If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Słodki dodatek do kawy, czyli ciasteczka cantuccini z prażonymi w karmelu migdałami

Today, I’m recommending something to improve your mood when you’re persistently looking for something sweet to go with a cup of coffee. Since I came back from Italy, I’ve been able to drink as many as two or three cups of Americano coffee a day. I drink it without any addition of milk or sugar. But I really enjoy combining it with something sweet that can be immersed in coffee. Cantuccini are a type of Italian crisp cookies with plenty of almonds. My version features a small modification – I first roast the almonds and coat them in caramel. These cookies are easy to make, and the whole crux is based on the fact that you need to bake them twice, owing to which they are crispy and crunchy. Would anyone like some? And maybe something sweet for Valentine’s Day?

*   *   *

Podpowiadam Wam dzisiaj, czym umilić sobie moment w którym usilnie poszukujemy czegoś słodkiego do kawy. Odkąd wróciliśmy z Włoch, w ciągu dnia potrafię wypić dwie albo trzy kawy typu americano. Piję ją bez dodatku mleka i cukru. Za to chętnie z czymś słodkim, co można zanurzyć w kawie. Cantuccini to rodzaj włoskich kruchych ciastek z dużą ilością migdałów. Moja wersja przewiduje jednak drobną modyfikację – migdały wcześniej prażę i obtaczam w karmelu. Ciastka są proste w wykonaniu, a cała heca polega na tym, że piecze się je dwukrotnie, dzięki czemu są kruche i chrupiące. To, kto się skusi? A może na walentynki dla osłody…?

Ingredients:

dough:500 g of wheat flour

1-2 tablespoons of Limoncello

150 g of sugar

1 teaspoon of baking powder

80g of butterlemon zest from 1 lemon

80 ml of whole milk (3.2% butterfat)

3 eggspinch of salt

roasted caramel-coated almonds:

200 g of almonds (roasted beforehand in a dry pan or in an oven preheated to 180ºC with the oven function with the upper and lower heating elements switched on)

approx. 100 ml of water100 g of cane sugar

* * *

Skład:ciasto:

500 g mąki pszennej

1-2 łyżki likieru Limoncello

150 g cukru

1 łyżeczka proszku do pieczenia

80 g masłaskórka otarta z 1 cytryny

80 ml mleka 3,2%

3 jajka

szczypta soli

prażone migdały w karmelu:

200 g migdałów (wcześniej uprażonych na suchej patelni lub w piekarniku rozgrzanym w 180*C, opcja góra-dół)

ok. 100 ml wody

100 g cukru trzcinowego

Directions:

1. To prepare roasted almonds: melt sugar with water in a pan. Add roasted almonds, decrease the heat, and stir the pan from time to time so that the almonds become coated with caramel. When the mixture gets denser, place the hot almonds on a baking tray. Remember to separate them.

2. To prepare cantuccini: mix flour, salt, baking powder, and sugar in a wide bowl. Add eggs, cooled butter, lemon zest, milk, and Limoncello. Knead everything until smooth (the texture should resemble shortcrust pastry). Roll it out (see the photo) and place the ready almonds on top. Knead everything again.

3. Divide the dough into four equal parts and form rolls. Place the prepared dough on the baking tray lined with parchment paper. Bake in the oven preheated to 180ºC (use the oven function with upper and lower heating elements switched on) for 30 minutes, then slowly and carefully take out the baking tray, wait 10 minutes, and cut the rolls into longitudinal pieces. Place the cut cantuccini back on the baking tray and bake them for 20 minutes in 180ºCTip: it’s best to keep the baked cantuccini in a closed container.

* * *

A oto jak to zrobić:

1. Aby przygotować prażone migdały: na patelni rozpuszczamy cukier z wodą. Następnie dodajemy uprażone migdały, zmniejszamy ogień i co jakiś czas potrząsamy patelnią, by bakalie obkleiły się karmelem. Gdy masa zgęstnieje gorące migdały przekładamy na blaszę i rozdzielamy je.

2. Aby przygotować cantuccini: w szerokiej misce mieszamy mąkę, sól, proszek do pieczenia i cukier. Dodajemy jajka, schłodzone masło, skórkę z cytryny, mleko i limoncello. Całość ugniatamy do uzyskania jednolitej masy (konsystencja ciasta przypomina kruche ciasto). Rozwałkowujemy na placek (patrz na zdjęciu) i rozkładamy gotowe migdały. Ponownie zagniatamy.

3. Ciasto dzielimy na cztery równe części i z każdej z nich rolujemy wałek. Tak przygotowane ciasto przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku w 180*C opcja: góra-dół przez 30 minut, następnie ostrożnie wyjmujemy blachę, czekamy 10 minut i kroimy na podłużne kawałki. Pokrojone cantuccini przekładamy ponownie na blachę i pieczemy 20 minut w 180*C.

Wskazówka: upieczone cantuccini najlepiej przechowywać w zamkniętym pojemniku.

Mix flour, salt, baking powder, and sugar in a wide bowl. Add eggs, cooled butter, lemon zest, milk, and Limoncello. Knead everything until smooth.

W szerokiej misce mieszamy mąkę, sól, proszek do pieczenia i cukier. Dodajemy jajka, schłodzone masło, skórkę z cytryny, mleko i limoncello. Całość ugniatamy do uzyskania jednolitej masy.

Roll out the dough and place ready roasted almonds on top. Knead everything again. Divide the dough into four equal parts and form rolls. Place the prepared dough on the baking tray lined with parchment paper.

Ciasto rozwałkowujemy na placek i rozkładamy gotowe migdały. Ponownie zagniatamy. Ciasto dzielimy na cztery równe części i z każdej z nich rolujemy wałek. Tak przygotowane ciasto przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Bake in the oven preheated to 180ºC (use the oven function with upper and lower heating elements switched on) for 30 minutes, then slowly and carefully take out the baking tray, wait 10 minutes and cut the rolls into longitudinal pieces. Place the cut cantuccini back on the baking tray and bake them for 20 minutes in 180ºC

Pieczemy w rozgrzanym piekarniku w 180*C opcja: góra-dół przez 30 minut, następnie ostrożnie wyjmujemy blachę, czekamy 10 minut i kroimy na podłużne kawałki. Pokrojone cantuccini przekładamy ponownie na blachę i pieczemy 20 minut w 180*C.

“Stare” nowości w moim mieszkaniu, czyli kilka słów o trendach we wnętrzach + banalny przepis na tłusty czwartek

  We had other plans for this week, but a cold got us. All mothers who read this blog are surely aware that a baby’s infection changes your everyday life routines. Even the most cheerful and well-behaving children need maximum attention and closeness, and they don’t really care about the list with unfinished duties and errands to run ;). During these three days of spending time on the couch, inhalations, getting rid of the cold, and transforming into a kangaroo mother, I couldn’t focus on work, but I was able to catch up on the magazines and I planned some small changes with regard to my flat – when you are closed within four walls for a few days, you casually start noticing things that weren’t a nuisance before, but now are suddenly becoming irksome. Below, you will find a few words about the mistakes that I made during the renovation (maybe you’ll be able to avoid them) and a few zero-waste furniture tricks I won’t be writing that “I’ve bought new pillows to refresh my living room”). Oh! At the end of the post, I dusted off an old, yet really simple, recipe for Fat Thursday.

* * * 

   Na ten tydzień mieliśmy inne plany, ale dorwało nas przeziębienie. Wszystkie mamy, które czytają tego bloga, na pewno świetnie wiedzą, jak infekcja u malucha zmienia codzienne życie. Nawet najbardziej pogodne i bezproblemowe dzieci potrzebują wtedy maksimum uwagi i bliskości i w nosie mają naszą niezrealizowaną listę zadań ;). W czasie tych trzech dni kitłaszenia się na kanapie, inhalacji, odciągania kataru i transformacji w kangurzyce, nie mogłam skupić się na pracy, ale za to nadrobiłam zaległości w makulaturze i zaplanowałam małe zmiany w mieszkaniu – gdy jesteś zamknięta w czterech ścianach przez kilka dni mimowolnie zaczynasz dostrzegać rzeczy, które wcześniej ci nie przeszkadzały, ale teraz zaczynają drażnić. Poniżej znajdziecie więc kilka słów na temat błędów, które popełniłam w trakcie remontu (może Wy dzięki temu ich unikniecie) i trochę meblarskich trików w duchu „zero waste” (nie będę więc pisać o tym, że „kupiłam nowe poduszki aby odświeżyć salon”). Ach! A na koniec wpisu odkurzyłam dla Was stary, ale jakże banalnie prosty przepis na Tłusty Czwartek. 

    As many of you have noticed, the counter of my table has changed its colour. The wooden boards that were used to create it come from the demolition of an old windmill – hence, the charming uneven irregularities and dents (these are truly unique!). After a few years, I got bored with the dark colour of the wood stain covering the boards so we polished the whole surface to emphasise the rawness. Many of you also ask me about the marbled counter on my table – the small pieces are simple scraps that were left when the mason was cutting, for example, a counter from a larger piece. It doesn’t cost that much – three year ago, I paid PLN 80 for this piece.

* * *

   Jak wiele z Was zauważyło, blat mojego stołu zmienił kolor. Deski z których został wykonany pochodzą z rozbiórki starego młynu – stąd te wszystkie urocze nierówności i wgniecenia (nie do podrobienia!). Po kilku latach trochę jednak znudził mi się ciemny kolor bejcy, którą został pokryty, więc wyszlifowaliśmy go do surowości. Wiele z Was pyta też o ten marmurowy blat, który mam na stole – takie małe kawałki to zwykłe odpady, które zostają kamieniarzowi na przykład po wycinaniu blatu z dużej płyty. Nie kosztuje to wiele – trzy lata temu zapłaciłam za ten kawałek 80 złotych. 

   Maybe you still remember the “shell” chair from its previous incarnation (here). For a few months, I was trying to get down to change the tapestry as the old yellow padding wasn’t in a good condition anymore. Why am I writing about it? First of all, it is only now that I’ve found the time and energy to take photos of it and, mostly, I would really like to encourage you to give second life to furniture (and even better third or even fourth). My chair was produced in the 60s at the Furniture Factory in Słupsk. It’s not a priceless antique nor a Danish design for which you have to pay half of the national average salary. Shell chairs that can be renovated are available on OLX or Allegro even for PLN 50. I’m sure that many of you saw these chairs standing alone in front of your neighbour’s house. Don’t be bothered if its previous owners didn’t see the potential of the chair (their loss) as the upholsterer may turn it into a real masterpiece owing to which you’ll gain an original and beautiful piece. And if you want to make the journey shorter, here, here, and here, you’ll buy ready chairs after renovation.

* * *

    Być może pamiętacie krzesło „muszelkę” z jego poprzedniego wcielenia (tutaj). Przez kilka miesięcy zbierałam się do tego, aby zanieść je do obicia, bo stara żółta tapicerka nie była już w najlepszym stanie. Dlaczego o tym piszę? Po pierwsze, dopiero teraz znalazłam czas i ochotę, aby je sfotografować, ale przede wszystkim bardzo chciałabym zachęcić Was do dawania meblom drugiego (a najlepiej jeszcze trzeciego, albo i czwartego) życia. Moje krzesło powstało w latach 60-tych w Słupskich Fabrykach Mebli. Nie jest to żaden drogocenny antyk, ani duński projekt, za który zapłacimy połowę średniej krajowej. Krzesła muszelki do renowacji można wyszukać na olx-ie czy allegro nawet za pięćdziesiąt złotych. Jestem też przekonana, że niejedna z Was widziała je na wystawce przed domem sąsiadów. Nie przejmujcie się, że dotychczasowi właściciele nie widzieli w takim krześle potencjału (ich strata), bo tapicer może zafundować jemu prawdziwą „operację stylówę”, dzięki której zyskacie oryginalny i piękny mebel. A jeśli chcecie skrócić tę drogę to tutaj, tutaj i tutaj kupicie już gotowe krzesła po renowacji.

   I remember times when I was secretly stealing international magazines about interior design from my mother, and then I was drawing my dream room with blue walls and mahogany writing desk by the window. In the past, there were very few interior design magazines and, frankly, they weren't really my cup of tea. Provencal accents and furniture rubbed with white paint that I saw on each page didn’t look good in our latitude where the light is grey and there’s not enough of it almost for half of the year. Today, however, I see that a characteristic Polish style is coming to life – it is slightly a blend of modernism, the 70s, grandmother’s furniture, and industrial starkness. Polish websites about interiors have many topics to write about and many individuals to commend, and the photos of the flats that are embedded in our Polish everyday life struck home with me more than the spectacular apartments in Paris or London. A real treat has just landed on my table – Homebook Design vol. 6 is a comparison of the most beautiful Polish interiors, embellished with the stories of people who created them.

* * *

   Pamiętam czasy, gdy podkradałam mamie zagraniczne czasopisma o wnętrzach, a później rysowałam swoimi pastelami wymarzony pokój z niebieskimi ścianami i mahoniowym sekretarzykiem pod oknem. Kiedyś polskich magazynów o wnętrzach było tyle co kot napłakał i szczerze mówiąc nie bardzo wpisywały się one w mój gust. Prowansalskie akcenty i przecierane na biało meble, które widziałam na każdej stronie, nie wyglądały dobrze na naszej szerokości geograficznej, gdzie światło jest szare, a przez pół roku prawie nie ma go wcale. Dziś widzę jednak, że nareszcie kształtuję się u nas charakterystyczny polski styl – to trochę mieszanina modernizmu, lat 70-tych, mebli od babci i industrialnej surowości. Polskie strony o wnętrzach mają o czym pisać i kogo pochwalić, a zdjęcia mieszkań osadzone w naszej polskiej rzeczywistości, coraz częściej trafiają do mnie bardziej niż spektakularne apartamenty w Paryżu czy Londynie. Na moim stole wylądowała właśnie prawdziwa gratka – Homebook Design vol. 6 to zestawienie najpiękniejszych polskich wnętrz z charakterem, okraszonych historią ludzi, którzy je tworzyli.

Portal Homebook podpowiada, jak krok po kroku stworzyć wymarzony dom. Jest też wydawcą albumu Homebook Design, liczącego już sześć edycji. Nowy album jest dostępny w salonach Empik oraz na stronie sprzedaży homebookdesign.pl od 2 października.

   If I were to organise an evening of honesty and admit all my mistakes that I’ve made when I was furnishing the flat, two things would come as first – black tiles reaching half of the wall height in the bathroom and a dark blue sofa. I thought that most of the things in the flat are light and that the stronger accents will add some boldness, but today I consider it a mistake. Black tiles make the bathroom a lot darker (what a revelation), and the sofa looks like a dark stain in most of the photos. Even though I really like its shape, unfortunately, I made a bad choice and the padding is too dark – maybe it would be great in a glass-panelled apartment in the southern part of Italy, but in my living room located on the eastern side of the flat it just doesn’t fit well. For the last three years, I’ve been trying to turn a blind eye to that (I’m not going to get a new padding, just because the colour is different from the sample), but we’ve just started the renovation of our MLE Collection warehouse which is now supposed to turn into appropriate headquarters of a company and within the subsequent months, my sofa will land right there. The search for a new sofa has been started. 

* * * 

   Jeśli miałabym urządzić sobie wieczór szczerości i przyznać do pomyłek, które popełniłam w trakcie urządzania mieszkania to na pierwsze miejsce wysunęłyby się dwie rzeczy – czarne kafelki do połowy wysokości ścian w łazience i ciemnoniebieska kanapa. Wydawało mi się, że większość rzeczy w mieszkaniu jest jasna i te mocniejsze akcenty dodadzą wyrazistości, ale dziś uważam, że się pomyliłam. Czarne kafelki sprawiają, że łazienka w ogóle jest ciemniejsza (cóż za odkrycie), a kanapa na większości zdjęć wygląda jak czarna  plama. Chociaż sam jej kształt bardzo mi się podoba to niestety wybrałam za ciemne obicie – być może sprawdziłoby się ono w przeszklonym apartamencie na południu Włoch, ale w moim salonie od wschodniej strony świata po prostu nie pasuje. Przez ostatnie trzy lata starałam się po prostu przymykać na to oko (przecież nie będę na nowo obijać kanapy tylko dlatego, że jej kolor wyglądał inaczej na próbniku), ale właśnie zaczęłyśmy remontować magazyn MLE Collection, który ma się teraz stać siedzibą firmy z prawdziwego zdarzenia i nie dalej, jak za trzy miesiące moja kanapa powędruje właśnie tam. Poszukiwania nowej kanapy zostały więc rozpoczęte.  

Na tym zdjęciu wcale ale to wcale nie widać, że wszelkimi siłami próbuję „rozjaśnić” moją kanapę. Wybaczcie ten mały bałagan – tak wygląda nasz domowy szpital.  

     When browsing through the magazines of different brands, I focused mostly on the production process. When I got the list of brands that fulfil ethical standards, I pick what looks really well. A good design is characterised by being discreet, resistant to trends, and durable – I’d like to find something like the previously mentioned shell chair that will last for generations. Searching through this store can really give you a headache  – there are plenty of wonderful designs that you can see here. Showroom Iconic has also a store in Gdańsk – you should really see their armchairs and sofas collection (Iconic and DePadova brands). The collection Pilotis by DePadova that was designed by Philippa Nigro would be a perfect match.

* * * 

  Przeszukując katalogi różnych marek skupiłam się przede wszystkim na procesach produkcji, dopiero spośród oferty firm spełniających etyczne standardy wybieram to, co dobrze wygląda. Dobry projekt ma to do siebie, że jest dyskretny, odporny na modę i przetrwa dziesięciolecia – chciałabym znaleźć coś, co, tak jak wspomniane wcześniej krzesło muszelka, przetrwa całe pokolenia. Od oglądania oferty tego sklepu może naprawdę rozboleć głowa – ileż to pięknych projektów można tu zobaczyć. Showroom Iconic ma też salon stacjonarny w Gdańsku – polecam obejrzeć ich kolekcję kanap i foteli (marka Iconici i DePadova). Kolekcja Pilotis marki DePadova zaprojektowana przez Philippe Nigro pasowałaby idealnie. 

Świeca Bergamota z kolekcji Amber Love od Senses Candle ma intensywny, rześki cytrusowy zapach bergamotki. Jeśli chciałybyście zaopatrzyć się w taką świecę to na stronie Senses Candle możecie zrobić zakupy z 10% rabatem. Wystarczy, że w podsumowaniu zakupów użyjecie kodu MLE10. Oferta jest ważna do 23 lutego.

    In the past, when I wanted to give myself some pleasure, I opened a bar of chocolate, lit a candle, and sat with a book. Unfortunately, at some point of my life it was revealed that chocolate is unhealthy – so I had to resolve to candles and books. According to the latest reports, I should say goodbye to candles as well. Most candles available in stores contain artificial substances that become toxic for humans when they are heated up. I won’t enumerate specific names, but if you lit really fragrant candles in vibrant colours that can’t really boast a natural composition, you surely need to ventilate the room when you blow them out. For me a Friday night (or writing this post) without candle lights and soothing fragrance is slightly deficient when it comes to the mood so I’m searching for those that don’t toxify the air on-line. I recommend those that contain beeswax and soy wax (mine is from Senses Candle, it is hand-made and biodegradable).

* * *

   Kiedyś aby sprawić sobie trochę przyjemności otwierałam tabliczkę czekolady, zapalałam pachnącą świeczkę i zabierałam się za czytanie. Niestety, na jakimś etapie mojego życia wyszło na jaw, że czekolada jest niezdrowa – zostały mi więc świeczki i książki. Według ostatnich doniesień ze świeczkami też powinnam się pożegnać. Większość świeczek dostępnych w sklepach zawiera sztuczne substancje, które po rozgrzaniu są toksyczne dla człowieka. Nie będę wymieniać tutaj konkretnych nazw, ale jeśli palicie w mieszkaniu bardzo pachnące świece w intensywnych kolorach, które nie szczycą się tym, że są naturalne, to z całą pewnością musicie dokładnie wietrzyć mieszkanie po ich zgaszeniu. Dla mnie piątkowy wieczór (albo pisanie tego wpisu) bez światła świec i kojącego zapachu jednak trochę traci klimat, więc wyszukuję w sieci takie, które nie zatruwają powietrza. Polecam te z woskiem pszczelim albo z wosku sojowego ( moja jest od Senses Candle, jest ręcznie tworzona i biodegradowalna).

   To finish off, I’d like to share with you my Fat Thursday recipe in advance. This type of brushwood is a lot faster to prepare than its more traditional counterpart shape-wise. It tastes delicious and goes well with various additions – chocolate sauce, preserve, or honey. If you haven’t heard about this dessert, you’ll surely fall in love with it – as it is really quick to prepare. It is one of the best recipes where what you get is disproportionate to the actual work input – and that’s a positive thing.

Brushwood recipe

Ingredients for 10 sizeable brushwood pieces:

1.5 glasses of wheat cake flour

3 medium-sized eggs

3/4 glass of milk

2 teaspoons of baking powder

2 tablespoon of spirit

1 generous tablespoons of icing sugar

(in a gluten-free version, replace wheat flour with potato flour and buy gluten-free baking powder)

 

Additionally: high-quality frying pan or pot, tongs or sieve with a handle, pastry bag, at least 400 ml of plant oil for frying, paper towel for draining the excess oil, icing sugar for the topping.

Directions:

Place flour, eggs, and milk in a bowl. Mix everything thoroughly. Add two tablespoons of rectified spirit (you can also add strong vodka), icing sugar, and baking powder to finish off.  Mix everything until smooth. In a deep frying pan or a pot, heat up the oil (you need to pour a considerable amount). When the oil is very hot, pour the dough into a pastry bag and squeeze it out creating doodles :). When the dough becomes stiff at the bottom and nicely brownish, turn it to the other side. After a minute, take out the brushwood and place it on the paper towel. Generously sprinkle it with icing sugar and the dessert is ready.

* * *

   A na koniec, z odpowiednim wyprzedzeniem, dzielę się z Wami przepisem na Tłusty Czwartek. Lany chrust przygotowuje się zdecydowanie szybciej niż wersję w tradycyjnym kształcie. Smakuje wybornie i pasuje do najróżniejszych dodatków – czekoladowego sosu, konfitury czy miodu. Jeśli wcześniej nie znałyście tego deseru, to na pewno go pokochacie – ciasto robi się błyskawicznie. To jeden z tych przepisów, w których praca jest niewspółmierna do efektów – i to w dobrym tego słowa znaczeniu. 

Przepis na "lany chrust"

Składniki na 10 sporych chruścików:

1,5 szklanki mąki pszennej tortowej

3 średnie jajka

3/4 szklanki mleka

2 łyżeczki proszku do pieczenia

2 łyżki spirytusu

1 czubata łyżka cukru pudru

(w wersji bezglutenowej zamieniamy mąkę pszenną na ziemniaczaną i kupujemy proszek do pieczenia bez glutenu)

Dodatkowo: dobrej jakości szeroka patelnia lub garnek, szczypce lub sitko z rączką, rękaw cukierniczy, minimum 400 ml oleju roślinnego do smażenia, ręcznik papierowy do odsączenia nadmiaru tłuszczy, cukier puder do posypania chrustu.

Przygotowanie:

Do miski wsypuję mąkę, wbijam jajka i wlewam mleko. Całość dokładnie miksuję. Dodaję dwie łyżki spirytusu rektyfikowanego (może być też mocna wódka), cukier puder, a na koniec proszek do pieczenia. Wszystko miksuję na gładką masę. W głębokiej patelni lub garnku rozgrzewam olej (musi go być dosyć sporo). Gdy olej jest już bardzo dobrze rozgrzany, przelewam ciasto do rękawa i wyciskam na olej tworząc esy floresy :). Gdy ciasto robi się sztywne od spodu i ładnie zarumienione przewracamy je na drugą stronę. Po minucie wyciągamy chrust i przekładamy na papier. Szczodrze posypujemy cukrem pudrem i gotowe. 

My favourite pot – you can use it to bake duck, cook potatoes, prepare ratatouille, or fry brushwood. Cast-iron pots are not that popular in Poland, even though it’s the best possible choice – every chef will tell you that. Cast-iron slowly heats up and also cools down slower. It translates into economical cooking and quality of the prepared meal. Coated cast-iron in comparison to steel and aluminium pots is safer for people prone to allergies as it doesn’t contain sensitising metals. This one is from Vintage Cuisine and, for a cast-iron pot, it’s really affordable. And ideally matches my kitchen.

* * *

Mój ulubiony garnek – można w nim upiec kaczkę, ugotować ziemniaki, zrobić rataouille albo usmażyć chrust. Żeliwne garnki nadal nie cieszą się w Polsce dużą popularnością, chociaż to najlepszy z możliwych wyborów – potwierdzi to każdy kucharz. Żeliwo wolno się nagrzewa, ale jednocześnie dłużej stygnie. Przekłada się to na ekonomiczne gotowanie i jakość przygotowywanej potrawy. Żeliwo z powłoką, względem garnków stalowych czy aluminiowych, jest bezpieczniejsze dla alergików, gdyż nie zawierają uczulających metali. Ten mój jest od Vintage Cuisine i jak na garnek z żeliwa ma naprawdę dobrą cenę. No i idealnie pasuje do mojej kuchni.

Last Month

kurtka – NAKD (stara kolekcja) // woskowane spodnie – Topshop (model Jamie) // buty – UGG Mini // chusta – Studio Romeo // 

  This year, it’s worthless to look for frosty snapshots in the January Last Month. It seems that the upcoming month will look pretty much the same – the photos and memories from our stay in the mountains have to be enough. The days are increasingly longer, I already placed the first hyacinth on my table, and I’m already creating plans for the summer trips. However, I’m far from waiting for the spring.   

   Last weeks were full of catching up. The crazy December and the skiing trip left some unfinished business behind that I had to tend to, but thank to the photos, you’ll quickly see that my job is not my whole world taking all of my time. If you’d like to take a break from the daily chores, you can check out another Last Month post.

* * * 

   W tym roku na próżno szukać w styczniowym zestawieniu mroźnych kadrów. Nie zapowiada się też, aby za miesiąc coś miało się w tej materii zmienić – muszą nam wystarczyć zdjęcia i wspomnienia z pobytu w górach. Dni są coraz dłuższe, na moim stole postawiłam już pierwszego hiacynta, a w głowie tworzą się plany na letnie wyjazdy, ale do wyczekiwania na wiosnę jeszcze mi daleko. 

   W ostatnich tygodniach sporo było nadrabiania zaległości. Szalony grudzień i wyjazd na narty pozostawiły po sobie wiele niezałatwionych spraw, którymi trzeba było się zająć, ale dzięki zdjęciom na pewno szybko zorientujecie się, że to wciąż nie praca przysłania cały mój świat i zabiera większość czasu. Jeśli chciałybyście oderwać się przez chwilę od codziennych obowiązków, to zapraszam do kolejnego wpisu z serii "Last Month". 

* * *

Widok z okna w Val di Fiemme. Nawet po tygodniowym pobycie we włoskich górach, ciężko jest mi przywyknąć do braku śniegu w Trójmieście. Wiosenne nowości w MLE Collection – jak Wam się podoba taka paleta barw? Macie już swojego faworyta w nadchodzącej kolekcji?1. Masło, mąka i cukier puder. W tym miesiącu napiekłam się za troje. // 2. Tak – Portos po raz kolejny na łóżku. Poranne zdjęcie z pościeli to już norma. // 3. Spacer. // 4. Pięknie zapakowana przesyłka od Louisse. Kartonik był papierowy, bez żadnego plastiku, a bardzo doceniam marki, które dbają o środowisko. Wielki plus! :)  //A to paczuszka ze zdjęcia powyżej – już po rozpakowaniu. Już widzę jak blond obłoczek biega w tych sukienkach po ogrodzie. Sama nie wiem, która z nich jest ładniejsza. Obydwa modele i parę pięknych propozycji dla mam znajdziecie w ofercie polskiej marki Louisse. Do końca tygodnia w sklepie trwa promocja i możecie kupić produkty 10% taniej. Poranek w Warszawie. Szybka "szakszuka" i cappuccino dały siły na resztę dnia. Znacie to miejsce?1. Praca wre. Większość prototypów naszych nowych produktów jest już gotowych, przyszedł więc czas na dokładne obfotografowanie wszystkich modeli. Wynajęłyśmy więc odpowiednią przestrzeń na ulicy Żurawiej i ruszyłyśmy z robotą. // 2. Ta sukienka jest z lekkiego materiału, w delikatny zwierzęcy print i ma rozkloszowane falbaniaste rękawy. Pojawi się już niebawem. // 3. Mistrz wszystkich zdjęć, czyli Blanko. // 4. Prawie jak Pollock. //W takich minimalistycznych pomieszczeniach zdjęcia same się robią. 

Ten kardigan też jest nasz :). 

Sesja zdjęciowa to też idealna chwila na zaczerpnięcie inspiracji z magazynów. Tutaj – Unconditional Magazine.Spódnica już jest hitem, a nie wprowadzono jej jeszcze do sklepu! Idealnie będzie wyglądać z czarnym topem, który możecie kupić tutaj.Będziecie mogły wybrać czy wolicie wersję dłuższą, czy krótszą (na zdjęciu krótsza wersja). Żałuję, że po sesji musiałam ją z powrotem odesłać do szwalni, bo już chciałam w niej chodzić non stop. Polina, Dasha i Janina. Na zdjęciu musiał się także pojawić nasz mały książę. Ja nie mogłam być gorsza i także chciałam mieć zdjęcie z tym puchatym psiakiem (albo najlepiej dwieście zdjęć)! Blanko to szpic miniaturowy mojej wspólniczki Asi. 1. No dobrze – to już ostatnie selfie z Blanko. // 2. Byłyśmy pewne, że tej tuniki naprawdę wyprodukowałyśmy naprawdę duuuuużo, ale… // 3. Tak wyglądał kawałek scenerii, gdzie robiliśmy zdjęcia.  // 4. Ponoć bliżej mu do liska niż do pieska. //

Ta piękna tunika na jedno ramię (u mnie pełni rolę sukienki na wieczór, albo swetra do legginsów) sprzedaje się naprawdę świetnie, ale wciąż mamy dla Was rozmiary xs i s. W piątek wróci też kilkanaście egzemplarzy m i l. Przędza z której została wykonana tunika w ogóle nie gryzie, chociaż zawiera w sobie wełnę. 

Obładowane ale zadowolone, chociaż ja ledwo jestem w stanie wystać w miejscu – bardzo chciałam jak najszybciej wrócić do Trójmiasta, bo strasznie tęskniłam. Nadrabianie tych kilkunastu godzin nieobecności. Nasze ukochane skarpetki. Ja mam te w wersji dla dorosłych (i te z reniferem też), a teraz kupiłam też jedną parę dla niemowląt. Wszystkie skarpety ze sklepu Mongolian są świetnie wykonane, mają bardzo gęsty splot i nie posiadają żadnych syntetycznych domieszek. No i są przystępne cenowo. Pewnego ponurego styczniowego poranka dostałam taką niespodziankę! Zobaczcie efekty pracy tej artystki na jej Instagramie.1. Obrazek z duszą. // 2. Spacer w odcieniach beżu. // 3. Nie zrezygnowaliśmy z weekendowych śniadań w łóżku. Teraz wyglądają po prostu trochę inaczej. // 4. Moje drobiazgi do włosów. Jedwabne gumki są od Moye, a spinki zbieram od dawna z różnych sklepów. //Orłowska plaża z innej perspektywy niż zwykle. Uwielbiamy spacerować brzegiem morza. A skoro już mowa o spacerach… Być może już część z Was słyszała, że w tym roku w ramach WOŚP jeszcze przez jeden dzień można licytować wystawioną przeze mnie aukcję. Poza tym, że wygraną parę (to znaczy: zwycięzcę i osobę, którą wybierze) zapraszam na dwudniowy pobyt w Trójmieście, spacer po moich ulubionych miejscach i spotkanie z Portosem :). Jeśli znacie kogoś kto chciałby wesprzeć WOŚP (mam nadzieję, że nie znacie nikogo kto nie chce! ;)) i jednocześnie zobaczyć na żywo, jak wyglądają kulisy mojej pracy to wejdźcie w ten link. A tu kulisy kręcenia filmiku. Cały film możecie zobaczyć tutaj1. Jabłka z ciastem występowały u mnie w tym miesiącu pod wieloma postaciami. // 2. Minimalizm i kolor. // 3. A to jeden z pierwszy projektów MLE Collection – jedwabna pidżama. Uwielbiam ją i ciężko mi uwierzyć, że po tylu latach nadal wygląda super. // 4. Na ratunek – zupa! //To ostatnio moja ulubiona fryzura.    Jeśli Wasza skóra jest przesuszona i szukacie czegoś, co idealnie nawilża to koniecznie wypróbujcie masło do ciała od Bioecolife. Uwielbiam używać go tuż przed wyjściem z domu i zaraz po powrocie – natychmiast niweluje uczucie szorstkiej skóry, nawilża, rozgrzewa. Po wsmarowaniu masła od razu mam wrażenie, jakby krew lepiej dopływała do skóry. Masło jest naturalne i bardzo wydajne, nie zawiera wody, a do tego pięknie pachnie, jest w 100% wegańskie i nietestowane na zwierzętach.

A tak wyglądają dłonie tuż po nałożeniu masła. Uczucie jak po długim masażu :).

1. Jabłkowy raj pod kruszonką. Liczba komentarzy pod tym wpisem naprawdę mnie zszokowała! Lepiej niż na Pudelku ;). Ten prosty przepis dla leniuchów znajdziecie w styczniowych umilaczach. W tym wpisie znajdziecie także wersję bezglutenową. // 2. Swobodna codzienność. // 3. Trochę błękitnego nieba. // 4. "Omletonaleśnik". //
Ich relacje układają się świetnie – tak jak puzzle. ;)Uwielbiam!Gdy ta szafa (a raczej bieliźniarka) pojawiła się na blogu w jednym ze świątecznych wpisów, zasypałyście mnie pytaniami skąd ją mam. Odrestaurowała ją dla mnie pewna przemiła pani, ale wtedy nie miała jeszcze strony internetowej i chyba obydwie nie spodziewałyśmy się takiego zainteresowania tym mebelkiem ;). Pani Dominika ma już swój sklep Lesdesign więc z przyjemnością Was do niego odsyłam – jestem pewna, że zaoferuje Wam coś podobnego. Wiecie, że uwielbiam meble z duszą – ten właśnie taki jest (od pani Dominiki mam również krzesełko, które także znajduje się w pokoju dziecięcym i widziałyście je już na zdjęciach powyżej). Mistrz drugiego planu. A może to on jest tą prawdziwą gwiazdą, a ja niepotrzebnie weszłam w kadr? ;)Poranny masaż. "Książeczki z obrazkami są dla dzieciaków"."Szczerze" prowadzi z naszą noblistką i polską wersją Grey'a :D. Dzisiaj mogliśmy cieszyć się słońcem!
Miłego wieczoru!