If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Jak ujarzmiłam światło w mieszkaniu, czyli lepsza codzienność w stylu duńskiego Hygge i linki do tanich klasyków.

   Within only a few days, Sopot turned from a sunny resort into a calm autumn city. A week ago, I was lying on the beach. Yesterday, I was running away from the rain, wearing a sweater and a rain coat, and drinking tea to warm myself up. The sudden change of weather turns our homes into cosy strongholds and dream places to spend the evening – a retreat that is perfect enough to keep us home despite the upcoming party. I was postponing today’s post for that time in the year, when the short days and long evenings make light at home a very precious element of our households.   

   I wanted today’s post to be not only an answer to your questions that you’ve been asking me in reference to the lamps that I have at home, but mostly to allow you to easily understand how you can illuminate your house to create a calm and friendly space that is pleasant to the eye and soothes the senses and to show you the importance of an appropriate approach to light and lighting.

Let there be light.   

   In the beginning, there was fire, then there was oil lamp, until there was a breakthrough and electricity came into existence. When in 1879, Thomas Edison created the bulb that could beam even for up to several dozen hours, people all around the globe were heading for a great change. This invention enabled us to work, run a household, and have a social life round the clock in totally new and more comfortable surroundings. Over time, Edison’s invention was improved and now, we can choose from hundreds of different bulb types. Before you’ll assume that lamps at your home aren’t useful at all, check out whether they need a new bulb to work perfectly well. 

   We usually buy the strongest bulb that a given lamp model allows us to use – we simply want to get as much light as possible. It is the most common mistake that we make. Atmospheric brackets or decorative table lamps won’t fulfil their role if we equip them with 75 watt bulbs (remember that differentiating the strength of the bulb in different light sources creates both brilliant atmosphere in the room and allows you to save energy).

* * *

   W ciągu zaledwie kilku dni Sopot ze słonecznego kurortu zmienił się w jesienne, spokojne miasto. Tydzień temu leżałam na plaży. Wczoraj ubrana w kalosze, sweter i parkę uciekałam przed deszczem i piłam herbatę na rozgrzanie. Nagłe załamanie pogody powoduje, że nasz dom znów staje się ostoją, wymarzonym miejscem na spędzenie wieczoru, schronem, z którego nie wyciągnie nas nawet najlepiej zapowiadająca się impreza. Z dzisiejszym wpisem czekałam więc właśnie do tego czasu w roku, kiedy krótkie dni i długie wieczory sprawiają, że światło w mieszkaniu zaczyna być dla nas szczególnie cenne. 

   Chciałam, aby dzisiejszy artykuł nie tylko odpowiedział na Wasze pytania, które zadawałyście mi na temat lamp w moim mieszkaniu, ale przede wszystkim, aby w prosty sposób, pomógł Wam zrozumieć, jak łatwo można rozświetlić nasz dom, sprawić, aby był ciepłym i przyjaznym miejscem, które cieszy oko i koi zmysły i jak wielkie znaczenie ma tutaj odpowiednie podejście do światła.

I stała się jasność. 

   Na początku był ogień, później lampa naftowa, aż w końcu nastąpił przełom i nadeszła era elektryczności. Gdy w 1879 roku Thomas Edison stworzył żarówkę, która mogła świecić nawet przez kilkadziesiąt godzin, życie ludzi na całym świecie czekała wielka zmiana. Ten wynalazek umożliwił nam pracę, prowadzenie domu i życia towarzyskiego przez całą dobę w zupełnie nowych i bardziej komfortowych warunkach. Z upływem lat udoskonalano dzieło Edisona i dziś możemy przebierać między setkami różnych rodzai żarówek. Nim więc uznacie, że lampy w Waszym mieszkaniu do niczego się nie nadają, sprawdźcie czy przypadkiem nie wystarczy wymienić właśnie tego drobiazgu.

  Zwykle kupujemy najmocniejszą żarówką na jaką pozwala nam dany model lampy – w końcu chcemy, aby w mieszkaniu było jak najjaśniej. To najczęstszy błąd, który popełniamy. Nastrojowe kinkiety czy dekoracyjne lampy stołowe nie spełnią swojej roli, jeśli wyposażymy je w 75 Wat-owe żarówki (pamiętajcie też, że zróżnicowanie siły żarówki w poszczególnym rodzaju oświetlenia, to nie tylko przyjemny klimat we wnętrzu, ale i oszczędność prądu).

Moja sypialnia w bardzo ponury dzień. Cała pościel z podwójnie wyszywanym wzorem, koc i piękny miś jest ze sklepu SPENSEN, w którym znajdziecie mnóstwo wysmakowanych rzeczy do domu i naprawdę piękne lampy. 

    Most of us instinctively recognise places where light sources are well-planned, but we are not always able to transfer the ambiance to our own household. The general and most important rule says that the room should have different light sources with varying strength and dispersion. One central light source always diminishes the room atmosphere. That’s why you should try to place a strong ceiling lamp with two other more delicate light sources. The truth is that evening light should really give you a feeling of warmth and calm and be used as the main light source thoroughly illuminating the whole room only when you are doing certain activities (for example, cutting onion or looking for a lost set of keys). Home is not an operating room – if you aren’t able to see all of the book titles on a shelf located five metres away, nothing wrong will happen ;).

* * *

   Większość z nas instynktownie wyczuwa miejsca, w których oświetlenie zostało dobrze rozplanowane, ale nie zawsze potrafimy przenieść ten nastrój do swoich czterech ścian. Ogólna i najważniejsza zasada mówi, że w pomieszczeniu powinniśmy mieć różne źródła światła o różnej mocy i rozproszeniu. Jedno centralne oświetlenie zawsze ujmuje pomieszczeniu charakteru, dlatego poza mocną lampą sufitową postarajcie się ulokować w pomieszczeniu jeszcze minimum dwa delikatniejsze źródła światła. Prawda jest taka, że wieczorem światło powinno dawać nam przede wszystkim poczucie ciepła i spokoju, a tylko w trakcie wykonywania konkretnych czynności (jak krojenie cebuli czy szukanie zgubionych kluczy) dokładnie oświetlać pomieszczenie. Dom to nie sala operacyjna – jeśli wieczorami nie będziemy widzieć wszystkich tytułów książek na regale oddalonym od nas o pięć metrów, to nic się nie stanie ;).

Nazwy wszystkich lamp znajdziecie na samym dole wpisu. 

  That’s exactly what I did in the bedroom. That’s the best place light-wise in my whole house. The strong ceiling lamp is used on very rare occasions, but sometimes it is useful (for example, when I'm packing a suitcase or cleaning). We also have a hanging lamp that I use for reading and working in the evenings (I use a pet name for it – “angel”) and simple Christmas tree lamps on a transparent cable that I hung on the window. They add some climate in the evening and since we’ve got a child, they’ve been useful during night feeding – they are delicate enough and won’t wake anybody up, but they allow me to avoid bumping into Portos lying right by the bed ;).  

   A simple remark concerning light colour – it has been proved that blue colour can hamper the excretion of melatonin and disrupt our internal clock. That’s why we should go for light in warm hues.

* * *

   Tak właśnie zrobiłam w sypialni i pod względem oświetlenia jest to najlepiej zaprojektowane pomieszczenie w moim mieszkaniu. Górną, mocną, lampę zapalamy najrzadziej, ale jednak czasem się przydaje (przy pakowaniu walizki czy robieniu porządków), mamy też wiszącą lampkę, przy której czytam i pracuje wieczorami (nazywamy ją pieszczotliwie "aniołkiem") i zwykłe lampki choinkowe na przezroczystym kablu, które zawiesiłam na oknie. Dodają one nastroju wieczorem, a odkąd mamy dziecko przydają się na przykład w trakcie nocnego karmienia – są na tyle delikatne, że nikogo nie rozbudzą, ale pozwolą uniknąć zderzenia ze śpiącym przy łóżku Portosem ;).

   Drobna uwaga na temat koloru światła – uwodniono, że to w niebieskik kolorze może hamować wydzielanie melatoniny i rozstrajać nasz wewnętrzny zegar, dlatego zdecydujmy się na ten w ciepłych odcieniach. 

Gdy dni zaczynają robić się szare i bure to właśnie odpowiednie oświetlenie, ulubiony koc i porcja gorących kopytek sprawiają, że od razu robi się milej. Ten piękny wełniany koc znajdziecie tutaj, a kopytka musicie zrobić sobie sami ;). 

„Levende lys” („Candlelight”).  

   Once, I met a Dane who moved from Copenhagen to Tricity because of the woman with whom he fell in love. He told me about the differences in lifestyle and approach to reality between us and our neighbours living on across the Baltic Sea. He was an architect so he was moved by things connected with interior design. For example, he told me about his first meeting with this parents-in-law during which he felt like a questioned witness – the upper strong light on the ceiling wasn’t creating any ambiance and he started pondering whether it was left on purpose by his fiancée’s parents. He was squirming on his chair and looking sideways in search of other lamps that would disenchant the gloomy atmosphere. His “light neurosis” has certain justification – the Danish and Scandinavians in general always suffer from scarce sunrays and that’s why they’ve mastered taming it. The lamp designs that they created have become part of their national identity. They are recognised as the classic lighting designs at its best worldwide. And it’s not only about its appearance. The most famous design by Poul Henningsen in 1958 was not only pretty – as the Danish architect had been investigating materials, checking the angles at which the light illuminated objects, analysing geometry for years only to create a three-shade construction (the light rays fall downwards and sideways) which ensured delicate light that is light enough for working, eating, or reading.

* * *

„Levende lys” („Żywe światło”).

   Spotkałam kiedyś Duńczyka, który z miłości do kobiety postanowił pożegnać się z życiem w Kopenhadze i przeprowadzić do Trójmiasta. Opowiadał mi o różnicach w sposobie życia i patrzenia na świat między nami i sąsiadami zza Bałtyku, a że był architektem, to kwestie związane z urządzaniem wnętrz wzbudzały w nim silne emocje. Przytoczył mi na przykład swoje pierwsze spotkanie z teściami, na którym czuł się, jak świadek w trakcie przesłuchania – górne, oślepiające światło na suficie nie tworzyło nastroju i przez cały wieczór zastanawiał się czy nie był to przypadkiem celowy zabieg ze strony rodziców jego narzeczonej. Mówił, że wiercił się na krześle i rozglądał na boki w poszukiwaniu innych lamp, które mogłyby stworzyć bardziej przyjazny klimat. Jego „świetlna nerwica” ma pewne uzasadnienie – Duńczycy i w ogóle Skandynawowie, cierpiący na niedosyt słonecznego światła, osiągneli mistrzostwo w jego ujarzmianiu. Projekty lamp, które stworzyli, stały się częścią narodowej tożsamości, na świecie z kolei, uznawane są za klasykę wzornictwa w najlepszym wydaniu. I nie chodzi tu jedynie o wygląd lampy. Ta najsłynniejsza, zaprojektowana przez Poula Henningsena w 1958 roku, była nie tylko ładna – duński architekt latami dociekliwie badał materiały, sprawdzał kąty padania światła, analizował geometrię, aby w efekcie stworzyć trzy-cieniową konstrukcję (promienie światła padają w dół i na boki), która zapewnia rozproszone delikatne światło, ale na tyle jasne, by móc przy nim pracować, jeść czy czytać.

Słynna lampa PH nad moim stołem była używana, ale dzięki temu znacznie tańsza.

     It seems to me that in our part of the world, we pay considerably greater attention to furniture (such as sofas) or household appliances. Lamps are treated as a necessary evil. How many times did I see a two-wing fridge with ice grinder and an inbuilt iPad showing weather forecast and a sad bulb silently hanging from a cable sticking out of the ceiling in the hallway at my friends’ house.   

   If you embark on even the shortest interior design course, already during the first meeting, you’ll learn that lamps and the placement of light sources have key influence on whether we want to stay in that place or not. In my bedroom, I use an empty apple crate for PLN 2 (bought in a grocery store) and a spire made of books as bedside tables, and the bed frame cost less than PLN 600 and I had to save for the lamps, but it doesn’t mean that I had to dive into my pocket. Most of the iconic lamp models were designed years ago, so the Internet is full of original designs that are still working and looking for new owners (these are not only more affordable solutions, but also more eco-friendly ones). I found the famous PH5 model that I’ve described above cost PLN 550 (it was produced in 1985), it works perfectly well, the only thing that gives away its age is when you need to change the bulb as it takes a little bit of effort – however, being aware that a neon lamp costs sometimes even four thousand zlotys, you easily bite the bullet to unscrew a few of these screws. If you’re not fans of Scandinavian design and you’d like to find lamps that will add some ambiance to your space, you should follow mostly one rule – the less visible the light source, the better effect you’ll attain. An exception here is incandescent bulbs that give really delicate illumination.

4 corners of the world. 

    Some of the photos for today’s post were taken on Tuesday when even the thinnest sun ray couldn’t break through the dense layer of clouds. It was cold, windy, rainy, and bleak. On such days like that, I’ve noticed that I spend more time in my bedroom than usual. I work there, take my child’s toys there, and I start treating my bed as a sofa. Why? Because bedroom is the brightest and most illuminated place out of all the rooms at my home. Of course, it’s a typical mistake – bedroom should be in the eastern part or the north-eastern part of your home, and not in the southern part, but I need to point out in the beginning that our home is not a typical home – we’ve got a transitional room, kitchen where veranda should be, and a cul-de-sac hallway (the strange layout translated into a more affordable price so I won’t complain). Getting back to the crux of the matter, on my own example, I can see that people, a little bit like plants, instinctively stick to places that are more illuminated than others. Following that observation, we should arrange our spaces so that we use the presence of natural light to the maximum. The table in the living room is placed by the window, the two-wing door between one bedroom and the rest of the home are always open and the curtains are always unveiled. 

* * *

   Mam z kolei wrażenie, że w naszej części świata zdecydowanie większą uwagę przykłada się do mebli (jak kanapa) czy urządzeń AGD. Lampy traktuje się raczej, jako zło konieczne. Ileż to razy widziałam u znajomych dwuskrzydłową lodówkę z kruszarką do lodu i wbudowanym ipadem pokazującym prognozę pogody, podczas gdy w przedpokoju z sufitu dyndała na kablu smutna żarówka. 

   Jeśli wybierzemy się nawet na najkrótszy kurs architektury wnętrz, już na pierwszym spotkaniu dowiemy się, że lampy i ich rozmieszczenie mają kluczowy wpływ na to, czy w danym miejscu będziemy chcieli przebywać czy nie. W mojej sypialni rolę stolików nocnych spełnia skrzynka po jabłkach za dwa złote (kupiona w warzywniaku) i wieża z książek, a rama od łóżka kosztowała niecałe sześćset złotych, za to na lampy odkładałam, ale to wcale nie znaczy, że się wykosztowałam. Większość kultowych modeli lamp zaprojektowano lata temu, a więc internet pęka w szwach od oryginałów, które wciąż świetnie działają i szukają nowych właścicieli (to nie tylko tańsze rozwiązanie, ale również bardziej ekologiczne). Słynny model PH5, o którym pisałam powyżej, wyszukałam za 550 złotych (rok produkcji to 1985 rok), działa bez zarzutu, duch czasu odczuwamy tylko w czasie wymiany żarówki, bo trzeba się przy tym trochę namęczyć – mając jednak świadomość, że nówka sztuka kosztuje nawet cztery tysiące łatwo zacisnąć zęby przy odkręcaniu tych kilku śrubek. Jeśli nie jesteście fanami skandynawskiego dizajnu, a chcecie znaleźć lampy, które dodadzą klimatu, to kierujcie się przede wszystkim jedną zasadą – im mniej widoczne jest źródło światła, tym lepszy efekt uzyskamy. Wyjątkiem są żarówki żarowe, które dają bardzo delikatny blask. 

4 strony świata.

  Część zdjęć do dzisiejszego wpisu robiłam we wtorek, kiedy nawet najmniejszy promyk słońca nie umiał przedrzeć się przez chmury. Było zimno, wietrznie, deszczowo i ponuro. W takie dni jak tamten, łapię się na tym, że spędzam w sypialni więcej czasu. Przenoszę tam pracę, zabawki dziecka i zaczynam traktować łóżko, jak kanapę. Dlaczego? Bo sypialnia jest najjaśniejszym ze wszystkich pomieszczeń w mieszkaniu. To oczywiście typowy błąd w sztuce – sypialnia powinna bowiem wychodzić na wschód lub północny zachód, a nie południe, ale trzeba na wstępie powiedzieć, że nasze mieszkanie nie jest normalne – mamy pokój przechodni, kuchnię na werandzie i ślepy przedpokój (dziwny rozkład miał swoje odzwierciedlenie w cenie, więc nie narzekam). Wracając do meritum, na własnym przykładzie widzę, że ludzie są trochę, jak rośliny – instynktownie lgną do miejsc, do których wpada dużo dziennego światła. Idąc za tym spostrzeżeniem powinnyśmy tak aranżować przestrzeń, aby maksymalnie korzystać z ożywiającej obecności naturalnego światła. Stół w salonie przysunięty jest u mnie do okna, dwuskrzydłowe drzwi między jasną sypialnią, a resztą mieszkania są zawsze otwarte, a zasłony dokładnie rozsunięte.  

  And since I’ve mentioned curtains – the circadian cycle of light and darkness shapes the sense of time. It has impact on our bodily and mental health Seeing the sun rays in the morning is a signal for our body that a new day is starting. Unveiling the curtains in the whole house is something similar to stretching in the morning for me. Now, I can see that it’s an important ritual for my child as well. It is also a natural reason for happiness (all colours behind the window, the sky, leaves dancing on the wind, and trees). The lighting helps us to survive when it’s dark outside, but remember to use the potential of the sun to the fullest. Don’t cover the windows by placing dark objects in the way, avoid blinds and heavy dark curtains.      

   In fact, no house will be explicitly attractive judging by the windows exposition. Much depends on the lifestyle of the household dwellers. Besides, everything can be turned to your advantage by appropriately planning the interiors of each of your rooms.   

   A few words about the lighting in a child’s room. When planning the interior, we remembered to add a second light switch by the door that is connected to the switch by the bed. We connected a lamp to it and owing to that we don’t have to turn on strong light or search for another lamp switch in total darkness at night. It seems a detail, but I’m sure that fledgling parents will appreciate it sooner or later. 

* * *

   A skoro już mowa o zasłonach – dobowy cykl światła i ciemności kształtuje nasze poczucie czasu, ma wpływ na zdrowie i psychikę. Ujrzenie promieni słońca rankiem, to sygnał dla całego naszego ciała, że zaczyna się nowy dzień. Rozsuwanie zasłon w całym mieszkaniu jest dla mnie niczym przeciąganie się rano w łóżku. Teraz widzę, że dla dziecka również jest to ważny rytuał i naturalny powód do radości (wszystkie kolory za oknem, widok nieba, liści szalejących na wietrze, drzew). Oświetlenie pomaga nam przetrwać czas, kiedy na zewnątrz jest ciemno, ale pamiętajmy też o tym, aby wyczerpać potencjał słońca od początku do końca. Nie zasłaniajmy okien stawiając na parapecie masę ciemnych przedmiotów, unikajmy żaluzji i ciężkich, ciemnych zasłon.    

   Tak naprawdę żadne mieszkanie nie jest jednoznacznie atrakcyjne ze względu na ekspozycję okien. Wiele zależy od stylu życia lokatorów, a poza tym, każdy kierunek można przekuć na własną korzyść odpowiednio zagospodarowując poszczególne pomieszczenia. 

   Kilka słów o oświetleniu w dziecięcym pokoju. Urządzając tę przestrzeń pamiętaliśmy, aby dodać drugi włącznik światła przy drzwiach, który jest podpięty do kontaktu przy łóżeczku. Podłączyliśmy do niego lampkę i dzięki temu wchodząc w nocy do pokoju nie musimy włączać górnego, mocnego światła, ani szukać po omacku przełącznika przy lampce. To wydaje się drobiazgiem, ale jestem pewna, że świeżo upieczeni rodzice prędzej czy później go docenią. 

A ten króliczek to nasza ulubiona "lampka" w całym mieszkaniu. Nie dość, że daje delikatne światło (można wybrać kolor), to jeszcze wydaje z siebie uspokajające dźwięki (nowy model posiada również opcję świecenia bez dźwięku). Nie potrzebuje baterii, bo ładuje się go jak telefon, przez kabel USB. W ciągu dnia z kolei, jest szefem gangu królików, który u nas zamieszkał ;). Bardzo, ale to bardzo podoba mi się ta maskotka od polskiej marki Moonie

    Ellen Key, a Swedish writer from the turn of the 19th and the 20th century, said that beauty lies in that what’s practical, useful, informed by its purpose, and expressive of the soul of its user or creator. Key asserted that the new aesthetic sensibility must begin in the domestic setting. Key thought that everyone has potential for creating a pleasant and aesthetic living space and, in doing so, change their lives. I won’t be getting into too many philosophical details as I’m not that skilled at it in comparison to Ellen Key, but I know one thing – in order to be happy at your own house, your interior doesn’t have to be fashionable or luxurious. It’s enough that it’s cosy, warm, friendly for the household dwellers and deliberately planned. That’s why I hope that you won’t’ run to do the shopping after reading this post (I remember that my greatest motivation for changes at home were shopping at IKEA, fortunately I’m over it ;)), and you’ll calmly analyse the space around you to adjust the lighting to your individual lifestyle. The lamps about which you ask most often: 

– “Angel” on a black long cable by the bed is by Unika. It gives delicate light that is strong enough for me to read in the evenings. Unfortunately, I couldn't find that lamp in a second-hand version. – Christmas tree lamps on the window are from IKEA. They are equipped with a transparent cable which increases the visibility of the lamps themselves.

– Ceiling lamp in the bedroom is a Ingo Maurer design. The lamp comes with pieces of paper so you can decide on your own whether you want to use them to write something. I bought a second-hand version and I got only some of these pieces, but I was able to create the rest of them on my own :).

– PH5 above the table in the living room is precisely the famous model that I’ve mentioned before, but in a vintage version. I found it online (it’s from 1985). Today, within literally a few minutes, I was able to find a few auctions online with second-hand PH lamps (here, here, and here).

– The white table lamp on the chair is by GUBI (the last photo) – you can find it at  Muppetshop store (if you think that it’s only a store with children’s items, you’re wrong ;)). 

* * *

   Ellen Key, szwedzka pisarka przełomu XIX i XX wieku, mawiała, że „piękne jest to, co praktyczne, przydatne, zaprojektowane z myślą o swoim przeznaczeniu i wyrażające ducha użytkownika lub twórcy”. Twierdziła też, że piękno zaczyna się w domu. Key uważała, że każdy ma potencjał do tworzenia przyjemnej estetycznie przestrzeni mieszkalnej, a czyniąc to jest w stanie zmienić swoje życie. Ja nie będę nadmiernie filozofować, bo zapewne nie wyjdzie mi to tak dobrze jak pani Key, ale wiem jedno – aby być szczęśliwym we własnym domu jego wnętrze nie musi podążać za modą, nie musi epatować przepychem, wystarczy, że będzie przytulne, ciepłe, przyjazne domownikom i zaplanowane z rozmysłem. Mam więc nadzieję, że po tym wpisie nie pobiegniecie od razu robić zakupów (pamiętam, jak największą motywacją do zmian w mieszkaniu dawały mi zakupy w IKEA, na szczęście ten czas mam już za sobą ;)), a spokojnie przeanalizujecie przestrzeń wokół siebie i dopasujecie światło do Waszego indywidualnego stylu życia. 

Lampy, o które pytacie najczęściej:  

– „Aniołek” na czarnym długim kablu przy łóżku jest marki Unika. Daje delikatne światło, ale na tyle mocne, abym mogła przy nim czytać wieczorami. Niestety tej lampy nie udało mi się znaleźć w wersji używanej. 

– Lampki choinkowe na oknie w sypialni są z IKEA, mają przezroczysty sznur i dzięki temu z większej odległości widać tylko delikatne światełka.

– Lampa sufitowa w sypialni to projekt Ingo Maurer. Do lampy dołączone są kartki więc sami decydujemy ile ma ich być i czy chcemy je czymś zapełnić. Kupiłam wersję używaną i trafiła mi się chyba tylko niewielka część tych kartek, ale z powodzeniem dorobiłam kilka własnych :). 

– PH5 nad stołem w salonie to właśnie ten słynny model, o którym pisałam wyżej, ale w wersji „vintage”. Znalazłam ją w internecie (data produkcji to 1985 rok). Dziś w zaledwie kilka minut znalazłam w Internecie kilka aukcji z używanym PH w roli głównej (tutaj, tutaj i tutaj)

– Biała nablatowa lampka na krześle jest marki GUBI (ostatnie zdjęcie) – można ją znaleźć w sklepie Muppetshop (jeśli myśleliście, że to sklep tylko z rzeczami dla dzieci to jesteście w błędzie ;))  

 

szafka – Woodszczęścia // lampka – Muppetshop // krzesło – Osiek10

* * *

 

 

 

 

Last Month

  Preparing posts from this cycle always requires a short analysis of the previous month. The post contains only a tad of the photos that I take – for obvious reasons, I want to show you only the most “interesting” moments, but I’ve been slowly coming to a conclusion that it presents a blurred reality. The content in social media (and on blogs) always undergoes the process of selection, even if its authors really don’t want to lie – they don't want to show simple regular everyday life for the hundredth time. That’s why I try to sneak only a little bit of it so that you are not bored. Still, it’s the sweet routine that is the greatest and the most beautiful adventure for me now. Check out the few snapshots of the last holiday weeks :).

* * * 

   Przygotowywanie wpisów z tego cyklu zawsze wymusza na mnie krótką analizę minionego miesiąca. Do publikacji trafia zwykle promil zdjęć, które robię – z oczywistych względów chcę pokazać Wam te "najciekawsze" momenty, ale powoli dochodzę do wniosku, że nieuchronnie prowadzi to do zakrzywiania rzeczywistości. Treści w mediach społecznościowych (i na blogach) zawsze poddawane są selekcji, nawet jeśli ich autorzy wcale nie chcą kłamać – po co przecież pokazywać czytelnikom kadry zwykłej, powtarzalnej codzienności po raz setny? Staram się więć przemycać zaledwie jej cząstkę, żeby Was nie znudzić, chociaż to właśnie ta słodka rutyna jest dziś dla mnie największą i najpiękniejszą przygodą. Zapraszam na kilka ujęć z ostatnich wakacyjnych tygodni :). 

Na początek moje kulinarne niziny ;). Awokado ratuje mnie ostatnio non stop. Tu z rukolą, łososiem wędzonym, kroplą oliwy truflowej i świeżym pieprzem. Z orzechową pastą marokańską i chlebkiem jaglanym również bardzo pyszne!

Wersja "na skąpca" czyli z rukolą, oliwą i suszoną żurawiną. 1. Uprzedzam Wasze pytania o sukienkę – mam ją kilka sezonów i pochodzi z Zary. // 2. Widziałyście już nowe wydanie Vogue? Moc jesiennych inspiracji czeka w środku. // 3. Czy mi się wydaje, czy zaczynają żółknąć? // 4. Makaron i mule.

Moje domowe biuro. To tutaj pracuję jeśli tylko maluch mi na to pozwoli ;). 

1. Nową pościel trzeba przecież "przetestować".  // 2. Ten idealny golf będzie można kupić już w ten piątek. // 3. Moje "perełki" i nie tylko. Kolczyki i pierścionki są z tegorocznej kolekcji YES. // 4. Sięgamy po coraz więcej. //

Portos skończył w tym miesiącu trzy lata! Ciężko mi w to uwierzyć, bo wciąż zachowuje się jak szczeniak :). Kochana Monika przyniosła w dniu jego święta parę smakołyków – jak widać, Porti bardzo się ucieszył. 

Kadry z najnowszej, jesienno-zimowej sesji dla MLE Collection. Zamek w Mosznej to naprawdę niezwykłe miejsce. Na efekty musicie jeszcze trochę poczekać, ale już teraz mam dla Was kilka ujęć z backstage'u.Prawie jak w Hogwarcie.1. Jak z bajki. Albo filmu grozy ;). // 2. Przy sesji czuwały dziewczyny z 2in. // 3. A może tu zrobimy kolejne zdjęcie? // 4.Tuż po przybyciu do zamku. Czasem wystarczy jeden leniwy poranek, aby poczuć pełnię szczęścia. Kocham te nasze sielskie widoki.  Oglądamy księżyc. Opowiadam o moich ulubionych gwiazdozbiorach, o Perseuszu, Andromedzie i Wielkiej Niedźwiedzicy. Nieidealny. Gdy twoja mama zdobywa świat…… a ty próbujesz wygrzebać się z dresów ;). 

Konkurs na nianię rozstrzygnięty.

Po wielu (wielu, wielu) miesiącach wesele naszych przyjaciół zmusiło mnie do pierwszej od dawna imprezy ;). 

Było super! 

O ten złoty zegarek pytałyście mnie nieskończenie wiele razy. Jest od marki Obaku.

W środku efekt pracy wyłącznie polskich fotografów. Jeśli nie widziałyście jeszcze wrześniowego wydania polskiego magazynu Vogue to pędźcie do kiosków!

Z pewnością nie jestem co raz młodsza, ale nigdy nie czułam się z samą sobą tak dobrze :). Weekendy.W podróży.1. Działkowanie. // 2. I tradycyjnie już – Portos prosi o własną rubrykę na blogu. Damy mu szansę? // 3. Gdy starsza koleżanka chce pochwalić się swoimi Barbie. Na wspólną zabawę trzeba niestety jeszcze trochę poczekać. // 4. Ostatne dni wakacji. //

"My sun, my moon and all my stars."Instagram pękał w szwach od pytań dotyczących tej sukienki. I w ogóle się Wam nie dziwię, bo jest świetna. Można ją kupić w sklepie SHOWROOM (marka NAGO), jest wykonana z bawełny organicznej i leży idealnie.

Dni są coraz krótsze, noce coraz dłuższe, ale i tak cieszę się na jesień. Żegnam lato z uśmiechem na ustach i zabieram się za małe blogowe ulepszenia. Spokojnej nocy!

* * *

 

 

Czy aby wypocząć trzeba wyjechać, czyli mój nowy zakątek w ogrodzie i wyczekiwany przepis na ciasto z morelami.

   In the past, I was a very impatient girl. I was constantly waiting for something, rushing somewhere, and counting down the days to the planned trips, and when they finally were about to fulfil, my restless spirit wouldn’t allow me to rest.   

   We won’t change our personality – under my skin, I feel that I’m only a thin sheet of paper apart from this busy and overworked person. A simple impulse is enough to make me go into the highest gear, but I’m proud of myself that I was able to tame this restless spirit.  

   I’d lie if I told you that this is only thanks to the hammock in the garden. The truth is that it is the opposite – my resting place is the effect of my inner change, and not its cause. This process took more than one day, week, month, or year, and it had little in common with buying anything. However, I am aware of the strong motivational influence of people who were able to find some strength during the weekend to do something for themselves and families despite the prevailing fashion for the catch phrase “I’m so important and busy, I don’t have time to organise any resting time for myself”.  For example, take care of your garden to adapt it for spending free time in the summer.

* * *

   Byłam kiedyś bardzo niecierpliwą dziewczyną. Wciąż na coś czekałam, gdzieś się spieszyłam, odliczałam dni do zaplanowanych wyjazdów, a gdy w końcu nadchodził upragniony czas odpoczynku, to nerwowy stan ducha i tak mnie nie opuszczał. 

   Osobowości nie zmienimy – czuję pod skórą, że od tej zalatanej osoby dzieli mnie bariera o grubości kartki papieru i wystarczy tylko odpowiedni impuls, abym znów wskoczyła na najwyższe obroty, ale jestem z siebie dumna, że udało mi się tego niespokojnego ducha trochę ujarzmić.

   Skłamałabym, gdybym powiedziała, że to zasługa hamaka w ogrodzie. W rzeczywistości jest dokładnie na odwrót – nowe miejsce do odpoczynku, to efekt mojej przemiany, a nie jej przyczyna. Ten proces trwał dłużej niż jeden dzień, tydzień, miesiąc czy rok i niewiele miał wspólnego z zakupem czegokolwiek. Wiem jednak, jak motywująco działały na mnie te osoby, które przekornie wobec mody na manierę „jestem bardzo ważna i zajęta, nie mam czasu organizować sobie odpoczynku”, potrafiły znaleźć siły w weekend, aby zrobić coś dla siebie i rodziny. Na przykład zadbać o ogród po to, aby móc spędzać w nim czas latem.

   As much as late autumn and winter are a perfect time to find an excuse for an evening spent on the sofa with a TV series and a bowl of spaghetti in your hand, repeating this plan for a whole year is almost laziness and has little to do with the ability to tune out and catch a breath ;). Quality rest should acquire different forms – depending on the season and what it has to offer. Even if we love books the most, we don’t have to be reading all the time in the same armchair.   

   In this post, I’d also like to share a few trivia. The first one is, of course, a recipe about which you’ve asked me countless times on Instagram. And that’s great because if, within a week, you’re already baking the third tray of the same pastry, it means that it really has to be great. I suppose that on the fourth time (that is probably tomorrow), I’ll do it with my eyes closed. This recipe is so simple and quick that even my significant other (who isn’t really into baking and pastries) is willing to help me on the upcoming occasion. Therefore, if you’d like to eat a fragrant pastry with fruit, but you’re not really keen on preparing it, that’s a solution to the problem. When the season for apricots is over, I’ll try preparing strawberry, huckleberry, or plum pastries, let me know whether you've managed to prepare and tag me on Instagram when posting a photo of the pastry.

* * *

   O ile późną jesienią i zimą z łatwością można znaleźć usprawiedliwienie dla wieczoru na kanapie z serialem i miską spaghetti w ręku, o tyle powtarzanie tego schematu przez okrągły rok zakrawa o lenistwo i niewiele ma wspólnego z umiejętnością odcięcia się i złapania oddechu ;). Dobry wypoczynek powinien mieć różne formy – w zależności od tego, co dana pora roku ma nam do zaoferowania. Nawet jeśli najbardziej kochamy książki, to przecież nie musimy ich czytać non stop w tym samym fotelu. 

   W tym wpisie chciałabym również podzielić się z Wami kilkoma drobiazgami. Pierwszy z nich to oczywiście przepis, o który pytałyście mnie niezliczoną ilość razy na Instagramie. I słusznie, bo jeżeli w ciągu tygodnia pieczesz trzecią blachę tego samego ciasta, to znaczy, że musi być naprawdę dobre. Podejrzewam, że za czwartym razem (czyli pewnie jutro) zrobię je już z zamkniętymi oczami. Ten przepis jest tak prosty i szybki, że nawet moja druga połówka (która prawdę powiedziawszy zapaleńcem cukiernictwa nie jest) wykazała chęć wyręczenia mnie przy następnej okazji. Jeśli więc macie wielką ochotę na pachnące ciasto z owocami, ale równie mocno nie chce Wam się go robić, to właśnie znalazłyście rozwiązanie tego problemu. Gdy sezon na morele się skończy przetestujcie wersję z truskawkami, borówkami albo śliwkami i dajcie znać jak Wam wyszło, albo oznaczcie mnie na Instagramie przy zdjęciu wypieku. 

EXTREMELY SIMPLE RECIPE FOR YOGHURT PASTRY WITH APRICOTS

(or other fruit, according to your liking)

Ingredients:

(baking tray with a size of 20×30 cm, you can use a round one)

3 eggs

200 g of flour

150 g of icing sugar

120 ml of plant oil

1 small natural yoghurt

1 bar of white chocolate

1/2 kg of apricots

lemon zest from 1 lemon

1 teaspoon of baking powder

1 tablespoon of natural vanilla extract

 

* * *

BANALNE CIASTO JOGURTOWE Z MORELAMI

(lub innymi owocami, jak kto lubi)

Skład:

(forma o wymiarach 20 na 30 cm, można użyć okrągłej)

3 jajka

200 g mąki pszennej

150 g cukru pudru

120 ml oleju roślinnego

1 mały jogurt naturalny

1 tabliczka białej czekolady

1/2 kg moreli

skórka z 1 cytryny

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka naturalnego aromatu z wanilii 

Directions:

1. Wash the apricots thoroughly, cut them into halves, and dispose of the stones. 2. Whisk the eggs with sugar until light and airy. 3. Add a tablespoon of oil into a small pot and melt white chocolate on low heat (I don’t really feel like doing it with the use of a water bath, so I keep the bowl on heat for literally several seconds, and the, I place it aside – the delicate warmth will make the chocolate melt, but not burn). 4. Add yoghurt, vanilla extract, lemon zest, and the remaining oil to eggs and sugar, and I stir thoroughly. Slowly pour sifted flour with baking powder.  Add melted chocolate. After combining all ingredients, I turn on the oven to 180ºC. Line the baking tray with parchment paper. I like when the pastry contains many fruit pieces. That’s why I first cover the bottom of the baking tray with them (but keeping some space between them), I pour the pastry over them and add the rest (I always place the apricots with their inner parts up; otherwise, the juice will travel down during baking and it may water down the pastry). Pour the mixture into a baking tray lined with parchment paper. Bake for approx. 40-45 minutes (until it is slightly curdled). Sprinkle it with icing sugar before serving.

* * *

Sposób przygotowania:

1. Morele dokładnie myjemy, kroimy w połówki i usuwamy pestki. 2. Jajka z cukrem pudrem ubijamy na puszystą masę. 3. Do małego rondelka dodajemy łyżkę oleju i na małym gazie rozpuszczamy białą czekoladę (nie chce mi się tego robić w kąpieli wodnej, więc garnuszek trzymam na ogniu dosłownie kilkanaście sekund, potem stawiam obok – delikatne ciepło sprawi, że czekolada się rozpuści ale nie przypali). 4. Do jajek i cukru dodaję jogurt, aromat waniliowy, skórkę z cytryny i pozostały olej, dokładnie mieszam. Wsypuję powoli mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia. Dodaję rozpouszczoną czekoladę. Po połączeniu wszystkich składników, włączam piekarnik na 180 stopni. Formę wykładam papierem do pieczenia. Lubię gdy w cieście jest dużo owoców, więc wykładam nimi najpierw spód blachy (tak aby się nie stykały), zalewam ciastem i dodaję resztę (zawsze przekrojoną częścią moreli do góry, w przeciwnym razie w trakcie pieczenia sok pójdzie w dół i może za bardzo rozwodnić ciasto). Pieczemy ok. 40-45 minut (do momentu, aż pośrodku będzie lekko ścięte). Jeśli zobaczycie, że ciasto za bardzo przypieka się od góry, to zmniejszcie temperaturę to 150 stopni. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

Mój notes do zapisywania przepisów jest ze sklepu NOTEKA (to tam kupuję większość papierniczych i biurowych gadżetów). Pochodzi z kolekcji The City Works zaprojektowanej przez austriacki duet – Sylvię Moritz i Rowana Ottesena. Okładka przedstawia panoramę Amsterdamu i wykonano ją dzięki technice druku tłoczonego, bez użycia farby (zobaczcie zdjęcie poniżej). Do wyboru jeszcze wiele innych miast :). Jeśli również chciałybyście sobie taki sprawić, to na hasło MLE otrzymacie zniżkę (rabat obowiązuje do 16.06).

    Did you happen to use a recipe that didn’t come out as the one executed by the author? In my opinion, it is an outcome of omitting the seemingly irrelevant instructions (for example, the one concerning the position of apricots). That’s why my favourite recipes (my mother’s duck with cranberry and apples, caramelised pears with cream, dulce de leche tart, and many others) land in the notebook. Despite the fact that I know how to do them, sometimes I simply forget about some instructions, or I simply omit a piece of it when talking to my friend because it seem obvious to me, and a great debacle during a dinner with parents-in-law is ready ;). I leave one page for “special notes” and, owing to that, all meals are a success.

* * *

   Zdarzyło Wam się korzystać z przepisu, który nie wyszedł tak jak autorowi? Według mnie to wynik pomijania przez niego z pozoru nieistotnych instrukcji (na przykład, tej o odwróconych do góry morelach). To dlatego moje ulubione przepisy (kaczka z żurawiną i jabłkami mojej mamy, karmelizowane gruszki z kremem, tarta kajmakowa i wiele innych) zapisuję w notesie. Niby wiem doskonale, jak je zrobić, ale czasem coś wypadnie mi z głowy, albo nie przekażę jakiegoś szczegółu przyjaciółce, bo mi wyda się on oczywisty i klapa na kolacji z teściami gotowa ;). Poświęcam jedną kartkę na "uwagi specjalne" i dzięki temu wszystkie potrawy zawsze wychodzą dobrze.

  Since we are in the culinary and pantry field, I’ll share my new jar tea supply (these are eco because I reuse the jars for my mother’s barley soup). The one that you can see in the photo is cornflower by Manufaktura Cieleśnica (have you heard about its magical properties?), but you can also find camomile and elder flowers in my drawer as well. I slightly regret that such nice eco-friendly products are so hard to find in regular stores. That’s why I go crazy whenever I go for on-line shopping – in Jadłosfera, I also bought a stock of rose preserve, whose taste cannot be replaced with anything else.

* * * 

   Skoro już jesteśmy przy kulinarno-spiżarkowym temacie, to pochwalę się moim nowym zapasem herbat w słoikach (czyli ekologicznie, bo wykorzystam je potem do przywożenia krupniku od mamy). Ta ze zdjęcia to chaber bławatek od Manufaktura Cieleśnica (słyszałyście o jego magicznych właściwościach?), ale w mojej szufladzie znajdziecie też rumianek i kwiaty czarnego bzu. Trochę żałuję, że takie ładne ekologiczne produkty ciężko znaleźć w stacjonarnych sklepach, dlatego, gdy już zbiorę się do zakupów przez internet to trochę szaleję – w Jadłosferze kupiłam jeszcze zapas konfitury z róży, której smaku nie da się niczym zastąpić.

Mogę zgadywać, że w komentarzach pojawiłoby się sporo pytań o tę sukienkę, gdybym Was nie ubiegła i sama o niej nie napisała ;). Nawet jakbym chciała się do czegos przyczepić to nie mam do czego – i bardzo się cieszę, bo to projekt polskiej (i względnie niedrogiej) marki  Cat Cat Studio. Znajdziecie ją w SHOWROOM (jeśli jeszcze nie słyszałyście o tym sklepie to koniecznie zajrzyjcie). 

    I’ve noticed that post that are all about books are not that interesting for you. It makes me slightly sad because I was really pleased to tell you everything about my favourite novels, but since some of the readers ask me about my current reads, and I’m well aware that the bookstore novelties are… how to put it nicely… not always worth recommending, that’s why I’m trying to sneak in a few interesting titles. "Leonardo da Vinci" by Isaacson Walter is a book that you won’t be embarrassed to take out on your flight (I’d like to send best regards to all of the fans of Grey – especially that I don’t belong to this circle), and, simultaneously, you’ll be surprised by the intertwining of a gripping story and the biography of this great artist and man of science. The Times prepared an article claiming that with “such a down-to-earth presentation of the genius, Isaacson deserves the highest recognition and appreciation”. Eight hundred pages and one hundred and fifty colourful illustrations should be enough on holidays, but you’ll be surprised yourselves by how quick you’ll read this conspicuous book.

* * *

   Zauważyłam, że wpisy stricte książkowe nie spotykają się ze zbyt dużym zainteresowaniem z Waszej strony. Trochę mnie to smuci, bo z przyjemnością spoilerowałabym wszystkie moje ulubione powieści, ale ponieważ niektóre Czytelniczki pytają mnie o to, co teraz czytam, a wiem dobrze, że księgarniane nowości są… jakby to ująć delikatnie… nie zawsze godne polecenia, to staram się przy okazji takich wpisów jak dziś przemycić ciekawy tytuł. "Leonardo da Vinci" autorstwa Isaacsona Waltera, to książka, której nie będziecie się wstydzić wyciągnąć w samolocie (pozdrawiam wszystkie fanki Grey'a, do których też o zgrozo należę), a jednocześnie zaskoczy Was mistrzowskim spleceniem porywającej powieści z biografią tego wielkiego artysty i uczonego. Na łamach magazynu "The Times" można było przeczytać, że "za tak ludzki portret geniusza Isaacson zasługuje na wyrazy najwyższego uznania". Osiemset stron i sto pięćdziesiąt kolorowych ilustracji powinno Wam wystarczyć na wakacjach, ale same zdziwicie się, jak szybko łykniecie to pokaźne tomidło. 

  I know that it’s the middle of the week, and probably many of you have other problems on your mind that are difficult to forget despite the fact that the clock strikes 5, but I dream that you comeback home and try to get some rest by doing something different than usual and try to enjoy the weather. Maybe on your way back home, you’ll have a chance to buy apricots in a grocery store? :) Have a peaceful evening!

* * * 

   Wiem, że jest środek tygodnia i pewnie wiele z Was ma na głowie trochę trosk, o których ciężko zapomnieć wraz z wybiciem godziny siedemnastej, ale marzy mi się, abyście po powrocie do domu spróbowały odpocząć robiąc coś innego niż zwykle i skorzystać z pogody. A może w drodze z pracy uda Wam się kupić w warzywniaku morele? :) Spokojnego wieczoru! 

* * *

 

 

 

Last Month

  In May, we embarked on a trip together for the first time. It was the first time I had convinced girls to do the photo shoot for MLE Collection in Tricity instead of travelling to Warsaw. It was also the first time this year I had laid down on the beach and eaten strawberries. I could enumerate many more of those “first times”, but I won’t bore you with the motherly talk ;). Check out a few (or rather several) May shots.

* * * 

   W maju po raz pierwszy wyruszyliśmy we wspólną podróż. Po raz pierwszy, zamiast jechać do Warszawy, przekonałam dziewczyny, aby sesję na potrzeby MLE Collection zrobić w Trójmieście. Po raz  pierwszy w tym roku leżałam na plaży i jadłam truskawki. Tych "po raz pierwszy" mogłabym wymieniać dużo więcej, ale nie będę Was zamęczać matczynym rozczulaniem się ;). Zapraszam na kilka (a raczej kilkadziesiąt) majowych ujęć. 

Bruksela okazała się być idealnym kierunkiem na pierwszą wspólną podróż. Jeśli nie zdążyłyście obejrzeć mojego stories z relacji z Ogrodów Królewskich i rynku na Placu Chatelain to możecie nadrobić zaległości w dalszej części wpisu. Z kolei mój ukochany sweter znajdziecie pod tym linkiem

Porządne śniadanie czyli zbieramy energię na dalsze zwiedzanie.

1. Gdybym tylko miała wolne ręce… // 2. Bruksela jest niezwykle przyjazna psiakom. Na zdjęciu Sussex spaniel. // 3. Posiłek nie może obyć się bez małej wpadki. // 4. Moje ulubione owoce morza, czyli kalmary i ostrygi. Bruksela słynie z takich specjałów. //Rynek na Placu Chatelin. Mnóstwo jedzenia i fajni ludzie. Podczas gdy u nas sezon truskawkowy dopiero się zaczął, w Brukseli ruszył już dawno pełną parą.1. Nakrycie stołu.  // 2. To nadal rynek Chatelin. // 3. Dostałam prezent!  // 4. Le Pain Quotidien czyli nasza ulubiona śniadaniownia w Brukseli. //Ogrody Królewskie w Leaken. Tylko przez trzy tygodnie w roku Jej Wysokość Królowa Matylda udostępnia je zwiedzającym.1. Uwielbiam takie delikatne rysunki – będą pamiątką z wizyty w ogrodach :) // 2. i 4. Jedne z tajemnych drzwi w ogrodach królewskich. Ciekawe co kryje się za drzwiami. //W takim miejscu spacer to sama przyjemność.

I ostatnie zdjęcie z naszej brukselskiej majówki. A to był dopiero początek miesiąca.

1. I wrzucamy do piekarnika… // 2. Backstage sesji z dziewczynami z 2in Creatives. Efektami podzielę się z Wami już w piątek // 3. Nowy przyjaciel. // 4. Moja największa słabość – świeże kwiaty. W ciągu kilku miesięcy staliśmy się posiadaczami prawdziwej hodowli pluszowych królików, ale ten, który widzicie na zdjęciu powyżej, jest wyjątkowy.   Ten pluszak do  marki Moonie wydaje z siebie kojące dla dziecka odgłosy, a w brzuszku ma umieszczoną delikatną lampkę. Dzięki długim uszom można go przymocować do wielu miejsc :). 1.  Biała czekolada to sekretny składnik ciasta z morelami. // 2. Mój dom. // 3. Jemu pogoda nie przeszkadza, kąpiel w morzu musi być zaliczona. // 4. Każda wolna chwila na lekturę jest na wagę złota. //Wiele z Was pytało o tę kurtkę. To Max&Co z tegorocznych wyprzedaży (właściwie to ukradłam ją mamie ;)). 1. Moi ulubieńcy maja czyli pantofle Chanel, trampki Vagabond oraz klapki Mango z zeszłego roku. // 2. Kawałek od Trójmiasta i już można natknąć się na hektary takich pięknych rzepakowych pól. // 3. "Zrobię Ci herbaty, Mamo" – to zdanie wypowiadam za każdym razem, gdy odwiedza mnie moja mama. Chcę ją w ten sposób zatrzymać jak najdłużej. // 4. 1. Morelowe ciasto, o które pytałyście na Instagramie. Postaram się niedługo pokazać Wam przepis, więc obserwujcie bloga.Wreszcie po dłuuuugim czasie mogłam wrócić do mojej ulubionej "małej czarnej". Jeśli szukacie uniwersalnego modelu, który będzie dobrze wyglądał zarówno w ciągu dnia, jak i w trakcie gorączki sobotnie nocy to polecam Wam tę sukienkę od polskiej marki Sugarfree.1. Ciężki wybór! Dziękuję CHANEL za tyle skarbów. // 2. W oczekiwaniu na lato… ta sukienka już niebawem pojawi się w MLE Collection. // 4. Prooooszę, wpuść mnie na łóżko, chociaż na pięć minut… //Myślicie, że to mydło dla mnie? Ha! To przeczytajcie tekst pod kolejnym zdjęciem. Mydło w kostce i te dwa preparaty to kosmetyki Portosa. Marka totobi.pet już na samym początku mnie rozczuliła – na produktach widnieje bowiem wielki napis "testowane na ludziach". Szampony czy "mgiełki przeciwpchelne" składają się wyłącznie z olejów roślinnych i są wykonywane ręcznie. Na stronie totobi.pet możecie stworzyć spersonalizowany kosmetyk dla swojego czworonożnego przyjaciela.Mimo, że tło morza samo w sobie było piękne dziewczyny z 2inCreatives zadbały, aby było jeszcze ciekawiej. 1. Poranki coraz wcześniejsze. // 2. Chwila przerwy podczas spaceru. // 3. Sobotnie gotowanie czyli ulubione kotlety! // Codzienność wspanialsza niż przygody.W sobotni poranek na naszym łóżku jest wszystko i wszyscy. Dwa kubki kawy, talerz z naleśnikami albo jajecznicą (jeśli to pierwsze to bez sztućców, bo jemy je palcami), książka, którą czytałam o piątej rano przy okazji trzeciej pobudki z rzędu, grzechotki, ja, on, maleństwo, no i Portos – w końcu on też ma prawo wypocząć w weekend.  A tu nowość w łazience. Ta emulsja sprawdzi się nawet wtedy gdy na jej nałożenie mamy 30 sekund. Ja robię to jeszcze wtedy, gdy skóra jest mokra. Działa od razu, ładnie nawilża i zmiękcza skórę. Jeśli chciałybyście przetestować emulsję  Synchrourea od Synchroline to mam dla Was kod rabatowy na regularną ofertę sklepu: wystarczy, że przy zakupie użyjecie kodu "LIFE" a otrzymacie 20% rabatu.Selekcjonujemy zdjęcia do rodzinnego albumu. Trochę sie tego uzbierało…
Razem z Portosem byliśmy na wyborach. Mam nadzieję, że zachęcił on Was do głosowania w niedzielnym Instastories!
Poranki bywają trudne, dopóki nie pojawi się kawa – u nas w domu zawsze parzy On. A u Was? Nie sposób się zdecydować! Ale gdybym miała wybrać cztery z nich to byłyby to te o numerach: 72, 96, 68 i 82. Nowe pomadki od Chanel są jak balsam dla ust. Jeśli ktoś zawita do Trójmiasta, niech nie zapomni o pamiątkowym zdjęciu – na przykład z widokiem na gdyńską plażę z tarasu Vinegre Gdynia. 
Jeśli szukacie również innych sprawdzonych lokali w okolicy, które warto odwiedzić zajrzyjcie do tego wpisu. Kolejny dzień, kolejny spacer, kolejne cztery łapy w błocie. Co za życie!

* * *