
Wpis powstał we współpracy z marką Desenio, Sensum Mare i platformą do nauki angielskiego Akcent, a także zawiera lokowanie marki własnej.
Lato się skończyło. Jeszcze chwilę temu zastanawiałam się, czy zdążymy na plażę przed zachodem słońca, czy dzieci zjedzą kolację przed dziewiątą i dlaczego znowu wniosły pół kilo piasku do domu.
Zapomniałam już, jakie to uczucie, kiedy wraz z wrześniem zaczyna się nie tylko jesień, ale też szkoła. Podejrzewam nawet, że właśnie dlatego przez większość dorosłego życia tak bardzo lubiłam tę porę roku. Mogłam wreszcie doceniać złote światło, pierwsze swetry i chłodne poranki bez tego ukłucia gdzieś w środku, że w tle czeka kartkówka z fizyki.
Szkoły podstawowej nie wspominam najlepiej, ale długo wydawało mi się, że ten temat mam już ze sobą przepracowany. A potem zostałam mamą i okazało się, że psychika ma swoje małe archiwum, do którego bardzo chętnie zagląda przy okazji pierwszego września. Dowodem na to jest chociażby fakt, że ostatnio znów śniła mi się pani od matematyki z podstawówki, aby przypomnieć mi przy tablicy, dlaczego nic mi nie wychodzi.
Oczywiście wiem, że moje dzieci mają przed sobą własną historię i że ich szkoła wcale nie musi przypominać mojej. Mimo to przełom sierpnia i września uruchomił we mnie dziwną mieszankę nostalgii, lekkiego napięcia i irracjonalnej potrzeby sprawdzania, czy na pewno wszyscy mają dobrze spakowany piórnik.
Odkrywam więc jesień na nowo. Tylko tym razem trochę trudniej odnaleźć w niej to całe „hygge”, którego przecież przez lata byłam gorliwą propagatorką. Kiedyś wystarczały mi świeca, koc i kubek czegoś ciepłego. Teraz mam wrażenie, że niezbędnym i właściwie jedynym liczącym się warunkiem jest niezachwiane poczucie, że wszyscy są zaopiekowani tak, jak powinni. To dużo trudniejsze niż zamówienie „pumpkin spice latte”.
Jeśli więc macie swoje sprawdzone sposoby na odzyskanie jesiennego spokoju pomiędzy szkolnymi planami, budzikami a pytaniem samej siebie, co jeszcze można było zrobić lepiej, to bardzo chętnie je poznam.
A póki co, wracam do Was z dowodami na to, że życie jest piękne, nawet jeśli beztroska to tylko przerywnik. Na szczęście to właśnie ją najczęściej fotografujemy. Dzięki temu, po czasie można odnieść całkiem przyjemne wrażenie, że wakacje były dłuższe, dzieci mniej się kłóciły, a my naprawdę przez chwilę niczym się nie martwiłyśmy.

To tylko ja, nosząca ubrania od mojej własnej marki, w moim własnym mieście. Nie udało mi się być na sopockiej plaży tak często, jak planowałam. Ale podejrzewam, że nie tylko ja oceniam swoją wydajność tego lata na takie mocne trzy na dziesięć ;).
Plaża – i to nie zawsze ta sopocka – kojarzy mi się zawsze z najpiękniejszymi wspomnieniami. I nie mam tu na myśli momentów, w których działo się coś niezwykłego. Nikt nie miał urodzin, nie byliśmy na drugim końcu świata, nie wydarzyło się nic, co "trzeba" sfotografować. A potem mijają długie lata i okazuje się, że właśnie do tych chwil najbardziej chcemy wrócić.
Nasza pamięć nie jest jak archiwum, w którym wszystko czeka na nas w niezmienionej formie. Z czasem jedne rzeczy blakną, inne nabierają znaczenia, a jeszcze inne zupełnie nam umykają. A skoro moja pamięć i tak zamierza z czasem trochę poprzekręcać fakty, to wolę podsuwać jej dobre materiały źródłowe. W jakiś listopadowy poniedziałek chciałabym mieć niezbity dowód na to, że życie jest pełne pięknych chwil – nawet jeśli nie zawsze potrafimy je docenić, gdy jesteśmy w samym centrum wydarzeń. Ta mała galeria ze zdjęciami z poprzednich wakacji będzie moim materiałem dowodowym ;).
Jeśli chcecie, aby galeria nie wyglądała infantylnie, pamiętajcie, aby ramki były tej samej wielkości i koloru (moje mają wymiar 30x40cm), żeby były cienkie, z szerokim passe-partout. Czarno-białe fotografie to niezawodny sposób, aby całość była spójna. Ja dodałam jeszcze cytaty, które kojarzą mi się z daną osobą/miejscem/chwilą.
Oprawianie zdjęcia w ramki od Desenio trwa kilka sekund. 
A tak wygląda gotowy efekt. Zostawić na parapecie czy powiesić w równym rzędzie na ścianie? Mam dla Was kod rabatowy – MAKELIFEEASIER, który daje 45% zniżki na plakaty, 25% na obrazy na płótnie, 20% zniżki na ramki oraz plakaty personalizowane w Desenio. Kod jest ważny do 30 września.
Myślicie, że jestem po prostu sentymentalnym mięczakiem? No to czytajcie:
1. Wracanie do dobrych wspomnień po stresie zmniejszało wzrost kortyzolu i negatywne emocje (Speer & Delgado, Nature Human Behaviour, 2017).
2. Oglądanie zdjęć związanych z dobrymi wspomnieniami poprawiało nastrój po negatywnym doświadczeniu (Current Psychology, 2023).
3. Osoby oglądające własne zdjęcia ze szczęśliwych chwil odczuwały więcej pozytywnych emocji niż te, którym pokazywano po prostu pozytywne, ale obce obrazy (Carretero et al., Frontiers in Psychology, 2020).
1. Cały rok czekałam na ten moment. // 2. Mamulek :*. // 3. Obraz w kolorach lata. Jak to teraz zjeść? // 4. Cykady gdzieś tam na górze właśnie urządzają koncert. //
Lubię odkrywać miejsca, ale zdecydowanie bardziej lubię wracać do miejsc, które pokochałam.
W przewodnikach po Prowansji częściej polecają lawendę, ale jeśli wolicie mniej oczywiste miejsca związane ze sztuką, to zabieram Was tam, gdzie Van Gogh spędził jeden z najtrudniejszych i najbardziej twórczych okresów swojego życia.

Monastère Saint-Paul de Mausole
2 VC des Carrières
13210 Saint-Rémy-de-Provence
Francja
To około piętnaście minut spacerem od centrum Saint-Rémy-de-Provence i dosłownie kilka kroków od ruin rzymskiego miasta Glanum.
1. Zwiedzając klasztor i starą część szpitala, można na chwilę poczuć się jak ktoś żyjący pod koniec XIX wieku, kto właśnie został przyjęty na oddział. Nie jest to szczególnie przyjemne uczucie, ale z pewnością trudno o nim zapomnieć. // 2. W miejscu, do którego trafił, bo jego psychika nie dawała już rady, stworzył jedne z najbardziej rozpoznawalnych obrazów w historii sztuki. To właśnie tutaj powstały "Irysy" czy "Gwiaździsta noc". // 3. Nic tak nie napędza do zgłębiania wiedzy jak fakt, że można pokonać potem w jakimś quizie tę mistrzynię (nie udało się jeszcze nikomu nigdy). // 4. Instrument w pokoju to dosyć przyjazne warunki dla pacjentów, nawet jak na dzisiejsze czasy, prawda?//
Klasztor i część szpitalna zostały naprawdę dobrze odwzorowane. Poszliśmy tym razem z dziećmi, ale na szczęście nie udzieliła im się lekko mroczna atmosfera tego miejsca.
XIX-wieczna garderoba, ale "make it MLE".
To właśnie tutaj Vincent van Gogh dobrowolnie zgłosił się na leczenie psychiatryczne po kryzysie w Arles. Spędził w Saint-Paul-de-Mausole niemal rok.
Van Gogh miał niewielki pokój, farby i wąskie okno wychodzące na gaj oliwny. Patrzył na ten sam fragment krajobrazu przez wiele miesięcy, a mimo to potrafił zobaczyć w nim wystarczająco dużo, aby stworzyć obrazy, które ponad sto lat później nadal zachwycają cały świat. A jaki my mamy dziś dostęp do piękna? Możemy każdego dnia oglądać setki idealnych wnętrz, krajobrazów, twarzy i miejsc z całego świata. Mamy dostęp do większej ilości pięknych obrazów i miejsc niż jakiekolwiek wcześniej pokolenie, a jednak najczęściej nic konstruktywnego z tego nie wynika.
Mój osobisty propagator sztuki.
Prowansalski mix.
Zaprojektowane w Sopocie. Uszyte w Polsce. Noszone w Prowansji.
1. A dziś za oknem taka pogoda, że bez marynarki nie wyszłabym z domu. // 2. Mogłabym to jeść na śniadanie, obiad i kolację. // 3. Gdy architekt wnętrz ma nieco ułatwione zadanie, bo zieleń jest tak piękna, że właściwie wystarczy rozstawić stoły i stoliki. // 4. Gdy żyją w Tobie dwa demony: pierwszy chce nosić koszulki z Demon Hunters, a drugi mówi, że woli biel i czerń, żeby wyglądać jak mama. // 
Pilates: 0. Balans między wypoczynkiem a pracą: 0. Wymodelowanie włosów Dysonem: 0.
Kolejny dzień, kolejny żar. Mój top od MLE znajdziecie tutaj. 
Aż strach wchodzić w tę filmową inscenizację, aby jej nie zepsuć.

Nie pokazuję Wam tutaj, co spakowałam do walizki, tylko co faktycznie nosiłam. Jak wiadomo, jedno z drugim nie zawsze idzie w parze. Przy 37 stopniach wszystkie dopasowane, przemyślane i wysublimowane zestawy mogłyby równie dobrze zgubić się na lotnisku. Bo jest tak gorąco, że najchętniej nie zakładałabyś nic poza kostiumem kąpielowym, ale jednocześnie chciałabyś wyglądać jak osoba, która ma jakiś styl, a nie uciekła z basenu po alarmie przeciwpożarowym. Bo w hotelu nie ma żelazka. A nawet jeśli jest, trochę boisz się go użyć, bo nigdy nie wiadomo, czy wypuści parę, czy rdzawą wodę. Bo po prostu, życie szybko weryfikuje to, jak wyobrażałaś sobie wakacje, stojąc przed lustrem w swoim mieszkaniu, a jak wyglądają one naprawdę.
No więc nosiłam tylko MLE. Nie dlatego, że czuję obowiązek noszenia własnej marki, ale dlatego, że najwyraźniej ubrania szyte w Polsce mają w sobie tę samą cechę co Polki: muszą być przygotowane na wszystko.
A dziś wracamy do mojego ukochanego miejsca w Prowansji. W dawnych kamieniołomach wapienia w Les Baux-de-Provence oglądam Fridę Kahlo w giga-skali (i przy okazji chowam się w chłodnych murach, bo na zewnątrz jedyne trzydzieści osiem stopni).
W czasach Fridy kobiece ciało miało być przede wszystkim zdrowe, piękne i płodne. Jej ciało nie posiadało żadnej z tych cech. Ale my, patrząc dziś na jej talent, wiemy doskonale, że wartość kobiety – i człowieka w ogóle – zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się lista cudzych oczekiwań.
Byłaś niezwykle dzielna. Potrafiłaś zamienić cierpienie w sztukę, która do dziś daje siłę innym.
Uwielbiam prowadzić własną firmę, ale czasem chciałabym, żeby urlop był urlopem ;). Sierpień to w MLE czas wielkich przygotowań i nie można było odłożyć laptopa na bok.
"Mamo, dajemy Ci dokładnie jedenaście minut na obejrzenie wszystkich dzieł Joana Miró, Caldera czy Kandinsky'ego. Czas start! Wykorzystaj ten czas mądrze."
Fondation Maeght, czyli miejsce do którego bardzo chcę jeszcze wrócić.
I wyprawa dobiega końca. Zostawiam Was z rolką o polskich ubraniach w Prowansji, które zawsze są gotowe na wszystko. A ja ruszam dalej…
Mała podpowiedź od Sofonisby…
Florencja i okolice.
Odwiedzamy miejscówki znane z "Kaczych opowieści". Kto zna komiks o RaKWAelu Santi? ;)
Jakiś ojciec z córką piją kawę i chyba nie są stąd.
Żegnamy Florencję, Włochy i witamy szczyty górskie z prania.
Zieleń w różnych odsłonach. Im jej więcej w mojej codzienności tym lepiej.
Pokochałam ten sweter. W tym kolorze zostały nam ostatnie sztuki, ale mamy też już bardziej jesienną wersję.
1. Świat właśnie docenił estetykę, która od lat jest częścią naszego codziennego krajobrazu — i wpływa także na projekty MLE. Modernistyczne centrum Gdyni trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. I nie chodzi tu o jeden wyjątkowy budynek, ale o całe założenie miasta.// 2. Gorąco, w domu nie ma słodyczy, więc robimy lody kokosowe. //
"Pańcia powiedziała, że lody nie są dla psów".
A teraz ruszamy do prawdziwej pracy. Takiej bez komputera. W sierpniu zorganizowałyśmy w Gdańsku selekcję specjalną w MLE. Trzeba było przygotować lemoniadę dla stu osób, wyprasować niezliczoną liczbę ubrań i sprawić, aby Wasze pierwsze spotkanie z marką w prawdziwym świecie było idealne.
Od szklanek „Polka”, przez gruszki na stole, aż po ubrania — zależało nam, żeby wszystko, co tego dnia Was otaczało, było polskie. Jak się okazuje, całkiem sporo rzeczy można znaleźć blisko domu. Łącznie z najlepszymi Klientkami.
Lemoniada gruszkowa z tymiankiem to przepis naszej mistrzyni Oli. 
Tutaj możecie zobaczyć jak wyglądało całe wydarzenie.
Myślałyśmy, że nikt nie przyjdzie, a okazało się, że kolejka była dłuższa niż do sopockiego kebaba ;).
Chyba muszę powiedzieć mamie, że spóźnię się na obiad.
To był szalony i piękny dzień! Nie będę się z nikim spierać o to, kto ma najlepsze Klientki. Zwłaszcza że sprawa dawno temu została ostatecznie rozstrzygnięta.
W Gdańsku zawsze natrafię na coś ciekawego. W Zbrojowni przy ulicy Piwnej trwa sprzedaż prac studentów Akademii Sztuk Pięknych.
Wstęp wolny :).
1. Nasz kotek miał w sierpniu swoje święto. Czy to normalne, że wzruszam się przy takich okazjach do łez? // 2. Dostawy świeżych prac zapewnione każdego dnia. // 3. W poszukiwaniu tęczy. // 4. Hamburgerowy torcik, a może koci hamburger? // 
Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Gdyni i jej architekturze, to proponuję zajrzeć do budynku PLO.
1. Pytacie mnie, czy na spacer po gdyńskim bulwarze trzeba chodzić w swetrze, który przypomina sieć rybacką. No cóż. Projektując go, nie planowałyśmy aż tak daleko idącej spójności z lokalnym krajobrazem. Ale wyszło jak wyszło. 2. W roku 1920 mieszkało w Gdyni około 1200 osób. Niespełna dwie dekady później – już około 120 tysięcy (sto razy więcej mieszkańców w niecałe 20 lat!) Miasto budowano praktycznie od zera, według bardzo nowoczesnych, jak na tamte czasy, zasad. Szerokie ulice, dużo światła, funkcjonalność, modernistyczne kamienice – to znaki rozpoznawcze Gdyni.

W ostatni weekend sierpnia wiedziałam już, że w te wakacje nie dałam rady zrobić remontu kuchni. Po dwóch miesiącach odkładania go na później zrozumiałam, że nie chcę go robić. Polecam tę metodę. Ale za to udało mi się odnaleźć dziwną przyjemność w tym, że czasu nie da się zatrzymać. Natura jakoś nie boi się przemijania. Jej młodość już za nią, niebawem przyjdzie zimowy kres, a ona błyszczy jak nigdy, powoli obsypując się złotem.
Gdy pod koniec wakacji stwierdzasz, że zdecydowanie za rzadko korzystałaś z ogrodu, więc pomimo tego, że jest zimno i nie ma słońca, to drugiego dnia września przenosisz tam swoje domowe biuro.
Ale za pielęgnację w te wakacje stawiam sobie piątkę z plusem. Sama nie wierzę w to, jak moja cera się poprawiła w ciągu ostatniego roku! Przypominam Wam artykuł o tym, dlaczego postanowiłam zrezygnować z kupnych słodyczy.
Na szczęście tej jesieni nie chodzi już o naprawianie skóry po kolejnej serii stanów zapalnych, tylko o znacznie przyjemniejsze problemy: nawilżenie, jędrność i zmarszczki. Te dwa produkty z egzosomami od Sensum Mare (serum oraz krem regenerujący) zaraz mi się skończą, więc nim wyrzucę opakowania, przypominam Wam o nich. Egzosomy w tych formułach działają jak małe nośniki sygnałów między komórkami skóry – wspierają jej regenerację, wzmacniają barierę hydrolipidową i procesy związane z poprawą jędrności oraz wygładzeniem. Pamiętajcie, że z kodem MLE30 otrzymacie aż 30% rabatu w Sensum Mare (kod działa do 15 września).
A na temat tego swetra nie mogę nic powiedzieć, poza tym, żebyście oglądali w sobotę rano Dzień Dobry TVN albo zajrzeli tutaj :).
Ale do takiej szkoły to akurat mogę wracać! Kursy online to coś, w czym świetnie się odnajduję i właściwie nie ma miesiąca, abym nie zaczęła (i może, co ważniejsze: nie skończyła!) jakiegoś szkolenia. Najczęściej dotyczą one pracy (PR, marketing, social media manager, zarządzanie i tak dalej) ale niektóre robię dla przyjemności i poczucia, że po prostu poszerzam horyzonty. Jeśli chodzi o naukę angielskiego, to od kilku lat korzystam z Platformy Akcent i bardzo odpowiada mi to, że nie muszę sama układać sobie planu ani zastanawiać się, czego właściwie powinnam uczyć się dalej. Materiał prowadzi krok po kroku, od słownictwa i gramatyki po czytanie, powtórki i testy, a poziom można dopasować od A1 aż do C2. Są też kursy bardziej specjalistyczne, na przykład Business English.
Istnieje również możliwość zakupu e-booków do nauki angielskiego, jeśli ktoś woli uczyć się w ten sposób. Z kodem MLEnglish (działa przez dwa tygodnie od dzisiaj) otrzymacie 15% rabatu.
"Kasia, czy Ty trochę nie przesadzasz? I Ty mówisz, że masz problem z hygge? Jest trzeci września, a Ty już biegasz w wełnianych kapciach!"

Tak! Muszę przyznać, że samo pisanie tego tekstu dla Was poprawiło mi humor. Wygadałam się, trochę pomarudziłam i chyba właśnie tego było mi trzeba, żeby móc ruszyć dalej. Mam nadzieję, że dla Was to też była mała odskocznia od pierwszych wrześniowych dni i przypomnienie, że nie wszystko od razu musi wejść na właściwe tory. Do zobaczenia niebawem!
* * *


1. Nasi dziadkowie znali patenty na upały. Architekci właśnie odkrywają je na nowo. 











Gdyby ktoś myślał, że w czerwcu nad polskim morzem nosi się bikini… Początek tego miesiąca nie zwiastował żadnej fali upałów.
Ukochane Lubiatowo, którego krajobraz wciąż się zmienia (ku naszemu niezadowoleniu).
Jazda konna w Folwarku Jackowo, opalanie w Sasinie i oczywiście obiad w Ewie Zaprasza (niektórzy przyjeżdżają do tej restauracji nawet z Krakowa ;)).
Konie na prawdziwym pastwisku. Wiele z nich miało swoje przejścia, ale odnalazły swój szczęśliwy przystanek.
1. Gdy nudzi Ci się powoli Twoje wnętrze, ale na myśl o remoncie od razu stwierdzasz, że jest ślicznie i jednak nic nie chcesz zmieniać. // 2. Gdy w końcu mogłaś spać do dziewiątej, ale od piątej nie możesz zmrużyć oka. // 3. Mini szampon, maska do włosów, balsam, płyn do mycia ciała i twarzy od Sensum Mare. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam na mój wyjazd pod namiot. A wiecie, że do 30 czerwca w
Nawigator taksówkarza – i od razu wiadomo, że jesteśmy w Paryżu!
Taka tam zwykła pierwsza lepsza uliczka w Paryżu. Ależ dobrą robotę wykonał ten Haussmann.
1. Gdy bardzo się śpieszymy, więc zamawiamy, co jest. // 2. Od lat wierzymy w nasze tenisistki i zawsze kupujemy bilety tylko na kobiecy finał – możecie się więc domyśleć, jaka to była radość, gdy okazało się, że niespodziewanie zagra w nim Maja Chwalińska. //
1. Krótka przerwa między gemami – przyglądam się więc widowni. // 2. Maja Chwalińska została pierwszą kwalifikantką w historii, która awansowała do finału French Open. Wcześniej żadna zawodniczka, która przebijała się przez kwalifikacje, nie zagrała w finale Rolanda Garrosa.
Łatwo podziwiać dwie godziny meczu, dużo trudniej pamiętać o tysiącach godzin treningów, których nikt nie ogląda. Będąc na trybunach, chyba łatwiej dojrzeć to, że oglądamy tak naprawdę człowieka z krwi i kości, który toczy właśnie najważniejszą walkę w swoim dotychczasowym życiu.
Niezależnie od tego, jak skończył się tamten mecz – Maja i tak sprawiła nam niesamowitą niespodziankę. //
Jeśli coraz częściej masz poczucie, że zaczynasz być brzydka i bez filtrów wyglądasz okropnie…
… I że Twoje ubrania do niczego się nie nadają…
… I że Twoje mieszkanie przestało Ci się już podobać…
… I że u Ciebie jest zawsze brzydka pogoda…
… I Twoja codzienność zaczęła wydawać Ci się nudna…
… I że jesteś złą mamą…
1. Gdy w radiu grają piosenkę "Torn" to millenialsom jakoś łatwiej wtedy wstać. // 2. Moje marne zbiory i stary pumpernikiel… zaraz coś z tego wyczaruję. //
„Dziś wiszą dumnie w salach polskich muzeów, ale zanim się tam znalazły, prowadziły zaskakująco bujne życie. Zaszywane w jedwabie, kradzione, darowane w prezencie lub przywożone jako pamiątki z podróży. Przenoszone z miejsca na miejsce albo ukrywane na długie lata. Mowa o dziełach najwybitniejszych mistrzów malarstwa europejskiego, które w wyniku przedziwnych zbiegów okoliczności trafiły do naszych rodzimych zbiorów.” To wielki talent opowiadać o sztuce tak, aby zainteresować każdego, nawet najbardziej zniechęconego słuchacza. Tę umiejętność posiada niewątpliwie Paweł Bień, a jego książka "
Być może o niektórych historiach tych obrazów słyszałyście, ale sposób, w jaki opowiada o nich pan Bień sprawia, że każdy wątek chcecie zapamiętać, aby umieć potem przekazać to dalej.
1. Szczypiorek czyli moje największe rolnicze osiągnięcie ostatnich lat. // 2. W sumie nie jestem pewna, czy jestem w piżamie i ubrałam na siebie byle co, aby wyjść po zioła na taras, czy jednak wymyśliłam cool zestaw na festiwal. //
Mój najwierniejszy asystent kucharza. Dba o zatowarowanie (albo jego brak). 
Trzynaście stopni, bo przecież połowa czerwca. Jak dobrze, że mam w swojej szafie naprawdę sporo swetrów.
MLExMORDOR, czyli comiesięczna sesja produktowa. Praca w taki dzień jest powtarzalna i trwa zawsze sporo czasu, ale i tak jestem dumna z tej zmiany, bo zdjęcia na stronie wyglądają teraz znacznie bardziej profesjonalnie. Mam wrażenie, że w MLE ogromną uwagę skupiamy na produktach, aby były dopracowane do ostatniej niteczki i potem brakuje nam już trochę tego zapału, aby móc zaprezentować efekty w odpowiedni sposób (Z kolei w dzisiejszej branży odzieżowej sukcesy odnoszą te marki, które robią dokładnie na odwrót ;)). A może to tylko moje subiektywne wrażenie?
1. z cyklu "Rozmowy dwóch CEO": "Asia, raz, dwa, trzy, ja zaklepuję ten
Poczułam pierwszą kroplę, więc wbiegam do środka – wiem doskonale , gdzie w Gdańsku schować się przed deszczem.
1. Za oknem grzmi, ale ja skryłam się w bezpiecznych murach galerii
Nicolas Grospierre kieruje obiektyw na budynki epoki modernizmu, obok których codziennie przechodzimy bez większych emocji. To, co zwykle wydaje się zwyczajne, nagle zaczyna wyglądać jak scenografia do futurystycznego filmu o przyszłości, który ktoś nakręcił kilkadziesiąt lat temu.
Czasem ciężko zdecydować, czy blokowiska i powojenny modernizm kochać, czy wyburzać. Wiele rozwiązań architektonicznych o światowym poziomie nie przetrwało zderzenia z bylejakością codziennego utrzymania. 
Dopiero teraz, po kosztownych remontach, odkrywamy zalety i skromną, ale na swój sposób fascynującą urodę takich dzieł architektury jak Dworzec Centralny czy katowicki Spodek. Trzeba uznać fakt, że każdy budynek stanie się obrzydliwy, jeśli przez 30 lat nie będziemy go myć, naprawiać i sprzątać.
Galeria NOMUS "Nicolas Grospierre. Permakryzys" 14.05 – 6.09.2026, Gdańsk.
A na parterze budynku, w którym mieści się galeria, możecie zjeść pyszną drożdżówkę, albo wypić pyszną kawę.
Pokazywać Wam więcej nieoczywistych miejsc związanych ze sztuką w Trójmieście?
A ten napis czekał na mnie tuż po wyjściu…
Czerwcowa puszcza za oknem.
Ja i koncerty to rzadkie połączenie, ale skoro Sopot jest taki "małomiasteczkowy"…
…to żal nie skorzystać z takiej okazji.
Chyba jesteśmy za młode na takie szalone wieczory ;).
1. Najlepsze polskie czerwcowe obiady. // 2. I najlepsze czerwcowe kwiaty…//
Kwitnący jaśmin to moja najlepsza motywacja do wspinaczki.
1. Herbata parzona na zimno. Znacie? Na pewno tak, ale wiem, że o dobrych rzeczach czasem warto przypomnieć (mi przypomniała o tym Meghan Markle, ale nie żebym oglądała jej program ;)). // 2. Upalne wieczory w Sopocie i podejrzliwi sąsiedzi. //
Herbatę parzoną na zimno polecam szczególnie tym z was, które nie przepadają za smakiem zielonej herbaty, ale chciałyby ją pić z prozdrowotnych względów. Herbata parzona na zimno jest zdecydowanie delikatniejsza, ma ładniejszy kolor i dużo przyjemniej się ją pije – jestem pewna, że gdy raz spróbujecie, to stanie się ona Waszym ulubionym rodzajem lipcowego nawodnienia.
Ja wybrałam „Green Lemon” od
Wystarczy dobrej jakości herbata z jakimiś owocowymi akcentami – zalewamy ją chłodną wodą i zostawiamy na godzinę.
Te dwie rzeczy razem oznaczają, że w mieszkaniu pachnie poezją.
"Slow" na Garnizonie.
1. Omlet, bo nawet ja uległam trochę tej białkowej propagandzie ;). // 2. "Drogi Panie Informatyku, niestety sweter padł i strona nie dziala. To znaczy swerter. To znaczy swerwer. To znaczy SERWER" – czyli ja i Monika gasimy poniedziałkowe pożary.
Nawodnienie od wewnątrz zamówiłam, a to od zewnątrz wyciągnęłam z torebki. Miło mieć taki krem do rąk, który nie dość, że pielęgnuje, to jeszcze cieszy oko. Te dwie tubki o nowoczesnym kształcie są od
1. Kocham tę spódnicę! // 2. Kompaktowy, ładny. Skuteczność oparta na składnikach naturalnych z kompaktowym designem może iść w parze. :). // 
Jeśli mainstreamowe treści dotyczące sztuki już Was męczą i potrzebujecie czegoś naprawdę wnikliwego, co rozgrzeje Wasze neurony do czerwoności, to ta pozycja Was nie zawiedzie (na tę książkę też działa kod do
Magia hamaka.
A tu magia Sopotu.
Udawajmy turystki, kupmy gofra!
Wszystkie trójmiejskie odcienie błękitów.
Analogowe życie. Trzeba się postarać, aby do niego wrócić, ale warto (zwłaszcza w wakacje).


Wpis powstał we współpracy z marką Wild Hill Coffee, wydawnictwem Media Rodzina, marką Francine&Mat oraz zawiera lokowanie marki własnej.
Na początku maja ropoczęłam swoją najdalszą podróż w życiu. Japonia marzyła mi się od lat i powiem Wam, że już trochę za nią tęsknię – tutaj pierwszy przystanek, czyli Nikko.
Po prostu typowy dzień w Japonii. 
1. Nigdy nie czułam się jednocześnie tak spokojna i tak zagubiona, jak tu – w Japonii. // 2. Mój ulubiony zestaw w tym sezonie (pomijając oczywiście siedem innych). Linkuję dla Was
– Jaką chcesz herbatę?
Dla wszystkich, którzy kochają drewno.

2. Wytwórnia Ghibli i „Mój sąsiad Totoro”.
3. Matcha.
5. Spokój, harmonię, szanowanie granic innych.
Tak wygląda wnętrze torebki, gdy wyruszam na lotnisko. Kilka godzin później, okazuje się, że w ciągu dnia moja torebka pełniła funkcję śmietnika do odpadów zmieszanych. 
Wygląda pięknie. Kuchnia japońska jest zaskakująca, ale na dłuższą metę wolę chybą naszą polską ;).
Niestety, tylko replika. Oryginał schowany dla bezpieczeństwa. W prawie całym muzeum nie można robić zdjęć z obawy o flesz, który może uszkodzić dzieła, a sale są tak ciemne, że czasem trudno jest odnaleźć drzwi.
Nieco dziwna instalacja przedstawiająca starego Hokusaia pracującego nad rysunkiem obok jego córki, Katsushika Ōi. Wokół panował chaos — porozrzucane narzędzia, papiery, nieład. Podobno naprawdę tak żył i tworzył. Do późnej starości pracował niemal bez wytchnienia, a pod koniec życia mówił, że dopiero zaczyna rozumieć sztukę. Patrząc na tę scenę, myślę o tych wszystkich współczesnych opiniach, że „kiedyś nie było ADHD” albo innych neuroatypowości. Kiedy czyta się biografie wielkich artystów, wynalazców czy twórców, bardzo często widać ludzi bezgranicznie skupionych na swojej pasji, niepasujących do społecznych norm swoich czasów. Często byli samotni i niezrozumiani. Ich życie bywało trudne, ale właśnie ta inność mogła popychać ich do tworzenia rzeczy, których świat początkowo nie umiał pojąć.
Jeśli chcecie zobaczyć twórczość tego słynnego artysty to wybierzcie się do Muzeum Sumidy Hokusai. Przybijam sobie sama piątkę, że mimo głośnych protestów, postawiłam na swoim i udało mi się przywlec tu moją rodzinę, przeciągając ją przez całe Tokio (jedyne 14 milionów mieszkańców). I myślę, że nasi milczący współpasażerowie w metrze też są ze mnie dumni. 

Po powrocie rzuciłam się w wir pracy i rodzicielskich zajęć. Przez dobrych kilka dni nie włączyłam nawet aparatu w telefonie (co najwyżej po to, aby sfotografować lekarskie zalecenia czy plan przedszkolnej wycieczki wywieszony w szatni). Tempo codziennego życia było naprawdę bardzo szybkie… aż nagle zwolniło. Na lotnisku. Podróże to momenty, w których znów czuję tę młodzieńczą potrzebę fotografowania. Tyle że piętnaście lat temu za Chiny nie pojechałabym w takim stroju do miejsca, w którym właśnie wylądowałam.
1. Uznajcie tę kamienicę za podpowiedź. // 2. "Bardzo się cieszymy, że Pani przyjechała. Pokój będzie gotowy za 6 godzin, czy chce Pani w tym czasie napić się wody?" // 3. "Za sześć godzin, Madame, to ja będę mieć w aplikacji Zdrowie szesnaście tysięcy kroków. 4. Delikatne jak kamień. Rzeźby w Muzeum Orsay zawsze zatrzymują wzrok na dłużej. //
To oczywiście Van Gogh a nie Renoir, ale gdyby wystawa, którą polecałam Wam się nie spodobała, to na innych piętrach Muzeum Orsay znajdziecie tak nieprawdopodobne zbiory najsłynniejszych artystów w historii, że nikt nie wyjdzie stamtąd zawiedziony. A jeśli wybieracie się do Paryża, to zachęcam jeszcze raz do lektury
No i jestem. Świeżutka jak bułka z Żabki o godzinie 20:00.
Chlebek bananowy czy jednak ciasteczko z Matchą w ramach wspominania Japonii?
Moje ukochane spodnie, które noszę już trzeci rok wróciły do sprzedaży.
Wnętrze Grand Palais, które można też podejrzeć przy okazji wystawy Matisse'a.
Ok, czy mam w walizce jeszcze jakieś buty, które mnie nie obtarły?
Milion bezsensownych zdjęć Paryża i wyładowana bateria, gdy w końca chciałaś sfotografować coś ważnego.
Znalazłam w Paryżu idealny lokal dla MLE.
Ten trochę gorszy, ale od biedy może być.
Nie wiem czy można czuć większe „fomo” niż wtedy, gdy cały Paryż czeka na Ciebie, a Ty musisz usiąść do laptopa i odbębnić kolejne dwie godziny na szkoleniu. Chyba te wszystkie rolki na Instagramie o samorozwoju weszły trochę za mocno ;).
A skoro już mowa o obtartych stopach, to czas na pierwsze obcasy na tym wyjeździe.
Brasserie l’Emil. Idealna opcja, gdy w Paryżu pada. Tuż obok słynnej paryskiej opery.
Gdy od lat nie potrafisz zrobić czegoś dla siebie samej, ale Twoja przyjaciółka wręcz przeciwnie, wiec podłączasz się pod jej „dla siebie samej” i tym sposobem wchodzisz z nią teraz do Opery Paryskiej na Damę Kameliową.
Piękna i smutna historia o nieszczęśliwej miłości, chociaż jak dla mnie, to przede wszystkim opowieść o tym, że za błędy serca największą cenę na tym świecie zawsze płaci kobieta.
Kolejny dzień mamy w Sopocie piękną pogodę. A przynajmniej tak słyszałam ;). Wczoraj wróciłam z Paryża, a dziś znów jesteśmy w naszym MLE Mordorze i robimy zdjęcia produktowe. Ale obiecałam sobie, że wieczór spędzę na hamaku! :)
1. Gdy bardzo chcesz coś pokazać, ale naprawdę nie możesz tego zrobić. Jesień będzie piękna! // 2. Oj, jak dobrze wiem, że można wyglądać tak, jakby się skrolowało Tiktoka, a tak naprawdę właśnie ogarnia się logistyczną machinę. Prawda, Monika? //
Patrzę na te wszystkie nasze zestawy i myślę sobie, że ja już naprawdę nic poza MLE w szafie nie potrzebuję.
A w studio jest tak zimno, że aż miło omawiać swetry na sezon jesień/zima 2026/27.
Gdy wszyscy znajomi są na plaży ;).
Wszystkie w MLE jesteśmy znad morza. I powiem Wam, że klimat spacerów po plaży, to my naprawdę rozumiemy, jak nikt inny.
Szklanka do połowy pełna czy do połowy pusta? Jakim typem osobowości jesteście?
Ten moment, gdy nadal zapominasz ze Dzień Mamy to też Twoje święto, więc na żadne niespodzianki nie czekasz, tylko wstajesz i jedziesz do swojej mamy.
Gdy cała Polska rusza w moje strony, ja jadę dokładnie w przeciwnym kierunku.
Boję się turbulencji, ale dzięki nim czytam więcej niż przez resztę roku.
Ale zapeszyłam z tymi turbulencjami.
Książka "
Dzień dobry. Nie, nie jesteśmy akwizytorkami, a ja nie mam w walizce nieoryginalnych części do Termomixa.
Jeśli wydaje się Wam, że przedkładamy z Asią nasze potrzeby nad Wasze, to chciałam tylko dać, że po Dniu Mamy zabrakło dla nas tych ortalionowych kurtek. Przed tym wyjazdem została w magazynie jedna sztuka i uznałyśmy, że dopóki któraś z Was jakiejś nie zwróci to musimy się nią dzielić ;).
Jeśli jesteście z okolic, to teraz możecie przymierzyć i kupić nasze rzeczy w LA'ANA (Tadeusza Kościuszki 27, 30-105 Kraków).
A tuż obok… Zaczyn.
Może to miejsce Was naprowadzi, gdy będziecie poszukiwały kolejnego showroomu z MLE – dawny, średniowieczny klasztor, w którym obecnie znajduje się Muzeum Architektury. Mini Bebe jest dosłownie tuż obok!
MLE jest teraz także w Mini Bebe we Wrocławiu – zapiszcie sobie adres: Bernardyńska 4B, Wrocław.
Czy dorosła kobieta może mieć taką torebkę? Nie odpowiadajcie. Chcę wierzyć, że tak.
1. Wiemy, że zakupy na żywo, to coś, czego Wam czasami brakowało. // 2. Są jeszcze miejsca, gdzie można kupić nasze dżinsowie kurtki ;). //
Jaka to przyjemność chodzić, patrzeć i dotykać!
Nic nie kupuj… nic nie kupuj… nic nie kupuj…
Co kupiłam.
Co miałam kupić.
Zapomniałam już jak miło podróżuje się pociągami (oczywiście, tylko pod warunkiem, że wykupiliście siedzącą miejscówkę i zdążyliście na pociąg).
O nie, nie, nie. Jeśli faktycznie mam ogarnąć te porządki i wrzucić coś na Vinted, to najpierw potrzebuję drugiej kawy. 
Lubię produkty, za którymi stoi nie tylko dobry smak, ale też konkretna jakość. Kawy Wild Hill Coffee pochodzą z certyfikowanych upraw organicznych, a każda partia ziaren przechodzi szczegółowe badania laboratoryjne pod kątem obecności pleśni, mykotoksyn i akrylamidu. To właśnie dzięki temu mam pewność, że w filiżance znajduje się wyłącznie wysokiej jakości kawa – czysta, bezpieczna i wolna od niepożądanych substancji, które niestety mogą pojawiać się w źle przechowywanych lub niskiej jakości ziarnach.
Dzisiaj wszystko idzie jak po maśle.
U mnie od naprawdę długiego czasu, jak kawa to Wild Hill Coffee. Jest organiczna, uprawiana bez pestycydów, z poszanowaniem ekosystemu oraz zdrowia ludzi pracujących na plantacjach. Najważniejszym powodem, dla którego powinnaś kupować kawę "specialty" nie jest smak, a ochrona Twojego zdrowia.
No dobra, to ruszamy! Tej sukienki jednak nie oddaję! Pamiętacie ją z zeszłorocznych wpisów?
Wszystkie wystawione przeze mnie rzeczy na Vinted znajdziecie
To był tak stresujący dzień, że gdy w końcu weszłam do pociągu, gapiłam się w ten widok przez dłuższy czas, aby uspokoić nerwy. Są takie momenty, że chciałabym ponarzekać na rolę córki premiera i powiedzieć trochę więcej z czym to się wiążę ;). Ale na szczęście, szybko wracam na ziemię i przypominam sobie, że naprawdę może być gorzej, a uzewnętrznianie się jeszcze nigdy nie przyniosło mi nic dobrego. Dygresja, która nic nie wniosła, ale wiem, że mam tu wiele życzliwych osób, które rozumieją więcej niż mi się wydaje.
Jeszcze przez te kilka dni mogę cieszyć się zapachem bzu… Mecz tenisa tak mnie stresuje, że na chwilę uciekam do ogrodu, żeby ochłonąć.
To będzie długi wieczór… widzę, że z wiekiem nabyłam pewną umiejętność. Nawet, gdy moją głowę zaprzątają niemiłe myśli, albo wiem, że kolejny dzień będzie ciężki, to coraz łatwiej przychodzi mi nie tyle zapominanie o złych emocjach, co zamykanie ich w osobnej szufladzie. To że mamy cięższy czas, wcale nie oznacza, że nie możemy przeżywać miłych chwil, śiac się z dziecmi, pozwalać sobie na przyjemności. Perfekcyjne okresy zdarzają się rzadko (a mam wrażenie, że wraz z upływem lat zdarzają się coraz rzadziej) więc trzeba nauczyć się żonglerki trudami i radościami, bo zawsze będą się one przeplatać ze sobą. Nie wiem, czy w ogóle potrafię wytłumaczyć o co mi chodzi ;).
A co to za piękna paczuszka do mnie dotarła?
Little Pleasure Set to nowość w
Wymarzona kompozycja szlachetnych olejów roślinnych dla mojej skóry – migdał słodki, morela, makadamia, dzika róża. Olejek Marrakesh wygrał Glammies 2026 magazynu Glamour w kategorii ciało. Dla marki Francine&Mat to wielkie wyróżnienie i na pewno motywacja do dalszej pracy. I z tej okazji wyjątkowo chcą zachęcić Czytelniczki MLE, aby same sprawdziły czy wart jest tych nagród: kod MLE15 da Wam -15 % (ważny do 12 czerwca).
1. Gdy do końca blefuję, że będziemy mogły spać w ogrodzie, bo wiem, że lada moment powiedzą, że jednak nie chcą. // 2. Nikt w MLE nie spodziewał się, aż tylu zamówień z okazji Dnia Mamy. Nie było więc żadnych wyjątków i przez Wasze zakupy wszystkie musiałyśmy pakować paczki. Jeśli więc ktoś z Was dostał pomylone zamówienie – no cóż, to może być dosłownie moja wina.
Leci na Ciebie, gdy przychodzi wieczór. Wiecie kogo mam na myśli? 

Wielkanoc? Kiedy to było?! Patrzę na te zdjęcia i przypominam sobie, ile to spokoju – my, mamy – jesteśmy w stanie wyczarować, gdy chodzi o piękne święta dla naszych dzieci.
Dom. Widzę tyle błędów i niedoskonałości. A jednak staram się sobie cały czas powtarzać, że za trzydzieści lat nikt nie powie: "A pamiętasz tę Wielkanoc w 2026 roku? Utkwiła mi w pamięci, bo mieszkanie było dobrze wysprzątane". 
Dzień na wsi, wyrwany prawie siłą z miejskiego chaosu. Pogodę mieliśmy dla koneserów, ale tym ciaśniej siedzieliśmy dzięki temu na kanapie :).
Poza tym, rozgrzewały nas gorące placki z jabłkami od ukochanej cioci Ani. To był jeden z tych nielicznych momentów, kiedy modlisz się o to, aby dzieci nie były głodne i zjadły jak najmniej.
Po ponad sześciu godzinach dotarłam na drugi koniec Polski. Czy takie mieszczuszki jak my, będą potrafiły się tu odnaleźć? Odpowiedź brzmi: niestety, nie będą miały żadnego wyboru, bo nie dla przyjemności tu przyjechałyśmy.
To znaczy, gwoli ścisłości: ja przyjechałam tutaj, żeby z bezpiecznej odległości, z kawką w dłoni pracować na laptopie, sprawdzać, jak radzi sobie zespół MLE i doglądać, czy cały plan został wykonany, ewentualnie sprawdzić czy faktury wystawiono poprawnie, i żeby udawać bardzo ważną i zajętą osobę w białych spodniach na wsi.
Plan był dobry. Naprawdę dobry. 
Siedząc trzy godziny w oborze, dowiedziałam się jak skomplikowane bywa życie owiec. Miałyśmy tu najsłodszy i najbardziej puszysty oddział położniczy na świecie. I wiecie, co jest najlepsze? Że w którymś momencie usłyszałam: "Jedną owieczkę trzeba dokarmiać z butelki". Do wszystkich mam, które pamiętają swoje mniej lub bardziej mleczne przygody – to, co jest w teorii całkowicie naturalne, w prawdziwym życiu nie jest proste nawet dla owiec. Owcze mamy też potrzebują pomocy przy dostawianiu dzieci, a nierzadko zdarza się, że trzeba je dokarmiać z butelki. 
Ostatnie przypomnienie o naszej akcji – kupując w
Mamy tu nawet Portosa w wersji owczarkowatej.
Pamiątki z podróży do Roztocza.
Żal niszczyć.
Podobno żeby zasnąć, trzeba liczyć owce. Ja wiem, że zamiast je liczyć, będę za nimi trochę tęsknić.
Bardzo, ale to bardzo chciałam mieć dzisiaj zły humor, ale widzę to i jakoś mi teraz trudniej w tym postanowieniu.
Do restauracji "Brut" mamy z Sopotu dosyć daleko, bo znajduje się ona w dzielnicy "Dolne Miasto" w Gdańsku. Zajrzyjcie, jeśli będziecie niedaleko.
Można z dziećmi, ale najlepszy klimat poczujecie tam wieczorem.
A skoro już nas wywiało do Gdańska w sobotę, to odwiedzamy jeszcze ulubiony Garnizon.
1. Jeśli macie przyjaciółkę, którą uwielbiacie, ale też trochę nienawidzicie, bo zawsze we wszystkim wygląda najlepiej, to naprawdę wiem, co czujecie. Asia od stóp do głów ubrana jest w MLE – od spodni, przez marynarkę, aż po torebkę. // 2. Czaję się na te wazy w Moodstore już tak długo!
Co to się porobiło z tymi zakupami w "prawdziwych sklepach"?! Po pandemii mówiło się, że już zawsze będziemy zamawiać ubrania tylko w internecie, a kurier to nowy najlepszy przyjaciel człowieka. A teraz widzimy wyraźnie, że Wam to nie wystarcza i chcecie alternatywy. Kilka słów na ten temat i mapę Polski z miejscami, w których można kupić MLE stacjonarnie, znajdziecie
Teraz jest jeszcze miło, ale Asia lada moment powie, co tam słychać w księgowości i procedurach KSeF, i to skutecznie popsuje mi humor na resztę dnia ;).
Nike, która w ostatnich miesiącach – mimo woli – usłyszała więcej zwierzeń, niż by chciała.
1. Górny Sopot obsypany pachnącą bielą. // 2. Pijecie olej z czarnuszki? U mnie to już prawie rok! // 3. Bezsenność to podobno zaraza naszych czasów. Wiele czasu zajęło mi wyrobienie zdrowych nawyków, ale na szczęście było warto (wyjście na świeże powietrze przed godziną dziewiątą, opaska na oczy, brak telefonu w łóżku). // 4. Dodruk potrzebny do naszej swetrowej akcji. Jakoś nie spodziewałyśmy się, że wiosną spotka się z tak dobrym odbiorem :). //
Paczka prawie gotowa do wysyłki!
Odpowiadam zbiorowo: mam rozmiar "s". Sweter zdążył się wyprzedać, ale niebawem wróci.
Kwietniowe nudy: biuro w domu, wizyty przedszkolnych koleżanek i jaskry.
Spokojny dzień w Trójmieście, ale u nas od rana panowało napięcie. Przeżywaliśmy wybory u naszych sąsiadów i, co tu ukrywać, cieszyliśmy się, że Węgry wybrały nową drogę.
Zapraszam do mojego klubu filmowego i służę poleceniami, jeśli tak jak ja, szukacie czasem wymówek, żeby z nikim się nie widzieć.
Na Netflix trafiło niedawno 36 klasyków polskiego kina. Część z nich pewnie znacie, a część możecie kojarzyć z tego, że czasem tata męczył Was przed niedzielnym obiadem, aby obejrzeć jego ulubiony film, bo właśnie leci na "Jedynce". Dziś już dorośli, z różnymi doświadczeniami i w nowej (ale też skomplikowanej) rzeczywistości politycznej, warto się przeprosić z niektórymi tytułami.
Jednym z nich jest na pewno "Człowiek z żelaza".
Więcej filmowych ciekawostek znajdziecie w
Kosmetyki, do których powracam.
Ten zestaw zawsze powraca do mnie na wiosnę.
Gdy nadchodzi ten jeden dzień w tygodniu, gdy możesz wstać po dziewiątej, więc oczywicie budzisz się sama z siebie przed siódmą. Ale dobrze wykorzystam ten czas i po ulubionej pielęgnacji zrobię takie śniadanie, że piżamy im pospadają!
Co chciałam przygotować…. (japońskie puszyste placuszki).
A co przygotowałam. Dzieeeeci! Śniadanie!
Na szczęście w lodówce coś się znalazło.
Gruby sweter i letnia spódnica – co myślicie o takim połączeniu?
Fotografujemy nowości na najbliższych kilka tygodni.
Jadąc tu, zgarnęłam z paczkomatu najwspanialszy przebłysk lata – kolekcję makijażową Les Beiges od CHANEL. 

W poszukiwaniu utraconego „summer healthy glow” z Les Beiges od CHANEL Beauty. Jakim cudem CHANEL przewidziało, że ja w ten poniedziałek wybiegnę z domu bez makijażu i okażę się idealną testerką? :)
Las i zawilce, po których nie wolno deptać. Moja wymarzona kwietniowa godzina – ileż to rzeczy się musiało wydarzyć, abym w końcu stwierdziła, że niektórych z nich nie wolno przekładać na później.
Ornitolożka.
To tylko majówkowe widoki i gra o ptaszkach, które można znaleźć w polskich lasach. Te ze zdjęcia udało nam się zobaczyć (a raczej tak nam się wydawało ;)).
Ta gra to tak zwane "karty spacerowe" od
Jak miło usłyszeć pod koniec spaceru, że jednak było fajnie, a przecież wychodząc z domu, słyszałam, że to najgorszy dzień ever.
Kwietniowy banał musi być, bo czym byłby "Last Month" bez odrobiny kitnących drzew?
Co ja tam widzę na horyzoncie? Czyżby wołał mnie zew podróży? Zdecydowanie nie! Im bliżej jakichkolwiek wyjazdów, tym mocniej zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę nigdzie nie chcę się ruszać. Dysonans poznawczy wyraźny, jak w podręczniku dla pierwszego roku Psychologii :).
Ale skoro już mowa o podróżach, to…
… wyruszam w pogoń za ostatnimi kwitnącymi wiśniami. Ja mata!

Po takim spacerze lepiej od razu wystawić kącik ze zdrową lemoniadą z syropem z kwiatów bzu, niż co chwilę słyszeć, że komuś chce się pić.
Syrop z kwiatów czarnego bzu to mój ulubiony sposób na dobre nawodnienie wszystkich domowników. Nagle okazuje się, że wypicie 4 litrów w ciągu kwadransu nie jest dla nich żadnym problemem. Syrop jest od
Rodzinny wypad do stolicy zaczęliśmy już tradycyjnie od Łazienek. Był akurat Dzień Kobiet, świeciło piękne słońce, kaczki zażywały pierwszych słonecznych kąpieli, a ja marzyłam, żeby zatrzymać w miejscu tę beztroskę jak najdłużej.
Dziadek biegnie na pomoc wnuczkom. Czyżby dojrzały pawia?
W Warszawie zawsze jestem za krótko. Za krótko, żeby się z kimś spotkać, za krótko, żeby odwiedzić restaurację, którą chciałam, za krótko, żeby odpocząć i za krótko, żeby załatwić wszystko, co miałam do załatwienia. Wracam zwykle do domu z poczuciem, że mogłam to lepiej ogarnąć. Z pewnością pomocna byłaby tu umiejętność obiektywnego oceniania czasu. Na przykład na wystawę w Muzeum Narodowym w Warszawie przeznaczyłam trzydzieści minut, a siedziałam tam blisko dwie godziny. Myślicie, że da się to jakoś leczyć?
1. "Autorka przy swoich zajęciach" autorstwa Marie-Nicole Vestier Dumont. W swoich czasach obraz był przełomowy, bo pokazywał coś rzadkiego: kobietę nie tylko jako matkę, czy ozdobę salonu, ale też jako profesjonalną artystkę przy pracy. To był sygnał, że kobiety mogą tworzyć i pracować, a nie tylko pozować. Dziś jednak patrzymy na ten obraz trochę jak na bardzo estetyczną wersję macierzyństwa: nie widać tu zmęczenia, artystyka ma ułożone włosy, maluje w pięknej jasnej sukni, jest uśmiechnięta. Dlatego obraz jest ciekawy podwójnie: kiedyś był symbolem emancypacji, ale dziś kobiety uznałyby to za zbyt wyidealizowaną sytuację. // 2. Nie było nam łatwo, ale niektóre z nas potrafiły wytyczyć nowe szlaki, dzięki którym dziś możemy więcej, a prawa przyznane kobietom są dla nas oczywistością.
Moja córeczka spytała o jeden z obrazów: dlaczego jest taki ważny i czemu mu się przypatruję. Powiedziałam, że jego autorka miała szczęście, bo w czasach w których żyła, kobiety nie mogły uczyć się malować – było to dozwolone tylko dla chłopców. W jej oczach widziałam wielkie zdziwienie. Ja z kolei czułam wdzięczność wobec kobiet, które przyczyniły się do tego, że dziś moje dziewczynki mogą bez przeszkód chodzić na swoje ukochane lekcje rysunku.
I pani Olga też jest. "KWESTIA KOBIECA 1550–2025" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie – polecam gorąco tę wystawę, wciąż możecie ją odwiedzić.
No i kultowa już grafika, której historię pewnie większość z Was zna. W 1989 roku grupa aktywistek "Guerilla Girls" wykorzystała do swoich plakatów słynny obraz przedstawiający kobiecy akt („Wielka Odaliska”) i dokleiła jej małpią głowę. Po co? Zaczepny tekst “Czy kobiety muszą być nagie, żeby dostać się do Met. Museum?” umieszczony pod tytułem, mówi o niesprawiedliwym postrzeganiu kobiecej sztuki we współczesnym świecie – twórczość jedynie 5% artystek ma szansę na wystawę, podczas gdy 85% aktów przedstawia kobiecą nagość. Akcja była odpowiedzią na to, że MoMa zorganizowało wystawę „Międzynarodowy przegląd najnowszego malarstwa i rzeźby”, na której pokazano dzieła tylko czternastu kobiet na sto sześćdziesięcioro pięcioro uczestniczących. Przykry to dowód, że świat bardziej interesuje nasze nagie ciało, niż to, co chcemy przekazać.
I czas wracać! Następnym razem zrobię wszystko to, czego nie zdążyłam zrobić tym razem!
Tymczasem ja, pierwszego dnia wiosny.
Ta owieczka wymaga już chyba małego strzyżenia.
1. Ja, rok temu: "Tym razem naprawdę będę chować te poduchy za każdym razem, gdy zacznie padać deszcz." Również ja, w tym roku: "Ale tym razem, to już naprawdę, OBIECUJĘ, że będę chować te poduchy za każdym razem, gdy zacznie padać deszcz." Jassne… a teraz jadę do pralni… // 2. W nieładzie, w puchowej kurtce, idę grabić ogród. Ale popryskam się moim ukochanym Chanel 5, licząc na to, że dzięki temu w małym stopniu stanę się częścią tego magicznego, modowego świata. //
"Kasia, jeśli potrzebujesz pomocy, bo już nie masz siły grabić, to daj nam znak."
Gdy pogoda za oknem mało wiosenna, a w duszy już grają kolory. Kilka moich wyborów z Desenio.
1. Tulipany w wazonie i otwarte okna… znacie to uczucie? // 2. Rosół w wydaniu azjatyckim. Bo podobno jem za mało białka ;).
Długo myślałam o jakimś prima aprilisowym żarcie dla Was, ale uwierzyłam dziś już w tyle różnych dziwactw (między innymi w to, że miasto Sopot planuje wybudować zadaszenie nad molo), że nie będę się w to bawić – są lepsi ode mnie ;).
Nieważne co pokażę, i tak wszyscy pytają o ten obraz. "Un Po'Di Blu No1" wymiar 140×100 na płótnie (również od Desenio).
Bardzo cenię sobie marki, które nie dość, że produkują w Polsce, to dbają o środowisko. Marka Oio Lab współpracuje z polskimi Fundacjami i wspiera konkretne inicjatywy (między innymi z Fundacją Las na Zawsze, która zajmuje się sadzeniem młodych lasów i ochroną dojrzałych ekosystemów leśnych oraz z Fundacją MARE, która skupia się na ochronie ekosystemów morskich – szczególnie Morza Bałtyckiego). Ponadto, marka Oio Lab posiada certyfikat PETA, jest wegańska i wolna od okrucieństwa. A do tego wszystkiego minimalizują zużycie plastiku i używają ekologicznego (biofotonicznego) szkła.
A produkt, którego teraz używam, to holistyczne serum do twarzy. Ten kosmetyk pielęgnuje, ale jednocześnie daje efekt delikatnego makijażu: nawilża, wspiera mikrobom i przywraca blask a krycie to jedynie dodatek. Dostępny jest w trzech kolorach, a najciemniejszy może być stosowany jako bronzer. Z kodem MLE20 otrzymacie 20% zniżki na wszystkie kosmetyki na stronie
Lata temu napisałam tekst o "Dziewczynach, które zawładną Warszawą". Wśród nich była Kamila, która z całą pewnością świetnie pasowała do tego tytułu. Po obejrzeniu jej
Przed…
… i po! Kupiłam na prezent, ale całkiem nieźle wyglądałby tu ten obrazek.
Szylkretowe guziki czy obciągane?
Praca w MLE ma różne oblicza, ale takie momenty uwielbiam! Przyszedł do nas pierwszy prototyp i dosłownie wstrzymałam oddech po tym jak go przymierzyłam.
A teraz mała odtrutka instagramowa, czyli temat numer 1 ostatnich dni w pracy. Przepięłyśmy MLE na nowy system i w związku z tym, wszystkie w zespole dostałyśmy małej nerwicy.
1. Gdy po przeczytaniu 10 mejli od Klientek o tym, że nie mogą dokończyć płatności, ty wiesz, że możesz w spokoju pić dalej matchę, bo informatyk mówi, że na jego komputerze wszystko działa :). A tak bez żartów. Chyba przetrwałyśmy najgorszy etap i wszystko już działa (a jeśli nie działa, to zgłaszajcie to do nas, a my będziemy reagować). // 2. i 3. No i podejmowane są też kluczowe decyzje. Ta na przykład jest prosta, bo przecież na pierwszy rzut oka widać, że próbka na dole jest lepsza ;). // 4. Znacie to ćwiczenie dla osób pracujących na telefonie? Dwie minuty z głową skierowaną w jedną stronę, a pote, w drugą. A dłonie mocno zadarte! Zakwasy gwarantowane. Tutorial
Dzień w którym bardzo się martwiłam, ale tym razem wszystko skończyło się dobrze. Cieszcie się Dziewczyny każdym miłym dniem!
Krzewy i drzewa jeszcze nie zakwitły. U nas, w Trójmieście, zawsze musimy dłużej czekać na zieleń (podobno, w porównaniu do innych regionów Polski, nawet dwa tygodnie).
"
Myślałam, że taki format będzie wciąż zbyt wymagający dla moich dzieci, ale te ilustracje i fascynujące opisy przyciągały jak magnez.
No kiedy one już wrócą z tego przedszkola i się ze mną pobawią?
"
Kod rabatowy MLE25 jest ważny do końca kwietnia, zarówno na "Sztukę cenniejszą niż złoto", jak i inne pozycje
Deser o nazwie "jeśli ładnie zjecie zupę".
1. Bez żadnych cukrów ani sztucznych dodatków – 100% pasty z miąższu kokosowego. Jest delikatnie słodka w smaku chociaż nie ma dodatku cukru. Uwielbiamy ją! // 
Pościel jest przejściem ze świata snu do rzeczywistości, pierwszą rzeczą, którą dotykamy w ciągu dnia i w której spędzamy 1/3 naszego życia. Nie wybierajmy jej przypadkowo. Pościel od MUMLA jest zaprojektowana i uszyta w Polsce i do tego ma przeróżne piękne opcje do wyboru.
A teraz pytanie do Was! Czy taka marynarka do Was przemawia? Szyć?
Był taki czas, kiedy uważałam, że "zdrowe słodycze" nigdy nie zastąpią tych od Kinder. A to jest jedna z najlepszych
Nie mogę się doczekać tej Wielkanocy. Planuję idealną równawagę między tradycją a bezczynnym bomblowaniem, a co z tego wyjdzie, to zobaczymy.
Puk, puk, czy nasz kochany Narcyz w Gdyni jeszcze otwarty? Mamy alarm!
Bo w poniedziałek o 18:00 usłyszałam: "Mamo, a pamiętasz, że do jutra trzeba przynieść własnoręcznie zrobione wianki na konkurs?"
"Mamo, kupisz mi bazie na rynku?"