If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Superfoods – prawda czy mit?

   Superfoods are flooding us through all channels, and the "newly discovered food product whose wonderful properties have been known for years" becomes a new marketing hit each season. The quality of our eating has been considerably diminishing, so we are prone to advertisements that promise us that one diet element can solve all our health problems. It is a very pleasant perspective, but we are all too mature to still believe in magic, Hogwart, and coconut oil.

   Superfood is a label theoretically pertaining to all balanced food products that protect our organism against numerous diseases. They need to contain antioxidants inhibiting the development of cancer cells as well as vitamins, minerals, and fatty acids.

   You can't really create a complete list of superfoods – much depends on where and in what conditions the products originated and were prepared. For a few seasons, we've been hearing about some extremely promoted products – do exotic foods have really something more in comparison to the good old bell pepper or linseed? And most importantly, are they worth their high prices?

* * *

   Super produkty zalewają nas z każdej strony, a karierę co sezon robi „odkryta właśnie nowość, której cudowne właściwości znane są od wieków”. Odżywiamy się coraz gorzej, więc łatwo padamy ofiarą reklamy, która obiecuje, że jeden składnik diety może rozwiązać wszystkie nasze zdrowotne problemy. To bardzo przyjemna perspektywa, ale jesteśmy już trochę za duże, aby wciąż wierzyć w magię, Hogwart i olej kokosowy.

   Na miano „superfoods" teoretycznie zasługują wszystkie pełnowartościowe produkty żywnościowe, które chronią organizm przed różnymi chorobami. Muszą więc zawierać przeciwutleniacze hamujące rozwój komórek nowotworowych, witaminy, minerały i kwasy tłuszczowe.

   Nie da się stworzyć zamkniętej listy „superfoods” – dużo zależy gdzie i w jakich warunkach jedzenie jest hodowane i przygotowywane. Od kilku sezonów słyszymy jednak o kilku nad wyraz mocno promowanych produktach – czy egzotyczne specyfiki faktycznie mają w sobie coś więcej niż stara dobra papryka czy siemię lniane? I przede wszystkim czy są warte swoich wysokich cen?

1. Chia seeds

I remember how I once read an extensive article on the beneficial influence of chia seeds on our body, and I started eating them for breakfast for a few months. Their less popular name is simply Salvia Hispanica. The fans of this wonder-product from Guatemala praise its high fibre, calcium, iron, and complete protein content. The seeds can really boast good composition. Additionally, they contain more Omega 3 fatty acids than Atlantic salmon. Unfortunately, scientists quarrel over whether our organism digests this food product in its unchanged form at all (we most frequently soak them in water and pour some of the product into our morning porridge). Lately, it has also been loud about the fact that Salvia Hispanica protects against breast cancer, while brushing under the carpet the information about the increased risk of prostate cancer due to the presence of alpha-linolenic acid. The price is also exorbitant – for one kilogramme of chia seeds, you'll pay from several to several dosen zlotys. I'm more willing to trust a safer and less expensive replacement. On our family fields, we'll find a plant which is the queen of natural medicine – linseed. Flax facilitates bowel movements, increases the moisture of mucosa additionally helping with dry cough, and has anti-cancer properties. It's best to combine two spoonfuls of linseed with lukewarm water and soak it for twenty minutes in the liquid – as a result, flax will become soft and more digestible. When flax volume increases several times, you can eat it. Its taste is comparable to peanuts – its great in salad dressings and you can sprikle them on cooked groats or add to a cocktail.

2. Goji berries

If you are interested in the topic of healthy diet, you'll surely come across information on the healthiest fruit in the world, that is goji berries known to Chinese medics for ages. These wonderful red balls stormed the Polish market already some time ago, and they turned out to be a gold vein. According to the distributing entities, they contain a plethora of antioxidants which protect us against cancers, diseases of the circulatory system as well as are beneficial for our brain. Scientists convince us, however, that one apple provides us with more antioxidants than several portions of goji berries juice. I'll add that we will pay a few zlotys for a kilogramme of apples, and more than fifty zlotys for one kilogramme of goji berries. Also, let's not forget about the season for equally beneficial blueberries and whortleberries. You don't believe me? Read this article.

* * *

1. Nasiona chia
Pamiętam jak kiedyś przeczytałam obszerny artykuł o zbawiennym wpływie nasion chia i przez kilka miesięcy codziennie jadłam je na śniadanie. Ich mniej popularna nazwa to po prostu „szałwia hiszpańska”. Fani tego cud-produktu pochodzącego z Gwatemali zachwalają wysoką zawartość błonnika, wapnia, żelaza i pełnowartościowego białka. Nasiona faktycznie mają bardzo dobry skład, dodatkowo zawierają więcej kwasów Omega 3 niż łosoś atlantycki, niestety naukowcy spierają się, czy nasz organizm w ogóle trawi ten specyfik w niezmienionej postaci (a najczęściej namaczamy go lub dosypujemy do porannej owsianki). Głośno mówi się także o tym, że szałwia hiszpańska chroni przed rakiem piersi, przemilczając to, że u mężczyzn zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na raka prostaty z powodu zawartości kwasu alfa-linolenowego. Cena też jest powalająca – za kilogram nasion można zapłacić od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu złotych. Ja o wiele bardziej ufam bezpieczniejszemu i tańszemu zamiennikowi. Na naszych rodzimych polach znajdziemy roślinę, która jest królową medycyny naturalnej – siemię lniane. Nasiona lnu dbają o prawidłową perystaltykę jelit, zwiększają wilgotność śluzówki pomagając przy suchym kaszlu i mają właściwości antynowotworowe. Dwie łyżki nasion najlepiej namaczać przez dwadzieścia minut w letniej wodzie – dzięki temu nasiona są miękkie i szybciej wchłania je nasz organizm. Gdy ich objętość powiększy się kilkukrotnie można śmiało je zjeść. Ich smak jest porównywalny do orzeszków – świetnie sprawdza się w dressingach do sałatek, można nim również posypać ugotowaną kaszę lub dodać do koktajlu.

2. Jagody goji
Jeśli interesujecie się tematem dobrego odżywiania, na pewno natknęliście się na informacje o najzdrowszych owocach świata, czyli jagodach goji znanych chińskim medykom od wieków. Te wspaniałe czerwone kuleczki trafiły na polski rynek już jakiś czas temu i okazały się doskonałym interesem. Według dystrybutorów zawierają mnóstwo antyoksydantów, które chronią przed nowotworami, chorobami układu krążenia i wspomagają pracę mózgu. Naukowcy przekonują jednak, że jedno jabłko dostarcza więcej antyoksydantów niż kilkanaście porcji soku z jagód goji. Dodam, że za kilogram jabłek zapłacimy kilka złotych, a za jagody goji ponad pięćdziesiąt. Nie zapominajmy także o sezonie na porównywalnie zdrowe jagody i amerykańskie borówki. Nie wierzycie? Przeczytajcie ten artykuł.

Koktajl pina colada (bez alkoholu ;)) i woda różana do kupienia w Coco Bowls Warszawa

3. Coconut water

Cold water improves health. How much will our health be improved by the wonderful coconut water? It'll surely deprive us of some money as one litre costs around twelve zlotys. However, celebrities claim that it's worth spending more and often pose with coconut water bottles. Is this food product, fully natural and unprocessed (information on the package tells us that it's true), truly that wonderful? Coconut water is great for hydrating our organism. It provides us with plenty of minerals and electrolytes; therefore, it's better than isotonic drinks. The problems is that by drinking 500 ml of water, you'd consume around 4 teaspoons of sugar. Conclusion? If you haven't just finished your workout and you're simply feeling thirsty – choose water.

4. Quinoa

And what about the exotic replacements of cereals? Quinoa has recently gained great popularity. It is most recommended for the followers of gluten-free diet. Known as Peruvian rice, quinoa, in fact, is not really cereal, despite the fact that it offers seeds that are rich in starch. Its high content of complete protein, fatty acids, and multiple minerals has been appreciated by the indigenous dwellers of South America who called it the Incas' sacred grain. Its undisputed advantage is additionally its low glycemic index. From time to time, it can be a good alternative for rice or potatoes, but you also need to be aware of its drawbacks – it contains saponins and lectins that irritate the bowel. For one kilogram of quinoa, we'll pay around fourteen zlotys.

* * *

3. Woda Kokosowa
Zimna woda zdrowia doda. A ile zdrowia doda nam cudowna woda z kokosa? Na pewno odejmie trochę pieniędzy z portfela, bo jeden litr kosztuje około dwunastu złotych. Gwiazdy uważają jednak, że warto wydawać więcej i często pozują z kokosowymi butelkami. Czy ten specyfik, w pełni naturalny i nieprzetworzony (jak wynika z informacji na opakowaniach) naprawdę jest tak wspaniały? Woda kokosowa dobrze nawadnia nasz organizm, dostarcza sporo minerałów i elektrolitów, dlatego jest lepsza niż sztuczne napoje izotoniczne. Problem w tym, że wypijając porcję, czyli 500 mlililitrów, pochłoniemy około 4 łyżeczek cukru. Wniosek? Jeśli nie jesteś po treningu i po prostu chce ci się pić to lepiej wybierz wodę.

4. Komosa Ryżowa
A co z egzotycznymi zamiennikami zbóż? Na tapecie jest ostatnio komosa ryżowa, polecana przede wszystkim bezglutenowcom. Zwana quinoą lub ryżem peruwiańskim tak naprawdę nie jest zbożem, choć wytwarza bogate w skrobię nasiona. Wysoką zawartość pełnowartościowego białka, kwasów tłuszczowych i wielu minerałów doceniali rdzenni mieszkańcy Ameryki Południowej, nazywając ją „świętym zbożem Inków”. Jej niewątpliwą zaletą dodatkowo jest niski indeks glikemiczny. Od czasu do czasu może być dobrą alternatywą dla ryżu czy ziemniaków, ale trzeba mieć świadomość, że ma minusy – zawiera podrażniające układ pokarmowy saponiny i lektyny. Za kilogram komosy ryżowej zapłacimy około czternastu złotych.

5. Wheatgrass

Wheatgrass will probably be a potential hot topic and a vitamin bomb in the upcoming seasons. Even though it's now that recognised in Poland, it has become a popular food product all over the world. This magical powder is sold at a price of around ten zlotys for 100 grams. The product is best to be combined with cocktails. We will pay a little more because around twenty zlotys for 500 ml of wheatgrass juice – to benefit from its medicinal properties, it is recommended to drink around 30 ml of it daily. We can also purchase the seeds and start our own culture at home. But is it worth it at all? The product contains chlorophyll and by consuming it, we enrich our blood in oxygen and improve the functioning of our circulatory system. We won't, however, be able to help ourselves with a one-time dose. What we need is consistency.

6. Coconut oil

There was a time when the proponents of natural products replaced all hair conditioners, lotions, toothpastes, and kitchen oils with this product (and I was among this group of people). Unfortunately, most probably it is the greatest misunderstanding of the last couple of years. I couldn't find any scientific reports that would confirm its wonderful properties when it comes to haircare or skincare – so it's an equally great idea to simply use olive oil. When it comes to the use of coconut oil in the kitchen, its fans are convincing us that it doesn't contain cholesterol and trans-fatty acids that are supposed to be avoided because of the increased risk of atherosclerosis and heart diseases. However, I need to mention that none of the plant oils contains cholesterol. In the press and online, you can find multiple articles about coconut oil – some present coconut oil as the ultimate solution to all our ailments, whereas others show that other plant oils declassify it. A considerably better option is olive oil, rapeseed oil, and linseed oil (yet, remember that you can't use it at higher temperatures). An undisputed advantage of coconut oil is its high smoke point and pleasant taste. However, it is surely not a panacea for all health problems in the world.

* * *

5. Trawa Pszeniczna
Bombą witaminową i potencjalnym hitem w najbliższym czasie prawdopodobnie będzie trawa pszeniczna. Choć jeszcze jest mało znana w Polsce, na świecie robi zawrotną karierę. Magiczny proszek sprzedawany jest w cenie około dziesięciu złotych za 100 gramów. Produkt najlepiej dosypywać do koktajli. Trochę więcej, bo około dwudziestu złotych zapłacimy za 500 mlililitrów soku z tej trawy – dla zdrowia zaleca się picie około 30 mililitrów dziennie. Możemy też kupić nasiona i sami uprawiać trawę w domu. Tylko czy ma to sens? Produkt zawiera chlorofil, a dostarczając go bezpośrednio do organizmu wzbogacamy krew w tlen i poprawiamy funkcjonowanie układu krążenia. Nie pomożemy sobie jednak jednorazową dawką, potrzebna jest regularność.

6. Olej kokosowy
Był czas kiedy zwolennicy naturalnych produktów wymienili wszystkie odżywki do włosów, kremy, pasty do zębów i oleje w kuchni właśnie na ten specyfik (a ja się do nich zaliczałam). Prawdopodobnie jest to niestety największe nieporozumienie ostatnich lat. Nie znalazłam, żadnych badań naukowych, które potwierdzałaby jego nadzwyczajne działanie w pielęgnacji włosów czy skóry – równie dobrze powinna więc działać na przykład oliwa z oliwek. Jeśli chodzi o zastosowanie oleju kokosowego w kuchni, to jego fani przekonują, że nie zawiera on cholesterolu oraz kwasów tłuszczowych typu trans, których należy unikać ze względu na ryzyko rozwoju miażdżycy i chorób serca. Trzeba jednak wspomnieć, że żaden olej roślinny nie zawiera cholesterolu. W prasie i Internecie można znaleźć mnóstwo artykułów o oleju kokosowym – w niektórych przeczytamy na jego temat same pochwały, a w innych dowiemy się, że w porównaniu do innych olejów roślinnych wypada słabo. Znacznie lepsza jest oliwa z oliwek, olej rzepakowy czy lniany (tylko przy tym oleju należy bezwzględnie pamiętać, aby nie podawać go obróbce termicznej). Niewątpliwą zaletą oleju kokosowego jest wysoka temperatura dymienia i przyjemny dla podniebienia posmak, ale z pewnością nie jest to panaceum na wszystkie choroby świata.

Marka ZOJO to sproszkowane naturalne produkty, które wybijają się na tle innych swoją zawartością witamin, antyoksydantów i minerałów. W ofercie znajdziecie osiem mieszanek o bardzo różnorodnym składzie. Każda z nich została stworzona z myślą o innym efekcie. Sposób użycia jest bardzo prosty: wystarczy raz dziennie zmieszać 5 gramów proszku ze szklanką mleka, soku, koktajlu owocowego lub jogurtu. Od dzisiaj możecie uzyskać, aż 20% zniżki na cały asortyment w sklepie. Wystarczy użyć hasła „makelifeeasier” w trakcie dokonywania zakupu.

       Since all of the products have their flaws, is it a good idea to use the term superfoods at all? Scientists from the William Paterson University in New Jersey have delved deeper into this subject matter and made an attempt to create a reliable list. Interestingly, exotic dragon's fruits and seeds with strange names didn't make their way to the list. The healthiest products are green leafy vegetables, including: watercress, Chinese cabbage, and chard – starting from the top. Then, there are: chicory, spinach, lettuce, parsley, romaine lettuce, brassica juncea, turnip top, endive, dill, kale, and rocket.  

   The list prepared by the American scientists also included red bell pepper, pumpkin, broccoli, brussels, cauliflower, carrot, tomato, strawberry, and lemon. As you can see, all of the best vegetables and fruits can be found at our street markets. Its availability will protect as from spending a fortune on nutrient rich and healthy meals. You want some superfoods in a nutshell? Don't forget about juices and cocktails, for which you can use all of the enumerated vegetables or fruits. You can also add linseed, wheatgrass, or a mix purchased from a verified source. I often prepare a green cocktail for breakfast. I add:

1 handful of kale or spinach

1 small sour apple

1/2 of a banana (I like when they aren't already ripe)

2-3 teaspoons of lemon juice

3-4 drops of olive oil or  1/2 of avokado

1 large tablespoon of „The Supergreens Formula” mix by ZOJO

 

* * *

   Skoro wszystkie produkty mają swoje wady, czy w ogóle powinniśmy używać określenia „superfoods”? W temat zagłębili się naukowcy z Uniwersytetu Williama Patersona w New Jersey i podjęli próbę stworzenia wiarygodnej listy. Co ciekawe, nie trafiły na nią egzotyczne owoce smoka czy nasiona o obcobrzmiących nazwach. Za najzdrowsze uznano zielone warzywa liściaste, umieszczając na podium kolejno: rukiew wodną, kapustę pekińską i boćwinę. Dalsze miejsca zajęły: cykoria, szpinak, sałata, natka pietruszki, sałata rzymska, kapusta sitowata, nać rzepy, endywia, szczypiorek, jarmuż i rukola.

   W spisie amerykańskich naukowców nie zabrakło także czerwonej papryki, dyni, brokułów, brukselki, kalafiora, marchwi, pomidorów, truskawek i cytryn. Jak widać na naszych straganach kupimy wszystkie najlepsze warzywa i owoce. Ich powszechny dostęp uchroni nas także od wydania majątku na wartościowe i zdrowe posiłki. Chciałabyś zafundować sobie „superfoods” w pigułce? Nie zapominaj o sokach i koktajlach do których możesz wrzucić wszystkie ulubione warzywa czy owoce. Można do nich dodać na przykład siemię lniane, trawę pszeniczną albo mieszankę kupioną w sprawdzonym źródle. Bardzo często na śniadanie przygotowuję zielonego szejka. Dodaję do niego:

1 garść jarmużu lub szpinaku
1 małe kwaśne jabłko
1/2 banana (ja najbardziej lubię jak są lekko niedojrzałe)
2-3 łyżeczki soku z cytryny
3-4 krople oliwy z oliwek lub 1/2 awokado
1 duża łyżeczka mieszanki „The Supergreens Formula” marki ZOJO

   My mix is a combination of, among others, barleygrass, black currant, Indian ginseng, and matcha. I chose this formula because a considerable number of pimples has appeared on my face lately. I guess that's because I've been consuming sweets recently, and to be precise ice-cream – but what would summer be like without ice-cream?  I won't abandon the taste of my favourite salty caramel ice-cream, but I can take care of my skin in another way – by providing it with an appropriate amount of nutrients, minerals, vitamins, and antioxidants. With such a mix, it's simple and effective, as I've already noticed. For the winter season, I'd like to buy „The Bikini Body Formula” – I hope that, owing to that, I'll be able to save my metabolism from the "winter sleep" at least a little bit.

* * * 

  Moja mieszanka jest połączeniem między innymi trawy jęczmiennej, czarnej porzeczki, indyjskiego żeń-szenia) czy matchy. Zdecydowałam się na tę formułę, ponieważ ostatnio na mojej twarzy pojawiło się sporo wyprysków. Domyślam się, że to za sprawą jedzenia słodyczy, a właściwie lodów – ale czym byłoby upalne lato bez tego smakołyku? Z moich ulubionych lodów o smaku słonego karmelu nie zrezygnuję, ale o skórę mogę zadbać w inny sposób – dostarczając jej odpowiednią ilość odżywczych składników, minerałów, witamin i przeciwutleniaczy. Z taką mieszanką jest to proste i widzę, że skuteczne. Na zimę chciałabym kupić „The Bikini Body Formula” – mam nadzieję, że dzięki temu, chociaż trochę powstrzymam mój metabolizm przed „zimowym snem”. 

    What about the digestibility? How can we be sure that all of the nutrients are actually absorbed by our organism? That's the actual trap prepared by the producers who recite all vitamins and minerals of their wonder products. Unfortunately, despite the periodic table of elements presented on the packaging, we won't be able to benefit from everything, however, in some cases we can help ourselves. For example, vitamins A, D, E, and K dissolve only in fats; therefore; it's best to enrich cocktails, salads, and pressed juices with a drop of olive oil and add avocado.  

   So, in that case, should we forget about the vogue for superfoods entirely? Everything depends on the consequences and the actual change of your everyday diet. Let's remember that a one-off portion of linseed in one of your meals won't do much – we need to consume it on a daily basis. Goji berries, coconut water, or other products extolled by the press won't bring us any harm and can improve our diets with greater diveristy, but on a daily basis, we should remember to replace a chocolate bar with a three-year best before date with plums and to enrich our dinner with something green.

* * *

   A co z przyswajalnością? Skąd możemy mieć pewność, że wszystkie składniki odżywcze wchłaniane są do organizmu? To jest właśnie pułapka, w którą próbują złapać nas producenci recytujący wszystkie witaminy i minerały ze składu swoich cudownych produktów. Niestety, mimo całej tablicy Mendelejewa rozpisanej na opakowaniu, nie ze wszystkiego uda nam się skorzystać, ale w niektórych przypadkach możemy sobie pomóc. Np. witaminy A, D, E, K rozpuszczają się jedynie w tłuszczach, dlatego koktajle, sałatki i wyciskane soki dobrze jest wzbogacić o kilka kropelek oliwy z oliwek lub dodać awokado.

   Czy w takim wypadku należy zapomniec o modzie na „superfoods”? Wszystko zależy od konsekwencji i faktycznej zmiany sposobu żywienia. Pamiętajmy, że jednorazowe dosypanie siemienia lnianego do potrawy nic nie da – musimy robić to każdego dnia. Jagody goji, woda kokosowa czy inne zachwalane przez prasę produkty na pewno nam nie zaszkodzą i mogą wprowadzić do naszej diety więcej urozmaicenia, ale na co dzień pamiętajmy raczej o tym, aby czekoladowy baton z trzyletnim terminem ważności zastąpić dostępnymi teraz śliwkami, a do obiadu zawsze dodawać coś zielonego.

Uprzedzając Wasze pytania: zdjęcia zostały wykonane w Warszawskim Coco Bowls przy ulicy Górnośląskiej 16. Malutki lokal z wyjątkową ofertą – na miejscu można zjeść power bowle (wybór jest bardzo szeroki), smoothies, ciasta i słodycze „raw”, masła z orzechów itd.
Jeśli chodzi o moją bluzę to kupiłam ją w sklepie polskiej marki Hibou Essentials – jest oversizowa i w 100% bawełniana. Idealna na chłodne wieczory (przynajmniej w Trójmieście już takie bywają). Spódniczka natomiast pochodzi ze sklepu Mango (obecna kolekcja).

Look of The Day – Welcome to Saint-Tropez

watch / zegarek – Daniel Wellington

cotton dress / bawełniana sukienka – Zara

leather slippers / skórzane klapki – Mango

polaroid – łup z Jarmarku Św. Dominika (działa!)

basket / kosz – RobotyRęczne

    It was sweltering and beautiful, just as it should be on holidays – even the shortest holidays. We'd heard many bad things about Saint-Tropez – that it's overrated, expensive, crowded… When I return from my trip, I'd like to show all of those killjoys a list of really overrated places and ask about the rationale behind their strict assessment. We – the avid fans of "The Troops of St Tropez" with Louis de Funès – had decided to visit Saint-Tropez despite all of the unfavourable opinions and I don't regret that at all. In comparison to the famous small towns of Amalfi Coast, it is almost deserted, the beaches are sandy and beautiful, and the town itself is exactly how we saw it in the movies (well, maybe there are more yachts moored in the harbour, but you don't really have to pay attention to them), the prices are like in most European resorts (in comparison to Mykonos and Sardinia, I would even say that they are affordable). We avoided venues known for their opulent flair (we didn't even come close to the well-known Club 55 on Pampeluna Beach), yet instead we were able to see some uncharted recesses.   

   The photos from today's post were taken on a small beach in the very heart of the town – allegedly, it was the favourite path of Brigitte Bardot herself. When it comes to the dress, I need to warn you that you won't find it in the stores – it was redone by me in a million different ways. However, you can buy my watch and bracelet at a more affordable price. When buying Daniel Wellington watch, you'll get a 50% discount on the bracelet. Remember to use my code: MAKELIFEEASIER to get an additional 15% discount.

* * *

   Było gorąco i pięknie, czyli tak jak powinno być na wakacjach – nawet tych najkrótszych. O Saint Tropez słyszeliśmy wiele złego – że przereklamowane, drogie, tłoczne… Po powrocie chciałabym pokazać wszystkim tym malkontentom listę naprawdę przereklamowanych miejsc i spytać ich, czym kierowali się w swoich surowych ocenach. My – wielcy fani "Żandarma" z Louis de Funès – postanowiliśmy odwiedzić Saint Tropez mimo niezachęcających opinii i nie żałujemy ani trochę. W porównaniu do słynnych miasteczek nad wybrzeżem Amalfi jest tam wręcz pustawo, plaże są piaszczyste i piękne, miasteczko dokładnie takie, jakie widzieliśmy na filmach (no może jachtów w przystani jest więcej, ale wcale nie trzeba na nie zwracać uwagi), ceny jak w większości europejskich kurortów (a w porównaniu do Mykonos i Sardynii nazwałabym je przystępnymi). Omijaliśmy co prawda miejscówki znane z blichtru (do słynnego Club 55 na plaży Pampeluna nawet się nie zbliżyliśmy) ale za to zwiedziliśmy kilka dzikich zakątków. 

   Zdjęcia z dzisiejszego wpisu zrobiliśmy na małej plaży w samym sercu miasteczka – podobno uwielbiała się tędy przechadzać sama Brigitte Bardot. Jeśli chodzi o sukienkę to uprzedzam, że w sklepach niestety jej nie znajdziecie – została przeze mnie przerobiona na milion różnych sposobów. Za to mój zegarek i bransoletkę możecie teraz kupić w lepszej cenie. Kupując zegarek Daniel Wellington otrzymacie 50% zniżki na bransoletkę. Pamiętajcie, aby użyć mojego kodu: MAKELIFEEASIER, aby dostać dodatkowe 15% rabatu. 

 

5 filmów, które spodobają się i jej i jemu

   It is said that people can be divided into those who dream to spend their Friday evening in the company of their significant other and an appropriate stock of food while watching a movie and into those who dream about the same situation but have no idea what movie to watch and simply choose to attend a party instead. To save your liver, I've decided to prepare today's post about five movies for two.

1. "Perfect Strangers"

This movie is worth watching with your significant other not only because it shows the nature of today's relationships. This bitter-sweet comedy-drama is funny, captivating, and you can't really say that it's flat. The whole story is based on a meeting of friends who are supposed to reveal the contents of their smartphones to remaining guests. The director wreak his rage on the protagonists and tries to prove that telling the whole truth is not always the best solution. And one more thing! Before watching the film, make sure that you'll be able to show the contents of your mobile phone to your partner because after the movie, it can be difficult to weasel out of it ;))).

* * *

Podobno ludzie dzielą się na takich, którzy w piątkowy wieczór marzą tylko i wyłącznie o tym, aby w towarzystwie drugiej połówki i odpowiedniego zapasu jedzenia odpalić na komputerze film oraz na takich, którzy też o tym marzą, ale nie mają pojęcia jaki film wybrać i z braku laku idą na imprezę. Z troski o Waszą wątrobę przygotowałam więc dzisiejszy wpis o pięciu filmach dla dwojga. 

1. "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie"

   Ten film warto obejrzeć we dwójkę nie tylko dlatego, że pokazuje nam naturę dzisiejszych związków. Ta słodko-gorzka tragikomedia jest zabawna, wciągająca, a przy tym nie można nazwać jej płaską. Cała akcja kręci się wokół spotkania znajomych, którzy muszą pokazywać zawartość swoich smartfonów pozostałym gościom. Reżyser pastwi się nad swoimi bohaterami i próbuje udowodnić, że mówienie całej prawdy nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Aha! Przed obejrzeniem tego filmu upewnijcie się, że będziecie gotowi pokazać swój telefon partnerowi, bo po seansie może być ciężko się z tego wywinąć ;))).  

2. "Heartbraker"

Each time when someone hasn't seen that movie, I howl like a coyote and then begin a five-minute monologue on the advantages of this French production. It is a very lightweight comedy – nothing sophisticated – but the cast itself should give you some food for thought. In case of that movie, the director did not choose goofy actors and actresses who have no other ambitious roles in their movie resume (as it often happens in case of American romantic comedies). Vanessa Paradis is well known, but Romain Duris will surely be a surprise to some. The outfits of the female protagonist are pleasant to the eye, not to mention Monaco itself where the movie takes place. If you like witty, but not vulgar humour and would like to spend a nice evening, the trials and tribulations of a professional don juan, Alex, will surely live up to these expectations.

* * *

2. "Heartbraker. Licencja na uwodzenie."

   Za każdym razem wyję jak kojot, gdy jakiś zapytany przeze mnie osobnik odpowiada, że nie widział tego filmu, a następnie rozpoczynam pięciominutowy monolog o zaletach tej francuskiej produkcji. To lekka komedia – nic wyszukanego – ale sama obsada powinna dać do myślenia. W tym przypadku nie zaangażowano bowiem głupkowatych aktorów, którzy w swoim CV nie mogą pochwalić się żadnymi ambitniejszymi rolami (tak jak często ma to miejsce w amerykańskich komediach romantycznych). Vanessę Paradis znają wszyscy, ale Romain Duris na pewno będzie dla niektórych z Was zaskoczeniem. Miłe dla oka są stroje głównej bohaterki i oczywiście Monako, w którym rozgrywa się większość scen. Jeśli lubicie błyskotliwy, a nie wulgarny humor i chcecie miło spędzić wieczór to perypetie zawodowego uwodziciela, Alexa, na pewno sprostają temu wyzwaniu. 

3. "Good Year"  

   Why do I think that it's a good movie for two? With its atmosphere, it reminds me of my favourite "Chocolat " with Jueliette Binoche, but this film production didn't brought my male friends to their knees. However, with "Good Year" it's different. The protagonist is the cynical Max (Russel Crowe), a London broker, who got lost somewhere along his way to successful life and money. When he receives a letter informing him that his beloved uncle Henry is dead, he goes to Provence with a bad grace to sort out the legacy. There is an old Chateau waiting for him there, his uncle's unfinished love stories, and the beautiful Marion Cotillard. The landscapes, music, ambiance, actors and actresses – everything falls in place making the movie slightly trivial, but we all know that such movies are the best to watch.

* * *

3. "Dobry rok"

   Dlaczego uważam, że to dobry film dla dwojga? Klimatem przypomina mi nieco moją ukochaną „Czekoladę” z Juliette Binoche, ale ta produkcja niestety nie rzuciła na kolana męskiej części moich znajomych. Z „Dobrym rokiem” jest inaczej. Główną rolę gra cyniczny Max (Russel Crowe), londyński makler, który goniąc za sukcesem i pieniędzmi trochę się zagubił. Gdy przychodzi do niego list z informacją, że jego ukochany wuj Henry nie żyje, z niechęcią jedzie do Prowansji, aby uporządkować sprawy spadkowe. Na miejscu czeka na niego zapuszczone Chateau, niedokończone historie miłosne wuja i piękna Marion Cotillard. Krajobrazy, muzyka, nastrój, aktorzy – wszystko gra tak, jak powinno, co czyni film nieco banalnym, ale wiemy przecież, że takie ogląda się najlepiej. Jeśli macie taką możliwość to obejrzyjcie film w wersji oryginalnej, bo polskie tłumaczenie niestety nie jest najlepsze. 

4. "The Talented Mr Ripley"   

   If you like "English Patient" (and I won't believe that it could be different), you should definitely see another Anthony Minghella's piece. "The Talented Mr Ripley" is a multidimensional movie and it's really difficult to categorise it as one genre – men will like it for the criminal thread, women will surely appreciate the beauties of the Italian Amalfi Coast and top-rated cast – Matt Damon, Gwyneth Paltrow, and Jude Law (not forgetting about Cate Blanchett, who'll also appear on screen). 

* * *

4. "Utalentowany pan Ripley" 

   Jeśli spodobał Wam się „Angielski pacjent” (a nie wierzę, że mogło być inaczej) to koniecznie obejrzyjcie kolejne dzieło Anthony'ego Minghella. „Utalentowany pan Ripley” to film wielowymiarowy i ciężko przypisać go do jednego gatunku – mężczyznom spodoba się wątek kryminalny, kobiety na pewno docenią uroki włoskiego wybrzeża Amalfi i gwiazdy światowego kina – Matta Damona, Gwyneth Paltrow oraz Jude Law'a (nie zapominając o Cate Blanchett, którą również zobaczycie na ekranie).  

5. "Tell No One"  

   It is another French movie on my list, but it has nothing to do with the comedy genre. "Tell No One" is the adaptation of Harlan Coben's book of the same title. A paediatrician, whose wife died soon after they got married, receives a mysterious e-mail. The message reveals that his beloved wife is still alive…Some of you will probably recognise the leading actor. It is François Cluzet who starred in such iconic movies as "The Intouchables" (by the way, it's also a great movie that just has to be seen).

* * *

5. "Nie mów nikomu"

   To kolejny francuski film na mojej liście tyle, że ten mało ma wspólnego z komedią. „Nie mów nikomu” to ekranizacja pierwszej powieści Harlana Cobena o tym samym tytule. Pediatra, którego żona umarła niedługo po ślubie, otrzymuje tajemniczego e-maila. Z listu wynika, że ukochana jednak żyje… Część z Was rozpozna pewnie aktora grającego główną rolę. To François Cluzet, który grał w kultowych już "Nietykalnych" (swoją drogą to również świetny film, który trzeba zobaczyć). 

 

Letni podwieczorek. Kruche i maślane pierożki z jagodami

Ingredients:

(recipe for approx. 12-15 pieces)

300 g of coarse ground wheat flour (it's the best for crisp pastry!)

1 yolk

150 g of cooled butter

2 tablespoons of icing sugarlemon zest from

1 lemon

1 tablespoon of vanilla essence (optional)

pinch of salt

3 tablespoons of very cold water

filling:

approx. 1 litre of fresh blueberries + 2 teaspoons of sugar + lemon juice

* * *

Skład:

(przepis na ok. 12-15 sztuk)

300 g mąki krupczatki (do ciasta kruchego ta najlepsza!)

1 żółtko

150 g schłodzonego masła

2 łyżki cukru pudru

skórka otarta z 1 cytryny

1 łyżka esencji waniliowej (opcjonalnie)

szczypta soli

3 łyżki bardzo zimnej wody

farsz:

ok. 1 litr świeżych jagód + 2 łyżki cukru + sok wyciśnięty z cytryny

Directions:

1. Sift the flour into a wide bowl (or onto the pastry board). Add sliced butter, sugar, yolk, lemon zest, vanilla essence, salt, and water. Knead the dough using rough movements and place it in the fridge for 30 minutes. Preheat the oven to 180ºC.

2. To prepare the filling: heat up the washed blueberries in a small pot with sugar and lemon juice. Leave on low heat for a couple of minutes. Leave until they cool down.

3. Take the dough out of the fridge – roll it out and use a glass to draw circles. Cut them out. Place the filling in the centre and seal the pastry like dumplings. Sprinkle it with icing sugar (before sprinkling them, you can apply some yolk on top). Bake the cookies for approx. 20-25 minutes in the oven preheated to 180ºC (use the over function with upper and lower heating elements switched on).

Tip: the butter is pretty buttery so it can stick to the counter – I recommend using parchment paper that you'll later place in the baking tray.

* * *

A oto jak to zrobić:

1. Do szerokiej miski (albo na stolnicę) przesiewamy mąkę, dodajemy pokrojone na kawałki masło, cukier, żółtko, startą skórkę, esencję waniliową, sól i wodę. Zdecydowanym ruchem zagniatamy ciasto i odkładamy na 30 minut do lodówki. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni C.

2. Aby przygotować farsz: umyte jagody podgrzewamy w małym garnku z cukrem i wyciśniętym sokiem z cytryny. Pozostawiamy na małym ogniu przez kilka minut. Odstawiamy do ostygnięcia.

3. Ciasto wyjmujemy z lodówki – rozwałkowujemy i za pomocą szklanki odrysowujemy okręgi. Wycinamy. Nakładamy farsz i zlepiamy jak pierogi. Posypujemy z wierzchu cukrem (przed posypaniem, wierzch ciastek możemy posmarować rozbitym żółtkiem). Ciastka pieczemy ok. 20-25 minut w temperaturze 180 stopniach C (opcja: góra-dół).

Wskazówka: ciasto jest mocno maślane, więc w trakcie wycinania okręgów, może przywierać do blatu – polecam skorzystać z papieru do pieczenia, który przenosimy na blachę.

Schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki – rozwałkowujemy i za pomocą szklanki odrysowujemy okręgi. Wycinamy.

Nakładamy farsz i zlepiamy jak pierogi (możemy z wierzchu delikatnie naciąć).

Posypujemy z wierzchu cukrem (przed posypaniem, wierzch ciastek możemy posmarować rozbitym żółtkiem).

Ciastka pieczemy ok. 20-25 minut w temperaturze 180 stopniach C (opcja: góra-dół).