okulary tutaj.
Czy ten widok może się znudzić? Portos przed i po wizycie w psim SPA.  Poniedziałkowy poranek. Ósmy kwietnia. Słońce jeszcze nie wstało, ale my już wiemy, że będziemy mieć w Sopocie prezydentkę. ;)  1. Moje Drogie, wszystkie musicie poczekać na tej kupce przy łóżku do wieczora. // 2. Pierwsza rzecz po przebudzeniu? Duża szklanka wody, bo wiem, że potem nie będę już pamiętać o nawadnianiu. Wiem, że zaraz zaczyna się majówka i wszyscy myślami już przy miłych rzeczach, ale mogę dosłownie na kilka sekund zająć Waszą uwagę? Kilka informacji, aby zrozumieć o co chodzi: terapie genowe to szansa dla wielu śmiertelnie chorych dzieci. Pewnie wiecie, że lek na SMA jest już refundowany, a dzięki badaniom przesiewowym, dzieci diagnozowane są zaraz po urodzeniu – to oznacza, że szybko dostaną lek, dzięki któremu rozwijają się prawidłowo. Dla mnie to najcudowniejsze, co udało się stworzyć człowiekowi – jeden zastrzyk sprawia, że niewinne dziecko skazane na śmierć przez nieszczęśliwy dobór genów może żyć i rozwijać się jak inne zdrowe dzieci. 

Kolejne dzieci z innymi nieuleczalnymi, przerażającymi chorobami czekają jednak na następne naukowe cuda – jedną z nich jest mała Malwinka z Zespołem Retta. Według prognoz lek, który ją uratuje, będzie dostępny mniej więcej za półtora roku. Do tego czasu jej rodzice muszą walczyć o to, aby choroba postępowała w jak najmniejszym stopniu. A to – jakżeby inaczej – zależy od pieniędzy. Malwinka co tydzień musi dostawać specjalny syrop, który pozwoli jej dotrwać do terapii genowej. Jego koszt to 10 300 dolarów. Co siedem dni! Ja już się dorzuciłam i gorąco zachęcam Was, aby wspomóc rodziców tej słodkiej dziewczynki. Będę za Ciebie trzymać kciuki Malwinka! Link do zbiórki znajdziecie tutajNie na wszystko w życiu mamy wpływ. Los w każdej chwili może się odwrócić. Łatwiej jest iść przez życie wierząc w to, że nie zostanie się samemu w najtrudniejszych chwilach. No bo dlaczego miałoby tak nie być, jeśli wcześniej sami pomogliśmy komuś, kto tego potrzebował? Uwielbiam naszą poranną rutynę i to, że w Sopocie wszędzie można dojść pieszo.  Wiosna atakuje! Białe trampki i jasne spodnie idą w ruch! Spodnie to ten sam model z MLE, które widzieliście kilka zdjęć wyżej, torebka to Dragon Diffusion. Ok, idzie lato. Czas się z Tobą rozprawić, Droga Pani Szafo.Szafa przedi i tuż po rewolucjach. Chyba powinnam częściej robić takie porządki, bo trochę tych rzeczy do oddania uzbierałam. Nastał więc ten dzień, kiedy założyłam profil na Vinted. A zebrana kwota leci do Malwinki!Przepraszam, ale mamy już plany na ten wieczór! Gra "Bałagany" ilustrowana przez Monikę Filipinę wciągnęła nas na całego i towarzyszy nam nawet przy śniadaniu. Ma banalne reguły i świetnie ćwiczy spostrzegawczość. Chodzi w niej po prostu o to, aby w poszczególnych pomieszczeniach domu, w których zapanował potworny bałagan, odnaleźć różne przedmioty. Polecam dla dwulatków, pięciolatków i trzydziestosiedmiolatków! Mam dla Was kod rabatowy – jeśli skorzystacie z hasła MUDUKOGRY to otrzymacie 20% zniżki na cały asortyment w sklepie.Gdzieś tu podobno schował się jeden ogórek, smycz i pióro.  1. Pokaż mi, że mieszkają u Ciebie dwie królewny bez mówienia, że mieszkają u Ciebie dwie królewny. // 2. Białe zawilce. Nie zrywamy. // Przysyłki od Newbytea, które zawsze wywołują w całym moim biurze szybsze bicie serca. Uwielbiamy pić herbatę, a prawda jest taka, że odkąd przyzwyczaiłyśmy się do tej z Newbytea nie smakuje nam już żadna inna. Edycja "Flowering tea" nie tylko jest pyszna, ale także pięknie wygląda… Tenzestaw to starannie dobrana kolekcja kwitnących kul herbacianych. Każdy kwiat w zestawie skręcany jest ręcznie przez wykwalifikowanych rzemieślników. Po zalaniu gorącą wodą, herbaciane kule kwitną i tworzą wyjątkowe kompozycje.Zestaw upominkowy składa się z 20, ręcznie skręconych kuleczek z mieszankami najwyższej jakości herbaty chińskiej i kwiatów. To wyjątkowy prezent dla każdego wielbiciela najwyższej jakości herbat i naparów… (a zbliża się wielkimi krokami Dzień Mamy… ;)). Kod KASIA15 da Wam 15% rabatu w sklepie Newbytea i jest ważny do 20 maja. A tu kilka moich ulubionych propozycji herbacianych na co dzień: Milk Oolong, Rooibos Orange, Masala Chai Szafa na Vinted prawie wyprzedana! Wzięłam z naszego magazynu kilka kartonów i zabieram się za pakowanie Waszych zamówień. Poranne negocjacje. Czy ktoś w ogóle doceni te godzinne rozkminki nad kolorem guzika?!Zieleń i błękit. Kolorowy zastrzyk energii. Czyżby millenialsowe beże miały pójść w odstawkę? ;)
W medycynie alternatywnej niektóre kolory mają lecznicze właściwości. Nie jestem zwolenniczką żadnych terapii, które nie mają poparcia w nauce, dlatego do takich rewelacji podchodzę z dystansem. A jednak róż i żółć mają w sobie jakąś energię, która mi się udziela.  
Wasze psy też chodzą na dwóch łapach, gdy tylko łapiecie za smycz? Ta różowa koszula w paski jest od polskiej marki Carry (wybrałam rozmiar S). Wykonano ją ze stuprocentowej bawełny. Portosie, w tej siatce naprawdę nie ma nic, co by Ci smakowało. Nową rolkę z propozycjami strojów na każdy dzień tygodnia znajdziecie tutaj. O tę torebkę pytałyście najczęściej, więc aby uprzedzić kolejne Wasze zapytania podaję Wam link do niej tutajA ta sukienka to nowość od MLE, która pojawi się pod koniec maja. 1 i 3. Wiedziałyście, że kolor hortensji zależy przede wszystkim od kwasowości gleby? // 2. Chyba właśnie wydało się, że kalafior to moje popisowe danie… // 4. Nowości w MLE szykują się takie super, że naprawdę muszę zrobić więcej miejsca w mojej szafie. Z roku na rok jest w niej coraz mniej innych marek i w tym roku ten trend się raczej nie zmieni. Szykujcie się więc na kolejne wyprzedaże szafy ;). 3550 złotych. Taką sumę przelewam dziś na konto Malwinki za wyprzedaż mojej szafy. Pamiętajmy, że to nie dzięki wielkim kwotom wpłacanym przez kilka osób udaje się kończyć te zbiórki i tym samym uratować życie dzieci, ale że to zasługa tysięcy (a czasem dziesiątek i setek tysięcy) ludzi, którzy wpłacają tyle ile mogą – czasem 2 złote, a czasem 20 złotych. Na Instagramie obserwuje mnie ponad 459 tysięcy osób. Gdyby każda z nich wpłaciła dziewięć złotych rodzice Malwinki mogliby odetchnąć i przestać się w końcu martwić o jutro. Jeśli macie dziś chęć i siłę komuś pomóc to podaję linkGodzina 16.00, za oknem wiosna, a wszystkie mejle już odpisane. Ruszamy na spacer szlakiem sopockich rzeźb!I mamy własnego przewodnika, który nas poprowadzi. Ta książeczka mnie oczarowała – z przyjemnością wybrałyśmy się na artystyczny spacer z Filipkiem i sopocką mewą Helą."Bimalbi, Niedźwiedź i Parasolnik" to podróż po najsłynniejszych sopockich rzeźbach w przystępnej dla dzieci formie. Część eksponatów oczywiście znaliśmy już wcześniej, ale teraz odkryliśmy je na nowo. 

Bimalbiego mijamy na każdym naszym niedzielnym spacerze. 

A na słynnym Monciaku znalazłyśmy Niedźwiedzia Wojtka. Kto z Was też planuje go odwiedzić w majówkę?Jak malowany!Ta książeczka zajmie u nas honorowe miejsce. Powstała z inicjatywy Fundacji Poczuj, której jednym z celów jest propagowanie poczucia spokoju i przynależności do wspólnoty. Gratuluję świetnej pozycji!W maju będziemy tu wracać jeszcze częściej. 
Żegnamy się z naszymi kamiennymi przyjaciółmi. Czas spać!  Gdy wszyscy już jesteśmy w domu i szukamy ukojenia po długim dniu na zewnątrz. To kosmetyk dla całej rodziny i po kąpieli dosłownie przechodzi z ręki do ręki, bo wszyscy chcą go użyć.  Mleczko odżywczo-nawilżające od Embryolisse ma 98% składników naturalnego pochodzenia, jest bogaty w organiczny ekstrakt z aloesu, wosk pszczeli, masło shea i można go stosować zarówno do ciała jak i do twarzy (dostępny w dwóch pojemnościach: 75ml oraz 400ml). Z kodem rabatowym MLE20, daje 20% na zakupy w sklepie Embryolisse (bez zestawów). Kod będzie aktywny do 12.05.Gruba warstwa kremu na dłonie i można ruszać z serialem!
Ja, która nigdy nie lubiła filmów o kowbojach marzy nagle o własnym ranczu i chce chodzić w kowbojskich kapeluszach. Nie wiem co ma w sobie ten serial. Ale coś ma na pewno. Kto z Was też ogląda Yellowstone?A że pytań o te piżamy z MLE mam dziennie kilkanaście to uspokajam, że wrócę w pełnej rozmiarówce. 

Ten wieczór, gdy raz w roku jesteś po wszystkich rutynowych badaniach, wracasz do domu prosto na mini aferkę o wybór piżamki i myślisz sobie, że masz wszystko. Dziewczyny, nie przejmujcie się w życiu drobiazgami. Badajcie się regularnie. Doceniajcie słodko-gorzki smak zwykłej codzienności. Nie dajcie sobie wmówić tu w Internecie, czy na Instagramie, że czyjeś życie jest piękniejsze/fajniejsze/ciekawsze, bo to tylko kradnie Wasz czas i energię na to, aby być tu i teraz i cieszyć się chwilą. Śpijcie spokojnie, wypocznijcie w tę majówkę jak tylko się da i widzimy się niebawem!

 

Last Month

Wpis powstał we współpracy z marką Say Hi oraz KROSNO. 

 

  Marzec kończy się dla mnie cudownie – bałaganem w mieszkaniu, bo bliscy świetnie się bawili w trakcie wyjątkowo długiego świątecznego śniadania. Stosem naczyń w zlewie, bo mieliśmy co położyć na stole. Awanturą dzieci o ostatnie czekoladowe jajko, bo w beztroskim dzieciństwie nie ma większych problemów. Bardzo jestem wdzięczna za ten spokojny czas, nawet jeśli nie wszystko było idealne, a Portos zeżarł święconkę.  

  Z przyjemnością zapraszam Was na kolejny wpis z cyklu „Last Month” i chociaż w ostatnich tygodniach nie brakowało też tych gorszych momentów, to ja spróbuję zapamiętać ten miesiąc tak, jak wygląda na poniższych zdjęciach! 

 

Zażywając "vitamin sea".

To sam początek marca. Na krzewach nie widać jeszcze pąków, ale pierwsze bazie znalazłam.Pierwszy słoneczny dzień od 2348787428742 dni więc odkrywamy nasze cienie na nowo ;). Niekiedy wystarczą drobiazgi, aby nasz nastrój się poprawił, a niekiedy nie… Niektórzy z nas mają to szczęście, że rodzice przekazują właściwe wzorce radzenia sobie z kryzysami. Są też osoby którym dane było zetknąć się z psychoedukacją na studiach i umiejętnie wykorzystują później swoją wiedzę. Zdarzają się też tacy farciarze, którzy mają wrodzoną, bardzo wysoką inteligencję emocjonalną (która podobno odpowiada za 80% sukcesu w naszym życiu). Reszta z nas musi w dorosłości sama szukać pomocy, pracować nad sobą, uczyć się mechanizmów własnej psychiki. Dlaczego dopiero, kiedy człowiek osiągnie 30, 40 lat zaczyna wchodzić w tematykę psychoedukacyjną, chodzić na terapię czy czytać książki i słuchać podcastów o tej tematyce? Wyniki badań dotyczące kondycji psychicznej naszych dzieci są zatrważające i jasno sugerują, że dostęp do takiej wiedzy (oczywiście przedstawionej adekwatnie do wieku) powinniśmy mieć od wczesnych lat. Dlatego z dużą przychylnością podchodzę do inicjatyw, które próbują znaleźć sposób na poprawę tej sytuacji. Jedną z nich jest na pewno Fundacja Wise Future University, bo ma konkretny plan i wiedzę jak wdrożyć psychoedukację do szkół. Fundacja szuka darczyńców, bo program i zespół trenerów jest gotowy do działania, potrzeby są ogromne, wiadomości od szkół chwytają za serce i poruszają. Mam nadzieję, że ich cel (uzbieranie środków finansowych na roczne programy dla trzech szkół) zostanie zrealizowany, a po tym sukcesie będą mogli przedstawić wyniki z programu Ministerstwu Edukacji i zrobić w tej sprawie jeszcze więcej.  Zieleni brak, z rana zimno, że aż zęby zgrzytają, ale ten kąt padania światła już inny. 

To spojrzenie jest moim wyrzutem sumienia, które mówi: "Ty leniwa krowo, jest ładna pogoda, a Ty i tak nie poszłaś ze mną rano biegać". Na szczęście Portos chwilę później zasnął i już się nie patrzył ;). 

1. Wizyta w Narcyzie. Przyszłam po kwiaty dla pewnej jubilatki, ale wyszłam obładowana doniczkami i baziami ;). // 2. // 3. // 4. // Polska edycja magazynu Vogue miała w marcu kolejne urodziny. Pamiętacie tę pierwszą okładkę z Małgorzatą Belą, Anją Rubik i Pałacem Kultury w tle? Ileż ona wzbudziła kontrowersji i dyskusji ;). Odliczanie do spaceru czas start! Wyciągnęłam z piwnicy tę wiklinowo-drewnianą kostkę (dawno temu kupiona w Jotex) i postawiłam koło kanapy. Marzyła mi się taka marmurowa, która zalewa teraz Instagram, ale obiecałam sobie, że w tym roku nie kupuję żadnych nowych mebli. Dyspensę robię tylko na te używane ;). Najlepszy komplement dla kremu? Pusty słoik! Od marki Say Hi polecam zarówno krem Bright Vibes jak i nowość: serum złuszczające z kwasami 15% Sunset Serum od Say Hi na noc. Oparte jest ono na skoncentrowanym i starannie dobranym połączeniu kwasów AHA, BHA i PHA w skutecznym i bezpiecznym dla cer wrażliwych stężeniu 15%. Jest bezpieczny dla cery wrażliwej. Zawiera kombinację kwasów, która nie tylko złuszcza, ale także rozjaśnia, poprawia elastyczność i nawilżenie skóry, stymuluje produkcję kolagenu i elastyny. Jeśli chcecie zarówno nawilżyć i odżywić skórę, ale także walczyć z niedoskonałościami, to dwa kosmetyki na noc będą idealnym duetem. Gdy już nigdzie nie wychodzę, mogę wcześniej zmyć makijaż i zadbać o siebie. Wystarczy mi pięć minut!

Ależ niesamowity kolor ma to serum. Kwasy pod taką postacią są naprawdę przyjemne w stosowaniu. Jeśli chciałybyście przetestować to serum (albo krem o którym pisałam wcześniej) to kod MLE20 da Wam kod rabatowy na 20% na zakupy w Say Hi (działa do 30 kwietnia). 

1. "Cichy outdoor" to temat pierwszego wpisu z cyklu "Zapiski o modzie i stylu". Czytałyście? A wiecie, że w najbliższą niedzielę pojawi się kolejny? Dla wszystkich, którzy wolą mnie słuchać niż czytać. Tutaj znajdziecie mój nowy podcast. ​// 2. Chyba jeszcze żaden sweter nie dał nam tak popalić. Oby to była ostatnia poprawka! Przędza to mieszanka bawełny i wełny merynosowej i jest tak delikatna i miękka, że nie chce się tego swetra zdejmować (a trzeba było, bo każdy prototyp musiałam odsyłać do dziewiarni). Te spacery zawsze są za krótkie dla niego i zbyt wietrzne dla mnie. A tutaj taka miła odmiana. Od wielu miesięcy moja praca to głównie MLE, dlatego ten materiał dla wyjątkowego klienta robiłam z przyjemnością. Co za szczęście, że takie projekty (od czasu do czasu) także mogą być elementem mojej pracy (chociaż ciężko to pracą nazwać). I jeszcze jakie zasięgi zgarnęła ta rolka! Gałązki brzózki, rumianek, magnolia to tylko kilka sprawdzonych i prostych sposobów na idealne wiosenne bukiety.A to sprawca całego zamieszania. Jedyny wazon, którego potrzebujecie na wiosnę. Jest od polskiej marki KROSNO (model Home). Z kodem KASIA20 dostaniecie aż 20% zniżki na wszystkie produkty nieprzecenione w sklepie (ważny jest do 13 kwietnia).

Media społecznościowe kłamią, a my do tego przywykliśmy. A więc kilka faktów o moim weekendowym życiu. 

1. Częściej chodzę w legginsach niż w spódnicy. 
2. Od czasu pierwszego porodu (tj. pięć i pół roku) ani razu nie udało nam się z mężem spędzić we dwoje więcej niż 12 godzin, nie mówiąc już o weekendzie. Dzieci rozgrywają nas koncertowo a my się dajemy. 
3. Ten weekendowy sweter to nie MLE, tylko zrobiony na drutach North x Mood (do kupienia stacjonarnie). 

Gdy pierwszy raz od dawna wyjeżdzasz bez "bombelków" i wydaje Ci się, że w ciągu dwugodzinnego lotu przeczytasz 3236 stron. 

1. Kto ma 20 minut, aby spakować się na wyjazd z Chanel? No kto? // 2. "Proszę Pani, Pani torebka jest za ciężka, proszę się przepakować. //Szybkie dokształcanie się z botaniki. 1. Czekając (jakoś długo) na walizkę. // 2. Jestem w Biarritz! Walizka rozpakowana! // 3. Pierwsza randka? // 4. Ach ci Francuzi. Oni to potrafią podawać śniadania! // Ależ im dobrze na tym słońcu. Pędzę szukać pamiątek i też gdzieś sobie usiądę.

Na drzewach jeszcze nie ma liści, ale na plaży tak jakby lato ;). Wrócę tu kiedyś i też popływam w oceanie. 

Niedziela. Mój mąż mówi na to "ustawka" ;).  1. Wirus mutant zaatakował znienacka i wszystkich w domu, więc moje biuro przeniosło się z kuchni do łóżka. // 2. Wymaglowana pościel. Zapach dobrego snu :). // 
Uwielbiam te chwilę, kiedy udaję, że niby nie mogę się ruszyć, bo tak naprawdę chciałabym tak leżeć bez końca. I co my z Tobą zrobimy co? No jak to co? Szyjemy! 1. Gramy w "kosi łapci" z moją twarzą. // 2. Po ośmiu tygodniach w końcu przyszła ;). To Dragon Diffusion. // Trudne decyzje na początek tygodnia. Sopocki park przy plaży. To tutaj zwykle spacerujemy w weekendy.Tak unoszę się nad ziemią, gdy wychodzi słońce. Ale tym razem miałam jeszcze jeden powód do radości. Dokładnie tego dnia moja starsza córeczka pierwszy raz zaczęła sama jeździć na rowerze. Kto zna to wzruszenie? Ktoś tu próbuje nadążyć za siostrą.To jeszcze nie nowalijki, ale i tak zrobiło się tak jakoś wiosennie.Viva Moda i świetny artykuł o haute couture.To jeden z moich ulubionych cytatów z dzieciństwa. 
A znalazłam go teraz na karteczce dołączonej do przesyłki od Ingridberg_studio1. Ciasteczko z wróżbą. Zawsze się boję rozwijać te karteczki! // 2. Gdy ktoś się cieszy, że w związku z nocną gorączką zostaje dziś w domu z mamą. Ale te dzieci szybko zdrowieją! ;) // Sama sobie kupię!

Jaka radość! Kolejny rok z rzędu MakeLifeEasier zajmuje pierwsze miejsce w rankingu na najpopularniejszy blog według See Bloggers. To dzięki Wam!

Jest Asia. Czyli nie ucieknę od przykrych obowiązków. Prowadzimy wspólnie firmę już od ośmiu lat. Nigdy się nie pokłóciłyśmy (to pewnie zasługa Asi ;)) chociaż charaktery mamy zupełnie inne. A może właśnie w tym tkwi sekret? Przed nami jakieś pięć godzin ustalania poprawek i terminów wejść poszczególnych produktów. A potem spotkanie z Olą, aby zgrać to wszystko z działaniami promocyjnymi. Prowadzenie bloga to przy marce odzieżowej bułka z masłem ;).  Co jest najfajniejsze w przygotowywaniu przepisów na bloga? To, że trzeba je wcześniej przetestować! Na te truskawki zaraz wjedzie kogel mogel :). Przesyłka z wydawnictwa PróbyTen moment kiedy w Wielką Sobotę zabierasz się za sprzątanie, bo jutro przychodzi na śniadanie cała rodzina i nagle dochodzi do Ciebie, jak wiele rzeczy w mieszkaniu chciałabyś zmienić. Jak w soczewce widzę wtedy to, co mi się podoba. A do tego wszystkiego przychodzi szwagierka i miesza mi w głowie mówiąc, że "tu by się przydały przeszklone drzwi" ;D. W związku z tym, zamiast czyścić łazienkę, otwieram program do projektowania wnętrz. 1. Szykujemy koszyczki. Powolutku tłumaczę co należy do nich wsadzić, a dwie pary oczu wpatrują się we mnie z ciekawością (a na koniec, gdy nie patrzę, wkładają tam jeszcze Świnkę Peppę, bransoletkę i klocki lego). 2. Bratowa i szwagierka. Ciekawe kogo obgadują? :D"Mamo, a możesz dziś włożyć takie same buty jak my?". Dawno temu kupiłam je w Balagan.Poszukiwania zakończone pełnym sukcesem!1. A tę sukienkę możecie jeszcze znaleźć tutaj. // 2. Pięć minut później tego mazurka już nie było.  Wiosna i Wielkanoc to czas nadziei, jasna deklaracja od natury, że życie kołem się toczy i nawet jeśli teraz jest nam źle i wciąż dochodzą do nas smutne wiadomości, to i tak opadnie kiedyś ta gęsta mgła i nadejdzie czas odrodzenia, świeżości, zmiany. Tymczasem doceniajmy każdy dzień, który budzi nas ptasimi trelami. Przesyłam Wam najszczersze życzenia świąteczne i dziękuję za Waszą uwagę. 

* * *

 

Wiosenne umilacze, czyli kilka słów o walce z przymusem piękna, zakupach przed którymi nie mogłam się powstrzymać, propozycje wielkanocnych przepisów i wiele więcej.

Wpis powstał we współpracy z Fridge, OioLab, Dermz Laboratories oraz Slaap. Dzięki współpracom wszystkie artykuły na blogu są bezpłatne.

 

  Bardzo jestem ciekawa, w jakich okolicznościach zaglądacie do mnie w tym wiosennym czasie? Na chwilę przed wyjściem do pracy? Po długim usypianiu dzieci? Gdy siedzisz z koleżanką na kawie? Albo, gdy po posprzątaniu mieszkania, ugotowaniu kolacji i nakrzyczeniu na męża masz w końcu te 120 sekund dla siebie? ;)

   Zdaję sobie sprawę jak cenny jest ten Wasz czas, zwłaszcza teraz, gdy pierwsze ciepłe dni pozwalają nam coraz częściej patrzeć w górę na kwitnące drzewa, a nie w ekran telefonu czy laptopa. Dlatego dzisiejszy wpis będzie czymś w rodzaju mojego subiektywnego „newsroomu” o rzeczach, wydarzeniach czy zjawiskach, które mnie w ostatnim czasie zaskoczyły, zachwyciły, zmieniły punkt widzenia albo rozwiązały, chociaż najmniejszy problem w mojej codziennej rutynie. Postaram się nie przedłużać, tak abyście zdążyły dotrzeć do końca, nim wykipi Wam mleko do kawy! 

 

1. Ubrania z drugiej ręki kontra Urząd Skarbowy.

  Na użytkowniczki (i użytkowników pewnie też) portalu Vinted padł blady strach – w mediach gruchnęła wiadomość, że za sprzedaż rzeczy na Vinted (i innych podobnych serwisach) trzeba będzie płacić podatki i prowadzić ewidencje transakcji. No i że Urząd Skarbowy tak naprawdę już wszystko wie, bo zgodnie z dyrektywą DAC7 serwisy mają obowiązek przekazać dane swoich użytkowników. Czy to oznacza, że wprowadzenie własnych rzeczy do drugiego obiegi przestanie się opłacać? No i czy w ogóle będzie nam się chciało bawić w to całe robienie zdjęć, przygotowywanie skrupulatnych opisów i negocjacje z zainteresowanymi (-„ja kupię te klapki od Pani”, – „Ale ja je wystawiłam za darmo…”, – ”To w takim razie je wezmę, jeśli Pani zapłaci za przesyłkę” i tym podobne) skoro mają nas jeszcze spotkać za to jakieś nieprzyjemności? Bez paniki. Po pierwsze Marcin Gruszka, rzecznik prasowy Allegro, precyzuje, że proces legislacyjny wdrażający dyrektywę DAC7 do polskiego porządku prawnego wciąż trwa. — Na ten moment nie ma polskiej podstawy prawnej, która zobowiązywałaby platformy do zbierania czy przekazywania danych do KAS w tym zakresie. Czekamy jednak na ostateczne wersje polskich przepisów, aby poznać kształt i termin przekazywania raportów do organów skarbowych — dodaje (za portalem kobieta.onet.pl). A poza tym, aby Urząd Skarbowy w ogóle się nami zainteresował musielibyśmy zarobić na sprzedaży ponad 2000 euro w ciągu jednego roku lub zrealizować więcej niż 30 transakcji (albo sprzedać rzeczy, które posiadamy krócej niż pół roku). Bez obaw robię więc wiosenne porządki w szafie i w przyszłym miesiącu zakładam własny profil ;). 

koszula – MLE // rozszerzane dżinsy – Massimo Dutti (obecna kolekcja, ale przerabiane w kilku miejscach) // sweter – męża (z Arket) // skórzane buty – Zara

2. Wielkanoc nie jest przereklamowana.

 Tyle się mówi o bożonarodzeniowym nastroju, o tym jak go poczuć i jaki jest ważny. Przed Wielkanocą w ogóle nie ma tego problemu, bo… nikt nawet za bardzo go nie szuka. Podczas gdy w grudniu telewizja, prasa, wystawy sklepowe, a internet to już w ogóle dosłownie ociekają bożonarodzeniową atmosferą, to przed Wielkanocą mamy spokój. Skąd wynika ta różnica? Dlaczego potężne macki konsumpcjonizmu jakoś nie potrafią w tym czasie dobrze przeniknąć do naszych umysłów? Czy chodzi o to, że nie kupujemy prezentów? Od biedy jest przecież zajączek, który ukrywa dla dzieci różne drobiazgi, ale chyba jego potencjał zakupowy jest dla wielkich koncernów za mały, aby opierać na nim całą machinę promocji ;).

  Rozglądając się na około i słuchając planów bliższych i dalszych znajomych na ten tydzień widzę, że mniej z nas w ogóle obchodzi te święta na poważnie. Boże Narodzenie jest w jakimś sensie bardziej egalitarne, dla wszystkich, obchodzą je także ci, którzy z chrześcijaństwem od dawna nie mają po drodze. Większość rytuałów związanych z Bożym Narodzeniem nie wynika z religii (w Piśmie Świętym nie ma słowa o pieczeniu pierników, ubieraniu choinki czy latających reniferach). Wielkanoc jest pod tym względem bardziej zobowiązująca (tu mała dygresja – nie oceniam tego i nie twierdzę, że jakieś święto jest fajniejsze od drugiego, bo „łatwiej je obchodzić”). W wielkie przygotowania angażują się przede wszystkim osoby wierzące lub mocno przywiązane do tradycji. U mnie jest malowanie pisanek, ścisły post w Wielki Piątek, święcenie pokarmów, eleganckie śniadanie, no i oczywiście Śmigus Dyngus. Mam poczucie, że w moim domu Święta Wielkanocne są dosyć konserwatywne, ale może tak mi się tylko wydaje? Wszystko zależy przecież od punktu odniesienia i do kogo się porównujemy (o ile w ogóle to robimy).

Wracając jednak do nastroju – gdybym miała znaleźć jakiś wspólny mianownik łączący tych wierzących i nie, tradycjonalistów i postępowców, za którym wszyscy tęsknimy w około-wielkanocnym czasie byłaby to pewnie budząca się do życia natura. I to ona może stać się filarem, który wywoła tak wyczekiwany nastrój. Skoro na „Kevina samego w domu” w wersji wielkanocnej nie mamy co liczyć (co najwyżej gdzieniegdzie pojawi się w reklamie margaryny jakiś żółciutki kurczaczek), to przychodzę do Was z moją listą ulubionych wiosennych filmów, w których co prawda o Wielkanocy nie ma ani słowa, ale i tak lubię, gdy lecą w tle, kiedy ozdabiam mazurki. Może i w Waszą duszę wleją nieco wiosennej magii? :)

– „Duma i uprzedzenie” z Keirą Knightley z genialną muzyką Dario Marianelli'ego i pięknymi ujęciami przyrody. To po prostu uczta dla oczu i przebodźcowanej duszy.

– „Piotruś królik” (na przykład w HBOmax) to luźna adaptacja krótkich historyjek słynnej Beatrix Potter. Opowieść o niesfornym króliku w niebieskiej kurteczce to oczywiście propozycja dla najmłodszych, ale jestem pewna, że Wam też się spodoba.

– „Perswazje” z Dakotą Johnson z 2022 to któraś już z kolei adaptacja powieści Jane Austen. Lekkie i świeże, nawet jeśli opowiada o wyjątkowo zepsutym i skostniałym świecie brytyjskiej arystokracji.

– „Tajemniczy ogród” (w prime video, player albo rakuten) w reżyserii Agnieszki Holland z 1993 roku. Jeśli nie widzieliście to musicie zobaczyć, a jeśli już widzieliście to teraz jest najlepszy moment, aby zrobić to kolejny raz. 

Książeczki o zwierzątkach autorstwa Beatrix Potter. Przez cały rok trzymam je na półce aby wiosną cieszyły od nowa. 

6. Co ma moja kitka do przymusu piękna?

  Bardzo nie lubię siebie w związanych włosach więc, jeśli spotkacie mnie kiedyś na mieście w kitce to znaczy, że pewnie nie planowałam wychodzić tego dnia do ludzi, ale jednak coś mnie do tego zmusiło ;). To, że na blogu znajdziecie kilka wpisów, gdzie mam związane włosy jest wynikiem dziwnego samozaparcia, które czasem odzywa się we mnie i mówi „nie mogę pisać o akceptacji, jeśli sama mam aż taki problem z tym, aby pokazać się światu w niekorzystnej fryzurze”. Z tego też względu mam jakiś problem z dziewczynami, które zarabiają na promowaniu samoakceptacji, a jednocześnie poddają się ryzykownym operacjom plastycznym – jestem ciekawa co Wy o tym myślicie?

  A całe moje rozmyślanie na ten temat wzięło się z postu, w którym autorka (Anna Trojanowska) pisze o tym, że jako kobiety nie mamy już nawet przyzwolenia na to, aby czuć się brzydkie. Mamy być piękne, a jeśli nie jesteśmy, to musimy dążyć do tego aby takimi być, a jeśli mimo starań nam się nie udaje, to w takim razie mamy obowiązek chociaż czuć się pięknymi. „Nie możemy tak po prostu uznać, że no cóż, nie jesteśmy piękne i ruszyć dalej ze swoim życiem, zająć się czymś innym. Tam po drugiej stronie tego niepiękna, jest jeszcze obowiązek czucia się mimo wszystko piękną. Zupełnie jakbyśmy były definiowane jedynie przez to gdzie plasujemy się w spektrum urody (lub jej braku).

   Z każdym słowem autorki się zgadzam, a jednoczesnie próbuję osadzić ten problem w rzeczywistości społecznej. To byłoby bardzo wyzwalające, gdybym potrafiła ot tak pstryknąć palcami i tym wyglądem się nie przejmować, ale nie jestem przekonana czy moje życie faktycznie byłoby wtedy lepsze i łatwiejsze. Niestety pamiętam dokładnie te wszystkie badania ze studiów, które jasno pokazywały, że osobom, które są atrakcyjne, wysportowane, dobrze ubrane i tak dalej po prostu żyje się lepiej (a nawet dostają w sądzie niższe wyroki, jeśli popełnią przestępstwo!). Nasze dbanie o wygląd ma więc też zupełnie logiczne uzasadnienie, a jego nagłe pogorszenie może mieć negatywny skutek na wiele sfer naszego życia. Gdzie w takim razie jest złoty środek?

Moje ulubione gadżety, które poprawiają kondycję włosów (i dzięki którym trochę częściej wychodzę na światło dzienne w kitce ;)). Wieczorem czeszę włosy tylko szczotką z włosiem, staram się wiązać włosy jedwabnymi delikatnymi gumkami i przed ich związaniem zawsze nakładam (aż po same końcówki) odżywkę albo olejek. Jeśli włosy muszę zebrać tylko na chwilę (np. do demakijażu) to zamiast gumki wybieram klamrę. Leki na niedoczynność tarczycy weszły w kadr, ale to może dobra okazja do tego, aby przypomnieć, że największy wpływ na nasz wygląd ma zdrowie. 

Zawsze mogło być gorzej, prawda? Moje włosy po drugiej ciąży nie wyglądały dobrze i wtedy bardzo pomogła mi ta kuracja (może pamiętacie jak o niej pisałam?).  

Jeśli potrzebujecie dla swoich włosów prawdziwego "kopa", czegoś co po paru tygodniach ma przynieść spektakularny efekt i jesteście gotowe zmienić schemat swojej pielęgnacji, to polecam bardzo gorąco tę czterostopniową gamę od Dermz Laboratories. Zestaw HairLXR to kompleksowa terapia przeciw wypadaniu włosów (289 zł za cały zestaw). Marka zgodziła się udostępnić kod, bo mamy początek wiosny, czyli najgorszy czas dla włosów ;). Wpiszcie MLE20 aby otrzymać -20% na zestaw HairLXR oraz pojedyczne produkty z tej serii. 

4. Kosmetyczne horoskopy.

W ostatnich tygodniach większej bzdury niż dobieranie kosmetyków do faz księżyca nie usłyszałam, ale… Z początku równie najeżona byłam, gdy usłyszałam o pielęgnacji dopasowanej do fazy… cyklu. W pierwszym momencie brzmiało to irracjonalnie, ale po zastanowieniu zmieniłam zdanie. Przecież od ponad 20 lat czarno na białym widzę, że wahania hormonalne mają ogromny wpływ na kondycję mojej skóry. Ba! Niestety dowód na to widzę każdego dnia w lustrze, bo burza hormonalna w czasach adolescencji porobiła mi kilka blizn, które do dziś zdobią moje policzki.  Bez obaw – nie oznacza to, że kupię teraz trzy różne kremy na trzy różne fazy, ale mam zamiar przyjrzeć się temu, czy pielęgnacja w ciągu tych kilku tygodni nie powinna być modyfikowana. W telegraficznym skrócie: w pierwszej fazie cyklu nasza skóra ze względu na niski poziom estrogenu jest przesuszona i wymaga mocniejszego nawilżenia, w drugiej fazie cyklu cera wygląda najlepiej, ale wysoki poziom estrogenu sprzyja przebarwieniom – w tym czasie powinnyśmy więc szczególnie chronić się przed słońcem. W trzeciej fazie cyklu skóra wydziela więcej sebum, a to może przyczynić się do wyprysków.  A co potem? Gdy wejdziemy w okres menopauzy i poziom estrogenu bardzo się zmniejszy, nasza skóra będzie potrzebować przede wszystkim mocnego nawilżenia. A w ramach ciekawostki – wiedziałyście, że według statystyk słowo „menopauza” to dziś najbardziej unikany przez mężczyzn temat? Wyparł z podium połóg i miesiączkę.   

Jeśli weszłyście już w menopauzę (tak! Dla Was też jest ten blog!) to spieszę z informacją, że niektóre marki kosmetyczne poświęciły temu tematowi specjalną uwagę. Krem rewitalizujący Superpause od Oio Lab jest bardzo odżywczy i nawilżający. Właścicielka marki stworzyła go z myślą o kobietach z wahaniami hormonalnymi i niskim poziomem estrogenu, który najbardziej wpływa na wysuszenie skóry. A dla mnie to po prostu kawał dobrego kremu ze świetnym składem i przepięknym opakowaniem. Ultra-bogata formuła przynosi potwierdzone badaniami rezultaty, redukując widoczność zmarszczek, zwiększając gęstość i elastyczność skóry. Ten wegański krem odżywia i chroni, wspiera zdrowy mikrobiom i pomaga poprawić koloryt skóry (posiada certyfikat PETA). Kod MLE15 da Wam 15% rabatu i możecie z niego skorzystać do 12 kwietnia. 

6. Trening twarzy.

  I kolejny temat, do którego podchodziłam z niechęcią… Pamiętam, gdy do kanonu pielęgnacji wszedł tak zwany „face-modeling” i wydawało mi się, że to tylko marketingowy chwyt, aby drożej sprzedać masaż twarzy. „Kasia, przecież twarz zbudowana jest z mięśni i to one podtrzymuję w dużej mierze jej owal. Skoro wiemy, że treningiem możesz ujędrnić brzuch czy pupę to dlaczego tak bardzo wątpisz w to, że trening mięśni twarzy i ich pobudzenie do pracy nie przyniesie żadnych efektów?” – powiedziała mi kiedyś koleżanka, która zajmowała się profesjonalnym face-modelingiem. Nie powiem, że nie wzbudziło to mojego zainteresowania. Jeśli doda się do tego fakt, że są to zabiegi całkowicie bezpieczne, wykonywane bez maszyn, laserów, podczerwieni, fal uderzeniowych i tak dalej, to naprawdę ciężko znaleźć argumenty, aby nie spróbować. Zgodzicie się ze mną czy wręcz przeciwnie?

  Moja pierwsza płytka gua sha nie jest co prawda do twarzy, tylko do ciała i na dodatek okazało się, że źle jej używałam, ale nawet bardzo niezgrabny i mało profesjonalny masaż bardzo mi pomaga, jeśli muszę przez cały dzień pracować na komputerze. Na Instagramie można znaleźć mnóstwo filmików pokazujących jak w prosty sposób ją używać (ja polecam masaż płytką na przednie mięśnie klatki piersiowej, szyję i barki). Ważne, aby dobrze nawilżyć wcześniej skórę. Ja polecam ten produkt

  Ujędrniający olejek do ciała i biustu Body Map od SLAAP to nie tylko świetny produkt do masażu z płytką gua sha, ale przede wszystkim bogaty koktajl cennych olejów i składników roślinnych, mających na celu poprawę elastyczności, odżywienie i wygładzenie skóry. Receptura zawiera ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej (CICA/ centella asiatica), która słynie z właściwości ujędrniających. Działa stymulująco na fibroblasty, pobudzając je do produkcji kolagenu. Kompozycja olejku zawiera również składniki takie jak oleje jojoba, awokado, wiesiołka i chia, które ujędrniają skórę i wzmacniają jej barierę lipidową. Jest bardzo wygodny w stosowaniu, bo aplikator w sprayu dozują idealną ulość kosmetyku. Produkt bez wad :). A jeśli ostatnio macie ochotę na więcej rzeczy w klimacie selfcare to zajrzyjcie na stronę SLAAP. Znajdziecie tam sporo pięknych i naturalnych rzeczy, które umilą domowe rytuały. Z kodem BODYMAP15 dostaniecie rabat na mój olejek!

7. Kochanie! Rozpakowałem zakupy! Twój krem jest już w lodówce!

  Tytuł tego akapitu to bynajmniej nie jest kolejna odsłona przygód mężczyzny, który do pralki chce włożyć brudne naczynia, a w zmywarce niechcący zamknął kota (to tylko żart! Nie zamykamy zwierząt w żadnych urządzeniach AGD!). Słyszałyśmy już nie raz o kosmetykach naturalnych, ale jest jeszcze jeden krąg wtajemniczenia, o którym nie każdy wie – kosmetyki świeże. Nie zawierają one żadnych sztucznych substancji, konserwantów, silikonów czy nawet alkoholu. Mają krótki okres „przydatności do spożycia”, podobnie jak krótki jest okres przydatności do spożycia żywności naprawdę zdrowej i nieprzetworzonej. To sprawia, że kosmetyki świeże muszą być trzymane w w lodówce ze względu na szczególny skład – ale ich schłodzona temperatura sama w sobie niesie korzyści dla skóry. Chłód energetyzuje, poprawia krążenie, redukuje obrzęki i usuwa zaczerwienienia. Ale kosmetyki świeżee mają też inną zaletę – ich lista składników jest zdecydowanie krótsza niż tych z drogeryjnych półek, a to oznacza, że rzadziej wywołują alergię. No i trzeba pamiętać o jeszcze jednym: im dłuższa lista składników w produkcie, tym mniej każdego z nich w kosmetyku. Im krótsza lista składników, tym więcej tego, co cenne.

Proszę Państwa – oto "kosmetyk świeży". Deep water serum od Fridge jak większość produktów tej marki – trzymamy w lodówce. Jest w 100% naturalny, zapakowany w szklaną buteleczkę.Kosmetyk ma właściwości nawilżające i łagodząco-kojące, pachnie białą herbatą z dodatkiem wanilii. Jak działa? Propanediol i hialuronian sodu – silne humektanty – zatrzymują wodę w warstwie rogowej naskórka i zapobiegają jej odparowywaniu. Doskonale wspomagają przenikanie substancji aktywnych w głąb skóry. Zapewniają długotrwałe nawilżenie, dzięki czemu drobne linie oraz zmarszczki są mniej widoczne. Duża zawartość skwalanu oraz oleju lnianego tworzą na powierzchni skóry film ochronny.  Ekstrakt z centelli znany również jako wąkrota azjatycka, łagodzi stany zapalne i wspomaga proces gojenia się skóry. Przynosi ulgę skórze podrażnionej, podatnej na zaczerwienienia i swędzenie, ale także skłonnej do niedoskonałości (które wyraźnie widać na zdjęciu powyżej ;)).

 

7. Ingrid Berg czyli perełki od koleżanek po fachu.

  No to gdzie zrobiłam te zakupy, przed którymi nie byłam w stanie się powstrzymać? Mowa o czymś w rodzaju antykwariatu, ale w wersji 2.0. i w konkretnym stylu. W Ingrid Berg znajdziemy porcelanę, lampy, ozdoby, pudełka i inne wyjątkowe drobiazgi, które mają sprawić aby nasze mieszkanie było przytulne i eleganckie jednocześnie. A dlaczego ten profil na Instagramie, który obserwuje raptem 741 osób, tak bardzo zwrócił moją uwagę? Bo założyły go dwie moje obserwatorki! Jeśli wydaje się Wam, że mnie i Was dzielą jakieś tysiące mil, odgrodzone jesteśmy od siebie szklanym ekranem niczym przejściem z dwóch czasoprzestrzeni, to musicie wiedzieć, że wcale tak nie jest. Ciesze się gdy spotykam Was na ulicy i albo gdy Was do czegoś zainspiruje (nawet jeśli mówimy tu o takich błahostkach jak przepis na deser ;). W szczególnych przypadkach zdarza się nawet, że zaczynamy razem pracować i tworzyć coś wspólnie (Ola! O Tobie mowa! :)). Kończąc te wynurzenia – kupiłam u dziewczyn piękny głęboki talerz z wzorem z liści, który będzie pasował do mojej porcelany z niebieskimi akcentami. Podejrzewam, że ten koncept tak bardzo mi się spodobał, bo w założeniu przypomina mi nasze La Ronde. Wyszukiwanie pięknych rzeczy i wrzucanie ich do drugiego obiegu to – mam nadzieję – lekarstwo na „fast fashion” i przyszłość naszych zakupów.  

4. Menu wielkanocne spisane na kolanie.

  Ok, może nie na kolanie, tylko w sms-ie do męża i z masą błędów („Kochanie, ale co to jest bajka zaszerowana?”), ale jednak! Na naszym świątecznym śniadaniu pojawią się kolejno: jajka faszerowane, które uwielbia zarówno moja młodsza córka, jak i jej prababcia // bruschetta, którą wyciągnę z piekarnika gdy do drzwi zapuka pierwszy gość // mój ulubiony przepis z rolki, czyli jajka sadzone na gratin z ziemniaków // kultowa biała kiełbasa duszona w piwie z żurawiną i gruszką // lekka sałatka z ogórkiem, awokado i koperkiem.

… no i deser. Na śniadanie uwielbiam podawać coś na gorąco i w tym roku postawię na tradycyjny kogel-mogel zapiekany z truskawkami (a może z malinami? Zobaczę na co trafię w piątek na rynku). Jeśli ktoś w Waszej rodzinie jest na diecie bezglutenowej, to ta opcja jest idealna. Najlepiej jeśli deser przyrządzicie w kokilkach, bo tak wygląda najatrakcyjniej, ale ja nie zamierzam się tym przejmować i w niedzielę upiekę go w dwóch dużych formach do tarty. 

Składniki dla 4 osób:

około 300g ulubionych owoców (wybrałam truskawki, ale idealnie sprawdzą się także maliny czy borówki) 

5 sparzonych jaj (a konkretniej pięć żółtek i jedno białko)

5 płaskich łyżek stołowych cukru

nasiona z laski wanilii

cukier puder do posypania

opcjonalnie:

lody śmietankowe

listki świeżej mięty

Sposób przygotowania:

Truskawki myjemy, obieramy i kroimy na plasterki układając je w żaroodpornym naczyniu (ja wybrałam formę na tartę). Dokładnie parzymy jajka a następnie odzielamy żółtka od białek. Ubijamy 5 żółtek i dodajemy 5 płaskich łyżek cukru oraz pestki z laski wanilii. W osobnym naczyniu ubijamy 1 białko. Gdy będzie już porządnie ubite dodajemy do zrobionego z żółtek kogla mogla. Całą masę wylewamy na truskawki i wstawiamy do rozgrzanego wcześniej piekarnika (ja ustawiłam na 240 stopni) na około 2 minuty aby wierzchnia masa dobrze się ścieła. Po dwóch minutach wyłączamy piekarnik zostawiamy formę jeszcze przez pięć minut w piekarniku. Deser powinien być ścięty z góry i lekko płynny w pod spodem. Gotowy wypiek posypujemy cukrem pudrem, ozdabiamy miętą i podajemy z gałką lodów śmietankowych. 

Podobno najlepszym sposobem na to, aby skupić na nowo uwagę czytelnika jest użycie sformułowania „ja już zbliżam się do końca!”. Dziękuję za te kilka minut, które spędziłyśmy tutaj razem. Czekam na Wasze osobiste przemyślenia w komentarzach i do zobaczenia lada dzień!

 

*  *  *