If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Coroczny ranking – Najlepsze kosmetyczne hity roku 2021!

Dres – Hibou (spodnie , bluzka) / kapcie – Roboty Ręczne / fotel – Zara Home / stolik – HAY (nap.com.pl) / kieliszek – Ikea

   Trochę jestem spóźniona z tym wpisem, bo zwykle pojawiał się on w okolicach Sylwestra, ale musicie mi to wybaczyć. Mój fotograf – niejaka Kasia – jak doskonale wiecie, dopiero co wyszła ze szpitala. Siedziała w nim z mocno ograniczonym kontaktem ze światem. Nie mogła stamtąd wyjść przez wiele dni, nawet na moment, więc najpierw chciałam ten cały wpis po prostu anulować. Z pomocą przyszła mi na szczęście Zosia, a wiem, że i Kasi zależy, aby na Makelifeeasier nie wiało pustkami w czasie jej nieobecności. No więc jestem! Gotowa na zderzenie z Waszymi komentarzami! ;)

   Co w temacie pielęgnacji przyniósł mi miniony rok? Jeszcze parę tygodni temu, na jednym z czołowych kobiecych portali internetowych przeczytałam, że wpadamy w jeszcze większą „propandemiczną presję wyglądania jak najlepiej”. Z tą „popandemiczną” to chyba zapeszyli, ale chyba wiem co autorzy mieli na myśli. Wszystkie znane mi gabinety kosmetyczne prześcigają się w kupowaniu coraz to nowszych i jedynych w swoim rodzaju maszyn do odmładzania (może wiecie gdzie znajdę rzetelne porównanie tego rodzaju zabiegów?) i kuszą spektakularnymi efektami. Z drugiej strony, mam wrażenie, że ingerujące zabiegi „wypełniająco-ostrzykujące” przechodziły w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy prawdziwy regres. I z tego chyba akurat można się cieszyć. A jeśli chodzi o same kosmetyki mam ceną listę kilku ulubionych, sprawdzonych produktów. W tym rankingu znajdziecie kilka marek, które pojawiają się w nim już od paru lat! To chyba mówi samo za siebie. Do niektórych udało mi się zdobyć dla Was kody rabatowe, więc prześledźcie wpis uważnie :).

1. Najlepszy krem do twarzy.

   Mam dwa kremy, które uwielbiam. Ich skuteczność jest świetna, ale są niestety drogie – Image „VitalC” oraz Diego Dalla Palma. Dlatego postawiłam sobie za cel odnalezienie ich tańszego zamiennika. Przetestowałam w sumie pięć budżetowych marek i ten mały konkurs wygrała polska marka Balenokosmetyki z ich malinową serią. Malinowy krem odmładzający i poprawiający owal twarzy to miks z najsilniejszej na świecie leczniczej wody siarczkowej, SLIM-EXCESS ® – czyli z hydrolizatem z czerwonych alg, nawilżającą betainą, kwasem hialuronowym, masłem Shea, olejem macadamia, kokosowym, brokułowym i z pestek moreli. Taka ciekawostka: SLIM-EXCESS ® jest główny składnikiem kremu – substancja ta wykazuje silnie działanie poprawiające owal twarzy, co potwierdzają badania. Umożliwia 87% stymulacji lipolizy (rozpadu komórek tłuszczowych) i 79% zahamowanie lipogenezy (powstawanie komórek tłuszczowych) oraz zmniejsza nawet o 40% obszar podwójnego podbródka*  
*Na podstawie danych producenta surowca Slim-Excess w stężeniu 2.0%: Średnia redukcja wynosi 10,2% po 8 tygodniach stosowania i może osiągnąć 40% u niektórych ochotników po 12 tygodniach.
Z mojej strony mogę napisać, że doskonale nawilża skórę, nie pozostawiając na niej żadnej tłustej powłoki (czego nie można powiedzieć o Diego). Nadaje skórze świeżego wyglądu i lekko ją rozjaśnia co naprawdę sprawia, że twarz wygląda młodziej. Teraz wszystkie kosmetyki Balenokosmetyki kupicie z 25% rabatem. Wystarczy użyć kodu „styczeń”.

2. Najlepszy krem na skórę pod oczami.

   Liftingujące serum pod oczy i na powieki od BasicLab jest królem wśród produktów, jakie dotychczas miałam. Bardzo często, zwłaszcza w okresie grzewczym, mam wysuszoną skórę między powieką, a łukiem brwiowym. Pozbycie się tego problemu zajmowało mi zwykle kilka tygodni intensywnej pielęgnacji i zabiegów nawilżających. Pierwszy raz mam krem, który niweluje wysuszenie dosłownie po dwóch, trzech użyciach. Emulsja opiera się na dziesięcioprocentowym kompleksie peptydów, ceramidach i wyciągu z albicji. Dzięki silnym właściwościom nawilżającym, rozjaśniającym i wygładzającym może nie „prasuje" zmarszczek, jak botoks, ale ładnie je redukuje. Ma lekką konsystencję i dosłownie pół pompki wystarcza, aby nakremować powieki i skórę pod oczami. Serum jest już ze mną od trzech miesięcy i myślę, że spokojnie wystarczy jeszcze na półtora. Można je używać na dzień i na noc. BasicLab przygotowało dla Was kod "MLE" umożliwia zakupy z 20% zniżką na cały asortyment (z wyjątkiem produktów już przecenionych).

 

3. Najlepsze serum do twarzy.

   Przy tym serum, aż się prosi, aby zacząć od wypisania składników: Bakuchiol (roślinna alternatywa dla retinolu, o działaniu „retinol-like", niepowodujący podrażnień skóry. Bakuchiol wpływa na zmniejszenie głębokości drobnych zmarszczek. Wspomaga redukcję widoczności przebarwień oraz poprawę kolorytu skóry); Gatuline® In-Tense (ekstrakt z Akmelli stymuluje fibroblasty, co wzmacnia i napina skórę. Działa szybko i długofalowo wygładzając zmarszczki);  Stoechiol tzw. „Botox Like" nie tylko rozluźnia zmarszczki, ale także zwiększa grubość epidermy); NanoCacao O (lipofilowa frakcja ziaren kakaowych – zmniejsza napięcie skóry, intensywnie wygładza jej powierzchnię i skutecznie opóźnia procesy starzenia się skóry);  Oléoactif® DIAM (aktywny kompleks lipidowy otrzymywany z dębu korkowego oraz palmy kokosowej – zamiatacz wolnych rodników);  Oléoactif® Pomegranate (unikatowe połączenie wosku jojoba oraz wyciągu z kwiatów granatu. Stanowi idealne źródło biofenoli ochronnych. Odbudowuje, chroni i wzmacnia barierę hydrolipidową skóry, co zapobiega odparowywaniu wody i poprawia jej nawilżenie, dodatkowo chroniąc ją przed stresem oksydacyjnym); Witamina E (tzw. Witamina młodości – neutralizuje działanie wolnych rodników), oraz odżywczy olej z owoców rokitnika, regenerujący olej z awokado i zapobiegający powstawaniu zmian trądzikowych – olej z żurawiny wielkoowocowej. Jak sami mogliście przeczytać serum od marki Senelle jest bardzo bogaty. To prawdziwy koktajl przeciwutleniaczy i antyoksydantów, który działa niczym ochronna tarcza dla skóry i maksymalnie wyhamowują procesy starzenia.  Za flakonik 30ml trzeba zapłacić 149zł, ale z kodem "mle" tylko 126, więc jest to naprawdę bardzo dobra cena w stosunku do jakości. Kod „mle” dający  -15% będzie ważny do końca stycznia i obowiązuje na wszystkie produkty.

4. Najlepszy żel do mycia twarzy.

   Według mnie najlepszy żel do mycia twarzy to taki, który spełnia też funkcję płynu micelarnego. Kiedyś kochałam płyn micelarny od Biodermy (ten różowy), zużywałam go hektolitry, ale od jakiegoś czasu miałam wrażenie, że pozostawia na skórze dziwną powłokę, no i wolałabym chyba produkt z bardziej ekologicznym składem. Od wielu lat polecam Wam markę D'Alchemy i ich wspaniały żel do mycia twarzy – w tym roku nie będzie inaczej, z małym wyjątkiem. Żel doczekał się swojego konkurenta – Gentle Cleansing Facial Wash. Zmywa z twarzy nawet pokład nakładany szpachlą do gładzi. D'Alchemy również przygotowało dla was kod "DALCHEMY20" na wszystkie produkty (ważny do końca stycznia).

5. Najlepsza maska do twarzy.

   W tym podpunkcie najchętniej użyłabym opcji „kopiuj, wklej”, od kiedy pisałam o tej masce w 2019 nie wiele się zmieniło. Uwielbiam ją i uważam, że dzięki niej pozbyłam się problemów z trądzikiem (no może jeszcze dzięki regularnemu chodzeniu do salonu kosmetycznego Balola w Sopocie, na zabieg Dermapen).  Image Skincare „Purifying Probiotic Masque” to maska z probiotykiem i prebiotykiem idealna dla osób, które mają problem z stanami zapalnymi po wypryskach. Można stosować ją nawet punktowo, aby złagodzić zaczerwienienia. Działa natychmiastowo. Tutaj niestety nie mam dla Was kodu, ale postaram się go kiedyś zdobyć. Póki co naprawdę mimo dość wysokiej ceny ten kosmetyk jest warty swojej ceny.

6. Najlepsza pielęgnacja od środka.

   Wiem, wiem tu mogę być trochę monotonna, ale co mam zrobić – kocham kolagen. Dostarczanie do organizmu dodatkowego wsparcia w postaci witamin i minerałów, to jeden z moich ulubionych sposobów na pielęgnację. Myślę, że gdyby nie ten proszek byłabym dzisiaj prawie łysa (śmiech przez łzy). Na efekty trzeba trochę poczekać, ale chyba jeszcze nikt nie wymyślił pielęgnacji od środka, która działa po pierwszym dniu. Kolagen od ZojoElixirs nie jest genetycznie modyfikowany, nie ma w nim konserwantów. Zawiera za to czyste hydrolizowane białko, które wzmacnia i ujędrnia skórę. Zojo Elixirs również możecie teraz kupić w lepszej cenie na hasło „Zojo” otrzymacie 20% zniżki – promocja będzie ważna do końca marca.

Królowa dresów może być tylko jedna i jestem nią ja. Zwłaszcza zimą, kiedy moją pracę wykonuję głównie z domu. Może jestem leniem, ale do Żabki jakoś nie chce mi się stroić. A jeśli ja jestem królową dresów, to królem jest HIBOU. Nie bez powodu ta marka uważana jest za najlepszą, jeśli chodzi o nasze ukochane domowe uniformy. Ba! Podobno niezłą karierę robi też poza Polską. Jakość ich dresów jest najlepsza z jaką miałam do czynienia. A jako specjalistka od niszczenia prania (na szczęście mój mąż nie czyta bloga, a tylko ogląda zdjęcia) mogę napisać, że HIBOU ma bardzo przesuniętą granicę wytrzymałości materiałów. Noszę ich dresy już wiele sezonów i nie płowieją, nie mechacą się ani nie kurczą.

   Tradycyjnie czekam na Wasze polecenia w komentarzach. Czy jest jakiś kosmetyk, który kupujecie ponownie, gdy tylko widzicie, że się kończy? A może macie wątpliwości co do jakiejś marki i szukacie opinii innych? Chętnie wymienię się z Wami doświadczeniem!

  

 

 

Nasza codzienna pielęgnacja w dobie Social Mediów. Którym poleceniom warto ufać? Jak rozpoznać wiarygodne profile?

   Instagram zdominował rynek „beauty”, podobnie jak świat mody, kulinaria i tematykę wnętrz. Coraz więcej trendów rodzi się na kontach społecznościowych jego użytkowników, a nie w głowach dyrektorów kreatywnych największych marek. Dotyczy to także kosmetyków – niektóre z nich zostają stworzone specjalnie z myślą o share’owaniu ich przez influencerów. Instagram już dawno przestał być po prostu aplikacją do dodawania zdjęć. Teraz to platforma za pośrednictwem której może realizować się niemal każdy. Z tej możliwości korzystają ludzie na całym świecie próbując dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Robią to z potrzeby samorealizacji, bo pragną sławy albo po prostu uznają to za dobry biznes. I tutaj pojawia się mały haczyk – komu ufać, jak rozpoznać wiarygodny profil i nie dać naciągnąć się na zakup czegoś co zostało jedynie ładnie pokazane na zdjęciu?

   Myśle, że tu aż prosi się o przykład jednej z celebrytek, która polecała suplement diety na depresję pisząc – „Pomaga i to bez recepty, BEZ PSYCHIATRY”. Po takiej reklamie możemy złapać się za głowę albo umrzeć ze śmiechu i oczywiście marzyć, aby nikt kto choruję na depresje się nie nabrał i aby nie zniechęciło go to do szukania fachowej pomocy. Ja natomiast ze swojego doświadczenia mogę napisać o sprzęcie do rolowania ud – dziewczyny na Instagramie z uśmiechem na twarzy rolują pupy, pokazują potem super efekty – jędrne pośladki bez grama cellulitu. Skojarzenia z telezakupami całkowicie na miejscu. Kupiłam go. Myślałam, że z bólu będę wyć do ściany, a sąsiedzi zaraz przybiegną z pomocą. Efekt był taki, że miałam wszędzie siniaki, a rollera oddałam siostrze, która podjęła to samo wyzwanie i też poddała się po pierwszym razie. Trudno – jesteśmy skazane na pomarańczową skórkę. Oczywiście to są te złe doświadczenia i dobrych przykładów znam więcej (po prostu słabiej zapadają w pamięć), ale nie mam wątpliwości, że nie każdy zakup z instagramowego polecenia jest trafny.

   Naiwnie zakładam, że większość popularnych kont w mediach społecznościowych jest zbudowana na autentycznym zainteresowaniu czytelników, a nie dzięki kupowaniu botów. Niestety, nawet jeśli tak jest, to nie mamy żadnej gwarancji marketingowej uczciwości ich właścicieli – to od osobowości i indywidualnych zasad każdej gwiazdy Instagrama z osobna zależy, czy podejmie się promowania czegokolwiek, czy jednak zachowa się fair wobec swoich obserwatorów i poleci tylko to, co sama faktycznie sprawdziła. Sama od lat piszę o kosmetykach i testuję ich naprawdę sporo. Może dlatego łatwiej jest mi przesiać niesprawdzone polecenia? Mam kilka sposobów na to, aby umieć przymknąć oko nawet na najbardziej sugestywną reklamą i jednocześnie wyłapać spośród gąszcza poleceń te autentyczne.

kanapa – Ikea (pokrowiec Bemz) / sukienka – H&M / stołek – WestwingNow

1. Czy warto ufać poleceniom gigantów Instagramowych typu: @negin_mirsalehi , @leoniehanneczy, @jannid, @adenorah, @mathildegoehler, @kristin_rodin, czy naszym polskim: @maffashion_official i @jemerced? Z mojego doświadczenia wynika, że tak. Kupiłam produkty @Gisou Negin , samoopalacz polecany przez Janni , używałam Cellublue z kodem od Maffashion, Jessika zainspirowała mnie do kupienia serum z witaminą C. I naprawdę, jeśli chodzi o te polecenia nie mam złych doświadczeń. Dziewczyny, które od lat pracują na swoje nazwisko, spotkały się już z każdym rodzajem hejtu i doskonale wiedzą jak ważna jest jakość polecanego produktu. Mogą przesiewać marki dowoli – propozycji dostają niezliczoną ilość (pewnie na te nieciekawe nawet nie odpisują). Z racji statusu, który tworzą im zasięgi mogą grymasić dowoli, bo to nie im zależy na tej reklamie. Jakby nie patrzeć pokazując coś, że coś działa, ręczą za cudzy produkt całą swoją osobą. Gdyby polecenia były nierzetelne komentujący nie pozostawiliby na nich suchej nitki. Tym samym mamy pewność, że ich konta są prawdziwe, nie sztucznie napędzane kupionymi obserwatorami. Natomiast Instagramerki, które są mało znane szybciej wezmą „cokolwiek”, bo nie mają dużo propozycji, dla nich nobilitacją jest to, że ktoś w ogóle chce z nimi współpracować.

2. W najpopularniejszych serwisach możemy znaleźć wiele profili, w przypadku których liczba oberwatorów jest nieadekwatna do ilości czy jakości opublikowanych treści lub też tempo ich przyrostu jest nienaturalnie szybkie. Wówczas istnieje prawdopodobieństwo, że prowadzący pozyskują swoich fanów poprzez specjalne aplikacje lub ich kupują. Sama takich propozycji dostaje przynajmniej dwie w tygodniu. Na szczęście takich „spryciarzy” jest łatwo namierzyć. Przede wszystkim sprawdzajcie czy pod zdjęciami jest nie mniej niż 5% lajków w stosunku do liczby obserwujących – jeśli tak, to super, jeśli jest dużo mniej to sygnał, że coś tam nie gra do końca. Innym sposobem jest sprawdzenie zaangażowania danej osoby – czy pod komentarzami daje serduszka, czy odpowiada na komentarze lub wdaje się w jakieś dyskusje.

3. Czy można ufać poleceniom, które pokazują się często u różnych osób? W dużym skrócie – to zależy. Jeśli producent przygotowuje nowy, ciekawy produkt, to nie ma w tym nic dziwnego, że promuje go przez wiele kanałów. Przecież gdy Samsung, albo Apple wypuszcza swoje kolejne „flagowce” to nikogo nie dziwi, że w krótkim czasie tysiące vlogerów technologicznych opisuje te telefony na swoich kanałach. Podobnie jest z kosmetykami. Szeroki atak marketingu jakiegoś produktu świadczy o tym, że producent poważnie potraktował jego przygotowanie. I tu znowu wracamy do kwestii jakości samych kont polecający dany produkt – jeśli nową rzecz promują praktycznie wyłącznie małe, początkujące influencerki, to jest to podejrzane. Jeśli jednak są wśród nich także liderzy internetu – to mamy po prostu do czynienia z profesjonalną kampanią, z której nie można producentowi czynić zarzutu.

4. Wspomniałam o efekcie „telezakupów”. Jeśli prezentowany filmik jak żywy przypomina Wam tego wesołego Amerykanina w sweterku zachwalającego genialną wyciskarkę do soków, uśmiechniętych młodych ludzi którzy „ćwiczą” rażąc się prądem, albo Joe’ya który w jednym z odcinków prezentował rewolucyjny kolec-nalewak do mleka w kartonie to wiedzcie, że coś się dzieje. Jeśli na pierwszy rzut oka pachnie to picerką i wydaje się, że nie może działać (i/lub jest bolesne i nieprzyjemne) – to zapewne tak właśnie jest – nie działa, ale za to boli i kosztuje (jak sprzęt to rolowania ud).

5. Jeśli widzimy konta prowadzone bardzo estetycznie, w których widać włożone serce , życiowe chwile, ale z małą liczbą obserwujących, to nie ma się czego bać. Jeśli szukacie takich alternatywnych kont i poleceń to zobaczcie profile @oliwiapakosz, @panianiani czy @indiasaka. Po zobaczeniu pięciu pierwszych zdjęć widać, że dziewczyny mają wrodzony dar do wyszukiwania perełek. Wydaje mi się, że tam znajdziecie nowoczesne i świadome podejście do kupowania kosmetyków. Warto przeczytać ostatni artykuł Indi (link do niego jest w jej profilu) o naszym podejściu do próbek kosmetyków (których produkcja wciąż rośnie), a ekologii.

6. Jakim poleceniom nie warto ufać? Mnie nigdy nie przekona materiał w social mediach po którym widać, że został po prostu żywcem skopiowany z materiałów przesłanych przez producenta. Takie rozwiązanie jest oczywiście wygodne dla prowadzącego profil, ale nie tylko świadczy o braku szacunku do czytelniczek, ale przede wszystkim może oznaczać, że nikt go przez wrzuceniem wpisu czy filmu nie użył. A przecież po to przeglądamy sieć, żeby poznać prawdziwe historie i oparte na nich polecenia. Bardzo cenię sobie przykłady z życia wzięte. Jak instagram to zdjęcia i stories – im bardziej skupione na samym produkcie tym gorzej, tutaj też ma znaczenie zasada oddania czegoś w życiowy sposób, pokłony idą w stronę Jessici. Fajnie też ogląda się @sazan.

7. Kluczem do prawdy jest też… czas. Jeśli widzicie, że u kogoś dany produkt pojawia się przez lata to znaczy, że dana influencenka musi naprawdę lubić ten kosmetyk. Warto też zwracać uwagę na marki, które widać na zdjęciach, ale nie są oznaczane. Czasem może to wskazywać na to, że nie sprawdziły się na tyle aby je promować, a czasem, że to zupełnie prywatne wybory ich właścicielek.

8. Przyznaję, że nie lubię reklam w których dziewczyna mówi otwarcie, że została ambasadorką danej marki. Zdecydowanie wolę pojedyncze polecenia. Oczywiście mogę się mylić, ale dla mnie podejmowanie się takich dużych zleceń wiąże się z jakimś rodzajem uwięzienia. Inaczej to wygląda jak ktoś poleca jeden wybrany kosmetyk z danej marki, bo przetestował ich kilka, niż jak musi pisać o nich co dwa tygodnie, przez pół roku. Nie ma się co oszukiwać – nie wszystkie produkty w jednej firmie zawsze wychodzą idealnie.

9. Na koniec kilka moich poleceń, które znalazłam przez Instagram i jestem z nich bardzo zadowolona:

   Krem pod oczy marki Senelle. Kupiłam go po znalezieniu recenzji u @agasava (Agata też jest z Gdyni). Krem jest naturalny – w jego skład wchodzą trzy olejki: lniany, z pestek pomidora oraz ze słodkich migdałów. Ma właściwości wygładzające, ale mnie zachwycił przede wszystkim po tym, jak zaczęłam go stosować na opuchnięte oczy (mam alergię na kwitnącą trawę) i szybko dawał ulgę przy czym niwelował też cienie pod oczami. Nie roluje się po nałożeniu podkładu. Korzystając z kodu „MLE” otrzymacie 15% rabatu na wszystko (promocja będzie ważna do końca miesiąca.

   Emulsja pod makijaż z filtrem 50 UV od BasicLab, polecenie znalazłam u @lelci (którą miałam przyjemność poznać na wyjeździe z Nike). Z kosmetykami tego typu najczęściej jest problem, że się słabo wchłaniają i trzeba trochę odczekać zanim nałoży się na nie makijaż. Tutaj marka się naprawdę postarała, bo formuła kosmetyku jest super lekka. Co ciekawe można emulsję stosować po takich zabiegach jak dermapen, mikrodermabrazja czy nawet mocnych peelingach i laserach. Kosmetyk zapewnia wysoką ochronę przeciwsłoneczną – chroni skórę przed niekorzystnym działaniem promieniowania UVA i UVB, światłem niebieskim HEV, a także niweluje negatywne skutki światła podczerwonego IR. BasicLab przygotowało dla Was kod: „MLE”, który upoważnia do zakupów z 20% rabatem na wszystko poza zestawami i produktami w promocyjnych cenach.

   Krem do twarzy „Corpo Cream” od marki Yasumi. Ten kosmetyk został mi polecony w Instytucie Kosmetycznym w Sopocie. Ma delikatny i bardzo świeży zapach. Od kiedy zaczęłam go regularnie używać nie mam problemów z wysuszaniem skóry. Jeśli poszukujecie dobrego kremu na dzień to warto go wypróbować. Jest przede wszystkim dedykowany osobom mieszkającym w dużych miastach, spędzającym długie godziny przed ekranem komputera i przesiadających w klimatyzowanych pomieszczeniach (ja, ja i jeszcze raz ja). Obecnie na stronie został przeceniony o 30%.

   O produktach od ZojoElixirs piszę Wam regularnie. Tym razem uratował mnie ich kolagen. Pisałam  już parę razy, że miałam mega wielki problem z nadmiernym wypadaniem włosów. Czego to ja nie próbowałam przez te kilka miesięcy… ale najbardziej pomogły mi ampułki Seboradin (z tym, że one wzmagają szybszy porost włosów, nie do końca zatrzymują ich wypadnie) i regularne picie kolagenu. Każdy dzień zaczynam od szklanki letniej wody i dwóch miarek proszku. Efekty widać już po pierwszym tygodniu. Warto też taką kurację podtrzymać przez 3 miesiące, wtedy efekty są spektakularne – obecnie nie mam żadnych problemów z włosami i zero wyprysków na skórze. Może to przypadek, a może znalazłam antidotum na swoje problemy. Zojo Elixirs też możecie teraz kupić w lepszej cenie – kod „Zojo” daje 20% zniżki na wszystko. Uwaga! Rabat będzie ważny do końca wakacji (koniec dopiero 31.08.2021).

   I na koniec jedna z moich ulubionych marek, którą bardzo często polecam – czyli Balneokosmetyki. Teraz mają w ofercie nową serię kosmetyków, która bazuje na aloesie i ogórkach. Pachną niesamowicie – świeżo i naturalnie. W zestawie jest krem do twarzy oraz dwa produty do demakijażu. Olejek (polecam jeśli lubicie mocny makijaż, ale nie lubicie go potem zmywać przez dwadzieścia minut) i delikatną piankę. Ja na co dzień używam tylko podkładu, więc najczęściej korzystam z samej pianki. Po jej użyciu skóra jest bardziej naprężona i nawilżona. Kem natomiast działa na skórę kojąco i mocno nawilża. Produkty są bardzo wydajne – używam ich na codzień od 2 miesięcy i na pewno jeszcze wystarczą na kolejne dwa. Do końca czerwca możecie skorzystać z kod „czerwiec” – upoważnia do zakupów z 25% rabatem na cały asortyment.

   Jestem bardzo ciekawa Waszych komentarzy – koniecznie dajcie znać czy znacie jakieś fajne profile na Instagramie, z których można czerpać inspiracje? Lub chcielibyście się podzielić z nami Waszymi kosmetycznymi odkryciami? Albo porażkami? :D