If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Nie mam czasu pisać tego artykułu. I dokładnie tak samo jest z pielęgnacją mojego ciała.

   Nie wiem czy to ja zmieniłam swoimi wyborami algorytm, czy to jednak cały Internet przeszedł transformację socjologiczną, ale coraz rzadziej atakują mnie nagłówki artykułów nawołujące nas – kobiety – do pracy nad swoim wyglądem. W miejsce publikacji o „sposobach na pomarańczową skórkę”, „idealnej diecie odchudzającej na lato” i „szybkich sposobach na depilację” pojawiają się te, które próbują zmienić nasz sposób myślenia na temat pielęgnacji i dać nam wolność wyboru czy chcemy być „zadbane” czy jednak nie. 

   Mam nadzieję, że to jednak nie jest psikus „ciasteczek” i że nie żyję w wyzwolonej bańce. A może to po prostu kwestia wieku, że na niektóre treści zwraca się już znacznie mniejszą uwagę? Chciałabym dostawać sprawdzone przez kogoś zaufanego informacje w pigułce, które nie będą wymagały ode mnie dalszej analizy. Mam wiele pomysłów na to jak spożytkować pięć minut przed telefonem – lektura ciekawego artykułu na Polityce, poszukiwanie większych sandałków dla starszej córeczki, rozrysowanie podziału szuflad dla stolarza, przesłanie zdjęć z weekendu na rodzinnej grupie whatsappowej, no i oczywiście niekończąca się opowieść na służbowej skrzynce pocztowej. Nim odłożę telefon chciałabym móc odhaczyć z mojej listy któryś z podpunktów, a nie tracić czas na czytanie artykułów poświęconych analizowaniu składu balsamu i po ich lekturze zostać z mętlikiem w głowie. Wcale nie dziwię się tym z Was, które kupują kosmetyki w drogerii, załatwiając przy tym inne niezbędne zakupy. 

    Zakładam, że Wy od czasu do czasu myślicie tak samo. Składy, działanie, rodzaj opakowania, konsystencja – jeśli ufacie moim wyborom to nie musicie tracić na czasu na poszukiwania i niepwność. Skorzystajcie z moich błędow i wybierzcie tylko to, co zadowoliło mnie w stu procentach. Temat kosmetyków do ciała nie był tknięty na blogu od ponad roku (co w sumie dużo mówi o tym jak poważnie do niego podchodzę…) więc dzisiejszy wpis jest telegraficznym podsumowaniem moich dwunastomiesięcznych testów. Pozbierałam tylko te kosmetyki do ciała, które się u mnie sprawdziły i które kupiłabym ponownie (albo już to zrobiłam). Dodatkowo przemycam parę sposobów na to, aby dbać o skórę ciała szybciej, ale nie mniej skutecznie. Poniżej znajdziecie moje ulubione produkty – na kilka z nich mam dla Was zniżkę :). 

1. Multifunkcyjny balsam wygładzająco kojący od marki Polemika

   Zamknięty w praktycznej tubce, o delikatnym i przyjemnym zapachu. Co jest cechą wspólną kosmetyków od Polemiki? Sproszkowana herbata Matcha oraz ich multifunkcyjność. Produkty są wegańskie, nietestowane na zwierzętach i może ich używać cała rodzina – polecam więc mamom, które nie chcą mieć na blacie w łazience zbyt wiele opakowań z głowami kaczek, różowymi etykietami Myszki Minnie i Elzą. Zresztą założycielka marki miała pewnie ten obraz z tyłu głowy, bo postanowiła stworzyć Polemikę właśnie wtedy, gdy została mamą. 

    Moje testowanie bardzo dobrze przeszły trzy kosmetyki tej marki – masło oczyszczające, krem do rąk, no i właśnie balsam. Z kodem MLE20 otrzymacie rabat 20% na wszystkie kosmetyki (kod działa do 10 września). Jestem pewna, że ten balsam spełni Wasze oczekiwania. 

Konsystencja balsamu od Polemiki. 

2. Naturalny krem do ciała Aqua Body Balm od AQUAYO

   Jak sprawić aby pielęgnacja ciała zajęła nam jeszcze mniej czasu niż zwykle? Hmmm… albo z drugiej strony – co zrobić aby pielęgnacja ciała zajmowała nam tak mało czasu, aby w ogóle ją praktykować? Jeśli wyskakujecie spod prysznica w biegu i ani myślicie o wmasowywaniu produktu, a potem jeszcze czekaniu aż się wchłonie, to znajdźcie gęsty, mocno nawilżający balsam z dobrym składem i nakładajcie go przed wytarciem ciała ręcznikiem. Trwa to kilka sekund, ale nasza skóra będzie nam za tę odrobinę czułości bardzo wdzięczna. Świetnie nadaje się do tego krem do ciała do AQUAYO z wyciągami z alg morskich, które ze względu na wysoką zawartość bioaktywnych składników, cenione są za swoje właściwości odmładzające skórę. Podaję tu tylko kilka z długiej listy magicznych składników: Nori (algi bogate w witaminy A, B i C, minerały oraz naturalne pigmenty oczyszczają, odżywiają i opóźniają proces starzenia się skóry), Enteromorpha (zawiera intensywnie nawilżające polisacharydy, odżywcze proteiny, odbudowujące naskórek lipidy i minerały, ceniona za wyjątkowo wysoką zawartość witaminy C), Wakame (wzbogaca skórę w aminokwasy, w tym prolinę, glicynę i serynę), olej migdałowy (łagodzi podrażnienia i zmniejsza powstawanie niedoskonałości), olej z masłosza i naturalna witamina E. 

   Jeśli macie ochotę sprawić sobie ten wegański i naturalny krem, to mam dla Was kod rabatowy o wysokości 20% – wystarczy wpisać hałso "balm".

Konsystencja kremu do ciała od Aquayo.

3. Linia ALGOBODY do pielęgnacji ciała od Sensum Mare

   Sensum Mare nie zawodzi (serum i krem pielęgnacyjny bb to moje dwa ukochane produkty) i wiem już, że nowa gama do pielęgnacji ciała zadowoli wszystkie stałe klientki tej marki. Nie każdy lubi gęste balsamy, a dla niektórych stojące opakowanie z pompką jest łatwiejsze w użyciu i przechowywaniu niż słoik czy tubka. Balsam do ciała silnie nawilża skórę ciała. Jest lekki, nie lepiący, wspaniale absorbuje go skóra, działa jak nawilżający opatrunek na suchą, pozbawioną jędrności skórę. Ma nowy cudowny  drzewno-kwiatowy zapach i (jak wszystkie produkty od SM) naszpikowany jest składnikami o udowodnionym naukowo działaniu. Do kompletu (można kupić osobno) powstał również peeling, do używania którego nikt nie musiał mnie namawiać. 

   Z kodem MLE dostaniecie 20% zniżki na cały asortyment marki (kod ważny do 10 września).

Konsystencja peelingu od Sensum Mare.

4. Maska Bioxidea Miracle 48 Excellence Diamond  (3 sztuki w opakowaniu) od Topestetic

   Maska w płachcie we wpisie o kosmetykach do ciała? Bardzo zabawne… A tak na poważnie – polecałam ten produkt na blogu już wiele razy, ale chyba nie wspominałam jeszcze o jego dodatkowym zastosowaniu. Po ściągnięciu maski z twarzy może być ona dodana do kąpieli, w której ulegnie rozpuszczeniu tworząc serum do ciała. Ten produkt to naprawdę „top of the top” i trzeba go wykorzystać w tak wydajny sposób, jak to tylko możliwe. Maska Bioxidea Miracle 48 Excellence Diamond polecana jest również po wszelkiego rodzaju zabiegach z zakresu medycyny estetycznej i kosmetologii ze względu na swoje terapeutyczne właściwości. Zawarte w niej peptydy, adenozyny, koenzym Q10 oraz kolagen wykazują silne działanie przeciwzmarszczkowe, dając nam efekt liftingu już od pierwszego użycia (gdybyście miały jakieś wątpliwości to na stronie Topestetic istnieje możliwość konsultacji dermatologicznej). Maski Bioxieda sprawdzają się rewelacyjnie przed każdym ważym wyjściem kiedy potrzebujemy widocznie poprawić kondycję skóry twarzy. Sprawdzają się doskonale pod makijaż – od razu po zastosowaniu widocznie nawilżają, liftingują i pięknie rozświetlają skórę. Z kodem KASIA20 dostaniecie 20% rabatu na kosmetyki Jan Marini oraz Bioxidea w sklepie topestetic.pl (promocje nie łączą się). Kod jest ważny do 31.08.2022r.

Na stronie Topestetic poza marką Bioxidea znajdziecie też między innymi Jan Marini – bardzo lubię ich glikolowy peeling do ciała, który widzice na zdjęciu. 

   Chciałabym otrzymać sprawdzone recepty na trafne decyzje w wielu życiowych kwestiach. Wiedzieć, że ktoś szedł wcześniej tą samą ścieżką i powie mi co mnie czeka – w którą stronę skręcić. Niestety, zwykle nie jest to możliwe – sami musimy się przekonać co jest dla nas najlepsze. Marne to pocieszenie, ale akurat w temacie kosmetyków do ciała mogę Wam służyć wytycznymi. Dobrze mieć z głowy chociaż to. Prawda?

*  *  *

szorty – H&M (dział męski) // lniany szlafrok – Massimo Dutti // stanik – Intimissimi

LOOK OF THE DAY – NADCHODZI NOWE.

kolczyki z wygodnym zapięciem – Biżuteria YES

lniane szorty – MLE Collection (prototyp na kolejny sezon)

lniana koszula z krótkim rękawem – COS

okulary przeciwsłoneczne – Luvlou

wiklinowy kosz – Zara Home

skórzany pasek – KAZAR

   Bieganie z wielkim białym balonem po piaszczystych wydmach może wyglądać jak dziwny pastisz powieści "Diuna", ale na tego rodzaju akcję brak mi chyba odpowiedniego poczucia humoru. Fak faktem – spoglądając na bezkresną przestrzeń miałam z tyłu głowy obraz przerażającego "czerwa pustyni" z planety Arrakis, ale zbyt wiele czasu na rozważania o fantastycznym świecie Franka Herberta nie miałam. Po wielu miesiącach powoli dochodzę do finału dużego projektu, który – mam nadzieję – jest odpowiedzią na zmiany, które dotyczą właściwie każdej z nas. Niestety, nie zwlekam ze szczegółami, bo cynicznie próbuję podkręcać Waszą ciekawość ;). Chciałabym wszystkim się pochwalić, ale jak to zwykle bywa w moim świecie – wiele rzeczy wymyka się spod kontroli i każe na siebie dłużej czekać. 

   Sporo myślałam ostatnio o zasadności niedzielnych wpisów – od początku miały to być zdjęcia robione "przy okazji" i ta formuła bardzo mi pasowała. Nie wiem jednak czy pokazywanie strojów jest tym, na co chcę nadal poświęcać swój czas. Na co dzień ubrania (oczywiście mówię o tych, które znajdują się w mojej szafie, a nie o samej idei mody czy zmieniającym się rynku odzieżowym) niewiele mnie zajmują. Przez lata stworzyłam sobie praktyczną bazę, modyfikowaną nieznacznie wraz ze zmianą trendów i nie chciałabym dawać Czytelniczkom błędnego wrażenia, że jest to temat, którym powinnyśmy żyć i w kółko analizować. Dajcie znać co o tym myślicie, bo tak naprawdę władzę na tej stronie macie przede wszystkim Wy :). Tymczasem zostawiam Was z paroma zdjęciami zwykłego, ale bardzo użytecznego zestawu – krótsze rękawy koszuli, to nie tylko ulga w upalny dzień – dzięki temu lepiej odcina się sylwetka na wysokości pasa. Dla ciekawskich – na nogach miałam tego dnia czarne japonki, ale tuż po wejściu na piasek wylądowały w koszu. 

Pieczone bakłażany. Jak sprawić, żeby w smaku nie były gąbczaste i zbyt suche ale aromatyczne i apetyczne

*     *    *

Jeżeli uda się to danie zrobić zgodnie ze wskazówkami, to zapewniam Was, że efekt będzie bardzo apetyczny. Orzechowy smak i mięsista konsystencja pieczonego bakłażana doskonale harmonizuje z sosem. Dobry skład, bez konserwantów i ulepszaczy, za to z przyprawami dla delikatnie pikantnego smaku – z słodką papryką mieloną i chili. Gęstość sosu wynika z jego naturalności i doskonale sprawdza się przy zapiekaniu.

Skład:

(przepis na 4 osoby)

2 duże bakłażany

1 słoik sosu węgierskiego z papryką

ok. 100 g ugotowanej kaszy gryczanej (1 woreczek)

1 pęczek świeżej pietruszki

1 czerwona cebula

3-4 ząbki czosnku

oliwa z oliwek

1 mozzarella

sól morska i świeżo zmielony pieprz

A oto jak to zrobić:

  1. Umyte połówki bakłażanów nacinamy na tzw. kratkę (zobacz na zdjęciu). Skrapiamy oliwą, posypujemy solą. Umieszczamy w żaroodpornym naczyniu i pieczemy w rozgrzanym piekarniku w 200 stopniach C przez 12-15 minut.
  2. Na rozgrzanej patelni z oliwą podsmażamy posiekany czosnek, a następnie cebulę pokrojoną w kostkę. Dodajemy ugotowaną kaszę gryczaną i posiekaną natkę pietruszki. Doprawiamy solą, świeżo zmielonym pieprzem i mieszamy.
  3. Miąższ upieczonych bakłażanów delikatnie wzruszamy (patrz na zdjęciu) tak by powstało delikatne żłobienie. W to miejsce rozkładamy wymieszaną kaszę gryczaną, dodajemy sos węgierski i na wierzchu rozkładamy plaster sera mozzarella. Faszerowane bakłażany umieszczamy ponownie w rozgrzanym piekarniku i pierzemy 8-10 minut, aż ser się rozpuści. Podajemy na ciepło z posiekaną natką pietruszki.

Wskazówki: Bakłażana możemy nieco inaczej potraktować, a mianowicie przekroić wzdłuż na pół, ułożyć na blasze i zrobić nacięcia nożem. Następnie posypać solą, oregano i w każde nacięcie włożyć pokrojone ząbki czosnku. Polać oliwą i zapiekać bakłażana przez 12-15 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni C.

Umyte połówki bakłażanów nacinamy na tzw. kratkę (zdjęcie powyżej). Skrapiamy oliwą, posypujemy solą. Umieszczamy w żaroodpornym naczyniu i pieczemy w rozgrzanym piekarniku w 200 stopniach C przez 12-15 minut.

Na rozgrzanej patelni z oliwą podsmażamy posiekany czosnek, a następnie cebulę pokrojoną w kostkę. Dodajemy ugotowaną kaszę gryczaną i posiekaną natkę pietruszki. Doprawiamy solą, świeżo zmielonym pieprzem i mieszamy.

Faszerowane bakłażany umieszczamy ponownie w rozgrzanym piekarniku w 200 stopniach C i pierzemy 8-10 minut, aż ser się rozpuści. Podajemy na ciepło z posiekaną natką pietruszki.

LOOK OF THE DAY – step by step

biały kostium i klapki – Simple

książka – "Księga gaju laurowego i inne eseje"

wiklinowy kosz – ZARA HOME

skórzany pasek – H&M

   „Oj Kochanie, za dużo to Ty się dziś nie nachodziłaś" słyszę za uchem, gdy przeglądam swoją aplikację do mierzenia kroków. Oczywiście w mgnieniu oka odbijam piłeczkę i wystrzeliwuję w stronę męża kilkunastoma argumentami, które w skrócie mówią o tym, że jestem zbyt zajęta aby chodzić w kółko dla rozrywki i, że tak w ogóle, to ja i tak bardzo dużo się ruszam. Ale prawda jest taka, że (chociaż nie powiedziałam tego na głos) sama byłam rozczarowana faktem, że liczby, które pojawiają się na ekranie mojego telefonu w ostatnich dniach są tak skromne.

  Wszystko do nadrobienia! Zwłaszcza, że moja letnia garderoba już od dłuższego czasu wpisuje się w styl życia klasycznego chodziarza. Płaskich butów mam nieporównywalnie więcej od tych na obcasie (a jeśli chodzi o letnie obuwie to już w ogóle), a moda w ostatnich kilku sezonach naprawdę staje na wysokości zadania, bo nie dość, że rzadziej promuje szpilki (mam nadzieję, że ten rodzaj obuwia z czasem pożegnamy tak samo jak sto lat temu gorsety), no i wciąż uznaje kroje niekrępujące ruchów, które mają miękko opływać sylwetkę, a nie ją krępować. Nie mam też wymówek dotyczących „dresscode'u" – ziś bez problemu można stworzyć zestawy, które są eleganckie, nadają się nawet na oficjalne spotkania, a jednocześnie są bardzo wygodne i spokojnie można nich pospacerować do urzędu, warzywniaka czy logopedy. No właśnie! Do tego ostatniego pójdziemy dziś pieszo. No właśnie – jak myślicie? Czy moda odpowiada na zapotrzebowanie dzisiejszego świata i wie, że coraz częściej będziemy poruszać się o własnych siłach?

   Aplikacja, o które wspomniałam na samym początku nazywa się STEPLER (tu możecie pobrać aplikacje) ma ona zachęcać do ruchu i zdrowych nawyków. Liczy Twoje codzienne kroki i przelicza je na punkty, a te można później wymienić na jakieś nagrody (produkty, zniżki lub usługi). Namacalne gratyfikacje to jedno, ale z mojego punktu widzenia najważniejszym zadaniem (które zresztą błyskawicznie aplikacja realizuje) jest wykształcenie w nas wewnętrznej motywacji do tego aby chodzić więcej.