If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

SKÓRA W KTÓREJ ŻYJE świeżo upieczona mama, czyli logistyczne podejście do pielęgnacji

   Each consecutive life stage creates new challenges and changes our life in terms of many of its aspects. It doesn’t matter if we are starting studies, changing our job, moving to another city, or – just like in my case – we’re becoming parents. New roles make us learn adaptation, tackle our crises, change our daily routines, and enjoy the previously unknown things. In case of such huge and emotional changes, it’s difficult to spot the more petty things, like under eye circles or new wrinkles. Not to mention finding time and strength to do something about those changes. Motherhood influences not only our appearance, but also our approach to appearance – this topic simply becomes a thing in the background. But since you’ve just visited a lightweight lifestyle blog, let me take care exactly of this marginal thing.  

   Today’s hasty lifestyle doesn’t really require us to have a small child to place your own needs on the second place (which means never attending to them). Without greater effort we find something to do that is more important than painting nails, but when suddenly a small human being appears in our life taking most of our time, the number of trivial duties to be done piles up like a pile of clothes requiring washing in my bathroom. Does it mean that I can stop carrying for my appearance? Of course, I can. No one can forbid me. What’s more – before pregnancy I also could as long as it didn’t bring me any satisfaction. A worse situation is if around a year ago, I liked to have neat hair and make-up, and today, I’m deceiving myself that it has no significance for me.

* * *

   Każdy kolejny etap życia stawia przed nami wyzwania i zmienia pod wieloma względami. Nieważne czy idziemy na studia, zmieniamy pracę, przeprowadzamy się do innego miasta, czy – tak jak w moim przypadku – stajemy się rodzicami. Nowe role sprawiają, że uczymy się adaptacji, pokonujemy kryzysy, zmieniamy naszą rutynę dnia i cieszymy się z wcześniej nieznanych rzeczy. Przy tak wielkich i emocjonujących zmianach ciężko dostrzec te bardziej błahe, jak podkrążone oczy czy nowe zmarszczki. Nie mówiąc już o tym, aby znaleźć czas i chęci, aby podjąć wobec tych zmian jakieś działania. Macierzyństwo wpływa nie tylko na wygląd, ale także na nasz stosunek do niego – ten temat schodzi po prostu na dalszy plan. Ale ponieważ zajrzałyście na lekki blog o stylu życia, to pozwólcie, że w tym artykule zajmę się właśnie tą marginalną kwestią.

   Dzisiejszy pęd życia sprawia, że wcale nie trzeba mieć pod opieką niemowlaka, aby własne potrzeby odkładać na później (czyli nigdy). Bez trudu znajdujemy do zrobienia coś ważniejszego niż malowanie paznokci, ale gdy w naszym życiu pojawia się nowa istota pochłaniająca większość czasu, liczba prozaicznych obowiązków do wykonania piętrzy się niczym góra prania w mojej łazience. Czy to oznacza, że mogę przestać dbać o siebie? Oczywiście, że mogę. Nikt nie ma prawa mi zabronić. Co więcej – przed urodzeniem dziecka też mogłam, jeśli nie dawało mi to satysfakcji. Gorzej, jeśli nie dalej jak rok temu lubiłam mieć ułożone włosy i makijaż, a dziś oszukuję samą siebie, że nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.

1. If you want to do something for yourself… do it together.  

   I’ve noticed that many fledgling parents become very nervous and upset when I’m trying to explain to them how taking care of a dog allowed to me to prepare myself for the new role. That’s why I always point out at the very beginning that I don’t place an equality sign between these two things, and I’m only trying to show how going through certain routines can help us. Portos was at the very beginning a very effervescent dog that always required company. That’s how I learnt to engage him into as many activities that I do throughout the day as possible rather than try to fight him or leave him at home and then not be able to find the time to take him on a 30-minute walk. That’s when Portos started to accompany me at work (which can be easily noticed in half of the photos), do the shopping with me (fortunately, I can take him to most of the shopping malls), at the restaurant, or during the Sunday dinners at my parents’ or my parents-in-law’s. I quickly noticed that such co-existence is more interesting for him, even though at the beginning it really required a lot of patience, composure, and agility from me. Over time, it all started to look really perfect. I think that my mental well-being after pregnancy was partly a result of the fact that I decided to not divide my time between my professional duties and the time with my child and to combine both of these things.

* * *

1. Jeśli chcesz zrobić coś dla siebie… zróbcie to razem.

   Zauważyłam, że wiele świeżo upieczonych rodziców bardzo się denerwuje, gdy próbuję im wytłumaczyć, jak zajmowanie się psem pomogło mi w przygotowaniach do nowej roli. Zaznaczam więc zawsze na początku, że nie stawiam przy tych dwóch sprawach znaku równości, a jedynie pokazuję, że niektóre wypracowane schematy mogą nam pomóc. Portos był na początku bardzo żywiołowym psem, który non stop potrzebował towarzystwa. Nauczyłam się więc, że lepiej angażować go w maksimum czynności, które robię w ciągu dnia, niż próbować z nim walczyć czy zostawiać w domu, a potem ledwo wyrabiać się, aby wziąć go na półgodzinny spacer. Portos zaczął więc towarzyszyć mi w pracy (co łatwo zauważyć, bo jest na połowie zdjęć), chodzić ze mną na zakupy (dzięki Bogu można już z nim wejść do większości galerii handlowych), do restauracji czy na niedzielne obiady do rodziców i teściowej. Szybko zauważyłam, że takie wspólne życie jest dla niego ciekawsze i chociaż z początku wymagało ode mnie ogromnej dozy cierpliwości, opanowania i zręczności fizycznej, to po pewnym czasie wszystko zaczęło wyglądać naprawdę idealnie. Myślę, że mój dobry stan psychiczny tuż po urodzeniu dziecka wynikał właśnie z tego, że od razu postanowiłam nie rozgraniczać obowiązków i czasu spędzonego z dzieckiem, tylko łączyć te dwie rzeczy.

   A shawl is a salvation when it comes to a newborn. Without it, I would probably walk around without any makeup for the first three months after birth (shawls vary and you’ll surely find an appropriate colour that you’d like, but don’t mistake them for carriers), and today, doing makeup is pure pleasure for me (or rather for us). However, I had to replace the bathroom counter with the floor in my living room, creating some space for play. Taking out and putting in cosmetics from mum’s makeup bag is a new adventure for the small hands every day. For me, it gives me a lot of time to recreate Kim Kardashian’s makeup (in fact, I really usually needed four minutes to do the makeup, but the fun is so great that I could do that for as long as half an hour). It is definitely easier to include our child in our everyday duties rather than making up another attraction every 30 seconds and counting that this time, the child won’t call us and simply become occupied by something else. But we won’t take a toddler to the shower so that’s why I had to select some toys. What does that mean? We have toys that we play only in the bathroom – owing to that, they don’t become boring and catch the attention even for up to a few minutes. The selection of toys is generally a great idea to focus our child’s attention in a deft way. It may sound as an idyll, but after a few days of fighting, my morning routine had become a pleasant ritual together. I’m sure that most mums who are reading this article have plenty of ideas on how to combine what’s beneficial with pleasure, but maybe some of you are only planning on having children or are pregnant and soon such simple pieces of advice may come in handy and help to avoid frustration.

* * *

   Przy noworodku zbawieniem jest chusta, bez której chodziłabym nieumalowana przez pierwsze trzy miesiące po porodzie (chusty są różne i na pewno znajdziecie takie których kolor czy sposób wiązania będą Wam odpowiadały, nie mylcie ich jednak z nosidełkami), a dziś robienie makijażu, to dla mnie (a właściwie dla nas) czysta przyjemność. Musiałam jednak zmienić miejsce i z łazienkowego blatu przeniosłam się na podłogę w salonie, tworząc w ten sposób przestrzeń do zabawy. Wkładanie i wykładanie kosmetyków mamy z kosmetyczki, to dla małych łapek codziennie nowa przygoda, a dla mnie cała masa czasu na makijaż w stylu Kim Kardashian (tak naprawdę, na codzienny makijaż potrzebowałam zwykle czterech minut, ale zabawa jest tak przednia, że mogłabym malować się nawet pół godziny). Zdecydowanie łatwiej jest włączyć dziecko do naszych codziennych zadań, niż wymyślać co 30 sekund kolejną atrakcję i liczyć na to, że tym razem nie zacznie nas wołać, gdy tylko zajmiemy się czymś innym. Ale pod prysznic niemowlaka nie weźmiemy, więc w tym wypadku postawiłam na selekcję zabawek. Co to oznacza? Mamy zabawki, którymi bawimy się tylko w łazience – dzięki temu się nie nudzą i potrafią przyciągnąć uwagę na kilka minut. Selekcja zabawek to w ogóle dobry pomysł, aby w zręczny sposób kierować uwagą naszego dziecka. Zabrzmi to jak idylla, ale po kilkudniowym nagimnastykowaniu się moja poranna toaleta stała się dla nas przyjemnym, wspólnym rytuałem. Jestem pewna, że większość mam, czytających ten tekst ma całą masę sposobów na to, aby przyjemne połączyć z pożytecznym, ale być może część z Was dopiero planuje dzieci albo jest w ciąży i niedługo takie proste rady mogą okazać się przydatne i pomogą nawet w uniknięciu frustracji.

2. When “faster” means “better”. 

   You can’t extend time, and we have more and more duties to do – that’s an indisputable fact. Some of them can be executed faster and it’s worth analysing in what cases it's possible. In the past, I thought that you can’t really do your hair in a shorter period of time, but appropriate motivation was enough and I was able to reduce the time from fifteen to five minutes. First of all, I changed my hair dryer. I parted with a nice-looking model by Phillips and I approached the topic just like a production manager – since the hair dryer has 1800 watts (and it was already repaired twice) then a 2400-watt hair dryer should dry my hair quicker. However, I couldn’t foresee that the difference will be so big that after two minutes, my blonde mop of hair would be dry (and I used the medium temperature). So, if you are thinking about buying a new hair dryer, don’t look on the brand or what it looks like or the gadgets – check its power first. I don’t curl my hair any more as well – I use bur curlers and that’s it. 

   Before, I washed my hair every day which took me a lot of time as it didn’t look good after a whole night – it was creased in so many places. Using silken hair band helped a littl, but I always preferred to tie my hair in a pony tail on the second day… I finally, tested my grandmother’s technique, which is pleading my hair upwards and it’s been the best technique so far. It’s enough to gather your hair up after going to bed and place it on the pillow. Then, plead your hair and tie it with a delicate hair band. Try it!   Now, I’ll get to the topic that sparks strange controversies among women. Nails and painting them can become a really burning topic on Instagram profiles. For years, I’ve been trying to maintain clear nicely filed nails painted with a conditioner in a natural delicate hue. Why? Because you cannot see potential missed spots, you don’t have to wait for thirty minutes until the polish dries and what’s most important – in order to do the manicure, I don't have to make any appointments and leave the house. I recommend such a solution if you’ve got kids, however, if for some reason, you can’t imagine a natural approach to that topic, remember that even the most refined colours and adornments on your nails look really sloppy if the execution isn’t superior. And the time… the application takes a considerable amount of time.   

3. Sleep little baby…   

   I didn’t have the slightest problem with returning to my weight from before the pregnancy, but I would never state that the new role hasn’t changed my appearance. Of course, it’s really nice to hear comments that “motherhood is favourable for me” or the famous: “you really shine”, but objectively speaking, I’ve got more wrinkles, and I still can’t get down to exercising, and the lack of sleep starts to be increasingly visible. I won’t lie and I won’t write that I’ve found cream that decreases the signs of sleepless nights. And there are so many of them – it was proved that already after two sleepless nights, the skin on our cheeks becomes dry, blood vessels more visible, and our chin shows signs of zits. 

   In the penultimate British Harper’s Bazaar issue, I read that modern working mothers spend the same amount of time on taking care of their children as non-working mothers in the 70s of the previous century. How is that possible? Probably, the decreasingly collectivistic family model has probably an impact on that as grandmother, even if they are helping, it happens within a smaller scope than in the past, but it’s worth analysing another study. Scientists are alarming that an average woman no longer sleeps eight hours per day, but only six. And an average young mum? What I would do to get six hours of uninterrupted sleep! I won’t corroborate my thesis with any scientific proof, but it seems to me that I haven’t been sleeping at all for the past nine months. It’s considerably better to get some quality sleep than buy a new cream, but this solution is not that simple to accomplish. That’s why we need to take care of what’s instantly noticeable and moisturise our skin as much as we can – even up to a few times a day. 

   Combining science and nature gives best results so I’m trying to choose eco products and those that have active ingredients. What does that mean in everyday life? Cosmetics are supposed to work but not at all costs. I’m eager to test products by Polish brands that can boast eco-friendly solutions, but I also check whether they offer something more than simple Vaseline. I recommend you Clochee (their serum contains as many as two types of hyaluronic acid – the macromolecular one works on the skin surface that is why it smoothes the wrinkles and the micromolecular maintains miniaturisation in the deeper skin layers – when used regularly, your complexion will become smooth and firm) and Veoli Botanica that might be new to you (beautiful packaging that are suitable for recycling and natural ingredients from sustainable cultivation).

* * *

2. Gdy „szybciej” znaczy „lepiej”.

  Czas się nie rozciągnie, a my mamy więcej zadań do wykonania – to niezaprzeczalny fakt. Część rzeczy musimy więc robić szybciej i warto przeanalizować, w których przypadkach jest to możliwe. Kiedyś myślałam, że nie da się ułożyć włosów w jeszcze krótszym czasie, ale wystarczyła odpowiednia motywacja i proszę: z piętnastu minut doszłam do pięciu. Przede wszystkim zmieniłam suszarkę do włosów. Rozstałam się z ładnym modelem od Philips i podeszłam do tematu niczym kierownik produkcji – skoro ta suszarka ma moc 1800WAT (i już dwa razy była w naprawie) to suszarka 2400WAt-owa powinna wysuszyć moje włosy szybciej. Nie spodziewałam się jednak, że różnica będzie aż tak duża, bo po dwóch minutach moja blond czupryna była suchuteńka (a używałam średniej temperatury). Jeśli więc przymierzacie się do kupna nowej suszarki, to nie zwracajcie uwagi na markę, wygląd, czy dziwne bajery – sprawdźcie przede wszystkim moc WAT. Nie kręcę też już włosów na lokówkę – nakładam rzepowe wałki i to tyle.

  Wcześniej myłam włosy właściwie codziennie, co zajmowało sporo czasu, bo po nocy nigdy nie wyglądały dobrze – były odgniecione w wielu miejscach. Trochę pomogło używanie jedwabnej gumki, ale i tak wolałam później wiązać włosy w kucyk na drugi dzień… W końcu przetestowałam patent babci, czyli plecenie warkocza „do góry” i to, póki co, najlepszy sposób jaki znalazłam. Wystarczy, że po położeniu się do łóżka zbierzemy rozczesane włosy do góry, rozłożymy na poduszce i dopiero wtedy pleciemy warkocz i związujemy go delikatną gumką. Spróbujcie!

   Przejdę teraz do tematu, który budzi u kobiet dziwne kontrowersje. Paznokcie i sposób ich malowania potrafi rozgrzać instagramowe profile do czerwoności. Ja od lat staram się mieć czyste, opiłowane paznokcie pomalowane odżywką w delikatnym, naturalnym kolorze. Dlaczego? Bo nie widać wtedy ewentualnych niedociągnięć, nie trzeba czekać pół godziny aż lakier wyschnie i co najważniejsze – aby zrobić manicure nie muszę się z nikim umawiać ani wychodzić z domu. Polecam takie rozwiązanie przy dzieciach, ale jeśli z jakiegoś powodu nie wyobrażacie sobie naturalnego podejścia do tej kwestii, to pamiętajcie o tym, że najbardziej wyrafinowane kolory czy ozdoby na paznokciach wyglądają wyjątkowo niechlujnie, jeśli nie są wykonane na "tip top". No i czas… ich aplikacja zajmuje mnóstwo czasu.    

3. Ach śpij kochanie…

    Nie miałam najmniejszych problemów z powrotem do wagi sprzed ciąży, ale nigdy nie pokusiłabym się o stwierdzenie, że nowa rola nie zmieniła mojego wyglądu. Oczywiście, bardzo miło jest słyszeć komentarze o tym, że „macierzyństwo ci służy” albo słynne już: „promieniejesz”, ale obiektywnie rzecz biorąc mam więcej zmarszczek, nadal nie potrafię zabrać się za ćwiczenia, a brak snu zaczyna być naprawdę widoczny. Nie będę ściemniać i nie napiszę, że znalazłam krem, który niweluje oznaki niewyspania. A jest ich sporo – udowodniono, że już po dwóch zarwanych nocach skóra na policzkach robi się przesuszona, naczynka stają się bardziej widoczne, a w okolicach brody pojawiają się wypryski.

  W przedostatnim brytyjskim numerze Harper's Bazaar przeczytałam, że pracujące mamy poświęcają tyle samu czasu na opiekę nad dziećmi, co niepracujące mamy w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Jak to możliwe? Pewnie wpływa na to coraz mniej kolektywistyczny kształt rodziny, bo babcie, nawet jeśli pomagają, to w mniejszym wymiarze niż kiedyś, ale warto przyjrzeć się też innemu badaniu. Naukowcy biją na alarm, że dziś przeciętna kobieta nie śpi już ośmiu godzin na dobę, a jedynie sześć. A przeciętna młoda mama? Co ja bym dała za sześć godzin nieprzerwanego snu! Nie poprę swojej tezy żadnym naukowym dowodem, ale mam wrażenie, że od dziewięciu miesięcy nie śpię prawie wcale. Zdecydowanie lepiej jest się wyspać niż kupować nowy krem, ale to rozwiązanie nie jest niestety proste w zastosowaniu. Próbuję więc zająć się tym, co widać na pierwszy rzut oka i bardzo mocno nawilżać skórę twarzy – nawet kilka razy dziennie.

  Uzupełnianie się nauki i natury daje podobno najlepsze rezultaty, więc staram się wybierać produkty ekologiczne oraz te, które posiadają aktywne składniki. Ale co to oznacza w życiu codziennym? Kosmetyk ma działać, ale nie za wszelką cenę. Chętnie testuję produkty od polskich marek, szczycących się poszanowaniem dla środowiska, ale sprawdzam też, czy mają w sobie coś więcej niż wazelinę. Polecam Wam markę Clochee do przetestowania (ich serum zawiera aż dwa rodzaje kwasów hialuronowych – wielkocząsteczkowy działa na powierzchni skóry dzięki czemu wygładza zmarszczki, za to ten małocząsteczkowy utrzymuje nawilżenie w głębszych warstwach skóry, dzięki czemu po regularnym stosowaniu cera staje się jędrna i gładka) i Veoli Botanica, o której mogłyście jeszcze nie słyszeć (piękne opakowania, które nadają się do recyklingu, i składniki naturalne pochodzące ze zrównoważonych upraw). 

  Marka Veoli Botanica przyciąga uwagę nie tylko minimalistycznymi opakowaniami – wejdźcie na stronę i sprawdźcie same. Szczególnie upodobałam sobie wygładzający peeling z pestkami z owoców (nigdy nie kupujcie peelingów z plastikowymi kuleczkami!) oraz krem dogłębnie nawadniający (nadaje się również jako baza pod makijaż).

Serum od Clochee jest silnie nawilżające i zawiera aż dwa rodzaje kwasów hialuronowych, dzięki czemu jednocześnie wygładza zmarszczki i nawilża. Marka Clochee jest bliska memu sercu, bo podejmuje ogromne wysiłki, aby mieć jak najmniejszy wpływ na środowisko. Jeśli jesteście zainteresowane, aby wypróbować któryś z produktów, to mam dla Was kod rabatowy upoważniający do (aż!) 25% zniżki. Wystarczy, że w podsumowaniu zakupów wpiszecie kod  MAKELIFEEASIER (kod obejmuje nieprzeceniony asortyment i jest ważny do 17 listopada). 

4. Open your calendar.  

   When more or less five years ago, the rhythm of my work considerably accelerated, I quickly became a master of creating to-do-lists and following a well-structured calendar. Facebook and blog were joined by Instagram, there were new e-mails from advertisers each day, and I came up with an idea of starting a clothing brand so without a meticulously prepared plan, I would curl up in a carpet after a month. I’m sure that most of you, in the previous life ( ;D ), were also able to perfectly organise their lives and now you use your skills while taking care of your kids and tackling new motherhood duties. Indeed! Surely, some of you combine taking care of your children with being professionally active, and without certain discipline, you wouldn’t fail.  

   Vaccination, visits at the orthopaedist, doing the shopping for the weekend, writing articles without delays, your brother-in-law’s wife’s birthday – probably you’ve got all important events written down and circled with a red marker. Despite the tense schedule, you are able to do everything that’s important. It is surely the merit of your persistence, but believe me or not – handwriting has magical power. It sometimes is enough to write something down to remember about it or strive to attain it. Thus, open your calendars and choose one afternoon in the upcoming three weeks (or at least two hours) for yourselves. Trust me, that’s the first step to succeed.  

   I know the first excuse at hand. First of all, you need to do the washing, take care of the dishwasher, mop the floor, and maybe grate some carrot, and secondly, if you manage to find someone to take care of your child, you’d rather go to a dinner with your husband than catch up on your work or take a nap. I accompany you when it comes to those excuses as I used them myself until my friend and also a mum of six-year-old called me and blurted out: “do you know that there is a health and beauty centre in Grańsk where you can come with your child?!” In fact, I don’t know why we had to wait for so long for something like that as there are plenty of places where you can exercises with your children. Anyway, MAM is not an “ordinary” beauty salon, where you can do your nails, but a real-life health and beauty centre. You can make an appointment with a doctor (gynaecologist, obstetrics, infertility treatment, dermatology, or aesthetic medicine) or take advantage of a number of professional beauty treatments. I don't like being groundless, but many of my friend and acquaintances have pursued the offer of MAM and each of them thinks that it’s an ideal way to finally take care of yourself. 

   Centrum Zdrowia i Urody MAM can be found in Albatross Towers on 4 Rzeczypospolitej Street (Gdańsk Przymorze). Attendants and a creative playroom are waiting for clients and their toddlers between 9.00 am and 7.00 pm. If you are interested in MAM, I have a special discount code that will give you a 25% discount on face and body treatments. It’s enough to mention the code “MLE” (valid until the end of the year). 

* * *

4. Otwórz swój kalendarz.

   Gdy mniej więcej pięć lat temu rytm mojej pracy bardzo przyspieszył, szybko stałam się mistrzem w robieniu listy zadań i prowadzeniu kalendarza. Do bloga i Facebooka doszedł Instagram, mejli od reklamodawców przybywało z dnia na dzień, a ja wpadłam jeszcze na pomysł założenia marki odzieżowej, więc bez skrupulatnie przygotowanego planu zawinęłabym się w dywan po miesiącu. Jestem pewna, że większość z Was, w poprzednim życiu ( ;D ) też potrafiła się świetnie zorganizować i teraz wykorzystuje te umiejętności w opiece nad dzieckiem i nowymi matczynymi obowiązkami. Ba! Na pewno część z Was łączy opiekę nad dziećmi z aktywnością zawodową i bez odpowiedniej dyscypliny dawno by poległa.

   Szczepienia, wizyta u ortopedy, zakupy na weekend, pisanie artykułów bez obsuwy, urodziny bratowej –  ważne wydarzenia i zadania macie pewnie zapisane i obrysowane w czerwone kółeczka. Mimo napiętego grafiku udaje się Wam odhaczyć wszystko, co istotne. To na pewno zasługa Waszego samozaparcia, ale, wierzcie w to lub nie – pismo ma magiczną moc. Czasem wystarczy coś przelać na papier, aby o tym pamiętać albo się o to postarać. Otwórzcie więc swoje kalendarze i wpiszcie w ciągu najbliższych trzech tygodni jedno po południe (albo chociaż dwie godziny) dla siebie. Zapewniam Was, że to pierwszy krok w stronę sukcesu.

   Wiem jaką wymówkę macie naszykowaną. Po pierwsze, trzeba zrobić pranko, ogarnąć zmywarkę, pojeździć na mopie i utrzeć marchew, a po drugie, gdy uda Ci się znaleźć opiekę nad dzieckiem, to wolisz pójść z mężem na kolację, nadrobić pracę albo uciąć sobie drzemkę. Wtóruję Ci w tych wymówkach, bo sama je stosowałam do czasu, gdy moja przyjaciółka i jednocześnie mama sześcioletniego urwisa zadzwoniła do mnie i wypaliła: "czy ty wiesz, że w Gdańsku otworzono centrum zdrowia i urody, do którego można przyjść z dzieckiem?!" W sumie, nie wiem czemu tak długo trzeba było czekać na coś podobnego, bo miejsc, w których możemy ćwiczyć z naszymi pociechami jest już całkiem sporo. W każdym razie, MAM to nie „jakiś tam” salon kosmetyczny, w którym zrobimy paznokcie, ale centrum zdrowia i pielęgnacji z prawdziwego zdarzenia. Możesz umówić się tam na wizytę lekarską (ginekologia, położnictwo, leczenie niepłodności, dermatologia czy medycyna estetyczna) albo skorzystać z wielu profesjonalnych zabiegów pielęgnacyjnych. Nie lubię być gołosłowna, ale z oferty MAM korzystało już wiele moich koleżanek i każda z nich uważa, że to idealny sposób aby w końcu zadbać o siebie.

  Centrum Zdrowia i Urody MAM znajduje się w Albatross Towers na ulicy Rzeczypospolitej 4 (Gdańsk Przymorze). Opiekunki i kreatywna bawialnia czekają na klientki i ich pociechy od 09.00 do 19.00. Jeśli jesteście zainteresowane, aby odwiedzić MAM to mam dla Was specjalny kod rabatowy dający aż 25% zniżki na zabiegi na twarz i ciało. Wystarczy, że powiecie o kodzie "MLE" (ważny do końca roku).  

    Wiele z moich pielęgnacyjnych nawyków nie zmieniło się po ciąży. W dalszym ciągu nie wyobrażam sobie pójść spać bez dokładnego umycia twarzy. Za co lubię ten pielęgnujący żel do mycia twarzy od MIYA Cosmetics? Ma świeży, piękny i delikatny zapach. Po nałożeniu produktu na twarz czujesz go pod palcami (nie wiem, jak to opisać, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi) – dzięki temu wiesz czy udało ci się go dokładnie spłukać. Nie znoszę, gdy po wytarciu twarzy na ręczniku zostają jeszcze ślady makijażu – w przypadku tego żelu nie musicie się o to obawiać. Ponadto jest bezpieczny dla kobiet w ciąży i karmiących piersią. Jeśli jesteście ciekawe tego produktu, to mam dla Was kod rabatowy. Wystarczy, że w podsumowaniu zakupów wpiszecie kod "mle20" a otrzymacie rabat na cały asortyment (kod nie łączy się z innymi promocjami i jest ważny tylko przez 7 dni, więc się śpieszcie!). Cena żelu to niecałe 30 złotych. Bardzo gorąco polecam też ten produkt.

   “My dear Kasia, I’m writing with a more personal message. I’d like to ask how do you fare or rather hear some heartening words from another “blogger mum” as my friends are not working at all and are on their maternity leave or got back to the their full-time corporation work after three months and both of these groups don’t really understand my situation. Especially that you know quite well what’s the opinion about our profession ;). Allegedly, we do nothing and we still know that it’s work from the early morning till the late night. I’m going through a small crisis as I feel that I have no time for my work and myself as I’m living 101% for my child. How do you manage? Please, write something that will lift my spirits. . .

Kisses and I hope see you in Warsaw, xxx.”   

That’s the message that I received a few days ago from my friend who has become a mother lately. On a daily basis, she has more or less the same profession that I have, so generally speaking: being a well-known influencer. Literally, a moment before opening that e-mail, I had read a “news article” about how Meghan Markle poured her heart out about the turmoil of motherhood during a TV interview so I quickly wrote a return e-mail:

„Dear xxx, cheer up. If princess Meghan breaks under the pressure, all other mothers have the same right!”.   

   Discovering the fact that you’re not the only person in that situation is really something that can cheer you up. I hope that I was able to do that at least a little bit, and now, don’t waste any minute on this (a little bit too lengthy) article, as there is only one thing that is more precious than time – a person with whom you can spend it. Have a peaceful evening and I’m waiting for your comments.

* * * 

   „Kasiu Droga, ja z taką bardziej osobistą wiadomością do Ciebie. Chciałam podpytać co słychać albo raczej usłyszeć jakieś pokrzepiające słowa od innej „mamy blogerki”, bo moje przyjaciółki albo w ogóle nie pracują bo są na urlopie macierzyńskim albo po trzech miesiącach wróciły na pełen etat do korporacji i jako osoba pracująca z domu nie znajduję zrozumienia ani u jednych ani u drugich. Zwłaszcza, że sama wiesz, jak traktowany jest zawód blogerki ;). Niby nic nie robimy, a i ja i Ty wiemy doskonale, że to harówka od rana do wieczora. Przeżywam mały kryzys, bo czuję, że nie mam czasu dla siebie i dla pracy, bo poświęcam się dziecku w 101 procentach. Jak Ty dajesz radę? Napisz mi coś, co mnie podniesie na duchu…

Ucałowania i mam nadzieję, do zobaczenia w Warszawie,

 xxx.”

    Taką oto wiadomość otrzymałam kilka dni temu od koleżanki, która niedawno została mamą, a na co dzień zajmuje się mniej więcej tym samym, co ja, czyli mówiąc ogólnikowo: jest znaną influencerką. Dosłownie chwilę przed otworzeniem tego mejla, przeczytałam „news” o tym, że Meghan Markle żaliła się na trudy macierzyństwa w telewizyjnym wywiadzie, więc szybko naskrobałam odpowiedź:

„Droga xxx, uszy do góry. Jeśli sama księżna Meghan pęka pod ciężarem presji, to reszta też ma do tego święte prawo!”. 

   Odkrycie faktu, że nie Ty jedna znalazłaś się w podobnej sytuacji potrafi naprawdę podnieść na duchu. Mam nadzieję, że chociaż w małym stopniu mi się to udało, ale teraz nie trać już ani chwili na ten (chyba trochę za długi) artykuł, bo na świecie jest tylko jedna rzecz cenniejsza od czasu – osoba, z którą możesz go spędzić. Spokojnego wieczoru i czekam na Wasze komentarze. 

 

Blanc et Noir – Paryż i nowa odsłona kolorów według CHANEL

   Ktoś kiedyś powiedział, że Paryż jest niezgłębiony, jak ocean – zmienia się, rozszerza i co chwilę pokazuje inne oblicze. Zawsze gdzieś pod skórą to czułam, gdy zmęczona, z tysiącem nowych zdjęć na aparacie czekałam, aby wejść na pokład samolotu odlatującego do Polski. „Byłam tu już tyle razy, a z każdą wizytą dostrzegam coś innego, wracam w innym nastroju”. Nie inaczej było teraz – w nowej roli, odrobinę zakręcona, ale szczęśliwa, że podołałam z organizacją tej przedziwnej eskapady. Chociaż towarzyszył mi mąż i nasze siedmio-kilogramowe szczęście to przyczyna mojej podróży była stricte służbowa. Na kilka godzin przeniosłam się do świata, w którym luksus pędzi za prostotą, sztuka przeplata się z technologią, a biel z czernią. To ostatnie połączenie stało się w pewnym momencie znakiem rozpoznawczym najsłynniejszego na świecie domu mody.

   Barwy mają potężną moc. Komunikują nam, z kim mamy do czynienia, czasem są wyrazem propagowanych wartości czy umiejętności przestrzegania ogólnie przyjętych norm zachowania. A biel i czerń są z nich wszystkich najpotężniejsze. To kolory początku i końca, ślubów i pogrzebów, czystości i mroku, yin i yang. Zależnie od kultury mają odmienne, niekiedy przeciwstawne znaczenie. Biel według europejskich tradycji kojarzy się z niewinnością, jest barwą aniołów i życia. W dalekiej Azji uważa się ją jednak za kolor nieszczęścia i żałoby. Natomiast czerń to w Chinach symbol szczęścia, w kulturze Egiptu kolor kojarzony z życiodajnym mułem Nilu i potencjałem czarnej ziemi dającej urodzajne plony. W Japonii czarny pas oznacza osiągnięcie mistrzostwa, biały – najniższy stopień wtajemniczenia. Z kolei według Lucii Pici, dyrektor kreatywnej CHANEL Beauty, te dwa kolory tworzą perfekcyjną harmonię i to na nich postanowiła skupić się tworząc swój najnowszy projekt.

To zdjęcie to oczywiście żart – w trakcie tego wyjazdu ani przez chwilę nie miałam czasu czytać ;). Do Paryża dotarliśmy po południu więc czas upłynął nam na rozgoszczeniu się w hotelu i kolacji. 

   To właśnie na premierę jej kolekcji zostałam zaproszona nad Sekwanę. Tuż po śniadaniu, wraz z naczelną ELLE: Martą Drożdż, redaktor magazynu Pani: Danutą Bybrowską i z pewnością dobrze Wam znaną Jessicą Mercedes, ruszyłyśmy w stronę Grand Palais. Z pokazów CHANEL kojarzymy główną przestrzeń pałacu znajdującą się pod słynną przeszkloną kopułą, ale tym razem marka postanowiła zabrać nas w nieznane zakamarki. Czułam się trochę, jak bohater filmu „Hugo i jego wynalazek”, który zamieszkał w meandrach paryskiego dworca, wśród jego metalowych trzewi i nikomu nieznanych kryjówek. Z tą różnicą, że o żadnym nieporządku czy chaosie nie było mowy – polowy salon, od którego zaczęłyśmy naszą wycieczkę, wyglądał, jak wyjęty z żurnala.

Makijaż wykonany przy użyciu kosmetyków CHANEL z kolekcji NOIR ET BLANC w mojej minimalistycznej wersji. 

   Po krótkim przywitaniu i pokonaniu sporej liczby schodów przeciwpożarowych dotarłyśmy do poddasza pałacu, aby zobaczyć tam krótkie filmy autorstwa Clary Cullen – CHANEL potrafi zaprezentować nową linię kosmetyków w taki sposób, że czujesz się, jak na wystawie sztuki nowoczesnej w najlepszym wydaniu. Za kolejnymi drzwiami czekała już na nas Lucia we własnej osobie. Dokładnie opisała swoją pracę nad nowymi kosmetykami i pokazała, jak je stosować – myślałam, że po magicznym rozświetlającym podkładzie (również od CHANEL), o którym pisałam tutaj już niewiele rzeczy mnie zdziwi, ale dyrektor kreatywna CHANEL wciąż zaskakuje swoim nowatorskim podejściem do błysku na twarzy.

Lucia Pica. 

Produkty z kolekcji NOIR ET BLANC DE CHANEL:

Rozświetlacz w żelu Le gel paillete // dwa zestawy cieni Les 4 ombres (334 modern glamour i 332 noir supreme) // Cienie rozświetlające Ombre premiere top coat (327 penombre i 317 carte blanche) // Błyszczyki w kolorze czerni i krystalicznej bieli Rouge coco gloss (816 laque noire i 814 crystal clear) // kredki do oczu stylo yeux waterproof (88 noir intense i 949 blanc graphique) // Tusz do rzęs Le volume ultra-noir de Chanel (90 ultra-noir) // Matowe pomadki Rouge allure velvet extreme (130 rouge obscur i 128 rose nocturne) // Matowe pomadki w płynie Rouge allure liquid powder (974 timeless i 978 bois de nuit) // Lakiery do paznokci Le vernis (713 Pure black i 711 pure white).

   Możecie się tylko domyślać, że chociaż prezentacja była dla mnie prawdziwą estetyczną ucztą, to do hotelu pędziłam, jak na skrzydłach – nie przywykłam do kilkugodzinnych rozstań. A poza tym, mieliśmy w planie odwiedzić kilka ulubionych miejsc. „Zdjęcia obrobię później, tekst i tak muszę przemyśleć, a Paryż nie będzie czekał” – pomyślałam. Pozwólcie więc, że przemycę tu jeszcze kilka zdjęć z beztroskiego spaceru po paryskich ulicach.

I jeszcze jedna krótka informacja na koniec. Kosmetyki z tej kolekcji dostępne będą w butiku CHANEL w Galerii Mokotów od 15 lipca, w perfumeriach miesiąc później. 

* * * 

 

 

CHANEL Les Beiges

    If you appreciate play with texture and highlight more than intense colours in makeup, you’ll be delighted with the new LES BEIGES makeup collection. Lucia Pica, inspired by the influence of air on skin, used a certain innovation in order to attain the effect of a natural healthy glow – for the first time, the microflow technology, previously used in body care cosmetics and fragrances, was used in makeup.   

    What does it mean in practice? First and foremost, a totally new texture. The first, fresh as water, foundation – LES BEIGES WATER-FRESH TINT – contains microdrops with pigment which, in contact with skin, blend in order to provide flow and naturally looking complexion. The patented process of microflowing allows to limit the number of ingredients and to combine the flowy water soluble phase and oil soluble phase in one formula. As a result, the microdrops of oil with fine disappearing layer filed with pure pigment are suspended in transparent gel water phase. After applying the foundation, the face is very highlighted and smoothed – as if it was sprinkled with water.  

   In the collection, I also found an ideal eye shadow palette, LES BEIGES NATURAL EYESHADOW PALETTE. The spectrum of colours was inspired by Earth layers. That’s why you’ll find there, among others, warm beige, pink beige reflecting light, raw cocoa, “moon glow” (something in-between gold and silver), matte khaki, hot chocolate, and mineral brown.   

   The collection is topped up with the incredible LES BEIGES powder. For the first time, the legendary beige packaging was embellished with new CHANEL font. A spontaneous signature, an exact replica of Gabrielle Chanel’s handwriting – it is also embossed on the powder itself.

* * *

   Jeśli w makijażu cenicie sobie zabawę teksturą i błyskiem bardziej niż intensywne kolory, to będziecie zachwycone nową kolekcją kosmetyków LES BEIGES. Lucia Pica, zainspirowana wpływem powietrza na skórę, wykorzystała pewną innowację, aby uzyskać efekt naturalnego zdrowego blasku – po raz pierwszy, technologia mikroprzepływowa stosowana wcześniej w kosmetykach do pielęgnacji i zapachach, została wykorzystana w makijażu. 

   Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim zupełnie nową konsystencję. Pierwszy, świeży niczym woda podkład LES BEIGES WATER-FRESH TINT zawiera mikrokropelki z pigmentem, które w kontakcie ze skórą wtapiają się w nią, by zapewnić blask i naturalnie wyglądającą cerę. Opatentowany proces mikroprzepływowy umożliwia ograniczenie liczby składników i połączenie wodnistej fazy rozpuszczalnej w wodzie i fazy rozpuszczalnej w oleju w jednej formule. W rezultacie mikrokropelki oleju z drobną i zanikającą powłoką, wypełnione czystym pigmentem, zawieszone są w przezroczystej i żelowej fazie wodnej. Twarz po nałożeniu podkładu jest mocno rozświetlona i wygładzona – jakby skropiona wodą. 

  W kolekcji znalazłam też idealną paletę cieni LES BEIGES NATURAL EYESHADOW PALETTE. Karta kolorów inspirowana była warstwami ziemi, znajdziecie w niej między innymi: ciepły beż, odbijający światło różowy beż, surowe kakao, "blask księżyca" (coś pomiędzy złotem a srebrem), matowe khaki, gorącą czekoladę czy mineralny brąz. 

   Kolekcję wieńczy wyjątkowy puder LES BEIGES. Po raz pierwszy legendarne beżowe opakowanie ozdobiono nową czcionką CHANEL. Spontaniczny podpis, dokładna replika tego autorstwa Gabrielle Chanel – wytłoczona jest również na samym pudrze.

Kosmetyki, które użyłam do dzisiejszego makijażu: paleta cieni do powiek – Les Beiges Natural Eyeshadow Palette // podkład – Les Beiges Water-Fresh Tint // puder Les Beiges Healthy Glow Sheer Powder (mam odcień 20) // bronzer – Duo Bronze et Lumiere (odcień 30) // pomadka Rouge Coco Flash nr 53 // krem z filtrem – UV Essentiel SPF 50