
Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem PWN, Pasiekami Rodziny Sadowskich oraz Oio Lab, a także zawiera lokowanie marki własnej.
Na pytanie o to, jaki był ten marzec, odpowiadam – to zależy. Algorytmy, zasięgi, strategie – wszystko to wciągało mnie coraz głębiej, bo dziś nie da się budować marki, udając, że media społecznościowe są tylko dodatkiem. Trzeba je rozumieć, oswajać, czasem nawet podporządkować im własne pomysły.
Dlatego powrót tutaj, na bloga, przynosi mi w tym miesiącu szczególną ulgę. Mogę po prostu zaprosić Was do mojej codzienności – bez analizowania, co zadziała lepiej, a co gorzej. Bez algorytmów w tle. Tak jak w szczerej, przyjacielskiej relacji – nie chodzi o autoprezentację, o przekazanie światu tylko tego, co da potem wymierną wartość, albo pomoże zebrać dane, aby w przyszłości jeszcze lepiej wpisać się w czyjeś oczekiwania. Dopaminowa pętla, którą funduje nam Instagram czy Tiktok każdego dnia, nie zacisnęła się jeszcze do końca na naszych szyjach – myślę, że wciąż potrafimy się z niej wydostać. Jestem o tym przekonana, gdy patrzę na to dzisiejsze zestawienie marcowych chwil – tych codziennych i tych trochę bardziej wyjątkowych. To co? Powspominamy razem?

Nie jest zielono, nie ma liści na drzewach, a po roztopieniu się śniegów chodniki pozostawiają wiele do życzenia. A jednak, jestem wielką fanką tych niezbyt ładnych zdjęć przedwiośnia. Pod koniec tego spaceru miałam już kurtkę przewieszoną przez ramię i czułam się jak te krowy, wypuszczane na pastwisko po zimie. Temperatura poszybowała do góry tak mocno, że pierwszy raz w tym roku rzuciłam w którymś momencie „ale się zgrzałam”. Aż nie chciało się wracać do domu.
Po takim spacerze lepiej od razu wystawić kącik ze zdrową lemoniadą z syropem z kwiatów bzu, niż co chwilę słyszeć, że komuś chce się pić.
Syrop z kwiatów czarnego bzu to mój ulubiony sposób na dobre nawodnienie wszystkich domowników. Nagle okazuje się, że wypicie 4 litrów w ciągu kwadransu nie jest dla nich żadnym problemem. Syrop jest od Manufaktury Rodziny Sadowskich.
Rodzinny wypad do stolicy zaczęliśmy już tradycyjnie od Łazienek. Był akurat Dzień Kobiet, świeciło piękne słońce, kaczki zażywały pierwszych słonecznych kąpieli, a ja marzyłam, żeby zatrzymać w miejscu tę beztroskę jak najdłużej.
Dziadek biegnie na pomoc wnuczkom. Czyżby dojrzały pawia?
W Warszawie zawsze jestem za krótko. Za krótko, żeby się z kimś spotkać, za krótko, żeby odwiedzić restaurację, którą chciałam, za krótko, żeby odpocząć i za krótko, żeby załatwić wszystko, co miałam do załatwienia. Wracam zwykle do domu z poczuciem, że mogłam to lepiej ogarnąć. Z pewnością pomocna byłaby tu umiejętność obiektywnego oceniania czasu. Na przykład na wystawę w Muzeum Narodowym w Warszawie przeznaczyłam trzydzieści minut, a siedziałam tam blisko dwie godziny. Myślicie, że da się to jakoś leczyć?
1. "Autorka przy swoich zajęciach" autorstwa Marie-Nicole Vestier Dumont. W swoich czasach obraz był przełomowy, bo pokazywał coś rzadkiego: kobietę nie tylko jako matkę, czy ozdobę salonu, ale też jako profesjonalną artystkę przy pracy. To był sygnał, że kobiety mogą tworzyć i pracować, a nie tylko pozować. Dziś jednak patrzymy na ten obraz trochę jak na bardzo estetyczną wersję macierzyństwa: nie widać tu zmęczenia, artystyka ma ułożone włosy, maluje w pięknej jasnej sukni, jest uśmiechnięta. Dlatego obraz jest ciekawy podwójnie: kiedyś był symbolem emancypacji, ale dziś kobiety uznałyby to za zbyt wyidealizowaną sytuację. // 2. Nie było nam łatwo, ale niektóre z nas potrafiły wytyczyć nowe szlaki, dzięki którym dziś możemy więcej, a prawa przyznane kobietom są dla nas oczywistością.
Moja córeczka spytała o jeden z obrazów: dlaczego jest taki ważny i czemu mu się przypatruję. Powiedziałam, że jego autorka miała szczęście, bo w czasach w których żyła, kobiety nie mogły uczyć się malować – było to dozwolone tylko dla chłopców. W jej oczach widziałam wielkie zdziwienie. Ja z kolei czułam wdzięczność wobec kobiet, które przyczyniły się do tego, że dziś moje dziewczynki mogą bez przeszkód chodzić na swoje ukochane lekcje rysunku.
I pani Olga też jest. "KWESTIA KOBIECA 1550–2025" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie – polecam gorąco tę wystawę, wciąż możecie ją odwiedzić.
No i kultowa już grafika, której historię pewnie większość z Was zna. W 1989 roku grupa aktywistek "Guerilla Girls" wykorzystała do swoich plakatów słynny obraz przedstawiający kobiecy akt („Wielka Odaliska”) i dokleiła jej małpią głowę. Po co? Zaczepny tekst “Czy kobiety muszą być nagie, żeby dostać się do Met. Museum?” umieszczony pod tytułem, mówi o niesprawiedliwym postrzeganiu kobiecej sztuki we współczesnym świecie – twórczość jedynie 5% artystek ma szansę na wystawę, podczas gdy 85% aktów przedstawia kobiecą nagość. Akcja była odpowiedzią na to, że MoMa zorganizowało wystawę „Międzynarodowy przegląd najnowszego malarstwa i rzeźby”, na której pokazano dzieła tylko czternastu kobiet na sto sześćdziesięcioro pięcioro uczestniczących. Przykry to dowód, że świat bardziej interesuje nasze nagie ciało, niż to, co chcemy przekazać.
I czas wracać! Następnym razem zrobię wszystko to, czego nie zdążyłam zrobić tym razem!
Tymczasem ja, pierwszego dnia wiosny.
Ta owieczka wymaga już chyba małego strzyżenia.
1. Ja, rok temu: "Tym razem naprawdę będę chować te poduchy za każdym razem, gdy zacznie padać deszcz." Również ja, w tym roku: "Ale tym razem, to już naprawdę, OBIECUJĘ, że będę chować te poduchy za każdym razem, gdy zacznie padać deszcz." Jassne… a teraz jadę do pralni… // 2. W nieładzie, w puchowej kurtce, idę grabić ogród. Ale popryskam się moim ukochanym Chanel 5, licząc na to, że dzięki temu w małym stopniu stanę się częścią tego magicznego, modowego świata. //
"Kasia, jeśli potrzebujesz pomocy, bo już nie masz siły grabić, to daj nam znak."
1. Tu możecie zobaczyć ten zestaw w całości. // 2. Zbliżenie na reprodukcję obrazu, który należy do jednego z najsłynniejszych cyklów historii sztuki. "Lilie wodne" mają dla mnie nieco osobiste znaczenie i dlatego pojawiają się w moim mieszkaniu, ale z tego co widzę, Monet okazuje się być teraz bardzo na czasie… Więcej przeczytacie w tym wpisie. // 3. A oto sopocko-marcowa wersja tego nastroju. // 4. I jeszcze jedna zmiana na wiosnę… bez remontu! //
Gdy pogoda za oknem mało wiosenna, a w duszy już grają kolory. Kilka moich wyborów z Desenio.
1. Tulipany w wazonie i otwarte okna… znacie to uczucie? // 2. Rosół w wydaniu azjatyckim. Bo podobno jem za mało białka ;).
Długo myślałam o jakimś prima aprilisowym żarcie dla Was, ale uwierzyłam dziś już w tyle różnych dziwactw (między innymi w to, że miasto Sopot planuje wybudować zadaszenie nad molo), że nie będę się w to bawić – są lepsi ode mnie ;).
Nieważne co pokażę, i tak wszyscy pytają o ten obraz. "Un Po'Di Blu No1" wymiar 140×100 na płótnie (również od Desenio).
Bardzo cenię sobie marki, które nie dość, że produkują w Polsce, to dbają o środowisko. Marka Oio Lab współpracuje z polskimi Fundacjami i wspiera konkretne inicjatywy (między innymi z Fundacją Las na Zawsze, która zajmuje się sadzeniem młodych lasów i ochroną dojrzałych ekosystemów leśnych oraz z Fundacją MARE, która skupia się na ochronie ekosystemów morskich – szczególnie Morza Bałtyckiego). Ponadto, marka Oio Lab posiada certyfikat PETA, jest wegańska i wolna od okrucieństwa. A do tego wszystkiego minimalizują zużycie plastiku i używają ekologicznego (biofotonicznego) szkła.
A produkt, którego teraz używam, to holistyczne serum do twarzy. Ten kosmetyk pielęgnuje, ale jednocześnie daje efekt delikatnego makijażu: nawilża, wspiera mikrobom i przywraca blask a krycie to jedynie dodatek. Dostępny jest w trzech kolorach, a najciemniejszy może być stosowany jako bronzer. Z kodem MLE20 otrzymacie 20% zniżki na wszystkie kosmetyki na stronie OioLab (kod nie łączy się z innymi ofertami/zniżkami).
Lata temu napisałam tekst o "Dziewczynach, które zawładną Warszawą". Wśród nich była Kamila, która z całą pewnością świetnie pasowała do tego tytułu. Po obejrzeniu jej rolki inaczej spojrzałam na nasz sweter Myre. Fajnie czasem jest móc zobaczyć swoje rzeczy okiem kogoś innego (a już szczególnie okiem Kamili!). Sweter pojawi się w MLE już w najbliższy piątek.
Przed…
… i po! Kupiłam na prezent, ale całkiem nieźle wyglądałby tu ten obrazek.
Szylkretowe guziki czy obciągane?
Praca w MLE ma różne oblicza, ale takie momenty uwielbiam! Przyszedł do nas pierwszy prototyp i dosłownie wstrzymałam oddech po tym jak go przymierzyłam.
A teraz mała odtrutka instagramowa, czyli temat numer 1 ostatnich dni w pracy. Przepięłyśmy MLE na nowy system i w związku z tym, wszystkie w zespole dostałyśmy małej nerwicy.
1. Gdy po przeczytaniu 10 mejli od Klientek o tym, że nie mogą dokończyć płatności, ty wiesz, że możesz w spokoju pić dalej matchę, bo informatyk mówi, że na jego komputerze wszystko działa :). A tak bez żartów. Chyba przetrwałyśmy najgorszy etap i wszystko już działa (a jeśli nie działa, to zgłaszajcie to do nas, a my będziemy reagować). // 2. i 3. No i podejmowane są też kluczowe decyzje. Ta na przykład jest prosta, bo przecież na pierwszy rzut oka widać, że próbka na dole jest lepsza ;). // 4. Znacie to ćwiczenie dla osób pracujących na telefonie? Dwie minuty z głową skierowaną w jedną stronę, a pote, w drugą. A dłonie mocno zadarte! Zakwasy gwarantowane. Tutorial tutaj. //
Dzień w którym bardzo się martwiłam, ale tym razem wszystko skończyło się dobrze. Cieszcie się Dziewczyny każdym miłym dniem!
Krzewy i drzewa jeszcze nie zakwitły. U nas, w Trójmieście, zawsze musimy dłużej czekać na zieleń (podobno, w porównaniu do innych regionów Polski, nawet dwa tygodnie).
"Dookoła Świata – 80 ryb i innych stworzeń morskich" – znacie tę piękną serię od PWN?
Myślałam, że taki format będzie wciąż zbyt wymagający dla moich dzieci, ale te ilustracje i fascynujące opisy przyciągały jak magnez.
No kiedy one już wrócą z tego przedszkola i się ze mną pobawią?
"Sztuka dla dzieci". Zamówiłam tak naprawdę sobie, licząc na to, że kiedyś zaczniemy do niej razem zaglądać. Ale dzieci są tak zaskakujące, że przyłączyły się do mnie, gdy ją rozpakowałam. Porozmawiałyśmy o kilku obrazach, a potem – magia – ja mogłam zostawić je same i zająć się zwoimi sprawami. Co kilka minut słyszałam tylko jakieś śmiechy, że te zegary wyglądają jak rozpuszczone palstry sera.
Kod rabatowy MLE25 jest ważny do końca kwietnia, zarówno na "Sztukę cenniejszą niż złoto", jak i inne pozycje PWN, także te dla dzieci (daje 25% zniżki).
Deser o nazwie "jeśli ładnie zjecie zupę".
Składniki:
– pasta kokosowa od Manufaktury Rodziny Sadowskich (ilość wedle uznania)
– ewentualnie syrop klonowy albo łyżka miodu spadziowego
– banan
– mango albo kiwi
– jogurt naturalny (najlepiej typu greckiego lub skyr)
– mąka kokosowa
– wiórki kokosowe
1. Bez żadnych cukrów ani sztucznych dodatków – 100% pasty z miąższu kokosowego. Jest delikatnie słodka w smaku chociaż nie ma dodatku cukru. Uwielbiamy ją! // 
Pasta kokosowa wyciagnięta prosto z paczkomatu, więc jeszcze lekko przemarźnięta i skostniała, ale i tak pyszna. ;)
Z kodem MAKELIFE10 otrzymacie 10% zniżki na zakupy w Pasiekach Rodziny Sadowskich.
Pościel jest przejściem ze świata snu do rzeczywistości, pierwszą rzeczą, którą dotykamy w ciągu dnia i w której spędzamy 1/3 naszego życia. Nie wybierajmy jej przypadkowo. Pościel od MUMLA jest zaprojektowana i uszyta w Polsce i do tego ma przeróżne piękne opcje do wyboru.
A teraz pytanie do Was! Czy taka marynarka do Was przemawia? Szyć?
Był taki czas, kiedy uważałam, że "zdrowe słodycze" nigdy nie zastąpią tych od Kinder. A to jest jedna z najlepszych czekolad, jakie w życiu jadłam. Szukajcie, a znajdziecie :).
Nie mogę się doczekać tej Wielkanocy. Planuję idealną równawagę między tradycją a bezczynnym bomblowaniem, a co z tego wyjdzie, to zobaczymy.
Puk, puk, czy nasz kochany Narcyz w Gdyni jeszcze otwarty? Mamy alarm!
Bo w poniedziałek o 18:00 usłyszałam: "Mamo, a pamiętasz, że do jutra trzeba przynieść własnoręcznie zrobione wianki na konkurs?"
"Mamo, kupisz mi bazie na rynku?"
"A może być małe baziowe drzewo?"
Z różnych powodów marzec był czasem, w którym nie czułam się ze sobą jakoś szczególnie dobrze. Uwielbiam żyć w zgodzie z naturalnym cyklem przyrody i pewnie dlatego po zimie czuję się jak niedźwiedź wybudzony z zimowego snu, z potarganym futrem, zabałaganioną norą i w stanie kompletnej dezorientacji. Ale już biorę się do kupy i postaram się być bardziej jak kwitnący krokus – czego i Wam życzę :). Dziękuję za uwagę – jesteście (naprawdę) niezastąpione!
* * *

















Wpis powstał we współpracy z marką Azure Tan, Newby Teas i Wydawnictwem Literackim, a także zawiera lokowanie marki własnej.
Co tam bałwan! Czas na prawdziwe iglo!
Luty był pasmem nowych wyzwań. Na przykład, w związku z pączkową akcją, nasz zespół musiał z dnia na dzień przygotować projekt potykacza :).
1. Ach, co to była za zima! // 2. Ten przepis na pączki jest idealny i nawet nie trzeba wyciągać miksera z szafki. Nie musicie czekać do kolejnego Tłustego Czwartku, aby zrobić go jeszcze raz.
Ja wiem, że ciągle gadam o pączkach, ale tegoroczny Tłusty Czwartek był po prostu najlepszy i nigdy go nie zapomnę! Jeszcze tylko rozwiesimy plakaty, rozstawimy potykacz, przygotujemy stanowisko z cukrem pudrem i nasza osobista mini-pączkarnia MLE rozpoczyna pracę!
1. Dieta pudełkowa. // 2. Bo gdy jesteś klientką MLE, to w Tłusty Czwartek nie czekasz w kolejce po gorące pączki. //
A do tego padał piękny śnieg!
Czy ktoś powiedział, że w Sopocie jest minus dziewięć, a my mamy sesję w wielkim hangarze?
– Co Ci się dziś śniło?
Lutowego szaleństwa ciąg dalszy. Nasze kurtki nie przestały jeszcze pachnieć pączkami, a my już wciągnęłyśmy się w kolejny marketingowy projekt – kampanię MLE na sezon wiosna/lato. Staram się do większości rzeczy w życiu podchodzić na luzie i ze świadomością, że dopóki moi najbliżsi są względnie zdrowi i bezpieczni, to niewiele więcej powinnam oczekiwać. Ale uwierzcie mi, że w przeddzień takiej kampanii, gdy wydajesz mnóstwo pieniędzy na sesję zdjęciową, nie mając żadnej gwarancji, że ona wyjdzie (a to od niej będzie zależał Twój biznes przez następnych kilka miesięcy) to naprawdę emocje sięgają zenitu. 





1. Tak to jest. Najpierw śmiejesz się z tych dziewczyn, co cieniują twarz samoopalaczem, a potem sama to robisz. Widziałam taki zabieg na kilku rolkach. Trochę się bałam, ale wyszło całkiem dobrze! Czasem Instagram nie kłamie. // 2. "Kasia, jak ty sfotografujesz samoopalacz, to naprawdę… //
Voila! Efekt za kilka godzin!
Jeszcze szybka rozmowa z Asią, abyśmy jasno określiły to, co nam jutro nie wyjdzie.
I w drogę! My myślami jesteśmy już z letnią kolekcją, ale widoki do Warszawy raczej polarne…
Jesteśmy już z Asią w oku cyklonu. Już niczego nie zmieniamy, nie nadgonimy, nie przywieziemy. Musimy zaufać fotografowi (a ten jest naprawdę nie byle jaki i do dziś ciężko mi uwierzyć, że bierze udział w tym projekcie) i niczym Elsa powiedzieć sobie "let it goooooł".
1. Stylistka, Alicja Werniewicz, przygotowała na sesję wiele par butów. Zgadniecie, którą z nich postanowiłam sobie zostawić? // 2 i 3. A teraz wjeżdża nowa scenografia. Pierwszy raz robimy sesję na taką skalę. // 4. Czy ktoś przypadkiem nie mówił, że "chmurna biel" będzie kolorem roku 2026? //
Przysięgam, że to jest najbardziej "cool" zestaw, jaki miałam na sobie od ostatnich dziesięciu lat. Aż mam ochotę zapytać co to za marka ;). Kurtkę i dżinsy znajdziecie już teraz w sprzedaży.
Bo szycie w Polsce, to naprawdę WIELKA rzecz. ;)
Ta sukienka pojawi się w MLE już jutro (06.03).
A to wykrój naszej idealnej marynarki.
Uwielbiam podróże, ale zdecydowanie nie lubię tego, jak mój organizm reaguje na zmianę jedzenia. Będąc daleko, zawsze tęsknię za swoją lodówką, gdzie czekają na mnie rosołki w słoikach, warzywa i kasze. Tutaj widzicie makaron z cukinią, jarmużem i pietruszką.
I kto niby twierdzi, że zima nie jest kolorowa?
Dżinsowa paczuszka od Chanel.
Dzień dobry Poznań! Wiecie co się właśnie wydarzyło?
MLE wyruszyło na podbój Poznania! Wpadnijcie do UMI – najpierw można przymierzyć, potem się zastanowić, a na końcu i tak jeszcze raz przeliczyć – po poznańsku. ;) 
Najpierw szneka z glancem, potem spacer po fyrtlu, a na końcu wpadnijcie do UMI obczaić MLE.
Ja wybieram z domowej kawiarki. A Wy?
A teraz zapiszcie sobie ten adres: UMI ul. Jackowskiego 24/U3, 60-511 Poznań.
Zdążyłam wybrać się jeszcze do kilku miejsc w Poznaniu. Czy tutejsi rozpoznają tę knajpę?
Pierwszy dzień w tym roku bez puchowej kurtki!
"Masło" znajduje się tuż koło UMI.
Poznań wydaje się być naprawdę super miejscem do życia. Cieszę się, że teraz MLE jest bliżej jego mieszkańców :).
Powrót do domu i obowiązki, które mnie nie ominą, nawet jeśli w ostatnich tygodniach czułam się, jakbym była na szczycie świata. Czyszczenie pędzli po malowaniu łowczyni demonów, umawianie wizyt lekarskich, przedszkolne wyzwania, małe awanturki o zjedzone żelki i cała masa wyzwań, które z perspektywy zawodowych sukcesów, mogą wydawać się błahe, a tak naprawdę, są najważniejsze na świecie.
Ostatnie podrygi Zimy. Powiem to szeptem, żeby nikogo nie zezłościć – będę za Tobą tęsknić, wróć do nas jeszcze kiedyś z tym swoim białym, miękkim, śnieżnym płaszczem.
Każdy, kto żyje dziś w miejscu, w którym można bezpiecznie wyjść na spacer po parku, jest wielkim szczęściarzem.
Wystawa w Pałacu Opatów, czyli idealny plan na niedzielne popołudnie.
1. Hockney w Gdańsku. :)) // 2. Odwiedzajmy wystawy w naszych miastach! Nie czekajmy na podróże do zachodnich stolic! //
W Pałacu Opatów zobaczycie też teraz kilka dzieł Olgi Boznańskiej – jednej z najważniejszych przedstawicielek polskiego modernizmu i sztuki portretu. Wystawę możecie zobaczyć do 29 marca (a jeśli zajrzycie tam we wtorki, to tego dnia wystawa jest za darmo). Więcej informacji znajdziecie
1. Performens młodych artystek pod tytułem "Mamo, ale dlaczego nie możemy tutaj jeździć na hulajnodze?". // 2. Minecraft Art.
Ten był super!
Przedwiośnie, jak się patrzy.
Typowe zagranie upadającej marki ;). Zaglądaliście już na dwudziestą pierwszą i dwudziestą drugą stronę marcowego wydania Vogue? W roli głównej nasza kultowa kurtka Tilburg (mamy ją w dwóch długościach).
"Love story", o którym pisałam w tym miesiącu. Serial jest infantylny i upraszcza złożone historie do efektownych obrazów, co oczywiście nie przeszkadza mi czekać na każdy odcinek w takim samym napięciu, jak w czasach, gdy na Polsacie leciał "Zbuntowany anioł".
Po zimie stulecia kończę luty na rowerze. 
Ciężko uznać, że na zewnątrz robi się zielono (chociaż chodziłyśmy już po ogrodzie z prawdziwą lupą w poszukiwaniu pierwszych tulipanów), ale ja w mojej kuchni czuję już pierwsze zwiastuny wiosny. Jednym z nich jest z pewnością przesyłka z zielonymi (a jak!) herbatami od Newby Teas. I to jest sygnał specjalnie dla tych z Was, którym przez zimę nadszarpnięto herbaciane zapasy.
Herbata jest zdrowa, pod warunkiem, że wybieramy tę dobrej jakości. Mam dla Was niespodziankę od marki Newby Teas – z kodem KASIA20 otrzymacie 20% rabatu na całe zamówienie (z kodu możecie korzystać do 17 marca). Możecie więc śmiało robić zapasy! Od razu polecam Wam również ten
Moje nagłe zainteresowanie zieloną herbatą wynika też z pewnych planów, które mam nadzieję spełnią się jeszcze w tym roku. Kto wie? Może uda mi się spróbować prażonej hojichy?
Czy chowam właśnie ulubione smaki przed koleżankami? ;)
"Hau hau to stary japoński przepis na kluski, wiem jak go przygotować". Tak przynajmniej Portos powiedział mi na ucho zaraz po tym, jak próbował wskoczyć na kuchenny blat.
Nawet jeśli azjatyckie klimaty zupełnie Wam do bloga nie pasują, to obawiam się, że w najbliższych miesiącach może wkraść się tu kilka dalekowschodnich akcentów – przewodników, dań, sztuki, a może nawet mody? Zobaczymy! A w tym tygodniu zainspirowałam się daniem od "Rozkosznego" (znajdziecie go 
Gdy robisz porcję dla dwojga, ale jednak wszystko zjadasz sama.
Niezbity dowód na to, że nie tylko książki kucharskie mogą nas zainspirować do gotowania. "
Spróbujcie a potem mi podziękujcie! Z tym makaronem wszyscy jakoś dotrwamy do pierwszej świeżej fasolki szparagowej! :)











Ten sweter, w wersji brązowej, zbiera od Was same pozytywne recenzje, nic dziwnego bo w składzie ma aż 60% wełny merynosowej. Na wiosnę kupicie go w odcieniu ciepłej bieli.
Czy znajdziecie u nas sukienki na letnie upały? Oczywiście, że tak. I to takie, które zdetronizują wszystkie inne, które macie w szafie. Wypatrujcie ich, gdy tylko zrobi się odrobinę cieplej.
Szczerze dziękuję Wam za poświęcenie tych kilku chwil, aby zobaczyć efekty naszej pracy. Wiem, że uwaga i czas to dziś najcenniejsza waluta, dlatego jestem tu dziś dla Was i będę odpowiadać na pytania dotyczące kolekcji. Czekam na Wasze komentarze!





I ostatnia godzina otwarcia naszej pączkarni. Jak coś zostanie, to zabieramy do domu!

