If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

If you are interested in advertisment on the site about interiors, send the message here:

Jeśli chciałbyś wykupić reklamę na blogu poświęconym wnętrzom to napisz tutaj:

[email protected]

Serum of spring

   The proponents and opponents of a holistic approach to our body would surely be very eager to share their point of view. The former will emphasise the role of our psyche and lifestyle, whereas the latter will say that they like to follow solid facts instead of unsupported speculations in their life. A holistic approach doesn't, however, entail the rejection of science. No one will force us to believe that when we've got a toothache we should ponder over our unreleased emotions from the past instead of making an appointment at the dentist's.   

   Even though I approach all revelations that aren't supported by scientific research with scepticism, when it comes to the topic of beauty, I literally go daffy – I deeply believe that our appearance is influenced by numerous factors – from the daily dose of sleep, to cosmetics that we use, the type of work, private situation, finishing with the time that we spend outdoors. For example, I strongly feel that all women whom I've met and who work as florists were and still are beautiful. In turn, I can't say that about the mean girls from my high school.  

   The topic of a "holistic" approach to beauty was taken up by Chanel. Fortunately, the company has also invested in some research which always impresses sceptics. The brand has singled out the so-called blue zones, that is three places where people live the longest – Nicoya on Costa Rica, Sardinia in Italy, and a Greek island, Icaria. Three ingredients appeared fairly frequently in the diet of the dwellers of these realms of longevity. These were: green tea, olive oil, and mastic gum. These exact products became the basis to create the new BLUE SERUM, which I have had the opportunity to test for the last several days (apply the serum under your cream). I don't know whether it's owing to the fragrant lilac sprigs from my garden (allegedly aromatherapy and surrounding yourself with plants also has an impact on our beauty), Israeli sun, or the new cosmetic by Chanel, but it seems to me that my skin looks happier. And maybe I'm just happier as a whole?I don't know where I got the baskets in the photo so don't ask me ;). I was cleaning them up because suddenly there were too many of them and they seemed a very graceful picture to me.

* * *

   Zwolennicy i przeciwnicy holistycznego podejścia do naszego ciała z pewnością chętnie podzielili by się z nami swoimi argumentami. Ci pierwsi podkreślać będą rolę naszej psychiki i stylu życia, a drudzy powiedzą, że lubią kierować się w życiu twardymi faktami, a nie miękkimi przypuszczeniami. Holistyczne podejście nie oznacza jednak odrzucenia nauki. Nikt nie wmówi nam przecież, że gdy boli ząb powinniśmy zastanowić się nad nieuwolnionymi emocjami z przeszłości zamiast umówić się do dentysty. 

   Chociaż poddaję w wątpliwość wszystkie niepoparte rzetelnymi badaniami rewelacje, to gdy dochodzimy do tematu piękna kompletnie głupieję – głęboko wierzę, że na nasz wygląd wpływ mają niezliczone czynniki – od codziennej dawki snu, poprzez kosmetyki, których używamy, rodzaj pracy, sytuację prywatną, aż po czas jaki spędzamy na świeżym powietrzu. Mam na przykład nieodparte wrażenie, że wszystkie kobiety-florystki jakie napotkałam na swojej drodze były i są piękne. Z kolei nie mogę powiedzieć tego samego o niektórych wrednych koleżankach z liceum.

   Na „całościowe” podejście do urody zwróciła też uwagę marka Chanel. Na szczęście, pokusiła się również o przeprowadzenie kilku badań, które zawsze robią dobre wrażenie na sceptykach. Marka wyodrębniła tak zwaną niebieską strefę, czyli cztery miejsca, w których ludzie żyją najdłużej – Nicoya na Kostaryce, Sardynię należącą do Włoch i grecką wyspę Ikarię. Trzy składniki pojawiały się w diecie mieszkańców długowiecznych krain wyjątkowo często. Były to: zielona kawa, oliwa z oliwek i guma mastyksowa. To te produkty stały się podstawą do stworzenia nowego BLUE SERUM, które miałam okazję testować przez ostatnie kilkanaście dni (serum nakładamy pod krem). Nie wiem czy to zasługa pachnących gałązek bzu z mojego ogrodu (podobno aromaterapia i otaczanie się roślinami też wpływa na naszą urodę), izraelskiego słońca, którego ostatnio zażywałam, czy nowego kosmetyku od Chanel, ale mam wrażenie, że moja skóra wygląda jakoś weselej. A może to cała ja jestem po prostu szczęśliwsza?

Nie wiem skąd te koszyki na zdjęciach więc mnie nie pytajcie ;). Robiłam z nimi porządek, bo chyba narosła ich zbyt duża ilość i wydały mi się takim wdzięcznym widokiem. 

BLUE SERUM to dwa produkty – jeden do pielęgnacji całej twarzy, drugi do delikatnych okolic oczu.  These are last sprigs of lilac this year. I gathered the ones with violet flowers from the very top of the tree (I got the white ones from my mother) as the ones located on the lower branches had already finished blossoming. I'd have regretted it if I hadn't captured them in a photo – it will take so long to smell their fragrance again. Have a pleasant weekend around flowers!

* * *

To już ostatnie gałązki bzu w tym roku. Te z fioletowymi kwiatami zerwałam z samego wierzchołka drzewa (białe dostałam od mojej mamy), bo niżej były już przekwitnięte. Żal mi było ich nie sfotografować – tak długo będzie trzeba czekać aby znów poczuć ten zapach. Udanego weekendu w otoczeniu kwiatów!

 

Weekendowa pielęgnacja, czyli czego używam kiedy moja skóra potrzebuje odpoczynku

    I could enumerate many changes that come about with the onset of Saturday – starting with the hour set on the alarm clock and ending with my menu. On the weekend, I get up later and eat differently (a double avocado with eggs and cocoa, please!)  and I usually don't wear the same clothes that I wear throughout the week – I more often choose flat shoes and sweatshirts and (I'm ashamed to admit it) leggings that have their own special shelf and they just beg to put them on in the morning. All of that is probably a sign of laziness, but these small changes get me into a cheerful mood.   

   Body and mind need some rest, but does our face also deserve to have a moment to take a breath? We expect it to look equally well seven days a week, even though we torture it with a heavy foundation, powder, drying lipsticks, and brushes that carry bacteria on a daily basis. In turn, we never have enough time for longer skin care routine in the evening. I'd also like my skin to have some rest on the weekends. That's why I introduce small modifications to my beauty routine…

***

   Mogłabym wymienić wiele zmian, które pojawiają się u mnie wraz z rozpoczęciem soboty – zaczynając od godziny ustawionej na budziku, a na jadłospisie kończąc. W weekend wstaję później, inaczej jem (podwójne awokado z jajkami i kakao poproszę!)  i zwykle nie noszę tego samego, co w ciągu tygodnia – częściej wybieram płaskie buty i bluzy, no i (wstyd się przyznać) legginsy, które mają swoją specjalną półkę i aż proszą, aby sięgnąć po nie w sobotni poranek. To wszystko jest pewnie objawem lenistwa, ale te małe zmiany wprawiają mnie w dobry nastrój. 

   Ciało i umysł potrzebują odpoczynku, ale czy nasza twarz również nie zasługuje na chwilę wytchnienia? Oczekujemy, że będzie wyglądać również dobrze przez siedem dni w tygodniu, chociaż na co dzień męczymy ją ciężkim podkładem, pudrem, wysuszającymi pomadkami i pędzlami, które przenoszą bakterie. Z kolei wieczorami nie starcza nam czasu, aby poświęcić dłuższą chwilę na pielęgnację. Chciałabym aby w weekend odpoczęła też moja twarz, dlatego wprowadzam małe modyfikacje do pielęgnacyjnej rutyny…

krem pod oczy La Mer // rozświetlacz Eveline // baza pod makijaż Lancer (nie jestem z niej do końca zadowolona, więc pewnie skończę to opakowanie i poszukam czegoś innego) //

   On the weekend, I use my regular face cream, but I apply a little bit more and I wait patiently until it is fully absorbed into the skin before I start doing my makeup. Having read your comments, I decided to return to my under eye cream – when I have more time, I massage it into my skin with a metal beauty tool that you can see in the photo. Due to the fact that I don't use powder on the weekends, I also don't use any dry highlighter. I replace it with a liquid one (Eveline) and delicately pat it into my cheekbones and the nose ridge. 

***

   W weekend zostaję przy swoim kremie do twarzy, ale nakładam go trochę więcej i spokojnie czekam aż się wchłonie nim zacznę robić makijaż. Po Waszych komentarzach postanowiłam wrócić do kremu pod oczy – gdy mam więcej czasu to wmasowuję go tą metalową pałeczką, którą widzicie na zdjęciu. Ponieważ w weekendy nie używam pudru, to rezygnuję również z suchego rozświetlacza. Zastępuję go tym w płynie (Eveline) i delikatnie wklepuję w kości policzkowe i grzbiet nosa.  

  Podkład Eveline Cosmetics z założenia chciałam stosować w weekendy, bo jest lżejszy niż ten, którego używałam do tej pory. Jego krycie okazało się jednak mocniejsze niż się spodziewałam, więc zaczęłam sięgać po niego częściej. LIQUID CONTROL HD LONG-LASTING 24 ma płynną i lekką konsystencję, dzięki czemu bardzo łatwo go rozsmarować, a mimo to dobrze kryje wszystkie przebarwienia i niedoskonałości. Mój kolor to 020. 

   On the weekend, I use my regular face cream, but I apply a little bit more and I wait patiently until it is fully absorbed into the skin before I start doing my makeup. Having read your comments, I decided to return to my under eye cream – when I have more time, I massage it into my skin with a metal beauty tool that you can see in the photo. Due to the fact that I don't use powder on the weekends, I also don't use any dry highlighter. I replace it with a liquid one (Eveline) and delicately pat it into my cheekbones and the nose ridge. 

***

   W weekend maluję się oszczędniej niż w ciągu tygodnia. Jak wcześniej wspomniałam – nie używam pudru. Na nakremowaną twarz nakładam lżejszy podkład i rozświetlacz. Jako różu używam… pomadki, bo ma oleistą konsystencję i lepiej wtapia się w podkład (wystarczy odrobinę pigmentu wklepać palcem). Oczu raczej nie maluję (ale rozczesuję dokładnie rzęsy i brwi). Oczywiście, dla skóry najlepiej byłoby gdybym nie malowała się w ogóle, ale rzadko pozwalam sobie na taką dyspensę. 

Jeśli jesteście fankami polskich marek kosmetycznych to wejdźcie na czat z tołpą i wybierzcie opcję „odbierz kod rabatowy". Dostaniecie 30% rabatu na kosmetyki do oczyszczania, demakijażu i tonizacji. Dodatkowo, dzięki odpowiedzi na krótkie pytania możecie odkryć swój typ skóry i dopasować produkt do siebie. Tołpa proponuje odkrycie indywidualnego sposobu na pielęgnację (mini, medium lub maxi), który będzie dopasowany do czasu jakim dysponujemy, efektami jakie chcemy osiągnąć i zawartości łazienkowej półki. Spróbujcie koniecznie!

  I won't go to bed without appropriate makeup removal. Throughout the week, I always use a face gel (currently, it is micellar gel by Tołpa from the green oils line), but on the weekends, I replace it with one that additionally has exfoliating properties. I chose refreshing cleansing face scrub by Tołpa, which thoroughly cleanses the skin by removing the calloused layer of the epidermis, sebum, and makeup (cost: PLN 16,99). I prefer to undergo such a treatment once or twice a week, but buckle down to it. I massage my face thoroughly and after rinsing the product, I apply a thicker layer of face cream with retinol (I received a sample in a cosmetic salon, but unfortunately I don't know what it is).   

   Once every few weeks, I do more for my skin than only a face scrub and patting face creams. I'm not a specialist in the field of cosmetology, but I've already tested a couple of treatments and I noticed a difference after some of them. Microdermabrasion did nothing at all to my skin, whereas Dermapen practically solved my problems with skin flaws – after the treatment, I always see best effects. Before my holidays, I'm planning an acid treatment and I'll be eager to read about your experiences.   

   To finish off, I need to mention my hair – on the weekend, I allow it to dry out on its own. After drying it up with a towel, I brush it out with a thick comb and that's it. If I don't have time to wait until my hair dries on its own, I use cool air mode.   

   I know that skin and body care are very popular so I'll be eager to read about the next topics that I'd be supposed to write about. Everyday makeup seems to me a topic that has already been covered on numerous occasions (the more so that I don't change much) so I'm waiting for your ideas! Have a peaceful evening!

***

  Bez dokładnego demakijażu nie położę się do łóżka. W ciągu tygodnia używam zawsze żelu do mycia twarzy (obecnie jest to żel micelarny z Tołpy z serii green oils), ale w weekendy zamieniam go na taki, który dodatkowo złuszczy naskórek. Wybrałam Orzeźwiajacy żel peelingujacy do mycia twarzy od tołpy, który dokładnie oczyszcza usuwając zrogowaciały naskórek, sebum i makijaż(koszt: 16,99 zł). Wolę wykonać taki zabieg raz, dwa razy w tygodniu ale porządnie. Bardzo dokładnie masuję palcami twarz, a po spłukaniu nakładam grubszą warstwę kremu z retinolem (dostałam próbkę w gabinecie kosmetycznym, ale niestety nie znam jego nazwy). 

   Raz na kilka tygodni robię dla swojej skóry coś więcej niż peelingi i wklepywanie kremów. Nie jestem specjalistką w dziedzinie kosmetologii, ale przetestowałam już kilka zabiegów i po niektórych z nich faktycznie widziałam różnicę. Mikrodermabrazja zupełnie nie wpłynęła na stan mojej skóry, za to Dermapen właściwie rozwiązał problem z niedoskonałościami – po tym zabiegu widzę zawsze najlepsze efekty. Przed wakacjami planuję też zabieg z kwasami i chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach w tym temacie. 

   Na koniec jeszcze kilka słów o włosach – w weekend pozwalam im swobodnie wyschnąć. Po wytarciu ręcznikiem rozczesuje je grubym grzebieniem i tyle. Jeśli nie mogę czekać aż będą suche to używam zimnego powietrza w suszarce. 

   Wiem, że wpisy o pielęgnacji cieszę się u Was dużą popularnością więc chętnie przeczytam o kolejnych tematach, które miałabym poruszyć. Codzienny makijaż wydaje mi się już nieco przegadanym tematem (tym bardziej, że w tej w kwestii niewiele się u mnie zmienia), więc czekam na Wasze pomysły! Spokojnego wieczoru!

***

 

 

Kolory fresków, czyli wiosenny makijaż CHANEL

   In order to make the current weather a little bit less bitter, I return back to my Italian holidays on the Amalfi Coast with my thoughts. In order to get there, it's best to fly to Naples – a city full of contrasts. Some claim that you can only either love it or hate it – there is nothing in between. I can see where it comes from as the seeming chaos can be slightly overwhelming. I'm not surprised, however, that there are so many people who treat this city as one of the European cultural cradles. Naples was the place that turned out to be a gateway that enabled the ancient Greek philosophy and lifestyle to reach us. It was here that Caravaggio found the afflatus for his pioneering paintings.  

   Lucia Pica, the Creative Director of Chanel Beauty, openly states that the new makeup collection for the spring/summer 2018 represents the colour scheme that can be found in her hometown – Naples. Allegedly, the colours used this season were taken from the frescos that can be found on the vaults of Neapolitan monuments.

   My whole look was created with the use of cosmetics from this very collection. At the beginning, I used LE TEINT ULTRA (40 BEIGE) foundation which has good coverage but isn't too mattifying (ideal if we want our skin to retain its natural glow). The flush on my cheeks is the effect of a blusher – JOUES CONTRASTE (430 FOSCHIA ROSA). I used the brown eye shadows from LES 9 OMBRES pallet and applied  ROUGE ALLURE VELVET​ 65 L'ARISTOCRATICA lipstick on my lips.

***

   Aby odczarować nieco zimową aurę, wracam myślami do moich włoskich wakacji na wybrzeżu Amalfi. Aby się tam dostać, najlepiej polecieć do Neapolu – miasta pełnego kontrastów. Niektórzy twierdzą, że można je wyłącznie kochać lub nienawidzić – nie ma niczego pośrodku. Trochę rozumiem tę opinię, bo chaos, który widzimy na pierwszy rzut oka może być nieco przytłaczający. Nie dziwię się jednak tym, którzy traktują to miasto jako źródło inspiracji i jedną z kolebek kulturalnych Europy. To Neapol okazał się wrotami, przez które doszła do nas filozofia i styl życia starożytnej Grecji i to właśnie tu Caravaggio znalazł natchnienie dla swoich pionierskich obrazów. 

  Lucia Pica, dyrektor kreatywny Chanel Beauty, nie ukrywa, że nowa kolekcja makijażowa na sezon wiosna/lato 2018, to przeniesienie barw znanych z  jej rodzinnego miasta – Neapolu właśnie. Podobno, kolory użyte w tym sezonie zostały zaczerpnięte z fresków, które znaleźć można na sklepieniach neapolitańskich zabytków. 

   Cały makijaż wykonałam kosmetykami z tej właśnie kolekcji. Na początku użyłam podkładu LE TEINT ULTRA (40 BEIGE), który ma dobre krycie ale nie jest mocno matujący (idealny, gdy chcemy, aby nasza skóra zachowała naturalny blask). Rumieńce na policzkach to efekt różu – JOUES CONTRASTE (430 FOSCHIA ROSA). Oczy pomalowałam brązowymi cieniami z palety LES 9 OMBRES, a na usta nałożyłam pomadkę ROUGE ALLURE VELVET​ 65 L'ARISTOCRATICA

eyeshadow / paleta cieni – PALETA LES 9 OMBRES // foundation / podkład – LE TEINT ULTRA (40 BEIGE) // lipgloss / błyszczyk – gel brilliant hydratant ROUGE COCO GLOSS (788 PARTHENOPE) // lip color / pomadka – ROUGE ALLURE VELVET (65 L'ARISTOCRATICA) // nail color / lakier do paznokci – LE VERNIS LONGWEAR NAIL COLOUR (592 GIALLO NAPOLI)

W kolekcji znajdziecie też ciepły odcień czerwieni, która świetnie sprawdzi się w wiosną i latem. Mój kolor to LE VERNIS LONGUE TENUE LONGWEAR NAIL COLOUR (588 NUVOLA ROSA).

Na życzenie Czytelniczek – moja wieczorna pielęgnacja po polsku

   A few weeks ago, I promised one of my readers that I would prepare a post about my evening routine. Questions about cosmetics that I use before going to bed had been appearing under the posts for a very long time. That's why I decided to look into my unscrupulous rituals in more detail. I didn't want to recommend accidentally chosen products. First, I conducted a strict assessment of the products that I use. Then, I picked the ones that I really use (or I try to use) every day. Today's "big five" includes cosmetics that are only by Polish brands.

***

   Kilka tygodni temu obiecałam jednej z Czytelniczek wpis o wieczornej pielęgnacji. Pytania o kosmetyki, których używam przed pójściem spać, pojawiały się pod wpisami już od dawna, więc postanowiłam bardziej przypatrzeć się moim niezbyt przemyślanym rytuałom. Nie chciałam polecać Wam przypadkowych rzeczy, dlatego wpierw dokonałam surowej oceny używanych przeze mnie produktów, a później wyodrębniłam te, które faktycznie stosuję (lub staram się stosować) każdego dnia. Wymieniona dziś "wielka piątka" to kosmetyki wyłącznie od polskich marek. 

   Lately, I've come across an article in which a dermatologist, asked about the importance of the evening cleansing of our skin, stated that lack of the stage involving makeup removal isn't that big of a crime. "It doesn't matter whether our makeup will rest on our skin for eight hours of sleep or for twelve hours during the day" – claims Schultz, M. D. However, I can't imagine entering my bed without cleansing my face prior to it. And that's not only because my pillow would get stained if I didn't do it. In case of problematic complexion (with pimples or black heads), we should remember about a thorough makeup removal each evening (dermatologists argue whether the use of makeup itself, rather than bad makeup removal, has got a negative effect on our skin.) In my case, micellar lotion isn't enough. After drying my face up with a towel, I could always spot residual foundation stains (I hope that you aren't eating your supper right now). Not only was I compelled to wash my towel, I also hat to additionally wash my face with a cleansing gel. Eventually, I assumed that a two-stage makeup removal is an unavoidable solution. Apart from complementary cosmetics, I equipped myself with disposable cotton tissues (these aren't regular tissues) that were Gosia's recommendation – you can get them at any larger drug store. After makeup removal with oil and a pad, I wash my face with face foam, and then delicately remove the residue with a cotton tissue.

***

   Ostatnio natknęłam się na artykuł, w którym dermatolog zapytany o znaczenie wieczornego oczyszczania skóry, uznał, że brak demakijażu nie jest aż taką zbrodnią, jak mogłoby się wydawać. "To bez większej różnicy czy nasz makijaż będzie na skórze przez osiem godzin snu, czy przez dwanaście godzin w ciągu dnia" – twierdzi doktor Schultz. Ja nie wyobrażam sobie jednak wejścia pod kołdrę bez dokładnego umycia twarzy. I to nie tylko ze względu na to, jak może wyglądać moja poduszka jeśli tego nie zrobię. W przypadku cery z problemami (wypryskami czy zaskórnikami) powinnyśmy wykonywać bardzo dokładny demakijaż każdego wieczoru (dermatolodzy spierają się jednak, czy złego wpływu na stan naszej skóry nie ma po prostu samo stosowanie makijażu, a nie kiepski demakijaż). U mnie nie wystarczał sam płyn micelarny, bo po wytarciu twarzy ręcznikiem zawsze widziałam na nim pozostałości podkładu (mam nadzieję, że nie jesteście w trakcie kolacji). Nie dość, że ręcznik był do prania, to twarz musiałam dodatkowo umyć żelem. W końcu uznałam, że dwuetapowy demakijaż to rzecz nieunikniona. Poza uzupełniającymi się kosmetykami, zaopatrzyłam się też w jednorazowe bawełniane chusteczki (nie mylić z takimi do nosa), które poleciła mi Gosia – dostaniecie je w każdej większej drogerii. Po zmyciu makijażu olejkiem i wacikiem, myję twarz pianką, a następnie delikatnie ale dokładnie wycieram chusteczką. 

In the photo above, you can see two products that I use for makeup removal. ORIENTANA ritual includes "Nourishing Makeup Removal Bio Oil" (PLN 57) and "Moisturising Bio Face Foam" (PLN 53). Both cosmetics are natural. The oil consist of 98 % of oils, such as neem, rice, sesame, sunflower, and sweet almond oils. When it comes to the foam with trichosanthes, it doesn't contain SLS/SLES/ALS and doesn't disrupt the balance of our skin.

***

Na zdjęciu powyżej widzicie dwa produkty, których używam do demakijażu. W skład rytuału ORIENTANA wchodzą "Odżywczy Bio Olejek do demakijażu" (57 złotych) i "Nawilżająca Bio Pianka do mycia twarzy" (53 złotych). Oba kosmetyki są naturalne. Olejek składa się w 98% z olejów, takich jak olej neem, olej ryżowy, olej sezamowy, olej słonecznikowy, olej ze słodkich migdałów. Z kolei pianka z ekstraktem z gurdliny japońskiej nie zawiera SLS/SLES/ALS i nie zakłóca równowagi skóry.

Mój nieco wygnieciony szlafrok jest z nowej kolekcji &OtherStories. 

    After removing the makeup thoroughly, I apply a couple of droplets of multifunctional STAY ESSENTIAL oil (PLN 49,90) by Annabelle Minerals. In this particular case, it functions as a serum and a lip balm, but you can also use it as hair conditioner or add it to mineral cosmetics to attain liquid texture. I pat it into the skin of my face and apply the rest of it onto my cuticles.

***

   Po dokładnym demakijażu nakładam na twarz kilka kropel wielofunkcyjnego olejku STAY ESSENTIAL (49,90 złotych) od Annabelle Minerals. W tym konkretnym wypadku spełnia on u mnie funkcję serum i balsamu do ust, ale można go też użyć jako odżywki do włosów, albo dodać do kosmetyków mineralnych aby uzyskać z nich płynną konsystencję. Ja wklepuję go w twarz, a pozostałości wcieram w skórki przy paznokciach. 

Ten olejek zawsze stoi u mnie przy umywalce. W ciągu dnia często służy mi jako balsam do ust albo ekspresowe nawilżenie dla rąk po ich umyciu. 

     The last stage is the application of a night cream. I don't always choose one that is suitable only for the night-time beauty routine. It could be a deeply moisturising product as well. Apparently, I make a mistake because night creams can contain a considerably larger amount of nourishing and regenerating substances that for various reasons shouldn't be used during the day (they are an inappropriate makeup base or can enter into a dangerous chemical reaction with the sun's UV rays). That was a convincing argument for me so I decided to purchase a proper night cream and a day version by the same brand (both products complete each other well).

***

   Ostatnim etapem jest nałożenie kremu na noc. Nie zawsze wybieram taki, który jest przeznaczony wyłącznie do wieczornej pielęgnacji. Równie dobrze, mógłby to być po prostu mocno nawilżający krem o delikatnym zapachu. Podobno robię jednak błąd, bo krem na noc może zawierać o wiele więcej odżywczych i regenerujących substancji, które z różnych powodów nie powinny być stosowane na dzień (są złą bazą pod makijaż lub mogą wchodzić w niebezpieczną reakcję ze słońcem). To mnie trochę przekonało, więc postanowiłam kupić krem na noc z prawdziwego zdarzenia i wersję na dzień tej samej marki (obydwa produkty bardzo dobrze się uzupełniają). 

W tym momencie używam kremów na dzień i na noc marki Belnea (każdy po 89 złotych). Ich głównym składnikiem jest olej z aronii, który pomaga skórze walczyć z wolnymi rodnikami. Kosmetyki nie posiadają substancji barwiących ani syntetycznych kompozycji zapachowych. 

      When I'm done with all the stages of my evening beauty routine, I comb my hair thoroughly, and I can head for the bedroom. For quite some time, I've been falling asleep with a blindfold so I decided to invest in one made from silk. Lately, I've also decided to purchase a silken pillow to complete my set. Both gadgets are by Slip, but you can find many similar products at a better price in a Polish shop Moye. The pillow doesn't irritate our skin and is supposed to bring back some lustre to our hair. I don't know whether it is true, but surely it is considerably more pleasant to the touch than pillows made from cotton or softened linen.  

   And that would be it. I am eager to read about your evening beauty routines and, of course, about your ideas for the future posts. In the meantime, I wish you sweet dreams.

***

   Gdy wszystkie etapy pielęgnacji mojej twarzy są skończone, rozczesuję dokładnie włosy i mogę już kierować się w stronę sypialni. Od dłuższego czasu zasypiam z opaską na oczach, więc postanowiłam zainwestować w taką z jedwabiu. Niedawno zdecydowałam się też na zakup jedwabnej poduszki do kompletu. Obydwa gadżety są od marki Slip, ale bardzo podobne produkty za lepszą cenę znajdziecie w polskim sklepie Moye. Poduszka nie podrażnia cery i ma podobno sprawić, że włosy przestaną być matowe. Nie wiem czy to prawda, ale z pewnością jest dużo przyjemniejsza w dotyku niż te z bawełny czy zmiękczonego lnu. 

  I to by było na tyle. Chętnie poczytam o Waszych wieczornych rytuałach i, oczywiście, o pomysłach na kolejne wpisy, a póki co życzę Wam słodkich snów.