
Za oknem romans lata i jesieni trwa w najlepsze. Poranny chłód spiera się z wciąż ciepłymi promieniami słońca, a parę żółtych liści kasztanowca opadło przy kwitnącej jeszcze hortensji w moim ogrodzie. Uwielbiam ten czas w roku – z zawodowego punktu widzenia to dla mnie od paru lat zapowiedź czegoś nowego. Wypuszczenie kolejnej kolekcji to chyba podobne emocje jak rozpoczęcie roku szkolnego, tyle że bez kartkówek z matematyki. To także wytężony czas pracy twórczej – przygotowywanie moodboardów do kampanii i większości zdjęć dla całej marki odzieżowej może wydawać się nieco przytłaczające, ale to ten element pracy, który lubię najbardziej i cieszę się, że przypadł mi on właśnie teraz. W zaciszu czterech ścian i z mini tobołkiem na brzuchu mogę godzinami przeglądać albumy i tworzyć w głowie kadry, bo w związku z pojawieniem się nowego członka rodziny wszystkie inne sprawy zawodowe odłożyłam na później.
Na „pierwszy rzut” idzie wtedy zawartość mojej biblioteczki i notes, czyli szukanie inspiracji w bardzo tradycyjny sposób. Później wkracza do akcji Pinterest, którego algorytm działa już tak perfekcyjnie, że po skonkretyzowaniu ogólnej wizji zanurzam się w dziesiątkach pięknych zdjęć, stylizacji, obrazów i grafik. Plaża w surowym, zimowym wydaniu? Proszę bardzo. Kadry, które wydobędą z wełnianych swetrów strukturę warkoczowych splotów? A masz tu pięćdziesiąt opcji. Szukasz spójnej palety barw, która ożywi neutralne kolory ubrań? Już podpowiadam, a ty wybieraj co się podoba. Napakowana po korek pięknymi obrazami odkładam na bok sprawy MLE Collection i wracam do czytania perfekcyjnej „Ulicy Czereśniowej”! Siedzimy sobie w trójkę na dziecięcych krzesełkach, które znalazłam razem ze stolikiem w sklepie vintage (ciekawe do kogo należał ten zestaw sześćdziesiąt lat temu i w co bawiły się przy nim dzieci?) i zaraz sięgamy po pisaki, aby tworzyć dzieła na wzór Pollocka. Wstaję aby nalać sobie kawy do ulubionego kubeczka, który wygląda jak mini rzeźba i wracam do pokoju dziecinnego – czeka już na mnie mały fotograf, który odkrył sposób działania polaroida i zaraz wypstryka ostatnią kliszę.
Sztuka przenika do mojego codziennego życia i pełni w nim aktywną, praktyczną rolę. Widzę ją w książkach dla dzieci, ręcznie wykonanych ceramicznych naczyniach, lampce na stoliku, czy w butelce ulubionych perfum, której kształt i logo też ktoś dawno temu zaprojektował. Oczywiście w pełni zdaję sobie sprawę z tego, że sztuka ma nas nie tylko koić i zadowalać estetyczne zmysły, ale też szokować i uczyć. Mam jednak spore obawy czy w świecie, w którym nie mamy nawet czasu na przeczytanie czegoś więcej niż tytułu artykułu na Onecie, bardziej wymagające treści mają jakąś szansę na przetrwanie. Co jakiś czas do mediów przebijają się informacje, które potrafią zainteresować szerszą publikę (jak prace Banksy'ego czy „Kobieta jedząca banany”), ale nie zmienia to faktu, że dziś sztuka w klasycznym rozumieniu zaczyna być coraz bardziej hermetyczna, a krąg osób, dla których jest ważna zawęża się niebezpiecznie szybko.
Chciałam więc aby dzisiejszy artykuł z serii „Umilaczy” był czymś w rodzaju nowego otwarcia na ten temat. Świat się zmienia i nie ma co oszukiwać samych siebie, że sztuka i sposób jej przekazu oraz odbioru mogą pozostać takie, jak kiedyś. Pozbierałam więc materiały, przedmioty i książki, które, chociaż ze sztuką niewątpliwie są związane, to nie odstraszają, tak jak to czasem bywa, gdy znawca tematu postanawia zaprezentować nam cały wachlarz swoich spostrzeżeń na temat walorów formalnych malarstwa holenderskiego używając przy tym tylko jednego tonu głosu („naprawdę bardzo ciekawe proszę Pana, nie wiem czemu po godzinie zaczęłam chrapać”). No to zaczynamy…
Od lewej: Balance // Paul Klee – Movement of Vaulted Chambers // Les Nymphes // Monet – The Artist's Garden at Vétheuil // Le Jardin No 1 // Monochrome Abstract No1 // Still Line //
Dzieła mistrzów w moim salonie.
Nie wiem czy we współczesnych pokojach nastolatków na ścianach także królują plakaty, wycinki z gazet poprzeplatane ze zdjęciami z polaroidów, pocztówkami od pierwszej sympatii i przypiętym pinezką pamiątkowym biletem z Opener'a, ale gdy ja chodziłam do gimnazjum i liceum to tworzenie takich osobliwych kolaży bardzo mnie zajmowało. Zamiast minimalistycznych ramek – tablica korkowa z IKEA, zamiast obrazów – ulubione „stylówki” Kate Moss i Sienny Miller. Później, łącząc się z internetem przez kabel od telefonu stacjonarnego, odkryłam Tumblr i ku rozpaczy mojej mamy zużywałam w naszej domowej drukarce cały tusz, aby móc powiesić na ścianie cytaty, pierwsze zdjęcia influencerek z kawą ze starbunia i inne słodkie obrazki, których dziś pewnie nie trzymałabym nawet w piwnicy. Bardzo jednak lubiłam ten sposób ekspresji, a słabość do zbierania wszelkiego rodzaju grafik, obrazów i zdjęć pozostała mi do dziś. Często zadajecie mi w komentarzach pytanie, które – nie będę ukrywać – bardzo mnie irytuje, bo regularnie słyszę je również od mojego męża, a częstotliwość jego zadawania wcale nie wpływa dobrze na formułowanie logicznej odpowiedzi z mojej strony. „Po co ci u licha tyle grafik i obrazów?” (bo mi się podobają). „Czemu ich nie wieszasz?” (bo nie mam już miejsca na ścianach, poza tym wciąż nie mogę zdecydować, które wyglądają najlepiej). „Czy nie przeszkadza ci, że opierają ścianę?!” (gdyby tak było, to schowałabym je gdzieś głęboko w szafie). Moje argumenty niestety nie trafiają do drugiej strony więc trwamy w tym graficznym impasie już parę lat – spora część grafik nadal podpiera ścianę i z każdym rokiem jest ich więcej. Moje zacięcie minimalistki całkowicie wymięka w tym temacie i wcale, ale to wcale nie mam ochoty na żadne sortowanie i pozbywanie się jakiegokolwiek elementu z mojego zbioru. Znajduję dobrą wymówkę, że przynajmniej nikomu nie szkodzę – zbieranie grafik i obrazów, nawet w nadmiarze, nie ma takiego wpływu na środowisko jak chociażby kupowanie ubrań…

Od lilii Moneta, przez sztukę abstrakcyjną, aż po delikatne kreski w stylu szkiców Matisse'a – jestem przekonana, że bez trudu znajdziecie coś dla siebie w specjalnie wybranej przeze mnie kolekcji obrazów i grafik. Od lewej znajdują się: La Maison D'Art No2 i Van Gogh – Wheat Field with Cypresses.
Kiedyś grafiki przywoziłam z podróży, bo w sklepach internetowych królowały wydruki o słabej jakości przedstawiające głównie oklepaną plażę z palmą albo panoramę Nowego Jorku, ale dziś sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. Jeszcze dwa lata temu musiałam się naprawdę naszukać, aby znaleźć w internecie wycinanki Matisse'a, więc prawie padłam z radości, gdy Desenio zaproponowało mi wybór ulubionych grafik i obrazów wielkich malarzy tak, aby tworzyły razem spójną całość. Współpraca marzeń! Nie dość, że sporo tych plakatów sama bym kupiła, to jeszcze mogę przyczynić się do tego, że w Waszych domach pojawią się piękne reprodukcje. Mam więc przyjemność przedstawić Wam szanownych panów: Vincenta van Gogha, Paula Klee, Hokusai i Claude'a Moneta. Do swojej kolekcji Selected by Katarzyna Tusk dobrałam także parę delikatnych grafik – całość możecie zobaczyć tutaj.

Plakat przedstawiający akwarelę Paula Klee w wielkoformatowej wersji. Prezent ode mnie dla mnie ;). Cieszy bardziej niż markowa torebka. Tutaj macie dokładny link do grafiki (mój rozmiar plakatu to 50×70 cm).
Naiwnie wierzę, że samo posiadanie kopii obrazu może już wzbudzić w nas głód wiedzy na temat jego twórcy i stylu jakim się posługiwał. Może zechcemy dowiedzieć się dlaczego Vincent van Gogh malował słoneczniki? Czy naprawdę był szalony? Wiedziałyście, że swoje pierwsze obrazy zaczął tworzyć dopiero w wieku 27 lat? Albo że słynny „Kwitnący migdałowiec” powstał jako prezent z okazji narodzin jego bratanka? Taką kartkę z życzeniami to ja rozumiem!
Sztuka przeszłości dla przyszłości.
Sztuka w naszym umyśle i codziennym życiu coraz częściej wypierana jest przez nowocześnie brzmiący dizajn, który pozwala wrażenia estetyczne połączyć z funkcjonalnością. Łatwiej zainteresować nim przypadkowego odbiorcę, bo otacza nas w codziennym życiu, a urządzanie wnętrz to coś, co cieszy się dziś powszechnym zainteresowaniem (jak pokazują telewizyjne metamorfozy mieszkań – niestety z różnym efektem). Może tu tkwi klucz do serc mas?
Sztuka, według jednej z wielu definicji (z której każda wydaje się być niekompletna) to pewnego rodzaju doświadczenie wzbogacające życie. I nie musi dotyczyć tylko obrazów wiszących na ścianie. Łatwiej jest nam uzasadnić zakup krzesła czy lampy do wnętrza niż obrazu z prawdziwego zdarzenia. Zwłaszcza jeśli za projektem stoi prawdziwy mistrz wzornictwa – w takim wypadku dana rzecz trzyma cenę znacznie lepiej niż najbardziej pożądane modele torebek od topowych marek. Przykład? Swój fotel 366 z PRL-u kupiłam jakieś pięć lat temu. Był w pełni odrestaurowany i kosztował niecałe pięćset złotych. Gdy dziś wchodzę na stronę Yestersena (to właśnie tam go wtedy znalazłam) nie znajdę nic podobnego poniżej dwóch tysięcy złotych (!).

Zdjęcie powyżej i dwa zdjęcia poniżej: zaledwie część moich mebli "z drugiego obiegu". Kultowy model 366, krzesło "muszelka" które doczekało się już trzeciego obicia, taboret z Indii, szafka przy łóżku i stolik z krzesełkami dla dziecka. Wyszperane na stronach internetowych, małych sklepikach połączonych z usługami renowacji, albo przejęte od rodziny i odnowione.


W meblach vintage największą zaletą nie jest chyba ich nieprzemijająca wartość materialna. Mamy dziś na Ziemi tyle krzeseł, że powinny nam one spokojnie starczyć na najbliższych dwieście lat. Domyślacie się pewnie, że w związku z tym wcale nie zaprzestano produkcji kolejnych dziesiątek tysięcy. Po co w ogóle projektować coś jeszcze? Największe autorytety wzornictwa nie mają wątpliwości (polecam te podcasty na Spotify), że w najbliższych latach zmieni się podejście do projektowania mebli, a do głównych założeń (piękno i funkcjonalność) dojdzie jeszcze jedno, być może najtrudniejsze – powtórne wykorzystanie materiałów. Nim jednak do tego dojdzie skupmy się na tym, co dwadzieścia lat temu nasi rodzice wynosili z domu „na wystawkę”, aby zrobić miejsce na modne wówczas meble z IKEA. Po przeliczeniu mebli w moim mieszkaniu z dumą stwierdzam, że tylko dwa krzesła, rama łóżka, kanapa i fotel w salonie nie miały przede mną żadnego właściciela!

Podziwiając ceramikę od AOOMI naprawdę trudno zaprzeczyć temu, że przedmioty codziennego użytku mogą być jak małe dzieła sztuki. Patrycja, która jest założycielką, ukończyła angielską uczelnię w Leicester na Wydziale Projektowania Produktu i Mebla. Proste kształty kubków, misek i talerzy do wyboru jednokolorowe, dwukolorowe lub artystycznie nakrapiane kontrastowym kolorem aż proszą się, aby przygotować w nich coś wyjątkowego. Chociaż nawet poczciwe naleśniki wyglądają na nich bardziej awangardowo ;). Pamiętajcie, że z kodem MAKELIFEEASIER otrzymacie 20% zniżki na asortyment w AOOMI .

Każdy element naszego codziennego życia można zamienić w sztukę. Przygotowywanie posiłków można potraktować jak linię produkcyjną albo prawdziwy spektakl, którego finałem jest coś namacalnego, pięknego i wyjątkowego. Przekonałam się o tym odkąd mam przy sobie czujną widownię w kuchni, która śledzi każdy mój ruch, a po każdym wbitym jajku do ciasta wykrzykuje głośne "tadaaaam", jakbym właśnie wykonała cyrkową akrobację. (Rozmiar talerzy na zdjęciu to ten.)
Bądźmy jak dzieci.
O sztuce trzeba umieć opowiadać. Potrzebna jest tutaj kombinacja dwóch cech – wiedzy (której ja niestety nie posiadam w wystarczającym stopniu) i charyzmy. Im cięższy temat tym bardziej niezbędne jest lekkie pióro. Plotkę o tym, która gwiazda jest w ciąży może napisać każdy – liczy się sucha informacja, a nie to czy redaktor portalu plotkarskiego posiada warsztat i poczucie humoru. I tak wszyscy z wypiekami na twarzy przeczytamy artykuł do końca. Ale gdy idzie na przykład o historię rzeźby, to sprawa robi się bardziej skomplikowana. Tym bardziej cieszę się, że mam na półkach kilka perełek, które traktują o sztuce w taki sposób, że naprawdę ciężko się oderwać. Zacznę tu od książek dla dzieci i rodziców, chociaż w gruncie rzeczy uważam, że każdy mógłby je przeczytać, bo ich przyjazna forma może skutecznie zainteresować nawet najbardziej sceptycznego nowicjusza.
Czy dzisiejsze bajki są „fast-foodem” dla umysłu? Dlaczego „Psi patrol” jest jak hot dog, a „101 dalmatyńczyków” z 1961 roku jak dobry, pełnowartościowy posiłek? Odpowiedzi znajdziecie w „Wychowaniu przez sztukę” autorstwa Anny Weber. Wstyd się przyznać, ale dopiero parę tygodni temu sięgnęłam po tę książkę chociaż dostałam ją dobry rok temu. Jak to mówią „lepiej późno niż wcale”. Autorka przekonuje (i to bardzo skutecznie), że zamiłowania do sztuki można się nauczyć oraz że rozwijanie naszej artystycznej wrażliwości to nie jest jedynie fiu bździu nadto świadomych „madek”, a ponieważ program edukacji podchodzi do zajęć plastyczno-muzycznych trochę jak do przerywnika między „naprawdę ważnymi przedmiotami” to rola rodzica jest tutaj nieoceniona.

U nas do szkoły jeszcze nikt nie idzie, ale nowe przybory piśmienniczo-papiernicze i tak chciałam zamówić. Produkt pierwszej potrzeby w mojej pracy to notes. Musi być „otwierany na płasko” i nie posiadać linii, bo czasem służy też jako szkicownik. Wybrałam ten z kolekcji Libri Muti w sklepie NOTEKA. Wytworzono go we florenckim laboratorium marki Slow Design, która reinterpretuje klasyczne tytuły znanych dzieł literatury, łącząc przy tym tradycyjną technikę druku i oprawy ze świeżym duchem – dodanym przez ręcznie barwione brzegi. Obejrzyjcie koniecznie inne opcje! Mogłabym mieć je wszystkie! Z moim kodem MLE2021 otrzymacie 15% rabatu. Kod działa tylko przez tydzień. (W sklepie znajdziecie też widoczną na zdjęciu kartkę urodzinową i ołówki.)

W środku 320 kremowych, gładkich stron o gramaturze 80g z bezkwasowego, odpornego na starzenie się papieru. Sklep NOTEKA ma osobną zakładkę zatytułowaną „Sztuka użytkowa” – zobaczcie jakie cuda można tam znaleźć (i nie zapomnijcie o moim kodzie jeśli zdecydujecie się coś kupić).
Kolejna świetna pozycja to „Dlaczego sztuka pełna jest golasów?”. Moja córeczka jest jeszcze za mała, aby cokolwiek z niej zrozumieć, za to ja przeczytałam tę książkę od deski do deski! Dzieła sztuki pełne są nagich ludzi i owoców, niektóre wyglądają, jakby namalował je pięciolatek. Często są strasznie drogie. Skąd wiadomo, które dzieła są dobre, a które nie? Właściwie po co ludziom sztuka? Autorka to absolwentka wydziału sztuki na londyńskim uniwersytecie, historyk, artystka i wykładowczyni. Od malowideł naskalnych do kubizmu, od renesansu do sztuki współczesnej – wszystko podane w merytoryczny, a jednocześnie bardzo przystępny sposób i w niczym nie przypomina typowej wycieczki szkolnej po Muzeum Narodowym.
„Historia obrazów rozpoczęła się w jaskini i tymczasem kończy się na iPadzie. Kto wie, w jakim kierunku pójdzie?” powiedział kiedyś jeden z moich ukochanych artystów – David Hockney. Wraz ze swoim przyjacielem, Davidem Gayfordem, napisał książkę dla dzieci z porywającą prostotą i jasnością. "Historia obrazów dla dzieci" ma też swoją wersję dla dorosłych, ale właśnie do tej pierwszej sięgam wyjątkowo często.

Książki, które z kolei widzicie na zdjęciu to już propozycję stricte dla dorosłych. Mamy tu felietony pióra Fran Lebowitz, która (być może nie wiecie) swoją zawrotną karierę rozpoczęła w magazynie „Interview” założonego przez najsłynniejszego artystę minionego wieku – Andy'ego Warhola. Kolejna pozycja to wielokrotnie już polecana przeze mnie „Historia Piękna” Umberto Eco. Tytuł poradnika „A Poor Collector's Guide to Buying Great Art” w języku angielskim brzmi bardzo dosłownie, ale ja patrzę z przymrużeniem oka na rady stricte inwestycyjne, za to z ciekawością czytałam o tym, jak samemu wyczuć, czy dane dzieło sztuki jest faktycznie dobre. Albumy wielkich malarzy od wydawnictwa Taschen już teraz zajmują pierwsze miejsce w liście do św. Mikołaja. Póki co mam w swojej kolekcji tylko ten o Modliglianim. „Rzeczy Pospolite. Polskie Wyroby 1899-1999” to historia polskiego wzornictwa przemysłowego XX wieku – idealna pozycja dla fanów vintage. Album stanowi zwieńczenie wystawy, która pod tym samym tytułem była prezentowana w Warszawie, Krakowie i Poznaniu.
Sztuka nie zna dziś granic i tak jak nigdy wcześniej jest na wyciągnięcie ręki – dostępna i przyjazna, a jednocześnie – również jak nigdy wcześniej – niedoceniana i niezauważana. Z jednej strony na aukcjach bite są rekordowe kwoty za obrazy, z drugiej – coraz mniej ludzi szuka na co dzień kontaktu ze sztuką mając do wyboru Netflixa. Jest zawieszona gdzieś między tradycją a innowacją, starym i nowym, nudnym i intrygującym. Być może odwieczne formuły stały się nieadekwatne w świecie Ipadów i TikToka? Szeroko rozumiani Influencerzy – czy nam się to podoba czy nie – mają dziś większy wpływ na to, jak wygląda ulica, nasze mieszkania czy zawartość szafy niż słynne nazwiska i uznane autorytety. Spoczywa więc chyba na nas coś w rodzaju obowiązku przypominania obserwatorom, że każdy powinien rozwijać w sobie twórczą postawę wobec świata i że kreatywność człowieka niezależnie od tego, w czym się przejawia, jest wartością samą w sobie.
Na koniec chciałam tylko dodać, że wszystkie Wasze wiadomości i gratulacje, które otrzymywałam od Was w ostatnich dniach, były dla mnie naprawdę ważne. Przepraszam, że nie na każdy komentarz odpisałam – tłumaczę się, chociaż wiem, że każda z Was to doskonale rozumie. Mogłabym tą życzliwością i ciepłymi słowami obdzielić z dziesiątkę świeżo upieczonych mam. Dziękuję Wam.



"I w ptakach i w kwiatach, zatrzymam część lata. Na rok, na miesiąc, na dzień, i w ramki oprawie, do wody ją wstawię. Zatrzymam letnią zieleń." Ciekawa jestem czy któraś z Was też pamięta ten hit zespołu "Dwa plus jeden", który był ulubioną letnią piosenką moich rodziców. Dziś jej brzmienie jest już mocno w klimacie "vintage", ale tak bardzo lubię podrygiwać sobie do niej w trakcie gorących lipcowych wieczorów…
1. Gerbery, obfite piwonie, delikatne ostróżki – z takich cudów bukiety robią się same. // 2. Za chwilę śniadanie. Ceramika w drobne plamki jest od polskiej marki Aoomi. // 3. Niezbędniki lata – ulubiona przewiewna sukienka i wiatrak. Nie zdążyłam Wam jeszcze dać znać na blogu, że w MLE ruszyły wyprzedaże, a nasz magazyn już został mocno przetrzebiony. Mamy jeszcze
Układania bukietów uczyła mnie kochana Pani Ewa z
1. Tańcząca z upałem. Sukienkę znalazłam w H&M. // 2. Smaki lipca. Jeszcze jeden dzień i będą słodkie jak miód. // 3. Najbardziej luksusowy odcień pomarańczy. // 4. Sopot w obiektywie (aby uchwycić bez turystów, trzeba celować w dachy). // 
1. W odbiciu wiele da się wypatrzyć. Witaj Warszawo! // 2. Wczoraj wróciło do nas dosłownie parę sztuk tej ceglanej sukienki. Jeśli chciałybyście ją kupić z 30% zniżką to zapraszam
Takich trzech jak nas dwie nie ma ani jednej! ;). Ten sezon w MLE nie był dla nas łatwy – chociaż rekordy sprzedaży pobiłyśmy, to dotrzymanie terminów, realizacja zdjęć i przede wszystkim utrzymanie cen były dla nas niemałym wyzwaniem. Cieszymy się, że to doceniacie, ale nie spoczywamy na laurach. Nic nie mogę zdradzać chociaż tak mnie kusi!
Wody! Bistro Charlotte na Próżnej to nasze najnowsze odkrycie.
1. Z czekoladą czy z kremem migdałowym? // 2. Gdy cieszysz się, że przywieziesz do domu najlepszy chleb na weekendowe śniadanie, ale po powrocie nieopatrznie zostawiasz go na blacie i ślad po nim ginie. Gdzie się podział? Pytajcie Portosa. // 3. Torebka niezgody – jedni ją kochają, inni nie znoszą. // 4. Bestseller Bistro Charlotte (zaraz obok białej czekolady). //
Domyślam się, że nie widać tego po zdjęciach, ale do Warszawy przyjechałyśmy pracować pełną parą. Przygotowywałyśmy ostatnie zdjęcia letniej kolekcji, a w przyszłym tygodniu na instagramie MLE zobaczycie pierwsze projekty na jesień i zimę.
Wyjątkowo użyteczny rekwizyt. Posłuży też jako jednoosobowy uber.
Pewnie pamiętacie ten model w bieli (sprzed kilku sezonów). W tym roku sukienka Malaga powróciła w wersji czarnej.
Zbawix wieczorową porą. Warszawa nocą żyje.
Po lniany T-shirt zapraszamy w piątek.
1. Czas się pożegnać z tegoroczną kolekcją wiosna/lato… // 2. Jesteśmy dumni! Ten mecz na Wimbledonie oglądaliśmy z zapartym tchem i tym razem wyjątkowo nie kibicowaliśmy Federerowi ;). // 3. Szukamy idealnego "sideboardu". Finalnie postawiliśmy jednak na coś starego i wyszperanego w internecie :). // 4. Storczyk. Nie wiem dlaczego akurat ten gatunek kwiatów ładnie rośnie w moim mieszkaniu. Jakieś pomysły? //
Widzisz Kochanie, możemy mieć jeszcze baaaardzo dużo grafik na ścianie :D.
Gościnny występ Igi Świątek i Huberta Hurkacza w naszej pięknej Gdyni. Turniej BNP Paribas Open umilił nam jeden lipcowy tydzień.
Nakrycie głowy obowiązkowe. Bynajmniej nie z powodu dresscode'u – żar rozlewający się na trybuny naprawdę dawał popalić (sukienka jest z Arket, a kapelusz to Lack of Colours).
1. W najnowszym Vogue możecie przeczytać niezwykle ciekawy artykuł o gdyńskiej architekturze. Polecam! // 2. Termometry wysiadają // 3. Wszyscy w skupieniu czekają na pierwszy serwis. // 4. Przesyłka niespodzianka od Vogue. Dziękuje bardzo! //
Mam ogromną nadzieję, że większość mam odwiedzających bloga miała okazję poznać twórczość Magdaleny Kryger. Być może panie w przedszkolu zadbały o to, aby książeczki tej autorki były na półkach? Jeśli nie, to może podsuniecie im taki pomysł? Wszystkie bajki o wróżce Zuzi uwrażliwiają dzieci, podnoszą ich świadomość o różnych niepełnosprawnościach, zwiększają empatię, ale i zmniejszająca strach przed odmiennością. Gorąco polecam!
1. Tak! Pracujemy nad nowym modelem koszuli i mam nadzieję, że w sierpniu będzie już w sprzedaży. // 2. Mango, brzoskwinia, kokos, czarny sezam czyli tropikalne śniadanie w tropikalne upały. // 3. Poranne zakupy w towarzystwie Portosa. Najczęściej wybieram się na pobliski stragan, bo boję się zostawiać Portosa przed sklepem – właściwie co miesiąc słyszymy, że ktoś porwał zwierzaka w czasie, gdy właściciel robił zakupy. // 4. Tato wstawaj! Mam mówi, że to ty dziś robisz śniadanie! //
Otworzyłyśmy lodziarnie w Lubiatowie. Smaki do wyboru: piaskowy, glonowy i muszelkowy. Można płacić patyczkami.
1. Najgrzeczniejszy psiak na całej plaży. Portos, ucz się! // 2. Która pierwsza wskakuje do wody? Obie! // 3. Nie jadłam takich rzeczy od lat. Zazwyczaj unikam smażonego jedzenia, ale tym razem zrobiłam wyjątek i muszę przyznać, że flądra z frytkami to połączenie naprawdę warte grzechu. // 4. Plażowiczki wracają do domu. Nie ma to jak mieszkać w Sopocie i jechać ponad godzinę, aby pójść na plażę gdzieś indziej ;). //
Weekend! To dokąd dziś ruszamy?
Filmowe wieczory tylko z domowym popcornem. Dzisiaj seans z dalmatyńczykami.
Nie kupuję nowych ubrań, ale niewiele z tych, które mam na mnie teraz pasują, więc szukam maksymalnej liczby różnych konfiguracji. Z różnym skutkiem ;).
Gdy bardzo chcesz komuś sprawić przyjemność, ale nie możecie zobaczyć się osobiście… Jeśli macie taką osobę, albo na przykład nie będziecie mogli uczestniczyć w weselu lub po prostu chcecie komuś za coś podziękować, to zajrzyjcie do
Robienie totalnego bałaganu mamy opanowane do perfekcji.
Herbata z pudełka od Tori.
Muzyka na żywo w Konstańcińskim ogrodzie. Dziękujemy Park Cafe za taki cudowny wieczór.
Być może wygląda niepozornie, ale smakuje bosko!
Ostatni (miły) obowiązek i można biec pod kołdrę!
1. Chyba muszę sobie zrobić dłuuugą kąpiel. // 2. Cytryna i miód, czyli co pijemy, gdy woda już się nudzi. // 3. Siły już nie te, ale nie zostawię przecież MLE w potrzebie ;). Cały czas pracujemy nad nowymi produktami. // 4. Och! Piękne, jedwabne, delikatne i … polskie. Dziękuję
"Dobra! Plan jest taki: wchodzimy do Ikei, bierzemy tylko to, co mamy na liście i prosto do kas." Dwie godziny później nadal podaję obiad szympansowi.
Gdy użyteczne rzeczy są jednocześnie takie ładne! A co to takiego? Przeczytajcie poniżej. 
1. SOLD OUT! // 2. Czytam bajki wieczorami, ale nadal mam wrażenie, że to więcej frajdy dla mnie niż dla niej ;). // 3. Ile bym nie zrobiła i tak wszystko zjadamy za szybko. // 4. Len na całe życie. Piżama od polskiej marki 

To że mieszkanie jest naszym ukochanym schronieniem, gdy na zewnątrz jest zimno i brzydko to jasne jak słońce, ale fajnie jeśli daje nam ukojenie również w gorące lipcowe popołudnie, gdy ze spuchniętymi stopami i mokrym karkiem przekraczamy jego próg. W te wakacje musiałam o to zadbać w szczególny sposób, a że prawdziwe fronty z Sahary podobno dopiero przed nami, to podzielę się z Wami paroma schładzającymi „umilaczami”.

Cała porcelana widoczna na dzisiejszych zdjęciach jest z 

Z oczywistych względów świece zapachowe nie bardzo sprawdzą się latem – chyba, że dotrze do nas ochłodzenie. Odświeżaczy w spray-u w ogóle nie używam, bo naczytałam się o nich strasznych rzeczy. Zostają mi więc odświeżacze w formie olejków z patyczkami. Pewnie pomyślałyście, że o czymś zapomniałam. Skoro mowa o zapachu w mieszkaniu, to czemu nie piszę nic o prawdziwych kwiatach, które są teraz w pełnym rozkwicie. Otóż gdy upał jest nie do zniesienia, ja z kwiatów ciętych do wazonu właściwie rezygnuję. Po pierwsze dlatego, że bardzo szybko więdną, a nie chcę ich wymieniać co drugi dzień. Trzeba też dużo częściej dolewać do nich wody, a przy wysokich temperaturach ich zapach nie zawsze jest taki jaki sobie wyobrażałyśmy ;). Dużo lepiej sprawdzają się wtedy u mnie delikatne gałązki eukaliptusa albo drzewa oliwnego – potrzebują mniej wody i dłużej wytrzymają w wazonie w dobrym stanie. 












1. Czasami warto uciec w cień. // 2. "Glutenfree" czy może jednak "Glutentak"? // 3. Co wspólnego mają spaghetti i sandały? Wpis z tego urokliwego kadru znajdziecie
Mój zdolny fotograf i jego nowa, ulubiona modelka. Chyba właśnie wygryzła mnie młodsza konkurencja.
1. W stronę cyprysów. // 2. Oliwa i chleb na stole. To my już chyba nic nie zamówimy ;). // 3. Mistrz pierwszego planu. // 4. Szachownica w wersji odzieżowej. //
Stały towarzysz wszystkich podróży, który wymaga niemniejszego szacunku, co pozostali członkowie grupy – Sir Nene.
1. I pomyśleć, że wszyscy pakowaliśmy się sami i bez konsultacji z resztą… // 2. Te kadry przy starym zamku aż się prosiły o więcej zdjęć. // 3. O takim wieczorze marzyłam… // 4. Oberwanie chmury równa się czas na kawę. //
Po powrocie do Trójmiasta przywitała nas idealna pogoda. W weekendy kierowaliśmy się więc w stronę Lubiatowa i naszej ulubionej plaży. Woda trochę jeszcze zimna, ale i tak goniłyśmy fale.
1. Ja mówię, że już idziemy, ale chyba nie mam siły przebicia. // 2. Więcej zdjęć tego stroju wraz z opisem znajdziecie
I kolejny piękny, upalny dzień. Orłowo o poranku.
Książka w formie audiobooka i duuuużo wody, czyli fala gorąca w natarciu.
Gdy pięć godzin na plaży to nadal za mało.
… ale były też takie burzowe dni. Kalosze, parasol i długie czyszczenie łap Portosa.
1. Nowy sezon "Domku na prerii"? // 2. Zaglądaliście może do showroom'u w Gdańsku? Pamiętajcie, że jeśli pogoda w Trójmieście Was zaskoczy (co jest u nas całkiem normalne :)), to w Iconic Design na ulicy Lelewela znajdziecie mnóstwo propozycji od MLE na różne okazje i warunki pogodowe. // 3. Dzień dobry, kawa stygnie! // 4. Lobos, czyli coś małego, pięknego i perfekcyjnie wykonanego… //
To polska marka stoi za tak pięknie dopracowaną torebką ze skóry.
Marka
1. 
1. Moje ulubione. // 2. Włosy jeszcze posklejane słoną morską wodą, ale nie ma co czekać skoro na stole czekają już gorące gofry. // 3. Zaraz podadzą flądrę z frytkami :). // 4. Jak prawdziwy eliksir z bajki. //
Ten produkt ze zdjęcia powyżej to rewitalizujące serum przeciwzmarszczkowe od
1. I znów powrót do naszego ukochanego miejsca. Uprzedzając Wasze pytania o sukienkę – to &Other Stories. // 2. Budujemy zamki na piasku. // 3. O ten parasol pytałyście mnie mnóstwo razy na Instagramie, ale już zdążył się zepsuć więc nie polecam ;) // 4. A w drodze powrotnej zakradamy się do ogrodu mamy po jaśmin. //
Poniedziałki po pięknych weekendach bolą jakoś bardziej.
Zwłaszcza gdy okazuje się, że materiały na płaszcze zamówione z Włoch nie spełniają naszych oczekiwań i trzeba zaczynać pracę na nowo…
1. Poranna kawa dla wszystkich! // 2. Gdy niespodziewanie ktoś śpi baaardzo długo. // 3. Kanapa to ostatnio moje główne centrum dowodzenia. // 4. Koralowe piwonie. Z każdym dniem zmieniają kolor i wyglądają jak z obrazu. //
A tu inny stały element mojej pracy. Zdjęcia dla MLE to oczywiście moje zadanie w naszej spółce z Asią. Ale z taką modelką to sama przyjemność. Co tydzień spotykamy się abym mogła sfotografować nowości.
1. Gdy wstajesz rano i myślisz, że już prawie weekend, ale potem okazuje się, że po prostu nie umiesz korzystać z kalendarza. // 2. i 3. Gdy Twój przepis robi większą karierę od Ciebie :D. Od tygodni, dzień w dzień, oglądam relację z Waszych wypieków i nie mogę uwierzyć jaką furorę robi ten
…ten balsam w białej butelce, który pięknie podkreśla i wzmacnia to, co pozostało po wyjeździe do Toskanii ;).
1. Uwielbiam jaskrawe kolory – jak widać na załączonym zdjęciu. // 2. Na ramieniu torebka, pod pachą miś w ślubnej sukience. // 3. "Słony Karmel" we Wrzeszczu. Kilo lodów na wynos poproszę! // 4. A tu już Ping Pong w gdańskim garnizonie. Również polecam! //
Lecimy sprawdzić jak prezentują się produkty MLE w showroomie Iconic, a przy okazji przyjrzymy się nowej ekspozycji.
1. Jak zawsze wszystko w biegu. // 2. Taki salon to marzenie. // 3. Sukienka, sandały i koszyk pochodzą z Massimo Dutti. // 4. I to też zabrałabym ze sobą! //
Muszę wyciągnąć od dziewczyn z Iconic sposób na to, aby biały dywan po pół roku nadal był biały ;).
Zapraszamy od poniedziałku do soboty :).
1. Mój kącik. // 2. Próbniki materiałów z wełny. Czas leci, a mi nic się nie podoba. // 3. Gotowa na poniedziałek. Niech Was nie zmyli ten porządek – po prostu nie widać tego, co jest pod spodem!// 4. Trzeba się najeść na zapas póki są! //
Nareszcie prawdziwe truskawki. Trochę brudne, niezbyt duże, ale za to jak pachną!
Zawsze w torebce. Sznurkowa siatka to najlepszy sposób na mniej plastiku w czasie zakupów.
Przy okazji tego wyciszającego zdjęcia chciałabym zaprosić Was do udziału w badaniu, pt. ,,Dynamika wyobraźni emocjonalnej", które należy do szerszego programu badawczego z dziedziny Psychologii. Biorąc w nim udział, przyczyniacie się do rozwoju wiedzy naukowej na temat rozumienia emocji pozytywnych. Badanie ma na celu sprawdzenie, w jaki sposób ludzie myślą o swoich emocjach i jak korzystają z języka do opowiadania o nich. Zajmuje 15 minut i może być ciekawym psychologicznym doświadczeniem. Polega na wyobrażeniu sobie czegoś, co jest przyjemne i pozwala na przyjrzenie się codziennym przyjemnościom. Jeśli chcesz i możesz wziąć udział w badaniu, kliknij w ten
Uwielbiamy karty pod każdą postacią. To jeden z moich ulubionych sposobów na zabawę połączoną z nauką i na dodatek można modyfikować zasady w zależności od okoliczności (albo zabrać wszystko do torebki i wyciągnąć w strategicznym momencie ;)).
Te okrągłe karty (a może bardziej pasuje określenie "żetony"?) to element gry "
A po piętnastu minutach już go nie było…

top – Le Petit Trou / dżinsy – Reserved / 
Mój kubek jest od
Obiecałam komuś gofry na Monciaku w drodze powrotnej z plaży, ale złapała nas burza, więc trzeba było rozpocząć własną produkcję. Wiem, że to banał, ale sporo z Was pytało o mój przepis na ciasto do gofrów, więc wrzucam go tutaj przy okazji. 

Całą porcelanę (
Cieszę się, ze sporo rzeczy w naszym mieszkaniu miało już przed nami innych właścicieli. Zbliża się u nas remont (chciałabym dodać, że „wielkimi krokami” ale to raczej niewidzialne kroki) i oczywistością było dla nas to, że sprzęt AGD, zlew widoczny na zdjęciu, a nawet szafki kuchenne będziemy próbować zaadaptować po raz kolejny. Przy rozkręcaniu planujemy każdy sprzęt sprawdzić i wymienić zniszczone części. Jeśli macie w domu jakąkolwiek rzecz, która wymaga naprawy (albo czasem się psuje, ale teraz akurat działa), to koniecznie zapiszcie sobie 

1. Powoli wracamy do normalności. Podróż w nowej rzeczywistości była ciut inna, czasem bardziej skomplikowana, ale cieszyła jak nigdy. // 2. Ten zestaw uratował moją wyjazdową garderobę –
Kamenjak. Odkrywamy chorwackie zakątki.
1. Valamar, czyli raj dla dzieci… i dla rodziców w sumie też! Znacie? // 2. Chociaż kupowałam te brzydactwa z bólem serca to muszę przyznać, że świetnie się sprawdziły. // 3. Mój basenowy niezbędnik. // 4. Wnętrze nie musi być w paryskim stylu, żeby mnie ujęło. //
Mój zestaw na spacer po Rovinj. Maseczkę mam od Moye, torebkę z Chanel, kurtka to oczywiście MLE, a klapki – Hermes.
1. Niebieski dresik wrócił z prania! // 2. Piękne lobby hotelu Grand Park. // 3. Poranna kawa pomaga złapać kontakt z rzeczywistością. // 4. Moja mama kupiła ten plecak, gdy miałam 12 lat (czyli nosi go od 22 lat). A ja wciąż jej go zazdroszczę :). //
Mój sweter to kolekcja MLE sprzed dwóch lat, legginsy to jakieś zwyklaki – chyba z H&M.
1. Wyjazdowy zapas kosmetyków. // 2. Łapię słońce – pierwszy raz w tym roku! // 3. Najfajniejsza para jaką znam! // 4. Proste zestawy są najlepsze. //
Ruszamy w drogę powrotną. I już nie możemy doczekać się kolejnej wyprawy!
1. Tak. To już na pewno maj. // 2. A u nas w Trójmieście temperatura wciąż rześka. // 3. Oczekiwanie na otwarcie restauracji. Chociaż do takich pikników można było się przyzwyczaić. Tę kolację na wynos zamówiliśmy w gdyńskim Luisie.. // 4. Ok. Byle nie w poniedziałek. //
Długie majowe (i chłodne) wieczory. Cały ten wpis zobaczycie
1. Resztki z bukietów trafiają na ten stolik. // 2. Nieee… moje stroje w maju w ogóle nie były monotonne… // 3. Jednego dnia wydają mi się za ciemne, a innego za jasne. // 4. Gdy idziesz zajrzeć do pokoju córki i widzisz, że łóżko samo się przesunęło… //
Wybieracie się do Trójmiasta? Jeśli przyjedziecie i zorientujecie się, że Wasza walizka nie ma tego, czego potrzebujecie to wpadajcie do
1. A jeśli pogoda w Trójmieście Was zaskoczy (co jest u nas zupełnie normalne ;)) to w
Przepis na idealne placki?
Kiedyś nagram Portosa jak wita swoją paczkę. Niby wszystko hermetycznie zapakowane, ale on dostaje świra i wygląda jakby stepował ;). Bardzo ostrożnie podchodzę do karm dla psów, ale tę mamy już dobrze przetestowaną i wiem, że mogę ją spokojnie polecić (a od razu mówię, że spanielowy żołądek nie należy do mało wymagających).
1. Jest zimno i mokro, ale i tak chodzimy po Sopocie ile się da! // 2. Słońce to najlepszy budzik. // 3. Jedna z moich trzech propozycji fryzur na lato. Więcej znajdziecie w
Szykujemy się na sesję MLE – gdzieś w szafie zgubiłam naszą prototypową sukienkę – będzie dym, jak Asia się dowie ;).
1. Akurat był w niej elementarny porządek więc zajrzałam z aparatem do środka. // 2. Tak, czuję się niewyraźnie ;). // 3. To jest ten moment w roku. Właściwie to już po nim. // 4. Najlepszy odświeżacz powietrza. //
Po powrocie z Chorwacji powitała nas taka eksplozja zieleni. 
Groszek to moje prawdziwe uzależnienie. A sukienka jest z &Other Stories.
1. Można walczyć o swoje i jednocześnie szanować innych. Tak przynajmniej twierdzi autor ;). // 2. Wełniany sweter na przełomie maja i czerwca to teraz standard. // 3. Poczta kwiatowa w Dniu Mamy. Albo mamy nad wyraz zaradną dwulatkę albo jej tata się pod nią podszywa ;). // 4. Łupy z rynku. Smakują już naprawdę nieźle! //
Lubię ten zlew. Jest z IKEA, ale kupiliśmy "używkę" z olx :D. I planujemy przemontować go też do nowej kuchni :).
Te dwa detergenty, które stoją u mnie na zlewie to płyn do mycia kuchni i płyn do mycia naczyń od
Pracujemy w ogrodzie, wspólnie najmilej! W Dzień Dziecka kolekcjonujemy wspomnienia – nie przedmioty.
O tę sukienkę miałam w ostatnim tygodniu dziesiątki zapytań więc odpowiadam wszystkim za jednym razem. To sukienka od
Ktoś tu kocha prace ogrodowe (w przeciwieństwie do rodziców).
Z tego zaraz zrobię coś pysznego.
Najpierw złapałam się za głowę, że w naszej maleńkiej kuchni pojawił się kolejny przedmiot, ale teraz już się z nim przeprosiłam i wygospodarowałam nawet stałe miejsce na blacie. To podobno mercedes wśród wyciskarek – tylko 40 obrotów ślimaka na 1 min. (cokolwiek to znaczy), aż 430 W mocy wyciskania, laserowa metoda cięcia sita oraz konstrukcja umożliwiająca wyciskanie większości warzyw i owoców w całości i bez obierania. Przekładając to na język laika – po prostu działa super. Nieprzekonanym powiem tylko, że można też w niej przygotować masę na placki ziemniaczane :D. Podaję dokładną nazwę modelu:
Zamiast kawy. Aby zrobić taki sok potrzebujecie: 3 jabłka, 2 gruszki, 2 pomarańcze, 6 łodyg selera naciowego i sporą garść świeżych liści szpinaku (no i oczywiście
1. A w czym Wy pijecie lemoniadę? // 2. Takie prezenty cieszą najbardziej. // 3. Pobudka z dinozaurem i panem Nene. Kiedyś to było podobno łóżko rodziców. // 4. Moje ulubione smaki…słony karmel, śmietanka, hibiskus i Knoppers. Taki kilogram na jeden wieczór jest idealny. //
Z mojego ogrodu.
1. Dlaczego nie ma takich perfum? // 2. Truskawka, koperek, tymianek – zobaczymy co wyrośnie. // 3. Widok z okna w sypialni. // 4. Nagrodę za najlepszy balsam do ciała dostaje w tym miesiącu Amaderm. //
O wilku mowa. Balsam nawilżający od
1. Te brzoskwinie jeszcze nie wiedzą co je czeka… na stories podrzuciłam Wam ostatnio link do jednego z najczęściej odtwarzanych przez Was blogowych przepisów (dodaję również
Gdy ukochana Kuzynka pozwala się pobawić swoim mysim domkiem. A ja wciąż nie mogę się zdecydować czy decydujemy się właśnie na zbieranie Sylvanianek, Playmobila czy Maileg. Wszystkiego po trochu chyba nie ma sensu, ale tak ciężko postawić na jedno ;).
1. Bądźmy dziećmi dziś i na zawsze! // 2. Na Dzień Dziecka proste desery są najlepsze. // 3. Rozpoczynamy przetwarzanie! // 4. Mały postój na przekąskę. Każdy dobiera własne dodatki do zapiekanki. //
Ja w Dzień Dziecka dostałam najlepszy prezent z możliwych – kwiaty do grządek. Dziękuję Paniom z
Mój kochany zwierzyniec.
Takie niebo to zapowiedź pięknego lata…