
Wpis powstał we współpracy z marką Say Hi oraz Pasiekami Rodziny Sadowskich, a także zawiera lokowanie marki własnej.
Zacznę może od tego, że pamięć ma dziwną skłonność do wygładzania ostrych krawędzi. Kiedy dziś próbuję sobie przypomnieć, z jakimi emocjami i lękami wchodziłam we wrzesień, wyraźnie widzę, jak wiele z nich zdążyło już odpłynąć w drugą stronę. Pierwsze huragany mam więc za sobą — choć nie te pogodowe, bo w Sopocie trwa właśnie prawdziwe babie lato. Mam raczej na myśli ten rodzaj zamieszania, który na początku wydaje się większy od nas, a po kilku tygodniach okazuje się czymś, przez co po prostu trzeba było przejść.
Kilka tygodni temu usłyszałam od kogoś: „pamiętaj, żeby po tym, jak stworzysz już w głowie najgorszy możliwy scenariusz, spróbować wyobrazić sobie także ten najlepszy”. Skoro miesiąc temu nie bardzo mi się to udało, może teraz pójdzie lepiej. Myślę więc o długich spacerach, które w teorii będą grzybobraniem, a w praktyce zwyczajnym chodzeniem z koszykiem bez większego celu. O pieczeniu z dziećmi ciasta marchewkowego. O kilku wieczorach z zaległymi serialami – z „Lalką” na czele – i o tych momentach w pracy, które są tak absurdalnie zabawne, że później opowiadamy je sobie przez kolejne tygodnie. Myślę o tym, jak mimo upływającego czasu, wciąż cieszą mnie te same rzeczy. Na przykład ozłocone drzewa przy sopockiej plaży. W zachodzącym słońcu wyglądają tak, że nie sposób oderwać od nich wzroku.
Ale wróćmy jeszcze do tego września…

Po tygodniach słońca i niebieskiego nieba nareszcie przyszła gorsza pogoda. Jednym do szczęścia potrzebne jest lazurowe morze, a mi czasem potrzeba chmur i deszczu. A skoro przyszedł już ten pierwszy ponury dzień, to zatapiam się w różnych myślach i nadrabiam zaległości. Dzieci ćwiczą swoje pierwsze utwory, a ja poświęcam chwilę, aby napisać kilka słów, bo ktoś po prostu mnie o to poprosił. No więc, czy mogę na chwilę poprosić o Waszą uwagę?
Wielu z nas może się wydawać, że w obliczu choroby onkologicznej dziecka liczą się przede wszystkim wielkie pieniądze. I oczywiście, są one ogromnie ważne. Ale podczas wielomiesięcznego leczenia znaczenie mają również rzeczy pozornie drobne. Takie, które wydarzą się dziś, jutro i pojutrze na szpitalnym oddziale. Z perspektywy domowej kanapy, kiedy właściwie od naszego lenistwa zależy czy zrobimy danego dnia coś ciekawego, zajęcia plastyczne mogą wydawać się czymś niewielkim.
Ale gdy dzień po dniu otaczają Cię ból i szpitalne ściany, a stan zdrowia nie pozwala korzystać z większości atrakcji dostępnych dla zdrowych dzieci, godzina śmiechu i lepienia z plasteliny nagle staje się prawdziwą przygodą. Czymś, co choć na chwilę pozwala myślom odpocząć od choroby.
Fundacja z Pompą to nieduża organizacja, bez gigantycznych zasięgów, za to z ogromną energią, żeby codzienność na dziecięcych oddziałach onkologicznych była choć trochę bardziej normalna. Choćby przez godzinę czy dwie dziennie. W teorii takie zajęcia nie kosztują wiele. W praktyce ktoś musi poświęcić swój czas, odpowiednio się przygotować, przyjechać na oddział i zrezygnować w tym czasie z pracy zarobkowej. I robić to nie raz, ale regularnie.

Jeśli uważacie, że to mało – przeklikajcie dalej. Jeśli jednak czujecie, że poświęcenie własnego czasu i energii po to, by dać trochę radości dzieciom, które bez żadnej swojej winy mierzą się z czymś, co byłoby próbą ponad siły dla większości dorosłych, ma znaczenie – kliknijcie w link i razem ze mną wesprzyjcie Fundację z Pompą.
Można pomóc także inaczej. Fundacja z Pompą organizuje między innymi warsztaty z pierwszej pomocy, a dochód z wielu jej inicjatyw pozwala finansować codzienną działalność na oddziałach. Zapisując się na takie warsztaty, można więc nauczyć się czegoś naprawdę przydatnego.
Dziękuję za Waszą uwagę i przepraszam, że skradłam trochę Waszego czasu na takie ogłoszenia – mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.
Pakuj się, lapku, do torby, bo dziś zabieram Cię na kilka spotkań. Czas, abyś po tygodniu leżenia na moim kuchennym stole, ruszył się z domu!
Sopot to symbol eleganckiego kurortu.
Ale to też miasto, w którym żyję, więc obiektywizm mam ograniczony. We wrześniu często zaglądałam do słynnego Grand Hotelu, ale niestety nie dla przyjemności (chociaż taka praca to sama przyjemność). Czekała nas tam kolejna operacja MLE pod kryptonimem "Wiatr od morza".
Pamiątka z 7:30 rano, kiedy dzień wciąż wydawał się całkiem dobrze zaplanowany (ale potem było już standardowo). Mam pewną teorię: jesień najbardziej lubią ci, którzy zapomnieli już, że we wrześniu zaczyna się szkoła.
A tu podglądamy naszą tegoroczną kampanię. Nie wiem, ile jeszcze zostało mi czasu, nim AI zrobi to lepiej, ale na szczęście nadal bardziej interesuje nas tworzenie niż generowanie. Przyznam jednak, że stawianie oporu temu technologicznemu wyjadaczowi, to dosyć pracochłonna próba.
Po raz kolejny oddałyśmy naszą kampanię w ręce Jakuba Pleśniarskiego. Tym razem jego obiektyw skierował się w stronę Bałtyku. Miejsca, które od początku jest częścią historii MLE. Więcej słów od Kuby na temat tej kampanii zobaczycie tutaj.
Jeśli macie kupić tej jesieni tylko jeden sweter, niech będzie inny niż wszystkie (no i niech będzie wyprodukowany w Polsce). Model Auronzo jest już dostępny.
AI nadal nie ma przerwy obiadowej i nie zmarzła na wietrze. Punkty dla niej.
Czy ekipa DDTVN jechałaby przez pół Polski, tylko po to żeby zobaczyć nasz backstage? Oglądałyście efekty?
Nasz kultowy model, który moim zdaniem jest najlepszą puchową kurtką na świecie. W tym sezonie wraca w ciemym, zgaszonym odcieniu granatu. Oczywiście z certyfikatem RDS, z którego jesteśmy niezwykle dumne, bo bardzo trudno spełnić standardy pozwalające na jego przyznanie (nr TE-00297313).
Wklej prompt: "Wyobraź sobie, że jesteś scenografem pracującym przy kampanii marki modowej znad polskiego wybrzeża i musisz oprawić morze w ramę nierealistycznych rozmiarów". Byłoby trochę prościej, co nie? A jednak postanowiłyśmy zrobić to naprawdę.
Zamiataliśmy plażę, walczyliśmy z wiatrem i chyba staliśmy się pośmiewiskiem dla mew. Mogłyśmy to wygenerować, ale nie po to ludzkość zaszła tak daleko, żebyśmy teraz korzystały z jej osiągnięć tylko po to, aby ułatwić sobie życie. W końcu: Make Life Hard… znaczy Easier.
Trochę Botticelli, a trochę Skagen.
1. Rekwizyty. // 2. Było wiele zapytań, czy wróci – i wrócił. Sweter Corvara ecru jest ponownie dostępny w MLE i wcale się nie dziwię, że właściwie żadna z Was go nie zwróciła. // 3. Halo, halo? Paryż? Tak tylko dzwonię, żeby powiedzieć, że możecie już odpocząć. Modową zmianę przejmuje polskie wybrzeże. // 4. Co tam wiatraki w komfortowym studio, skoro możemy mieć prawdziwą bryzę nad morzem. //
Porządki po sesji zdjęciowej. Wiem, że nie mogę zatrzymać wszystkich, ale w tym sezonie naprawdę bym chciała :). 
Nie wiem, czy bardziej stresuje się Kasia w telewizji, czy Kasia oglądająca Kasię w telewizji. W każdym razie, telewizja to nie jest mój żywioł i raczej nigdy nim nie będzie, ale ktoś mądry mi kiedyś powiedział, że jeśli już chcesz się za coś zabrać, to daj z siebie wszystko, w przeciwnym razie w ogóle nie zaczynaj. A że mamy w MLE najpiękniejszą kolekcję inspirowaną Bałtykiem i polskim wybrzeżem, którą naprawdę chcemy się pochwalić, to można zrobić coś nierozsądnego. Na przykład pójść do DDTVN, a potem przez resztę dnia analizować każde swoje zdanie z dokładnością komisji śledczej.
Wciąż wydaje mi się, że nie wszystko, co zainteresuje innych, trzeba pokazywać w internecie. Niewiele tu rodzinnych kadrów, ale wrzesień zdecydowanie stał pod znakiem domowych spraw.
21:05 – "Mamusiu, jutro jest kiermasz w szkole i każdy musi przynieść ciasto."
"Sopot by night but make it MLE" .
Nie za często włóczę się wieczorami po moim mieście, ale gdy przyjeżdża tyle wspaniałych dziewczyn, to nie wypada siedzieć w domu.
O, a tego pana w Polsce lubimy szczególnie. On z kolei najwyraźniej lubił Sopot. Charles de Gaulle nocował w Grand Hotelu w 1967 roku i dziś jeden z apartamentów nosi jego imię.
Rozpędzamy się też z innymi inicjatywami. Mamy już za sobą pierwsze spotkania z Klientkami (aby dostawać informacje o spotkaniach, trzeba zapisać się do Domu MLE na stronie sklepu).
Kolacja w ogrodzie Grand Hotelu. Dziękujemy za te piękne okoliczności i idealną wrześniową pogodę. :)
Poranna droga do pracy, gdy mieszkasz w Sopocie.
Mój jesienny uniform na plażę, do biura i do wszystkiego, co pomiędzy. Wiem, że jesteście zaskoczone, ale wszystko jest z MLE ;).
Jeśli szukasz kogoś, kto zorganizuje piknik na plaży i pokaże polskie wybrzeże od najlepszej strony, to MLE się poleca (jak tylko uznamy z Asią, że mamy już dosyć prowadzenia marki odzieżowej przestawiamy się na eventy ;)).
No dobrze, ale to wszystko nie wyszłoby tak ładnie, gdyby nie Oficyna i agencja Fashion Valley. POLECAJKA Z SERCA.
1. Nie chcę nic mówić, ale właśnie zaczyna się najlepsze pół roku dla ludzi, którzy na plaży wolą być ubrani. Ten sweter jest ponownie dostępny. // 2. Śniadanie na plaży. // 3. Wełna i kalosze to najlepsze atrybuty jesiennej plażowiczki. // 4. Mieszkam w Sopocie od ponad 30 lat i pomyśleć, że dopiero teraz zjadłam swoją pierwszą jajecznicę na plaży. //
Podejrzewam, że większość z Was zna już Maję Michalak z Poza Ramami, ale jeśli nie, to koniecznie musicie to nadrobić. Strasznie mi miło, że w trakcie swojego pobytu w Sopocie nosiła jeden z moich ulubionych projektów tego sezonu.
1. Ze wspaniałymi redaktorkami! Anią Tobiasz ze Zwierciadła oraz Eweliną Kołodziej z Vogue. // 2. Pierwszy dzień poniżej 15 stopni i od razu jakoś lżej na sercu każdej jesieniarze. //
Mówiłam, że po Sopocie chodzą najlepiej ubrane dziewczyny ever?
Ahoj! We wrześniu sporo czasu spędziłam w sopockiej marinie – urządzałyśmy rejsy dla redaktorek, ale także dla Klientek zapisanych do Domu MLE.
1. W tej mojej pracy najdziwniejsze jest to, że jednego dnia planuję SKU na następny sezon, a drugiego muszę się uczyć węzłów żeglarskich. W Sopocie "coastal girl" to nie trend, tylko obowiązkowy element CV. // 2. Oj, przyda się na pokładzie ta gorąca herbata! //
These beauties on board :).
Mogłybyśmy wyjechać gdzieś daleko i znaleźć jakieś spektakularne widoki, które miałyby udowodnić, że MLE jest marką premium, ale myślę, że polskie wybrzeże ma zdecydowanie największy potencjał, aby Was do tego przekonać. 
Sweter z frędzlami, które miały wyglądać jak grzywy fal. Fajnie wygląda na tle takiego szarego morza.
Lubię te aparaty, które jakiś czas temu dołączałyśmy do zamówień. To była super akcja i mam nadzieję, że udało Wam się dzięki nim stworzyć kilka pamiątek z wakacji. Coś czuję, że w najbliższych tygodniach pojawi się tu sporo analogowych zdjęć ;).
Miejsce, do którego chce się wracać i pokazywać go innym.
"The blogger cartel." Kojarzycie Angelikę Warlikowską? Obwieściła niedawno wielki powrót blogów. Czekam z niecierpliwością na to, czy ta przepowiednia się sprawdzi. 
Bardzo doceniam fakt, że od czasu do czasu (konkretnie raz w roku :)) moja praca polega głównie na tym, aby pochwalić się przed innymi tym, co stworzyłyśmy w MLE. 
Po raz kolejny podczas projektowania kolekcji sięgnęłyśmy po element związany z polskim wybrzeżem. Jesienny Bałtyk podsunął nam odcień, który stał się jednym z najmocniejszych punktów tej kolekcji. Tu macie link do całej kolekcji "Fall Baltic Navy".
Te desery… mini pączki z pistacjami, mini beza Pavlova z truskawkami, mini ptysie z kremem waniliowym, galaretka z owocami i ciastko francuskie z malinami i ganaszem z białej czekolady. Można pakować do kieszeni?
Gdy w czasie największego huraganu, tego zawodowego i prywatnego, koleżanki wyciągają cię na sztukę do Warszawy. Takie sytuacje wywołują we mnie z jednej strony złość i irytację… a z drugiej: nieopisaną wdzięczność.
Po zobaczeniu Mai w tym swetrze, stwierdziłam, że jednak muszę go mieć. Przyszedł więc czas na mały remanent w szafie, bo w przeciwnym razie już żaden sweter od MLE się nie zmieści. Zachęcam Was do zajrzenia na moje aukcje na Vinted, bo dosłownie przed chwilą wrzuciłam tam kilka rzeczy, które czekają na nowy dom. 
Zdjęcia wywołane!

Z serii: co w tym tygodniu przyniósł mi kurier, czyli moje pierwsze październikowe zakupy. Forma do ciasta i stalowa taca z H&M, kosmetyki od Say Hi (mój makijaż znów będzie miał glow!), oraz halloweenowe ozdoby na imprezę dla dzieci.

1. Rozpoczynamy odliczanie! // 2. Duet, który dba o rozświetlenie mojej skóry. Serum GLAZED SKIN bazuje na ceramidach i peptydzie, wspiera barierę ochronną skóry, regeneruje, intensywnie nawilża i pomaga przywrócić jej komfort, jędrność oraz blask. GLAZED EYES to pierwsze serum od Say Hi stworzone specjalnie do pielęgnacji okolicy oczu. Serum ujędrnia, wygładza, regeneruje, nawilża i rozświetla, a jednocześnie pomaga zmniejszyć widoczność oznak zmęczenia, w tym cieni i opuchlizny. Razem tworzą THE GLAZED ROUTINE – dwa obszary, dwie formuły, jedna rutyna.
Marka Say Hi gości w mojej kosmetyczce już od dłuższego czasu, a bez GLAZED SKIN nie potrafię już osiągnąć ładnego błysku na twarzy. Dla mnie to idealny zamiennik dla pewnego kultowego produktu od marki na literę R… Teraz można go kupić w mniejszym opakowaniu. Z kodem MLE20 otrzymacie 20% rabatu na wszystkie produkty w Say Hi (kod działa do końca października). Do tego gorąco Was zachęcam do zapisania się do newslettera, aby nie ominąć wyjątkowych ofert, które marka szykuje na Black Friday (dlatego im szybciej się zapiszecie, tym lepiej!).
"Lalka", kolejny sezon "Dżentelmenów", "Kulawe konie", a może kurs o sztuce od "Poza ramami"? Co obejrzycie dziś wieczorem?
Gdy połowa zespołu na sesji jest przeziębiona i zakatarzona, więc…
…przynosisz na plan miód z pomarańczą i goździkami. Czasem wystarczy jeden taki słoik, aby wszystkim zrobiło się jakoś milej.
Miód z pomarańczą i goździkami od Pasieki Rodziny Sadowskich to niezbędnik tej jesieni – sam w sobie smakuje jak zimowa herbata albo grzaniec. Polecam! Z kodem Makelife10 otrzymacie 10% rabatu na zakupy w sklepie.
Gdy w trakcie zdjęć produktowych okazuje się, że połowa modeli jednak nie wejdzie do sprzedaży w planowanym terminie, ale Wy się tym średnio przejmujecie, bo właśnie jedna z Was dostała wiadomość, że dziecko dostało w szkole gorączki, a druga, że niania złożyła wypowiedzenie z dnia na dzień.
Ten sweter to moja ukochana opcja dla wszystkich tych z Was, które nawet na imprezy chcą wkładać sweter :).
Mimo wszystkich trudności, stresu, nieprzewidzianych sytuacji i niestabilności tego biznesu, chciałabym tylko powiedzieć, że nadal lubię robić to, co robię. A ten różowy akcent to niespodzianka, która ma Wam przypominać o czymś bardzo ważnym. Październik to miesiąc profilaktyki raka piersi, więc będziemy Was próbować przekonać do badań. 
Bardziej cieszy mnie coś, co mam od pięciu lat, niż rzecz, którą mam od pięciu dni. Jako przykład podaję te kozaki, które możecie pamiętać jeszcze z czasów pandemii ;).

Aaaaa psik!
No dobrze, a teraz czas na mały tour po moim wrześniowym Sopocie. Mam wrażenie, że przez cały lipiec i sierpień nie było u nas tak pogodnie, jak teraz. Tak jakby lato chciało na koniec wszystko nam wynagrodzić.
Park Południowy to jedno z moich ulubionych miejsc w Sopocie. Tuż obok kultowego Grand Hotelu, z różanymi rabatami, w których można odnaleźć najróżniejsze odmiany, takie jak "Comte de Chambord", "Victor Verdier" czy "Ballerina".
Chyba każdy ma w życiu taki moment, kiedy wydaje mu się, że gdzieś indziej wszystko byłoby trochę piękniejsze. Że najwspanialsze poranki zdarzają się w Paryżu, a prawdziwe życie zaczyna się dopiero tam, gdzie są wielkie miasta, dużo świateł i przynajmniej trzy dobre piekarnie w promieniu pięciuset metrów.
I dobrze. Nadal potrafię zachwycić się obcym miastem, krajobrazem czy miejscem, do którego chciałabym kiedyś wrócić. Ale z czasem coraz bardziej doceniam też ten zwykły, lokalny rodzaj przywiązania. Ten, który sprawia, że znany od lat widok nadal potrafi zatrzymać człowieka w pół kroku, a spacer tą samą drogą, po raz setny, wcale nie musi być nudny.
Jak tu nudno… i pięknie.
Jesienią nie zmniejsza się we mnie ciekawość świata, ale bardzo cieszy mnie to, że umiem już odnaleźć radość także tam, gdzie akurat toczy się codzienne życie. Nie potrzebuję zmieniać szerokości geograficznej, żeby mieć poczucie, że coś się wydarza. Mam nadzieję, że czasem czujecie podobnie — bez względu na to, gdzie akurat jesteście. I bardzo się cieszę, że we wszystkich tych miejscach macie internet, żeby od czasu do czasu tu do mnie zajrzeć. ;) Dziękuję Wam za ten czas.
* * *




Komentarze