If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Czy aby wypocząć trzeba wyjechać, czyli mój nowy zakątek w ogrodzie i wyczekiwany przepis na ciasto z morelami.

   In the past, I was a very impatient girl. I was constantly waiting for something, rushing somewhere, and counting down the days to the planned trips, and when they finally were about to fulfil, my restless spirit wouldn’t allow me to rest.   

   We won’t change our personality – under my skin, I feel that I’m only a thin sheet of paper apart from this busy and overworked person. A simple impulse is enough to make me go into the highest gear, but I’m proud of myself that I was able to tame this restless spirit.  

   I’d lie if I told you that this is only thanks to the hammock in the garden. The truth is that it is the opposite – my resting place is the effect of my inner change, and not its cause. This process took more than one day, week, month, or year, and it had little in common with buying anything. However, I am aware of the strong motivational influence of people who were able to find some strength during the weekend to do something for themselves and families despite the prevailing fashion for the catch phrase “I’m so important and busy, I don’t have time to organise any resting time for myself”.  For example, take care of your garden to adapt it for spending free time in the summer.

* * *

   Byłam kiedyś bardzo niecierpliwą dziewczyną. Wciąż na coś czekałam, gdzieś się spieszyłam, odliczałam dni do zaplanowanych wyjazdów, a gdy w końcu nadchodził upragniony czas odpoczynku, to nerwowy stan ducha i tak mnie nie opuszczał. 

   Osobowości nie zmienimy – czuję pod skórą, że od tej zalatanej osoby dzieli mnie bariera o grubości kartki papieru i wystarczy tylko odpowiedni impuls, abym znów wskoczyła na najwyższe obroty, ale jestem z siebie dumna, że udało mi się tego niespokojnego ducha trochę ujarzmić.

   Skłamałabym, gdybym powiedziała, że to zasługa hamaka w ogrodzie. W rzeczywistości jest dokładnie na odwrót – nowe miejsce do odpoczynku, to efekt mojej przemiany, a nie jej przyczyna. Ten proces trwał dłużej niż jeden dzień, tydzień, miesiąc czy rok i niewiele miał wspólnego z zakupem czegokolwiek. Wiem jednak, jak motywująco działały na mnie te osoby, które przekornie wobec mody na manierę „jestem bardzo ważna i zajęta, nie mam czasu organizować sobie odpoczynku”, potrafiły znaleźć siły w weekend, aby zrobić coś dla siebie i rodziny. Na przykład zadbać o ogród po to, aby móc spędzać w nim czas latem.

   As much as late autumn and winter are a perfect time to find an excuse for an evening spent on the sofa with a TV series and a bowl of spaghetti in your hand, repeating this plan for a whole year is almost laziness and has little to do with the ability to tune out and catch a breath ;). Quality rest should acquire different forms – depending on the season and what it has to offer. Even if we love books the most, we don’t have to be reading all the time in the same armchair.   

   In this post, I’d also like to share a few trivia. The first one is, of course, a recipe about which you’ve asked me countless times on Instagram. And that’s great because if, within a week, you’re already baking the third tray of the same pastry, it means that it really has to be great. I suppose that on the fourth time (that is probably tomorrow), I’ll do it with my eyes closed. This recipe is so simple and quick that even my significant other (who isn’t really into baking and pastries) is willing to help me on the upcoming occasion. Therefore, if you’d like to eat a fragrant pastry with fruit, but you’re not really keen on preparing it, that’s a solution to the problem. When the season for apricots is over, I’ll try preparing strawberry, huckleberry, or plum pastries, let me know whether you've managed to prepare and tag me on Instagram when posting a photo of the pastry.

* * *

   O ile późną jesienią i zimą z łatwością można znaleźć usprawiedliwienie dla wieczoru na kanapie z serialem i miską spaghetti w ręku, o tyle powtarzanie tego schematu przez okrągły rok zakrawa o lenistwo i niewiele ma wspólnego z umiejętnością odcięcia się i złapania oddechu ;). Dobry wypoczynek powinien mieć różne formy – w zależności od tego, co dana pora roku ma nam do zaoferowania. Nawet jeśli najbardziej kochamy książki, to przecież nie musimy ich czytać non stop w tym samym fotelu. 

   W tym wpisie chciałabym również podzielić się z Wami kilkoma drobiazgami. Pierwszy z nich to oczywiście przepis, o który pytałyście mnie niezliczoną ilość razy na Instagramie. I słusznie, bo jeżeli w ciągu tygodnia pieczesz trzecią blachę tego samego ciasta, to znaczy, że musi być naprawdę dobre. Podejrzewam, że za czwartym razem (czyli pewnie jutro) zrobię je już z zamkniętymi oczami. Ten przepis jest tak prosty i szybki, że nawet moja druga połówka (która prawdę powiedziawszy zapaleńcem cukiernictwa nie jest) wykazała chęć wyręczenia mnie przy następnej okazji. Jeśli więc macie wielką ochotę na pachnące ciasto z owocami, ale równie mocno nie chce Wam się go robić, to właśnie znalazłyście rozwiązanie tego problemu. Gdy sezon na morele się skończy przetestujcie wersję z truskawkami, borówkami albo śliwkami i dajcie znać jak Wam wyszło, albo oznaczcie mnie na Instagramie przy zdjęciu wypieku. 

EXTREMELY SIMPLE RECIPE FOR YOGHURT PASTRY WITH APRICOTS

(or other fruit, according to your liking)

Ingredients:

(baking tray with a size of 20×30 cm, you can use a round one)

3 eggs

200 g of flour

150 g of icing sugar

120 ml of plant oil

1 small natural yoghurt

1 bar of white chocolate

1/2 kg of apricots

lemon zest from 1 lemon

1 teaspoon of baking powder

1 tablespoon of natural vanilla extract

 

* * *

BANALNE CIASTO JOGURTOWE Z MORELAMI

(lub innymi owocami, jak kto lubi)

Skład:

(forma o wymiarach 20 na 30 cm, można użyć okrągłej)

3 jajka

200 g mąki pszennej

150 g cukru pudru

120 ml oleju roślinnego

1 mały jogurt naturalny

1 tabliczka białej czekolady

1/2 kg moreli

skórka z 1 cytryny

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka naturalnego aromatu z wanilii 

Directions:

1. Wash the apricots thoroughly, cut them into halves, and dispose of the stones. 2. Whisk the eggs with sugar until light and airy. 3. Add a tablespoon of oil into a small pot and melt white chocolate on low heat (I don’t really feel like doing it with the use of a water bath, so I keep the bowl on heat for literally several seconds, and the, I place it aside – the delicate warmth will make the chocolate melt, but not burn). 4. Add yoghurt, vanilla extract, lemon zest, and the remaining oil to eggs and sugar, and I stir thoroughly. Slowly pour sifted flour with baking powder.  Add melted chocolate. After combining all ingredients, I turn on the oven to 180ºC. Line the baking tray with parchment paper. I like when the pastry contains many fruit pieces. That’s why I first cover the bottom of the baking tray with them (but keeping some space between them), I pour the pastry over them and add the rest (I always place the apricots with their inner parts up; otherwise, the juice will travel down during baking and it may water down the pastry). Pour the mixture into a baking tray lined with parchment paper. Bake for approx. 40-45 minutes (until it is slightly curdled). Sprinkle it with icing sugar before serving.

* * *

Sposób przygotowania:

1. Morele dokładnie myjemy, kroimy w połówki i usuwamy pestki. 2. Jajka z cukrem pudrem ubijamy na puszystą masę. 3. Do małego rondelka dodajemy łyżkę oleju i na małym gazie rozpuszczamy białą czekoladę (nie chce mi się tego robić w kąpieli wodnej, więc garnuszek trzymam na ogniu dosłownie kilkanaście sekund, potem stawiam obok – delikatne ciepło sprawi, że czekolada się rozpuści ale nie przypali). 4. Do jajek i cukru dodaję jogurt, aromat waniliowy, skórkę z cytryny i pozostały olej, dokładnie mieszam. Wsypuję powoli mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia. Dodaję rozpouszczoną czekoladę. Po połączeniu wszystkich składników, włączam piekarnik na 180 stopni. Formę wykładam papierem do pieczenia. Lubię gdy w cieście jest dużo owoców, więc wykładam nimi najpierw spód blachy (tak aby się nie stykały), zalewam ciastem i dodaję resztę (zawsze przekrojoną częścią moreli do góry, w przeciwnym razie w trakcie pieczenia sok pójdzie w dół i może za bardzo rozwodnić ciasto). Pieczemy ok. 40-45 minut (do momentu, aż pośrodku będzie lekko ścięte). Jeśli zobaczycie, że ciasto za bardzo przypieka się od góry, to zmniejszcie temperaturę to 150 stopni. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

Mój notes do zapisywania przepisów jest ze sklepu NOTEKA (to tam kupuję większość papierniczych i biurowych gadżetów). Pochodzi z kolekcji The City Works zaprojektowanej przez austriacki duet – Sylvię Moritz i Rowana Ottesena. Okładka przedstawia panoramę Amsterdamu i wykonano ją dzięki technice druku tłoczonego, bez użycia farby (zobaczcie zdjęcie poniżej). Do wyboru jeszcze wiele innych miast :). Jeśli również chciałybyście sobie taki sprawić, to na hasło MLE otrzymacie zniżkę (rabat obowiązuje do 16.06).

    Did you happen to use a recipe that didn’t come out as the one executed by the author? In my opinion, it is an outcome of omitting the seemingly irrelevant instructions (for example, the one concerning the position of apricots). That’s why my favourite recipes (my mother’s duck with cranberry and apples, caramelised pears with cream, dulce de leche tart, and many others) land in the notebook. Despite the fact that I know how to do them, sometimes I simply forget about some instructions, or I simply omit a piece of it when talking to my friend because it seem obvious to me, and a great debacle during a dinner with parents-in-law is ready ;). I leave one page for “special notes” and, owing to that, all meals are a success.

* * *

   Zdarzyło Wam się korzystać z przepisu, który nie wyszedł tak jak autorowi? Według mnie to wynik pomijania przez niego z pozoru nieistotnych instrukcji (na przykład, tej o odwróconych do góry morelach). To dlatego moje ulubione przepisy (kaczka z żurawiną i jabłkami mojej mamy, karmelizowane gruszki z kremem, tarta kajmakowa i wiele innych) zapisuję w notesie. Niby wiem doskonale, jak je zrobić, ale czasem coś wypadnie mi z głowy, albo nie przekażę jakiegoś szczegółu przyjaciółce, bo mi wyda się on oczywisty i klapa na kolacji z teściami gotowa ;). Poświęcam jedną kartkę na "uwagi specjalne" i dzięki temu wszystkie potrawy zawsze wychodzą dobrze.

  Since we are in the culinary and pantry field, I’ll share my new jar tea supply (these are eco because I reuse the jars for my mother’s barley soup). The one that you can see in the photo is cornflower by Manufaktura Cieleśnica (have you heard about its magical properties?), but you can also find camomile and elder flowers in my drawer as well. I slightly regret that such nice eco-friendly products are so hard to find in regular stores. That’s why I go crazy whenever I go for on-line shopping – in Jadłosfera, I also bought a stock of rose preserve, whose taste cannot be replaced with anything else.

* * * 

   Skoro już jesteśmy przy kulinarno-spiżarkowym temacie, to pochwalę się moim nowym zapasem herbat w słoikach (czyli ekologicznie, bo wykorzystam je potem do przywożenia krupniku od mamy). Ta ze zdjęcia to chaber bławatek od Manufaktura Cieleśnica (słyszałyście o jego magicznych właściwościach?), ale w mojej szufladzie znajdziecie też rumianek i kwiaty czarnego bzu. Trochę żałuję, że takie ładne ekologiczne produkty ciężko znaleźć w stacjonarnych sklepach, dlatego, gdy już zbiorę się do zakupów przez internet to trochę szaleję – w Jadłosferze kupiłam jeszcze zapas konfitury z róży, której smaku nie da się niczym zastąpić.

Mogę zgadywać, że w komentarzach pojawiłoby się sporo pytań o tę sukienkę, gdybym Was nie ubiegła i sama o niej nie napisała ;). Nawet jakbym chciała się do czegos przyczepić to nie mam do czego – i bardzo się cieszę, bo to projekt polskiej (i względnie niedrogiej) marki  Cat Cat Studio. Znajdziecie ją w SHOWROOM (jeśli jeszcze nie słyszałyście o tym sklepie to koniecznie zajrzyjcie). 

    I’ve noticed that post that are all about books are not that interesting for you. It makes me slightly sad because I was really pleased to tell you everything about my favourite novels, but since some of the readers ask me about my current reads, and I’m well aware that the bookstore novelties are… how to put it nicely… not always worth recommending, that’s why I’m trying to sneak in a few interesting titles. "Leonardo da Vinci" by Isaacson Walter is a book that you won’t be embarrassed to take out on your flight (I’d like to send best regards to all of the fans of Grey – especially that I don’t belong to this circle), and, simultaneously, you’ll be surprised by the intertwining of a gripping story and the biography of this great artist and man of science. The Times prepared an article claiming that with “such a down-to-earth presentation of the genius, Isaacson deserves the highest recognition and appreciation”. Eight hundred pages and one hundred and fifty colourful illustrations should be enough on holidays, but you’ll be surprised yourselves by how quick you’ll read this conspicuous book.

* * *

   Zauważyłam, że wpisy stricte książkowe nie spotykają się ze zbyt dużym zainteresowaniem z Waszej strony. Trochę mnie to smuci, bo z przyjemnością spoilerowałabym wszystkie moje ulubione powieści, ale ponieważ niektóre Czytelniczki pytają mnie o to, co teraz czytam, a wiem dobrze, że księgarniane nowości są… jakby to ująć delikatnie… nie zawsze godne polecenia, to staram się przy okazji takich wpisów jak dziś przemycić ciekawy tytuł. "Leonardo da Vinci" autorstwa Isaacsona Waltera, to książka, której nie będziecie się wstydzić wyciągnąć w samolocie (pozdrawiam wszystkie fanki Grey'a, do których też o zgrozo należę), a jednocześnie zaskoczy Was mistrzowskim spleceniem porywającej powieści z biografią tego wielkiego artysty i uczonego. Na łamach magazynu "The Times" można było przeczytać, że "za tak ludzki portret geniusza Isaacson zasługuje na wyrazy najwyższego uznania". Osiemset stron i sto pięćdziesiąt kolorowych ilustracji powinno Wam wystarczyć na wakacjach, ale same zdziwicie się, jak szybko łykniecie to pokaźne tomidło. 

  I know that it’s the middle of the week, and probably many of you have other problems on your mind that are difficult to forget despite the fact that the clock strikes 5, but I dream that you comeback home and try to get some rest by doing something different than usual and try to enjoy the weather. Maybe on your way back home, you’ll have a chance to buy apricots in a grocery store? :) Have a peaceful evening!

* * * 

   Wiem, że jest środek tygodnia i pewnie wiele z Was ma na głowie trochę trosk, o których ciężko zapomnieć wraz z wybiciem godziny siedemnastej, ale marzy mi się, abyście po powrocie do domu spróbowały odpocząć robiąc coś innego niż zwykle i skorzystać z pogody. A może w drodze z pracy uda Wam się kupić w warzywniaku morele? :) Spokojnego wieczoru! 

* * *

 

 

 

Rok w ogrodzie i przepis na placuszki z bananem i solonym karmelem

   In recent weeks, books have helped me to catch a breath (sometimes literally as shortness of breath after hanging the laundry is something normal for me now) and allowed me to forget for a moment about all the small things that aren’t ready yet. It’s great that winter is forcing us to slow down – whether I want it or not, I’ve started feeling the vegetative state of plants and animals. Owing to that, they can survive through frosty months, and I can get some perspective and prepare for the upcoming time.   

   After a few novels, one parenting handbook, and a volume of English poems from which I couldn’t understand much, I read something that has woken a longing for spring and flowers in me and, at the same time, confirmed my conviction that everything has its time to come – after all, it’s all nature’s creation.

* * *

   Książki pomagały mi w ostatnich tygodniach złapać oddech (czasem w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo zadyszka po rozwieszeniu prania to teraz u mnie norma) i przez chwilę nie myśleć o tym wszystkim, co jeszcze niegotowe. Dobrze, że zima sama narzuca nam wolniejsze tempo – chcę czy nie, udziela mi się trochę wegetacyjny stan roślin i zwierząt. One mogą dzięki temu przetrwać mroźne miesiące, a ja złapać dystans i przygotować się na nadchodzący czas. 

   Po kilku powieściach, jednym poradniku dla rodziców i tomiku wierszy po angielsku, z którego nie zrozumiałam zbyt wiele, sięgnęłam po coś, co obudziło we mnie tęsknotę za wiosną i widokiem kwiatów, a jednocześnie utwierdziło w przekonaniu, że na wszystko przyjdzie czas – natura tak to wymyśliła.

  “Natural Selection: A Year in the Garden” is a read not only for herbalists and gardeners. Dan Pearson, a renowned British architect and avid gardener, left his home garden in Southern London to start an eight-hectare farm in Somerset County and decided to share the knowledge on rhythms, pleasures, and rules prevailing in the garden throughout the whole year.  

   The book is not a typical gardening handbook – even though you’ll find there plenty of substantive pieces of information. What allows “Natural Selection: A Year in the Garden” to stand out from other books about gardening is the way in which Dan Pearson passes on his knowledge. The descriptions of his work, narration, or anecdotes, which are neatly interwoven between his pieces of advice, allow you to read the book like a novel and not a handbook on gardening activities.

* * * 

    „Rok w ogrodzie” to lektura nie tylko dla zielarzy i ogrodników. Dan Pearson, ceniony brytyjski architekt krajobrazu i zapalony ogrodnik, porzucił przydomowy ogródek w południowym Londynie na rzecz ośmiohektarowego gospodarstwa w hrabstwie Somerset i postanowił przekazać innym rytmy, przyjemności i zasady panujące w ogrodzie przez okrągły rok.

   Książka nie jest jednak typowym poradnikiem – choć znajdziemy w niej mnóstwo konkretnych informacji. Tym, co wyróżnia „Rok w ogrodzie” na tle innych książek poświęconych ogrodnictwu jest sposób w jaki Dan Pearson przekazuje nam swoją wiedzę. Opisy jego pracy, narracja czy anegdoty, które zgrabnie wplata między rady sprawiają, że książkę czyta się, jak opowiadania, a nie instruktaż czynności ogrodniczych.

Kubek kawy i kilka minut z książką. Czy w niedalekiej przyszłości będę miała na to czas? Uprzedzając Wasze pytania – moje okulary są od polskiej marki MUSCAT (model STEVE GOLD/ROSE) i są idealne dla tych, którzy nie lubią grubych oprawek.

   Today, the book helped me to gush over the beauty of winter skeletons covered in snow, but I’ll eagerly read a few pages about sprigs with strawberries, intense fragrance of flowers on July evenings, and September crops.

Recipe for pancakes with banana and salted caramel (I modified the original recipe of Eliza from WhitePlate)

Ingredients:

100 g of potato flour

50 g of gluten-free oat flour

70 g of melted and cooled butter

30 g of icing sugar

2 eggs

1/2 teaspoon of gluten-free baking powder

300 g of soured milk

1 tablespoon of vanilla extract

rapeseed oil for frying

banana

salted caramela

handful of pecan nuts

Directions:

Sift the flour and combine it with baking powder and icing sugar. In a bowl, mix eggs, soured milk, vanilla extract, and butter (soured milk shouldn’t be too cold). Carefully combine the dry ingredients with the wet ones and mix until evenly combined. Heat up a pan with some oil. Use a spoon to pour portions of batter and fry the pancakes on both sides until golden (approx. 1 minute on each side). Place them on a plate lined with a table napkin (it will absorb the excess of grease). Serve with sliced bananas, pekan nuts, and salted caramel.

* * *

   Dziś książka pomaga mi zachwycać się urodą zimowych szkieletów pokrytych śniegiem, ale z chęcią przeczytam jeszcze kilka stron o grządkach z truskawkami, intensywnym zapachu kwiatów w lipcowe wieczory i wrześniowych plonach.

Przepis na placuszki bezglutenowe z bananem i słonym karmelem (modyfikacja przepisu Elizy z WhitePlate)

Skład:

100 g mąki ziemniaczanej

50 g mąki owsianej bezglutenowej

70 g roztopionego i ostudzonego masła

30 g cukru pudru

2 jajka

1/2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia

300 g zsiadłego mleka

1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

olej rzepakowy do smażenia

banan

słony karmel

garść orzechów pekan

Sposób przygotowania:

Mąkę przesiać i połączyć z proszkiem do pieczenia i cukrem pudrem. W drugiej misce zmiksować jajka, zsiadłe mleko, wanilię i masło (zsiadłe mleko nie powinno być zbyt zimne). Powoli wsypywać suche składniki, miksować do całkowitego połączenia się wszystkich składników. Patelnię rozgrzać z odrobiną oleju. Łyżką wlewać porcje ciasta i smażyć na złoto z obu stron (ok. 1 minuty na stronę). Ułożyć na talerzu wyłożonym serwetką (wchłonie nadmiar tłuszczu). Podawać z bananami pokrojonymi w plasterki, orzechami pekan i solonym karmelem.

Kąpiele leśne

    Patience is not my strong suit. Even before the calendar summer starts, I'd like to spend my time just as if it was already July. In May, food tastes better when we leave our four walls. That's why I try to organise small picnics wherever it's possible. Last week, for want of better options, the curb on the main plaza of St Remy was enough for us. The leaves of a conspicuous sycamore were a protection against the Provençal sun, and we were able to enjoy sausages, marinated garlic, and hummus purchased at a stall. Another time, when we were finally able to enjoy our first warm evening, we spread a blanket on the Orłowo Beach – the best place to celebrate without any occasion.  

   My love for picnicking probably originated out of longing for Jane Austen's novels – she was a master of describing preparations, the hardship connected with it, and also the pleasure of feasting outdoors. Of course, my escapades differ to a great extent from the ones we know from "Sense and Sensibility" or "Emma", but you can assume that the ambiance is similar – ultimately, it's all about lugging many items to one place and then pleasantly spending your free time in the open air. Lack of a valet shouldn't be an obstacle here.  

   The magic of picnics isn't only about eating (even though it's a very pleasant activity in itself), but it's also about your surroundings. Spending time close to nature, observing blooming trees, the fragrance of grass, or the singing of birds have always improved my mood, even though I've never been able to grasp why. It turns out that a thing that has been an unsolvable riddle since my childhood has its justification in science.

* * *

 

   Cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Jeszcze nim kalendarzowe lato nadejdzie chcę spędzać czas tak, jakbyśmy mieli już lipiec.

 

   W maju jedzenie smakuje lepiej gdy opuścimy nasze cztery ściany. Usiłuję więc zorganizować małe pikniki wszędzie gdzie się da. Tydzień temu, z braku laku, wystarczył nam krawężnik na głównym placu miasteczka St. Remy. Liście okazałego platana chroniły nas przed prowansalskim słońcem, a my delektowaliśmy się kiełbaskami, marynowanym czosnkiem i hummusem kupionymi na straganie. Innym razem, gdy doczekaliśmy się pierwszego ciepłego wieczoru, rozłożyliśmy koc na orłowskiej plaży – najlepszym miejscu do świętowania bez okazji.

   Moja miłość do piknikowania wzięła się pewnie z tęsknoty za powieściami Jane Austen, która było mistrzynią w opisywaniu przygotowań, trudów z nimi związanych, ale i przyjemności wynikających z uczty na świeżym powietrzu. Oczywiście, moje eskapady różnią się znacznie od tych, które znam z „Rozważnej i Romantycznej” czy „Emmy”, ale można uznać, że klimat jest podobny – w końcu chodzi o to aby przytaszczyć ze sobą mnóstwo rzeczy, a potem miło spędzić czas na świeżym powietrzu. Brak lokaja nie powinien być przeszkodą.

   Magia pikników nie polega wyłącznie na konsumowaniu jedzenia (chociaż jest to samo w sobie bardzo przyjemne), ale również na otoczeniu. Obcowanie z naturą, obserwowanie kwitnących drzew, zapach trawy czy śpiew ptaków zawsze poprawiało mój nastrój, chociaż nie potrafiłam jasno określić dlaczego. Okazuje się, że to co od dzieciństwa było dla mnie niewyjaśnioną zagadką ma swoje uzasadnienie w nauce.

   I've always felt that forest is place that has a positive influence on me and that breathing fresh air filtrated through the tree crowns has relaxing properties and immediately takes my thoughts away from my straits. So far, I've had no idea that the so-called "forest bathing" is a renowned field of medicine in Japan. A book that opens the readers' eyes on the topic of walks close to nature, introducing us to a world that is seemingly familiar, yet never fully explained, has just landed in bookshops. While reading the table of contents and the introduction to "Shinrin Yoku: The Art of Japanese Forest Bathing", I was amused by the fact that someone would be teaching me how to stroll around forests. But let's get to the point.  

   It's difficult to oppose an obvious conclusion that we are a society "living inside". When we start analysing our day, week, month, we'll notice that we spend most of our time inside buildings – houses, offices, shopping malls. The more urban infrastructure, corporations, and concrete jungles, the higher our stress level, exposure to noise, and the feeling of confinement. It seems to us that the development of civilisation allowed us to become independent of nature. However, it is not public transport, buildings, the Internet, but the forest that can give us everything that we need to survive. Even though we've learnt how to get our food and build our shelters away from the forest, our biological conditioning make us unconsciously yearn this green place.

* * *

   Od zawsze czułam, że las dobrze na mnie wpływa, a oddychanie powietrzem przefiltrowanym przez korony drzew od razu odpręża i odciąga myśli od strapień. Do tej pory nie wiedziałam jednak, że tak zwane „kąpiele leśne” to w Japonii uznana dziedzina medycyny. Na księgarniane półki trafiła właśnie pozycja, która otwiera oczy na tematykę spacerów w otoczeniu przyrody, wprowadzając nas w świat pozornie znany, ale nigdy dokładnie nie wyjaśniony. Czytając spis treści i wstęp do „Shinrin-yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych” trochę rozbawiło mnie, że ktoś miałby uczyć mnie spacerowania po lesie. Ale do rzeczy.

   Trudno jest nie zgodzić się z oczywistym wnioskiem, że jesteśmy społeczeństwem „żyjącym wewnątrz”. Gdy przeanalizujemy swój dzień, tydzień miesiąc, zauważymy, że większość czasu spędzamy w budynkach – domach, biurach, centrach handlowych. Im więcej infrastruktury miejskiej, korporacji i betonowych dżungli, tym większy poziom stresu, narażenie na hałas i poczucie zamknięcia. Wydaje się nam przy tym, że rozwój cywilizacji pozwolił nam od uzależnić się od natury. Tymczasem to nie komunikacja miejska, budynki, internet, a las potrafi dać nam wszystko, czego potrzebujemy do przeżycia. I o ile nauczyliśmy się zdobywać pożywienie i budować schronienie poza lasem, to nasze biologiczne uwarunkowania sprawiają, że podświadomie za nim tęsknimy.

W książce znajdziecie nie tylko teorię, ale wiele praktycznych porad dotyczących samych spacerów, praktykowania Shinrin-Yoku wraz z ćwiczeniami i instrukcjami, jak rozbudzić każdy zmysł. Dowiecie się jakie rośliny najlepiej oczyszczają powietrze (ja już rozglądam się za azaliami doniczkowymi), jakie olejki eteryczne warto kupić i co trzymać w domowej apteczce. Sztuka i teoria kąpieli leśnych jest także świetnym przewodnikiem. Jeśli kiedykolwiek będę wybierała się do Japonii, na pewno znajdzie się w moim bagażu.

    Is a simple stroll around the forest enough to tick off your "forest bathing"? It will surely have a positive influence on us, but that's slightly too little. The book is supposed to teach us how to maximally benefit from what nature has in store for us. How to pick the routes to decrease our blood pressure, how to stimulate our immune system, solve our problems with sleeplessness (it is said that the reason for it might be the lack of appropriate contact with plants). The philosophy of "forest bathing" is based on five senses that will be fully activated when they come in contact with greenery. The route isn't that important. It's important that you have no particular aim – it is a stroll that is supposed to be aimless; therefore, you don't have to rush anywhere because you don't have to reach any place, probably a situation that you haven’t experienced in a long time. And what if you haven't got a forest nearby? Dr Qing assures that it is enough to take a stroll along the paths of a tree-lined park or even a small plaza – it's all about looking at greenery – for the sake of everyday relaxation.  

   I recommend closing your laptops quicker today, hiding your mobile phones, and wandering around a forest or a park. And maybe you'll opt for something more than a simple weekend dinner and eat under a blooming apple tree? If Instagram has any kind of positive influence on our lives, it is surely the promotion of picnics. Actually, each self-respecting Instagram star has to prepare a photo shoot with a basket filled with more or less reasonable contents at least once a season – if you haven’t got an idea on what to take with you, you can find the answer, for example, on this profile. When you reach some kind of scenic glade, take off your shoes and walk barefoot for a while. Why? A comprehensive explanation is provided in the book, but I can promise you that you'll feel the answer deep down inside.

 * * *

   Czy zwykła przechadzka po lesie wystarczy, aby uznać „kąpiel leśną” za zaliczoną? Na pewno wpłynie na nas pozytywnie, ale to trochę za mało. Książka ma nauczyć nas, jak w pełni czerpać z dobrodziejstw natury. Jak wyznaczać ścieżki, by obniżyć ciśnienie, pobudzić układ odpornościowy, rozwiązać problemy z bezsennością (podobno jej przyczyną także może być brak odpowiedniego kontaktu z roślinami). Filozofia „kąpieli leśnych” opiera się na pięciu zmysłach, które w pełni uaktywniają się w otoczeniu zieleni. Trasa natomiast nie jest ważna. Ważne, by nie ustalać mety – jest to spacer, który nie ma mieć celu, dlatego nigdzie nie trzeba się spieszyć, bo zapewne pierwszy raz od dawna, nigdzie nie będzie trzeba dojść. A co jeśli nie masz w pobliżu lasu? Dr Qing zapewnia, że dla codziennego relaksu wystarczy drzewiasty park, a nawet skwerek – byle patrzeć na zieleń.

   Polecam Wam zamknąć dziś komputery szybciej, schować głęboko telefony i poszwendać się po lesie albo parku. A może zdecydujecie się na coś więcej i weekendowy obiad zjecie pod kwitnącą jabłonią? Jeśli Instragram ma jakiś pozytywny wpływ na nasze życie to z pewnością jest to propagowanie pikników. Właściwie każda szanująca się gwiazda tej aplikacji przynajmniej raz na sezon musi przygotować sesję z koszykiem wypełnionym mniej lub bardziej uzasadnioną zawartością – jeśli nie macie pomysłu na to, co zabrać ze sobą to znajdziecie odpowiedź na przykład na tym profilu. A jak dojdziecie już do jakiejś uroczej polany, zdejmijcie buty i pochodźcie chwilę boso. Dlaczego? Wyczerpujące wyjaśnienie znajdziecie w książce, ale ja Wam mogę obiecać, że odpowiedź poczujecie głęboko w sobie.

Co prawda nie zaprosiliśmy na piknik królowej Elżbiety (wiedzieliśmy, że jest zbyt zajęta przygotowaniami do ślubu jej wnuka, by przyjechać do Polski), ale odrobina zapożyczeń od brytyjskiej arystokracji jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Kieliszki znajdziecie w ofercie polskiej firmy Krosno. Monika: spódnica oraz body – MLE Collection (ta pierwsze dostępna już teraz, na drugie trzeba jeszcze poczekać ;)) // Gosia: sukienka – Tuluza od MLE Collection // Kasia: koszula – MLE Collection (dostępna niebawem), spodnie – Topshop (model Jamie) //

Sobotni poranek i kalendarz spotkań Make Photography Easier

   Lately, there were really only a few mornings when the sky was blue and the sun barged into my bedroom. The view behind the window is changing overnight. There are increasingly more red and golden hues, and fewer and fewer leaves on the trees. I like that period when the air becomes cooler and smells of damp soil – coming back to a warm house is extremely pleasant and you sometimes don't want to leave it at all. Especially if we get to experience an exceptional Saturday…

   In the past couple of weeks, I was writing much about my second book devoted to photography. Since the moment I finished the last chapter, I've had a lot of time to ponder over some issues, and now I can safely say that I'm really glad. I was able to include there many helpful guidelines and sneak a couple of observations that might encourage you to do some photographic experiments. Today, I'm filled with true pride – every now and then I receive your comments and messages, not to mention that you stop me in the street just to say a couple of warm words about my book. And less than a week has passed from the moment when "Make Photography Easier" finally reached its first readers! I'm also talking about myself, because it was only last Saturday that I could see a printed book with my own eyes.

    When on the Saturday morning, I heard someone knocking on the door, I was sure that it was my neighbour who wanted me to move my car because I blocked his ("yeah sure, probably with my bicycle") or another amazing offer to combine Internet connection with cable TV – which will be twice as expensive as my current one but I will gain access to a TV station that is fully devoted to plastic surgeries ("wonderful, I wasn't dreaming of anything else"). However, I was wrong.

    A second after I, with a grin on my face, bid the courier goodbye (and I propably slammed the door shut a little bit too fiercely because all of the emotions), I was already running towards the bed to unpack the book. It was a really pleasant moment. What was even more pleasant was yesterday's evening – I was moved and thunderstruck that there were crowds to meet me. In my wildest dreams I wasn't expecting that there will be so many smiling faces to welcome me. Thank you very much for everything and, at the same time, I'm pleased to invite you to the next meet the author sessions that will take place over the forthcoming months. You just have to take down the dates – I'm waiting for you impatiently!

  If you are interested in what yesterday's meeting looked like, you can visit my Instagram account (see it on Instastories). Also, answering the numerous questions about the sweater and the trousers: the sweater is from Mango, and the trousers are by MLE Collection – they should soon be available in the store. 

***

 

 Takich poranków, gdy niebo jest niebieskie a słońce wprasza się do mojej sypialni, było ostatnio naprawdę niewiele. Widok za oknem zmienia się teraz z dnia na dzień. Coraz więcej w nim kolorów złota i czerwieni, a coraz mniej liści na drzewach. Lubię ten okres, gdy powietrze staję się chłodniejsze i pachnie wilgotną ziemią – chętniej wraca się teraz do ciepłego domu albo w ogóle się z niego nie wychodzi. Zwłaszcza jeśli trafia się nam wyjątkowa sobota…

   W ostatnich tygodniach dużo pisałam Wam o mojej drugiej książce poświęconej fotografii. Od momentu, kiedy skończyłam składać ostatni rozdział miałam sporo czasu na przemyślenia i teraz spokojnie mogę powiedzieć, że jestem naprawdę zadowolona. Udało mi się zawrzeć w niej wiele pomocnych wskazówek i przemycić kilka spostrzeżeń, które być może zachęcą Was do fotograficznych eksperymentów. Dziś rozpiera mnie już prawdziwa duma – co chwilę dostaję od Was komentarze i wiadomości, nie mówiąc już o tym, gdy zatrzymujecie mnie na ulicy tylko po to, aby powiedzieć mi kilka miłych słów o książce. A przecież minął niecały tydzień od momentu, gdy "Make Photography Easier" dotarła w końcu do pierwszych osób! I mam tu na myśli również siebie, bo dopiero w minioną sobotę mogłam zobaczyć wydrukowany egzemplarz na własne oczy.

   Gdy w sobotni poranek usłyszałam pukanie do drzwi, byłam przekonana, że to sąsiad, który uznał, że zastawiłam jego samochód ("no na pewno, chyba rowerem") albo kolejna niesamowita oferta połączenia internetu z kablówką, za którą będę co prawda płacić dwa razy więcej, ale zyskam dostęp do stacji telewizyjnej w całości poświęconej operacjom plastycznym ("wspaniale, o niczym innym nie marzyłam"). Moje przypuszczenia były jednak nietrafione.

   Moment po tym jak wyszczerzona od ucha do ucha powiedziałam kurierowi "do widzenia" (i z emocji chyba ciut za mocno zamknęłam mu przed nosem drzwi), biegłam już w stronę łóżka, aby rozpakować paczkę. To była naprawdę miła chwila. Jeszcze milej wspominam jednak wczorajszy wieczór – byłam wzruszona i oszołomiona tym, że przyszłyście tak tłumnie na spotkanie ze mną. W najśmielszych snach nie spodziewałam się, że przywita mnie tyle uśmiechniętych twarzy. Dziękuję Wam za wszystko i jednocześnie mam przyjemność zaprosić Was na kolejne spotkanie w innych miastach. Koniecznie zapiszcie sobie daty – czekam na Was z wielką niecierpliwością!

03.10, 18:00 – Wrocław – Empik, Renoma, ul. Świdnicka 40, 50-024 Wrocław

05.10, 18:00 – Katowice – CH Silesia (przestrzeń ogólnodostępna), ul. Chorzowska 107 40-101 Katowice

12.10, 18:00  – Łódź – Manufaktura, ul. Drewnowska 58, 91- 002 Łódź

17.10, 18:00 – Gdańsk – Empik, Gdańsk, Galeria Bałtycka, Al.Grunwaldzka 141 poziom -1.

29.10 – Kraków – Targi Książki, godz. 13.00

   Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądało wczorajsze spotkanie, to zapraszam Was na mój Instagram (na Instastories). Od razu też odpowiadam na Wasze liczne pytania o sweter i spodnie. Ten pierwszy jest z obecnej kolekcji Mango, spodnie są od MLE Collection i niedługo powinny wejść do sprzedaży.