
Jesienią piekę częściej. Nie dlatego, że wraz z pierwszym chłodem budzi się we mnie szczególnie romantyczna gospodyni domowa, ale dlatego, że o tej porze roku każdy z nas potrzebuje trochę więcej drobnych, codziennych przyjemności. A że pewnie wiele z Was pamięta jeszcze mój sierpniowy tekst, w którym deklarowałam rozstanie ze słodyczami z Żabki, domowe pieczenie stało się właściwie jedyną rozsądną drogą, żeby tę jesień przeżyć bez poczucia, że odebrałam sobie wszystko, co w tym wieku daje millenialsowi radość — obok świeżej pościeli, świeczki o zapachu cynamonu i dostępu do wszystkich platform streamingowych, z których i tak przez pół wieczoru wybiera się jeden film.
Tak więc po tekście o rezygnacji z kupnych słodyczy przychodzę dziś do Was z przepisem na chlebek bananowy. I to nie byle jaki. Bo jeśli z wiekiem też zatraciliście odrobinę młodzieńczej spontaniczności i na widok każdego wypieku zamiast rzucać się po dokładkę, najpierw zastanawiacie się, czy ktoś przypadkiem nie wsypał do niego pół szklanki białego cukru więcej, niż było to absolutnie konieczne, to ten przepis powinien Wam się spodobać.
To ciasto sprawdza się równie dobrze jako towarzysz netflixowych maratonów, jak i ratunek do szkolnego lunchboxa, kiedy o siódmej rano w poniedziałek okazuje się, że ktoś poprzedniego wieczoru zjadł ostatnią bułkę. Czyli, mówiąc krótko, spełnia wymagania współczesnego dorosłego człowieka: daje trochę przyjemności, nie wymaga wyrzutów sumienia i czasem rozwiązuje problem, o którym jeszcze wczoraj nie wiedzieliśmy, że będziemy go mieć.

Składniki mokre:
– 3 spore banany
– 2 jajka od szczęśliwych kur
– 113 g masła i uwaga, do mokrych w tym przypadku dodajemy też brązowy cukier
– pół standardowego kubeczka.
Składniki suche:
– dwie czubate łyżki białka bananowo-waniliowego (ja użyłam to od Daily Spoon).
– 175 g mąki pszennej
– 1 łyżeczka sody




Sweter i dżinsy pochodzą z nowej kolekcji MLE.




Komentarze