If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

LOOK OF THE DAY

sweater / sweter – NA-KD

suede bag / zamszowa torebka – Gucci

black boots / czarne botki – Gianvinto Rossi

black jacket / czarna kurtka – NA-KD

   “Elegance is mostly adjusting your outfit to your lifestyle.” This thesis that I’ve been sneaking in on my blog for a few years has returned to me with an intensified impact. When you mostly work from home, and people who you meet at work are also freelancers, you can easily notice how lack of rigour of corporation work influences what we take out of our wardrobes. When I have eight hours of work ahead during which I’ll be visited only by Asia with samples of new fabrics (and it’s best to browse through them on the sofa), neither me nor her think about the fact whether a gigantic sweater and Uggs (and in my case socks with patterns) are appropriate or not. Everything changes when you suddenly have to leave your safe place to conquer the world ;).   

   That’s why I’ve got my high heels on in today's post. I’ve been looking for a long time for a perfect down jacket with such a cut (probably since last year), and when I finally found it, I think that in a second I won’t be able to zip it up ;). I wanted to look in it like Emmanuelle Alt here or Hailey Baldwin here, but that will happen probably next year…   

   If you like my down jacket (there are also other colours available), or turtleneck that I’ve paired with it, you can use my special code „KTX15", to get a 15% discount on all non-discounted products in NA-KD. Have a pleasant shopping experience!

*  *  *

   "Elegancja to w głównej mierze dopasowanie stroju do stylu życia jaki prowadzimy". Teza, którą przemycam na blogu od dobrych kilku lat, ostatnio brzęczy mi w uszach ze zdwojoną siłą. Gdy pracuje się głównie z domu, a osoby, z którymi się w tej pracy spotykasz, również mają wolne zawody, to łatwo można zauważyć, jak brak korporacyjnego rygoru wpływa na to, co wyciągamy z naszej szafy. Mając przed sobą perspektywę ośmiu godzin przed komputerem, w trakcie, których do moich drzwi zapuka tylko Asia z próbkami nowych materiałów (a wiadomo, że takie rzeczy najlepiej ogląda się na kanapie) to ani ja, ani ona, nie zastanawiamy się, czy wielki sweter, Uggi (a w moim przypadku wzorzyste skarpetki na nogach) są odpowiednie, czy nie. Poruszenie zaczyna się wtedy, gdy nagle trzeba opuścić swoje bezpieczne miejsce i ruszyć na podbój świata ;). 

   Stąd te szpilki, które mam na sobie w dzisiejszym wpisie. Długo szukałam też idealnej puchowej kurtki o takim kroju (właściwie już od zeszłeg roku), a gdy w końcu ją znalazłam, to mam wrażenie, że lada moment nie dam rady jej zapiąć ;). Chciałam w niej wyglądać jak Emmanuelle Alt tutaj, albo Hailey Baldwin tutaj, ale to chyba dopiero w przyszłym roku… 

   Jeśli podoba Wam się moja kurtka (są dostępne również inne kolory), albo golf, który do niej włożyłam, to możecie skorzystać ze specjalnego kodu „KTX15", aby uzyskać 15% zniżki na cały nieprzeceniony asortyment w NA-KD. Udanych zakupów!

Pielęgnacja, o której zapominam chociaż nie powinnam, czyli moje domowe mini SPA

   Home spa sounds like a slight absurd to me – there are so many important things to do on a daily basis that I'd be always able to find reasons to abandon the idea of such pleasures. Even if I manage to finish work earlier, instead of lying in the bathtub with my legs up, I can always do some hand washing that has been waiting for a week, thoroughly clean glass vases, submit application for a new passport, do some cleaning in the kitchen cupboards, or start looking for Christmas gifts… there are so many possibilities and there are new ones each day. No one should be surprised that I have used the bathtub exactly two times since we move into this flat (and in April it will be already two years).   

   I won't be delusional that something will change in that matter, but I thought that I'd prepare a short post about products that I would like to use more often and that seem to me special in a way.

* * *

   Domowe SPA brzmi dla mnie trochę jak abstrakcja – jest tyle ważniejszych rzeczy do zrobienia na co dzień, że zawsze znalazłabym powód, aby zrezygnować z tego rodzaju przyjemności. Bo nawet jeśli uda mi się wcześniej skończyć pracę to, zamiast położyć się w ciepłej wannie z nogami do góry, mogę przecież zrobić pranie ręczne, które czeka na mnie od tygodnia, wyczyścić dokładnie szklane wazony, pójść wyrobić nowy paszport, uporządkować szafki w kuchni albo zająć się w końcu szukaniem prezentów… możliwości jest bardzo wiele i każdego dnia dochodzą kolejne. Nikogo więc nie powinno dziwić, że od czasu wprowadzenia się do naszego mieszkania (w kwietniu będą dwa lata) korzystałam z wanny dokładnie trzy razy. 

   Nie będę się łudzić, że w tej kwestii wiele się zmieni, ale pomyślałam, że przygotuję mały wpis o produktach, których chciałabym używać częściej, albo które z jakiegoś powodu wydają mi się wyjątkowe. 

Pięciominutowa maseczka oczyszczająca od MIYA Cosmetics [5% kwas azelainowy + glicyna]. Uwielbiam każdy produkt tej marki więc maseczkę też musiałam przetestować. Oczyszcza pory, jest delikatna, przyjemna i szybka w użyciu, łatwo się zmywa i nie pozostawia uczucia ściągnięcia skóry. Przy regularnym stosowaniu dwa razy w tygodniu wyraźnie zmniejsza widoczność porów, zaskórników i niedoskonałości. Przeciwdziała powstawaniu nowych, reguluje wydzielanie sebum. Bez silikonów, parafiny, PEG-ów, olejów mineralnych, parabenów. Przebadana dermatologicznie. Odpowiednia dla wszystkich typów skóry, także wrażliwej i trądzikowej. Nietestowana na zwierzętach. Wegańska.

      Face masks are cosmetics that I hadn't used for many years as I thought that they are overrated. I didn't believe that they work and I thought that women use it for purely psychological reasons – so that they have the feeling that they've just went through a pleasant treatment. Everything changed when I approached face care with greater engagement and when I started to use more intense facial treatments. After dermapen treatment, my cosmetologist always uses a face mask. After one of the subsequent treatments, when I was more trusting when it came to her advice, I just straightforwardly asked whether such a face mask has any crucial influence on the conditions of my skin. Everything was in her eyes ;). Later, I came across a few great products and today, I can say that my approach has changed completely. I could apply face masks every day, but I do it considerably less frequently, and I would like to change that – the more so that I don't have to lie in the bathtub, light candles, and use two hours of my time to use it. After all, I can do the washing or clean the cases with a face mask on. I'll face more obstacles with the passport…

* * *

   Maseczki na twarz to kosmetyki, których przez wiele lat w ogóle nie używałam, bo wydawały mi się z założenia przereklamowane. Nie wierzyłam w ich działanie i uważałam, że kobiety stosują je z powodów czysto psychologicznych – aby mieć świadomość, że zafundowały sobie jakąś przyjemność. Sprawy się zmieniły, gdy do pielęgnacji twarzy podeszłam z większym zaangażowaniem i zaczęłam stosować intensywniejsze zabiegi na twarz. Po dermapenie kosmetolog zawsze nakładała mi na twarz maseczkę. Za którymś razem, gdy nabrałam już zaufania do jej porad, spytałam po prostu bez ogródek, czy taka maseczka w ogóle ma jakiś istotny wpływ na kondycję mojej skóry. Jej wzrok mówił wszystko ;). Później trafiłam jeszcze na kilka super produktów i dziś mogę powiedzieć, że moje podejście zmieniło się o 180 stopni. Maseczki mogłabym nakładać codziennie, ale robię to znacznie rzadziej i chciałabym to zmienić – tym bardziej, że wcale nie muszę pakować się do wanny, zapalać świeczek i rezerwować dwóch godzin aby jej użyć. W sumie, mogę nawet robić to nieszczęsne pranie czy czyścić wazony z maseczką na twarzy. Gorzej z wyrabianiem paszportu…

   Body balm has been a very exciting topic for me in the recent weeks. I've made the decision to get rid of the previous one as even though its compositions was natural, the combination of the ingredients could have carcinogenic properties. Well, I don't know if that's true and I'm not really sure how to check it, but I prudently came to a conclusion that I won't be using it over the following months. Now, I need a product that is fully worth my trust. 

   Why am I writing about it in a post about the home spa? Because I should apply body balm twice a day, and the truth is that I'm really sloppy in that routine. I do it hastily after the morning shower.

* * *

   Balsam do ciała to dla mnie w ostatnich tygodniach bardzo emocjonujący temat. Podjęłam decyzję o pozbyciu się tego, którego używałam wcześniej, bo chociaż jego skład był naturalny, to podobno połączenie składników mogło mieć działanie rakotwórcze. No cóż, nie wiem czy to prawda i szczerze mówiąc nie bardzo nawet wiem jak to sprawdzić, ale przezornie uznałam, że przez najbliższe miesiące na pewno nie będę go używać. W tym momencie potrzebuje produktu, do którego mam stuprocentowe zaufanie.  

Dlaczego piszę o tym we wpisie o domowym SPA? Bo balsamem powinnam się teraz starannie smarować dwa razy dziennie, a prawda jest taka, że robię to dosyć niedbale i w pośpiechu, po porannym prysznicu. 

Balsam to kosmetyk, który nasze ciało wchłania w największej objętości, dlatego im bardziej naturalny skład tym lepiej. Ja postawiłam na ekstremalną wersję, czyli tak zwany "balsam świeży" od FRIDGE. Nie posiada on żadnych konserwantów, w związku z czym producent zaleca trzymanie go w lodówce (ja trzymam go na marmurowym parapecie w łazience bo jest tam naprawdę bardzo chłodno). Balsam ma piękny delikatny zapach i bardzo szybko się wchłania. Jak widzicie, zużyłam już prawie połowę i za jakieś dwa miesiące będę musiała kupić jeszcze jeden. 

  The most neglected part of my body in the previous months is definitely my hair. In fact, I could say that my bathroom could become an example of an anti-SPA. In my bathroom cupboard, I haven't got even one proper regenerating hair mask and I should abandon the idea of using a conditioner after washing my hair – I don't see any difference with or without it. The last time I had a visit at a hairdresser's was last year (over that period of time, Portos visited his pet stylist three times) and, to be honest, I'm not going anywhere anytime soon – I have no idea how to change my hairstyle. If you have a really well-tested hair treatment (that can be done at home), I'll be eager to read about it…

* * * 

   Najbardziej zapomniane w ostatnich miesiącach są zdecydowanie moje włosy. Właściwie mogę powiedzieć, że moja łazienka w tym wypadku mogłaby pełnić funkcję anty-SPA. W szafce nie mam żadnej porządnie regenerującej maski, a z odżywki, której używam po myciu głowy powinnam zrezygnować – nie widzę żadnej różnicy po jej zastosowaniu. U fryzjera ostatni raz byłam w zeszłym roku (w tym czasie Portos zdążył odwiedzić psiego stylistę już trzy razy) i szczerze mówiąc wcale mi się do niego nie spieszy – nie mam żadnej koncepcji na zmianę fryzury. Jeśli macie naprawdę sprawdzoną kurację na włosy (do wykonania w domu) to chętnie o niej poczytam. 

   All right. The only hair product that I could recommend is Gisou oil. Even though it doesn't contain any magical ingredients, it is expensive, and you can find great replacements on the store shelves, I love to use it and while other oils were exceeding their expiration date in the middle of the package, I will surely finish Negin Mirsalehi's product. The only problem is that you need to apply it only after having washed your hair and rinsing the above-mentioned conditioner. However, you'll get the best outcome by applying it overnight. Maybe today I'll manage?

* * *

   OK. Jedyny produkt do włosów, który mogłabym zarekomendować to olej Gisou. Niby nie ma w sobie nic szczególnego, jest drogi, w sklepach pewnie można znaleźć równie skuteczne zamienniki, a jednak uwielbiam go używać i gdy inne oleje do włosów zwykle traciły ważność w połowie opakowania, tak produkt od Negin Mirsalehi z całą pewnością dokończę. Problem tylko w tym, że pamiętam o jego użyciu wyłącznie po umyciu głowy i spłukaniu wyżej wspomnianej odżywki, a podobno najlepsze działanie uzyskamy nakładając go na noc. Może dziś mi się uda?

   To finish off, I've got a novelty that I've been using for a few days. When I think about it, the idea of a spa immediately pops into my mind. It is because you need to first become a "little chemist" to make the face cream attain its properties. After opening Power Cream + 100% Vit C AA2G by CLARENA we add a small ampule containing the active form of L-ascorbic acid, that is AA2G™ (patented and restricted, that's why it has got those strange icons in its name). I once read that vitamin C is a true youth elixir for our skin, but it's not easy to transport in into our cells (supplementing vitamin C in order to improve the appearance of your skin is futile work, as vitamin C travels to more important organs on its way – you need to apply ie externally). In this cream, you'll find ascorbic acid glucoside, that is a stable form of vitamin C safeguarded from breakdown by a glucose molecule. Whatever that means, the face cream is really pleasant in application – it provides moisturisation and you can apply makeup already after two minutes.

* * *

   Na koniec nowość, której używam od kilku dni. Skojarzyła mi się z tematem SPA, bo aby krem zyskał swoje właściwości, należy się wpierw zabawić w "małego chemika". Po otwarciu kremu Power Cream + 100% Vit C AA2G marki CLARENA dodajemy do środka ampułkę z aktywną formą kwasu L-askorbinowego, czyli AA2G™ (składnik opatentowany i zastrzeżony, stąd te dziwne ikonki przy nazwie). Czytałam kiedyś o tym, że witamina C jest prawdziwym eliksirem młodości dla naszej skóry, ale nie tak łatwo przetransportować ją do komórek (suplementowanie witaminy C w celu poprawy kondycji skóry mija się z celem, bo "po drodze" witamina wędruje do ważniejszych narządów, trzeba więc podawać ją skórze od zewnątrz). W tym kremie zastosowano glukozyd kwasu askorbinowego, czyli stabilną formę witaminy C zabezpieczonej przed rozkładem cząsteczką glukozy. Cokolwiek to oznacza, krem jest bardzo przyjemny w użyciu – mocno nawilża a jednocześnie wchłania się bardzo szybko i już po dwóch minutach można nakładać makijaż. 

    I hope that this post will encourage you to browse through your bathroom cupboards and find something that will cheer you up. It can be a thicker layer of hand cream, a quick daub of nail polish on your nails, or a sheet mask. It will take you four minutes, and if you were planning on reading this post anyway…you'll also find some time for a small bathroom spa.

* * *

    Mam nadzieję, że ten wpis zachęci Was do przejrzenia zawartości łazienkowej szafki i wyciągnięcia z niej czegoś, co poprawi Wam humor. To może być grubsza warstwa kremu do rąk, szybkie maźnięcie paznokci bezbarwnym lakierem albo maska na twarz w płacie. Zajmie Wam to cztery minuty, a skoro miałyście czas aby przeczytać ten wpis… to na małe SPA też go znajdziecie!

***

 

Bardzo wilgotny sernik cytrynowo – imbirowy z domowym karmelem

With each year, coming up with new Christmas recipes becomes a greater challenge for me. I still repeat to myself that there were so many recipes and that it's more difficult to surprise you with something new. Deep inside my heart, however, I tell myself that each person has their own tastes (mostly those that we associate with our childhood) and remains faithful to them. Especially during Christmas when it's all about tradition. However, if you were searching for a slight change, I'm glad to share with you a recipe for a cheesecake today. The whole secret lies in the baking technique and… you'll see yourself!

* * *

  Z każdym rokiem wymyślanie przepisów świątecznych staje się dla mnie większym wyzwaniem. Wciąż sobie powtarzam, że już tyle było i coraz trudniej jest mi Was zaskoczyć. W głębi serca jednak powtarzam sobie, że i tak każdy z nas ma swoje ulubione smaki (najczęściej te, zapamiętane z dzieciństwa) i jest im wierny. Szczególnie w święta, kiedy nakazuje nam tradycja. Gdybyście jednak poszukiwali małej odmiany, to dzisiaj z przyjemnością dzielę się przepisem na sernik. Cała tajemnica tkwi w sposobie pieczenia i … a zresztą sami zobaczcie!

Ingredients:

(baking tray with a diameter of 26-29 cm)

1 kg of curd cheese (it's best to use fat curd cheese and mix it with a blender)

250 g of mascarpone

250 g of natural yoghurt (you can use Greek yoghurt)

180 g of sugarlemon juice and lemon zest from 1 lemon

approx. 3-4-centimetre piece of fresh ginger (peeled and grated)

1 tablespoon of potato flour

5 eggs

250 g of whipping cream (36 % butterfat)

caramel topping

120 g of brown sugar

approx. 150 ml of whipping cream (36 % butterfat)

2 tablespoon of water

* * *

Skład:

(forma o średnicy 26-29 cm)

1 kg sera twarogowego (najlepiej tłusty, miksujemy blenderem)

250 g serka mascarpone

250 g  jogurtu naturalnego (może być grecki)

180 g cukru

sok i otarta skórka z 1 cytryny

ok. 3-4 cm kawałek świeżego imbiru (obrany i starty na tarce)

1 łyżka mąki ziemniaczanej

5 jajek

250 ml śmietanki 36 %

polewa karmelowa

120 g brązowego cukru

ok. 150 ml śmietanki 36 %

2 łyżki wody

Directions:

1. Blend the curd cheese. Add mascarpone, yoghurt, whipping cream, sugar, lemon juice / lemon zest, grated ginger, and flour. Stir everything thoroughly. Then, add eggs and stir until all ingredients blend together (not for too long so that you avoid adding any unnecessary air to the pastry). Pour the pastry into the greased baking tray and place in the oven preheated to 160ºC (place a baking tray filled with water on the lower level). Bake the cheesecake for approx. 70 min and them turn off the oven and leave it ajar. It's important to wait until the whole cake cools down and becomes dense.

2. To prepare the caramel: in a medium-sized pot, heat up some sugar with water. Wait until the ingredients melt and add whipping cream – don't stir, just move the pot a little in each direction so that the caramel mixes evenly. Decrease the heat and leave it for 2-3 minutes until it becomes even.

3. When the cheesecake cools down, pour the ready (but not hot!) caramel topping over it. You can decorate it with dried lemon slices and fresh sprigs.

* * *

A oto jak to zrobić:

  1. Twaróg miksujemy blenderem, dodajemy mascarpone, jogurt, śmietankę, cukier, sok / skórkę z cytryny, tarty imbir i mąkę. Całość dokładnie mieszamy. Następnie dodajemy rozbite jajka i mieszamy do połączenia się składników (nie za długo, żeby nie napowietrzyć masy). Ciasto przelewamy do natłuszczonej formy i umieszczamy w rozgrzanym piekarniku w 160 stopniach C (na niższe piętro wstawiamy blachę z wodą). Sernik pieczemy ok. 70 minut, następnie wyłączamy piekarnik i uchylamy drzwiczki. Ważne, żeby poczekać aż masa ostygnie i zrobi się zwarta.
  2. Aby zrobić karmel: w średnim rondlu podgrzewamy cukier z wodą, czekamy aż się rozpuści a następnie dolewamy śmietankę – nie mieszamy, jedynie poruszamy garnkiem, tak żeby masa się wymieszała. Zmniejszamy ogień i pozostawiamy przez 2-3 minuty, aż uzyskamy jednolity karmel.
  3. Gdy sernik wystygnie polewamy gotowym (nie gorącym!) karmelem. Możemy udekorować suszonymi plastrami cytryny i świeżymi gałązkami.

Gdy sernik wystygnie (nie wcześniej) polewamy gotowym (nie gorącym!) karmelem.

Suszone plastry cytryny lub pomarańczy i świeże gałązki nadadzą świątecznego nastroju.

 

Look of The Day

watch / zegarek – Daniel Wellington

cap / czapka – Abercrmobie & Fitch

wool coat / wełniany płaszcz – MLE Collection

nude tights / cieliste rajstopy – Calzedonia

wool scarf / wełniany szalik – Acne

shoes / buty – UGG 

   Having returned from my two-day trip to Warsaw, I was waiting for the weekend even more than usually. The Saturday morning (or rather the time right before noon, as our bed doen't want to let us go earlier) is the most pleasant time of the week – a mug of hot coffee, conversations about nothing, happy Portos running after leaves and my beautiful and still autumnal Sopot. It might seem that time runs slower in such circumstance, but, in fact, it flies by.  

   Many of you have asked me about the exact model of my Daniel Wellington watch that I've recently shown – it's Classic Shefield Rose Gold  36 mm. Now, you can buy it with a special discount. You can already use the 10% discount on beautiful gift sets. By using my code MAKELIFEEASIER, you'll receive an additional 15% discount for shopping on danielwellington.com/pl. You don't have to worry about the package as a present box is already included.

* * *

   Po powrocie z dwudniowego wyjazdu do Warszawy wyczekiwałam weekendu jeszcze bardziej niż zwykle. Sobotni poranek (a właściwie przedpołudnie, bo łóżko jakoś nie chce nas wcześniej wypuścić) to dla mnie najmilszy czas w tygodniu – gorąca kawa w dłoni, rozmowy o niczym, szczęśliwy Portos goniący liście i mój piękny, wciąż jesienny Sopot. Wydawać by się mogło, że czas w takich okolicznościach płynie wolniej, a tak naprawdę pędzi jak oszalały.

   Wiele z Was pytało o dokładną nazwę modelu zegarka Daniela Wellingtona, którego niedawno pokazywałam – to Classic Shefield Rose Gold  36 mm. Teraz możecie go kupić ze specjalną zniżką. Już teraz obowiązuje 10% rabat na piękne zestawy prezentowe, a używając mojego kodu MAKELIFEEASIER macie kolejne 15% zniżki na zakupy na stronie danielwellington.com/pl. Nie musicie martwić się o pakowanie prezentu, bo ozdobne pudełko jest gratis.