If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Najlepsze kosmetyczne hity roku 2018

   Over the last twelve months, I tested at least thirty different cosmetic brands. Due to the fact that I’ve already recommended many products on the blog, I always try to approach the assessment meticulously. To be sure whether a given cosmetic has all the properties stated on the package, I use it in accordance with the instructions provided by the producer and I avoid mixing brands over that period of time. In such a way, I try to test a given product for approximately three to four weeks. If I don’t use the whole product during that time and it was good, I go back to it, for example, when another one turns out to be a total dud. Over the last year, I used the greatest number of scrubs and face masks. The second place went to face creams, and the third place went to face gels / face foams. I don’t use many makeup cosmetics so I rarely decide to make a review of them, but over the past year a few makeup hits were able to really spark.  
   That’s why it’s time for a brief summary of well-tried and tested cosmetics from the previous year. Most of them can be found in Rossmann, Hebe, or Douglas stores. Only some of them were ordered online or purchased in a brand store as they were worthwhile. My ranking was dictated mostly by effectiveness, availability, and price. These are my cosmetic hits of 2018:

* * *

   Przez ostatnie dwanaście miesięcy przetestowałam co najmniej trzydzieści różnych marek kosmetycznych. Ponieważ wiele produktów polecam Wam później na łamach tej strony, to staram się zawsze skrupulatnie podchodzić do ich oceny. Aby mieć pewność czy dany kosmetyk jest zgodny z obiecywanym efektem, używam go zgodnie z zaleceniami producenta i w tym czasie nie mieszam marek. W ten sposób staram się testować daną rzecz około trzech, czerech tygodni. Jeśli nie zużyję w tym czasie całego kosmetyku, a był dobry, wracam do niego na przykład kiedy jakiś inny okazuje się kompletnym niewypałem. Przez ostatni rok najwięcej zużyłam peelingów i masek do twarzy. Na drugim miejscu znalazły się kremy do twarzy, a na trzecim żele/ pianki do mycia twarzy. Nie używam wielu kosmetyków do makijażu, tym samym rzadko decyduję się na ich recenzję, ale w ciągu roku kilku perełkom udało się zabłysnąć.
   Czas więc na małe podsumowanie wypróbowanych przez mnie kosmetyków w minionym roku. Większość z nich znajdziecie w Rossmannie, drogeriach Hebe czy Douglasie. Tylko niektóre z nich zamawiałam przez internet lub wyszukiwałam w firmowym sklepie, bo były warte takiej fatygi. W moim rankingu kierowałam się przede wszystkim skutecznością, dostępnością i ceną. Oto moje kosmetyczne hity roku 2018:

1. Best face cream

When choosing the best face cream, I decided to follow a few criteria. I was trying to mostly find a golden mean between effectiveness and price. It’s not a big deal to find a face cream that works but costs PLN 1000. I’d be pleased to prepare a post about more expensive products, but today I’d rather focus on cosmetics that aren’t overrated and that are affordable, easily accessible, and, of course, effective. Apart from the appearance of your skin after the application, I also assessed the absorption time and the way the makeup looks on top of it. Taking this into consideration, the first place went to Bielenda "Botanic Formula” with hemp oil and saffron. Despite the fact that in my test I wasn’t focusing on the natural ingredients used in this face cream, Bielenda won’t disappoint you in this matter as well – as many as 98% of ingredients are of natural origin. 

2. Best face and makeup removal gel

Another product that got its place in the ranking is a face gel. In this respect, the choice was tough as this year, I had the opportunity to test a few and each of them was similar when it came to the outcome. My favourite product – Cremorlab Refreshing Cleansing Gel – stood out with its composition. It is based on T.E.N. thermal water which contains 10 rare minerals: selenium, germanium, potassium, zinc, vanadium, calcium, manganese, copper, and sodium. Apart from that, the cosmetic nicely cleanses your face and is extremely delicate. It has a gel texture so you don’t have to shake it before use (like in case of foam products). It’s easy in use – it has a feeder like a liquid soap so it’s enough to press it once to get some product on your hands. Such solutions are the best when I’ve got my palms in foundation and I don’t really have to struggle with the package (or smutch it) to get them washed. The gel is available, among others, in Douglas – the cost is PLN 129 for 150 millilitres.

* * *

1. Najlepszy krem do twarzy
Wybierając najlepszy krem do twarzy postanowiłam kierować się kilkoma kryteriami. Starałam się przede wszystkim znaleźć złoty środek między skutecznością a ceną. To żadna sztuka znaleźć krem, który działa, ale kosztuje 1000 złotych. Z przyjemnością przygotowałabym dla Was wpis o produktach z najwyższej półki, ale dziś wolę polecić kosmetyk, który jest nieprzereklamowany, niedrogi, łatwo dostępny i oczywiście skuteczny. Poza wyglądem skóry po aplikacji, oceniałam też jego szybkość wchłaniania i to jak prezentuje się na nim makijaż. Pod tymi względami najwyżej uplasował  się krem Bielenda "Botanic Formula” z olejem z konopi i szafranem. I mimo tego, że w moim teście nie skupiałam się na naturalnym składzie, to Bielenda w tym temacie również nie zawodzi – aż 98% składników jest pochodzenia naturalnego.  

2. Najlepszy żel do mycia twarzy i demakijażu

Kolejnym produktem, który umieściłam w zestawieniu, jest żel do mycia twarzy. Tutaj wybór był trudny, bo w tym roku miałam okazję testować ich kilka i każdy sprawdzał się podobnie. Mój faworyt – Cremorlab Refreshing Cleansing Gel – wyróżnia się składem, bo bazuje na wodzie termalnej T.E.N.,  która zawiera 10 rzadkich minerałów: selen, german, magnez, potas, cynk, wanad, wapń, mangan, miedź, sód. Poza tym kosmetyk dobrze oczyszcza skórę, a przy tym jest wyjątkowo delikatny. Ma konsystencję żelową, więc nie trzeba nim potrząsać przed użyciem (jak w przypadku pianek). Jest prosty w użyciu – ma dozownik jak mydło w płynie, więc wystarczy raz przycisnąć, aby kosmetyk znalazł się na dłoniach. Najbardziej doceniam takie rozwiązanie, gdy mam brudne od podkładu ręce i żeby je umyć nie muszę mocować się z opakowaniem (ani go brudzić). Żel kupimy między innymi w Douglasie – koszt to 129 złotych za 150 mililitrów.

3. Best weapon for removing blemishes

If your issue is blemishes or – just like in my case – one zit immediately leads to inflammation that always leaves a red spot, you need to get this product. The set Yasumi "Med Box Whitening" contains five ampoules, a mask, and a brush. The standard treatment lasts ten days, doesn’t waste our time, and we don’t have to avoid other people during it – our skin doesn’t peel off and you can apply makeup easily (it’s best to familiarise yourself with a how-to video here). My favourite outcome is after the “whitening” ampoule – our complexion is brightened and small veins and scars disappear. I always have a little bit of it with me so that I can use it immediately when I see an incoming zit. That’s how I prevent blemishes from appearing on my face. The whole set costs PLN 79, but the ampoules can be purchased separately for PLN 17. Yasumi cosmetics are available in Hebe drugstores, in Yasumi cosmetic salons, and online.

* * *

3. Najlepsza broń w usuwaniu przebarwień

Jeśli macie problem z przebarwieniami albo – tak jak w moim przypadku – jeden wyprysk prowadzi od razu do stanu zapalnego, po którym zawsze zostaje czerwony ślad, to ten produkt musi znaleźć się w waszej kosmetyczce. W zestawie Yasumi "Med Box Whitening" jest pięć ampułek, miseczka i pędzelek. Standardowo kuracja trwa dziesięć dni, nie zabiera nam czasu i nie trzeba w trakcie jej stosowania unikać ludzi – nie schodzi po tym skóra i można się normalnie malować  (najlepiej zapoznać się z filmikiem instruktażowym tutaj). Ja najbardziej lubię efekt po ampułce „Whitening” – cera jest po niej rozświetlona, a w dodatku zanikają naczynka i małe blizny. Odrobinę tej ampułki zawsze mam przy sobie, żeby w razie pojawienia się wyprysku od razu zapobiec przebarwieniu. Cały zestaw kosztuje 79 złotych, ale ampułki można też kupić osobno po 17 złotych za sztukę. Kosmetyki Yasumi są dostępne w drogeriach Hebe, w salonach kosmetycznych Yasumi i przez stronę internetową marki.

4. Best body scrub

My favourite body cosmetic of all is body scrubs – I use them a lot as I use a self-tanner throughout the year and it requires appropriate exfoliation. My online loot MIYA "mySOSscrub” gets its place in the ranking (it is available here). It has perfect compositions – it is 99.6% natural. It exfoliates epidermis with the use of a mix of salt and sugar – it’s important as the plastic microbeads present in most body scrubs are harmful for environment and our health. This product smells of raspberry and coconut, and its use is pure pleasure. It can be used by pregnant women as well. For 200 grams, you’ll pay less than PLN 40.

* * *

4. Najlepszy peeling do ciała

Ze wszystkich rodzai kosmetyków pielęgnacyjnych najbardziej lubię peelingi do ciała – używam ich sporo, bo przez cały rok stosuję samoopalacz, który wymaga dokładnego złuszczania skóry. W zestawieniu ląduje łup z Internetu MIYA "mySOSscrub" (można go też kupić – tutaj). Ma znakomity skład – aż w 99,6% naturalny. Naskórek złuszczamy solą połączoną z cukrem – to ważne bo plastikowe mikrogranulki znajdujące się w większości peelingów są szkodliwe dla środowiska i naszego zdrowia. Ten produkt pachnie maliną i kokosem, więc jego używanie jest czystą przyjemnością. Mogą go stosować także kobiety w ciąży. Za 200 gramów trzeba zapłacić niecałe 40 złotych.

Teraz wszystkie kosmetyki Hello Body możecie kupić z 20 procentową zniżką – wystarczy pod koniec zakupów użyć hasła „MLE” (promocja łączy się z przecenionymi produktami).

5. Best face mask

I’ve been using this face mask every weekend for some time, and there’s more than half of the package left. It’s very efficient, and it seems that the skin starts to absorb it immediately after the application. If you decide to buy it, I recommend taking a photo before and after the application – the difference will be visible with the naked eye. Pay special attention to the area around your nose – the Hello Body "Coco Wow” mask  is perfect for cleansing pores. It is characterised by particularly rich composition. It is vegan, alcohol-free, silicone-free, paraben-free, and microplastics-free. What’s important – it isn’t tested on animals.

* * *

5. Najlepsza maska do twarzy

Tej maseczki używam od jakiegoś czasu w każdy weekend, a mam jeszcze ponad połowę opakowania. Jest bardzo wydajna, a po nałożeniu ma się wrażenie, jakby skóra ją piła. Jeśli się na nią zdecydujecie, proponuję zrobienie sobie zdjęcia przed i po aplikacji – różnice będą widoczne gołym okiem. Koniecznie zwróćcie uwagę na okolicę nosa – maska Hello Body "Coco Wow” bardzo dobrze radzi sobie z oczyszczaniem porów. Ma też wyjątkowo bogaty skład, jest wegańska, nie zawiera alkoholu, silikonów, parabenów ani mikroplastików. Co ważne – nie jest testowana na zwierzętach.

6. Best brush

This year, it was the first time that I decided to purchase a professional eye makeup brush. I chose a medium size, typical for applying eye shadows by MAC. I was able to get it quite recently during Black Friday, when everything was discounted by 25%. The difference between that one and my old brush is crushing – even the colour of eye shadows is different (lighter). Besides, the eye shadows don’t crumble and are easier to blend on the eyelid. My eyes really started to look different. Maybe I’m not skilled in this topic, but if you are searching for a new brush, I can easily recommend that one.

7. Best eye shadows

Eye shadows are those cosmetics that I never finish (you can also count in nail polishes and lipsticks). However, there’s a small exception, namely the basic bronze palette by Chanel „Les 4 Ombres", 08 Clair-obscur (I once read that Polish women love bronze colours the most when it come to Europe). I love this product – eye shadows have ideal pigmentation (that is medium – I don’t like if they are strong and difficult to remove), they don’t crumble, and are very durable and efficient. It is my second palette, the previous one was enough for more than a year of everyday use. The one that you can see in the picture is already a few months old and, as you can notice, it will last for a very long time.

* * *

6. Najlepszy pędzel

W tym roku pierwszy raz zdecydowałam się na zakup profesjonalnego pędzla do makijażu oka. Wybrałam średni rozmiar, typowy do nakładania cieni marki MAC. Zdobyłam go niedawno podczas  akcji Black Friday, kiedy wszystko było przecenione o 25%. Różnica między moim starym pędzlem a tym, jest kolosalna – nawet kolor cieni jest inny (jaśniejszy). Poza tym cienie się nie kruszą i łatwiej rozcierają na powiece. Moje oczy naprawdę zaczęły wyglądać inaczej. Może nie jestem bardzo biegła w tym temacie, ale jeśli szukacie nowego pędzla, to ten mogę polecić z czystym sumieniem.

7. Najlepsze cienie do powiek

Cienie do powiek są tymi kosmetykami, których prawie nigdy nie dokańczam (zaliczam do tego grona też lakiery do paznokci i pomadki). Jest jednak mały wyjątek, a mianowicie podstawowa paleta odcieni brązu od Chanel „Les 4 Ombres", kolor 308 Clair-obscur (kiedyś przeczytałam, że Polki najbardziej ze wszystkich kobiet w Europie kochają brązy na powiekach). Uwielbiam ten produkt – cienie mają idealną pigmentację (czyli średnią – nie lubię jak są mocne i trudne do zmycia), nie kruszą się i wystarczają na bardzo długo. To jest już moja druga paletka, poprzednia starczyła mi na ponad rok przy codziennym stosowaniu. Tę widoczną na zdjęciu mam już parę miesięcy i jak sami widzicie, jeszcze na długo mi wystarczy.

8. Best highlighter

A highlighter is the biggest novelty in my makeup bag. Recently, I’ve purchased a set of two ampoules of an Australian brand Becca for PLN 79 in Sephora. The brand specialises in highlighting and allegedly it has been unrivalled in this field. Both highlighters are in Opal, but the liquid has considerably greater pigmentation and you need to be really careful with it – especially if you’ve got light complexion. After finishing the samples, I’ll buy the powder version as it is slightly cheaper and gives a more delicate effect. If it wasn't for the price, I would probably buy both versions, but it would amount almost to PLN 300. Despite that fact, I’m thrilled by their quality and effect – the brand will stay with me for long!

9. Best blush

Bobbi Brown blush "Shimmer Brick" has been with me for a very long time and I use it on an everyday basis. What’s interesting, it is also one of the few blushes that don’t result in a rash or burning cheeks (I’m prone to allergy). I value it for being durable and giving a great effect on the skin. It can be easily applied and spread on the cheek and stays for a whole day without the need for any touch-ups. It contains shimmery particles and provides you with an additional brightening effect. It is extremely efficient – most of the above-mentioned products are characterised by this advantage, but this blush takes the first place in this respect. Despite its high price (PLN 225), I still think that it is money well spent.

10. I wanted the last product to be picked by you. You should definitely write in the comments what’s your favourite cosmetic of the previous year. I’ll be eager to already start testing new products!

* * *

8. Najlepszy rozświetlacz

Rozświetlacz jest najnowszym produktem w mojej kosmetyczce. Niedawno kupiłam w zestawie dwie próbki australijskiej marki Becca za 79 złotych w Sephorze, która specjalizuje się w rozświetlaniu i podobno pod tym względem nie ma sobie równych. Obydwa rozświetlacze mają odcień Opal, ale ten płynny ma dużo ciemniejszą pigmentację i trzeba z nim uważać – zwłaszcza przy jasnej cerze. Po wykończeniu próbek kupię wersję pudrową, bo jest trochę tańsza i nadaje delikatniejszy efekt. Gdyby nie cena to pewnie skusiłabym się na obydwie wersje, ale byłby to koszt prawie 300 złotych. Mimo to jestem zachwycona ich jakością i efektem – ta marka zostanie ze mną na długo!

9. Najlepszy róż

Róż Bobbi Brown "Shimmer Brick" jest już ze mną bardzo długo i używam go codziennie. Co ciekawe, jest to też jeden z niewielu róży, po którym nie mam wysypki ani wypieków (mam skłonność do alergii). Cenię sobie go za to, że jest bardzo trwały i świetnie wtapia się w skórę. Ładnie rozprowadza się na policzku i pozostaje na nim niemal cały dzień bez potrzeby poprawiania makijażu. Zawiera błyszczące drobinki, więc daje dodatkowy efekt rozświetlenia. Jest niezwykle wydajny – większość z wyżej wymienionych produktów może pochwalić się tą zaletą, ale ten róż zdobywa w tym aspekcie pierwsze miejsce. Pomimo wysokiej ceny (kosztuje 225 złotych) uważam, że są to dobrze „zainwestowane” pieniądze.

10. Chciałabym aby ostatni produkt na tej liście został wybrany przez Was. Koniecznie napiszcie w komentarzach, jaki jest Wasz faworyt minionego roku. Z chęcią zacznę już testować nowe produkty!

Instagram vs. prawdziwe życie

 

 

Look of The Day – New Year’s Eve

dress / sukienka – Mango 

leather shoes / skórzane buty – Zara

earrings / kolczyki – Yes

    For the last dozen or more years, I’ve been spending New Year’s Eve in a mountain chalet, playing with my closest friends and eating Italian specialties. Even though I was meticulously preparing options of New Year’s Eve outfits for you, I always wore a warm mountain sweater and leggings. This year, we’re missing the ski trip – that’s why we were expecting that we’d spend this evening in front of a TV with Portos nestled at our feet and building LEGO blocks that we found under the Christmas tree –  that’s, in fact, nothing new (maybe the view behind the window would change slightly). However, the plans are now different and we decided to have a real New Year’s Eve event at the last minute – with evening outfits and a five-course dinner. We are aware that I won’t be able to stay up until desserts and we’ll be in bed at midnight, but the mischievous fate made me wear something chic on that day for the first time in years.

* * *

   Od kilkunastu lat spędzałam Sylwestra w górskiej chatce, grając w kalambury z najbliższymi i zajadając się włoskimi specjałami. Chociaż skrupulatnie przygotowywałam dla Was imprezowe propozycje strojów, sama wybierałam tego wieczoru ciepły górski sweter i legginsy. W tym roku wyjazd na narty nas ominął – spodziewaliśmy się więc, że czeka nas wieczór przed telewizorem, z Portosem wtulonym w nasze stopy i składanie klocków LEGO, które dostaliśmy pod choinkę – czyli z właściwie nic nowego (może tylko widok za oknem trochę by się różnił). Plany się jednak zmieniły i w ostatniej chwili zdecydowaliśmy się na Sylwestra z prawdziwego zdarzenia – z wieczorowymi strojami i pięciodaniową kolacją. Mamy świadomość, że do deserów mogę już nie dotrzeć i o północy i tak będziemy w łóżku, ale figlarny los sprawił, że pierwszy raz od wielu wielu lat muszę włożyć w ten dzień coś szykownego. 

Nie mam czasu na sylwestrowe przekąski, czyli jak w kilka minut przygotować najlepszą pastę do pieczywa?

 

Sometimes the path to preparing New Year’s Eve supper is very long and steep – you don’t have enough ingredients or you get shivers down your spine whenever you think about the upcoming hours spent in the kitchen – as Christmas has just ended. The list of excuses can be extended, but it shouldn’t be a pretext to give up on the entertainment. In order to simplify the decision, I’ve prepared a recipe for bread spread made of smoked sprats – the recipe is borrowed from my father-in-law who, by the way, perfectly knows how to host hordes of hungry people! The spread is ideal with white bread or flatbread.

* * *

Czasami droga do przygotowania sylwestrowej kolacji jest bardzo długa – a to nie ma składników lub na myśl o kolejnych godzinach spędzonych w kuchni przychodzą nam dreszcze, przecież i tak, nikt nic nie będzie jadł – jesteśmy tuż po świętach. Lista wymówek może się wydłużać, ale nie powinna stać się pretekstem do zaniechania wspólnej zabawy. Aby ułatwić tę decyzję, przygotowałam dla Was przepis na pastę z wędzonych szprotek – przepis jest zapożyczony od mojego Teścia, który swoją drogą, doskonale wie jak ugościć tłumy głodnych gości! Pasta doskonała do jasnego pieczywa lub do pitty.

Ingredients:

1 package of curd cheese (approx. 250 g, it’s best to use fat curd cheese)

1 package of smoked sprats in oil (approx. 150 g, don’t use sprats in tomato sauce)

1 onion

2-3 tablespoons of hot olive oil

1 tablespoon of smoked paprika (according to your liking)

sea salt and freshly ground pepper

3-4 cucumbers in brine

served with: baguette, dill

* * *

Skład:

1 kostka twarogu (ok. 250 g, najlepiej tłusty)

1 opakowanie wędzonych szprotek w oleju (ok. 150 g, uwaga – nie w pomidorach)

1 cebula

2-3 łyżki oliwy pikantnej

1 łyżka wędzonej papryki (ilość wg własnego uznania)

sól morska i świeżo zmielony pieprz

3-4 ogórki konserwowe

do podania: bagietka, koperek

Directions:

  1. Dice the onion finely. Place it in a salad bowl and add whole sprats with oil, curd cheese, diced cucumbers, and smoked paprika. Stir everything thoroughly and knead with a fork (you can slightly blend it). Season everything with hot olive oil*, salt and freshly ground pepper.

* instead of hot olive oil, you can use plant oil; you can also add 1 tablespoon of tomato passata.

* * *

A oto jak to zrobić:

  1. Cebulę siekamy w drobną kosteczkę. Przekładamy ją do salaterki i dodajemy całe szprotki z olejem, twaróg, pokrojone w kostkę ogórki i wędzoną paprykę. Całość dokładnie mieszamy i ugniatamy widelcem (możemy lekko zblendować). Doprawiamy pikantną oliwą*, solą i świeżo zmielonym pieprzem.

*  zamiast pikantnej oliwy może być olej roślinny; można dodać 1 łyżkę przecieru pomidorowego.

Dice the onion finely. Place it in a salad bowl and add whole sprats with oil, curd cheese, diced cucumbers, and smoked paprika.

Cebulę siekamy w drobną kosteczkę. Przekładamy ją do salaterki twaróg, pokrojone w kostkę ogórki, wędzoną paprykę i całe szprotki z olejem.

Season everything with hot olive oil, salt and freshly ground pepper.

Pastę doprawiamy pikantną oliwą, solą i świeżo zmielonym pieprzem.

Serve on white bread with slices of cucumbers in brine and dill.

Podajemy na białym pieczywie z plastrami ogórków konserwowych i koperkiem.

If you want to share your tried and tested recipes for this occasion, I’ll be glad to read them. Post-Christmas hugs :*

Jeżeli chcielibyście się podzielić swoimi sprawdzonymi przepisami na tę okazję, to chętnie poczytam w komentarzach. Ściskam Was poświątecznie :*

Last Month

   Out of pure curiosity, I read the text that I wrote for this post precisely one year ago. Even though the post (as always) was pretty aloof, I can easily read the emotions that I had been going through during the previous Christmas time. Hope was intertwining with concern and I was entering the new year slightly unsure about the future. Even though my mood is quite different (if I were to use a euphemism, I would say “wonderful”), I still tend to avoid annual summaries and effusive epithets. In order to avoid too pompous a tone, I’ll only write that December in Tricity was beautiful and we enjoyed snow as much as we could. If you would like a portion of holiday and winter photos, check out the summary from the previous weeks. Don’t forget to grab a plate full of Christmas delicacies!

* * *

   Z ciekawości przeczytałam tekst, który napisałam do tego wpisu równo rok temu. Chociaż był (jak zwykle) dosyć powściągliwy, z łatwością wyczytałam z niego emocje, które towarzyszyły mi w trakcie poprzednich Świąt Bożego Narodzenia. Nadzieja przeplatała się z obawami i dosyć niepewnie wkroczyłam w nowy rok. Chociaż mój nastrój jest dziś zgoła inny niż wtedy (gdybym miała użyć eufemizmu powiedziałabym, że jest "wspaniały"), to wciąż wolę unikać dwunastomiesięcznych podsumowań i górnolotnych epitetów. Aby nie popaść w zbyt pompatyczny ton, napiszę tylko, że grudzień był w Trójmieście piękny i korzystaliśmy ze śniegu jak tylko się dało. Jeśli macie ochotę na porcję świątecznych i zimowych zdjęć, to zapraszam Was na zestawienie z kilku ostatnich tygodni. Nie zapomnijcie wziąć do ręki talerza ze świątecznymi rarytasami!

***

Góry w tym roku będą musiały zaczekać, więc jestem podwójnie wdzięczna za ten śnieg! Prawie jak w mojej ukochanej dolinie Val Di Fiemme. 

Ten widok i ten metr kwadratowy nigdy mi się nie znudzą. Co za radość, że mogłam cieszyć się śnieżnym krajobrazem za oknem. Tego poranka chcieliśmy jechać za Trójmiasto poszukać zimowego krajobrazu, tymczasem… to śnieg odszukał nas! 1. Róbcie szybko zdjęcie! Bo chcemy zjeść te cukierki! // 2. Pierwszy koncert mojego bratanka. // 3. "Co ja takiego znowu zrobiłem? Myślałam, że się przyzwyczaiłaś." // 4. Moje ozdoby może nie są zbyt nowoczesne, ale do każdej zawieszki mam duży sentyment. //

Przygotowywaliśmy się do Świąt sprawdzając ile mandarynek może zmieścić się do skarpety… i do brzucha! Sweterkową sukienkę mam z NA-KD a podobną znajdziecie tutaj.Przygotowania do Świąt rozpoczęły się wraz z początkiem miesiąca, a efekty mogliście zobaczyć w tym mikołajkowym wpisie.To przecież witaminy…1. Nie byłam przekonana do letniej mody na futrzane klapki, ale te kapcie w grudniu pokochałam od razu! Są z robotyręczne.pl, ale podobne znajdziecie tutaj i tutaj. // 2. Mandarynki skończyły się po 15 minutach, więc musiałam iść po kolejną porcję. // 3. Mój pomocnik szybko zorientował się, że zaaferowana zdjęciami do wpisu przymknę oko na skok do łóżka. // 4. Beżowe połączenia lubię najbardziej. //

To już tradycja, że pokazuję Wam te marne śniadania ;P. Tym razem mamy organiczną borówkę, ostatnie w tym roku śliwki, płatki migdałów, odrobina pokruszonych bezglutenowych ciasteczek korzennych, syrop klonowy i oczywiście jogurt naturalny. Instagram torturuje mnie zdjęciami z zaśnieżonych gór i narciarskich stoków, ale w takich momentach mi to nie przeszkadzało. Śnieg w grudniu nareszcie nie jest już tylko legendą, o której tata opowiadał w przeddzień świąt.A oto dowód na to, kto najbardziej cieszy się ze śniegu. 1. Spacery, spacery i spacery… ostatnio naprawdę dużo spacerujemy. Podobną kurtkę baranka znajdziecie tutaj i tutaj. // 2. Mikołajki w tym roku były bardzo słodkie! // 3. Przerwa na kawę i podziwianie widoków. // 4. Gdy tylko pan wychodzi do pracy… //Ostatnie godziny w domowym biurze – kawałek szarlotki czeka na niezapowiedzianego gościa, kurierzy dzwonią do drzwi z ostatnimi prezentami (a Portos ich obszczekuje), herbata już wystygła, papier na prezenty się skończył, a w lodówce nie znalazłam cytryny na lukier do piernikowego domku. Chwilę później zaczęłam już sprzątać stół i przygotowywać go na świąteczny czas. 

A to najpopularniejszy look miesiąca. 

Portos jakoś inaczej wyglądasz… Gdańsk przed Świętami jest taki klimatyczny! Żałuję, że jestem na nią za duża!

Pakowanie prezentów to nie taka prosta sprawa! Podobny sweter znajdziecie tutaj.

Dla każdego coś małego!

Co Ty tam trzymasz i dlaczego nie chcesz pokazać? Szafa? Miejsce pod łóżkiem? Pod brudnym praniem w łazience? W samochodzie? Piwnicy? Gdzie Wasz Mikołaj chowa prezenty i czy zdarza Wam się na nie natknąć?

A oto co znalazłam pod choinką…

Portos nie mógł doczekać się Mikołaja, a jako że był w tym roku wyjątkowo grzeczny (buhahaha) to dostał prezent od Paka Zwierzaka. Takie pudełko zawiera minimum pięć różnych produktów, które na pewno sprawią radość każdemu psu. Portos od razu wiedział, że ta paczka jest dla niego – obwąchiwał ją długo i popędzał mnie piszczeniem abym jak najszybciej ją otworzyła. Możecie wybrać pakę dla psiaka albo kociaka i co miesiąc otrzymacie ją wprost do domu. 1. Jeśli święta mają być niezapomniane, to trzeba się do nich odpowiednio przygotować. // 2. Ty znowu tu?! // 3. Herbata w grudniu tylko w świątecznym kubku! // 4. Naszyjnik i pierścionek ze zdjęcia są z YES. //Miało być profesjonalnie, ale w rzeczywistości miałam na nogach dresy a Portos rzucał we mnie piłką. To backstage z nagrywania filmu dla WOŚP, ale o tym co przekazałam na aukcję dowiecie się później tutaj.
Produkty od MIYA Cosmetics cenię sobie już od bardzo dawna. Jedną z nowości jest balsam rozświetlająco-nawilżający do ciała i dekoltu. To kosmetyk nie tylko na Sylwestra (chociaż wtedy tego dnia też na pewno się przyda). Skóra wygląda po nim pięknie, sam balsam ma ładny zapach, który długo utrzymuje się na skórze.  

Śnieg stopniał, jest dziesięć stopni, ale my dalej wierzymy, że zima wróci. To zdjęcie z wczorajszego spaceru, tuż przed trzecim z rzędu rodzinnym obiadem. Kolejny czeka nas w sobotę, bo chcemy aby te święta trwały jak najdłużej! 

***