
Spodnie "capri", a może po prostu swojskie rybaczki? Czy nazwa ubrania może mieć znaczenie w jego odbiorze?
„Capri” brzmi jak włoskie lato, espresso wypite o 11:30 i lniana koszula przewiązana nonszalancko na biodrach. „Rybaczki” brzmią bardziej jak komunikat: „weź robaki na przynętę i suche skarpety na zmianę do traperów”. Branża modowa od lat doskonale wie, że trendy często wracają, ale muszą po drodze przejść mały rebranding.
Nazwa oczywiście pochodzi od włoskiej wyspy Capri — miejsca kojarzonego z luksusowym wypoczynkiem, stylem "old money" i estetyką „wealth whispers”. I trzeba przyznać: marketingowo trudno konkurować z takim klimatem. Bo choć konstrukcyjnie to nadal spodnie 7/8, to „capri” od razu sprzedają wizję życia, w którym jedynym problemem jest wybór między bankietem nad basenem a kolacją na jachcie.
Psychologia od lat potwierdza, że słowa realnie wpływają na nasze postrzeganie produktów. Badania Daniela Kahnemana i Amosa Tversky’ego pokazały, że ludzie inaczej oceniają dokładnie tę samą rzecz w zależności od tego, jak została nazwana lub przedstawiona.
Moda wykorzystuje ten mechanizm perfekcyjnie i jest mistrzynią sprzedawania nam nostalgii w nowym opakowaniu. W branży od dawna wiadomo, że język potrafi nadać produktowi zupełnie nowe cechy — nawet jeśli fizycznie nic się nie zmieniło. Nie bez powodu second-hand stał się „vintage concept store”, a ortalionowa kurtka zmieniła się w „technical outerwear”.
W każdym razie – mi się podoba. Ale tylko i wyłącznie w minimalistycznych kombinacjach. No i z moją ulubioną biżuterią, czyli złotymi klasycznymi kolczykami. Jeśli jesteście już w YES Club to przy zakupach za minimum 349 zł otrzymacie -20% (jeśli nie jesteście, to koniecznie dołączcie!). Promocja jest ważna do 26 maja, czyli do Dnia Mamy.








Komentarze