
Wpis powstał we współpracy z marką Basic Lab, Farminą i z Pasiekami Rodziny Sadowskich, oraz zawiera lokowanie marki własnej.
Zanim sierpień rozpędzi się na dobre, wracam do lipca – miesiąca, który miał być długi i leniwy, a tradycyjnie umknął mi mniej więcej tak szybko, jak wolny stolik w sopockiej restauracji w samym środku sezonu.
Gdybym miała opisać ostatni miesiąc jednym zdaniem, powiedziałabym, że był inspirujący aż do bólu głowy. Dzieci zaczęły wakacje, a ja wróciłam do nauki, snułam wielkie plany, które zdążyły mnie przestraszyć, zanim jeszcze na dobre ruszyły, i dowiedziałam się o sobie kilku nowych rzeczy.
Nie wszystko uda mi się tutaj opisać, ale podejrzewam, że gdzieś między słowami (i zdjęciami) bez trudu wyłapiecie, o czym mówię.
1. Sama wyhodowałam i jestem z nich dumna. Zaczynam też rozumieć ten specyficzny rodzaj przywiązania do roślin, kiedy ma się wrażenie, że doceniają one nowe podwiązanie czy delikatne przycięcie… co ja gadam? ;) // 2. Te dżinsy są już dostępne w MLE, ale tu widzicie moment mierzenia ostatniego wzoru. Wiem, jak pokochałyście biały model krótszych dżinsów. Ten jest wydłużony, z prostą nogawką. // 3. Toczki w wydaniu wakacyjnym, bo naoglądałam się za dużo Freakery ;). // 4. I pomyśleć, że AI nie miało nic wspólnego ze stworzeniem piwonii, a wydają się przecież takie nierealne. //
"Camping core", ale "make it MLE". Do teraz nie wiem, jak udało się mnie przekonać, aby wyjechać pod namiot.
A tę sukienkę mam czwarty rok.
Trzy dni jedzenia lodów i kąpania się w morzu. Łapcie mój "protip": spanie w namiocie, wśród pająków i bez klimatyzacji, to najlepszy sposób, aby zmotywować siebie i dzieci do spędzania czasu na zewnątrz od rana do wieczora.
Zatrzymać się, aby obejrzeć zachód słońca. W dzisiejszych czasach to coraz rzadsza umiejętność.
Zgaduję, że gdy myślicie o ubraniach na kemping czy pod namiot, to MLE nie jest pierwszą marką, która przychodzi Wam do głowy. A tu niespodzianka! Dobrze zaprojektowana kolekcja polega na tym, że sprawdzi się w różnych sytuacjach. Ten czarny asymetryczny top jest najlepiej sprzedającym się produktem sezonu i… właśnie wrócił do sprzedaży (mam też na sobie spódnicę Bremę i klapki z Tkees, ale niestety okazały się średnio wygodne).
Ostatni wieczór po dniu pełnym przygód.
Nie jestem typem festiwalowej dziewczyny i nie wiem, jak to się dzieje, że co roku można mnie spotkać na Openerze.
Może dzieje się tak, bo w gruncie rzeczy przychodzę zjeść dobre pączki?
1. Chowam się z moimi brylancikami przy oczach, gdy widzę takie rozgwieżdżone cuda u Magdy. // 2. Teddy Swims i jego "Lose Control", które od dnia tego koncertu, codziennie wybrzmiewa z głośników mojego samochodu ;). // 3. Wewnętrzna strona drzwi w toalecie na festiwalu. Uroczy podpis czy wandalizm? // 4. Ten jeden lipcowy dzień, gdy wszystkie wyciągamy kalosze, choć wcale nie pada. //
Jak miło było spotkać tyle Czytelniczek bloga! Czyli ta festiwalowa krew gdzieś tam głęboko płynie w żyłach millenialsów.
Gdy sesja miała być w plenerze, ale mamy lipcopad, więc jednak idziemy do mnie.
1. Ale tej dziewczynie nic nie przeszkadza. // 2. Właśnie tak wygląda wybieranie kolorów do naszej jesiennej kolekcji. // 3. No więc miało przestać padać, ale okazało się, że nie dzisiaj, tylko jutro. // 4. "Zmiana planu" to nasze drugie imię. //
Uniform na sopocką pogodę. Nasze kurtki Tilburg przydają nam się częściej niż sądziłyśmy.
Długo nie mogłam zrozumieć fenomenu kombuchy, uznając, że to pewnie kolejna krótkotrwała moda, ale teraz jest to dla mnie jeden z ulubionych letnich napoi. Kombucha od Rodziny Sadowskich w wersji brzoskwiniowej jest delikatna i smaczna, ja dorzuciłam kilka kostek lodu i miętę (kod Makelife10 da Wam 10% rabatu).
To co Portos? Po tym tygodniu zasłużyliśmy na duży kieliszek kombuchy i szaloną imprezę z "Kaczymy opowieściami", co nie?
No i dotarł do nas upał. I to jaki!
1. To co? Robimy lemoniadę? (Taką w polskim stylu, bez jakichś tam marakuji czy yuzu.) // 2. Czas oderwać metkę od szortów. // 3. To będzie naprawdę ciepły dzień w Sopocie. Już to czuję w powietrzu. // 4. Czy nasze babcie były pierwszymi ekspertkami od "passive cooling"? Dlaczego polskie lato ma gorszy PR, niż na to zasługuje? Jakie są moje 4 ulubione filmy na upalne wieczory? O wszystkim przeczytacie w tym wpisie. //
Niezastąpiona kruszarka do lodu w każdym polskim domu.
1. No to idę częstować. // 2. Mural promujący badania kontrolne. Jak Wam się podoba? // 3. Pierwsze testy na sopockim molo. Kampania resort 2026 zaraz ruszy. // 4. "Mamo, a mogę zrobić z nich maseczkę na twarz?" //
Gdy widzisz to inne spojrzenie na świat i zastanawiasz się co możesz zrobić, żeby je pielęgnować, a nie równać do reszty.
Poduszka z H&M Home.
Niby minął już rok od czasu, gdy moje problemy z cerą się skończyły, ale obawiam się ich powrotu tak bardzo, że ani mi się śni powracać do starych nawyków. Jeśli pytacie mnie, co miało największy wpływ na zmniejszenie stanów zapalnych na twarzy, to odpowiem bez zastanowienia – ograniczenia do minimum wysokoprzetworzonych słodyczy. Dziś pielęgnacja to nie jest już dla mnie takie źródło stresu (czy faktycznie pomoże? a może pogorszy sprawę?) i mogę zająć się innymi tematami niż pryszcze (w sumie, zbliżam się do czterdziestki więc miło ;)). Do codziennej pielęgnacji i nazwijmy do "pokonywania konkretnych problemów" szukam przede wszystkim marek, które potrafią bardzo jasno wyjaśnić dlaczego akurat ich kosmetyk ma zadziałać. I jak dobrze wie cały Instagram, taką marką jest BasicLab.
To serum w fioletowym kolorze jest pierwszym na polskim rynku serum z peptydami miedzi. Łączy wysokie stężenia peptydów miedzi, kompleksu peptydów prokolagenowych i PDRN. Pierwsze efekty działania – uczucie napięcia i wygładzenia – mogą być zauważalne już po pierwszej aplikacji, natomiast przy regularnym stosowaniu, po około miesiącu, skóra zyskuje widoczną poprawę jędrności, sprężystości i ogólnej kondycji.
Basic Lab i mój niezawodny duet, po którym zobaczycie różnicę: ujędrniające serum wygładzające 0,7% czystych peptydów miedziowych oraz krem aktywnie rewitalizujący pod oczy na dzień z 3% aminokwasów. W okresie od 1.08 do 5.08 z kodem MLE25 macie 25% zniżki na wszystkie nieprzecenione produkty na stronie BasicLab. Po tym czasie działa stały kod MLE, który daje 20% zniżki.
1. Tym razem pogodę na sesję mamy idealną, ale… // 2. … widać, że nie wszyscy w Zespole są zadowoleni. Tak wygląda spontaniczna reakcja Oli, gdy dowiadujemy się, że coś, co planujemy w naszym dziale marketingu od tygodni, właśnie zostało zaprezentowane przez inną markę. Samo życie :). //
I pamiętajcie Dziewczyny. Zawsze wierzcie w siebie równie mocno, jak kiedyś wierzyłyście w to, że już nigdy nie włożycie rybaczek.
Bo w Sopocie w końcu nie pada i miło wyjść na zewnątrz z kubkiem porannej kawy. Tutaj możecie zobaczyć rolkę z makijażem.




Cały ten dzień stał u nas pod znakiem mojego ukochanego Sopotu. Chciałyśmy, przy okazji premiery kolekcji resort w MLE, pokazać Wam to miasto z innej strony. Ale Sopot nie jest dla MLE tylko źródłem inspiracji. Właściwie to jest też adresem pracowni :).
Straciliśmy tę pracę Portos.
Tak! Wraca kamienny trencz!
Jeszcze raz, ktoś mi powie, że rzeczy MLE nie wyglądają dobrze na brunetkach ;).
1. Do Sopotu przyjeżdża się na wakacje od ponad stu lat. //2. Ten jeden sweter, którego miałam nie brać, ale teraz, jak zobaczyłam go na Zuzi to jednak biorę. //
1. Ten kardigan ma w sobie 95% wełny merynosowej. Został zaprojektowany w Sopocie a wyprodukowany w Polsce. // 2. To będzie długi i gorący dzień, ale wsparcie właśnie nadchodzi. //
Niezależnie od tego, czy Portos poradził sobie na sesji czy nie, to kurier i tak przyniósł dla niego najlepsze jedzonko na świecie. Od lat karmimy go Farminą, ostrożnie zmieniając mu tyoy karmy po springer spaniele to bardzo delikatne psy. W Farminie znajdziecie stałą i bezpłatną pomoc dietetyków zwierzęcych, którzy dostępni są również pod telefonem +48 732 070 652 (dzwońcie śmiało!). Znajdziecie tam też różne promocje, które pozwolą Czytelnikom wprowadzić rytuały zdrowego żywienia z Farminą w jeszcze przyjemniejszy sposób: Przysmak jako prezent (99% zniżki): przy wyborze specjalistycznego przysmaku dentystycznego dla psa lub przysmaku typu cream dla kota czytelnicy mogą otrzymać jedno opakowanie z rabatem aż 99%. Na stronie czekają kupony uprawniające do zniżki sięgającej nawet 50% na zakupy online lub prezent w postaci kuponu do 50 zł do wykorzystania podczas wizyty w partnerskich stacjonarnych sklepach zoologicznych. 
Na zdrowie nasz kochany, słabo słyszący Spanielku. Dokładnie w tym miesiącu będzie kończył dziewięć lat!

Hej Warszawo. Poproszę duuuuużą kawę i odrobinę wielkomiejskiej energii, abym chodziła dziś chociaż w połowie tak szybko, jak mieszkańcy stolicy.
Praca w modzie, odcinek 284. Dziś w programie: ochraniacze na buty i wysokie składowanie.
Ja jadąca do innego kraju, bo głupio mi było powiedzieć kierowcy Ubera, że jedzie w złą stronę.
A może i dobrze, bo przynajmniej zahaczyłam o Mokotów i kupię coś swojemu psiecku.
1. Schrupałabym Cię Leny (i Portos pewnie też, ale tak inaczej). // 2. //
Zajrzyjcie, jeśli szukacie estetycznych i niebanalnych rzeczy dla swoich czworonogów.
Wybieramy nowe miski dla Portosa.
Zostały nam 3h w Warszawie i jakieś 8 lokali do obejrzenia.
A może Wy macie jakieś lokale spod lady, albo słyszałyście, że ktoś będzie coś wynajmować? Szukamy i szukamy, ale MLE to nie jest marka, która za wszelką cenę chce się rozrastać. Pewnie dlatego tak trudno nam znaleźć odpowiednią przestrzeń – nie chcemy robić nic na siłę czy otwierać butik byle gdzie, tylko dlatego, że konkurencja ma już trzy.
Tak więc, jeśli słyszałyście o lokalu, który czeka właśnie na MLE to odzywajcie się! Chodzi o lokal do wynajęcia, w Warszawie Śródmieście, na parterze, z fajną witryną (może być do odnowienia), metraż między 40 a 80 metrów (plus minus).
Kierunek: dom.

Trochę smutno, a trochę wesoło. Kończymy w MLE ten sezon, jesteśmy mądrzejsze o wiele rzeczy i wiemy na przykład, że jednak nie zostaniemy z Asią informatykami. Za to ubrania wyszły nam najlepiej ever. Ja się cieszę, Asia trochę mniej, bo wie, że nowy sezon oznacza też całą masę moich nowych pomysłów :).
(Za to żadna z nas, na szczęście, nie wpadła jeszcze na pomysł, aby szyć ubrania MLE poza Polską.)
A to miejsce nazywa się BRUT i znajduje się w samym sercu Dolnego Miasta w Gdańsku.

Moja marynarka to model Roscoff, który możecie pamiętać z naszej kampanii wiosna/lato. Mamy jeszcze kilka ostatnich rozmiarów. Zawsze zależało nam, żeby polskie ubrania nie traciły nagle połowy swojej wartości tylko dlatego, że minął kolejny tydzień. To nie byłoby fair ani wobec osób, które kupiły je wcześniej, ani wobec pracy, którą wkładamy w każdą kolekcję. Nasze rzeczy nie mają sztucznie zawyżonych marży, z których można schodzić bez końca, a poza tym jest ich po prostu niewiele – to dlatego przeceny trwały tak krótko.
Ze smutkiem patrzę na kilka polskich marek, które w ostatnich tygodniach się zamknęły – mam nadzieję, że coraz więcej osób zacznie dostrzegać różnicę i doceniać wysiłki tych firm, które całą swoją produkcję opierają na polskich zakładach. Pamiętajcie, że marki odzieżowe komunikujące się jako "polskie" wcale nie muszą szyć ubrań w naszym kraju. Warto to sprawdzić, jeśli jest to dla Was ważne.
Są w tym zespole też inne dzielne żuczki, bez których ten sezon by się nie udał! No i Wy. Dziękuję za Wasze zaufanie!
Kampanię naszej kolekcji resort zrealizowałyśmy w najbardziej, moim zdaniem, fotogenicznym miejscu w Polsce. Wiadomo, że chodzi o Trójmiasto ;). Pomyślałyśmy więc, że same musicie się o tym przekonać i porobić trochę zdjęć…
Do zamówień powyżej tysiąca złotych w MLE dołączamy jednorazowy aparat z filmem – aby te wakacje stały się odrobinę bardziej analogowe.

Kocham fotografię, ale trochę inaczej wyobrażałam sobie "pracę z aparatem" w swojej firmie.
Jak już Wam wspominałam – przetworzonych słodyczy brak, ale cały czas wyszukuję zdrowsze alternatywy.
Ananas liofizowany i poziomki liofizowane – gdy najdzie Cię ochota na czipsy, ale wiesz, że to zły pomysł.Jeśli chcecie zrobić zapasy, to łapcie kod Makelife10 rabatowy dający 10% na zamówienie w Manufakturze Rodziny Sadowskich.
Przedszkole już zamknięte. Czas rozpocząć praktyki u mamy w pracy.
Ostatnie kadry robiliśmy w Gdyni już po zachodzie słońca. Zostawiam Wam link do kampanii, gdybyście jeszcze jej nie widziały. 
A wywołane zdjęcia pokażę Wam pewnie w kolejnym Last Month ;). Brrr… na myśl o wrześniu przechodzi mnie dreszcz.
A kilka dni po tym, jak robiliśmy tu zdjęcia czytam o tym, że… modernistyczne centrum Gdyni znalazło się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Miła informacja dla mieszkanki Trójmiasta :). Niezmiennie dziękuję Wam za uwagę i mam nadzieję, że kolejny miesiąc wakacji Was miło zaskoczy!
* * *


Gdyby ktoś myślał, że w czerwcu nad polskim morzem nosi się bikini… Początek tego miesiąca nie zwiastował żadnej fali upałów.
Ukochane Lubiatowo, którego krajobraz wciąż się zmienia (ku naszemu niezadowoleniu).
Jazda konna w Folwarku Jackowo, opalanie w Sasinie i oczywiście obiad w Ewie Zaprasza (niektórzy przyjeżdżają do tej restauracji nawet z Krakowa ;)).
Konie na prawdziwym pastwisku. Wiele z nich miało swoje przejścia, ale odnalazły swój szczęśliwy przystanek.
1. Gdy nudzi Ci się powoli Twoje wnętrze, ale na myśl o remoncie od razu stwierdzasz, że jest ślicznie i jednak nic nie chcesz zmieniać. // 2. Gdy w końcu mogłaś spać do dziewiątej, ale od piątej nie możesz zmrużyć oka. // 3. Mini szampon, maska do włosów, balsam, płyn do mycia ciała i twarzy od Sensum Mare. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam na mój wyjazd pod namiot. A wiecie, że do 30 czerwca w
Nawigator taksówkarza – i od razu wiadomo, że jesteśmy w Paryżu!
Taka tam zwykła pierwsza lepsza uliczka w Paryżu. Ależ dobrą robotę wykonał ten Haussmann.
1. Gdy bardzo się śpieszymy, więc zamawiamy, co jest. // 2. Od lat wierzymy w nasze tenisistki i zawsze kupujemy bilety tylko na kobiecy finał – możecie się więc domyśleć, jaka to była radość, gdy okazało się, że niespodziewanie zagra w nim Maja Chwalińska. //
1. Krótka przerwa między gemami – przyglądam się więc widowni. // 2. Maja Chwalińska została pierwszą kwalifikantką w historii, która awansowała do finału French Open. Wcześniej żadna zawodniczka, która przebijała się przez kwalifikacje, nie zagrała w finale Rolanda Garrosa.
Łatwo podziwiać dwie godziny meczu, dużo trudniej pamiętać o tysiącach godzin treningów, których nikt nie ogląda. Będąc na trybunach, chyba łatwiej dojrzeć to, że oglądamy tak naprawdę człowieka z krwi i kości, który toczy właśnie najważniejszą walkę w swoim dotychczasowym życiu.
Niezależnie od tego, jak skończył się tamten mecz – Maja i tak sprawiła nam niesamowitą niespodziankę. //
Jeśli coraz częściej masz poczucie, że zaczynasz być brzydka i bez filtrów wyglądasz okropnie…
… I że Twoje ubrania do niczego się nie nadają…
… I że Twoje mieszkanie przestało Ci się już podobać…
… I że u Ciebie jest zawsze brzydka pogoda…
… I Twoja codzienność zaczęła wydawać Ci się nudna…
… I że jesteś złą mamą…
1. Gdy w radiu grają piosenkę "Torn" to millenialsom jakoś łatwiej wtedy wstać. // 2. Moje marne zbiory i stary pumpernikiel… zaraz coś z tego wyczaruję. //
„Dziś wiszą dumnie w salach polskich muzeów, ale zanim się tam znalazły, prowadziły zaskakująco bujne życie. Zaszywane w jedwabie, kradzione, darowane w prezencie lub przywożone jako pamiątki z podróży. Przenoszone z miejsca na miejsce albo ukrywane na długie lata. Mowa o dziełach najwybitniejszych mistrzów malarstwa europejskiego, które w wyniku przedziwnych zbiegów okoliczności trafiły do naszych rodzimych zbiorów.” To wielki talent opowiadać o sztuce tak, aby zainteresować każdego, nawet najbardziej zniechęconego słuchacza. Tę umiejętność posiada niewątpliwie Paweł Bień, a jego książka "
Być może o niektórych historiach tych obrazów słyszałyście, ale sposób, w jaki opowiada o nich pan Bień sprawia, że każdy wątek chcecie zapamiętać, aby umieć potem przekazać to dalej.
1. Szczypiorek czyli moje największe rolnicze osiągnięcie ostatnich lat. // 2. W sumie nie jestem pewna, czy jestem w piżamie i ubrałam na siebie byle co, aby wyjść po zioła na taras, czy jednak wymyśliłam cool zestaw na festiwal. //
Mój najwierniejszy asystent kucharza. Dba o zatowarowanie (albo jego brak). 
Trzynaście stopni, bo przecież połowa czerwca. Jak dobrze, że mam w swojej szafie naprawdę sporo swetrów.
MLExMORDOR, czyli comiesięczna sesja produktowa. Praca w taki dzień jest powtarzalna i trwa zawsze sporo czasu, ale i tak jestem dumna z tej zmiany, bo zdjęcia na stronie wyglądają teraz znacznie bardziej profesjonalnie. Mam wrażenie, że w MLE ogromną uwagę skupiamy na produktach, aby były dopracowane do ostatniej niteczki i potem brakuje nam już trochę tego zapału, aby móc zaprezentować efekty w odpowiedni sposób (Z kolei w dzisiejszej branży odzieżowej sukcesy odnoszą te marki, które robią dokładnie na odwrót ;)). A może to tylko moje subiektywne wrażenie?
1. z cyklu "Rozmowy dwóch CEO": "Asia, raz, dwa, trzy, ja zaklepuję ten
Poczułam pierwszą kroplę, więc wbiegam do środka – wiem doskonale , gdzie w Gdańsku schować się przed deszczem.
1. Za oknem grzmi, ale ja skryłam się w bezpiecznych murach galerii
Nicolas Grospierre kieruje obiektyw na budynki epoki modernizmu, obok których codziennie przechodzimy bez większych emocji. To, co zwykle wydaje się zwyczajne, nagle zaczyna wyglądać jak scenografia do futurystycznego filmu o przyszłości, który ktoś nakręcił kilkadziesiąt lat temu.
Czasem ciężko zdecydować, czy blokowiska i powojenny modernizm kochać, czy wyburzać. Wiele rozwiązań architektonicznych o światowym poziomie nie przetrwało zderzenia z bylejakością codziennego utrzymania. 
Dopiero teraz, po kosztownych remontach, odkrywamy zalety i skromną, ale na swój sposób fascynującą urodę takich dzieł architektury jak Dworzec Centralny czy katowicki Spodek. Trzeba uznać fakt, że każdy budynek stanie się obrzydliwy, jeśli przez 30 lat nie będziemy go myć, naprawiać i sprzątać.
Galeria NOMUS "Nicolas Grospierre. Permakryzys" 14.05 – 6.09.2026, Gdańsk.
A na parterze budynku, w którym mieści się galeria, możecie zjeść pyszną drożdżówkę, albo wypić pyszną kawę.
Pokazywać Wam więcej nieoczywistych miejsc związanych ze sztuką w Trójmieście?
A ten napis czekał na mnie tuż po wyjściu…
Czerwcowa puszcza za oknem.
Ja i koncerty to rzadkie połączenie, ale skoro Sopot jest taki "małomiasteczkowy"…
…to żal nie skorzystać z takiej okazji.
Chyba jesteśmy za młode na takie szalone wieczory ;).
1. Najlepsze polskie czerwcowe obiady. // 2. I najlepsze czerwcowe kwiaty…//
Kwitnący jaśmin to moja najlepsza motywacja do wspinaczki.
1. Herbata parzona na zimno. Znacie? Na pewno tak, ale wiem, że o dobrych rzeczach czasem warto przypomnieć (mi przypomniała o tym Meghan Markle, ale nie żebym oglądała jej program ;)). // 2. Upalne wieczory w Sopocie i podejrzliwi sąsiedzi. //
Herbatę parzoną na zimno polecam szczególnie tym z was, które nie przepadają za smakiem zielonej herbaty, ale chciałyby ją pić z prozdrowotnych względów. Herbata parzona na zimno jest zdecydowanie delikatniejsza, ma ładniejszy kolor i dużo przyjemniej się ją pije – jestem pewna, że gdy raz spróbujecie, to stanie się ona Waszym ulubionym rodzajem lipcowego nawodnienia.
Ja wybrałam „Green Lemon” od
Wystarczy dobrej jakości herbata z jakimiś owocowymi akcentami – zalewamy ją chłodną wodą i zostawiamy na godzinę.
Te dwie rzeczy razem oznaczają, że w mieszkaniu pachnie poezją.
"Slow" na Garnizonie.
1. Omlet, bo nawet ja uległam trochę tej białkowej propagandzie ;). // 2. "Drogi Panie Informatyku, niestety sweter padł i strona nie dziala. To znaczy swerter. To znaczy swerwer. To znaczy SERWER" – czyli ja i Monika gasimy poniedziałkowe pożary.
Nawodnienie od wewnątrz zamówiłam, a to od zewnątrz wyciągnęłam z torebki. Miło mieć taki krem do rąk, który nie dość, że pielęgnuje, to jeszcze cieszy oko. Te dwie tubki o nowoczesnym kształcie są od
1. Kocham tę spódnicę! // 2. Kompaktowy, ładny. Skuteczność oparta na składnikach naturalnych z kompaktowym designem może iść w parze. :). // 
Jeśli mainstreamowe treści dotyczące sztuki już Was męczą i potrzebujecie czegoś naprawdę wnikliwego, co rozgrzeje Wasze neurony do czerwoności, to ta pozycja Was nie zawiedzie (na tę książkę też działa kod do
Magia hamaka.
A tu magia Sopotu.
Udawajmy turystki, kupmy gofra!
Wszystkie trójmiejskie odcienie błękitów.
Analogowe życie. Trzeba się postarać, aby do niego wrócić, ale warto (zwłaszcza w wakacje).































Wielkanoc? Kiedy to było?! Patrzę na te zdjęcia i przypominam sobie, ile to spokoju – my, mamy – jesteśmy w stanie wyczarować, gdy chodzi o piękne święta dla naszych dzieci.
Dom. Widzę tyle błędów i niedoskonałości. A jednak staram się sobie cały czas powtarzać, że za trzydzieści lat nikt nie powie: "A pamiętasz tę Wielkanoc w 2026 roku? Utkwiła mi w pamięci, bo mieszkanie było dobrze wysprzątane". 
Dzień na wsi, wyrwany prawie siłą z miejskiego chaosu. Pogodę mieliśmy dla koneserów, ale tym ciaśniej siedzieliśmy dzięki temu na kanapie :).
Poza tym, rozgrzewały nas gorące placki z jabłkami od ukochanej cioci Ani. To był jeden z tych nielicznych momentów, kiedy modlisz się o to, aby dzieci nie były głodne i zjadły jak najmniej.
Po ponad sześciu godzinach dotarłam na drugi koniec Polski. Czy takie mieszczuszki jak my, będą potrafiły się tu odnaleźć? Odpowiedź brzmi: niestety, nie będą miały żadnego wyboru, bo nie dla przyjemności tu przyjechałyśmy.
To znaczy, gwoli ścisłości: ja przyjechałam tutaj, żeby z bezpiecznej odległości, z kawką w dłoni pracować na laptopie, sprawdzać, jak radzi sobie zespół MLE i doglądać, czy cały plan został wykonany, ewentualnie sprawdzić czy faktury wystawiono poprawnie, i żeby udawać bardzo ważną i zajętą osobę w białych spodniach na wsi.
Plan był dobry. Naprawdę dobry. 
Siedząc trzy godziny w oborze, dowiedziałam się jak skomplikowane bywa życie owiec. Miałyśmy tu najsłodszy i najbardziej puszysty oddział położniczy na świecie. I wiecie, co jest najlepsze? Że w którymś momencie usłyszałam: "Jedną owieczkę trzeba dokarmiać z butelki". Do wszystkich mam, które pamiętają swoje mniej lub bardziej mleczne przygody – to, co jest w teorii całkowicie naturalne, w prawdziwym życiu nie jest proste nawet dla owiec. Owcze mamy też potrzebują pomocy przy dostawianiu dzieci, a nierzadko zdarza się, że trzeba je dokarmiać z butelki. 
Ostatnie przypomnienie o naszej akcji – kupując w
Mamy tu nawet Portosa w wersji owczarkowatej.
Pamiątki z podróży do Roztocza.
Żal niszczyć.
Podobno żeby zasnąć, trzeba liczyć owce. Ja wiem, że zamiast je liczyć, będę za nimi trochę tęsknić.
Bardzo, ale to bardzo chciałam mieć dzisiaj zły humor, ale widzę to i jakoś mi teraz trudniej w tym postanowieniu.
Do restauracji "Brut" mamy z Sopotu dosyć daleko, bo znajduje się ona w dzielnicy "Dolne Miasto" w Gdańsku. Zajrzyjcie, jeśli będziecie niedaleko.
Można z dziećmi, ale najlepszy klimat poczujecie tam wieczorem.
A skoro już nas wywiało do Gdańska w sobotę, to odwiedzamy jeszcze ulubiony Garnizon.
1. Jeśli macie przyjaciółkę, którą uwielbiacie, ale też trochę nienawidzicie, bo zawsze we wszystkim wygląda najlepiej, to naprawdę wiem, co czujecie. Asia od stóp do głów ubrana jest w MLE – od spodni, przez marynarkę, aż po torebkę. // 2. Czaję się na te wazy w Moodstore już tak długo!
Co to się porobiło z tymi zakupami w "prawdziwych sklepach"?! Po pandemii mówiło się, że już zawsze będziemy zamawiać ubrania tylko w internecie, a kurier to nowy najlepszy przyjaciel człowieka. A teraz widzimy wyraźnie, że Wam to nie wystarcza i chcecie alternatywy. Kilka słów na ten temat i mapę Polski z miejscami, w których można kupić MLE stacjonarnie, znajdziecie
Teraz jest jeszcze miło, ale Asia lada moment powie, co tam słychać w księgowości i procedurach KSeF, i to skutecznie popsuje mi humor na resztę dnia ;).
Nike, która w ostatnich miesiącach – mimo woli – usłyszała więcej zwierzeń, niż by chciała.
1. Górny Sopot obsypany pachnącą bielą. // 2. Pijecie olej z czarnuszki? U mnie to już prawie rok! // 3. Bezsenność to podobno zaraza naszych czasów. Wiele czasu zajęło mi wyrobienie zdrowych nawyków, ale na szczęście było warto (wyjście na świeże powietrze przed godziną dziewiątą, opaska na oczy, brak telefonu w łóżku). // 4. Dodruk potrzebny do naszej swetrowej akcji. Jakoś nie spodziewałyśmy się, że wiosną spotka się z tak dobrym odbiorem :). //
Paczka prawie gotowa do wysyłki!
Odpowiadam zbiorowo: mam rozmiar "s". Sweter zdążył się wyprzedać, ale niebawem wróci.
Kwietniowe nudy: biuro w domu, wizyty przedszkolnych koleżanek i jaskry.
Spokojny dzień w Trójmieście, ale u nas od rana panowało napięcie. Przeżywaliśmy wybory u naszych sąsiadów i, co tu ukrywać, cieszyliśmy się, że Węgry wybrały nową drogę.
Zapraszam do mojego klubu filmowego i służę poleceniami, jeśli tak jak ja, szukacie czasem wymówek, żeby z nikim się nie widzieć.
Na Netflix trafiło niedawno 36 klasyków polskiego kina. Część z nich pewnie znacie, a część możecie kojarzyć z tego, że czasem tata męczył Was przed niedzielnym obiadem, aby obejrzeć jego ulubiony film, bo właśnie leci na "Jedynce". Dziś już dorośli, z różnymi doświadczeniami i w nowej (ale też skomplikowanej) rzeczywistości politycznej, warto się przeprosić z niektórymi tytułami.
Jednym z nich jest na pewno "Człowiek z żelaza".
Więcej filmowych ciekawostek znajdziecie w
Kosmetyki, do których powracam.
Ten zestaw zawsze powraca do mnie na wiosnę.
Gdy nadchodzi ten jeden dzień w tygodniu, gdy możesz wstać po dziewiątej, więc oczywicie budzisz się sama z siebie przed siódmą. Ale dobrze wykorzystam ten czas i po ulubionej pielęgnacji zrobię takie śniadanie, że piżamy im pospadają!
Co chciałam przygotować…. (japońskie puszyste placuszki).
A co przygotowałam. Dzieeeeci! Śniadanie!
Na szczęście w lodówce coś się znalazło.
Gruby sweter i letnia spódnica – co myślicie o takim połączeniu?
Fotografujemy nowości na najbliższych kilka tygodni.
Jadąc tu, zgarnęłam z paczkomatu najwspanialszy przebłysk lata – kolekcję makijażową Les Beiges od CHANEL. 

W poszukiwaniu utraconego „summer healthy glow” z Les Beiges od CHANEL Beauty. Jakim cudem CHANEL przewidziało, że ja w ten poniedziałek wybiegnę z domu bez makijażu i okażę się idealną testerką? :)
Las i zawilce, po których nie wolno deptać. Moja wymarzona kwietniowa godzina – ileż to rzeczy się musiało wydarzyć, abym w końcu stwierdziła, że niektórych z nich nie wolno przekładać na później.
Ornitolożka.
To tylko majówkowe widoki i gra o ptaszkach, które można znaleźć w polskich lasach. Te ze zdjęcia udało nam się zobaczyć (a raczej tak nam się wydawało ;)).
Ta gra to tak zwane "karty spacerowe" od
Jak miło usłyszeć pod koniec spaceru, że jednak było fajnie, a przecież wychodząc z domu, słyszałam, że to najgorszy dzień ever.
Kwietniowy banał musi być, bo czym byłby "Last Month" bez odrobiny kitnących drzew?
Co ja tam widzę na horyzoncie? Czyżby wołał mnie zew podróży? Zdecydowanie nie! Im bliżej jakichkolwiek wyjazdów, tym mocniej zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę nigdzie nie chcę się ruszać. Dysonans poznawczy wyraźny, jak w podręczniku dla pierwszego roku Psychologii :).
Ale skoro już mowa o podróżach, to…
… wyruszam w pogoń za ostatnimi kwitnącymi wiśniami. Ja mata!
Zestaw z cyklu "włożyłam na szybko, bo musiałam podwieźć dzieci do przedszkola i tak już zostało do wieczora". Chodziłam tak cały wrzesień.
To tylko wizualizacje, ale już wiem, że będzie OK! Kochany Zespół architektów ze
Jeśli miałyście do tej pory złe doświadczenia z architektami wnętrz, to ja gorąco polecam ekipę ze studia LOUD. Zrobiliśmy już wspólnie dwa remonty mojego mieszkania i teraz też urządzamy coś wspólnie, ale tym razem dla kogoś innego. I za każdym razem ta współpraca jest super :).
Tymczasem schodzimy na ziemię i z wielkich, pięknych remontów i wizualizacji, przechodzimy płynnie do mniejszych zmian we wnętrzu – prania dywanu. Wiecie, jaka jest jedna z rzeczy, za które kocham mojego psa? Gdy wydaje mi się, że poniedziałek będzie ciężki, ale Portos pokazuje mi inną perspektywę i już parę minut po tym, gdy wytarza się w jasnym dywanie i czymś, co ukradkiem przywlókł ze spaceru, wiem, że ten poniedziałek sprzed kilku chwil nie był wcale taki zły. To taka lekcja "carpe diem" w psim wydaniu (a może raczej "carpet diem"?). //
Czy kampania nad polskim wybrzeżem może okazać się kompletną klapą? Jak wiele rzeczy może się nie udać? Ja i reszta Zespołu MLE znamy już odpowiedzi na te pytania…
Nasza fura już podjechała! Razem z Asią, Oliwią i Kasią Korszlą czekamy na resztę ekipy.
To był jeden z najpiękniejszych świtów w moim życiu. Miks emocji, który mi wtedy towarzyszył, miał pewnie na to swój wpływ i podkolorował rzeczywistość.
1. Ale wracając do meritum: przeszkody zaczęły się od tego, gdy w nocy dowiedziałyśmy się, że jednak nie będziemy miały fryzjera, więc włosy pomogła mi zrobić
Grupka dziewczyn robi projekt na zaliczenie plastyki. A nie… to my i nasza wielkoformatowa kampania. Chaos i dezorganizacja to nieodłączny element procesu twórczego. Prawda?
1. Dziewczyny, wiem, że to tło to był mój pomysł, ale teraz czarno to widzę. // 2. Jak chmurka (chociaż tych na niebie tego dnia brakowało). Ten wyjątkowy model znajdziecie
A to jest dla mnie stylizacja w stylu "gdyby Jackie Kennedy przyjechała jesienią nad polskie morze". Czy nie?
1. Co myślicie o tym modelu z łezką? // 2. Ponieważ mamy za mało atrakcji, na plan przyjechały właśnie trzy konie. // 3 i 4. Wiele projektów jest już dostępnych na naszej stronie. //
"Na kozie kopyto, wełna lata w powietrzu, tło się przewraca na człowieków. Gdybyś Ty Portos wiedział, co tu się odwala".
Wiecie, że ten sweter w ostatecznej wersji zobaczyłam dopiero tego dnia rano? Do sprzedaży wchodzi już w ten piątek.
1. Przez całe lato pogoda była jak w październiku, ale w dniu jesienno-zimowej kampanii akurat był upał. Także bardzo mi miło w tych moherowych kapturkach z szalikiem, czapkach i puchowych kurtkach. Swoją drogą – te dodatki to nowość i wiem, że je pokochacie. // 2. Nasze puchowe kurtki i płaszcze uzyskały certyfikat RDS. Zapewnia on, że puch i pierze pochodzą od kaczek i gęsi, którym zapewniono odpowiednie warunki przez cały okres hodowli. Certyfikat ten zyskał uznanie niezależnych organizacji prozwierzęcych, jednak trudność w jego pozyskaniu (i związane z tym wyższe koszty produkcji) sprawiają, że wciąż bardzo niewiele polskich marek może się nim poszczycić. Puchowe produkty marki MLE otrzymały oficjalny numer licencji (CU 1456815), dzięki któremu można sprawdzić, czy faktycznie mamy prawo posługiwać się tym certyfikatem (bo przecież wiemy, jak nieprzejrzysty jest rynek odzieżowy). // 
Kalendarz wejść modeli z kampanii, no i przede wszystkim zdjęcia, znajdziecie w
A tu dalszy ciąg pracy. Może mniej widowiskowy, ale równie ważny co wielkie kampanie.
Morze, wiatr i sól zrobiły ze mnie wersję "before". Czas na etap "after".
Wybrzeże Półwyspu Helskiego jest mi bardzo bliskie. Wiąże się z nim wiele rodzinnych historii. Tych dobrych. Ale od zawsze uważałam, że poza sezonem to miejsce idealnie sprawdziłoby się jako plener do dobrego kryminału. Takiego z rodzinnymi tajemnicami, jakimś morderstwem i atmosferą małego miasteczka, w którym wszyscy wszystko wiedzą, jednak nikt niczego nie mówi wprost.
1. Wiem, że musiałyście długo czekać na
Mokry pies, niczym żółte liście, nieodłączny wrześniowy element.
Zatwierdzanie projektów, ustalanie warunków, nadrabianie mejli – czyli wszystko to, co możesz zrobić w piżamie. 
Jeśli jest w Polsce miejsce, w którym nawet najgorsza pogoda staje się idealnym plenerem dla nowej kolekcji MLE, to wiadomo, że może być to tylko i wyłącznie Pałac Ciekocinko.
Czy mamy zaledwie pięć minut, aby zamienić salon w pałacu w wymarzony jesienny showroom MLE? Być może.
Gdy okazuje się, że Twoja jesienna tablica na Pintereście istnieje naprawdę.
Czy stresuję się tym, że lada moment wpadnie tu grupa przedstawicielek polskiej prasy, aby ocenić naszą kolekcję? Pomidor.
Zgadniecie, który ze swetrów spodobał się najbardziej?
Asia powtarza te dwa zdania, które musimy powiedzieć na forum. Ja nie powtarzam, bo wiem, że i tak nic nie zapamiętam.
Bardzo (baaaaardzo) rzadko wychodzimy z Asią z naszej skorupki. Przez okrągły rok staramy się skupiać w stu procentach na tym, aby nasze produkty były idealne i pod koniec zapominamy niestety o tym, aby pochwalić się efektami pracy. A jednak zdarzają się takie okazje, jak ta. I chociaż obydwie się stresujemy, to potem jest nam tak miło, gdy widzimy Wasze pozytywne reakcje. To trochę tak, jakby nauczyciel chwalił Wasze dziecko :D.
Nie wdając się w szczegóły, to co dziewczyny z
Co mam powiedzieć o tych dziewczynach? Mogę powiedzieć, że wszystkie, bez wyjątku, są cudowne. Które z nich znacie?
W drodze na warsztaty zerkam jeszcze do stajni. Czyżby temu rumakowi wydawało się, że zgapiłam melanżowy wzór z jego sierści?
Warsztaty w stajni.
Chciałabym Wam teraz pokazać perfekcyjnie wykonany ścieg, ale moja robótka wygląda raczej jak kłak wypluty przez kota. Za to u Poli wygląda to rewelacyjnie.
Jesteśmy marką produkującą najróżniejsze swetry, więc mamy z przędzą – wspaniałą, ale nierzadko zaskakującą materią – kontakt na co dzień. I chociaż nie da się porównać pracy, jaką trzeba włożyć w sweter zrobiony ręcznie, do tego wykonanego w zakładzie dziewiarskim, to pewnie niewiele z Was wie, że wyprodukowanie jednego naszego swetra trwa nawet sześć godzin.
No powiedzcie, czy może być lepsze rozpoczęcie jesieni?
Tak. Gorąca herbata się przyda.
Aj tam. Dziewczyny, trochę kropi. Jak dla mnie to idealna pogoda na plażę.
1. "Jenyyy Kasia, gdzie Ty ciągniesz te influ w taką pogodę?" // 2. "Pro tip" dla Was od mieszkanki znad morza: aby mieć całą plażę dla siebie, idź na nią w czasie deszczu. Nie dziękujcie. //
O tutaj.
1. No i wyszło słońce. // 2. W tej kolekcji nawet elegancki wełniany żakiet może ulec transformacji i stać się idealną opcją na sztorm. //
Pogoda na opalanie trochę średnia, ale można przycupnąć i popatrzeć na sztorm.
Kto słucha Karoliny?
Pola w naszym total looku. Odpowiadając zbiórczo na pytania, o to, czy te wszystkie kapturki, czapki i chustki są od nas: tak. Pierwszy kolor jest już w sprzedaży. Tu możecie zerknąć na wszystkie
Powiedzmy, że to, co dzieje się w Pałacu Ciekocinko, zostaje w Pałacu Ciekocinko.
Ja, pies, laptop i dziewięć kubków herbaty. Ta środa to dla mnie ciąg dalszy wyłażenia z nory o wdzięcznej nazwie "Premiera kolekcji w MLE". Przez ostatnie kilka dni praca nad nową kolekcją odbywała się w takim tempie, że ciężko było mi nawet na spokojnie ocenić efekty. To nie tylko ostatnie etapy projektowania czy produkcji, ale też masa niezliczonych drobiazgów, takich jak opisy produktów na stronie, przygotowywanie prasówki, planowanie publikacji na mediach społecznościowych, spinanie premier z kalendarzem produkcji czy najnudniejsze z najnudniejszych – umowy, formalności, analiza danych. Wszystko na już, a najlepiej na wczoraj. Po całym tym pięknym kreatywnym procesie trzeba się też upewnić, czy na końcu komukolwiek się to opłacało.
"Your email found me here."
Kubek rumianku i intensywnie rozjaśniające serum na przebarwienia od
Kolejne pomysły Oli na nasze media społecznościowe. Na szczęście obydwie pracujemy i konsultujemy się zdalnie w szlafrokach.
A był taki czas, że przestałam lubić golfy…
Gdy cieszyłaś się, że przetrwałaś wrześniowe poranki, ale pierwszego października orientujesz się, że w tym miesiącu będziesz robić dokładnie to samo. TYLE ŻE PO CIEMKU. Bez dobrej kawy ani rusz! U mnie to już od lat "
Kawa od
Poranne rytuały w kolorze brązowym.
Ojeeej… chyba jestem bardzo niewyspana skoro widzę tu ziarna kawy. Przyznać się, Drogie Mamy – która musiała zbierać kasztany na piętnaście minut przed zajęciami w szkole/przedszkolu, bo Wasza pociecha zapomniała Wam powiedzieć?
Brąz to podobno kolor sezonu, ale według mnie to od zawsze po prostu kolor jesieni. A w tej pidżamie czuję się trochę jak Winston Churchill. Myślę, że spodobałby mu się
Zamiast rosołu – rozgrzewająca zupa dyniowa. Komu słoik?
No i nadszedł ten dzień, gdy jednak nie moge chodzić po domu w pidżamach i szlafrokach. Zdjęcia produktowe do MLE czas zacząć.
I jak tu nie kochać tego swetra? To nasz absolutny bestseller sezonu. 
1. Czy to Paulinie jest we wszystkim dobrze, czy to rzeczy MLE są takie super? // 2. Pierwszy dzień w puchówce już za mną. //
Monika! Mam miód do herbaty! Możemy wyłączyć piekarnik i farelkę i wyjść spod koców!
Paczki zebrane, kasztany i jesienne liście na zajęcia z plastyki też. No i jak zawsze te miodowe krówki, które kuszą przy otwieraniu przesyłki…
Czary mary, hokus pokus, były cztery krówki miodowe, a są tylko trzy. 



Nie wszyscy jesteśmy gotowi na to, aby zwolnić. Ale jeśli pojawia się w Was taka myśl, to w Folwarku Jackowo pomogą Wam ją przekuć w czyn. 
W minioną niedzielę był pierwszy, od dziesięcioleci, galop bez nadzoru. Czy przede mną też wielki powrót do jazdy w terenie? :)















































Pustki. 
Noc w Arcachon. 



Sztuka Matisse’a, jak chyba żadna inna, pokazała niesamowitą moc koloru kobaltowego. 






Najlepsza terapia relaksacyjna, jaką pamiętam z dzieciństwa. I pierwsze oznaki prokrastynacji, kiedy nie można było zacząć się uczyć dopóki nie zrobiło się idealnego porządku w piórniku :D. 





