Last Month

Wpis powstał we współpracy z marką Newby Teas, Handy Lab i Wydawnictwem PWN, a także zawiera lokowanie marki własnej. 

 

  W maju łatwo było sobie powiedzieć, że odpoczniemy za kilka tygodni, że znajdziemy czas na książkę, dłuższy spacer czy kolację z przyjaciółmi, kiedy tylko zrobi się cieplej. A potem przyszedł czerwiec i okazało się, że lato nie zaczyna się w kalendarzu. Ono zaczyna się w chwili, kiedy po raz pierwszy wybiegam z domu bez żadnej bluzy czy marynarki. Rozpoczyna się wtedy, gdy potrafię spontanicznie zamienić wieczór na kanapie w niekończący się plac zabaw i oglądanie zachodu słońca z wyładowanym telefonem w kieszeni.  

  Lato zaczyna się od decyzji: „jest czerwiec i muszę z niego korzystać, bo nikt inny tego za mnie nie zrobi”. I nawet nie wiecie, jak bardzo jestem z siebie dumna, że kończę ten miesiąc z poczuciem, że akurat to mi się udało. A zresztą same oceńcie! Zapraszam na wpis pachnący jaśminem i morzem, będący dowodem na to, że latem nawet ja potrafię być odrobinę spontaniczna.

 

 

Gdyby ktoś myślał, że w czerwcu nad polskim morzem nosi się bikini… Początek tego miesiąca nie zwiastował żadnej fali upałów.
(Mój sweter to oczywiście MLE).Ukochane Lubiatowo, którego krajobraz wciąż się zmienia (ku naszemu niezadowoleniu). Jazda konna w Folwarku Jackowo, opalanie w Sasinie i oczywiście obiad w Ewie Zaprasza (niektórzy przyjeżdżają do tej restauracji nawet z Krakowa ;)). Konie na prawdziwym pastwisku. Wiele z nich miało swoje przejścia, ale odnalazły swój szczęśliwy przystanek. 1. Gdy nudzi Ci się powoli Twoje wnętrze, ale na myśl o remoncie od razu stwierdzasz, że jest ślicznie i jednak nic nie chcesz zmieniać. // 2. Gdy w końcu mogłaś spać do dziewiątej, ale od piątej nie możesz zmrużyć oka. // 3. Mini szampon, maska do włosów, balsam, płyn do mycia ciała i twarzy od Sensum Mare. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam na mój wyjazd pod namiot. A wiecie, że do 30 czerwca w Sensum Mare jest 30% zniżki na wszystkie kosmetyki?  4. A gdyby ktokolwiek chciał się schronić przed upałem… lub wiatrem… albo przed całym światem. /// Nawigator taksówkarza – i od razu wiadomo, że jesteśmy w Paryżu!Taka tam zwykła pierwsza lepsza uliczka w Paryżu. Ależ dobrą robotę wykonał ten Haussmann.
1. Gdy bardzo się śpieszymy, więc zamawiamy, co jest. // 2. Od lat wierzymy w nasze tenisistki i zawsze kupujemy bilety tylko na kobiecy finał – możecie się więc domyśleć, jaka to była radość, gdy okazało się, że niespodziewanie zagra w nim Maja Chwalińska. //Marynarka w tenisowy prążek nada się na tę okazję idealnie. 1. Krótka przerwa między gemami – przyglądam się więc widowni. // 2. Maja Chwalińska została pierwszą kwalifikantką w historii, która awansowała do finału French Open. Wcześniej żadna zawodniczka, która przebijała się przez kwalifikacje, nie zagrała w finale Rolanda Garrosa. 

(Postanowiłam tylko o tym szepnąć, gdyby ktoś już postanowił gdakać, że coś mu się nie podobało. Brawo, Maja Chwalińska!)

Łatwo podziwiać dwie godziny meczu, dużo trudniej pamiętać o tysiącach godzin treningów, których nikt nie ogląda. Będąc na trybunach, chyba łatwiej dojrzeć to, że oglądamy tak naprawdę człowieka z krwi i kości, który toczy właśnie najważniejszą walkę w swoim dotychczasowym życiu. 
Niezależnie od tego, jak skończył się tamten mecz – Maja i tak sprawiła nam niesamowitą niespodziankę. //Jeśli coraz częściej masz poczucie, że zaczynasz być brzydka i bez filtrów wyglądasz okropnie…… I że Twoje ubrania do niczego się nie nadają…… I że Twoje mieszkanie przestało Ci się już podobać…

… I że jesteś ze wszystkim w tyle i nie ogarniasz tak, jak inni…

… I że u Ciebie jest zawsze brzydka pogoda…… I Twoja codzienność zaczęła wydawać Ci się nudna…

… I że jesteś złą mamą…
To czas odłożyć telefon.  

A z Tobą jest wszystko w porządku. Problemem nie jest Twoje życie. Problemem jest Twój czas przed ekranem.  Dawniej mieliśmy małe pole do porównywania się z innymi. Sąsiadka, mama koleżanki synka, kuzynostwo, koleżanki z pracy. Dziś zarzucane jesteśmy setkami obrazów cudzych żyć każdego dnia. Widzimy wyłącznie wycinki rzeczywistości – najładniejsze kadry, największe sukcesy, najbardziej uporządkowane momenty. Trudno czuć się wystarczającą, gdy nieustannie porównujesz swoje kulisy do czyjejś starannie wyreżyserowanej sceny. Nasz mózg nie został stworzony do tego, by codziennie mierzyć się z życiem setek innych ludzi naraz.

1. Gdy w radiu grają piosenkę "Torn" to millenialsom jakoś łatwiej wtedy wstać. // 2. Moje marne zbiory i stary pumpernikiel… zaraz coś z tego wyczaruję. //

„Dziś wiszą dumnie w salach polskich muzeów, ale zanim się tam znalazły, prowadziły zaskakująco bujne życie. Zaszywane w jedwabie, kradzione, darowane w prezencie lub przywożone jako pamiątki z podróży. Przenoszone z miejsca na miejsce albo ukrywane na długie lata. Mowa o dziełach najwybitniejszych mistrzów malarstwa europejskiego, które w wyniku przedziwnych zbiegów okoliczności trafiły do naszych rodzimych zbiorów.” To wielki talent opowiadać o sztuce tak, aby zainteresować każdego, nawet najbardziej zniechęconego słuchacza. Tę umiejętność posiada niewątpliwie Paweł Bień, a jego książka "Nieobce" od PWN sprawiła, że w ostatnich dniach chodziłam niewyspana.  

Być może o niektórych historiach tych obrazów słyszałyście, ale sposób, w jaki opowiada o nich pan Bień sprawia, że każdy wątek chcecie zapamiętać, aby umieć potem przekazać to dalej.   

(Kod MLE25 daje -25% od ceny okładkowej na wszystkie papierowe publikacje PWN. Kod jest już ważny i będzie działał do 31.07. :))1. Szczypiorek czyli moje największe rolnicze osiągnięcie ostatnich lat. // 2. W sumie nie jestem pewna, czy jestem w piżamie i ubrałam na siebie byle co, aby wyjść po zioła na taras, czy jednak wymyśliłam cool zestaw na festiwal. // Mój najwierniejszy asystent kucharza. Dba o zatowarowanie (albo jego brak). 

1. Błagam, żeby dzieci nie były dziś głodne, to może jedna czwarta jednej z tych kanapek zostanie dla mnie. Przepis jest banalnie prosty (najważniejsze jest idealnie ugotowane, siedmiominutowe jajko). 

Pieczywo (ja używam razowego) smarujemy miękkim awokado, mrożony groszek zalewam wrzątkiem na dwie minuty, aby się sparzył. Kluczem jest idealne jajko – zależy mi na ściętym białku i lekko płynnym żółtku – u mnie gotowanie trwa dokładnie 7 minut! Dla smaku dodajemy sól i pieprz i ozdabiam szczypiorkiem lub koperkiem. 

Trzynaście stopni, bo przecież połowa czerwca. Jak dobrze, że mam w swojej szafie naprawdę sporo swetrów. MLExMORDOR, czyli comiesięczna sesja produktowa. Praca w taki dzień jest powtarzalna i trwa zawsze sporo czasu, ale i tak jestem dumna z tej zmiany, bo zdjęcia na stronie wyglądają teraz znacznie bardziej profesjonalnie. Mam wrażenie, że w MLE ogromną uwagę skupiamy na produktach, aby były dopracowane do ostatniej niteczki i potem brakuje nam już trochę tego zapału, aby móc zaprezentować efekty w odpowiedni sposób (Z kolei w dzisiejszej branży odzieżowej sukcesy odnoszą te marki, które robią dokładnie na odwrót ;)). A może to tylko moje subiektywne wrażenie?1. z cyklu "Rozmowy dwóch CEO": "Asia, raz, dwa, trzy, ja zaklepuję ten sweter na Openera". // 2. Ale na dzisiejszą pogodę w Trójmieście to zdecydowanie ta sukienka lepiej się sprawdzi. // Poczułam pierwszą kroplę, więc wbiegam do środka – wiem doskonale , gdzie w Gdańsku schować się przed deszczem.1. Za oknem grzmi, ale ja skryłam się w bezpiecznych murach galerii NOMUS. To jedna z tych codziennych sytuacji, które łatwo przeoczyć, choć architekci od stuleci poświęcają im ogrom uwagi (schronienie jest przecież jedną z najbardziej podstawowych potrzeb, na które odpowiada architektura). // 2. Modernizm miał ambicje znacznie większe niż projektowanie ładnych budynków. Jego zwolennicy wierzyli, że architektura może naprawiać świat. Brzmi naiwnie? Trochę tak. Ale po doświadczeniach rewolucji przemysłowej, przeludnionych kamienic i dwóch wojen światowych wizja mieszkań pełnych światła, zielonych osiedli i racjonalnie zaplanowanych miast wydawała się całkiem rozsądną odpowiedzią na chaos rzeczywistości. // Nicolas Grospierre kieruje obiektyw na budynki epoki modernizmu, obok których codziennie przechodzimy bez większych emocji. To, co zwykle wydaje się zwyczajne, nagle zaczyna wyglądać jak scenografia do futurystycznego filmu o przyszłości, który ktoś nakręcił kilkadziesiąt lat temu.  Czasem ciężko zdecydować, czy blokowiska i powojenny modernizm kochać, czy wyburzać. Wiele rozwiązań architektonicznych o światowym poziomie nie przetrwało zderzenia z bylejakością codziennego utrzymania. Dopiero teraz, po kosztownych remontach, odkrywamy zalety i skromną, ale na swój sposób fascynującą urodę takich dzieł architektury jak Dworzec Centralny czy katowicki Spodek. Trzeba uznać fakt, że każdy budynek stanie się obrzydliwy, jeśli przez 30 lat nie będziemy go myć, naprawiać i sprzątać. Galeria NOMUS "Nicolas Grospierre. Permakryzys" 14.05 – 6.09.2026, Gdańsk.A na parterze budynku, w którym mieści się galeria, możecie zjeść pyszną drożdżówkę, albo wypić pyszną kawę. Pokazywać Wam więcej nieoczywistych miejsc związanych ze sztuką w Trójmieście?A ten napis czekał na mnie tuż po wyjściu…Czerwcowa puszcza za oknem.

Co tu zrobić, aby nigdy nie zadeptać tej artystycznej spontaniczności?

Ja i koncerty to rzadkie połączenie, ale skoro Sopot jest taki "małomiasteczkowy"……to żal nie skorzystać z takiej okazji. Chyba jesteśmy za młode na takie szalone wieczory ;). 1. Najlepsze polskie czerwcowe obiady. // 2. I najlepsze czerwcowe kwiaty…// Kwitnący jaśmin to moja najlepsza motywacja do wspinaczki. 
1. Herbata parzona na zimno. Znacie? Na pewno tak, ale wiem, że o dobrych rzeczach czasem warto przypomnieć (mi przypomniała o tym Meghan Markle, ale nie żebym oglądała jej program ;)). // 2. Upalne wieczory w Sopocie i podejrzliwi sąsiedzi. // Herbatę parzoną na zimno polecam szczególnie tym z was, które nie przepadają za smakiem zielonej herbaty, ale chciałyby ją pić z prozdrowotnych względów. Herbata parzona na zimno jest zdecydowanie delikatniejsza, ma ładniejszy kolor i dużo przyjemniej się ją pije – jestem pewna, że gdy raz spróbujecie, to stanie się ona Waszym ulubionym rodzajem lipcowego nawodnienia. Ja wybrałam „Green Lemon” od Newby Teas, czyli mieszankę wyselekcjonowanych długich liści chińskiej zielonej herbaty typu sencha z kawałkami aromatycznej cytryny.  Gatunek ma tutaj kluczowe znaczenie, ale o tym, że herbatę należy kupować z pewnego źródła na pewno wiecie – tę od Newby Teas kupuję od lat i ciężko przerzucić mi się na coś innego – do dobrego szybko się przyzwyczajamy (Kod KASIA20 daje 20% zniżki na cały asortyment -działa na wszystko do 20 lipca). 

Wystarczy dobrej jakości herbata z jakimiś owocowymi akcentami – zalewamy ją chłodną wodą i zostawiamy na godzinę. 

Te dwie rzeczy razem oznaczają, że w mieszkaniu pachnie poezją. "Slow" na Garnizonie.1. Omlet, bo nawet ja uległam trochę tej białkowej propagandzie ;).  // 2. "Drogi Panie Informatyku, niestety sweter padł i strona nie dziala. To znaczy swerter. To znaczy swerwer. To znaczy SERWER" – czyli ja i Monika gasimy poniedziałkowe pożary. Nawodnienie od wewnątrz zamówiłam, a to od zewnątrz wyciągnęłam z torebki. Miło mieć taki krem do rąk, który nie dość, że pielęgnuje, to jeszcze cieszy oko. Te dwie tubki o nowoczesnym kształcie są od Handy Lab. Macie dwie opcje do wyboru: Glow&Go lub Energy & Fresh (kod "Make" daje rabat  -15% w sklepie Handy Lab). 1. Kocham tę spódnicę! // 2. Kompaktowy, ładny. Skuteczność oparta na składnikach naturalnych z kompaktowym designem może iść w parze.  :).  // 

"Jak myśleć o sztuce" Ryszarda Kasperowicza 

Często targam swoje dzieci po muzeach (nie po wszystkich i nie zawsze) i to one są dla mnie najlepszym dowodem na to, że sztuki nie trzeba rozumieć, aby się nią zachwycać. Ale będę też zawsze stała na stanowisku, że warto ją zrozumieć, jeśli chcemy zachwycać się nią jeszcze bardziej. Rozumienie sztuki sprawia, że kontakt z nią przestaje być jedynie emocją, a zaczyna być doświadczeniem – a tym kluczem, który otwiera nam drzwi, jest szczere zainteresowanie. Im więcej wiemy, tym więcej chcemy wiedzieć i tym po trudniejsze rzeczy sięgamy. 

Jeśli mainstreamowe treści dotyczące sztuki już Was męczą i potrzebujecie czegoś naprawdę wnikliwego, co rozgrzeje Wasze neurony do czerwoności, to ta pozycja Was nie zawiedzie (na tę książkę też działa kod do PWN, który podałam wyżej).Magia hamaka. 
A tu magia Sopotu.Udawajmy turystki, kupmy gofra! Wszystkie trójmiejskie odcienie błękitów.Analogowe życie. Trzeba się postarać, aby do niego wrócić, ale warto (zwłaszcza w wakacje).

W kolejnym Last Month pokażę Wam, jak wyszło, bo jutro odbieram zdjęcia!

I to by było na tyle, bo wszystko inne, co wydarzyło się w moim życiu w tym miesiącu, było nudne, niezbyt ładne, albo byłam w tym momencie tak zakręcona, że przez myśl by mi nie przeszło, aby wyciągnąć telefon ;). … A teraz pakuję plecak, bo chyba wszyscy wkoło widzą, że czas się na sekundkę wylogować. Ale wrócę!

 

*  *  *

 

Zapiski o modzie i stylu – czy trzeba „się znać” aby wyglądać dobrze?

Wpis powstał we współpracy z marką YES i zawiera lokowanie marki własnej.

kolczyki – YES 

marynarka – MLE (dostępna w połowie lipca)

buty – Jimmy Choo (kolekcja z 2019 roku)

rozszerzane spodnie – MLE (wzór)

torebka – Bottega Venneta

top bandeau – MLE  

 

  Czy modę należy rozumieć, aby wyglądać dobrze (i modnie)? Myślę, że nie. W każdej branży, w każdym mieście czy miasteczku, a nawet w każdej szkole z łatwością wskażemy kogoś, kto po prostu ma świetny styl. I zazwyczaj nie wynika on ze znajomości wszystkich fuzji w LVMH, śledzenia każdego pokazu Loewe czy umiejętności wymienienia nazwisk dyrektorów kreatywnych najważniejszych domów mody.

  Oczywiście wiedza – jak to często w życiu bywa – pomaga. Pozwala lepiej rozumieć kontekst, dostrzegać inspiracje, śledzić zmiany zachodzące w branży. Z pewnością jednak nie jest warunkiem koniecznym posiadania dobrego gustu. Co więcej, nie jest też jego gwarancją, choć niektórzy zdają się w to wierzyć. Podobnie jest ze znajomością samego przemysłu odzieżowego. Nie trzeba wiedzieć, jak przebiega proces produkcji tkanin, czym różni się dzianina od tkaniny ani jakie etapy przechodzi ubranie, zanim trafi do sklepu, aby ubierać się dobrze. Tak jak nie trzeba znać zasad budowy silnika, by prowadzić samochód, ani historii architektury, by urządzić piękne mieszkanie.

  A jednak warto. Warto, ponieważ wiedza daje większą sprawczość. Pozwala dokonywać bardziej świadomych wyborów, odróżniać jakość od marketingu, rozumieć, skąd biorą się różnice w cenach i dlaczego niektóre rzeczy służą nam przez lata, a inne tracą formę po kilku praniach. Pomaga także spojrzeć na ubrania nie tylko jak na produkt, ale jak na efekt pracy wielu ludzi – projektantów, konstruktorów, szwalni, producentów tkanin czy rzemieślników. Znajomość branży nie sprawi automatycznie, że będziemy ubierać się lepiej. Może jednak sprawić, że będziemy kupować rozsądniej, z większym szacunkiem dla rzeczy, które już posiadamy. A w czasach, gdy codziennie bombardowani najróżniejszymi możliwościami jest to umiejętność nie mniej cenna niż dobry gust.

  Na dzisiejszych zdjęciach widzicie moją wymarzoną marynarkę, której materiał inspirowany jest modą Dalekiego Wschodu. Jest trudna w szyciu, bo aby zachować półtransparentne wzory trzeba był zrezygnować z podszewki i nagimnastykować się z wykończniem. Do tego dobrałam moje ukochane (niezwykle lekkie, wygodne i nieuczulające) kolczyki. A piszę o tym, bo na stronie YES trwa aktualnie wyprzedaż i wiele modeli biżuterii jest przecenionych. Jeśli miałyście ochotę, żeby zaoptarzyć się w nową biżuterię na lata (a nie tylko na "to lato"), to teraz jest ku temu idealna okazja. 

 

 

Last Month

Wpis powstał we współpracy z marką Wild Hill Coffee, wydawnictwem Media Rodzina, marką Francine&Mat oraz zawiera lokowanie marki własnej. 

 

   Właśnie wróciłam z mojego ogrodu. Narwałam chyba ostatnie już kwitnące gałązki bzu – z większości sypią się już fioletowe płatki, które na trawie wyglądają jak confetti. Gdy położę dzieci, skończę zaległości w pracy i pisanie tego wpisu, to wrócę do oglądania „Nocy i dni” – nie wiem, jak to się mogło stać, że przez 38 lat omijała mnie ta ekranizacja, ale nie ma chyba lepszego momentu aby ją zobaczyć, niż przełom maja i czerwca. Trudno o piękniejszy obraz polskiej wiosny – rozkwitającej, pachnącej i nostalgicznej.  

  Lada moment jedne pejzaże ustąpią miejsca kolejnym. Bez odejdzie w zapomnienie, a w zamian na jeziorach zakwitną nenufary. Być może problemy, które zaprzątały mi głowę w maju, stracą na znaczeniu (choć zapewne pojawią się nowe). A może któreś ze wspomnień ostatnich tygodni szczególnie zapadnie mi w pamięć i będzie wracało każdej kolejnej wiosny? Zaraz przejrzę razem z Wami majowe kadry i sprawdzę, które z nich mają na to największą szansę.

 

Na początku maja ropoczęłam swoją najdalszą podróż w życiu. Japonia marzyła mi się od lat i powiem Wam, że już trochę za nią tęsknię – tutaj pierwszy przystanek, czyli Nikko.  Po prostu typowy dzień w Japonii. 

Nara Park, niedaleko Kioto. Jelonki (w teorii bardzo łagodne) zamieszkują jego teren i czekają na specjalne przekąski. 

1. Nigdy nie czułam się jednocześnie tak spokojna i tak zagubiona, jak tu – w Japonii. // 2. Mój ulubiony zestaw w tym sezonie (pomijając oczywiście siedem innych). Linkuję dla Was kurtkę i dżinsy. // 3. Kupiłam w słynnym parku Nara specjalne przekąski dla tych niewinnych jelonków i prawie zostałam przez nie pożarta żywcem. // 4. Spokojnie, czekają nas tylko cztery przesiadki Szinkansenem :). // 

– Jaką chcesz herbatę?

– Obojętnie jaką.  

Tymczasem „obojętnie jaka herbata” w Japonii.  

Dla wszystkich, którzy kochają drewno.

Co pokochałam w Japonii? I dlaczego tak łatwo romantyzować ten kraj z perspektywy Europejki? Swoje wyliczanie rozpoczynam od…

1. Japandi i estetyczny reset.

Czy właśnie przyszedł ten moment, kiedy po latach życia w miękkim, przytulnym „hygge wnętrzu” człowiek zaczyna potrzebować już nie tylko ukojenia, ale też ciszy wizualnej i porządku? Japońskie wnętrza były dla mnie zawsze czymś w rodzaju „podziwiam, ale nie zamieszkam”.  

Jednak zetknięcie ze stylem „Japandi” w jego bardzo dopracowanej wersji sprawiło, że całkowicie przewartościowałam to myślenie. Spotkanie dwóch porządków – skandynawskiego hygge i japońskiego wabi-sabi okazuje się być idealną syntezą.  

 2. Wytwórnia Ghibli i „Mój sąsiad Totoro”.  

O filmach wytwórni Ghibli pisze się dziś prace akademickie i eseje kulturoznawcze – i trudno się dziwić. To piękne opowieści, na czele z „Moim sąsiadem Totoro”, w których dzieci nie dostają pełnej kontroli nad sytuacją, nie „ratują” dorosłych i nie sprawiają magicznie, że cierpienie znika. Widzą natomiast, że mimo różnych trudności, wciąż można czuć się bezpiecznie i uczyć się być szczęśliwym. Dla mnie, to świetna alternatywa dla bajek zachodniego świata, które w ostatnim czasie stały się pobudzającą, dopaminową sieczką.  

3. Matcha.

Faktycznie nie smakuje jak "trawa po deszczu". Ta w Japonii jest kremowa, lekko umami, wręcz maślana.

4. Styl, w którym każdemu jest wygodnie, a jednocześnie, jest w nim coś wyrazistego.  

Japoński styl ma w sobie coś uwalniającego psychicznie. Tam nikt nie wygląda, jakby panicznie próbował być młodszy, sexy albo bardziej modny od innych. Trochę jakby moda przestała służyć ocenianiu, a raczej tworzyła własną, komfortową, przestrzeń wokół siebie.    

5. Spokój, harmonię, szanowanie granic innych.  

  Japonia działa tak, jakby ktoś ściszył świat o 40%. Przestrzeń publiczna opiera się na niepisanej zasadzie: „nie utrudniaj życia innym”. Co ciekawe – ten system działa dzięki społecznej świadomości, a nie ciągłym zakazom. Szacunek widać w drobiazgach. W nieprzepychaniu się, nawet, gdy jest tłum. W tym, że kierowca autobusu przeprasza za 30 sekund opóźnienia. Albo że nawet w zatłoczonym Tokio człowiek ma poczucie mniejszego przebodźcowania niż w europejskim sklepie w sobotę o 15:00.  

 Ten porządek bywa momentami komicznie doprowadzony do perfekcji. Istnieją instrukcje dotyczące ustawiania walizek w pociągu, odpowiednie kąty ukłonu i cała kultura „czy przypadkiem nie zajmuję za dużo przestrzeni swoim istnieniem”. Europejczyk początkowo jest zachwycony, a potem zaczyna się zastanawiać, czy właśnie nie przeprosił automatu z napojami za to, że za długo wybierał herbatę. Ale im więcej czytam o Japonii, tym bardziej widzę też drugą stronę… 

Tak wygląda wnętrze torebki, gdy wyruszam na lotnisko. Kilka godzin później, okazuje się, że w ciągu dnia moja torebka pełniła funkcję śmietnika do odpadów zmieszanych. Spódnicę znajdziecie tutaj, natomiast sweterek wraca czasami w pojedynczych sztukach i jest jeszcze do dorwania. Wygląda pięknie. Kuchnia japońska jest zaskakująca, ale na dłuższą metę wolę chybą naszą polską ;).  Niestety, tylko replika. Oryginał schowany dla bezpieczeństwa. W prawie całym muzeum nie można robić zdjęć z obawy o flesz, który może uszkodzić dzieła, a sale są tak ciemne, że czasem trudno jest odnaleźć drzwi. ​Nieco dziwna instalacja przedstawiająca starego Hokusaia pracującego nad rysunkiem obok jego córki, Katsushika Ōi. Wokół panował chaos — porozrzucane narzędzia, papiery, nieład. Podobno naprawdę tak żył i tworzył. Do późnej starości pracował niemal bez wytchnienia, a pod koniec życia mówił, że dopiero zaczyna rozumieć sztukę. Patrząc na tę scenę, myślę o tych wszystkich współczesnych opiniach, że „kiedyś nie było ADHD” albo innych neuroatypowości. Kiedy czyta się biografie wielkich artystów, wynalazców czy twórców, bardzo często widać ludzi bezgranicznie skupionych na swojej pasji, niepasujących do społecznych norm swoich czasów. Często byli samotni i niezrozumiani. Ich życie bywało trudne, ale właśnie ta inność mogła popychać ich do tworzenia rzeczy, których świat początkowo nie umiał pojąć.  

Czasem to właśnie z tej nieoczywistej wrażliwości, z chaosu i nadmiaru myśli rodzi się coś wyjątkowego. I może najważniejsze jest nie to, żeby je na siłę dopasować, ale żeby pomóc im odnaleźć miejsce, w którym ich sposób istnienia stanie się siłą, a nie ciężarem.  

Jeśli chcecie zobaczyć twórczość tego słynnego artysty to wybierzcie się do Muzeum Sumidy Hokusai. Przybijam sobie sama piątkę, że mimo głośnych protestów, postawiłam na swoim i udało mi się przywlec tu moją rodzinę, przeciągając ją przez całe Tokio (jedyne 14 milionów mieszkańców). I myślę, że nasi milczący współpasażerowie w metrze też są ze mnie dumni.  

Wymarzona marynarka do Japonii, ściągnięta prosto z maszyny do szycia, tuż przed wyjazdem. To taka moja europejska wersja geishy. ;)

Specjalnie dla tych wszystkich, którzy pytali o marynarkę – dodałyśmy już produkt jako "cooming soon", abyście mogły się zapisać na listę oczekujących – dostaniecie mejla, gdy tylko pojawi się w sprzedaży. Ten materiał jest wyjątkowy i bardzo trudno go było zdobyć, więc podejrzewam, że doszywek nie będzie.

Przyjeżdżając z Europy, bardzo łatwo można dać się uwieść elementom japońskiej kultury. Ale kraj ciszy, matchy, Hello Kitty i porządku ma też swoją drugą stronę.  Od ponad 30 lat mierzy się ze stagnacją ekonomiczną, samotnością, nierównościami płciowymi i narastającą frustracją swoich obywateli. To kraj, który przeżył bomby atomowe, katastrofy naturalne, atak terrorystyczny i utratę poczucia stabilności, na którym zbudowano powojenny sukces.  

Poza zbiorem pięknych nostalgicznych obrazów, zaskakującego jedzenia i postaci anime, jest też opowieścią o cenie, jaką płaci się za społeczną harmonię i nieustanny wymóg dostosowania się.  Japonia działa dziś trochę jak lustro dla Zachodu — pokazuje nie tylko to, czym chcielibyśmy się stać, ale też to, czego najbardziej się boimy: samotność mimo dobrobytu, kryzys więzi i zmęczenie społeczeństwa, które przez dekady próbowało spełniać narzucone sobie standardy.

Po powrocie rzuciłam się w wir pracy i rodzicielskich zajęć. Przez dobrych kilka dni nie włączyłam nawet aparatu w telefonie (co najwyżej po to, aby sfotografować lekarskie zalecenia czy plan przedszkolnej wycieczki wywieszony w szatni). Tempo codziennego życia było naprawdę bardzo szybkie… aż nagle zwolniło. Na lotnisku. Podróże to momenty, w których znów czuję tę młodzieńczą potrzebę fotografowania. Tyle że piętnaście lat temu za Chiny nie pojechałabym w takim stroju do miejsca, w którym właśnie wylądowałam.  1. Uznajcie tę kamienicę za podpowiedź. // 2. "Bardzo się cieszymy, że Pani przyjechała. Pokój będzie gotowy za 6 godzin, czy chce Pani w tym czasie napić się wody?" // 3. "Za sześć godzin, Madame, to ja będę mieć w aplikacji Zdrowie szesnaście tysięcy kroków. 4. Delikatne jak kamień. Rzeźby w Muzeum Orsay zawsze zatrzymują wzrok na dłużej. // To oczywiście Van Gogh a nie Renoir, ale gdyby wystawa, którą polecałam Wam się nie spodobała, to na innych piętrach Muzeum Orsay znajdziecie tak nieprawdopodobne zbiory najsłynniejszych artystów w historii, że nikt nie wyjdzie stamtąd zawiedziony. A jeśli wybieracie się do Paryża, to zachęcam jeszcze raz do lektury tego wpisu, gdzie znajdziecie trzy aktualne i najlepsze moim zdaniem wystawy nad Sekwaną.No i jestem. Świeżutka jak bułka z Żabki o godzinie 20:00.  Chlebek bananowy czy jednak ciasteczko z Matchą w ramach wspominania Japonii?Moje ukochane spodnie, które noszę już trzeci rok wróciły do sprzedaży. Model Ossie to nasz absolutny bestseller (jeśli wahacie się  między rozmiarami, to wybierzcie ten mniejszy). Wnętrze Grand Palais, które można też podejrzeć przy okazji wystawy Matisse'a. Ok, czy mam w walizce jeszcze jakieś buty, które mnie nie obtarły?
Milion bezsensownych zdjęć Paryża i wyładowana bateria, gdy w końca chciałaś sfotografować coś ważnego. Znalazłam w Paryżu idealny lokal dla MLE.  Ten trochę gorszy, ale od biedy może być.  Nie wiem czy można czuć większe „fomo” niż wtedy, gdy cały Paryż czeka na Ciebie, a Ty musisz usiąść do laptopa i odbębnić kolejne dwie godziny na szkoleniu. Chyba te wszystkie rolki na Instagramie o samorozwoju weszły trochę za mocno ;). A skoro już mowa o obtartych stopach, to czas na pierwsze obcasy na tym wyjeździe.Brasserie l’Emil. Idealna opcja, gdy w Paryżu pada. Tuż obok słynnej paryskiej opery.   Gdy od lat nie potrafisz zrobić czegoś dla siebie samej, ale Twoja przyjaciółka wręcz przeciwnie, wiec podłączasz się pod jej „dla siebie samej” i tym sposobem wchodzisz z nią teraz do Opery Paryskiej na Damę Kameliową.   Piękna i smutna historia o nieszczęśliwej miłości, chociaż jak dla mnie, to przede wszystkim opowieść o tym, że za błędy serca największą cenę na tym świecie zawsze płaci kobieta. 

Au revoir, Paris!  

Kolejny dzień mamy w Sopocie​ piękną pogodę. A przynajmniej tak słyszałam ;). Wczoraj wróciłam z Paryża, a dziś znów jesteśmy w naszym MLE Mordorze i robimy zdjęcia produktowe. Ale obiecałam sobie, że wieczór spędzę na hamaku! :)1. Gdy bardzo chcesz coś pokazać, ale naprawdę nie możesz tego zrobić. Jesień będzie piękna! // 2. Oj, jak dobrze wiem, że można wyglądać tak, jakby się skrolowało Tiktoka, a tak naprawdę właśnie ogarnia się logistyczną machinę. Prawda, Monika? // Patrzę na te wszystkie nasze zestawy i myślę sobie, że ja już naprawdę nic poza MLE w szafie nie potrzebuję.A w studio jest tak zimno, że aż miło omawiać swetry na sezon jesień/zima 2026/27.   Gdy wszyscy znajomi są na plaży ;). 
Wszystkie w MLE jesteśmy znad morza. I powiem Wam, że klimat spacerów po plaży, to my naprawdę rozumiemy, jak nikt inny. Ten sweter, piasek pod stopami i zapach opalonej skóry, to dla mnie kwintesencja eleganckiego (ale nadal "cool"), letniego stylu. Szklanka do połowy pełna czy do połowy pusta? Jakim typem osobowości jesteście?Ten moment, gdy nadal zapominasz ze Dzień Mamy to też Twoje święto, więc na żadne niespodzianki nie czekasz, tylko wstajesz i jedziesz do swojej mamy. A tu możecie zobaczyć moją mamę w jej zestawach od MLE. Gdy cała Polska rusza w moje strony, ja jadę dokładnie w przeciwnym kierunku. 
Czy zastanę kogoś w Krakowie i Wrocławiu?Boję się turbulencji, ale dzięki nim czytam więcej niż przez resztę roku. 
Trochę żartuję, a trochę nie. Samolot to jedno z niewielu miejsc, w którym nie mam wyrzutów sumienia, że czytam dla przyjemności. Ale zapeszyłam z tymi turbulencjami. Książka "Theo z Golden" Levi Allen. Myślałam, że dostanę książkę o sztuce. Dostałam książkę o tym, że ludzie też są dziełami sztuki. Cała historia kręci się wokół 92 portretów mieszkańców Golden, które wiszą w kawiarni. Tutułowy Theo wykupuje je, jeden po drugim. Ale to nie jest książka o obrazach. To książka o tym, jak bardzo wszyscy chcemy być przez kogoś zobaczeni. Dzień dobry. Nie, nie jesteśmy akwizytorkami, a ja nie mam w walizce nieoryginalnych części do Termomixa. Jeśli wydaje się Wam, że przedkładamy z Asią nasze potrzeby nad Wasze, to chciałam tylko dać, że po Dniu Mamy zabrakło dla nas tych ortalionowych kurtek. Przed tym wyjazdem została w magazynie jedna sztuka i uznałyśmy, że dopóki któraś z Was jakiejś nie zwróci to musimy się nią dzielić ;).

MLE jest już teraz także w Krakowie!

Jeśli jesteście z okolic, to teraz możecie przymierzyć i kupić nasze rzeczy w LA'ANA (Tadeusza Kościuszki 27, 30-105 Kraków).A tuż obok… Zaczyn.   
To danie zamówiłam dwa razy. I to nie w ciągu jednego dnia. W ciągu godziny. 

Może to miejsce Was naprowadzi, gdy będziecie poszukiwały kolejnego showroomu z MLE – dawny, średniowieczny klasztor, w którym obecnie znajduje się Muzeum Architektury. Mini Bebe jest dosłownie tuż obok! MLE jest teraz także w Mini Bebe we Wrocławiu – zapiszcie sobie adres: Bernardyńska 4B, Wrocław. Czy dorosła kobieta może mieć taką torebkę?  Nie odpowiadajcie. Chcę wierzyć, że tak.  1. Wiemy, że zakupy na żywo, to coś, czego Wam czasami brakowało. // 2. Są jeszcze miejsca, gdzie można kupić nasze dżinsowie kurtki ;). // Jaka to przyjemność chodzić, patrzeć i dotykać!

Nic nie kupuj… nic nie kupuj… nic nie kupuj…Co kupiłam. Co miałam kupić. 

Zapomniałam już jak miło podróżuje się pociągami (oczywiście, tylko pod warunkiem, że wykupiliście siedzącą miejscówkę i zdążyliście na pociąg). O nie, nie, nie. Jeśli faktycznie mam ogarnąć te porządki i wrzucić coś na Vinted, to najpierw potrzebuję drugiej kawy. 

Na szczęście w kuchni czeka na mnie dostawa moich dwóch ulubionych kaw. „Pocałunek Słońca w Jaen" (karmel, mleczna czekolada, mandarynka) i „Tajemnica Sierra Madre" (głębokie nuty czekolady i prażonych orzechów przełamane słodyczą maliny) od Wild Will Coffee.  

Lubię produkty, za którymi stoi nie tylko dobry smak, ale też konkretna jakość. Kawy Wild Hill Coffee pochodzą z certyfikowanych upraw organicznych, a każda partia ziaren przechodzi szczegółowe badania laboratoryjne pod kątem obecności pleśni, mykotoksyn i akrylamidu. To właśnie dzięki temu mam pewność, że w filiżance znajduje się wyłącznie wysokiej jakości kawa – czysta, bezpieczna i wolna od niepożądanych substancji, które niestety mogą pojawiać się w źle przechowywanych lub niskiej jakości ziarnach.
 
Kod "MAJ" daje 10% rabaty na nieprzecenione kawy Wild Hill Coffee (działa do końca czerwca). Dzisiaj wszystko idzie jak po maśle. U mnie od naprawdę długiego czasu, jak kawa to Wild Hill Coffee. Jest organiczna, uprawiana bez pestycydów, z poszanowaniem ekosystemu oraz zdrowia ludzi pracujących na plantacjach. Najważniejszym powodem, dla którego powinnaś kupować kawę "specialty" nie jest smak, a ochrona Twojego zdrowia.  No dobra, to ruszamy! Tej sukienki jednak nie oddaję! Pamiętacie ją z zeszłorocznych wpisów?Wszystkie wystawione przeze mnie rzeczy na Vinted znajdziecie tutajTo był tak stresujący dzień, że gdy w końcu weszłam do pociągu, gapiłam się w ten widok przez dłuższy czas, aby uspokoić nerwy. Są takie momenty, że chciałabym ponarzekać na rolę córki premiera i powiedzieć trochę więcej z czym to się wiążę ;). Ale na szczęście, szybko wracam na ziemię i przypominam sobie, że naprawdę może być gorzej, a uzewnętrznianie się jeszcze nigdy nie przyniosło mi nic dobrego. Dygresja, która nic nie wniosła, ale wiem, że mam tu wiele życzliwych osób, które rozumieją więcej niż mi się wydaje. Jeszcze przez te kilka dni mogę cieszyć się zapachem bzu… Mecz tenisa tak mnie stresuje, że na chwilę uciekam do ogrodu, żeby ochłonąć. 
To będzie długi wieczór… widzę, że z wiekiem nabyłam pewną umiejętność. Nawet, gdy moją głowę zaprzątają niemiłe myśli, albo wiem, że kolejny dzień będzie ciężki, to coraz łatwiej przychodzi mi nie tyle zapominanie o złych emocjach, co zamykanie ich w osobnej szufladzie. To że mamy cięższy czas, wcale nie oznacza, że nie możemy przeżywać miłych chwil, śiac się z dziecmi, pozwalać sobie na przyjemności. Perfekcyjne okresy zdarzają się rzadko (a mam wrażenie, że wraz z upływem lat zdarzają się coraz rzadziej) więc trzeba nauczyć się żonglerki trudami i radościami, bo zawsze będą się one przeplatać ze sobą. Nie wiem, czy w ogóle potrafię wytłumaczyć o co mi chodzi ;). A co to za piękna paczuszka do mnie dotarła?Little Pleasure Set to nowość w Francine&Mat – zestaw trzech mgiełek pielęgnacyjnych do ciała po 10 ml – po jednej z każdej kolekcji Francine & Mat: świeży Monterey Matcha Bay to mój ulubieniec. Zabieram jedną z tych buteleczek w kolejną podróż! Wymarzona kompozycja szlachetnych olejów roślinnych dla mojej skóry – migdał słodki, morela, makadamia, dzika róża. Olejek Marrakesh wygrał Glammies 2026 magazynu Glamour w kategorii ciało. Dla marki Francine&Mat to wielkie wyróżnienie i na pewno motywacja do dalszej pracy. I z tej okazji wyjątkowo chcą zachęcić Czytelniczki MLE, aby same sprawdziły czy wart jest tych nagród: kod MLE15 da Wam -15 %  (ważny do 12 czerwca). 1. Gdy do końca blefuję, że będziemy mogły spać w ogrodzie, bo wiem, że lada moment powiedzą, że jednak nie chcą. // 2. Nikt w MLE nie spodziewał się, aż tylu zamówień z okazji Dnia Mamy. Nie było więc żadnych wyjątków i przez Wasze zakupy wszystkie musiałyśmy pakować paczki. Jeśli więc ktoś z Was dostał pomylone zamówienie – no cóż, to może być dosłownie moja wina. Leci na Ciebie, gdy przychodzi wieczór. Wiecie kogo mam na myśli? 

Ślę do Was najszczersze pozdrowienia o zapachu bzu, licząc na to, że nie zanudziłam Was na śmierć tym wpisem. Czekam na Wasze komentarze, na które (mam nadzieję) w związku z długim weekendem będę mogła odpisać. 

Mam nadzieję, że czerwiec przyniesie Wam jak najwięcej zwyczajnych dni, które po czasie okazują się wyjątkowe.

*  *  *