kolczyki – YES 

sukienka – MLE (w środę znów dostępna)

zamszowe kozaki i torebka – Massimo Dutti (stara kolekcja)

rajstopy – Calzedonia 15 den

 

  Moje Drogie Czytelniczki, jak część z Was zdążyła zauważyć, rutynowy niedzielny wpis nie pojawił się wczoraj na blogu. Szybko chciałabym się wytłumaczyć z tej niefrasobliwości – niestety aparat, który towarzyszył mi od wielu lat, zaginął w bliżej nieznanych mi okolicznościach. Rano był, a wieczorem – gdy chciałam przegrać z niego zdjęcia na laptopa – już go nie było. Na nic przeszukanie całego mieszkania, zaglądanie do śmietnika („a może jakaś mała księżniczka postanowiła go po prostu wyrzucić nic mi nie mówiąc?”), a nawet chodzenie po podwórku („kto wie? Może Portos wziął go w pysk i wybiegł z nim gdy późnym wieczorem wyszedł na spacer?”), czy przekopywanie sterty prania („skoro zdarzają się przypadki wyprania kota, to dlaczego ja miałabym nie wyprać aparatu?”). Niestety żadne teorie, ani te logiczne ani kompletnie abstrakcyjne, nie przyniosły oczekiwanego skutku. Mam jednak ogromną nadzieję, że ten mój stary dobry przyjaciel się znajdzie, bo bez niego czuję się trochę jak bez ręki.

  Pozostał mi mój telefon i zdjęcia z niedawnego wyjścia do teatru. I chociaż nie były to jeszcze Walentynki to wchodząc do lobby wyremontowanego Teatru Wybrzeże czułam się jak na najcudowniejszej randce w życiu. A to był dopiero początek! W ogóle nie dziwi mnie to, że dorwanie biletów na większość spektakli to prawdziwa bitwa na smierć i życie. Od lat nie byłam na sztuce dla dorosłych ludzi (za to „Świnkę Peppę” w Teatrze Szekspirowskim polecam! ;)), ale teraz, gdy nieco łatwiej wyjść z domu wieczorem, trzeba będzie to nadrobić. Kreacji raczej mi nie zabraknie, bo widzę, że przez ostatnią dekadę modowy savoir-vivre trochę się w tym temacie zliberalizował. Kiedyś wyjście do teatru było okazją do włożenia najbardziej odświętnej z sukienek, dziś wystarczą chyba elegancka bluzka z dżinsami. A może lepiej stać przy utartych schematach? Przynajmniej w kwestii biżuterii nie mam wątpliwości. Ta od YES sprawdza się u mnie zawsze i wszędzie – w Walentynki, w teatrze i gdy biegnę spóźniona do przedszkola, bo cały ranek szukałam po kątach aparatu.