If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

LE MAT DE CHANEL – FALL-WINTER MAKE UP 2018 COLLECTION

   When I was trying to create my first real makeup look, I had one aim – to make it visible. Fortunately, I was quickly able to understand my mistake and my mum was wringing her hands for only a few weeks. Later, I was trying to subtly highlight my assets and cover imperfections – strong makeup looks almost didn't exist for me. Even though that I've been wearing the same look for almost a decade, the photos on the blog clearly show that I have forgone eyeliner almost completely, lipstick colours aren't that pink, and I use brown eye shadows almost exclusively. I have also changed my approach to glow and matte finishes.   

   Matte finish is the leitmotif of CHANEL's autumn collection. Lucia Pica, the art director of CHANEL Makeup, convinces that owing to muted colours absorbing light, it will be easier to attain a subtle and sublime makeup. I used the cosmetics from the collection (you'll find the detailed descriptions below) for my everyday look. As eye shadows, I used LES 4 OMBRES palette (the lightest on the whole eyelid, medium one the lid, crease, and below the waterline, the darkest on the line of upper lashes). I didn't use only the rusty colour. The colour of my lips is attained with the use of…. a lip pencil.

 The whole makeup was made with the use of: face cream – CC Cream SPF 50 / concealer – DE CHANEL CONCEALER 20 Beige / blush – JOUES CONTRASTE POWDER BLUSH 440 quintessence/ eye shadows – LES 4 OMBRES 308 CLAIR-OBSCUR / nail polish – kolor 636 ULTIME / lip pencil – LE ROUGE CRAYON DE COULER MAT 257 discretion / mascara – 3D MASCARA LE VOLUME REVOLUTION.

* * *

   Kiedy próbowałam wykonać swój pierwszy prawdziwy makijaż w życiu miałam tak naprawdę jeden cel – aby był widoczny. Na szczęście szybko zrozumiałam swój błąd więc moja mama załamywała ręce tylko przez kilka tygodni. Później starałam się już tylko subtelnie podkreślać zalety i tuszować wady – mocne makijaże właściwie dla mnie nie istniały. Chociaż wydaje mi się, że od prawie dekady maluję się prawie tak samo, to zdjęcia na blogu wyraźnie pokazują, że z kreski eye-linerem zrezygnowałam, kolory pomadek nie wpadają już w tak mocny róż i używam praktycznie wyłącznie brązowych cieni do oczu. Zmieniałam też podejście do błysku i matu. 

   Właśnie matowe wykończenie jest motywem przewodnim jesiennej kolekcji od CHANEL. Lucia Pica, dyrektor artystyczna CHANEL Makeup, przekonuje, że dzięki przygaszonym kolorom absorbującym światło, łatwiej uzyskamy wysublimowany makijaż. Wykorzystałam kosmetyki z tej kolekcji (dokładny spis znajdziecie poniżej) do mojego codziennego makijażu. Na powieki nałożyłam trzy cienie z palety LES 4 OMBRES (najjaśniejszy na całą powiekę, średni na ruchomą powiekę, jej załamanie i na linię dolnych rzęs, a najciemniejszy na linię górnych rzęs). Nie użyłam tylko koloru rdzy. Kolor ust to tym razem zasługa… kredki.

   Makijaż wykonałam przy użyciu: kremu do twarzy – CC Cream SPF 50 / korektoru – DE CHANEL CONCEALER 20 Beige / różu – JOUES CONTRASTE POWDER BLUSH 440 quintessence / cieni do oczu – LES 4 OMBRES 308 CLAIR-OBSCUR / lakieru do paznokci – kolor 636 ULTIME / kredki do ust – LE ROUGE CRAYON DE COULER MAT 257 discretion / tuszu do rzęs – 3D MASCARA LE VOLUME REVOLUTION.

Last Month

   There are a few days left until the end of September, but since autumn has already knocked on my door, I hope that you won't be bothered by a small speed-up. As you know, I spent the beginning of this month abroad, and I was doing some catching up for the blog and the new MLE collection during the remaining weeks. I didn't have too much free time, but whenever I found a calmer evening, I was working on pumpkin-based recipes – home-made food is something that I've been appreciating in a very special way lately. I'm even happier for the upcoming weekend – my parents, who are attending the UN summit in NYC at the moment, will finally spend a weekend with us. And that means that we can already prepare our bellies for the best baked turkey in the world and ourselves for a food stock for a whole week.

* * *

   Do końca września zostało jeszcze kilka dni, ale ponieważ jesień już do mnie zawitała, to mam nadzieję, że nie obrazicie się za to małe przyspieszenie. Początek tego miesiąca spędziłam jak wiecie poza Polską, a kolejne tygodnie poświęciłam na nadrabianie blogowych zaległości i pracy przy nowej kolekcji MLE. Wolnego czasu nie miałam zbyt wiele, ale gdy znalazło się jakieś spokojniejsze popołudnie to uskuteczniałam przepisy z dyni – domowe jedzenie to coś, co doceniam ostatnio w szczególny sposób. Tym bardziej cieszę się więc na ten weekend – moi rodzice, którzy w tym momencie są w Nowym Jorku na szczycie ONZ, w końcu spędzą z nami weekend. A to oznacza, że można już szykować brzuchy na najlepszego pieczonego indyka na świecie i zapasy jedzenia na cały tydzień. 

Artykuł o Portosie podróżującym po Europie pobił rekord popularności wszystkich wpisów w historii bloga (a ja nie byłam nawet pewna, czy ten temat w ogóle będzie Was interesował). Możecie przeczytać go tutajJesień rozpoczynamy z masą nowych wspomnień – niektóre zdjęcia już dałam do wywołania. 
Jednym z naszych przystanków była Nicea, w której znalazłam wymarzone buty (i dzień później biegałam już w nich po Wenecji).Operacja "mniej plastiku" czyli korzystanie z jednej torby zamiast pięciu foliowych siatek. Powroty do domu są najfajniejsze. Portos trochę za bardzo przyzwyczaił się do dyspensy, którą zafundowaliśmy mu w trakcie wyjazdu. 1. Pierwszy wieczór przy kaflowym piecyku już za nami. // 2. Trzy z nich pełnią funkcję ozdoby na parapecie, a z czwartej zrobiłam zupę. // 3. Obiady w domu. Mamy już dosyć jedzenia na wynos. // 4. Nasze dwa piękne płaszcze z MLE Collection. Który wybieracie? //Portos jak zwykle znalazł idealne miejsce na drzemkę. Pałętanie się pod moimi nogami to jedno z jego ulubionych zajęć. Nareszcie znalazłam zieloną herbatę, która mi smakuje. Dziękuję MoyaMatcha! Kukicha to zielona herbata, której skład w całości tworzą gałązki i łodygi liści – te części herbacianych krzewów, których nie znajdziemy w innych herbatach. Stąd też jej nazwa: „kuki” w języku japońskim oznacza łodygę lub patyk. Kukicha powstaje przy okazji produkcji innych zielonych herbat kiedy blaszki liści są oddzielane od pozostałych elementów. Jej smak przez to jest zdecydowanie inny: delikatniejszy, słodszy i lekko orzechowy. Dzięki znikomej zawartości kofeiny kukicha świetnie nadaje się do picia dla dzieci, kobiet w ciąży i o późnych porach dnia. 

A taka piękna przesyłka czekała na mnie po powrocie. Kolczyki w kształcie gałązki pochodzą od marki Pick a Twig i są niezwykle wygodne, aż zapominam, że mam je na uszach. Ponadto marka stawia na metale pochodzące z recyclingu, więc jest proekologiczna. W sklepie dostępne są jeszcze modele w kolorze srebrnym.

Dziewczyny z 2in przyjechały do Trójmiasta z Warszawy. Wybrałyśmy się więc do Drukarni w Gdańsku. Po szybkiej kawie zabrałam dziewczyny do mojego ulubionego trójmiejskiego pleneru. Plaża dla psów między Sopotem a Orłowem to idealne miejsce na zdjęcia. W zeszłym tygodniu w trakcie spaceru zrobiłam tam niedzielny "Look of The Day", a teraz wróciłam tam ze wszystkimi produktami z jesiennej kolekcji i trochę poważniej podeszłam do sesji. Gdy robię zdjęcia na potrzeby MLE Collection zazwyczaj poświęcam na to cały dzień. Na sweter w arany trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. To jeden z naszych produktów premium. Trochę zdjęć zza kulis. Portos miał być modelem, ale gdy tylko zobaczył morze od razu wbiegł do wody, a potem zaczął zakopywać patyki… 

A tu mała gratka wszystkich fanów ekologicznego stylu życia. Mgiełka nawilżająca do twarzy i dekoltu marki La Fare ma właściwości rozświetlające i pielęgnujące. Ja używam jej zaraz po prysznicu. Wszystkie produkty La Fare posiadają prestiżowy certyfikat ECOCERT, a opakowania wytwarzane są opakowań biodegradowalnych. Dostępne są tutaj, a stacjonarnie możecie zakupić je w wybranych drogeriach ZIKO DERMO.

Takie bukiety za 20 złotych znajdziecie tylko na sopockim rynku. Kto by się spodziewał takiego przenikliwego zimna!? Kurtkę, golf i okulary znajdziecie na stronie NAKD, a jeśli użyjecie kodu MLEX20 to otrzymacie 20% zniżki. 1. i 4. Swetry z naszej jesienno-zimowej kolekcji. Obydwa są w kolorze złamanej bieli, nie gryzą i są niesamowicie ciepłe. // 2. Te jabłka znaleźliśmy na spacerze. Będą racuchy! // 3. Poranki w pędzie, makijaż minimalny. //Zapowiedź wpisu, który szykuję dla Was jeszcze na ten tydzień. 

Każdy właściciel niesfornego psiaka wie jaki to sukces. Smycz zawieszona na jednym paluszku to efekt wielu miesięcy treningu – szczerze mówiąc myślałam, że Portos postawił sobie za punkt honoru, aby nigdy nie nauczyć się chodzenia na luźnej smyczy. Taki sukces możliwy jest póki co tylko na dobrze znanych trasach, ale nie poddajemy się. Miłego wieczoru wszystkim!

***

 

Czy trzeba zmieniać pielęgnacyjne zwyczaje po lecie, czyli moja kosmetyczka po wakacjach.

  Suitcases are finally unpacked, the laundry is drying in the garden, and the chestnut behind the window is losing its first leaves (already?!). The calendar summer is coming to an end, and the changing of seasons always brings about small modification in our daily routines. We prepare different meals, choose different clothes… and use different cosmetics. Exactly, does the last change has any sense at all? Should we really introduce some changes into our skin care and makeup routine after summer is over?

1. Skincare at home.  

   Count me in. The end of season is always a good moment to change something when it comes to the contents of our makeup bags. It's also a great opportunity to assess whether the products will be still of any use. First and foremost, if you have something that is suitable only for the summer season, you should bid farewell to it. Why? If you aren't looking forward to holidays in the Caribbean in October, the previously opened products will be off in nine months. That's why I didn't feel sorry when I was throwing away the rest of my body balm with 30UVA protection and everything that had a changed texture (it's a clear evidence that the cosmetic is old). I also gave away a foundation that was too dark even after holidays in Saint Tropes to my sister-in-law. In so far as you can place the clothes on a higher shelf, you can't really store cosmetics for a rainy day.   

   It's common knowledge that our skin after summer is dried and should be treated with extra moisturisation. However, in the autumn/winter season we are attacked with almost the same pieces of information – our complexion is exposed to cold so it has to be deeply moisturised. That's why I won't be persuading you to change your face cream, as everything tells us that you should be extra meticulous while taking care of your skin regardless of the season. It's also about free radicals – in the summer they proliferate owing to sun rays, yet in the autumn and winter they still cope pretty well owing to air pollution. The cream that I am currently using (ONLY YOU by Pause) protects our skin against sun and has additional properties protecting the skin against air pollution – therefore, I can easily continue using it, especially that thus far it has been great for moisturising the skin (if you aren't sure whether your face cream is enough, assess your skin at the end of the day – if it wrinkles easily and your makeup feels "dry” on its surface, it's a sign that it's time to search for a new product).   

   After I returned home, I opted for a face mask, but probably more for relaxation than skin care reasons. I really don't know what producers add to them, but after this mask, complexion looks perfect on the following day. I even regretted that I hadn't left it for some kind of a special ocassion.

* * *

 Walizki w końcu rozpakowane, pranie po wyprawie suszy się w ogrodzie, a z kasztanowca za oknem spadają pierwsze liście (już?!). Kalendarzowe lato dobiega końca, a zmiana pór roku zawsze ciągnie za sobą małe modyfikacje w naszej codziennej rutynie. Gotujemy inne dania, wybieramy inne ubrania i… używamy innych kosmetyków. No właśnie, czy ta ostatnia zmiana ma sens? Czy po lecie faktycznie powinnyśmy zmienić sposób naszej pielęgnacji i makijażowe zwyczaje?

1. Pielęgnacja w domu.

   Uważam, że tak. Koniec sezonu to zawsze dobry moment, aby zrobić małe wietrzenie swoich kosmetyczek i ocenić przydatność używanych produktów. Przede wszystkim jeśli macie coś, co nadaje się tylko na lato to powinnyście się z tym pożegnać. Dlaczego? O ile nie czekają Was wakacje na Karaibach w październiku, to wcześniej otwarty produkt nie będzie nadawał się do użytku za dziewięć miesięcy. Bez żalu wyrzuciłam więc resztkę balsamu do ciała z filtrem 30UVA, wszystko, co zmieniło swoją konsystencję (to najdobitniejszy dowód na to, że kosmetyk jest już nieświeży), a podkład, który był za ciemny nawet po wakacjach w Saint Tropez, oddałam bratowej. O ile ubrania możemy odłożyć na wyższą półkę, o tyle kosmetyków lepiej nie magazynować na "czarną godzinę". 

   Wszędzie można przeczytać o tym, że po lecie nasza skóra jest wysuszona i należy ją dodatkowo nawilżyć. Ale w sezonie jesienno-zimowym atakowane jesteśmy właściwie takimi samymi informacjami – cera narażona jest na zimno więc trzeba zadbać o jej szczególne nawilżenie. Nie do końca więc będę Was namawiać do zmiany kremu do twarzy, bo wszystko wskazuje na to, że niezależnie od pory roku powinnyśmy ją pielęgnować z taką samą pieczołowitością. Mowa tu także o wolnych rodnikach – w lecie namnażają się przez słońce, ale jesienią i zimą nadal świetnie sobie radzą, dzięki zanieczyszczonemu powietrzu. Krem, którego obecnie używam (ONLY YOU od marki Pause) zabezpiecza przed słońcem i ma dodatkowe właściwości chroniące skóre przed zanieczyszczeniami – mogę więc spokojnie używać go dalej, zwłaszcza, że do tej pory dobrze nawilżał skórę (jeśli nie jesteś pewna czy Twój krem też jest wystarczający oceń swoją skórę pod koniec dnia, jeśli łatwo się marszczy, a makijaż się na niej "zasuszył" to znak, że trzeba poszukać czegoś nowego). 

   Po powrocie do domu, chyba bardziej z przyczyn relaksacyjnych niż pielęgnacyjnych, zafundowałam sobie maskę na twarz. Naprawdę nie wiem co do nich dodają ale po tej masce cera nawet na drugi dzień wyglądała idealnie. Aż żałowałam, że nie zostawiłam jej sobie na jakąś specjalną okazję. 

Krem ONLY YOU od marki Pause ma za zadanie odmłodzić naszą skórę. Stymuluje syntezę włókien kolagenowych i elastyny, zmniejsza widoczność linii mimicznych. Pompka gwarantuje higieniczne korzystanie z kremu. 

Maskę La Mer w płachcie można kupić w pakiecie sześciu sztuk. Idealna na szczególne okazje. 

2. The real fight happens in the beauty salon.  

   The beginning of autumn is the best moment for more invasive skin treatments. I am a real lucky devil that I was able to avoid skin discolouration requiring very intense skin treatments. But! Instead, I've got small post-acne scars on my cheeks (which are fortunately less and less visible each season) as I've been fighting pimples for years. For four years, at the turn of September and October, I have always started a cycle of treatments which, as I assume, had an imperative influence on the state of my skin (first, I made sure that the skin imperfections weren't an outcome of some kind of medical issues – around that time, I changed my diet). The treatment that I have mentioned here a number of times is Dermapen. In fact, it is needle mesotherapy, but done with a special device. The main effect that you can attain is the rejuvenation of your skin and counteracting ageing; however, owing to the fact that skin is entirely renewed after such a treatment, the owners of acne and scars will also see some changes. In good beauty salons, cosmetologists will choose an appropriate active substance (depending on the effect that you would like to attain). Unfortunately, I can recommend you only one beauty salon that offers this treatment. I fully trust the staff in Balola in Sopot, and I know that they won't do any harm to any of their clients (I attend at least three treatments over a period of five months).   

   If you would like to test this treatment, Balola Beauty Salon has prepared for you a discount on it – until the end of September, it offers a 10% discount on all Dermapen treatments (the discount doesn't apply to treatment cycles), and if you mention this post and my blog in the salon, you'll receive an additional 5% discount. In total, it gives you a 15% discount! :) You should definitely make an appointment as this beauty salon is literally crowded with clients :). And if you don't get to use the discount, you should visit it neertheless – the quality of services is really top-notch.

3. Makeup like a memory of summer.  

   As you know from the beginning of this post, my dark foundation has found a new home, and when it comes to the one that I was using before the summer, it has already ended. Hence, I had to buy something else. I was considering the famous Sisley foundation, but I finally decided to test the products of a new Polish brand NEO, and fortunately, I weren't disappointed (it applies easily, it has medium coverage, and I found a perfect shade). That's why I'm over with the most important product of the whole makeup. What I need for my everyday makeup is translucent powder, blush, eye shadow, mascara, and a delicate lip gloss. After the summer season, I don't really change anything, the other way round – I try to maximally prolong the time when the memory of summer is still visible on my face. Therefore, I go for warm blushes and delicate golden eye shadows. The time for heavy makeup and red lips will come soon.

* * *

2. Prawdziwa walka w gabinecie.

   Początek jesieni to też najlepszy moment na bardziej inwazyjne kuracje dla naszej skóry. Jestem szczęściarą, bo póki co nie dorobiłam się przebarwień słonecznych, których usuwanie wymaga intensywnych zabiegów. Ale! Mam za to niewielkie potrądzikowe blizny na policzkach (które z sezonu na sezon są na szczęście coraz słabiej widoczne), bo przez lata walczyłam z wypryskami. Od czterech lat na przełomie września i października rozpoczynam cykl zabiegów, które, jak domniemam, miały kluczowy wpływ na kondycję mojej skóry (wpierw upewniłam się, że niedoskonałości nie są wynikiem jakichś medycznych kwestii, mniej więcej w tym samym czasie zmieniłam też dietę). Zabieg, o którym już parę razy Wam wspominałam to Dermapen. Właściwie jest to po prostu mezoterapia mikroigłowa, tyle tylko, że wykonana specjalnym urządzeniem. Główny efekt jaki można dzięki niej uzyskać to odmłodzenie skóry i przeciwdziałanie jej starzeniu, jednak dzięki temu, że skóra po takim zabiegu całkowicie się odnawia, to zmiany zauważą również właścicielki trądziku i blizn. W dobrych salonach kosmetolog wybierze odpowiednią substancję czynną (w zależności od tego na jakim efekcie najbardziej nam zależy). Niestety, mogę polecić Wam tylko jeden salon kosmetyczny wykonujący ten zabieg. Do zespołu Baloli w Sopocie mam pełne zaufanie i wiem, że żadnej z Was nie zrobią tam krzywdy (ja chodzę na minimum trzy zabiegi w ciągu pięciu miesięcy). 

   Jeśli chciałybyście przetestować ten zabieg to Salon Balola przygotował dla Was promocję na zabieg – do końca września oferuje 10% rabatu na zabiegi Dermapen (nie dotyczy serii zabiegów), a jeśli w salonie powołacie się na ten wpis i mojego bloga, to otrzymacie dodatkowo 5%. Łącznie macie 15% rabatu! :) Koniecznie umówcie się na wizytę, bo klientki walą do salonu drzwiami i oknami :). A jeśli nie załapiecie się na promocję, to odwiedźcie to miejsce mimo wszystko – naprawdę jakość usług na najwyższym poziomie. 

3. Makijaż jak wspomnienie lata.

   Jak wiecie z początku wpisu mój ciemny podkład znalazł nowy dom, z kolei ten, którego używałam przed latem już się skończył. Trzeba więc było kupić coś innego. Myślałam o słynnym podkładzie z Sisley ale w końcu zdecydowałam się przetestować produkt nowej polskiej marki NEO Make Up i na szczęście się nie zawiodłam (bardzo łatwo się rozprowadza, ma średnie krycie i znalazłam idealny kolor). Najważniejszy produkt do makijażu mam więc z głowy. To czego potrzebuję do codziennego makijażu to puder transparentny, róż, cień do oczu, tusz do rzęs i delikatny błyszczyk. Po lecie nie zmieniam właściwie nic, wręcz przeciwnie – staram się maksymalnie długo przeciągnąć czas, w którym na mojej twarzy widać wspomnienie wakacji. Uderzam więc w ciepłe róże i delikatne złote cienie na powiekach. Na ciężkie makijaże i czerwona usta przyjdzie jeszcze czas. 

Cały makijaż został wykonany wyłącznie przy użyciu kosmetyków marki NEO MAKE UP. Wymieniam dla Was kolejno nazwy i kolory produktów: podkład matujący – kolor 03 / róż – Velvet Blush – kolor 03 / cień w kremie – kolor sparkly gold – 15 / tusz do rzęs pogrubiający / błyszczyk do ust uwypuklający – kolor 4 Lotus.

   My z Portosem wracamy do pracy nad wpisem z naszej podróży, a Was zachęcam do podzielenia się w komentarzach własnymi zwyczajami. Robicie porządki w kosmetyczkach? Zmieniacie coś w makijażu wraz z końcem lata? A może odkryłyście kosmetyk, o którym chciałybyście mi napisać?