If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Look of The Day. Śnieg w styczniu. Niemożliwe!

leather shoes / skórzane buty – Balagan

camel coat / karmelowy płaszcz – Zara (model sprzed dwóch lat)

camel gloves / rękawiczki pasujące do płaszcza – 12storeez

leather bag / skórzana torebka – Chanel (rozmiar mini)

trousers / spodnie – Topshop (model Jamie)

cap / czapka – Arket

   Kiedy w czwartek po południu wybraliśmy się podziwiać śnieg na orłowskim molo, myślałam, że to apogeum zimy w tym roku. Słońce, dwa stopnie na plusie, zero wiatru. "Bestia ze wschodu" dotarła do nas w nocy z piątku na sobotę i teraz nie ruszam się z domu bez śniegowców (swoją drogą, czy strój na mega mrozy na przyszłą niedzielę, to już według Was za późno, czy jednak nie?). Nie zdążyłam się w związku z tym nacieszyć tymi wiązanymi botkami z miękkiej skóry, ale coś czuję, że wiosną i jesienią jeszcze to nadrobię. Znalazłam je w ofercie polskiej marki Balagan (część z Was pewnie skojarzy ją z moją torebką "wiaderkiem"), której cały koncept bardzo mi się podoba. W 2015 roku marka założyła Transparent Shopping Collective, który ma wpisywać się w nowy ruch w świecie mody i projektowania przez ujawnienie kosztów produkcji danej rzeczy (tutaj przeczytacie więcej). Jeśli wypatrzyłyście w sklepie coś dla siebie, to mam kod zniżkowy MLY4BALAGAN20 – daje on 20% zniżki na nieprzecenioną kolekcję (nie łączy się z innymi promocjami, zniżka będzie aktywna do końca lutego). Dajcie znać czy coś wpadło Wam w oko! 

Top 5: Ranking najlepszych stylizacji polskich blogerek z Instagrama w grudniu

   Od razu uprzedzam, że w dzisiejszym zestawieniu nie znalazły się "najcudowniejsze stylizacje" ze stycznia, a raczej te, które w ogóle nadawały się na obecną pogodę za oknem. Influencerki naprawdę zaklinają zimę i chociaż sama na co dzień nie ubieram się jak bałwanek (chyba, że wybieram się na długi spacer), to naprawdę ciężko było znaleźć na Instagramie ładne i jednocześnie ciepłe stroje. Nie trudno się domyślić z czego to wynika – puchowe wielkie kurtki zapięte pod szyję, śniegowce czy uggi to coś, co z założenia nie wygląda tak szykownie, jak elegancki płaszcz i botki. Ciekawa jestem, czy którąś z poniższych propozycji chciałybyście teraz wykorzystać?

 

MIEJSCE PIĄTE

@jestemkasia

Kasia od dłuższego czasu lubuje się w długich płaszczach, więc wybór na zimowy spacer po mieście nie jest zaskoczeniem. Podoba mi się trend przewiązania grubego wełnianego swetra w odcieniu ecru na płaszczu (sama od dłuższego czasu uwielbiam ten trend co mogłyście zobaczyć w tym "look'u). Do tego świetnie sprawdzi się duża klasyczna torebka i wiązane botki na niskim obcasie.

MIEJSCE CZWARTE

@agnieszkasolon

W przypadku Agnieszki nie mogłam oderwać wzroku od kurtki (niestety nie znalazłam informacji z jakiej jest firmy). Oversizowe krótkie puchówki to jeden z najbardziej gorących trendów tej zimy. Niezobowiązujące okrycie wierzchnie zostało w tym przypadku przełamane botkami na obcasie, dżinsami z szerszą nogawką i elegancką torebką do ręki. Poza tym, Agnieszka poruszyła pod tym postem bardzo ciekawe zagadnienie odnośnie noszenia wyłącznie czerni. ;)

MIEJSCE TRZECIE

@oliviakijo

Kolejna propozycja w stylu "total black look". Z pewnością kojarzycie trend z tej jesieni, kiedy dziewczyny nosiły skórzane płaszcze. Olivia przemyciła go również w tym stroju (to płaszcz od Ani Kuczyńskiej), a zdjęcie wygląda jakby przyłapano ją na Fashion Week'u. Dużą rolę odgrywają w tym zestawie dopasowane botki i torba Celine. Pięknie!

MIEJSCE DRUGIE

@nataliaszukala

Gdyby nie pandemia, to sama chętnie wybrałabym się w takim stroju na kawę. Mam w szafie podobne kozaki, ale po świętach okazji do ich założenia raczej nie mam ;). Ten zestaw kojarzy mi się trochę z  uwspółcześnioną wersję kostiumów z Matrixa, ale i tak jest fajnie i ze smakiem. 

MIEJSCE PIERWSZE

@cajmel

Na miejscu pierwszym znalazła się Karolina, ponieważ niemal każdego dnia wyglądam identycznie ;). Bardzo podobne spodnie ze strzemieniem łączę z moimi uggami i karmelowym płaszczem. Jest zwyczajnie, ciepło, a jednocześnie nadal stylowo. Ja dodałabym tylko rękawiczki, bo bez nich ostatnio ani rusz. 

Na ratunek Mamom: jak upiec zupę z białych warzyw i przygotować najlepsze purée?

*  *  *

Za oknem wszystko jakby uśpione. Spokój i cisza. Ludzi na spacerze też mniej. Mijamy znane nam sąsiedzkie twarze i zza maseczki pozdrawiamy się oczami. Umiesz się śmiać oczami, Mamusiu? – pyta mnie moja ośmioletnia córka, która poprawia maseczkę i idzie dalej prężnym krokiem w kierunku placu zabaw. No pewnie, że umiem! – odpowiadam Jej bez wahania. Spacery z dziećmi koją codzienność. Przewietrzeni i nieco już zmarznięci wracamy do domu po talerz gęstej zupy. Przyjdzie czas na wykwintne dania, a dzisiaj cieszymy się zwykłymi pieczonymi warzywami korzennymi z odrobiną purée (dla odmiany trochę inne, niż zazwyczaj).

Skład:

krem z pieczonych białych warzyw:

4 ziemniaki

2 pory

1 cebula

1 główka czosnku

1 korzeń selera

2 korzenie pietruszki

1,5 litra wody

400 ml kefiru

2-3 łyżki oliwy z oliwek

purée ziemniaczane:

6-8 ziemniaków

ok. 250 ml kwaśnej śmietany

1 czerwona cebula

2 łyżki miodu

2-3 łyżki octu winnego

garść świeżego tymianku (może być suszony lub inne zioła prowansalskie)

sól morska i świeżo zmielony pieprz

A oto jak to zrobić:

1. Aby zrobić zupę: na blasze rozkładamy obrane i pokrojone ziemniaki, seler i korzeń pietruszki. Całość skrapiamy oliwą z oliwek i solą. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku w 200 stopniach C przez 1 godzinę. Następnie dodajemy pokrojone pory oraz czosnek i ponownie wstawiamy do piekarnika na dodatkowe 15 minut. Upieczone warzywa (czosnek obieramy z łupin) przekładamy do garnka zalewamy wodą i zagotowujemy. Odstawiamy z ognia i partami blendujemy do uzyskania gładkiej konsystencji, dolewając kefir. Jeżeli krem nadal będzie za gęsty dodajmy wody. Doprawiamy solą i świeżo zmielonym pieprzem. Gorący krem podajemy z łyżką ziemniaczanego purée.

2. Aby zrobić purée: na rozgrzanej patelni z masłem podsmażamy delikatnie plastry cebuli z ziołami. Następnie dodajemy ocet i miód. Pozostawiamy chwilę na ogniu i odstawiamy. Do ugotowanych ziemniaków dodajemy śmietanę i miksujemy na gładkie puree. Na końcu dodajemy podsmażoną cebulę i mieszamy do połączenia się składników.

Aby zrobić purée: na rozgrzanej patelni z masłem podsmażamy plastry cebuli do zarumienia, następnie dodajemy ocet, masło i zioła. Pozostawiamy chwilę na ogniu i odstawiamy.

Do ugotowanych ziemniaków dodajemy śmietanę i miksujemy na gładkie puree. Na końcu dodajemy podsmażoną cebulę i mieszamy do połączenia się składników.

Purée ziemniaczane nabiera bardziej wyrazistego smaku dzięki dodaniu octu winnego oraz karmelizowanej w miodzie cebuli.

Aby zrobić zupę: na blasze rozkładamy obrane i pokrojone ziemniaki, seler i korzeń pietruszki. Całość skrapiamy oliwą z oliwek i solą. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku w 200 stopniach C przez 1 godzinę. Następnie dodajemy pokrojone pory oraz czosnek i ponownie wstawiamy do piekarnika na dodatkowe 15 minut. Upieczone warzywa (czosnek obieramy z łupin) przekładamy do garnka zalewamy wodą i zagotowujemy. Odstawiamy z ognia i partami blendujemy do uzyskania gładkiej konsystencji, dolewając kefir.

Jeżeli krem nadal będzie za gęsty dodajmy wody. Doprawiamy solą i świeżo zmielonym pieprzem.

Gorący krem podajemy z łyżką ziemniaczanego purée.

LOOK OF THE DAY – PIERWSZY ŚNIEG

hoodie, pants, coat / wełniany komplet dresowy i płaszcz – MLE Collection

sledge / sanki – Allegro (kupione w zeszłym roku, to ten sam model, który widziałyście tutaj)

gloves / rękawiczki – H&M (kupione w zeszłym roku)

snow shoes / ciepłe buty – Inuikii 

   Śnieg, który spadł w okolicach Chwaszczyna, czyli dosłownie kilka kilometrów od Sopotu, jest naprawdę miłą osłodą tej zimy. Mamy tu w Trójmieście dziwne mikroklimaty – u mnie za oknem szaro, a pogoda iście barowa, za to tuż za wjazdem na obwodnicę można zobaczyć i nacieszyć się prawdziwą zimową krainą. I od razu się przyznam – nie wiedzieliśmy czy to, co donosili znajomi faktycznie jest prawdą, więc zapakowaliśmy się do samochodu z sankami i nie liczyliśmy za bardzo na białe zaspy. A tu proszę! Wojna na śnieżki – zaliczona. Zjazd na sankach – był. Lepienie bałwana (małego i brzydkiego, ale jednak) – udało się. No i Portos nie mógł chyba uwierzyć w to, co widzi. 

   Mój zestaw, jak już wcześniej napomknęłam, nie był do końca przemyślany i gdybym wiedziała, że zabawa w śniegu będzie trwała tak długo (i że niejedna śnieżka wyląduje na mojej twarzy), to włożyłabym na siebie coś innego. Mimo wszystko, wełniane ubrania naprawdę dobrze się sprawdziły – w bawełnianym dresie pewnie zmarzłabym znacznie szybciej. Uprzedzając Wasze pytania – ten komplet pojawi się już w styczniu (na zdjęciu wydaje się biały, ale w rzeczywistości to kolor ecru). My, już lepiej przygotowani, zbieramy się do kolejnego wypadu na sanki – mam nadzieję, że Wy też się załapiecie!

Najlepsze kosmetyczne hity roku 2020!

   Ranking kosmetycznych hitów przygotowuję dla Was już od dobrych kilku lat. Ten będzie jednak trochę inny niż wcześniejsze, bo i pielęgnacja wyglądała u mnie w tym roku inaczej. Nim dotarł do nas koronawirus byłam w ciąży z nakazem leżenia w łóżku aż do rozwiązania. To był naprawdę pyszny żart od losu, gdy po dziewięciu miesiącach siedzenia w domu okazało się, że na zewnątrz panuje epidemia, a ja nie mogę wychodzić na zewnątrz ani spotykać się z ludźmi. I to przymusowe uziemienie miało niemały wpływ na to, jakich kosmetyków używałam i czy w ogóle sięgałam po coś z kosmetycznej półki.

   W dzisiejszym rankingu praktycznie nie będzie kosmetyków kolorowych, bo nie miałam za wielu okazji do ich używania – jednym z niewielu pozytywnych newsów 2020 roku jest to, że rezygnacja z makijażu faktycznie poprawia stan skóry (czasem zastanawiam się nad tym, czy gdy pokonamy już wirusa i życie społeczne wróci do normy, więcej kobiet odpuści sobie makijaż w ogóle, albo przynajmniej zmniejszy jego intensywność). Druga zeszłoroczna rewolucja to kwestia rzadszego korzystania z wszelkich form profesjonalnych usług kosmetycznych. Wiosną tego typu miejsca były zamknięte, a później i tak niewiele było okazji aby wyglądać „jak milion dolarów” (jako osoba trudniąca się organizacją wesel coś o tym wiem). Poza tym z usług kosmetyczki korzystałyśmy często dlatego, bo chcieliśmy mieć kompleksową usługę wykonaną w krótkim czasie, którego nam zawsze brakowało. W tym roku czasu w domu większość z nas miała więcej i mogłyśmy o wiele rzeczy zadbać same. Zresztą wystarczy spojrzeć na natężenie reklam lamp do domowej hybrydy i tym podobnych rzeczy.

1.Najlepszy krem/podkład do twarzy.
   Jednym z nieuniknionych i najbardziej nieestetycznych wpadek 2020 roku, o których wcześniej nie słyszałyśmy, były ubrudzone od podkładu maseczki. Dla niektórych było to ułatwienie, bo szybciej znajdowało się odpowiednią stronę maseczki (taki żart), ale generalnie ściąganie maski na randce i zawieszenie jej na jednym uchu, tak aby spokojnie sobie zwisała, mogło trochę odstręczać. Dlatego, w tym roku podkłady poszły u mnie w odstawkę. Dobrym zamiennikiem okazał się być krem marki Phlov ”Diamond Look”, który jest według mnie czymś pomiędzy podkładem, rozświetlaczem a kremem nawilżającym. Ma mnóstwo złotych drobinek (bez obaw – skóra się błyszczy, ale wygląda to bardzo naturalnie), które nadają skórze młodszy, bardziej odświeżony kolor. Od kilku tygodni używam wyłącznie tego kremu i jak na produkt „trzy w jednym”, jestem super zadowolona. Doskonale sprawdzi się u osób, które nie lubią się mocno malować, a chciałyby uzyskać efekt naturalnie rozświetlonej skóry. Ponieważ maseczki zapewne jeszcze trochę pozostaną naszymi bliskimi przyjaciółmi, tym bardziej warto rozważyć ten produkt. Z jednej strony nie zostawia wspomnianych śladów, z drugiej: zastępuje delikatny makijaż. Teraz z kodem „MLE15” otrzymacie 15% zniżki na wszystkie kosmetyki Phlov.

2. Najlepszy kosmetyk na skórę pod oczami.
   Serum pod oczy „Esteticus” marki Basiclab przepisuję z poprzedniego rankingu. Minął rok, a on niezmiennie jest moim faworytem. Miałam okazję przetestować inne kremy pod oczy, ale wróciłam z podkulonym ogonem do tej małej buteleczki. Wygrywa moje rankingi, bo naprawdę szybko niweluje zmęczenie widoczne pod oczami. Jest to też świetny kosmetyk dla osób, które mają już lekkie zmarszczki – w serum znajduje się 10% stężenie peptydu, które w niecały miesiąc redukuje zmarszczki o 28%. Serum kosztuje 64 zł z kodem „Basic2020” kupicie je za niecałe 52 złote, to naprawdę jest świetna cena za taką jakość. Kod obejmuje wszystkie kosmetyki na ich oficjalnej stronie (poza zestawami).

Koszt za buteleczkę 30ml to 45zł z kodem „MLEx21” kupicie je o 21% taniej. To również jest świetny produkt w dobrej cenie. Kod będzie aktywny do 15 stycznia – działa na wszystkie produkty ze strony miyacosmetics.com

3. Najlepsze serum do twarzy.
   Maseczki ochronne nie są obojętne dla naszej skory – zawilgocona powierzchnia maseczki jest idealnym środowiskiem do rozwoju drobnoustrojów. Jestem tego dobrym przykładem bo czerwone krostki wyskakują mi idealnie w obręczy maski. W lecie ten problem nie występował, bo było ciepło (a maski nosiliśmy tylko w pomieszczeniach) – niestety, przy kilku stopniach maseczka już po paru minutach robi się wilgotna od środka. A to idealne środowisko dla bakterii. Aby uodpornić naszą skórę należy wybierać kosmetyki z probiotykami. Serum Miya „Beauty Jab” jest świetnym kosmetykiem do codziennej pielęgnacji skóry problematycznej – mieszanej, przetłuszczającej się, tłustej, z trądzikiem różowatym oraz ze skłonnością do powstawania zaskórników (Kasia nie ma w sumie żadnej z tych typów skóry, ale zdarzają jej się wypryski i wtedy używa tego produktu). Serum zawiera kwas azelainowy i glicynę, które regulują wydzielanie serum, ponadto działają matująco i uelastyczniająco. Prebiotyki równoważą mikroflorę bakteryjną, a postbiotyk „Lactobacillus Ferment” sprawia, że serum wykazuje działanie przeciwbakteryjne. Przy regularnym stosowaniu serum cera staje się widocznie zregenerowana, zrelaksowana, znikają również niedoskonałości, wyrównany zostaje jej koloryt. Ponadto dłużej zachowuje świeżość dzięki uregulowanej pracy gruczołów łojowych. 

Liftingująca maska do twarzy Senelle– za 65ml trzeba zapłacić 139zł – to nie jest mało, ale maska jest wydajna. Na twarz nakłada się cienką warstwę. Myślę, że ta tubka wystarczy na kilka miesięcy przy stosowaniu nawet dwa razy w tygodniu. Z kodem „MLE15” możecie zrobić zakupy ze zniżką 15% na cały asortyment (promocja trwa tylko przez 14 dni do 21.01).

4. Najlepsza maska na twarz.

   Maskę do twarzy marki Senelle.pl poleciła mi kosmetyczka wtedy, gdy trwał totalny wiosenny lockdown i wiadomym było, że mogę zapomnieć o zabiegach. Byłam wtedy świeżo po porodzie i moja cera wyglądała marnie (delikatnie mówiąc). Maska Senelle to jest absolutny „must have”. Po pierwszym zastosowaniu widać już różnicę – cera jest gładka i promienna.

   Maska dosłownie naszpikowana jest najlepszymi aktywnymi składnikami (całą listę możecie zobaczyć tutaj), a mój ulubiony z tych wszystkich to ekstrakt z nektaru australijskiego kwiatu Kangaroo Paw, który pobudza syntezę tenazyny-X, pro-kolagenu I, elastyny oraz zwiększa siłę skurczu fibroblastów, dzięki czemu błyskawicznie zmniejsza widoczność zmarszczek i szorstkość skóry, redukuje wiotkość, zwiększa elastyczność, a jego działanie jest natychmiastowe i długoterminowe. Ekstrakt ma potwierdzone badaniami działanie redukujące zmarszczki wokół oczu i zmarszczki okolic szyi. UWAGA: Redukcja zmarszczek wokół oczu o 5% w stosunku do placebo jest widoczna już po 1 godzinie od nałożenia kosmetyku z 2-procentowym stężeniem tego ekstraktu, a po 28 dniach stosowania – widoczna wartość ta rośnie do 10% w stosunku do placebo. W przypadku skóry okolic szyi wartości te wynoszą odpowiednio 3 i 30 proc., choć u niektórych osób 4 tygodnie stosowania tej maski zaobserwowano spadek 65 procentowy.

5. Najlepszy żel do mycia ciała.
   Malinowy żel do mycia ciała z biosiarczkową wodą od – dobrze Wam już znanej marki – Balneokosmetyki, okazał się dla mnie najlepszy w walce z rogowaceniem mieszkowym – czyli czerwonymi krostkami na ramionach (częste u osób cierpiących na skazę białkową lub nietolerancję laktozy). Poza tym doskonale wypełnia podstawowe zadania, które stawiamy przed żelem do mysia ciała – nawilża ciało na tyle dobrze, że bardzo często odpuszczam sobie użycie balsamu.
Do tego EKO Formuła, zawiera 94% składników naturalnych i jest wegański. Za 200ml zapłacicie 31zł. Oczywiście marka przygotowała dla Was kod więc teraz możecie go kupić o 20% taniej. Kod to – „styczeń", będzie ważny przez cały miesiąc i upoważnia do zakupów ze zniżką 20% na wszystko.

6. Najlepszy peeling do ciała.
   Peeling do ciała to mój ulubiony kosmetyk. Zużywam ich masę. Przynajmniej raz w tygodniu nacieram nim całe ciało. W dobie pandemii i ciągłego siedzenia w domu miałam więcej czasu i mogłam przeprowadzić trochę eksperymentów. Przez dobre trzy miesiące używałam go przynajmniej raz w tygodniu i efekty są super. Nigdy nie miałam tak gładkiej i zadbanej skóry.
Mam dwóch faworytów: o zapachu róży z Phlov i o zapachu migdałów od Barwy. W dzisiejszym rankingu zwycięża ten drugi. W bardzo przyjemny sposób rozprowadza się po ciele – cukier zmienia się w delikatny krem o zapachu migdałów, jest też drobny więc nie daje tego nieprzyjemnego uczucia drapania. Daję mu 10 na 10 punktów. Teraz z kodem "MYSTIC_ALMOND" otrzymacie 15% rabatu na kosmetyki z serii Barwy Harmonii.

Marka Phenome również przygotowała dla Was kod rabatowy – #MLE30 upoważnia do 30% zniżki na cały asortyment (promocja będzie ważna tylko przez tydzień).

7. Najlepszy balsam do ciała.
   Ten kosmetyk przyda Wam się zwłaszcza teraz podczas sezonu grzewczego i chłodnych wieczorów. Przez to, że siedzimy w domu, nasza skóra może być bardziej wysuszona. Jeśli w lecie nie używamy balsamu – pół biedy. Zimą niestety „efekty” pojawiają się bardzo szybko. Jeśli macie problem z przesuszeniami to w pierwszej kolejności dbajcie o to żeby pić więcej wody w ciągu dnia – nawet 3 litry dziennie. Drugi krok to zaopatrzenie się w dobry balsam do ciała. Mój ulubiony jest od polskiej marki Phenome. "Warming"– rozgrzewające masło do ciała z olejkiem mandarynkowym i imbirem pachnie obłędnie, szybko się wchłania i nie pozostawia ciała tłustego – można śmiało się po jego wmasowaniu ubierać. Nie oznacza to jednak, że jego działanie jest krótkotrwałe – nawet wieczorem widzę, że skóra nadal jest gładka i nie pojawiają się te paskudne przesuszone „rybie łuski” na łydkach ;).

   Ten rok był inny. Jednak jeśli chodzi o pielęgnację, to nie mogę uznać go za rok stracony. Więcej czasu w domu, więcej czasu na wnikliwą ocenę kosmetycznych zakupów. Przy dobrych wiatrach – okazja do odpoczynku dla naszej cery. W mojej kosmetyczce pojawiły się nowe perełki. Koniecznie napiszcie w komentarzach czy u Was też są jakieś nowości na łazienkowej półce? I co pandemia zmieniła w Waszej pielęgnacji?

bluzka – Na-kd / spodnie – Zara / stolik – Gubi (nap.com.pl) / dywan – Westwing / kanapa – Ikea / pokrowiec na kanapie – Bemz / kieliszki – H&M Home

*  *  *