

bag / torba – Bershka
sweater / sweter – &OtherStories
watch / zegarek – Daniel Wellington
jeans / dżinsy – Topshop (model Jamie)
silk top / jedwabny top – Massimo Dutti
shoes / buty – Tallinder
Grey and black colours are my weak spot – I could count the moments when I wore something in "real" colours during the last couple of weeks on the fingers of one hand. Muted colours are characterised by certain elegance. Besides, we pay greater attention to the texture of particular fabrics when our clothes are in muted colours. My long mohair cardigan that I brought from London wouldn't look so sophisticated in yellow or green (not to mention that it wouldn't match most of my clothes).
PS Some of you have probably already noticed my new watch. This model – Classic Black by Daniel Wellington – isn't available in regular sales yet, but you can buy it after inserting a special code: makelifeeasier that will give you a 15% discount during the purchase as well. Go to the brand's website – Daniel Wellington and check it out on your own :).
***
Szarości i czerń to moja słabość – mogłabym wymienić na palcach jednej ręki momenty, w których w ciągu ostatnich kilku tygodni włożyłam na siebie coś w "prawdziwych" kolorach. Wygaszone barwy mają w sobie pewną elegancję, poza tym większą uwagę skupiamy wtedy na fakturze poszczególnych materiałów. Mój długi moherowy sweter, który przywiozłam z Londynu, nie wyglądałby już tak szlachetnie w żółci, fiolecie czy zieleni (nie mówiąc już o tym, że nie pasowałby do większości moich rzeczy).
PS. Część z Was pewnie dojrzała mój nowy zegarek. Model Classic Black od Daniela Wellingtona nie jest jeszcze w regularnej sprzedaży, ale można go kupić po wpisaniu specjalnego kodu: makelifeeasier, który upoważnia również do 15% zniżki. Wejdźcie na stronę Daniel Wellington i sprawdźcie same :).





scarf / szalik – Gyalmo Szale Himalajskie // coat / płaszcz – MLE Collection // umbrella / parasol – vintage
If I were to choose one word to define the thing that was most beautiful for me during the past month, I would say: people. Those newly met and those with whom I had the occasion to finally meet after a couple of months' break. Surely, I'm not the life and soul of the party, and I'm pretty reserved when it comes to meeting new people; however, during the last couple of weeks, I met numerous individuals thanks to whom I was constantly smiling and my work was pure pleasure. It was probably why I was able to avoid the blues connected with the beginning of autumn…although, in fact, I had many more reasons to be happy ;). I encourage you to see my short summary of September!
***
Gdybym miała określić jednym słowem to, co w minionym miesiącu było dla mnie najpiękniejsze, to powiedziałabym: ludzie. Ci nowo poznani i ci, z którymi miałam okazję spotkać się w końcu po kilku miesiącach przerwy. Z pewnością nie jestem duszą towarzystwa i do zawierania znajomości podchodzę z dużą rezerwą, ale w ciągu ostatnich kilku tygodni spotkałam mnóstwo osób, które sprawiały, że uśmiech nie schodził mi z twarzy, a praca stawała się być czystą przyjemnością. To pewnie dzięki temu ominęła mnie chandra związana z początkiem jesieni… chociaż, tak właściwie, to powodów do radości miałam znacznie więcej :). Zapraszam na krótkie podsumowanie września!

1. For me, autumn means… going back to the kitchen. In the summer, Tricity is bustling with life, and it's nice to spend time in restaurants and bars, but I've started to miss the regular home-made food. // 2. Behind the scenes of a photo shoot for the first issue of L'OFFICIEL – the premiere takes place in October! // 3. The feeling of resignation and doubt – consecutive stages of bathroom finishing. // 4. Państwo Miasto – a nice place and one without pretence in Warsaw.
1. Jesień to dla mnie… powrót do kuchni. W lecie Trójmiasto tętni życiem i miło jest spędzać czas w knajpach, ale tęskniłam już za regularnym domowym jedzeniem. // 2. Za kulisami sesji zdjęciowej do pierwszego numeru L'OFFICIEL – w październiku premiera! // 3. Rezygnacja i zwątpienie, czyli kolejne etapy wykańczania łazienki. // 4. Państwo Miasto – miłe i nienapuszone miejsce w Warszawie. 
SHE/S A RIOT shop on Mysia Street in Warsaw. I encourage each connoisseur of cookbooks, photo albums, and biographies to visit this place.
Sklep SHE/S A RIOT w Warszawie na ulicy Mysiej. Każdego konesera książek kulinarnych, albumów i biografii zachęcam do odwiedzenia tego miejsca. 
(starting from the top) Gosia's white sneakers – Converse // Ola's black shoes – unfortunately, I don't know the brand, but I've found a similar pair here // Yanina's red pumps – the brand is also an enigma for me, but you can find a similar pair here, you can also ask Yanina on her Instagram // my ballet flats – Pretty Ballerinas // India's slippers – Gucci (similar here)
It's really incredible that you can befriend people so quickly. With an irreplaceable team – Gosia, India, Yanina, and Ola, who are the owners of VERS-24.pl
(od góry) białe trampki Gosi – Converse // czarne buty Oli – niestety nie znam marki, ale podobne znalazłam tutaj // czerwone pantofle Yaniny – również marka jest dla mnie zagadką, podobne znajdziecie tutaj, a w razie czego piszcie do Yaniny na Instagramie // moje baletki – Pretty Ballerinas // klapki Indii – Gucci (podobne tutaj)
To niesamowite jak szybko można się ze sobą zżyć. Z ekipą nie do zastąpienia, czyli Gosią, Indią, Yaniną i Olą, które prowadzą stronę VERS-24.pl

When in the morning you find that a white shirt and a pair of black trousers are the most creative outfit you can come up with and then, you meet someone who really gets it… ;). Work in progress, with India and Ola Kowalska.
Kiedy rano stwierdzasz, że biała koszula i czarne spodnie, to maks co możesz dziś wymyślić, a potem spotykasz kogoś, kto naprawdę to rozumie… ;). Z Indią i Olą Kowalską w trakcie pracy. 
1. Chanel always invites the best representatives of a given field to their collaborations. This is Dominique Papadopoluos who was sharing the secret of the new collection with me. // 2. and 3. Gems that you can find on the Sopot market. // 4. A real treat that is crab with butter sauce. //
1. Marka Chanel do każdej współpracy zaprasza najlepszych przedstawicieli danego fachu. Tu z Dominique Papadopoluos, który zdradzał mi tajemnicę nowej kolekcji. // 2. i 3. Skarby na sopockim rynku. // 4. Prawdziwy rarytas, czyli krab z sosem maślanym. //
top / bluzka w paski – Petite Bateau (podobna tutaj) // skirt / spódnica – Stradivarius (podobna tutaj) // shoes / buty – Castaner
During a photo shoot for KUKBUK magazine at Sea Food Station Restaurant in Sopot.
W trakcie realizacji reportażu dla magazynu KUKBUK w restauracji Sea Food Station w Sopocie.
niebieska koszula – Massimo Dutti (podobna tutaj) // kremowe buty – Mango // czarne baletki – Zalando
A beautiful entrance to one of the houses in Notting Hill, London.
Piękne wejścia do domu w dzielni Notting Hill w Londynie.

In Tate Modern.
W Tate Modern.

trencz – Burberry // czarne spodnie – Topshop, model Jamie // bluzka – Orsay // buty – Vans
Tranquil Portobello Road in London – the charms of sightseeing around the city in the morning.
Spokojne Portobello Road w Londynie, czyli uroki zwiedzania miasta rankiem.


1. The greatest star of Milan Fashion Week. // 2. and 3. Ice cream stand near the famous Duomo of Milan. // The backstage area of Armani fashion show in Milan. //
1. Największa gwiazda Tygodnia Mody w Mediolanie. // 2. i 3. Lody niedaleko słynnej Duomo. // Backstage pokazu Armani w Mediolanie. //
If you want to read the article, with more pictures of this outfit, about my visit to Milan, you can read it here.
Gdybyście chciałby obejrzeć wpis z Mediolanu, w którym znajdziecie więcej zdjęć tego stroju, to zapraszam tutaj. 
1. Another birthday cake is ready! // 2. Such views can be only admired in London. // 3. The beautiful display unit at &OtherStories in Soho, London. This brand is entering the Polish market in December. // 4. Visiting Springer Spaniels.
1. kolejny tort urodzinowy zrobiony! // 2. Takie widoki tylko w Londynie. // 3. Piękna wystawa w sklepie &OtherStories w londyńskim Soho. Do Polski ta marka wchodzi już w grudnie. // 4. Z wizytą u springer spanieli.
Pumpkins on which I stocked up. I think we're going to prepare a spicy soup for autumn evenings…
Dynie, w które się obkupiłam. Chyba szykuję się pikantna zupa na jesienne wieczory…

Hard at work! :) You can check my Instagram for more pictures.
Praca wre! :) Po więcej zdjęć zapraszam Was na mój Instagram.

Ponad pół roku temu otrzymałam na moją skrzynkę pocztową zaskakującą wiadomość z zapytaniem, czy chciałabym pojechać na pokaz marki Armani, który miał odbyć się w trakcie Mediolańskiego Tygodnia Mody. Odpowiedź była dla mnie oczywista, ale od razu zostałam uprzedzona, że sprawa nie jest jeszcze przesądzona, gdyż polski oddział marki Armani od kilku sezonów stara się o zaproszenie na pokaz, za które, jak się potem dowiedziałam, połowa świata mody byłaby gotowa zrobić niemal wszystko. Byłby to więc pierwszy raz, kiedy ktoś z Polski zostałby zaproszony na to wydarzenie. Podeszłam z dystansem do całej sprawy, aby nie cieszyć się przedwcześnie. Szczerze się zdziwiłam, gdy okazało się, że nie dość, iż zaproszenie dostałam, to będę mogła również wejść na backstage z moim aparatem i podpatrzeć produkcję całego przedsięwzięcia.
Pierwszego dnia, tuż po przyjeździe i zameldowaniu się w hotelu, ruszyłam na zwiedzanie miasta. W Mediolanie byłam już parę razy (poświęciłam mu nawet jeden rozdział mojej książki), a mimo to (jak zawsze) nie mogłam oderwać wzroku od dopracowanych strojów, głównie mężczyzn. Niezależnie od tego, czy przemierzali ulice na skuterach, czy spacerowali za rękę z włoskimi dziewczynami, albo wyprowadzali swoje wyczesane i wypielęgnowane psy – wszyscy byli wysportowani, świetnie ostrzyżeni (bez wygolonych karków i nachalnych przedziałków), w lśniących butach, dopasowanych do nich skarpetkach, w idealnie odprasowanych koszulach i świetnie skrojonych marynarkach. Włosi wyglądają perfekcyjnie, a jednocześnie autentycznie – widać, że w garniturze czują się swobodnie, jakby chodzili w nim od urodzenia, jakby był ich drugą skórą. Nie ma w tym nic ze snobizmu.
Nic dziwnego, że właśnie w tym mieście, kilkadziesiąt lat temu, młody brunet o drobnej sylwetce, który właśnie rzucił studia na medycynie, rozpoczął swoją przygodę z modą. Tak zaczęła się historia jednego z największych domów mody na świecie. Najpierw pomagał przy urządzaniu witryn sklepowych w centrum handlowym, ale szybko rozpoczął karierę samodzielnego projektanta. Nauczył się też krawiectwa. Armani, bo o nim oczywiście mowa, zafascynowany budową ludzkiego ciała, jak nikt potrafił podkreślić i wysmuklić sylwetkę dzięki odpowiednim krojom i nowatorskim cięciom. Do mistrzostwa opanował sztukę szycia garniturów. Najpierw dla mężczyzn, później także dla kobiet. Gdy w Eurpie osiągnął już wszystko, wyruszył na podbój Ameryki, gdzie dzięki niezapomnianej kreacji Richarda Gere w filmie Amerykański żigolo oraz niebywałemu sukcesowi Miami Vice na stałe zapisał się w historii popkultury. To on, jako pierwszy, sprawił, że krój marynarek stał się bardziej swobodny – wyciągnął z nich sztywne poduszki i zaczął korzystać z delikatniejszych materiałów. Elegancję przeniósł do codzienności i sprawił, że przestała być przeciwieństwem wygody, bez której nie da się wyglądać naprawdę dobrze. Jeśli więc włoskie krawiectwo kojarzy Wam się z perfekcją, to duża w tym zasługa właśnie Giorgia Armaniego.

Widok z mojego pokoju hotelowego na piękną starą kamienicę. Zatrzymałam się w Room Mate Giulia, ze względu na piękną lokalizację (na tyłach Galerii Emmanuela i tuż obok Duomo). Jakie było moje zdziwienie, gdy w recepcji hotelu dojrzałam pracę Louise Bourgeois, którą dosłownie tydzień temu podziwiałam w Tate Modern w Londynie – świat jest mały!


Mały prezent od marki Armani, aby w trakcie wyjazdu do Mediolanu pachnieć jak Włoszka. Perfumy Si La Perfum w nowej, nieco poważniejszej odsłonie.


Piękna restauracja Il Salumaio Di Via Monte usytuowana w jednym z mediolańskich patio. Na pewno warto je odwiedzić, ale uprzedzam, że bez rezerwacji ciężko jest dostać stolik.


Pod koniec pierwszego dnia wyjazdu wybrałam się jeszcze na wystawę w słynnym budynku, zaprojektowanym przez Armaniego – Armani / Silos. Poza licznymi kreacjami, które wyszły spod ręki projektanta, zobaczyłam też serię zdjęć "Emotions of the athletic body".
Na następny dzień musiałam stawić się przed wejściem na backstage już o 8 rano. Z resztą szczęśliwców błąkałam się chwilę niedaleko Armani Theatre, bo w żaden sposób nie mogłam znaleźć wejścia. W końcu drogowskazem okazały się być dwie bardzo modnie ubrane dziewczyny, siedzące… wśród śmietników ;).




Tak wyglądał wzorowy makijaż na tegoroczny pokaz Giorgio Armani. Jego autorką jest Linda Cantello, światowej sławy makijażystka, która od lat współpracuje z wszystkimi czołowymi magazynami o modzie na świecie. 
Przygotowania do pokazu trwają zwykle co najmniej kilka godzin. Skradając się pomiędzy korytarzami, z aparatem przyciśniętym do nosa, zauważyłam, jak toczy się tam alternatywna rzeczywistość. We wszechogarniającym zgiełku i pośpiechu, modele i modelki starali się nie zwracać uwagi na zamieszanie i zająć się własnymi sprawami. Modelka w krótkich czarnych włosach przycupnęła przy framudze drzwi i oglądała na telefonie nowy film Woody'ego Allena, inna w pośpiechu zjadała brzoskwinię (oby to nie był jej jedyny posiłek tego dnia), przystojny brunet wyciągnął z plecaka książkę i z trochę znudzoną miną przerzucał kartkę po kartce, a grupa młodych chłopaków opowiadała sobie dowcipy na korytarzu – mówili po angielsku, ale każdy z innym akcentem. 


Makijaż oparty był na ulubionym kolorze projektanta (i moim też), czyli granacie. Mocno podkreślone oko, rozświetlona twarz i usta w zgaszonym odcieniu pomarańczu okazało się być bardzo nowoczensym połączeniem.






"Laboratorium makijażu Armani" czyli regał, na którym znajdują się pigmenty wszystkich kolorów użytych w makijażu.




jacket / żakiet – MLE Collection // silk top / jedwabna bluzka – Massimo Dutti // jeans / dżinsy – COS // bag / torebka – YSL vintage // shoes / buty – Simple
"Navy is the new black" twierdzi Armani, a ja (jak widać powyżej) całkowicie się z nim zgadzam. 

Pokaz dopracowany był w najmniejszym szczególe, czułam się jakbym uczestniczyła w pięknym spektaklu. Warto również docenić, że Giorgio Armani, mimo wieku (88 lat) nie zrezygnował z żadnego ze swoich projektów.
Po pokazie, zaczęło się kolejne przedstawienie – tym razem na ulicach Mediolanu.













Ostatnie kilka godzin w Mediolanie. Ubrana w dżinsy (Topshop, model Jamie),trampki i t-shirt od polskiej marki PLNY LALA czułam się odrobinę swobodniej.


jeans / spodnie – Topshop (model Jamie) // sneakers / trampki – Converse // bag / torebka – vintage YSL // t-shirt – PLNY LALA // sunglasses / okulary – Ray-Ban




Ostatnie spojrzenie na Duomo w pełnym słońcu.
fot. Katarzyna Tusk i Anna Rutkowska z Mammamija

flats / baletki – net-a-porter (podobne tutaj)
sunglassses / okulary – Ray-Ban
watch / zegarek – Daniel Wellington
white trousers / spodnie spodnie – Mango
silk top / jedwabna bluzka bez rękawów – Massimo Dutti (podobna tutaj)
bag / torebka – vintage YSL (model nadal dostępny w sklepach)
My stay in Milan provided me with an opportunity to enjoy summer for a little bit longer. My favourite classic piece for the summer weather – white trousers – is a little bit retro, as the high waist, darts, and none too narrow trouser legs are reminiscent of the 50s. A black blouse with fine polka dot pattern is a tribute to the icons of the Italian cinema who loved this particular pattern very much.
I really wanted to publish the whole photo report from my trip to Milan already today, but unfortunately, I simply hadn’t had enough time. Sorting through over 1900 photos still requires a modicum of patience and work, and I don't want to post something that I've prepared in a chaotic way just to "upload it as soon as possible and gather some likes." However, there is a calm evening at home ahead of me; therefore, everything should be ready for tomorrow!
***
Pobyt w Mediolanie dał mi okazję, aby nacieszyć się latem jeszcze przez krótką chwilę. Mój ulubiony klasyk na letnią pogodą – białe spodnie – jest trochę w klimacie retro, bo wysoka talia, zaszewki i niezbyt wąskie nogawki nawiązują do lat pięćdziesiątych. Czarna bluzka w drobne groszki to ukłon w stronę ikon włoskiego kina, które szczególnie ukochały sobie ten wzór.
Bardzo chciałam już dziś opublikować całą relację z mojego wyjazdu do Mediolanu, ale niestety zabrakło mi czasu. Przejrzenie ponad 1900 zdjęć wymaga jednak odrobiny cierpliwości i pracy, a nie chcę fundować Wam czegoś, co robiłabym na kolanie "byleby puścić to jak najszybciej i zebrać lajki". Przede mną jednak spokojny wieczór w domu, więc do jutra powinnam zdążyć!




Another very eventful trip has ended. At the beginning of September, I was invited by Stradivarius to London. Influencers from all over the world had the opportunity to meet and have a close look at the new collection. I wanted to spend each spare moment on exploring the city. I also never parted with my camera, and thus, I can share with you a short photo reportage today.
***
Za mną kolejny wyjazd pełen wrażeń. Na początku września zostałam zaproszona przez markę Stradivarius do Londynu. Influencerzy z całego świata mieli więc okazję do spotkania i przyjrzenia się nowej kolekcji z bliska. Każdą wolną chwilę chciałam wykorzystać na zwiedzanie miasta, nie rozstawałam się też ze swoim aparatem, więc dziś mogę się z Wami podzielić małą fotorelacją.
shirt & sandals / koszula i sandały – Massimo Dutti // jeans / dżinsy – Stradivarius // bag / torebka – vintage YSL
London welcomed me with sunny weather; therefore, I decided not to waste time. I took the subway and headed in the direction of Westminster Underground Station.
Londyn przywitał mnie słoneczną pogodą, więc postanowiłam nie tracić ani chwili. Wsiadłam do metra i ruszyłam na stację Westminster.


The beautiful Big Ben against the background of a clear sky.
Piękny Big Ben na tle czystego nieba.

With the editors of Glamour and Joy magazines as well as with Kasia. After a couple of unsuccessful attempts, we are trying to find the right streets leading to Tate Modern.
Z redaktorkami magazynów Glamour, Joy i Kasią. Po kilku nieudanych próbach staramy się odnaleźć właściwą drogę do Tate Modern.

In my favourite neighbourhood of London – Soho (not that I know all of them, but so far, this one has really suited my taste), I found a couple of truly perfect places. In particular, I recommend Kingly Court – you will find there numerous venues with delicious food. My top favourites are Whyte & Brown as well as Detox Kitchen.
W mojej ulubionej dzielnicy w Londynie – Soho (nie żebym poznała wszystkie, ale do tej pory ta wyjątkowo przypadła mi do gustu), znalazłam kilka naprawdę idealnych miejsc. Polecam przede wszystkim Kingly Court – znajdziecie tu mnóstwo lokali z pysznym jedzeniem. Moi faworyci to Whyte & Brown oraz Detox Kitchen.

The entrance to the famous department store, Liberty.
Wejście do słynnego domu towarowego Liberty.
Kasia z JestemKasia: total look Stradivarius; Ja: spodnie, koszula i koronkowy top – Stradivarius // buty – Prima Moda // torebka – vintage YSL
After a few hours of sightseeing, I returned to the hotel. As usual, I had lost track of time, and there were only a dozen or so minutes left to prepare for the event. As always, I chose a classic combination of black and white.
Po kilku godzinach zwiedzania wróciłam do hotelu. Jak zwykle straciłam rachubę czasu i na przygotowanie zostało mi zaledwie kilkanaście minut. Tradycyjnie postawiłam na klasyczne połączenie czerni i bieli.

During the event, I finally had the opportunity to get to know Kasia from the blog JestemKasia as well as her husband, Jacek, better. On her blog, Kasia seems to be a warm and authentic person, and in reality, it is totally the opposite… hahaha! That's a joke, of course! Kasia is truly charming, normal, and we got along extremely well. It is a shame that we met this late, though!
Na imprezie miałam w końcu okazję lepiej poznać Kasię z bloga JestemKasia oraz jej męża Jacka. Kasia na swoim blogu wydaje się być ciepłą i autentyczną osobą, a w rzeczywistości jest zupełnie na odwrót… hahaha! To żart oczywiście! Kasia jest przeurocza, normalna i super się dogadywałyśmy. Żałuję jedynie, że poznałyśmy się tak późno!


The next morning, it was unbelievably difficult to drag myself out of bed as soon as dawn broke.
Następnego dnia rano ciężko było zwlec się z łóżka skoro świt…
You often ask me about my travel must-haves; therefore, I used the hotel bathroom to take some pictures. You are familiar with part of these products from my previous posts (Double Wear Foundation, Chanel No 5, skin imperfections cream – Camphrea by Guerlain, eye cream by Chlochee). The novelties in my make-up bag are: whitening toothpaste (irreplaceable while travelling), claret nail polish by Chanel, and moisturising and revitalising cream by Clochee that is quickly absorbed into the skin, owing to which we can apply makeup right away, it also has a very pleasant fragrance (it contains Damask rose extract, whereas apple extract helps to counter the harmful effects of free radicals).
Często pytacie o mój podróżniczy niezbędnik, więc wykorzystałam hotelową łazienkę do zrobienia zdjęcia. Część produktów znacie już z moich poprzednich wpisów (podkład Double Wear, Chanel NR5, krem na niedoskonałości Camphrea od Guerlain, krem pod oczy Clochee). Nowości to pasta wybielająca (na wyjazdach niezastąpiona), bordowy lakier Chanel i lekki krem nawilżająco-rewitalizujący Clochee, który szybko się wchłania, dzięki czemu można szybko nałożyć makijaż, ma też bardzo przyjemny zapach (zawiera wyciąg z róży damsceńskiej, a ekstrakt z jabłka pomaga przeciwdziałać szkodliwemu działaniu wolnych rodników). 
There is a discount code available for products by Clochee. It is valid until the end of October. It is enough to insert the code "apple20" (that is a 20% discount code) during the purchase.
Na produkty marki Clochee jest teraz dostępny rabat. Możecie z niego skorzystać do końca października, wystarczy w trakcie zakupów użyć kodu apple20 (rabat wynosi -20 procent).

A memento of the previous night came back with me to the Tricity.
Pamiątka po poprzednim wieczorze wróciła razem ze mną do Trójmiasta
Even though during the second day of the trip the weather was truly English, I really wanted to escape the city centre and reach places that are less available to tourists. I took the subway and arrived at Tufnell Park Underground Station. Afterwards, (while trying to get soaked to the skin) I toddled towards Fortress Road. I wanted to pay a visit to each one of the charming small cafés and bakeries, but having been discouraged by the pouring rain, I decided to stay in a small breakfast restaurant, Bear & Wolf. If you are searching for a place with a great ambience that would reflect the one of London and a venue that offers delicious coffee and breakfasts at the same time, you will be delighted with this spot.
Chociaż drugiego dnia wyjazdu pogoda była iście angielska, to bardzo chciałam wyrwać się z centrum miasta i dotrzeć do miejsc mniej dostępnych dla turystów. Metrem udałam się na stację Tufnell Park, a następnie (próbując kompletnie nie zmoknąć) podreptałam na Fortess Road. Chciałam zajrzeć do każdej z uroczych kawiarni i piekarni, ale zniechęcona ulewą zdecydowałam się zostać w małej śniadaniowni Bear & Wolf. Jeśli szukacie klimatycznego miejsca, który oddawałby londyński klimat i jednocześnie oferował pyszną kawę i śniadania, to tym lokalem będziecie zachwyceni.


top / bluzka – Orsay // jeans / dżinsy – Stradivarius // trench / trencz – Burberry (stara kolekcja) // shoes / buty – Vans // bag / torebka – vintage YSL (podobna dostępna na net-a-porter albo tutaj) 
Rainy, foggy, and dreary London – it looked entrancing in such a setting.
Deszczowy, mglisty i ponury Londyn – w tej oprawie prezentował się urzekająco.
