If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Kosmetyki, które wciąż widzimy na Instagramie – czy są rzeczywiście skuteczne?

   Marketing industry has to change in order to attain its goal – what was effective ten years ago, won’t be that effective today. Advertisements that were essential in the past to take root in the consciousness of potential customers had become the same old story over time to the more inquisitive audience. Already a few year ago, advertisers noticed the loss of trust in the over-the-top 50+ ladies, like Andy McDowell, trying to convince us that their skin is an effect of a face cream. Marketing specialists have abandoned the prime time and started to search for new channels. Instagram app turned out to be a salvation – not only did the advertisements bear lower costs, the influencers were the ones creating content – advertisers no longer needed producers, directors, photographers, or well-known (and very expensive) models.  

   How are Instagram activities perceived by followers? Influencer Marketing Platform conducted research among women concerning the impact of influencers on their lives. 20 thousand ladies aged 18 to 49 said that Instagram is the most often chosen platform for following popular persons (61%). Women trust Instagram recommendations, whereas brands, owing to collaborations with Instagram users, can not only improve the sales of their products and services, but also build brand awareness. According to Bloglovin’s research, more than half of respondents (54%) decided to spend money on a product recommended by an influencer, whereas 45% of them admit that they click “follow” after reading a post.  

   Increasingly more often, we hear that Instagram is baloney, that we wouldn’t even pay attention for a second to girls who have millions of likes under each photo if we met them on the street, and that sponsored content has dominated the posts. It’s great that we’ve developed a critical approach towards what we find on-line, but, on the other hand, I won't hide that this medium is very helpful for me. I owe it, for example, finding a beautiful and affordable hotel in Paris, clothes that, apart from buying, I can also see on someone with a similar figure (and even what they look while moving – thanks to IS), I can also visit the recommended restaurants and shops. Instagram is also a source of inspiration and ideas for me as well as a real encyclopaedia when it comes to cosmetics. I discovered those most interesting ones precisely thanks to this app. Yet, how to avoid deception? How to check whether cosmetics recommended on Instagram are really effective?

* * *

   Branża reklamowa musi się zmieniać, aby osiągać wyznaczony cel – to, co było skuteczne dziesięć lat temu, dziś już się nie sprawdzi. Spoty reklamowe, które kiedyś były niezbędne, aby zakorzenić się w świadomości potencjalnych konsumentów z czasem opatrzyły się coraz bardziej podejrzliwej widowni. Reklamodawcy już kilka lat temu dostrzegli utratę zaufania do naciągniętych pań po 50., które, jak Andy McDowell próbują nas przekonać, że ich skóra, to efekt tygodniowej aplikacji kremu. Specjaliści od marketingu porzucili więc najlepszy czas antenowy i zaczęli szukać nowych kanałów. Aplikacja Instagram okazała się być wybawieniem, bo nie dość, że reklamy wiązały się z niższymi kosztami, to influencerki same tworzyły treści – niepotrzebny był już producent, reżyser czy fotograf, czy znana (ale bardzo droga) modelka.

   A jak działania na Instagramie są odbierane przez odbiorców? Platforma Influencer Marketing przeprowadziła badania wśród kobiet na temat wpływu influencerów na ich życie. 20 tyś pań w wieku 18-49 lat powiedziało, że Instagram jest najchętniej wybieraną platformą do śledzenia popularnych osób (61%). Kobiety ufają pojawiającym się tam rekomendacjom, a firmy dzięki współpracy z użytkownikami, mogą nie tylko wzmacniać sprzedaż swoich produktów i usług, ale również budować świadomość marki. Według badania Bloglovin ponad połowa respondentek (54%) decyduje się wydać pieniądze na rekomendowaną przez influencera rzecz. 45% z nich przyznaje, że po przeczytaniu posta klika „obserwuj”.

   Coraz częściej słyszy się, że „Instagram to ściema”, że na ulicy nawet nie zwrócilibyśmy uwagi na dziewczyny, które pod każdym „selfie” mają po sto tysięcy lajków, że treści sponsorowane zdominowały publikacje. Bardzo dobrze, że nauczyliśmy się patrzeć krytycznie na to, co znajdujemy w internecie, ale z drugiej strony nie będę ukrywać, że to medium jest dla mnie pomocne. Dzięki niemu udało mi się, na przykład, znaleźć piękny i niedrogi hotel w Paryżu, ubrania, które nie tylko od razu mogę kupić, ale przede wszystkim zobaczyć, jak leżą na kimś z podobną figurą do mojej (a nawet jak układają się podczas ruchu – dzięki IS), mogę też korzystać z poleconych przez influencerki restauracji czy sklepów. Instagram jest też dla mnie źródłem inspiracji i pomysłów oraz prawdziwą encyklopedią w temacie kosmetyków. Te najfajniejsze odkryłam właśnie dzięki tej aplikacji. Tylko jak nie dać się oszukać? W jaki sposób można sprawdzić, czy kosmetyki z Instagrama są naprawdę skuteczne?

Teraz jest idealny moment, aby wypróbować kosmetyki Hello Body, bo na hasło: Hello można uzyskać 30% zniżki na wszystkie zestawy.

Does a paid truth exist?  

   It’s obvious that you need to pay for advertisement and, often, these are big stakes that make many people say everything about a given product. However, it’s worth remembering that Instagram recommendations are different from those on the television as they are usually based on real use and testing of the advertised products. A great number of influencers won’t show a product that doesn’t live up to their expectations even if product placement entails remuneration. And the other way round – really there are girls on-line who show products (even if the product were paid for) that they like and really use.   An example of paid truth? I suspect that the two bloggers who I follow (Jessica Mercedes and Anna Skura) took up a collaboration with a cosmetic brand HelloBody, but because these are girls who spark my trust, I decided to test the products myself a long time ago. Since then, I’ve already had the moisturising night cream ALOÉ NIGHT, highlighting primer COCO PRIME, mattifying pore cleansing mask COCO WOW, and cleaning foam COCO FRESH – all cosmetics were effective and lived up to producers’ claims. I also really like them for the fragrance and light texture. My collection has been recently enriched with glow booster ALOE DROPS. It is supposed to brighten up the skin and moisturise it. It can be mixed with a face cream to enrich its formula.

   What should raise our vigilance? We shouldn’t trust too intrusive an advertisement – an influencer hugging a packaging or with her cheek plastered to a cosmetic is not that convincing to me. 64% of respondents indicates that the greatest problem is the lack of authenticity and originality in the sponsored posts – the readers immediately notice that the influencer is trying to befool them and we don’t like such things on-line. Other reasons are the feeling of excessive auto-promotion (48%) and the awareness that the author was paid for the advertisement (37%). Women also pay attention to such issues as non-aesthetic photos (25%) or their lack (35%), too long a description of the product (32%) or even too great a number of hashtags (31%). Few hashtags suggests that no one cares about promoting the post so it hasn’t been created for advertising purposes.  

   Going back to trust again – before you decide to try out a new cosmetic brand recommended on Instagram, check out the profiles of your influencers. If an Instagram “celebrity” has a few million followers, and it’s the first time you hear about her, check out the likes under her photos. It’s really easy to buy followers on Instagram. The second method for quick and artificial interest sparking is “like for like” – you’ll see that whenever Instagram users have a similar number of followers and people that they follow. If you make sure that the account is not fake, you can simply believe in the recommendations.

* * *

Czy istnieje opłacona prawda?

   Wiadomo, że za reklamę się płaci i to czasem naprawdę duże pieniądze, za które wiele osób skłonnych jest powiedzieć o produkcie wszystko. Warto jednak pamiętać, że Instagramowe polecanki różnią się od telewizyjnych reklam tym, że często opierają się na realnym używaniu i testowaniu produktów. Bardzo duża liczba influencerek nie pokaże czegoś, co nie spełnia ich wymogów, nawet jeśli za lokowanie produktu zaproponowano wynagrodzenie. I na odwrót – naprawdę są w sieci dziewczyny, które jeśli coś pokazują, to znaczy, że (nawet jeśli za samą reklamę zapłacono), że dany produkt lubią i go używają.

   Przykład opłaconej prawdy? Podejrzewam, że dwie blogerki które uważnie śledzę (Jessica Mercedes i Anna Skura) podjęły współpracę z kosmetyczną marką HelloBody, ale ponieważ są to dziewczyny, które wzbudzają moje zaufanie, to dawno temu sama postanowiłam je przetestować. Od tego momentu miałam już nawilżający krem na noc ALOÉ NIGHT, rozświetlającą bazę COCO PRIME, matującą maseczką oczyszczającą pory COCO WOW i oczyszczająca pianka COCO FRESH – wszystkie kosmetyki były skuteczne i zgodne z zapewnieniami producenta. Bardzo je lubię też za zapach i lekką konsystencje. Teraz do mojej kolekcji dołączył glow booster ALOE DROPS ma za zadanie rozświetlić i nawilżyć twarz. Można go mieszać z kremem do twarzy, aby wzbogacić jego formulę.

   Co powinno wzbudzić naszą czujność? Nie ufajmy zbyt nachalnej reklamie – influencerka przytulająca opakowanie lub z przyklejonym do kosmetyku policzkiem nie do końca mnie przekonuję. Według raportu 64% respondentek wskazuje, że największym problemem jest brak autentyczności i oryginalności w sponsorowanym wpisie – czyli czytelniczki od razu wyczuwają, że wszystko jest „naciągane”, a tego w internecie bardzo nie lubimy. Inne powody to uczucie przesadnej autopromocji (48%) i świadomość, że za „reklamę” autorowi zapłacono (37%). Kobiety zwracają też uwagę na takie kwestie jak nieestetyczne zdjęcia (25%) lub ich brak (35%), zbyt rozwlekły opis produktu (32%), a nawet zbyt dużą liczbę hasztagów (31%). Mało hasztagów od razu sugeruje, że nikomu nie zależy na wypromowaniu wpisu, czyli nie powstał w celach reklamowych.

   Wracając jeszcze do zaufania – zanim zdecydujecie się na wypróbowanie nowej marki kosmetycznej polecanej na Instagramie, sprawdźcie profile swoich influencerek. Jeśli jakaś „gwiazda” instagrama ma kilka milionów obserwatorów, a ty słyszysz o niej pierwszy raz, zerknij na liczbę lajków pod zdjęciami. Na instagramie bardzo łatwo kupić pustych obserwatorów. Drugą metodą na szybkie i sztuczne podbijanie zainteresowania jest „lajk za lajk” – poznasz to po wyrównanej liczbie obserwowanych i obserwujących. Jeśli upewnisz się, że konto nie jest fejkowe, możesz bez większych obaw wierzyć poleceniom.

A good influencer will tell you the truth  

   An increasing number of bloggers decides to create their own brands. Should we trust such products? The extensive network of followers and influential Instagram friends (that will eagerly show their friend’s product) makes advertising new brands easier. However, is that enough to be successful? No! Each active Instagram user knows how much effort it takes to implement such an idea that is most often the answer to the needs and questions of their followers. The sole act of creating a product is one thing, and making sure that the product is of the highest quality is another thing. Why? Bloggers are not anonymous CEOs with large companies behind them that don't really face hatred on-line (or only sometimes in reference to a bloop, such as plagiarism allegations or proving harmful product effects). Each day, influencers get hundreds of direct messages from real people and everyone can see their comments. If they allowed themselves to produce something that doesn’t work or is a dud that doesn’t follow quality standards, the information about flaws would immediately spread over the whole world of social media. That’s why you can trust popular bloggers – they simply have too much to lose to provide their name for the purpose of advertising something that is of poor quality.  

   An example here might be Gisou created by Negin Mirsalehi. Her brand produces hair cosmetics. Their main advertising strategy is based on photos of Negin’s shock of hair. You can’t really deny it – her hair looks fabulous, but the truth is that it’s mainly owing to Mother Nature. Mirsalehi was bestowed with exceptional hair and was perfect at selling that. But is it only about it? I had a pretty negative approach when I was testing her products (because instead of a lock of hair, I’ve hot only a few thin feathers) and I need to admit that once I finished the first package of her famous oil, I immediately ordered another one. The mask, in turn, is thick, has beautiful fragrance, and improved the condition of my hair already after the first use.

* * *

Dobra influencerka prawdę ci powie

   Coraz więcej blogerów decyduje się na stworzenie własnej marki. Czy takim produktom można ufać? Rozbudowana sieć obserwujących i wpływowych instagramowych znajomych (którzy chętnie pokażą towar przyjaciela) ułatwia rozreklamowanie nowych brandów. Jednak czy to wystarczy, by odnieść sukces? Nie! Każdy aktywny instagramowicz wie, ile wysiłku kosztuje zrealizowanie takiego pomysłu, który najczęściej jest odpowiedzią na potrzeby i zapytania grona obserwatorów. Samo stworzenie produktu to jedno, drugie to zadbanie, by był najwyższej jakości. Dlaczego? Blogerzy to nie „anonimowi” prezesi, za którymi stoją wielkie koncerny, które z hejtem nie spotykają się prawie w ogóle (albo od czasu do czasu przy okazji jakiejś wpadki, typu zarzuty plagiatu lub udowodnienie szkodliwości towarów). Influencerzy każdego dnia dostają setki wiadomości kierowanych bezpośrednio do nich od prawdziwych ludzi, a ich komentarze widzą wszyscy. Jeśli pozwoliliby sobie na produkowanie czegoś co nie działa, jest bublem, nie spełnia norm jakościowych, informacje o wadach rozniosłyby się po socjal mediach błyskawicznie. Dlatego  popularnym blogerkom można zaufać – po prostu mają za dużo do stracenia, aby firmować swoim imieniem coś, co jest słabe.

   Przykładem takiej marki jest Gisou stworzona przez Negin Mirsalehi. Jej firma produkuje kosmetyki do włosów, a główna strategia marketingowa opiera się na zdjęciach bujnej czupryny Negin. Z tym faktem nie da się dyskutować – jej włosy wyglądają bosko, ale przecież wiadomo, że to przede wszystkim zasługa matki natury. Mirsalehi została obdarzona wyjątkowym elementem urody i po mistrzowsku potrafiła to sprzedać. Ale czy tylko tyle? Z negatywnym nastawieniem testowałam jej produkty (bo ja zamiast gąszczu ciemnych włosów mam kilka jasnych piórek) i muszę przyznać, że jak tylko skończyłam pierwsze opakowanie jej słynnego olejku, od razu zamówiłam drugi. Maska z kolei jest gęsta, pięknie pachnie i już po pierwszym użyciu widziałam poprawę kondycji moich włosów.

Na dzisiejszych zdjęciach możecie zobaczyć kilka rzeczy z najnowszej kolekcji polskiej marki Hibou. Krótką koszulkę znajdziecie w sklepie Hibou Sleepwear, natomiast spodnie w Hibou Essentials.

They don’t need advertisements  

   Well, all right, what if half of the cosmetics that you’ve got in your cupboard have never appeared on any known influencer's Instagram profile? Does that mean that they don’t work?There are many brands that don’t spend a fortune on marketing, and still have great sales results. How is that possible? It turns out that “word of mouth” is still great for gaining many customers. There is only one condition – quality and effectiveness. If the product is working, we will be eager to recommend it to a friend, and she will recommend it to another friend, and so on. A good example here of such brands are hair cosmetics by Kevin Murphy, face products by Filorga, or those by the Polish brand of Balneokosmetyki, which has gained its popularity owing to the ratio between affordable price and quality. One of my favourite products is the raspberry body butter – it has thick texture, can be easily spread around the body, its composition is fully eco-friendly, and it will last for at least a few months. Currently, you can order all cosmetics by Balneokosmetyki for 20% cheaper with the code: “maj”.

* * *

Oni nie potrzebują reklamy

   No dobrze, a co jesli połowa kosmetyków, która masz w szafce nigdy nie pojawiła się u żadnej znanej influencerki? Czy to oznacza, że nie działają?
Jest wiele marek, które nie wydają fortuny na marketing, a i tak świetnie się sprzedają. Jakim cudem? Okazuje się, że „pocztą pantoflową” wciąż można dotrzeć do bardzo dużej liczby klientów. Warunek jest tylko jeden – jakość i skuteczność. Jeśli produkt działa, chętnie polecimy go koleżance, a ta kolejnej i kolejnej. Dobrym przykładem takich marek są kosmetyki do włosów Kevin Murphy, do twarzy Filorga czy te od polskiej rodzinnej marka Balneokosmetki, które swoją popularność zyskały dzięki bardzo dobrej cenie w stosunku do jakości. Jednym z moich ulubionych produktów jest malinowe masło do ciała – ma gęstą konsystencję, łatwo rozprowadza się na ciele, jego skład jest w pełni ekologiczny i wystarcza nawet na kilka miesięcy. Obecnie możecie zamówić wszystkie Balneokosmetyki 20% taniej na kod rabatowy: maj

Make some effort and check the composition 

   It is a habit that  is great in case of any cosmetic that we want to try out. Therefore, if you were awe-struck by an Instagram review and the decision to buy a product has already been made, visit the producer’s website and check the composition! Good brands take pride in what they’ve created. They don’t hide anything. That’s why you don’t have to take too much effort to read the fine print on the packaging. It’s enough to go to the website – everything will be provided in detail, often, with an explanation of properties regarding each ingredient. If not, then you’ve got an answer that the product is not really worth your attention. Such descriptions are especially important not only in case of cosmetics, but also in case of food of dietary supplements, whose advertisements have flooded Instagram.  

   The market is filled with various “magic” pills for everything so you need to take a little bit of effort to make a good choice, prevent yourself from doing your body any harm, and avoid ending up with pills “for nothing”. I use the ones that improve metabolism. FemiPharma offers only two products – you can read everything about them on the website. My  Fit Booster composition features such ingredients as: piperine, Chinese cinnamon (improves digestion), chilli pepper extract (improves weight loss), or Indian nettle, garcinia cambogia, and bitter orange (they will help to control body weight). Additionally, gurmar, green tea, and garcinia cambogia will decrease the appetite and help to control hunger. Caffeine, ginger, ginseng, and Paraguayan holly will increase your resilience during physical effort. After the first two weeks of taking the pills, I noticed that I’ve got fewer stomach aches and my sleep has improved. During the day, I’ve got more energy and fewer candy cravings. If you want to try out Fit Booster or Beauty Booster, use the code: makelifeeasier to get a 25% discount.

* * *

Wysil się i sprawdzaj składy

   To nawyk, który dobry jest w przypadku wszystkich kosmetyków, po które sięgamy. Dlatego jeśli zachwyciła cię instagramowa recenzja i decyzja o zakupie została już podjęta, to wejdź na stronę producenta i sprawdź skład! Dobre marki są dumne z tego, co stworzyły, niczego nie ukrywają, dlatego nie musisz wysilać się, by przeczytać drobny druczek na opakowaniu. Wystarczy wejść na stronę internetową – tam będzie wszystko wyszczególnione, często nawet z wyjaśnieniem właściwości każdego składnika. Jeśli nie, to masz odpowiedź, że produkt niekoniecznie jest warty twojej uwagi. Takie opisy są szczególnie ważne nie tylko w przypadku kosmetyków, ale także żywności czy suplementów diety, których reklamy zalały Instagram.

   Rynek jest tak przepełniony różnego typu „magicznymi” kapsułkami na wszystko, że potrzeba odrobiny wysiłku, żeby dobrze wybrać, nie zaszkodzić sobie ani nie skończyć z pigułkami „na nic”. Ja stosuję te, które poprawiają metabolizm. Marka FemiPharma ma w ofercie tylko dwa produkty – na stronie można przeczytać o nich wszystko. W skład mojej mieszanki Fit Booster wchodzą jakie składniki jak: piperyna i cynamonowiec wonny (wspomogą trawienie), ekstrakt z papryczek chilli (przyczyni się do redukcji wagi), czy pokrzywa indyjska, garcinia cambogia i pomarańcza gorzka (pomogą kontrolować masę ciała). Dodatkowo gurmar, zielona herbata oraz garcinia cambogia ograniczą apetyt i zapanują nad uczuciem głodu. Z kolei kofeina, imbir, żeń-szeń oraz ostrokrzew paragwajski przyczyniają się do zwiększenia wytrzymałości podczas wysiłku. Po pierwszych dwóch tygodniach stosowania kapsułek zauważyłam, że mniej boli mnie brzuch i dużo lepiej się wysypiam. W ciągu dnia mam więcej energii i mniejszą ochotę na jedzenie słodyczy. Jeśli chcecie wypróbować Fit Booster lub Beauty Booster skorzystajcie z kodu: makelifeeasier, aby otrzymać 25 zniżki.

Kulinarna mapa Trójmiasta na majówkę

  Theoretically, each of us knows how to find a good dining venue – it’s enough to have a mobile phone at hand and use the app starting with “T” – and that’s basically it. From my own experience, however, I know that often the highest notes are depended on the appropriate marketing of the restaurant and not on its actual advantages. Besides, Instagram mislead me on a few occasions as well. What looked like a fulfilment of my deepest culinary dreams in the photo was a mediocre dining venue for tourists in reality. Unfortunately, in my city there are plenty of such places, and, what’s worse, it’s very easy to end up in them.   This year’s calendar is extremely favourable – it’s enough to take a two-day leave to start your May Holiday already on the 27th of April. Probably, some of our readers will make use of this long break and take a trip to Tricity – and I really encourage you to do so. However, in order to avoid leaving you to random choices and dining venues, I’ve prepared a review of three places that will make you come back even with greater pleasure and enjoyment. 

Fedde Bistro, 43 Świętojańska Street, Gdynia  

   Fedde Bistro is a place, whose chef is the master of culinary art – Jacek Fedde. The restaurant is located in the very centre of Gdynia on Świętojańska Street, which went through a considerable metamorphosis in recent years. “Simplicity, timelessness, and unstudied elegance” – these words were the inspiration and main motif for the interior design of Fedde Bistro. It was hailed by Wyborcza.pl as one of the most Instagram-friendly places in Tricity. Already upon entering, you’ll see the great attention to detail in its interior design – the restaurant is intimate, divided into two areas, and features large glazing, which results in a venue filled with plenty of natural light. Each person who comes over will feel the need to get comfortable on the velvety seats and stay longer than they originally planned.What to order from the original menu by Jacek Fedde? So far, I’ve had the opportunity to savour marinated herring, żur with Scotch egg, and wild duck with potato dumplings, red cabbage, and currant sauce. The menu also features a few options that fit into the philosophy of the modern European cuisine.  

   Now, you can get a 15% discount to each bill. It’s enough to show or say the code “FED 15%” before the bill is printed. The code is valid until the end of June.

* * *

   Teoretycznie każdy z nas wie, jak znaleźć dobrą knajpę – wystarczy mieć w telefonie aplikację na literę „T” i sprawa załatwiona. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że często najwyższe oceny zależą tam od odpowiedniego wypromowania restauracji, a nie jej faktycznych zalet. Instagram zresztą też parę razy mnie oszukał – to, co na zdjęciach wyglądało jak spełnienie moich kulinarnych snów, w rzeczywistości okazywało się średniej jakości lokalem dla turystów. W moim mieście niestety takich miejsc nie brakuje i, co gorsze, najłatwiej do nich trafić.

   Tegoroczny kalendarz jest dla nas wyjątkowo łaskawy – wystarczy wziąć dwa dni wolnego, aby majówka rozpoczęła się już 27 kwietnia. Domyślam się, że część naszych Czytelniczek skorzysta z tej długiej przerwy i wybierze się w stronę Trójmiasta, do czego gorąco zachęcam. Aby nie zostawić Was jednak na pastwę „monciakowych zaganiaczy” i przypadkowych lokali, przygotowałam dla Was recenzję trzech knajp, które sprawią, że będziecie do nas przyjeżdżać z jeszcze większą radością.  

Fedde Bistro, ul. Świętojańska 43, Gdynia

   Fedde Bistro to lokal, którego szefem kuchni jest mistrz sztuki kulinarnej – Jacek Fedde. Restauracja znajduje się w samym centrum Gdyni na ulicy Świętojańskiej, która w ostatnich latach przeszła dużą metamorfozę. „Prostota, ponadczasowość, nienachalna elegancja” – te słowa były inspiracją i motywem przewodnim projektu wnętrza Fedde Bistro, które zostało uznane przez portal Wyborcza.pl za jedno z najbardziej instagramowych lokali w Trójmieście. Już od wejścia możemy zobaczyć z jaką dbałością o szczegóły zostało zaprojektowane – restauracja jest kameralna, podzielona na dwie strefy, a przez wielkie przeszklenia wpadają smugi naturalnego światła. Każdy kto tu zajrzy będzie chciał rozsiąść się wygodnie na aksamitnych siedziskach i posiedzieć dłużej niż planował.
Co zamówić z autorskiej kuchni Jacka Fedde? Jak do tej pory miałam okazję posmakować śledzia marynowanego, żuru z jajkiem po szkocku i dziką kaczkę z kopytkami, czerwoną kapustą i sosem porzeczkowym, ale w menu znajdziecie sporo pozycji, które określiłabym mianem nowoczesnej kuchni europejskiej.

   Teraz do każdego rachunku możecie uzyskać 15 procent zniżki. Wystarczy przed wydrukowaniem paragonu pokazać lub powiedzieć kod FED 15%. Promocja będzie ważna do końca czerwca.

Śledź marynowany/ salsa jabłkowa/ burak/ creme fraiche Zupy: żur z jajkiem po szkocku oraz rakowa z quenelle z dorsza

Dzika kaczka/ kopytka/ kapusta czerwona/ sos porzeczkowy

Crudo, 36 Bohaterów Monte Cassino Street, Sopot  

   Located in the very centre of “Monciak”, all tourists’ beloved Sopot place, Crudo is a paradise for the most demanding steak enthusiasts. The interior was designed by Maciej Ryniewicz, who has already contributed to such undertakings as Serio in Gdynia, Śródmieście, Haos, and Fidel in Sopot. I really often stop by this place. My favourite dish is rib eye steak with pepper sauce, seasonal vegetables, and baked potatoes – Crudo proves that simple perfectly prepared dishes based on top-quality ingredients can become a real culinary masterpiece. It’s worth highlighting that the beef used at the restaurant comes from the Pniew cattle farm, which is valued by the restaurant owners. The menu features also real American hamburgers. For the appetizer, I recommend finely chopped steak tartare with finely diced onion, cucumbers, (surprise surprise!) saffron milk cups, and smoked olives. The professional, amiable, and non-intrusive personnel is always ready to help you with the meat choice, how well the meat should be done, and appropriate wine. The available meat types are, among others: rib eye steak, roast beef steak, beef tenderloin steak, T-Bone, Chateaubriand, and Tomahawk.For those who aren’t really into beef, the restaurant has prepared something interesting as well. For example, shrimp soup, cod fillet, salad with baked goat cheese, kale, avocado, and walnuts. So delicious!   

   Crudo has also prepared a discount code for you – memorize or show the code “CRU 15%” at the restaurant in order to get a 15% discount on your whole bill. The discount is valid until the end of June (remember to mention the code before the bill is printed).

Crudo, ul. Bohaterów Monte Cassino 36, Sopot

   Znajdująca się na samym środku ulubionego przez wszystkich turystów sopockiego „Monciaka” restauracja Crudo to raj dla najbardziej wymagających fanów steków. Wnętrze zostało zaprojektowane przez Macieja Ryniewicza, który na swoim koncie ma już realizację takich przedsięwzięć, jak gdyńskie Serio, Śródmieście, Haos oraz sopocki Fidel. Do tego miejsca zaglądam naprawdę często. Moją ulubioną potrawą jest stek z antrykotu z sosem pieprzowym, sezonowymi warzywami i zapiekanymi ziemniakami – Crudo udowadnia, że proste potrawy, przygotowane w perfekcyjny sposób, z najlepszej jakości składników, mogą stać się prawdziwym kulinarnym arcydziełem. Warto zaznaczyć, że wołowina pochodzi z bardzo znanej i cenionej przez restauratorów hodowli z Pniew. W karcie znajdują się też prawdziwe amerykańskie burgery, ja polecam na przystawkę tatar – odpowiednio posiekany, z drobno pokrojoną cebulką, ogórkami i (uwaga!) rydzami oraz palonymi oliwkami. Profesjonalna, uprzejma, ale nienachalna obsługa zawsze jest gotowa, aby doradzić odpowiedni rodzaj mięsa, stopień jego wysmażenia oraz odpowiednie wino. Dostępne rodzaje mięsa to między innymi: stek z antrykotu, stek z rostbefu, stek z polędwicy wołowej, T-Bone, Chateaubriand oraz Tomahawk.
Dla tych, którzy nie gustują w wołowinie też coś się znajdzie – na przykład zupa krewetkowa, filet z dorsza czy sałatka z  pieczonym kozim serem, jarmużem, avocado i orzechami włoskimi. Palce lizać! 

   Crudo również przygotowało dla Was kod promocyjny – zapamiętajcie lub pokażcie w restauracji kod CRU 15%, aby uzyskać 15 procent zniżki na cały rachunek. Promocja będzie obowiązywała do końca czerwca (pamiętajcie, aby o kodach wspominać przed wydrukowaniem paragonu).

Zupa krewetkowa/ dorsz/ mango/ curry

Stek z Antrykotu/ opiekane ziemniaki/ sezonowe warzywa

Burger z polędwicy wołowej/ majonez/ musztarda francuska

Vinegre di Rucola, 1B Zawiszy Czarnego Street, Gdynia  

Eating dinner at a museum? Of course! On the top floor of the Naval Museum, you’ll find Vinegre di Rucola. The way leading to its entrance resembles the ones from the fashionable New York dining venues whose location is a secret whispered among the growing circle of faithful clients. The hidden entrance or untypical way of reaching the place (for example, through small door without a name at the end of a souvenir shop) are currently the extremely popular trend, especially among people who are bored with the mass entertainment. In order to reach Vinegre di Rucola, you need to know how to do it – it’s the best way to avoid getting random people in the restaurant. Even though it is situated in the very centre of the Gdańsk boulevard, at the main entrance to the beach, it is visited only by clients who know that by entering the museum, they will get to the restaurant. That’s why I like visiting it – it is a peaceful oasis during the high season – it’s really difficult to find typical tourists there – half-naked, covered with sand, and wearing Kubota mules. Once you get there, you’ll also have an opportunity to marvel at the panorama of the beach. The terrace promises a view of the sea with the Hel Peninsula looming on the horizon – the pinkish sunsets are part of everyday life here, which is very helpful in creating romantic ambiance – ideal commemorative holiday photos are guaranteed.What about the food? First and foremost, I recommend pasta with rabbit and creamy risotto with oyster mushrooms and chanterelle. Pizza enthusiasts will be surely amazed with the addition of truffles. On the contrary, I always struggle not to order shrimps in mango sauce again.The restaurant takes pride in a considerable collection of selected wines from around the globe. The menu features sommelier’s tips on what wine to combine with what dish. There’s also some pleasant news for allergy sufferers: at Vinegre di Rucola, you can also order gluten-free pasta and bread.  

   The owners of the restaurant also have two other dining venues which are worth visiting. „Mondo di Vinegre” is also hidden at a museum (Emigration Museum) with an equally beautiful view of the sea. There, you’ll find a wide choice of seafood as well as pond and lake fish. Slightly lower on the map, in Sopot, by the beach entrance no 33, you’ll find their summer beach bar „NO 33 Di Vinegre”. It serves summer food at its best – you can try, among others, soup with saffron or tempura vegetables. What’s interesting, there’s also a menu dedicated to pets. The bar will be open at the beginning of May.  

   The restaurant, specially for the readers of Makelifeeasier, has prepared a discount code for the whole bill. It’s enough to show the photo of today’s post while paying in order to get a 10% discount. The code is valid until the end of May.

* * *

Vinegre, ul. Zawiszy Czarnego 1B, Gdynia

   Do muzeum na obiad? I to jaki! Na najwyższym piętrze budynku Muzeum Marynarki Wojennej znajduje się restauracja Vinegre. Dojście do tego miejsca przypomina te do modnych nowojorskich lokali, których lokalizacja jest tajemnicą przekazywaną szeptem przez rosnące grono klientów. Ukryte wejścia, nietypowy sposób dotarcia (na przykład przez małe drzwi bez nazwy na końcu sklepu z pamiątkami), to obecnie bardzo lubiany trend zwłaszcza przez ludzi zmęczonych masową rozrywką. Aby do Vinegre dotrzeć, też trzeba wiedzieć jak – to najlepszy sposób, aby w restauracji nie pojawiało się przypadkowe towarzystwo. Choć znajduje się w samym centrum gdyńskiego bulwaru przy głównym wejściu na miejską plażę, trafiają do niej wyłącznie klienci, którzy wiedzą, że wchodząc do zamkniętego muzeum, trafią do restauracji. Dlatego tak lubię ją odwiedzać – to oaza spokoju podczas szczytu sezonu – tam naprawdę rzadko spotyka się typowych turystów – półnagich, oblepionych piaskiem i w klapkach Kubota. A jak już tam traficie, będziecie mogli nacieszyć oczy panoramą plaży. Z tarasu rozciąga się widok na morze z Półwyspem Helskim na horyzoncie – różowe zachody słońca są tu codziennością, co bardzo ułatwia stworzenie romantycznej atmosfery – idealne zdjęcie z wakacji macie jak w banku.
A co z jedzeniem? Przede wszystkim polecam makaron z królikiem i kremowe risotto z boczniakami królewskimi i kurkami. Amatorzy pizzy na pewno będą zachwyceni tą z dodatkiem trufli. Ja z kolei zawsze walczę ze sobą, aby kolejny raz nie zamówić ulubionych krewetek w sosie mango.
Restauracja szczyci się pokaźną kolekcją wyselekcjonowanych win z całego świata. W menu znajdziemy podpowiedzi sommeliera, jakie wino najlepiej połączyć z daną potrawą. Miła wiadomość dla alergików: w Vinegre można zamówić bezglutenowy makaron czy pieczywo (makaron bezglutenowy można zamówić w formie wymiany klasycznego na ryżowy – jeśli chodzi o pieczywo bez glutenu jest to dodatek do krewetek).

   Właściciele restauracji mają jeszcze dwa inne lokale, do których także warto zajrzeć. „Mondo di Vinegre” także ukrywa się w muzeum (Muzeum Emigracji) z równie pięknym widokiem na morze. Tam znajdziemy duży wybór owoców morza, ryb stawnych i jeziornych. Trochę niżej, bo w Sopocie przy wejściu na plażę nr 33 znajdziemy natomiast ich letni beach bar „NO 33 Di Vinegre", czyli plażowe jedzenie w lepszym wydaniu – skosztować można między innymi zupy z szafranem czy warzyw w tempurze. Co ciekawe, można na specjalne zamówienie poprosić jedzenie dla czworonożnych przyjaciół. Bar będzie otwarty na początku maja.

   Restauracja specjalnie dla Czytelników Makelifeeasier przygotowała kod zniżkowy na cały rachunek. Wystarczy podczas płacenia pokazać zdjęcie z dzisiejszego wpisu, aby otrzymać 10% zniżki. Promocja będzie ważna do końca maja.

Asia, Kasia, Monia i ja, czyli mój „dream team”. Wszystkie mamy na sobie sukienki z MLE CollectionSYCYLIJSKIE POMIDORY: sałata rzymska, cytrusy, świeże zioła, wędzona ricotta, ciabattaOWOCE MORZA : mule, krewetki, krewetka black tiger, kalmary, pernod, chilli, czosnek 


Widok z tarasu restauracji Vinegre di Rucola

In the meantime, I’d like to wish you a wonderful and sunny May Holiday filled with delicious tastes. Maybe we’ll meet each other at one of the Tricity restaurants!

Tymczasem życzę wszystkim naszym Czytelnikom wspaniałej, słonecznej i przepełnionej pysznymi smakami majówki. Może trafimy na siebie, w którymś z trójmiejskich lokali!

Ćwiczenia, które nic mi nie dały (i te które są naprawdę skuteczne)

    Life is twisted sometimes – it sometimes happens that we put a lot of effort into something that doesn’t bring tangible effects. Most often, I experience such a situation with cooking – as the attempts of preparing a duck have lately ended up in a trash can – but I see the relationship in the exercises that I do increasingly more often. In the past, I exercised for hours on end and it was difficult for me to see any changes in my body (I even sometimes noticed a change for the worse!). And since for almost ten years, I’ve been testing a variety of sports disciplines, workouts, and celebrity exercise sets, I’ve decided to prepare a small skirmish between what was effective and what was a total mistake.

1. Yoga vs. ballet for adults

Yoga, which has attained the status of religion for some, was an occasion to take a nap for me. After a few sessions, I’d noticed that I’m more relaxed and I’ve got a clearer head, but I couldn’t see any effects in my appearance (a one-hour session allows to get rid of calories that are two bananas’ worth). However, I’ve got far better memories from ballet for adults. At some point I was so “into” it that I even bought ballet shoes and there was only one step separating me from running around the room in a swan outfit. In Tricity, you won’t have any problems finding a group for beginners, so you don’t have to worry that half of the participants will have their legs wrapped around their necks upon entering. The intensity of exercises is considerably greater in comparison to yoga sessions, but after a 1-hour training, you don’t really feel that exhausted. When doing ballet for adults, we improve our deep muscles, owing to which our figure straightens – an ideal option for people who are trying to fight hunching.

* * *

   Życie bywa przewrotne – czasem zdarza się, że wykonując gigantyczną pracę nie osiągamy adekwatnego do wysiłku efektu. Najczęściej mam tak co prawda z gotowaniem – bo próby przygotowania kaczki po polsku skończyły się ostatnio w śmietniku – ale coraz częściej widzę tę samą zależność w uprawianych przeze mnie ćwiczeniach. Kiedyś wylewałam z siebie miesiącami siódme poty i nie bardzo mogłam dostrzec pozytywne zmiany (ba! czasem wydawało mi się, że jest gorzej!). A ponieważ od blisko dziesięciu lat testuję różnego rodzaju dyscypliny sportowe, treningi i celebryckie zestawy ćwiczeń, to postanowiłam przygotować mały pojedynek pomiędzy tym co działało, a co zupełnie się u mnie nie sprawdziło.

1. Joga vs. balet dla dorosłych
   Joga, która dla niektórych jest już prawie religią, dla mnie była przede wszystkim okazją do drzemki. Po kilku lekcjach zauważyłam, że jestem bardziej wyciszona i na chwilę ustaje moja gonitwa myśli, ale efektów w moim wyglądzie nie widziałam żadnych (godzinne zajęcia pozwalają pozbyć się kalorii odpowiadającym ledwo dwóm bananom). Ja natomiast dużo lepiej wspominam balet dla dorosłych. W którymś momencie „wkręciłam” się do tego stopnia, że nawet kupiłam pointy i mało brakowało, abym biegała po sali w stroju łabędzia. W Trójmieście bez problemu można znaleźć grupę dla początkujących, więc nie trzeba się obawiać, że po wejściu na salę reszta uczestników będzie już miała jedną nogę owiniętą wokół szyi. Intensywność ćwiczeń jest znaczenie większa niż na jodze, ale po godzinnym treningu nie czujemy się zmordowane. Ćwicząc balet dla dorosłych wzmacniamy mięśnie głębokie, dzięki temu nasza sylwetka się prostuje – idealna opcja dla osób, które walczą z garbieniem się.

Widoczne na zdjęciu ubrania pochodzą ze sklepu Cardio Bunny. Poza tym pudrowym kompletem kupiłam również granatowy stanik z wiązaniem. Z każdej rzeczy jestem zadowolona – przede wszystkim dlatego, że wszystkie są bardzo wygodne i łatwo się je wkłada. Nie wyblakły po pierwszym praniu, co w przypadku ubrań sportowych od czołowych marek czasem się zdarzało. Teraz możecie wszystkie rzeczy ze sklepu (nawet te przecenione) kupić z 20 procentową zniżka. Pod koniec zakupów użyjcie kodu „makelife”. Kod będzie ważny do końca czerwca.

2. Aerobic Six Pack Workout vs. “Target:

   Flat Stomach” by Ewa ChodakowskaAerobic Six Pack is a combination of six exercises, which are supposed to strengthen and tone stomach muscles. Every day for 42 days, I was doing a set of exercises which was longer with every day. I went through the whole process, but I wasn’t fully satisfied with it. The effort that I put in this exercise was disproportionate to the effect that was far from spectacular. Aerobic Six Pack is seen as exercises that are supposed to help us get rid of the excess kilogrammes. In fact, these are exercises aimed at only one section of your belly muscles, especially the lower section, leaving the obliques out almost totally. There is one more very negative effect – back pain. I think that I experienced it because I was doing something wrong, but if there is no personal trainer around, these problems are really difficult to avoid. I saw effects of “Target: Flat Stomach” by Ewa Chodakowska much quicker. It was enough to exercises every other day following her instructions to see a change in the appearance of my stomach. The programme starts with a (very quick) warm-up. Then, you continue to a stage which lasts for 20 minutes with a set of different exercises. Afterwards, if you have some energy left, you can start another 20-minute section for the advanced. Over the first two weeks, I was doing the basic part – I exercised for 30 minutes. Only when I started to feel that I’m not tired after the first stage did I continue with the rest of the programme.

* * *

2. Aerobiczna 6 Weidera vs. „Target: Płaski Brzuch” Ewy Chodakowskiej
    Aerobiczna 6 Weidera to kombinacja sześciu ćwiczeń, które mają wzmocnić i wyrzeźbić mięśnie brzucha. Przez 42 dni codziennie wykonywałam zestaw ćwiczeń, który z każdym dniem trwał coraz dłużej. Przeszłam cały proces i nie do końca byłam zadowolona. Wysiłek, który w to włożyłam był nieadekwatny do mało spektakularnego efektu. A6W mylnie postrzega się jako ćwiczenia mające pomóc nam w zrzuceniu zbędnych kilogramów. W rzeczywistości są to ćwiczenia nakierowane tylko na jedną partię mięśni brzucha, a szczególnie na jej dolną część, prawie pomijając trening skośnych mięśni. Jest jeszcze jeden bardzo negatywny efekt – ból kręgosłupa. Domyślam się, że doskwierał mi dlatego, że coś wykonałam nieprawidłowo, ale jeśli nie stoi nad nami trener to ciężko jest ich nie popełniać. Dużo szybciej widziałam rezultaty po treningu „Target: płaski brzuch” Ewy Chodakowskiej. Wystarczyło, abym co drugi dzień ćwiczyła według jej instrukcji, żebym zobaczyła zmianę w wyglądzie mojego brzucha. Program zaczyna się od kilkuminutowej (dość szybkiej) rozgrzewki, następnie przechodzimy do dwudziestominutowych ćwiczeń i po tym etapie, jeśli mamy siły, możemy przystąpić do kolejnych dwudziestu minut treningu dla zaawansowanych. Ja przez pierwsze dwa tygodnie wykonywałam część podstawową, czyli ćwiczyłam około 30 minut. Dopiero gdy zaczęłam czuć, że nie jestem zmęczona po pierwszej fazie, to przeszłam do reszty programu.

3. The gym vs. Kayla Itsines

When it comes to my experience concerning the gym and personal training, turning a blind eye to the costs which are pretty high, the whole undertaking is very time-consuming (first and foremost, that’s owing to commuting issues). Additionally, I wasn’t able to come across a person that would be competent enough. After almost one year of training, my back muscles were too toned in comparison to my stomach, owing to which I had an injury that forced me to undergo a few months of rehabilitation. Not to mention the visual matters – I didn’t like my body and, besides, I was tired throughout the whole week. In my case, a much better solution are workouts at home in front of a TV screen or a mobile phone. When it comes to exercises that are supposed to model the whole body, I’ve recently tested Sweat app by Kayla Itsines, who is world’s best-known on-line trainer (she has more than 11 million Instagram followers). Even though her app is not that affordable (monthly subscription costs around PLN 80), in comparison with the gym and personal trainer, the expenditure is lower (a single entrance is at least PLN 30, and the cost of a personal trainer is at least PLN 100 for one session). What did I like about the program? Kayla prepares a whole week of workouts on her own. The workouts are easy, presented in a transparent form, and, what’s important – there are so many of them, that it’s difficult to get bored. An important issue is the fact that you don’t have to make an appointment, leave the house, and pack your things. First effects (first and foremost, I’ve got a stronger stomach) were visible after less than two weeks. If you aren’t convinced, you should definitely see @Sazan – the blogger lost 25 kg by working out with Kayla’s app.

* * *

3. Siłownia vs. Kayla Itsines
    Jeśli chodzi o moje doświadczenia z siłownią i treningami personalnymi, to pomijając już koszty, które są wysokie, całe przedsięwzięcie jest bardzo czasochłonne (przede wszystkim ze względu na dojazdy). Na dodatek, nie udało mi się trafić na wystarczająco kompetentną osobę. Po prawie roku ćwiczeń miałam za mocno wyrzeźbione mięśnie pleców względem brzucha, przez co nabawiłam się kontuzji i wylądowałam na kilkumiesięcznej rehabilitacji. Nie będę już wspominać o kwestiach wizualnych – nie podobałam się sobie, poza tym przez cały dzień chodziłam zmęczona. W moim przypadku dużo lepiej sprawdzają się treningi wykonywane w domu przed ekranem telewizora lub telefonu. Jeżeli chodzi o ćwiczenia mające na celu wymodelowanie całej sylwetki to niedawno przetestowałam aplikację „Sweat" Kayla Itsines, która jest najbardziej znaną na świecie trenerką internetową (ma ponad 11 milionów obserwatorów na Instagramie). Chociaż jej aplikacja jest dosyć droga (miesięczny koszt to około 80 złotych), to w porównaniu z siłownią i trenerem personalnym wychodzi taniej (pojedyncze wejście to przynajmniej 30 złotych, a koszt trenera to minimum 100 złotych za lekcje). Za co polubiłam jej program? Kayla sama ustala nam cały tydzień treningów. Treningi są proste, bardzo dobrze pokazane w aplikacji i co ważne – jest ich na tyle dużo, że ciężko się znudzić. Istotną kwestią jest też to, że nie musisz się z nikim umawiać, wychodzić z domu i pakować rzeczy. Pierwsze efekty (przede wszystkim wzmocnił mi się brzuch) zobaczyłam po niespełna dwóch tygodniach. Jeśli nie jesteście przekonane to koniecznie odwiedźcie profil @Sazan – blogerka po urodzenia dziecka zrzuciła 25 kilogramów ćwicząc z aplikacją Kayli.

4. Cycling and swimming vs. running

Over the last three years, I’ve finished a dozen or so triathlons (the longest distance that I covered was 1.5 km of swimming, 40 km of cycling, and 10 km of running, so I finished the so-called Olympic triathlon). Preparing for the triathlon gave me a great insight into each of these sports disciplines.  

Swimming is the most demanding – you need to get to the swimming pool, change, then wash, dry, and put on some makeup. And all of that to get a 45-minute training, but what about the effects? The truth is that if we’re putting too much effort into swimming, we’ll get wide shoulders. I’m a perfect example of that as I was training swimming as a teenager – I’m sure that looking at my back, Arnold Schwarzenegger himself would be proud. Calorie-wise, we burn little while swimming – this discipline is not for people who are fighting with the excess of body fat.     

You need to be careful with cycling, because the side effect of cycling in high gear can be large calves. When it comes to high cadence, you’ll tone your legs. However, from my experience, even if you take the “high cadence” road, the calf gains even more muscles and starts to resemble men’s calf. Some will like this effect, but I didn’t really like it.  

If our aim is to lose weight, we should focus on running. Let’s assume that weighing 60 kg and exercising for an hour with medium intensity (medium intensity means that you can freely talk while exercising), you’ll burn around 500 calories. The same amount of effort and intensity while cycling will burn 390 calories, and while swimming – 340 calories. The calculation is simple.  

Now, I went back to the old passion. I play tennis three times a week. I run no more than two times a week and I do a stomach-targeted workout at home once in a while. My figure is now less toned in comparison to the times when I was doing triathlon disciplines, but I’m satisfied for now. What about you? Did you notice that something was supposed to help you, but had the opposite effect? Describe your experiences in the comments. I’ll be eager to search for a new inspiration.

* * *

4. Rower i pływanie vs. bieganie
   Przez ostanie trzy lata ukończyłam kilkanaście triathlonów (najdłuższy dystans jaki pokonałam to półtora kilometra pływania, czterdzieści kilometrów przejechałam na rowerze i zaraz po tym przebiegłam dziesięć kilometrów, czyli ukończyłam tzw. Olimpijkę). Przygotowywanie się do zawodów dało mi spory pogląd na każdą z tych dyscyplin.

   Z pływaniem jest najwięcej roboty – trzeba dojechać na basen, przebrać się, potem umyć, wytrzeć, umalować. Tyle zachodu dla treningu trwającego 45 minut, a co z efektami? Prawda jest taka, że jeśli będziemy pływać zbyt intensywnie rozrosną nam się barki. Jestem tego żywnym przykładem, bo jako nastolatka trenowałam pływanie – jestem pewna, że patrząc na moje plecy sam Arnold Schwarzenegger byłby dumny. Natomiast kalorii spalamy przy pływaniu niewiele – ta dyscyplina nie jest więc dla osób, które walczą z nadmiarem tkanki tłuszczowej.   

   Z jazdą na rowerze trzeba uważać, bo jeśli jeździcie na wysokich przerzutkach szybko rozrosną się Wam łydki. Z kolei jeżdżąc na wysokiej kadencji, czyli szybko kręcąc pedałami wysmuklimy nogi. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że nawet jeżdżąc na „wysokich obrotach” łydka staje się coraz bardziej umięśniona i z wyglądu przypomina łydkę mężczyzny. Niektórym osobom ten efekt przypadnie do gustu, ale mi się nie do końca podobał.

   Jeśli zależy nam na zrzuceniu tkanki tłuszczowej, to powinniśmy skupić się na bieganiu. Załóżmy, że ważąc 60 kilogramów i ćwicząc przez godzinę ze średnią intensywnością (średnia intensywnośc oznacza, że ćwicząc możesz normalnie mówić) spalisz podczas biegu 500 kalorii. Przy tym samym czasie pracy i intensywności na rowerze spalasz 390 kalorii, a pływając – 340 kalorii. Rachunek jest więc prosty.

   Teraz powróciłam do starej pasji i trzy razy w tygodniu gram w tenisa. Biegam nie więcej niż dwa razy w tygodniu i w domu raz na jakiś czas ćwiczę mięśnie brzucha. Moja sylwetka jest mniej umięśniona niż wtedy kiedy trenowałam triathlon, ale na tę chwilę jestem z siebie zadowolona. A Wy zauważyłyście, że coś co miało Wam pomóc przyniosło w gruncie rzeczy odwrotny skutek? Opiszcie w komentarzach swoje sportowe doświadczenia. Chętnie poszukam w nich nowej inspiracji.