If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

If you are interested in advertisment on the site about interiors, send the message here:

Jeśli chciałbyś wykupić reklamę na blogu poświęconym wnętrzom to napisz tutaj:

[email protected]

5 kosmetyków, które pomogą Ci wyglądać jak gwiazdy z Instagramu

5E1A3150

   Ideally contoured faces, raven-black brows, tan that seems to be an outcome of a two-week holiday spent on Greek islands, matte lips with a coat of Kylie Jenner's lipsticks, and a waistline that really makes one's head spin – in many cases, Instagram stars tend to be very similar to one another and their looks are often over-the-top. If you add the overuse of apps changing facial features on top of that, models in fashion magazines (which are greatly edited in Photoshop) come across as more natural. Something that was supposed to become an alternative to professional photo shoots in Vogue became its own caricature. But! Slightly dismayed, I need to admit that some of the tricks borrowed from girls, who are famous for taking perfect selfies and spending more than half of their year in the pool and the second half in Paris (with short breaks for getting back to the pool), might also become useful for mere mortals who don't even have Instagram accounts.

1. Double Wear Foundation by Estee Lauder

This product is another proof that word-of-mouth recommendations work best. I heard about the magical properties of this foundation from my good friend; however, I didn't pay any attention to this piece of information. Only when I had familiarised myself with the famous instagrammer pitching this product (and her makeup was really p e r f e c t) did I decide to give it a go. Surely, it isn't a foundation which can be used on a daily basis (and if Instagram stars do that, I really feel sorry for them) because it is heavy. However, its coverage is unsurpassed – it will be ideal for important events.

***

   Idealnie wykonturowane twarze, kruczoczarne brwi, opalenizna jak po dwóch tygodniach spędzonych na greckich wyspach, matowe usta wymalowane pomadkami od Kylie Jenner i wcięcia w talii przyprawiające o zawrót głowy – instagramowe gwiazdy w wielu przypadkach są do siebie bardzo podobne i często przesadzają. Jeśli doda się do tego nadużywanie aplikacji, zmieniających rysy twarzy, to bardziej naturalne okazują się być modelki w modowych magazynach (solidnie podkręconych przez photoshop). Coś co miało być alternatywą dla profesjonalnych sesji zdjęciowych w Vogue'u, stało się swoją własną karykaturą. Ale! Z lekką konsternacją muszę przyznać, że niektóre patenty zapożyczone od dziewczyn słynących z robienia perfekcyjnych selfie i spędzających ponad połowę roku w basenie, a drugą połowę w Paryżu (z drobnymi przerwami na powrót do basenu), mogą przydać się także zwykłym śmiertelniczkom, które konta na Instagramie nawet nie posiadają. 

1. Podkład Double Wear marki Estee Lauder 

Ten produkt, to kolejny przykład na to, że poczta pantoflowa sprawdza się najlepiej. O magicznych właściwościach tego podkładu powiedziała mi moja dobra koleżanka, ale kompletnie nie przywiązałam do tej informacji wagi. Dopiero gdy poznałam słynną instagramowiczkę zachwalającą ten produkt (a jej makijaż był naprawdę p e r f e k c y j n y) postanowiłam dać mu szansę. Z pewnością nie jest to podkład, który można stosować codziennie (i jeśli gwiazdki instagrama to robią, to bardzo współczuję) bo jest ciężki, natomiast jego krycie nie ma sobie równych – idealnie sprawdzi się na wielkie wyjścia. 

5E1A2944

2. Creams, supplements, face masks, or a serum with vitamin C

Vitamin C is one of the few cosmetic ingredients which really give visible results when it comes to the appearance of my skin. It becomes smoother and more radiant. In this case, it is worth undergoing treatment, which is based on this ingredient, in a beauty parlour, but you can also prepare a face mask at home. It is enough to take vitamin C in pills and crumble it, dissolve the obtained powder in a small amount of water, and apply on your face. However, during such a series of treatments, you have to be careful when it comes to sun exposure – at least, that is what my dermatologist claims, even though I am aware that the opinions are divided. I think that it is better to be safe than sorry and thus, for everyday skin care, I choose cosmetics which, despite their vitamin C contents, can be used on sunny days (I eagerly recommend a serum by Mincer Pharma that you can see in the picture below and which contains such properties).

2. Kremy, suplementy, maseczki czy serum z witaminą C

Witamina C to jeden z niewielu składników kosmetyków po których widzę prawdziwą poprawę wyglądu mojej skóry. Jest dzięki niej gładsza i bardziej promienna. Warto w tym przypadku skorzystać z zabiegu opartego o ten składnik w gabinecie kosmetycznym, ale można też przygotować maskę w domu. Wystarczy pokruszyć witaminę C w tabletkach, rozpuścić w niewielkiej ilości wody i nałożyć na twarz. W trakcie jej stosowania trzeba jednak uważać na ekspozycję słoneczną – tak przynajmniej twierdzi moja pani dermatolog, chociaż wiem, że zdania w tej kwestii są podzielone. Ja jednak wolę chuchać na zimne i do codziennej pielęgnacji wybieram te kosmetyki, które mimo zawartości witaminy C mogą być stosowane w słoneczne dni (gorąco polecam serum marki Mincer Pharma na zdjęciu poniżej, które posiada takie właściwości). 

5E1A2923 5E1A2996

3. Highlighter

It is one of the favourite cosmetics of make-up artists, as a skilfully highlighted face reflects light and, owing to that, looks great in pictures. Recently, my favourite cosmetic has been… loose powder eye shadow by Inglot which has been part of my make-up bag for a while now (unfortunately, the number has already worn down). I use a powder brush and apply a little bit of this product on my cheeks and the bridge of my nose with delicate strokes.

4. Bronzing powder

If I'm having a bad day and, after looking in the mirror, I know that my appearance ideally reflects the state of my mind, I use two things – a sweater or a blouse in white and… a bronzing powder. I'm not a great fan of strong tan, but a little bit of terracotta colour immediately makes us look more healthy, younger, and, altogether, we can apply a smaller amount of makeup. Girls, who professionally deal with taking "selfies," are well aware of that – bronzing powder is probably their favourite cosmetic also because it works well when it comes to the currently popular face contouring. I use the one by Swederm, which has been recently available in a package containing a mirror (I've got a discount code on this product for you! It is enough to insert the code SwedermKasia during the purchase, and you will be able to buy the bronzing powder with a mirror for 75 PLN instead of 95 PLN).

3. Rozświetlacz

To jeden z ulubionych kosmetyków makijażystów, bo umiejętnie rozświetlona twarz odbija światło i dzięki temu dobrze wygląda na zdjęciach. Ostatnio, moim ulubionym kosmetykiem jest… sypki cień do powiek marki Inglot, który jest w mojej kosmetyczce od dawna (numer niestety już się starł). Nakładam odrobinę tego produktu na pędzel do pudru i delikatnym muśnięciem nakładam na policzki i grzbiet nosa.

4. Bronzer 

Jeśli mam zły dzień, a po spojrzeniu w lustro wiem już, że mój wygląd idealnie odzwierciedla stan mojego umysłu, to sięgam po dwie rzeczy – sweter lub bluzkę w białym kolorze i… bronzer. Nie jestem wielką fanką mocnej opalenizny, ale odrobina koloru terakoty sprawia, że od razu wyglądamy zdrowiej, młodziej i summa summarum możemy nałożyć mniej makijażu. Doskonale wiedzą o tym dziewczyny, które zawodowo zajmują się robieniem "selfie" – brozner to chyba ich ulubiony kosmetyk, także dlatego, że dobrze sprawdza się przy popularnym dziś konturowaniu twarzy. Ja używam ten marki Swederm, który od niedawna można kupić w opakowaniu zawierającym lusterko (mam dla Was kod rabatowy na ten produkt! wystarczy wpisać kod "SwedermKasia" w trakcie dokonywania zakupu, a będziecie mogły kupić bronzer z lusterkiem w cenie 75 złotych zamiast 95 złotych). 

5E1A2951 5E1A2967

5. Nude eyeshadow palette

Instagram old hands want to look natural; therefore, they seldom opt for strong colours when it comes to eye shadows. Soft brown and beige colours are their favourite ones. I'm not a great fan of intricate makeup (even though some of them are really pretty, check out here), and I prefer a more delicate version which can be applied quickly. I use Bobbi Brown NUDE ON NUDE eyeshadow palette. First, I use a warm beige eye shadow on the whole lid, then, I use a fine angle brush to apply dark brown eye shadow on the upper lash line. Finally, I apply a generous coat of mascara. And that's it.

5. Paleta cieni w kolorach beżów i brązów

Instagramowe wyjadaczki chcą wyglądać naturalnie, dlatego rzadko kiedy decydują się na mocne kolory cieni do powiek. Stonowane brązy i beże to ich ulubione kolory. Ja nie przepadam za misternymi makijażami (chociaż niektóre są naprawdę ładne, sprawdźcie tutaj) i preferuję delikatniejszą wersję, którą można wykonać bardzo szybko. Wykorzystuję do niej paletę cieni Bobby Brown NUDE ON NUDE. Najpierw na całą ruchomą powiekę cień w kolorze ciepłego beżu, następnie cienkim, ściętym pędzlem nakładam ciemnobrązowy cień przy samej linii rzęs. Na koniec mocno tuszuję rzęsy. I to wszystko. 

5E1A3046-2 5E1A3001 5E1A3003 5E1A3156

If you managed to spot out other tricks of Instagram stars, let me know about them in your comments. Have a nice afternoon!

Jeśli udało Wam się wyłapać inne triki instagramowych gwiazd, to koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach. Miłego popołudnia!

 

Love to be a photographer #3

  For the first months of creating the blog, completely consumed with preparing posts, I focused my whole attention on clothes, the latest trend, and therefore on the shopping. Leading the side took my entire free time,  sometimes I even had to give up my other activities. After four years of managing the site, I changed the attitude of creating posts. I am not buying garments only because I want to show something new, but I am using the ones which I already have. My wardrobe also went through a big make over – I got rid of the large part of my wardrobe which were not entirely my style, and so the choosing everyday outfits became much easier. I have also returned to the plans that I had to put aside for a moment. Through this entire time one thing hadn’t change –  I still adore taking photos. In today's entry you will find a few shots which I managed to do in the first warm May afternoon.

***

   Przez pierwsze miesiące prowadzenia bloga, pochłonięta całkowicie przygotowywaniem wpisów, uwagę skupiałam na ciuchach, nowych trendach, a tym samym na zakupach. Prowadzenie strony zajmowało cały mój wolny czas, w którymś momencie musiałam nawet zrezygnować z pozostałych zajęć. Po czterech latach od założenia strony, podchodzę trochę inaczej do tworzenia wpisów. Nie kupuję ciuchów tylko dlatego, że powinnam pokazać coś nowego ale korzystam z tych, które już mam. Moja garderoba też przeszła gruntowną zmianę – pozbyłam się sporej części ubrań, które nie do końca wpisywały się w mój styl, dzięki czemu wybór codziennych strojów stał się znacznie prostszy. Powróciłam też do realizacji planów, które musiałam na chwilę odłożyć. Przez cały ten czas, jedna rzecz pozostała u mnie taka sama – niezmiennie uwielbiam robić zdjęcia. W dzisiejszym wpisie znajdziecie kilka ujęć, które udało mi się zrobić w pierwsze w tym roku, gorące, majowe popołudnie. 

   Moim ulubionym sposobem na chandrę jest przygotowanie czegoś słodkiego. Tym razem, postanowiłam wypróbować przepis pewnej słynnej na cały świat blogerki kulinarnej. Kupiłam wszystkie niezbędne produkty i zabrałam się za ugniatanie ciasta. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy po wyciągnięciu ciasta z lodówki okazało się, że w żaden sposób nie można go rozwałkować! Zawiedziona, postanowiłam zmodyfikować przepis i zacząć wszystko od początku, po swojemu. Efekt końcowy wyszedł idealnie i ciasto zniknęło w mig, ale trudne początki przypomniały mi, jak ważny jest szacunek dla Czytelników w trakcie przygotowywania przepisów – wszystko powinno udać się za pierwszym razem. Mój przepis na tartę znajdziecie poniżej :).

Spód z kruchego ciasta:

2 szklanki mąki

3 łyżki cukru pudru

szczypta  soli

200g  masła

3 duże lub 4 małe żółtka jaj 

( jeżeli ciasto będzie nadal zbyt kruche, dodaj łyżkę lub dwie gęstej, kwaśnej śmietany )

Nadzienie

duża garść malin

duża garść jeżyn

dwie duże garści pokrojonych truskawek

trzy łyżki miodu

pół łyżeczki startej wanilii lub esencji waniliowej

Masa jajeczna do posmarowania ciasta

1 jajko

szczypta soli

Jak to zrobić:

1. Wymieszaj  mąkę, cukier, masło do uzyskania kruchego ciasta. Następnie dodaj żółtka jaj. Energicznie zagnieć ciasto (im szybciej, a jednocześnie dokładniej to zrobisz, tym większe szanse, że ciasto będzie można łatwo rozwałkować). Owiń w folię i włóż do lodówki na co najmniej godzinę.

2. Po wyciągnięciu ciasta z lodówki, rozwałkuj je i wypełnij nim spód formy na tartę (nie przejmuj się, jeśli nie uda Ci się przenieść ciasta w jednym kawałku, jeśli się rozerwie, to doklej je już w formie). Warstwa ciasta powinna być dosyć cienka. Pozostałą część ciasta wykorzystasz później.

3. Do miski wrzuć wcześniej umyte i wysuszone jeżyny, maliny i pokrojone truskawki. Dodaj miód i wanilię. Delikatnie wszystko wymieszaj i przełóż do tarty. Rozwałkuj ciasto, które Ci zostało i wytnij nożem długie paski o szerokości ok. 2-3cm. Przekładaj je delikatnie na tartę aby uzyskać wzór kratownicy. Jeśli któryś z pasków Ci się przerwie, nie przejmuj się, po prostu spróbuj je skleić po przełożeniu. Wymieszaj jajko ze szczyptą soli i używając pędzelka posmaruj ciasto aby ładnie zarumieniło się w trakcie pieczenia.

4. Piecz przez 10 minut w temperaturze 200°C, potem obniż temperaturę do 160° C i piecz około pół godziny, aż ciasto się zarumieni. Wyłącz piekarnik i zostaw w nim ciasto na dodatkowe 15 minut aż ostygnie. Możesz podać je z lodami śmietankowymi.

Nie pamiętam kiedy ostatni raz trafiłam na tak dobrą powieść. Ostatnio czytam przede wszystkim literaturę, która przydaje mi się w pracy nad moim nowym projektem, ale w przypadku "Szczygła" Donny Tartt z przyjemnością zrobiłam wyjątek. Ta epicka powieść już okrzyknięta została największym wydarzeniem literackim ostatnich lat (zdobyła między innymi Nagrodę Pulitzera i Carnegie Medal), nie schodzi z list bestsellerów i sprzedała się w ponad trzech milionach egzemplarzy. Nie jest to pierwsze wielkie dzieło Donny Tartt – niektórzy z Was na pewno znają "Tajemną historię" czy "Małego przyjeciela", które pisała latami aby dopracować najmniejsze szczegóły intrygującej fabuły. Wszystkie pozycje są godne polecenia.

Mała ciekawostka – polska marka Mr Gugu & Miss Go, zainspirowana książką oraz stylem Donny Tartt, zaprojektowała limitowaną serię koszulek przedstawiającą tytułowego szczygła :).

Zastanawiacie się co tak pięknie pasuje do tego pachnącego bzu? Najbardziej lubię testować takie kosmetyki, które są jednocześnie tanie i dobre. Nowa seria marki Tołpa botanic, została stworzona na podstawie roślin takich jak amarantus, czarna róża, czerwony ryż, biały hibiskus, dąb paragwajski, a każda wiodąca roślina w danej linii odpowiada na potrzeby danej skóry. Ja jestem zachwycona serią "Czarna róża" i to nie tylko dlatego, że przepieknie pachnie. Celem kosmetyków z ekstraktem z kwiatów czarnej róży, jest pięlegnacja skóry wrażliwej, suchej i bardzo suchej, łagodzi też stany zapalne. Balsam do ust to mój faworyt – koniecznie wypróbujcie!

Specjalnie dla czytelników Make Life Easier, marka Tołpa przygotowała 20% rabat na całą linię kosmetyków roślinnych tołpa® botanic. Wystarczy, że w trakcie dokonywania zakupów na www.tolpa.pl, wpiszecie kod rabatowy: makelifeeasier (kod nie łączy się z innymi promocjami oraz kodami rabatowymi w ramach jednego zamówienia).

Kto by się spodziewał, że jedną z moich najlepszych inwestycji ostatnich miesięcy okaże się stara drabina? Większość osób, opisałoby mnie pewnie jako kogoś, kto ciągle gdzieś się śpieszy. Gdyby zajrzały jednak kiedyś do mojego domu w trakcie zdjęć, zobaczyłyby zupełnie inną stronę mojej osobowści. Prawdopodobnie stałabym na biurku lub stole, w bardzo dziwnej pozycji i w całkowitym skupieniu i ciszy próbowałabym sfotografować jakiś przedmiot. Klatka po klatce, modyfikowałabym kadr, tak aby spełniał moje oczekiwania, w przerwach upijając łyk kawy z mlekiem. Po kilku godzinach pracy nad odpowiednim zdjęciem i walki ze zmieniającym się światłem, usiadłabym do komputera i rozpoczęła tworzenie wpisów. Z doświadczenia wiem, że ujęcia "z góry" zawsze prezentują się najlepiej, ale za to najtrudniej je zrobić. Używając drabiny jest znacznie łatwiej :).

Zdjęcia kulinarne to "mój konik" – przez pierwsze trzy lata bloga robiłam zdjęcia do większości przepisów i to głównie dzięki temu nauczyłam się kadrować i rozplanowywać konkretne elementy. Poza tym, po zdjęciach zawsze można zjeść coś pysznego ;).

Czy któreś zdjęcie przypadło Wam do gustu? Czekam na chętnych, którzy chcieliby przeczytać więcej o fotografii – interesowałby Was taki wpis?

Miłego dnia! :)

 

 

New in

  I hope that you had a wonderful weekend! For the past few weeks it has been very hard for me to find time for anything ( perhaps you have some good tricks on how to organize your day?) I also totally forgot about New In series, that hasn’t appeared on a blog for a while now. So, I decided to make up for this today. Enjoy! :)

***

  Mam nadzieję, że macie za sobą udany weekend! Od ostatnich kilku tygodni ciężko jest mi znaleźć czas na cokolwiek (może macie jakieś sprawdzone sposoby na dobrą organizację dnia? :)). Wypadło mi też z głowy, że od dawna nie pojawił się wpis z cyklu new in. Dziś postanowiłam nadrobić te małe zaległości. Zapraszam! :)

  Nie wspominałam o tym jeszcze na blogu ale tydzień temu spędziłam trzy dni w Brukseli. Z wycieczki, poza tysiącem zdjęć przywiozłam jeszcze dwa drobiazgi ze sklepu & Other Stories – okulary i pierścionek. 

  Marka Art Deco może się wydawać niepozorna, ale już wielokrotnie była mi polecana, dlatego zdecydowałam się wypróbować pomadkę, błyszczyk i podkład (który niestety zostawiłam przez przypadek w hotelu, ale był naprawdę świetny). Piszę o niej dlatego bo wiele z Was pytało o kolor pomadki użytej przeze mnie w tym wpisie. Jej numer to 70 z serii Long-wear i świetnie nadaje się do codziennego makijażu. 

  Ta mała grafika, to pamiątka przywieziona z mojej ulubionej księgarni Galignani w Paryżu. W tym tygodniu planuję ją w końcu oprawić. Myślałam o dużym, białym passe-partout i cienkiej czarnej ramie. Myślicie, że będzie pasować?

  Gotowanie i testowanie nowych przepisów to mój ulubiony sposób na odstresowanie się. Przygotowywanie ciast, tart i tortów jest dla mnie niczym powrót do szkolnych prac ręcznych. W weekend moi rodzice wrócili z Brukseli, więc postanowiłam zrobić deser na sobotni rodzinny obiad. Zdecydowałam się na tartę z malinowym kremem.

Skład:

Ciasto:

– 200 gramów mąki pszennej

– 135 gramów masła

– 35 gramów cukru pudru

Krem:

350 gramów serka Mascarpone

3 garście malin (mogą być mrożone jeśli przed dodaniem do kremu odrobinę je odsączymy)

200 gramów śmiatanki 30 procentowej

jedna tabliczka białej czekolady

łyżka stołowa cukru pudru

  Ugniatamy ciasto, zawijamy je w folię i wkładamy do lodówki. Po trzydziestu minutach (w tym czasie możemy zrobić krem) wyciągamy ciasto i wykładamy nim formę do tarty (polecam najpierw wyłożyć formę papierem do pieczenia). Wkładamy ciasto do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i czekamy aż się delikatnie zarumieni. W dużej misce ubijamy śmietanę, dodajemy serek Mascarpone i cukier. Do małego garnuszka wlemay dwie łyżki stołowe śmiatanki i połamaną białą czekoladę (dzięki śmietance mamy większe szanse, że czekolada się nie przypali). Garnuszek stawiamy na bardzo małym płomieniu i mieszamy jego zawartość do momentu aż się rozpuści. Następnie dodajemy ją do reszty składników wraz z malinami. Delikatnie mieszamy. Czekamy aż upieczony spód wystygnie, a następnie wykładamy na niego krem. Całość odstawiamy do lodówki. Jeśli dla niektórych z Was krem będzie za ciężki, to możecie dodać same maliny na wierzch ciasta.

  Trochę przytłoczona nadmiarem spraw, potrzebowałam lekkiej a jednocześnie cudownie pozytywnej lektury. Przygotowując się do cyklu "w poszukiwaniu paryskiego szyku" zaopatrzyłam się w wiele książek, które miały przybliżyć mi styl życia mieszkanek Francji. Jedna z nich to „Szczęście na dzień dobry” Jamie Cat Callan. Przywołując wspomnienia swojej francuskiej babki oraz przeprowadzając wiele rozmów z przyjaciółmi z Francji, autorka powoli odkrywa przed nami kwintesencję joie de vivre. Zachęca nas na przykład aby nie czekać z ulubionymi rzeczami na specjalny dzień, w odległym „kiedyś”. Nośmy piękną bieliznę na co dzień. Używajmy ulubionej zastawy, gdy przyjaciele wpadają na kawę. Nie każmy swojej pięknej biżuterii leżeć miesiącami w pudełku. O ile piękniejsza jest myśl, że szczęście jest obok nas, na wyciągnięcie ręki, w najprostszych, codziennych chwilach. Musimy je tylko dostrzec i celebrować. Niezależnie od miejsca, w którym żyjemy. Miłego wieczoru! 

 

Z cyklu “w poszukiwaniu paryskiego szyku”: jak przygotować się do wyjścia w dziesięć minut?

And what if the :Parisian chic” is only a myth and being guided by principles which “supposedly” make life easier for the Parisian women misses the goal? For a long time I have been developing tricks on how to look stylish, even when I do not have time to figure out in front of a mirror, whether my blouse certainly matches the trousers or not. And I must admit, that books about Parisian chic describing – among other things – how to prepare yourself for going out within a few minutes, helped me bit. Perhaps this will be helpful for you as well :).

***

A co jeśli "paryski szyk" to tylko mit i kierowanie się zasadami, które "podobno" ułatwiają życie paryżankom mija się z celem? Od dawna wypracowuję triki na to, jak wyglądać stylowo, nawet gdy nie mam czasu na stanie przed lustrem i zastanawianie się czy bluzka aby na pewno pasuje do spodni. I muszę przyznać, że książki o paryskim szyku, opisujące między innymi sposoby na szybkie przygotowanie się do wyjścia z domu, trochę mi w tym pomogły. Być może pomogą i Wam :).

trousers / spodnie – Topshop (model leigh); cotton jacket / bawełniany żakiet – New Look (obecna kolekcja, podobny tutaj); flats / baletki – LuisaViaRoma (podobne tutaj); top – Oysho (podobny tutaj); sunglasses / okulary – RayBan on Zalando.pl; clutch / kopertówka – Zign on Zalando.pl

Paryżanki uwielbiają prostotę. Ja ją uwielbiam, gdy nie mam czasu na eksperymenty (czyli średnio pięć dni w tygodniu). Kiedy zostało mi pół godziny do wyjścia i właśnie wybiegłam spod prysznica, to wybór stroju zaczynam od dołu. To znaczy, że najpierw decyduję, którą spódnicę lub spodnie dziś założę i do tego dopasowuję resztę. Prawie zawsze są to czarne rurki, bo pasują do wszystkiego. Biały t-shirt, koszulka czy sweter to banał, ale przynajmniej dobrze wygląda. Wybierając taką bazę, możemy być pewne, że dobranie dodatków, czy marynarki zajmie nam chwilę. 

Jeśli chcemy skrócić czas, który poświęcamy na poranną pielęgnację to musimy korzystać tylko ze sprawdzonych kosmetyków. Wychodząc spod przysznica z prędkością światła wcieram balsam Bump Eraiser, który pomaga mi w utrzymaniu gładkich nóg (zapobiega wrastaniu włosków), a na twarz nakładam lekki krem, który szybko się wchłania. O głębokie nawilżenie skóry zaczęłam bowiem dbać wieczorami, po zmyciu makijażu. 

Używając dobrego kremu na noc nie tylko oszczędzamy czas rano, ale też lepiej odżywiamy naszą skórę. Kiedy śpimy znacznie lepiej się regeneruje. Ja z czystym sumieniem mogę Wam polecić Night Balm Rose szwedzkiej marki Wise, bo to naturalny kosmetyk, przeznaczony zarówno do skóry młodej jak i dojrzałej (sprawdziłam i naprawdę świetnie nawilża).

Wysuszenie i ułożenie włosów to najbardziej czasochłonna czynność, którą wykonuję każdego ranka. Nie ma cudów – w piętnaście minut nie uda mi się wymodelować włosów na okrągłej szczotce i trzymać termoloków, aby odbić je od głowy. W tym czasie mogę jednak użyć pianki (ta którą widzicie na zdjęciach jest genialna – włosy są super uniesione) i wysuszyć włosy trzymając głowę w dół (starannie wyczesując je w trakcie). 

Zadbane dłonie są naszą wizytówkę, ale wiem, że utrzymanie idealnego manicure jest czasami niemożliwe. Paryżanki uznają tylko dwa kolory na paznokciach: naturalny i czerwony. Ten pierwszy to idealne rozwiązanie, jeśli masz naprawdę mało czasu – nie widać na nim niedoskonałości i małych odprysków, łatwiej też niż w przypadku ciemniejszych kolorów, przykryć mały defekt kolejną warstwą. Manicure, który widzicie na zdjęciach zrobiłam w Salonie BALOLA w Sopocie. Kolor jest delikatny, neutralny i świetnie trzymał się na paznokciach, pomimo, że wystawiłam go w ostatnim tygodniu na wiele ciężkich prób! :)

Nim przechodzę do makijażu, zawsze nakładam na usta balsam, aby po kilku minutach łatwiej było mi rozprowadzić szminkę.

Francuzki kierują się w makijażu podobnymi zasadami co w ubiorze. Chodzi o uzyskanie wspaniałego efektu, ale małym kosztem. Nie ulegają amerykańskim trendom i nie nakładają na twarz dziesięciu warstw makijażu w celu jej wymodelowania. Paryżanki stawiają na naturalność i dbają o to, aby jak najlepiej wyeksponować swoje atuty, zamiast starać się upodobnić do kogoś innego. Nigdy nie pomyślałyby  "chcę mieć oczy takie jak…" a raczej "co mogę zrobić z moimi oczami, aby wyglądały jak najlepiej?". W moim przypadku, gdy muszę szybko doprowadzić się ze stanu totalnego "au naturel" do "glamour", stawiam na lekki fluid i czarny eyeliner. Ten ostatni tworzy piękną oprawę oczu, a po latach praktyk, pomalowanie kreski naprawdę zajmuje mi sekundę. Jeśli w Waszym przypadku eyeliner nie jest dobrym rozwiązaniem, to zaopatrzcie się w brązowy lub szary cień do powiek o niezbyt mocnym kryciu i nakładajcie go pędzlem na całą ruchomą powiekę. Czerwona szminka to kolejny banał, ale ta w sprawdzonym odcieniu, od razu daje wrażenie, jakbym spędziła przed lustrem o wiele więcej czasu. Na wieczorne wyjście, mam ją zawsze w torebce.

Nawet jeśli słynny niewymuszony szyk paryżanek tak naprawdę nie istnieje i jest jedynie literackim wymysłem, to kilka zasad i trików z pewnością warto wcielić w życie. Nic nie stoi nam na przeszkodzie, aby prezentować się równie dobrze jak mieszkanki Paryża. Albo jeszcze lepiej.

Miłego wieczoru! :)