If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Moja codzienna pielęgnacja od stóp po głowę

    When I was preparing to write today's post, I entered the phrase "my everyday body care "into Google search engine, and I ended up with around ten million search results. I immediately came to the conclusion – women enjoy reading about cosmetic novelties and body care, and they would like to get comprehensive information on the topic. Seemingly, each of us has their own favourite products, but we are still searching for something new and checking whether our friend (or the favourite blogger) hasn’t found a new revelation just by pure accident. That's reasonable as cosmetic industry is rapidly developing and store shelves are being loaded down with cosmetics that surpass older products with their effectiveness. And the other way round – sometimes a cream that is advertised as the latest hot trend is, in fact, studded with chemical substances of the worst sort. Therefore, today I've created a list of all products that I use on a daily basis. Choose on your own what you need at a given moment. You are running out of a hair conditioner? Face cream? Body scrub? And maybe you're seeking a little more variety in your body care?

* * *

   Gdy przygotowując się do napisania dzisiejszego artykułu, wpisałam w wyszukiwarce google hasło „moja codzienna pielęgnacja”, wyskoczyło mi blisko dziesięć milionów wyników. Wniosek od razu nasunął się sam – kobiety lubią czytać o nowinkach kosmetycznych oraz pielęgnacji i chciałyby otrzymywać kompleksowe informacje na ten temat. Niby każda z nas ma swoje ulubione produkty, ale wciąż poszukujemy czegoś nowego i sprawdzamy, czy koleżanka (albo ulubiona blogerka) nie znalazła przypadkiem jakiejś nowej gwiazdy. Słusznie, bo przemysł kosmetyczny szybko ewoluuje i na sklepowych półkach można znaleźć kosmetyki, które swoją skutecznością przewyższają te sprzed kilku lat. I na odwrót – czasem krem, reklamowany jako największy hit, jest w gruncie rzeczy naszpikowanym chemią bublem. Dzisiaj podsuwam więc Wam listę wszystkich produktów, które używam na co dzień. Same wybierzcie to, czego akurat potrzebujecie. Kończy Wam się odżywka do włosów? Krem do twarzy? Peeling? A może poszukujecie czegoś, co wprowadzi trochę urozmaicenia do Waszej pielęgnacji?

Hair care:

Cleansing:

I'll start with what I've changed in this respect. First and foremost, after washing my hair with a shampoo, I dry it with a towel before I apply hair conditioner. It was a recommendation from my hairdresser – he told me that the compositions of hair masks and conditioners are mostly based on water and when our hair is very wet, there's no possibility for the cosmetic to work properly and moisturise it. There's something in it as my hair has revived since I started following his advice. Of course, I've got a carefully selected set of cosmetics. My favourite shampoo is Micellar Bath by Aura Botanica. It is intended for all types of hair and has as much as 96% of natural ingredients. Be prepared that your hair will be slightly stiff and rough after the washing. It's a good sign as it returns to its natural structure. It isn't a moisturising shampoo; therefore, after applying the cosmetic, you need to also apply a hair mask or a conditioner. However, if I want to attain quick moisturisation and I want my hair to look shiny after the washing, I use Schwarzkopf Oil Ultime for thin hair (silicone- and paraben-free). It was recommended to me by a hairdresser – you can only buy it at the salon. If you come across it by any chance, don't hesitate to go for it. Its price is relatively low, considering that it's a professional product, and the effects are visible right away.

Moisturisation:

In my previous posts, I most often mentioned the René Furterer Karité hair mask. I still think that hair weakened by coloration or other hair treatments will regain its resilience and vitality after a period of regular application of this product. This cosmetic ranks high among the products that I use. When it comes to novelties – I received Gisou cosmetics as a birthday gift. The brand's originator is a Dutch blogger, Negin Mirsalehi, whose hair could be used in all shampoo advertisements. I need to admit that I hadn't expected any "wow" effect after the application of these cosmetics. Negin often mentions honey as the most basic ingredient. I had a few other products that were also based on honey and they always failed to impress me. Therefore, I had quite a sceptic approach, and it turned out that the hair mask is really worth recommending. It has a delicate, fresh fragrance; it's super thick and very efficient, as you need only a little bit to cover all your hair ends.

Oil:

My birthday gift also included Gisou's flagship product – hair oil. It's nice, it doesn't burden the hair nor stick it, it really makes it look more shiny and loose. Unfortunately, it comes at an exorbitant price and the effect is the same as after the application of MoroccanOil or even hair oil from Rossmann for eight zlotys. It seems to me, that the product isn’t worth overpaying. Unless you would like to get a product in nice packaging. When it comes to packaging, Gisou stands out among other brands. If you are searching for a nice gift for your friend, these cosmetics will be ideal.

* * *

Pielęgnacja włosów:

Oczyszczanie:
Zacznę od tego co zmieniłam w temacie pielęgnacji. Przede wszystkim po umyciu głowy szamponem, jeszcze nim nałożę odżywkę, wycieram włosy ręcznikiem. Ten sposób polecił mi fryzjer – powiedział, że w skład masek czy odzywek wchodzi głównie woda i jeśli włosy są bardzo mokre nie ma możliwości, aby kosmetyk zadziałał i je nawilżył. Coś w tym musi być, bo od kiedy stosuję się do jego porady, moje włosy trochę odżyły. Oczywiście mam też starannie dobrane kosmetyki. Mój ulubiony szampon to Kąpiel Micelarna Aura Botanica. Przeznaczona jest do każdego rodzaju włosów i ma aż 96% składników naturalnego pochodzenia. Przygotujcie się, że po umyciu głowy włosy będą sztywne i trochę szorstkie. To dobry znak, bo mają wtedy swoją naturalną strukturę. To nie jest szampon nawilżający, dlatego po jego użyciu koniecznie trzeba choć na chwilę nałożyć maskę lub odżywkę. Natomiast jeśli nastawiam się na szybkie nawilżanie i chcę by włosy lśniły po samym umyciu, to używam szamponu Schwarzkopf Oil Ultime do włosów cienkich (bez sylikonów i parabenów). Kosmetyk polecił mi fryzjer – można go kupić jedynie w salonach fryzjerskich. Jeśli kiedyś na niego traficie, bierzcie w ciemno. Jego cena jest dość niska, jak na kosmetyk dla profesjonalistów, a efekty widoczne są od razu.

Nawilżanie:
W poprzednich wpisach najczęściej pisałam o masce René Furterer Karité. Wciąż  uważam, że osłabione koloryzacją lub innymi zabiegami włosy, przy jej regularnym stosowaniu, odzyskują sprężystość i witalność. Ten produkt bez zmian zajmuje wysokie miejsce na mojej liście. A z nowości – z okazji urodzin dostałam kosmetyki marki Gisou. Jej założycielką jest holenderska blogerka Negin Mirsalehi, której włosy mogłyby występować w każdej reklamie szamponów. Przyznam, że nie oczekiwałam po tych kosmetykach żadnej rewelacji. Negin często wspomina o miodzie jako bazowym składniku. Miałam już kilka innych produktów, które również zawierały miód i nigdy nie wywarły na mnie większego wrażenia. Nastawiłam się więc negatywnie, a niesłusznie, bo maska jest naprawdę godna polecenia. Ma delikatny, świeży zapach, jest super gęsta, i bardzo wydajna, bo dosłownie odrobina wystarczy, aby pokryć moje całe końce włosów.

Olejek:
W moim prezencie urodzinowym znalazł się również sztandarowy produkt marki Gisou – olejek do włosów. Jest fajny, nie obciąża włosów, nie skleja ich i faktycznie sprawia, że są bardziej lśniące i sypkie. Niestety ma kosmiczną cenę, a efekt jest właściwie taki sam jak po użyciu MoroccanOil, czy nawet wersji olejku z Rossmanna za osiem złotych. Wydaje mi się, że w tym wypadku nie warto przepłacać. Chyba, że zależy Wam na pięknym opakowaniu. Pod tym względem Gisou znacznie się wyróżnia na tle innych marek. Jeśli poszukujecie ładnego prezentu dla koleżanki to te kosmetyki będą idealne.

Kosmetyki Cremorlab możecie kupić w dwóch miejscach – przez stronę AuraShop.pl oraz Douglas.pl. W obydwu sklepach obowiązuje 10% zniżki z hasłem „MLE10”. Udanych zakupów.

Face care:

Makeup removal:

For makeup removal, I use a gel-texture oil – it's delicate, has a fresh citrus fragrance, and is ideal for everyday face care (T.E.N Cremor Refreshing Cleansing Gel Oil). You can apply it on a cotton pad and then remove your makeup. I, however, most often use a small amount of this product and thoroughly cleanse my face with my palms. Then, I rinse everything with water. It is intended for all skin types. You'll easily remove stronger makeup with a gel foam with delicate grains containing three species of sea plants (O2 Couture Marine Algae Cleanser). The gel is green as it contains spirulina and plankton responsible for skin cleansing. The fragrance is delicate and pleasant.

Exfoliation:

At least once a week, I do a face scrub. I try to approach the topic meticulously as I've been rarely visiting beauty salons lately. For this purpose, I use a bubble mask which combines a face scrub with deep cleansing (Cremorlab O2 Couture Oxygenic Peeling Mask). At the beginning, it has a gel texture, but later it turns into foam. It isn't a regular face scrub where you distinctly feel the grains – where cleansing is based on friction. This product has a three-stage complex – AHA, PHA, and BHA – which dissolves sebum on the skin surface and removes dead skin cells. The face mask leaves your skin cleansed, soth, and smooth without any redness.

Moisturisation:

My complexion has a tendency to dry spots. After cleansing, I often feel that it's tight. A face cream isn't enough to feel relief. Therefore, I really like using additional moisturisation before applying a face cream. On numerous occasions, I've heard that it's worth buying whole product lines. Not everyone knows that some substances shouldn't be combined as we can neutralise the effect of the applied products. The worse case scenario is a severe skin irritation. By purchasing whole cosmetic lines, you'll be certain to invest in cosmetics that will be mutually complementing one another. I use cosmetics by Cremorlab as it offers a wide range of products that are based on T.E.N. thermal water. (this water contains more than 10 rare minerals, including: calcium, magnesium, potassium, copper, sodium, zinc, and strong antioxidants in the form of elements such as selenium, vanadium, and germanium.)

When it comes to moisturisation, before applying the face cream, I use a brightening essence (Cremorlab Mineral Treatment Essence). Its main ingredients are T. E. N. thermal water, vitamin B3, and adenosine. It also contains extracts from camomile, red tea, lily, cornflower flower, white peony root, and persimmon leaves. The essence has a soothing effect on the skin. It makes it brighter and it quickly removes the feeling of tightness. It isn't a replacement for a cream, but it's an ideal base to be applied before it.

After the essence, I apply the revitalising cream (it's called Hydro Plus Snow Falls Melting Cream). It is intended for dry and sensitive skin. You'll quickly feel that it increases skin elasticity and adds some smoothness, while brightening discolouration at the same time.

Secret weapon:

It's nothing different than a sheet mask. There are three types of them in Cremorlab – soothing, brightening, moisturising, and decreasing pores. The first is my favourite sheet mask. It contains camomile extract so it easily gets rid of redness, irritation, and nourishes the skin. You keep it on your face for 20 minutes. After that time, you don't have to wash your skin, you can just massage the rest of the product into it.

* * *

Pielęgnacja twarzy:

Demakijaż:
Do demakijażu używam olejku o żelowej konsystencji – jest delikatny, ma bardzo świeży zapach cytrusów i idealnie nadaje się do codziennej pielęgnacji (T.E.N Cremor Refreshing Cleansing Gel Oil). Można nałożyć go na płatek i wtedy zmyć makijaż. Ja jednak najczęściej niewielką ilość preparatu nakładam na ręce, dokładnie myję twarz i spłukuję wodą. Jest przeznaczony do wszystkich rodzajów cery. Mocniejszy makijaż lepiej usunie żelowa pianka z delikatnymi kuleczkami, w której skład wchodzą trzydzieści trzy gatunki roślin morskich (O2 Couture Marine Algae Cleanser). Żel jest zielony, ponieważ zawiera spirulinę oraz plankton odpowiedzialny za oczyszczanie skóry. Zapach jest delikatny i przyjemny.

Złuszczanie:
Przynajmniej raz w tygodniu wykonuję peeling. Staram się skrupulatnie podchodzić do tematu, bo ostatnio rzadko odwiedzam kosmetyczkę. Używam do tego maski bąbelkowej, która łączy peeling i głębokie oczyszczanie (Cremorlab O2 Couture Oxygenic Peeling Mask). Na początku konsystencja jest żelowa, później zmienia się w delikatną piankę. Nie jest to typowy peeling, gdzie wyraźnie wyczuwa się ziarna – oczyszczanie polega na tarciu. Ten produkt posiada trzy etapowy kompleks składników – AHA, PHA i BHA, które rozpuszczają sebum na powierzchni skóry i usuwają martwy naskórek. Maska pozostawia skórę oczyszczoną, miękką, gładką i bez żadnych zaczerwienień.

Nawilżanie:
Moja cera ma skłonności to wysuszania się. Po umyciu twarzy często mam wrażenie ściągnięcia. Sam krem nie wystarczy, aby poczuć ulgę. Dlatego bardzo chwalę sobie stosowanie dodatkowego nawilżania jeszcze przed nałożeniem kremu. Wiele razy słyszałam, że warto kupować produkty do pielęgnacji w całych seriach. Nie każdy wie, że niektórych substancji nie należy łączyć, gdyż w najlepszym wypadku zupełnie zneutralizujemy działanie kosmetyków, a w najgorszym – dojdzie do ostrego podrażnienia skóry. Dlatego kupując całe serie mamy pewność, że w kosmetykach znalazły się składniki, które wzajemnie się uzupełniają potęgując efekt pielęgnacji. Ja używam kosmetyków marki Cremorlab, bo ma w ofercie szeroką gamę produktów, które bazują na wodzie termalnej T.E.N. (ta woda zawiera ponad 10 rzadkich minerałów, między innymi: wapń, magnez, potas, miedź, sód, cynk oraz silne przeciwutleniacze w postaci pierwiastków – selenu, wanadu i germanu).  
Jeśli chodzi o nawilżanie to przed nałożeniem kremu oblewam twarz esencją intensywnie rozjaśniającą (Cremorlab Mineral Treatment Essence). Jej głównym składnikiem jest woda termalna T.E.N., witamina B3 i adenozyna. Zawiera również ekstrakty z rumianku, czerwonej herbaty, lilii, kwiatów chabra bławatka, korzenia piwonii białej i liści hurmy wschodniej. Esencja wpływa na skórę kojąco, silnie ją rozjaśnia, nawilża i szybko usuwa uczucie ściągnięcia. Nie zastępuje kremu, ale jest idealną bazą pod niego.
Po esencji nakładam na twarz krem rewitalizujący (jego nazwa to Hydro Plus Snow Falls Melting Cream). Jest on przeznaczony do skóry suchej i wrażliwej. Szybko poczujecie, że zwiększa elastyczność skóry, nadaje jej gładkości i rozjaśnia przebarwienia.

Tajna broń:  
To nic innego jak maski w płacie. W Cremorlab mają ich cztery rodzaje – łagodząca, rozświetlająca, nawilżająca i zmniejszająca pory. Moja ulubiona to ta pierwsza. Zawiera ekstrakt z rumianku, więc szybko niweluje zaczerwienienia, podrażnienia i odżywia skórę. Maseczkę trzymamy na twarzy do 20 minut. Po tym czasie nie trzeba myć buzi,  wystarczy resztę preparatu dokładnie w nią wmasować.

Pewnie część z Was wyłapie, że moje rzeczy znów pochodzą ze sklepu Hibou. Polubiłam te markę już dawno temu i teraz ciężko mi znaleźć coś innego w równie dobrej cenie i jakości. Ciekawych ich kolekcji odsyłam do dwóch sklepów internetowych hibouessentials.pl oraz hibousleepwear.pl. Teraz również można obejrzeć rzeczy na żywo w ich warszawskim sklepie stacjonarnym.  

Body care:

Exfoliation:

I love body scrubs from & Other Stories, even though their compositions isn't that great. For me, they are excellent for one reason – texture. At the beginning of applying, it's a genuine scrub with pretty distinct grains, but after some massaging, it turns into a cream. I use it even for shaving. It doesn't leave any film and is great for moisturisation. The choice of fragrances is wide – rose fragrance is my favourite. The cosmetic is very efficient and one jar will be enough for up to a dozen or so baths.

Moisturisation:

I came across my favourite body balm after having read an article on Vouge.pl. The publication concerned various Polish cosmetic brands. I wasn't familiar with most of them so I decided to do some testing. That's how I discovered plum body pomade by Ministerstwo Dobrego Mydła and body balm by Hagi with mango butter and chia oil. A great advantage is its extremely pleasant, exotic, and natraul fragrance.

Feet and hands:

Manicure:

Since I got rid of artificial manicure seven year ago and was able to restore my nails to a normal appearance, I’ve rarely used nail polishes. For a few years, I was doing really strange things to my nails – from extreme lengths to crazy patterns. Now, I go for a natural appearance, I mostly try to maintain my cuticles and nail plate in good condition. In fact, I've got only one favourite cosmetic.  Until quite recently, my nails have been really bristle. Everything has changed after a regular application of Eveline nail conditioner. You can get it in Rossmann for less than thirteen zlotys. I don't know how it works but the package isn't lying – you'll see results already after the first week of use. I love it for how much and how quickly it makes my nails stronger.

Pedicure:

For pedicure, I visit a beauty salon. My favourite is Balola in Sopot. I always choose acid treatments as they ensure a really smooth skin. Here, you'll read a detailed description of the treatment.

* * *

Pielęgnacja ciała:

Złuszczanie:
Uwielbiam peelingi z & Other Stories, chociaż ich skład nie jest powalający. Dla mnie są  bezkonkurencyjne z jednego względu – konsystencji. Na początku nakładania jest to prawdziwy peeling z mocno wyczuwalnymi drobinkami, ale pod wpływem masowania zmienia się w krem. Używam go nawet do golenia. Nie zostawia na skórze żadnej powłoki i doskonale nawilża. Wybór zapachów jest szeroki – ja najbardziej lubię różany. Kosmetyk jest bardzo wydajny i jeden słoiczek wystarcza na przynajmniej piętnaście kąpieli.
 
Nawilżanie:
Na mój ulubiony balsam do ciała trafiłam po przeczytaniu artykułu na Vouge.pl. Publikacja dotyczyła różnych polskich marek kosmetycznych. Większości z nich nie znałam, więc postanowiłam kilka przetestować. Tak odkryłam pomadę śliwkową do ciała marki Ministerstwo Dobrego Mydła i balsam do ciała Hagi z masłem mango i olejem chia. Wielkim plusem jest jego  skład i niezwykle przyjemny, egzotyczny i naturalny zapach.

Stopy i dłonie:

Manicure:
Od kiedy siedem lat temu zdjęłam sztuczne paznokcie (tzw. „żele”) i doprowadziłam je do normalnego wyglądu, rzadko sięgam nawet po lakier. Przez kilka lat wyczyniałam z nimi przeróżne dziwactwa – od ekstremalnych długości po fikuśne mozaiki. Teraz stawiam na naturalny wygląd, przede wszystkim pilnuje skórek i dbam o płytkę. Mam właściwie tylko jeden ulubiony kosmetyk.  
Jeszcze do niedawna moje paznokcie były ekstremalnie łamliwe. Wszystko się zmieniło po regularnym używaniu odżywki Eveline. Można ją kupić w Rossmannie za niecałe trzynaście złotych. Nie wiem, jak to działa, ale opis z pudełka mówi prawdę – przekonacie się już po pierwszym tygodniu. Uwielbiam ją za to, że bardzo mocno i szybko utwardza paznokcie.

Pedicure:
Pedicure robię u kosmetyczki. Mój ulubiony salon to Balola w Sopocie. Zawsze korzystam z opcji nakładania kwasów na stopy, bo tylko po nim są naprawdę gładkie. Tutaj przeczytacie dokładny opis zabiegu.

Inner care:

Hydration:

You probably know the saying that "the true beauty is on the inside not on the outside". It's common knowledge that a balanced diet and natural food products are important. If you were woken up in the middle of the night, you'd be surely able to enumerate all of the rules of a healthy diet. However, I'll be repeating it like a mantra that hydration has influence on our appearance.I know, I know – this topic isn't anything new, but despite that, we still drink too little water during the day. Reportedly, if our parents didn't instil the habit of regular water drinking in us in our childhood, it will be difficult for us to change it in our adulthood. I'm among this particular group, but I'm trying to fight my forgetfulness.  During the day, before I sit on the sofa or in front of my work desk, I take a glass of water with me. Whereas, in the evening before I go to bed, I always place a large mug of water on the bedside table. Before falling asleep, I drink half of it and then the rest of it in the early morning. Regular hydration will be easier if you have easy access to fresh water at home. For quite some time, I've been using a filtering pot and now I don't have to bring heavy bottles home – water is always at hand.

Vitamins:

Another area of interest is supplementing the organism with an appropriate amount of vitamins and minerals. Of course, the best way is to eat plenty of vegetables and fruit, but let's not deceive ourselves, the winter season is coming, and there will be only oranges, tangerines, and grapefruits in the stores. Maybe I'm exaggerating a bit, but I don't trust strawberries the size of a plum which have no fragrance. Therefore, just as I wrote in my last post, I use nutricosmetics – blends of various ingredients in a very condensed form. If on a given day, I'm not drinking a cocktail or eating a porridge that I enrich with some powder, I take capsules. The ones that you can see in the photos come from Natural Mojo. Their composition is based on aloe extract, dioscorea extract, and Acai berries extract. Two capsules ensure the daily nutritional requirement for vitamins B1, B2, B6, B12, and vitamins C and E. Now, by using the code "MLE30", you'll get a 30% discount on all non-discounted products.

I'm attached to some cosmetics and brands, whereas some brands don't enjoy my trust – I am still searching subsequent novelties and watch how my skin reacts to them. Technologists are still trying to surpass one another in creating increasingly better compositions – that's why it's worth staying open-minded to all innovations. I'll be eager to read about your body and face care – are you opting for any products that I have forgotten to include in my routine? And maybe you've got some products to recommend? You should definitely share them in your comments.

* * *

Od środka:

Nawadnianie:
Pewnie znacie już powiedzenie, że „prawdziwe piękno pochodzi od wewnątrz”. Wiecie, jak ważna jest zbilansowana dieta, produkty naturalnego pochodzenia i nawet obudzone w środku nocy wyliczycie zasady zdrowego odżywania. Będę jednak jak mantrę powtarzać o wpływie nawadniania na nasz wygląd.
Wiem, wiem – ten temat też nie jest Wam obcy, ale mimo to, nadal pijemy za mało wody w ciągu dnia. Podobno, jeśli od dziecka nie zostaliśmy przyzwyczajeni do jej regularnego picia, to w późniejszych latach ciężko jest to zmienić. Zdecydowanie zaliczam się do tego grona, ale staram się walczyć z moim zapominalstwem.  W ciągu dnia, zanim usiądę w domu na kanapie lub przed biurkiem, zabieram ze sobą szklankę wody. Natomiast wieczorem przed spaniem kładę na nocnej półce wielki kubek wody. Przed samym zaśnięciem wypijam połowę, a resztę z samego rana. O regularne nawadnianie jest dużo łatwiej jeśli w domu ma się stały dostęp do pitnej wody. Od jakiegoś czasu mam dzbanek z filtrem i w końcu nie muszę dźwigać ciężkich butelek do domu, a co za tym idzie – woda nigdy się nie kończy.

Witaminy:
Drugim zagadnieniem będzie dostarczanie do organizmu odpowiedniej ilości witamin i minerałów. Jasne, że najlepszą metodą jest jedzenie warzyw i owoców, ale nie oszukujmy się, zaraz przyjdzie zima i w sklepach będą jedynie pomarańcze, mandarynki i grapefruity. Może przesadzam, ale nie ufam truskawkom wielkości śliwki, które nie mają żadnego zapachu. Dlatego, tak jak pisałam w ostatnim artykule, stosuję na co dzień „nutrikosmetyki”, czyli mieszanki różnych składników w mocno skondensowanej formie. Jeśli w danym dniu nie robię koktajlu lub owsianki, do której dosypuję proszek, sięgam po kapsułki. Widoczne na zdjęciu pochodzą ze sklepu Natural Mojo, w ich skład wchodzi między innymi ekstrakt z aloesu, pochrzyn i ekstrakt z jagód Acai. Dwie kapsułki zapewniają też dzienne zapotrzebowanie na witaminę B1, B2, B6, B12 oraz witaminę C i E. Teraz z kodem „MLE30” uzyskacie 30% zniżki na cały nieprzeceniony asortyment.

Do niektórych kosmetyków i marek jestem przywiązana, do innych wręcz przeciwnie – wciąż poszukuję kolejnych nowości i z uwagą patrzę jak reaguje na nie moja skóra. Technolodzy wciąż prześcigają się w coraz to lepszych składach – warto więc nie zamykać się na odkrycia. Z przyjemnością poczytam o Waszej pielęgnacji – robicie coś o czym ja zapomniałam? A może macie własne produkty do polecenia? Koniecznie napiszcie o nich w komentarzach.

 

Superfoods – prawda czy mit?

   Superfoods are flooding us through all channels, and the "newly discovered food product whose wonderful properties have been known for years" becomes a new marketing hit each season. The quality of our eating has been considerably diminishing, so we are prone to advertisements that promise us that one diet element can solve all our health problems. It is a very pleasant perspective, but we are all too mature to still believe in magic, Hogwart, and coconut oil.

   Superfood is a label theoretically pertaining to all balanced food products that protect our organism against numerous diseases. They need to contain antioxidants inhibiting the development of cancer cells as well as vitamins, minerals, and fatty acids.

   You can't really create a complete list of superfoods – much depends on where and in what conditions the products originated and were prepared. For a few seasons, we've been hearing about some extremely promoted products – do exotic foods have really something more in comparison to the good old bell pepper or linseed? And most importantly, are they worth their high prices?

* * *

   Super produkty zalewają nas z każdej strony, a karierę co sezon robi „odkryta właśnie nowość, której cudowne właściwości znane są od wieków”. Odżywiamy się coraz gorzej, więc łatwo padamy ofiarą reklamy, która obiecuje, że jeden składnik diety może rozwiązać wszystkie nasze zdrowotne problemy. To bardzo przyjemna perspektywa, ale jesteśmy już trochę za duże, aby wciąż wierzyć w magię, Hogwart i olej kokosowy.

   Na miano „superfoods" teoretycznie zasługują wszystkie pełnowartościowe produkty żywnościowe, które chronią organizm przed różnymi chorobami. Muszą więc zawierać przeciwutleniacze hamujące rozwój komórek nowotworowych, witaminy, minerały i kwasy tłuszczowe.

   Nie da się stworzyć zamkniętej listy „superfoods” – dużo zależy gdzie i w jakich warunkach jedzenie jest hodowane i przygotowywane. Od kilku sezonów słyszymy jednak o kilku nad wyraz mocno promowanych produktach – czy egzotyczne specyfiki faktycznie mają w sobie coś więcej niż stara dobra papryka czy siemię lniane? I przede wszystkim czy są warte swoich wysokich cen?

1. Chia seeds

I remember how I once read an extensive article on the beneficial influence of chia seeds on our body, and I started eating them for breakfast for a few months. Their less popular name is simply Salvia Hispanica. The fans of this wonder-product from Guatemala praise its high fibre, calcium, iron, and complete protein content. The seeds can really boast good composition. Additionally, they contain more Omega 3 fatty acids than Atlantic salmon. Unfortunately, scientists quarrel over whether our organism digests this food product in its unchanged form at all (we most frequently soak them in water and pour some of the product into our morning porridge). Lately, it has also been loud about the fact that Salvia Hispanica protects against breast cancer, while brushing under the carpet the information about the increased risk of prostate cancer due to the presence of alpha-linolenic acid. The price is also exorbitant – for one kilogramme of chia seeds, you'll pay from several to several dosen zlotys. I'm more willing to trust a safer and less expensive replacement. On our family fields, we'll find a plant which is the queen of natural medicine – linseed. Flax facilitates bowel movements, increases the moisture of mucosa additionally helping with dry cough, and has anti-cancer properties. It's best to combine two spoonfuls of linseed with lukewarm water and soak it for twenty minutes in the liquid – as a result, flax will become soft and more digestible. When flax volume increases several times, you can eat it. Its taste is comparable to peanuts – its great in salad dressings and you can sprikle them on cooked groats or add to a cocktail.

2. Goji berries

If you are interested in the topic of healthy diet, you'll surely come across information on the healthiest fruit in the world, that is goji berries known to Chinese medics for ages. These wonderful red balls stormed the Polish market already some time ago, and they turned out to be a gold vein. According to the distributing entities, they contain a plethora of antioxidants which protect us against cancers, diseases of the circulatory system as well as are beneficial for our brain. Scientists convince us, however, that one apple provides us with more antioxidants than several portions of goji berries juice. I'll add that we will pay a few zlotys for a kilogramme of apples, and more than fifty zlotys for one kilogramme of goji berries. Also, let's not forget about the season for equally beneficial blueberries and whortleberries. You don't believe me? Read this article.

* * *

1. Nasiona chia
Pamiętam jak kiedyś przeczytałam obszerny artykuł o zbawiennym wpływie nasion chia i przez kilka miesięcy codziennie jadłam je na śniadanie. Ich mniej popularna nazwa to po prostu „szałwia hiszpańska”. Fani tego cud-produktu pochodzącego z Gwatemali zachwalają wysoką zawartość błonnika, wapnia, żelaza i pełnowartościowego białka. Nasiona faktycznie mają bardzo dobry skład, dodatkowo zawierają więcej kwasów Omega 3 niż łosoś atlantycki, niestety naukowcy spierają się, czy nasz organizm w ogóle trawi ten specyfik w niezmienionej postaci (a najczęściej namaczamy go lub dosypujemy do porannej owsianki). Głośno mówi się także o tym, że szałwia hiszpańska chroni przed rakiem piersi, przemilczając to, że u mężczyzn zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na raka prostaty z powodu zawartości kwasu alfa-linolenowego. Cena też jest powalająca – za kilogram nasion można zapłacić od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu złotych. Ja o wiele bardziej ufam bezpieczniejszemu i tańszemu zamiennikowi. Na naszych rodzimych polach znajdziemy roślinę, która jest królową medycyny naturalnej – siemię lniane. Nasiona lnu dbają o prawidłową perystaltykę jelit, zwiększają wilgotność śluzówki pomagając przy suchym kaszlu i mają właściwości antynowotworowe. Dwie łyżki nasion najlepiej namaczać przez dwadzieścia minut w letniej wodzie – dzięki temu nasiona są miękkie i szybciej wchłania je nasz organizm. Gdy ich objętość powiększy się kilkukrotnie można śmiało je zjeść. Ich smak jest porównywalny do orzeszków – świetnie sprawdza się w dressingach do sałatek, można nim również posypać ugotowaną kaszę lub dodać do koktajlu.

2. Jagody goji
Jeśli interesujecie się tematem dobrego odżywiania, na pewno natknęliście się na informacje o najzdrowszych owocach świata, czyli jagodach goji znanych chińskim medykom od wieków. Te wspaniałe czerwone kuleczki trafiły na polski rynek już jakiś czas temu i okazały się doskonałym interesem. Według dystrybutorów zawierają mnóstwo antyoksydantów, które chronią przed nowotworami, chorobami układu krążenia i wspomagają pracę mózgu. Naukowcy przekonują jednak, że jedno jabłko dostarcza więcej antyoksydantów niż kilkanaście porcji soku z jagód goji. Dodam, że za kilogram jabłek zapłacimy kilka złotych, a za jagody goji ponad pięćdziesiąt. Nie zapominajmy także o sezonie na porównywalnie zdrowe jagody i amerykańskie borówki. Nie wierzycie? Przeczytajcie ten artykuł.

Koktajl pina colada (bez alkoholu ;)) i woda różana do kupienia w Coco Bowls Warszawa

3. Coconut water

Cold water improves health. How much will our health be improved by the wonderful coconut water? It'll surely deprive us of some money as one litre costs around twelve zlotys. However, celebrities claim that it's worth spending more and often pose with coconut water bottles. Is this food product, fully natural and unprocessed (information on the package tells us that it's true), truly that wonderful? Coconut water is great for hydrating our organism. It provides us with plenty of minerals and electrolytes; therefore, it's better than isotonic drinks. The problems is that by drinking 500 ml of water, you'd consume around 4 teaspoons of sugar. Conclusion? If you haven't just finished your workout and you're simply feeling thirsty – choose water.

4. Quinoa

And what about the exotic replacements of cereals? Quinoa has recently gained great popularity. It is most recommended for the followers of gluten-free diet. Known as Peruvian rice, quinoa, in fact, is not really cereal, despite the fact that it offers seeds that are rich in starch. Its high content of complete protein, fatty acids, and multiple minerals has been appreciated by the indigenous dwellers of South America who called it the Incas' sacred grain. Its undisputed advantage is additionally its low glycemic index. From time to time, it can be a good alternative for rice or potatoes, but you also need to be aware of its drawbacks – it contains saponins and lectins that irritate the bowel. For one kilogram of quinoa, we'll pay around fourteen zlotys.

* * *

3. Woda Kokosowa
Zimna woda zdrowia doda. A ile zdrowia doda nam cudowna woda z kokosa? Na pewno odejmie trochę pieniędzy z portfela, bo jeden litr kosztuje około dwunastu złotych. Gwiazdy uważają jednak, że warto wydawać więcej i często pozują z kokosowymi butelkami. Czy ten specyfik, w pełni naturalny i nieprzetworzony (jak wynika z informacji na opakowaniach) naprawdę jest tak wspaniały? Woda kokosowa dobrze nawadnia nasz organizm, dostarcza sporo minerałów i elektrolitów, dlatego jest lepsza niż sztuczne napoje izotoniczne. Problem w tym, że wypijając porcję, czyli 500 mlililitrów, pochłoniemy około 4 łyżeczek cukru. Wniosek? Jeśli nie jesteś po treningu i po prostu chce ci się pić to lepiej wybierz wodę.

4. Komosa Ryżowa
A co z egzotycznymi zamiennikami zbóż? Na tapecie jest ostatnio komosa ryżowa, polecana przede wszystkim bezglutenowcom. Zwana quinoą lub ryżem peruwiańskim tak naprawdę nie jest zbożem, choć wytwarza bogate w skrobię nasiona. Wysoką zawartość pełnowartościowego białka, kwasów tłuszczowych i wielu minerałów doceniali rdzenni mieszkańcy Ameryki Południowej, nazywając ją „świętym zbożem Inków”. Jej niewątpliwą zaletą dodatkowo jest niski indeks glikemiczny. Od czasu do czasu może być dobrą alternatywą dla ryżu czy ziemniaków, ale trzeba mieć świadomość, że ma minusy – zawiera podrażniające układ pokarmowy saponiny i lektyny. Za kilogram komosy ryżowej zapłacimy około czternastu złotych.

5. Wheatgrass

Wheatgrass will probably be a potential hot topic and a vitamin bomb in the upcoming seasons. Even though it's now that recognised in Poland, it has become a popular food product all over the world. This magical powder is sold at a price of around ten zlotys for 100 grams. The product is best to be combined with cocktails. We will pay a little more because around twenty zlotys for 500 ml of wheatgrass juice – to benefit from its medicinal properties, it is recommended to drink around 30 ml of it daily. We can also purchase the seeds and start our own culture at home. But is it worth it at all? The product contains chlorophyll and by consuming it, we enrich our blood in oxygen and improve the functioning of our circulatory system. We won't, however, be able to help ourselves with a one-time dose. What we need is consistency.

6. Coconut oil

There was a time when the proponents of natural products replaced all hair conditioners, lotions, toothpastes, and kitchen oils with this product (and I was among this group of people). Unfortunately, most probably it is the greatest misunderstanding of the last couple of years. I couldn't find any scientific reports that would confirm its wonderful properties when it comes to haircare or skincare – so it's an equally great idea to simply use olive oil. When it comes to the use of coconut oil in the kitchen, its fans are convincing us that it doesn't contain cholesterol and trans-fatty acids that are supposed to be avoided because of the increased risk of atherosclerosis and heart diseases. However, I need to mention that none of the plant oils contains cholesterol. In the press and online, you can find multiple articles about coconut oil – some present coconut oil as the ultimate solution to all our ailments, whereas others show that other plant oils declassify it. A considerably better option is olive oil, rapeseed oil, and linseed oil (yet, remember that you can't use it at higher temperatures). An undisputed advantage of coconut oil is its high smoke point and pleasant taste. However, it is surely not a panacea for all health problems in the world.

* * *

5. Trawa Pszeniczna
Bombą witaminową i potencjalnym hitem w najbliższym czasie prawdopodobnie będzie trawa pszeniczna. Choć jeszcze jest mało znana w Polsce, na świecie robi zawrotną karierę. Magiczny proszek sprzedawany jest w cenie około dziesięciu złotych za 100 gramów. Produkt najlepiej dosypywać do koktajli. Trochę więcej, bo około dwudziestu złotych zapłacimy za 500 mlililitrów soku z tej trawy – dla zdrowia zaleca się picie około 30 mililitrów dziennie. Możemy też kupić nasiona i sami uprawiać trawę w domu. Tylko czy ma to sens? Produkt zawiera chlorofil, a dostarczając go bezpośrednio do organizmu wzbogacamy krew w tlen i poprawiamy funkcjonowanie układu krążenia. Nie pomożemy sobie jednak jednorazową dawką, potrzebna jest regularność.

6. Olej kokosowy
Był czas kiedy zwolennicy naturalnych produktów wymienili wszystkie odżywki do włosów, kremy, pasty do zębów i oleje w kuchni właśnie na ten specyfik (a ja się do nich zaliczałam). Prawdopodobnie jest to niestety największe nieporozumienie ostatnich lat. Nie znalazłam, żadnych badań naukowych, które potwierdzałaby jego nadzwyczajne działanie w pielęgnacji włosów czy skóry – równie dobrze powinna więc działać na przykład oliwa z oliwek. Jeśli chodzi o zastosowanie oleju kokosowego w kuchni, to jego fani przekonują, że nie zawiera on cholesterolu oraz kwasów tłuszczowych typu trans, których należy unikać ze względu na ryzyko rozwoju miażdżycy i chorób serca. Trzeba jednak wspomnieć, że żaden olej roślinny nie zawiera cholesterolu. W prasie i Internecie można znaleźć mnóstwo artykułów o oleju kokosowym – w niektórych przeczytamy na jego temat same pochwały, a w innych dowiemy się, że w porównaniu do innych olejów roślinnych wypada słabo. Znacznie lepsza jest oliwa z oliwek, olej rzepakowy czy lniany (tylko przy tym oleju należy bezwzględnie pamiętać, aby nie podawać go obróbce termicznej). Niewątpliwą zaletą oleju kokosowego jest wysoka temperatura dymienia i przyjemny dla podniebienia posmak, ale z pewnością nie jest to panaceum na wszystkie choroby świata.

Marka ZOJO to sproszkowane naturalne produkty, które wybijają się na tle innych swoją zawartością witamin, antyoksydantów i minerałów. W ofercie znajdziecie osiem mieszanek o bardzo różnorodnym składzie. Każda z nich została stworzona z myślą o innym efekcie. Sposób użycia jest bardzo prosty: wystarczy raz dziennie zmieszać 5 gramów proszku ze szklanką mleka, soku, koktajlu owocowego lub jogurtu. Od dzisiaj możecie uzyskać, aż 20% zniżki na cały asortyment w sklepie. Wystarczy użyć hasła „makelifeeasier” w trakcie dokonywania zakupu.

       Since all of the products have their flaws, is it a good idea to use the term superfoods at all? Scientists from the William Paterson University in New Jersey have delved deeper into this subject matter and made an attempt to create a reliable list. Interestingly, exotic dragon's fruits and seeds with strange names didn't make their way to the list. The healthiest products are green leafy vegetables, including: watercress, Chinese cabbage, and chard – starting from the top. Then, there are: chicory, spinach, lettuce, parsley, romaine lettuce, brassica juncea, turnip top, endive, dill, kale, and rocket.  

   The list prepared by the American scientists also included red bell pepper, pumpkin, broccoli, brussels, cauliflower, carrot, tomato, strawberry, and lemon. As you can see, all of the best vegetables and fruits can be found at our street markets. Its availability will protect as from spending a fortune on nutrient rich and healthy meals. You want some superfoods in a nutshell? Don't forget about juices and cocktails, for which you can use all of the enumerated vegetables or fruits. You can also add linseed, wheatgrass, or a mix purchased from a verified source. I often prepare a green cocktail for breakfast. I add:

1 handful of kale or spinach

1 small sour apple

1/2 of a banana (I like when they aren't already ripe)

2-3 teaspoons of lemon juice

3-4 drops of olive oil or  1/2 of avokado

1 large tablespoon of „The Supergreens Formula” mix by ZOJO

 

* * *

   Skoro wszystkie produkty mają swoje wady, czy w ogóle powinniśmy używać określenia „superfoods”? W temat zagłębili się naukowcy z Uniwersytetu Williama Patersona w New Jersey i podjęli próbę stworzenia wiarygodnej listy. Co ciekawe, nie trafiły na nią egzotyczne owoce smoka czy nasiona o obcobrzmiących nazwach. Za najzdrowsze uznano zielone warzywa liściaste, umieszczając na podium kolejno: rukiew wodną, kapustę pekińską i boćwinę. Dalsze miejsca zajęły: cykoria, szpinak, sałata, natka pietruszki, sałata rzymska, kapusta sitowata, nać rzepy, endywia, szczypiorek, jarmuż i rukola.

   W spisie amerykańskich naukowców nie zabrakło także czerwonej papryki, dyni, brokułów, brukselki, kalafiora, marchwi, pomidorów, truskawek i cytryn. Jak widać na naszych straganach kupimy wszystkie najlepsze warzywa i owoce. Ich powszechny dostęp uchroni nas także od wydania majątku na wartościowe i zdrowe posiłki. Chciałabyś zafundować sobie „superfoods” w pigułce? Nie zapominaj o sokach i koktajlach do których możesz wrzucić wszystkie ulubione warzywa czy owoce. Można do nich dodać na przykład siemię lniane, trawę pszeniczną albo mieszankę kupioną w sprawdzonym źródle. Bardzo często na śniadanie przygotowuję zielonego szejka. Dodaję do niego:

1 garść jarmużu lub szpinaku
1 małe kwaśne jabłko
1/2 banana (ja najbardziej lubię jak są lekko niedojrzałe)
2-3 łyżeczki soku z cytryny
3-4 krople oliwy z oliwek lub 1/2 awokado
1 duża łyżeczka mieszanki „The Supergreens Formula” marki ZOJO

   My mix is a combination of, among others, barleygrass, black currant, Indian ginseng, and matcha. I chose this formula because a considerable number of pimples has appeared on my face lately. I guess that's because I've been consuming sweets recently, and to be precise ice-cream – but what would summer be like without ice-cream?  I won't abandon the taste of my favourite salty caramel ice-cream, but I can take care of my skin in another way – by providing it with an appropriate amount of nutrients, minerals, vitamins, and antioxidants. With such a mix, it's simple and effective, as I've already noticed. For the winter season, I'd like to buy „The Bikini Body Formula” – I hope that, owing to that, I'll be able to save my metabolism from the "winter sleep" at least a little bit.

* * * 

  Moja mieszanka jest połączeniem między innymi trawy jęczmiennej, czarnej porzeczki, indyjskiego żeń-szenia) czy matchy. Zdecydowałam się na tę formułę, ponieważ ostatnio na mojej twarzy pojawiło się sporo wyprysków. Domyślam się, że to za sprawą jedzenia słodyczy, a właściwie lodów – ale czym byłoby upalne lato bez tego smakołyku? Z moich ulubionych lodów o smaku słonego karmelu nie zrezygnuję, ale o skórę mogę zadbać w inny sposób – dostarczając jej odpowiednią ilość odżywczych składników, minerałów, witamin i przeciwutleniaczy. Z taką mieszanką jest to proste i widzę, że skuteczne. Na zimę chciałabym kupić „The Bikini Body Formula” – mam nadzieję, że dzięki temu, chociaż trochę powstrzymam mój metabolizm przed „zimowym snem”. 

    What about the digestibility? How can we be sure that all of the nutrients are actually absorbed by our organism? That's the actual trap prepared by the producers who recite all vitamins and minerals of their wonder products. Unfortunately, despite the periodic table of elements presented on the packaging, we won't be able to benefit from everything, however, in some cases we can help ourselves. For example, vitamins A, D, E, and K dissolve only in fats; therefore; it's best to enrich cocktails, salads, and pressed juices with a drop of olive oil and add avocado.  

   So, in that case, should we forget about the vogue for superfoods entirely? Everything depends on the consequences and the actual change of your everyday diet. Let's remember that a one-off portion of linseed in one of your meals won't do much – we need to consume it on a daily basis. Goji berries, coconut water, or other products extolled by the press won't bring us any harm and can improve our diets with greater diveristy, but on a daily basis, we should remember to replace a chocolate bar with a three-year best before date with plums and to enrich our dinner with something green.

* * *

   A co z przyswajalnością? Skąd możemy mieć pewność, że wszystkie składniki odżywcze wchłaniane są do organizmu? To jest właśnie pułapka, w którą próbują złapać nas producenci recytujący wszystkie witaminy i minerały ze składu swoich cudownych produktów. Niestety, mimo całej tablicy Mendelejewa rozpisanej na opakowaniu, nie ze wszystkiego uda nam się skorzystać, ale w niektórych przypadkach możemy sobie pomóc. Np. witaminy A, D, E, K rozpuszczają się jedynie w tłuszczach, dlatego koktajle, sałatki i wyciskane soki dobrze jest wzbogacić o kilka kropelek oliwy z oliwek lub dodać awokado.

   Czy w takim wypadku należy zapomniec o modzie na „superfoods”? Wszystko zależy od konsekwencji i faktycznej zmiany sposobu żywienia. Pamiętajmy, że jednorazowe dosypanie siemienia lnianego do potrawy nic nie da – musimy robić to każdego dnia. Jagody goji, woda kokosowa czy inne zachwalane przez prasę produkty na pewno nam nie zaszkodzą i mogą wprowadzić do naszej diety więcej urozmaicenia, ale na co dzień pamiętajmy raczej o tym, aby czekoladowy baton z trzyletnim terminem ważności zastąpić dostępnymi teraz śliwkami, a do obiadu zawsze dodawać coś zielonego.

Uprzedzając Wasze pytania: zdjęcia zostały wykonane w Warszawskim Coco Bowls przy ulicy Górnośląskiej 16. Malutki lokal z wyjątkową ofertą – na miejscu można zjeść power bowle (wybór jest bardzo szeroki), smoothies, ciasta i słodycze „raw”, masła z orzechów itd.
Jeśli chodzi o moją bluzę to kupiłam ją w sklepie polskiej marki Hibou Essentials – jest oversizowa i w 100% bawełniana. Idealna na chłodne wieczory (przynajmniej w Trójmieście już takie bywają). Spódniczka natomiast pochodzi ze sklepu Mango (obecna kolekcja).

Dlaczego treningi z internetu są tak popularne, czyli jak ćwiczyć w dzisiejszej rzeczywistości

   Social changes have an impact on our life – that's no revelation. The fact that our everyday habits and choices change over years seems obvious. It's enough to look at how today's reality is different from our mothers' reality. We cook differently (if at all), we work differently, we spend our time with our families differently, we take care of our bodies differently. Not looking so far back, it's possible to notice that we've come a long way even sport-wise. Our mothers often ended their physical activity together with the end of their education, and we, in turn, have tested a range of different workouts, from spinning to yoga to marathons. Now we've been given the chance to try another solution – online workouts and mobile workouts.  I'll tell you what I think about them, but first I'd like to take you on a little journey down the memory lane.

* * *

  Zmiany w społeczeństwie mają wpływ na tryb naszego życia – to żadne odkrycie. Oczywistym wydaje się być fakt, że wraz z upływem lat nasze nawyki i codzienne wybory ulegają przeformułowaniu. Wystarczy spojrzeć na to, jak bardzo różni się nasza dzisiejsza rzeczywistość się od tej, w której żyły nasze mamy. Inaczej gotujemy (o ile w ogóle), inaczej pracujemy, inaczej spędzamy czas z naszą rodziną i inaczej dbamy o siebie. Nie sięgając tak daleko wstecz łatwo zauważyć, że nawet w kwestii sportu przeszłyśmy długą drogę. Nasze mamy często kończyły swoją aktywność fizyczną wraz z końcem edukacji, my z kolei przetestowałyśmy już cały szereg różnych treningów, od spinningu przez jogę, aż po maratony. Teraz podano nam na tacy kolejne rozwiązanie – treningi w internecie i na urządzeniach mobilnych.  Powiem Wam co o nich myślę, ale najpierw zapraszam Was na małą podróż do przeszłości.

   In Poland, fitness was, in fact, the first form of physical activity dedicated to adult women who weren't professional athletes but who wanted to take care of their figure. Before that, not many people actually considered the influence of exercises on the body because women had to tackle bigger problems in their everyday lives – life in Poland was simply much harder then. Only when the economic situation in our country became more stabilised did caring for one's figure become a mass phenomenon. I can still remember how my mother, a dozen or so years ago, came from her first fitness classes and showed me and my sisters what she had been doing – who would have thought that it would be the golden age of fitness clubs. Over the period of three years (from 2008 to 2011), the number of such places had increased from 800 to 1900. In fitness clubs, there were almost 700 thousand people exercising and each year brought even more clients (the IHRSA European Market Report).  

   Exercising among other people had its pros and cons. Some women loved the atmosphere of the common effort and the slight competition – it gave them strength and allowed them to survive tougher moments. Unfortunately, I'm among the more self-conscious individuals when it comes to group jumping. I'd always thought that other girls are better at routines and I was never able to keep up with the group – when they were raising their left hand, I was raising my right hand. At such moments, I always recalled the nightmarish times of PE classes when I was chosen as the last group member for all group sports.  

   Group classes were also connected with adjusting your day schedule to the club’s schedule. Usually, it was possible to participate in the classes only two times a week, and that was definitely too little to attain neat figure, for example, after pregnancy or to maintain your weight. In case of losing our weight, we needed at least three classes a week. It meant that, taking into consideration the the time to get there and the time to catch your breath after the classes, our family life was starting to deteriorate.  

   You usually purchased a monthly pass for such classes – now, I'd like to ask you to raise your hand if you managed to participate in all the classes during a given month. Exactly. Lack of time, problems with logistics, and little effects compelled women to look for something slightly different.

* * *

   W Polsce fitness właściwie był pierwszą aktywnością skierowaną do dorosłych kobiet, które nie uprawiały wyczynowo sportu, a chciały zadbać o sylwetkę. Wcześniej mało kto zastanawiał się jak ćwiczenia wpływają na sylwetkę, bo na co dzień kobiety borykały się z większymi problemami – życie w Polsce było wtedy po prostu znacznie trudniejsze. Dopiero gdy sytuacja ekonomiczna w naszym kraju zaczęła być bardziej stabilne, dbanie o wygląd stało się zjawiskiem masowym. Do dzisiaj pamiętam jak mama, dobre kilkanaście lat temu, wróciła ze swoich pierwszych zajęć i pokazywała mnie i moim siostrom co robiła – kto by pomyślał, że będzie to początek złotego czasu dla fitness klubów. W ciągu trzech lat (Od 2008 do 2011 roku) liczba takich miejsc urosła z 800 do 1900. W fitness klubach ćwiczyło wtedy prawie 700 tysięcy ludzi, a z każdym rokiem było ich coraz więcej (The IHRSA European Market Report).

   Ćwiczenie w obecności innych ludzi miało plusy i minusy. Niektóre kobiety uwielbiały atmosferę wspólnej sprawy lub delikatnej rywalizacji – dawało im to siłę i pozwalało przetrwać gorsze chwile. Ja niestety należę do grona osób skrępowanych podczas grupowych podskoków. Zawsze wydawało mi się, że inne dziewczyny o wiele lepiej znają układy, a ja nigdy nie mogłam za nimi nadążyć – jak trzeba było machać w lewo, machałam w prawo. Przypominały mi się koszmarne czasy, kiedy na szkolnym WF-ie wybierano mnie na samym końcu przy tworzeniu drużyn.
   Grupowe zajęcia wiązały się też z dopasowaniem swojego planu dnia do grafiku klubu. Zwykle udawało się wygospodarować maksymalnie dwa dni w tygodniu, a to zdecydowanie za mało, aby wypracować zgrabną figurę na przykład po ciąży, czy chociaż utrzymać swoją wagę. W przypadku odchudzającego fitnessu potrzebowałyśmy minimum trzech treningów w tygodniu. To oznaczało, że licząc dojazdy, przygotowanie i złapanie oddechu po, nasze życie rodzinne mogło zacząć podupadać.
   Na takie zajęcia kupowało się zwykle miesięczne karnety – w tym momencie chciałabym poprosić nasze czytelniczki, aby podniosły rękę do góry jeśli udawało im się wykorzystać wszystkie wejścia w miesiącu. No właśnie. Brak czasu, trudności w logistyce i mało widoczne efekty sprawiły, że kobiety zaczęły szukać czegoś innego.

      Running became an alternative to hours spent at the gym. In 2013, jogging became a national religion among women who were taking care of their neat figure. On a daily basis, I passed many running ladies on my way. Besides, that was how I rebuilt my relationship with my friend – we come across one another by accident after a couple of years and we were doing the next route together (we've got great contact until today).What really happened that half of Poland started running? Taking into consideration other disciplines, we burn the greatest number of calories while running. In the beginning, the effect is literally spectacular – if we keep an appropriate diet and run every other day, kilograms are simply disappearing. Of course, there must be a catch – whenever our organism gets used to the discipline, the disappearing kilograms slow down, and we need to extend and modify the way we run.

   Jogging has another advantage – considerably low expenses – shoes and outfits were enough for a few seasons (I've got mine for a couple of years and even after the hundredth washing cycle they still look good). I didn't need the costly classes as well – it was enough to change into your running outfit and simply walk out the door.There's no greater advantage of jogging than it's availability. Everything depend on us here – we can run everywhere at any time and for how long we want. Of course, until a small child starts to rule our day. For a few years now, I've been sneaking out before work when Julia and my husband are still asleep, despite the fact that it's easier for me to run in the evening and that I run faster then. A woken up and warmed up organism gave me time that was better by 20 seconds on each kilometre. In the morning, I was running a kilometre within 5:50/km, and in the evening I managed to do the same route within 5:30/km.
   What about the disadvantages? Those who were running for longer than six months know that running develops only some of our body parts. For me, the biggest problem was buttocks, or the lack of them. After some time I realised that if I want to have a nice figure, instead of only burning calories, running will be insufficient.And it's even more difficult when it's snowy or rainy outside and you need to leave the house. To be honest: I don't like running in the winter time and I often search for alternative solutions.  

   For a couple of months I attended the gym. It seemed to me that by activating new body parts, my whole figure will attain better shape. I'm sure that my failure was an outcome of being inexperienced, yet still I was very discouraged towards this way of taking care of your body. Instead of losing weight I gained weight – after the workout, I was exhausted and hungry, and the only effect that I saw was the developing back muscles. Even though I was assured that I would get the help of personal trainers, it usually turned out that their helpfulness disappeared when I had problem with using one of the machines and I had to ask numerous times and interrupt others' individual classes – and for me individual workouts with a trainer are too much of an expense.
   There's one more thing which made most of my friends never return to the gym after their first visit. The ambiance of such places is peculiar – tiring light, a crowd of sweaty people staring at their biceps, and the peculiar smell are things that some people simply cannot accept. And still you need to leave your house to start exercising…

* * *

   Alternatywą dla godziny wymachów na salce okazało się bieganie. W 2013 roku wśród kobiet dbających o zdrowie i zgrabną sylwetkę jogging urósł do rangi religii narodowej. Na swojej ścieżce codziennie mijałam wiele biegających pań. Zresztą, tak odbudowałam relację z przyjaciółką – wpadłyśmy kiedyś na siebie przypadkiem po kilku latach, a następną trasę robiłyśmy już razem (do dzisiaj mamy świetne relacje).
Co tak naprawdę sprawiło, że połowa Polski zaczęła biegać? Ze wszystkich dyscyplin spalamy w ten sposób najwięcej kalorii. Początkowo efekt jest spektakularny – jeśli trzymamy się dopasowanej diety i biegamy co drugi dzień, kilogramy lecą w dół szybko. Oczywiście musi być jakiś haczyk – gdy tylko nasz organizm przyzwyczai się to tego trybu, zrzucana waga zwalnia i musimy rozszerzać i modyfikować sposób biegania.
Za joggingiem przemawiały także stosunkowo niskie wydatki – buty i stroje starczały nam na kilka sezonów (moje mam od kilku lat i nawet po setnym praniu wyglądają dobrze). Nie potrzebowałyśmy także kosztownych lekcji – wystarczyło się przebrać i po prostu wybiec z domu.
Nie ma większej zalety joggingu, niż jego dostępność. Tu wszystko zależy od nas – możemy biegać wszędzie, o każdej porze i jak długo chcemy. Oczywiście do momentu, w którym naszym dniem zaczyna rządzić małe dziecko. Ja od kilku lat wymykam się przed pracą, podczas gdy Julia i mój mąż śpią, choć po południu biega mi się łatwiej i szybciej. Rozbudzony i rozgrzany organizm dawał mi czas o 20 sekund lepszy na każdym kilometrze. Rano zdyszana przebiegałam kilometr w czasie 5:50/km, a po południu tę samą trasę bez problemu w 5:30\km.
A co z wadami? Która z nas biegała dłużej niż pół roku wie, że bieganie rozwija tylko niektóre części ciała. U mnie największy problem był z pośladkami, a właściwie ich brakiem. Po jakimś czasie widziałam, że jeśli chce ładnie ukształtować sylwetkę, a nie tylko spalać kalorię, to bieganie będzie niewystarczające.
No i dużo trudniej jest z mobilizacją, kiedy za oknem mamy śnieg albo deszcz. Przyznam szczerze: nie lubię biegać zimą i często szukam wtedy alternatywnych rozwiązań.

   Na kilka miesięcy przeniosłam się więc na siłownie. Wydawało mi się, że aktywując nowe partie ciała moja sylwetka nabierze ładniejszych kształtów. Jestem pewna, że moja porażka była wynikiem niedoświadczenia, ale i tak bardzo zraziłam się do tego sposobu dbania o sylwetkę. Zamiast schudnąć bardzo przytyłam – po treningu byłam wymęczona i głodna, a jedyny efekt jaki widziałam to coraz większe mięśnie pleców. Choć przy zapisach pojawiały się zapewnienia o pomocnych trenerach, zwykle okazywało się, że ich życzliwość znikała, jeśli miałam problem z korzystaniem z jakiegoś sprzętu i musiałam co chwilę o coś pytać, przerywając indywidualne lekcje –  a dla mnie indywidualny trening z trenerem to jednak za duży wydatek.
Jest jeszcze jedna rzecz, która sprawiła, że większość moich koleżanek po pierwszej wizycie już nigdy nie wróciła na siłownię. Aura takich miejsc jest dosyć specyficzna – męczące oświetlenie, tłum spoconych ludzi wpatrzonych w swoje bicepsy i specyficzny zapach jest dla niektórych nie do zaakceptowania. No i nadal trzeba było wyjść z domu, aby zacząć ćwiczyć…

    All right, so what is a woman who wants to lose or maintain their weight but have no time supposed to do? If you've got your Instagram profile, you most certainly came across photos presenting women after their metamorphoses, which entailed working out with online trainers, on numerous occasions. I was sceptical in the beginning. "That's not real sport", "that has to be boring", "I don't believe that it brings such fast effects" – for a very long time I believed that such solutions would be great for someone else, but not for me. Already after the first workout I had to take back all of that.
The greatest advantage of at-home workouts is that they save time (because you don't have to attend the classes at a fixed time), their availability (because you can workout at home, during holidays, during a work trip – everywhere where you've got Internet access), and their intimacy (no one will be watching you so you can work out even in your pyjamas). For women who have children there is one significant factor – you don't have to call for someone who will take care of your child while you are working out – I've found an ideal gap during my daughter's bedtime cartoon. I'm sure then that I can go all out for 45 minutes.
When it comes to the place – it doesn't have to be a large space, kitchen will be enough. My friend doesn't even use a mat – she work outs on the carpet (I don't know whether it's hygienic but it's important that she still works out).  

   However, you need to ask yourself a question whether it works? If you do the exercises correctly as they are presented by the trainer, the effects will be visible quickly. Regularity, just like with any other type of sport, is extremely important – I needed no more than four workouts a week to see the improvement of my buttocks and stomach after less than two months.

What workouts do I recommend? This is my little TOP 5:

1. Slim Fit (Ewa Chodakowska) – the programme consists of approximately 30 exercises that are executed first regularly and then by pulsing. It is tiring and pretty painful in the beginning, but I quickly noticed that it nicely slims down and tones muscles. This workout isn't that straining for our bodies so its easier to get yourself to do it.

2. Hot Body (Ewa Chodakowska) – the opposite of Slim Fit – that is a tough workout. I even know a couple of lads who gave up after the fourth round. The programme is fast and energetic. After finishing it, you feel that the calories were burnt well. It's worth pointing out that a monthly subscription on Ewa Chodakowska's website is rather small in comparison to other subscriptions. I was able to register during a promotion and I pay less than twenty-five zlotys on a monthly basis for the access to twenty-one workouts.

3. Diet by Ann (Anna Lewandowska) – I need to admit that I haven't worked out with Ania yet, but some of my friends did when they were pregnant. The diversity of workouts is a great advantage for girls who went through everything and are searching for something new.

4. Mel B – it would be difficult to omit the first (at least for me) online trainer that I've come across. I can bet that I don't have to present her workouts. Mel B is really motivating – you feel that she is really sweating with you and doesn't allow you to give up.

5. „Sweat: Kayla Itsines Fitness" app  – I'm sure that it's an excellent programme. I've seen multiple metamorphoses, I've read a book, but I haven't had the ocasson to test it – the app is simply very expensive. You need to pay as much as PLN 80 for the subscription – and that seems too much when compared to Ewa Chodakowska’s option. 

 Of course, it would be beautiful if such at-home solutions were without flaws. We will surely get bored with the monotony of our own four walls, the same plans and films. After listening to the same words over and over again, you can really become fed up with it – my friend after a year of workouts turned off the sound on her computer and she knows the exercises almost by heart. However, there is a way to tackle that because you can watch a TV series while exercising. After some time, we also miss the contact with fresh air; therefore, we should definitely ventilate our flat before and after the workout. Surely, there'll come days when we want to ease up and we won't be mobilised by a scheduled date or by paid classes – working out at home surely requires some discipline, but it also brings marvellous effects.

* * *

   No dobrze, to co w takim razie ma ćwiczyć kobieta, która chce schudnąć lub utrzymać sylwetkę, ale nie ma na to czasu? Jeśli macie swój profil na Instagramie to z pewnością nie raz natknęłyście się na zdjęcia kobiet przedstawiających ich metamorfozy po ćwiczeniach z „cybertrenerkami”. Ja z początku podchodziłam do tego sceptycznie. „Przecież to nie jest prawdziwy sport”, „to musi być super nudne”, „nie wierzę, aby to przynosiło tak szybkie efekty” – bardzo długo uważałam, że takie rozwiązanie sprawdzi się może u kogoś innego, ale na pewno nie u mnie. Już po pierwszym treningu musiałam wszystko odszczekać.
Największą zaletą domowych treningów jest oszczędność czasu (bo nie trzeba pędzić z pracy na konkretną godzinę zajęć), dostępność (bo ćwiczyć możesz w domu, na wakacjach, w trakcie podróży służbowej – wszędzie gdzie masz internet) i intymność (nikt nie musi ciebie oglądać, możesz ćwiczyć nawet w pidżamie). Dla kobiet mających dzieci jest jeszcze jeden istotny czynnik – nie musisz organizować opieki nad nimi, gdy idziesz trenować – ja znalazłam idealną lukę podczas dobranocki córki. Mam wtedy pewność, że przez czterdzieści pięć minut mogę dawać z siebie wszystko.
Jeśli chodzi o miejsce – nie musi być to wielka powierzchnia, nadaje się choćby kuchnia. Moja przyjaciółka nie rozkłada nawet maty – ćwiczy na dywanie (nie wiem czy to higieniczne, ale ważne, że ćwiczy).

   Należy jednak zadać sobie pytanie czy to działa? Jeśli ćwiczenia wykonujemy poprawnie, tak jak są pokazywane przez prowadzącą efekty widać szybko. Regularność, tak jak przy każdym sporcie, jest bardzo ważna – wystarczyło mi nie więcej niż cztery treningi w tygodniu, by zauważyć poprawę pośladków oraz brzucha po niecałych dwóch miesiącach.

Jakie treningi polecam? Oto mój mały ranking TOP 5:
1. Slim Fit (Ewa Chodakowska) – program składa się z około 30 ćwiczeń wykonywanych najpierw na pełnych powtórzeniach, a następnie na tzw. ruchach pulsacyjnych. Jest męczący i na początku dość bolesny, ale szybko poczułam, że ładnie wysmukla i rzeźbi mięśnie. Przy czym nie jest to trening wylewający z nas siódme poty, więc łatwiej zmobilizować się do jego wykonania.
2. Hot Body (Ewa Chodakowska) – przeciwieństwo Slim Fit, czyli ostry wycisk. Znam nawet paru panów, którzy odpadali po czwartej rundzie. Program jest szybki i energiczny. Po jego skończeniu ma się wrażenie dobrze spalonych kalorii. Warto też zaznaczyć, że miesięczny abonament u Ewy Chodakowskiej jest, porównując do innych, dość niewielki. Udało mi się zarejestrować w trakcie promocji i miesięcznie płacę niecałe dwadzieścia pięć złotych za dostęp do dwudziestu jeden treningów.
3. Diet by Ann (Anna Lewandowska) – przyznam, że jeszcze nie ćwiczyłam za Anią, ale kilka moich koleżanek trenowały z nią gdy były w ciąży. Różnorodność treningów to z pewnością duży plus dla dziewczyn, które przerobiły już wszystko i szukają czegoś nowego.
4. Mel B – ciężko byłoby nie wymienić w rankingu pierwszej (przynajmniej mi) poznanej „cybertrenerki". Założę się, że jej treningów nie trzeba przedstawiać. Mel B przede wszystkim bardzo motywuje – masz wrażenie, że naprawdę męczy się razem z Tobą i nie pozwala Ci się poddać.
5. Aplikacja „Sweat: Kayla Itsines Fitness: – jestem pewna, że to doskonały program. Widziałam wiele metamorfoz, czytałam jej książkę, ale sama nie miałam jeszcze okazji go przetestować – aplikacja jest po prostu bardzo droga. Miesięcznie trzeba płacić prawie osiemdziesiąt złotych – a to przy kosztach Ewy wydaje się dużo za dużo.  

   Oczywiście byłoby zbyt pięknie, gdyby takie domowe rozwiązania pozbawione były wad. W końcu dopadnie nas monotonia czterech ścian, tych samych schematów i odtwarzanych w kółko filmów. Po wysłuchaniu tego samego tekstu po raz setny można mieć dość – moja koleżanka po roku treningów wyłącza w komputerze dźwięk, a ćwiczenia wykonuje prawie z pamięci. Chociaż jest i na to sposób, bo równolegle ćwicząc można oglądać na przykład serial na telewizorze. Po pewnym czasie brakuje też kontaktu ze świeżym powietrzem, dlatego koniecznie powinniśmy wietrzyć mieszkanie przed i po ćwiczeniach. Z pewnością nadejdą też dni, kiedy zechcemy odpuścić i nie będzie nas mobilizować umówiony termin lub opłacone zajęcia – trenowanie w domu z pewnością wymaga dyscypliny, ale daje też niesamowite efekty.