If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Dlaczego zmieniłam swoją codzienną makijażową rutynę, czyli kilka produktów których teraz używam.

   Today's post is an answer to numerous questions that you've asked me about my makeup. I've had this blog since 2011 and my everyday makeup has looked mostly the same for most of this time. Of course, I sometimes changed the colour of my blush, eye shadows, or lipsticks, but besides that I stuck to the usual pattern. If you are ready for shocking returns to the past, you can see all the products that I used in this, this and this post.  

   As you can easily notice, evening your skin colour out and hiding skin flaws and imperfections was only based on MAC Fix Compact Foundation (for special occasions, I added an under eye concealer or a makeup base). Such makeup had one huge advantage – it was pretty quick to do. Even if I wanted to use a liner, the whole process didn't take me more than three minutes. Unfortunately, the list of cons was considerably longer. First and foremost, the makeup wasn't durable, I had to add another layer of foundation and blush even a few times a day. The compact foundation, especially in the fall and winter time, really dried my skin. Many imperfections appeared on it as well – I introduced multiple changes to improve its state (diet, dermapen treatment, thorough cleansing), but at some point I decided to check whether the sponge that I use for makeup application and which I wasn't able to wash everyday had any impact on the inflammation on my cheeks. Of course, it had.

   I'm not a specialist in today's subject, but even such a layperson like me was able to notice that the makeup trends have changed over the past seven years – matte finish and eye-liner are tendencies that have been out-of-date for quite some time now. Apart from fashion, my skin changed as well – I don't want to look like a drama queen who is appalled by a couple of wrinkles, but with my naked eye I can see that many face cosmetics are too heavy for my skin and instead of looking better, I simply look older. Today, I'd like to mostly show you products that I use on an everyday basis – step by step. What I mostly care about is that my makeup isn't drying for the skin, is durable, and looks fresh. And, of course, it's best if it can be applied quickly.

* * *

   Dzisiejszy wpis jest odpowiedzią na bardzo wiele pytań dotyczących mojego makijażu. Bloga prowadzę od 2011 roku i przez większość tego czasu mój codzienny makijaż wyglądał z grubsza tak samo. Oczywiście zmieniałam czasem kolor różu, cieni czy pomadek, ale poza tym trzymałam się utartego schematu. Jeśli jesteście gotowe na wstrząsający powrót do przeszłości to możecie zobaczyć wszystkie produkty, których używałam w tym, tym i tym wpisie.

   Jak łatwo zauważyć, wyrównanie koloru skóry i ukrycie niedoskonałości opierało się wyłącznie na podkładzie w kompakcie MAC Fix (na specjalne okazje dokładałam korektor pod oczy lub bazę). Taki makijaż miał jedną dużą zaletą – wykonywało się go bardzo szybko. Nawet jeśli chciałam namalować kreski eye-linerem to cały proces nie zajmował mi więcej niż trzy minuty. Niestety lista wad była znacznie dłuższa. Przede wszystkim makijaż był nietrwały, musiałam dokładać kolejną warstwę podkładu i różu nawet kilka razy dziennie. Podkład w kompakcie, zwłaszcza jesienią i zimą, bardzo wysuszał moją skórę. Pojawiało się też na niej sporo niedoskonałości – w tym kierunku poczyniłam wiele zmian nie związanych z makijażem (dieta, zabiegi dermapen, bardzo dokładne oczyszczanie twarzy), ale w którymś momencie postanowiłam sprawdzić czy gąbeczka do nakładania podkładu, której nie byłam w stanie myć każdego dnia, nie ma swojego wkładu w stany zapalne na moich policzkach. Oczywiście miała.

   Nie czuję się w dzisiejszym temacie specjalistką, ale nawet taki laik jak ja zdążył zauważyć, że przez siedem lat trendy w makijażu nieco się zmieniły – matowe wykończenie i kreska eye-linerem na dzień to tendencje, które już dawno wypadły z obiegu. Poza modą zmieniła się też moja skóra – nie chcę wyjść na panikarę, którą przeraża kilka zmarszczek, ale gołym okiem widzę, że za duża ilość kosmetyków na twarzy bardzo obciąża moją cerę i zamiast wyglądać lepiej, wyglądam po prostu starzej. Dziś chciałabym więc przedstawić Wam produkty, których używam na co dzień – krok po kroku. Zależy mi przede wszystkim na tym, aby makijaż nie wysuszał skóry, był trwały i wyglądał świeżo. No i żeby robiło się go błyskawicznie. 

1. Face cream.

I start with preparing my skin for makeup. I don't tan my face so in the summer season I spray it with a delicate self-tanner every other day. I put a light cream or a serum (in the summer heavy face creams absorb into the skin worse). I quickly reach the bottom of the packaging as I use a considerable amount on my neck and neckline. Afterwards, I pat in my under eye cream. In recent days, when the weather is pretty unrelenting, applying a cooling cream to this areas is really pleasant. I keep my Fridge cream in the fridge to ensure that it maintains its freshness, but owing to that it also gives your skin a lot of pleasure. After applying the products, I wash my teeth to allow my skin to absorb all of the products.

* * *

1. Krem.

Zaczynam od przygotowania skóry pod makijaż. Nie opalam twarzy więc w lecie co drugi dzień spryskuję twarz delikatnym samoopalaczem. Na to nakładam lekki krem albo serum (latem ciężkie kremy gorzej się wchłaniają). Zużywam je bardzo szybko, bo wsmarowuję też sporą ilość na szyję i dekolt. Następnie wklepuję krem pod oczy. W ostatnich dniach, gdy upał daje się nam wszystkim we znaki, nałożenie chłodnego kremu w te okolice jest naprawdę bardzo przyjemne. Ja swój krem od Fridge trzymam w lodówce by zachował swoją świeżość, ale dzięki temu jest też super przyjemnym w stosowaniu. Po nałożeniu kremów myję zęby, aby dać twarzy chwilę na wchłonięcie kosmetyków.

Na zdjęciu widzicie kremy do twarzy (z olejem różanym o działaniu przeciwzmarszczkowym) i oczu (z olejem migdałowym i masłem kokosowym) wyciągnięte prosto z lodówki. Fridge produkuje tak zwane "świeże kosmetyki" – beż żadnych konserwantów, barwników czy substancji zapachowych, dlatego należy trzymać je w chłodnych miejscach ze względu na ich krótką datę przydatności. Wszystkie składniki pochodzą z upraw ekologicznych. 

2. Highlight.

I think that a good highlighting product is something that every woman will love. Owing to such products, we won't attaing the effect of a mask, we'll look younger and more radiant. Now, I'm using Yonelle Metamorphosis moisturiser with highlighting effect. Apart from a healthy glow, your skin is ideally moisturised. This cosmetic can be used on top of a face cream or on top of your foundation. You can also mix it with your cream or foundation and only then apply it onto face. It can also be used as a highlighter on top of the makeup – apply it in the areas of your cheeks bones, under the eyebrows, or over your lips. I also recommend Yonelle under eye patches – they work wonders with puffiness after a rough night.

* * *

2. Rozświetlenie.

Myślę, że dobry produkt rozświetlający to coś, co pokocha każda kobieta. Dzięki nim nie uzyskamy efektu maski, będziemy wyglądać młodziej i bardziej promiennie. Teraz używam nawilżacza Yonelle Metamorphosis właśnie z efektem rozświetlenia. Poza zdrowym błyskiem skóra jest idealnie nawilżona. Kosmetyk ten możemy używać na krem pielęgnacyjny lub na podkład albo zmieszać nawilżacz z kremem lub podkładem i dopiero wtedy nałożyć na twarz. Może nam też posłużyć jako rozświetlacz na już gotowy makijaż – nakładamy go wtedy punktowo na kościach policzkowych, pod łukiem brwiowym lub nad ustami. Z firmy Yonelle polecam Wam też płatki pod oczy – ładnie niweluję opuchliznę po niewyspanej nocy. 

Yonelle Metamorphosis Rozświetlający Nawilżacz ze złotymi drobinkami  wzmacnia nawilżające działanie każdego kremu, dając jednocześnie efekt rozświetlenia. To jednocześnie kosmetyk pielęgnacyjny i uzupełniający nasz makijaż. Specjalistyczny KOMPLEKS AHT (aminokwasy, kwas hialuronowy, trehaloza) sprawia, że cera zyskuje gładkość i elastyczność. 

3. Foundation.

The changes in my everyday makeup didn't happen overnight, but I had one breakthrough moment when instead of using MAC FIX, I decided to use a liquid foundation. I really liked the effect and when I added a little bit of loose powder in the end, I was really astonished at the durability of my makeup. At the moment, I've got two foundations as I need two colours (lighter for fall and winter and darker when I'm tanned). I often tend to mix both of them to attain a perfect hue. Currently, I've got Double Wear by Estee Lauder in SAND and Eveline Liquid Control in WARM BEIGE. I apply foundation only with my fingers (for  hygiene reasons).

4. Eye makeup.

As I've already mentioned before, I abandoned the black liner. I leave this option for evening events. Instead, I apply a brown eye shadow onto my whole lid. I'm most keen to use sandy hues – beiges and coffee and milk. Now, I use mineral eye shadows by Annabelle Minerals. Mineral cosmetics are a great solution for those who value natural options or have sensitive skin. I've tested foundations and blushes by Annabelle Minerals and I was mostly surprised at their durability – if you like using dry makeup cosmetics, you'll be awe-struck.

First, I apply a very thin layer of foundation on the eyelids – owing to that makeup stays longer on my skin and doesn't smudge. Taking the eye shadow with a brush, I always shake off the excess (in that case, you can use the edge of the pot). By getting rid of the excess, you'll avoid scattering the product under your eye. I don't cover my lashes with mascara as I've got them slightly extended right now.

* * *

3. Podkład.

Zmiany w moim codziennym makijażu nie nastąpiły z dnia na dzień, ale miałam jeden przełomowy moment, gdy zamiast MAC FIX postanowiłam użyć płynnego podkładu. Efekt mi się spodobał, a gdy dołożyłam na koniec odrobinę sypkiego pudru, to byłam naprawdę zaskoczona tym, jak długo mój makijaż utrzymał się w nienaruszonym stanie. W tym momencie mam dwa podkłady, bo potrzebuję dwóch kolorów (jaśniejszy na jesień i zimę oraz ciemniejszy, gdy jestem opalona). Często zdarza mi się też mieszać jeden z drugim, aby uzyskać idealny kolor. W tym momencie mam Double Wear od Estee Lauder w kolorze SAND oraz Eveline Liquid Control w kolorze WARM BEIGE. Podkład nakładam (ze względów higienicznych) wyłącznie palcami.

4. Makijaż oka.

Jak wspominałam wcześniej odeszłam od robienia sobie na powiece czarne kreski eye-linerem. Taki makijaż zostawiam na wieczór. Zamiast tego nakładam na całą powiekę brązowy cień. Najchętniej sięgam po piaskowe odcienie – beże i kolory kawy z mlekiem. W tym momencie używam mineralnych cieni od Annabelle Minerals. Mineralne kosmetyki to w ogóle świetne rozwiązanie dla tych z nas, które cenią sobie naturalne rozwiązania lub mają wrażliwą skórę. Ja testowałam także podkłady i róże z tej firmy i byłam zaskoczona przede wszystkim trwałością tych produktów – jesli lubicie używać suchych kosmetyków do makijażu to będziecie nimi zachwycone. 

Na początku nakładam na powiekę bardzo cienką warstwę podkładu do twarzy – dzięki temu make-up utrzyma się dłużej, nie zwarzy się ani nie rozetrze. Nabierając cień na pędzelek zawsze strzepuję jego nadmiar (w tym przypadku można otrzepać go o brzeg słoiczka). Pozbywając się nadmiaru kosmetyku unikniemy jego rozprószenia pod okiem. Rzęs nie tuszuję, bo w tym momencie mam je delikatnie przedłużone. 

Cienie Annabelle Minerals, których aktualnie używam to MILKSHAKECAPPUCINO i AMERICANO. Tym ostatnim wykonuję dzisiejszy makijaż (wystarczy tylko jeden kolor). Ten odcień idealnie sprawdzi się także do wypełnienia brwi.

5. Blush and lips.

Blush is probably my favourite colour cosmetic, but if I’m not applying loose powder on my makeup I abandon the idea of using a regular compact powder and instead… I use a lipstick. Why? A powdery blush won't spread nicely on a creamy foundation. But a lipstick with rich texture will nicely blend with the foundation. It's enough to create two lines along your cheeks and delicately smudge them (just like in the photo below). I use the same product for my lips (CHANEL Rouge Allure Ink 140 Amoureux).

* * *

5. Róż i usta.

Róż to chyba mój ulubiony kosmetyk kolorowy, ale jeśli nie nakładam na podkład sypkiego pudru to rezygnuję z klasycznego pudru w kompakcie i zamiast  niego używam… pomadki. Dlaczego? Bo na kremowym podkładzie sypki róż nie rozprowadzi się równomiernie. Za to pomadka o tłustej konsystencji ładnie wtopi się w podkład. Wystarczy zrobić dwie linie wzdłuż policzków i delikatnie je rozsmarować (jak na poniższym zdjęciu). Tego samego produktu używam potem do ust (CHANEL Rouge Allure Ink 140 Amoureux). 

   Doing such makeup takes me approximately five minutes. The longest part is of course applying foundation – other activities take only a moment. You probably don't see an overwhelming effect in the photos below. Well, it isn't a perfect makeup that will look flawless during a wedding photo shoot, but it's enough for me as an everyday option. And what is your makeup routine? Have you changed anything in it in the past years?

* * *

   Wykonanie takiego makijażu zajmuje mi około pięciu minut. Najdłuższy etap to oczywiście rozprowadzenie podkładu – późniejsze czynności trwają chwilę. Domyślam się, że na poniższym zdjęciu nie widzicie powalającego efektu. No cóż, nie jest to perfekcyjny makijaż, który będzie wyglądał świetnie na sesji zdjęciowej, ale mi na co dzień całkowicie wystarcza. A jaka jest Wasza makijażowa rutyna? Czy też zmieniłyście coś w ostatnich latach?

 

 

 

 

 

CHANEL – THE CLEANSING COLLECTION

   Cleansing is one of the most necessary stages of face care. Chanel has just introduced a collection of six new makeup removal cosmetics. Each product has been designed to match different types of skin. For the last month, I could test all of them one by one and choose the one that I like the most when it comes to its texture and working. For example, LE LAIT FRAÎCHEUR D'EAU is applied with your fingers and washed off with a pad, and L'HUILE, LE LAIT DOUCEURD'HUILE and LA MOUSSE are also applied with fingers but washed off with water – the choice is based on your preferences and skin type. I've prepared short descriptions of each cosmetic so that you can check whether any of them would be a good accessory to your makeup bag.

L'HUILE CLEANSING OIL

The product contains delicate natural oils, but it doesn't leave an oily layer on your skin. When it comes into contact with water, its oily texture changes into milky one. It is applied straight onto your face – with the use of circular motions around your whole face and then washed off with some water.

LE LAIT DOUCEUR D'HUILE CLEANSING MILK

This cleansing milk turns into oil after it has been rubbed into your skin.  It ideally removes makeup, even a heavier foundation vanishes without a trace. After the application of this cleansing milk, your skin doesn't feel tight which often happens in case of this type of products.

LE LAIT FRAICHER D'EAU LIGHT CLEANSING MILK

The cleansing milk has light texture – at first, I had second thoughts whether it would work because it had such a runny texture, but ultimately, the milk turned out to be my favourite product from the whole collection. Makeup removal was extremely quick. According to the brand's description, it's enough to wash it off with a pad, but I wanted to use an additional toner.

LA MOUSSE CLEANSING CREAM

This cream is nothing else than a delicate face lotion. It ensures you with especially delicate and deep cleansing. The cream changes into dense foam when it comes into contact with water and, of course, you need to wash it off with water after the application.

LE TONIQUE TONER

The toner finishes the cleansing ritual and, at the same time, refreshes and soothes our skin. In the morning, this alcohol-free refreshing water will wake up your skin, whereas in the evening, it will remove makeup residues.

* * *

   Oczyszczanie to jeden z najbardziej niezbędnych etapów pielęgnacji naszej twarzy. Marka Chanel wprowadziła właśnie na rynek kolekcję sześciu nowych kosmetyków do demakijażu. Każdy produkt zaprojektowano tak, aby pasował do różnych typów skóry. Przez ostatni miesiąc mogłam testować wszystkie kosmetyki po kolei i wybrać ten, który najlepiej odpowiada mi konsystencją i działaniem. Na przykład LE LAIT FRAÎCHEUR D'EAU nakłada się palcami a następnie zmywa wacikiem, za to L'HUILE, LE LAIT DOUCEURD'HUILE i LA MOUSSE nakłada się również palcami, ale spłukuje wodą. – wybór zależy od upodobań i typu skóry. Przygotowałam dla Was krótkie opisy każdego z kosmetyków, abyście same mogły sprawdzić, czy coś sprawdziłoby się w Waszej kosmetyczce. 

L'HUILE OLEJ OCZYSZCZAJĄCY

Produkt zawiera delikatne oleje pochodzenia naturalnego, ale nie pozostawia na skórze tłustej powłoki. W kontakcie z wodą jego oleista konsystencja zamienia się w mleczną. Stosuje się go bezpośrednio na twarz – kolistymi ruchami rozprowadzami produkt po całej twarzy a następnie delikatnie spłukujemy wodą. 

LE LAIT DOUCEUR D'HUILE MLECZKO OCZYSZCZAJĄCE

To mleczko przekształca się w olej po wmasowaniu go w skórę.  Bardzo dobrze usuwa makijaż, nawet cięższy podkład znika bez śladu. Skóra po tym mleczku nie jest nieprzejemnie napięta, co czesto zdarzało mi się w przypadku tego rodzaju produktów. 

LE LAIT FRAICHER D'EAU LEKKIE MLECZKO OCZYSZCZAJĄCE

Mleczko ma bardzo lekką konsystencję – w pierwszej chwili miałam wątpliwości czy w ogóle zadziała skoro jest tak wodniste, ale finalnie mleczko okazało się być moim ulubionym produktem z całej kolekcji. Demakijaż przy jego użyciu trwał moment. Według opisu marki wystarczy ściagnąć go wacikiem, ale ja wolałam jeszcze przemyć twarz tonikiem.

LA MOUSSE OCZYSZCZAJĄCY KREM

Ten krem to nic innego jak delikatny płyn do mycia twarzy. Zapewnia wyjątkowo delikatne i głębokie oczyszczanie. Krem w kontakcie z wodą zamienia się w obfitą pianę, więc po użyciu należy go oczywiście spłukać wodą.

LE TONIQUE TONIK

Tonik kończy rytuał oczyszczający, jednocześnie odświeżając i łagodząc skórę. Rano ta bezalkoholowa, orzeźwiająca wodabudzi skórę, a wieczorem usuwa ostatnie ślady makijażu. 

 

 

Serum of spring

   The proponents and opponents of a holistic approach to our body would surely be very eager to share their point of view. The former will emphasise the role of our psyche and lifestyle, whereas the latter will say that they like to follow solid facts instead of unsupported speculations in their life. A holistic approach doesn't, however, entail the rejection of science. No one will force us to believe that when we've got a toothache we should ponder over our unreleased emotions from the past instead of making an appointment at the dentist's.   

   Even though I approach all revelations that aren't supported by scientific research with scepticism, when it comes to the topic of beauty, I literally go daffy – I deeply believe that our appearance is influenced by numerous factors – from the daily dose of sleep, to cosmetics that we use, the type of work, private situation, finishing with the time that we spend outdoors. For example, I strongly feel that all women whom I've met and who work as florists were and still are beautiful. In turn, I can't say that about the mean girls from my high school.  

   The topic of a "holistic" approach to beauty was taken up by Chanel. Fortunately, the company has also invested in some research which always impresses sceptics. The brand has singled out the so-called blue zones, that is three places where people live the longest – Nicoya on Costa Rica, Sardinia in Italy, and a Greek island, Icaria. Three ingredients appeared fairly frequently in the diet of the dwellers of these realms of longevity. These were: green tea, olive oil, and mastic gum. These exact products became the basis to create the new BLUE SERUM, which I have had the opportunity to test for the last several days (apply the serum under your cream). I don't know whether it's owing to the fragrant lilac sprigs from my garden (allegedly aromatherapy and surrounding yourself with plants also has an impact on our beauty), Israeli sun, or the new cosmetic by Chanel, but it seems to me that my skin looks happier. And maybe I'm just happier as a whole?I don't know where I got the baskets in the photo so don't ask me ;). I was cleaning them up because suddenly there were too many of them and they seemed a very graceful picture to me.

* * *

   Zwolennicy i przeciwnicy holistycznego podejścia do naszego ciała z pewnością chętnie podzielili by się z nami swoimi argumentami. Ci pierwsi podkreślać będą rolę naszej psychiki i stylu życia, a drudzy powiedzą, że lubią kierować się w życiu twardymi faktami, a nie miękkimi przypuszczeniami. Holistyczne podejście nie oznacza jednak odrzucenia nauki. Nikt nie wmówi nam przecież, że gdy boli ząb powinniśmy zastanowić się nad nieuwolnionymi emocjami z przeszłości zamiast umówić się do dentysty. 

   Chociaż poddaję w wątpliwość wszystkie niepoparte rzetelnymi badaniami rewelacje, to gdy dochodzimy do tematu piękna kompletnie głupieję – głęboko wierzę, że na nasz wygląd wpływ mają niezliczone czynniki – od codziennej dawki snu, poprzez kosmetyki, których używamy, rodzaj pracy, sytuację prywatną, aż po czas jaki spędzamy na świeżym powietrzu. Mam na przykład nieodparte wrażenie, że wszystkie kobiety-florystki jakie napotkałam na swojej drodze były i są piękne. Z kolei nie mogę powiedzieć tego samego o niektórych wrednych koleżankach z liceum.

   Na „całościowe” podejście do urody zwróciła też uwagę marka Chanel. Na szczęście, pokusiła się również o przeprowadzenie kilku badań, które zawsze robią dobre wrażenie na sceptykach. Marka wyodrębniła tak zwaną niebieską strefę, czyli cztery miejsca, w których ludzie żyją najdłużej – Nicoya na Kostaryce, Sardynię należącą do Włoch i grecką wyspę Ikarię. Trzy składniki pojawiały się w diecie mieszkańców długowiecznych krain wyjątkowo często. Były to: zielona kawa, oliwa z oliwek i guma mastyksowa. To te produkty stały się podstawą do stworzenia nowego BLUE SERUM, które miałam okazję testować przez ostatnie kilkanaście dni (serum nakładamy pod krem). Nie wiem czy to zasługa pachnących gałązek bzu z mojego ogrodu (podobno aromaterapia i otaczanie się roślinami też wpływa na naszą urodę), izraelskiego słońca, którego ostatnio zażywałam, czy nowego kosmetyku od Chanel, ale mam wrażenie, że moja skóra wygląda jakoś weselej. A może to cała ja jestem po prostu szczęśliwsza?

Nie wiem skąd te koszyki na zdjęciach więc mnie nie pytajcie ;). Robiłam z nimi porządek, bo chyba narosła ich zbyt duża ilość i wydały mi się takim wdzięcznym widokiem. 

BLUE SERUM to dwa produkty – jeden do pielęgnacji całej twarzy, drugi do delikatnych okolic oczu.  These are last sprigs of lilac this year. I gathered the ones with violet flowers from the very top of the tree (I got the white ones from my mother) as the ones located on the lower branches had already finished blossoming. I'd have regretted it if I hadn't captured them in a photo – it will take so long to smell their fragrance again. Have a pleasant weekend around flowers!

* * *

To już ostatnie gałązki bzu w tym roku. Te z fioletowymi kwiatami zerwałam z samego wierzchołka drzewa (białe dostałam od mojej mamy), bo niżej były już przekwitnięte. Żal mi było ich nie sfotografować – tak długo będzie trzeba czekać aby znów poczuć ten zapach. Udanego weekendu w otoczeniu kwiatów!