If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Look of The Day

suede shoes / zamszowe buty – Ryłko

dress / sukienka – MLE Collection (wróci pod koniec przyszłego tygodnia)

necklace / naszyjnik – Stag Jewels

   Z dobrych pomysłów trzeba korzystać – dlatego w tym roku wróciłam do sprawdzonych przepisów wielkanocnych. Na stole wylądowały: jajka faszerowane, duszona na ciemnym piwie biała kiełbasa z gruszkami czy fasolka po prowansalsku mojej mamy. Przy okazji zerknęłam na zeszłoroczny  "Look of the Day" – chyba faktycznie nie lubię zmian, bo włożyłam wtedy identyczną sukienkę różniącą się jedynie kolorami ;). 

   Chociaż jesteście już pewnie po świątecznym śniadaniu (mi udało się właśnie usiąść na kanapie i dojeść ostatni kawałek mazurka) to przyjmijcie ode mnie najserdeczniejsze życzenia Wesołych Świąt. Odpoczywajcie i cieszcie się tym czasem z bliskimi :). 

Czy w moim mieszkaniu zawsze panuje porządek? Wielkanocne przygotowania, czyli subiektywny poradnik o tym, jak sprzątać gdy ma się psa (i małe dziecko).

   W ostatnim odcinku Familiady, między jednym a drugim sucharem prowadzącego, którego notabene uwielbiam, padło pytanie o to, kiedy robimy porządki. Respondenci najczęściej odpowiadali, że „na wiosnę”, ale bardzo dużo punktów uzyskała również odpowiedź „na święta”. Łatwo więc wywnioskować, że prawie każda Polka i każdy Polak robi porządki przed Wielkanocą, bo to wiosna i okres przedświąteczny w jednym. Nie inaczej jest u mnie. 

   Do niedzieli zostało jednak ledwie kilka dni, nie będę więc namawiać Was do tego, aby za wszelką cenę wyszorować szafkę pod zlewem, zrobić remanent w piwnicy i ułożyć książki według porządku alfabetycznego, bo na takie operacje jest już po prostu za późno. Poza tym, mało prawdopodobne, aby w trakcie uroczystego śniadania ktoś zaglądał nam do pawlacza i robił w nim test białej rękawiczki.

   Generalne porządki, a codzienne sprzątanie to dwie różne rzeczy – w najbliższych dniach tego drugiego nie unikniemy, a skoro i tak wszyscy jesteśmy w nastroju do wypucowania mieszkania na błysk, to chętnie podzielę się z Wami kilkoma sposobami na to, aby nasze miejsce na Ziemi wyglądało lepiej i czyściej.

1. Gość w dom, porządek w dom. 

   Zacznę od odpowiedzi na pytanie zadane w tytule – i tak, i nie. Na pewno zdarza mi się mieć bałagan, zwłaszcza po kilkugodzinnych sesjach na bloga (przede wszystkim tych kulinarnych), ale myślę że udaje mi się utrzymać go w ryzach. Zgaduję, że jest to wynik właśnie charakteru mojej pracy – aby mieszkanie i poszczególne jego kąty dobrze wyglądały na zdjęciach, to nie można pozwolić sobie na nieporządek. Być może część z Was uzna to za oszustwo, ale ja swoich Czytelników traktuję, jak gości we własnym domu, jeśli więc ich zapraszam, to przygotowuję się na ich przyjście. Mogę więc pokusić się o stwierdzenie, że im częściej ktoś nas odwiedza, tym bardziej jesteśmy zdyscyplinowani w dbaniu o dom. Zdjęć nie robię codziennie, ale w przypadku sprzątania nie ma u mnie dni wolnych. Nie zaczynam pracy, nawet tej przy komputerze, nim nie uprzątnę nieładu wokół siebie (zresztą, już od dziecka, nim zabrałam się za obowiązki czy naukę, wpierw układałam kredki albo zabierałam się za przeglądanie zabawek, które trzymałam pod łóżkiem).

   Poranne ogarnięcie mieszkania stało się dla mnie automatycznym nawykiem w czasach, gdy każdego dnia, od poniedziałku do piątku, punkt o godzinie 9.30 przychodziła do mnie moja asystentka – tak jak sprzątałam mieszkanie przed zdjęciami, tak starałam się, aby zapewnić Monice i sobie przyjemną atmosferę w pracy – brudne naczynia w zlewie czy pranie na podłodze w łazience nie wyglądałyby zbyt profesjonalnie. Później, gdy byłam w ciąży, godziny pracy zaczęłyśmy traktować z większym luzem, ale moje przyzwyczajenie się nie zmieniło. Teraz nawet w weekend zaczynam dzień od szybkiego zapakowania zmywarki, posprzątania stołu, nastawienia prania i odłożenia wszystkich szpargałów na miejsce. Taki schemat wymaga ode mnie dosłownie pięciu minut i pozwala uchronić mieszkanie przed nagromadzającym się bałaganem. Nie wspominając już o tym, że po prostu przyjemniej mi się wtedy funkcjonuje. Poniżej zobaczycie zdjęcie mojego salonu (a właściwie salono-biura) w wersji „hard”. Na potrzeby tego artykułu postanowiłam przez dwa dni odpuścić sobie moją codzienną poranną rutynę. Wystarczyło 48 godzin, aby to pomieszczenie ogarnął mały chaos – w każdym kącie zaczęły pałętać się przypadkowe rzeczy.

Paczki, ubrania w każdym kącie i mnóstwo rzeczy na stole – wystarczy, że przez dwa dni odpuszczę sobie odkładanie rzeczy na miejsce, aby mój salon wyglądał właśnie tak. 

   Przypadkowe przedmioty, które nie powinny znajdować się w salonie, to w ogóle moja pięta achillesowa. Prym wśród nich wiodą stosiki ubrań, które rosną sobie, jak grzyby po deszczu. Na święta wymyśliłam rozwiązanie tymczasowe – całą zimową garderobę zaniosłam do pralni chemicznej, co i tak musiałam zrobić w najbliższej przyszłości. Odbiorę ją w przyszłym tygodniu, gdy nie będę już miała na głowie przygotowywania wielkanocnego śniadania. W tym czasie, wszystkie wiosenno-letnie płaszcze, kurtki i swetry przewieszę na niższe wieszaki (przy okazji robiąc w nich remanent).

2. Kurz i brud.

   Mogłoby się wydawać, że dzięki nowoczesnym sprzętom i detergentom, w domach powinno być coraz czyściej. Mam jednak wrażenie, że nasze mamy i babcie miały świetne sposoby na utrzymanie higieny w domu, o których moje pokolenie jakby zapomniało. Przede wszystkim mam tu na myśli korzystanie z dobrodziejstw słońca, wiatru i mrozu. Odkurzenie kanapy czy dywanu, to zdecydowanie za mało, aby pozbyć się roztoczy, kurzu czy nieprzyjemnych zapachów. Poza tym, gdy robimy to w mieszkaniu, większość zanieczyszczeń unosi się w powietrzu, a później znów opada na kanapę czy podłogę. Nasze babcie z kolei, korzystały z pogody i gdy temperatura spadała sporo poniżej zera, wynosiły wszystkie przedmioty pokryte materiałami na zewnątrz – mróz zabija roztocza. Teraz, gdy witamy wiosnę, można wystawić poduchy od kanapy, dywany, pościel czy posłanie psa na słońce, co najmniej na dwie godziny. Po pierwsze, kurz zostanie na zewnątrz, po drugie, słońce działa anty-roztoczowo, a po trzecie, zapachy wywietrzeją. W całej Polsce pogoda będzie jutro idealna na taką operację. 

   Sprzątać też trzeba umieć – najważniejsza zasada to rozpoczynanie pracy z góry i przenoszenie się z porządkami coraz niżej. Najpierw zabieramy się więc za wiszące półki, ściąganie kurzy z lamp, później przechodzimy na wysokość blatów, stołu czy parapetów i dopiero na samym końcu odkurzamy i myjemy podłogę. Dzięki temu unikniemy poprawek, gdy w trakcie pakowania zmywarki wyleje nam się z garnka woda po gotowaniu ziemniaków.  

Są takie sprzęty w domu, na które zwykle nie zwracamy uwagi. Myjemy je powierzchownie, odkładamy na miejsce, a przy kolejnym użyciu nie mamy czasu porządnie ich wyczyścić. Ja mam w mieszkaniu sporo szklanych wazonów, bo pięknie rozpraszają światło. Niestety, widać na nich osad po wodzie, który niszczy cały efekt. Zaopatrzyłam się więc w szczotki i raz na jakiś czas bardzo dokładnie czyszczę wszystkie szklane naczynia. Mogę je wtedy ustawić na parapecie, bo nawet ostre światło nie wychwyci żadnego brudu. 

   Innym, zapomnianym już trochę sposobem na czyste mieszkanie jest… zwykły ocet. To nie tylko najbardziej ekologiczny ze wszystkich specyfików – jest też niezwykle wydajny i skuteczny. Zdejmuje kamień, usuwa tłuste plamy, zabija wszelkiego rodzaju robactwo, odkaża i niweluje zapachy (ten charakterystyczny średnio przyjemny zapach octu szybko się ulatnia). Używam go zawsze, gdy zabieram się na przykład za mycie podłogi. Do wiadra z wodą i płynem do drewna dodaję jedną czwartą szklanki octu. Dlaczego? Bo Portos, chociaż kochany, przynosi do domu całą masę nieproszonych gości, których nie widać gołym okiem. Ocet rozprawia się z nimi natychmiast, nawet jeśli czmychną sobie w szczeliny między deskami.

A skoro już mowa o psie – bardzo często pytacie mnie, w jaki sposób dbam o to, aby w mieszkaniu było czysto mimo tego, że mieszka w nim również szalony spaniel. Nie minął tydzień od momentu, w którym Portos pojawił się w naszym domu, a my już wiedzieliśmy, że trzeba będzie wymyślić sposób na jego sierść, bo w ciągu tych siedmiu dni odkurzyłam mieszkanie chyba więcej razy, niż w ciągu całego swojego życia. Po analizie internetowych recenzji zdecydowaliśmy się na iRobota i po ponad dwóch latach muszę powiedzieć, że była to dobra (jeśli nie genialna) decyzja. Nie bardzo znam się na urządzeniach RTV czy AGD (dlatego też nie polecam ich na blogu właściwie nigdy), ale w tym przypadku warto zrobić wyjątek. Podejrzewam, że zdalne odkurzacze za kilkanaście lat staną się takim standardem, jak zmywarka, bo po prostu ułatwiają życie. 

   Pies i czysta podłoga to dwie materie, które rzadko idą w parze. Odkurzacz iRobot ogarnie sierść i piasek, ale ten kto wyprowadzał kiedyś swojego czworonoga w deszczu wie, jak szybko oczy napływają łzami, gdy taki mokry sierściuch zamienia drewniane panele w błotne malowidło. Mój sposób nie jest idealny, ale bardzo ogranicza ten problem – tuż przy wejściu, w szafce na buty, trzymam kilka małych ręczników. Po każdym powrocie do domu, zwłaszcza jeśli pogoda na zewnątrz jest średnia, wycieram Portosowi jego brudne łapy.

Ten mały czarny stworek w lewym dolnym rogu to mój pomocnik – iRobot jest naprawdę wymarzonym rozwiązaniem dla właścicieli zwierząt posiadających więcej włosów niż żółw. Bez niego musiałabym odkurzać całe mieszkanie co najmniej raz dziennie. Ten model to Roomba i7+ (automatyczne skanowanie mieszkania, możliwość ustawienia harmonogramu odkurzania, manewrowanie wokół mebli, bezobsługowe oczyszczanie zbiornika to tylko kilka z jego funkcji). 

   Aby utrzymanie porządku nie wymagało zbyt wiele czasu, trzeba wpierw dobrze rozplanować przestrzeń. Odsyłam Was tutaj do wpisu o trzech prostych zasadach, dzięki którym nawet bałaganiara ogarnie nieład w swoim domu i nim przejdę do kolejnego podpunktu przypomnę tylko, że żadne zaawansowane systemy przechowywania, książki o magicznym oczyszczaniu ani organizacyjne triki nie są potrzebne, jeśli nie gromadzimy nadmiernie rzeczy. Im mniej przedmiotów w domu, tym mniej sprzątania. Koniec, kropka. 

3. To paskudne pranie.

   Kocham swoje nieduże mieszkanie (to, że wydaje się takie wielkie to zasługa wysokich sufitów, w rzeczywistości łóżko ledwo mieści się w sypialni, a kuchnia ma zaledwie osiem metrów kwadratowych), ale jest jedna rzecz, której szczerze zazdroszczę właścicielom domów i dwustumetrowych apartamentów. Pokój przeznaczony tylko i wyłącznie na pranie i suszenie ubrań to coś, czego trochę mi brakuje. Nie znoszę widoku suszącego się prania, a niestety jestem na niego skazana – długo myślałam o tym, czy można w jakiś sposób ukryć przed światem rozwieszone majtki i inne części naszej garderoby, ale w przypadku tego mieszkania sprawa wydaje się być beznadziejna. Zainwestowałam więc w pralkę z suszarką, bo zmniejsza ilość ubrań, którą trzeba rozwiesić (teraz, przy małym dziecku dostrzegam też więcej zalet ;)) i kupiłam coś, co trochę poprawiło estetykę instalacji, na którą tak czy siak muszę patrzeć – dawno żadna rzecz nie ucieszyła mnie tak, jak drewniany stelaż na suszące się ubrania (na zdjęciu poniżej). 

Gdyby ktoś kilka miesięcy temu powiedział mi, jak często będę teraz robiła pranie, to chyba bym nie uwierzyła ;). Ocet to nie jedyny retro detergent w mojej łazience. Płatki mydlane BEBI, w zależności od twardości wody, należy rozpuścić w gorącej wodzie, po czym wlać bezpośrednio do pralki, do bębna. Płatki mają bardzo delikatny, ledwie wyczuwalny zapach i są w stu procentach naturalne. Tę drewnianą składaną suszarkę kupiłam na Amazonie. Prawda, że ładniejsza od tych metalowych?

   Ostatnim etapem prania jest jego prasowanie – i tu znów będę jak pani domu z PRL-u, bo pościel i obrusy zawsze oddaję do magla. Dodatkową korzyścią, poza idealnie gładką poszwą na kołdrę i uznaniem teściowej, jest… więcej miejsca w szafie. Wymaglowane pranie zajmuje bowiem trzykrotnie mniej miejsca niż to, które zostało po prostu złożone po wyschnięciu. A tak poza tym, to miło jest wspierać takie drobne biznesy – ja oddaję magiel do pani, która mieszka niedaleko mnie. Przy okazji mogę popatrzeć na pięknie kwitnącą magnolię przy jej furtce. 

   Wiosna, to czas kojarzący się nam ze świeżością, którą chcemy przenieść do każdego kąta w domu. Po wykonaniu wszystkich prac pomyślcie więc o przyjemniejszych czynnościach – wyborze kwiatów na wielkanocny stół (polecam kilka mały wazoników, zamiast jednego dużego) i naturalnych dekoracji. Te dwie rzeczy najlepiej przeniosą wiosenny nastrój do naszego domu. Póki co, trzymajcie za mnie kciuki, bo po raz pierwszy organizuję Święta Wielkiej Nocy z małym dzieckiem pod pachą ;). Mieszkanie ogarnięte więc zabieramy się za listę zakupów i gotowanie!

 

* * *

 

 

Ciastka, które możemy upiec z dziećmi do koszyczka wielkanocnego czyli kruche i maślane baranki

Probably each home has its own tin box full of crisp cookies hidden somewhere in the cupboard. For a rainy day, to improve your mood, for children’s begging, whenever you’re sad, and for unexpected guests. Today’s cookies were baked with the upcoming holidays in mind. Their shape will be ideal for the Easter basket. I’m baking them with my Hania in the Holy Week as they stay fresh for long…and whether they’ll survive until holidays is yet another story! :-P

*   *   *

Prawdopodobnie w każdym domu, gdzieś w kredensie jest skrzętnie schowane blaszane pudełko z kruchymi ciasteczkami. Na czarną godzinę, na poprawę humoru, na błagania dzieci, na smutki i dla niespodziewanych gości. Dzisiejsze upiekłam z myślą o nadchodzących świętach, których kształt pasuje nam do koszyka wielkanocnego. Piekę je z moją Hanią w Wielkim Tygodniu, ponieważ długo zachowują swoją świeżość… a to czy wytrwają do Świąt przy Hanusi, to już inna sprawa! :-P

Ingredients:

(recipe for approx. 15-18 pieces)

250 g of coarse ground wheat flour (it's the best for crisp pastry!)

1 tablespoon of vanilla paste (or vanilla sugar)

120 g of butter

80 g of brown sugar

2 generous tablespoons of vanilla cheese

for decoration:

sugar

* * *

Skład:

(przepis na ok. 15-18 sztuk)

250 g mąki krupczatki (do ciasta kruchego ta najlepsza!)

1 łyżeczka pasty waniliowej (lub cukier waniliowy)

120 g masła

80 g brązowego cukru

2 czubate łyżki serka waniliowego

do dekoracji:

cukier

Directions:

1. Sift the flour into a wide bowl (or onto the pastry board). Add sliced butter, sugar, vanilla paste, and vanilla cheese. Knead the dough using rough movements and place it in the fridge for 30 minutes. Preheat the oven to 180ºC.

2. Take the dough out of the fridge – cut off a few pieces and form balls that are the size of a plum and then roll them into thin rolls and form small rams (just like in the photo). Sprinkle them with sugar (before sprinkling them, you can apply some yolk on top). Bake the cookies for approx. 25 minutes in the oven preheated to 180ºC (use the oven function with upper and lower heating elements switched on).

* * *

A oto jak to zrobić:

1. Do szerokiej miski (albo na stolnicę) przesiewamy mąkę, dodajemy pokrojone na kawałki masło, cukier, pastę waniliową i serek waniliowy. Zdecydowanym ruchem zagniatamy ciasto i odkładamy na 30 minut do lodówki. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni C.

2. Ciasto wyjmujemy z lodówki – odcinamy kawałki, formujemy kulkę w wielkości śliwki, a następnie rolujemy na cienkie wałeczki i zawijamy z dwóch stron na kształt baranków (na zdjęciu). Posypujemy z wierzchu cukrem (przed posypaniem, wierzch ciastek możemy posmarować rozbitym żółtkiem). Ciastka pieczemy ok. 25 minut w temperaturze 180 stopniach C (opcja: góra-dół).

Take the dough out of the fridge – cut off a few pieces and form balls that are the size of a plum and then roll them into thin rolls and form small rams.

Schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki – odcinamy kawałki, formujemy kulkę w wielkości śliwki, a następnie rolujemy na cienkie wałeczki i zawijamy z dwóch stron na kształt baranków.

The crisp buttery cookies are ideal for the upcoming Easter – they can be also adorned with icing pens.

Kruche ciasteczka są doskonałe na zbliżające się święta wielkanocne – można je również przyozdobić lukrowymi pisakami.

Sprinkle the cookies with sugar and bake in the oven preheated to 180ºC for approx. 25 minutes.

Ciastka posypujemy cukrem i pieczemy w rozgrzanym piekarniku w 180 stopniach C, przez ok. 25 minut.

And what types of cookies can be found at your Easter table?

A jakie ciasta goszczą na Waszym stole wielkanocnym?

Look of The Day – desert and sea

coat & trousers / płaszcz i spodnie – NA-KD

small basket / koszyk na długim pasku – Mango 

leather flats / skórzane baletki – CHANEL

leather belt / skórzany pasek – H&M

t-shirt / koszulka – Zalando

   White and beige are my favourite way for a spring set now. Combining only those two colours is a simple recipe to attain the effect of “beige aesthetics”, so popular among the influencers and fashion oracles, currently. We are not chasing trends, but such a desert climate is what we really like.   

   If you’d like to buy the coat and the trousers from today's outfit, you should definitely use the code “MLE15KT” – you’ll get a 15% discount on all non-discounted products at NA-KD. Have a pleasant Sunday!

* * *

Biel i beże to teraz mój ulubiony sposób na wiosenny zestaw. Operowanie wyłącznie tymi dwoma kolorami to prosta recepta na osiągnięcie efektu w stylu "beige asthetic", tak popularnego obecnie wśród influencerek i modowych wyroczni. My za trendami nie gonimy, ale taki pustynny klimat bardzo mi pasuje. 

   Jeśli chciałybyście kupić płaszcz lub spodnie z dzisiejszego zestawienia, to koniecznie skorzystajcie z kodu MLE15KT – otrzymacie 15% zniżki na cały nieprzeceniony asortyment w sklepie NA-KD. Udanej niedzieli!