If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

6 pielęgnacyjnych rytuałów tych „it girls”, które robią w życiu coś więcej niż samo dbanie o urodę

   In today's times, the notion of "it girls" is associated mostly with social media celebrities. And did you know that this nickname was already functioning in the 20s of the 20th century and became popularised by the film "It" with the spectacular Clara Bow? In those times, no one even imagined something like Instagram, and “it girls" have been here forever. What does "it” stand for? Some try to define it as unstudied "sex appeal", others claim that it's just about popularity. One thing is certain – "it girls" had their presence in each epoch, and that "it" factor made them seduce crowds. Still, a few and a dozen or so year ago, the group consisted of beautiful actresses and models – their popularity was a result of the superficial characteristics of their appearance. Over time, beauty stopped to be so magnetising for the society. Today, we want to get inspiration from women who have a different occupation than only focusing on their external appearance. Modern "it girls" are independent and strong women of success who focus on taking action – they start their own companies, travel, create marvellous things, and look ideal just as a total and unstudied addition.

   Now, in order to become an "it girl" it isn't enough to have a pretty face or athletic body. Why? Each of us if we forewent everyday activities and occupied ourselves with outfits, makeup, and hair styling for a whole day would look like a Hollywood star. It's an art to do your thing and additionally look great all the time. That's why we'll focus on beauty routines of women who've made a name for themselves not because they were born as beautiful, but because they do so many interesting things in their lives, are proud of them, and are able to boast about them in a proper way.

* * *

   W dzisiejszych czasach pojęcie „it girls” kojarzy się przede wszystkim z gwiazdami mediów społecznościowych.  A czy wiecie, że to określenie funkcjonowało już w latach 20. XX wieku i zostało spopularyzowane przez film „It” z nieziemską Clarą Bow? O Instagramie nikomu się wtedy nawet nie śniło, ale „te dziewczyny” istniały zawsze. Co to właściwie jest to „it’? Niektórzy próbują zdefiniować to jako niewymuszony „sex appeal”, inni twierdzą, że to po prostu popularność. Jedno jest pewne – ‚it girls” pojawiały się w każdej epoce, a „to coś” sprawiało, że uwodziły tłumy. Jeszcze kilka i kilkanaście lat temu były to przede wszystkim piękne aktorki i modelki – ich popularność wynikała najczęściej z powierzchownych cech wyglądu. Z czasem sama uroda przestała jednak magnetyzować społeczeństwo. Dziś pragniemy czerpać inspiracje od kobiet, które mają inne zajęcia niż te, skupione wyłącznie wokół dbania o swój wygląd. Nowoczesne „it girls” to niezależne i silne dziewczyny sukcesu, które stawiają na działanie – rozwijają własne biznesy, podróżują, tworzą niesamowite rzeczy, a idealnie wyglądają jedynie przy okazji.

   Teraz, aby być „it girl” nie wystarczy mieć ładnej buzi, czy wysportowanego ciała. Dlaczego? Każda z nas, jeśli tylko porzuciłaby wszystkie obowiązki i cały dzień zajmowała się strojeniem się, makijażem i układaniem włosów, wyglądałaby jak hollywoodzka gwiazda. Sztuką jest robić swoje, a pięknie wyglądać przy okazji. Dlatego dziś skupimy się na urodowych rytuałach kobiet, które zrobiły karierę nie dlatego, że urodziły się piękne, ale dlatego, że robią w swoim życiu wiele ciekawych rzeczy, są z nich dumne i potrafią w odpowiedni sposób się nimi chwalić.

1. Jaenne Damas

   Jaenne Damas during her only 24-year life, she was able to create her own clothing brand, write a book ("A Paris"), participate in a few advertisements and movies, and storm the modelling world. In fact, she started her career from walking along catwalks, but she became an inspiration for women when she set up her own company – Rouje Brand. Clothes from her store are the quintessence of Jeanne's style. She was the one who endorsed the fashion for envelope dresses last season and allowed them to return. In Poland, we know her mostly as a partner of Joanna Kulig in the dancing advertisement of Reserved.

   Jaenne's makeup and hair are an ideal match for her hectic life. It is clearly visible that she doesn't waste time standing in front of a mirror, but she was able to find her ways to make her look fashionable and standing out from the crowd. Jaenne doesn't show off her makeup – it's enough for her to highlight her lips with a red lipstick. She rarely goes for fiery red – she rather chooses red that has hues of brown and pink. What's most important is how she paints her lips. If you have a good look at her photos, you'll see that she most often overlines her lips slightly – it is the best way to make them a little bigger. It is easy to attain such an effect by delicately patting the lipstick into your lips.

* * *

1. Jeanne Damas

Jeanne Damas w swoim zaledwie dwudziestoczteroletnim życiu zdążyła założyć markę odzieżową, napisać książkę ("A Paris”), wystąpić w kilku reklamach i filmach oraz podbić świat modelingu. Tak naprawdę karierę rozpoczęła od chodzenia po wybiegach, ale dla kobiet stała się inspiracją dopiero później, gdy założyła własny biznes – markę Rouje. Rzeczy z jej sklepu są kwintesencją stylu Jeanne. To właśnie ona sprawiła, że moda na kopertowe sukienki wróciła w ostatnim sezonie. W Polsce znamy ją przede wszystkim jako partnerkę Joanny Kulig w roztańczonej kampanii marki Reserved.

Makijaż i fryzura Jeanne idealnie wpisuje się w jej pędzące do przodu życie. Widać, że nie ma zamiaru tracić czasu na stanie przed lustrem, ale znalazła swoje sposoby na to, aby jej look był zawsze modny i rzucający się w oczy. Jeanne nie popisuje się makijażem – wystarczą jej jedynie podkreślone czerwoną szminką usta. Rzadko sięga po ognistą czerwień – wybiera raczej odcień czerwieni lekko wpadającej w brąz lub róż. Najważniejsze jest to w jaki sposób maluje usta. Jeśli dobrze się przyjrzycie jej zdjęciom, zauważycie, że najczęściej szminka delikatnie wychodzi poza kontur jej ust – to najlepszy sposób, aby je delikatnie powiększyć. Łatwo uzyskać taki efekt delikatnie wklepując pomadkę palcem w usta.

2. Yanina Trapachka

Yanina Trapachka is definitely an example of a modern woman of success. She is 26 and she's been living in Poland for 9 years. She comes from Belarus. She was able to transform her passion into a way of living – Tanina started a PR agency in Poland; however, the agency is only concerned with Instagram accounts. Two years ago, she was starting her career accompanied only by her friend Polina – today, she is employing a ten-person team and most popular and well-known Polish brands are fighting for the possibility to work with her.

I think that the pace of this tall blonde's work is really fast. The more so that you can appreciate that she always looks as if she was takes straight out of a magazine cover. Her style has nothing to do with high heels, blonde extensions, and clothes with brand logos. It's enough to see her Instagram account.

As it might be expected from a photography specialist, she knows how to find real pearls amid the regular items. Her Instagram is a treasure trove of beautiful hot trends and brands that are worth people's attention but aren't that well-known. She likes niche cosmetics and she recommends the best ones. And all of that is served at the backdrop of beautiful settings. And even though Yanina creates "images", she understands why authenticity is important for the recipient. That's why we see only nature and charm while looking on her portrays…and the immortal red lipstick.

3. Kinga Rusin

Kinga Rusin has become the queen of naturality. She shocked a great deal of people when she showed for the first time with greying hair and declared that she would never dye it again. On gossip websites, editorial staff were scratching their heads thinking "how's that even possible"? It turns out that it's possible and Kinga Rusin does it with grace of a real lady! If it wasn't for the two equally beautiful adult daughters, no one would believe that she is almost 50 years old, and she often shows her face in the sauté version on Instagram – without a modicum of makeup. A few years ago, Kinga started one of the first natural cosmetic brands in Poland. „Pat&Rub by Kinga Rusin” is currently one of the most popular brands in Sephora. 

And what's her recipe for a young appearance? Reading compositions of cosmetics! At all times, Kinga highlights that ecology and nature are two most important factors. That's why everything – from toners to face creams that she uses are rich in plant extracts. On her profile, she describes in detail the subsequent steps of her skin care treatment and remembers to apply stronger ampules before applying a face cream. Being consistent and mindful in using appropriate cosmetics in her case makes her look younger than me. She probably is in league with Mother Nature. :)

* * *

2. Yanina Trapachka

Yanina Trapachka to niewątpliwie przykład dzisiejszej kobiety sukcesu. Ma dwadzieścia sześć lat, od dziewięciu mieszka w Polsce, a pochodzi z Białorusi. Udało jej się przekuć swoją pasję w sposób na życie – Yanina założyła pierwszą w Polsce agencję PR zajmującą się wyłącznie Instagramem. Jeszcze dwa lata temu swoją zawodową przygodę rozpoczynała tylko w towarzystwie przyjaciółki Poliny – dziś zatrudnia dziesięcioosobowy zespół, a najsłynniejsze polskie marki walczą o możliwość współpracy.

Domyślam się, że tempo pracy jaki ta wysoka blondynka narzuca sobie każdego dnia jest naprawdę szybkie. Tym bardziej można jednak docenić to, że zawsze wygląda jak z „żurnala”. Nie, jej styl nie ma nic wspólnego ze szpilkami, blond doczepami i ubraniami z wrzeszczącym logo. Zresztą zobaczcie jej Instagram.

Jak na specjalistkę od pięknych zdjęć przystało, dobrze wie jak wśród przeciętności znaleźć prawdziwe perełki. Jej Instagram to skarbnica pielęgnacyjnych hitów i marek, które zasługują na uwagę, ale są mało znane. Lubi niszowe kosmetyki i chętnie poleca te najlepsze. A wszystko podaje w cieszącej oko oprawie. I choć Yanina zajmuje się tworzeniem „obrazów”, rozumie, jak ważna jest dla odbiorcy autentyczność. Dlatego patrząc na jej portrety widzimy przede wszystkim naturę i wdzięk… no i nieśmiertelną czerwoną szminkę.

3. Kinga Rusin

Kinga Rusin została królową naturalności. Wprawiła niektórych w niemały szok, gdy po raz pierwszy pokazała się z siwiejącymi włosami i ogłosiła, że więcej nie będzie ich farbować. Na plotkarskich profilach zastanawiano się wtedy „jak tak można”? Okazuje się, że można i Kinga Rusin udowodniła to z wdziękiem prawdziwej damy! Gdyby nie równie piękne dwie dorosłe córki, nikt nie uwierzyłby, że dziennikarka ma prawie 50 lat, a często pokazuje się na swoim Instagramie w wersji sauté – bez grama makijażu. Kinga kilka lat temu założyła jedną z pierwszych naturalnych marek kosmetycznych w Polsce. „Pat&Rub by Kinga Rusin” obecnie jest jedną z najchętniej kupowanych marek w Sephorze.  

A jaki jest jej przepis na tak młody wygląd? Czytanie składu produktów! Kinga na każdym kroku podkreśla, jak ważna jest dla niej ekologia i natura, dlatego wszystko – od toniku po kremy, których używa, bogate są w wyciągi z roślin. Na swoim profilu dokładnie opisuje poszczególne kroki pielęgnacyjnych zabiegów i pamięta, by przed nałożeniem kremu sięgnąć po mocniejsze ampułki. Konsekwencja i świadome używanie odpowiednich kosmetyków w jej przypadku sprawiają, że na co dzień wygląda młodziej niż ja. Na pewno ma jakiś układ z matką naturą. :)

4. Jessica Mercedes Kirschner

Everyone who is at least slightly interested in the world of fashion (and not only that) has heard about Jessica Mercedes. This entrepreneurial blonde started her adventure with blogging already as a teenager. Today, when she is 25, she's already collaborated with such brands as Chanel, Saint Laurent, Dior, Chle, Burberry, Lancome, Adida, Inglot, H&M, and I could go on forever. For more than a year, she has been also an owner of a company producing bathing suits. Seventeen months were enough for Moiess profile to gain almost one hundred thousand followers on Instagram.

Jessica, as one of the few bloggers, has no problem with showing herself without makeup. She likes comfort and her photos, even those clearly styled, have a common denominator of naturality and lack of overplaying. She most often wears loose hair. Jessica emphasised on numerous ocassions in her Instastories that she values appropriate skin care – especially makeup removal and moisturisation. Surprise, surprise! Jessica has chosen the same cosmetics that I discovered some time ago – Hello Body (recently, she showed their scrub in Mexico). I had the ocassion to use their face cream, lip balm, coconut face foam and I also recommend this brand, just like Jessica.

* * *

4. Jessica Mercedes Kirschner

O Jessice Mercedes słyszał każdy, kto choć trochę interesuje się światem mody (i nie tylko). Ta przedsiębiorcza blondynka rozpoczęła swoją przygodę z blogowaniem już jako nastolatka. Dziś, w wieku dwudziestu pięciu lat ma za sobą współprace z takimi markami jak Chanel, Saint Laurent, Dior, Chloe, Burberry, Lancome, Adidas, Inglot, H&M i w sumie można by tak wymieniać jeszcze długo. Od ponad roku jest również właścicielką własnej marki kostiumów kąpielowych. Wystarczyło siedemnaście miesięcy, aby profil Moiess miał blisko sto tysięcy obserwatorów na Instagramie.

Jessica jako jedna z niewielu blogerek nie ma żadnego problemu z pokazywaniem się bez makijażu. Ceni sobie wygodę, a jej zdjęcia, nawet te wyraźnie stylizowane, łączy naturalność i brak przerysowania. Najczęściej też występuje w lekko zmierzwionych rozpuszczonych włosach. Jessica nie raz podkreślała na Instastories, jak ważna jest dla niej odpowiednia pielęgnacja – głównie demakijaż i nawilżanie. I tu niespodzianka! Jessica upatrzyła sobie te same kosmetyki, które odkryłam już jakiś czas temu – Hello Body (ostatnio w Meksyku pokazała ich peeling). Miałam okazję używać ich kremu, balsamu do ust, kokosowej pianki do mycia twarzy i podpisuję się pod rekomendacją Jessici.

Po tym jak skończył mi się krem do twarzy od Cremorlabu, skorzystałam z kodu, który jakiś czas temu pojawił się na Instagramie Kasi. Marka Hello Body udostępniła, a właściwie nadal udostępnia, kod zniżkowy na 20% na wszystkie produkt, nawet te przecenione – wystarczy podać podczas zakupów hasło „MLE”. Ja wybrałam krem Coco Day Detox Daily Face Lotion o obłędnym zapachu kokosa. Produkt jest wegański, nietestowany na zwierzętach, bez PEG, silikonów, parabenów i  mikroplastików.

5. Elin Kling

Elin Kling has stormed the world of fashion – her blog delighted first Swedish women and then the rest of the globe. Elin as the first blogger in the world designed her own clothing line for H&M (in 2011, "Elin Kling for H&M”). Afterwards, there came the time for her own magazine and collection for "Guess by Marciano". Currently, together with her husband, she is the owner of a luxury brand Totême. Her style is the quintessence of Scandinavian minimalism.

If you've been following Elin on her Instagram, you could see that she uses little makeup on an everyday basis. She styles her hair in a simple ponytail, and yet she still hypnotises with her appearance. How does she do that? If I gather correctly, each piece of her body is pampered to the limit. Even when you look at the photos of her feet and palms, it's clear that she pays great attention to body care. After a few-minute scrolling of her profile, I was motivated to get a pedicure, apply a hair mask, and buy a black minimalist blazer in Zara (unfortunately, Totême brand is totally beyond my financial reach). I'm a short step from throwing everything that is not black, grey, or white out of my wardrobe. I've already started to look at my colourful sweatpants and home sweatshirt with slight reluctance. The one that you can see in the photo comes from S'portofino.

* * *

5. Elin Kling

Elin Kling szturmem wdarła się do świata mody – jej blog zachwycił Szwedki, a później resztę globu. Elin jako pierwsza blogerka na świecie zaprojektowała własną kolekcję ubrań dla H&M (w 2011 roku „Elin Kling for H&M”). Potem przyszedł czas na własny magazyn i kolekcję dla „Guess by Marciano". Obecnie wraz z mężem są właścicielami ekskluzywnej marki Totême. Jej styl to kwintesencja skandynawskiego minimalizmu.

Jeśli śledzicie Elin na Instagramie, możecie zauważyć, że na co dzień maluje się bardzo delikatnie. Włosy ma upięte w prosty kucyk, a jednak hipnotyzuje swoim wyglądem. Jak ona to robi? Jeśli dobrze wnioskuję, to każdy skrawek jej ciała jest zadbany do granic możliwości. Nawet zdjęcia samych jej stóp i rąk pokazują jak wielką uwagę przykłada do pielęgnacji. Po kilkunastu-minutowym skrolowaniu jej profilu zmotywowałam się do zapisania na pedicure, nałożyłam maskę na włosy i pobiegłam do Zary kupić czarną minimalistyczną marynarkę (niestety marka Toteme jest poza moim zasięgiem finansowym). Jestem o krok od wyrzucenia z mojej szafy wszystkiego, co nie jest czarne, szare, bądź białe, a na moje kolorowe dresy i bluzę do chodzenia po domu patrzę z dużą dozą niechęci. Ta, którą widzicie na zdjęciu pochodzi ze sklepu S'portofino.

Zainspirowana style Elin Kling zainwestowałam nawet w nową białą bluzę marki Deha. Jest wykonana z ekologicznej bawełny – bardzo miękkiej w dotyku i hipoalergicznej. W trakcie produkcji nie użyto substancji chemicznych.  

6. Małgorzata Bela

Małgorzata Bela is a model with twenty years of experience and "memorabilia" in the form of each cover of most prestigious fashion magazines. Her ways for everyday body care started to interest me only when it seemed that she is ending her career. It's hard for me, a 32-year old working mother, to identify with the stars of catwalks. Currently, Małgosia is active in the editorial office of Polish Vogue and she often states in interviews that fashion has never been on the top of her interests list.

If you look close at the photos of Bela, you won't spot strong makeup. It's often difficult to state whether she has anything on at all. Her foundation is always ideally matching her skin and perfectly blended. Over the years, mostly owing to her rich portfolio, it has been possible to spot that she's faithful to her image and the golden rule " the less, the better". Probably owing to that, she is still able to cherish her impeccable complexion and almost no wrinkles. Małogia values her privacy, doesn't have an Instagram account, doesn't participate in the Instastory trend, so it's really difficult to get any type of information on her beauty routine…

* * *

6. Małgorzata Bela

Małgorzata Bela to modelka z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem i „pamiątkami” w postaci okładek każdego liczącego się magazynu modowego. Jej sposoby na codzienną pielęgnację zainteresowały mnie jednak dopiero wtedy, gdy wydawało się, że kończy z modelingiem. Ciężko jest bowiem mi, trzydziestodwuletniej pracującej mamie, utożsamiać się z gwiazdami wybiegów. Obecnie Małgosia aktywnie działa w redakcji polskiej edycji Vogue’a i sama przyznaje w wywiadach, że moda nigdy nie była na szczycie listy jej zainteresowań.

Jeśli przyjrzycie się zdjęciom Beli, zauważycie, że nie lubi mocnego makijażu. Czasem trudno właściwie stwierdzić, czy w ogóle na jakiś się zdecydowała. Jej podkład zawsze jest idealnie dopasowany i rozprowadzony. Na przestrzeni lat, głównie dzięki jej bogatemu portfolio, widać wyraźnie jak wierna jest swojemu wizerunkowi i zasadzie „im mniej, tym lepiej”. Prawdopodobnie dzięki temu, wciąż może cieszyć się wspaniałą cerą i znikomą liczbą zmarszczek. Małgosia ceni swoją prywatność, nie posiada profilu na Instagramie, nie udziela się na Instastories, więc ciężko jest uzyskać jakąkolwiek konkretną informację na temat jej pielęgnacji…

 

Jaśniejszy odcień bieli, czyli wszystko co musisz wiedzieć o łączeniu neutralnych kolorów

   Love for houses and flats in neutral hues came to us from Scandinavia, where you need to make use of each sun ray that comes in through the windows. Large curtainless windows, light colours, small number of items – all of that ensures that the interiors look bigger and better lighted. Swedes love neutral hues, natural fabrics and accessories that are both humble and elegant. Poles also have fallen in love with this style and have been successfully adapting it for their homes. The fact that interiors in neutral colours are easier to sell isn't meaningless as well. Real estate agents are trying to convince the owners of apartments to introduce more light colours. Among the neutral colours, you'll find beiges, sand hues, white, light grey, and delicate browns. Interiors filled with these colours look as if they were more orderly and spacious. It's easy to spot that photos in light colours get the biggest number of likes and pins on Pinterest. Conclusion? Such interiors are exactly our cup of tea. However, before you'll do a whole makeover of your interior, it's worth familiarising yourself with a few rules, as it's not enough to just paint everything white…

* * *

   Miłość do mieszkań w neutralnych barwach przyszła do nas ze Skandynawii, gdzie trzeba wykorzystać każdy wpadający do pomieszczenia promień słońca. Duże, pozbawione zasłon okna, jasne kolory, niewielka ilość przedmiotów – to wszystko sprawia, że wnętrza wyglądają na większe i lepiej doświetlone. Szwedzi uwielbiają neutralne kolory, naturalne materiały i akcesoria, które są zarówno skromne, jak i eleganckie. Polacy również pokochali ten styl i od lat z powodzeniem adaptują go do swoich mieszkań. Nie bez znaczenia jest także fakt, że wnętrza w neutralnych kolorach są łatwiejsze w sprzedaży. Agenci nieruchomości przekonują wystawiających mieszkanie na sprzedaż do tego, aby wprowadzili do nich więcej jasnych kolorów. Do neutralnych barw zalicza się między innymi beże, odcienie piaskowe, biel, jasną szarość, delikatne brązy. Wnętrza wypełnione tymi kolorami sprawiają wrażenie bardziej uporządkowanych i przestronnych. Łatwo zauważyć, że najwięcej polubień i pinów na Pintereście mają zdjęcia mieszkań w jasnych kolorach. Wniosek? Takie wnętrza po prostu nam się podobają. Zanim jednak przeprowadzicie rewolucję w swoim otoczeniu, warto poznać kilka zasad, bo nie wystarczy po prostu pomalować wszystkiego białą farbą…

– In Scandinavian homes, you'll notice the domination of white, but you know that two white colours aren't actually the same. Therefore, how to attain the effect of white flat that won't be associated with hospital? When choosing the hue, take into consideration the distinct details of your flat. If there's a lot of light in it, you can choose colours of cool white, and if not, you should definitely go for the warm palette. Remember that shops are studded with sources of artificial light which completely changes the reception of colours. If you have such a possibility, go with the tester to the window. Either way, order a small sample of the selected paint and try it on the wall.

– Of course, white walls aren't enough to attain the effect of light cosy flat, such as the one you can see in the Instagram photos. We should add a light carpet, curtains, or beige pillows – mix the palette of natural hues which will add the whole flat a cosy effect. In all Scandinavian houses, you'll spot many light sources – hanging lamps, standing lamps, reading lamps. Good lighting helps in everyday activities and make our interior look slightly less like an operating room. The residents of North also love candles. Recently, rattan furniture has gained popularity. It is ideal with  light floors or walls. Its delicate construction tops the subtle elegance up. Where to look for such furniture and accessories? Surely, in IKEA where you can find my rattan bench. You can also purchase a lot of things in H&M Home and in Westwing. Lately, Kasia has shown me an Instagram profile with rattan bed frames. I'm already writing my letter to Santa Claus, as I see this model in my dreams…

* * *

– W skandynawskich mieszkaniach dominuje biel, ale pewnie wiecie, że „biel, bieli nie równa”. Jak więc stworzyć efekt białego mieszkania, który nie kojarzy nam się ze szpitalem? Wybierając odcień weźcie pod uwagę cechy szczególne waszego mieszkania. Jeśli jest w nim dużo światła możecie wybrać kolory chłodnej bieli, jeśli nie, to koniecznie sięgnijcie po paletę ciepłą. Pamiętajcie, że w sklepach dominuje sztuczne oświetlenie, które kompletnie zmienia odbiór kolorów. Jeśli macie możliwość, to podejdźcie z próbnikiem do okna. Tak czy inaczej, zamówcie małą próbkę farby i wypróbujcie ją na ścianie.

 – Oczywiście białe ściany to za mało, aby uzyskać efekt jasnego, przytulnego mieszkania w typie instagramowych fotek. Dodajmy jasny dywan, zasłony czy beżowe poduszki – miksujmy paletę naturalnych barw, bo to nada całości właśnie tego „przytulnego” efektu. W każdym skandynawskim domu jest wiele lamp – wiszących, stojących i tych do czytania. Dobre oświetlenie pomaga przy codziennych czynnościach, a jednocześnie sprawia, że wnętrze nie wygląda jak sala operacyjna. Mieszkańcy północy uwielbiają również świece. Ostatnio modne są także ratanowe meble, które doskonale komponują się z jasnymi podłogami czy ścianami. Ich delikatna konstrukcja dopełnia wrażenia subtelnej elegancji. Gdzie szukać takich mebli i dodatków? Na pewno w IKEA, skąd pochodzi moja ratanowa ława, sporo rzeczy można znaleźć także w H&M Home i na Westwingu. Ostatnio Kasia pokazała mi profil na Instagramie z ratanowymi ramami łóżek. Piszę już list do świętego Mikołaja, bo ten model śni mi się po nocach…

– When browsing through catalogue photos featuring white sofa in the foreground, we often think about how difficult it is to keep it clean. "The syndrome of white sofa" is something that each of us went through, as I don't know anyone who wouldn't measure it and wouldn't fear the stains at the same time. I was trying to defer purchasing it to some later point in the future. In my previous flat, I had a grey sofa made of a waterproof fabric that didn't catch stains. When we moved here, I chose the popular model from IKEA. I saw that the Swedish brand had the same cases so I thought that just in case I will just change it once in a while. As foreseen, the sofa gets dirty extremely quickly, but I have a way to solve it. I spread blankets on its seat, also in neutral colours, owing to which the living room looks even more cosy, and the sofa stays clean for longer. De facto, the blanket covers only a small area of the sofa – it's enough to protect the seating area, and the rest doesn't catch any dirt.

* * *

– Oglądając katalogowe zdjęcia z białą kanapą w roli głównej, często rozmyślamy o tym, ile wysiłku wymaga utrzymanie jej w czystości. „Syndrom białej kanapy” to coś, co przechodziła chyba każda z nas, bo nie znam osoby, która by o niej nie marzyła, a jednocześnie bała się plam. Sama długo broniłam się przed jej zakupem. W poprzednim mieszkaniu miałam szarą kanapę z nieprzemakalnego materiału, która nie łapała plam. Po przeprowadzce zaryzykowałam i wybrałam popularny model z IKEA. Widziałam, że szwedzki koncern ma w ofercie też same pokrowce, więc pomyślałam sobie, że w razie czego raz na jakiś czas będę go wymieniać. Zgodnie z przewidywaniami, kanapa brudzi się wyjątkowo szybko, ale mam na to sposób. Na poduszkach do siedzenia rozkładam koce, także w kolorach neutralnych, dzięki czemu salon wygląda jeszcze bardziej przytulnie, a kanapa dłużej pozostaje czysta. De facto koc zakrywa jedynie małą część kanapy – wystarczy chronić przestrzeń pokrowca do siedzenie, reszta się aż tak nie brudzi.

– The catchphrase "Instagram vs reality" surely tells you something – it's hard to say that the photos don't blur reality a little bit and that they show everyday problems. Even though light floor looks great especially in small apartments (as it optically enlarges the space), in large and spacious flats – it may make the ambiance really cool. It will quickly show dirt and scratches. So if you are going for boards, it's best to choose the ones with visible growth rings (pine, birch). On the other hand, the floor in the kitchen can be light, but it's best if it has some patterns. Let's remember that even though the tiles themselves are easy to clean, light grouts may become a real nuisance – even in case of light tiles, it's best to choose darker grouts. What about the walls in the kitchen? Rules are simple. If you go for tiles, the most popular are those which come in the pattern of white brick that are most often slightly shiny (I have these in my kitchen but I'm not bored with them at all). If we want to paint the walls, it's best to use a waterproof latex emulsion paint.

* * *

– Hasło „Instagram vs rzeczywistość” na pewno coś wam mówi – trudno jest zaprzeczyć, że zdjęcia trochę naciągają prawdę, a przede wszystkim nie ukazują codziennych problemów. Chociaż jasna podłoga świetnie wygląda zwłaszcza w niewielkich mieszkaniach (bo optycznie je powiększa), to w dużych, przestronnych wnętrzach – może spowodować wrażenie chłodu. Dużo szybciej będzie też na niej widać brud i zarysowania. Jeśli więc decydujecie się na użycie desek, najlepiej wybrać takie z widocznymi słojami (sosna, brzoza). W kuchni natomiast podłoga może być jasna, ale dobrze gdyby miała jakieś wzory. Pamiętajmy też, że o ile same kafelki mogą czyścić się łatwo i przyjemnie, tak białe fugi bywają prawdziwym utrapieniem – nawet do jasnych kafelków lepiej wybrać ciemniejszą fugę. A co ze ścianami w kuchni? Zasady są proste. Jeśli płytki, to niewielkie, najbardziej popularne są te na wzór białej cegły, które najczęściej są błyszczące (mam takie u siebie w kuchni i ani trochę mi się nie znudziły). Jeżeli wolimy pomalować ściany farbą, niech będzie to wodoodporna emulsyjna farba lateksowa.

Brudna jasna fuga wymaga szybkiej interwencji. Najgorzej jest w okolicy płyty kuchennej, bo często podczas smażenia olej tryska na wszystkie strony. Ja używam uniwersalnego płynu do czyszczenia kuchni marki Barwa Perfect House, który pięknie pachnie, a przede wszystkim świetnie usuwa tłuszcz. W razie awaryjnej sytuacji pomoże nam też soda oczyszczona, która rozpuszczona w wodzie i nałożona na kwadrans na fugi, powinna sobie z nimi poradzić. Drugi produkt, który widzicie na zdjęciu to preparat do czyszczenia mebli. Używam go do usuwania małych zabrudzeń na kanapie oraz ścierania kurzy. Jak wszystkie produkty z linii Perfect House bardzo ładnie pachnie (i na dodatek są teraz przecenione).

– If I wrote that light interiors are problem-free, I'd lie. Their greatest drawback is the fact that dirt and stains are definitely more visible in such places. With experience, some activities just become our second nature and fighting for a clean house stops to be such a nuisance. I'll show you some tips on how to solve the most common problems:

1. Sofa cleaning detergent. Your mothers and grandmothers surely often repeated that it's best to get rid of stains with a lukewarm water and soap. I know that. They told me the same, but it doesn't always work. It's best to keep a heavier weapon in your cupboard – I use this detergent by Barwa.

2. Cleaning brushes – it's best to have two – one with harder bristle that will get rid of heavier dirt and with delicate bristle (I most often use it when cats make stains with their paws on the sofa).

3. White curtains have to be often washed as they become grey. Before washing them, I soak them in warm water with soap (our mothers’ and grandmothers’ trick). Then, you need to iron them and here a steam iron comes in handy. Some time ago, I wrote about it here. If you have your curtains mangled, remember that they may become slightly shorter.

4. Walls and skirting boards are something that many of you overlook while cleaning. And that dirt is really visible! The wall by the cats' bowls, shoes in the hall, or other crucial places require cleaning. It's enough to take any cleaning detergent and a delicate sponge.

* * *

– Gdybym napisała, że jasne wnętrza są bezproblemowe, skłamałabym. Ich największą wadą jest to, że brud i plamy są w nich zdecydowanie bardziej widoczne. Wraz z doświadczeniem niektóre czynności wchodzą nam w nawyk i walka o porządek naprawdę przestaje być utrapienie m. Przedstawiam więc Wam kilka porad jak uporać się z najczęstszymi problemami:

1. Mleczko do czyszczenia kanap. Wasze mamy i babcie pewnie często powtarzały, że najłatwiej pozbyć się plam letnią wodą z mydłem. Znam to. Mi też tak mówiły, ale niestety to nie zawsze działa. Lepiej trzymać w szafce mocniejszą broń – ja używam do tego detergentu Barwy.
2. Szczotki do czyszczenia – najlepiej dwie – jedną z mocnym włosiem, która doczyści głębokie zabrudzenia oraz z włosiem delikatnym (najczęściej używam jej, jak koty zrobią plamy łapami na kanapie).
3. Białe zasłony dosyć często trzeba prać, bo szarzeją. Przed ich wypraniem zawsze je namaczam w ciepłej wodzie z mydłem (patent mam i babć). Potem należy je wyprasować i tutaj przydaje się ręczny parowar. Kiedyś pisałam o nim tutaj. Jeśli oddajecie zasłony do magla, pamiętajcie, że mogą się odrobinę skrócić.
4. Ściany i listwy przypodłogowe to coś, co wiele z Was w ogóle omija w trakcie sprzątania. A ten brud naprawdę widać! Ściana przy miskach kotów, butach w przedpokoju, czy w innych newralgicznych miejscach wymaga czyszczenia. Wystarczy byle jaki środek do czyszczenia i delikatna gąbka.

    Scandinavian homes stand out not only with the fact that they are really light. If you take a good look, you won't find there dropped ceilings, in-built switches, or hanging TV sets. Such additions like visible pipes, switches, or cables are normal. My flat is in a very old tenement house. Such elements are places in really strange and visible places, but on an everyday basis, they don't really catch my attention – mostly because they come in light colours.   

   If today is the first time when you've heard about the magic of neutral colours, maybe consider if there is something that you would like to change before the winter season. A cosy spot full of soft materials and climatic lighting is very useful during long autumn evenings. Especially if there is wind raving behind the window and there are large rain drops banging against the sill (which is hard to believe when you look at the weather now).

* * *

   Skandynawskie mieszkania wyróżniają się nie tylko tym, że są bardzo jasne. Jeśli dobrze się przyjrzymy na próżno szukać w nich podwieszanych sufitów, wbudowanych w ścianę kontaktów czy wiszących telewizorów. Takie dodatki jak widoczne rury, kontakty czy kable są czymś naturalnym. Moje mieszkanie mieści się w bardzo starej kamienicy. Tego typu elementy są umieszczone w naprawdę dziwnych i widocznych miejscach, ale na co dzień w ogóle nie rzucają mi się w oczy – przede wszystkim dlatego, że wszystko jest w jasnych kolorach. 

   Jeśli dopiero dzisiaj usłyszałyście o magii neutralnych kolorów, zastanówcie się czy jeszcze przed zimą czegoś nie zmienić. Ciepły, pełen miękkich materiałów i nastrojowego oświetlenia kącik bardzo przydaje się podczas długich, jesiennych wieczorów. Zwłaszcza jeśli za oknem hula wiatr, a o okna uderzają wielkie krople deszczu (w co przy obecnej aurze trudno nam jeszcze uwierzyć).

Moja codzienna pielęgnacja od stóp po głowę

    When I was preparing to write today's post, I entered the phrase "my everyday body care "into Google search engine, and I ended up with around ten million search results. I immediately came to the conclusion – women enjoy reading about cosmetic novelties and body care, and they would like to get comprehensive information on the topic. Seemingly, each of us has their own favourite products, but we are still searching for something new and checking whether our friend (or the favourite blogger) hasn’t found a new revelation just by pure accident. That's reasonable as cosmetic industry is rapidly developing and store shelves are being loaded down with cosmetics that surpass older products with their effectiveness. And the other way round – sometimes a cream that is advertised as the latest hot trend is, in fact, studded with chemical substances of the worst sort. Therefore, today I've created a list of all products that I use on a daily basis. Choose on your own what you need at a given moment. You are running out of a hair conditioner? Face cream? Body scrub? And maybe you're seeking a little more variety in your body care?

* * *

   Gdy przygotowując się do napisania dzisiejszego artykułu, wpisałam w wyszukiwarce google hasło „moja codzienna pielęgnacja”, wyskoczyło mi blisko dziesięć milionów wyników. Wniosek od razu nasunął się sam – kobiety lubią czytać o nowinkach kosmetycznych oraz pielęgnacji i chciałyby otrzymywać kompleksowe informacje na ten temat. Niby każda z nas ma swoje ulubione produkty, ale wciąż poszukujemy czegoś nowego i sprawdzamy, czy koleżanka (albo ulubiona blogerka) nie znalazła przypadkiem jakiejś nowej gwiazdy. Słusznie, bo przemysł kosmetyczny szybko ewoluuje i na sklepowych półkach można znaleźć kosmetyki, które swoją skutecznością przewyższają te sprzed kilku lat. I na odwrót – czasem krem, reklamowany jako największy hit, jest w gruncie rzeczy naszpikowanym chemią bublem. Dzisiaj podsuwam więc Wam listę wszystkich produktów, które używam na co dzień. Same wybierzcie to, czego akurat potrzebujecie. Kończy Wam się odżywka do włosów? Krem do twarzy? Peeling? A może poszukujecie czegoś, co wprowadzi trochę urozmaicenia do Waszej pielęgnacji?

Hair care:

Cleansing:

I'll start with what I've changed in this respect. First and foremost, after washing my hair with a shampoo, I dry it with a towel before I apply hair conditioner. It was a recommendation from my hairdresser – he told me that the compositions of hair masks and conditioners are mostly based on water and when our hair is very wet, there's no possibility for the cosmetic to work properly and moisturise it. There's something in it as my hair has revived since I started following his advice. Of course, I've got a carefully selected set of cosmetics. My favourite shampoo is Micellar Bath by Aura Botanica. It is intended for all types of hair and has as much as 96% of natural ingredients. Be prepared that your hair will be slightly stiff and rough after the washing. It's a good sign as it returns to its natural structure. It isn't a moisturising shampoo; therefore, after applying the cosmetic, you need to also apply a hair mask or a conditioner. However, if I want to attain quick moisturisation and I want my hair to look shiny after the washing, I use Schwarzkopf Oil Ultime for thin hair (silicone- and paraben-free). It was recommended to me by a hairdresser – you can only buy it at the salon. If you come across it by any chance, don't hesitate to go for it. Its price is relatively low, considering that it's a professional product, and the effects are visible right away.

Moisturisation:

In my previous posts, I most often mentioned the René Furterer Karité hair mask. I still think that hair weakened by coloration or other hair treatments will regain its resilience and vitality after a period of regular application of this product. This cosmetic ranks high among the products that I use. When it comes to novelties – I received Gisou cosmetics as a birthday gift. The brand's originator is a Dutch blogger, Negin Mirsalehi, whose hair could be used in all shampoo advertisements. I need to admit that I hadn't expected any "wow" effect after the application of these cosmetics. Negin often mentions honey as the most basic ingredient. I had a few other products that were also based on honey and they always failed to impress me. Therefore, I had quite a sceptic approach, and it turned out that the hair mask is really worth recommending. It has a delicate, fresh fragrance; it's super thick and very efficient, as you need only a little bit to cover all your hair ends.

Oil:

My birthday gift also included Gisou's flagship product – hair oil. It's nice, it doesn't burden the hair nor stick it, it really makes it look more shiny and loose. Unfortunately, it comes at an exorbitant price and the effect is the same as after the application of MoroccanOil or even hair oil from Rossmann for eight zlotys. It seems to me, that the product isn’t worth overpaying. Unless you would like to get a product in nice packaging. When it comes to packaging, Gisou stands out among other brands. If you are searching for a nice gift for your friend, these cosmetics will be ideal.

* * *

Pielęgnacja włosów:

Oczyszczanie:
Zacznę od tego co zmieniłam w temacie pielęgnacji. Przede wszystkim po umyciu głowy szamponem, jeszcze nim nałożę odżywkę, wycieram włosy ręcznikiem. Ten sposób polecił mi fryzjer – powiedział, że w skład masek czy odzywek wchodzi głównie woda i jeśli włosy są bardzo mokre nie ma możliwości, aby kosmetyk zadziałał i je nawilżył. Coś w tym musi być, bo od kiedy stosuję się do jego porady, moje włosy trochę odżyły. Oczywiście mam też starannie dobrane kosmetyki. Mój ulubiony szampon to Kąpiel Micelarna Aura Botanica. Przeznaczona jest do każdego rodzaju włosów i ma aż 96% składników naturalnego pochodzenia. Przygotujcie się, że po umyciu głowy włosy będą sztywne i trochę szorstkie. To dobry znak, bo mają wtedy swoją naturalną strukturę. To nie jest szampon nawilżający, dlatego po jego użyciu koniecznie trzeba choć na chwilę nałożyć maskę lub odżywkę. Natomiast jeśli nastawiam się na szybkie nawilżanie i chcę by włosy lśniły po samym umyciu, to używam szamponu Schwarzkopf Oil Ultime do włosów cienkich (bez sylikonów i parabenów). Kosmetyk polecił mi fryzjer – można go kupić jedynie w salonach fryzjerskich. Jeśli kiedyś na niego traficie, bierzcie w ciemno. Jego cena jest dość niska, jak na kosmetyk dla profesjonalistów, a efekty widoczne są od razu.

Nawilżanie:
W poprzednich wpisach najczęściej pisałam o masce René Furterer Karité. Wciąż  uważam, że osłabione koloryzacją lub innymi zabiegami włosy, przy jej regularnym stosowaniu, odzyskują sprężystość i witalność. Ten produkt bez zmian zajmuje wysokie miejsce na mojej liście. A z nowości – z okazji urodzin dostałam kosmetyki marki Gisou. Jej założycielką jest holenderska blogerka Negin Mirsalehi, której włosy mogłyby występować w każdej reklamie szamponów. Przyznam, że nie oczekiwałam po tych kosmetykach żadnej rewelacji. Negin często wspomina o miodzie jako bazowym składniku. Miałam już kilka innych produktów, które również zawierały miód i nigdy nie wywarły na mnie większego wrażenia. Nastawiłam się więc negatywnie, a niesłusznie, bo maska jest naprawdę godna polecenia. Ma delikatny, świeży zapach, jest super gęsta, i bardzo wydajna, bo dosłownie odrobina wystarczy, aby pokryć moje całe końce włosów.

Olejek:
W moim prezencie urodzinowym znalazł się również sztandarowy produkt marki Gisou – olejek do włosów. Jest fajny, nie obciąża włosów, nie skleja ich i faktycznie sprawia, że są bardziej lśniące i sypkie. Niestety ma kosmiczną cenę, a efekt jest właściwie taki sam jak po użyciu MoroccanOil, czy nawet wersji olejku z Rossmanna za osiem złotych. Wydaje mi się, że w tym wypadku nie warto przepłacać. Chyba, że zależy Wam na pięknym opakowaniu. Pod tym względem Gisou znacznie się wyróżnia na tle innych marek. Jeśli poszukujecie ładnego prezentu dla koleżanki to te kosmetyki będą idealne.

Kosmetyki Cremorlab możecie kupić w dwóch miejscach – przez stronę AuraShop.pl oraz Douglas.pl. W obydwu sklepach obowiązuje 10% zniżki z hasłem „MLE10”. Udanych zakupów.

Face care:

Makeup removal:

For makeup removal, I use a gel-texture oil – it's delicate, has a fresh citrus fragrance, and is ideal for everyday face care (T.E.N Cremor Refreshing Cleansing Gel Oil). You can apply it on a cotton pad and then remove your makeup. I, however, most often use a small amount of this product and thoroughly cleanse my face with my palms. Then, I rinse everything with water. It is intended for all skin types. You'll easily remove stronger makeup with a gel foam with delicate grains containing three species of sea plants (O2 Couture Marine Algae Cleanser). The gel is green as it contains spirulina and plankton responsible for skin cleansing. The fragrance is delicate and pleasant.

Exfoliation:

At least once a week, I do a face scrub. I try to approach the topic meticulously as I've been rarely visiting beauty salons lately. For this purpose, I use a bubble mask which combines a face scrub with deep cleansing (Cremorlab O2 Couture Oxygenic Peeling Mask). At the beginning, it has a gel texture, but later it turns into foam. It isn't a regular face scrub where you distinctly feel the grains – where cleansing is based on friction. This product has a three-stage complex – AHA, PHA, and BHA – which dissolves sebum on the skin surface and removes dead skin cells. The face mask leaves your skin cleansed, soth, and smooth without any redness.

Moisturisation:

My complexion has a tendency to dry spots. After cleansing, I often feel that it's tight. A face cream isn't enough to feel relief. Therefore, I really like using additional moisturisation before applying a face cream. On numerous occasions, I've heard that it's worth buying whole product lines. Not everyone knows that some substances shouldn't be combined as we can neutralise the effect of the applied products. The worse case scenario is a severe skin irritation. By purchasing whole cosmetic lines, you'll be certain to invest in cosmetics that will be mutually complementing one another. I use cosmetics by Cremorlab as it offers a wide range of products that are based on T.E.N. thermal water. (this water contains more than 10 rare minerals, including: calcium, magnesium, potassium, copper, sodium, zinc, and strong antioxidants in the form of elements such as selenium, vanadium, and germanium.)

When it comes to moisturisation, before applying the face cream, I use a brightening essence (Cremorlab Mineral Treatment Essence). Its main ingredients are T. E. N. thermal water, vitamin B3, and adenosine. It also contains extracts from camomile, red tea, lily, cornflower flower, white peony root, and persimmon leaves. The essence has a soothing effect on the skin. It makes it brighter and it quickly removes the feeling of tightness. It isn't a replacement for a cream, but it's an ideal base to be applied before it.

After the essence, I apply the revitalising cream (it's called Hydro Plus Snow Falls Melting Cream). It is intended for dry and sensitive skin. You'll quickly feel that it increases skin elasticity and adds some smoothness, while brightening discolouration at the same time.

Secret weapon:

It's nothing different than a sheet mask. There are three types of them in Cremorlab – soothing, brightening, moisturising, and decreasing pores. The first is my favourite sheet mask. It contains camomile extract so it easily gets rid of redness, irritation, and nourishes the skin. You keep it on your face for 20 minutes. After that time, you don't have to wash your skin, you can just massage the rest of the product into it.

* * *

Pielęgnacja twarzy:

Demakijaż:
Do demakijażu używam olejku o żelowej konsystencji – jest delikatny, ma bardzo świeży zapach cytrusów i idealnie nadaje się do codziennej pielęgnacji (T.E.N Cremor Refreshing Cleansing Gel Oil). Można nałożyć go na płatek i wtedy zmyć makijaż. Ja jednak najczęściej niewielką ilość preparatu nakładam na ręce, dokładnie myję twarz i spłukuję wodą. Jest przeznaczony do wszystkich rodzajów cery. Mocniejszy makijaż lepiej usunie żelowa pianka z delikatnymi kuleczkami, w której skład wchodzą trzydzieści trzy gatunki roślin morskich (O2 Couture Marine Algae Cleanser). Żel jest zielony, ponieważ zawiera spirulinę oraz plankton odpowiedzialny za oczyszczanie skóry. Zapach jest delikatny i przyjemny.

Złuszczanie:
Przynajmniej raz w tygodniu wykonuję peeling. Staram się skrupulatnie podchodzić do tematu, bo ostatnio rzadko odwiedzam kosmetyczkę. Używam do tego maski bąbelkowej, która łączy peeling i głębokie oczyszczanie (Cremorlab O2 Couture Oxygenic Peeling Mask). Na początku konsystencja jest żelowa, później zmienia się w delikatną piankę. Nie jest to typowy peeling, gdzie wyraźnie wyczuwa się ziarna – oczyszczanie polega na tarciu. Ten produkt posiada trzy etapowy kompleks składników – AHA, PHA i BHA, które rozpuszczają sebum na powierzchni skóry i usuwają martwy naskórek. Maska pozostawia skórę oczyszczoną, miękką, gładką i bez żadnych zaczerwienień.

Nawilżanie:
Moja cera ma skłonności to wysuszania się. Po umyciu twarzy często mam wrażenie ściągnięcia. Sam krem nie wystarczy, aby poczuć ulgę. Dlatego bardzo chwalę sobie stosowanie dodatkowego nawilżania jeszcze przed nałożeniem kremu. Wiele razy słyszałam, że warto kupować produkty do pielęgnacji w całych seriach. Nie każdy wie, że niektórych substancji nie należy łączyć, gdyż w najlepszym wypadku zupełnie zneutralizujemy działanie kosmetyków, a w najgorszym – dojdzie do ostrego podrażnienia skóry. Dlatego kupując całe serie mamy pewność, że w kosmetykach znalazły się składniki, które wzajemnie się uzupełniają potęgując efekt pielęgnacji. Ja używam kosmetyków marki Cremorlab, bo ma w ofercie szeroką gamę produktów, które bazują na wodzie termalnej T.E.N. (ta woda zawiera ponad 10 rzadkich minerałów, między innymi: wapń, magnez, potas, miedź, sód, cynk oraz silne przeciwutleniacze w postaci pierwiastków – selenu, wanadu i germanu).  
Jeśli chodzi o nawilżanie to przed nałożeniem kremu oblewam twarz esencją intensywnie rozjaśniającą (Cremorlab Mineral Treatment Essence). Jej głównym składnikiem jest woda termalna T.E.N., witamina B3 i adenozyna. Zawiera również ekstrakty z rumianku, czerwonej herbaty, lilii, kwiatów chabra bławatka, korzenia piwonii białej i liści hurmy wschodniej. Esencja wpływa na skórę kojąco, silnie ją rozjaśnia, nawilża i szybko usuwa uczucie ściągnięcia. Nie zastępuje kremu, ale jest idealną bazą pod niego.
Po esencji nakładam na twarz krem rewitalizujący (jego nazwa to Hydro Plus Snow Falls Melting Cream). Jest on przeznaczony do skóry suchej i wrażliwej. Szybko poczujecie, że zwiększa elastyczność skóry, nadaje jej gładkości i rozjaśnia przebarwienia.

Tajna broń:  
To nic innego jak maski w płacie. W Cremorlab mają ich cztery rodzaje – łagodząca, rozświetlająca, nawilżająca i zmniejszająca pory. Moja ulubiona to ta pierwsza. Zawiera ekstrakt z rumianku, więc szybko niweluje zaczerwienienia, podrażnienia i odżywia skórę. Maseczkę trzymamy na twarzy do 20 minut. Po tym czasie nie trzeba myć buzi,  wystarczy resztę preparatu dokładnie w nią wmasować.

Pewnie część z Was wyłapie, że moje rzeczy znów pochodzą ze sklepu Hibou. Polubiłam te markę już dawno temu i teraz ciężko mi znaleźć coś innego w równie dobrej cenie i jakości. Ciekawych ich kolekcji odsyłam do dwóch sklepów internetowych hibouessentials.pl oraz hibousleepwear.pl. Teraz również można obejrzeć rzeczy na żywo w ich warszawskim sklepie stacjonarnym.  

Body care:

Exfoliation:

I love body scrubs from & Other Stories, even though their compositions isn't that great. For me, they are excellent for one reason – texture. At the beginning of applying, it's a genuine scrub with pretty distinct grains, but after some massaging, it turns into a cream. I use it even for shaving. It doesn't leave any film and is great for moisturisation. The choice of fragrances is wide – rose fragrance is my favourite. The cosmetic is very efficient and one jar will be enough for up to a dozen or so baths.

Moisturisation:

I came across my favourite body balm after having read an article on Vouge.pl. The publication concerned various Polish cosmetic brands. I wasn't familiar with most of them so I decided to do some testing. That's how I discovered plum body pomade by Ministerstwo Dobrego Mydła and body balm by Hagi with mango butter and chia oil. A great advantage is its extremely pleasant, exotic, and natraul fragrance.

Feet and hands:

Manicure:

Since I got rid of artificial manicure seven year ago and was able to restore my nails to a normal appearance, I’ve rarely used nail polishes. For a few years, I was doing really strange things to my nails – from extreme lengths to crazy patterns. Now, I go for a natural appearance, I mostly try to maintain my cuticles and nail plate in good condition. In fact, I've got only one favourite cosmetic.  Until quite recently, my nails have been really bristle. Everything has changed after a regular application of Eveline nail conditioner. You can get it in Rossmann for less than thirteen zlotys. I don't know how it works but the package isn't lying – you'll see results already after the first week of use. I love it for how much and how quickly it makes my nails stronger.

Pedicure:

For pedicure, I visit a beauty salon. My favourite is Balola in Sopot. I always choose acid treatments as they ensure a really smooth skin. Here, you'll read a detailed description of the treatment.

* * *

Pielęgnacja ciała:

Złuszczanie:
Uwielbiam peelingi z & Other Stories, chociaż ich skład nie jest powalający. Dla mnie są  bezkonkurencyjne z jednego względu – konsystencji. Na początku nakładania jest to prawdziwy peeling z mocno wyczuwalnymi drobinkami, ale pod wpływem masowania zmienia się w krem. Używam go nawet do golenia. Nie zostawia na skórze żadnej powłoki i doskonale nawilża. Wybór zapachów jest szeroki – ja najbardziej lubię różany. Kosmetyk jest bardzo wydajny i jeden słoiczek wystarcza na przynajmniej piętnaście kąpieli.
 
Nawilżanie:
Na mój ulubiony balsam do ciała trafiłam po przeczytaniu artykułu na Vouge.pl. Publikacja dotyczyła różnych polskich marek kosmetycznych. Większości z nich nie znałam, więc postanowiłam kilka przetestować. Tak odkryłam pomadę śliwkową do ciała marki Ministerstwo Dobrego Mydła i balsam do ciała Hagi z masłem mango i olejem chia. Wielkim plusem jest jego  skład i niezwykle przyjemny, egzotyczny i naturalny zapach.

Stopy i dłonie:

Manicure:
Od kiedy siedem lat temu zdjęłam sztuczne paznokcie (tzw. „żele”) i doprowadziłam je do normalnego wyglądu, rzadko sięgam nawet po lakier. Przez kilka lat wyczyniałam z nimi przeróżne dziwactwa – od ekstremalnych długości po fikuśne mozaiki. Teraz stawiam na naturalny wygląd, przede wszystkim pilnuje skórek i dbam o płytkę. Mam właściwie tylko jeden ulubiony kosmetyk.  
Jeszcze do niedawna moje paznokcie były ekstremalnie łamliwe. Wszystko się zmieniło po regularnym używaniu odżywki Eveline. Można ją kupić w Rossmannie za niecałe trzynaście złotych. Nie wiem, jak to działa, ale opis z pudełka mówi prawdę – przekonacie się już po pierwszym tygodniu. Uwielbiam ją za to, że bardzo mocno i szybko utwardza paznokcie.

Pedicure:
Pedicure robię u kosmetyczki. Mój ulubiony salon to Balola w Sopocie. Zawsze korzystam z opcji nakładania kwasów na stopy, bo tylko po nim są naprawdę gładkie. Tutaj przeczytacie dokładny opis zabiegu.

Inner care:

Hydration:

You probably know the saying that "the true beauty is on the inside not on the outside". It's common knowledge that a balanced diet and natural food products are important. If you were woken up in the middle of the night, you'd be surely able to enumerate all of the rules of a healthy diet. However, I'll be repeating it like a mantra that hydration has influence on our appearance.I know, I know – this topic isn't anything new, but despite that, we still drink too little water during the day. Reportedly, if our parents didn't instil the habit of regular water drinking in us in our childhood, it will be difficult for us to change it in our adulthood. I'm among this particular group, but I'm trying to fight my forgetfulness.  During the day, before I sit on the sofa or in front of my work desk, I take a glass of water with me. Whereas, in the evening before I go to bed, I always place a large mug of water on the bedside table. Before falling asleep, I drink half of it and then the rest of it in the early morning. Regular hydration will be easier if you have easy access to fresh water at home. For quite some time, I've been using a filtering pot and now I don't have to bring heavy bottles home – water is always at hand.

Vitamins:

Another area of interest is supplementing the organism with an appropriate amount of vitamins and minerals. Of course, the best way is to eat plenty of vegetables and fruit, but let's not deceive ourselves, the winter season is coming, and there will be only oranges, tangerines, and grapefruits in the stores. Maybe I'm exaggerating a bit, but I don't trust strawberries the size of a plum which have no fragrance. Therefore, just as I wrote in my last post, I use nutricosmetics – blends of various ingredients in a very condensed form. If on a given day, I'm not drinking a cocktail or eating a porridge that I enrich with some powder, I take capsules. The ones that you can see in the photos come from Natural Mojo. Their composition is based on aloe extract, dioscorea extract, and Acai berries extract. Two capsules ensure the daily nutritional requirement for vitamins B1, B2, B6, B12, and vitamins C and E. Now, by using the code "MLE30", you'll get a 30% discount on all non-discounted products.

I'm attached to some cosmetics and brands, whereas some brands don't enjoy my trust – I am still searching subsequent novelties and watch how my skin reacts to them. Technologists are still trying to surpass one another in creating increasingly better compositions – that's why it's worth staying open-minded to all innovations. I'll be eager to read about your body and face care – are you opting for any products that I have forgotten to include in my routine? And maybe you've got some products to recommend? You should definitely share them in your comments.

* * *

Od środka:

Nawadnianie:
Pewnie znacie już powiedzenie, że „prawdziwe piękno pochodzi od wewnątrz”. Wiecie, jak ważna jest zbilansowana dieta, produkty naturalnego pochodzenia i nawet obudzone w środku nocy wyliczycie zasady zdrowego odżywania. Będę jednak jak mantrę powtarzać o wpływie nawadniania na nasz wygląd.
Wiem, wiem – ten temat też nie jest Wam obcy, ale mimo to, nadal pijemy za mało wody w ciągu dnia. Podobno, jeśli od dziecka nie zostaliśmy przyzwyczajeni do jej regularnego picia, to w późniejszych latach ciężko jest to zmienić. Zdecydowanie zaliczam się do tego grona, ale staram się walczyć z moim zapominalstwem.  W ciągu dnia, zanim usiądę w domu na kanapie lub przed biurkiem, zabieram ze sobą szklankę wody. Natomiast wieczorem przed spaniem kładę na nocnej półce wielki kubek wody. Przed samym zaśnięciem wypijam połowę, a resztę z samego rana. O regularne nawadnianie jest dużo łatwiej jeśli w domu ma się stały dostęp do pitnej wody. Od jakiegoś czasu mam dzbanek z filtrem i w końcu nie muszę dźwigać ciężkich butelek do domu, a co za tym idzie – woda nigdy się nie kończy.

Witaminy:
Drugim zagadnieniem będzie dostarczanie do organizmu odpowiedniej ilości witamin i minerałów. Jasne, że najlepszą metodą jest jedzenie warzyw i owoców, ale nie oszukujmy się, zaraz przyjdzie zima i w sklepach będą jedynie pomarańcze, mandarynki i grapefruity. Może przesadzam, ale nie ufam truskawkom wielkości śliwki, które nie mają żadnego zapachu. Dlatego, tak jak pisałam w ostatnim artykule, stosuję na co dzień „nutrikosmetyki”, czyli mieszanki różnych składników w mocno skondensowanej formie. Jeśli w danym dniu nie robię koktajlu lub owsianki, do której dosypuję proszek, sięgam po kapsułki. Widoczne na zdjęciu pochodzą ze sklepu Natural Mojo, w ich skład wchodzi między innymi ekstrakt z aloesu, pochrzyn i ekstrakt z jagód Acai. Dwie kapsułki zapewniają też dzienne zapotrzebowanie na witaminę B1, B2, B6, B12 oraz witaminę C i E. Teraz z kodem „MLE30” uzyskacie 30% zniżki na cały nieprzeceniony asortyment.

Do niektórych kosmetyków i marek jestem przywiązana, do innych wręcz przeciwnie – wciąż poszukuję kolejnych nowości i z uwagą patrzę jak reaguje na nie moja skóra. Technolodzy wciąż prześcigają się w coraz to lepszych składach – warto więc nie zamykać się na odkrycia. Z przyjemnością poczytam o Waszej pielęgnacji – robicie coś o czym ja zapomniałam? A może macie własne produkty do polecenia? Koniecznie napiszcie o nich w komentarzach.

 

Superfoods – prawda czy mit?

   Superfoods are flooding us through all channels, and the "newly discovered food product whose wonderful properties have been known for years" becomes a new marketing hit each season. The quality of our eating has been considerably diminishing, so we are prone to advertisements that promise us that one diet element can solve all our health problems. It is a very pleasant perspective, but we are all too mature to still believe in magic, Hogwart, and coconut oil.

   Superfood is a label theoretically pertaining to all balanced food products that protect our organism against numerous diseases. They need to contain antioxidants inhibiting the development of cancer cells as well as vitamins, minerals, and fatty acids.

   You can't really create a complete list of superfoods – much depends on where and in what conditions the products originated and were prepared. For a few seasons, we've been hearing about some extremely promoted products – do exotic foods have really something more in comparison to the good old bell pepper or linseed? And most importantly, are they worth their high prices?

* * *

   Super produkty zalewają nas z każdej strony, a karierę co sezon robi „odkryta właśnie nowość, której cudowne właściwości znane są od wieków”. Odżywiamy się coraz gorzej, więc łatwo padamy ofiarą reklamy, która obiecuje, że jeden składnik diety może rozwiązać wszystkie nasze zdrowotne problemy. To bardzo przyjemna perspektywa, ale jesteśmy już trochę za duże, aby wciąż wierzyć w magię, Hogwart i olej kokosowy.

   Na miano „superfoods" teoretycznie zasługują wszystkie pełnowartościowe produkty żywnościowe, które chronią organizm przed różnymi chorobami. Muszą więc zawierać przeciwutleniacze hamujące rozwój komórek nowotworowych, witaminy, minerały i kwasy tłuszczowe.

   Nie da się stworzyć zamkniętej listy „superfoods” – dużo zależy gdzie i w jakich warunkach jedzenie jest hodowane i przygotowywane. Od kilku sezonów słyszymy jednak o kilku nad wyraz mocno promowanych produktach – czy egzotyczne specyfiki faktycznie mają w sobie coś więcej niż stara dobra papryka czy siemię lniane? I przede wszystkim czy są warte swoich wysokich cen?

1. Chia seeds

I remember how I once read an extensive article on the beneficial influence of chia seeds on our body, and I started eating them for breakfast for a few months. Their less popular name is simply Salvia Hispanica. The fans of this wonder-product from Guatemala praise its high fibre, calcium, iron, and complete protein content. The seeds can really boast good composition. Additionally, they contain more Omega 3 fatty acids than Atlantic salmon. Unfortunately, scientists quarrel over whether our organism digests this food product in its unchanged form at all (we most frequently soak them in water and pour some of the product into our morning porridge). Lately, it has also been loud about the fact that Salvia Hispanica protects against breast cancer, while brushing under the carpet the information about the increased risk of prostate cancer due to the presence of alpha-linolenic acid. The price is also exorbitant – for one kilogramme of chia seeds, you'll pay from several to several dosen zlotys. I'm more willing to trust a safer and less expensive replacement. On our family fields, we'll find a plant which is the queen of natural medicine – linseed. Flax facilitates bowel movements, increases the moisture of mucosa additionally helping with dry cough, and has anti-cancer properties. It's best to combine two spoonfuls of linseed with lukewarm water and soak it for twenty minutes in the liquid – as a result, flax will become soft and more digestible. When flax volume increases several times, you can eat it. Its taste is comparable to peanuts – its great in salad dressings and you can sprikle them on cooked groats or add to a cocktail.

2. Goji berries

If you are interested in the topic of healthy diet, you'll surely come across information on the healthiest fruit in the world, that is goji berries known to Chinese medics for ages. These wonderful red balls stormed the Polish market already some time ago, and they turned out to be a gold vein. According to the distributing entities, they contain a plethora of antioxidants which protect us against cancers, diseases of the circulatory system as well as are beneficial for our brain. Scientists convince us, however, that one apple provides us with more antioxidants than several portions of goji berries juice. I'll add that we will pay a few zlotys for a kilogramme of apples, and more than fifty zlotys for one kilogramme of goji berries. Also, let's not forget about the season for equally beneficial blueberries and whortleberries. You don't believe me? Read this article.

* * *

1. Nasiona chia
Pamiętam jak kiedyś przeczytałam obszerny artykuł o zbawiennym wpływie nasion chia i przez kilka miesięcy codziennie jadłam je na śniadanie. Ich mniej popularna nazwa to po prostu „szałwia hiszpańska”. Fani tego cud-produktu pochodzącego z Gwatemali zachwalają wysoką zawartość błonnika, wapnia, żelaza i pełnowartościowego białka. Nasiona faktycznie mają bardzo dobry skład, dodatkowo zawierają więcej kwasów Omega 3 niż łosoś atlantycki, niestety naukowcy spierają się, czy nasz organizm w ogóle trawi ten specyfik w niezmienionej postaci (a najczęściej namaczamy go lub dosypujemy do porannej owsianki). Głośno mówi się także o tym, że szałwia hiszpańska chroni przed rakiem piersi, przemilczając to, że u mężczyzn zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na raka prostaty z powodu zawartości kwasu alfa-linolenowego. Cena też jest powalająca – za kilogram nasion można zapłacić od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu złotych. Ja o wiele bardziej ufam bezpieczniejszemu i tańszemu zamiennikowi. Na naszych rodzimych polach znajdziemy roślinę, która jest królową medycyny naturalnej – siemię lniane. Nasiona lnu dbają o prawidłową perystaltykę jelit, zwiększają wilgotność śluzówki pomagając przy suchym kaszlu i mają właściwości antynowotworowe. Dwie łyżki nasion najlepiej namaczać przez dwadzieścia minut w letniej wodzie – dzięki temu nasiona są miękkie i szybciej wchłania je nasz organizm. Gdy ich objętość powiększy się kilkukrotnie można śmiało je zjeść. Ich smak jest porównywalny do orzeszków – świetnie sprawdza się w dressingach do sałatek, można nim również posypać ugotowaną kaszę lub dodać do koktajlu.

2. Jagody goji
Jeśli interesujecie się tematem dobrego odżywiania, na pewno natknęliście się na informacje o najzdrowszych owocach świata, czyli jagodach goji znanych chińskim medykom od wieków. Te wspaniałe czerwone kuleczki trafiły na polski rynek już jakiś czas temu i okazały się doskonałym interesem. Według dystrybutorów zawierają mnóstwo antyoksydantów, które chronią przed nowotworami, chorobami układu krążenia i wspomagają pracę mózgu. Naukowcy przekonują jednak, że jedno jabłko dostarcza więcej antyoksydantów niż kilkanaście porcji soku z jagód goji. Dodam, że za kilogram jabłek zapłacimy kilka złotych, a za jagody goji ponad pięćdziesiąt. Nie zapominajmy także o sezonie na porównywalnie zdrowe jagody i amerykańskie borówki. Nie wierzycie? Przeczytajcie ten artykuł.

Koktajl pina colada (bez alkoholu ;)) i woda różana do kupienia w Coco Bowls Warszawa

3. Coconut water

Cold water improves health. How much will our health be improved by the wonderful coconut water? It'll surely deprive us of some money as one litre costs around twelve zlotys. However, celebrities claim that it's worth spending more and often pose with coconut water bottles. Is this food product, fully natural and unprocessed (information on the package tells us that it's true), truly that wonderful? Coconut water is great for hydrating our organism. It provides us with plenty of minerals and electrolytes; therefore, it's better than isotonic drinks. The problems is that by drinking 500 ml of water, you'd consume around 4 teaspoons of sugar. Conclusion? If you haven't just finished your workout and you're simply feeling thirsty – choose water.

4. Quinoa

And what about the exotic replacements of cereals? Quinoa has recently gained great popularity. It is most recommended for the followers of gluten-free diet. Known as Peruvian rice, quinoa, in fact, is not really cereal, despite the fact that it offers seeds that are rich in starch. Its high content of complete protein, fatty acids, and multiple minerals has been appreciated by the indigenous dwellers of South America who called it the Incas' sacred grain. Its undisputed advantage is additionally its low glycemic index. From time to time, it can be a good alternative for rice or potatoes, but you also need to be aware of its drawbacks – it contains saponins and lectins that irritate the bowel. For one kilogram of quinoa, we'll pay around fourteen zlotys.

* * *

3. Woda Kokosowa
Zimna woda zdrowia doda. A ile zdrowia doda nam cudowna woda z kokosa? Na pewno odejmie trochę pieniędzy z portfela, bo jeden litr kosztuje około dwunastu złotych. Gwiazdy uważają jednak, że warto wydawać więcej i często pozują z kokosowymi butelkami. Czy ten specyfik, w pełni naturalny i nieprzetworzony (jak wynika z informacji na opakowaniach) naprawdę jest tak wspaniały? Woda kokosowa dobrze nawadnia nasz organizm, dostarcza sporo minerałów i elektrolitów, dlatego jest lepsza niż sztuczne napoje izotoniczne. Problem w tym, że wypijając porcję, czyli 500 mlililitrów, pochłoniemy około 4 łyżeczek cukru. Wniosek? Jeśli nie jesteś po treningu i po prostu chce ci się pić to lepiej wybierz wodę.

4. Komosa Ryżowa
A co z egzotycznymi zamiennikami zbóż? Na tapecie jest ostatnio komosa ryżowa, polecana przede wszystkim bezglutenowcom. Zwana quinoą lub ryżem peruwiańskim tak naprawdę nie jest zbożem, choć wytwarza bogate w skrobię nasiona. Wysoką zawartość pełnowartościowego białka, kwasów tłuszczowych i wielu minerałów doceniali rdzenni mieszkańcy Ameryki Południowej, nazywając ją „świętym zbożem Inków”. Jej niewątpliwą zaletą dodatkowo jest niski indeks glikemiczny. Od czasu do czasu może być dobrą alternatywą dla ryżu czy ziemniaków, ale trzeba mieć świadomość, że ma minusy – zawiera podrażniające układ pokarmowy saponiny i lektyny. Za kilogram komosy ryżowej zapłacimy około czternastu złotych.

5. Wheatgrass

Wheatgrass will probably be a potential hot topic and a vitamin bomb in the upcoming seasons. Even though it's now that recognised in Poland, it has become a popular food product all over the world. This magical powder is sold at a price of around ten zlotys for 100 grams. The product is best to be combined with cocktails. We will pay a little more because around twenty zlotys for 500 ml of wheatgrass juice – to benefit from its medicinal properties, it is recommended to drink around 30 ml of it daily. We can also purchase the seeds and start our own culture at home. But is it worth it at all? The product contains chlorophyll and by consuming it, we enrich our blood in oxygen and improve the functioning of our circulatory system. We won't, however, be able to help ourselves with a one-time dose. What we need is consistency.

6. Coconut oil

There was a time when the proponents of natural products replaced all hair conditioners, lotions, toothpastes, and kitchen oils with this product (and I was among this group of people). Unfortunately, most probably it is the greatest misunderstanding of the last couple of years. I couldn't find any scientific reports that would confirm its wonderful properties when it comes to haircare or skincare – so it's an equally great idea to simply use olive oil. When it comes to the use of coconut oil in the kitchen, its fans are convincing us that it doesn't contain cholesterol and trans-fatty acids that are supposed to be avoided because of the increased risk of atherosclerosis and heart diseases. However, I need to mention that none of the plant oils contains cholesterol. In the press and online, you can find multiple articles about coconut oil – some present coconut oil as the ultimate solution to all our ailments, whereas others show that other plant oils declassify it. A considerably better option is olive oil, rapeseed oil, and linseed oil (yet, remember that you can't use it at higher temperatures). An undisputed advantage of coconut oil is its high smoke point and pleasant taste. However, it is surely not a panacea for all health problems in the world.

* * *

5. Trawa Pszeniczna
Bombą witaminową i potencjalnym hitem w najbliższym czasie prawdopodobnie będzie trawa pszeniczna. Choć jeszcze jest mało znana w Polsce, na świecie robi zawrotną karierę. Magiczny proszek sprzedawany jest w cenie około dziesięciu złotych za 100 gramów. Produkt najlepiej dosypywać do koktajli. Trochę więcej, bo około dwudziestu złotych zapłacimy za 500 mlililitrów soku z tej trawy – dla zdrowia zaleca się picie około 30 mililitrów dziennie. Możemy też kupić nasiona i sami uprawiać trawę w domu. Tylko czy ma to sens? Produkt zawiera chlorofil, a dostarczając go bezpośrednio do organizmu wzbogacamy krew w tlen i poprawiamy funkcjonowanie układu krążenia. Nie pomożemy sobie jednak jednorazową dawką, potrzebna jest regularność.

6. Olej kokosowy
Był czas kiedy zwolennicy naturalnych produktów wymienili wszystkie odżywki do włosów, kremy, pasty do zębów i oleje w kuchni właśnie na ten specyfik (a ja się do nich zaliczałam). Prawdopodobnie jest to niestety największe nieporozumienie ostatnich lat. Nie znalazłam, żadnych badań naukowych, które potwierdzałaby jego nadzwyczajne działanie w pielęgnacji włosów czy skóry – równie dobrze powinna więc działać na przykład oliwa z oliwek. Jeśli chodzi o zastosowanie oleju kokosowego w kuchni, to jego fani przekonują, że nie zawiera on cholesterolu oraz kwasów tłuszczowych typu trans, których należy unikać ze względu na ryzyko rozwoju miażdżycy i chorób serca. Trzeba jednak wspomnieć, że żaden olej roślinny nie zawiera cholesterolu. W prasie i Internecie można znaleźć mnóstwo artykułów o oleju kokosowym – w niektórych przeczytamy na jego temat same pochwały, a w innych dowiemy się, że w porównaniu do innych olejów roślinnych wypada słabo. Znacznie lepsza jest oliwa z oliwek, olej rzepakowy czy lniany (tylko przy tym oleju należy bezwzględnie pamiętać, aby nie podawać go obróbce termicznej). Niewątpliwą zaletą oleju kokosowego jest wysoka temperatura dymienia i przyjemny dla podniebienia posmak, ale z pewnością nie jest to panaceum na wszystkie choroby świata.

Marka ZOJO to sproszkowane naturalne produkty, które wybijają się na tle innych swoją zawartością witamin, antyoksydantów i minerałów. W ofercie znajdziecie osiem mieszanek o bardzo różnorodnym składzie. Każda z nich została stworzona z myślą o innym efekcie. Sposób użycia jest bardzo prosty: wystarczy raz dziennie zmieszać 5 gramów proszku ze szklanką mleka, soku, koktajlu owocowego lub jogurtu. Od dzisiaj możecie uzyskać, aż 20% zniżki na cały asortyment w sklepie. Wystarczy użyć hasła „makelifeeasier” w trakcie dokonywania zakupu.

       Since all of the products have their flaws, is it a good idea to use the term superfoods at all? Scientists from the William Paterson University in New Jersey have delved deeper into this subject matter and made an attempt to create a reliable list. Interestingly, exotic dragon's fruits and seeds with strange names didn't make their way to the list. The healthiest products are green leafy vegetables, including: watercress, Chinese cabbage, and chard – starting from the top. Then, there are: chicory, spinach, lettuce, parsley, romaine lettuce, brassica juncea, turnip top, endive, dill, kale, and rocket.  

   The list prepared by the American scientists also included red bell pepper, pumpkin, broccoli, brussels, cauliflower, carrot, tomato, strawberry, and lemon. As you can see, all of the best vegetables and fruits can be found at our street markets. Its availability will protect as from spending a fortune on nutrient rich and healthy meals. You want some superfoods in a nutshell? Don't forget about juices and cocktails, for which you can use all of the enumerated vegetables or fruits. You can also add linseed, wheatgrass, or a mix purchased from a verified source. I often prepare a green cocktail for breakfast. I add:

1 handful of kale or spinach

1 small sour apple

1/2 of a banana (I like when they aren't already ripe)

2-3 teaspoons of lemon juice

3-4 drops of olive oil or  1/2 of avokado

1 large tablespoon of „The Supergreens Formula” mix by ZOJO

 

* * *

   Skoro wszystkie produkty mają swoje wady, czy w ogóle powinniśmy używać określenia „superfoods”? W temat zagłębili się naukowcy z Uniwersytetu Williama Patersona w New Jersey i podjęli próbę stworzenia wiarygodnej listy. Co ciekawe, nie trafiły na nią egzotyczne owoce smoka czy nasiona o obcobrzmiących nazwach. Za najzdrowsze uznano zielone warzywa liściaste, umieszczając na podium kolejno: rukiew wodną, kapustę pekińską i boćwinę. Dalsze miejsca zajęły: cykoria, szpinak, sałata, natka pietruszki, sałata rzymska, kapusta sitowata, nać rzepy, endywia, szczypiorek, jarmuż i rukola.

   W spisie amerykańskich naukowców nie zabrakło także czerwonej papryki, dyni, brokułów, brukselki, kalafiora, marchwi, pomidorów, truskawek i cytryn. Jak widać na naszych straganach kupimy wszystkie najlepsze warzywa i owoce. Ich powszechny dostęp uchroni nas także od wydania majątku na wartościowe i zdrowe posiłki. Chciałabyś zafundować sobie „superfoods” w pigułce? Nie zapominaj o sokach i koktajlach do których możesz wrzucić wszystkie ulubione warzywa czy owoce. Można do nich dodać na przykład siemię lniane, trawę pszeniczną albo mieszankę kupioną w sprawdzonym źródle. Bardzo często na śniadanie przygotowuję zielonego szejka. Dodaję do niego:

1 garść jarmużu lub szpinaku
1 małe kwaśne jabłko
1/2 banana (ja najbardziej lubię jak są lekko niedojrzałe)
2-3 łyżeczki soku z cytryny
3-4 krople oliwy z oliwek lub 1/2 awokado
1 duża łyżeczka mieszanki „The Supergreens Formula” marki ZOJO

   My mix is a combination of, among others, barleygrass, black currant, Indian ginseng, and matcha. I chose this formula because a considerable number of pimples has appeared on my face lately. I guess that's because I've been consuming sweets recently, and to be precise ice-cream – but what would summer be like without ice-cream?  I won't abandon the taste of my favourite salty caramel ice-cream, but I can take care of my skin in another way – by providing it with an appropriate amount of nutrients, minerals, vitamins, and antioxidants. With such a mix, it's simple and effective, as I've already noticed. For the winter season, I'd like to buy „The Bikini Body Formula” – I hope that, owing to that, I'll be able to save my metabolism from the "winter sleep" at least a little bit.

* * * 

  Moja mieszanka jest połączeniem między innymi trawy jęczmiennej, czarnej porzeczki, indyjskiego żeń-szenia) czy matchy. Zdecydowałam się na tę formułę, ponieważ ostatnio na mojej twarzy pojawiło się sporo wyprysków. Domyślam się, że to za sprawą jedzenia słodyczy, a właściwie lodów – ale czym byłoby upalne lato bez tego smakołyku? Z moich ulubionych lodów o smaku słonego karmelu nie zrezygnuję, ale o skórę mogę zadbać w inny sposób – dostarczając jej odpowiednią ilość odżywczych składników, minerałów, witamin i przeciwutleniaczy. Z taką mieszanką jest to proste i widzę, że skuteczne. Na zimę chciałabym kupić „The Bikini Body Formula” – mam nadzieję, że dzięki temu, chociaż trochę powstrzymam mój metabolizm przed „zimowym snem”. 

    What about the digestibility? How can we be sure that all of the nutrients are actually absorbed by our organism? That's the actual trap prepared by the producers who recite all vitamins and minerals of their wonder products. Unfortunately, despite the periodic table of elements presented on the packaging, we won't be able to benefit from everything, however, in some cases we can help ourselves. For example, vitamins A, D, E, and K dissolve only in fats; therefore; it's best to enrich cocktails, salads, and pressed juices with a drop of olive oil and add avocado.  

   So, in that case, should we forget about the vogue for superfoods entirely? Everything depends on the consequences and the actual change of your everyday diet. Let's remember that a one-off portion of linseed in one of your meals won't do much – we need to consume it on a daily basis. Goji berries, coconut water, or other products extolled by the press won't bring us any harm and can improve our diets with greater diveristy, but on a daily basis, we should remember to replace a chocolate bar with a three-year best before date with plums and to enrich our dinner with something green.

* * *

   A co z przyswajalnością? Skąd możemy mieć pewność, że wszystkie składniki odżywcze wchłaniane są do organizmu? To jest właśnie pułapka, w którą próbują złapać nas producenci recytujący wszystkie witaminy i minerały ze składu swoich cudownych produktów. Niestety, mimo całej tablicy Mendelejewa rozpisanej na opakowaniu, nie ze wszystkiego uda nam się skorzystać, ale w niektórych przypadkach możemy sobie pomóc. Np. witaminy A, D, E, K rozpuszczają się jedynie w tłuszczach, dlatego koktajle, sałatki i wyciskane soki dobrze jest wzbogacić o kilka kropelek oliwy z oliwek lub dodać awokado.

   Czy w takim wypadku należy zapomniec o modzie na „superfoods”? Wszystko zależy od konsekwencji i faktycznej zmiany sposobu żywienia. Pamiętajmy, że jednorazowe dosypanie siemienia lnianego do potrawy nic nie da – musimy robić to każdego dnia. Jagody goji, woda kokosowa czy inne zachwalane przez prasę produkty na pewno nam nie zaszkodzą i mogą wprowadzić do naszej diety więcej urozmaicenia, ale na co dzień pamiętajmy raczej o tym, aby czekoladowy baton z trzyletnim terminem ważności zastąpić dostępnymi teraz śliwkami, a do obiadu zawsze dodawać coś zielonego.

Uprzedzając Wasze pytania: zdjęcia zostały wykonane w Warszawskim Coco Bowls przy ulicy Górnośląskiej 16. Malutki lokal z wyjątkową ofertą – na miejscu można zjeść power bowle (wybór jest bardzo szeroki), smoothies, ciasta i słodycze „raw”, masła z orzechów itd.
Jeśli chodzi o moją bluzę to kupiłam ją w sklepie polskiej marki Hibou Essentials – jest oversizowa i w 100% bawełniana. Idealna na chłodne wieczory (przynajmniej w Trójmieście już takie bywają). Spódniczka natomiast pochodzi ze sklepu Mango (obecna kolekcja).