If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Blanc et Noir – Paryż i nowa odsłona kolorów według CHANEL

   Ktoś kiedyś powiedział, że Paryż jest niezgłębiony, jak ocean – zmienia się, rozszerza i co chwilę pokazuje inne oblicze. Zawsze gdzieś pod skórą to czułam, gdy zmęczona, z tysiącem nowych zdjęć na aparacie czekałam, aby wejść na pokład samolotu odlatującego do Polski. „Byłam tu już tyle razy, a z każdą wizytą dostrzegam coś innego, wracam w innym nastroju”. Nie inaczej było teraz – w nowej roli, odrobinę zakręcona, ale szczęśliwa, że podołałam z organizacją tej przedziwnej eskapady. Chociaż towarzyszył mi mąż i nasze siedmio-kilogramowe szczęście to przyczyna mojej podróży była stricte służbowa. Na kilka godzin przeniosłam się do świata, w którym luksus pędzi za prostotą, sztuka przeplata się z technologią, a biel z czernią. To ostatnie połączenie stało się w pewnym momencie znakiem rozpoznawczym najsłynniejszego na świecie domu mody.

   Barwy mają potężną moc. Komunikują nam, z kim mamy do czynienia, czasem są wyrazem propagowanych wartości czy umiejętności przestrzegania ogólnie przyjętych norm zachowania. A biel i czerń są z nich wszystkich najpotężniejsze. To kolory początku i końca, ślubów i pogrzebów, czystości i mroku, yin i yang. Zależnie od kultury mają odmienne, niekiedy przeciwstawne znaczenie. Biel według europejskich tradycji kojarzy się z niewinnością, jest barwą aniołów i życia. W dalekiej Azji uważa się ją jednak za kolor nieszczęścia i żałoby. Natomiast czerń to w Chinach symbol szczęścia, w kulturze Egiptu kolor kojarzony z życiodajnym mułem Nilu i potencjałem czarnej ziemi dającej urodzajne plony. W Japonii czarny pas oznacza osiągnięcie mistrzostwa, biały – najniższy stopień wtajemniczenia. Z kolei według Lucii Pici, dyrektor kreatywnej CHANEL Beauty, te dwa kolory tworzą perfekcyjną harmonię i to na nich postanowiła skupić się tworząc swój najnowszy projekt.

To zdjęcie to oczywiście żart – w trakcie tego wyjazdu ani przez chwilę nie miałam czasu czytać ;). Do Paryża dotarliśmy po południu więc czas upłynął nam na rozgoszczeniu się w hotelu i kolacji. 

   To właśnie na premierę jej kolekcji zostałam zaproszona nad Sekwanę. Tuż po śniadaniu, wraz z naczelną ELLE: Martą Drożdż, redaktor magazynu Pani: Danutą Bybrowską i z pewnością dobrze Wam znaną Jessicą Mercedes, ruszyłyśmy w stronę Grand Palais. Z pokazów CHANEL kojarzymy główną przestrzeń pałacu znajdującą się pod słynną przeszkloną kopułą, ale tym razem marka postanowiła zabrać nas w nieznane zakamarki. Czułam się trochę, jak bohater filmu „Hugo i jego wynalazek”, który zamieszkał w meandrach paryskiego dworca, wśród jego metalowych trzewi i nikomu nieznanych kryjówek. Z tą różnicą, że o żadnym nieporządku czy chaosie nie było mowy – polowy salon, od którego zaczęłyśmy naszą wycieczkę, wyglądał, jak wyjęty z żurnala.

Makijaż wykonany przy użyciu kosmetyków CHANEL z kolekcji NOIR ET BLANC w mojej minimalistycznej wersji. 

   Po krótkim przywitaniu i pokonaniu sporej liczby schodów przeciwpożarowych dotarłyśmy do poddasza pałacu, aby zobaczyć tam krótkie filmy autorstwa Clary Cullen – CHANEL potrafi zaprezentować nową linię kosmetyków w taki sposób, że czujesz się, jak na wystawie sztuki nowoczesnej w najlepszym wydaniu. Za kolejnymi drzwiami czekała już na nas Lucia we własnej osobie. Dokładnie opisała swoją pracę nad nowymi kosmetykami i pokazała, jak je stosować – myślałam, że po magicznym rozświetlającym podkładzie (również od CHANEL), o którym pisałam tutaj już niewiele rzeczy mnie zdziwi, ale dyrektor kreatywna CHANEL wciąż zaskakuje swoim nowatorskim podejściem do błysku na twarzy.

Lucia Pica. 

Produkty z kolekcji NOIR ET BLANC DE CHANEL:

Rozświetlacz w żelu Le gel paillete // dwa zestawy cieni Les 4 ombres (334 modern glamour i 332 noir supreme) // Cienie rozświetlające Ombre premiere top coat (327 penombre i 317 carte blanche) // Błyszczyki w kolorze czerni i krystalicznej bieli Rouge coco gloss (816 laque noire i 814 crystal clear) // kredki do oczu stylo yeux waterproof (88 noir intense i 949 blanc graphique) // Tusz do rzęs Le volume ultra-noir de Chanel (90 ultra-noir) // Matowe pomadki Rouge allure velvet extreme (130 rouge obscur i 128 rose nocturne) // Matowe pomadki w płynie Rouge allure liquid powder (974 timeless i 978 bois de nuit) // Lakiery do paznokci Le vernis (713 Pure black i 711 pure white).

   Możecie się tylko domyślać, że chociaż prezentacja była dla mnie prawdziwą estetyczną ucztą, to do hotelu pędziłam, jak na skrzydłach – nie przywykłam do kilkugodzinnych rozstań. A poza tym, mieliśmy w planie odwiedzić kilka ulubionych miejsc. „Zdjęcia obrobię później, tekst i tak muszę przemyśleć, a Paryż nie będzie czekał” – pomyślałam. Pozwólcie więc, że przemycę tu jeszcze kilka zdjęć z beztroskiego spaceru po paryskich ulicach.

I jeszcze jedna krótka informacja na koniec. Kosmetyki z tej kolekcji dostępne będą w butiku CHANEL w Galerii Mokotów od 15 lipca, w perfumeriach miesiąc później. 

* * * 

 

 

CHANEL Les Beiges

    If you appreciate play with texture and highlight more than intense colours in makeup, you’ll be delighted with the new LES BEIGES makeup collection. Lucia Pica, inspired by the influence of air on skin, used a certain innovation in order to attain the effect of a natural healthy glow – for the first time, the microflow technology, previously used in body care cosmetics and fragrances, was used in makeup.   

    What does it mean in practice? First and foremost, a totally new texture. The first, fresh as water, foundation – LES BEIGES WATER-FRESH TINT – contains microdrops with pigment which, in contact with skin, blend in order to provide flow and naturally looking complexion. The patented process of microflowing allows to limit the number of ingredients and to combine the flowy water soluble phase and oil soluble phase in one formula. As a result, the microdrops of oil with fine disappearing layer filed with pure pigment are suspended in transparent gel water phase. After applying the foundation, the face is very highlighted and smoothed – as if it was sprinkled with water.  

   In the collection, I also found an ideal eye shadow palette, LES BEIGES NATURAL EYESHADOW PALETTE. The spectrum of colours was inspired by Earth layers. That’s why you’ll find there, among others, warm beige, pink beige reflecting light, raw cocoa, “moon glow” (something in-between gold and silver), matte khaki, hot chocolate, and mineral brown.   

   The collection is topped up with the incredible LES BEIGES powder. For the first time, the legendary beige packaging was embellished with new CHANEL font. A spontaneous signature, an exact replica of Gabrielle Chanel’s handwriting – it is also embossed on the powder itself.

* * *

   Jeśli w makijażu cenicie sobie zabawę teksturą i błyskiem bardziej niż intensywne kolory, to będziecie zachwycone nową kolekcją kosmetyków LES BEIGES. Lucia Pica, zainspirowana wpływem powietrza na skórę, wykorzystała pewną innowację, aby uzyskać efekt naturalnego zdrowego blasku – po raz pierwszy, technologia mikroprzepływowa stosowana wcześniej w kosmetykach do pielęgnacji i zapachach, została wykorzystana w makijażu. 

   Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim zupełnie nową konsystencję. Pierwszy, świeży niczym woda podkład LES BEIGES WATER-FRESH TINT zawiera mikrokropelki z pigmentem, które w kontakcie ze skórą wtapiają się w nią, by zapewnić blask i naturalnie wyglądającą cerę. Opatentowany proces mikroprzepływowy umożliwia ograniczenie liczby składników i połączenie wodnistej fazy rozpuszczalnej w wodzie i fazy rozpuszczalnej w oleju w jednej formule. W rezultacie mikrokropelki oleju z drobną i zanikającą powłoką, wypełnione czystym pigmentem, zawieszone są w przezroczystej i żelowej fazie wodnej. Twarz po nałożeniu podkładu jest mocno rozświetlona i wygładzona – jakby skropiona wodą. 

  W kolekcji znalazłam też idealną paletę cieni LES BEIGES NATURAL EYESHADOW PALETTE. Karta kolorów inspirowana była warstwami ziemi, znajdziecie w niej między innymi: ciepły beż, odbijający światło różowy beż, surowe kakao, "blask księżyca" (coś pomiędzy złotem a srebrem), matowe khaki, gorącą czekoladę czy mineralny brąz. 

   Kolekcję wieńczy wyjątkowy puder LES BEIGES. Po raz pierwszy legendarne beżowe opakowanie ozdobiono nową czcionką CHANEL. Spontaniczny podpis, dokładna replika tego autorstwa Gabrielle Chanel – wytłoczona jest również na samym pudrze.

Kosmetyki, które użyłam do dzisiejszego makijażu: paleta cieni do powiek – Les Beiges Natural Eyeshadow Palette // podkład – Les Beiges Water-Fresh Tint // puder Les Beiges Healthy Glow Sheer Powder (mam odcień 20) // bronzer – Duo Bronze et Lumiere (odcień 30) // pomadka Rouge Coco Flash nr 53 // krem z filtrem – UV Essentiel SPF 50

 

 

Ilu kosmetyków do twarzy naprawdę potrzebuję – czyli 4 marki, których nie znacie, a powinnyście.

    The fashion for minimalism initially took over our wardrobes, then it moved to the rest of the flat, until it finally reached our bathroom. Minimalism in skincare can be approached in many ways – some of us are searching for products with the shortest number of ingredients, others are faithful to “project reach the bottom” (and buying another cosmetic only when the first is finished); however, most of us are trying to decrease the number of cosmetics that they use.  

   I started the whole cleaning process from counting all off my face cosmetics that I currently own – there were as many as fourteen products. The result is seismic, but do I really need all of them?   

   A face mask that had been waiting for a “pyjama party” with my girls for four years? An exorbitantly expensive serum that leaves my skin dry as paper? A lip balm whose fragrance started to irritate me after one day? From experience I know that whenever some cream/oil/gel doesn’t fulfil my expectations, I buy another one. In order to avoid getting lost in a pile of bottles and jars, I should bid the dud farewell, but you know how it works in reality – I’m buying another one. I won’t tout you to say “bye bye” to all the non-ideal products at a push. It would have little in common with minimalism – buying new products and throwing the unused ones is in a way a contradictory approach.

* * * 

   Moda na minimalizm na początku ogarnęła nasze szafy, później przeniosła się na resztę mieszkania, aż w końcu dotarła do łazienki. Minimalizm w pielęgnacji można potraktować na kilka sposobów – niektóre z nas szukają produktów z minimalną liczbą składników, inne są wierne "operacji denko" (kupują kolejny kosmetyk dopiero, gdy skończą poprzedni), ale większość z nas próbuje po prostu mieć mniej kosmetyków.

  Czystki postanowiłam rozpocząć od przeliczenia wszystkich kosmetyków do pielęgnacji twarzy, które mam w tym momencie – zebrało się czternaście produktów. Wynik nie jest porażający, ale właściwie po co mi one wszystkie? 

   Maska, która od czterech lat czeka na "pidżama party" z dziewczynami? Serum, które kosztowało majątek, ale skóra jest po nim sucha jak papier? Balsam do ust, którego zapach zaczął drażnić po jednym dniu? Z doświadczenia wiem, że właśnie wtedy, gdy jakiś krem/olejek/żel/ nie spełnia do końca moich oczekiwań, kupuję następny. Aby nie zakopać się w butelkach i słoikach, powinnam pożegnać się z nieudanym zakupem, ale wiadomo, jak wygląda rzeczywistość – szkoda wyrzucać 3/4 słoika. Nie będę Was nakłaniać do tego, aby na siłę mówić "pa pa" nieidealnym produktom, bo z minimalizmem nie miało by to wiele wspólnego – kupowanie nowych rzeczy i wyrzucanie tych niewykorzystanych to w pewnym sensie jego zaprzeczenie.

   I use face cosmetics that I didn’t really like for less demanding purposes. A face cream can be thrown into a bag or in a car and used as a hand cream, oils will be great for cuticles (or for polishing leather shoes :D), dud face gel can be used for washing makeup brushes or for washing our own body. There are surely many more purposes for which dud cosmetics can be used (do you have your own ideas?), but it’s also worth focusing on decreasing the number of “failures”. Since we’ve been able to prudently replenish our wardrobe, it’s high time for our makeup bag to decrease its size and improve its interior. Below, you’ll find four products that are the foundation of my skincare. I also mention cosmetics that I’ve decided to get rid of.

1. Face cream. One basic and three other… exactly, for what?  

The cleaning up of my makeup bag showed that I’ve got one face cream that I use each morning (moisturising, but light) and heavy ones with similar properties that I sometimes use in the evening and that I sometimes apply onto my lips – I could easily get rid of two as I know that I won’t be able to finish them before their expiration date. Unfortunately, I opened all of them (a lesson for the future), one of them lands in the car locker, as a rescue for hands, I’ll try to find a new owner for the second one, and the third one (my favourite) stays with me.

  Going back to the day cream. Undoubtedly, it is a cosmetic that we meticulously choose – we read reviews, study our friends’ opinions, analyse its effectiveness, and don’t spare money to buy it. In the era of Instagram and quick information flow, it’s increasingly difficult to sell a mediocre product – that’s a problem for large cosmetic consortiums that load money into TV advertisements, endorsement, and newspaper ads instead of investing in ingredients and effectiveness. Now, brands that matter are the ones that have gained popularity thanks to word of mouth. Instead of investing in marketing, they are more eager to place money into new technological solutions, encompassing the rule that an effective product will be the showcase of their capabilities. I’m trying to show you precisely cosmetic gems of this sort – one of them is YASUMI which, apart from cosmetics, also owns a network of cosmetic institutes and provides innovative technological solutions for beauty and wellness industry. You can remember them from Gosia’s posts – besides, she was the one who handed me their rice cream claiming that I’d be delighted with it (and she was right).

 A standard package of the cream is enough for a maximum of one and a half month if I’m using it once a day (I also apply it onto my neck and neckline) so it’s one of the few cosmetics on which I can really stock up as I know that it won’t go to waste.

* * *

   Kosmetyki do twarzy, które mi nie podpasowały wykorzystuję do mniej wymagających celów. Krem mogę zanieść do samochodu czy wrzucić do torebki i używać go do rąk, olejki przydadzą się do skórek przy paznokciach (albo do polerowania skórzanych butów :D), nietrafionym żelem do twarzy można wyczyścić wszystkie pędzle do makijażu albo myć nim po prostu całe ciało. Zastosowań dla nietrafionych kosmetyków na pewno jest znacznie więcej (macie własne pomysły?), ale warto też skupić się na tym, aby takich "wpadek" było jak najmniej. Skoro nauczyłyśmy się rozważniej uzupełniać naszą garderobę, to czas najwyższy, aby nasza kosmetyczka również zmniejszyła swoją objętość, a jej zawartość była jeszcze skuteczniejsza. Poniżej znajdziecie cztery produkty będące bazą mojej pielęgnacji. Przy okazji, piszę też o tym, których kosmetyków postanowiłam się pozbyć. 

1. Krem do twarzy. Jeden podstawowy i trzy… no właśnie, po co?

   Mój remanent pokazał, że mam jeden krem, którego używam codziennie rano (nawilżający ale o lekkiej konsystencji) i trzy tłuste o bardzo podobnym zastosowaniu, których czasem używam na noc, a czasem na usta – dwóch z nich spokojnie mogłabym się pozbyć, bo już wiem, że nie dam rady zużyć ich wszystkich przed upłynięciem terminu ważności. Niestety, wszystkie zostały przeze mnie otwarte (nauczka na przyszłość), jeden z nich ląduje więc w skrytce mojego samochodu, jako ratunek dla dłoni, drugiemu spróbuję znaleźć nowego właściciela, a trzeci (ulubiony) zostaje ze mną. 

   Wracając do kremu na dzień, niewątpliwie jest to kosmetyk, który wybieramy z największą pieczołowitością – czytamy recenzje, pytamy o zdanie koleżanki, analizujemy skuteczność i nie szczędzimy pieniędzy. W dobie Instagrama i szybkiego przepływu informacji coraz trudniej jest sprzedać kiepski produkt – to problem wielkich konsorcjów kosmetycznych, które zamiast w składy i skuteczność swoich produktów ładują pieniądze w spoty telewizyjne, gaże gwiazd firmujących ich nowości i reklamy w prasie. Teraz do gry wchodzą marki, które zyskują popularność przede wszystkim dzięki poczcie pantoflowej. Zamiast w marketing, chętniej inwestują w badania i nowe technologiczne rozwiązania w myśl zasady, że skuteczny produkt będzie ich najlepszą wizytówką. Staram się Wam pokazywać właśnie takie perełki – jedną z nich jest YASUMI, która poza kosmetykami ma sieć instytutów kosmetycznych i dostarcza innowacyjnych rozwiązań technologicznych branżom beauty i SPA. Markę tę możecie kojarzyć z wpisów Gosi – zresztą to ona wcisnęła mi do ręki krem ryżowy, twierdząc, że będę zachwycona (i miała rację). 

   Krem o standardowej objętości starcza mi maksymalnie na półtora miesiąca, jeśli używam go tylko raz dziennie (stosuję go też na szyję i dekolt) więc jest to jeden z niewielu kosmetyków, który faktycznie mogę kupić "na zapas", bo wiem, że i tak się nie zmarnuje. 

Ryżowy krem do twarzy YASUMI jest przeznaczony do każdego rodzaju cery. Silnie regeneruje i wygładza skórę, a dodatkowo ujędrnia ją i uelastycznia. Krem jest bogatym źródłem antyoksydantów, które chronią skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych, a jednocześnie opóźniają procesy starzenia się skóry. Witamina E i kwasy tłuszczowe zawarte w otrębach ryżowych chronią przed wolnymi rodnikami oraz ochraniają włókna kolagenowe. Krem może być stosowany do pielęgnacji cery delikatnej i wrażliwej. 

Pianka micelarna do mycia twarzy Hydro Sensitia od polskiej marki IWOSTIN to dermokosmetyk (produkt dostępny w aptece). Różnica między nimi a tymi z drogerii jest przede wszystkim taka, że ich skuteczność jest potwierdzona w badaniach aplikacyjnych i aparaturowych, przeprowadzanych w niezależnych instytutach badawczych. Ale odchodząc od świata nauki – podoba mi się, że w trakcie nakładania pianki na twarz nie spływa po rękach (co mnie szczególnie irytuje w przypadku zbyt wodnistych preparatów), poza tym w ogóle nie ściąga mojej skóry, bardzo ładnie ją oczyszcza i łagodzi podrażnienia – nic nie szczypie. 

2. Makeup removal product. If I were to choose one…  

   It is undeniable that we need to have makeup removal cosmetics in our makeup bags. We can choose from an array of options: cleaning milk, micellar water, makeup remover tissues, foams, and gels. I can bet that your bathroom features at least two products with exact same properties. If I were to choose only one product of this type, I’d surely choose one that we first apply and massage into our skin, and then rinse it off with water. I just can’t imagine a situation in which I lay my head on a pillow after using only micellar water or cleaning milk. Currently, apart from my foam, I don’t have any other product, but I’ll surely take some makeup remover tissues for a trip (for example by Bioderma).

* * *

2. Produkt do demakijażu. Gdybym miała wybrać jeden to…

   To, że w naszej kosmetyczce muszą znaleźć się produkty do demakijażu nie ulega żadnej wątpliwości. Do wyboru mamy wiele opcji: mleczka, płyny micelarne, olejki, nawilżane chusteczki, pianki czy żele. Idę o zakład, że na Waszej łazienkowej półce leżą co najmniej dwa produkty mające za zadanie oczyścić twarz. Jeśli ja miałabym wybrać tylko jeden rodzaj takiego kosmetyku, to wybrałabym taki "myjący", który najpierw nakładamy i wmasowujemy w twarz, a następnie spłukujemy wodą. Po prostu nie wyobrażam sobie przytulić twarzy do poduszki po użyciu samego płynu czy mleczka. W tym momencie poza pianką nie mam nic innego, ale na wyjazd chętnie wzięłabym ze sobą nasączone chusteczki (na przykład z Biodermy). 

Krem pod oczy marki Cell Fusion C ma napinać skórę wokół oczu. Nawilża i uelastycznia. Preparat likwiduje też obrzęki i sińce wokół oczu, dzięki procesowi poprawiającemu mikrokrążenie w naczyniach włosowatych skóry. Krem funduję też swojej górnej powiece (aż po łuk brwiowy). W mojej kosmetyczce znajdziecie jeszcze jeden krem pod oczy, który czeka na otwarcie (dostałam go gratis i zostawiłam na czarną godzinę). ​

3. Under eye cream – new demand for skincare.   

   Under eye cream is a cosmetic that can stop existing for me for a few months, and then suddenly something changes, and I can’t imagine my everyday skincare without it. Now, the greatest impact on that situation has the amount of sleep that I get – after shower, I just need to apply something onto my under eye area as I feel that the skin is tense and dry. It is exactly that fragment of our face that is first to show that we’re tired and have already started to age. At the same time, it is the most sensitive and prone to irritation. That’s why I am very cautious when choosing an under eye cream. Recently, I chose the one by Cell Fusion C which also offers dermocosmetics (products that are belonging to the realm of both medicine and cosmetology). Cell Fusion C is a full spectrum of products answering the needs of each skin type, including those more sensitive and delicate. Cell Fusion C products are used at cosmetology and dermatology salons, but you can also get them online. They are available on topestetic.pl, where you can take advantage of cosmetologist’s advice who will help you to choose products appropriate for your skin. Additionally, the shop also adds free samples that were carefully chosen by cosmetologists owing to which you can try some of the products before the purchase (shipment is always free).

* * *

3. Krem pod oczy, czyli nowe zapotrzebowanie na pielęgnację. 

   Krem pod oczy to kosmetyk, który może dla mnie nie istnieć przez kilka miesięcy, a później coś się zmienia i nagle nie wyobrażam sobie bez niego codziennej pielęgnacji. Teraz ma na to pewnie wpływ mała ilość snu – po prysznicu po prostu muszę wklepać coś w skórę pod oczami, bo czuję, że jest napięta i przesuszona. To ten fragment naszej twarzy, na którym najszybciej widać zmęczenie i pierwsze oznaki starzenia. Jednocześnie, jest też najbardziej wrażliwa i podatna na podrażnienia dlatego kremy dobieram naprawdę ostrożnie. Teraz wybrałam ten z oferty marki Cell fusion C, która także oferuje nam dermokosmetyki (produkty z pogranicza medycyny i kosmetologii). Laboratorium Cell Fusion C to pełna gama produktów odpowiadających na potrzeby każdej skóry, włączając tę najbardziej wrażliwą i delikatną. Produkty Cell fusion C używane są w gabinetach kosmetologicznych i dermatologicznych, ale można je też kupić w Internecie. Dostępne są w sklepie topestetic.pl, gdzie możecie skorzystać z porady kosmetologa, który pomoże Wam dobrać odpowiedni produkt dla Waszej skóry. Dodatkowo sklep do każdego zamówienia dodaje indywidualnie dobrane przez kosmetologów próbki, dzięki czemu można przetestować kosmetyki przed ich zakupem (wysyłka jest zawsze darmowa). 

The Ordinary – Lactic Acid 10% + HA – Peeling z kwasem mlekowym i kwasem hialuronowym spłyca zmarszczki, rozjaśnia przebarwienia, zwęża pory, wygładza płytkie blizny. Jest wegański a podczas jego produkcji nie ucierpiały żadne zwierzęta.​ Podczas kuracji serum oraz tydzień po jej zakończeniu należy stosować wysoką ochronę przeciwsłoneczną. Małe opakowanie to gwarancja, że produkt zużyjemy do końca. 

4. Once in a while.   

   The above-mentioned products are used for everyday skincare, but considering them as the only cosmetics that we need would be a mistake – our skin once in a while needs something special, which gives a stronger stimulus for it to regenerate. After counting the contents of my bathroom drawer, I quickly noticed that the cosmetics that I use once in a blue moon gather the thickest layer of dust. I’ve got the greatest number of them (four face masks, two scrubs, exfoliating lotion). Two of them were fortunately still closed, so I quickly gave them away to a friend. In exchange, she recommended a new brand – The Ordinary – which had already caught my attention on Instagram a few times. It creates only products with simple compositions whose impact has been corroborated by laboratory tests. By following the transparency rule, scientists have created a wide spectrum of diverse products. Elegant elastic packages and affordable prices are consecutive features of this unique brand breaking popularity records around the world. The Ordinary is part of Deciem so it doesn’t test its product on animals and doesn’t commission such activities to anyone. All products, including The Ordinary, don’t contain parabents, sulphates, mineral oils, animal oils, tar dyes from hard coal, formaldehyde, mercury, or oxybenzone. I chose their flagship product which should replace all scrubs and exfoliating masks.  

    Products that we rarely use (once a week, once a month) should be purchased in small packages – that’s the only way we will manage to finish them. An exception to this rule is cosmetics that we once had and we know that we won’t forget about them once they find their spot on the bathroom shelf.

* * *

4. Raz na jakiś czas. 

   Zaprezentowane wcześniej produkty służą do codziennej pielęgnacji, ale uznanie, że to jedyne kosmetyki, jakich potrzebujemy pewnie byłoby błędem – nasza skóra co jakiś czas potrzebuje przecież czegoś specjalnego, co da jej mocniejszy bodziec do odnowy. Po przeliczeniu zawartości mojej łazienkowej półki szybko zauważyłam, że to właśnie kosmetyki, których używam "od święta" najbardziej łapią kurz na półce. Mam ich najwięcej (cztery maseczki, dwa peelingi, lotion złuszczający), a przecież korzystam z nich najrzadziej. Dwa z nich były na szczęście nierozpoczęte więc szybko podarowałam je koleżance. W zamian, poleciła mi ona nową markę – The Ordinary – która parę razy zwróciła już moją uwagę na Instagramie. Tworzy ona wyłącznie produkty o prostym składzie, których działanie zostało potwierdzone w badaniach. Naukowcy, kierując się zasadą transparentności, stworzyli szeroką gamę różnorodnych produktów. Eleganckie i estetyczne opakowania oraz przystępna cena to kolejne cechy tej niezwykłej marki bijącej rekordy popularności na całym świecie. The Ordinary jest marką Deciem, czyli nie testuje swoich produktów na zwierzętach oraz nie zleca tego nikomu. Wszystkie produkty w The Ordinary nie zawierają parabenów, siarczanów, olejów mineralnych, olejów zwierzęcych, barwników smołowych z węgla kamiennego, formaldehydu, rtęci, oksybenzonu. Ja wybrałam dla siebie ich flagowy produkt, który powinien zastąpić mi wszystkie peelingi i maski złuszczające.

   Produkty, których używamy rzadko (raz na tydzień, raz na miesiąc) powinnyśmy kupować w małych opakowaniach – tylko wtedy mamy szansę je zużyć. Wyjątkiem są kosmetyki, które już raz miałyśmy i wiemy że nie nie będą leżały na półce zapomniane. 

   Honest reviews of reliable friends, more prudent shopping, and a bit of self-discipline will surely help us to decrease the number of cosmetics.  It’s important to not only save some space and gain order on the bathroom shelves, but also scrutinise what our skin really needs. To finish off, I’ll ask you whether you’d like to read a similar overview of body cosmetics (I’ve got relatively few of them, but I could have even fewer), hair cosmetics, or maybe makeup cosmetics (limiting myself to only four would be a truly daunting challenge!). I’m waiting to learn about your preferences :). Have a peaceful evening and remember “when Wednesday is over, the week is over” ;).

* * *

   W ograniczeniu liczby kosmetyków na pewno pomogą nam szczere recenzje od zaufanych osób, roztropniejsze zakupy i odrobina samodyscypliny.  Ważne, aby zyskać nie tylko więcej miejsca i porządek na łazienkowych półkach, ale również z dokładnością przyjrzeć się temu, czego naprawdę potrzebuje nasza skóra. Na koniec zapytam Was jeszcze, czy chciałybyście przeczytać analogiczny przegląd kosmetyków do ciała (tych mam chyba niewiele, ale na pewno mogłabym mieć jeszcze mniej), do włosów, a może do makijażu (o zgrozo! ograniczyć się do czterech to by było wyzwanie!). Czekam na Wasze preferencje :). Spokojnego wieczoru i pamiętajcie, że "jak środa minie to tydzień zginie" ;). 

linen shirt / lniana koszula – Seaside tones // jeans / dżinsy – COS // necklaces / naszyjniki – NA-KD //

 

Chance for a beautiful evening

   At the beginning of January, I received an invitation to the premiere of CHANEL’s new fragrance. I knew that the boutique in Galeria Mokotów will be visited by editors-in-chief of the most important Polish fashion magazines, my blogging friends, and many other people with whom I’d eagerly talk for a bit. During that time, I, however, had other errands to run and I stayed in Tricity without any regrets – Warsaw could wait. I can’t really deny that I was really eager (and intrigued) to open the white package with the characteristic logo that the courier brought to my door a few days ago. Mademoiselle Chanel claimed that if there is a chance waiting ahead, you need to grab it – that’s why I treated the parcel as a chance for a romantic evening. A few drops that smell of jasmine, musk, and rose, a silken vintage shirt, and I’m ready for a date… in our living room :).   

   CHANCE EAU TENDRE is a variation of the already iconic fragrance of CHANCE, whose premiere took place in 2002. The new version is more intense. The campaign or, in fact, the advertising spot (directed by Jean-Paul Goude) deserves special attention. It clearly shows that the French brand places importance on freshness and modern approach in new products.

* * *

   Na początku stycznia dotarło do mnie zaproszenie na premierę nowego zapachu CHANEL. Wiedziałam, że do butiku w Galerii Mokotów przybędą redaktorki najważniejszych polskich magazynów modowych, koleżanki blogerki i wiele innych osób, z którymi miło byłoby zamienić kilka słów. W tym czasie miałam jednak inne sprawy na głowie i bez żalu zostałam w Trójmieście – Warszawa poczeka. Nie zaprzeczę jednak, że z wielką przyjemnością (i zaciekawieniem) otwierałam białą torebkę z charakterystycznym logo, którą kurier przyniósł pod moje drzwi kilka dni temu. Mademoiselle Chanel twierdziła, że jeżeli pojawia się przed nami szansa, to trzeba z niej skorzystać – a więc ja tę przesyłkę potraktowałam jako szansę na romantyczny wieczór. Kilka kropel pachnących jaśminem, piżmem i różą, jedwabna koszula vintage i jestem gotowa na randkę… w naszym salonie :). 

   CHANCE EAU TENDRE to wariacja na temat kultowego już zapachu CHANCE, którego premiera miała miejsce w 2002 roku. Nowa wersja jest bardziej intensywna, a na specjalną uwagę zasługuje kampania, a właściwie spot reklamowy (w reżyserii Jean-Paul Goude), który wyraźnie pokazuje, że francuska marka stawia na świeżość i nowoczesne podejście do kolejnych produktów.