
Wpis powstał we współpracy z marką Newby Teas, Handy Lab i Wydawnictwem PWN, a także zawiera lokowanie marki własnej.
W maju łatwo było sobie powiedzieć, że odpoczniemy za kilka tygodni, że znajdziemy czas na książkę, dłuższy spacer czy kolację z przyjaciółmi, kiedy tylko zrobi się cieplej. A potem przyszedł czerwiec i okazało się, że lato nie zaczyna się w kalendarzu. Ono zaczyna się w chwili, kiedy po raz pierwszy wybiegam z domu bez żadnej bluzy czy marynarki. Rozpoczyna się wtedy, gdy potrafię spontanicznie zamienić wieczór na kanapie w niekończący się plac zabaw i oglądanie zachodu słońca z wyładowanym telefonem w kieszeni.
Lato zaczyna się od decyzji: „jest czerwiec i muszę z niego korzystać, bo nikt inny tego za mnie nie zrobi”. I nawet nie wiecie, jak bardzo jestem z siebie dumna, że kończę ten miesiąc z poczuciem, że akurat to mi się udało. A zresztą same oceńcie! Zapraszam na wpis pachnący jaśminem i morzem, będący dowodem na to, że latem nawet ja potrafię być odrobinę spontaniczna.
Gdyby ktoś myślał, że w czerwcu nad polskim morzem nosi się bikini… Początek tego miesiąca nie zwiastował żadnej fali upałów.
(Mój sweter to oczywiście MLE).
Ukochane Lubiatowo, którego krajobraz wciąż się zmienia (ku naszemu niezadowoleniu).
Jazda konna w Folwarku Jackowo, opalanie w Sasinie i oczywiście obiad w Ewie Zaprasza (niektórzy przyjeżdżają do tej restauracji nawet z Krakowa ;)).
Konie na prawdziwym pastwisku. Wiele z nich miało swoje przejścia, ale odnalazły swój szczęśliwy przystanek.
1. Gdy nudzi Ci się powoli Twoje wnętrze, ale na myśl o remoncie od razu stwierdzasz, że jest ślicznie i jednak nic nie chcesz zmieniać. // 2. Gdy w końcu mogłaś spać do dziewiątej, ale od piątej nie możesz zmrużyć oka. // 3. Mini szampon, maska do włosów, balsam, płyn do mycia ciała i twarzy od Sensum Mare. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam na mój wyjazd pod namiot. A wiecie, że do 30 czerwca w Sensum Mare jest 30% zniżki na wszystkie kosmetyki? 4. A gdyby ktokolwiek chciał się schronić przed upałem… lub wiatrem… albo przed całym światem. ///
Nawigator taksówkarza – i od razu wiadomo, że jesteśmy w Paryżu!
Taka tam zwykła pierwsza lepsza uliczka w Paryżu. Ależ dobrą robotę wykonał ten Haussmann.
1. Gdy bardzo się śpieszymy, więc zamawiamy, co jest. // 2. Od lat wierzymy w nasze tenisistki i zawsze kupujemy bilety tylko na kobiecy finał – możecie się więc domyśleć, jaka to była radość, gdy okazało się, że niespodziewanie zagra w nim Maja Chwalińska. //
Marynarka w tenisowy prążek nada się na tę okazję idealnie.
1. Krótka przerwa między gemami – przyglądam się więc widowni. // 2. Maja Chwalińska została pierwszą kwalifikantką w historii, która awansowała do finału French Open. Wcześniej żadna zawodniczka, która przebijała się przez kwalifikacje, nie zagrała w finale Rolanda Garrosa.
(Postanowiłam tylko o tym szepnąć, gdyby ktoś już postanowił gdakać, że coś mu się nie podobało. Brawo, Maja Chwalińska!)
Łatwo podziwiać dwie godziny meczu, dużo trudniej pamiętać o tysiącach godzin treningów, których nikt nie ogląda. Będąc na trybunach, chyba łatwiej dojrzeć to, że oglądamy tak naprawdę człowieka z krwi i kości, który toczy właśnie najważniejszą walkę w swoim dotychczasowym życiu.
Niezależnie od tego, jak skończył się tamten mecz – Maja i tak sprawiła nam niesamowitą niespodziankę. //
Jeśli coraz częściej masz poczucie, że zaczynasz być brzydka i bez filtrów wyglądasz okropnie…
… I że Twoje ubrania do niczego się nie nadają…
… I że Twoje mieszkanie przestało Ci się już podobać…
… I że jesteś ze wszystkim w tyle i nie ogarniasz tak, jak inni…
… I że u Ciebie jest zawsze brzydka pogoda…
… I Twoja codzienność zaczęła wydawać Ci się nudna…
… I że jesteś złą mamą…
To czas odłożyć telefon.
A z Tobą jest wszystko w porządku. Problemem nie jest Twoje życie. Problemem jest Twój czas przed ekranem. Dawniej mieliśmy małe pole do porównywania się z innymi. Sąsiadka, mama koleżanki synka, kuzynostwo, koleżanki z pracy. Dziś zarzucane jesteśmy setkami obrazów cudzych żyć każdego dnia. Widzimy wyłącznie wycinki rzeczywistości – najładniejsze kadry, największe sukcesy, najbardziej uporządkowane momenty. Trudno czuć się wystarczającą, gdy nieustannie porównujesz swoje kulisy do czyjejś starannie wyreżyserowanej sceny. Nasz mózg nie został stworzony do tego, by codziennie mierzyć się z życiem setek innych ludzi naraz.
1. Gdy w radiu grają piosenkę "Torn" to millenialsom jakoś łatwiej wtedy wstać. // 2. Moje marne zbiory i stary pumpernikiel… zaraz coś z tego wyczaruję. //
„Dziś wiszą dumnie w salach polskich muzeów, ale zanim się tam znalazły, prowadziły zaskakująco bujne życie. Zaszywane w jedwabie, kradzione, darowane w prezencie lub przywożone jako pamiątki z podróży. Przenoszone z miejsca na miejsce albo ukrywane na długie lata. Mowa o dziełach najwybitniejszych mistrzów malarstwa europejskiego, które w wyniku przedziwnych zbiegów okoliczności trafiły do naszych rodzimych zbiorów.” To wielki talent opowiadać o sztuce tak, aby zainteresować każdego, nawet najbardziej zniechęconego słuchacza. Tę umiejętność posiada niewątpliwie Paweł Bień, a jego książka "Nieobce" od PWN sprawiła, że w ostatnich dniach chodziłam niewyspana.
Być może o niektórych historiach tych obrazów słyszałyście, ale sposób, w jaki opowiada o nich pan Bień sprawia, że każdy wątek chcecie zapamiętać, aby umieć potem przekazać to dalej.
(Kod MLE25 daje -25% od ceny okładkowej na wszystkie papierowe publikacje PWN. Kod jest już ważny i będzie działał do 31.07. :))
1. Szczypiorek czyli moje największe rolnicze osiągnięcie ostatnich lat. // 2. W sumie nie jestem pewna, czy jestem w piżamie i ubrałam na siebie byle co, aby wyjść po zioła na taras, czy jednak wymyśliłam cool zestaw na festiwal. //
Mój najwierniejszy asystent kucharza. Dba o zatowarowanie (albo jego brak). 
1. Błagam, żeby dzieci nie były dziś głodne, to może jedna czwarta jednej z tych kanapek zostanie dla mnie. Przepis jest banalnie prosty (najważniejsze jest idealnie ugotowane, siedmiominutowe jajko).
Pieczywo (ja używam razowego) smarujemy miękkim awokado, mrożony groszek zalewam wrzątkiem na dwie minuty, aby się sparzył. Kluczem jest idealne jajko – zależy mi na ściętym białku i lekko płynnym żółtku – u mnie gotowanie trwa dokładnie 7 minut! Dla smaku dodajemy sól i pieprz i ozdabiam szczypiorkiem lub koperkiem.
Trzynaście stopni, bo przecież połowa czerwca. Jak dobrze, że mam w swojej szafie naprawdę sporo swetrów.
MLExMORDOR, czyli comiesięczna sesja produktowa. Praca w taki dzień jest powtarzalna i trwa zawsze sporo czasu, ale i tak jestem dumna z tej zmiany, bo zdjęcia na stronie wyglądają teraz znacznie bardziej profesjonalnie. Mam wrażenie, że w MLE ogromną uwagę skupiamy na produktach, aby były dopracowane do ostatniej niteczki i potem brakuje nam już trochę tego zapału, aby móc zaprezentować efekty w odpowiedni sposób (Z kolei w dzisiejszej branży odzieżowej sukcesy odnoszą te marki, które robią dokładnie na odwrót ;)). A może to tylko moje subiektywne wrażenie?
1. z cyklu "Rozmowy dwóch CEO": "Asia, raz, dwa, trzy, ja zaklepuję ten sweter na Openera". // 2. Ale na dzisiejszą pogodę w Trójmieście to zdecydowanie ta sukienka lepiej się sprawdzi. //
Poczułam pierwszą kroplę, więc wbiegam do środka – wiem doskonale , gdzie w Gdańsku schować się przed deszczem.
1. Za oknem grzmi, ale ja skryłam się w bezpiecznych murach galerii NOMUS. To jedna z tych codziennych sytuacji, które łatwo przeoczyć, choć architekci od stuleci poświęcają im ogrom uwagi (schronienie jest przecież jedną z najbardziej podstawowych potrzeb, na które odpowiada architektura). // 2. Modernizm miał ambicje znacznie większe niż projektowanie ładnych budynków. Jego zwolennicy wierzyli, że architektura może naprawiać świat. Brzmi naiwnie? Trochę tak. Ale po doświadczeniach rewolucji przemysłowej, przeludnionych kamienic i dwóch wojen światowych wizja mieszkań pełnych światła, zielonych osiedli i racjonalnie zaplanowanych miast wydawała się całkiem rozsądną odpowiedzią na chaos rzeczywistości. //
Nicolas Grospierre kieruje obiektyw na budynki epoki modernizmu, obok których codziennie przechodzimy bez większych emocji. To, co zwykle wydaje się zwyczajne, nagle zaczyna wyglądać jak scenografia do futurystycznego filmu o przyszłości, który ktoś nakręcił kilkadziesiąt lat temu.
Czasem ciężko zdecydować, czy blokowiska i powojenny modernizm kochać, czy wyburzać. Wiele rozwiązań architektonicznych o światowym poziomie nie przetrwało zderzenia z bylejakością codziennego utrzymania. 
Dopiero teraz, po kosztownych remontach, odkrywamy zalety i skromną, ale na swój sposób fascynującą urodę takich dzieł architektury jak Dworzec Centralny czy katowicki Spodek. Trzeba uznać fakt, że każdy budynek stanie się obrzydliwy, jeśli przez 30 lat nie będziemy go myć, naprawiać i sprzątać.
Galeria NOMUS "Nicolas Grospierre. Permakryzys" 14.05 – 6.09.2026, Gdańsk.
A na parterze budynku, w którym mieści się galeria, możecie zjeść pyszną drożdżówkę, albo wypić pyszną kawę.
Pokazywać Wam więcej nieoczywistych miejsc związanych ze sztuką w Trójmieście?
A ten napis czekał na mnie tuż po wyjściu…
Czerwcowa puszcza za oknem.
Co tu zrobić, aby nigdy nie zadeptać tej artystycznej spontaniczności?
Ja i koncerty to rzadkie połączenie, ale skoro Sopot jest taki "małomiasteczkowy"…
…to żal nie skorzystać z takiej okazji.
Chyba jesteśmy za młode na takie szalone wieczory ;).
1. Najlepsze polskie czerwcowe obiady. // 2. I najlepsze czerwcowe kwiaty…//
Kwitnący jaśmin to moja najlepsza motywacja do wspinaczki.
1. Herbata parzona na zimno. Znacie? Na pewno tak, ale wiem, że o dobrych rzeczach czasem warto przypomnieć (mi przypomniała o tym Meghan Markle, ale nie żebym oglądała jej program ;)). // 2. Upalne wieczory w Sopocie i podejrzliwi sąsiedzi. //
Herbatę parzoną na zimno polecam szczególnie tym z was, które nie przepadają za smakiem zielonej herbaty, ale chciałyby ją pić z prozdrowotnych względów. Herbata parzona na zimno jest zdecydowanie delikatniejsza, ma ładniejszy kolor i dużo przyjemniej się ją pije – jestem pewna, że gdy raz spróbujecie, to stanie się ona Waszym ulubionym rodzajem lipcowego nawodnienia.
Ja wybrałam „Green Lemon” od Newby Teas, czyli mieszankę wyselekcjonowanych długich liści chińskiej zielonej herbaty typu sencha z kawałkami aromatycznej cytryny. Gatunek ma tutaj kluczowe znaczenie, ale o tym, że herbatę należy kupować z pewnego źródła na pewno wiecie – tę od Newby Teas kupuję od lat i ciężko przerzucić mi się na coś innego – do dobrego szybko się przyzwyczajamy (Kod KASIA20 daje 20% zniżki na cały asortyment -działa na wszystko do 20 lipca).
Wystarczy dobrej jakości herbata z jakimiś owocowymi akcentami – zalewamy ją chłodną wodą i zostawiamy na godzinę.
Te dwie rzeczy razem oznaczają, że w mieszkaniu pachnie poezją.
"Slow" na Garnizonie.
1. Omlet, bo nawet ja uległam trochę tej białkowej propagandzie ;). // 2. "Drogi Panie Informatyku, niestety sweter padł i strona nie dziala. To znaczy swerter. To znaczy swerwer. To znaczy SERWER" – czyli ja i Monika gasimy poniedziałkowe pożary.
Nawodnienie od wewnątrz zamówiłam, a to od zewnątrz wyciągnęłam z torebki. Miło mieć taki krem do rąk, który nie dość, że pielęgnuje, to jeszcze cieszy oko. Te dwie tubki o nowoczesnym kształcie są od Handy Lab. Macie dwie opcje do wyboru: Glow&Go lub Energy & Fresh (kod "Make" daje rabat -15% w sklepie Handy Lab).
1. Kocham tę spódnicę! // 2. Kompaktowy, ładny. Skuteczność oparta na składnikach naturalnych z kompaktowym designem może iść w parze. :). //

"Jak myśleć o sztuce" Ryszarda Kasperowicza
Często targam swoje dzieci po muzeach (nie po wszystkich i nie zawsze) i to one są dla mnie najlepszym dowodem na to, że sztuki nie trzeba rozumieć, aby się nią zachwycać. Ale będę też zawsze stała na stanowisku, że warto ją zrozumieć, jeśli chcemy zachwycać się nią jeszcze bardziej. Rozumienie sztuki sprawia, że kontakt z nią przestaje być jedynie emocją, a zaczyna być doświadczeniem – a tym kluczem, który otwiera nam drzwi, jest szczere zainteresowanie. Im więcej wiemy, tym więcej chcemy wiedzieć i tym po trudniejsze rzeczy sięgamy.
Jeśli mainstreamowe treści dotyczące sztuki już Was męczą i potrzebujecie czegoś naprawdę wnikliwego, co rozgrzeje Wasze neurony do czerwoności, to ta pozycja Was nie zawiedzie (na tę książkę też działa kod do PWN, który podałam wyżej).
Magia hamaka.
A tu magia Sopotu.
Udawajmy turystki, kupmy gofra!
Wszystkie trójmiejskie odcienie błękitów.
Analogowe życie. Trzeba się postarać, aby do niego wrócić, ale warto (zwłaszcza w wakacje).

W kolejnym Last Month pokażę Wam, jak wyszło, bo jutro odbieram zdjęcia!

I to by było na tyle, bo wszystko inne, co wydarzyło się w moim życiu w tym miesiącu, było nudne, niezbyt ładne, albo byłam w tym momencie tak zakręcona, że przez myśl by mi nie przeszło, aby wyciągnąć telefon ;). … A teraz pakuję plecak, bo chyba wszyscy wkoło widzą, że czas się na sekundkę wylogować. Ale wrócę!
* * *

Wpis powstał we współpracy z marką Wild Hill Coffee, wydawnictwem Media Rodzina, marką Francine&Mat oraz zawiera lokowanie marki własnej.
Na początku maja ropoczęłam swoją najdalszą podróż w życiu. Japonia marzyła mi się od lat i powiem Wam, że już trochę za nią tęsknię – tutaj pierwszy przystanek, czyli Nikko.
Po prostu typowy dzień w Japonii. 
1. Nigdy nie czułam się jednocześnie tak spokojna i tak zagubiona, jak tu – w Japonii. // 2. Mój ulubiony zestaw w tym sezonie (pomijając oczywiście siedem innych). Linkuję dla Was
– Jaką chcesz herbatę?
Dla wszystkich, którzy kochają drewno.

2. Wytwórnia Ghibli i „Mój sąsiad Totoro”.
3. Matcha.
5. Spokój, harmonię, szanowanie granic innych.
Tak wygląda wnętrze torebki, gdy wyruszam na lotnisko. Kilka godzin później, okazuje się, że w ciągu dnia moja torebka pełniła funkcję śmietnika do odpadów zmieszanych. 
Wygląda pięknie. Kuchnia japońska jest zaskakująca, ale na dłuższą metę wolę chybą naszą polską ;).
Niestety, tylko replika. Oryginał schowany dla bezpieczeństwa. W prawie całym muzeum nie można robić zdjęć z obawy o flesz, który może uszkodzić dzieła, a sale są tak ciemne, że czasem trudno jest odnaleźć drzwi.
Nieco dziwna instalacja przedstawiająca starego Hokusaia pracującego nad rysunkiem obok jego córki, Katsushika Ōi. Wokół panował chaos — porozrzucane narzędzia, papiery, nieład. Podobno naprawdę tak żył i tworzył. Do późnej starości pracował niemal bez wytchnienia, a pod koniec życia mówił, że dopiero zaczyna rozumieć sztukę. Patrząc na tę scenę, myślę o tych wszystkich współczesnych opiniach, że „kiedyś nie było ADHD” albo innych neuroatypowości. Kiedy czyta się biografie wielkich artystów, wynalazców czy twórców, bardzo często widać ludzi bezgranicznie skupionych na swojej pasji, niepasujących do społecznych norm swoich czasów. Często byli samotni i niezrozumiani. Ich życie bywało trudne, ale właśnie ta inność mogła popychać ich do tworzenia rzeczy, których świat początkowo nie umiał pojąć.
Jeśli chcecie zobaczyć twórczość tego słynnego artysty to wybierzcie się do Muzeum Sumidy Hokusai. Przybijam sobie sama piątkę, że mimo głośnych protestów, postawiłam na swoim i udało mi się przywlec tu moją rodzinę, przeciągając ją przez całe Tokio (jedyne 14 milionów mieszkańców). I myślę, że nasi milczący współpasażerowie w metrze też są ze mnie dumni. 

Po powrocie rzuciłam się w wir pracy i rodzicielskich zajęć. Przez dobrych kilka dni nie włączyłam nawet aparatu w telefonie (co najwyżej po to, aby sfotografować lekarskie zalecenia czy plan przedszkolnej wycieczki wywieszony w szatni). Tempo codziennego życia było naprawdę bardzo szybkie… aż nagle zwolniło. Na lotnisku. Podróże to momenty, w których znów czuję tę młodzieńczą potrzebę fotografowania. Tyle że piętnaście lat temu za Chiny nie pojechałabym w takim stroju do miejsca, w którym właśnie wylądowałam.
1. Uznajcie tę kamienicę za podpowiedź. // 2. "Bardzo się cieszymy, że Pani przyjechała. Pokój będzie gotowy za 6 godzin, czy chce Pani w tym czasie napić się wody?" // 3. "Za sześć godzin, Madame, to ja będę mieć w aplikacji Zdrowie szesnaście tysięcy kroków. 4. Delikatne jak kamień. Rzeźby w Muzeum Orsay zawsze zatrzymują wzrok na dłużej. //
To oczywiście Van Gogh a nie Renoir, ale gdyby wystawa, którą polecałam Wam się nie spodobała, to na innych piętrach Muzeum Orsay znajdziecie tak nieprawdopodobne zbiory najsłynniejszych artystów w historii, że nikt nie wyjdzie stamtąd zawiedziony. A jeśli wybieracie się do Paryża, to zachęcam jeszcze raz do lektury
No i jestem. Świeżutka jak bułka z Żabki o godzinie 20:00.
Chlebek bananowy czy jednak ciasteczko z Matchą w ramach wspominania Japonii?
Moje ukochane spodnie, które noszę już trzeci rok wróciły do sprzedaży.
Wnętrze Grand Palais, które można też podejrzeć przy okazji wystawy Matisse'a.
Ok, czy mam w walizce jeszcze jakieś buty, które mnie nie obtarły?
Milion bezsensownych zdjęć Paryża i wyładowana bateria, gdy w końca chciałaś sfotografować coś ważnego.
Znalazłam w Paryżu idealny lokal dla MLE.
Ten trochę gorszy, ale od biedy może być.
Nie wiem czy można czuć większe „fomo” niż wtedy, gdy cały Paryż czeka na Ciebie, a Ty musisz usiąść do laptopa i odbębnić kolejne dwie godziny na szkoleniu. Chyba te wszystkie rolki na Instagramie o samorozwoju weszły trochę za mocno ;).
A skoro już mowa o obtartych stopach, to czas na pierwsze obcasy na tym wyjeździe.
Brasserie l’Emil. Idealna opcja, gdy w Paryżu pada. Tuż obok słynnej paryskiej opery.
Gdy od lat nie potrafisz zrobić czegoś dla siebie samej, ale Twoja przyjaciółka wręcz przeciwnie, wiec podłączasz się pod jej „dla siebie samej” i tym sposobem wchodzisz z nią teraz do Opery Paryskiej na Damę Kameliową.
Piękna i smutna historia o nieszczęśliwej miłości, chociaż jak dla mnie, to przede wszystkim opowieść o tym, że za błędy serca największą cenę na tym świecie zawsze płaci kobieta.
Kolejny dzień mamy w Sopocie piękną pogodę. A przynajmniej tak słyszałam ;). Wczoraj wróciłam z Paryża, a dziś znów jesteśmy w naszym MLE Mordorze i robimy zdjęcia produktowe. Ale obiecałam sobie, że wieczór spędzę na hamaku! :)
1. Gdy bardzo chcesz coś pokazać, ale naprawdę nie możesz tego zrobić. Jesień będzie piękna! // 2. Oj, jak dobrze wiem, że można wyglądać tak, jakby się skrolowało Tiktoka, a tak naprawdę właśnie ogarnia się logistyczną machinę. Prawda, Monika? //
Patrzę na te wszystkie nasze zestawy i myślę sobie, że ja już naprawdę nic poza MLE w szafie nie potrzebuję.
A w studio jest tak zimno, że aż miło omawiać swetry na sezon jesień/zima 2026/27.
Gdy wszyscy znajomi są na plaży ;).
Wszystkie w MLE jesteśmy znad morza. I powiem Wam, że klimat spacerów po plaży, to my naprawdę rozumiemy, jak nikt inny.
Szklanka do połowy pełna czy do połowy pusta? Jakim typem osobowości jesteście?
Ten moment, gdy nadal zapominasz ze Dzień Mamy to też Twoje święto, więc na żadne niespodzianki nie czekasz, tylko wstajesz i jedziesz do swojej mamy.
Gdy cała Polska rusza w moje strony, ja jadę dokładnie w przeciwnym kierunku.
Boję się turbulencji, ale dzięki nim czytam więcej niż przez resztę roku.
Ale zapeszyłam z tymi turbulencjami.
Książka "
Dzień dobry. Nie, nie jesteśmy akwizytorkami, a ja nie mam w walizce nieoryginalnych części do Termomixa.
Jeśli wydaje się Wam, że przedkładamy z Asią nasze potrzeby nad Wasze, to chciałam tylko dać, że po Dniu Mamy zabrakło dla nas tych ortalionowych kurtek. Przed tym wyjazdem została w magazynie jedna sztuka i uznałyśmy, że dopóki któraś z Was jakiejś nie zwróci to musimy się nią dzielić ;).
Jeśli jesteście z okolic, to teraz możecie przymierzyć i kupić nasze rzeczy w LA'ANA (Tadeusza Kościuszki 27, 30-105 Kraków).
A tuż obok… Zaczyn.
Może to miejsce Was naprowadzi, gdy będziecie poszukiwały kolejnego showroomu z MLE – dawny, średniowieczny klasztor, w którym obecnie znajduje się Muzeum Architektury. Mini Bebe jest dosłownie tuż obok!
MLE jest teraz także w Mini Bebe we Wrocławiu – zapiszcie sobie adres: Bernardyńska 4B, Wrocław.
Czy dorosła kobieta może mieć taką torebkę? Nie odpowiadajcie. Chcę wierzyć, że tak.
1. Wiemy, że zakupy na żywo, to coś, czego Wam czasami brakowało. // 2. Są jeszcze miejsca, gdzie można kupić nasze dżinsowie kurtki ;). //
Jaka to przyjemność chodzić, patrzeć i dotykać!
Nic nie kupuj… nic nie kupuj… nic nie kupuj…
Co kupiłam.
Co miałam kupić.
Zapomniałam już jak miło podróżuje się pociągami (oczywiście, tylko pod warunkiem, że wykupiliście siedzącą miejscówkę i zdążyliście na pociąg).
O nie, nie, nie. Jeśli faktycznie mam ogarnąć te porządki i wrzucić coś na Vinted, to najpierw potrzebuję drugiej kawy. 
Lubię produkty, za którymi stoi nie tylko dobry smak, ale też konkretna jakość. Kawy Wild Hill Coffee pochodzą z certyfikowanych upraw organicznych, a każda partia ziaren przechodzi szczegółowe badania laboratoryjne pod kątem obecności pleśni, mykotoksyn i akrylamidu. To właśnie dzięki temu mam pewność, że w filiżance znajduje się wyłącznie wysokiej jakości kawa – czysta, bezpieczna i wolna od niepożądanych substancji, które niestety mogą pojawiać się w źle przechowywanych lub niskiej jakości ziarnach.
Dzisiaj wszystko idzie jak po maśle.
U mnie od naprawdę długiego czasu, jak kawa to Wild Hill Coffee. Jest organiczna, uprawiana bez pestycydów, z poszanowaniem ekosystemu oraz zdrowia ludzi pracujących na plantacjach. Najważniejszym powodem, dla którego powinnaś kupować kawę "specialty" nie jest smak, a ochrona Twojego zdrowia.
No dobra, to ruszamy! Tej sukienki jednak nie oddaję! Pamiętacie ją z zeszłorocznych wpisów?
Wszystkie wystawione przeze mnie rzeczy na Vinted znajdziecie
To był tak stresujący dzień, że gdy w końcu weszłam do pociągu, gapiłam się w ten widok przez dłuższy czas, aby uspokoić nerwy. Są takie momenty, że chciałabym ponarzekać na rolę córki premiera i powiedzieć trochę więcej z czym to się wiążę ;). Ale na szczęście, szybko wracam na ziemię i przypominam sobie, że naprawdę może być gorzej, a uzewnętrznianie się jeszcze nigdy nie przyniosło mi nic dobrego. Dygresja, która nic nie wniosła, ale wiem, że mam tu wiele życzliwych osób, które rozumieją więcej niż mi się wydaje.
Jeszcze przez te kilka dni mogę cieszyć się zapachem bzu… Mecz tenisa tak mnie stresuje, że na chwilę uciekam do ogrodu, żeby ochłonąć.
To będzie długi wieczór… widzę, że z wiekiem nabyłam pewną umiejętność. Nawet, gdy moją głowę zaprzątają niemiłe myśli, albo wiem, że kolejny dzień będzie ciężki, to coraz łatwiej przychodzi mi nie tyle zapominanie o złych emocjach, co zamykanie ich w osobnej szufladzie. To że mamy cięższy czas, wcale nie oznacza, że nie możemy przeżywać miłych chwil, śiac się z dziecmi, pozwalać sobie na przyjemności. Perfekcyjne okresy zdarzają się rzadko (a mam wrażenie, że wraz z upływem lat zdarzają się coraz rzadziej) więc trzeba nauczyć się żonglerki trudami i radościami, bo zawsze będą się one przeplatać ze sobą. Nie wiem, czy w ogóle potrafię wytłumaczyć o co mi chodzi ;).
A co to za piękna paczuszka do mnie dotarła?
Little Pleasure Set to nowość w
Wymarzona kompozycja szlachetnych olejów roślinnych dla mojej skóry – migdał słodki, morela, makadamia, dzika róża. Olejek Marrakesh wygrał Glammies 2026 magazynu Glamour w kategorii ciało. Dla marki Francine&Mat to wielkie wyróżnienie i na pewno motywacja do dalszej pracy. I z tej okazji wyjątkowo chcą zachęcić Czytelniczki MLE, aby same sprawdziły czy wart jest tych nagród: kod MLE15 da Wam -15 % (ważny do 12 czerwca).
1. Gdy do końca blefuję, że będziemy mogły spać w ogrodzie, bo wiem, że lada moment powiedzą, że jednak nie chcą. // 2. Nikt w MLE nie spodziewał się, aż tylu zamówień z okazji Dnia Mamy. Nie było więc żadnych wyjątków i przez Wasze zakupy wszystkie musiałyśmy pakować paczki. Jeśli więc ktoś z Was dostał pomylone zamówienie – no cóż, to może być dosłownie moja wina.
Leci na Ciebie, gdy przychodzi wieczór. Wiecie kogo mam na myśli? 






























Ten moment, gdy widzisz siebie sprzed 32 lat :).
Najlepsze prezenty przychodzą na koniec. Dziękuję Chanel za odrobinę mroźnego blasku na mojej skórze.
Gdy chcesz być idealną mamą, więc zabierasz dzieci na drugi w tym dniu zimowy spacer, na który one nie chcą iść jeszcze bardziej, niż na ten pierwszy (za karę musiałam nosić ich „bałwanka” przez 3 kilometry, bo przecież trzeba go zabrać do domu).
Pierwsza herbata na mrozie zawsze smakuje wyjątkowo!
Kroniki Makelifeeasier – Ciekocinko. Rok 2026.
1. Sprawdzam na ekranie telefonu, czy moje włosy nadal wyglądają idealnie ;). // 2. Niech to się tu wysuszy, a my idziemy grać w Jengę. //
To ten produkt – zima w płynie. Pięknie rozświetla i pachnie No5.
1,2 i 4. Kocham święta i ciężko mi się z nimi żegnać, a jednocześnie odczuwam wielką ulgę, gdy udaje mi się uporać z choinką i toną ozdób w mieszkaniu. I gdy w pewne styczniowe popołudnie, z bólem serca, zakończyłam ten świąteczny pogrzeb i opłakałam każdą chowaną do pudełka bombkę, mój mąż powiedział, że według ChataGPT kolędy można śpiewać aż do 2 lutego, czyli do Święta Ofiarowania Pańskiego. I on, wraz z naszymi dziećmi, zamierza skorzystać z tej możliwości. Także czekał mnie wieczór z "Lulajże Jezuniu". Doprawdy, W S P A N I A L E. // 3. Kolejny rozdział pod tytułem "w MLE nie korzystamy z AI". W spadku po nagrywkach została mi ta góra masła. Nie zmarnowała się ani odrobina, bo w moim domu masło zawsze znika podejrzanie szybko.
Idealny zimowy dzień w Trójmieście.
1. Jak dobrze, że w tym roku zrobiłyśmy w MLE
Przyjechałam do gdańskiego schroniska w Alpach. Czy jakoś tak. Zapiszcie sobie to nowe miejsce na Garnizonie:
1. Świetnie zaprojektowana przestrzeń. Surowa i przytulna jednocześnie. No i spotkałam moją Obserwatorkę! // 2. To nie jest oszroniona elewacja. To sufit, który wygląda niczym pokryty delikatną warstwą śniegu. // 3. Nasz masełkowy Graz wciąż dostępny w
"Asia, to moje rękawiczki, prawda?"
Jeśli nie jadasz śniadań, to w SLOW zaczniesz.
Wrócimy tu!
1. Praca z domu oznacza mniej więcej tyle, że przygotowujesz sobie biurko, ale prawie w ogóle przy nim nie siadasz. // 2. Moja pierwsza książka w 2026 roku to…. ta książka jest jak namiastka prawdziwej podróży. Uwielbiam koncepcję tej serii przewodników, a Wenecja to chyba mój ulubiony (mam jeszcze Paryż i Tokio). // 3. Pogoda sprzyja tworzeniu kolejnej zimowej kolekcji :). // 4. Chyba czas o Ciebie zadbać, bo jesteś jakaś taka potargana. Ta lampa to jedna z tych rzeczy, która chyba nigdy mi się nie znudzi. //
Wracam do moich nierozwiązanych problemów.
Frędzle, które miały być hitem MLE w kolejnej kolekcji FW 2026, wychodzą w produkcji tak drogo, że nikt by ich nie kupił. Nie ma to, jak ponieść pierwszą porażkę, jeszcze nim wyszło się z domu.
Na co nie wydam pieniędzy w 2026 roku? Na śliczne dziecięce ubranka wykonane w 100% z poliestru i akrylu. Na zabiegi medycyny estetycznej, których nie przetestowały wcześniej moje przyjaciółki :D. Na kosmetyki od influencerek, o których nie wiem nic poza tym, że są zbyt idealne, aby mogły być prawdziwe. Na jedzenie, które nie jest albo „mega zdrowe” albo „mega pyszne”. I na swetry. Za dużo o nich wiem, aby wybierać coś innego niż MLE.
1. Mokro, zimno, zapachy trochę jak przy weneckim kanale. Widoki równie oszałamiające. // 2. Mam stosik zaplanowanych lektur na każdy miesiąc roku i dopóki ich nie przeczytam, nie kupuję nic nowego. (Chyba, że dacie mi znać, czy któraś z tych nie jest przypadkiem beznadziejna.) // 
Pamiętam, jak lata temu po raz pierwszy odwiedziłam Cortinę d’Ampezzo we włoskich Dolomitach. I jak bardzo byłam zachwycona tamtejszym stylem. Mieszkańcy tego miasteczka pięknie łączyli modę z regionalnym rzemiosłem (a przyjezdni próbowali to podłapać). W oczy rzuciły mi się tam też białe dżinsy noszone dosłownie przez wszystkich. Przy minus dziesięć. Cóż to była za ekstrawagancja te piętnaście lat temu! A że lecę na imprezę Après-ski (to nic, że w Gdańsku) wskoczyłam właśnie w białe dżinsy. A co! Całe zamieszanie wynika oczywiście z nowej 
Fikka i tyrolskie klimaty to naprawdę świetne połączenie.
A skoro już mowa o Tyrolu…
Móc raz w roku, przez kilka dni, zobaczyć te widoki, to dla mnie zawsze największa nagroda. Nawet jeśli sporo czasu spędzałam pod kocem w swetrze, bo jak każda zapracowana mama, najbardziej lubię chorować na urlopie.
Nie mogę uwierzyć w to, co Włosi umieją wyczarować z pomidora, czosnku i kilku listków bazylii. I to zajmuje im 3 minuty. I jedzą to nawet moje dzieci. Czary.
Val di Fiemme. Region, który traktuję trochę jak drugi dom.
Każdy ma już swoje plany na tydzień. Chociaż naprawdę nie wiem, co oznacza plan na niedzielę.
Mała przypominajka, że na blogu pojawił się cały 
1. "Kasia, gdzie Ty poszłaś? Miałyśmy usiąść do ogarniania KSEF-u!" // 2. Nie wiem, czy to jakiś rodzaj psychologii krańców świata, ale ludzie znad morza wyjątkowo często mają słabość do gór. Jakby samo dotarcie do miejsca, gdzie coś się kończy – woda albo skała – pomagało poczuć się lepiej. A nasze Zakopane od ponad stu lat działa jak magnes, nie tylko jako miejscowość, lecz także jako obietnica intensywności. Wystawa "Pociąg do Zakopanego" dobrze łapała tę atmosferę i bardzo chciałam ją zobaczyć. Marzenia jednak mają to do siebie, że świetnie radzą sobie w teorii, a codzienność wciąż upiera się przy swoim. Zamiast pociągu – album. Zamiast wernisażu – kanapa. Dobre i to. Dziękuję DESA za tę namiastkę góralskiego życia. //
Miłe zadanie w pracy, czyli szukanie inspiracji do nowej kampanii MLE. Uwierzcie mi, że tym razem będzie to coś wyjątkowego.
Poniedziałek na hołmofisie. Jak myślicie, Portos bardziej pomaga czy jednak przeszkadza?
"Witkacy" Michała Zaborowskiego. Czy ten obraz nie jest rewelacyjny? Wystawa "Zakopane, Zakopane" do obejrzenia na ulicy Pięknej 1 w Warszawie do 12 lutego.
1. Wigilia, wigilii, wigilii […] wigilii Tłustego Czwartku to jeden z moich ulubionych dni w roku. // 2. Przepraszam, coś przerywa, muszę kończyć. //
Nie pamiętam takiej zimy w Sopocie. Wiecie, że coraz więcej badań udowadnia, że chłód (niekoniecznie w wersji ekstremalnej) jest dla nas zdrowy, wzmacnia odporność, spowalnia procesy starzenia, zwiększa wydolność i możliwości regeneracyjne, a jego ciągłe unikanie może mieć negatywny wpływ na nasze ciało?
Ok. Nie poddajemy się i próbujemy dalej.
1. Toteme. Marka założona przez jedną z pierwszych skandynawskich ifluencerek. // 2. Ostatni rzut oka, bo dziś ma przyjść odwilż. Moje cele na dziś? Nie zrujnować efektów wczorajszej pracy i wrócić do domu z suchymi skarpetkami. //
Podobno w moim Gdańsku pierwszy raz od 16 lat wydarzyło się to…
Czyli jednak to nie AI. (A chodzenia po Motławie i innych zamarzniętych rzekach nie polecam).
Temperatura w kuchni wynosi 15.5 stopnia. Chyba wyciągamy świeczki z pieca kaflowego…
Utwór „Zima” Vivaldiego tak idealnie pasuje do tego, co teraz dzieje się w Sopocie, że aż przechodzą mnie ciarki (albo to ta śnieżka, która właśnie rozbiła się o mój kark).
"Sopotarktyda" i kilka zamarzniętych kadrów.
Obita kość ogonowa za 3…2…1.
Nie pamiętam takiej zimy. A Wy?
1. Ostatnie zdjęcie i… telefon zamarzł. // 2. Do truskawek i szparagów, jeszcze trochę czasu, ale robimy, co możemy, aby w tej styczniowej diecie było "trochę zielonego". Uprzedzając Wasze pytania – sweter pojawi się w najbliższy piątek. //
Bo w taką pogodę nawet sałatka musi mieć w sobie gorące składniki. Brukselka i ziemniaki to może nie jest szczyt naszych marzeń, ale wystarczy chwila, aby zrobić z nich zdrowy posiłek.
Składniki: 
Nie lubię drastycznych zmian i nie uważam siebie za zeschizowaną fanatyczkę zdrowej diety, ale obstawienie się w kuchni takim zestawem sprawia, że małymi krokami i niewielkim wysiłkiem mogę dbać o zdrowie całej rodziny. Jeśli chciałybyście zacząć, ale nie wiecie jak, to Olini naprawdę zna się na rzeczy.
Na mojej tacy z olejami znajdziecie też olej z wiesiołka (świetny do sałatek albo smoothie), olej z czarnuszki (ten piję w formie shota, bo ma bardzo intensywny smak, ale uważam, że warto – jego udowodnione właściwości prozdrowotne naprawdę robią wrażenie) i
Jak widać afirmowanie plaży i wakacji niektórym wystarcza, aby się rozgrzać.
Ale mi z całą pewnością afirmacje nie wystarczają. Po ostatnim spacerze na mrozie, byłam tak skostniała, że pierwszy raz od roku postanowiłam zrobić sobie gorącą kąpiel we własnej wannie. Tym bardziej, że dotarła do mnie taka paczka. Wydawało mi się, że kosmetyki, sposób ich zapakowania, zapach i tak dalej, nie mogą już na mnie zrobić wrażenia. A jednak produkty 
Wszystko gotowe, trudno uwierzyć, że czeka mnie taki relaks, aż tu nagle…
Pająk wyłowiony garnkiem. Kąpiel uratowana.
Polecam takie odmrażanie każdej mamie, babci i prababci :).
Czy może być bardziej trafiony film na dzisiaj niż "Pojutrze", w którym zamarza pół kuli ziemskiej? Chyba nie, prawda? A jeśli nie chcecie wracać do starych klasyków, to polecam film "Jedna bitwa po drugiej", który jest już dostępny na różnych platformach streamingowych. 
Wpis zawiera lokowanie marki własnej. 












A tu regał ze swetrami w butiku Duca di San Giusto. Cortina skutecznie opiera się napływowi chińskich produktów. 

Zestaw z cyklu "włożyłam na szybko, bo musiałam podwieźć dzieci do przedszkola i tak już zostało do wieczora". Chodziłam tak cały wrzesień.
To tylko wizualizacje, ale już wiem, że będzie OK! Kochany Zespół architektów ze
Jeśli miałyście do tej pory złe doświadczenia z architektami wnętrz, to ja gorąco polecam ekipę ze studia LOUD. Zrobiliśmy już wspólnie dwa remonty mojego mieszkania i teraz też urządzamy coś wspólnie, ale tym razem dla kogoś innego. I za każdym razem ta współpraca jest super :).
Tymczasem schodzimy na ziemię i z wielkich, pięknych remontów i wizualizacji, przechodzimy płynnie do mniejszych zmian we wnętrzu – prania dywanu. Wiecie, jaka jest jedna z rzeczy, za które kocham mojego psa? Gdy wydaje mi się, że poniedziałek będzie ciężki, ale Portos pokazuje mi inną perspektywę i już parę minut po tym, gdy wytarza się w jasnym dywanie i czymś, co ukradkiem przywlókł ze spaceru, wiem, że ten poniedziałek sprzed kilku chwil nie był wcale taki zły. To taka lekcja "carpe diem" w psim wydaniu (a może raczej "carpet diem"?). //
Czy kampania nad polskim wybrzeżem może okazać się kompletną klapą? Jak wiele rzeczy może się nie udać? Ja i reszta Zespołu MLE znamy już odpowiedzi na te pytania…
Nasza fura już podjechała! Razem z Asią, Oliwią i Kasią Korszlą czekamy na resztę ekipy.
To był jeden z najpiękniejszych świtów w moim życiu. Miks emocji, który mi wtedy towarzyszył, miał pewnie na to swój wpływ i podkolorował rzeczywistość.
1. Ale wracając do meritum: przeszkody zaczęły się od tego, gdy w nocy dowiedziałyśmy się, że jednak nie będziemy miały fryzjera, więc włosy pomogła mi zrobić
Grupka dziewczyn robi projekt na zaliczenie plastyki. A nie… to my i nasza wielkoformatowa kampania. Chaos i dezorganizacja to nieodłączny element procesu twórczego. Prawda?
1. Dziewczyny, wiem, że to tło to był mój pomysł, ale teraz czarno to widzę. // 2. Jak chmurka (chociaż tych na niebie tego dnia brakowało). Ten wyjątkowy model znajdziecie
A to jest dla mnie stylizacja w stylu "gdyby Jackie Kennedy przyjechała jesienią nad polskie morze". Czy nie?
1. Co myślicie o tym modelu z łezką? // 2. Ponieważ mamy za mało atrakcji, na plan przyjechały właśnie trzy konie. // 3 i 4. Wiele projektów jest już dostępnych na naszej stronie. //
"Na kozie kopyto, wełna lata w powietrzu, tło się przewraca na człowieków. Gdybyś Ty Portos wiedział, co tu się odwala".
Wiecie, że ten sweter w ostatecznej wersji zobaczyłam dopiero tego dnia rano? Do sprzedaży wchodzi już w ten piątek.
1. Przez całe lato pogoda była jak w październiku, ale w dniu jesienno-zimowej kampanii akurat był upał. Także bardzo mi miło w tych moherowych kapturkach z szalikiem, czapkach i puchowych kurtkach. Swoją drogą – te dodatki to nowość i wiem, że je pokochacie. // 2. Nasze puchowe kurtki i płaszcze uzyskały certyfikat RDS. Zapewnia on, że puch i pierze pochodzą od kaczek i gęsi, którym zapewniono odpowiednie warunki przez cały okres hodowli. Certyfikat ten zyskał uznanie niezależnych organizacji prozwierzęcych, jednak trudność w jego pozyskaniu (i związane z tym wyższe koszty produkcji) sprawiają, że wciąż bardzo niewiele polskich marek może się nim poszczycić. Puchowe produkty marki MLE otrzymały oficjalny numer licencji (CU 1456815), dzięki któremu można sprawdzić, czy faktycznie mamy prawo posługiwać się tym certyfikatem (bo przecież wiemy, jak nieprzejrzysty jest rynek odzieżowy). // 
Kalendarz wejść modeli z kampanii, no i przede wszystkim zdjęcia, znajdziecie w
A tu dalszy ciąg pracy. Może mniej widowiskowy, ale równie ważny co wielkie kampanie.
Morze, wiatr i sól zrobiły ze mnie wersję "before". Czas na etap "after".
Wybrzeże Półwyspu Helskiego jest mi bardzo bliskie. Wiąże się z nim wiele rodzinnych historii. Tych dobrych. Ale od zawsze uważałam, że poza sezonem to miejsce idealnie sprawdziłoby się jako plener do dobrego kryminału. Takiego z rodzinnymi tajemnicami, jakimś morderstwem i atmosferą małego miasteczka, w którym wszyscy wszystko wiedzą, jednak nikt niczego nie mówi wprost.
1. Wiem, że musiałyście długo czekać na
Mokry pies, niczym żółte liście, nieodłączny wrześniowy element.
Zatwierdzanie projektów, ustalanie warunków, nadrabianie mejli – czyli wszystko to, co możesz zrobić w piżamie. 
Jeśli jest w Polsce miejsce, w którym nawet najgorsza pogoda staje się idealnym plenerem dla nowej kolekcji MLE, to wiadomo, że może być to tylko i wyłącznie Pałac Ciekocinko.
Czy mamy zaledwie pięć minut, aby zamienić salon w pałacu w wymarzony jesienny showroom MLE? Być może.
Gdy okazuje się, że Twoja jesienna tablica na Pintereście istnieje naprawdę.
Czy stresuję się tym, że lada moment wpadnie tu grupa przedstawicielek polskiej prasy, aby ocenić naszą kolekcję? Pomidor.
Zgadniecie, który ze swetrów spodobał się najbardziej?
Asia powtarza te dwa zdania, które musimy powiedzieć na forum. Ja nie powtarzam, bo wiem, że i tak nic nie zapamiętam.
Bardzo (baaaaardzo) rzadko wychodzimy z Asią z naszej skorupki. Przez okrągły rok staramy się skupiać w stu procentach na tym, aby nasze produkty były idealne i pod koniec zapominamy niestety o tym, aby pochwalić się efektami pracy. A jednak zdarzają się takie okazje, jak ta. I chociaż obydwie się stresujemy, to potem jest nam tak miło, gdy widzimy Wasze pozytywne reakcje. To trochę tak, jakby nauczyciel chwalił Wasze dziecko :D.
Nie wdając się w szczegóły, to co dziewczyny z
Co mam powiedzieć o tych dziewczynach? Mogę powiedzieć, że wszystkie, bez wyjątku, są cudowne. Które z nich znacie?
W drodze na warsztaty zerkam jeszcze do stajni. Czyżby temu rumakowi wydawało się, że zgapiłam melanżowy wzór z jego sierści?
Warsztaty w stajni.
Chciałabym Wam teraz pokazać perfekcyjnie wykonany ścieg, ale moja robótka wygląda raczej jak kłak wypluty przez kota. Za to u Poli wygląda to rewelacyjnie.
Jesteśmy marką produkującą najróżniejsze swetry, więc mamy z przędzą – wspaniałą, ale nierzadko zaskakującą materią – kontakt na co dzień. I chociaż nie da się porównać pracy, jaką trzeba włożyć w sweter zrobiony ręcznie, do tego wykonanego w zakładzie dziewiarskim, to pewnie niewiele z Was wie, że wyprodukowanie jednego naszego swetra trwa nawet sześć godzin.
No powiedzcie, czy może być lepsze rozpoczęcie jesieni?
Tak. Gorąca herbata się przyda.
Aj tam. Dziewczyny, trochę kropi. Jak dla mnie to idealna pogoda na plażę.
1. "Jenyyy Kasia, gdzie Ty ciągniesz te influ w taką pogodę?" // 2. "Pro tip" dla Was od mieszkanki znad morza: aby mieć całą plażę dla siebie, idź na nią w czasie deszczu. Nie dziękujcie. //
O tutaj.
1. No i wyszło słońce. // 2. W tej kolekcji nawet elegancki wełniany żakiet może ulec transformacji i stać się idealną opcją na sztorm. //
Pogoda na opalanie trochę średnia, ale można przycupnąć i popatrzeć na sztorm.
Kto słucha Karoliny?
Pola w naszym total looku. Odpowiadając zbiórczo na pytania, o to, czy te wszystkie kapturki, czapki i chustki są od nas: tak. Pierwszy kolor jest już w sprzedaży. Tu możecie zerknąć na wszystkie
Powiedzmy, że to, co dzieje się w Pałacu Ciekocinko, zostaje w Pałacu Ciekocinko.
Ja, pies, laptop i dziewięć kubków herbaty. Ta środa to dla mnie ciąg dalszy wyłażenia z nory o wdzięcznej nazwie "Premiera kolekcji w MLE". Przez ostatnie kilka dni praca nad nową kolekcją odbywała się w takim tempie, że ciężko było mi nawet na spokojnie ocenić efekty. To nie tylko ostatnie etapy projektowania czy produkcji, ale też masa niezliczonych drobiazgów, takich jak opisy produktów na stronie, przygotowywanie prasówki, planowanie publikacji na mediach społecznościowych, spinanie premier z kalendarzem produkcji czy najnudniejsze z najnudniejszych – umowy, formalności, analiza danych. Wszystko na już, a najlepiej na wczoraj. Po całym tym pięknym kreatywnym procesie trzeba się też upewnić, czy na końcu komukolwiek się to opłacało.
"Your email found me here."
Kubek rumianku i intensywnie rozjaśniające serum na przebarwienia od
Kolejne pomysły Oli na nasze media społecznościowe. Na szczęście obydwie pracujemy i konsultujemy się zdalnie w szlafrokach.
A był taki czas, że przestałam lubić golfy…
Gdy cieszyłaś się, że przetrwałaś wrześniowe poranki, ale pierwszego października orientujesz się, że w tym miesiącu będziesz robić dokładnie to samo. TYLE ŻE PO CIEMKU. Bez dobrej kawy ani rusz! U mnie to już od lat "
Kawa od
Poranne rytuały w kolorze brązowym.
Ojeeej… chyba jestem bardzo niewyspana skoro widzę tu ziarna kawy. Przyznać się, Drogie Mamy – która musiała zbierać kasztany na piętnaście minut przed zajęciami w szkole/przedszkolu, bo Wasza pociecha zapomniała Wam powiedzieć?
Brąz to podobno kolor sezonu, ale według mnie to od zawsze po prostu kolor jesieni. A w tej pidżamie czuję się trochę jak Winston Churchill. Myślę, że spodobałby mu się
Zamiast rosołu – rozgrzewająca zupa dyniowa. Komu słoik?
No i nadszedł ten dzień, gdy jednak nie moge chodzić po domu w pidżamach i szlafrokach. Zdjęcia produktowe do MLE czas zacząć.
I jak tu nie kochać tego swetra? To nasz absolutny bestseller sezonu. 
1. Czy to Paulinie jest we wszystkim dobrze, czy to rzeczy MLE są takie super? // 2. Pierwszy dzień w puchówce już za mną. //
Monika! Mam miód do herbaty! Możemy wyłączyć piekarnik i farelkę i wyjść spod koców!
Paczki zebrane, kasztany i jesienne liście na zajęcia z plastyki też. No i jak zawsze te miodowe krówki, które kuszą przy otwieraniu przesyłki…
Czary mary, hokus pokus, były cztery krówki miodowe, a są tylko trzy. 



Nie wszyscy jesteśmy gotowi na to, aby zwolnić. Ale jeśli pojawia się w Was taka myśl, to w Folwarku Jackowo pomogą Wam ją przekuć w czyn. 
W minioną niedzielę był pierwszy, od dziesięcioleci, galop bez nadzoru. Czy przede mną też wielki powrót do jazdy w terenie? :)