If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Jakimi materiałami powinniśmy się otaczać w naszym domu?

   Over the last five years, I moved more times than over the course of my whole life. I changed the flats three times, and when I thought that I can finally grow roots in one place, it turned out that there is another revolution of this type ahead of me. This time, owing to experience, it’s not a big deal to me anymore – I’ve learnt how to quickly and easily furnish interiors to instantly feel at home – as if I’ve been living in that place for quite some time. If I were to give you one, most important, element that makes the flat immediately acquire cosy ambiance, it would be the appropriate chosen fabrics in many shapes and forms. Why are they so important? These are the ones that we most often touch – they make us stay in one room for longer, submerging in a soft couch, or allow us to have a pleasant beginning of a day, when our bare feet come into contact with the carpet. I’m sure that if you think about it for a moment, you’ll quickly notice that nice interiors are non-existent without these elements. Today, I’d like to share my observations and guidelines concerning a variety of fabrics at our homes.

* * *

   W ciągu ostatnich pięciu lat przeprowadzałam się więcej razy niż w całym swoim życiu. Trzykrotnie zmieniałam mieszkanie i gdy już myślałam, że będę mogła zapuścić korzenie, okazało się, że przede mną kolejna tego typu rewolucja. Tym razem, dzięki doświadczeniu, nie jest to już dla mnie wielkim wyzwaniem – nauczyłam się w szybki i prosty sposób tak urządzać wnętrze, by od razu czuć się w nim dobrze – jak gdybym mieszkała w nim od dawna. Jeśli miałabym podać jeden najważniejszy element, który sprawia, że mieszkanie momentalnie nabiera przytulnego klimatu, to byłyby to właściwie dobrane materiały pod wieloma postaciami. Dlaczego są one takie ważne? To ich najczęściej dotykamy – sprawiają, że mamy ochotę zostać w pomieszczeniu dłużej, zatapiając się w miękkiej kanapie lub przyjemniej rozpoczynamy dzień, gdy nasze bose stopy zetkną się z dywanem. Jestem pewna, że jeśli chwilę się nad tym zastanowicie, szybko zorientujecie się, że przytulne wnętrza bez nich nie istnieją. Dziś chciałam podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami i wskazówkami na temat różnorakich tkanin w naszym domu.

Czym byłby artykuł o materiałach w domu gdyby nie wspomnieć w nim o moich ulubionych dresach? Tak naprawdę w bluzach w Hibou chodzę wszędzie, ale jako typowy „homewear” też sprawdzą się rewelacyjnie.

What fabrics should surround you at home?  

   The practical and functional role of fabrics at home is self-evident, so I won’t get into too much detail about the fact that curtains protect us from sunlight and cushions are a superb elbow support. However, if you take a close look at the photos in interior design catalogues or Instagram inspirations, you’ll notice that fabrics create the whole magic of these snapshots. A sofa with nicely chosen cushions and a beautiful carpet create one of the most representative spots at home. If we arrange everything with precision, the rest will be less relevant – when entering your living room, guests will always think “what a pleasant place to rest”. All right, this post is not about encouraging you to purchase a new sofa. If the one that you own is not an aesthetic masterpiece, other fabrics will allow you to create such climate. First, you can buy new pillowcases. Pay attention to their weave (those with an addition of wool are very popular now – an example can be found here) and their thickness (so that they aren’t see-through – an example of an appropriate thickness can be found here). A blanket can be used in two ways: first of all, as a decorative element to be placed on the sofa back, secondly, as a pad for sitting (here, you should choose something sturdier, for instance jacquard – an example can be found here). It’s my main solution to cover spots on a white sofa as people who have kids and animals shouldn’t equip themselves with couches with cotton padding that is difficult to clean from stains (mine is made of as much as 50% cotton).

   When I was a little girl, I always looked with awe on the brilliantly decorated Ikea beds – I simply wanted to jump on them and stay there for the rest of the day. Where does the “magic” of it come from? Well, the duvet is fluffy, ideally placed, there is a bedspread made of pleasant fabric, and everything is completed with additionally beaten pillows. It’s enough to place the last detail upwards instead of lying it flatly on the bed – it is a trick implemented at hotels, and their beds always look incredible. When it comes to the duvet, those with downy filling will always look good. I chose one with duck down – it has ideal composition and doesn’t cost millions. I bought it for less than six hundred zlotys at one of Polish brands – I found it through the browser. I had a similar situation with bedding visible in the photo. It also has a great composition and costs less than seventy zlotys. It comes from Your Home Story (it’s great when it comes to ironing).

You think that it doesn’t concern bathroom? Try to do an experiment and replace towels with white ones and place them in a visible place (they also do that at hotels). It might be just a little detail, but you’ll see that you will immediately feel as if you were in SPA.

* * *

Jakimi materiałami powinniśmy otaczać w naszym domu?

   Użytkowa rola materiałów w naszym domu jest oczywista, więc nie będę się rozwodzić nad tym, że zasłony chronią przed słońcem, a poduszki służą jako świetne podparcie ;). Jeśli jednak przyjrzymy się zdjęciom w katalogach wnętrzarskich lub instagramowym inspiracjom, zauważymy, że to tkaniny robią całą magię tych ujęć. Kanapa z dobrze dobranymi poduszkami i pięknym dywanem to najbardziej reprezentacyjne miejsce w mieszkaniu. Jeśli zadbamy o nie z rozmysłem, cała reszta będzie już mniej istotna – wchodząc do naszego salonu goście i tak zawsze będą myśleć „jakie to przyjemne miejsce do wypoczynku”. No dobrze, nie po to jest jednak ten wpis, aby nakręcać Was na zakup nowej sofy. Jeśli ta, którą macie nie jest estetycznym arcydziełem, to inne tkaniny w łatwy sposób pozwolą Wam na stworzenie odpowiedniego klimatu. W pierwszej kolejności możecie kupić nowe poszewki na poduszki. Zwróćcie uwagę na ich splot (bardzo modne teraz są te z domieszką wełny – przykład tutaj) i grubość (żeby nie były przeźroczyste – przykład odpowiednie grubości tutaj). Koc może nam posłużyć na dwa sposoby: pierwszy, jako element dekoracji oparcia, drugi, jako podkładkę do siedzenia (tutaj należy wybrać mocniejszy materiał na przykład żakardowy – przykład tutaj). To przede wszystkim mój sposób na plamy na białej kanapie, bo dla osób, które posiadają dzieci i zwierzęta nie zaleca się kanap z obiciem bawełnianym, które trudno wyczyścić z plam (w skład mojej wchodzi aż pięćdziesiąt pięć procent).

   Gdy byłam małą dziewczynką zawsze z podziwem przyglądałam się suto zaścielonym łóżkom w Ikei – aż chciało się na nie skoczyć i wylegiwać przez resztę dnia. W czym tkwi „magia” ich zachęcającego wyglądu? Przede wszystkim kołdra jest puszysta, idealnie wyrównana, w nogach łóżka leży narzuta z ciekawego i przyjemnego materiału, a całość dopełniają dodatkowe, wytrzepane poduchy. Te ostatnie wystarczy postawić, a nie kłaść na płasko – to sztuczka stosowana w najlepszych hotelach, w których łóżka zawsze wyglądają nieziemsko. Jeśli chodzi o kołdrę, to ta z wypełnieniem puchowym zawsze będzie wyglądała lepiej. Ja zdecydowałam się na tę z kaczego puchu – ma idealny skład i przy tym nie kosztuje milionów. Kupiłam ją za niecałe sześćset złotych w jednej z polskich firm – znalazłam ją przez wyszukiwarkę. Podobnie trafiłam na pościel widoczną na zdjęciu, też ma świetny skład i kosztuje niecałe siedemdziesiąt złotych. Pochodzi ze sklepu Your Home Story (bardzo łatwo można ją wyprasować).

   Myślisz, że łazienki to nie dotyczy? W takim razie zrób eksperyment i wymień ręczniki na białe, poukładaj je w dobrze widocznym miejscu (tak też robi się w hotelach). To niby drobiazg, ale sama zobaczysz, że dzięki niemu poczujesz się w swojej łazience jak w SPA.
 

Pierwszy preparat to sprej Ania przeciwko elektryzowaniu się wszelkiego rodzaju tkanin, drugi to Ironing (Perfect House) marki Barwa to perfumowana woda – podczas prasowania można uzyskać kwiatowy zapach nie tylko tkanin, lecz również wnętrza. Poza tym zabezpiecza tkaniny (na dłużej utrzymują swój kolor), a włókna nie słabną – prasowane ubrania i materiały pozostają miłe w dotyku. Co najważniejsze, zwłaszcza podczas prasowania lnu – pomaga wygładzić trudne zagniecenia.

There are also traps, what should you pay attention to?  

   We are well aware that the fabrics are great – they create ambiance, decorate, and are pleasant to the touch. But they also have flaws – they absorb smells, are a paradise for mites, get dirty, and get destroys in the washing machine.  

   They say that a house belonging to a person prone to allergies should be scarce in fabrics – it’s best to throw away the curtains and limit yourself to things that are necessary. Of course, fabrics are a more likely place for the dust, but if you maintain cleanliness and choose appropriate textures, there’s nothing to lose. Fabric that is less sensitising is silk – mites don’t tend to settle on its long fibres. Additionally, it absorbs moisture. A total hot trend of the last years are bamboo blankets, ideal if you have infants – this material is great if you want to avoid any fungi or bacteria.  

   I face the greatest dilemma at the kitchen as I didn’t like roller blinds, but bare windows doesn’t look good as well. Now, at my new house, I will have a kitchenette and I’m planning to hand drapes everywhere. I chose those made of white linen. Linen is a very durable fabric that has easy maintenance. It can be washed even at high temperatures, which guarantees getting rid of all stains and smells. Another solution is cotton – it is cheaper and the wear and tear is visible within the shortest period of time.  

   My love for natural fabrics is probably well-known to you all, but no one really speaks about the amount of care that you need to put in those fabrics to keep them clean. Especially linen and cotton have to be ironed if you want them to look good (an exception here is wrinkled linen). If you want to do it on your own (you can always take a pile of clothes and fabrics to the mangle), remember about two things: first of all, difficult fabrics are better to iron while they are still damp and nicely spread after the washing (if you leave them in a bundle, you’ll never get rid of the creases). Secondly, invest in an appropriate ironing product. In my opinion, Ania is unrivalled against static of all types of fabrics, also those natural ones. It makes ironing easier, gives softness, and pleasant fragrance. It also protects surfaces against dust, specks, and hairs. If you apply a little bit of it on a cloth and then use the cloth on electronic equipment, you’ll avoid dust.  

   All right, so what about stains? If you like natural fabrics, you need to take into consideration that they often get stained. The market is full of artificial fabrics that will absorb even spilt coffee. But is keeping such plastic on the table, chair, or so sofa cool? Obviously, there are different tastes, but I think that it’s not cool. If I can give you a piece of advice, it’s better to buy a linen tablecloth – it can be used for many years, it doesn’t catch static, and it maintains its original shape thanks to low contractibility. What’s more, you will remove all types of stains from it.

   To finish off, let’s talk about carpets. The small ones, especially those purchased at H&M Home can be thrown into a washing machine. It’s a great solution especially in case of children’s carpets that are only used for playing (e. g. with the road or hopscotch pattern) and often get dirty. The situation is different with the large carpets that are usually located in the relaxation zone. Long bristle is great, but if you like eating in front of the TV screen, plenty of crumbles disappear inside of the carpet creating an ideal environment for bacteria. Such a carpet should be vacuumed even up to once a day (those with shorter and thicker bristle can be vacuumed 3 times a week – that’ll be enough). What you also need to consider is cleaning products and the fact that a carpet should be beaten. Carpet beating stands are still present on courtyards, but the activity itself isn’t that simple – our grandmothers knew that using too much force while beating can damage the bristle. I’d leave the washing process to specialists, and there are two options – you can leave the carpet at the cleaner’s or order at-home cleaning (then, a cleaning crew with a special machine works at your home). Fortunately, I fell in love with a hemp carpet – nothing will hide in it and it looks gorgeous. I vacuum it as often as the whole floor and I am careful not to tread any larger specks into it.  

   I hope that I’ve exhausted the topic, but I’ll eagerly read about your remarks concerning fabrics at home (and not about the fact that I look bad or make mistakes in the post :P). In today’s post, you’re probably seeing all the furniture at this flat for the last time – it’s time to move – keep your fingers crossed that it goes quick and painless. ;)

* * *

Są też pułapki, więc na co uważać?

   Dobrze, już wiemy, że materiały są super – tworzą klimat, dekorują, przyjemnie jest ich dotykać. Ale mają też wady – wchłaniają zapachy, są rajem dla roztoczy, brudzą się i niszczą w praniu.

   Mówi się, że dom alergika powinien być ubogi w tkaniny – najlepiej wyrzucić zasłony i dywany, ograniczając się tylko do tego, co niezbędne. Oczywiście, kurz chętnie czepia się materiałów, ale przy zachowaniu odpowiedniej czystości i dobraniu właściwych struktur, sprawa nie jest przegrana. Najmniej uczulający jest jedwab – roztocza nie osiadają na jego długich włóknach. Dodatkowo pochłania wilgoć. Hitem ostatnich lat są natomiast kocyki bambusowe, sprawdzające się zwłaszcza przy niemowlakach – w tym materiale nie rozwijają się grzyby i bakterie.

   Zawsze największy dylemat miałam w kuchni, bo nie podobają mi się rolety, gołe okno też nie do końca wygląda dobrze. Teraz w nowym mieszkaniu będę miała kuchnię i salon w jednym pomieszczeniu i planuję wszędzie powiesić zasłony. Wybrałam białe z lnu. Len to bardzo trwały materiał i łatwy w pielęgnacji. Można go prać nawet w wysokich temperaturach, a to gwarantuje pozbycia się wszelkich plam i zapachów. Innym wyjściem jest bawełna – tańsza, ale szybciej się zniszczy.

   Moje umiłowanie do naturalnych materiałów jest Wam już pewnie dobrze znane, ale o tym, że wymagają one więcej troski mało kto mówi. Zwłaszcza len i bawełna, aby wyglądały dobrze muszą być wyprasowane (wyjątkiem jest len kreszowany). Jeśli chcecie robić to same w domu (zawsze można oddać uzbieraną kupkę do magla), to pamiętajcie o dwóch rzeczach: po pierwsze, trudne materiały łatwiej prasować jak są wilgotne i dobrze rozłożone po praniu (jeśli zostawimy je skitłaszone na fotelu to już nigdy nie pozbędziemy się zagniecień). Po drugie, zainwestujcie w odpowiedni preparat do prasowania. Według mnie bezkonkurencyjny jest sprej Ania przeciwko elektryzowaniu się wszelkiego rodzaju tkanin, także tych z włókien naturalnych. Ułatwia prasowanie, nadaje miękkość i przyjemny zapach. Zabezpiecza powierzchnie przed nadmiernym przyciąganiem kurzu, pyłków i sierści. Jeśli niewielką ilość nałożymy na szmatkę i wetrzemy preparat w obudowę sprzętu elektronicznego to zapobiegnie osadzaniu się kurzu.

   No dobra to co z plamami? Jeśli lubimy naturalne tkaniny, to musimy mieć na uwadze fakt, że się brudzą. Na rynku jest mnóstwo sztucznych materiałów, które nie wchłoną nawet rozlanej kawy. Tylko, czy trzymanie takiego plastiku na stole, krześle czy kanapie jest fajne? Wiadomo, gusta są różne, ale ja uważam, że nie. I jeśli mogę Wam podpowiedzieć, to lepiej kupić obrus lniany – może być używany przez wiele lat, nie elektryzuje się i, dzięki niskiej kurczliwości, zachowuje swój pierwotny rozmiar. Co więcej, z łatwością usuniemy z niego każdy rodzaj plam.

   Na koniec zostawiłam temat dywanów. Te małe, zwłaszcza kupione w H&M Home można wrzucać do pralki. To dobre rozwiązanie zwłaszcza w przypadku dywaników dziecięcych, które służą jako zabawki (np. z motywem ulicy czy grą w klasy) i często się brudzą. Inaczej wygląda temat dużych dywanów ułożonych najczęściej w strefie wypoczynkowej. Długie włosie jest super, ale jeśli lubimy podjadać na kanapie przed telewizorem, sporo okruszków znika w nim na zawsze, stając się pożywką dla bakterii. Taki dywan powinno się odkurzać nawet jeden raz dziennie (te z krótszym i sztywnym włosiem wystarczy 3 razy w tygodniu). Do tego dochodzą specjalne środki do czyszczenia i konieczność trzepania. Trzepaki chyba wciąż istnieją na podwórkach, ale sama czynność nie jest taka prosta – nasze babcie wiedziały, że trzepaczką nie należy uderzać zbyt mocno, bo można uszkodzić włosie. Pranie w tym wypadku zostawiłabym profesjonalistom, a opcje są dwie – albo zawozimy dywan do pralni, albo zamawiamy czyszczenie do domu (wtedy ekipa z maszyną pracuje u nas). Ja na szczęście zakochałam się w dywanie jutowym – nic się w nim nie ukryje, a wygląda pięknie. Odkurzam go tak często, jak całą podłogę i pilnuję, by nie wdeptać we włókna jakiś większych paproszków.

   Mam nadzieję, że wyczerpałam temat, ale chętnie poczytam o Waszych uwagach odnośnie tkanin w domu (a nie o tym, że źle wyglądam i robię błędy w tekście :P). W dzisiejszym wpisie prawdopodobnie po raz ostatni widzicie zdjęcia w tym mieszkaniu – czas na przeprowadzkę – trzymajcie kciuki, żeby poszło szybo i bezboleśnie. ;)

4 moje koleżanki wybierają najlepsze kosmetyki tego lata

   “Always regarding women’s needs, close to their joys and problems”, “independence and endurance comes from ideally red lips”, “sweets that don’t give extra weight”. You may think that these are phrases taken out of poor motivational handbooks, but no – these are quotes taken from newspapers and cosmetic advertisements. And even though few of us think that hair spray can replace our friend and that an appropriate lipstick can help you to attain professional success, marketing agencies still base their moves on strange and awkward slogans instead of tangible benefits resulting from using a given product.The leaflet phrases are often catchy, but mostly these are only empty promises. They usually refer to our self-assessment, lack of confidence, and the need for quick pleasure. And we’re searching for specific results – information on what and in what time a given cosmetic will do to our body.  

   If you prefer reading about real attainable effects, you will surely like today’s post. I asked my friends to write a review of their favourite cosmetics – simple and to the point, without the needless adjectives. That was how I created a list of the four highly recommended cosmetic products. I tested these as well, so you can find my comments under each of the photos as well.

* * *

   „Zawsze blisko kobiet, ich radości, problemów i potrzeb”, „niezależność i wytrwałość bierze się z idealnie czerwonych ust”, „słodkości, które nie tuczą”. Być może wydaje Wam się, że to sentencje z kiepskich poradników motywujących, ale nie – to cytaty z notatek prasowych i reklam kosmetyków. I chociaż mało która z nas myśli, że lakier do włosów zastąpi przyjaciółkę, a odpowiednia szminka pomoże w osiągnięciu zawodowego sukcesu, to agencje marketingowe wciąż opierają swoje działania na sloganach dziwnej treści zamiast na namacalnych korzyściach płynących ze stosowania danego produktu.
Hasła z ulotek bywają chwytliwe, ale w większości to tylko puste obietnice. Zwykle odnoszą się do naszej samooceny, braku pewności siebie i potrzeby szybkiej przyjemności. A przecież nam chodzi o konkrety – informacje co i w jakim czasie kosmetyk zrobi z naszym ciałem.
   Jeśli wolicie czytać o realnych efektach, dzisiejszy post powinien się Wam spodobać. Poprosiłam swoje koleżanki o napisanie recenzji ulubionych kosmetyków – prosto i na temat, bez zbędnych przymiotników. W ten sposób stworzyłam listę czterech godnych polecenia artykułów pielęgnacyjnych. Sama również je przetestowałam, więc pod każdym zdjęciem znajdziecie kilka słów także ode mnie.

Serum polecone przez Monikę odczarowało moje zdanie na temat tego rodzaju kosmetyków. Teraz nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez niego. Faktycznie po jego użyciu trochę piecze skóra, ale w moim przypadku na pierwsze efekty nawet nie trzeba czekać do rana. Tuż po nałożeniu wydawało mi się, że skóra wygląda na bardziej rozświetloną i promienną (wyglądała „zdrowo”). I co dla manie jest bardzo ważne, wchłania się od razu – nie zostawia śliskiej powłoki. Prawdopodobnie nigdy bym się o tych dobrodziejstwach nie przekonała, gdyby nie koleżanka – żadna reklama nie przekonałaby mnie do poszerzenie swojej kosmetyczki o taki właśnie produkt. A ten, mam, używam i jestem zadowolona z tego jak wygląda po nim moja skóra. W wolnej chwili warto też obejrzeć asortyment ze sklepu Cosibella.pl mają bardzo dużo fajnych niszowych marek.

Monika, 26, works at a marketing company.  

Timeless – Skin Care Serum – 20% Vitamin C + E Ferulic Acid is my greatest cosmetic skincare discovery. Already after the first use, I noticed that my skin is visibly brightened (the cosmetic should be used at night, and you’ll notice the first effects already in the morning). I even had the impression that the fine discolouration spots (that were the leftovers of imperfections) were also slightly less visible. The serum has light and liquidy texture. You can really feel that it’s working – right after the application, your skin becomes slightly itchy – it’s the effect of high vitamin C concentration. The serum has almost no traceable fragrance so it will be ideal for people who aren’t into intense smells. I now recommend it to all of my friends.

* * *

Monika, 26 lat, pracuje w firmie marketingowej.

   Moim największym pielęgnacyjnym odkryciem jest serum Timeless – Skin Care – 20% Vitamin C + E Ferulic Acid. Już po pierwszym użyciu zauważyłam, że moja skóra jest wyraźnie rozświetlona (kosmetyku używamy na noc, a pierwsze efekty możemy zobaczyć następnego dnia rano). Miałam nawet wrażenie, że moje drobne przebarwienia (powstałych pod zagojeniu się niedoskonałości) również „zgasły” i stały się mniej widoczne. Serum ma bardzo lekką płynną konsystencję. I naprawdę czuć, że działa – zaraz po aplikacji delikatnie piecze skóra – jest to efekt dużego stężenia witaminy C. Serum jest praktycznie bezwonne, więc dla osób, które nie przepadają za intensywnymi zapachami, będzie idealne. Polecam go teraz każdej mojej koleżance.

    W mojej łazience mam w tym momencie malinowy peeling i krem pod oczy od Balneokosmetyki i powiem szczerze, że żelu jeszcze nie testowałam, ale jestem pewna ze będzie świetny – te kosmetyki nigdy mnie nie zawodzą. I faktycznie na promocje w tym sklepie można często liczyć – teraz na kod rabatowy LIPIEC można uzyskać 20% zniżki na cały asortyment w sklepie Balneokosmetyki.pl

Helena, 34, a maths teacher.  

   I  became familiar with Balneokosmetyki thanks to Gosia and her skincare posts. I love their biosulphide mineral bath, and now I fell in love with their face cleansing gel also with biosulphide water and vitamins – especially C. It is very pleasant in use, it doesn’t foam too much, and it refreshes and cleanses your skin. It doesn’t, however, dry it (I don’t like the effect of “drawn” skin). Thanks to a 200-mililitre package, it will last for a very long time. It’s also very affordable, and there are often attractive discounts and promotion on Balneokosmetyki website so it isn’t that difficult to get a discount.

* * *

Helena, 34 lata, nauczycielka matematyki.

   Markę Balneokosmetyki poznałam dzięki Gosi i jej pielęgnacyjnym wpisom. Uwielbiam ich biosiarczkową kąpiel mineralną, a teraz pokochałam żel do mycia twarzy również z biosiarczkową wodą i witaminami – zwłaszcza C, jest bardzo przyjemny w użyciu, nie pieni się za mocno, szybko odświeża i dobrze oczyszcza skórę, ale jej nie wysusza (bardzo nie lubię efektu „ściągniętej" buzi). Dzięki opakowaniu o pojemności 200 ml, wystarcza na długi czas. Jest też niedrogi, a na stronie Balneokosmetyki bardzo często są atrakcyjne promocje, więc nie jest trudno załapać się na zniżkę.

Ola już od dawna namawiała mnie na kupno samoopalacza Get Brush Tan. Teraz mogę mieć jedynie do siebie pretensje, że tak długo zwlekałam. To zdecydowanie najlepszy kosmetyk samoopalający, jaki kiedykolwiek miałam (a uwierzcie mi, że jako właścicielka jasnej karnacji wypróbowałam ich hektolitry). Warto podkreślić, że butelka nadaje się do wielokrotnego napełniania, a kolory można wybierać spośród 3 różnych odcieni – uniwersalny (złote opakowanie), ciemny i wyjątkowo ciemny. Get Brush Ten jest wolny od parabenów i formaldehydów, nie jest testowany na zwierzętach i pasuje do wszystkich rodzajów skóry. Dobry efekt utrzymuje się przez 3 do 5 dni.

Ola, 36, mom of three kids.  

   My opinion on self-tanners had been adamant for many years – self-tanners give you an orange tan, leave stains, have unpleasant smell, stain clothes, and I’d never come round to any of them. It was only recently that I discovered Get Brush Tan by Crissa. I call it a special task cosmetic as owing to the simple application, you can quickly and easily apply it almost anywhere. It also has a small capacity, owing to which it is ideal to fit into carry-on baggage or even your purse. However, getting to the crux of the matter – it is a cosmetic that guarantees attaining a really dark tan. In my opinion, its application gives the same results as professional spray tanning.

* * *

Ola, lat 36, wychowuje trójkę dzieci.

   Moja opinia o samoopalaczach była od wielu lat niezmienna – samoopalacze opalają na pomarańczowo, plamią, nie najlepiej pachną, brudzą ubrania i do żadnego się nigdy nie przekonam. Dopiero niedawno odkryłam samoopalacz Get Brush Tan marki Crissa. Nazywam go kosmetykiem do zadań specjalnych, bo dzięki łatwej aplikacji, szybko i naprawdę równomiernie można go nałożyć dosłownie wszędzie. Ma też małą pojemność, więc mieści się do bagażu podręcznego, a nawet torebki. Ale przechodząc do meritum – jest to kosmetyk, który gwarantuje uzyskanie naprawdę ciemnej opalenizny. Według mnie po jego użyciu skóra wygląda tak samo, jak po profesjonalnym opalaniu natryskowym.

Ja i Justyna jesteśmy całkowitymi przeciwieństwami, jeśli chodzi o to, czym natura obdarzyła nasze głowy. Jeśli mogłaby oddać mi choć 1/5 swoich włosów, cieszyłabym się z naprawdę grubego warkocza. Ale mimo tego, że nasze kosmyki są tak różne i wymagają zupełnie innej techniki pielęgnacji, to sprej ANTI.GRAVITY.SPRAY Kevina Murphy rozwiązuje większość codziennych problemów.

Justyna, 33, works at a real estate development company.  

   I’ve got long and very thick hair. I live in friendship with the natural waves, but I hate the colour. That’s why I’ve been dying my hair to attain a deep brown shade. In order to tame it a little but, I highlight the curl (as my hair is susceptible to all types of curling ) – that’s why I use curling irons, thermo rollers, and other, most often very hot, devices. I’ve got a real shock of hair, but it is heavy, and it quickly loses its freshness (what can you do about gravity?). That’s why my favourite cosmetics are those that increase the volume, especially down at the roots. Some time ago, I went crazy for the products by Kevin Murphy – ANTI.GRAVITY.SPRAY adds hair volume without burdening it. It also strengthens its glow.

* * *

Justyna, lat 33, pracuje w firmie deweloperskiej.

   Mam długie i bardzo grube włosy. Z naturalnymi falami żyję w przyjaźni, ale koloru nie znoszę, dlatego od dawna farbuję je na odcienie głębokiego brązu. By je odrobinę ujarzmić, podkreślam ich skręt (a na wszelkie kręcenie są bardzo podatne) – dlatego często używam lokówek, termoloków i innych najczęściej mocno rozgrzanych urządzeń. Włosów mam bardzo dużo, ale są tak ciężkie, że szybko tracą swoją świeżość (cóż zrobić, grawitacja), dlatego moimi ulubionymi kosmetykami są te, zwiększające objętość, głównie u nasady. Jakiś czas temu oszalałam na punkcie produktów Kevina Murphy – sprej ANTI.GRAVITY.SPRAY dodaje włosom objętości przy czym ich nie obciąża i wzmacnia. ich blask.

Wybieracie się na Openera? Czas na Kulinarną Mapę Trójmiasta w wersji festiwalowej

   There are only two weeks left and Gdynia will be flooded with music and summer festival fans. The airport in Babie Doły will be transformed into a native Coachella, like every year. Even if this comparison seems an exaggeration to some, everyone will surely admit that Opener – as we are talking about this summer festival – has earned its place among the truly cultural events – last year, there were as many as 140 thousand people participating in it. It doesn’t come as a surprise that before the festival, the Tricity beaches, streets, and venues are crowded with groups of people wearing characteristic armbands.  

   When we don't know the city and we don’t update the information on the available culinary offer, it is extremely easy to come across a bummer. That’s why today's post is for those who are counting down the days until the 4-day summer event. Let me introduce you to three places that are worth recommending not only when it comes to culinary sensations – what also matters is the interior and exceptional ambiance (and lately also Instagram potential – that is an appropriate background for photos)! I guarantee you that even the dwellers of Tricity can be positively surprised with my selection.

Capuccino Cafe, 899 Niepodległości Avenue, Sopot

 Spending time by the sea in the summer and not trying ice-cream? It’s best to stay at home then! Festival lovers will surely search for good and natural options, as the times of street shops bulging with freezers have been slowly becoming a thing of the past. In Tricity, many places and venues that are boasting soft serve ice cream made of natural ingredients using their own exceptional recipes have been opened over the course of recent years. My favourite place, where the production really entails only natural real milk, eggs, sugar, and fruit, where preservatives and enhancers aren’t allowed, is Cappuccino Cafe located on 899 Niepodległości Avenue in Sopot.  

The diversity of tastes is so big that you need a moment to think what you really want – “Bounty”, salt caramel, “Snickers” with peanut butter and whole peanuts, apple and celery sorbet (the best!), or lime with mint for heat waves. It’s difficult to make up your mind, but, fortunately, there’s a possibility of a takeout in large packages and wolfing down on them at home.  

But ice-cream isn’t everything! They also have here stunning meringues with seaberry, tarts with cream, and classic cakes. All pastries are made on site so their quality and freshness is guaranteed.  

Capuccino Cafe is also an ideal relaxation zone. The venue is situated away from the hustle and bustle of the seaside resort. That means that few people will come across this place without being guided beforehand. At the back, you can relish in some peaceful time on deckchairs or hammocks riddling the green grass. I’m warning you – when we are looking at the trees, the hanging climatic lamps, and the summer sky, time flies by!

* * *

   Jeszcze tylko dwa tygodnie i do Gdyni zaczną zjeżdżać się fani muzyki i letnich festiwali. Lotnisko w Babich Dołach, jak co roku zamieni się w rodzimą Coachellę. Nawet jeśli niektórym to porównanie wydaje się przesadne, chyba każdy przyzna, że Opener – bo o nim mowa – od lat zasługuje na miano imprezy iście kultowej – w zeszłym roku przybyło na nią aż 140 tysięcy gości. Nic dziwnego, że przed koncertami trójmiejskie plaże, ulice i knajpy wypełniają się grupkami ludzi z charakterystycznymi opaskami na rękach.

   Kiedy nie znamy miasta lub nie aktualizujemy na bieżąco zmian zachodzących w gastronomicznej ofercie, bardzo łatwo jest się przejechać i trafić na coś byle jakiego. Dlatego dzisiejszy wpis jest dla tych, którzy już odliczają dni do tej czterodniowej letniej zabawy. Poznajcie trzy miejsca godne polecenia nie tylko pod względem kulinarnym – przecież wiadomo, że liczy się także wystrój i wyjątkowa atmosfera (a ostatnio także potencjał instagramowy – czyli odpowiednie tło do zdjęć)! Zapewniam, że nawet stali trójmiejscy bywalcy mogą być bardzo pozytywnie zaskoczeni.

Capuccino Cafe, al. Niepodległości 899, Sopot

   Być latem nad morzem i nie jeść lodów? Lepiej w ogóle nie przyjeżdżać! Festiwalowicze na pewno będą szukali tych dobrych i naturalnych, bo czasy sklepikowych propozycji z zamrażarek powoli mijają. W Trójmieście ostatnimi laty otworzyło się wiele nowych lokali i jest mnóstwo punktów, które chwalą się lodami kręconymi na miejscu, z naturalnych składników i według własnej, wyjątkowej receptury. Moim ulubionym miejscem, gdzie do produkcji naprawdę używa się wyłącznie prawdziwego mleka, jajek, cukru i owoców, a konserwanty i ulepszacze nie mają racji bytu, jest Capuccino Cafe przy Alei Niepodległości 899 w Sopocie.

   Różnorodność smaków jest tam tak duża, że potrzeba chwili, aby się zastanowić – „Bounty”, słony karmel, „snickers” z masłem orzechowym i całymi orzeszkami, sorbety z jabłka i selera (najlepsze!) albo limonka z miętą na upały. Ciężko się zdecydować, ale całe szczęście lody można brać też na wynos w dużych opakowaniach i zażerać się nimi w domu.

   Ale lody to nie wszystko! Mają tu obłędne bezy z rokitnikiem czy malinami, tarty z kremem, czy klasyczne torty. Wszystkie ciasta robione są na miejscu, więc jakość i świeżość jest gwarantowana.

   Capuccino Cafe to także idealna strefa relaksu. Lokal położony jest daleko od zgiełku nadmorskiego kurortu, dlatego bez polecenia mało kto tam trafi. Na tyłach można rozkoszować się lenistwem na leżakach lub hamakach rozsianych po zielonej trawce. Tylko ostrzegam – gdy patrzymy na drzewa, rozwieszone klimatyczne lampki i letnie niebo czas biegnie szybciej!

Punkt Gdynia, 59 Władyslaw IV Street, Gdynia  

   This place will please all people who are bored with white bricks and simple furniture. Of course, I’m not saying that such solutions are bad, but by visiting Punkt Gdynia, you’ll see yourself how nice it is to rest surrounded by deep green, navy blue, and floral motives. For those who are genned up in the topic of interior design, I can add that Krystian Rassmus is the one responsible for it. He ranks among one of the best interior designers in Poland.  

   The owners of this place highlight that what counts in their lives is: food and friends. That’s easily traceable in the taste of the food – the courses are perfected as if they were supposed to be served for the nearest and dearest.  It’s worth highlighting that the restaurant doesn’t use half-finished goods – everything is prepared on site – starting with pastrami, pastas, pickled food, ice-cream, and caramel.  

   What about the main courses? I usually choose tomato cream when it comes to soups as it has ideal proportions. Pastrami at this place is crazy, and cod fillet is probably the best in Tricity. There are also options for kids – I recommend apple drop scones (I need to watch myself so that my child can also try something). At Punkt, lunch menu is prepared on the go. That’s why it’s worth asking about their recommendations. When the festival is over, you should definitely check out Punku Gdynia on Friday – book a table beforehand and enjoy live performances.

* * *

Punkt Gdynia, ul. Władysława IV 59, Gdynia

   To miejsce ucieszy każdą zmęczoną białymi cegiełkami i paletowymi meblami osobę. Oczywiście nie mówię, że takie rozwiązania są złe, ale odwiedzając Punkt Gdynia sami zobaczycie, jak miło jest odpocząć w otoczeniu głębokiej zieleni, granatu i motywów roślinnych. Dla zorientowanych w temacie architektury wnętrz dodam, że o nią zadbał Krystian Rassmus, który należy do czołówki najlepszych projektantów w Polsce.

   Właściciele tego miejsca podkreślają, że w ich życiu liczą się: jedzenie i przyjaciele. I doskonale to czuć w smakach potraw – bardzo dopieszczonych, przyrządzanych, jak dla najbliższych sercu osób.  Warto zaznaczyć, że w restauracji nie używa się półproduktów – wszystko jest przygotowywane na miejscu  – od pastrami, makaronów, kiszonek, po lody czy karmel.

   A co z konkretami? Z zup zwykle wybieram krem z pomidorów, bo ma idealne proporcje. Pastrami w tym miejscu przyprawia o zawrót głowy, a polędwica z dorsza jest chyba najlepsza w Trójmieście. Są też pozycje dla dzieci – polecam racuchy z jabłkami (muszę się pilnować, żeby zostało coś dla córki). W Punkcie menu lunchowe rozpisywane jest na bieżąco, dlatego warto dopytywać, co akurat polecają. Gdy festiwal się skończy koniecznie odwiedźcie Punkt Gdynia w piątek – zarezerwujcie wcześniej stolik i cieszcie się muzyką na żywo.

Batory Food Hall, Batory Shopping Mall, 11 10 Lutego Street, Gdynia  

   That’s what Gdynia has been missing! Those who haven’t visited Batory Shopping Mall for a long time will be taken aback! It seems that something that will brighten up the industrial interior has been finally created! Inside our local ship, a space called the “Koszyki” of Gdynia was created.  

   Batory Food Hall was opened in April and since then there have been many people visiting the place. And that’s because of the extensive choice – in one place we can revel in Polish cuisine with exquisite dumplings at Palce Lizać, try a little bit of Mexico at DecapiTacos, or travel for a while to Italy at Pizza&Tapas. But that’s not all! There’s the filling Burger Stacja, Fryta with fries and beef in curry with nuts and lime, Sirian Zater Orient, and healthy kebab at Kult (vegetarian or meat version). You can have a sip of freshly squeezed juice from Pociągnij za Słomkę or a delicious coffee at Etno.  

   I’m sure that the Opener Festival goers will love this place. Especially that it’s on the way to everything (Batory has always been the point gathering).

* * *

Batory Food Hall, centrum handlowe Batory, 10 Lutego 11, Gdynia

   Tego w Gdyni brakowało! Kto dawno nie odwiedzał Centrum Handlowego Batory, będzie przecierał ze zdziwienia oczy! Wydaje się, że wreszcie stworzono coś, co ożywi nieco opustoszałe wnętrze. W środku naszego lokalnego statku powstała przestrzeń nazywana gdyńskimi „Koszykami”.

   Batory Food Hall otwarto w kwietniu i od tego czasu ruch jest tam całkiem spory. A to za sprawą dużego wyboru – w jednym miejscu możemy rozkoszować się kuchnią polską z doskonałymi pierogami na czele w Palce Lizać, posmakować odrobiny Meksyku w DecapiTacos lub przenieść się na chwilę do Włoch w Pizza&Tapas. Ale to nie wszystko! Jest też sycąca Burger Stacja, Fryta z  frytkami z wołowiną w curry z orzechami i limonką, syryjski Zater Orient i zdrowy kebab w Kulcie (wege albo mięsny). A popić wszystko można wyciskanym sokiem z oferty Pociągnij za słomkę lub pyszną kawą w Etno.

   Jestem pewna, że openerowi festiwalowicze pokochają to miejsce. Zwłaszcza, że jest po drodze do wszystkiego (Batory zawsze był punktem zbiórek).

 
If these three places are not enough, you should check out my older posts from the Culinary Map of Tricity series. You know how much I love healthy and good cuisine. That’s why I promise that nothing has changes at these places: link, link, link.

* * *

Jeśli te trzy miejsca to za mało, zapraszam do starszych wpisów Kulinarnej Mapy Trójmiasta. Wiecie, jak lubię dobrze i zdrowo jeść, dlatego obiecuję, że i w tamtych miejscach nic pod tym względem się nie zmieniło: link, link, link.

 

Kosmetyki, które wciąż widzimy na Instagramie – czy są rzeczywiście skuteczne?

   Marketing industry has to change in order to attain its goal – what was effective ten years ago, won’t be that effective today. Advertisements that were essential in the past to take root in the consciousness of potential customers had become the same old story over time to the more inquisitive audience. Already a few year ago, advertisers noticed the loss of trust in the over-the-top 50+ ladies, like Andy McDowell, trying to convince us that their skin is an effect of a face cream. Marketing specialists have abandoned the prime time and started to search for new channels. Instagram app turned out to be a salvation – not only did the advertisements bear lower costs, the influencers were the ones creating content – advertisers no longer needed producers, directors, photographers, or well-known (and very expensive) models.  

   How are Instagram activities perceived by followers? Influencer Marketing Platform conducted research among women concerning the impact of influencers on their lives. 20 thousand ladies aged 18 to 49 said that Instagram is the most often chosen platform for following popular persons (61%). Women trust Instagram recommendations, whereas brands, owing to collaborations with Instagram users, can not only improve the sales of their products and services, but also build brand awareness. According to Bloglovin’s research, more than half of respondents (54%) decided to spend money on a product recommended by an influencer, whereas 45% of them admit that they click “follow” after reading a post.  

   Increasingly more often, we hear that Instagram is baloney, that we wouldn’t even pay attention for a second to girls who have millions of likes under each photo if we met them on the street, and that sponsored content has dominated the posts. It’s great that we’ve developed a critical approach towards what we find on-line, but, on the other hand, I won't hide that this medium is very helpful for me. I owe it, for example, finding a beautiful and affordable hotel in Paris, clothes that, apart from buying, I can also see on someone with a similar figure (and even what they look while moving – thanks to IS), I can also visit the recommended restaurants and shops. Instagram is also a source of inspiration and ideas for me as well as a real encyclopaedia when it comes to cosmetics. I discovered those most interesting ones precisely thanks to this app. Yet, how to avoid deception? How to check whether cosmetics recommended on Instagram are really effective?

* * *

   Branża reklamowa musi się zmieniać, aby osiągać wyznaczony cel – to, co było skuteczne dziesięć lat temu, dziś już się nie sprawdzi. Spoty reklamowe, które kiedyś były niezbędne, aby zakorzenić się w świadomości potencjalnych konsumentów z czasem opatrzyły się coraz bardziej podejrzliwej widowni. Reklamodawcy już kilka lat temu dostrzegli utratę zaufania do naciągniętych pań po 50., które, jak Andy McDowell próbują nas przekonać, że ich skóra, to efekt tygodniowej aplikacji kremu. Specjaliści od marketingu porzucili więc najlepszy czas antenowy i zaczęli szukać nowych kanałów. Aplikacja Instagram okazała się być wybawieniem, bo nie dość, że reklamy wiązały się z niższymi kosztami, to influencerki same tworzyły treści – niepotrzebny był już producent, reżyser czy fotograf, czy znana (ale bardzo droga) modelka.

   A jak działania na Instagramie są odbierane przez odbiorców? Platforma Influencer Marketing przeprowadziła badania wśród kobiet na temat wpływu influencerów na ich życie. 20 tyś pań w wieku 18-49 lat powiedziało, że Instagram jest najchętniej wybieraną platformą do śledzenia popularnych osób (61%). Kobiety ufają pojawiającym się tam rekomendacjom, a firmy dzięki współpracy z użytkownikami, mogą nie tylko wzmacniać sprzedaż swoich produktów i usług, ale również budować świadomość marki. Według badania Bloglovin ponad połowa respondentek (54%) decyduje się wydać pieniądze na rekomendowaną przez influencera rzecz. 45% z nich przyznaje, że po przeczytaniu posta klika „obserwuj”.

   Coraz częściej słyszy się, że „Instagram to ściema”, że na ulicy nawet nie zwrócilibyśmy uwagi na dziewczyny, które pod każdym „selfie” mają po sto tysięcy lajków, że treści sponsorowane zdominowały publikacje. Bardzo dobrze, że nauczyliśmy się patrzeć krytycznie na to, co znajdujemy w internecie, ale z drugiej strony nie będę ukrywać, że to medium jest dla mnie pomocne. Dzięki niemu udało mi się, na przykład, znaleźć piękny i niedrogi hotel w Paryżu, ubrania, które nie tylko od razu mogę kupić, ale przede wszystkim zobaczyć, jak leżą na kimś z podobną figurą do mojej (a nawet jak układają się podczas ruchu – dzięki IS), mogę też korzystać z poleconych przez influencerki restauracji czy sklepów. Instagram jest też dla mnie źródłem inspiracji i pomysłów oraz prawdziwą encyklopedią w temacie kosmetyków. Te najfajniejsze odkryłam właśnie dzięki tej aplikacji. Tylko jak nie dać się oszukać? W jaki sposób można sprawdzić, czy kosmetyki z Instagrama są naprawdę skuteczne?

Teraz jest idealny moment, aby wypróbować kosmetyki Hello Body, bo na hasło: Hello można uzyskać 30% zniżki na wszystkie zestawy.

Does a paid truth exist?  

   It’s obvious that you need to pay for advertisement and, often, these are big stakes that make many people say everything about a given product. However, it’s worth remembering that Instagram recommendations are different from those on the television as they are usually based on real use and testing of the advertised products. A great number of influencers won’t show a product that doesn’t live up to their expectations even if product placement entails remuneration. And the other way round – really there are girls on-line who show products (even if the product were paid for) that they like and really use.   An example of paid truth? I suspect that the two bloggers who I follow (Jessica Mercedes and Anna Skura) took up a collaboration with a cosmetic brand HelloBody, but because these are girls who spark my trust, I decided to test the products myself a long time ago. Since then, I’ve already had the moisturising night cream ALOÉ NIGHT, highlighting primer COCO PRIME, mattifying pore cleansing mask COCO WOW, and cleaning foam COCO FRESH – all cosmetics were effective and lived up to producers’ claims. I also really like them for the fragrance and light texture. My collection has been recently enriched with glow booster ALOE DROPS. It is supposed to brighten up the skin and moisturise it. It can be mixed with a face cream to enrich its formula.

   What should raise our vigilance? We shouldn’t trust too intrusive an advertisement – an influencer hugging a packaging or with her cheek plastered to a cosmetic is not that convincing to me. 64% of respondents indicates that the greatest problem is the lack of authenticity and originality in the sponsored posts – the readers immediately notice that the influencer is trying to befool them and we don’t like such things on-line. Other reasons are the feeling of excessive auto-promotion (48%) and the awareness that the author was paid for the advertisement (37%). Women also pay attention to such issues as non-aesthetic photos (25%) or their lack (35%), too long a description of the product (32%) or even too great a number of hashtags (31%). Few hashtags suggests that no one cares about promoting the post so it hasn’t been created for advertising purposes.  

   Going back to trust again – before you decide to try out a new cosmetic brand recommended on Instagram, check out the profiles of your influencers. If an Instagram “celebrity” has a few million followers, and it’s the first time you hear about her, check out the likes under her photos. It’s really easy to buy followers on Instagram. The second method for quick and artificial interest sparking is “like for like” – you’ll see that whenever Instagram users have a similar number of followers and people that they follow. If you make sure that the account is not fake, you can simply believe in the recommendations.

* * *

Czy istnieje opłacona prawda?

   Wiadomo, że za reklamę się płaci i to czasem naprawdę duże pieniądze, za które wiele osób skłonnych jest powiedzieć o produkcie wszystko. Warto jednak pamiętać, że Instagramowe polecanki różnią się od telewizyjnych reklam tym, że często opierają się na realnym używaniu i testowaniu produktów. Bardzo duża liczba influencerek nie pokaże czegoś, co nie spełnia ich wymogów, nawet jeśli za lokowanie produktu zaproponowano wynagrodzenie. I na odwrót – naprawdę są w sieci dziewczyny, które jeśli coś pokazują, to znaczy, że (nawet jeśli za samą reklamę zapłacono), że dany produkt lubią i go używają.

   Przykład opłaconej prawdy? Podejrzewam, że dwie blogerki które uważnie śledzę (Jessica Mercedes i Anna Skura) podjęły współpracę z kosmetyczną marką HelloBody, ale ponieważ są to dziewczyny, które wzbudzają moje zaufanie, to dawno temu sama postanowiłam je przetestować. Od tego momentu miałam już nawilżający krem na noc ALOÉ NIGHT, rozświetlającą bazę COCO PRIME, matującą maseczką oczyszczającą pory COCO WOW i oczyszczająca pianka COCO FRESH – wszystkie kosmetyki były skuteczne i zgodne z zapewnieniami producenta. Bardzo je lubię też za zapach i lekką konsystencje. Teraz do mojej kolekcji dołączył glow booster ALOE DROPS ma za zadanie rozświetlić i nawilżyć twarz. Można go mieszać z kremem do twarzy, aby wzbogacić jego formulę.

   Co powinno wzbudzić naszą czujność? Nie ufajmy zbyt nachalnej reklamie – influencerka przytulająca opakowanie lub z przyklejonym do kosmetyku policzkiem nie do końca mnie przekonuję. Według raportu 64% respondentek wskazuje, że największym problemem jest brak autentyczności i oryginalności w sponsorowanym wpisie – czyli czytelniczki od razu wyczuwają, że wszystko jest „naciągane”, a tego w internecie bardzo nie lubimy. Inne powody to uczucie przesadnej autopromocji (48%) i świadomość, że za „reklamę” autorowi zapłacono (37%). Kobiety zwracają też uwagę na takie kwestie jak nieestetyczne zdjęcia (25%) lub ich brak (35%), zbyt rozwlekły opis produktu (32%), a nawet zbyt dużą liczbę hasztagów (31%). Mało hasztagów od razu sugeruje, że nikomu nie zależy na wypromowaniu wpisu, czyli nie powstał w celach reklamowych.

   Wracając jeszcze do zaufania – zanim zdecydujecie się na wypróbowanie nowej marki kosmetycznej polecanej na Instagramie, sprawdźcie profile swoich influencerek. Jeśli jakaś „gwiazda” instagrama ma kilka milionów obserwatorów, a ty słyszysz o niej pierwszy raz, zerknij na liczbę lajków pod zdjęciami. Na instagramie bardzo łatwo kupić pustych obserwatorów. Drugą metodą na szybkie i sztuczne podbijanie zainteresowania jest „lajk za lajk” – poznasz to po wyrównanej liczbie obserwowanych i obserwujących. Jeśli upewnisz się, że konto nie jest fejkowe, możesz bez większych obaw wierzyć poleceniom.

A good influencer will tell you the truth  

   An increasing number of bloggers decides to create their own brands. Should we trust such products? The extensive network of followers and influential Instagram friends (that will eagerly show their friend’s product) makes advertising new brands easier. However, is that enough to be successful? No! Each active Instagram user knows how much effort it takes to implement such an idea that is most often the answer to the needs and questions of their followers. The sole act of creating a product is one thing, and making sure that the product is of the highest quality is another thing. Why? Bloggers are not anonymous CEOs with large companies behind them that don't really face hatred on-line (or only sometimes in reference to a bloop, such as plagiarism allegations or proving harmful product effects). Each day, influencers get hundreds of direct messages from real people and everyone can see their comments. If they allowed themselves to produce something that doesn’t work or is a dud that doesn’t follow quality standards, the information about flaws would immediately spread over the whole world of social media. That’s why you can trust popular bloggers – they simply have too much to lose to provide their name for the purpose of advertising something that is of poor quality.  

   An example here might be Gisou created by Negin Mirsalehi. Her brand produces hair cosmetics. Their main advertising strategy is based on photos of Negin’s shock of hair. You can’t really deny it – her hair looks fabulous, but the truth is that it’s mainly owing to Mother Nature. Mirsalehi was bestowed with exceptional hair and was perfect at selling that. But is it only about it? I had a pretty negative approach when I was testing her products (because instead of a lock of hair, I’ve hot only a few thin feathers) and I need to admit that once I finished the first package of her famous oil, I immediately ordered another one. The mask, in turn, is thick, has beautiful fragrance, and improved the condition of my hair already after the first use.

* * *

Dobra influencerka prawdę ci powie

   Coraz więcej blogerów decyduje się na stworzenie własnej marki. Czy takim produktom można ufać? Rozbudowana sieć obserwujących i wpływowych instagramowych znajomych (którzy chętnie pokażą towar przyjaciela) ułatwia rozreklamowanie nowych brandów. Jednak czy to wystarczy, by odnieść sukces? Nie! Każdy aktywny instagramowicz wie, ile wysiłku kosztuje zrealizowanie takiego pomysłu, który najczęściej jest odpowiedzią na potrzeby i zapytania grona obserwatorów. Samo stworzenie produktu to jedno, drugie to zadbanie, by był najwyższej jakości. Dlaczego? Blogerzy to nie „anonimowi” prezesi, za którymi stoją wielkie koncerny, które z hejtem nie spotykają się prawie w ogóle (albo od czasu do czasu przy okazji jakiejś wpadki, typu zarzuty plagiatu lub udowodnienie szkodliwości towarów). Influencerzy każdego dnia dostają setki wiadomości kierowanych bezpośrednio do nich od prawdziwych ludzi, a ich komentarze widzą wszyscy. Jeśli pozwoliliby sobie na produkowanie czegoś co nie działa, jest bublem, nie spełnia norm jakościowych, informacje o wadach rozniosłyby się po socjal mediach błyskawicznie. Dlatego  popularnym blogerkom można zaufać – po prostu mają za dużo do stracenia, aby firmować swoim imieniem coś, co jest słabe.

   Przykładem takiej marki jest Gisou stworzona przez Negin Mirsalehi. Jej firma produkuje kosmetyki do włosów, a główna strategia marketingowa opiera się na zdjęciach bujnej czupryny Negin. Z tym faktem nie da się dyskutować – jej włosy wyglądają bosko, ale przecież wiadomo, że to przede wszystkim zasługa matki natury. Mirsalehi została obdarzona wyjątkowym elementem urody i po mistrzowsku potrafiła to sprzedać. Ale czy tylko tyle? Z negatywnym nastawieniem testowałam jej produkty (bo ja zamiast gąszczu ciemnych włosów mam kilka jasnych piórek) i muszę przyznać, że jak tylko skończyłam pierwsze opakowanie jej słynnego olejku, od razu zamówiłam drugi. Maska z kolei jest gęsta, pięknie pachnie i już po pierwszym użyciu widziałam poprawę kondycji moich włosów.

Na dzisiejszych zdjęciach możecie zobaczyć kilka rzeczy z najnowszej kolekcji polskiej marki Hibou. Krótką koszulkę znajdziecie w sklepie Hibou Sleepwear, natomiast spodnie w Hibou Essentials.

They don’t need advertisements  

   Well, all right, what if half of the cosmetics that you’ve got in your cupboard have never appeared on any known influencer's Instagram profile? Does that mean that they don’t work?There are many brands that don’t spend a fortune on marketing, and still have great sales results. How is that possible? It turns out that “word of mouth” is still great for gaining many customers. There is only one condition – quality and effectiveness. If the product is working, we will be eager to recommend it to a friend, and she will recommend it to another friend, and so on. A good example here of such brands are hair cosmetics by Kevin Murphy, face products by Filorga, or those by the Polish brand of Balneokosmetyki, which has gained its popularity owing to the ratio between affordable price and quality. One of my favourite products is the raspberry body butter – it has thick texture, can be easily spread around the body, its composition is fully eco-friendly, and it will last for at least a few months. Currently, you can order all cosmetics by Balneokosmetyki for 20% cheaper with the code: “maj”.

* * *

Oni nie potrzebują reklamy

   No dobrze, a co jesli połowa kosmetyków, która masz w szafce nigdy nie pojawiła się u żadnej znanej influencerki? Czy to oznacza, że nie działają?
Jest wiele marek, które nie wydają fortuny na marketing, a i tak świetnie się sprzedają. Jakim cudem? Okazuje się, że „pocztą pantoflową” wciąż można dotrzeć do bardzo dużej liczby klientów. Warunek jest tylko jeden – jakość i skuteczność. Jeśli produkt działa, chętnie polecimy go koleżance, a ta kolejnej i kolejnej. Dobrym przykładem takich marek są kosmetyki do włosów Kevin Murphy, do twarzy Filorga czy te od polskiej rodzinnej marka Balneokosmetki, które swoją popularność zyskały dzięki bardzo dobrej cenie w stosunku do jakości. Jednym z moich ulubionych produktów jest malinowe masło do ciała – ma gęstą konsystencję, łatwo rozprowadza się na ciele, jego skład jest w pełni ekologiczny i wystarcza nawet na kilka miesięcy. Obecnie możecie zamówić wszystkie Balneokosmetyki 20% taniej na kod rabatowy: maj

Make some effort and check the composition 

   It is a habit that  is great in case of any cosmetic that we want to try out. Therefore, if you were awe-struck by an Instagram review and the decision to buy a product has already been made, visit the producer’s website and check the composition! Good brands take pride in what they’ve created. They don’t hide anything. That’s why you don’t have to take too much effort to read the fine print on the packaging. It’s enough to go to the website – everything will be provided in detail, often, with an explanation of properties regarding each ingredient. If not, then you’ve got an answer that the product is not really worth your attention. Such descriptions are especially important not only in case of cosmetics, but also in case of food of dietary supplements, whose advertisements have flooded Instagram.  

   The market is filled with various “magic” pills for everything so you need to take a little bit of effort to make a good choice, prevent yourself from doing your body any harm, and avoid ending up with pills “for nothing”. I use the ones that improve metabolism. FemiPharma offers only two products – you can read everything about them on the website. My  Fit Booster composition features such ingredients as: piperine, Chinese cinnamon (improves digestion), chilli pepper extract (improves weight loss), or Indian nettle, garcinia cambogia, and bitter orange (they will help to control body weight). Additionally, gurmar, green tea, and garcinia cambogia will decrease the appetite and help to control hunger. Caffeine, ginger, ginseng, and Paraguayan holly will increase your resilience during physical effort. After the first two weeks of taking the pills, I noticed that I’ve got fewer stomach aches and my sleep has improved. During the day, I’ve got more energy and fewer candy cravings. If you want to try out Fit Booster or Beauty Booster, use the code: makelifeeasier to get a 25% discount.

* * *

Wysil się i sprawdzaj składy

   To nawyk, który dobry jest w przypadku wszystkich kosmetyków, po które sięgamy. Dlatego jeśli zachwyciła cię instagramowa recenzja i decyzja o zakupie została już podjęta, to wejdź na stronę producenta i sprawdź skład! Dobre marki są dumne z tego, co stworzyły, niczego nie ukrywają, dlatego nie musisz wysilać się, by przeczytać drobny druczek na opakowaniu. Wystarczy wejść na stronę internetową – tam będzie wszystko wyszczególnione, często nawet z wyjaśnieniem właściwości każdego składnika. Jeśli nie, to masz odpowiedź, że produkt niekoniecznie jest warty twojej uwagi. Takie opisy są szczególnie ważne nie tylko w przypadku kosmetyków, ale także żywności czy suplementów diety, których reklamy zalały Instagram.

   Rynek jest tak przepełniony różnego typu „magicznymi” kapsułkami na wszystko, że potrzeba odrobiny wysiłku, żeby dobrze wybrać, nie zaszkodzić sobie ani nie skończyć z pigułkami „na nic”. Ja stosuję te, które poprawiają metabolizm. Marka FemiPharma ma w ofercie tylko dwa produkty – na stronie można przeczytać o nich wszystko. W skład mojej mieszanki Fit Booster wchodzą jakie składniki jak: piperyna i cynamonowiec wonny (wspomogą trawienie), ekstrakt z papryczek chilli (przyczyni się do redukcji wagi), czy pokrzywa indyjska, garcinia cambogia i pomarańcza gorzka (pomogą kontrolować masę ciała). Dodatkowo gurmar, zielona herbata oraz garcinia cambogia ograniczą apetyt i zapanują nad uczuciem głodu. Z kolei kofeina, imbir, żeń-szeń oraz ostrokrzew paragwajski przyczyniają się do zwiększenia wytrzymałości podczas wysiłku. Po pierwszych dwóch tygodniach stosowania kapsułek zauważyłam, że mniej boli mnie brzuch i dużo lepiej się wysypiam. W ciągu dnia mam więcej energii i mniejszą ochotę na jedzenie słodyczy. Jeśli chcecie wypróbować Fit Booster lub Beauty Booster skorzystajcie z kodu: makelifeeasier, aby otrzymać 25 zniżki.