Zapiski o modzie i stylu – Cowboycore: co mówi o naszych potrzebach ? I dlaczego miłośniczki klasyki nie powinny się od niego odwracać?

Wpis powstał we współpracy z marką YES. 

 

okrągłe kolczyki – YES 

legginsy – Oysho (model comfortlux)

sweter – MLE (rozmiar M)

kozaki kowbojki – Vanda Novak

apaszka – Le Brand

torebka – CHANEL

 

  Zdaję sobie sprawę, że „to nie jest Texas”, jak śpiewa Beyonce w swoim niedawnym hicie („This ain't Texas” z albumu Cowboy Carter), ale spróbuję Was przekonać, aby na chwilę przenieść się myślami na bezkresną prerię. A to dlatego że, jeśli chce się na poważnie przeanalizować trendy na ten sezon, ciężko będzie omijać temat Dzikiego Zachodu. Tylko w tym roku hasło „westernfashion” uzyskało 1,5 miliarda (!!!) wyświetleń na TikToku. Od błotnistych terenów festiwalowych, przez butiki polskich marek na Mokotowskiej, aż po paryskie wybiegi – odwołania do tego trendu znajdziemy dosłownie wszędzie. A poza tym, sama uważam – nawet jeśli zupełnie nie pasuję Wam do frędzli i pasków z wizerunkiem konia na klamrze – że „cowboycore” może być tym brakującym elementem, który ożywi garderobę bazującą na klasyce. Wyczuwam w Was brak entuzjazmu, ale może zmienicie zdanie?

  Styl kojarzony z kowbojami miał w swojej historii wzloty i upadki. Do głównego nurtu wdarł się dzięki popularności westernów w połowie XX wieku, które sprzedały widzom wyidealizowany portret samotnego jeźdźca z rewolwerem w dłoni (ten kto pamięta opowieści rodziców o oglądaniu w weekendy „Bonanzy” na czarno-białym telewizorze ręka w górę!). Amerykanie traktowali kowbojskie motywy jako swoje dobro narodowe – przez dziesięciolecia marki, takie jak Ralph Lauren, konsekwentnie czerpały inspirację z tego stylu, szczególnie w latach 80-tych i 90-tych XX wieku. W kolekcjach często pojawiały się motywy, takie jak frędzle, dżins i skóra, zaprojektowane pod kątem nowoczesnej garderoby. Zresztą sam założyciel Ralpha Laurena nie raz dał się sfotografować z kowbojskim kapeluszem na głowie i sporą część roku do dziś spędza na własnym rancho. Można westernowego stylu nie lubić, ale ta marka udowadnia, że jego ponadczasowa wersja naprawdę istnieje.

  Bądźmy jednak ze sobą szczere – równolegle, przez wiele lat, styl kowbojski uznawany był za symbol amerykańskiego kiczu i dziwaczny wyraz tęsknoty za czasami świetności Elvisa Presley'a i Las Vegas. W 2009 roku, kiedy swoją chwilę chwały przeżywała Hannah Montana (grana przez młodziutką Miley Cyrus) zarówno nastolatki, jak i dorosłe Amerykanki ogarnęło szaleństwo „kowbojskiego glamu” z cekinami i białymi butami w roli głównej. Do tego dochodziły dwuznaczne, ale mocno wpisane w popkulturę obrazy z kobietą ujeżdżającą byka na rodeo (nierzadko w samej bieliźnie).

  Dodam do tego jeszcze fakt, że mężczyzna w stroju kowboja w pewnym momencie przestał się już kojarzyć z bohaterskim Clintem Eastwoodem, bo zastąpił go obraz typowego białego maczo o niezbyt postępowych poglądach, który interesuje się głównie kuflem piwa i serwuje napotkanym kobietom mało subtelne komplementy. Na początku drugiej dekady lat dwutysięcznych ten kanon estetyki dotarł do kresu, stał się groteską, w Europie budził złe skojarzenia i powoli umierał gdzieś w przydrożnych amerykańskich barach ze striptizem.

Do wszystkich moich zestawów w stylu "cowboycore" wybrałam jeden model kolczyków od YES.

 

  Ale moda zawsze w takich momentach robi psikusa. Coś musi zniknąć, aby móc narodzić się na nowo. Obecna fascynacja topowych marek czy kina nie tyczy się jednak wyłącznie kwestii wizualnych. Chociaż większość z nas nie chce zostać prawdziwymi, pracującymi kowbojami czy kowbojkami, to nostalgia za możliwością życia na własnych warunkach, blisko natury, z dala od pędu i cywilizacji pojawia się w nas coraz częściej. Kowboj – nawet jeśli trochę nieokrzesany i nie zażywający codziennych kąpieli – jest prawdziwą ikoną wolności i niezależności. Magdalena Kacalak pisze w swoim felietonie (więcej w Wysokich Obcasach), że: „owszem, jest to świat niepozbawiony zagrożeń [świat kowbojów] – ale z lękami, które są sprecyzowane i realne, w odróżnieniu od czyhających dziś nieznanych chorób, zmian klimatycznych i technologii inwigilującej nasze życie. Mnogość bodźców, wyzwań i atrakcji powoduje w nas coraz częściej chęć ucieczki, odcięcia się, wyzerowania mózgu. Pociąga nas proste życie, skupione wokół ziemi i natury, nic więc dziwnego, że „domek na prerii" staje się niedościgłym marzeniem.”  

  No właśnie, kto nie narzekał, że nasza kultura jest zbyt skoncentrowana na konsumpcjonizmie? Że jesteśmy przyklejeni do telefonów, gdy świat płonie? Że nie potrafimy czerpać przyjemności z codziennych obowiązków? Tę tęsknotę dobrze wyczuli producenci streamingowych i kinowych hitów. Przerobiłam prawie wszystkie i oczywiście wpadłam po uszy. Wystarczy powiedzieć, że moja koleżanka, po spędzeniu ze mną kilku dni na wyjeździe we Włoszech, zadzwoniła do męża i powiedziała: „Słuchaj, nie wiem do końca o co chodzi z tym „Yellowstone”, ale Kasia po jego obejrzeniu biega w kapeluszu kowbojskim po gaju oliwnym. A uwierz mi – daleko jej do dziewczyny ranczera. Aż nabrałam ochoty aby to obejrzeć.” Tak. Mnie również oczarował Kevin Costner i jego królestwo, czyli wielohektarowa posiadłość w stanie Montana, którą główny bohater „chce uchronić przed tym, co nowe” za wszelką cenę. Oglądając pierwszy sezon ciężko jest zrozumieć desperację Johna Duttona (Kevin Costner), ale wraz z odkrywaniem życia jakie wiedzie on i jego ludzie na farmie, samemu ma się ochotę wsiąść na konia i pogonić nowoczesność tam, gdzie pieprz rośnie. Do tego dochodzą jeszcze dwa prequele: „1923” i „1883”, które cofają nas daleko w przeszłość. To nie tak, że do tych produkcji podchodzę bezkrytycznie – we wszystkich tych serialach nazbierałoby się sporo nieścisłości, a nawet niedorzeczności, ale niewątpliwie dobrze widać w nich jedną rzecz – kowboje to ludzie, którym wolność wynagradzała wszelkie niedogodności i poczucie ciągłego zagrożenia.

marynarka – MLE (stara kolekcja) // sweter – MLE (obecna kolekcja) // dżinsy – Zara // kowbojki – Isabel Marant (kupione dawno temu, ale ten model chyba jest w stałej ofercie)

 

  Nowe produkcje różnią się od starych westernów tym, że do gromady zahartowanych mężczyzn z ostrogami dołączyły kobiety. I tym razem nie są to „słodkie dziewczyny”, które tylko pożyczyły od swoich odważnych chłopaków ich kapelusze z wygiętym rondem. Świat kowbojów od zawsze był światem mężczyzn z bardzo patriarchalnym podziałem ról. I nowe seriale nie twierdzą, że było inaczej, ale pokazują, że życie kobiet w tamtych czasach nie ograniczało się do zaplatania warkoczy i pieczenia szarlotki. Było trudne, a one musiały być niemniej silne i twarde, co mężczyźni. No i że te wszystkie męskie porachunki i gonitwy na koniach na nic by się zdały, gdyby kobiety nie stąpały twardo po ziemi, a czasem – poza tupnięciem nóżką – nie chwyciły też za strzelbę.

  Zmianę widać też w ich strojach, zwłaszcza w przypadku głównej bohaterki „1883”, która po kilku tygodniach kowbojskiego życia stwierdza, że jej jasna sukienka z usztywnianym gorsetem do niczego się nie nadaje i lepiej zastąpić ją spodniami. Gdy w minionym wieku kowbojski styl po raz pierwszy opanował glob, kobiety występujące w westernach ubrane były albo jak „damy”, albo jak seksowna przybudówka do męskiego bohatera. Ale dzisiejszy trend „cowboycore” w ogóle nie jest nastawiony na podkreślanie kobiecej seksualności. Nie chodzi tu już o ultraobcisłe dżinsy czy krótkie zwiewne spódnice. Buty kowbojki nie są na szpilce, a na szerokim wygodnym obcasie – właściwie nie różniącym się niczym od tego, który jest w męskich modelach.

  Ta nowa miłość do kowbojskiego stylu i jednocześnie poddanie go estetycznemu odświeżeniu wiąże się z falą, która od kilku lat każe nam znów patrzeć na ubrania, jak na użyteczną w życiu codziennym rzecz, a niekoniecznie kreację, która ma wyrażać więcej niż tysiąc słów (pisałam o tym trochę tutaj). Brutalna rzeczywistość Dzikiego Zachodu, surowe warunki, praca na świeżym powietrzu wymagały od ludzi trwałych, solidnych ubrań. Dżins, zamszowe kurtki, solidne całoroczne skórzane buty czy kożuchy to przykładowe rzeczy z szafy kowboja, które cechuje trwałość. A nawet jeśli są już lekko nadniszczone wciąż prezentują się fajnie.

kurtka – Pull&Bear (kolekcja męska) // sweter – MLE (obecna kolekcja) // spódnica – MLE (stara kolekcja) // kozaki – &Otherstories // torebka – Studio Amelia

 

  Trzeba tu jednak rozróżnić dwie rzeczy: czym innym jest „styl kowbojski”, a czym innym „cowboycore” – w tym drugim odniesienia do Dzikiego Zachodu są naprawdę subtelne. Na tyle subtelne, że spokojnie znajdą swoje miłośniczki także w miejskich twierdzach. Te detale mają być takim pierwiastkiem nieokrzesania, wyrazem tęsknoty za przygodą. To może być apaszka zawiązana jak u Johna Wayne'a, ale w minimalistycznej wersji, albo zamszowe kozaki dodane do codziennego stroju. Kurtka w stylu ranczera ze skórzanym albo sztruksowym kołnierzykiem też dobrze przełamie zachowawczy zestaw. Nie mówiąc już o dżinsowej koszuli czy kurtce – jeśli postawimy tylko na jeden delikatny element, na pewno nie przesadzimy. Dla mnie to fajny sposób na ożywienie starych sprawdzonych zestawów, które już trochę mi się znudziły.

  Dzięki Lanie Del Rey, Taylor Swift i streamingowym hitom, kowbojski styl jest dziś bardziej popularny niż kiedykolwiek i wykracza daleko poza Amerykę. Beyonce dodatkowo pokazała, że każdy może czerpać z tego stylu, czym wywołała oburzenie wśród Republikanów. Kobieta, i to na dodatek czarna, jest według większości z nich za mało kowbojska, aby móc „przywłaszczać” sobie ten styl. Tarcia, które sięgają politycznego szczebla mówią chyba znacznie więcej niż frędzle przy torebkach na pokazach w Paryżu: rośnie w nas zmęczenie dzisiejszym światem. Tą refleksją żegnam się z Wami i spinam swojego wyimaginowanego konia do galopu – w stronę zachodzącego słońca! :)  

 

*  *  *

 

Pokaz CHANEL „Ready to wear” na sezon wiosna/lato 2025 – moje ulubione sylwetki.

  We wnętrzu Grand Palais odbył się wczoraj pokaz CHANEL na sezon wiosna/lato 2025. "Ready to wear" oznacza, że zaprojektowane kreacje powinny spełniać funkcję także codziennych strojów, ale od wielu dekad tego rodzaju pokazy są raczej wyznacznikiem tendencji w przyszłości, niż kapsułową garderobą, którą nosiłybyśmy od poniedziałku do piątku. W każdym razie – pokaz był piękny. Bardzo przypadły mi do gustu motywy kokardy, peleryny i delikatne żorżety, wystające spod spódnic czy żakietów. Zapraszam do fotorelacji poniżej. 

 

Last Month

Wpis powstał we współpracy z Krosno, BasicLab, Apimelium oraz zawiera lokowanie marki własnej i linki afiliacyjne. 

 

  Czasem trzeba coś stracić, aby to docenić. Wiem, że to banał porównywalny z tekstami typu „och, dopiero dochodzi siedemnasta, a już się ściemnia”, ale tej jesieni naprawdę to widzę. To niesamowite, jak zmienia się sposób postrzegania, gdy po długim czasie wracasz do czegoś, co kiedyś śmiałaś nazywać pracą, a dziś mam wrażenie, że pisząc „Last Month” funduję sobie najpiękniejszy relaks.

  Jeśli macie więc ochotę zapytać dlaczego ten wpis pojawia się tak wcześnie, to już śpieszę z odpowiedzią. Po tym miesiącu wypełnionym po brzegi wyzwaniami i nerwami, naprawdę nie mogłam się doczekać momentu, w którym wrócę do mojej blogowej rutyny. Tym bardziej, że na zdjęciach widzę te wszystkie miłe momenty, które pozwalały mi utrzymać równowagę. Ach! Naprawdę już nie mogę doczekać się października – nie oczekuję od niego niczego więcej poza tym, aby było taki, jak zawsze! 

 

1. Dzień dobry w pierwszy chłodniejszy poranek! Jeszcze udaje mi się przemycać tę letnią spódnicę do codziennych strojów // 2. Co mówi cała północna półkula ziemska w pierwszy dzień jesieni? "Jemy jabłka z cynamonem!". // 

A tu jeden dzień, który ukradliśmy latu. Wrześniowe plażowanie to jedno z tych przeżyć, które są kwintesencją nostalgii. 

1. Mój ukochany stylista – łóżko. To ono przedstawia mi zawsze różne propozycje zestawów ;). // 2. Wiecie, że na podstawie takich próbników bardzo ciężko stwierdzić, który kolor będzie dobrze wyglądał w danej przędzy? Błękitne swetry to moje wielkie wiosenne marzenie – może Wy podpowiecie z numerem? //Jeden z wrześniowych poranków, który wyglądał jak w firmie kurierskiej. Trzeba było wybrać rower zamiast samochodu!1. Komplet dzianinowych dresów MLE, dzięki którym jesienne szare dni wydają się jeszcze fajniejsze! Dostępna jest także wersja w kolorze ecru (spodnie i swetry można kupować osobno).  // 2. Tego dnia na śniadanie podano idealną mieszankę stresu i ekscytacji. Ruszamy z kampanią jesień/zima 2024/25. Po prawie rocznej pracy widzimy jej efekty w pełnej krasie, w studyjnym świetle i w pięknych stylizacjach. Wszystko jak zawsze, uszyte w naszej pięknej Polsce. // Co ten makijaż i płaszcz jak z hollywoodzkiego filmu mogą zrobić z człowieka, którego codzienna "operacja stylówa" polega na umyciu zębów…   Pamiętacie to magiczne miejsce z najlepszym dizajnem, które poleciłam? Futureantiques zapewnili nam najlepszą scenografię, którą chętnie zabrałybyśmy do naszych mieszkań. Backstage.Praca w MLE to na pewno niesamowita możliwość rozwoju, ale wynikająca z wielu przeszkód, które trzeba pokonać :D. Moja mina na tym zdjęciu mówi wiele – niby jest kampania, a my cieszymy się z efektów pracy, ale ja już wiem, że jedna trzecia produktów nie wejdzie w planowanym terminie ;). Wszystkie daty wejść poszczególnych produktów, znajdziecie w tym wpisie.A ten sweter wraca ze mną po sesji do domu!
Jeśli chciałybyście posłuchać o tym, jak wygląda praca nad kolekcją od kulis, to zapraszam na nowy odcinek mojego podcastu. Tutaj znajdziecie link – moją gościnią wyjątkowo jest Asia!
Kto dziś czuje się tak jak Portos?   Gdyby wrzesień był zdjęciem.Moje najlepsze jesienne zakupy od ukochanego NarcyzaMój ulubiony i najbardziej uniwersalny wazon od polskiej marki Krosno. Wyciągam go z kredensu, aby dać upust swoim jesieniarskim zapędom.  1. Parcie na szkło nie mija z wiekiem. // 2. Królewna Śnieżka chyba by się skusiła…  //Po pracy układasz w wazonie gałęzie jabłonki i możesz nazwać tę chwilę relaksu „współpracą reklamową”.  Dziękuję Krosno za odskocznie od codziennych obowiązków i pretekst, aby przez chwilę robić w skupieniu to, co kocham. Mój najbardziej uniwersalny wazon nazywa się „Home” i ma 20 centymetrów wysokości. Z kodem KASIA20 otrzymacie 20% rabatu na nieprzecenione produkty w sklepie krosno.com.pl a z kodu możecie korzystać do 11 października. 
Szarości i kremy. Stoję z zimną już kawą w dłoni i czekam na koleżanki z Zespołu. Ja proponuję, że może być Starbucks, jeśli im bliżej, i tak mi miło, gdy zawsze słyszę: a możemy u Ciebie? :)
Weekendowy spacer, mimo sztormu. 
Gdy nie musisz już układać włosów, bo wilgoć i tak zrobi z nimi to, co chce.  Złowrogie widoki.
W drodze powrotnej trzeba jeszcze kupić składniki na ciasto marchewkowe. W ponure wieczory gotowanie i pieczenie w domu wydaje się najcudowniejszą opcją na świecie.  Na styku lata i jesieni.Wystawę obrazów Andrzeja Umiastowskiego możecie zobaczyć w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie jeszcze do 6 października.
Nie będę nikomu mydlić oczu – wyście z dziećmi do galerii czy muzeum wymaga innej kontemplacji i skupienia, niż oglądanie obrazów w towarzystwie samych dorosłych. To wyzwanie i odpowiedzialność, ale też okazja do poznania nowych rzeczy i zasad społecznych. Rodzice tłumaczą, że w takim miejscu inaczej się zachowujemy, dzieci widzą, że rodzice faktycznie zachowują się inaczej, że atmosfera ma w sobie coś niecodziennego, a docierające bodźce wymagają innego typu uwagi. Plusy są takie, że napewno się nie zasiedzimy i będziemy w domu szybciej niż zakładaliśmy ;). Ale warto podjąć ten wysiłek – zapewniam, że będziecie zaskoczeni jak wiele widzą i rozumieją Wasze dzieci. A to nowa interpretacja "A Bigger Splash" Hockney'a.W Trójmieście ponuro, mokro, ale mimo wszystko miło i spokojnie. Ludzie siedzą w kawiarniach, niektórzy nawet wybrali stoliki na zewnątrz, chociaż siąpi deszcz. ​Front, który wyrządził w południowej Polsce tyle szkód, z Pomorzem obszedł się bardzo łagodnie. Chciałabym napisać, że te więdnące róże i nasze ubrania to pierwsze oznaki jesieni, ale szczerze mówiąc ta aura kojarzy mi się raczej z połową listopada ;). 
Do pierwszej kropli w kaloszu ;).Wrzesień był pełen uniesień, ale ekscytacja, która towarzyszy mi gdy wracam do kochanego domku – ach, to są dopiero emocje!
Park Oliwski we wrześniowej odsłonie. Moje serce jesieniary bije mocniej.
Gdy chcesz wyjść z domu w piżamie, ale jednak trochę głupio. Ten dzianinowy zestaw jest jak ciepła miękka chmura. Moje wieczorne niezbędniki – szklanka wody (bo jeśli jej nie będzie na pewno obudzę w nocy z pragnienia), książka "Nie wiem" Filipa Springera, jedwabna gumka do włosów i serum z retinalem na noc (od Basic Lab). Kto jest w teamie "wiąże włosy na noc, aby rano mieć szansę je rozczesać"?
Jeśli do tej pory nie stosowałyście produktów z retinoidami to teraz – po lecie – jest najlepszy moment aby zacząć. Ale musicie pamiętać o tym, aby dobrze wprowadzić je do Waszej wieczornej pielęgnacji. Zaczynamy od aplikacji retinoidów co 4 wieczór przez 1-2 tygodnie, obserwujemy skórę i stopniowo zwiększamy częstotliwość. Nakładamy na oczyszczoną i osuszoną twarz (musi być zupełnie sucha) Tu uwaga: reakcja skóry na retinoidy często następuje po 2-3 dniach, także kiedy nakładamy pierwszy raz i na drugi dzień nie odczuwamy żadnej różnicy (większe napięcie czy lekkie złuszczanie) niech nas to nie zwiedzie i nie zachęci to szybszej aplikacji kolejnej dawki „bo moja skóra widocznie jest gruba". Trzeba cierpliwie poczekać. Ale warto, bo efekty po retinoidach zauwazy każdy.

Ja polecam Wam to serum z  0,05 % czystego retinalu. Kod rabatowy MLE daje niezmiennie 20% rabatu na zakupy w BasicLab. (Nie łączy się z innymi promocjami i nie obejmuje voucherów prezentowych).Kurtka ma minimum sześć lat (kupiona w MaxMarze), sweter to MLE sprzed trzech albo czterech sezonów. Oficerki podpatrzone dawno temu u koleżanki, ale widzę, że są w stałej ofercie Other StoriesTen widok mnie uszczęśliwia. 

Czy ta paczka ma za sobą spotkanie z dzikami? Nie do końca. Tak to właśnie wygląda, gdy dociera do nas paczka od Apimelium

Jeszcze ciepło, choć powoli zbliżają się jesienne chłody, już widać suche liście, chociaż wciąż oszałamia nas zieleń. No i ochota na herbatę z miodem jakby większa. Edycję o słodkiej nazwie "Schyłek lata" można zamawiać przez wrzesień i październik. Znajdziecie w niej zapas miodu różnego rodzaju dla całej rodziny. Dziękuję Apimelium za ten prezent, który pozwoli mi wejść w jesienny sezon z przytupem! Następną paczkę zamawiam sama!W obecnej edycji znajdziecie tyle słoików miodu – wszystkie zapakowane w ekologiczny sposób. 
Czy kromka chałki z malinami i łyżką miodu nie będzie idealnym kompanem do pisania "Last Month"?

Chyba będzie!

Czy to ostatnie ciepłe popołudnie nad morzem? To idealna okazja, aby przygotować plażową kanapkę z trójki dzieci. Ktoś chętny?1. Bo dzieci łatwiej ubierać w to samo. Męża w sumie też :D. // 2. Ale sweter mamy i tak zawsze najlepszy, nawet jeśli rękawy mogłyby służyć za skakankę. Te nasze rodzinne swetry są najlepsze. Cieszę się, że kolejny rok mogę podzielić się tą jakością z najbliższymi!A tak wygląda w tym momencie album w moim telefonie. Trochę rodziny, trochę pracy, trochę morza i duuużo swetrów ;). 

No i mamy ostatni piątkowy wieczór września! Ależ miło było go spędzić pisząc dla Was tę relację. Jeśli czytając te błahostki zrobiło Wam się chociaż ciut milej na sercu to… wiecie co czuję :). Dobranoc!

*  *  *

 

 

MLE X Ciekocinko – pierwsze wydarzenie

Wpis zawiera lokowanie marki własnej. 

 

  Marketing, chociaż każdego dnia uczę się o nim nowych rzeczy, to dla mnie nieujarzmiony potwór, który rośnie w siłę z roku na rok i wypełnia sobie brzuch tymi, którzy nie nadążają nad zmianami, albo zamykają oczy i udają, że ten potwór wcale nie istnieje. Internet, zamiast coś ułatwić, często wymusza brutalne reklamowe działania. Walka o uwagę użytkowników jest nieczysta i rzadko wygrywa ten, kto ma do zaoferowania najlepszy produkt. Zupełnie nie czułam tej formy promowania swojej marki i z pełną świadomością wybrałam inną drogę.

  Patrząc na moje ukochane MLE, od jakiegoś czasu miałam poczucie, że tworzymy naprawdę perfekcyjne rzeczy, poświęcamy na to mnóstwo czasu i pracy, ale na sam koniec brakuje nam śmiałości i pola do tego, aby się tym pochwalić. W tym sezonie postanowiłyśmy trochę to zmienić, ale na własnych zasadach. Gościnie, które na nasze zaproszenie przybyły do Pałacu Ciekocinko, miały okazję przez dwa dni poznać całą nową kolekcję, zadać nam pytania o wszystko i przetestować efekty naszej pracy na własnej skórze.

  Żadna ze mnie konferansjerka, ale bardzo, ale to bardzo zależało nam, aby opowiedzieć i pokazać jak pracujemy nad kolekcją i dlaczego nasze swetry są wyjątkowe. I po paru tygodniach przygotowań nadszedł w końcu ten dzień – pierwsze wydarzenie PR-owe. Wokół mnie mnóstwo wspaniałych kobiet, szanowane redaktorki, opiniotwórcze influencerki – wszystkie mądre i piękne pod każdym względem – a ja, oczywiście, cała w nerwach. Przez ostatnie tygodnie widziałyście tu przede wszystkim ciszę, mniejszą aktywność, ewentualnie spokojne domowe kadry, a w rzeczywistości, wraz z zespołem MLE, przechodziłyśmy chrzest bojowy na wielu różnych polach – produkcyjnym, marketingowym, logistycznym i nie wiem, co tam jeszcze zostało – ten sezon jest dla nas zupełnie wyjątkowy. I chyba nawet po tych kilku zdaniach widać, że wciąż przemawiają przeze mnie głównie emocje.

  W całym wydarzeniu nie chodziło tylko o zwykłą prezentację i relacje na Instagramie. Chciałam pokazać to, jak ja widzę styl życia z MLE – przybliżyć momenty, w których dobre ubranie pozwala jeszcze bardziej cieszyć się tym, co nas otacza. Wiem, jaka to przyjemność, gdy jesienny spacer po plaży staje się dłuższy i weselszy, bo miękki i wyjątkowo ciepły sweter sprawia, że wcale nie chce się wracać do domu. Albo gdy można włożyć coś wygodnego, a jednocześnie wyglądać elegancko i robić świetne wrażenie. Piękno może iść w parze z prostotą, a jakość z lokalną produkcją. Wydaje mi się, że udało nam się przekazać misję MLE nowym osobom!

  Jeśli macie chwilę, to zapraszam Was serdecznie na krótką fotorelację, a sama wracam do pisania „Last Month”, które będzie tu na Was czekać już jutro. Wracam do Was! 

 

Tego dnia przyszedł czas, aby wyjść (chociaż na chwilę) ze swojej norki. Dzień dobry z Pałacu Ciekocinko!

"Dzień dobry, czy mogłabym zamówić litr herbaty z melissy do mojego pokoju?"

Do przyjazdu gości zostało kilka godzin. Trzeba jeszcze rozłożyć wieszaki, przygotować Salę Kominkową na prezentację kolekcji i rozłożyć prezenty wraz z planem wyjazdu po wszystkich pokojach. 
Z samego rana miałam już wychodzić z domu i wpadłam prosto na pana kuriera. Tyle lat w branży i nadal, za każdym razem nie mogę uwierzyć, że marka CHANEL wie o moim istnieniu i coś mi wysyła. Jakby to ujął Hugh Grant: "surrealistyczne acz miłe".  Gotowa już bardziej nie będę! Dziękuję CHANEL za idealny kolor pomadki.Zrobiłam zdjęcie, aby pokazać Wam kolor zapominając o tym, że jest jedno opakowanie na wszystkie wymienialne kolory. Także brawo ja :D. Ale sprawdziłam sam wkład i jest to numer 13 "Rouge Jersey".  Za pomoc w przygotowaniu idealnej jesiennej scenerii należą się podziękowania dla @palacciekocinko, @narcyzpracowniaflorystyczna i @behindthebrand.office . 1. Jakiś praprapraprapradziadek Portosa ma mnie tu na oku. // 2. Witajcie! Jeśli to zdjęcie nie wywoła w Was jesiennego nastroju, to ja już nie wiem :D.Na wieszakach między innymi nasza kolekcja rodzinna, który do sprzedaży wchodzi już jutro. Bo w tym wszystkim nie chodzi o modę. Chodzi o to, aby żyć i cieszyć się tym, co nosimy. Ruszamy więc w stronę miejsca, gdzie swetry przydadzą się najbardziej.  A mówiłam, że kostiumy kąpielowe się nie przydadzą ;). A to część naszych cudownych gości. Ciekawa jestem czy rozpoznajecie niektóre twarze? No cóż – akurat mi chłodny piasek i morska woda zupełnie nie straszne ;).  A jednak! Z początku myślałam, że dziewczyny po godzinie będą chciały wracać, a okazało się, że piknik sie przedłużał i przedłużał!Iga i Martyna. Morze. Moja inspiracja i miejsce, które zawsze przynosi mi spokój. Gdzie indziej mogłam pokazać nasze projekty, jak nie tu? A ten sweter wejdzie do sprzedaży w październiku. Uwielbiam jego nietypowy kolor. Kamila, która jest dla mnie prawdziwą "it girl". Ten sweter jest chyba stworzony dla niej!W MLE nie chcemy plastikowych ubrań, ale nie chcemy też plastiku w naszym życiu. Na pikniku nie było żadnych jednorazowych opakowań czy naczyń.  Dziewczyny odpoczywają w pokojach, a my z naszym Zespołem organizujemy kolejne punkty programu. 
Był też czas na prawdziwy sport. …i bardziej elegancką kolację. Zdanie, które najbardziej utkwiło mi w czasie tego wyjazdu to "Kasia, nikt już takich swetrów nie produkuje, przecież to się nie opłaca". No cóż… :) A teraz "na trzy cztery" wypuszczamy kormorany… Żartuje oczywiście – po prostu czasem ciężko uwierzyć, że wszystko wygląda tak, jak sobie wymarzyliśmy. I ja mam z nimi usiąść? Uszczypnijcie mnie!

 

*  *  *

 

 

Zapiski o modzie i stylu – Kampania MLE na jesień/zimę 2024/25

Wpis zawiera lokowanie marki własnej. 

 

  Podobno szczęście polega na tym, że wciąż pożąda się rzeczy, które już się ma. Jeśli tę zasadę chociaż w niewielkim pierwiastku można przełożyć na język mody, to pewnie tyczy się ona tych rzeczy, do których wracamy co sezon i aż nie możemy się doczekać, gdy pogoda pozwoli nam ponownie włożyć – dajmy na to – ukochany sweter. Znam dobrze to uczucie i wiem jak potrafi ono ostudzić zapał do nowych zakupów.

  Gdy co roku wypuszczamy nową kolekcję swetrów często dostaję do Was wiadomości o podobnej treści: że Wasze zakupy sprzed dwóch, trzech, czterech czy nawet siedmiu lat nadal świetnie się sprawdzają, że jakość przędzy z MLE jest nie do podrobienia, że klasyczne warkoczowe sploty nie wychodzą z mody i… że w związku z tym nie wiadomo po co kupować coś nowego.

  Gdy w każdej kolekcji dajesz z siebie wszystko, to po dziewięciu latach coraz trudniej jest stworzyć produkt, który będzie – przede wszystkim w mojej ocenie – zasługiwał na zakup. Nasze Klientki, które od lat kupują w MLE swoje jesienno-zimowe ubrania, są wyposażone w świetną garderobę i największym wyzwaniem było dla mnie stworzyć coś nowego, świeżego, a jednocześnie dobrze osadzonego w DNA marki. Myślę, że nam się to udało. Po raz kolejny sięgnęliśmy po Wasze ukochane przędze – wełnę merynosową, kaszmir z recyklingu, organiczną bawełną czy najdelikatniejszy super kid moher. Ale kroje i sploty odchodzą od sztampy – na dodatek, po raz pierwszy wypuścimy sweter „unisex”, który dla kobiety będzie pełnił rolę pięknej tuniki.

  Musimy powiedzieć „tak” tym nowym możliwościom, nawet jeśli od dawna trochę nas przerażały – chyba właśnie to zdanie padło w momencie w którym rozpoczęłyśmy z Asią pracę nad dwoma puchowymi modelami na zimę. Dziś wiem już, że udało się stworzyć produkty z najwyższej półki i że od tego sezonu nasze Klientki będą mogły nosić MLE także w największe mrozy.  

  Nie zapomniałyśmy jednak o naszych korzeniach. MLE zaczynało swoją przygodę od wysyłania paczek z mieszkania Asi, trzymania kartonów w mojej kuchni i pokornego przyswajania wiedzy o mereżkach i rodzajach wykończenia. Ale Wy poznałyście MLE dzięki dobrze skrojonym t-shirtom z mocnej bawełny – korzystamy z tych nieocenionych lat nauki i dlatego w naszej kolekcji znajdziecie też bazowe elementy garderoby, jak koszule, spodnie czy marynarki – kilka modeli t-shirtów też się znajdzie.

 I niezależnie od tego, jak jest to trudne – cała nasza kolekcja, jak zawsze, została uszyta w Polsce. Poniżej przedstawiam Wam przybliżony kalendarz wejść i szepnę tylko, że część modeli jest już dostępna w naszym sklepie internetowym.  

 

Fotograf: Łukasz Ziętek

Stylizacje: Olivia Kijo

Makijaż: Katarzyna Korszla

Włosy: Patryk Nadolny 

Za udostępnienie pięknych, oryginalnych mebli dziękujemy Futureantiques.

 

Jeśli w środku Was toczy się walka między jesieniarą w fotelu, a "femme fatale", to pewnie polubicie się z tym swetrem. A tak serio, to nie trzeba szukać wyjątkowych okazji, aby go nosić. No i od tego piątku jest już w sprzedaży

Ten sweter zyskał w naszym zespole przydomek "kłosek" – na pierwszy rzut oka być może tego nie widać, ale posiada bardzo nietypowy wzór, dzięki czemu wygląda nowocześnie. Jeśli wahacie się między rozmiarami to wybierzcie ten większy! Ten model także można kupić już teraz

Propozycja dla kobiet, które chciałyby wprowadzić do swojej kolekcji swetrów coś bardziej nowoczesnego i zdecydowanego – jego premiera planowana jest na koniec października. Pasuje on kolorystycznie do dołu od naszych spodni, które można teraz kupić wraz z innym swetrem – prostym i klasycznym. Wielką zaletą MLE jest modułowość kolekcji – produkty można ze sobą miksować. 

Puchowa kamizelka – nie tylko dla posiadaczy psów :). Wchodzi do sprzedaży w najbliższy piątek. 

Według mnie najpiękniejszy sweter MLE. Dwa lata temu mieliśmy podobny model w wersji tuniki, który wyprzedał się w ciągu kilkunastu minut. Wracamy z odświeżoną wersją. Premiera już w ten piątek. 

Wełniany garnitur w paski. Zarówno marynarkę jak i spodnie będzie można kupić już w ten piątek. 

Płaszcz o którym marzyłam od dwóch sezonów, ale wciąż nie byłam zadowolona z próbek tkanin. Za to teraz oddaję w Wasze ręce ideał – 04.10 pojawi się w sklepie.

Dłuższa tunika z mięsistej, świetnie układającej się przędzy to model, który będzie pasował także na Waszego partnera. Testowałyśmy to! Kolekcja rodzinna (bo pojawią się także modele dla dzieci) pojawi się w sprzedaży na końcu września. 

Spodnie wejdą do sprzedaży w połowie października, w tym samym czasie powinna pojawić się koszula w paski. 

Wełniana kurtka z tkaniny "boucle" sprawdzi się jako nakrycie wierzchnie nawet do późnej jesieni. Ja będę ją nosić do legginsów i szerokich długich dżinsów. 

Satynowa spódnica w czarnym kolorze to element, którego brakowało w naszych dotychczasowych kolekcjach. Dwudziestego września wejdzie do sprzedaży razem z tym pięknym barankowym swetrem. 

Szary prosty płaszcz będziecie mogły kupić w październiku. 

Szara alternatywa dla naszego kompletu dzianinowego w kolorze ecru. Który wybieracie (premiera w październiku)?

Puchowa kurtka pojawi się w sklepie 11.10 więc zdążymy przed pierwszymi przymrozkami!

 

 

 

Look of The Day – Back to school

Wpis powstał we współpracy z marką YES.

 

kolczyki – YES

trencz (98% bawełna, 2& elastan), spódnica i top – MLE

buty – Adidas Samba Rose

zamszowa torba – Arket

 

  Ten strój to próba przystosowania się do nadchodzących zmian wrześniowej codzienności. Musi być wygodnie, ale już nie aż tak swobodnie. Ciepło, gdy rano zawieje jesiennym chłodem i bardzo przewiewnie, gdy w południe znów pełna lampa i 25 stopni. Pół godziny po włożeniu ta lniana spódnica będzie pewnie tak wygnieciona jakby nigdy nie zbliżyła się nawet do żelazka, ale wiecie co ostatnio usłyszałam? Że lepiej być wygniecionym niż śmierdzącym. Nie musicie mi dziękować za tę poradę zmieniającą życie ;). 

  A jutro (to jest 2 września) rusza promocja -25% na drugą lub 50% na trzecią sztukę dla posiadaczy YES Club. To ta aplikacja o której ostatnio Wam pisałam. Jeśli, tak jak ja, kupujecie biżuterię naprawdę rzadko (jak tutaj łatwo zauważyć od lat noszę kilka modeli) to warto poszukać czegoś co przetrwa próbę czasu – z biżuterią od YES tak właśnie jest.