If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Kulinarna mapa Trójmiasta na majówkę

  Theoretically, each of us knows how to find a good dining venue – it’s enough to have a mobile phone at hand and use the app starting with “T” – and that’s basically it. From my own experience, however, I know that often the highest notes are depended on the appropriate marketing of the restaurant and not on its actual advantages. Besides, Instagram mislead me on a few occasions as well. What looked like a fulfilment of my deepest culinary dreams in the photo was a mediocre dining venue for tourists in reality. Unfortunately, in my city there are plenty of such places, and, what’s worse, it’s very easy to end up in them.   This year’s calendar is extremely favourable – it’s enough to take a two-day leave to start your May Holiday already on the 27th of April. Probably, some of our readers will make use of this long break and take a trip to Tricity – and I really encourage you to do so. However, in order to avoid leaving you to random choices and dining venues, I’ve prepared a review of three places that will make you come back even with greater pleasure and enjoyment. 

Fedde Bistro, 43 Świętojańska Street, Gdynia  

   Fedde Bistro is a place, whose chef is the master of culinary art – Jacek Fedde. The restaurant is located in the very centre of Gdynia on Świętojańska Street, which went through a considerable metamorphosis in recent years. “Simplicity, timelessness, and unstudied elegance” – these words were the inspiration and main motif for the interior design of Fedde Bistro. It was hailed by Wyborcza.pl as one of the most Instagram-friendly places in Tricity. Already upon entering, you’ll see the great attention to detail in its interior design – the restaurant is intimate, divided into two areas, and features large glazing, which results in a venue filled with plenty of natural light. Each person who comes over will feel the need to get comfortable on the velvety seats and stay longer than they originally planned.What to order from the original menu by Jacek Fedde? So far, I’ve had the opportunity to savour marinated herring, żur with Scotch egg, and wild duck with potato dumplings, red cabbage, and currant sauce. The menu also features a few options that fit into the philosophy of the modern European cuisine.  

   Now, you can get a 15% discount to each bill. It’s enough to show or say the code “FED 15%” before the bill is printed. The code is valid until the end of June.

* * *

   Teoretycznie każdy z nas wie, jak znaleźć dobrą knajpę – wystarczy mieć w telefonie aplikację na literę „T” i sprawa załatwiona. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że często najwyższe oceny zależą tam od odpowiedniego wypromowania restauracji, a nie jej faktycznych zalet. Instagram zresztą też parę razy mnie oszukał – to, co na zdjęciach wyglądało jak spełnienie moich kulinarnych snów, w rzeczywistości okazywało się średniej jakości lokalem dla turystów. W moim mieście niestety takich miejsc nie brakuje i, co gorsze, najłatwiej do nich trafić.

   Tegoroczny kalendarz jest dla nas wyjątkowo łaskawy – wystarczy wziąć dwa dni wolnego, aby majówka rozpoczęła się już 27 kwietnia. Domyślam się, że część naszych Czytelniczek skorzysta z tej długiej przerwy i wybierze się w stronę Trójmiasta, do czego gorąco zachęcam. Aby nie zostawić Was jednak na pastwę „monciakowych zaganiaczy” i przypadkowych lokali, przygotowałam dla Was recenzję trzech knajp, które sprawią, że będziecie do nas przyjeżdżać z jeszcze większą radością.  

Fedde Bistro, ul. Świętojańska 43, Gdynia

   Fedde Bistro to lokal, którego szefem kuchni jest mistrz sztuki kulinarnej – Jacek Fedde. Restauracja znajduje się w samym centrum Gdyni na ulicy Świętojańskiej, która w ostatnich latach przeszła dużą metamorfozę. „Prostota, ponadczasowość, nienachalna elegancja” – te słowa były inspiracją i motywem przewodnim projektu wnętrza Fedde Bistro, które zostało uznane przez portal Wyborcza.pl za jedno z najbardziej instagramowych lokali w Trójmieście. Już od wejścia możemy zobaczyć z jaką dbałością o szczegóły zostało zaprojektowane – restauracja jest kameralna, podzielona na dwie strefy, a przez wielkie przeszklenia wpadają smugi naturalnego światła. Każdy kto tu zajrzy będzie chciał rozsiąść się wygodnie na aksamitnych siedziskach i posiedzieć dłużej niż planował.
Co zamówić z autorskiej kuchni Jacka Fedde? Jak do tej pory miałam okazję posmakować śledzia marynowanego, żuru z jajkiem po szkocku i dziką kaczkę z kopytkami, czerwoną kapustą i sosem porzeczkowym, ale w menu znajdziecie sporo pozycji, które określiłabym mianem nowoczesnej kuchni europejskiej.

   Teraz do każdego rachunku możecie uzyskać 15 procent zniżki. Wystarczy przed wydrukowaniem paragonu pokazać lub powiedzieć kod FED 15%. Promocja będzie ważna do końca czerwca.

Śledź marynowany/ salsa jabłkowa/ burak/ creme fraiche Zupy: żur z jajkiem po szkocku oraz rakowa z quenelle z dorsza

Dzika kaczka/ kopytka/ kapusta czerwona/ sos porzeczkowy

Crudo, 36 Bohaterów Monte Cassino Street, Sopot  

   Located in the very centre of “Monciak”, all tourists’ beloved Sopot place, Crudo is a paradise for the most demanding steak enthusiasts. The interior was designed by Maciej Ryniewicz, who has already contributed to such undertakings as Serio in Gdynia, Śródmieście, Haos, and Fidel in Sopot. I really often stop by this place. My favourite dish is rib eye steak with pepper sauce, seasonal vegetables, and baked potatoes – Crudo proves that simple perfectly prepared dishes based on top-quality ingredients can become a real culinary masterpiece. It’s worth highlighting that the beef used at the restaurant comes from the Pniew cattle farm, which is valued by the restaurant owners. The menu features also real American hamburgers. For the appetizer, I recommend finely chopped steak tartare with finely diced onion, cucumbers, (surprise surprise!) saffron milk cups, and smoked olives. The professional, amiable, and non-intrusive personnel is always ready to help you with the meat choice, how well the meat should be done, and appropriate wine. The available meat types are, among others: rib eye steak, roast beef steak, beef tenderloin steak, T-Bone, Chateaubriand, and Tomahawk.For those who aren’t really into beef, the restaurant has prepared something interesting as well. For example, shrimp soup, cod fillet, salad with baked goat cheese, kale, avocado, and walnuts. So delicious!   

   Crudo has also prepared a discount code for you – memorize or show the code “CRU 15%” at the restaurant in order to get a 15% discount on your whole bill. The discount is valid until the end of June (remember to mention the code before the bill is printed).

Crudo, ul. Bohaterów Monte Cassino 36, Sopot

   Znajdująca się na samym środku ulubionego przez wszystkich turystów sopockiego „Monciaka” restauracja Crudo to raj dla najbardziej wymagających fanów steków. Wnętrze zostało zaprojektowane przez Macieja Ryniewicza, który na swoim koncie ma już realizację takich przedsięwzięć, jak gdyńskie Serio, Śródmieście, Haos oraz sopocki Fidel. Do tego miejsca zaglądam naprawdę często. Moją ulubioną potrawą jest stek z antrykotu z sosem pieprzowym, sezonowymi warzywami i zapiekanymi ziemniakami – Crudo udowadnia, że proste potrawy, przygotowane w perfekcyjny sposób, z najlepszej jakości składników, mogą stać się prawdziwym kulinarnym arcydziełem. Warto zaznaczyć, że wołowina pochodzi z bardzo znanej i cenionej przez restauratorów hodowli z Pniew. W karcie znajdują się też prawdziwe amerykańskie burgery, ja polecam na przystawkę tatar – odpowiednio posiekany, z drobno pokrojoną cebulką, ogórkami i (uwaga!) rydzami oraz palonymi oliwkami. Profesjonalna, uprzejma, ale nienachalna obsługa zawsze jest gotowa, aby doradzić odpowiedni rodzaj mięsa, stopień jego wysmażenia oraz odpowiednie wino. Dostępne rodzaje mięsa to między innymi: stek z antrykotu, stek z rostbefu, stek z polędwicy wołowej, T-Bone, Chateaubriand oraz Tomahawk.
Dla tych, którzy nie gustują w wołowinie też coś się znajdzie – na przykład zupa krewetkowa, filet z dorsza czy sałatka z  pieczonym kozim serem, jarmużem, avocado i orzechami włoskimi. Palce lizać! 

   Crudo również przygotowało dla Was kod promocyjny – zapamiętajcie lub pokażcie w restauracji kod CRU 15%, aby uzyskać 15 procent zniżki na cały rachunek. Promocja będzie obowiązywała do końca czerwca (pamiętajcie, aby o kodach wspominać przed wydrukowaniem paragonu).

Zupa krewetkowa/ dorsz/ mango/ curry

Stek z Antrykotu/ opiekane ziemniaki/ sezonowe warzywa

Burger z polędwicy wołowej/ majonez/ musztarda francuska

Vinegre di Rucola, 1B Zawiszy Czarnego Street, Gdynia  

Eating dinner at a museum? Of course! On the top floor of the Naval Museum, you’ll find Vinegre di Rucola. The way leading to its entrance resembles the ones from the fashionable New York dining venues whose location is a secret whispered among the growing circle of faithful clients. The hidden entrance or untypical way of reaching the place (for example, through small door without a name at the end of a souvenir shop) are currently the extremely popular trend, especially among people who are bored with the mass entertainment. In order to reach Vinegre di Rucola, you need to know how to do it – it’s the best way to avoid getting random people in the restaurant. Even though it is situated in the very centre of the Gdańsk boulevard, at the main entrance to the beach, it is visited only by clients who know that by entering the museum, they will get to the restaurant. That’s why I like visiting it – it is a peaceful oasis during the high season – it’s really difficult to find typical tourists there – half-naked, covered with sand, and wearing Kubota mules. Once you get there, you’ll also have an opportunity to marvel at the panorama of the beach. The terrace promises a view of the sea with the Hel Peninsula looming on the horizon – the pinkish sunsets are part of everyday life here, which is very helpful in creating romantic ambiance – ideal commemorative holiday photos are guaranteed.What about the food? First and foremost, I recommend pasta with rabbit and creamy risotto with oyster mushrooms and chanterelle. Pizza enthusiasts will be surely amazed with the addition of truffles. On the contrary, I always struggle not to order shrimps in mango sauce again.The restaurant takes pride in a considerable collection of selected wines from around the globe. The menu features sommelier’s tips on what wine to combine with what dish. There’s also some pleasant news for allergy sufferers: at Vinegre di Rucola, you can also order gluten-free pasta and bread.  

   The owners of the restaurant also have two other dining venues which are worth visiting. „Mondo di Vinegre” is also hidden at a museum (Emigration Museum) with an equally beautiful view of the sea. There, you’ll find a wide choice of seafood as well as pond and lake fish. Slightly lower on the map, in Sopot, by the beach entrance no 33, you’ll find their summer beach bar „NO 33 Di Vinegre”. It serves summer food at its best – you can try, among others, soup with saffron or tempura vegetables. What’s interesting, there’s also a menu dedicated to pets. The bar will be open at the beginning of May.  

   The restaurant, specially for the readers of Makelifeeasier, has prepared a discount code for the whole bill. It’s enough to show the photo of today’s post while paying in order to get a 10% discount. The code is valid until the end of May.

* * *

Vinegre, ul. Zawiszy Czarnego 1B, Gdynia

   Do muzeum na obiad? I to jaki! Na najwyższym piętrze budynku Muzeum Marynarki Wojennej znajduje się restauracja Vinegre. Dojście do tego miejsca przypomina te do modnych nowojorskich lokali, których lokalizacja jest tajemnicą przekazywaną szeptem przez rosnące grono klientów. Ukryte wejścia, nietypowy sposób dotarcia (na przykład przez małe drzwi bez nazwy na końcu sklepu z pamiątkami), to obecnie bardzo lubiany trend zwłaszcza przez ludzi zmęczonych masową rozrywką. Aby do Vinegre dotrzeć, też trzeba wiedzieć jak – to najlepszy sposób, aby w restauracji nie pojawiało się przypadkowe towarzystwo. Choć znajduje się w samym centrum gdyńskiego bulwaru przy głównym wejściu na miejską plażę, trafiają do niej wyłącznie klienci, którzy wiedzą, że wchodząc do zamkniętego muzeum, trafią do restauracji. Dlatego tak lubię ją odwiedzać – to oaza spokoju podczas szczytu sezonu – tam naprawdę rzadko spotyka się typowych turystów – półnagich, oblepionych piaskiem i w klapkach Kubota. A jak już tam traficie, będziecie mogli nacieszyć oczy panoramą plaży. Z tarasu rozciąga się widok na morze z Półwyspem Helskim na horyzoncie – różowe zachody słońca są tu codziennością, co bardzo ułatwia stworzenie romantycznej atmosfery – idealne zdjęcie z wakacji macie jak w banku.
A co z jedzeniem? Przede wszystkim polecam makaron z królikiem i kremowe risotto z boczniakami królewskimi i kurkami. Amatorzy pizzy na pewno będą zachwyceni tą z dodatkiem trufli. Ja z kolei zawsze walczę ze sobą, aby kolejny raz nie zamówić ulubionych krewetek w sosie mango.
Restauracja szczyci się pokaźną kolekcją wyselekcjonowanych win z całego świata. W menu znajdziemy podpowiedzi sommeliera, jakie wino najlepiej połączyć z daną potrawą. Miła wiadomość dla alergików: w Vinegre można zamówić bezglutenowy makaron czy pieczywo (makaron bezglutenowy można zamówić w formie wymiany klasycznego na ryżowy – jeśli chodzi o pieczywo bez glutenu jest to dodatek do krewetek).

   Właściciele restauracji mają jeszcze dwa inne lokale, do których także warto zajrzeć. „Mondo di Vinegre” także ukrywa się w muzeum (Muzeum Emigracji) z równie pięknym widokiem na morze. Tam znajdziemy duży wybór owoców morza, ryb stawnych i jeziornych. Trochę niżej, bo w Sopocie przy wejściu na plażę nr 33 znajdziemy natomiast ich letni beach bar „NO 33 Di Vinegre", czyli plażowe jedzenie w lepszym wydaniu – skosztować można między innymi zupy z szafranem czy warzyw w tempurze. Co ciekawe, można na specjalne zamówienie poprosić jedzenie dla czworonożnych przyjaciół. Bar będzie otwarty na początku maja.

   Restauracja specjalnie dla Czytelników Makelifeeasier przygotowała kod zniżkowy na cały rachunek. Wystarczy podczas płacenia pokazać zdjęcie z dzisiejszego wpisu, aby otrzymać 10% zniżki. Promocja będzie ważna do końca maja.

Asia, Kasia, Monia i ja, czyli mój „dream team”. Wszystkie mamy na sobie sukienki z MLE CollectionSYCYLIJSKIE POMIDORY: sałata rzymska, cytrusy, świeże zioła, wędzona ricotta, ciabattaOWOCE MORZA : mule, krewetki, krewetka black tiger, kalmary, pernod, chilli, czosnek 


Widok z tarasu restauracji Vinegre di Rucola

In the meantime, I’d like to wish you a wonderful and sunny May Holiday filled with delicious tastes. Maybe we’ll meet each other at one of the Tricity restaurants!

Tymczasem życzę wszystkim naszym Czytelnikom wspaniałej, słonecznej i przepełnionej pysznymi smakami majówki. Może trafimy na siebie, w którymś z trójmiejskich lokali!

MLE Collection in Italy– campaign for Spring/Summer 2019

   When I say: Italy, I think: the sun. When I say: Italian women, I think: elegance and femininity. I wanted this year’s MLE Collection to fit into the ambiance of the carefree “dolce vita”.   

   Liguria, Tuscany, and Amalfi Coast are places where you can feel like Sophia Loren with extreme ease. We chose Apulia – a few moments were enough to fall in to love with the vistas and the old cities of this region. This year, however, I stayed at home and sent a fellow team from 2in Creatives to Italy. I hope that I’ll check on my own whether there the designs fit into the ambiance of Italian streets in August :). Two designs entered sales (currently, they are sold out, but at the end of the week there will be more available) and new items from the lookbook will be added each Friday. There are also dresses designed with large events in mind – check them out before the wedding season starts for good. I know myself that it’s difficult to find an appropriate outfit then.   

   Since Friday, there is a valid discount code “MLEEASTER” with which you can buy items with a 20% discount (it’s valid only until the end of the day), but If you want to gain access to information on promotions and discounts, you should like the profile on  Instagramie.

* * * 

  Kiedy mówię: Włochy, myślę: słońce. Kiedy mówię: Włoszki, myślę: elegancja i kobiecość. Chciałam, aby tegoroczna kolekcja MLE Collection wpisywała się właśnie w klimat beztroskiego "dolce vita". 

   Liguria, Toskania czy Półwysep Amalfi to miejsca, w których niezwykle łatwo poczuć się jak Sophia Loren. My zdecydowałyśmy się na Apulię – wystarczyło kilka chwil, aby zakochać się w pejzażach i starych miasteczkach tego regionu. W tym roku zostałam jednak w domu, a do Italii wysłałam zaprzyjaźnioną ekipę z 2in Creatives. Mam nadzieję, że w sierpniu sama sprawdzę, czy te projekty pasują do włoskich uliczek. :). Do sprzedaży weszły już dwa modele (w tym momencie są wyprzedane, ale pod koniec tego tygodnia pojawi się kolejna dostawa) i w każdy piątek będą dodawane następne nowości z lookbooka. Czekają też na Was suknie zaprojektowane z myślą o wielkich przyjęciach – koniecznie je zobaczcie nim sezon ślubny rozkręci się w najlepsze, bo sama wiem, jak ciężko jest wtedy znaleźć odpowiednią kreację. 

   Od piątku aktywny jest kod rabatowy MLEEASTER, z którym kupicie wszystkie modele z 20% rabatatem (obowiązuje tylko do końca dnia), ale jeśli chciałybyście dostawać informacje o przecenach i promocjach wcześniej, to koniecznie polubcie profil na Instagramie.

Look of The Day

suede shoes / zamszowe buty – Ryłko

dress / sukienka – MLE Collection (wróci pod koniec przyszłego tygodnia)

necklace / naszyjnik – Stag Jewels

   Good ideas should be pursued – that’s why this year, I went back to the well-tried Easter recipes. The table featured: stuffed eggs, white sausage with pears braised in dark beer, or Provencal bean by my mum. On that occasion, I also looked at last year’s  "Look of the Day" – this probably proves that I don’t like changes as I put on a similar dress that varied only in colour ;).   

   Even though you’re probably after the Easter breakfast (I was able to sit on the sofa and eat the last piece of mazurek), I’d like to wish you all the best for Easter. Have some rest and, of course, enjoy the time with your nearest and dearest :).

* * *

   Z dobrych pomysłów trzeba korzystać – dlatego w tym roku wróciłam do sprawdzonych przepisów wielkanocnych. Na stole wylądowały: jajka faszerowane, duszona na ciemnym piwie biała kiełbasa z gruszkami czy fasolka po prowansalsku mojej mamy. Przy okazji zerknęłam na zeszłoroczny  "Look of the Day" – chyba faktycznie nie lubię zmian, bo włożyłam wtedy identyczną sukienkę różniącą się jedynie kolorami ;). 

   Chociaż jesteście już pewnie po świątecznym śniadaniu (mi udało się właśnie usiąść na kanapie i dojeść ostatni kawałek mazurka) to przyjmijcie ode mnie najserdeczniejsze życzenia Wesołych Świąt. Odpoczywajcie i cieszcie się tym czasem z bliskimi :). 

Czy w moim mieszkaniu zawsze panuje porządek? Wielkanocne przygotowania, czyli subiektywny poradnik o tym, jak sprzątać gdy ma się psa (i małe dziecko).

   In the last episode of Family Feud, between chestnuts served by the anchor, who I, in fact, adore, a question appeared concerning the time when we do the cleaning. Respondents most often answered that “in the spring time”, but many points went also to the answer “holidays”. It’s easy to come up with a conclusion that almost each woman and man in Poland do the cleaning before Easter, as spring combines holidays with spring. The situation is similar in my case.   

   There are only a few days left until Sunday so I won’t be convincing you at all costs to clean the cupboard under the sink, clean the basement, and order books in an alphabetical order as it is simply too late for such undertakings. Besides, there’s little likelihood that a guest will peek into the cubbyhole with a white glove on their hand.  

   Having a clear-out and everyday cleaning are two different things – in the upcoming days, we won’t avoid the latter, and since we’re all in the mood for brushing and swiping, I’ll eagerly share a few ways to make our home look better and more orderly.

1. A guest in the house is order in the house.   

   I’ll start with answering the question from the title – yes and no. It surely happens that I’ve got a messy house, especially after a few-hour photo session for the blog (mostly those culinary), but I think that I’m able to still keep it in check. I’m guessing that it is precisely the result of the specificity of my work – to make the flat and its particular corners look good in photos, you can’t really allow mess to creep in. Maybe some of you will assume it to be a little fraud, but I treat my readers as guests at my own home so if I’m inviting them, I’m preparing for their arrival. That’s why it’s fair to say that the more often someone visits us, the more we are disciplined in taking care of our house. I’m not taking photos every day, but in case of cleaning, there are no days off for me. I won’t start my work, even at my laptop, before ordering everything around me (besides, from my early childhood – I always tidied up crayons and browsed through the toys that I had under my bed before starting my duties or learning).  

   Morning cleaning up of the flat has become an automatic habit of mine when every day, from Monday until Friday at 9:30 am, I was visited by my assistant – similarly to tidying up the flat before a photo shoot, I was always trying to ensure Monika and me a pleasant working space – dirty dishes or laundry left on the bathroom floor didn’t look too professional. Later, when I was pregnant, we started to treat working hours with greater leeway, but my habit hasn’t changed. Now even on the weekends, I start my day with a quick loading up of the dishwasher, cleaning the table, setting the laundry, and taking all knick-knacks to their appropriate places. Such a pattern requires literally five minutes and allows to protect the flat against accumulating mess. Not to mention that it’s easier and more pleasant to function. Below, you will see photos of my living room (or, in fact, living room/office) in its “hardcore” version. For the requirements of this article, I’ve decided to abandon my everyday routine for two days. 48 hours were enough for the room to be taken over by chaos – each corner started to be filled with random items.

* * *

   W ostatnim odcinku Familiady, między jednym a drugim sucharem prowadzącego, którego notabene uwielbiam, padło pytanie o to, kiedy robimy porządki. Respondenci najczęściej odpowiadali, że „na wiosnę”, ale bardzo dużo punktów uzyskała również odpowiedź „na święta”. Łatwo więc wywnioskować, że prawie każda Polka i każdy Polak robi porządki przed Wielkanocą, bo to wiosna i okres przedświąteczny w jednym. Nie inaczej jest u mnie. 

   Do niedzieli zostało jednak ledwie kilka dni, nie będę więc namawiać Was do tego, aby za wszelką cenę wyszorować szafkę pod zlewem, zrobić remanent w piwnicy i ułożyć książki według porządku alfabetycznego, bo na takie operacje jest już po prostu za późno. Poza tym, mało prawdopodobne, aby w trakcie uroczystego śniadania ktoś zaglądał nam do pawlacza i robił w nim test białej rękawiczki.

   Generalne porządki, a codzienne sprzątanie to dwie różne rzeczy – w najbliższych dniach tego drugiego nie unikniemy, a skoro i tak wszyscy jesteśmy w nastroju do wypucowania mieszkania na błysk, to chętnie podzielę się z Wami kilkoma sposobami na to, aby nasze miejsce na Ziemi wyglądało lepiej i czyściej.

1. Gość w dom, porządek w dom. 

   Zacznę od odpowiedzi na pytanie zadane w tytule – i tak, i nie. Na pewno zdarza mi się mieć bałagan, zwłaszcza po kilkugodzinnych sesjach na bloga (przede wszystkim tych kulinarnych), ale myślę że udaje mi się utrzymać go w ryzach. Zgaduję, że jest to wynik właśnie charakteru mojej pracy – aby mieszkanie i poszczególne jego kąty dobrze wyglądały na zdjęciach, to nie można pozwolić sobie na nieporządek. Być może część z Was uzna to za oszustwo, ale ja swoich Czytelników traktuję, jak gości we własnym domu, jeśli więc ich zapraszam, to przygotowuję się na ich przyjście. Mogę więc pokusić się o stwierdzenie, że im częściej ktoś nas odwiedza, tym bardziej jesteśmy zdyscyplinowani w dbaniu o dom. Zdjęć nie robię codziennie, ale w przypadku sprzątania nie ma u mnie dni wolnych. Nie zaczynam pracy, nawet tej przy komputerze, nim nie uprzątnę nieładu wokół siebie (zresztą, już od dziecka, nim zabrałam się za obowiązki czy naukę, wpierw układałam kredki albo zabierałam się za przeglądanie zabawek, które trzymałam pod łóżkiem).

   Poranne ogarnięcie mieszkania stało się dla mnie automatycznym nawykiem w czasach, gdy każdego dnia, od poniedziałku do piątku, punkt o godzinie 9.30 przychodziła do mnie moja asystentka – tak jak sprzątałam mieszkanie przed zdjęciami, tak starałam się, aby zapewnić Monice i sobie przyjemną atmosferę w pracy – brudne naczynia w zlewie czy pranie na podłodze w łazience nie wyglądałyby zbyt profesjonalnie. Później, gdy byłam w ciąży, godziny pracy zaczęłyśmy traktować z większym luzem, ale moje przyzwyczajenie się nie zmieniło. Teraz nawet w weekend zaczynam dzień od szybkiego zapakowania zmywarki, posprzątania stołu, nastawienia prania i odłożenia wszystkich szpargałów na miejsce. Taki schemat wymaga ode mnie dosłownie pięciu minut i pozwala uchronić mieszkanie przed nagromadzającym się bałaganem. Nie wspominając już o tym, że po prostu przyjemniej mi się wtedy funkcjonuje. Poniżej zobaczycie zdjęcie mojego salonu (a właściwie salono-biura) w wersji „hard”. Na potrzeby tego artykułu postanowiłam przez dwa dni odpuścić sobie moją codzienną poranną rutynę. Wystarczyło 48 godzin, aby to pomieszczenie ogarnął mały chaos – w każdym kącie zaczęły pałętać się przypadkowe rzeczy.

Paczki, ubrania w każdym kącie i mnóstwo rzeczy na stole – wystarczy, że przez dwa dni odpuszczę sobie odkładanie rzeczy na miejsce, aby mój salon wyglądał właśnie tak. 

  Random items that shouldn’t be in the living room are my underbelly. Stacks and piles of clothes that appear like mushrooms after the rain are in the forefront. For Easter, I’ve come up with a temporary solution – I took all my winter clothes to the dry cleaner’s, which is something that I’d have to do regardless in the nearest future. I’ll collect them next week when the preparation for Easter breakfast will be over. During that time, I’ll place all spring and summer coats, jackets, and sweaters on the lower hangers (getting rid of all clothes that I no longer need on the fly).

2. Dust and dirt.  

It may seem that owing to modern appliances and detergents, houses should become increasingly cleaner. However, it seems to me that our mothers and grandmothers had superb ideas for keeping the house clean, and our generation has simply forgotten about them. First and foremost, I’m talking about using the blessings of the sun, wind, and frost. Vacuuming the sofa or carpet is definitely too little to get rid of mites, dust, or unpleasant smells. Apart from that, we do it inside the flat so the dust mostly wafts in the air and then falls down on the sofa or floor again. Our grandmas were using the weather and when the temperature was well below zero, they put all fabric-covered items outside – frost kills mites. Now, when we are welcoming the spring, we can put cushions, carpets, bedding, or dog’s bed outside into the sun for at least two hours. First of all, the dust will stay outside, secondly, the sun works against mites, and thirdly, the smells will go away. Across whole Poland, the weather will be ideal for such an undertaking tomorrow.   

You need to know how to clean – the fundamental rule is starting the work from the top and moving towards the floor. First, we need to get down to items that hang from the shelves, later we move to the level of counters, table, or windowsills, and, in the end, we vacuum and mop the floor. Owing to that, we’ll avoid corrections, for example, when taking a pot out of the dishwasher the water from cooking potatoes can spill to the floor. 

* * * 

   Przypadkowe przedmioty, które nie powinny znajdować się w salonie, to w ogóle moja pięta achillesowa. Prym wśród nich wiodą stosiki ubrań, które rosną sobie, jak grzyby po deszczu. Na święta wymyśliłam rozwiązanie tymczasowe – całą zimową garderobę zaniosłam do pralni chemicznej, co i tak musiałam zrobić w najbliższej przyszłości. Odbiorę ją w przyszłym tygodniu, gdy nie będę już miała na głowie przygotowywania wielkanocnego śniadania. W tym czasie, wszystkie wiosenno-letnie płaszcze, kurtki i swetry przewieszę na niższe wieszaki (przy okazji robiąc w nich remanent).

2. Kurz i brud.

   Mogłoby się wydawać, że dzięki nowoczesnym sprzętom i detergentom, w domach powinno być coraz czyściej. Mam jednak wrażenie, że nasze mamy i babcie miały świetne sposoby na utrzymanie higieny w domu, o których moje pokolenie jakby zapomniało. Przede wszystkim mam tu na myśli korzystanie z dobrodziejstw słońca, wiatru i mrozu. Odkurzenie kanapy czy dywanu, to zdecydowanie za mało, aby pozbyć się roztoczy, kurzu czy nieprzyjemnych zapachów. Poza tym, gdy robimy to w mieszkaniu, większość zanieczyszczeń unosi się w powietrzu, a później znów opada na kanapę czy podłogę. Nasze babcie z kolei, korzystały z pogody i gdy temperatura spadała sporo poniżej zera, wynosiły wszystkie przedmioty pokryte materiałami na zewnątrz – mróz zabija roztocza. Teraz, gdy witamy wiosnę, można wystawić poduchy od kanapy, dywany, pościel czy posłanie psa na słońce, co najmniej na dwie godziny. Po pierwsze, kurz zostanie na zewnątrz, po drugie, słońce działa anty-roztoczowo, a po trzecie, zapachy wywietrzeją. W całej Polsce pogoda będzie jutro idealna na taką operację. 

   Sprzątać też trzeba umieć – najważniejsza zasada to rozpoczynanie pracy z góry i przenoszenie się z porządkami coraz niżej. Najpierw zabieramy się więc za wiszące półki, ściąganie kurzy z lamp, później przechodzimy na wysokość blatów, stołu czy parapetów i dopiero na samym końcu odkurzamy i myjemy podłogę. Dzięki temu unikniemy poprawek, gdy w trakcie pakowania zmywarki wyleje nam się z garnka woda po gotowaniu ziemniaków.  

Są takie sprzęty w domu, na które zwykle nie zwracamy uwagi. Myjemy je powierzchownie, odkładamy na miejsce, a przy kolejnym użyciu nie mamy czasu porządnie ich wyczyścić. Ja mam w mieszkaniu sporo szklanych wazonów, bo pięknie rozpraszają światło. Niestety, widać na nich osad po wodzie, który niszczy cały efekt. Zaopatrzyłam się więc w szczotki i raz na jakiś czas bardzo dokładnie czyszczę wszystkie szklane naczynia. Mogę je wtedy ustawić na parapecie, bo nawet ostre światło nie wychwyci żadnego brudu. 

     Another, slightly forgotten, way for cleaning is…. simple vinegar. It isn’t only the most eco-friendly among all other products – it is also very efficient and effective. It takes off the limescale, greasy stains, kills all types of bugs, sanitises, and decreases smells (this characteristic unpleasant smell goes away pretty quickly). I use it whenever I get down to mopping the floor. I pour a quarter of a glass of vinegar into a bucket of water. Why? As Portos, even though sweet, brings a whole bunch of unwanted guests, which stay unseen with the naked eye, when he comes back from his walks. Vinegar will instantly get rid of them, even when they light out in the cracks between the floor boards.

   And since we’re already talking about the dog – you often ask me how I care about order at home that is also dwelt by a crazy spaniel. After less than a week with Portos at home, we knew that we need to come up with a way to deal with its hair as during those seven days, I probably vacuumed the flat more times than during my entire life. After the analysis of online reviews, we decided to buy iRobot and, after over two years, I needs to say that it was a good (or even a wonderful) decision. I’m not really savvy when it comes to home appliances and white goods (that’s why I almost never recommend them on the blog), but, in this case, it’s worth making an exception. I suspect that remote vacuuming will become a standard procedure within a dozen or so years – just like a dishwasher – it simply makes our life easier.

 A dog and clean floor are two things that almost never come together. IRobot will get rid of hair and sand, but those who walk their pets in rainy weather will know how emotional you become whenever your wet dog turns wooden boards into a muddy painting. My way is not ideal, but it limits the scope of the problem – right at the door in a shoe cupboard, I keep w few small towels. After each walk, especially if the weather is unfavourable, I wipe Porto’s dirty feet.

* * * 

   Innym, zapomnianym już trochę sposobem na czyste mieszkanie jest… zwykły ocet. To nie tylko najbardziej ekologiczny ze wszystkich specyfików – jest też niezwykle wydajny i skuteczny. Zdejmuje kamień, usuwa tłuste plamy, zabija wszelkiego rodzaju robactwo, odkaża i niweluje zapachy (ten charakterystyczny średnio przyjemny zapach octu szybko się ulatnia). Używam go zawsze, gdy zabieram się na przykład za mycie podłogi. Do wiadra z wodą i płynem do drewna dodaję jedną czwartą szklanki octu. Dlaczego? Bo Portos, chociaż kochany, przynosi do domu całą masę nieproszonych gości, których nie widać gołym okiem. Ocet rozprawia się z nimi natychmiast, nawet jeśli czmychną sobie w szczeliny między deskami.

A skoro już mowa o psie – bardzo często pytacie mnie, w jaki sposób dbam o to, aby w mieszkaniu było czysto mimo tego, że mieszka w nim również szalony spaniel. Nie minął tydzień od momentu, w którym Portos pojawił się w naszym domu, a my już wiedzieliśmy, że trzeba będzie wymyślić sposób na jego sierść, bo w ciągu tych siedmiu dni odkurzyłam mieszkanie chyba więcej razy, niż w ciągu całego swojego życia. Po analizie internetowych recenzji zdecydowaliśmy się na iRobota i po ponad dwóch latach muszę powiedzieć, że była to dobra (jeśli nie genialna) decyzja. Nie bardzo znam się na urządzeniach RTV czy AGD (dlatego też nie polecam ich na blogu właściwie nigdy), ale w tym przypadku warto zrobić wyjątek. Podejrzewam, że zdalne odkurzacze za kilkanaście lat staną się takim standardem, jak zmywarka, bo po prostu ułatwiają życie. 

   Pies i czysta podłoga to dwie materie, które rzadko idą w parze. Odkurzacz iRobot ogarnie sierść i piasek, ale ten kto wyprowadzał kiedyś swojego czworonoga w deszczu wie, jak szybko oczy napływają łzami, gdy taki mokry sierściuch zamienia drewniane panele w błotne malowidło. Mój sposób nie jest idealny, ale bardzo ogranicza ten problem – tuż przy wejściu, w szafce na buty, trzymam kilka małych ręczników. Po każdym powrocie do domu, zwłaszcza jeśli pogoda na zewnątrz jest średnia, wycieram Portosowi jego brudne łapy.

Ten mały czarny stworek w lewym dolnym rogu to mój pomocnik – iRobot jest naprawdę wymarzonym rozwiązaniem dla właścicieli zwierząt posiadających więcej włosów niż żółw. Bez niego musiałabym odkurzać całe mieszkanie co najmniej raz dziennie. Ten model to Roomba i7+ (automatyczne skanowanie mieszkania, możliwość ustawienia harmonogramu odkurzania, manewrowanie wokół mebli, bezobsługowe oczyszczanie zbiornika to tylko kilka z jego funkcji). 

      In order for the cleaning to take less time, you need to plan out your space. Check out this article. Before I’ll get to the next point, I’d like to remind you that no advanced storage systems, books about magical cleansing, and organisational tricks are necessary if you simply avoid hoarding. The fewer items in the house, the easier and quicker it is to clear it. End of the story.

* * *

   Aby utrzymanie porządku nie wymagało zbyt wiele czasu, trzeba wpierw dobrze rozplanować przestrzeń. Odsyłam Was tutaj do wpisu o trzech prostych zasadach, dzięki którym nawet bałaganiara ogarnie nieład w swoim domu i nim przejdę do kolejnego podpunktu przypomnę tylko, że żadne zaawansowane systemy przechowywania, książki o magicznym oczyszczaniu ani organizacyjne triki nie są potrzebne, jeśli nie gromadzimy nadmiernie rzeczy. Im mniej przedmiotów w domu, tym mniej sprzątania. Koniec, kropka. 

3. This abominable laundry.  

   I love my inconspicuous flat (the fact that it seems huge is the result of high ceilings, in reality, the bed is almost too big for the bedroom, and the kitchen has only 8 m2), but there is one thing that I truly envy when it comes to the owners of houses and 200-metre suites. A room that is designed only for laundry and drying clothes – that is something that I lack. I hate the view of drying laundry, and, unfortunately, I’m cursed with it – I’d given some thought to a potential solution to this problem and hiding lingerie and other parts of my wardrobe from the world, but in case of this flat, it is a lost cause. That’s why I’ve invested in a washing machine with drier as it decreases the number of clothes that you need to hang (now, when there is a baby in the house, I see even more pros ;)) and I bought something that slightly improved the aesthetics of this installation that I need to put up with – a long time has passed since I was so happy about something as in case of this wooden chassis for laundry (you can see it in the photo below).

* * *

3. To paskudne pranie.

   Kocham swoje nieduże mieszkanie (to, że wydaje się takie wielkie to zasługa wysokich sufitów, w rzeczywistości łóżko ledwo mieści się w sypialni, a kuchnia ma zaledwie osiem metrów kwadratowych), ale jest jedna rzecz, której szczerze zazdroszczę właścicielom domów i dwustumetrowych apartamentów. Pokój przeznaczony tylko i wyłącznie na pranie i suszenie ubrań to coś, czego trochę mi brakuje. Nie znoszę widoku suszącego się prania, a niestety jestem na niego skazana – długo myślałam o tym, czy można w jakiś sposób ukryć przed światem rozwieszone majtki i inne części naszej garderoby, ale w przypadku tego mieszkania sprawa wydaje się być beznadziejna. Zainwestowałam więc w pralkę z suszarką, bo zmniejsza ilość ubrań, którą trzeba rozwiesić (teraz, przy małym dziecku dostrzegam też więcej zalet ;)) i kupiłam coś, co trochę poprawiło estetykę instalacji, na którą tak czy siak muszę patrzeć – dawno żadna rzecz nie ucieszyła mnie tak, jak drewniany stelaż na suszące się ubrania (na zdjęciu poniżej). 

Gdyby ktoś kilka miesięcy temu powiedział mi, jak często będę teraz robiła pranie, to chyba bym nie uwierzyła ;). Ocet to nie jedyny retro detergent w mojej łazience. Płatki mydlane BEBI, w zależności od twardości wody, należy rozpuścić w gorącej wodzie, po czym wlać bezpośrednio do pralki, do bębna. Płatki mają bardzo delikatny, ledwie wyczuwalny zapach i są w stu procentach naturalne. Tę drewnianą składaną suszarkę kupiłam na Amazonie. Prawda, że ładniejsza od tych metalowych?

      The last stage of the washing is ironing – and, again, I’ll be like a housewife from the times of the Polish People's Republic as I always have my bedding and table clothes mangled. An additional asset, apart from the ideally smooth quilt cover and mother-in-law’s appreciation is… more space in the wardrobe. Mangled laundry takes three times less space than the laundry that was just folded after washing and drying. Besides, it’s great to support such small businesses – I mangle my laundry at a nearby spot ran by a lady. I can additionally admire the beautifully blooming magnolia near her spot.

* * *

   Ostatnim etapem prania jest jego prasowanie – i tu znów będę jak pani domu z PRL-u, bo pościel i obrusy zawsze oddaję do magla. Dodatkową korzyścią, poza idealnie gładką poszwą na kołdrę i uznaniem teściowej, jest… więcej miejsca w szafie. Wymaglowane pranie zajmuje bowiem trzykrotnie mniej miejsca niż to, które zostało po prostu złożone po wyschnięciu. A tak poza tym, to miło jest wspierać takie drobne biznesy – ja oddaję magiel do pani, która mieszka niedaleko mnie. Przy okazji mogę popatrzeć na pięknie kwitnącą magnolię przy jej furtce. 

   Spring is a time that we associate with the freshness that we want to bring to each corner of our house. After doing all the tasks successfully, think about more pleasant activities – choosing flowers for the Easter table (I recommend a few small vases, instead of one large) and natural decorations. These two things will ideally bring the spring ambiance into our house. For the time being, keep your fingers crossed as I’m organising Easter at my home for the first time – and with a little baby in my arms ;). The flat has been cleaned so let’s get down to the shopping list and cooking!

* * *

   Wiosna, to czas kojarzący się nam ze świeżością, którą chcemy przenieść do każdego kąta w domu. Po wykonaniu wszystkich prac pomyślcie więc o przyjemniejszych czynnościach – wyborze kwiatów na wielkanocny stół (polecam kilka mały wazoników, zamiast jednego dużego) i naturalnych dekoracji. Te dwie rzeczy najlepiej przeniosą wiosenny nastrój do naszego domu. Póki co, trzymajcie za mnie kciuki, bo po raz pierwszy organizuję Święta Wielkiej Nocy z małym dzieckiem pod pachą ;). Mieszkanie ogarnięte więc zabieramy się za listę zakupów i gotowanie!

 

* * *