Last Month


Wpis powstał we współpracy z marką Lierac, Rodziną Pasieki Sadowskich oraz Wild Hill Coffee.
 

  W tym tygodniu kończy się luty. Potem marzec minie bardzo szybko i już będziemy mieć Wielkanoc. Nim się obejrzymy przyjdzie piękne lato, a potem złota jesień i zacznie się czekanie na Święta. Właściwie można powiedzieć, że rok 2024 niebawem się skończy ;). To taki nieśmieszny żart oczywiście, ale upatrywanie przyjemności tylko w wydarzeniach, które dopiero są przed nami, na własne życzenie zabieramy sobie teraźniejszość.

  Chociaż niepoprawna ze mnie fanka zimy, to zwykle o tej porze roku oczami wyobraźni widziałam już drzewa owocowe upstrzone białymi kwiatami, tymczasem były one zaśnieżone i pogrążone w zimowym śnie. Przyznaję, że zdarzało mi się na tę przeciągającą się zimę narzekać. No cóż, to lekcja dla mnie, aby bardziej cieszyć się tym, co daje nam los – okazuje się bowiem, że luty wcale nie musi być biały i mroźny, może być też błotnisty i mokry. Tym razem próbowałam go więc polubić takim jakim jest, bo kto wie, co przyniesie nam przyszłość?

  Ona przyjdzie. Zapewniam Was. Czego byśmy nie zrobiły, o czym byśmy nie zapomniały i jak mocno nie marudziły – ona jest już tuż za rogiem i nic jej nie powstrzyma. Nie marnujmy więc czasu na jej wyglądanie, skoro zawita do nas nawet bez wcześniejszego zaproszenia. A tymczasem, u progu przedwiośnia zapraszam Was na fotorelację z ostatnich tygodni.

"Jak wydaje się Wam, że wygląda Trójmiasto w lutym” kontra „Jak najczęściej wygląda Trójmiasto w lutym” ;). Moim zdaniem mieszkam w najpiękniejszym miejscu na świecie, ale to nie oznacza, że każdy dzień tutaj jest idealny.Gdy Twój strój świetnie wpisuje się w szaro-błotniste otoczenie. 
Dla lutowej równowagi. Aromatyczna zupa warzywna i wizyta w Baloli. To pierwsze jest dla mnie codziennością, na to drugie chciałabym częściej mieć czas. Jedziemy z tym poniedziałkiem! Jestem już po dwóch spotkaniach i teraz siedzę nad ważnym dla mnie tekstem. A ten magazyn o podróżach znalazł się tutaj całkowicie przypadkiem…Ostatnie dni przed kampanią. Dopinamy najdrobniejsze szczegóły – od harmonogramu wejść poszczególnych produktów przez potwierdzenie ostatnich zleceń na szycie, aż po poprawki wykończenia dziurek na guziki. Zwracamy uwagę na najmniejsze detale, abyś Ty już nie musiała ;). No i nasza odsłona "Never ending story" czyli współpraca branży kreatywnej z informatyczną. My tu o letniej kolekcji, sukienkach i szortach, a tak naprawdę wszystkie już jesteśmy myślami w kolejnym sezonie…
Tłusty czwartek i test pączków! Ta rolka podbiła Wasze gusta. Jeśli szukacie w Trójmieście sprawdzonych miejsc z pączkami to podaję moje top miejsca: Pączuś (one & only ), Kaisser (jeśli macie zjeść w Tłusty Czwartek tylko jednego pączka to postawcie na tego z Kaissera ), Cappuccino Cafe (a po pączku zjedzcie tam jeszcze rzemieślnicze lody ), Oficyna w Gdyni (jeśli szukacie pączków w zdrowszej wersji to tylko tam).Błękit, szarość i biel, czyli próba wywołania wymarzonej pogody. 
Idealne Walentynki w domu nie istnie…. a czekaj! Ten wieczór może nie był spektakularny, ale na ostatnią chwilę nie wymyśliłabym nic lepszego (tego dnia jakoś nikt nie kwapił się do opieki nad naszymi dziećmi ;)). Chwila dla nas, odrobina słodyczy z własnego piekarnika i kanapa. 
Ten chlebek migdałowy wyszedł super! Tak jak obiecałam na Instagramie dzielę się z Wami przepisem na pyszny migdałowo-cynamonowy chlebek: 

Składniki: 

 2 jajka

160 g masła 

170 g cukru (ja użyłam brązowego) 

180 g maślanki 

240 g mąki pszennej (ja użyłam typ 450) 

1,5 łyżeczki proszku do pieczenia 

pół łyżeczki soli 

100 g migdałów 

opcjonalnie: miód 

(pasta migdałowa) 

50 g masła migdałowego 

70 g brązowego cukru 

50 g masła (zwykłego) 

50 g drobno posiekane migdały

1 łyżeczka cynamonu 

Sposób wykonania: 

1. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni i przygotuj formę wyłożoną papierem do pieczenia. Masło utrzyj z cukrem na wysokich obrotach przez 5-6 minut. Dodaj jajka i ubijaj przez dodatkową minutę. Dodaj połowę maślanki i ponownie wymieszaj. Do ciasta przesiej mąkę, cynamon i proszek do pieczenia, wymieszaj. Zanim wszystko się połączy, dodaj resztę maślanki. 

2. Włóż 1/3 ciasta do formy i dodaj pastę migdałową (rozłóż ją w miarę równomiernie, najlepiej przemieszać ją cienkim patyczkiem tak aby powstały "esy-floresy".  Powtórz proces jeszcze raz i dodaj migdały na wierzch. Piecz chleb około 45 minut.

Bajka i ciasto z lodami. Nie wiem kogo z naszej piątki najbardziej cieszył ten plan na wieczór. 

Disney'owski klasyk o miłości. 

Jutrzejszy dzień będzie długi. Robimy wiosenno-letnią kampanię dla MLE. Ten moment to zawsze zwieńczenie wielomiesięcznej pracy. Jeśli gdzieś popełniłyśmy błąd, to teraz jest już zbyt późno, żeby go naprawić ;).Alain de Botton ze swoją "Architekturą szczęścia" i Katarzyna Zajączkawska z "Odpowiedzialną modą". No i witamina C, bo chyba coś mnie bierze. Warszawo! Jesteś dziś dla nas łaskawa z tym słońcem. Mamy wynajęte studio, ale naturalne światło zawsze jest w cenie. Za każdym razem, gdy zaczynamy myśleć o kolejnej kampanii, zaczyna się dyskusja na temat tego, czy pokazać nasze projekty na profesjonalnej modelce (moje stanowisko), czy jednak na mnie (stanowisko zespołu). Jak dla mnie sesja wizerunkowa MLE wypadłaby lepiej, bardziej profesjonalnie, gdyby przed obiektywem stała dziewczyna, która wie co robi i ma do pozowania większe predyspozycje. Może Wy pomożecie mi przekonać Asię, aby nie ciągać już na zdjęcia 37-letniej matki dwójki dzieci i postawić na młodszą (i wyższą) gwardię? Zastanawiałyście się kiedyś ile trwa taka sesja zdjęciowa? Zaczęłyśmy punkt ósma, skończymy po szesnastej. Czyli typowy dzień w pracy tylko nerwy większe.
Czternaście stylizacji, białe tło i dwa krzesła. Ten pierwszy na górze to własność Asi, ten na dole z taboretem wypożyczyłyśmy z Iconic Tells a Story
Oto nasza wspaniała grupa! W tym wpisie możecie zerknąć kiedy mniej więcej pojawią się poszczególne produkty. Ten zestaw na górze to koszula i szorty. Olivia zestawiła go z eleganckimi dodatkami, ale podejrzewam, że ja będę w nim śmigać z trampkami i klapkami. 
Koniec! Jeśli zaraz czegoś nie zjemy to atmosfera się zagęści. ;) Wybrałyśmy się do The Eatery i chyba nie będziemy zawiedzione. 
1. "Zamówmy kilka rzeczy, aby móc spróbować wszystkiego i po prostu się podzielmy". // 2. Tak. Znalazł się. // 3. Marchew i mielony. Polecam z czystym sumieniem. // 4. Bardzo dopracowany koncept. Kuchnia polska z nowoczesnym akcentem, nienachalny minimalistyczny wystrój i polskie klasyki filmowe z lat 90-tych. Bardzo podoba mi się to miejsce! //Super miejsce to Eatery. Czekam, aż ktoś zdolny zrobi coś podobnego w Trójmieście. A teraz teleportujemy się do mojego ukochanego miejsca. Jakiś czas temu napisałam długi artykuł o dolinie Val Di Fiemme. Tutaj macie link jeśli chciałybyście się dowiedzieć, co jest w tej krainie tak wyjątkowego, że wracam do niej od ponad dwudziestu (!) lat. Miejsce, który nigdy mi nie spowszednieje. Czuję się w tu jak u siebie.
Moje Passo Rolle. Nie ma tu najnowocześniejszych wyciągów i setek tras narciarskich, ale ja i tak kocham to miejsce. Szczytu nie zdobędziemy, ale mamy tu nasz ulubiony szlak, który kończy się u podnóży tej skały. Kiedyś we dwoje, później z sankami i niemowlakiem, a teraz w czwórkę. Z roku na rok coraz ciężej. Ale także weselej. Ile czasu można spędzić z dziećmi przy zamarzniętym źródełku? Zaskakująco dużo!… aż tak dużo, że gdy dochodzimy do schroniska ktoś nieoczekiwanie ucina sobie drzemkę.  Najlepsze ocieplane legginsy na świecie. Nie spadają i nie rozciągają się. Niestety z sieciówki, ale chyba można dla nich zrobić wyjątek. Znajdziecie je tutajW które wycelować śnieżką? :D 1. Cortina d'Ampezzo. Kilkadziesiąt lat temu odbywały się tu zimowe igrzyska olimpijskie… i niebawem szykuje się powtórka! // 2. Ten sweter ma chyba z dziesięć lat i zawsze jedzie ze mną w góry (jest z RobotyRęczne). Za to ta kurtka… w przyszłym sezonie same się przekonacie! 

No dobrze. Teraz widzę, że artykuł na blogu sprzed 4 lat wymaga odświeżenia, bo część polecanych miejsc zdążyła się zamknąć, a pojawiło się wiele nowych. Ale ogólne przesłanie chyba się nie zmieniło – trzeba chronić i szanować naturę. Solidarnie i z rozmysłem. Przy takim podejściu my także zyskujemy, bo nadal możemy cieszyć się jej pięknem. 1. Gdy tym razem to Ty możesz krzyczeć "Mamo! Pomóż!" ;). Wyjazdy z rodziną – tą dalszą i bliższą – to dla mnie najcudowniejszy czas w roku. // 2. Czy to jedno zdjęcie może być "mini-zamiennikiem" dla "Look of The Day"? ;). Żartuję! W tę niedzielę zapraszam Was na nowy cykl, czyli "Zapiski o modzie i stylu". Jestem bardzo ciekawa Waszego odbioru. "El Brite De Larieto" to moja ulubiona restauracją w Cortinie. Przynależy do agroturystycznego gospodarstwa, a jedzenie mają tam wyborne. 
1. Kluski w sosie grzybowym. To jest zbyt dobre! // 2. Słońce! Sama nie wiem czym się tu najadam bardziej – pysznym jedzeniem czy ciepłymi promieniami. // Tam, gdzie chmury tańczą wokół gór… 
Wracamy w stronę Val di Fiemme i wspinamy się (a raczej pchamy przed sobą naprawde dobrze obciążone sanki) na wysokość 2084 metrów nad poziomem morza. Po takiej eskapadzie najprostsze dania smakują wybornie. Koniec Karnawału obchodzi się też tutaj! I to hucznie!
Przy mojej całej miłości do Włoch… nasze pączki są lepsze.  Tylko oglądam, przysięgam! Mam własne w bardziej zakopiańskim stylu i też są super! Pamiętacie jak pisałam o słynnych butach z Cortiny w tym wpisie?Tydzień w górach, dwie godziny na nartach. Ale nadrobimy jeszcze to szusowanie! 1. Mój górski niezbędnik. Okulary to Celine, balsam to prezent od marki Chanel. // 2. Dostałam na Instagramie mnóstwo pytań o kurtkę. Mam ją chyba ze sto lat (a dokładniej sześć, bo kupiłam ją będąc w pierwszej ciąży) i prawdę mówiąc jej jakość jest słabiusieńka. Ale kolor ma piękny. ;) Wychodzę z założenia, że jeśli już coś mam, to albo noszę, albo przekazuję dalej. W jej przypadku wybieram nadal to pierwsze, bo jakoś ciężko mi się z nią rozstać. Jest z NA-KD. Wszędzie dobrze, ale w naszym domowym królestwie najlepiej! Księżniczki dobrze o tym wiedzą!Mamy słońce w Sopocie, więc ten dzień już zaczął się dobrze! I jeszcze dotarła do mnie paczka, na którą czekałam! W lutym rozpoczęłam testowanie kremu od Lierac w pięknym opakowaniu w nowoczesnym stylu. No i z wymiennym wkładem, tak aby szklany słoiczek mógł być użyty wielokrotnie. Lierac Lift Integral to krem, który ujędrnia, nawilża i wygładza skórę, dzięki unikalnemu połączeniu trzech składników aktywnych, które działają na jej podstawowe elementy: kolagen, elastynę, kwas hialuronowy, glikoproteiny. Kosmetyk w 98% składa się z substancji naturalnego pochodzenia. Testuję od trzech tygodni i polecam! Krem warty swojej ceny.Mamy młynek! To gwiazdkowy prezent ode mnie dla męża, bo do niedawna tylko on w domu robił kawę. Tym razem zamówiłam więc Wild Hill Coffee w ziarnach. Nie mówcie mi, że jeszcze nie słyszałyście o tej kawie?! No to opowiem Wam więcej, bo po jej poznaniu nie będziecie już chciały pić niczego innego!Chociaż mówi się o tym coraz więcej, to naprawdę niewiele osób zdaję sobie sprawę z wpływu kawy na planetę. Nasza część świata wyrządziła ogromną krzywdę ludziom i przyrodzie, a zamiłowanie do picia kawy ma w tym swój niechlubny udział. To geopolitycznie i społecznie złożony problem, który mieści w sobie całe spektrum odcieni szarości, dlatego tym bardziej doceniam marki, które w imię własnych wartości zachowują prawdziwą transparentność. Wild Hill Coffee potrafi wskazać dokładnie skąd pochodzi ziarno (jest to kawa single origin pochodząca z jednego, konkretnego regionu). Kawowce są uprawiane bez pestycydów. I to jest bardzo ważna informacja ponieważ kawy dostępne powszechnie w sklepach mogą zawierać śladowe ilości pestycydów (wątek zdrowotny jest istotny, ale to także kwestia etyki – uprawa bez pestycydów nie naraża zdrowia ludzi pracujących na plantacji). Są też inne korzyści.  Założycielka marki mówi: „Z dumą mogę napisać, że zbadałyśmy potencjał antyoksydacyjny wszystkich kaw, które od nas otrzymasz i choć kawa wyjściowo jest bogatym źródłem antyoksydantów, to Wild Hill Coffee może pochwalić się naprawdę wysokimi wartościami. I tak Ogniste zbocza Turrialba to aż 94,63% zdolności antyoksydacyjnej, Sen o La Jacoba 95,48%, a Gwiaździsta noc w Cajamarce 94,15%.” 

WSZYSTKIE kawy od Wild Hill Coffee są ekologiczne i posiadają Europejski Certyfikat Ekologiczny. Co to znaczy? Że ich uprawa, zbiór i wszystkie etapy produkcji są bardzo dokładnie udokumentowane. Jeśli parzycie kawę w domu, to spróbujcie chociaż raz przestawić się na tę uprawianą w zrównoważony sposób. W przypadku kawy bezkofeinowej ziarna zostały pozbawione kofeiny zdrową, bezpieczną metodą CO2. To stosunkowa nowa metoda, która nie wymaga szkodliwej chemii, a co najważniejsze, pozwala zachować bogaty smak i zapach kawy. Wild Hill Coffee jest przepyszna (według mnie nawet lepsza niż te od czołowych marek) więc dbanie o planetę jest w tym przypadku czystą przyjemnością. Kawowe obrazy. 

W ramach współpracy Wild Hill Coffee zgodziło się przygotować dla Czytelniczek Makelifeeasier zniżkę w wysokości -12%. Wystarczy, że wpiszecie kod Kasia12 w trakcie dokonywania zakupów (kod jest ważny do 17 marca).

A teraz kontrowersyjny temat! Czy tylko ja słodzę kawę miodem? ;P W lutym pozamykałam kilka tematów, które mi ciążyły i sama jestem zdziwiona jak wiele nowej energii i sił mi to dało. Po raz kolejny przekonałam się, że działanie to dla mnie najlepsze antidotum na gorszy nastrój. No i praca w grupie. A że doczekaliśmy się w końcu większego stołu, to coraz częściej, nawet te liczniejsze spotkania, odbywają się u mnie. Tylko z robieniem kaw w kawiarce się nie wyrabiam ;). Pssst! Czy to nie wygląda jak pierwsze ślady wios… ?
Ileż to ja się nasłuchałam o Pasiece Rodziny Sadowskich! A potem przeczytałam rozbrajający opis początków tej pasieki… „Historia Pasieki Rodziny Sadowskich nie sięga dalekich pokoleń. W 2009 roku zaraz po maturze będąc nastoletnim mieszczuchem zacząłem swoją przygodę z pszczelarstwem. Szukając sezonowej pracy na najdłuższe wakacje życia (między maturą a studiami) postanowiłem pomagać w lokalnym gospodarstwie pszczelarskim. Od samego początku życie tych niezwykłych owadów mnie zafascynowało i wiedziałem, że chcę się zaopiekować własnymi ulami… wpadłem i nie było odwrotu.” Na zdjęciu widzicie miód z pyłkiem i propolisem od Pasieki Rodziny Sadowskich. Miód wielokwiatowy z dodatkiem pyłku pszczelego i propolisu. Posiada atuty miodu wiosennego zawierającego nektar z mniszka, akacji i rzepaku. Łączy w sobie wszystko co najlepsze z ula i tak też pachnie i smakuje. Polecam!  Z kodem Makelife10 otrzymacie 10% zniżki na zamówienie.Pasieka Rodziny Sadowskich ma w swoim asortymencie również mnóstwo innych produktów (nie tylko miodowych). Pasta pistacjowa to nasz ukochany dodatek (a może mój?) do naleśników, maliny i truskawki liofilizowane, do których z początku podchodziłam z rezerwą, a teraz stały się naszą ulubioną słodką przekąską, albo różnego rodzaju zakwasy i soki naturalne – wszystko najwyższej jakości. Kasia w swoim naturalnym środowisku :). 

Słońce wstaje coraz wcześniej, lepiej żeby nie nakryło nas w brzydkiej piżamie ;). Już miałam skończyć dla Was ten wpis, ale dosłownie w tej chwili wbiegła do mnie Asia z najnowszymi prototypami piżam na nowy sezon. Jak myślicie? W której najlepiej powitać pierwsze wiosenne mgły? :)

 

*  *  *

 

 

PAD THAI? A MOŻE LEKKA I POŻYWNA WERSJA WEGETARIAŃSKA

​Pad thai to jedno z najbardziej znanych i uwielbianych dań kuchni tajskiej. Intensywne połączenie smaków, które zaprasza na kulinarną wędrówkę wśród straganów Tajlandii, gdzie aromatyczne przyprawy mieszają się w powietrzu z dźwiękami ulicznego życia. Jego wyjątkowy smak łączy w sobie słodkość, kwasowość, pikantność i bogactwo tekstur. Komuś, kto nigdy nie przygotowywał tego dnia może się wydać skomplikowane, ale zapewniam – tak nie jest. Dzisiaj chcę się podzielić z Wami swoją autorską wersją. Wierzę, że każdy może wyczarować tę kulinarną ucztę bez konieczności podróżowania do Azji. 

 

Skład:

1 kostka wędzonego tofu

2 marchewki

4 łyżki sezamu

1/4 główki kapusty

2 łyżki sosu sojowego

1 papryka spiczasta

150 g kiełków fasoli mung

4 ząbki czosnku

4 cm imbiru

szczypta płatków chili

200 g makaronu ryżowego typu: vermicelli

do smażenia: olej kokosowy

do podania: cebula dymka, orzeszki ziemne, limonka

sos:

3 łyżki sosu sriracha

1/2 łyżeczki soli

4-6 łyżek sosu sojowego

1 łyżeczka cukru trzcinowego

2 łyżki soku z limonki

2 łyżki tajskiego sosu rybnego (opcjonalnie)

A oto jak to zrobić:

1. Makaron zalewamy wrzątkiem i po 4-5 minutach odcedzamy zalewając zimną wodą.

2. Na rozgrzanej patelni lub na woku podprażamy z odrobiną oleju kokosowego ziarna sezamu, a następnie dodajemy posiekaną w cienkie pióra kapustę i dwie łyżki sosu sojowego. Całość delikatnie smażymy przez kilka minut. Zawartość przekładamy na oddzielny talerz. Na tej samej patelni podsmażamy posiekany czosnek, płatki chili, imbir i cienkie kawałki papryki. Wszystkie składniki do sosu łączymy i przelewamy na patelnię. Dodajemy cienko pokrojoną marchewkę (korzystam z obieraczki do ziemniaków), kawałki wędzonego tofu, kiełki fasoli mung oraz ugotowany makaron i podsmażoną kapustę z sezamem. Całość dokładnie mieszamy do połączenia się smaków. Przed podaniem posypujemy posiekanymi orzeszkami ziemnymi, poszatkowaną cebulką dymką i skrapiamy świeżym sobiem z limonki.

Kampania MLE wiosna/lato 2024 – styl podyktowany naszymi pragnieniami

Wpis zawiera lokowanie marki własnej. 

  W letniej garderobie funkcjonalność to świetny drogowskaz, ale styl powinien być podyktowany także naszymi pragnieniami, opowiadać o nas jakąś historię. Gdy pierwszy raz po zimie zaczynamy czuć nadchodzącą wiosnę, chcemy dać temu wyraz także w tym, co nosimy. W wiosenno-letniej kolekcji marki MLE chciałam aby projekty były odpowiedzią na to, czego kobiety potrzebują każdego dnia, a jednocześnie zwiastować nadchodzące wakacyjne odprężenie. Ponad dwadzieścia elementów tworzy kompletną bazę, która sprawdzi się w miejskiej przestrzeni i w dalekiej podróży.

  W kolekcji znalazły się marynarki i spódnice z parzonej wełny, swetry z bawełny i wełny merynosowej, spodnie z drobno plisowanego materiału czy lniane sukienki. Graficzne, harmonijne cięcia i fantazyjne tekstury, które nadają monochromatycznej palecie barw dynamiki, to główne cechy projektów. Poza flagowymi produktami, które możecie zobaczyć w kampanii, w kolekcji znajdą się także koszule, bluzy i topy, które można dowolnie miksować. Poszczególne elementy będą miały swoje premiery w każdy piątek – część z nich jest już dostępna.

  Wszystkie ubrania wykonane są w Polsce, w krótkich, limitowanych seriach. Poniżej znajdziecie większość naszych projektów na sezon  wiosna/lato wraz z przybliżonymi datami ich premier.

 

Zdjęcia: Dorota Porębska / Stylizacje: Olivia Kijo / Makijaż: Katarzyna Korszla / Fryzury: Patryk Nadolny

Marynarka i spódnica – 23.02.  // Top czarny – 8.03.

Komplet koszula i szorty – 19.04.

Sukienka w kratkę – druga połowa maja.

Sukienka z kieszeniami – 12.04.

Sweter – obecnie dostępny // sukienka – 29.03.

Wełniana kurtka – 29.03.

Bluzka – 12.04. // Spódnico-szorty – 22.03.

Sukienka z wycięciami – początek maja. 

Dzianinowa sukienka – druga połowa maja // Spodnie – obecnie dostępne.

 

 Sukienka wiązana – początek czerwca. 

Top w kratkę – 15.03. // ​Plisowane spodnie – 8.03.

 

 

 

Marynarka – 22.03. // Ażurowe spodnie – początek czerwca.

 

 

Krótki top – 19.04. // Spódnica – obecnie dostępna.

 

Sweter – obecnie dostępny.
 
*  *  *

 

Zapiski o modzie i stylu #1

sweter – MLE (stara kolekcja)

kożuch – 303 Avenue z drugiej ręki (kojarzycie go z wpisów sprzed lat)

dżinsowe spodnie – & Otherstories

skórzane botki – Kazar

torebka – Chanel

 

  Ten dzisiejszy wpis to dla mnie rozpoczęcie nowego rozdziału. Mimo tego, że sporo mojego czasu poświęcam teraz marce MLE, to niezmiennie uwielbiam tworzyć tego bloga, pisać dla Was dłuższe artykuły czy comiesięczne podsumowania. Kocham też robić zdjęcia i cieszę się, że moja praca jest na co dzień związana z fotografią. No i… (tu przyszedł czas na chwilę szczerości) niekoniecznie lubię fotografować samą siebie i co tydzień pokazywać dosyć powtarzalne stroje. Cieszy mnie, że mój styl jest spójny, a ja nie czuję się już w tym temacie wiecznie zagubiona, ale to chyba przyczyniło się do tego, że formuła niedzielnych wpisów w obecnej formie nieco się już wyczerpała.

  Miałam w swoim życiu kilka punktów zwrotnych i wierzę, że każdy z nich – nawet jeśli nie od razu i nie na pierwszy rzut oka – okazał się być dobrą lekcją. Jednym z nich był niewątpliwie dzień, w którym postanowiłam założyć własnego bloga. W tym tygodniu mija dokładnie trzynaście lat od momentu, w którym podjęłam tę decyzję. W tamtym czasie świat mediów i mody wyglądał zupełnie inaczej. Gdy powstawał blog nie było Instagrama, Pinteresta i Tiktoka, ale potrzeby kobiety były podobne – liczyłyśmy, że ktoś podpowie nam jak odnaleźć swój styl i ułatwić codzienne modowe wybory. Dlatego tworząc wtedy wpisy z cyklu „Look of The Day” miałam poczucie, że niewiele jest jeszcze miejsc, w których można znaleźć podobne treści. Dziś na innych platformach bez problemu wyszukacie mnóstwo propozycji stylizacji dopasowanych do potrzeb konkretnej kobiety, na które nie trzeba czekać do niedzielnego wieczoru ;). Chciałabym w związku z tym przeformułować niedzielne wpisy i zaproponować Wam alternatywę. Zależy mi na tym, aby zaglądając tutaj, Czytelniczka (tak, tak, właśnie Ciebie mam na myśli :)) dostała coś, co ciężko jest jej znaleźć w mediach społecznościowych – jakąś treść, która zostanie z Wami na dłużej, a nie będzie tylko kilkusekundowym „przeskrolowaniem” zdjęć.

  A więc! W każdą pierwszą niedzielę miesiąca, poza kilkoma zdjęciami, będzie tu na Was czekało małe podsumowanie tego, co jest (lub niebawem będzie) na czasie. Poza typowymi poradami typu „w tym sezonie nogawka dżinsów rozszerza się, a ich stan obniża” będę też pisać o stylu, o wpływie społecznych przemian na modę, o przemyśle odzieżowym, ale też o zjawiskach, które pojawiają się w naszym życiu i mają przełożenie na garderobę. O tym, jak zmiany klimatyczne wpłyną na nasz styl, albo dlaczego luksus przestanie być wkrótce kojarzony z markową torebką? Pewnie jakiś typowy „Look of The Day” też trafi się co jakiś czas, ale chciałabym aby był to raczej przerywnik, a nie siła napędowa tej strony. „Zapiski o modzie i stylu” mają być drogowskazem, czymś co posegreguje niezliczone treści i przedstawi Wam tylko te idee i zmiany, które są warte uwagi. Mam nadzieję, że zaglądanie tu na początku każdego miesiąca stanie się Waszym małym rytuałem, dzięki któremu będziecie miały poczucie, że jesteście w temacie mody na bieżąco i bierzecie z niej tylko to, czego potrzebujecie.

   A ja wracam do domu z Warszawy po skończonej sesji dla wiosenno-letniej kolekcji MLE i trochę przebieram nogami z nerwów. Zaglądajcie na bloga, bo lada dzień pojawi się cała kampania wraz z datami wejść.

Look of The Day

kolczyki – YES 

sukienka – MLE (w środę znów dostępna)

zamszowe kozaki i torebka – Massimo Dutti (stara kolekcja)

rajstopy – Calzedonia 15 den

 

  Moje Drogie Czytelniczki, jak część z Was zdążyła zauważyć, rutynowy niedzielny wpis nie pojawił się wczoraj na blogu. Szybko chciałabym się wytłumaczyć z tej niefrasobliwości – niestety aparat, który towarzyszył mi od wielu lat, zaginął w bliżej nieznanych mi okolicznościach. Rano był, a wieczorem – gdy chciałam przegrać z niego zdjęcia na laptopa – już go nie było. Na nic przeszukanie całego mieszkania, zaglądanie do śmietnika („a może jakaś mała księżniczka postanowiła go po prostu wyrzucić nic mi nie mówiąc?”), a nawet chodzenie po podwórku („kto wie? Może Portos wziął go w pysk i wybiegł z nim gdy późnym wieczorem wyszedł na spacer?”), czy przekopywanie sterty prania („skoro zdarzają się przypadki wyprania kota, to dlaczego ja miałabym nie wyprać aparatu?”). Niestety żadne teorie, ani te logiczne ani kompletnie abstrakcyjne, nie przyniosły oczekiwanego skutku. Mam jednak ogromną nadzieję, że ten mój stary dobry przyjaciel się znajdzie, bo bez niego czuję się trochę jak bez ręki.

  Pozostał mi mój telefon i zdjęcia z niedawnego wyjścia do teatru. I chociaż nie były to jeszcze Walentynki to wchodząc do lobby wyremontowanego Teatru Wybrzeże czułam się jak na najcudowniejszej randce w życiu. A to był dopiero początek! W ogóle nie dziwi mnie to, że dorwanie biletów na większość spektakli to prawdziwa bitwa na smierć i życie. Od lat nie byłam na sztuce dla dorosłych ludzi (za to „Świnkę Peppę” w Teatrze Szekspirowskim polecam! ;)), ale teraz, gdy nieco łatwiej wyjść z domu wieczorem, trzeba będzie to nadrobić. Kreacji raczej mi nie zabraknie, bo widzę, że przez ostatnią dekadę modowy savoir-vivre trochę się w tym temacie zliberalizował. Kiedyś wyjście do teatru było okazją do włożenia najbardziej odświętnej z sukienek, dziś wystarczą chyba elegancka bluzka z dżinsami. A może lepiej stać przy utartych schematach? Przynajmniej w kwestii biżuterii nie mam wątpliwości. Ta od YES sprawdza się u mnie zawsze i wszędzie – w Walentynki, w teatrze i gdy biegnę spóźniona do przedszkola, bo cały ranek szukałam po kątach aparatu. 

CHANEL: wiosna/lato 2024 Haute Couture

  Oglądając pokazy haute couture CHANEL zawsze dopada mnie pewien dysonans: czy aby na pewno jest to prezentacja kolekcji ubrań? A może jednak teatralny spektakl? Albo balet w nowoczesnej adaptacji, na który nie sposób zdobyć biletów? Ten ostatni pomysł nie wydaje się zresztą wcale aż tak abstrakcyjny, bo marka od dziesięcioleci związana jest z baletem – bliskość tych dwóch światów łatwo dostrzec nie tylko w projektach Virginie Viard, ale także w polityce całego domu mody, które od wielu lat patronuje Operze Paryskiej. Założycielka marki przez całe swoje życie związana była ze światem tańca i teatru. Po jej śmierci postanowiono utrzymać wyznaczony przez nią kurs.

   W tegorocznej kolekcji nawiązania do baletu były bardzo bezpośrednie – zdominowały ją róże, plisy, tiule, białe rajstopy i spódnice w stylu „tutu”. Poniżej możecie zobaczyć sylwetki, które najbardziej mnie urzekły.