If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Krótki poradnik Yeti, czyli jak przetrwać mroźne dni

    Each dweller of Tricity knows the long story, which is handed down from generation to generation, about how Gdańsk Bay froze so deep that you could travel to Hel Peninsula by taking a shortcut through it. I don’t know whether this story is true, but not so long ago, precisely in the 80s of the 20th century – in 1986 and 1987 – winter season was known for temperatures of approx. -40 degrees Celsius. In 1987, the ice in Zemborzycki Reservoir reached a record thickness of 60 cm. The fight with frosty aura had such a considerable impact on everyday life that it became a hot topic in most newspapers. However, there’s nothing strange about it – strong winter paralysed transport system as railway was frozen, owing to which passengers of a dozen or so trains were stuck on railway stations in chaos. Many municipalities were cut off from the outside world. There were electricity shortages, communities lived in total darkness, and schools cancelled lessons. There were even problems with milk supplies delivery as the weather was so cold that bottles started cracking.

  Today, our winter climate is milder, it’s warmer outside, and snow doesn’t become such a nuisance (even though motorists are always surprised even by the onset of winter). It more often happens that the rain makes the snow suddenly disappear, taking the work away from ploughs and spades. Despite that, you can get the impression that we tackle frost much worse in comparison to the past.

   We often forego walks, rushing between rooms and places – coffee shops, shopping malls, playrooms (if we are searching for entertainment for children). We choose places with underground parking lots so that we can minimise our contact with frost, we often are unable to choose appropriate winter clothes (inappropriate gloves, lack of hats, too short socks, and the infamous bare ankles), or use inappropriate cosmetics. And frost is not so bad…

 Tadeusz Gicgier, a known Polish writer, poet, and satirist once said that “winter is beautiful up until a certain Celsius degree”. However, in today's post I would like to convince you that even biting frost can be beneficial for us.

1. A few words about building one’s resistance   

   We tend to say that frost is something beneficial for our health. But is it true? In Scandinavian countries, no one is surprised at the view of a baby stroller left in -10 degrees Celsius with a child silently sleeping inside. Swedish children spend most of their day outside, regardless of the weather conditions. In Great Britain, you can often see school children marching along the streets without any warm jackets or sweaters when the temperature drops below zero. In a country where almost no one invests in snow boots – there are so few occasions for making snowmen that you can easily do that in wellies. However, what’s most interesting is that children living in such conditions don’t necessarily get sick more often in comparison to Polish children who are wrapped up in warm clothes from the top of their head to their toes. Studies show that it’s never too late (or to early) for building your resistance with cold. So what’s the influence of spending time outside on our health?  

   Fresh air, also winter air, builds our resistance. Low temperature is the best stimulus for our immune system fostering the production of immune cells. Our organism is preparing itself for changing conditions and learns how to fight against bacteria and viruses. Owing to that, winter season, biting wind, snow, and even drenching rain stop being scary and allow us to avoid exhausting cold right after careless sleighing and running around snowdrifts. But how to start building our resistance in such a way? It’s obvious that we shouldn’t start with jumping into a blowhole in the middle of winter (even though, believe me, it doesn’t hurt so much – the most difficult thing is to fight your fear). The first stage of building your resistance should be based on decreasing the number of clothes you’re wearing or making the layers thinner on colder days, increasing the number of regular walks (at least 30 minutes each day), and walking barefoot on grass and sand if the weather is favourable. It is also vital to air your flat and make sure that the temperature inside doesn’t exceed 20 degrees Celsius (or even 18 degrees Celsius in bedroom).

* * *

   Każdy mieszkaniec Trójmiasta zna przekazywaną przez dziadków historię, o tym jak Zatoka Gdańska zamarzała tak, że wozami skracano drogę na Hel. Ile w tym prawdy, nie wiem, ale jeszcze nie tak dawno, bo w latach 80. XX wieku, a dokładniej w roku 1986 i 87 zimą termometry wielokrotnie wskazywały temperaturę bliską -40 stopniom Celsjusza. W 1987 roku lód w Zalewie Zemborzyckim pobił wszystkie swoje rekordy – miał grubość 60 cm. Walka z mroźną aurą na tyle poważnie wpłynęła na życie codzienne, że stała się tematem numer jeden w większości gazet. Nie ma się jednak co dziwić – ostra zima sparaliżowała transport, bo zamarzły trakcje kolejowe przez co pasażerowie kilkunastu odwołanych pociągów utknęli na dworcach w chaosie. Wiele gmin zostało praktycznie odciętych od świata. Brakowało prądu, zapanowały ciemności, a w szkołach odwoływano zajęcia. Nawet mleka nie można było dostarczać, bo z zimna pękały butelki.

   Dziś nasz zimowy klimat stał się łagodniejszy, na zewnątrz jest cieplej, a śnieg nie sprawia nam aż tylu kłopotów (chociaż kierowcy i tak są zawsze zaskoczeni). Częściej też rozprawia się z nim padający deszcz, odbierając pracę pługom i łopatom. Mimo tego można odnieść wrażenie, że z mrozem radzimy sobie dużo gorzej niż kiedyś.

   Często odpuszczamy spacery przebiegając jedynie między pomieszczeniami – kawiarniami, galeriami i salami zabaw (jeśli szukamy rozrywki dla dziecka). Wybieramy miejsca z parkingami podziemnymi, by do minimum ograniczać kontakt z mrozem, nie potrafimy się często też ubrać (nieodpowiednie rękawiczki, brak czapek, zbyt krótkie skarpetki i słynne gołe kostki), ani skorzystać z odpowiednich kosmetyków. A mróz nie jest przecież wcale taki straszny…

   Tadeusz Gicgier, znany polski pisarz, poeta i satyryk powiedział kiedyś, że „zima jest piękna do pewnego stopnia… Celsjusza”. Ja jednak w dzisiejszym wpisie chciałabym przekonać Was, że nawet siarczysty mróz może nam wyjść na dobre.

1. O hartowaniu 

   Mówi się, że mróz sprzyja zdrowiu. Ile w tym prawdy? W krajach skandynawskich nikt nie dziwi się na widok wystawionego na dziesięciostopniowy mróz wózka ze smacznie śpiącym maluchem w środku. Szwedzkie dzieci na powietrzu spędzają większość dnia, niezależnie od pogody. W Wielkiej Brytanii nierzadki jest widok uczniaków, maszerujących po ulicach bez kurtek i ciepłych swetrów, gdy temperatura spada poniżej zera. Tam nawet mało kto inwestuje w śniegowce – okazji do lepienia bałwana jest tak mało, że można to robić w zwyczajnych kaloszach. Najciekawsze jest jednak to, że tak chowane dzieci wcale nie chorują częściej niż opatuleni od stóp do głów mali Polacy. Badania pokazują, że na hartowanie nigdy nie jest za późno (ani za wcześnie!). Jak więc przebywanie na mrozie wpływa na nasze zdrowie?

   Świeże powietrze, także zimowe, hartuje i wzmacnia odporność. Niska temperatura najlepiej stymuluje układ immunologiczny do produkcji komórek odpornościowych. Nasz organizm przygotowuje się do zmiennych warunków i uczy się, jak ma działać i jak się bronić. Dzięki temu zimowa aura, szczypiący wiatr, śnieg, a nawet moczący nas deszcz przestają być straszne i nie powodują, że po spacerze, szaleństwie na sankach i bieganiu po zaspach od razu dopadnie nas męczące przeziębienie. Tylko od czego zacząć takie hartowanie? Na pewno nie od wskakiwania do przerębla w środku zimy (chociaż uwierzcie, to wcale „nie boli” – najtrudniejsze jest przełamanie swoich blokad i strachu). Pierwszy etap hartowania powinien polegać na odchudzeniu własnej garderoby, czyli wyborze lżejszego ubrania (lub mniejszej liczby warstw) w chłodniejsze dni, regularnych spacerów (minimum 30 minut każdego dnia), a w sprzyjających warunkach bosych przechadzek po trawie lub piasku. Konieczne jest także codzienne wietrzenie mieszkania i pilnowanie, aby temperatura wewnątrz nie przekraczała 20 stopni Celsjusza (a w sypialni nawet 18).

2. The most frequent cosmetic mistake when we leave our homes.  

   The advantages of building up your resistance are one thing, but those who got really cold at least once know that it is really unpleasant. Negative outcomes of long exposure to frost are visible when our body is not appropriately prepared for such conditions. Our skin will be the first body part to feel as it is our shield. Even though low temperature makes skin exfoliation faster and fosters lymph movement, owing to which adipose tissue is decrease quicker, without an appropriate protection the state of our skin will considerably deteriorate.  

   Winter cosmetics should create an occlusive impermeable film on our skin that will isolate it from cold and wind. Their composition should contain oils, shea butter, glycerol, vitamins (especially A), and soothing ingredients (e. G. panthenol, allantoin, or rose water).  

   I’ve got couperose skin and when I come back from winter running or walks, I often get really red around my cheeks. Cold wind and exposing your face to a wide range of temperatures make veins visible and reversing this process is not that simple. To tackle this problem, I’ve got vitamin and nourishing cream by Balneokosmetyki. It contains the healing medicinal sulphide water, vitamins C and E, shea butter, allantoin, red algae extract, borage essence, and d-panthenol. The same line also features an under eye roll-on and a face mask. This cosmetic set will be useful also for individuals with sensitive and dry skin. Now, all cosmetics by Balneokosmetyki can be purchased at a more affordable price. It’s enough to use the code “zima” to get a 20 % discount until the end of February.

* * *

2. Najczęstszy kosmetyczny błąd, jaki popełniamy wychodząc na mróz.

   Pozytywy hartowania to jedno, ale chyba każdy, kto choć raz porządnie zmarzł wie, jakie to bywa nieprzyjemne. Negatywne skutki długiego przebywania na mrozie pojawiają się przede wszystkim, gdy nasze ciało nie zostanie do takich warunków odpowiednio przygotowane. Najszybciej odczuje to nasza skóra, która robi za tarczę. I choć bardzo niska temperatura przyspiesza złuszczanie naskórka i uaktywnia przepływ limfy, przez co szybciej spalana jest tkanka tłuszczowa, bez odpowiedniej ochrony cera znacznie się pogorszy.

   Kosmetyki na zimę powinny tworzyć na skórze warstwę okluzyjną (nieprzepuszczalną), która będzie ją izolować od zimna i wiatru. W ich składzie powinny się znaleźć olejki, masło shea, gliceryna i witaminy (zwłaszcza A) oraz składniki kojące (np. pantenol, alantoina lub woda różana).

   Mam cerę naczynkową i często gdy wracam z zimowego biegania lub spaceru, mam bardzo zaczerwienione policzki. Zimny wiatr i narażanie buzi na duże skoki temperatur powodują, że naczynka pękają, a odwrócenie tego procesu wcale nie jest łatwe. W walce pomaga mi krem witaminowo-odżywczy do twarzy od Balneokosmetyki. W jego skład wchodzi lecznicza woda siarczkowa, witamina C i E, masło shea, alantoina, ekstrakt z czerwonej algi, olej z ogórecznika i d-pantenol. Z tej samej serii można też kupić roll-on pod oczy i maskę. Zestaw kosmetyków na pewno przyda się również osobom z wrażliwą i suchą skórą. Teraz wszystkie kosmetyki od polskiej marki Balneokosmetyki można kupić w lepszej cenie. Wystarczy użyć kodu rabatowego "zima", aby otrzymać 20% zniżki do końca lutego.

3. No two onions are alike. Winter clothes that really keep you warm.  

   The popular Danish saying claims that bad weather doesn’t exist, there are only bad clothes. First and foremost, we should wear a few layers of clothes but use this rule reasonably – a method of three layers will be suitable. The layer wicking moisture should be the closest to your skin, then insulation, and at the end a layer protecting you against wind and rain. It’s also great to know the properties of various fabrics. One of the best fabrics protecting you against cold is wool (it can be sheep wool, alpaca wool, or even camel wool). It’s the best fabric when it comes to maintaining optimal body temperature simultaneously allowing the skin to breathe. It also protects us against UV radiation. Lanoline (animal fat) covering the fine bristles protects against humidity and has anti-bacterial properties. A bad idea is nylon tights worn under trousers – they cool out the organism and they tend to dry for a very long time when they get wet from, for example, melted snow.   However, feet are the most prone to drenching and hypothermia. There’s only a layer of material and shoe sole separating them from the cold ground. If the shoes are too low, snow and water can easily get inside. Some claim that common cold starts precisely from our feet. That’s why the best solution here is solid snow boots. The warmest in the world are surely the famous Moon Boot – they are particularly great at isolating the temperature and it’s impossible that they would get wet. On top of that – they are very comfortable and you can step forward confidently on the snow-covered pavements. I use my pair mostly when it’s really cold, but my daughter wears them almost throughout the whole winter.  

   They say that the largest amount of heat escapes through our heads. Are there any scientific proofs that would corroborate this theory? In 2008, scientists from the University of British Columbia proved that human loses as much as 11% of heat, taking into consideration the area of this body part in comparison to the rest of our body. Does that mean that winter hats can stay at the bottom of your wardrobe? They can’t! Head has the lowest fat content in comparison to other body parts so we need to help it with insulation. Headgear has to be made of natural fabric – cashmere or wool.   I’m a really chilly person, that’s why I tend to wear clothes that are really great warmth-wise around my home. Before you choose a comfy sweatsuit, check whether the cotton is thickly sewn. Such cotton will be extremely warm and pleasant in wearing. Good cotton won’t stretch after washing. The Polish brand Hibou Essentials, which produces its clothes from top-quality fabrics, is unparalleled in this field.  

   The blanket that you can see in the photo is extremely warm despite the fact that it’s not thick. It’s owing to the composition – 100% of cashmere guarantees that you won't freeze, even on the coldest winter evenings. Cashmere has the best ratio of weight and insulating properties (that’s why a thin cashmere sweater is better at keeping you warm that a thick acrylic one). Now you can purchase it at a considerably lower price in Mongolian online store.

* * *

3. Cebula cebuli nie równa. Zimowe ubrania, które naprawdę grzeją.

   Popularne duńskie powiedzenie głosi, że nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. Przede wszystkim należy zakładać kilka warstw ubrań, ale robić to z głową –  sprawdzi się metoda trzech warstw, czyli najbliżej skóry ta odprowadzająca wilgoć, następnie izolacja i na wierzch odzież chroniąca przed wiatrem i opadami. Warto znać właściwości tkanin. I tak jednym z najlepiej chroniących przed zimnem materiałów jest wełna (może być włosie owiec, lam a nawet wielbłądów). Najlepiej utrzymuje optymalną temperaturę ciała, a przy tym pozwala skórze oddychać. Broni nas także przed promieniowaniem UV, a lanolina (zwierzęcy tłuszcz) pokrywająca włókna chroni przed wilgocią i działa antybakteryjnie. Złym pomysłem są nylonowe rajstopy zakładane np. pod spodnie – wychładzają organizm, a zawilgocone np. roztopionym śniegiem bardzo długo schną.

   Na przemoczenie i wyziębienie zimą najbardziej narażone są jednak stopy. Od zimnego podłoża dzieli je tylko warstwa materiału i podeszwa buta. Jeśli buty są zbyt niskie śnieg i woda łatwo dostają się do środka. Niektórzy twierdzą, że od stóp właśnie zaczyna się przeziębienie. Dlatego dla mnie w tym temacie najlepszą robotę robią porządne śniegowce. Najcieplejsze na świecie to z całą pewnością słynne Moon Boot – wyjątkowo dobrze izolują temperaturę i nie ma szans, żeby przemokły. Mało tego – są bardzo wygodne i można w nich stawiać pewne kroki np. na ośnieżonych chodnikach. Ja swoją parę noszę przede wszystkim, gdy jest bardzo zimno, ale moja córka chodzi w nich prawie przez całą zimę.

   Podobno najwięcej ciepła ucieka przez głowę. Czy istnieją naukowe dowody, które potwierdzałyby tę teorię? W 2008 roku naukowcy z University of British Columbia udowodnili, że człowiek traci przez głowę mniej więcej tyle ciepła, ile należałoby się spodziewać, wziąwszy pod uwagę powierzchnię tej części ciała – czyli 11%. Czy to oznacza, że czapki mogą zostać na dnie szafy? Nie mogą! Głowa ma najmniej tłuszczu ze wszystkich części ciała, więc trzeba jej pomóc z izolacją. Nakrycie głowy musi być wykonane z naturalnego materiału – kaszmiru lub wełny.

   Jestem straszliwym zmarzlakiem, dlatego nawet w domu staram się chodzić odpowiednio ubrana. Zanim wybierzecie wygodny dres, zwróćcie uwagę na to, czy bawełna jest grubo czy cienko tkana. Pierwsza wersja materiału zapewni nam przyjemne ciepło, druga wręcz przeciwnie. Dobra bawełna nie rozciągnie się w praniu. W tej dziedzinie nie ma sobie równych polska marka Hibou Essentials, która szyje z materiałów doskonałej jakości.

   Koc, który widzicie na zdjęciu jest bardzo ciepły mimo tego, że nie jest gruby. To zasługa składu – 100% kaszmir daje gwarancję, że nie zamarzniecie nawet w najchłodniejsze wieczory. Kaszmir ma najlepszy stosunek wagi do właściwości izolacyjnej (to dlatego cienki kaszmirowy sweter grzeje lepiej niż najgrubszy sweter z akrylu). Teraz możecie go kupić w dużo niższej cenie w sklepie Mongolian.

Czarna herbata Earl Grey marki Sir Adalbert's Tea jest bardzo aromatyczna, w jej skład między innymi wchodzi kardamon i płatki bławatka. Teraz możecie wszystkie herbaty Sir Adalbert's Tea kupić w lepszej cenie. Użyjcie kod MLE15, aby otrzymacie 15% zniżki na wszystkie mieszanki – promocja będzie ważna do 10 lutego.

4. What to do to keep up in frosty weather?  

   Movement is the key, also on winter evenings when there’s a blizzard behind the window. Outdoor activity improves the functioning of our brains and concentration, it also provides our organisms with vitamin D and increases the production of serotonin which relaxes and calms us down. What’s more, it turns out that people who spend more than 30 hours outside on a weekly basis sleep better – they need less time for full recovery. The studies conducted at the Harvard University in 2005 show that a quick 35-minute walk five times a week or a 60-minute walk three times a week decreases the onset of depression and improves the overall state of our physical and mental health.  

   If you’re not convinced yet, I’ve a got a really tasty solution to that. For those who can’t get warm during the first 15 minutes outside (nor look optimistically at the situation), I recommend a thermos flask with tea. It’s best to choose one that has warming properties. Thus, one with cinnamon, cloves, or ginger. Now some trivia – lately, I’ve read the article “black list of teas containing pesticides” and I’ve learnt that many popular teas in bags contain plenty of pesticides – check whether you don’t have any of these in your cupboards. I can easily recommend my favourite tea by Sir Adalbert's Tea. The blend that you can see in the photo contains cardamom and has warming properties. The tea is packed in cardboard boxes which guarantees that the blend will stay fresh and intense in taste after opening.

* * *

4. Co zrobić, aby wytrzymać na mrozie jak najdłużej?

   Ruch, ruch i jeszcze raz ruch, także w zimowe dni, kiedy za oknami sypie śnieg. Aktywność na świeżym powietrzu poprawia funkcjonowanie mózgu, naszą koncentrację, dostarcza witaminę D oraz zwiększa produkcję serotoniny, która relaksuje i uspokaja. Poza tym okazuje się, że osoby przebywające na dworze ponad 30 godzin w tygodniu lepiej śpią – potrzebują mniej czasu, by w pełni się wyspać. Z przeprowadzonych w 2005 r. na Uniwersytecie Harvarda badań wynika, że szybki spacer przez 35 minut dziennie pięć razy w tygodniu lub 60 minut dziennie trzy razy w tygodniu niweluje symptomy początkowej depresji i poprawia ogólny stan zdrowia psychicznego i fizycznego.

   Jeśli to jednak Was nie przekonało, mam bardzo smaczny patent. Wszystkim, którzy przez pierwsze 15 minut przebywania na mrozie nie potrafią się rozgrzać (ani spojrzeć na sytuację z optymizmem), polecam termos z herbatą. Najlepiej taką, która ma właściwości rozgrzewające, czyli w składzie zawiera np. cynamon, goździki lub imbir. Z ciekawostek – ostatnio przeczytałam artykuł „czarna lista herbat z pestycydami”, z którego dowiedziałam się, że sporo popularnych herbat w saszetkach ma ogromną ilość pestycydów – sprawdźcie czy nie macie ich swojej kuchennej szafce. Z czystym sumieniem mogę Wam za to polecić moją ulubioną herbatę Sir Adalbert's Tea. Widoczna na zdjęciu mieszanka ma w składzie kardamon, który ma właściwości rozgrzewające. Herbata zapakowana jest w kartonik, który gwarantuje, że po otwarciu mieszanka pozostanie przez cały czas świeża i intensywna w smaku.

5. Can you get ill from spending your time in freezing weather?

   Surprisingly, it’s easier to get ill in the autumn season when it’s warmer than during winter negative temperatures. Extremely low temperatures kill many germs and pathogens waiting to impair our health. A similar fate awaits parasites and sizeable populations of hibernant worms – flies, mosquitoes, midges, and dust mites, the horror or allergy sufferers. That’s why it’s worth airing your flat on very cold days and leaving your bedding on the balcony, including pillows and children’s toys (and close them in the freezer overnight in the summer).

  You can also help yourself by mixing tea with raspberry juice, ginger, or honey – that’s how we can improve our resistance. Our grandmother’s onion syrup will be great as well. Substances that can be found in such “medicine” can hinder multiplying viruses and germs.

   In fact, cold is not the culprit here – coming into contact with viruses is the most frequent cause of health problems. A simple touch, staying close to an ill person, or coming into contact with infected items are enough to contract a disease. It’s always advisable to stay vigilant! We’ll decrease the risk by frequently washing our hands (especially after handshake with a sneezing person), wiping all types of buttons with antibacterial tissues – including TV remotes, keyboards, and light switches. These are areas that we most often touch, hence, we get the most germs and viruses from those items.

   I hope that I was able to warm the cold thoughts at least a little bit. Instead of counting down the days until spring, let’s try to use the remaining frosty weeks to increase our resistance, kill germs, and the bliss of sleighing as well as making snowmen and snow angels.

* * *

5. Czy od mrozu można zachorować?

   O dziwo łatwiej jest zachorować jesienią, kiedy jest cieplej niż podczas zimowych, ujemnych temperatur. Silne mrozy zabijają wiele drobnoustrojów i patogenów czyhających na nasze zdrowie. Podobny los czeka pasożyty i spore populacje zimujących robaków – much, komarów, muszek, oraz koszmaru alergików, czyli żyjących w kurzu roztoczy. Dlatego podczas silnych mrozów warto wietrzyć mieszkanie i wynosić na balkon pościel, poduchy, a nawet dziecięce przytulanki (a latem potrzymać je przez noc w zamrażalniku).

   Możemy sobie pomóc pijąc herbatę z łyżką soku malinowego, imbiru lub miodu – wspieramy w ten sposób naszą odporność. Dobrze też działa babciny syrop z cebuli. Zawarte w takich „lekach” substancje potrafią zahamować mnożące się wirusy i bakterie.

   Tak naprawdę to nie chłód, a styczność z wirusami jest najczęstszą przyczyną zdrowotnych niedyspozycji. A do zarażenia wystarczy dotknięcie, zbliżenie się, a nawet kontakt z opanowanymi przez zarazki przedmiotami. Czujności nigdy za wiele! Ryzyko zmniejszamy myjąc często ręce (zwłaszcza po przywitaniu z kichającą osobą), przecierając antybakteryjnymi chusteczkami wszelkie przyciski, od tych na klawiaturze komputera, przez piloty od tv, po włączniki światła. To strefy, których najczęściej się dotyka, a tym samym zostawia i zabiera bakterie i wirusy.

   Mam nadzieję, że choć odrobinę rozgrzałam wszystkie chłodne myśli. Zamiast odliczać dni do wiosny spróbujmy wykorzystać ostatnie mroźne tygodnie na poprawianie odporności, wymrażanie zarazków oraz zwyczajną dziecięcą radość z jazdy na sankach, lepienia bałwanów i robienia aniołów na śniegu.

 

Najlepsze kosmetyczne hity roku 2018

   Over the last twelve months, I tested at least thirty different cosmetic brands. Due to the fact that I’ve already recommended many products on the blog, I always try to approach the assessment meticulously. To be sure whether a given cosmetic has all the properties stated on the package, I use it in accordance with the instructions provided by the producer and I avoid mixing brands over that period of time. In such a way, I try to test a given product for approximately three to four weeks. If I don’t use the whole product during that time and it was good, I go back to it, for example, when another one turns out to be a total dud. Over the last year, I used the greatest number of scrubs and face masks. The second place went to face creams, and the third place went to face gels / face foams. I don’t use many makeup cosmetics so I rarely decide to make a review of them, but over the past year a few makeup hits were able to really spark.  
   That’s why it’s time for a brief summary of well-tried and tested cosmetics from the previous year. Most of them can be found in Rossmann, Hebe, or Douglas stores. Only some of them were ordered online or purchased in a brand store as they were worthwhile. My ranking was dictated mostly by effectiveness, availability, and price. These are my cosmetic hits of 2018:

* * *

   Przez ostatnie dwanaście miesięcy przetestowałam co najmniej trzydzieści różnych marek kosmetycznych. Ponieważ wiele produktów polecam Wam później na łamach tej strony, to staram się zawsze skrupulatnie podchodzić do ich oceny. Aby mieć pewność czy dany kosmetyk jest zgodny z obiecywanym efektem, używam go zgodnie z zaleceniami producenta i w tym czasie nie mieszam marek. W ten sposób staram się testować daną rzecz około trzech, czerech tygodni. Jeśli nie zużyję w tym czasie całego kosmetyku, a był dobry, wracam do niego na przykład kiedy jakiś inny okazuje się kompletnym niewypałem. Przez ostatni rok najwięcej zużyłam peelingów i masek do twarzy. Na drugim miejscu znalazły się kremy do twarzy, a na trzecim żele/ pianki do mycia twarzy. Nie używam wielu kosmetyków do makijażu, tym samym rzadko decyduję się na ich recenzję, ale w ciągu roku kilku perełkom udało się zabłysnąć.
   Czas więc na małe podsumowanie wypróbowanych przez mnie kosmetyków w minionym roku. Większość z nich znajdziecie w Rossmannie, drogeriach Hebe czy Douglasie. Tylko niektóre z nich zamawiałam przez internet lub wyszukiwałam w firmowym sklepie, bo były warte takiej fatygi. W moim rankingu kierowałam się przede wszystkim skutecznością, dostępnością i ceną. Oto moje kosmetyczne hity roku 2018:

1. Best face cream

When choosing the best face cream, I decided to follow a few criteria. I was trying to mostly find a golden mean between effectiveness and price. It’s not a big deal to find a face cream that works but costs PLN 1000. I’d be pleased to prepare a post about more expensive products, but today I’d rather focus on cosmetics that aren’t overrated and that are affordable, easily accessible, and, of course, effective. Apart from the appearance of your skin after the application, I also assessed the absorption time and the way the makeup looks on top of it. Taking this into consideration, the first place went to Bielenda "Botanic Formula” with hemp oil and saffron. Despite the fact that in my test I wasn’t focusing on the natural ingredients used in this face cream, Bielenda won’t disappoint you in this matter as well – as many as 98% of ingredients are of natural origin. 

2. Best face and makeup removal gel

Another product that got its place in the ranking is a face gel. In this respect, the choice was tough as this year, I had the opportunity to test a few and each of them was similar when it came to the outcome. My favourite product – Cremorlab Refreshing Cleansing Gel – stood out with its composition. It is based on T.E.N. thermal water which contains 10 rare minerals: selenium, germanium, potassium, zinc, vanadium, calcium, manganese, copper, and sodium. Apart from that, the cosmetic nicely cleanses your face and is extremely delicate. It has a gel texture so you don’t have to shake it before use (like in case of foam products). It’s easy in use – it has a feeder like a liquid soap so it’s enough to press it once to get some product on your hands. Such solutions are the best when I’ve got my palms in foundation and I don’t really have to struggle with the package (or smutch it) to get them washed. The gel is available, among others, in Douglas – the cost is PLN 129 for 150 millilitres.

* * *

1. Najlepszy krem do twarzy
Wybierając najlepszy krem do twarzy postanowiłam kierować się kilkoma kryteriami. Starałam się przede wszystkim znaleźć złoty środek między skutecznością a ceną. To żadna sztuka znaleźć krem, który działa, ale kosztuje 1000 złotych. Z przyjemnością przygotowałabym dla Was wpis o produktach z najwyższej półki, ale dziś wolę polecić kosmetyk, który jest nieprzereklamowany, niedrogi, łatwo dostępny i oczywiście skuteczny. Poza wyglądem skóry po aplikacji, oceniałam też jego szybkość wchłaniania i to jak prezentuje się na nim makijaż. Pod tymi względami najwyżej uplasował  się krem Bielenda "Botanic Formula” z olejem z konopi i szafranem. I mimo tego, że w moim teście nie skupiałam się na naturalnym składzie, to Bielenda w tym temacie również nie zawodzi – aż 98% składników jest pochodzenia naturalnego.  

2. Najlepszy żel do mycia twarzy i demakijażu

Kolejnym produktem, który umieściłam w zestawieniu, jest żel do mycia twarzy. Tutaj wybór był trudny, bo w tym roku miałam okazję testować ich kilka i każdy sprawdzał się podobnie. Mój faworyt – Cremorlab Refreshing Cleansing Gel – wyróżnia się składem, bo bazuje na wodzie termalnej T.E.N.,  która zawiera 10 rzadkich minerałów: selen, german, magnez, potas, cynk, wanad, wapń, mangan, miedź, sód. Poza tym kosmetyk dobrze oczyszcza skórę, a przy tym jest wyjątkowo delikatny. Ma konsystencję żelową, więc nie trzeba nim potrząsać przed użyciem (jak w przypadku pianek). Jest prosty w użyciu – ma dozownik jak mydło w płynie, więc wystarczy raz przycisnąć, aby kosmetyk znalazł się na dłoniach. Najbardziej doceniam takie rozwiązanie, gdy mam brudne od podkładu ręce i żeby je umyć nie muszę mocować się z opakowaniem (ani go brudzić). Żel kupimy między innymi w Douglasie – koszt to 129 złotych za 150 mililitrów.

3. Best weapon for removing blemishes

If your issue is blemishes or – just like in my case – one zit immediately leads to inflammation that always leaves a red spot, you need to get this product. The set Yasumi "Med Box Whitening" contains five ampoules, a mask, and a brush. The standard treatment lasts ten days, doesn’t waste our time, and we don’t have to avoid other people during it – our skin doesn’t peel off and you can apply makeup easily (it’s best to familiarise yourself with a how-to video here). My favourite outcome is after the “whitening” ampoule – our complexion is brightened and small veins and scars disappear. I always have a little bit of it with me so that I can use it immediately when I see an incoming zit. That’s how I prevent blemishes from appearing on my face. The whole set costs PLN 79, but the ampoules can be purchased separately for PLN 17. Yasumi cosmetics are available in Hebe drugstores, in Yasumi cosmetic salons, and online.

* * *

3. Najlepsza broń w usuwaniu przebarwień

Jeśli macie problem z przebarwieniami albo – tak jak w moim przypadku – jeden wyprysk prowadzi od razu do stanu zapalnego, po którym zawsze zostaje czerwony ślad, to ten produkt musi znaleźć się w waszej kosmetyczce. W zestawie Yasumi "Med Box Whitening" jest pięć ampułek, miseczka i pędzelek. Standardowo kuracja trwa dziesięć dni, nie zabiera nam czasu i nie trzeba w trakcie jej stosowania unikać ludzi – nie schodzi po tym skóra i można się normalnie malować  (najlepiej zapoznać się z filmikiem instruktażowym tutaj). Ja najbardziej lubię efekt po ampułce „Whitening” – cera jest po niej rozświetlona, a w dodatku zanikają naczynka i małe blizny. Odrobinę tej ampułki zawsze mam przy sobie, żeby w razie pojawienia się wyprysku od razu zapobiec przebarwieniu. Cały zestaw kosztuje 79 złotych, ale ampułki można też kupić osobno po 17 złotych za sztukę. Kosmetyki Yasumi są dostępne w drogeriach Hebe, w salonach kosmetycznych Yasumi i przez stronę internetową marki.

4. Best body scrub

My favourite body cosmetic of all is body scrubs – I use them a lot as I use a self-tanner throughout the year and it requires appropriate exfoliation. My online loot MIYA "mySOSscrub” gets its place in the ranking (it is available here). It has perfect compositions – it is 99.6% natural. It exfoliates epidermis with the use of a mix of salt and sugar – it’s important as the plastic microbeads present in most body scrubs are harmful for environment and our health. This product smells of raspberry and coconut, and its use is pure pleasure. It can be used by pregnant women as well. For 200 grams, you’ll pay less than PLN 40.

* * *

4. Najlepszy peeling do ciała

Ze wszystkich rodzai kosmetyków pielęgnacyjnych najbardziej lubię peelingi do ciała – używam ich sporo, bo przez cały rok stosuję samoopalacz, który wymaga dokładnego złuszczania skóry. W zestawieniu ląduje łup z Internetu MIYA "mySOSscrub" (można go też kupić – tutaj). Ma znakomity skład – aż w 99,6% naturalny. Naskórek złuszczamy solą połączoną z cukrem – to ważne bo plastikowe mikrogranulki znajdujące się w większości peelingów są szkodliwe dla środowiska i naszego zdrowia. Ten produkt pachnie maliną i kokosem, więc jego używanie jest czystą przyjemnością. Mogą go stosować także kobiety w ciąży. Za 200 gramów trzeba zapłacić niecałe 40 złotych.

Teraz wszystkie kosmetyki Hello Body możecie kupić z 20 procentową zniżką – wystarczy pod koniec zakupów użyć hasła „MLE” (promocja łączy się z przecenionymi produktami).

5. Best face mask

I’ve been using this face mask every weekend for some time, and there’s more than half of the package left. It’s very efficient, and it seems that the skin starts to absorb it immediately after the application. If you decide to buy it, I recommend taking a photo before and after the application – the difference will be visible with the naked eye. Pay special attention to the area around your nose – the Hello Body "Coco Wow” mask  is perfect for cleansing pores. It is characterised by particularly rich composition. It is vegan, alcohol-free, silicone-free, paraben-free, and microplastics-free. What’s important – it isn’t tested on animals.

* * *

5. Najlepsza maska do twarzy

Tej maseczki używam od jakiegoś czasu w każdy weekend, a mam jeszcze ponad połowę opakowania. Jest bardzo wydajna, a po nałożeniu ma się wrażenie, jakby skóra ją piła. Jeśli się na nią zdecydujecie, proponuję zrobienie sobie zdjęcia przed i po aplikacji – różnice będą widoczne gołym okiem. Koniecznie zwróćcie uwagę na okolicę nosa – maska Hello Body "Coco Wow” bardzo dobrze radzi sobie z oczyszczaniem porów. Ma też wyjątkowo bogaty skład, jest wegańska, nie zawiera alkoholu, silikonów, parabenów ani mikroplastików. Co ważne – nie jest testowana na zwierzętach.

6. Best brush

This year, it was the first time that I decided to purchase a professional eye makeup brush. I chose a medium size, typical for applying eye shadows by MAC. I was able to get it quite recently during Black Friday, when everything was discounted by 25%. The difference between that one and my old brush is crushing – even the colour of eye shadows is different (lighter). Besides, the eye shadows don’t crumble and are easier to blend on the eyelid. My eyes really started to look different. Maybe I’m not skilled in this topic, but if you are searching for a new brush, I can easily recommend that one.

7. Best eye shadows

Eye shadows are those cosmetics that I never finish (you can also count in nail polishes and lipsticks). However, there’s a small exception, namely the basic bronze palette by Chanel „Les 4 Ombres", 08 Clair-obscur (I once read that Polish women love bronze colours the most when it come to Europe). I love this product – eye shadows have ideal pigmentation (that is medium – I don’t like if they are strong and difficult to remove), they don’t crumble, and are very durable and efficient. It is my second palette, the previous one was enough for more than a year of everyday use. The one that you can see in the picture is already a few months old and, as you can notice, it will last for a very long time.

* * *

6. Najlepszy pędzel

W tym roku pierwszy raz zdecydowałam się na zakup profesjonalnego pędzla do makijażu oka. Wybrałam średni rozmiar, typowy do nakładania cieni marki MAC. Zdobyłam go niedawno podczas  akcji Black Friday, kiedy wszystko było przecenione o 25%. Różnica między moim starym pędzlem a tym, jest kolosalna – nawet kolor cieni jest inny (jaśniejszy). Poza tym cienie się nie kruszą i łatwiej rozcierają na powiece. Moje oczy naprawdę zaczęły wyglądać inaczej. Może nie jestem bardzo biegła w tym temacie, ale jeśli szukacie nowego pędzla, to ten mogę polecić z czystym sumieniem.

7. Najlepsze cienie do powiek

Cienie do powiek są tymi kosmetykami, których prawie nigdy nie dokańczam (zaliczam do tego grona też lakiery do paznokci i pomadki). Jest jednak mały wyjątek, a mianowicie podstawowa paleta odcieni brązu od Chanel „Les 4 Ombres", kolor 308 Clair-obscur (kiedyś przeczytałam, że Polki najbardziej ze wszystkich kobiet w Europie kochają brązy na powiekach). Uwielbiam ten produkt – cienie mają idealną pigmentację (czyli średnią – nie lubię jak są mocne i trudne do zmycia), nie kruszą się i wystarczają na bardzo długo. To jest już moja druga paletka, poprzednia starczyła mi na ponad rok przy codziennym stosowaniu. Tę widoczną na zdjęciu mam już parę miesięcy i jak sami widzicie, jeszcze na długo mi wystarczy.

8. Best highlighter

A highlighter is the biggest novelty in my makeup bag. Recently, I’ve purchased a set of two ampoules of an Australian brand Becca for PLN 79 in Sephora. The brand specialises in highlighting and allegedly it has been unrivalled in this field. Both highlighters are in Opal, but the liquid has considerably greater pigmentation and you need to be really careful with it – especially if you’ve got light complexion. After finishing the samples, I’ll buy the powder version as it is slightly cheaper and gives a more delicate effect. If it wasn't for the price, I would probably buy both versions, but it would amount almost to PLN 300. Despite that fact, I’m thrilled by their quality and effect – the brand will stay with me for long!

9. Best blush

Bobbi Brown blush "Shimmer Brick" has been with me for a very long time and I use it on an everyday basis. What’s interesting, it is also one of the few blushes that don’t result in a rash or burning cheeks (I’m prone to allergy). I value it for being durable and giving a great effect on the skin. It can be easily applied and spread on the cheek and stays for a whole day without the need for any touch-ups. It contains shimmery particles and provides you with an additional brightening effect. It is extremely efficient – most of the above-mentioned products are characterised by this advantage, but this blush takes the first place in this respect. Despite its high price (PLN 225), I still think that it is money well spent.

10. I wanted the last product to be picked by you. You should definitely write in the comments what’s your favourite cosmetic of the previous year. I’ll be eager to already start testing new products!

* * *

8. Najlepszy rozświetlacz

Rozświetlacz jest najnowszym produktem w mojej kosmetyczce. Niedawno kupiłam w zestawie dwie próbki australijskiej marki Becca za 79 złotych w Sephorze, która specjalizuje się w rozświetlaniu i podobno pod tym względem nie ma sobie równych. Obydwa rozświetlacze mają odcień Opal, ale ten płynny ma dużo ciemniejszą pigmentację i trzeba z nim uważać – zwłaszcza przy jasnej cerze. Po wykończeniu próbek kupię wersję pudrową, bo jest trochę tańsza i nadaje delikatniejszy efekt. Gdyby nie cena to pewnie skusiłabym się na obydwie wersje, ale byłby to koszt prawie 300 złotych. Mimo to jestem zachwycona ich jakością i efektem – ta marka zostanie ze mną na długo!

9. Najlepszy róż

Róż Bobbi Brown "Shimmer Brick" jest już ze mną bardzo długo i używam go codziennie. Co ciekawe, jest to też jeden z niewielu róży, po którym nie mam wysypki ani wypieków (mam skłonność do alergii). Cenię sobie go za to, że jest bardzo trwały i świetnie wtapia się w skórę. Ładnie rozprowadza się na policzku i pozostaje na nim niemal cały dzień bez potrzeby poprawiania makijażu. Zawiera błyszczące drobinki, więc daje dodatkowy efekt rozświetlenia. Jest niezwykle wydajny – większość z wyżej wymienionych produktów może pochwalić się tą zaletą, ale ten róż zdobywa w tym aspekcie pierwsze miejsce. Pomimo wysokiej ceny (kosztuje 225 złotych) uważam, że są to dobrze „zainwestowane” pieniądze.

10. Chciałabym aby ostatni produkt na tej liście został wybrany przez Was. Koniecznie napiszcie w komentarzach, jaki jest Wasz faworyt minionego roku. Z chęcią zacznę już testować nowe produkty!

Instagram vs. prawdziwe życie

 

 

Jak sporządzić idealną listę zadań i zakupów na święta – poradnik świątecznej łamagi…

 

  Some time ago, Kantar Millward Brown company carried out research commissioned by PayPal concerning the Christmas stress and habits. The respondents of the questionnaire came from 10 European countries. Poles were the ones who turned out to be the most stressed out nation when it comes to Christmas shopping (more than 34%). It seems that we get stressed out mostly because we postpone the purchase of Christmas gifts until the last few days before Christmas – only 7% solves this problem at the beginning of December. Were we to add the fear of not being able to find an appropriate gift (68%) or the concern that the gift won’t be enjoyed by the recipient (56%), we’d get a ticking bomb that would easily go off when it comes into contact with crowded shopping malls, queues in the shops, and traffic jams on the streets. And this is only one of the elements of Christmas preparations.  

   Therefore, the first thing to deal with is the Christmas gifts – since we are so stressed about them, it’s best to solve the problem as fast as possible. I recommend not to leave packing them until before Christmas Eve as usually it takes longer than we’ve planned (not to mention that we can run out of tape that is nowhere to be found on that particular day). It’s best to plan larger cleaning tasks for the two upcoming weekends, but plan them only for one day so that you don’t feel that you’re wasting your free time. This year, Christmas Eve is on Monday, but if we’ve got the possibility to leave work earlier, it’s best to plan the shopping on the preceding Thursday – the shopping will be quicker as we’ll avoid the Saturday crowds. Owing to that, we can postpone decorating our houses until the last moment and simply treat it as pleasure.  

   Christmas time is one of the most important holidays of the year for many of us. We love decorating the Christmas tree, hanging lights on the balcony, waiting impatiently for the first snow, and finally, we’ve got some time to spend it with our nearest and dearest. However, it doesn’t change the fact that during the few weeks preceding the relaxation period, we often think about all of the things that can go wrong. There are so many things that I’ve forgotten. There are so many things that I won’t have time to do…  

   There are only 12 days left until the Christmas Eve, and if you feel that a warning lamp is already on in your head, take a deep breath and instead of losing your head, prepare a thorough action plan.

* * *

   Jakiś czas temu firma Kantar Millward Brown przeprowadziła badania na zlecenie PayPal o bożonarodzeniowym stresie i zwyczajach. Odpowiedzi na ankiety udzielali mieszkańcy 10 europejskich krajów. To Polacy okazali się najbardziej zestresowanym narodem, jeśli chodzi o świąteczne zakupy (aż 34%). Wygląda na to, że stresujemy się przede wszystkim dlatego, że zostawiamy kupno świątecznych prezentów na ostatnią chwilę – tylko 7% z nas załatwia ten temat już na początku grudnia. Jeśli dodamy do tego strach przed nieznalezieniem odpowiedniego podarku (68%) lub obawę, że się nie spodoba (56%) mamy tykającą bombę, która po kontakcie z zatłoczonymi centrami handlowymi, kolejkami w sklepach i korkami na ulicach bardzo łatwo może wybuchnąć. A to przecież tylko jeden z elementów świątecznych przygotowań.

   Na pierwszy ogień powinny pójść więc sprawy związane z prezentami – skoro ich kupno stresuje nas najbardziej, lepiej szybko mieć to z głowy. Proponuję też nie zostawiać ich pakowania do Wigilii, bo zwykle zajmuje nam to więcej czasu niż założyłyśmy (nie mówiąc już o tym, że w trakcie może nam zabraknąć na przykład taśmy klejącej, której tego dnia już nigdzie nie znajdziemy). Większe porządki dobrze zaplanować na dwa kolejne weekendy, ale wybrać tylko po jednym dniu, tak by nie czuć, że zmarnowaliśmy czas wolny. Wigilia w tym roku wypada w poniedziałek, ale jeśli mamy możliwość urwania się z pracy, lepiej zaplanujmy zakupy na poprzedzający ją czwartek – pójdzie nam szybciej, bo unikniemy sobotnich tłumów. Dzięki temu dekorację domu możemy zostawić sobie na ostatnią chwilę i potraktować ją jako przyjemność.

   Boże Narodzenie dla wielu z nas jest najważniejszym świętem w roku. Uwielbiamy ubierać choinkę, rozwieszać lampki na balkonie, z niecierpliwością czekamy na pierwszy śnieg i w końcu mamy chwilę na to, żeby spędzić czas z najbliższymi. Nie zmienia to jednak faktu, że w ciągu kilku tygodni poprzedzających ten czas relaksu, nie raz zdarza mi się myśleć o tym, jak wiele rzeczy może się jeszcze nie udać. O jak wielu rzeczach zapomniałam. Na jak wiele rzeczy nie znajdę czasu…

   Do kolacji Wigilijnej zostało nam tylko 12 dni i jeśli czujecie, że wasz zapalnik już się pali, weźcie głęboki oddech i zamiast działać w szale i na oślep, przygotujcie porządny plan działania.

Gifts  

I can imagine that you’ve already got most of the gifts for your nearest and dearest (or at least you know exactly what things to buy or prepare). We usually got some issues with gifts for people that we don’t really know that well. I’ve created a list in case of Christmas with an uncle whom you’ve seen twice so far, your brother’s new girlfriend (about whom you were informed two days before Christmas Eve), or a very distant relative on aunt Krysia’s side (an aunt who always has something for me, and I don’t even know her name). The best to choose in such a situation are useful little somethings. Here, you’ve got a description of gifts that will spark a genuine smile without hitting your pockets too much.

* * *

Prezenty

Domyślam się, że prezenty dla najbliższych macie już w większości z głowy (albo przynajmniej dokładnie wiecie, co chcecie kupić lub zrobić). Problemem zwykle są upominki dla osób, których nie znamy tak dobrze. Tę listę stworzyłam na wypadek świąt spędzanych z wujkiem widzianym dwa razy w życiu, z nową dziewczyną brata (a o której istnieniu dowiedzieliście się dwa dni przed Wigilią) lub żoną kuzyna mamy od strony cioci Krysi, która zawsze ma coś dla mnie, a ja nie pamiętam nawet jej imienia. Najlepsze w takich wypadkach są przydatne drobiazgi. Oto spis uniwersalnych prezentów, które wywołają szczery uśmiech bez przesadnego naginania naszego budżetu.

Widoczna na zdjęciu herbata to mieszanka czarnej herbaty i suszonego ananasa. Od dziś do 23 grudnia cały asortyment ze strony Sir Adalbert's Tea można kupić o 15% taniej – podczas zakupów wystarczy użyć hasła „mle15”.

Tea – it has something noble to it and will be useful for anyone. Especially if we take the effort to get a unique product, that is a blend that is weighted out by hand and sold in a tea shop (we can find them at most shopping malls). You can write a special dedication, e. g. “for magical winter evenings” on the package. It’s even easier to order such a tea online to avoid the tiring crowds of people. My favourite shop is Sir Adalbert's Tea. On their website, you’ll find numerous exceptional high-quality blends.

Candles – a little something that always makes you smile. It is a very neutral present that can be given to anyone. I most often buy them at TKMaxx and H&M Home.

* * *

Herbata – ma w sobie coś szlachetnego i każdemu się przyda. Zwłaszcza jeśli postaramy się o wyjątkowy produkt, czyli ręcznie odważoną mieszankę sprzedawaną w herbaciarniach (znajdziemy je w większości galerii handlowych). Na opakowaniu można napisać specjalną dedykację np. „na magiczne zimowe wieczory”. Jeszcze łatwiej jest zamówić taką herbatę przez internet pozostając w trybie unikania męczących tłumów. Mój ulubiony sklep to Sir Adalbert's Tea. Na ich stronie znajdziecie mnóstwo wyjątkowych mieszanek o wysokiej jakości.

Świeczki – niby nic, a zawsze cieszy. To bardzo neutralny prezent, który można podarować każdemu. Ja najczęściej kupuję je w TKMaxx i H&M Home.

Kalendarze od Marty Zbierskiej z MAKY Creation i Oli Zielińskiej z Papierów Wartościowych.

Kalendarz – to najlepszy moment na podarowanie takiego prezentu, w końcu za chwilę rozpoczyna się nowy rok. Długo szukałam nowego organizera dla siebie, bo przyznam, że masówki ze sklepów papierniczych nie do końca mi się podobały. Dlatego bardzo ucieszyłam się z mikołajkowego prezentu od męża. Kalendarz widoczny na zdjęciu jest wspólnym projektem dwóch autorek – Marty Zbierskiej z MAKY Creation i Oli Zielińskiej z Papierów Wartościowych.

Bilety do kina – a raczej specjalne vouchery to świetny pomysł, jeśli kogoś nie znamy zbyt dobrze. Obdarowana osoba sama sobie wybierze termin i film.

Skarpetki ze zdjęcia to produkt polskiej marki Hibou Sleepwear.

Socks – in the past it was a ridiculed gift, but it’s a real bull’s-eye now. The market is full of so many beautiful and funny socks that there isn’t a single person who wouldn’t enjoy such a gift. It’s worth searching for socks that are packed in beautiful boxes. Mine are from one of my favourite stores Hibou Sleepwear, the socks are of great quality and are made of 85% cotton.

Christmas baskets – they hide many surprises. We can opt for a safe universal set or a personalised version – for example, with natural products, dedicated for men, or for a wine connoisseur.

Board game – if we know that we’ll be meeting with our family or another couple by the Christmas tree, I buy a board game as one larger gift. There are the safe classic board games like Scrabble, Monopoly (in a few different versions), or Taboo and 5 seconds guaranteeing hours of laughter. I often choose my beloved Settlers from Catan – I hope that we’ll be playing together after the supper.

* * *

Skarpetki – kiedyś z takiego prezentu kpiono, dziś to prawdziwy hit. Na rynku dostępnych jest tak dużo pięknych i zabawnych skarpetek, że chyba nie ma osoby, która nie ucieszyłaby się z takiego upominku. Warto rozejrzeć się za zestawami pakowanymi w piękne pudełka. Mój pochodzi z jednego z moich ulubionych sklepów Hibou Sleepwear skarpetki są bardzo dobrej jakości w ich skład wchodzi, aż 85% bawełny.

Kosze świąteczne – mają w sobie pełno niespodzianek. Możemy postawić na bezpieczny, uniwersalny zestaw lub spersonalizowaną wersję – np. z produktami naturalnymi, „męskimi” albo dla konesera win.

Gra planszowa – jeśli wiem, że przy choince spotkam się z rodziną lub parą, kupuję im grę jako jeden większy prezent. Są bezpieczne klasyki typu „Scrabble”, „Monopoly” (w kilkunastu różnych wersjach), gwarantujące godziny śmiechu „Taboo", „5 sekund”. Ja często wybieram ukochanych „Osadników z Catanu" – liczę na to, że po kolacji wszyscy sobie pogramy.

Decorating the house

– Do a stocktake in your Christmas decorations. Usually, each year we tend to forget ourselves window shopping and we fill our shopping baskets with Christmas balls and lights because we think we don’t have them at home. In the meantime, our storage place or the bottom of our wardrobe are already hiding three boxes with decorations of this type. While preparing to write today’s post, I went through old Christmas photos on the blog and owing to that I recalled that I’ve got a star-shaped lamp that is hidden so deep that I managed to buy two new ones. That’s why you should go through each pendant, light set, wreath, and place them in one spot – you’ll be surprised at the number of new items that you really need (light batteries? tealights?).

– If you need a trick for a quickly prepared Christmas interior, you should invest in LED lights and conifer trees sprigs (you can use those that will fall from the Christmas tree during transport or when placing it in the holder). Placing wireless lights on sprigs allows to leave them in all spots. If your budget allows for additional shopping, pillow cases for sofa pillows will leave the best impression (the ones visible in the photo can be found here and here). It’s totally enough to decorate the house. Here, you can see my pinterest inspirations. If you haven’t got enough decorations, it’s very fortunate – after all, December evenings aren’t encouraging us to take walks so it’s time for some family creativity. Together with Julcia, we’ve prepared colourful paper Christmas chains, and we’ll be decorating gingerbreads on the weekend. Later, we’ll close them in glass jars and allow our eyes to enjoy them (I wonder how long they’ll last).

– Get inspired – browse, search, and  don’t be afraid to buy. When it comes to the topic of kitchen decorations, you are free to do anything. It is our space so if you like some of the decorations in photos, you can create identical ones. This year, I’ve decided to create paper Christmas balls for my Christmas tree. You can find a video that will show you everything here.

– When it comes to the tree type, you can choose from Caucasian fir, white spruce, and traditional spruce. The first tree type is the most expensive and the last tree type is the most affordable one. However, does the price guarantee durability? Firs can really stand a very long time, even up to two months, but we can never be sure. We can always increase the chances – first of all, check out the needles during the purchase – the vibrant green colour, elasticity, and lack of discolouration (also on the trunk) are a proof of freshness. Trees will lose the smallest number of needles in rooms without floor heating and at the temperature of 20-22ºC. Of course, the Christmas tree should be placed away from heat sources.

– I encourage you to buy trees in pots – you can always replant them in your garden and enjoy the fact that the trees are producing oxygen. The one that I planted a few years ago has already outgrown my husband’s height. Let’s remember to ask about the time that the Christmas tree has spent in the pot. If it has been repotted lately, you should back out. It’s better to have certainty that the roots will adjust to the new place. An interesting initiative is hiring Christmas trees – you will get the tree for Christmas and then the tree leaves your abode on the 6th of January – http://wypozyczalniachoinek.eu/.

* * *

Przystrojenie domu

– Zrób remanent w świątecznych ozdobach. Zwykle co roku dajemy się skusić sklepowym wystawom i wkładamy do koszyka kolejne bombki, łańcuchy i lampeczki, bo wydaje nam się, że akurat tego nie mamy. Tymczasem w pawlaczu, piwnicy albo dnie szafy są już trzy pudła takich ozdób. Przygotowując się do napisania dzisiejszego wpisu przejrzałam stare zdjęcia świąteczne na blogu i dzięki temu przypomniało mi się o lampce w kształcie gwiazdki, która jest tak głęboko schowana, że zdążyłam już kupić dwie nowe. Dlatego wyciągnijcie każdy wisiorek, zestaw światełek, wieniec i zgrupujcie je w jedno miejsce – pewnie zdziwicie się jak niewiele nowych rzeczy potrzebujecie (baterie do lampek? świece do świeczników?).

– Jeśli potrzebujecie patentu na błyskawiczne świąteczne wnętrze, zainwestujcie w ledowe lampki na baterie i gałęzie iglaków (możecie wykorzystać te, które odpadną z choinki w trakcie transportu albo wstawiania jej do stojaka). Oświetlenie zielonych gałązek bezprzewodowymi łańcuszkami pozwala ustawić je w każdym miejscu. Jeśli Wasz budżet pozwoli na dodatkowe zakupy, to poszewki na kanapowe poduszki zrobią najlepsze wrażenie (widoczne na zdjęciu znajdziecie tu i tu). To zupełnie wystarczy, aby przystroić dom. Tutaj możecie zobaczyć moje inspiracje na pintereście. Jeśli ozdób będzie wam mało, dobrze się składa – w końcu grudniowe wieczory nie zachęcają do spacerów, dlatego to najlepszy czas na rodzinną twórczość. My z Julcią zrobiłyśmy już łańcuchy z kolorowego papieru, a weekend zabieramy się za dekorowanie pierniczków. Potem zamkniemy je w szklanych słoikach i pozwolimy, by cieszyły oczy (ciekawe jak długo wytrzymają).

– Inspiruj się – podglądaj, przeglądaj, śmiało kopiuj. W temacie przystrajania domu wszystko jest  dozwolone. To nasza przestrzeń, więc jeśli spodoba nam się jakaś ozdoba ze zdjęcia, możemy wykonać sami identyczną. W tym roku postanowiłam zrobić swojej choinkowe bombki z papieru. Filmik instruktażowy znalazłam tutaj.

– Jeśli chodzi o rodzaj drzewka, do wyboru mamy najczęściej jodły kaukaskie, świerki srebrzyste i świerki tradycyjne. Te pierwsze są najdroższe, ostatnie najtańsze. Czy cena gwarantuje nam wytrzymałość? Jodły faktycznie potrafią wytrzymać w domu nawet dwa miesiące, ale gwarancji nigdy nie mamy. Możemy jednak zwiększyć szanse – po pierwsze obojętnie od gatunku dobrze obejrzyjmy igły przy zakupie – o świeżości świadczy soczysty zielony kolor, elastyczność i brak przebarwień (także na pniu). Najmniej igieł powinno posypać się w pokojach bez ogrzewania podłogowego z temperaturą 20-22 stopnie Celsjusza. Oczywiście choinka powinna stać daleko od źródeł ciepła.

– Zachęcam też do kupowania drzewek w doniczkach – można je potem zasadzić w ogródku i cieszyć się z tego, że produkują tlen. Ta, którą zasadziłam kilka lat temu, przyjęła się i przerosła już mojego męża. Pamiętajmy, aby zapytać, jak długo choinka jest w donicy – jeśli usłyszymy, że to świeżynka niedawno przesadzona to nie kupujcie jej. Lepiej mieć pewność, że korzenie zaklimatyzowały się w nowym miejscu. Ciekawą inicjatywą jest wypożyczalnia choinek – drzewko do nas przyjeżdża na święta, a po 6 stycznia jest odbierane – http://wypozyczalniachoinek.eu/.

Preparing meals

– We, Poles, love to eat on Christmas and we can’t imagine the Christmas table without traditional dishes. Most of them are really time-consuming. Polished borsch requires, for example, fish broth and stewed beetroot. A home-based dumplings factory is a task that will take you up to a whole day (and take the whole kitchen space), even though preparing them together is a wonderful tradition. Not only should herring in vinegar be prepared a few days earlier, you need to first soak the fish for a few hours, and find fresh herring beforehand. Of course, an expert housewife will say that it’s no big deal, but those who are characterised by worse culinary organisation will be stuck by the cookware forever if they make preparing all twelve dishes their goal. Simple dishes include Greek-style fish (frying the fish + cooking the vegetables – recipe here), vegetable salad (simple and quick recipe here), mushroom soup (recipe here), or cookies.

– Let’s choose places that we know well for Christmas shopping – we’ll find appropriate products much quicker. I’ve got one way to get the Christmas shopping done – I limit the list to 30 products and then divide the list by two. I do the shopping after work before getting Julia from school. I’d rather divide it into two visits as taking all of that shopping from my car makes me look like Kevin who went on a shopping spree with his father’s credit card. Browsing through the food stores is essential as it can save us much space, stress, and money – we’ll avoid duplicating products (another box of rice or gherkins) that hid somewhere at the end of the drawer or cupboard. Placing everything that we’ve got on the kitchen counter will help us to plan the menu and to create the shopping list.

– Let’s prepare only dishes that we really enjoy. Let’s forget about meals that don’t make our mouth water when we imagine them. It doesn’t matter if something is a tradition if it ends up in the trash after a few days anyway. You don’t like carp? Prepare trout. You don’t have to eat dumplings with sauerkraut and mushrooms, you can always prepare dumplings with potato and cottage cheese stuffing, you feel sick at the mere thought of dried fruit kompot, you can replace it with strawberry kompot.

Christmas is a time when it’s really difficult for us to avoid the December haste, but owing to an appropriate approach, organisation, and mostly written plan, you can slightly tame this period of time. I wish you beautiful and calm Christmas among your beloved nearest and dearest and many delicacies on the Christmas table. Maybe you’ve got some SOS tricks for the last days before Christmas Eve?

* * *

Przygotowanie potraw

– My, Polacy, w święta kochamy jeść i nie wyobrażamy sobie stołu bez tradycyjnych potraw. Większość z nich jest niezwykle pracochłonna. Dopracowany barszcz wymaga np. wywaru z ryby i podsuszonych wcześniej buraków. Domowa produkcja pierogów to zajęcie na cały dzień  (i zabiera całe miejsce w kuchni), choć ich wspólne lepienie jest wspaniałą tradycją. Śledzie w occie nie dość, że powinny być robione kilka dni wcześniej, to samo ich moczenie trwa kilka godzin, a wcześniej trzeba jeszcze znaleźć gdzieś świeżego śledzia. Oczywiście wprawna gospodyni powie, że to nic takiego, ale osoby o gorszej kuchennej organizacji utkną przy garach na wieki, jeśli postawią sobie za cel przygotowanie wszystkich dwunastu potraw. Bardzo prosta jest za to ryba po grecku (smażenie ryby + gotowanie warzyw – przepis tutaj), sałatka jarzynowa (prosty i szybki przepis tutaj), zupa grzybowa (przepis tutaj) czy ciasteczka.

– Na przedświąteczne zakupy wybierajmy miejsca, które bardzo dobrze znamy – o wiele szybciej znajdziemy potrzebne towary. Ja na takie duże zakupy mam jeden sposób – spis produktów ograniczam do 30 pozycji i dzielę listę na pół. Zakupy robię po pracy, przed odebraniem Julii ze szkoły. Wolę podzielić to na dwa dni, bo zabieranie wszystkiego z auta na raz powoduje, że wyglądam, jak Kevin, który zaszalał z kartą kredytową swojego taty. 
Przegląd zapasów to punkt konieczny, który pomoże zaoszczędzić nam sporo miejsca, stresu i pieniędzy – unikniemy dublowania produktów (kolejnego pudełka z ryżem lub słoika z korniszonami), które ukryły się na końcu szuflady lub szafki. Wystawienie na blat wszystkiego, co mamy, ułatwi nam zaplanowanie menu i stworzyć listę zakupów.

– Przygotujmy tylko to, co naprawdę lubimy. Zapomnijmy o daniach, o których nie myślimy z cieknącą ślinką. Co z tego, że coś jest tradycją, jeśli po kilku dniach musi wylądować w koszu. Nie przepadacie za karpiem? Zróbcie pstrąga. Nie ma przymusu jedzenia pierogów z kapustą i grzybami, na stole mogą zagościć ruskie, a jeśli kogoś na samą myśl o kompocie z suszu mdli, po co się męczyć, niech kompot z truskawek zajmie jego miejsce.

   Święta to czas, kiedy nie do końca da się uniknąć grudniowej bieganiny, ale dzięki odpowiedniemu podejściu, zorganizowaniu i przede wszystkim spisanemu planowi można ten czas odrobinę oswoić. Życzę Wam pięknych i spokojnych świąt w gronie tych, których kochacie oraz wielu smakołyków na wigilijnym stole. A może Wy macie jeszcze jakieś ratunkowe triki na ostatnie chwile przed pierwszą gwiazdką?

Czy moje zdrowotne natręctwa mają sens, czyli jak mądrze korzystać z mody na diety i super produkty

   The fashion for healthy lifestyle is in its full swing and it comes as no surprise – each of us wants to avoid diseases, even a trivial one like a cold.  

   Once in a while a true hot trend appears on the horizon. It is supposed to have key influence on the condition of our body – regardless of whether it's about improving our immune system, another cleansing diet, or treating everything with vitamin C (as it turns out, the last topic is a hot potato in the public eye). Such a revelation that is most often endorsed by celebrities attracts crowds. There's no problem if it simply doesn't work. We're only disappointed that there are no results. However, sometimes the popularised wonder is harmful for our health, just like magical therapies or avoiding vaccinating toddlers.  

   Why is that so? Because we often follow unreliable and unchecked sources. It's enough to read one article on a given subject and believe in it as we have the propensity to trust the written word. We think that someone has checked the problem thoroughly, delved deeper into the realm of literature, and talked with specialists. Unfortunately, the truth is that online texts can be published by anyone, and various theories pertaining to health rank high among the topics searched online.  

The most harmful are articles that come across as medical; however, without no medical grounding. Pseudo-specialists are trying to convince us that "lately, researchers have discovered", "American experts recommend", without adducing any concrete research or institutions. They also base their advisory texts on research that was conducted 50 years ago without taking the slightest effort to check whether something has changed in that matter. There often appears a sentence uttered "at a conference" and that's too little – you can say anything. Each reliable study was published in a scientific magazine with a detailed description of the study and control groups, study period, or the surnames of researchers (that's why I so often enumerate particular universities so that you can check whether the data that I mention is real). Only in such a case can we assume that the presented thesis is a reflection of reality. In practice, however, I can see that many people writing about health online don't mention any, even the most unbelievable sources, as part of their theories. Today, everyone can write whatever they want, and if for some reason we see it as something inspirational some of us will treat it as a fact.

   I myself am a fan of novelties in the field of healthy lifestyle. I sometimes happened to be disappointed with seasonal hits that were more harmful than beneficial. A large group of people overwhelmed with information overflow concerning health is trying to take care of everything in panic. People are trying to change their habits or analyse their lifestyle by searching for mistakes that can influence our health. Of course, you can count me in. :) Is it susceptibility to fashion trends, neurotic personality, or maybe rational caution. I've got a few obsessions and while preparing that post, I decided to check whether I've got any scientific basis for my concerns.

* * *

   Moda na zdrowy tryb życia trwa w najlepsze i nie ma się co dziwić – każda z nas chce uniknąć choroby, nawet tak błahej jak przeziębienie.

   Raz na jakiś czas pojawia się prawdziwy hit, który ma mieć kluczowy wpływ na kondycję naszego ciała – obojętnie czy chodzi o wzmocnienie odporności, kolejną dietę oczyszczającą czy leczenie wszystkiego witaminą C (jak się okazuje ten ostatni temat rozgrzewa opinię publiczną do czerwoności). Taka rewelacja promowana najczęściej przez sławy porywa tłumy. Nie ma problemu, jeśli zwyczajnie nie działa. Poza tym, że jesteśmy zawiedzeni nie dzieje się nic. Czasem jednak spopularyzowany cud szkodzi naszemu zdrowiu, jak magiczne terapie czy unikanie szczepienia dzieci.

   Dlaczego do tego dochodzi? Bo często korzystamy z niepewnych i niesprawdzonych źródeł. Wystarczy, że przeczytamy jeden artykuł na dany temat i w niego wierzymy, bo mamy skłonność do ufania słowu pisanemu. Wydaje nam się, że ktoś dokładnie problem sprawdził, sięgnął do fachowej literatury, porozmawiał ze specjalistami. Prawda jest niestety taka, że teksty w sieci może publikować każdy, a różne teorie dotyczące zdrowia znajdują się wysoko na liście tematów wyszukiwanych.

   Najgroźniejsze są artykuły brzmiące medycznie, które w medycynie żadnego poparcia nie mają. Pseudospecjaliści przekonują, że „ostatnio naukowcy dowiedli”, „amerykańscy eksperci zalecają”, nie powołując się na żadne konkretne badania ani instytucje. Albo opierają swój doradczy tekst na badaniach przeprowadzonych 50 lat temu, nie podejmując odrobiny wysiłku, by sprawdzić czy coś się w tej kwestii zmieniło. Często pojawia się też stwierdzenie „powiedziane na konferencji”, a to za mało – powiedzieć można wszystko. Każde wiarygodne badanie zostało opublikowane w magazynie naukowym, z dokładnym opisem grupy badanej i kontrolnej, czasu jego przebiegu czy nazwisk badaczy (to dlatego tak często w swoich wpisach wymieniam konkretne uniwersytety, tak aby można było sprawdzić czy dane, na które się powołuję są prawdziwe). Tylko w takim wypadku możemy dopuścić do siebie myśl, że przedstawiona w artykule teza autora ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. W praktyce jednak widzę, że wiele osób piszących o zdrowiu w internecie nie wymienia żadnych, nawet najbardziej niewiarygodnych źródeł swoich teorii. Dziś każdy może napisać wszystko, a jeśli z jakiegoś powodu budzi nasz autorytet to część z nas każde słowo przyjmuje jako fakt.

   Sama jestem fanką nowinek w temacie zdrowego trybu życia. Zdarzało mi się także przejechać na sezonowych hitach, które bardziej szkodziły niż pomagały. Duża grupa ludzi, przytłoczona nadmiarem informacji dotyczących zdrowia, w panice stara się o nie zadbać. Ludzie zaczynają wtedy zmieniać swoje nawyki albo analizować tryb życia doszukując się błędów, które mogą mieć wpływ na zdrowie. Oczywiście ja zaliczam się do tej grupy. :) Czy jest to podatność na mody, neurotyczna osobowość, a może po prostu racjonalna przezorność? Mam klika swoich natręctw i przygotowując ten wpis, postanowiłam sprawdzić, czy mam naukowe podstawy do swoich obaw.

Obsession no. 1 – food

What we provide our body with influences our functionality and we feel it at every level – starting with immune system and the state of our complexion and finishing with our mood and the level of our energy. On numerous occasions did I replace my menu with something "better". When I was living with my parents, we all tried the Atkins Diet which was perceived as the most well-known and the most effective way of eating 10 years ago. We were really madly losing our weight, but after some time it turned out that the diet brought more harm than benefits. Robert Atkins has been urging to eliminate carbohydrates from our diet and focus on fats and proteins since the 70s. His guidelines quickly gained recognition of millions of people all around the world. After all, losing weight by eating sausages and steaks was a really pleasant experience. Unfortunately, it can't be that easy – the diet was characterised by a scarcity of vitamins which has a very negative influence on our health. The consequences may be very dangerous – magnesium and potassium deficiency, acidification, tooth cavities, gout, arteriosclerosis, and even cerebral stroke. Similar consequences can be observed in case of wonder diets, especially those that almost totally eliminate one of the food components. To name a few examples that are dangerous for our health: Kwaśniewski Diet, Copenhagen Diet, Dukan Diet, or Lemon Diet.

And what about the popular vegetarianism and veganism? Still, three years ago I was a vegan, but today I think that I had too orthodox an approach to this subject. Limiting the consumption of meat (especially red meat) and animal fats is, in fact, a good idea. According to the study conducted by a research team at the University of Southern California, even the smallest reduction of animal fats may decrease the risk of neoplasm by about twenty percent. However, it isn't quite known whether meat has been harmful for human body forever or maybe it's the problem of the production process. Instead of eliminating it from the diet altogether, it's best to decrease the consumption and pay attention to the source that it comes from. Animal husbandries that don't care for the quality of meat are the bane of the 21st century. That's why it's worth searching for stores offering eco meat – in all cities, we'll find specialised butcher's shops or markets offering products from local suppliers. Don't be afraid to ask about the origins of poultry, the production process, and breeding methods (it is also one of my obsessions). Appropriate conditions, that is high-quality fodder, healthy bedding, temperature, and decreasing stress stimuli generate a greater cost for the breeder – let’s not delude ourselves that good meat will be cheap as trying to decrease all costs led to a situation in which it's difficult to find pork loin from a happy pig.

Now, my diet is based on following the food pyramid that has been recently updated by WHO. Apart from the fact that the pyramid has been supplemented with active lifestyle that is the very base of the pyramid (the recommended active time is 30-40 minutes a day), cereal products switched sides with vegetables and fruit. For many years, cereal products have been perceived as a very important element of a healthy diet. Now, they can be found in the centre (that means that you shouldn't exaggerate with their consumption – I mostly avoid eating them for supper). The daily portions of vegetables and fruit should be a ratio of 3/4 of vegetables and 1/4 of fruit.  Sweets and other sins have been replaced with oils and nuts (here you'll find the link to the pyramid and how it has changed over the last couple of years).

After years of experiences and mistakes, I eat everything, but I carefully read the labels, ask for the source of products, and avoid chemical substances and processed food. I'm trying to cook at home more, but the everyday chores allow me to do it only on the weekends. I confess, I'm not a kitchen queen, I don't come up with complex recipes off the top of my head and I don't experiment. I'm afraid to take up challenges and you won't find duck confit in my kitchen. Yet, simple Italian cuisine is something totally different. Maybe the lower the skills, the greater the need to buy cookbooks, but in my case it is simply the best support. I've got greatest trust for the British people's beloved chef – the famous Jamie – he can find a perfect balance between what's healthy and simple in preparation.

* * *

Natręctwo nr 1 – żywność

To czym karmimy nasz organizm wpływa na jego funkcjonowanie, a my odczuwamy to na każdym poziomie – począwszy od odporności, przez stan cery, skończywszy na samopoczuciu i energii. Wielokrotnie zmieniałam swoje menu na jeszcze „lepsze”. Gdy mieszkałam z rodzicami, wszyscy przeszliśmy na dietę Atkinsa, która 10 lat temu była tą najbardziej znaną i „najskuteczniejszą”. Kilogramy faktycznie leciały w dół jak szalone, ale po jakimś czasie okazało się, że skutkiem ubocznym jest spustoszenie w organizmie. Robert Atkins od lat 70 namawiał do wyeliminowania z diety węglowodanów i skupieniu się na tłuszczach i białkach. Zalecenia szybko zyskały aprobatę milionów ludzi na całym świecie. W końcu, odchudzanie kiełbaskami i stekami było bardzo przyjemne. Niestety nie może być tak łatwo – uboga w witaminy dieta bardzo negatywnie odbija się na zdrowiu. Konsekwencje mogą być bardzo groźne – niedobory magnezu i sodu, zakwaszenie organizmu, próchnica, skaza moczanowa i miażdżyca, a w dalszej konsekwencji nawet udar mózgu. Podobne skutki ma większość diet „cud”, zwłaszcza tych, opartych na ograniczeniu do minimum jakiegoś składnika. Niebezpieczne dla zdrowia są między innymi diety Kwaśniewskiego, kopenhaska, Dukana, czy cytrynowa.

A co z popularnym wegetarianizmem i weganizmem? Jeszcze trzy lata temu sama byłam weganką, ale dziś myślę, że zbyt ortodoksyjnie podeszłam do tego tematu. Ograniczenie spożywania mięsa (zwłaszcza czerwonego) i tłuszczy odzwierzęcych jest na pewno dobrym pomysłem. Zgodnie z badaniami naukowców z University of Southern California nawet niewielkie ograniczenie białka pochodzenia zwierzęcego może zmniejszyć ryzyko zachorowania na nowotwory o dwadzieścia procent. Nie wiadomo jednak, czy mięso szkodzi nam od zawsze, czy po prostu sposób w jaki jest hodowane sprawia, że staje się niezdrowe. Zamiast całkowicie eliminować je z diety, lepiej jeść je rzadziej, ale z pewnego źródła. Fatalne, niedbające o jakość, a jedynie o zysk hodowle, to zmora dwudziestego pierwszego wieku. Dlatego warto poszukać sklepów z mięsem ekologicznym – w każdym mieście znajdziemy wyspecjalizowany sklep mięsny lub targ oferujący produkty od lokalnych dostawców. Nie bójmy się pytać skąd pochodzi kurczak, jak był hodowany, czym się odżywiał (to też jedno z moich natręctw). Odpowiednie warunki, czyli dobre pasze, zdrowa ściółka, temperatura i ograniczenie stresu zwierząt to większy koszt dla hodowcy – nie łudźmy się, że dobre mięso będzie tanie, bo właśnie dążenie do maksymalnego obniżenia cen mięsa sprawiło, że tak ciężko znaleźć dziś schab od szczęśliwej świnki.

Teraz moja dieta polega na kierowaniu się piramidą żywienia, która ostatnio została zaktualizowana przez WHO. Poza tym, że do piramidy dodano sport, który znajduje się u jej samego podnóża (sugerowany czas aktywności to aż 30-40 minut dziennie), to zamieniono miejscami produkty zbożowe z warzywami i owocami. Zboża przez wiele lat były uważane, za bardzo istotny element prawidłowej diety, teraz znajdują się po środku (czyli nie należy z nimi przesadzać – ja przede wszystkim unikam ich podczas kolacji). Natomiast dzienna proporcja spożywania warzyw i owoców powinna wynieść mniej więcej 3/4 warzyw oraz 1/4 owoców.  Z samego czubka wypadły słodycze i inne grzechy na rzecz olejów i orzechów (tutaj link do piramidy i tego jak zmieniała się w przeciągu kilku ostatnich lat).

Po latach doświadczeń i błędów tak naprawdę jem wszystko, ale bardzo uważnie podchodzę do czytania etykiet ze składem, pytam o źródła produktów, unikam chemicznych ulepszaczy i przetworzonego jedzenia. Staram się jak najwięcej gotować w domu, ale proza dnia codziennego sprawia, że robię to zwykle tylko w weekendy. Przyznaje się, nie jestem królową kuchni, nie wymyślam przepisów z głowy i nie eksperymentuję. Boję się podejmować wyzwań i kaczki po francusku raczej „nie popełnię”, ale prosta kuchnia włoska to już co innego. Być może im mniejsze umiejętności tym większa chęć kupowania książek kucharskich, ale w moim przypadku to po prostu najlepsze wsparcie. Największe zaufanie mam od lat do ukochanego kucharza Brytyjczyków czyli słynnego Jamiego – potrafi on znaleźć idealny balans między tym co zdrowe i proste w przygotowaniu.

Jamie Olivier nie jest Włochem, ale ekspertem w dziedzinie gotowania – na pewno. Po jego ostatniej podróży do Włoch, która trwała półtora roku, powstała książka „Jamie gotuje po włosku”. Jak we wszystkich publikacjach Jamie’go, tu też królują proste przepisy, które zawsze się udają.Już dwukrotnie przygotowałam makaron z dynią i kiełbaską. Z małymi modyfikacjami – nie zrobiłam swojego makaronu i pojęcia nie mam gdzie można kupić świeży liść laurowy (po prostu użyłam suszonego). Ale właśnie to lubię w jego publikacjach – pomimo braku lub zamiany pewnych składników potrawy są nadal smaczne. Teraz w kolejce szykuje się przepis na makaron z pistacjami (strona 106) i tarta gruszkowo-orzechowa (strona 360).

Obsession no. 2 – mobile phone at the greatest distance possible

My biggest obsession about which I'm nagging all other household members is remembering that the mobile phone should be at the greatest possible distance from our heads at night. Even during the day, I'm trying to leave my smartphone by the door. While browsing the Internet, I never hold it over my stomach, and if I've got such a possibility I turn on the speaker during a conversation. So far, I've been doing it based on a premonition. I just felt that electrical devices, including mobile phones, emanate with harmful aura.

The fact that mobile phones (and other devices) create an electromagnetic field is unquestionable. We all live in the electrosmog that is really difficult to escape (source). Research (source) concerning mobile phones has corroborated the impact of radiation on bioelectric activity of our brains. However, the nature of this impact hasn't been studied as of yet. Therefore, apart from speculations and intuitive placing of the mobile phone away from the head, there's no corroboration whether the sole working of a device can have any harmful influence on our body. The experts from Interphone and WHO, after a study conducted in 13 countries, stated that there is lack of evidence whether there is any link between mobile phone use and brain cancer.

It's a whole different story when it comes to screens. Looking at mobile phones, which are glaring and full of sensationalised content, results in sleep disorders and problems with the production of melatonin which is essential in the appropriate functioning of our organism.The development of cellular network and the whole wireless technology are a relatively young field of science; thus, the way they influence our organism has been the topic of various studies. If we intuitively feel that something is dangerous, we can always equip ourselves with  fazups recommended by WHO and French doctors. A special antenna  protecting the user against radiation that you place on your mobile phone has been checked at the independent Emitech laboratory in France as well. Companies such as Emirates or our native LPP have been equipping their staff with fazups.

* * *

Natręctwo nr 2 – komórka jak najdalej

Moim największym natręctwem, którym męczę wszystkich domowników, jest pilnowanie, by telefony w nocy leżały jak najdalej od naszych głów. Nawet w ciągu dnia staram się zostawiać smartfona przy drzwiach. Przeglądając Internet nie trzymam go nigdy na brzuchu, a jeśli mam taką możliwość to w trakcie rozmowy telefonicznej włączam głośnik. Do tej pory robiłam to wszystko z czystego „przeczucia”. Po prostu wydawało mi się, że urządzenia elektryczne, a już na pewno telefony, muszą wytwarzać szkodliwą aurę.
To, że telefony (i inne urządzenia) wytwarzają pole elektromagnetyczne nie podlega dyskusji. Wszyscy żyjemy w elektrosmogu, z którego bardzo ciężko jest uciec (źródło). Badania (źródło) dotyczące telefonów komórkowych potwierdziły wpływ promieniowania na czynność bioelektryczną mózgu, nie zbadano jednak czy jest to wpływ zły. Tym samym poza domysłami i intuicyjnym odsuwaniem komórki od głowy nie ma żadnego potwierdzenia, że samo działanie urządzenia w jakikolwiek sposób szkodzi. Eksperci z Interphone i WHO po badaniu przeprowadzonym w 13 państwach stwierdzili, że brak jest dowodów na związek pomiędzy korzystaniem z komórek a rakiem mózgu.

Zupełnie inaczej ma się jednak sprawa z ekranami. Patrzenie na rozświetlone, pełne emocjonujących treści smartfony skutkuje nie tylko zaburzeniami snu, ale i problemami z produkcją melatoniny, niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania organizmu.

Rozwój telefonii komórkowej i całej bezprzewodowej technologii jest dziedziną stosunkowo młodą, dlatego to, jak zmienia i wpływa na nasze życie jest przedmiotem ciągłych badań. Jeśli podskórnie czujemy, że coś jest dla nas niebezpieczne, zawsze możemy uzbroić się w rekomendowane przez WHO i francuskich lekarzy fazupy. Specjalna antenka chroniąca przed promieniowaniem, którą  przyczepia się do telefonów, została sprawdzona także w niezależnym laboratorium Emitech we Francji. Firmy takie jak Emirates czy nasze rodzime LPP zaopatrują w fazupy swoich pracowników.

Obsession no. 3 – hair cosmetics

The ingredients of many shampoos and conditioners have been demonised have been demonised. I read most information on silicones so I got rid of all hair cosmetics with at least a modicum of silicones in them. Back then, I had no idea that silicones could be divided into good and bad ones that's why I prudently avoided all of them like the plague. The difference is that one group (the good ones) is water soluble and it can be easily washed off with water, whereas the other group is non-water soluble and stays on our heads. In order to get rid of the harmful ones from the surface of your hair, it's essential to use strong detergents containing sulphates that exacerbate the condition of our hair. My longstanding obsession was therefore justified, as good silicones really make our hair look a lot better. And now grab your smartphones and write down what names to search for and what names to avoid when you look at labels:

Non-water soluble silicones: Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Trimethylsilylamodimethic, Trimethylsiloxysilicates, and water soluble, but only thanks to very strong shampoos: Amodimethicone, Dimethicone, Dimethiconol, Beheonoxy dimethicone, Phenyl trimethicone, Simethicone, Trimethicone.Water soluble silicones: Dimethicone copolyol, Lauryl methicone copolyol, Hydrolyzed wheat protein hydroxypropyl polysiloxane, and silicones containing PEG in their names.

When choosing cosmetics with water soluble silicones, we can quickly and effectively improve the condition of our hair. We will notice that it becomes smooth, shiny, and soft to the touch. You'll face less problems with combing it out as well. Such silicones don't cause irritation or allergies, don't burden your hair, and are an ideal protection against the harmful influence of weather conditions.I need to admit that even though I value everything that's natural, my hair likes all products containing synthetic ingredients more than those that are based on natural substances (some time ago, I had to throw away a whole bottle of shampoo and conditioner with plant extracts as my hair literally became green).

* * *

Natręctwo nr 3 – kosmetyki do włosów

Od wielu lat składniki większości szamponów i odżywek są demonizowane. Najwięcej naczytałam się o sylikonach więc pozbyłam się wszystkich kosmetyków do włosów z choć minimalną ich zawartością. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, że sylikony dzielimy na dobre i złe, przezornie jak ognia unikałam wszystkich. Różnica polega na tym, że jedne (dobre) rozpuszczają się w wodzie i łatwo spłukać je z włosów, a drugie (złe) nie rozpuszczą się i zostają na naszej głowie. Aby pozbyć się tych szkodliwych z powierzchni włosa, konieczne jest użycie silnie działających detergentów z siarczanami w składzie, które pogarszają kondycję włosów. Moje wieloletnie natręctwo było więc tylko częściowo uzasadnione, bo dobre sylikony faktycznie sprawiają, że włosy wyglądają dużo lepiej. A teraz smartfony w dłoń i zapisujemy, jakich nazw szukać i jakich unikać w składzie produktów:

Silikony nierozpuszczalne w wodzie: Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Trimethylsilylamodimethic, Trimethylsiloxysilicates, oraz rozpuszczalne, ale jedynie dzięki bardzo silnym szamponom: Amodimethicone, Dimethicone, Dimethiconol, Beheonoxy dimethicone, Phenyl trimethicone, Simethicone, Trimethicone.

Silikony rozpuszczalne w wodzie: Dimethicone copolyol, Lauryl methicone copolyol, Hydrolyzed wheat protein hydroxypropyl polysiloxane, oraz silikony z PEG w nazwie.

Wybierając kosmetyki z sylikonami rozpuszczalnymi w wodzie, możemy szybko i skutecznie poprawić kondycję włosów. Niemal natychmiast zauważymy, że stały się gładkie, błyszczące i miękkie w dotyku, łatwiej też będzie nam je rozczesywać. Takie sylikony nie powodują podrażnień ani uczuleń, nie obciążają włosów, za to doskonale ochraniają je przed niekorzystnym działaniem warunków atmosferycznych.
Muszę przyznać, że choć cenię wszystko, co naturalne, to moim włosom o wiele lepiej służą produkty zawierające syntetyczne składniki, niż te zawierające jedynie naturalne substancje (jakiś czas temu na przykład, musiałam wyrzucić całe opakowanie szamponu i odżywki z roślinnego wyciągu, bo moje włosy po prostu zzieleniały).

Jeszcze jednym moim małym natręctwem jest dbanie o to, aby w nocy było mi ciepło. Należę do potwornych zmarzlaków, spanie w jedwabnej piżamie to dla mnie wyrok – katar z rana mam jak w banku. W mojej szafie można więc znaleźć mnóstwo ciepłych piżam. Właśnie dołączył do nich nowy komplet (bluza i spodnie) z bardzo przyjemnej i miękkiej bawełny od polskiej marki Hibou Sleepwear. Ich rzeczy są wygodne, ciepłe i nie do zdarcia. Gdybym miała trzy minuty na spakowanie się na cały tydzień na pewno w pierwszej kolejności sięgnęłabym po szary komplet. 

Obsession no. 4 – mouth masks

Don't worry, I don't look like a dweller of Shanghai on a daily basis. However, I've got such a habit that whenever one of my friends visits me with a cold, I grab a mouth mask – for her or for me. Fortunately, my co-workers don't perceive it as something strange and willingly put them on as none of us has the time to be sick. I don't forgo a mouth mask in my own home, as I wouldn't like my daughter to contract the same virus. Each parent knows that it's always connected with being grounded for a week and crawl up the walls out of boredom (how many books can you read, how many play dough cities can you build, and how many drawing can you create?). The obsession is connected with the concern about transmitting germs and maybe it sounds funny, but at least it protects us from influenza each year. Well, about that… are mouth masks really effective against transmitting viruses?

If the household members grab them within a 24-hour period from diagnosis, wear them for 7 days, and regularly wash their hands, the risk of transmitting the virus will decrease by 50%. It's important to remember that the disposal products should be frequently replaced.

The topic of mouth masks often pops up whenever there is some kind of epidemic and quickly spreading outbreaks. Unfortunately, used as a preventive measure, they might do more harm than good – under the mouth mask, a layer of humid air is created which is an ideal fodder for bacteria and viruses. Wearing it as a "prevention" in the city for a few hours is a totally different thing than wearing it by doctors for a short period of time when they come into contact with an infected patient.

Usually, bacteria and viruses don't just flow in the air. You need to come into contact with their habitat. And where can you find their greatest concentration? The answer isn't the toilet which is a place that people usually keep clean. The dirtiest places and areas turn out to be mobile phones, fuel pistols, and laptops (not to mention keyboards). What can we do to minimise transmitting bacteria? Keep our items clean – disinfecting our mobile phones should become a weekly ritual – after all, we place it anywhere, for example, in cafes. Let's remember to use a cotton pad to clean the corners, especially underneath the protective covering. It's important as mobile phones come into direct contact with our face. Laptops also should be cleaned once a week, especially when it comes to keyboards. When it comes to money, there's no good way out – just remember that you should wash your hands when you come back home.

Obsession no. 5 – medical examination, medical examination, medical examination

Prophylactic medical examination and keeping a transparent calendar are my top priorities. Once a year, I do breast and thyroid ultrasound examination and I do cervical smear every 6-8 months. Despite my meticulous approach, I always feel nervous before a doctor's appointment. However, I always repeat to myself (and I recommend following in my footsteps) that even if the examination shows something bad, regular tests will increase my chances of going back to full health when faced with the worst case scenario. Some claim that cervical smear should be done once every three years, or at least such a frequency of tests is financed by the National Health Fund, however, in my case that's out of the question – my hypochondria wouldn't allow other household members to live in peace. Death from breast cancer still remains at a very high level (6 thousand women each year). However, if women remembered about the tests more frequently, the statistics would look totally different.

On a biannual basis, I also do blood tests – in the spring and winter time. This simple test can help you to detect many diseases at a very early stage (for example, pay attention to the level of monocytes), diagnose many deficiencies, or help in the choice of appropriate supplements. You should remember to avoid checking your tests with what's written online and just trust specialists. The most important blood tests include: urinalysis, complete blood count, ferritin, iron, vitamin D, SGOT, SGPT, bilirubin, TSH, ft3, ft4, blood urea, CPK, electrolytes (sodium, potassium, magnesium), cortisol.   

Habits are habits – all people have some. If they don't destroy our natural barrier (for example, when you wash your hands too frequently), don't harm our organism (wasting diet), and don't lead to conflicts in our household ("from now on, we don't eat meat, here you've got chicory"), they can prevent us from something unpleasant. It's best to realise that we've got them and check whether they can be corroborated somehow. It often turns out that our intuition is the key. Having analysed my own habits, I noticed that without wider knowledge on a given topic, my activities had some sense to them. And what about you? Do you have any health obsessions? Where do you search for information concerning the harmful influence of various products?

* * *

Natręctwo nr 4 – maseczki

Spokojnie, na co dzień wcale nie wyglądam jak mieszkanka Szanghaju. Mam jednak taki zwyczaj, że gdy któraś z koleżanek przychodzi do pracy zakatarzona, to sięgam po maskę na buzię – dla mnie lub dla niej. Na szczęście moje współpracowniczki nie patrzą na mnie dziwnie i same chętnie je zakładają, bo żadna z nas nie ma czasu chorować. Z maski nie rezygnuję również we własnym domu, bo w żadnym wypadku nie chciałabym, by wirus przeniósł się na moją córkę. Każdy rodzic wie, że wiąże się to z tygodniem uziemieniem i chodzeniem po ścianach z nudy (bo ile książek można przeczytać, ulepić plastelinowych miast i narysować obrazków?). Obsesja związana z obawą przenoszenia zarazków może i brzmi śmiesznie, ale przynajmniej chroni nas od kilku stanów grypowych w roku. No właśnie… czy maski faktycznie chronią przed przenoszeniem wirusów?

Jeśli domownicy sięgną po maseczki w ciągu doby od rozpoznania choroby, będą je nosić przez 7 dni i regularnie myć ręce, ryzyko przeniesienia wirusa zmniejszy się o 50%. Należy pamiętać jednak o tym, że to produkt jednorazowy, więc powinien być często wymieniany.

Temat maseczek pojawia się zwykle przy okazji różnych epidemii i szybko rozprzestrzeniających się ognisk chorobowych. Niestety, noszone profilaktycznie mogą przynieść więcej złego niż dobrego – pod maseczką wytwarza się wilgoć, która jest doskonałą pożywką dla bakterii i wirusów. Noszenie takiej „ochrony” w mieście przez kilka godzin to zupełnie co innego, niż zakładanie jej przez lekarzy podczas chwilowego kontaktu z zarażonym pacjentem.

Zazwyczaj jednak bakterie i wirusy nie fruwają w powietrzu. Potrzeba kontaktu z ich siedliskiem. A gdzie jest ich najwięcej? Wcale nie w toaletach, w których zazwyczaj pilnuje się czystości. Najbrudniejsze okazują się telefony komórkowe, pieniądze, pistolety do nalewania paliwa i laptopy (nie wspominając o tym, co siedzi w klasycznych klawiaturach komputerowych). Co zrobić, żeby do minimum ograniczyć przenoszenie bakterii? Pilnować, by nasze przedmioty były czyste – odkażanie telefonu powinno być cotygodniowym rytuałem, w końcu kładziemy go gdzie popadnie, np. w kawiarniach. Pamiętajmy by wacikiem potraktować boki, zwłaszcza pod zabezpieczającą osłonką. To ważne, bo telefony mają bezpośredni kontakt z naszą twarzą. Laptopy również powinno się czyścic raz w tygodniu, zwłaszcza klawiaturę. Co do pieniędzy, to sposobu na nie nie ma – pamiętajmy po prostu, by po powrocie do domu zawsze umyć ręce.

Natręctwo nr 5 – badania, badania, badania

Badam się profilaktycznie i z kalendarzem w dłoni pilnuję, by nie opuścić żadnej kontroli. Raz w roku robię USG piersi i tarczycy, na cytologię chodzę co 6-8 miesięcy. I pomimo mojego skrupulatnego podejścia i tak zawsze denerwuję się przed wizytą. Powtarzam sobie jednak (i Wam też radzę wyjść z takiego założenia), że nawet gdyby w badaniu wyszło coś złego, to dzięki regularnym kontrolom znacznie zwiększam swoje szanse na wyleczenie nawet w przypadku najgorszego. Podobno cytologię wystarczy robić raz na trzy lata, przynajmniej taką częstotliwość finansuje NFZ, w moim wypadku taka przerwa jest niedopuszczalna – moja hipochondria nie dałaby żyć innym domownikom. Umieralność na raka piersi w Polsce nadal jest bardzo wysoka (6 tysięcy kobiet rocznie), gdyby kobiety częściej się badały statystki wyglądałyby zupełnie inaczej.

Co pół roku zgłaszam się też na analizę krwi – na wiosnę i jesień. To proste badanie może pomóc w wykryciu wielu chorób w bardzo wczesnym stadium (zwracajcie uwagę na przykład na poziom monocytów) zdiagnozowaniu wszelkich niedoborów, czy pomóc w wyborze odpowiednich suplementów. Pamiętam jednak, by wyników nie „konsultować” w internecie, a ze specjalistą. Najważniejsze badania to: ogólne moczu, morfologia z OB, ferrytyna, żelazo, witamina D, Aspat, Alat, bilirubina, TSH, ft3, ft4, mocznik, CK, elektrolity (sód, potas, magnez), kortyzol.

    Nawyki nawykami – każdy jakieś ma. Jeśli nie niszczą naszej naturalnej bariery (jak np. zbyt częste szorowanie rąk), nie szkodzą organizmowi (wyniszczająca dieta) i nie powodują domowych konfliktów („od dziś wszyscy nie jemy mięsa, masz tu cykorię”), mogą nas uchronić przed czymś nieprzyjemnym. Najlepiej jest uświadomić sobie, że je mamy i sprawdzić, czy mają jakieś uzasadnienie. Bardzo często okazuje się, że nasza intuicja nie zawodzi. Po analizie własnych nawyków, zauważyłam, że nawet bez szerszej wiedzy na dany temat, moje działania miały sens. A Wy macie jakieś swoje zdrowotne natręctwa? Gdzie szukacie informacji na temat szkodliwości różnych produktów?