If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Last Month

   Gdy cofnęłam się w galerii zdjęć mojego telefonu do początku sierpnia, to aż nie chciało mi się wierzyć, że tyle rzeczy wydarzyło się w ciągu kilku tygodni. Przypominam sobie palące słońce w Normandii i błogie wieczory z kieliszkiem francuskiego wina w dłoni, a potem przyrównuję to sobie do wczorajszej pogody urywającej głowy i mam wrażenie, że to jakieś dwie odmienne pory roku. Wakacje skończyły się z przytupem i gdyby nie perspektywa nowych projektów i wyzwań, to żal by mi było, że w tym roku już nie pójdziemy z moją córeczką na plażę w Sopocie, turniej badmintona na "największą liczbę odbić" nie zostanie rozstrzygnięty, a rowery trzeba będzie schować do piwnicy. Taka kolej rzeczy oczywiście i ten jeden dzień smutków zostanie zaraz stłamszony przez wielką michę spaghetti bolognese, wieczory z puzzlami i maraton Harry'ego Pottera. Co ja plotę – jesień to tak naprawdę moja ulubiona pora roku (ale tak poza tym, to wszystko ze mną w porządku ;)) i mam nadzieję, że na blogu będzie to widać! Tymczasem czeka na Was naprawdę bogata fotorelacja z ostatnich tygodni wakacji. 

Szykujemy nasze ulubione letnie śniadanie. Truskawek już nie ma, ale gruszki z cynamonem też będą niezłe!

1. Początek sierpnia spędziłam na wyczekanym urlopie. Podróżowanie wygląda teraz jednak trochę inaczej… // 2. A już myślałam, że nie uda się zrealizować naszych planów! // 3. Plaża w Normandii. Jedyna w swoim rodzaju. // 4. Nie znoszę się pakować! I zawsze o czymś zapomnę. //

Tym razem omijaliśmy restauracje szerokim łukiem i gotowaliśmy sami. 

1. Coraz bliżej. W drodze do Saint Michel. // 2. Najlepsza pamiątka – po każdym odpływie można było znaleźć mnóstwo pięknych muszelek. // 3. Praca na wakacjach z moją małą asystentką. Jeśli nie miałyście okazji, to w tym wpisie możecie zobaczyć więcej zdjęć. // 4. Udoskonalam skoki na bombę. //

Popołudniowe słońce, senne spojrzenie i różowy pegaz. 

1. Zbudowaliśmy zamek z piasku. Zaraz zniknie pod wodą. // 2. Raczej nie widać tego na zdjęciu, ale właśnie tutaj, w trakcie taplania się w basenie doszłam do połowy książki, którą zawsze chciałam przeczytać (Hrabia Monte Christo). Audiobooki to wielkie odkrycie tych wakacji! // 3. Faktury, struktury i beże. // 4. Gdy na stół trafia słodki deser radość jest niewyobrażalna. Kto by się tam przejmował łyżką czy widelcem. //

Koronaselfie. 1. Moje jedyne uzależnienie. // 2. O takim przejściu między domem a tarasem marzę. // 3. No i to są wakacje! // 4. Odrobina banalnych zachodów słońca jeszcze nikomu nie zaszkodziła. //W miejscu, do którego pojechałam, nie było nie tylko ludzi, ale też zasięgu. I chyba to i lepiej. Zamiast ciągłego weryfikowania liczby zakażeń na pomorzu zapewniłam sobie pandemiczny nastrój lekturą. „Dziennik roku zarazy” o epidemii dżumy wygrzebany z biblioteczki mojej mamy pasował jak ulał. Ale od razu uprzedzam, że to bardziej ciekawostka historyczna niż wciągająca powieść ;). Tak – mam wszystkie miski i talerze z innej parafii. Miody z kolei kupuję w Apimelium. Kilka z Was pytało mnie o miodową paczkę, o której kiedyś pisałam i miło mi Was poinformować, że wróciła ona w nowej odsłonie (pasieka Apimelium kontynuuje ideę regularnych dostaw kremowanych pysznych miodków). Dodatkowo mam dla Was niespodziankę w postaci kodu rabatowego, dzięki któremu nabędziecie miodową paczkę za 89 zł (zamiast 99 zł). Wystarczy, że użyjecie hasła MLE (kod jest ważny do 4 września). Radzę zrobić zapas na jesień i schować dobrze przed łasuchami! Z początku myślałam, że tę książkę szybciej przeczyta moja córeczka niż ja, ale po kilku stronach zmieniłam zdanie. Publikacja jest dedykowana wszystkim, w każdym wieku. Cóż to była za przyjemność poczytać o różnicach między naturalizmem, a realizmem, dowiedzieć się o kulisach tworzenia najsłynniejszych europejskich teatrów i poznać sylwetki wielkich twórców. Cała książka napisana jest bardzo przystępnym językiem i naprawdę przy niej odpoczęłam. Jeśli sami tęsknicie za czymś lekkim, a jednocześnie niegłupim, to polecam Wam "Jak ugryźć teatr współczesny" autorstwa Tomka Żarneckiego i Gosi Kulik. 1. Historia teatru w pigułce. // 2. Miodowa paczka od Apimelium wreszcie przybyła i wraz z moimi Puchatkami będziemy testować zawartość słoiczków. // 3. Sięgamy już coraz wyżej i w końcu pasują na nas kalosze! // 4. Z czym najchętniej pijecie herbatę? //A Wam co serwują na śniadanie? U nas można połamać zęby, ale i tak zjadamy wszystko ze smakiem.1. Dzień dobry Panie Portosie! Dziś są Twoje czwarte urodziny! Z tej okazji przypominam niezwykle popularny blogowy artykuł o tym, jak Portos zdobył Europę. // 2. Suszymy wakacyjne bukiety. // 3. Słońce wstało, ale ja jeszcze trochę podsypiam. // 4. Poranne czytanie bajek. //Ten kubełek (który zresztą mogłyście zobaczyć w tym wpisie) jest od marki Balagan. Dodałam do niego jedwabną apaszkę Meshi, która trochę podkręca moje biało-czarne zestawy. Można ją również zawiązać jako opaskę na włosy albo nosić klasycznie na szyi. W ofercie są jeszcze inne wzory, a wszystkie powstały we współpracy z cenionym polskim ilustratorem – Tomkiem Opalińskim.Nie wiem jakim cudem udało nam się to wszystko przytaszczyć na plażę w Sopocie. Na szczęście było wiele rąk do pracy! Za wcześnie na cokolwiek. Takie pustki na plaży w sezonie mogą oznaczać tylko jedno – jest grubo przed siódmą rano. Jednym z naszych flagowych produktów będzie tej jesieni ten długi płaszcz. 1. Z jednej strony naprawdę uwielbiam te sesję wizerunkowe dla MLE, a z drugiej, to po prostu kupa roboty. // 2. Spakowana! // 3. Nawet nie wiecie jak się naszukałam tych pięknych hortensji… na szczęście uratowała mnie Pani z niezawodnego Narcyza. // 4. Piękna Asia w garniturze, który pokazywałam Wam ostatnio we wpisie "Look of The Day". //Założycielki MLE Collection patrzą z nadzieją na nadchodzący sezon… Czy ktoś kiedyś nie powiedział, że kto z kim przystaje takim się staje?Niestety, repertuar naszych pozycji jest dosyć ograniczony i czasem się powtarza…1. Powrót do domu. I do dobrze zaopatrzonej biblioteczki. // 2. Walizka rozpakowana. To wychodzi nam znacznie lepiej! // 3. Lato w Gdańsku (choć wygląda niczym z paryskiej alejki). // 4. Nie ma mnie tu! Ta ręka służy tylko do włączania kolejnej drzemki. //A to zestaw od NAGO1. Nowości od marki Sisley. // 2. Puchate niczym chmury. // 3. Odpoczywamy w Park Cafe w Konstancinie. // 4. Jeden z kilku powodów, które sprawiają, że cieszę się na zimną jesienną szarugę – swetry z MLE. //Wieczorna aranżacja szafki nocnej. W takiej wersji również bardzo mi się podoba. 1."Proszę nam zarezerwować najlepszy stolik w mieście!" // 2. Tak. To moja najważniejsza rola i najpiękniejsze chwile. // 3. Ten krem ma super skład i zapach niebios. // 4. Wieczór w sierpniu. Książki, gruba warstwa kremu na rękach i kwiaty z łąki, które, no cóż… szybko kończą swój żywot. //Jeśli na bieżąco śledzicie mojego bloga, to wiecie, że markę Bioecolife pokazywałam Wam już nie raz, więc polecam ją z czystym sumieniem. Krem kojąco-nawilżający do twarzy z aloesem i ogórkiem to prawdziwa uczta dla skóry. Składniki aktywne kremu to: hydrolat z igieł sosny, wyciąg z pestek ogórka, olej arganowy, sok z liści aloesu, olej jojoba, ekstrakt z pestek arnoty właściwej, witamina E, olej z pestek słonecznika. Krem ma też bardzo dobry stosunek ceny do jakości. Moja pomoc jest już tutaj zbędna.Pierwsza nasza randka we dwoje od dawna (bo tych we trójkę mamy co nie miara). O restauracji Treinta Y Tres, mieszczącej się na ostatnim piętrze budynku Olivia Star, słyszeliśmy już dawno temu i trochę wstyd, że ja – gdańszczanka z urodzenia – trafiłam tu tak późno.  
Niesamowity widok na Trójmiasto w pięknej oprawie.Wnętrze restauracji zostało zaprojektowane przez pracownię Sandry Taruelli. Z kolei szef kuchni to utytułowany hiszpański restaurator Paco Perez, który na swoim koncie ma już pięć gwiazdek Michelin. Dobranoc. Wracamy do pieluch, ale jeszcze tu zawitamy!Buciki dla dzieci to dla mam często niemniej kontrowersyjny temat niż karmienie piersią. No dobrze, trochę przesadzam, ale to naprawdę ważna rzecz, aby maluch miał dobrze trzymające stopę buciki. Mamy trochę par z sieciówek, ale niektóre z nich nie nadają się na dłuższe spacery. Jeśli więc są tu mamy, które szukają czegoś naprawdę solidnego, to gorąco polecam polską markę Mrugała (i to nie jest reklama). 

Złoto i czerń. 

Sopocianie już czują ten wiatr z północy. W tym wpisie znajdziecie więcej zdjęć i cały opis stroju.Z moją małą kucharką. Dostałyśmy od kochanej teściowej zapas jabłek, więc upiekłyśmy wspólnie pierwsze jesienne ciasto!1. Lody pasują do wszystkiego. // 2 i 3. Dobre, bo polskie. // 4.Tylko ja i mój kawałek ciasta.  //Cały przepis pochodzi z fantastycznej książki Elizy Mórawskiej – "O jabłkach".1. Jak stary obraz. // 2. Jeszcze gorące! // 3. Czysta biel. // 4. Gdy chodzi o jedzenie Portos jest zawsze na posterunku. //Moje ukochane Kaszuby. I ostatni dzień w tym składzie, bo tata wrócił już do pracy w Brukseli. Gdybym umiała, to zaśpiewałabym teraz "już kormorany odleciały stąd", ale lepiej dla innych, że potrafię się powstrzymać…Jestem w niebie!1. Ostatnie chwile wakacji. // 2. Kaszubskie akcenty. // 3. Pogoda w kratkę, sweter w paski. // 4. Podziwiamy ostatnie letnie krajobrazy. // Pozdrawiamy i czekamy na babie lato!

*  *  *

 

Look of The Day – Biel, beż i len.

100% linen shirt / koszula w 100% wykonana z lnu – Marc O'Polo on modivo.pl

leather shoes / skórzane klapki – Hermes

basket / koszyczek – Cellbes 

shorts / szorty –  Victoria Beckham on modivo.pl

   Mało kto nie czuje nostalgii, gdy nadchodzi schyłek wakacji. A w kurortach, takich jak Sopot, przemijające lato widać szczególnie mocno. Ulicami snują się ostatni letnicy, ciągnąc za sobą walizki. Na plaży smutno – po tłumach nie ma śladu, nie licząc śmieci oczywiście, a sezonowe budki z goframi do jutra zostaną rozmontowane. No i mieszkańcy wracają do domów z nadzieją, że wrzesień będzie piękny i pozwoli nacieszyć się ukochanym miastem.

   Część z Was wspominała mi ostatnio, że za mało tu teraz weekendowych zestawów, tak więc wracam dziś do Was ze zdjęciami z orłowskiego molo. Lniana koszula towarzyszy mi właściwie co drugi dzień, tym razem dobrałam ją do minimalistycznych szortów, których szukałam całe lato – chciałam, aby były eleganckie, bez szlufek i żeby można je było zaprasować w kant. Gdy znalazłam idealny model okazało się, że nie ma już mojego rozmiaru, ale po drobnych przeróbkach udało się je dopasować. Krawieckie poprawki to zresztą mój ulubiony sposób na to,  aby nieidealne ubrania zmieniały się w w prawdziwe perełki,  które noszę latami.

*  *  * 

    Jeśli zastanawiałyście się nad zakupem idealnej lnianej koszuli albo cenicie sobie renomowane marki odzieżowe to zajrzyjcie na modivo.pl i sprawdźcie czy nie przyda Wam się specjalny kod zniżkowy. Na hasło KASIA20 otrzymacie minus 20% na wszystko. Kod jest ważny do 7 września. 

Po 3 miesiącach totalnego zaniedbania wiem na pewno, że pielęgnacja ma sens + Kosmetyki, do których teraz wracam.

   Urodzenie dziecka, nauka do matury, koronawirusowy lockdown czy zdobywanie Kilimandżaro – różne sytuacje w życiu sprawiają, że z jakiegoś powodu zapominamy o istnieniu kosmetyków. Niektórzy po takim detoksie dochodzą do wniosku, że nie były one im wcale potrzebne, ale ja nie jestem taką osobą. 

   Domyślam się, bazując na moim doświadczeniu, że w niejednym komentarzu przeczytam o mamach, które tuż po urodzeniu dziecka wszystko ogarniały, a ja jestem po prostu leniwą krową, więc wspomnę tylko o pewnym banale – nie oceniajmy siebie nawzajem zbyt surowo i pamiętajmy, że możemy się różnić pod paroma względami. Jedni są dobrzy z matematyki, inni z historii. Jedne kobiety wychodzą ze szpitala w szpilkach i fryzurą w stylu aniołków Victoria’s Secret, inne przez miesiąc po porodzie nie potrafią znaleźć szczotki do włosów. 

   Wszystkie chyba widziałyśmy zdjęcia Księżnej Kate gdy, po każdym z trzech porodów, wychodziła ze szpitala w eleganckiej sukience, w profesjonalnym makijażu i uśmiechem na ustach. To przypadek skrajny, w końcu mówimy o Księżnej, ale dobrze obrazuje to, jak różnie podchodzimy do tego tematu. Mi zdecydowanie bliżej było do Oli Żebrowskiej, która nie bała się wyjść ze szpitala w dresach i bez makijażu. Mnie było jednak zdecydowanie łatwiej – nie wiem czy zdobyłabym się na taki luz gdybym wiedziała, że czeka na mnie pod szpitalem stado paparazzich. Tym większy szacunek! 

   I tu pojawia się kolejny paradoks. Z jednej strony podziwiamy kobiety, które mają na tyle dużo dystansu do siebie i asertywności wobec oczekiwań otoczenia, że się kwestią pociążowej urody w ogóle nie przejmują. Z drugiej strony podziwiamy także te, które tą urodę utrzymują – szczególnie jeśli mówimy o przypadkach, w których wymaga to dużego nakładu pracy. Oczywiście to pewne uogólnienie – dla każdej z nas macierzyństwo to bardzo indywidualny czas. Dla mnie było drogą przez nieumyte włosy i poplamione bluzy (bo bluzki nie miałam na sobie do dzisiaj).

   Przy okazji mogłam się przekonać, że kosmetyki jednak działają. Po trzech miesiącach nieużywania żadnych kosmetyków, poza pastą do zębów i mydła, widzę jak na dłoni, że ten cały kosmetyczny przemysł jednak ma jakiś sens. I działa. Poniżej przeczytacie o tym, co stało się z moją skórą twarzy, ciałem i włosami w takcie takiego nieplanowanego detoksu. Podaję też zestawienie kosmetyków, do których postanowiłam wrócić, bo wiedziałam, że pomogą mi przywrócić mój wygląd do akceptowalnego stanu. 

   Zwróćcie uwagę, że większość kosmetyków możecie kupić w bardzo atrakcyjnych cenach. Prawie wszystkie marki udostępniają kod rabatowy, a jedna przygotowała go specjalnie dla Was.

Ten kod jest specjalnie dla Czytelniczek bloga – „MLE20” upoważnia do zniżki 20% w sklepie D’ALCHEMY i dotyczy wszystkich kosmetyków i zestawów w regularnych pojemnościach (promocja obowiązuje do 15 października).

1. Krem pod oczy.

   Przed porodem byłam przekonana, że mam dość mocno podkrążone oczy. Jak to mówią – wszystko zależy od punktu widzenia. Wtedy miałam do czynienia z jakimś ledwo widocznym odcieniem fioletu. Teraz skóra pod oczami jest sina i opuchnięta – w zasadzie wystarczy dopasować jakiś strój i zestaw na halloween gotowy. Do listopada jednak daleko – z resztą zamiast przebranych dzieci straszyć będzie wtedy dalej wirus, więc żadnej imprezy nie będzie.

   Wracam więc do mojego ulubionego kremu D’ALCHEMY w skład którego wchodzi między innymi wyciąg z krwawnika, nagietka, dziurawca i rumianku – to idealny zestaw do walki z opuchlizną i siną skórą. Marka specjalizuje się w kosmetykach o działaniu anti-aging. Preparaty D’ALCHEMY powstają z roślin uprawianych metodami ekologicznymi lub dziko rosnących na terenach pozbawionych zanieczyszczeń. Potwierdzają to m.in. certyfikaty organiczności surowców, przyznawane przez niezależne instytucje międzynarodowe. Wszystkie kosmetyki są bez parabenów, ftalanów, siarczanów (SLS/SLES), olejów mineralnych, parafiny, wazeliny, silikonów, lanoliny, glikolu (PEG), MEA/DEA/TEA, kwasu para-aminobenzoesowego (PABA), syntetycznych barwników, syntetycznych substancji zapachowych, składników pochodzenia zwierzęcego. Uffff! Skończyłam! Innymi słowy, jak widzicie, producent pilnuje, by nie znajdowało się w nich nic, co z dużym prawdopodobieństwem może podrażniać naszą skórę. Poza tym, mimo bogatej konsystencji kremu błyskawicznie się wchłania i umożliwia natychmiastowe wykonanie makijażu.

Jeśli spodoba Wam się, któryś z kosmetyków Basic Lab warto użyć kodu „TWOJBASIC” – umożliwia zakup produktów z 20% rabatem (promocja nie dotyczy zestawów).

2. Serum.

   Gdybym jeszcze miesiąc temu miała w dwóch słowach opisać moją skórę, to byłyby to słowa: szara i zmęczona. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest zaniedbana. Gdy wspominałam, że przez pierwsze trzy miesiące po porodzie tknęłam tylko pastę do zębów, nie żartowałam (no dobra, jeszcze szampon do włosów – tłuste włosy mogłyby skończyć się rozwodem, a rozwód załamaniem – bez sensu). Na pewno już doskonale wiecie, że od zadań specjalnych nie służy krem, tylko serum. To w tych małych buteleczkach jest ukryte znacznie więcej dobrodziejstw, do tego często w mocniejszej, bardziej skoncentrowanej formie. Mój kosmetyczny „Święty Graal” to serum od Basic Lab z 15% zawartością trehalozy, która jest świetnym przeciwutleniaczem i ma właściwości silnie nawadniające. Natomiast 10% stężenie peptydu snap-8 i małocząsteczkowego kwasu hialuronowego działa odmładzająco. Stosuję je na dzień i na noc – obiecałam sobie, że zużyję je do ostatniej kropli.

Tonik z wodą siarczkową. Na stronie Balneokosmetyki można kupić wszystkie produkty o 20 % taniej. Wystarczy wpisać kod „balneo20”. Promocja trwa do 09.09.2020r.

3. Tonik.

   Znacie tę teorię, że jak kobieta przestaje stosować makijaż i związane z nim zabiegi pielęgnacyjno-higieniczne to wtedy niby skóra może odpocząć i cera staje się ładniejsza? Może to i prawda – jak jesteśmy w liceum (choć szczerze mówiąc – i tak wątpię!). W moim przypadku odstawienie kosmetyków skończyło się tym, że moja cera nigdy gorzej nie wyglądała – taka brutalna prawda.

   Na szczęście odwyk się skończył. Już nie myję twarzy wyłącznie podczas kąpieli pod prysznicem. Na umywalce dumnie stoi butelka toniku i od kilkunastu dni codziennie rano opłukuję nim twarz. Co do samego preparatu to pozostaję wierna marce Balneokosmetyki. Przez wiele lat ich stosowania wiem czego się po nich spodziewać i są to zdecydowanie pozytywne efekty. Cała linia jest stworzona na bazie najsilniejszej na świecie wody siarczkowej (bardzo silnie zmineralizowana woda lecznicza o wysokiej zawartości bioaktywnej siarki oraz innych mikroelementów takich jak: sód, wapń, magnez, potas, chlor, brom, jod. Ma działanie antybakteryjnie, przeciwzapalne i bakteriobójcze). Tonik dodatkowo ma w składzie witaminę C, naturalną betainę, ekstrakt z cytryny i pomarańczy, kompleks cukrowy i naturalny prebiotyk (zawiera aż 99% składników pochodzenia naturalnego). Poza tym świetnie nadaje się do cery suchej, wrażliwej i naczynkowej.

Tylko do końca października można kupić maskę Aquayo w atrakcyjnej cenie z kodem „ MASK20” – promocja upoważnia do zakupu kosmetyku z 20% rabatem. Jeśli macie czas i lubicie ekologiczne nowinki, to koniecznie przeczytajcie, o tym jak  tworzone są ich opakowania.

4. Maska na noc.

   Tonik to jednak tylko artyleria to wyczyszczenia (dosłownie) przedpola. Piechotą i kawalerią w jednym, której zadaniem jest przywrócenie mojej twarzy ładnego wyglądu jest maska – broń, która daje szybkie i spektakularne efekty. I do tego pasuje do naszych typowych kobiecych rytuałów. To właśnie wieczorem, gdy dzieci leżą już w łóżkach, mamy chwilę dla siebie – maska na noc idealnie wpasowuje się w ten rytm. W moim przypadku dodatkowym celem jest odzyskanie naturalnego odcienia skóry twarzy. Już w przeszłości szukałam odpowiedniego produktu i przekonałam się, który najlepiej sprosta temu zadaniu. W składzie ma minerały morskie, który silnie nawilżają skórę i dodają jej blasku. Praktyczną zaletą jest to, że nie muszę kupować całego zestawu, a jedynie sam krem w wymiennym wkładzie. Na marginesie dodam, że kosmetyki Aquayo zamknięte są w opakowaniach składających się z minimum 30 procent materiału pochodzenia roślinnego – dokładnie mowa tu o trzcinie cukrowej.

5. Włosy.

   Jak już wspomniałam, moje włosy miały ten luksus przez ostatni czas, że używałam szamponu. To oczywiście ironia, wiadomo, że szampon to absolutnie podstawowa higiena, która nie gwarantuje niczego, poza tym, że włosy nie robią się tłuste. W moim przypadku wystąpiły typowe skutki ciążowej i pociążowej burzy hormonalnej, czyli wypadanie (i to garściami), suchość i łamliwość. O radę poprosiłam moją fryzjerkę. Zasugerowała mi zmianę kosmetyków do włosów z Kevina Marphiego na Davines, bo mają lepszy skład. Zdecydowałam się na serię Ol i po kilku myciach faktycznie jest lepiej. Wyglądają zdrowiej i są sypkie. Szczególnie warty polecenia jest olejek z tej serii.

Teraz można kupić wszystkie kosmetyki Cellublue z 30% rabatem – wystarczy użyć kodu „ZDROWASKORA”. Widoczny na zdjęciu krem został stworzony z 98% naturalnych składników – reguluje, uelastycznia skórę i ma naturalny zapach. Mogą go stosować kobiety karmiące i w ciąży.

6. Balsam do ciała na rozstępy.

   Moje ciało przez ostatnie trzy miesiące przeszło ogromną metamorfozę. W ciąży przytyłam dwadzieścia kilogramów (tak, to niewątpliwie temat na kolejny wpis), więc łatwo sobie wyobrazić jakim naprężeniom uległa skóra w okolicach brzucha, piersi czy ud. Od razu przyznam bez ogródek – nie używałam przez te trzy miesiące kosmetyków przeciw rozstępom. Nie chcę się nawet zastanawiać nad tym, czy to by coś wyraźnie zmieniło, skupiam się na gorącej nadziei, że jeśli teraz wprowadzę je do gry, to na pewno za jakiś czas efekt będzie widoczny. Po poprzedniej ciąży, z Julią, walczyłam z podobnym problemem i wtedy udało się szybko pozbyć rozstępów – dlaczego teraz miałoby być inaczej? (wiem, wiem, wiek, ciąża ciąży nie równa, ale nie pozbawiajcie mnie nadziei!). Koleżanka poleciła mi markę Cellublue a w szczególności serię Mom’s World (jest dość popularna we Francji). Ostatnio też widziałam, że Maffashion „maltretuje” swoje obserwatorki (w tym mnie) reklamami tej marki, a co by nie mówić robi to na tyle dobrze, że sama też uwierzyłam i postanowiłam je przetestować.

   Dotarłyście do końca moich narzekań. Gratulacje! Mam nadzieję, że wśród tych krótkich recenzji znalazłyście coś dla siebie. Jeśli macie na swoim koncie podobne „kosmetyczne detoxy” to chętnie przeczytam o Waszych wrażeniach. Z niecierpliwością (i narastającym strachem ;)) czekam na Wasze komentarze!