If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Czy w moim mieszkaniu zawsze panuje porządek? Wielkanocne przygotowania, czyli subiektywny poradnik o tym, jak sprzątać gdy ma się psa (i małe dziecko).

   In the last episode of Family Feud, between chestnuts served by the anchor, who I, in fact, adore, a question appeared concerning the time when we do the cleaning. Respondents most often answered that “in the spring time”, but many points went also to the answer “holidays”. It’s easy to come up with a conclusion that almost each woman and man in Poland do the cleaning before Easter, as spring combines holidays with spring. The situation is similar in my case.   

   There are only a few days left until Sunday so I won’t be convincing you at all costs to clean the cupboard under the sink, clean the basement, and order books in an alphabetical order as it is simply too late for such undertakings. Besides, there’s little likelihood that a guest will peek into the cubbyhole with a white glove on their hand.  

   Having a clear-out and everyday cleaning are two different things – in the upcoming days, we won’t avoid the latter, and since we’re all in the mood for brushing and swiping, I’ll eagerly share a few ways to make our home look better and more orderly.

1. A guest in the house is order in the house.   

   I’ll start with answering the question from the title – yes and no. It surely happens that I’ve got a messy house, especially after a few-hour photo session for the blog (mostly those culinary), but I think that I’m able to still keep it in check. I’m guessing that it is precisely the result of the specificity of my work – to make the flat and its particular corners look good in photos, you can’t really allow mess to creep in. Maybe some of you will assume it to be a little fraud, but I treat my readers as guests at my own home so if I’m inviting them, I’m preparing for their arrival. That’s why it’s fair to say that the more often someone visits us, the more we are disciplined in taking care of our house. I’m not taking photos every day, but in case of cleaning, there are no days off for me. I won’t start my work, even at my laptop, before ordering everything around me (besides, from my early childhood – I always tidied up crayons and browsed through the toys that I had under my bed before starting my duties or learning).  

   Morning cleaning up of the flat has become an automatic habit of mine when every day, from Monday until Friday at 9:30 am, I was visited by my assistant – similarly to tidying up the flat before a photo shoot, I was always trying to ensure Monika and me a pleasant working space – dirty dishes or laundry left on the bathroom floor didn’t look too professional. Later, when I was pregnant, we started to treat working hours with greater leeway, but my habit hasn’t changed. Now even on the weekends, I start my day with a quick loading up of the dishwasher, cleaning the table, setting the laundry, and taking all knick-knacks to their appropriate places. Such a pattern requires literally five minutes and allows to protect the flat against accumulating mess. Not to mention that it’s easier and more pleasant to function. Below, you will see photos of my living room (or, in fact, living room/office) in its “hardcore” version. For the requirements of this article, I’ve decided to abandon my everyday routine for two days. 48 hours were enough for the room to be taken over by chaos – each corner started to be filled with random items.

* * *

   W ostatnim odcinku Familiady, między jednym a drugim sucharem prowadzącego, którego notabene uwielbiam, padło pytanie o to, kiedy robimy porządki. Respondenci najczęściej odpowiadali, że „na wiosnę”, ale bardzo dużo punktów uzyskała również odpowiedź „na święta”. Łatwo więc wywnioskować, że prawie każda Polka i każdy Polak robi porządki przed Wielkanocą, bo to wiosna i okres przedświąteczny w jednym. Nie inaczej jest u mnie. 

   Do niedzieli zostało jednak ledwie kilka dni, nie będę więc namawiać Was do tego, aby za wszelką cenę wyszorować szafkę pod zlewem, zrobić remanent w piwnicy i ułożyć książki według porządku alfabetycznego, bo na takie operacje jest już po prostu za późno. Poza tym, mało prawdopodobne, aby w trakcie uroczystego śniadania ktoś zaglądał nam do pawlacza i robił w nim test białej rękawiczki.

   Generalne porządki, a codzienne sprzątanie to dwie różne rzeczy – w najbliższych dniach tego drugiego nie unikniemy, a skoro i tak wszyscy jesteśmy w nastroju do wypucowania mieszkania na błysk, to chętnie podzielę się z Wami kilkoma sposobami na to, aby nasze miejsce na Ziemi wyglądało lepiej i czyściej.

1. Gość w dom, porządek w dom. 

   Zacznę od odpowiedzi na pytanie zadane w tytule – i tak, i nie. Na pewno zdarza mi się mieć bałagan, zwłaszcza po kilkugodzinnych sesjach na bloga (przede wszystkim tych kulinarnych), ale myślę że udaje mi się utrzymać go w ryzach. Zgaduję, że jest to wynik właśnie charakteru mojej pracy – aby mieszkanie i poszczególne jego kąty dobrze wyglądały na zdjęciach, to nie można pozwolić sobie na nieporządek. Być może część z Was uzna to za oszustwo, ale ja swoich Czytelników traktuję, jak gości we własnym domu, jeśli więc ich zapraszam, to przygotowuję się na ich przyjście. Mogę więc pokusić się o stwierdzenie, że im częściej ktoś nas odwiedza, tym bardziej jesteśmy zdyscyplinowani w dbaniu o dom. Zdjęć nie robię codziennie, ale w przypadku sprzątania nie ma u mnie dni wolnych. Nie zaczynam pracy, nawet tej przy komputerze, nim nie uprzątnę nieładu wokół siebie (zresztą, już od dziecka, nim zabrałam się za obowiązki czy naukę, wpierw układałam kredki albo zabierałam się za przeglądanie zabawek, które trzymałam pod łóżkiem).

   Poranne ogarnięcie mieszkania stało się dla mnie automatycznym nawykiem w czasach, gdy każdego dnia, od poniedziałku do piątku, punkt o godzinie 9.30 przychodziła do mnie moja asystentka – tak jak sprzątałam mieszkanie przed zdjęciami, tak starałam się, aby zapewnić Monice i sobie przyjemną atmosferę w pracy – brudne naczynia w zlewie czy pranie na podłodze w łazience nie wyglądałyby zbyt profesjonalnie. Później, gdy byłam w ciąży, godziny pracy zaczęłyśmy traktować z większym luzem, ale moje przyzwyczajenie się nie zmieniło. Teraz nawet w weekend zaczynam dzień od szybkiego zapakowania zmywarki, posprzątania stołu, nastawienia prania i odłożenia wszystkich szpargałów na miejsce. Taki schemat wymaga ode mnie dosłownie pięciu minut i pozwala uchronić mieszkanie przed nagromadzającym się bałaganem. Nie wspominając już o tym, że po prostu przyjemniej mi się wtedy funkcjonuje. Poniżej zobaczycie zdjęcie mojego salonu (a właściwie salono-biura) w wersji „hard”. Na potrzeby tego artykułu postanowiłam przez dwa dni odpuścić sobie moją codzienną poranną rutynę. Wystarczyło 48 godzin, aby to pomieszczenie ogarnął mały chaos – w każdym kącie zaczęły pałętać się przypadkowe rzeczy.

Paczki, ubrania w każdym kącie i mnóstwo rzeczy na stole – wystarczy, że przez dwa dni odpuszczę sobie odkładanie rzeczy na miejsce, aby mój salon wyglądał właśnie tak. 

  Random items that shouldn’t be in the living room are my underbelly. Stacks and piles of clothes that appear like mushrooms after the rain are in the forefront. For Easter, I’ve come up with a temporary solution – I took all my winter clothes to the dry cleaner’s, which is something that I’d have to do regardless in the nearest future. I’ll collect them next week when the preparation for Easter breakfast will be over. During that time, I’ll place all spring and summer coats, jackets, and sweaters on the lower hangers (getting rid of all clothes that I no longer need on the fly).

2. Dust and dirt.  

It may seem that owing to modern appliances and detergents, houses should become increasingly cleaner. However, it seems to me that our mothers and grandmothers had superb ideas for keeping the house clean, and our generation has simply forgotten about them. First and foremost, I’m talking about using the blessings of the sun, wind, and frost. Vacuuming the sofa or carpet is definitely too little to get rid of mites, dust, or unpleasant smells. Apart from that, we do it inside the flat so the dust mostly wafts in the air and then falls down on the sofa or floor again. Our grandmas were using the weather and when the temperature was well below zero, they put all fabric-covered items outside – frost kills mites. Now, when we are welcoming the spring, we can put cushions, carpets, bedding, or dog’s bed outside into the sun for at least two hours. First of all, the dust will stay outside, secondly, the sun works against mites, and thirdly, the smells will go away. Across whole Poland, the weather will be ideal for such an undertaking tomorrow.   

You need to know how to clean – the fundamental rule is starting the work from the top and moving towards the floor. First, we need to get down to items that hang from the shelves, later we move to the level of counters, table, or windowsills, and, in the end, we vacuum and mop the floor. Owing to that, we’ll avoid corrections, for example, when taking a pot out of the dishwasher the water from cooking potatoes can spill to the floor. 

* * * 

   Przypadkowe przedmioty, które nie powinny znajdować się w salonie, to w ogóle moja pięta achillesowa. Prym wśród nich wiodą stosiki ubrań, które rosną sobie, jak grzyby po deszczu. Na święta wymyśliłam rozwiązanie tymczasowe – całą zimową garderobę zaniosłam do pralni chemicznej, co i tak musiałam zrobić w najbliższej przyszłości. Odbiorę ją w przyszłym tygodniu, gdy nie będę już miała na głowie przygotowywania wielkanocnego śniadania. W tym czasie, wszystkie wiosenno-letnie płaszcze, kurtki i swetry przewieszę na niższe wieszaki (przy okazji robiąc w nich remanent).

2. Kurz i brud.

   Mogłoby się wydawać, że dzięki nowoczesnym sprzętom i detergentom, w domach powinno być coraz czyściej. Mam jednak wrażenie, że nasze mamy i babcie miały świetne sposoby na utrzymanie higieny w domu, o których moje pokolenie jakby zapomniało. Przede wszystkim mam tu na myśli korzystanie z dobrodziejstw słońca, wiatru i mrozu. Odkurzenie kanapy czy dywanu, to zdecydowanie za mało, aby pozbyć się roztoczy, kurzu czy nieprzyjemnych zapachów. Poza tym, gdy robimy to w mieszkaniu, większość zanieczyszczeń unosi się w powietrzu, a później znów opada na kanapę czy podłogę. Nasze babcie z kolei, korzystały z pogody i gdy temperatura spadała sporo poniżej zera, wynosiły wszystkie przedmioty pokryte materiałami na zewnątrz – mróz zabija roztocza. Teraz, gdy witamy wiosnę, można wystawić poduchy od kanapy, dywany, pościel czy posłanie psa na słońce, co najmniej na dwie godziny. Po pierwsze, kurz zostanie na zewnątrz, po drugie, słońce działa anty-roztoczowo, a po trzecie, zapachy wywietrzeją. W całej Polsce pogoda będzie jutro idealna na taką operację. 

   Sprzątać też trzeba umieć – najważniejsza zasada to rozpoczynanie pracy z góry i przenoszenie się z porządkami coraz niżej. Najpierw zabieramy się więc za wiszące półki, ściąganie kurzy z lamp, później przechodzimy na wysokość blatów, stołu czy parapetów i dopiero na samym końcu odkurzamy i myjemy podłogę. Dzięki temu unikniemy poprawek, gdy w trakcie pakowania zmywarki wyleje nam się z garnka woda po gotowaniu ziemniaków.  

Są takie sprzęty w domu, na które zwykle nie zwracamy uwagi. Myjemy je powierzchownie, odkładamy na miejsce, a przy kolejnym użyciu nie mamy czasu porządnie ich wyczyścić. Ja mam w mieszkaniu sporo szklanych wazonów, bo pięknie rozpraszają światło. Niestety, widać na nich osad po wodzie, który niszczy cały efekt. Zaopatrzyłam się więc w szczotki i raz na jakiś czas bardzo dokładnie czyszczę wszystkie szklane naczynia. Mogę je wtedy ustawić na parapecie, bo nawet ostre światło nie wychwyci żadnego brudu. 

     Another, slightly forgotten, way for cleaning is…. simple vinegar. It isn’t only the most eco-friendly among all other products – it is also very efficient and effective. It takes off the limescale, greasy stains, kills all types of bugs, sanitises, and decreases smells (this characteristic unpleasant smell goes away pretty quickly). I use it whenever I get down to mopping the floor. I pour a quarter of a glass of vinegar into a bucket of water. Why? As Portos, even though sweet, brings a whole bunch of unwanted guests, which stay unseen with the naked eye, when he comes back from his walks. Vinegar will instantly get rid of them, even when they light out in the cracks between the floor boards.

   And since we’re already talking about the dog – you often ask me how I care about order at home that is also dwelt by a crazy spaniel. After less than a week with Portos at home, we knew that we need to come up with a way to deal with its hair as during those seven days, I probably vacuumed the flat more times than during my entire life. After the analysis of online reviews, we decided to buy iRobot and, after over two years, I needs to say that it was a good (or even a wonderful) decision. I’m not really savvy when it comes to home appliances and white goods (that’s why I almost never recommend them on the blog), but, in this case, it’s worth making an exception. I suspect that remote vacuuming will become a standard procedure within a dozen or so years – just like a dishwasher – it simply makes our life easier.

 A dog and clean floor are two things that almost never come together. IRobot will get rid of hair and sand, but those who walk their pets in rainy weather will know how emotional you become whenever your wet dog turns wooden boards into a muddy painting. My way is not ideal, but it limits the scope of the problem – right at the door in a shoe cupboard, I keep w few small towels. After each walk, especially if the weather is unfavourable, I wipe Porto’s dirty feet.

* * * 

   Innym, zapomnianym już trochę sposobem na czyste mieszkanie jest… zwykły ocet. To nie tylko najbardziej ekologiczny ze wszystkich specyfików – jest też niezwykle wydajny i skuteczny. Zdejmuje kamień, usuwa tłuste plamy, zabija wszelkiego rodzaju robactwo, odkaża i niweluje zapachy (ten charakterystyczny średnio przyjemny zapach octu szybko się ulatnia). Używam go zawsze, gdy zabieram się na przykład za mycie podłogi. Do wiadra z wodą i płynem do drewna dodaję jedną czwartą szklanki octu. Dlaczego? Bo Portos, chociaż kochany, przynosi do domu całą masę nieproszonych gości, których nie widać gołym okiem. Ocet rozprawia się z nimi natychmiast, nawet jeśli czmychną sobie w szczeliny między deskami.

A skoro już mowa o psie – bardzo często pytacie mnie, w jaki sposób dbam o to, aby w mieszkaniu było czysto mimo tego, że mieszka w nim również szalony spaniel. Nie minął tydzień od momentu, w którym Portos pojawił się w naszym domu, a my już wiedzieliśmy, że trzeba będzie wymyślić sposób na jego sierść, bo w ciągu tych siedmiu dni odkurzyłam mieszkanie chyba więcej razy, niż w ciągu całego swojego życia. Po analizie internetowych recenzji zdecydowaliśmy się na iRobota i po ponad dwóch latach muszę powiedzieć, że była to dobra (jeśli nie genialna) decyzja. Nie bardzo znam się na urządzeniach RTV czy AGD (dlatego też nie polecam ich na blogu właściwie nigdy), ale w tym przypadku warto zrobić wyjątek. Podejrzewam, że zdalne odkurzacze za kilkanaście lat staną się takim standardem, jak zmywarka, bo po prostu ułatwiają życie. 

   Pies i czysta podłoga to dwie materie, które rzadko idą w parze. Odkurzacz iRobot ogarnie sierść i piasek, ale ten kto wyprowadzał kiedyś swojego czworonoga w deszczu wie, jak szybko oczy napływają łzami, gdy taki mokry sierściuch zamienia drewniane panele w błotne malowidło. Mój sposób nie jest idealny, ale bardzo ogranicza ten problem – tuż przy wejściu, w szafce na buty, trzymam kilka małych ręczników. Po każdym powrocie do domu, zwłaszcza jeśli pogoda na zewnątrz jest średnia, wycieram Portosowi jego brudne łapy.

Ten mały czarny stworek w lewym dolnym rogu to mój pomocnik – iRobot jest naprawdę wymarzonym rozwiązaniem dla właścicieli zwierząt posiadających więcej włosów niż żółw. Bez niego musiałabym odkurzać całe mieszkanie co najmniej raz dziennie. Ten model to Roomba i7+ (automatyczne skanowanie mieszkania, możliwość ustawienia harmonogramu odkurzania, manewrowanie wokół mebli, bezobsługowe oczyszczanie zbiornika to tylko kilka z jego funkcji). 

      In order for the cleaning to take less time, you need to plan out your space. Check out this article. Before I’ll get to the next point, I’d like to remind you that no advanced storage systems, books about magical cleansing, and organisational tricks are necessary if you simply avoid hoarding. The fewer items in the house, the easier and quicker it is to clear it. End of the story.

* * *

   Aby utrzymanie porządku nie wymagało zbyt wiele czasu, trzeba wpierw dobrze rozplanować przestrzeń. Odsyłam Was tutaj do wpisu o trzech prostych zasadach, dzięki którym nawet bałaganiara ogarnie nieład w swoim domu i nim przejdę do kolejnego podpunktu przypomnę tylko, że żadne zaawansowane systemy przechowywania, książki o magicznym oczyszczaniu ani organizacyjne triki nie są potrzebne, jeśli nie gromadzimy nadmiernie rzeczy. Im mniej przedmiotów w domu, tym mniej sprzątania. Koniec, kropka. 

3. This abominable laundry.  

   I love my inconspicuous flat (the fact that it seems huge is the result of high ceilings, in reality, the bed is almost too big for the bedroom, and the kitchen has only 8 m2), but there is one thing that I truly envy when it comes to the owners of houses and 200-metre suites. A room that is designed only for laundry and drying clothes – that is something that I lack. I hate the view of drying laundry, and, unfortunately, I’m cursed with it – I’d given some thought to a potential solution to this problem and hiding lingerie and other parts of my wardrobe from the world, but in case of this flat, it is a lost cause. That’s why I’ve invested in a washing machine with drier as it decreases the number of clothes that you need to hang (now, when there is a baby in the house, I see even more pros ;)) and I bought something that slightly improved the aesthetics of this installation that I need to put up with – a long time has passed since I was so happy about something as in case of this wooden chassis for laundry (you can see it in the photo below).

* * *

3. To paskudne pranie.

   Kocham swoje nieduże mieszkanie (to, że wydaje się takie wielkie to zasługa wysokich sufitów, w rzeczywistości łóżko ledwo mieści się w sypialni, a kuchnia ma zaledwie osiem metrów kwadratowych), ale jest jedna rzecz, której szczerze zazdroszczę właścicielom domów i dwustumetrowych apartamentów. Pokój przeznaczony tylko i wyłącznie na pranie i suszenie ubrań to coś, czego trochę mi brakuje. Nie znoszę widoku suszącego się prania, a niestety jestem na niego skazana – długo myślałam o tym, czy można w jakiś sposób ukryć przed światem rozwieszone majtki i inne części naszej garderoby, ale w przypadku tego mieszkania sprawa wydaje się być beznadziejna. Zainwestowałam więc w pralkę z suszarką, bo zmniejsza ilość ubrań, którą trzeba rozwiesić (teraz, przy małym dziecku dostrzegam też więcej zalet ;)) i kupiłam coś, co trochę poprawiło estetykę instalacji, na którą tak czy siak muszę patrzeć – dawno żadna rzecz nie ucieszyła mnie tak, jak drewniany stelaż na suszące się ubrania (na zdjęciu poniżej). 

Gdyby ktoś kilka miesięcy temu powiedział mi, jak często będę teraz robiła pranie, to chyba bym nie uwierzyła ;). Ocet to nie jedyny retro detergent w mojej łazience. Płatki mydlane BEBI, w zależności od twardości wody, należy rozpuścić w gorącej wodzie, po czym wlać bezpośrednio do pralki, do bębna. Płatki mają bardzo delikatny, ledwie wyczuwalny zapach i są w stu procentach naturalne. Tę drewnianą składaną suszarkę kupiłam na Amazonie. Prawda, że ładniejsza od tych metalowych?

      The last stage of the washing is ironing – and, again, I’ll be like a housewife from the times of the Polish People's Republic as I always have my bedding and table clothes mangled. An additional asset, apart from the ideally smooth quilt cover and mother-in-law’s appreciation is… more space in the wardrobe. Mangled laundry takes three times less space than the laundry that was just folded after washing and drying. Besides, it’s great to support such small businesses – I mangle my laundry at a nearby spot ran by a lady. I can additionally admire the beautifully blooming magnolia near her spot.

* * *

   Ostatnim etapem prania jest jego prasowanie – i tu znów będę jak pani domu z PRL-u, bo pościel i obrusy zawsze oddaję do magla. Dodatkową korzyścią, poza idealnie gładką poszwą na kołdrę i uznaniem teściowej, jest… więcej miejsca w szafie. Wymaglowane pranie zajmuje bowiem trzykrotnie mniej miejsca niż to, które zostało po prostu złożone po wyschnięciu. A tak poza tym, to miło jest wspierać takie drobne biznesy – ja oddaję magiel do pani, która mieszka niedaleko mnie. Przy okazji mogę popatrzeć na pięknie kwitnącą magnolię przy jej furtce. 

   Spring is a time that we associate with the freshness that we want to bring to each corner of our house. After doing all the tasks successfully, think about more pleasant activities – choosing flowers for the Easter table (I recommend a few small vases, instead of one large) and natural decorations. These two things will ideally bring the spring ambiance into our house. For the time being, keep your fingers crossed as I’m organising Easter at my home for the first time – and with a little baby in my arms ;). The flat has been cleaned so let’s get down to the shopping list and cooking!

* * *

   Wiosna, to czas kojarzący się nam ze świeżością, którą chcemy przenieść do każdego kąta w domu. Po wykonaniu wszystkich prac pomyślcie więc o przyjemniejszych czynnościach – wyborze kwiatów na wielkanocny stół (polecam kilka mały wazoników, zamiast jednego dużego) i naturalnych dekoracji. Te dwie rzeczy najlepiej przeniosą wiosenny nastrój do naszego domu. Póki co, trzymajcie za mnie kciuki, bo po raz pierwszy organizuję Święta Wielkiej Nocy z małym dzieckiem pod pachą ;). Mieszkanie ogarnięte więc zabieramy się za listę zakupów i gotowanie!

 

* * *

 

 

Z cyklu “Love to be a photographer” – Codzienność w obiektywie. Jak sprawić, aby była piękniejsza?

    Over the last months, it was difficult for me to sit at the laptop and gather my thoughts to prepare a longer post. I was preparing for you the Sunday posts, articles on cosmetics which required mostly specific pieces of information, and the regular “Last Month” cycle with terse descriptions below the photos – that was all I could muster. I thought that I would break this impasse with a topic that is closest to my heart – especially now, when a day can’t pass without me grabbing the camera for purely personal reasons. Right. Today I wanted to show you that in order to take beautiful photos, you don’t have to wait for a special occasion, travel to beautiful places, or arrange a special photo shoot, whose effect will later flood your Facebook wall.    

   While browsing through my parent’s photo album, I noticed that I’m equally interested in photos from their wedding day and those more ordinary everyday photos depicting daily activities – a walk in the woods, reading books, or preparing a dinner by my extremely young mother. Interestingly, photos that gain the greatest interest on Pinterest show scenes that we experience in our everyday lives – of course, scenes that are photographed really well. They very often show coffee mugs, set tables, girls reading books on sofas, cats lying on beds accompanied by their owners, couples preparing breakfasts, and so on. We like to view them as they show pleasant things that are within everyone’s reach. I’ve noticed that you like photos showing everyday life and often ask about how to take them so that the “everyday snapshots” become perfect mementos, instead of becoming an irrelevant take that we’ve keep on our phones. Below, I’ll reveal my ways (maybe some of them are slightly banal, but they really work well in my case) to make everyday life an ideal topic for taking photos and acquire new colours. 

1. Stop waiting for the grand moment.    

   Documenting extraordinary and groundbreaking events is, of course, extremely important and worth doing, but remember that taking a stunning photo depicting everyday life may also acquire rare character. It’s great to have a commemorative photo from a christening or a wedding reception, but after a few years you’ll be looking at photos showing everyday lying around in bed with equal sentiment. You thing that you’ve got plenty of such photos on your phone? All right, but did you make particular effort to take any of them? Did you grab a camera instead of a smartphone? Did you check the lighting? Did you get up from bed to take a better frame? 

2. Organise the photo shooting set and search for a good background.  

   If you think that your home is pretty orderly, take a photo of one of the rooms – you’ll instantly see each cluttered corner. Controlled disorder is often a very desirable background in photos, but it’s definitely easier and faster to take a photo if you declutter the space from unwanted items. I’m not talking about distorting reality, but if you want to organise a small photo session with you family, like that, it’s worth changing the bedding on Friday night and choosing one that is more photogenic (white or in mute colours, in fine blue stripes, made of linen or matte cotton), draw back the curtains before taking the photo, and come with an idea beforehand (whether the photo should be taken from overhand, whether you want to photograph only faces, or whether you need self timer, etc.). Remember that in photography, pushing the shutter is only the last element of the whole puzzle in which arranging the setting is often a greater challenge than taking the photo itself.

* * *

   W ostatnich miesiącach ciężko było mi przysiąść do komputera, aby zebrać  myśli w jakiś dłuższy tekst. Przygotowywałam dla Was niedzielne wpisy, artykuły o kosmetykach, które wymagają w większości konkretnych informacji i stały cykl „Last Month” ze zdawkowymi opisami pod zdjęciami – tyle udawało mi się z siebie wykrzesać. Pomyślałam, że ten impas przełamię tematem, który jest mi najbliższy – zwłaszcza teraz, gdy właściwie nie ma dnia, kiedy nie złapię za aparat z czysto prywatnych powodów. No właśnie, dziś chciałabym pokazać Wam, że aby robić piękne zdjęcia nie trzeba czekać na wyjątkową okazję, wyjeżdżać w piękne miejsca, czy umawiać się na specjalną sesję zdjęciową, których efekty zalewają później naszą tablicę na Facebooku.  

   Przeglądając album moich rodziców szybko zauważyłam, że z takim samym zainteresowaniem oglądałam zdjęcia z ich ślubu, co te wykonane w trakcie zwykłych codziennych sytuacji – spaceru po lesie, czytaniu książek, czy w trakcie przygotowywania obiadu przez moją młodziutką mamę. Co ciekawe, zdjęcia, które zyskują najwięcej popularności na Pintereście przedstawiają sceny, w których same bierzemy udział każdego dnia – oczywiście świetnie sfotografowane. Jest tam mnóstwo zdjęć kubków z kawą, nakrytych stołów, dziewczyn czytających książki na kanapie, kotów leżących na łóżku w towarzystwie swoich właścicieli, par przygotowujących śniadanie i tak dalej. Lubimy je oglądać, bo pokazują nam miłe rzeczy, które każdy ma w zasięgu ręki. Zauważyłam, że Wy też lubicie zdjęcia pokazujące zwykłe życie i często pytacie co zrobić, aby takie „codzienne kadry” nadawały się na pamiątkę, a nie były kolejnym, mało znaczącym ujęciem, które trzymamy w swoim telefonie. Poniżej zdradzam swoje sposoby (być może nieco banalne, ale u mnie naprawdę się sprawdzają), aby nasze codzienne życie stało się doskonałym tematem do fotografowania i nabrało nowych kolorów.  

1. Nie czekaj na wielką chwilę.  

   Dokumentowanie niezwykłych i przełomowych zdarzeń jest oczywiście bardzo ważne i warto to robić, ale pamiętaj, że zrobienie świetnego zdjęcia ilustrującego codzienną prozę życia może samo w sobie stać się tym szczególnym momentem. Fajnie mieć pamiątkę z chrzcin czy wesela, ale za parę lat z równie dużym sentymentem będziesz patrzeć na zdjęcie przedstawiające coniedzielne wylegiwanie się w łóżku. Myślisz, że masz w telefonie masę takich zdjęć? No dobrze, a czy do któregoś z nich faktycznie się przyłożyłaś? Zamiast smartfona wzięłaś do reki aparat? Sprawdziłaś jak pada światło? Wstałaś z łóżka, aby złapać lepszy kadr?  

2. Uporządkuj swój plan zdjęciowy i poszukaj dobrego tła.

   Jeśli wydaje ci się, że w Twoim domu panuje ład i porządek, to sfotografuj któreś z pomieszczeń – od razu rzuci ci się w oczy każdy zabałaganiony kąt. Kontrolowany nieład jest często bardzo pożądanym tłem na zdjęciu, ale znacznie łatwiej i szybciej będzie ci robić zdjęcia, jeśli oczyścisz przestrzeń z niepotrzebnych przedmiotów. Nie mówię tu o przekłamywaniu rzeczywistości, ale jeśli chcesz w weekend zrobić małą sesję rodzinną w takim stylu, warto w piątek wieczorem zmienić pościel na tę „fotogeniczną” (białą lub w zgaszonych kolorach, w cienkie niebieskie prążki, z lnu lub matowej bawełny), przed zrobieniem zdjęcia rozsunąć zasłony i pomyśleć wcześniej o koncepcji (czy ma być od góry, czy chcesz sfotografować same twarze, czy potrzebujesz samowyzwalacza itd.). Pamiętaj, że w fotografii naciśnięcie spustu migawki jest tylko ostatnim elementem całej układanki, w której uporządkowanie otoczenia bywa większym wyzwaniem niż samo zrobienie zdjęcia.  

Kosz, który widzicie na zdjęciu, musztardowa poszewka na poduszkę, którą pokochał Portos oraz pościel i prześcieradło z lambrekinem znalazłam w sklepie Cellbes. Wiele z Was pyta mnie gdzie kupuję rzeczy do domu, więc cieszę się, że mogę Wam dziś przekazać kod promocyjny do tego sklepu. Wystarczy wpisać kod MLE03 aby otrzymac 20% na produkty domowe. 

3. Surround yourself with natural and original things.   

   All thing that are natural will add your snapshots style – flowers, wood, stone, wool… I put a lot of effort into the finishing elements at my home and the majority of furniture pieces were made from natural resources (no plywood, conglomerates, plastic, or laminate flooring). Of course, you don’t have to replace anything to take a few photos as it would be silly, but from experience, I know that what really looks well in photos is also nice in everyday use and simply is pleasant to the eye. It’s also worth searching for old items that enrich the ambiance.

* * *

3. Otaczaj się tym, co naturalne i oryginalne.

    Wszystko, co naturalne doda twoim kadrom sznytu – rośliny, drewno, kamień wełna… Sporo wysiłku włożyłam w to, aby elementy wykończeniowe i zdecydowana większość mebli w moim mieszkaniu była wykonana właśnie z naturalnych surowców (żadnej sklejki, konglomeratów, plastiku czy paneli). Oczywiście, nie musisz niczego wymieniać, aby zrobić kilka zdjęć, bo byłoby to niemądre, ale z doświadczenia wiem już, że to, co dobrze wygląda na zdjęciach jest też miłe w codziennym użytkowaniu i po prostu dobrze się prezentuje. Warto też szukać starych przedmiotów, które dodają klimatu. 

Idealnym miejscem na znalezienie "rekwizytów", które będą ładnie wyglądały na zdjęciach i jednocześnie odświeżą stylistykę naszego mieszkania są na przykład targi Warsaw Gift&Deco Show. Na takich wydarzeniach z łatwością znajdziemy oryginalne meble czy unikalną ceramikę, ale też mnóstwo artykułów dekoracyjnych, codziennego użytku, biżuterii, artykułów papierniczych czy przedmiotów z segmentu eko/recykling. Jeśli macie blisko to koniecznie wybierzcie się w dniach 24-26 maja do Ptak Warszaw Expo. Swoje prace zaprezentuje blisko ośmiuset wystawców z całego świata. Szczegółowy program targów znajdziecie tutaj

4. Cook spaghetti Bolognese, bake a cake, serve some chicken.  

   Eating together, even meals that aren’t that sophisticated, is one of the coolest pictures in our everyday lives. Let’s try to grab the camera when we’re preparing a cake together – even the simplest one. Home that smells of a cake (and, in general, of good food) is home where you want to be and that you want to return to. Even though you can’t really show the smell, photos of home-made baked goods always stir emotions. There are dishes that, despite being simple, are really photogenic. In case of cakes and pastries, start with tarts. It’s really hard to fail with shortcrust pastry. It bakes quickly and the ready tart with cream and fruit always looks nice. A good idea will be also preparing the simplest pancakes or spaghetti (I don’t need to remind you how charming the dog couple in Lady and the Tramp looked). Today’s photos feature simple pasta with chanterelle sauce. You can find the recipe below (the dish is ready in next to no time – and that’s exactly how much time it takes for the pasta to disappear from the plates, you just need to be quick at taking photos ;)). 

Recipe for pasta with chanterelle sauce

Ingredients:

pappardelle or tagliatelle pasta

3 large white onions

4 cloves of garlic

150 g of butter

750 g of frozen or fresh chanterelles

150 g of sour cream (30% butterfat)

500 ml of white dry winethyme (it’s best to use fresh, but you can also use dried)

two parsley tops

1 tablespoon of olive oil

salt and pepper

Directions:

Chop the onions, peel and crush the garlic cloves. Heat up 1/3 of the prepared butter in a large pan, add one tablespoon of olive oil (to increase the temperature) and fry the chopped onion and crushed garlic. Place chanterelles in a sieve and rinse them with water thoroughly. Wait until the water drains off and if the onion is already tender, add chanterelles into the pan. Add a tablespoon of thyme and cover the pan with a lid so that 1/3 is left uncovered (I don’t want the vaporising water to splash all over the kitchen, but at the same time I need to give it a way to get out). Add salt. And now, I’ll reveal a small secret. In order for the chanterelles to aromatise the dish (tested by my grandmother and mother) – you need to wait until they are almost burnt and only then should you add the rest of the butter. In the meantime, boil some water for the pasta. When the butter is melted, add wine and increase the heat so that it becomes homogeneous. Decrease the heat and add sour cream, remembering to stir delicately. Check whether the sauce requires seasoning and add a considerable portion of freshly ground pepper. Strain the pasta and place it in the pan – stir everything and add chopped parsley. 

* * *

4. Ugotuj spaghetti bolognese, upiecz ciasto, podaj kurczaka.

   Wspólne spożywanie posiłków, nawet tych mało wykwintnych, to jeden z najfajniejszych obrazów w naszym codziennym życiu. Spróbuj sięgnąć po aparat kiedy wspólnie przygotowujecie ciasto – nawet takie najprostsze. Dom, w którym pachnie ciastem (i w ogóle dobrym jedzeniem), to dom, w którym chcesz być i do którego chcesz wracać. I chociaż nie można pokazać zapachu, to zdjęcia domowych wypieków wzbudzają zawsze wielkie poruszenie. Są potrawy, które mimo swej prostoty, są bardzo fotogeniczne. W przypadku ciast zacznij od tart. Kruche ciasto naprawdę ciężko jest zepsuć, szybko się je piecze, a gotowa tarta z kremem i owocami zawsze wygląda pięknie. Dobrym pomysłem są też najzwyklejsze naleśniki czy spaghetti (nie muszę chyba przypominać, jak uroczo wyglądała z nim psia para w „Zakochanym Kundlu”). Na dzisiejszych zdjęciach widzicie z kolei prosty w przygotowaniu makaron w sosie kurkowym. Przepis znajdziecie poniżej (robi się go błyskawicznie i równie błyskawicznie znika z talerzy, więc zdjęcia trzeba robić szybko ;)).  

Przepis na makaron w sosie kurkowym

Skład:

makaron Pappardelle lub Tagliatelle

3 białe duże cebule

4 ząbki czosnku

150 g masła

 750 g mrożonych lub świeżych kurek

150 ml śmietany 30%

500 ml białego wytrawnego wina

tymianek (najlepiej świeży, ale może też być suszony)

dwie natki zielonej pietruszki

łyżka oliwy z oliwek

pieprz i sól

Sposób przygotowania:

Siekam cebulę, obieram i rozgniatam czosnek nożem. Rozgrzewam jedną trzecią przygotowanego masła na dużej patelni, dodaję łyżkę oliwy (aby zwiększyć temperaturę spalania) i podsmażam na tym cebulę z czosnkiem. Kurki przekładam do sita i dokładnie przepłukuje wodą. Czekam aby woda całkiem spłynęła i jeśli cebula jest już całkiem miękka, wrzucam kurki na patelnię. Dodaję łyżkę stołową tymianku i przykrywam patelnie pokrywką, w taki sposób, że jedna trzecia jest wciąż odsłonięta (nie chcę aby parująca woda z tłuszczem tryskała na całą kuchnię, ale jednocześnie muszę dać jej możliwość wyparowania). Dodaję sól. I teraz zdradzę Wam sekret, aby kurki puściły do sosu maksymalna ilość aromatu (przetestowane przez moją babcię i mamę) – należy poczekać do momentu, w którym kurki będą prawie przypalone i dopiero wtedy dodać pozostałą część masła. W międzyczasie nastawiam makaron. Gdy masło się rozpuści dodajemy wino i zwiększamy gaz, aby sos był jednolity. Zmniejszamy gaz i dodajemy śmietanę delikatnie mieszając. Sprawdzam, czy sosu nie trzeba dosolić i dorzucam solidną porcję świeżo mielonego pieprzu. Odcedzam makaron i wrzucam na patelnię – całość mieszam i dodaję posiekaną pietruszkę.  

Zastawa z bażantami (i innym ptactwem ;)), którą widzicie na zdjęciu pochodzi ze sklepu Cellbes. Pamiętajcie, że teraz artykuły domowe możecie kupić w sklepie z 20% rabatem (wystarczy użyć kodu MLE03).

5. Interpret anew.    

   Watch films, visit art galleries with good paintings, familiarise yourself with the works of great photographers, and remember to save photos that you know you could take on your own. Look at them closely and think which of their elements do you like the most and which are you able to arrange similarly or even improve. When I lack inspiration, I’m trying to find it in the movies of the 60s and the 70s – times when intriguing frames were more important than special effects. Film productions that I love for impeccable stage design are, for example, “Chocolat”, “The English Patient”, “Three Days of the Condor”, “Amelia”, or “The Dressmaker”. It’s good to familiarise yourself with different photography styles and decide on your own which is closest to your heart – the works of great photography masters, such as Henri Cartier-Bresson or Robert Doisneau, will help you to notice the beauty in inconspicuous scenes. You’ll see that even when you’re using someone’s inspirations and ideas, you’ll still taking your “own” photos that are different from the original snapshot as you always add a fraction of your own unique sense of aesthetics. 

* * *

5. Interpretuj na nowo.  

   Oglądaj filmy, odwiedzaj galerie z dobrym malarstwem, poznawaj prace wielkich fotografów i przede wszystkim zapisuj zdjęcia, które wiesz, że mogłabyś spróbować zrobić sama. Przyjrzyj się im dokładnie i zastanów, które ich elementy podobają ci się najbardziej i które będziesz w stanie podobnie zaaranżować albo wręcz poprawić. Gdy brakuje mi inspiracji, to staram się ją odnaleźć w filmach z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy intrygujące kadry były ważniejsze od efektów specjalnych. Produkcje, które uwielbiam za dopracowaną scenografię to na przykład „Czekolada”, „Angielski pacjent”, „Trzy dni kondora”, „Amelia”, czy „Projektantka”. Dobrze jest też poznać różne style w fotografii i samemu zdecydować, który jest nam najbliższy – prace wielkich twórców, takich jak Henri Cartier-Bresson czy Roberta Doisneau, pomogą tobie dostrzec piękno w niepozornych scenach. Zobaczysz, że nawet kiedy korzystasz z czyichś inspiracji i pomysłów, to i tak robisz „swoje” zdjęcia, inne od wzoru, bo dodajesz do nich zawsze cząstkę własnego niepowtarzalnego wyczucia estetyki.  

brązowa ramoneska – CARRY // bluza – H&M // spodnie – Topshop (model Jamie) // buty – UGG

6.  Show what’s most important.  

   You can’t have a beautiful life without surrounding yourself with people whom you love, and you can’t take beautiful photos of your closest ones if you don’t show the love that is between them. Each photographer will tell you that the simplest way for a beautiful snapshot is showing affection and emotions between two people. These are even the simplest gestures like putting a hand on one’s shoulder or a tender whisper into one’s ear. Think about it when you’ll be posing in front of a camera with your husband or boyfriend next time. Authenticity and spontaneity are frequently the greatest assets of a photo.

* * *

6.  Pokaż to, co najważniejsze.

   Nie da się pięknie żyć, jeśli nie otaczają nas ludzie, których kochamy. I nie da się zrobić pięknych zdjęć bliskich, jeśli nie pokaże się miłości między nimi. Każdy fotograf powie ci, że najprostszym sposobem na piękne ujęcie jest pokazanie uczucia między dwojgiem ludzi. Wystarczą nawet drobne gesty, jak położenie dłoni na ramieniu, czy czuły szept do ucha. Pomyśl o tym, gdy następnym razem będziesz pozować z chłopakiem czy mężem do wspólnego zdjęcia. Autentyczność i spontaniczność bywają często największym atutem fotografii.

If you want to read more about photography, I’d like to remind you about my book published almost two years ago. There aren’t that many "Make Photography Easier” pieces left, but there are still a few waiting… :)

* * *

Gdybyście miały ochotę poczytać więcej o fotografii, to przypominam o mojej książce, wydanej blisko dwa lata temu. "Make Photography Easier" ma już prawie wyczerpany nakład, ale kilka egzemplarzy jeszcze się znajdzie… :)