
Wpis powstał we współpracy z Newby Teas, Aruelle, Apimelium, Embryolisse i wydawnictwem PWN, a także zawiera lokowanie marki własnej.
Październik to miesiąc moich urodzin, a więc teoretycznie czas, w którym wypadałoby wyciągnąć wnioski i podzielić się kilkoma życiowymi mądrościami. W praktyce kolejne lata uczą mnie przede wszystkim ostrożności wobec ludzi, którzy zbyt chętnie udzielają innym życiowych lekcji. Nie chciałabym więc dołączać do tego grona.
A może to błąd? Może w świecie, w którym coraz częściej łagodność uznawana jest za słabość, warto jednak się przełamać i odważniej mówić o tym, co uważamy za słuszne? Zwłaszcza gdy tak wielu ludzi bez najmniejszego skrępowania zabiera głos tylko po to, by powielać nieprawdę albo obrażać tych, którzy ośmielają się myśleć inaczej. Nie chodzi przecież o to, żeby na każdą opinię odpowiadać własną. Raczej o to, by w imię dobrego wychowania nie przemilczać spraw, które naprawdę mają znaczenie. Uprzejmość jest wielką zaletą, ale nie powinna być wymówką dla obojętności. Być może więc najlepszą rzeczą, jaką mogę zrobić z okazji kolejnych urodzin, jest wreszcie przestać mylić bycie miłą z obowiązkiem podobania się wszystkim. Zwłaszcza, że jak zdążyłam się już przekonać, tego drugiego i tak nie da się osiągnąć.
Mam jednak nadzieję, że mimo tych nieco bardziej stanowczych niż zwykle wynurzeń nadal macie ochotę, aby tu ze mną zostać. W końcu znamy się już na tyle długo, że chyba już dawno przeszłyśmy z trybu "zdystansowanej uprzejmości" do bardziej zażyłej (a tym samym szczerszej) relacji.
A teraz, skoro urodzinowe przemówienie mamy już za sobą, zapraszam na małe podsumowanie października i całkiem sporo dowodów na to, że poza sprawami, które zaprzątają nam głowę, życie toczy się również swoim zwyczajnym rytmem. A jesień – w swojej najpiękniejszej odsłonie – jest dla tej codzienności idealnym tłem.

Gdyby ktoś zapytał mnie, dokąd chciałabym wybrać się tej jesieni, Anglia pewnie nie byłaby moim pierwszym wyborem. Nie wdając się w szczegóły, tak się jednak złożyło, że właśnie tam wylądowałam. I uznałam, że to dobry moment, żeby przyjrzeć się bliżej krajowi, który w ostatnich latach przeżywa prawdziwy renesans na małym ekranie. „Dżentelmeni”, „Strefa gangsterów”, „Kulawe konie” — brytyjskich seriali, od których trudno się oderwać, nie brakuje. Co ciekawe, ich twórcy wcale nie próbują przekonać nas, że Anglia jest krainą ludzi o nienagannych manierach i równie nieskazitelnych intencjach. Wręcz przeciwnie. Za fasadami imponujących rezydencji kryją się szemrane interesy, a przedstawiciele wyższych sfer mają zaskakująco niskie standardy moralne. Brytyjczycy doskonale wiedzą, jak wykorzystać własne dziedzictwo, ale coraz chętniej pozwalają sobie również z niego zakpić.

A teraz dom kobiety, która wiedziała o angielskiej hipokryzji niemal wszystko. Nawet jeśli dziś kojarzy nam się z kwintesencją tradycyjnej Anglii.
Zestaw na angielską wieś, muzeum The Wallace Collection, dom Jane Austen i wszystko, co pomiędzy. Moja marynarka z szalikiem i satynowe spodnie to oczywiście MLE.
1. Przechodzę przez furtkę i wkraczam do epoki georgiańskiej. Jedyny słuszny podkład muzyczny do tej sceny to "Dawn" z ekranizacji "Dumy i uprzedzenia". Prawda? // 2. Nie wierzę! Naprawdę jestem w domu Jane Austen w Chawton w hrabstwie Hampshire. To tu napisała swoje najsłynniejsze powieści. // 3. Wyprzedzała czasy, w których żyła. W swoich powieściach dawała bohaterkom to, co dla kobiet na przełomie XVIII i XIX wieku wcale nie było oczywiste: miłość, bezpieczeństwo, stabilność – i luksus nad luksusy – możliwość dokonywania wyboru. Stworzyła dla swoich bohaterek życie, którego sama nie miała. // 4. Nigdy nie wyszła za mąż, nie doczekała się też ani wielkich pieniędzy, ani sławy. A dziś uznana jest za jedną z najznakomitszych pisarek w historii. //
Elisabeth, śpisz jeszcze?
Podobno to przy tym biurku Jane pisała swoje powieści.
Gdy jesteś w tym wieku, w którym wycieczka do domu pisarki z przełomu XVIII i XIX brzmi lepiej niż najlepsza impreza.
A tu już słynne The Wallace Collection i "Huśtawka" autorstwa Fragonarda. Rokoko nigdy nie będzie moją ulubioną epoką, ale niech ten obraz będzie małym wyjątkiem. Na pierwszy rzut oka: sielanka. W rzeczywistości – obraz pełen erotycznych aluzji i dyskretnych znaków. Samo zamówienie brzmiało mniej więcej tak: moja kochanka na huśtawce, ja poniżej, z widokiem pod jej suknię, a huśtawkę popycha… biskup. Dla Fragonarda było to chyba o jedną fantazję za dużo, więc biskupa zamienił na starszego pana. W każdym razie nie wiem, co oni mieli wtedy w głowach, ale patrząc na ten obraz ma się wrażenie, że nie mogła tego stworzyć ręka człowieka.
Pudding bananowy tak dobry, że cofam (część) rzeczy, które mówiłam o angielskiej kuchni.
W żadnym innym europejskim mieście nie odczułam tak wyraźnie przywiązania do dawnej hierarchii i ceremoniału. I nie piszę z zachwytem. Jest coś absurdalnego w tym, jak bardzo Londyn pozostaje wierny swoim klasowym tradycjom. W niektórych restauracjach człowiek ma wrażenie, że za chwilę pojawi się lord, któremu trzeba będzie nie tylko otworzyć drzwi, ale i oznajmić jego przybycie.
Podobne odczucia towarzyszyły mi podczas tradycyjnego "afternoon tea". Całą tę operację obserwowałam z zainteresowaniem, ale też z rosnącym przekonaniem, że niektóre przyjemności mogą stać się utrapieniem, jeśli wymagają aż tylu zasad. Na pewno pozwala to potem docenić powrót do flanelowej piżamy i jedzenia kanapek w łóżku, krusząc przy tym na świeżo zmienioną pościel. Najwyraźniej nie każdego da się uszlachetnić.
No dobrze, ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie było pięknie!
No i przetestowałam nasze puchówki na wietrznych wzgórzach. I dalej potwierdzam, że są najlepsze na świecie.
Jednak dzwony, a nie rurki ;).
No i koniec! Skończyło się rumakowanie. Kierunek: lotnisko Stansted.
Nie wiem, co się wydarzyło, że w końcu znalazłam czas, aby pójść z koleżankami na pilates (mój pierwszy raz w życiu). I w to w piątek rano!
Aaaaa, już sobie przypomniałam. Bo mam urodziny! Dziękuję Gosi i Asi za to, że mogłam przez chwilę żyć jak prawdziwa influencerka ;).
1. Godzina ćwiczeń i zakwasy przez tydzień. // 2. Jesień w takich dresach? W MLE udowodniłyśmy, że satynowe spodnie nie muszą mieć w sobie poliestru. //
I te jedyne w swoim rodzaju polskie przyjemności. Z wieloma rzeczami chętnie się z Wami dzielę, ale moje grzybowe punkty pozostawię póki co dla siebie ;).
Moja mina, gdy okazuje się, że w poniedziałkowy wieczór mam trochę czasu dla siebie. Nie chcę eskalować jednego z największych narodowych konfliktów tej jesieni, ale nie mogę się powstrzymać, aby nie zapytać: "Lalka" kinowa czy netflixowa? 
Portosiku nasz kochany. Czy Ciebie kiedyś coś powstrzyma przed gonitwą za jedzeniem?

1. Publikuję ostatnio z częstotliwością kwartalnika, więc teoretycznie każda rzecz, którą tu wrzucam, powinna być starannie wyselekcjonowana. Słuszna teoria, więc może dziwić, że po miesiącu znowu pokazuję ten sam przepis na chlebek bananowy. To nie dlatego, że nie mam nic ciekawszego do pokazania (chociaż to też jest możliwe). To w sumie Wasza wina, bo przez ostatnich kilka dni zasypałyście mnie zdjęciami swoich chlebków bananowych, które wyszły idealnie. // 2. Muszę przyznać, że rola influencerki kulinarnej jest niezwykle wdzięczna. Człowiek miesza banany z mąką, a potem przez tydzień dostaje dowody swojego wpływu społecznego. // 3. A więc jakie są Twoje plany na niedzielny wieczór? Domowe ciasto, "Lalka" i kołdra. Przepis znajdziecie tutaj. // 4. Dziś do Netflixa, a jutro do szkolnego lunchboxa.
Portos ewidentnie poczuł "Łęcka vibe".
1. Wstałam o szóstej rano, objechałam z Asią połowę Warszawy i marzę, aby teraz pójść do koleżanki na najlepszą pumpkin spice latte w stolicy. // 2. Taki spokój na zdjęciu i w ogóle nie widać, że lada moment spóźnimy się na pociąg powrotny. // 3. Asia i nasz najdelikatniejszy sweter dla tych, których wszystko gryzie. 4. Październik w kubku. //
Bo moje dłonie to też jesieniary.
Październik jest dla wełnianych swetrów, brązów, chlebka bananowego i gorących naparów.
W październiku można było zobaczyć nasz gigasweter w witrynie Lui Store na ulicy Mokotowskiej. Teraz sweter rusza dalej w trasę.
1. Ta jedna odnaleziona belka idealnej wełny, dzięki której możesz doszyć kilka sztuk ukochanej marynarki (niestety zdążyła się ponownie wyprzedać). // 2., 3. i 4. Chociaż w Warszawie naszego gigaswetra już nie ma, to wciąż możecie się wybrać do Lui, aby zobaczyć nową kolekcję MLE.
Gdy stwierdzasz, że jednak nie zapłacisz 150 złotych za pięciominutowy kurs taksówką z dworca do hotelu, dzięki czemu zyskujesz wcześniejszy dostęp do halloweenowych wrażeń.
Wciskamy hamulec i wracamy do trójmiejskiego tempa, domowego jedzenia i Librusa.
Gdyby szara jesień była swetrem, to wyglądałaby właśnie tak.
1. Ciepła zupa na stole stygnie, ale nie mogę się powstrzymać. Czytanie i jedzenie jednocześnie to moje ulubione połączenie. // 2. Paryski tłum sprzed 150 lat autorstwa Moneta („Bulwar Kapucynów”). //
Francja nie przeżywa obecnie najspokojniejszego momentu w swojej historii. Chociaż gdy zajrzymy do albumu „Francja. Śladami wielkich artystów”, szybko okaże się, że spokój nigdy nie był szczególnie mocną stroną tego kraju. Na szczęście sztuka ma tę przewagę nad polityką, że do wielu jej najciekawszych momentów można wracać z prawdziwą przyjemnością. A patrząc na biografie niektórych artystów, trudno oprzeć się wrażeniu, że Francuzi od zawsze mieli szczególny talent do robienia zamieszania. Nie tylko na płótnie.
1. „Loża w Théâtre des Italiens” z 1874 roku to dzieło Evy Gonzalès, jednej z nielicznych kobiet, którym udało się zdobyć uznanie w zdominowanym przez mężczyzn świecie XIX-wiecznego malarstwa. Artystka była uczennicą Édouarda Maneta, ale z czasem wypracowała własny styl. Na obrazie uchwyciła scenę z paryskiego teatru, który w tamtych czasach był nie tylko miejscem obcowania ze sztuką, ale również okazją do zaprezentowania się towarzystwu. // 2. Okładka. To jeden z najciekawszych albumów o sztuce, jaki trzymałam w dłoniach.
„Francja. Śladami wielkich artystów” to coś pomiędzy albumem o sztuce, książką podróżniczą a przewodnikiem po miejscach, w których powstawały jedne z najsłynniejszych dzieł świata. Od przedrewolucyjnego Wersalu i dworu Marii Antoniny, przez Prowansję Cézanne’a i Van Gogha, aż po francuską Riwierę Picassa. PWN postawił też na naprawdę wysokiej jakości oprawę.

A Ty co się tak głupio uśmiechasz i udajesz, że nie wiesz, o co chodzi?

Jesień oczami Van Gogha. „Boulevard de Clichy” z 1887 roku przedstawia jedną z ulic Montmartre, którą malarz dobrze znał z codziennych spacerów. Zanim przeniósł się na południe Francji i zaczął malować swoje słynne słoneczniki, przez dwa lata mieszkał w Paryżu, gdzie odkrywał zupełnie nowe podejście do koloru i światła.
1. Mówię Wam, Dziewczyny, czarna góra i białe spodnie to jest top zestaw forever. Staramy się pokazać w MLE, że to połączenie może być ciekawe, jeśli trochę pobawimy się proporcjami i fakturami. // 2. Ten moment, w którym narzekasz na pogodę, dzięki czemu wydaje Ci się, że nie masz większych problemów. //
Tak, tak, tak. W MLE pojawi się jeszcze kilka pięknych nowości.
"Proszę Państwa, właśnie nadeszło załamanie pogody" – moje ulubione zdanie tego tygodnia.
Październik to czas, kiedy nawet najbardziej zagorzali zwolennicy kuchni śródziemnomorskiej zaczynają szukać pocieszenia w kotlecie z ziemniakami. To idealne danie po długim spotkaniu w urzędzie skarbowym.
1. Jak ja czekałam na to zimno od wiosny! // 2. My z kawą. Na świeżym powietrzu, a nie przy komputerach. Monika, co się z nami dzieje?? // 3. Dodałam to zdjęcie do wpisu i przypomniałam sobie, że już miesiąc temu miałam powiesić te zdjęcia na ścianie. // 4. Książka, która zmieniła mój sposób patrzenia na świat. Polecałam ją już parę lat temu, ale może któraś z Was przeoczyła. Polecam! //
Mam od MLE wszystkie możliwe wełniane dodatki, więc może dlatego tak się cieszę na niższe temperatury. Mamy czapki, kominiarki, chustki, eleganckie kapturki z szalikiem, rękawiczki – wykonane z pięknej, lśniącej przędzy (65% super kid moher). Można się tym wszystkim owinąć i cieszyć się wiatrem i deszczem.
Uwielbiam ten pielęgnacyjny minimalizm na hotelowej półce w łazience, gdy zapomnę spakować kosmetyczki.
Rozstępowanie po szalonym galopie (przynajmniej dla mnie, bo Hermes to się chyba nawet dobrze nie obudził).
Folwark Jackowo. Magiczne miejsce, w którym uczą i jazdy, i miłości do koni.
W październiku chciałyśmy, aby nasze wełniane akcesoria w kolorze różowym zmotywowały Was do badań. I nieskromnie powiem, że chyba się udało.
1. Gdy o szesnastej robi się ciemno, trudno znaleźć powód, żeby wyjść z domu. Na szczęście znalazłam kolejny powód, żeby w nim zostać. Wiecie co z tego powstanie? Coś, co będzie mi przypominać o mojej miłości do sztuki. // 2. Gdy po piętnastu minutach biadolenia, że na pewno zapomnieli wpakować tego klocka do Twojego zestawu, znajdujesz go jednak w misce psa. //
W październiku przez kilka wieczorów mogłam pobawić się w impresjonistkę. Z instrukcją, rzecz jasna.
Nowa formuła kremu Embryolisse pomaga mi zminimalizować używanie pudru. Lait-Crème Matifiant jest z kultowej rodziny kremów Lait-Crème o lżejszej formule stworzonej z myślą o skórach tłustych i mieszanych. Jego formuła, tak jak w przypadku oryginalnego Lait-Crème Concentre świetnie sprawdza się jako krem nawilżająco-odżywczy na co dzień, ale też na przykład jako baza pod makijaż. Formuła Sebum-Control pomaga redukować nadmiar sebum i zapewnia lekko matowe wykończenie (do tego jest aż w 99% naturalny i wegański).
Z kodem MLE20 moje Czytelniczki dostaną -20% na całe zamówienie na oficjalnej stronie Embryolisse (kod nie łączy się z innymi ofertami i zestawami).
Skorzystajcie z kodu, jeśli szukacie też innych nawilżających produktów na jesień – marka Embryolisse ma proste, ale ładne opakowania, które nie kłują w oczy, gdy rozpanoszą się po mieszkaniu.
Gdy nadchodzi już piękny jesienny wieczór i na światłach przypominasz sobie, że jutro jest kiermasz w szkole, na który miałaś przygotować pączki.
Dzień dobry w kolejny październikowy poniedziałek. Póki co wszystko idzie zgodnie z planem. Szkoda tylko, że nie z moim.
W październiku zdarzały się momenty, kiedy granica między ubraniem domowym a piżamą stawała się naprawdę niewyraźna. Podejrzewam, że to skutek zbyt częstego obcowania ze środowiskiem informatyków, w którym pojęcie biurowego dress code'u ma dość umowny charakter. Dziś nie mogę jeszcze zdradzić szczegółów, ale jeśli w listopadzie uda nam się doprowadzić pewien projekt do końca, poczuję się chyba jak Elon Musk. Na razie z branży technologicznej zapożyczyłam przekonanie, że do pracy z domu nie trzeba się specjalnie przebierać.
Flanelowa piżama od Aruelle, w brązową kratę, jest wykonana w 100% z bawełny. I chociaż nie zamierzam przekonywać, że odpowiednia piżama odmienia życie, to w tej wyjątkowo miło było mi odkrywać wszystkie te rzeczy, na których (jeszcze) kompletnie się nie znam. Z kodem KASIA20 możecie otrzymać 20% zniżki na cały asortyment Aruelle (z wyjątkiem kart podarunkowych i nie łączy się z innymi promocjami). Kod działa do końca listopada.
Gdy przez okno widzisz kogoś, kto łudząco Ci kogoś przypomina…
Zgadnijcie kogo.
Tak, to naprawdę kawałki migdałów, a nie jakieś bliżej nieokreślone drobinki, którym producent postanowił przypisać orzechowy smak. Lubię, kiedy po otwarciu puszki można zobaczyć coś więcej niż obietnice z etykiety. W przypadku tej herbaty od Newby Teas warto jednak zwrócić uwagę nie tylko na dodatki. Jej podstawą jest Assam z drugiego zbioru (second flush), pochodzący z doliny Brahmaputry w Indiach. To właśnie ten zbiór ceniony jest za głęboki, słodowy smak i wyrazisty aromat.
Newby Teas podchodzi do produkcji herbaty z niemal aptekarską dokładnością. Liście zbierane są ręcznie w najlepszym okresie sezonu, a następnie trafiają do specjalnego centrum w Indiach, gdzie kontroluje się temperaturę i wilgotność, aby nie straciły swojego aromatu. Marka zleca też niezależnemu laboratorium badania herbat pod kątem setek substancji, w tym pozostałości pestycydów.
1. Gdy masz "matchy matchy outfit" z własnym psem. // 2. Największe herbaciane zagrożenie? Przyzwyczaiłaś się do tej dobrej jakości i teraz nie chcesz już pić tych z supermarketu. // 
Jesienny zestaw ratunkowy. Z kodem KASIA20 otrzymacie 20% zniżki na cały asortyment w Newby Teas (z kodu możecie korzystać do 20 listopada).
Coś tam wyżej wspominałam o czarno-białych połączeniach. Tutaj nasza kurtka, w której wygląda się jak Kaia Gerber, i nasze spodnie o kroju barrel (jeśli się wahacie, to wybierzcie większy rozmiar).
Gdy jesteś tą mamą, która ma dwa oblicza: przed szkołą i po szkole.
No kto pamięta? Ta książka ma więcej lat niż Instagram, Facebook, a nawet GaduGadu (R.I.P.). 

O Miodowej Paczce pisałam już tyle razy, że jej ponowne przedstawianie zaczyna przypominać zapoznawanie ze sobą osób, które od lat spędzają wspólnie święta. Ale różnica jest taka, że miody się zjada i trzeba je domawiać, gdy się skończą, więc przypominanie o tym ma nieco większy sens. Z kodem MLE otrzymacie 5% rabatu na zamówienie w Apimelium. To dobra okazja, aby zrobić słodkie zapasy.

Mieszanka na wszystkie jesienne smutki.
My już testujemy naszą kolekcję rodzinnych swetrów. W składzie 100% wełny merynosowej.
A oto cały przepis na kultowe "Jeżyki Sowy Przemądrzałej":
Składniki:
50 g margaryny (zmieniłam na masło)
50 g cukru pudru (ja daję 30 g)
75 g płatków kukurydzianych
2 łyżki lejącego się miodu
2 łyżki kakao (ja dałam czekoladę w proszku)
garnek
drewniana łyżka
półmisek
16 papierków do ciastek
Do garnka włóż cukier puder, margarynę, kakao i miód. Trzymaj na małym ogniu, cały czas mieszając, aż wszystkie składniki wymieszają się ze sobą. Zgaś gaz, wsyp płatki kukurydziane i dobrze wymieszaj. Papierki do ciastek ułóż na półmisku. Garnek postaw obok na ognioodpornej podstawce. Łyżeczką do herbaty nakładaj jeżyki do papierków. Drugą łyżeczką możesz sobie pomóc zdejmować je z łyżeczki. Włóż do lodówki, aby trochę stwardniały.

Jeśli myślicie, że większość tych jeżyków zjadły dzieci, to jesteście w błędzie. Oczywiście, że zjadłam je ja.
Gdy chcesz wyglądać elegancko, ale cały dzień siedzisz w domu.

Kiedy ktoś nakręci film, który pokaże piękno polskiej jesieni? Marzy mi się jakiś odpowiednik "Masz wiadomość", ale z Sopotem w roli głównej.

Gdy cieszysz się, że jest okazja i jednocześnie myślisz już o piżamie (ta jedwabna bluzka jest od Kazara). 
Czy to oznacza, że od teraz będę codziennie oglądać świąteczne reklamy w telewizji? Macie jakieś sposoby, aby media nie zdetonowały u Was za szybko świątecznego nastroju?

Jeszcze tylko kilkanaście dni i cały nasz zespół MLE będzie mógł odpocząć przez chwilę od programowania i siedzenia przy komputerze. Taką przynajmniej mamy nadzieję ;).
Suzanne Valadon, autorka tego obrazu z 1912 roku, do dziś bywa opisywana przede wszystkim przez pryzmat swoich kochanków, skandali i znajomości ze sławnymi malarzami. Była muzą Renoira, kochanką Erika Satiego, matką Maurice’a Utrilla. A przecież przede wszystkim sama była niezwykłą artystką. Z czasem całe bogactwo czyjegoś życia potrafimy sprowadzić do kilku najbardziej kontrowersyjnych historii. Nie dlatego, że były najważniejsze, ale dlatego, że wzbudzały największą ciekawość. Może więc warto zachować pewien dystans do tego, co myślą o nas inni. I robić swoje. (Obraz pochodzi z książki "Francja. Śladami wielkich artystów".)
Dni są coraz krótsze, ale ten wpis wyszedł mi zaskakująco długi. Mam nadzieję, że ten przegląd października umilił Wam choć kilka minut listopada. Dziękuję za Waszą obecność :*.
* * *




Pakuj się, lapku, do torby, bo dziś zabieram Cię na kilka spotkań. Czas, abyś po tygodniu leżenia na moim kuchennym stole, ruszył się z domu!
Sopot to symbol eleganckiego kurortu.
Pamiątka z 7:30 rano, kiedy dzień wciąż wydawał się całkiem dobrze zaplanowany (ale potem było już standardowo). Mam pewną teorię: jesień najbardziej lubią ci, którzy zapomnieli już, że we wrześniu zaczyna się szkoła.
A tu podglądamy naszą tegoroczną kampanię. Nie wiem, ile jeszcze zostało mi czasu, nim AI zrobi to lepiej, ale na szczęście nadal bardziej interesuje nas tworzenie niż generowanie. Przyznam jednak, że stawianie oporu temu technologicznemu wyjadaczowi, to dosyć pracochłonna próba.
Po raz kolejny oddałyśmy naszą kampanię w ręce Jakuba Pleśniarskiego. Tym razem jego obiektyw skierował się w stronę Bałtyku. Miejsca, które od początku jest częścią historii MLE. Więcej słów od Kuby na temat tej kampanii zobaczycie
Jeśli macie kupić tej jesieni tylko jeden sweter, niech będzie inny niż wszystkie (no i niech będzie wyprodukowany w Polsce).
AI nadal nie ma przerwy obiadowej i nie zmarzła na wietrze. Punkty dla niej.
Czy ekipa DDTVN jechałaby przez pół Polski, tylko po to żeby zobaczyć nasz backstage? Oglądałyście efekty?
Nasz kultowy model, który moim zdaniem jest najlepszą puchową kurtką na świecie. W tym sezonie wraca w ciemym, zgaszonym odcieniu granatu. Oczywiście z certyfikatem RDS, z którego jesteśmy niezwykle dumne, bo bardzo trudno spełnić standardy pozwalające na jego przyznanie (nr TE-00297313).
Wklej prompt: "Wyobraź sobie, że jesteś scenografem pracującym przy kampanii marki modowej znad polskiego wybrzeża i musisz oprawić morze w ramę nierealistycznych rozmiarów". Byłoby trochę prościej, co nie? A jednak postanowiłyśmy zrobić to naprawdę.
Zamiataliśmy plażę, walczyliśmy z wiatrem i chyba staliśmy się pośmiewiskiem dla mew. Mogłyśmy to wygenerować, ale nie po to ludzkość zaszła tak daleko, żebyśmy teraz korzystały z jej osiągnięć tylko po to, aby ułatwić sobie życie. W końcu: Make Life Hard… znaczy Easier.
Trochę Botticelli, a trochę Skagen.
1. Rekwizyty. // 2. Było wiele zapytań, czy wróci – i wrócił. Sweter
Porządki po sesji zdjęciowej. Wiem, że nie mogę zatrzymać wszystkich, ale w tym sezonie naprawdę bym chciała :). 
Wciąż wydaje mi się, że nie wszystko, co zainteresuje innych, trzeba pokazywać w internecie. Niewiele tu rodzinnych kadrów, ale wrzesień zdecydowanie stał pod znakiem domowych spraw.
21:05 – "Mamusiu, jutro jest kiermasz w szkole i każdy musi przynieść ciasto."
"Sopot by night but make it MLE" .
O, a tego pana w Polsce lubimy szczególnie. On z kolei najwyraźniej lubił Sopot. Charles de Gaulle nocował w Grand Hotelu w 1967 roku i dziś jeden z apartamentów nosi jego imię.
Rozpędzamy się też z innymi inicjatywami. Mamy już za sobą pierwsze spotkania z Klientkami (aby dostawać informacje o spotkaniach, trzeba zapisać się do Domu MLE na stronie sklepu).
Kolacja w ogrodzie Grand Hotelu. Dziękujemy za te piękne okoliczności i idealną wrześniową pogodę. :)
Poranna droga do pracy, gdy mieszkasz w Sopocie.
Mój jesienny uniform na plażę, do biura i do wszystkiego, co pomiędzy. Wiem, że jesteście zaskoczone, ale wszystko jest z MLE ;).
Jeśli szukasz kogoś, kto zorganizuje piknik na plaży i pokaże polskie wybrzeże od najlepszej strony, to MLE się poleca (jak tylko uznamy z Asią, że mamy już dosyć prowadzenia marki odzieżowej przestawiamy się na eventy ;)).
1. Nie chcę nic mówić, ale właśnie zaczyna się najlepsze pół roku dla ludzi, którzy na plaży wolą być ubrani.
Podejrzewam, że większość z Was zna już Maję Michalak z
1. Ze wspaniałymi redaktorkami! Anią Tobiasz ze Zwierciadła oraz Eweliną Kołodziej z
Mówiłam, że po Sopocie chodzą najlepiej ubrane dziewczyny ever?
Ahoj! We wrześniu sporo czasu spędziłam w sopockiej marinie – urządzałyśmy rejsy dla redaktorek, ale także dla Klientek zapisanych do Domu MLE.
1. W tej mojej pracy najdziwniejsze jest to, że jednego dnia planuję SKU na następny sezon, a drugiego muszę się uczyć węzłów żeglarskich. W Sopocie "coastal girl" to nie trend, tylko obowiązkowy element CV. // 2. Oj, przyda się na pokładzie ta gorąca herbata! //
These beauties on board :).
Mogłybyśmy wyjechać gdzieś daleko i znaleźć jakieś spektakularne widoki, które miałyby udowodnić, że MLE jest marką premium, ale myślę, że polskie wybrzeże ma zdecydowanie największy potencjał, aby Was do tego przekonać. 
Lubię te aparaty, które jakiś czas temu dołączałyśmy do zamówień. To była super akcja i mam nadzieję, że udało Wam się dzięki nim stworzyć kilka pamiątek z wakacji. Coś czuję, że w najbliższych tygodniach pojawi się tu sporo analogowych zdjęć ;).
Miejsce, do którego chce się wracać i pokazywać go innym.
"The blogger cartel." Kojarzycie Angelikę Warlikowską? Obwieściła niedawno wielki powrót blogów. Czekam z niecierpliwością na to, czy ta przepowiednia się sprawdzi. 
Bardzo doceniam fakt, że od czasu do czasu (konkretnie raz w roku :)) moja praca polega głównie na tym, aby pochwalić się przed innymi tym, co stworzyłyśmy w MLE. 
Te desery… mini pączki z pistacjami, mini beza Pavlova z truskawkami, mini ptysie z kremem waniliowym, galaretka z owocami i ciastko francuskie z malinami i ganaszem z białej czekolady. Można pakować do kieszeni?
Gdy w czasie największego huraganu, tego zawodowego i prywatnego, koleżanki wyciągają cię na sztukę do Warszawy. Takie sytuacje wywołują we mnie z jednej strony złość i irytację… a z drugiej: nieopisaną wdzięczność.
Po zobaczeniu Mai w tym swetrze, stwierdziłam, że jednak muszę go mieć. Przyszedł więc czas na mały remanent w szafie, bo w przeciwnym razie już żaden sweter od MLE się nie zmieści. Zachęcam Was do zajrzenia na moje aukcje na 


Marka
"Lalka", kolejny sezon "Dżentelmenów", "Kulawe konie", a może kurs o sztuce od "Poza ramami"? Co obejrzycie dziś wieczorem?
Gdy połowa zespołu na sesji jest przeziębiona i zakatarzona, więc…
…przynosisz na plan miód z pomarańczą i goździkami. Czasem wystarczy jeden taki słoik, aby wszystkim zrobiło się jakoś milej.
Miód z pomarańczą i goździkami od
Gdy w trakcie zdjęć produktowych okazuje się, że połowa modeli jednak nie wejdzie do sprzedaży w planowanym terminie, ale Wy się tym średnio przejmujecie, bo właśnie jedna z Was dostała wiadomość, że dziecko dostało w szkole gorączki, a druga, że niania złożyła wypowiedzenie z dnia na dzień.
Ten
Mimo wszystkich trudności, stresu, nieprzewidzianych sytuacji i niestabilności tego biznesu, chciałabym tylko powiedzieć, że nadal lubię robić to, co robię. A ten różowy akcent to niespodzianka, która ma Wam przypominać o czymś bardzo ważnym. Październik to miesiąc profilaktyki raka piersi, więc będziemy Was próbować przekonać do badań. 

No dobrze, a teraz czas na mały tour po moim wrześniowym Sopocie. Mam wrażenie, że przez cały lipiec i sierpień nie było u nas tak pogodnie, jak teraz. Tak jakby lato chciało na koniec wszystko nam wynagrodzić.
Park Południowy to jedno z moich ulubionych miejsc w Sopocie. Tuż obok kultowego Grand Hotelu, z różanymi rabatami, w których można odnaleźć najróżniejsze odmiany, takie jak "Comte de Chambord", "Victor Verdier" czy "Ballerina".
Chyba każdy ma w życiu taki moment, kiedy wydaje mu się, że gdzieś indziej wszystko byłoby trochę piękniejsze. Że najwspanialsze poranki zdarzają się w Paryżu, a prawdziwe życie zaczyna się dopiero tam, gdzie są wielkie miasta, dużo świateł i przynajmniej trzy dobre piekarnie w promieniu pięciuset metrów.
Jak tu nudno… i pięknie.
Jesienią nie zmniejsza się we mnie ciekawość świata, ale bardzo cieszy mnie to, że umiem już odnaleźć radość także tam, gdzie akurat toczy się codzienne życie. Nie potrzebuję zmieniać szerokości geograficznej, żeby mieć poczucie, że coś się wydarza. Mam nadzieję, że czasem czujecie podobnie — bez względu na to, gdzie akurat jesteście. I bardzo się cieszę, że we wszystkich tych miejscach macie internet, żeby od czasu do czasu tu do mnie zajrzeć. ;) Dziękuję Wam za ten czas.

Plaża – i to nie zawsze ta sopocka – kojarzy mi się zawsze z najpiękniejszymi wspomnieniami. I nie mam tu na myśli momentów, w których działo się coś niezwykłego. Nikt nie miał urodzin, nie byliśmy na drugim końcu świata, nie wydarzyło się nic, co "trzeba" sfotografować. A potem mijają długie lata i okazuje się, że właśnie do tych chwil najbardziej chcemy wrócić.
Nasza pamięć nie jest jak archiwum, w którym wszystko czeka na nas w niezmienionej formie. Z czasem jedne rzeczy blakną, inne nabierają znaczenia, a jeszcze inne zupełnie nam umykają. A skoro moja pamięć i tak zamierza z czasem trochę poprzekręcać fakty, to wolę podsuwać jej dobre materiały źródłowe. W jakiś listopadowy poniedziałek chciałabym mieć niezbity dowód na to, że życie jest pełne pięknych chwil – nawet jeśli nie zawsze potrafimy je docenić, gdy jesteśmy w samym centrum wydarzeń. Ta mała galeria ze zdjęciami z poprzednich wakacji będzie moim materiałem dowodowym ;).
Jeśli chcecie, aby galeria nie wyglądała infantylnie, pamiętajcie, aby ramki były tej samej wielkości i koloru (moje mają wymiar 30x40cm), żeby były cienkie, z szerokim passe-partout. Czarno-białe fotografie to niezawodny sposób, aby całość była spójna. Ja dodałam jeszcze cytaty, które kojarzą mi się z daną osobą/miejscem/chwilą.
Oprawianie zdjęcia w ramki od 
A tak wygląda gotowy efekt. Zostawić na parapecie czy powiesić w równym rzędzie na ścianie? Mam dla Was kod rabatowy – MAKELIFEEASIER, który daje 45% zniżki na plakaty, 25% na obrazy na płótnie, 20% zniżki na ramki oraz plakaty personalizowane w
Myślicie, że jestem po prostu sentymentalnym mięczakiem? No to czytajcie:
1. Cały rok czekałam na ten moment. // 2. Mamulek :*. // 3. Obraz w kolorach lata. Jak to teraz zjeść? // 4. Cykady gdzieś tam na górze właśnie urządzają koncert. //
Lubię odkrywać nowe miejsca, ale zdecydowanie bardziej lubię wracać do tych, które już pokochałam.
W przewodnikach po Prowansji częściej polecają lawendę, ale jeśli wolicie mniej oczywiste miejsca związane ze sztuką, to zabieram Was tam, gdzie Van Gogh spędził jeden z najtrudniejszych i najbardziej twórczych okresów swojego życia. 
1. Zwiedzając klasztor i starą część szpitala, można na chwilę poczuć się jak ktoś żyjący pod koniec XIX wieku, kto właśnie został przyjęty na oddział. Nie jest to szczególnie przyjemne uczucie, ale z pewnością trudno o nim zapomnieć. // 2. W miejscu, do którego trafił, bo jego psychika nie dawała już rady, stworzył jedne z najbardziej rozpoznawalnych obrazów w historii sztuki. To właśnie tutaj powstały "Irysy" czy "Gwiaździsta noc". // 3. Nic tak nie napędza do zgłębiania wiedzy jak fakt, że można pokonać potem w jakimś quizie tę mistrzynię (nie udało się jeszcze nikomu nigdy). // 4. Instrument w pokoju to dosyć przyjazne warunki dla pacjentów, nawet jak na dzisiejsze czasy, prawda?//
Klasztor i część szpitalna zostały naprawdę dobrze odwzorowane. Poszliśmy tym razem z dziećmi, ale na szczęście nie udzieliła im się lekko mroczna atmosfera tego miejsca.
XIX-wieczna garderoba, ale "make it MLE".
To właśnie tutaj Vincent van Gogh dobrowolnie zgłosił się na leczenie psychiatryczne po kryzysie w Arles. Spędził w Saint-Paul-de-Mausole niemal rok.
Van Gogh miał niewielki pokój, farby i wąskie okno wychodzące na gaj oliwny. Patrzył na ten sam fragment krajobrazu przez wiele miesięcy, a mimo to potrafił zobaczyć w nim wystarczająco dużo, aby stworzyć obrazy, które ponad sto lat później nadal zachwycają cały świat. A jaki my mamy dziś dostęp do piękna? Możemy każdego dnia oglądać setki idealnych wnętrz, krajobrazów, twarzy i miejsc z całego świata. Mamy dostęp do większej ilości pięknych obrazów i miejsc niż jakiekolwiek wcześniej pokolenie, a jednak najczęściej nic konstruktywnego z tego nie wynika.
Mój osobisty propagator sztuki.
Prowansalski mix.
Zaprojektowane w Sopocie. Uszyte w Polsce. Noszone w Prowansji.
1. A dziś za oknem taka pogoda, że bez marynarki nie wyszłabym z domu. // 2. Mogłabym to jeść na śniadanie, obiad i kolację. // 3. Gdy architekt wnętrz ma nieco ułatwione zadanie, bo zieleń jest tak piękna, że właściwie wystarczy rozstawić stoły i stoliki. // 4. Gdy żyją w Tobie dwa demony: pierwszy chce nosić koszulki z Demon Hunters, a drugi mówi, że woli biel i czerń, żeby wyglądać jak mama. // 
Kolejny dzień, kolejny żar. Mój top od MLE znajdziecie 

A dziś wracamy do mojego ukochanego miejsca w Prowansji. W dawnych kamieniołomach wapienia w Les Baux-de-Provence oglądam Fridę Kahlo w giga-skali (i przy okazji chowam się w chłodnych murach, bo na zewnątrz jedyne trzydzieści osiem stopni).
Byłaś niezwykle dzielna. Potrafiłaś zamienić cierpienie w sztukę, która do dziś daje siłę innym.
Uwielbiam prowadzić własną firmę, ale czasem chciałabym, żeby urlop był urlopem ;). Sierpień to w MLE czas wielkich przygotowań i nie można było odłożyć laptopa na bok.
"Mamo, dajemy Ci dokładnie jedenaście minut na obejrzenie wszystkich dzieł Joana Miró, Caldera czy Kandinsky'ego. Czas start! Wykorzystaj ten czas mądrze."
Fondation Maeght, czyli miejsce do którego bardzo chcę jeszcze wrócić.
I wyprawa dobiega końca. Zostawiam Was z
Mała podpowiedź od Sofonisby…
Florencja i okolice.
Odwiedzamy miejscówki znane z "Kaczych opowieści". Kto zna komiks o RaKWAelu Santi? ;)
Jakiś ojciec z córką piją kawę i chyba nie są stąd.
Żegnamy Florencję, Włochy i witamy szczyty górskie z prania.
Zieleń w różnych odsłonach. Im jej więcej w mojej codzienności tym lepiej.
Pokochałam ten sweter. W tym kolorze zostały nam ostatnie sztuki, ale mamy też już bardziej jesienną wersję.
1. Świat właśnie docenił estetykę, która od lat jest częścią naszego codziennego krajobrazu — i wpływa także na projekty MLE. Modernistyczne centrum Gdyni trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. I nie chodzi tu o jeden wyjątkowy budynek, ale o całe założenie miasta.// 2. Gorąco, w domu nie ma słodyczy, więc robimy lody kokosowe. //
"Pańcia powiedziała, że lody nie są dla psów".
A teraz ruszamy do prawdziwej pracy. Takiej bez komputera. W sierpniu zorganizowałyśmy w Gdańsku selekcję specjalną w MLE. Trzeba było przygotować lemoniadę dla stu osób, wyprasować niezliczoną liczbę ubrań i sprawić, aby Wasze pierwsze spotkanie z marką w prawdziwym świecie było idealne.
Od szklanek „Polka”, przez gruszki na stole, aż po ubrania — zależało nam, żeby wszystko, co tego dnia Was otaczało, było polskie. Jak się okazuje, całkiem sporo rzeczy można znaleźć blisko domu. Łącznie z najlepszymi Klientkami.
Lemoniada gruszkowa z tymiankiem to przepis naszej mistrzyni Oli. 
Myślałyśmy, że nikt nie przyjdzie, a okazało się, że kolejka była dłuższa niż do sopockiego kebaba ;).
Chyba muszę powiedzieć mamie, że spóźnię się na obiad.
To był szalony i piękny dzień! Nie będę się z nikim spierać o to, kto ma najlepsze Klientki. Zwłaszcza że sprawa dawno temu została ostatecznie rozstrzygnięta.
W Gdańsku zawsze natrafię na coś ciekawego. W Zbrojowni przy ulicy Piwnej trwa sprzedaż prac studentów Akademii Sztuk Pięknych.
Wstęp wolny :).
1. Nasz kotek miał w sierpniu swoje święto. Czy to normalne, że wzruszam się przy takich okazjach do łez? // 2. Dostawy świeżych prac zapewnione każdego dnia. // 3. W poszukiwaniu tęczy. // 4. Hamburgerowy torcik, a może koci hamburger? // 
1. Pytacie mnie, czy na spacer po gdyńskim bulwarze trzeba chodzić w swetrze, który przypomina sieć rybacką. No cóż. Projektując go, nie planowałyśmy aż tak daleko idącej spójności z lokalnym krajobrazem. Ale wyszło jak wyszło. 2. W roku 1920 mieszkało w Gdyni około 1200 osób. Niespełna dwie dekady później – już około 120 tysięcy (sto razy więcej mieszkańców w niecałe 20 lat!) Miasto budowano praktycznie od zera, według bardzo nowoczesnych, jak na tamte czasy, zasad. Szerokie ulice, dużo światła, funkcjonalność, modernistyczne kamienice – to znaki rozpoznawcze Gdyni.
Gdy pod koniec wakacji stwierdzasz, że zdecydowanie za rzadko korzystałaś z ogrodu, więc pomimo tego, że jest zimno i nie ma słońca, to drugiego dnia września przenosisz tam swoje domowe biuro.
Ale za pielęgnację w te wakacje stawiam sobie piątkę z plusem. Sama nie wierzę w to, jak moja cera się poprawiła w ciągu ostatniego roku! Przypominam Wam
Na szczęście tej jesieni nie chodzi już o naprawianie skóry po kolejnej serii stanów zapalnych, tylko o znacznie przyjemniejsze problemy: nawilżenie, jędrność i zmarszczki. Te dwa produkty z egzosomami od Sensum Mare (
A na temat tego swetra nie mogę nic powiedzieć, poza tym, żebyście oglądali w sobotę rano Dzień Dobry TVN albo zajrzeli tutaj :).
"Kasia, czy Ty trochę nie przesadzasz? I Ty mówisz, że masz problem z hygge? Jest trzeci września, a Ty już biegasz w wełnianych kapciach!"

1. Nasi dziadkowie znali patenty na upały. Architekci właśnie odkrywają je na nowo. 











Gdyby ktoś myślał, że w czerwcu nad polskim morzem nosi się bikini… Początek tego miesiąca nie zwiastował żadnej fali upałów.
Ukochane Lubiatowo, którego krajobraz wciąż się zmienia (ku naszemu niezadowoleniu).
Jazda konna w Folwarku Jackowo, opalanie w Sasinie i oczywiście obiad w Ewie Zaprasza (niektórzy przyjeżdżają do tej restauracji nawet z Krakowa ;)).
Konie na prawdziwym pastwisku. Wiele z nich miało swoje przejścia, ale odnalazły swój szczęśliwy przystanek.
1. Gdy nudzi Ci się powoli Twoje wnętrze, ale na myśl o remoncie od razu stwierdzasz, że jest ślicznie i jednak nic nie chcesz zmieniać. // 2. Gdy w końcu mogłaś spać do dziewiątej, ale od piątej nie możesz zmrużyć oka. // 3. Mini szampon, maska do włosów, balsam, płyn do mycia ciała i twarzy od Sensum Mare. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam na mój wyjazd pod namiot. A wiecie, że do 30 czerwca w
Nawigator taksówkarza – i od razu wiadomo, że jesteśmy w Paryżu!
Taka tam zwykła pierwsza lepsza uliczka w Paryżu. Ależ dobrą robotę wykonał ten Haussmann.
1. Gdy bardzo się śpieszymy, więc zamawiamy, co jest. // 2. Od lat wierzymy w nasze tenisistki i zawsze kupujemy bilety tylko na kobiecy finał – możecie się więc domyśleć, jaka to była radość, gdy okazało się, że niespodziewanie zagra w nim Maja Chwalińska. //
1. Krótka przerwa między gemami – przyglądam się więc widowni. // 2. Maja Chwalińska została pierwszą kwalifikantką w historii, która awansowała do finału French Open. Wcześniej żadna zawodniczka, która przebijała się przez kwalifikacje, nie zagrała w finale Rolanda Garrosa.
Łatwo podziwiać dwie godziny meczu, dużo trudniej pamiętać o tysiącach godzin treningów, których nikt nie ogląda. Będąc na trybunach, chyba łatwiej dojrzeć to, że oglądamy tak naprawdę człowieka z krwi i kości, który toczy właśnie najważniejszą walkę w swoim dotychczasowym życiu.
Niezależnie od tego, jak skończył się tamten mecz – Maja i tak sprawiła nam niesamowitą niespodziankę. //
Jeśli coraz częściej masz poczucie, że zaczynasz być brzydka i bez filtrów wyglądasz okropnie…
… I że Twoje ubrania do niczego się nie nadają…
… I że Twoje mieszkanie przestało Ci się już podobać…
… I że u Ciebie jest zawsze brzydka pogoda…
… I Twoja codzienność zaczęła wydawać Ci się nudna…
… I że jesteś złą mamą…
1. Gdy w radiu grają piosenkę "Torn" to millenialsom jakoś łatwiej wtedy wstać. // 2. Moje marne zbiory i stary pumpernikiel… zaraz coś z tego wyczaruję. //
„Dziś wiszą dumnie w salach polskich muzeów, ale zanim się tam znalazły, prowadziły zaskakująco bujne życie. Zaszywane w jedwabie, kradzione, darowane w prezencie lub przywożone jako pamiątki z podróży. Przenoszone z miejsca na miejsce albo ukrywane na długie lata. Mowa o dziełach najwybitniejszych mistrzów malarstwa europejskiego, które w wyniku przedziwnych zbiegów okoliczności trafiły do naszych rodzimych zbiorów.” To wielki talent opowiadać o sztuce tak, aby zainteresować każdego, nawet najbardziej zniechęconego słuchacza. Tę umiejętność posiada niewątpliwie Paweł Bień, a jego książka "
Być może o niektórych historiach tych obrazów słyszałyście, ale sposób, w jaki opowiada o nich pan Bień sprawia, że każdy wątek chcecie zapamiętać, aby umieć potem przekazać to dalej.
1. Szczypiorek czyli moje największe rolnicze osiągnięcie ostatnich lat. // 2. W sumie nie jestem pewna, czy jestem w piżamie i ubrałam na siebie byle co, aby wyjść po zioła na taras, czy jednak wymyśliłam cool zestaw na festiwal. //
Mój najwierniejszy asystent kucharza. Dba o zatowarowanie (albo jego brak). 
Trzynaście stopni, bo przecież połowa czerwca. Jak dobrze, że mam w swojej szafie naprawdę sporo swetrów.
MLExMORDOR, czyli comiesięczna sesja produktowa. Praca w taki dzień jest powtarzalna i trwa zawsze sporo czasu, ale i tak jestem dumna z tej zmiany, bo zdjęcia na stronie wyglądają teraz znacznie bardziej profesjonalnie. Mam wrażenie, że w MLE ogromną uwagę skupiamy na produktach, aby były dopracowane do ostatniej niteczki i potem brakuje nam już trochę tego zapału, aby móc zaprezentować efekty w odpowiedni sposób (Z kolei w dzisiejszej branży odzieżowej sukcesy odnoszą te marki, które robią dokładnie na odwrót ;)). A może to tylko moje subiektywne wrażenie?
1. z cyklu "Rozmowy dwóch CEO": "Asia, raz, dwa, trzy, ja zaklepuję ten
Poczułam pierwszą kroplę, więc wbiegam do środka – wiem doskonale , gdzie w Gdańsku schować się przed deszczem.
1. Za oknem grzmi, ale ja skryłam się w bezpiecznych murach galerii
Nicolas Grospierre kieruje obiektyw na budynki epoki modernizmu, obok których codziennie przechodzimy bez większych emocji. To, co zwykle wydaje się zwyczajne, nagle zaczyna wyglądać jak scenografia do futurystycznego filmu o przyszłości, który ktoś nakręcił kilkadziesiąt lat temu.
Czasem ciężko zdecydować, czy blokowiska i powojenny modernizm kochać, czy wyburzać. Wiele rozwiązań architektonicznych o światowym poziomie nie przetrwało zderzenia z bylejakością codziennego utrzymania. 
Dopiero teraz, po kosztownych remontach, odkrywamy zalety i skromną, ale na swój sposób fascynującą urodę takich dzieł architektury jak Dworzec Centralny czy katowicki Spodek. Trzeba uznać fakt, że każdy budynek stanie się obrzydliwy, jeśli przez 30 lat nie będziemy go myć, naprawiać i sprzątać.
Galeria NOMUS "Nicolas Grospierre. Permakryzys" 14.05 – 6.09.2026, Gdańsk.
A na parterze budynku, w którym mieści się galeria, możecie zjeść pyszną drożdżówkę, albo wypić pyszną kawę.
Pokazywać Wam więcej nieoczywistych miejsc związanych ze sztuką w Trójmieście?
A ten napis czekał na mnie tuż po wyjściu…
Czerwcowa puszcza za oknem.
Ja i koncerty to rzadkie połączenie, ale skoro Sopot jest taki "małomiasteczkowy"…
…to żal nie skorzystać z takiej okazji.
Chyba jesteśmy za młode na takie szalone wieczory ;).
1. Najlepsze polskie czerwcowe obiady. // 2. I najlepsze czerwcowe kwiaty…//
Kwitnący jaśmin to moja najlepsza motywacja do wspinaczki.
1. Herbata parzona na zimno. Znacie? Na pewno tak, ale wiem, że o dobrych rzeczach czasem warto przypomnieć (mi przypomniała o tym Meghan Markle, ale nie żebym oglądała jej program ;)). // 2. Upalne wieczory w Sopocie i podejrzliwi sąsiedzi. //
Herbatę parzoną na zimno polecam szczególnie tym z was, które nie przepadają za smakiem zielonej herbaty, ale chciałyby ją pić z prozdrowotnych względów. Herbata parzona na zimno jest zdecydowanie delikatniejsza, ma ładniejszy kolor i dużo przyjemniej się ją pije – jestem pewna, że gdy raz spróbujecie, to stanie się ona Waszym ulubionym rodzajem lipcowego nawodnienia.
Ja wybrałam „Green Lemon” od
Wystarczy dobrej jakości herbata z jakimiś owocowymi akcentami – zalewamy ją chłodną wodą i zostawiamy na godzinę.
Te dwie rzeczy razem oznaczają, że w mieszkaniu pachnie poezją.
"Slow" na Garnizonie.
1. Omlet, bo nawet ja uległam trochę tej białkowej propagandzie ;). // 2. "Drogi Panie Informatyku, niestety sweter padł i strona nie dziala. To znaczy swerter. To znaczy swerwer. To znaczy SERWER" – czyli ja i Monika gasimy poniedziałkowe pożary.
Nawodnienie od wewnątrz zamówiłam, a to od zewnątrz wyciągnęłam z torebki. Miło mieć taki krem do rąk, który nie dość, że pielęgnuje, to jeszcze cieszy oko. Te dwie tubki o nowoczesnym kształcie są od
1. Kocham tę spódnicę! // 2. Kompaktowy, ładny. Skuteczność oparta na składnikach naturalnych z kompaktowym designem może iść w parze. :). // 
Jeśli mainstreamowe treści dotyczące sztuki już Was męczą i potrzebujecie czegoś naprawdę wnikliwego, co rozgrzeje Wasze neurony do czerwoności, to ta pozycja Was nie zawiedzie (na tę książkę też działa kod do
Magia hamaka.
A tu magia Sopotu.
Udawajmy turystki, kupmy gofra!
Wszystkie trójmiejskie odcienie błękitów.
Analogowe życie. Trzeba się postarać, aby do niego wrócić, ale warto (zwłaszcza w wakacje).


Wpis powstał we współpracy z marką Wild Hill Coffee, wydawnictwem Media Rodzina, marką Francine&Mat oraz zawiera lokowanie marki własnej.
Na początku maja ropoczęłam swoją najdalszą podróż w życiu. Japonia marzyła mi się od lat i powiem Wam, że już trochę za nią tęsknię – tutaj pierwszy przystanek, czyli Nikko.
Po prostu typowy dzień w Japonii. 
1. Nigdy nie czułam się jednocześnie tak spokojna i tak zagubiona, jak tu – w Japonii. // 2. Mój ulubiony zestaw w tym sezonie (pomijając oczywiście siedem innych). Linkuję dla Was
– Jaką chcesz herbatę?
Dla wszystkich, którzy kochają drewno.

2. Wytwórnia Ghibli i „Mój sąsiad Totoro”.
3. Matcha.
5. Spokój, harmonię, szanowanie granic innych.
Tak wygląda wnętrze torebki, gdy wyruszam na lotnisko. Kilka godzin później, okazuje się, że w ciągu dnia moja torebka pełniła funkcję śmietnika do odpadów zmieszanych. 
Wygląda pięknie. Kuchnia japońska jest zaskakująca, ale na dłuższą metę wolę chybą naszą polską ;).
Niestety, tylko replika. Oryginał schowany dla bezpieczeństwa. W prawie całym muzeum nie można robić zdjęć z obawy o flesz, który może uszkodzić dzieła, a sale są tak ciemne, że czasem trudno jest odnaleźć drzwi.
Nieco dziwna instalacja przedstawiająca starego Hokusaia pracującego nad rysunkiem obok jego córki, Katsushika Ōi. Wokół panował chaos — porozrzucane narzędzia, papiery, nieład. Podobno naprawdę tak żył i tworzył. Do późnej starości pracował niemal bez wytchnienia, a pod koniec życia mówił, że dopiero zaczyna rozumieć sztukę. Patrząc na tę scenę, myślę o tych wszystkich współczesnych opiniach, że „kiedyś nie było ADHD” albo innych neuroatypowości. Kiedy czyta się biografie wielkich artystów, wynalazców czy twórców, bardzo często widać ludzi bezgranicznie skupionych na swojej pasji, niepasujących do społecznych norm swoich czasów. Często byli samotni i niezrozumiani. Ich życie bywało trudne, ale właśnie ta inność mogła popychać ich do tworzenia rzeczy, których świat początkowo nie umiał pojąć.
Jeśli chcecie zobaczyć twórczość tego słynnego artysty to wybierzcie się do Muzeum Sumidy Hokusai. Przybijam sobie sama piątkę, że mimo głośnych protestów, postawiłam na swoim i udało mi się przywlec tu moją rodzinę, przeciągając ją przez całe Tokio (jedyne 14 milionów mieszkańców). I myślę, że nasi milczący współpasażerowie w metrze też są ze mnie dumni. 

Po powrocie rzuciłam się w wir pracy i rodzicielskich zajęć. Przez dobrych kilka dni nie włączyłam nawet aparatu w telefonie (co najwyżej po to, aby sfotografować lekarskie zalecenia czy plan przedszkolnej wycieczki wywieszony w szatni). Tempo codziennego życia było naprawdę bardzo szybkie… aż nagle zwolniło. Na lotnisku. Podróże to momenty, w których znów czuję tę młodzieńczą potrzebę fotografowania. Tyle że piętnaście lat temu za Chiny nie pojechałabym w takim stroju do miejsca, w którym właśnie wylądowałam.
1. Uznajcie tę kamienicę za podpowiedź. // 2. "Bardzo się cieszymy, że Pani przyjechała. Pokój będzie gotowy za 6 godzin, czy chce Pani w tym czasie napić się wody?" // 3. "Za sześć godzin, Madame, to ja będę mieć w aplikacji Zdrowie szesnaście tysięcy kroków. 4. Delikatne jak kamień. Rzeźby w Muzeum Orsay zawsze zatrzymują wzrok na dłużej. //
To oczywiście Van Gogh a nie Renoir, ale gdyby wystawa, którą polecałam Wam się nie spodobała, to na innych piętrach Muzeum Orsay znajdziecie tak nieprawdopodobne zbiory najsłynniejszych artystów w historii, że nikt nie wyjdzie stamtąd zawiedziony. A jeśli wybieracie się do Paryża, to zachęcam jeszcze raz do lektury
No i jestem. Świeżutka jak bułka z Żabki o godzinie 20:00.
Chlebek bananowy czy jednak ciasteczko z Matchą w ramach wspominania Japonii?
Moje ukochane spodnie, które noszę już trzeci rok wróciły do sprzedaży.
Wnętrze Grand Palais, które można też podejrzeć przy okazji wystawy Matisse'a.
Ok, czy mam w walizce jeszcze jakieś buty, które mnie nie obtarły?
Milion bezsensownych zdjęć Paryża i wyładowana bateria, gdy w końca chciałaś sfotografować coś ważnego.
Znalazłam w Paryżu idealny lokal dla MLE.
Ten trochę gorszy, ale od biedy może być.
Nie wiem czy można czuć większe „fomo” niż wtedy, gdy cały Paryż czeka na Ciebie, a Ty musisz usiąść do laptopa i odbębnić kolejne dwie godziny na szkoleniu. Chyba te wszystkie rolki na Instagramie o samorozwoju weszły trochę za mocno ;).
A skoro już mowa o obtartych stopach, to czas na pierwsze obcasy na tym wyjeździe.
Brasserie l’Emil. Idealna opcja, gdy w Paryżu pada. Tuż obok słynnej paryskiej opery.
Gdy od lat nie potrafisz zrobić czegoś dla siebie samej, ale Twoja przyjaciółka wręcz przeciwnie, wiec podłączasz się pod jej „dla siebie samej” i tym sposobem wchodzisz z nią teraz do Opery Paryskiej na Damę Kameliową.
Piękna i smutna historia o nieszczęśliwej miłości, chociaż jak dla mnie, to przede wszystkim opowieść o tym, że za błędy serca największą cenę na tym świecie zawsze płaci kobieta.
Kolejny dzień mamy w Sopocie piękną pogodę. A przynajmniej tak słyszałam ;). Wczoraj wróciłam z Paryża, a dziś znów jesteśmy w naszym MLE Mordorze i robimy zdjęcia produktowe. Ale obiecałam sobie, że wieczór spędzę na hamaku! :)
1. Gdy bardzo chcesz coś pokazać, ale naprawdę nie możesz tego zrobić. Jesień będzie piękna! // 2. Oj, jak dobrze wiem, że można wyglądać tak, jakby się skrolowało Tiktoka, a tak naprawdę właśnie ogarnia się logistyczną machinę. Prawda, Monika? //
Patrzę na te wszystkie nasze zestawy i myślę sobie, że ja już naprawdę nic poza MLE w szafie nie potrzebuję.
A w studio jest tak zimno, że aż miło omawiać swetry na sezon jesień/zima 2026/27.
Gdy wszyscy znajomi są na plaży ;).
Wszystkie w MLE jesteśmy znad morza. I powiem Wam, że klimat spacerów po plaży, to my naprawdę rozumiemy, jak nikt inny.
Szklanka do połowy pełna czy do połowy pusta? Jakim typem osobowości jesteście?
Ten moment, gdy nadal zapominasz ze Dzień Mamy to też Twoje święto, więc na żadne niespodzianki nie czekasz, tylko wstajesz i jedziesz do swojej mamy.
Gdy cała Polska rusza w moje strony, ja jadę dokładnie w przeciwnym kierunku.
Boję się turbulencji, ale dzięki nim czytam więcej niż przez resztę roku.
Ale zapeszyłam z tymi turbulencjami.
Książka "
Dzień dobry. Nie, nie jesteśmy akwizytorkami, a ja nie mam w walizce nieoryginalnych części do Termomixa.
Jeśli wydaje się Wam, że przedkładamy z Asią nasze potrzeby nad Wasze, to chciałam tylko dać, że po Dniu Mamy zabrakło dla nas tych ortalionowych kurtek. Przed tym wyjazdem została w magazynie jedna sztuka i uznałyśmy, że dopóki któraś z Was jakiejś nie zwróci to musimy się nią dzielić ;).
Jeśli jesteście z okolic, to teraz możecie przymierzyć i kupić nasze rzeczy w LA'ANA (Tadeusza Kościuszki 27, 30-105 Kraków).
A tuż obok… Zaczyn.
Może to miejsce Was naprowadzi, gdy będziecie poszukiwały kolejnego showroomu z MLE – dawny, średniowieczny klasztor, w którym obecnie znajduje się Muzeum Architektury. Mini Bebe jest dosłownie tuż obok!
MLE jest teraz także w Mini Bebe we Wrocławiu – zapiszcie sobie adres: Bernardyńska 4B, Wrocław.
Czy dorosła kobieta może mieć taką torebkę? Nie odpowiadajcie. Chcę wierzyć, że tak.
1. Wiemy, że zakupy na żywo, to coś, czego Wam czasami brakowało. // 2. Są jeszcze miejsca, gdzie można kupić nasze dżinsowie kurtki ;). //
Jaka to przyjemność chodzić, patrzeć i dotykać!
Nic nie kupuj… nic nie kupuj… nic nie kupuj…
Co kupiłam.
Co miałam kupić.
Zapomniałam już jak miło podróżuje się pociągami (oczywiście, tylko pod warunkiem, że wykupiliście siedzącą miejscówkę i zdążyliście na pociąg).
O nie, nie, nie. Jeśli faktycznie mam ogarnąć te porządki i wrzucić coś na Vinted, to najpierw potrzebuję drugiej kawy. 
Lubię produkty, za którymi stoi nie tylko dobry smak, ale też konkretna jakość. Kawy Wild Hill Coffee pochodzą z certyfikowanych upraw organicznych, a każda partia ziaren przechodzi szczegółowe badania laboratoryjne pod kątem obecności pleśni, mykotoksyn i akrylamidu. To właśnie dzięki temu mam pewność, że w filiżance znajduje się wyłącznie wysokiej jakości kawa – czysta, bezpieczna i wolna od niepożądanych substancji, które niestety mogą pojawiać się w źle przechowywanych lub niskiej jakości ziarnach.
Dzisiaj wszystko idzie jak po maśle.
U mnie od naprawdę długiego czasu, jak kawa to Wild Hill Coffee. Jest organiczna, uprawiana bez pestycydów, z poszanowaniem ekosystemu oraz zdrowia ludzi pracujących na plantacjach. Najważniejszym powodem, dla którego powinnaś kupować kawę "specialty" nie jest smak, a ochrona Twojego zdrowia.
No dobra, to ruszamy! Tej sukienki jednak nie oddaję! Pamiętacie ją z zeszłorocznych wpisów?
Wszystkie wystawione przeze mnie rzeczy na Vinted znajdziecie
To był tak stresujący dzień, że gdy w końcu weszłam do pociągu, gapiłam się w ten widok przez dłuższy czas, aby uspokoić nerwy. Są takie momenty, że chciałabym ponarzekać na rolę córki premiera i powiedzieć trochę więcej z czym to się wiążę ;). Ale na szczęście, szybko wracam na ziemię i przypominam sobie, że naprawdę może być gorzej, a uzewnętrznianie się jeszcze nigdy nie przyniosło mi nic dobrego. Dygresja, która nic nie wniosła, ale wiem, że mam tu wiele życzliwych osób, które rozumieją więcej niż mi się wydaje.
Jeszcze przez te kilka dni mogę cieszyć się zapachem bzu… Mecz tenisa tak mnie stresuje, że na chwilę uciekam do ogrodu, żeby ochłonąć.
To będzie długi wieczór… widzę, że z wiekiem nabyłam pewną umiejętność. Nawet, gdy moją głowę zaprzątają niemiłe myśli, albo wiem, że kolejny dzień będzie ciężki, to coraz łatwiej przychodzi mi nie tyle zapominanie o złych emocjach, co zamykanie ich w osobnej szufladzie. To że mamy cięższy czas, wcale nie oznacza, że nie możemy przeżywać miłych chwil, śiac się z dziecmi, pozwalać sobie na przyjemności. Perfekcyjne okresy zdarzają się rzadko (a mam wrażenie, że wraz z upływem lat zdarzają się coraz rzadziej) więc trzeba nauczyć się żonglerki trudami i radościami, bo zawsze będą się one przeplatać ze sobą. Nie wiem, czy w ogóle potrafię wytłumaczyć o co mi chodzi ;).
A co to za piękna paczuszka do mnie dotarła?
Little Pleasure Set to nowość w
Wymarzona kompozycja szlachetnych olejów roślinnych dla mojej skóry – migdał słodki, morela, makadamia, dzika róża. Olejek Marrakesh wygrał Glammies 2026 magazynu Glamour w kategorii ciało. Dla marki Francine&Mat to wielkie wyróżnienie i na pewno motywacja do dalszej pracy. I z tej okazji wyjątkowo chcą zachęcić Czytelniczki MLE, aby same sprawdziły czy wart jest tych nagród: kod MLE15 da Wam -15 % (ważny do 12 czerwca).
1. Gdy do końca blefuję, że będziemy mogły spać w ogrodzie, bo wiem, że lada moment powiedzą, że jednak nie chcą. // 2. Nikt w MLE nie spodziewał się, aż tylu zamówień z okazji Dnia Mamy. Nie było więc żadnych wyjątków i przez Wasze zakupy wszystkie musiałyśmy pakować paczki. Jeśli więc ktoś z Was dostał pomylone zamówienie – no cóż, to może być dosłownie moja wina.
Leci na Ciebie, gdy przychodzi wieczór. Wiecie kogo mam na myśli? 