Letnie ciasto drożdżowe z truskawkami, rabarbarem, kruszonką i marcepanem

Ingredients:

500 g of wheat flour2

00 ml of warm milk

100 g of sugar

20 g of fresh yeast

80 g of melted butter

3 yolk

scrumble topping:

60 g of butter

100 g of flour

50 g of sugar

fruit:

handful of fresh strawberries

1 fresh rhubarb stalk + 1 tablespoon of sugar

approx. 15 g of marzipan base

Skład:

500 g mąki pszennej

200 ml ciepłego mleka

100 g cukru

20 g świeżych drożdży

80 g rozpuszczonego masła

3 żółtka

kruszonka:

60 g masła

100 g mąki

50 g cukru

owoce:

garść świeżych truskawek

1 łodyga świeżego rabarbaru + 1 łyżka cukru

ok. 15 g masy marcepanowej

Directions:

1. Dissolve fresh yeast in warm milk with a tablespoon of sugar. Set it aside in a warm place until the mixture increases in bulk (covered, I most often open the oven door and place the bowl with the yeast leaven there).

2. When the mixture becomes three times its initial size, add flour, the remaining sugar, yolks, and melted butter. Knead the dough until it loses its stickiness. Use a mixer (hook). Again, place the ready dough in a warm place until it increases in bulk (it may take up to 1,5 h).

3. To prepare the crumble topping: knead the sugar, butter, and flour thoroughly – if there is too much of it, you can freeze some of the dough.

4. To prepare the rhubarb: peel the stalk and chop it into pieces that are approx. 2-3 cm in length. Cover them with a layer of sugar for 15 minutes until they release juices.

5. Place the risen dough in a greased baking tray. Place pieces of rhubarb, strawberries, and marzipan on top of it. Sprinkle it with grated crumble topping. Usually, I leave the dough for 10 minutes so that it increases in bulk again, and then, I bake it in the oven preheated to 180ºC (use the oven function with upper and lower heating elements switched on) for approx. 55 to 60 minutes.

***

A oto jak to zrobić:

  1. W ciepłym mleku rozpuszczamy świeże drożdże z łyżką cukru. Odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (pod przykryciem, ja najczęściej otwieram drzwiczki piekarnika i na nich stawiam naczynie z zaczynem drożdżowym).
  2. Gdy masa potroi swoją objętość, dodaję przesianą mąkę, resztę cukru, żółtka i rozpuszczone masło. Ciasto zagniatam, do momentu aż będzie odchodzić od ręki. Korzystam z miksera (hak). Gotowe ciasto przekładam ponownie w ciepłe miejsce, do wyrośnięcia (może zająć do 1,5 h).
  3. Aby przygotować kruszonkę: cukier, masło i mąkę dokładnie zagniatamy – jeżeli za dużo nam wyszło, możemy zamrozić.
  4. Aby przygotować rabarbar: obieramy skórkę z łodygi i kroimy na kawałki o długości 2-3 cm. Zasypujemy cukrem i ostawiamy na 15 minut, do momentu aż rabarbar puści sok.
  5. Wyrośnięte ciasto przekładamy do natłuszczonej formy do pieczenia, na wierzch ciasta rozkładamy kawałki rabarbaru, truskawki i marcepan. Posypujemy startą kruszonką. Zazwyczaj pozostawiam jeszcze ciasto na 10 minut do ostatecznego wyrośnięcia, a następnie piekę w rozgrzanym piekarniku w 180 stopniach C (opcja: góra-dół) przez ok. 55 do 60 minut.

Place the risen dough in a greased baking tray. Place pieces of rhubarb, strawberries, and marzipan on top of it. Sprinkle it with grated crumble topping. Usually, I leave the dough for 10 minutes so that it increases in bulk again, and then, I bake it in the oven preheated to 180ºC (use the oven function with upper and lower heating elements switched on) for approx. 55 to 60 minutes.

***

Wyrośnięte ciasto przekładamy do natłuszczonej formy do pieczenia, na wierzch ciasta rozkładamy kawałki rabarbaru, truskawki i marcepan. Posypujemy startą kruszonką. Zazwyczaj pozostawiam jeszcze ciasto na 10 minut do ostatecznego wyrośnięcia, a następnie piekę w rozgrzanym piekarniku w 180 stopniach C (opcja: góra-dół) przez ok. 55 do 60 minut.

Of course, the crumble topping is the best element! :-)

Najlepsza jest oczywiście kruszonka! :-)

perfect summer sandals

1. KIOMI 179zł 2. J. CREW 446zł 3. PARFOIS 86zł 4. ANCIENT GREECE SANDALS 590zł 5. JONAK 399zł 6. EVEN&ODD 109zł

Czy dbanie o siebie to słabość? Czy powinnyśmy z niej zrezygnować w imię niezależności?

   Over the last week, I came across multiple examples of photos displaying impeccable bodies, perfect makeup, and dense hair both in magazines and online. There were also plenty of advice on how to attain such an effect at your own home (it's best to attain it before your holiday). At the same time, Facebook offered me links to articles about how to combat this pressure, whether you should stop shaving you legs, and articles about the depreciating influence of taking care of your appearance.  

   Views and trends like extremes which is often transformed into thinking – "either you're with us or against us." You need to wear high heels everyday and your manicure has to be perfect even while you're peeling potatoes. Otherwise, you'll come across as a slovenly slob. On the other hand, you hear: use your Instagram to publish photos of your cellulite and throw away all your cosmetics and dresses with necklines. You don't want to? Then, you are another example of a woman who is enslaved by the opinions of men.

   On the one hand, I would like to resemble Miranda Kerr, on the other hand, I feel certain unity with women who disagree to be assessed through their appearance. My pangs of conscience should be greater when I spend too much time in a beauty salon or maybe when I choose to wear sneakers instead of picking something that looks much better?   

   The balance between being feminine and liberated is different for e v e r y woman, but e a c h woman should try to attain it. I asked a couple of my friends about their experiences. When do we cross the line of taking care of our appearance? Of our bodies? Clothes? Mood? And when do we start giving up on ourselves and start to feel slovenly? And is taking care of our appearance a weakness?

Ola, 36, works at a corporation  

   In fact, I still haven't got enough time to spend as much of it as I would like to on taking care of my appearance, but I still make some progress. Diet and healthy eating is extremely important for me – and that's not really matching my husband's tastes. There was a time when I was losing a lot of energy on preparing different food for myself (vegetarian and fat-free) and for him (cutlet and potatoes). Today, my husband eats the same meals or, otherwise, he has to prepare his own. Overall, it was also a healthy change for him.  

   When do I think that I pay too much attention to taking care of my appearance? When I've been browsing offers of online stores for hours on end. When I am trying to have a particular aim for example the purchase of a straw hat for the upcoming trip, but then, it is enough for me to see a nice white dress and I'm lost in never-ending tabs with outfits that I don't really need. A complete waste of time.

Marysia, 24, an assistant at a marketing company  

   "When do I pay too much attention to my appearance? When I look in the mirror, I think that's never happening!" Marysia laughs. She is a pretty brunette with an ideal figure. "I think that I unnecessarily care so much when I know that my appearance will be judged by others. When I hit town, have a date, or even have a meeting with my friends, I care too much about how I look. In this case, taking care of oneself is my weak spot – maybe I just feel insecure."  

    I won't leave the house without an appropriate eye makeup. My hairdo or the choice of an outfit are things that take me a short moment, but eyeliner application has to be perfect. After all, makeup never takes me more than 10 minutes.   

    I'm upset with the demanding dress-code at my company – wearing uncomfortable shoes and office outfit results in a situation in which I don't really feel like wearing elegant outfits and high heels after work.

Joanna, 29, self-employed  

   I feel much better when I'm pampered from head to toe, when I apply meticulous makeup, and wear an outfit that nicely highlights my figure. I really like to feel feminine and emphasise it, but I'm far from thinking that it is our duty. Taking care of yourself is supposed to be a pleasure, and not an outcome of others' expectations. My appearance shouldn't be a consent for anyone to blank me. I'm independent, I earn more than my partner, I participated in the "Black Protest." However, it doesn't mean that I don't wear high heels when I'm feeling like it. In my opinion, feminism has little to do with our appearance, which is a matter of individual choice.

***

   W ciągu ostatniego tygodnia natrafiłam w prasie i w internecie na całą masę zdjęć nieskazitelnych ciał, perfekcyjnych makijaży, gęstych włosów i jeszcze więcej porad na temat tego, jak osiągnąć taki efekt we własnym domu (najlepiej jeszcze przed wakacjami). Jednocześnie, Facebook co rusz podsuwał mi linki do artykułów o przeciwstawianiu się tej presji, zaprzestaniu golenia nóg i o deprecjonującym wpływie dbania o urodę.

   Poglądy i trendy lubią skrajności, co często przekłada się na myślenie „jesteś z nami, albo przeciwko nam”. Musisz codziennie chodzić w szpilkach, a twój manicure ma być perfekcyjny nawet w trakcie obierania ziemniaków albo zostaniesz uznana za niedbającego o siebie leniucha. Z drugiej strony słyszysz: na Instagramie publikuj zdjęcia swojego cellulitu i wyrzuć do śmieci wszystkie kosmetyki i sukienki z dekoltem. Nie chcesz? Czyli jesteś kolejnym przykładem zniewolonej przez opinię mężczyzn kobiety.

   Z jednej strony chciałabym być podobna do Mirandy Kerr, z drugiej, czuję jedność z kobietami, które nie zgadzają się na ocenianie ich przez pryzmat wyglądu. Powinnam mieć większe wyrzuty sumienia, gdy spędzę za dużo czasu u kosmetyczki, czy gdy znów chwycę za trampki, zamiast wybrać z szafy coś, w czym wyglądam dużo lepiej? 

   Balans pomiędzy byciem „kobiecą” a „wyzwoloną” dla  k a ż d e j  z nas jest inny, ale  k a ż d a  z nas powinna próbować go osiągnąć. Podpytałam kilka moich koleżanek o ich własne doświadczenia. Kiedy według nich przekraczamy granicę dbania o siebie? O swoje ciało? Ubranie? Samopoczucie? A kiedy za bardzo odpuszczamy i zaczynamy czuć się zaniedbane? I czy dbanie o wygląd to słabość?

 

Ola, 36 lat, pracuje w korporacji

   Tak naprawdę wciąż brakuje mi czasu na to, aby poświęcać go sobie tyle, ile bym chciała, ale robię w tej kwestii małe postępy. Bardzo dbam o dietę i zdrowe odżywianie, co nie do końca wpisuje się w kulinarne gusty mojego męża. Był taki czas, że traciłam mnóstwo energii na przygotowanie osobnego jedzenia dla mnie (wegetariańskie i beztłuszczowe) i dla niego (kotlet i ziemniaki). Dziś, mąż je albo to samo co ja, albo sam musi sobie załatwić jedzenie. Summa summarum jemu też wyszło to na zdrowie.

   Kiedy uważam, że przesadzam z troską o własny wygląd? Jak przeglądam godzinami oferty sklepów internetowych. Gdy zaczynam, staram się mieć konkretny cel, na przykład zakup słomkowego kapelusza na najbliższy wyjazd, ale potem wystarczy, że gdzieś przed oczami przemknie mi ładna sukienka i wpadam w otchłań niekończących się zakładek z kreacjami, których w ogóle nie potrzebuję. Kompletna strata czasu.

Marysia, 24 lata, asystentka w firmie marketingowej

   „Kiedy przesadzam z dbaniem o siebie? Jak patrzę w lustro, to myślę, że nigdy!” śmieje się Marysia, śliczna brunetka o idealnej figurze. „Uważam, że niepotrzebnie tak bardzo się staram, jeśli wiem, że mój wygląd będzie oceniany przez innych. Gdy wychodzę na miasto, na randkę, czy nawet na spotkanie z koleżankami za bardzo przejmuję się tym, jak wyglądam. W tym przypadku dbanie o siebie to moja słabość, chyba po prostu czuję się niepewnie."

   Nie wyjdę z domu bez dokładnie umalowanych oczu. Układanie włosów czy wybór stroju to rzeczy, które zajmują mi chwilę, ale kreska eye-linerem musi być idealna. Chociaż w gruncie rzeczy makijaż i tak nigdy nie zajmuje mi więcej niż 10 minut. 

   Denerwuje mnie wymagający dress-code w mojej firmie – niewygodne buty i biurowy strój sprawiają, że po pracy nie mam już ochoty na eleganckie stroje i buty na obcasie. 

Julia, 31 lat, dziennikarka nowoczesnych mediów, freelancer, mama trzyletniego Kuby

   Kiedy uważam, że za bardzo odpuszczam? Codziennie! Gdybym miała więcej czasu przede wszystkim zajęłabym się moimi włosami, chciałabym aby każdego dnia były ładnie ułożone. No i prasowanie – nawet nie potrafię zliczyć, jak często o moim stroju decyduje fakt, czy daną rzecz trzeba prasować. Priorytetem jest dla mnie najpierw ogarnięcie rodziny, później porządny trening – dbanie o siebie w tej hierarchii zajmuje ostatnie miejsce. Nie potrafiłabym jednak zrezygnować z przedłużania rzęs – w jakiś sposób udaje mi się znaleźć czas na to, aby raz w miesiącu poświęcić dwie godziny  na ten zabieg. 

   W sumie mogłabym na ten temat marudzić bez końca, ale z drugiej strony widzę, że z wiekiem coraz mniejszą uwagą przywiązuję do wyglądu. Jednocześnie to, co kiedyś zajmowało mi godzinę, dziś zajmuję pięć minut, a mam wrażenie, że efekt jest ten sam. Albo nawet lepszy. 

Joanna, 29 lat, prowadzi własną działalność

   Czuję się o wiele lepiej, gdy jestem wypielęgnowana od stóp do głów, gdy zrobię dokładny makijaż i włożę ubranie, które ładnie eksponuje moją sylwetkę. Bardzo lubię czuć się kobieco i to podkreślać, ale w żadnym wypadku nie uważam, że to obowiązek z naszej strony, dbanie o siebie ma być  przyjemnością, a nie wynikiem oczekiwań innych. Mój wygląd nie powinien być dla nikogo przyzwoleniem na traktowanie mnie z góry. Jestem niezależna, zarabiam więcej niż mój partner, byłam na "Czarnym Proteście". Nie oznacza to jednak, że nie chodzę w szpilkach, gdy mam na to ochotę. Feminizm ma według mnie niewiele wspólnego z wyglądem, który jest indywidualną sprawą każdego człowieka.  

Produkty do codziennego makijażu: podkład w kompakcie MAC Fix (kolor NC25), róż, rozświetlacz i bronzer w jednym od BobbiBrown i pomadka Le Marc Liquid Lip Creme w płynie od Marc Jacobs w kolorze slow burn 458 (moje usta są z natury bardzo jasne i bezbarwny balsam to dla nich trochę za mało). Na zdjęciu brakuje jeszcze czarnej kredki do oczu. 

   I also sometimes regret that I lack enough time to do some things. It irritates me that the press, television, and, of course, social media create an unattainable aim for all of us when it comes to appearance.   

   In terms of makeup, it really doesn't have to be precise or strong. I won't lie if I say that my makeup takes me maximally two minutes (that is probably due to well-tried cosmetics that can be easily applied). When it comes to my nails, I would most often like to wear blood red nail polish – unfortunately, with my type of work (cooking for the culinary posts and tapping with my fingers on the keyboard), I would have to paint them at least once every two days. Definitely, it's a waste of time for me, and my vanity has to lose the battle with my rationality.

***

Ja również czasem żałuję, że na niektóre rzeczy brakuje mi czasu. Denerwuje mnie też to, że, w kwestii wyglądu, prasa, telewizja i oczywiście media społecznościowe stawiają nam niemożliwy do osiągnięcia cel. 

   Co do makijażu, to na co dzień naprawdę nie musi być ani dokładny, ani mocny. Nie skłamię, jeśli powiem, że jego wykonanie zajmuje mi maksymalnie dwie minuty (to pewnie też zasługa sprawdzonych kosmetyków, które można bardzo szybko nałożyć). Jeśli chodzi na przykład o paznokcie, to chciałabym częściej nosić na nich krwistą czerwień – niestety przy moim trybie pracy (ciągłe gotowanie do zdjęć przepisów i stukanie palcami o klawiaturę komputera) musiałabym je malować nie rzadziej niż co dwa dni. Zdecydowanie szkoda mi na to czasu i w tym przypadku moja próżność musi przegrać z rozsądkiem.

sweater / sweter – MLE Collection // jeans / dżinsy – Stradivarius (podobne tutaj) // leather bag / skórzana torba – Marc O'Polo // sandals / sandały – Massimo Dutti (podbne tutaj)

   It's true that currently we spend too much time on shopping. Therefore, I visit shopping malls maximally two times a month – I don't feel any need to do it more often as I do grocery shopping in one of the stores near my house or on the market. Instead of wasting time for a trip to the shopping mall, I choose to search for things online and find clothes that are made of organic cotton or cosmetics without the needless chemical components.   

   When it comes to my outfit, it has to be adjusted to my daily schedule and match my style. Of course, the more clothes by Polish companies and those produced in accordance with the fair trade rules, the better.

***

   To prawda, że obecnie za dużo czasu spędzamy na zakupach. Dlatego do Galerii Handlowych zaglądam maksymalnie raz, dwa razy w miesiącu – nie mam potrzeby, aby robić to częściej, bo zakupy spożywcze robię w osiedlowym sklepie albo na rynku. Zamiast tracić czas na dojazd do galerii, wolę poszperać w internecie i poszukać ubrań z organicznej bawełny albo kosmetyków bez niepotrzebnej chemii. 

   Jeśli chodzi o strój, to musi być przystosowany do planu dnia i wpisywać się w mój styl. I oczywiście im więcej rzeczy od polskich marek i tych produkowanych w zgodzie z zasadami fair trade tym lepiej. 

Nawet okulary staram się wybierać spośród oferty polskiej marki. Mój model jest od MUSCAT-a, który oferuje szkła korekcyjne w cenie produktu, darmową dostawę, zwrot w Polsce i możliwość przesłania domowej przymierzalni. Poza tym, istnieje także opcja wstawienia ciemnych szkieł korekcyjnych do każdych oprawek.

   Most of us would like to take better care of ourselves and find a source of pleasure in it – there is always something that we didn't have enough time to do as the everyday pace of life or our work style don't allow us to do. I think that it's worth answering which activities we pursue due to the social pressure (because we think that our friend looks better, because we compare ourselves to celebrities, because we saw something on Instagram… or on the blog) and which out of the pure improvement of our mood (as our mood and self-esteem improve thanks to these activities) and focus on the latter. And what about your opinion? Do you think that you spend to much time on taking care of your appearance and that you should stop paying so much attention to it? And maybe there are body care treatments or activities without which you won't feel good?

***

   Większość z nas chciałaby dbać o siebie bardziej i znajduje w tym żródło przyjemności – zawsze znajdzie się coś, czego nie zdążyłyśmy zrobić, bo natłok codziennych obowiązków albo tryb pracy nam na to nie pozwala. Myślę, że warto odpowiedzieć sobie przede wszystkim na pytanie, które czynności wykonujemy ze względu na presję otoczenia (bo mamy wrażenie, że znajoma wygląda lepiej, bo porównujemy się do gwiazd, bo zobaczyłyśmy coś na Instagramie… albo na blogu), a które dla własnego dobrego samopoczucia (bo nasz nastrój i samoocena się dzięki nim poprawiają) i skupić się na tych drugich. A jakie jest Wasze zdanie? Uważacie, że za dużo czasu poświęcacie na pielęgnację i powinnyśmy odpuścić nie przejmując się wyglądem? A może są dla Was takie zabiegi pielęgnacyjne czy czynności, bez których nie czujecie się dobrze? 

 

 

Look Of The Day, czyli co ma zrobić blogerka, gdy coś pójdzie nie tak

Mój strój:

black dress / czarna sukienka – Revolve (podobna tutaj)

leather bag / skórzana torebka – Hollie Warsaw

sandals / sandały – Massimo Dutti (stara kolekcja, podobne tutaj)

watch / zegarek – Tissot (podobny tutaj)

sunglasses / okulary – Prism 

Strój mamy:

dress / sukienka – Orsay (podobna tutaj)

leather sandals / skórzane sandały – Navyboot

sunglasses / okulary – Chanel

   Right away, I must apologise that today's post looks different from what you're used to. I prepared the photos earlier and I went on a trip to Brussels in order to write as there are fewer distractions there. I took my SD card with the whole material and I was planning to spend yesterday's afternoon on preparing Look of The Day. Unfortunately, the card decided to stop working – when I placed it in the computer slot, it turned out that there are no photos on it and even if they are still there (well, they are on the card but the computer can't read them), I rather won't be able to recover the data without the help of people from NASA. And surely that wouldn't be possible on that day.   

   Out of desperation and lack of alternative, I’d like to show you yesterday's photos that I took during breakfast at out beloved Le Pain Quotidien. We also visited an exhibition with the works of the well-known Steve McCurry (you surely remember the famous photo of the girl with green eyes that could be seen on the cover of National Geographic).   

   Please, forgive me for the most boring outfit in the world and poor quality of photos. The only thing that I could use was my mobile phone as it was the first time when I'd decided to leave my camera at home (perverse fate!). Well, the original plan was that I would be locked in a room and my only companion would be my laptop.

   Small shopping to finish off – I'm going home with two beautiful books about photography. Have a pleasant Sunday!

***

   Z góry muszę Was bardzo przeprosić, że dzisiejszy wpis nie wygląda tak jak zwykle. Zdjęcia przygotowałam wcześniej i wyjechałam do Brukseli, żeby pisać, bo tutaj mniej rzeczy mnie rozprasza. Zabrałam ze sobą kartę SD z całym materiałem i wczorajsze popołudnie miałam poświęcić na przygotowanie Look of The Day. Niestety, karta wybrała sobie najmniej odpowiedni moment, aby się popsuć – po włożeniu jej do komputera okazało się, że nie ma na niej żadnych zdjęć, a nawet jeśli gdzieś tam jeszcze są (tylko ich nie widać), to bez pomocy ludzi z NASA raczej nie uda mi się ich odzyskać. A już na pewno nie uda mi się ich odzyskać dzisiaj. 

   Z desperacji i braku alternatywy, wrzucam Wam dziś zdjęcia z wczorajszego dnia, gdy wybraliśmy się na śniadanie do naszego ukochanego Le Pain Quotidien, a następnie zobaczyliśmy wystawę słynnego fotografa Steve'a McCurry'ego (na pewno kojarzycie jego słynne zdjęcie dziewczynki z zielonymi oczami, które trafiło na okładkę National Geographic). 

   Wybaczcie mi więc najnudniejszy strój na świecie i słabą jakość zdjęć. Miałam do dyspozycji tylko telefon, bo pierwszy raz w historii postanowiłam nie zabrać ze sobą aparatu (co za chichot losu!), w końcu przez dwa dni miałam być zamknięta w czterech ścianach, a oglądać mnie miał tylko mój komputer. 

I małe zakupy na koniec – wracam do domu z dwiema pięknymi książkami o fotografii. Udanej niedzieli!

Facebook

Domodi