If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Jak sporządzić idealną listę zadań i zakupów na święta – poradnik świątecznej łamagi…

 

  Jakiś czas temu firma Kantar Millward Brown przeprowadziła badania na zlecenie PayPal o bożonarodzeniowym stresie i zwyczajach. Odpowiedzi na ankiety udzielali mieszkańcy 10 europejskich krajów. To Polacy okazali się najbardziej zestresowanym narodem, jeśli chodzi o świąteczne zakupy (aż 34%). Wygląda na to, że stresujemy się przede wszystkim dlatego, że zostawiamy kupno świątecznych prezentów na ostatnią chwilę – tylko 7% z nas załatwia ten temat już na początku grudnia. Jeśli dodamy do tego strach przed nieznalezieniem odpowiedniego podarku (68%) lub obawę, że się nie spodoba (56%) mamy tykającą bombę, która po kontakcie z zatłoczonymi centrami handlowymi, kolejkami w sklepach i korkami na ulicach bardzo łatwo może wybuchnąć. A to przecież tylko jeden z elementów świątecznych przygotowań.

   Na pierwszy ogień powinny pójść więc sprawy związane z prezentami – skoro ich kupno stresuje nas najbardziej, lepiej szybko mieć to z głowy. Proponuję też nie zostawiać ich pakowania do Wigilii, bo zwykle zajmuje nam to więcej czasu niż założyłyśmy (nie mówiąc już o tym, że w trakcie może nam zabraknąć na przykład taśmy klejącej, której tego dnia już nigdzie nie znajdziemy). Większe porządki dobrze zaplanować na dwa kolejne weekendy, ale wybrać tylko po jednym dniu, tak by nie czuć, że zmarnowaliśmy czas wolny. Wigilia w tym roku wypada w poniedziałek, ale jeśli mamy możliwość urwania się z pracy, lepiej zaplanujmy zakupy na poprzedzający ją czwartek – pójdzie nam szybciej, bo unikniemy sobotnich tłumów. Dzięki temu dekorację domu możemy zostawić sobie na ostatnią chwilę i potraktować ją jako przyjemność.

   Boże Narodzenie dla wielu z nas jest najważniejszym świętem w roku. Uwielbiamy ubierać choinkę, rozwieszać lampki na balkonie, z niecierpliwością czekamy na pierwszy śnieg i w końcu mamy chwilę na to, żeby spędzić czas z najbliższymi. Nie zmienia to jednak faktu, że w ciągu kilku tygodni poprzedzających ten czas relaksu, nie raz zdarza mi się myśleć o tym, jak wiele rzeczy może się jeszcze nie udać. O jak wielu rzeczach zapomniałam. Na jak wiele rzeczy nie znajdę czasu…

   Do kolacji Wigilijnej zostało nam tylko 12 dni i jeśli czujecie, że wasz zapalnik już się pali, weźcie głęboki oddech i zamiast działać w szale i na oślep, przygotujcie porządny plan działania.

Prezenty

   Domyślam się, że prezenty dla najbliższych macie już w większości z głowy (albo przynajmniej dokładnie wiecie, co chcecie kupić lub zrobić). Problemem zwykle są upominki dla osób, których nie znamy tak dobrze. Tę listę stworzyłam na wypadek świąt spędzanych z wujkiem widzianym dwa razy w życiu, z nową dziewczyną brata (a o której istnieniu dowiedzieliście się dwa dni przed Wigilią) lub żoną kuzyna mamy od strony cioci Krysi, która zawsze ma coś dla mnie, a ja nie pamiętam nawet jej imienia. Najlepsze w takich wypadkach są przydatne drobiazgi. Oto spis uniwersalnych prezentów, które wywołają szczery uśmiech bez przesadnego naginania naszego budżetu.

Widoczna na zdjęciu herbata to mieszanka czarnej herbaty i suszonego ananasa. Od dziś do 23 grudnia cały asortyment ze strony Sir Adalbert's Tea można kupić o 15% taniej – podczas zakupów wystarczy użyć hasła „mle15”.

Herbata – ma w sobie coś szlachetnego i każdemu się przyda. Zwłaszcza jeśli postaramy się o wyjątkowy produkt, czyli ręcznie odważoną mieszankę sprzedawaną w herbaciarniach (znajdziemy je w większości galerii handlowych). Na opakowaniu można napisać specjalną dedykację np. „na magiczne zimowe wieczory”. Jeszcze łatwiej jest zamówić taką herbatę przez internet pozostając w trybie unikania męczących tłumów. Mój ulubiony sklep to Sir Adalbert's Tea. Na ich stronie znajdziecie mnóstwo wyjątkowych mieszanek o wysokiej jakości.

Świeczki – niby nic, a zawsze cieszy. To bardzo neutralny prezent, który można podarować każdemu. Ja najczęściej kupuję je w TKMaxx i H&M Home.

Kalendarze od Marty Zbierskiej z MAKY Creation i Oli Zielińskiej z Papierów Wartościowych.

Kalendarz – to najlepszy moment na podarowanie takiego prezentu, w końcu za chwilę rozpoczyna się nowy rok. Długo szukałam nowego organizera dla siebie, bo przyznam, że masówki ze sklepów papierniczych nie do końca mi się podobały. Dlatego bardzo ucieszyłam się z mikołajkowego prezentu od męża. Kalendarz widoczny na zdjęciu jest wspólnym projektem dwóch autorek – Marty Zbierskiej z MAKY Creation i Oli Zielińskiej z Papierów Wartościowych.

Bilety do kina – a raczej specjalne vouchery to świetny pomysł, jeśli kogoś nie znamy zbyt dobrze. Obdarowana osoba sama sobie wybierze termin i film.

Skarpetki ze zdjęcia to produkt polskiej marki Hibou Sleepwear.

Skarpetki – kiedyś z takiego prezentu kpiono, dziś to prawdziwy hit. Na rynku dostępnych jest tak dużo pięknych i zabawnych skarpetek, że chyba nie ma osoby, która nie ucieszyłaby się z takiego upominku. Warto rozejrzeć się za zestawami pakowanymi w piękne pudełka. Mój pochodzi z jednego z moich ulubionych sklepów Hibou Sleepwear skarpetki są bardzo dobrej jakości w ich skład wchodzi, aż 85% bawełny.

Kosze świąteczne – mają w sobie pełno niespodzianek. Możemy postawić na bezpieczny, uniwersalny zestaw lub spersonalizowaną wersję – np. z produktami naturalnymi, „męskimi” albo dla konesera win.

Gra planszowa – jeśli wiem, że przy choince spotkam się z rodziną lub parą, kupuję im grę jako jeden większy prezent. Są bezpieczne klasyki typu „Scrabble”, „Monopoly” (w kilkunastu różnych wersjach), gwarantujące godziny śmiechu „Taboo", „5 sekund”. Ja często wybieram ukochanych „Osadników z Catanu" – liczę na to, że po kolacji wszyscy sobie pogramy.

Przystrojenie domu

– Zrób remanent w świątecznych ozdobach. Zwykle co roku dajemy się skusić sklepowym wystawom i wkładamy do koszyka kolejne bombki, łańcuchy i lampeczki, bo wydaje nam się, że akurat tego nie mamy. Tymczasem w pawlaczu, piwnicy albo dnie szafy są już trzy pudła takich ozdób. Przygotowując się do napisania dzisiejszego wpisu przejrzałam stare zdjęcia świąteczne na blogu i dzięki temu przypomniało mi się o lampce w kształcie gwiazdki, która jest tak głęboko schowana, że zdążyłam już kupić dwie nowe. Dlatego wyciągnijcie każdy wisiorek, zestaw światełek, wieniec i zgrupujcie je w jedno miejsce – pewnie zdziwicie się jak niewiele nowych rzeczy potrzebujecie (baterie do lampek? świece do świeczników?).

– Jeśli potrzebujecie patentu na błyskawiczne świąteczne wnętrze, zainwestujcie w ledowe lampki na baterie i gałęzie iglaków (możecie wykorzystać te, które odpadną z choinki w trakcie transportu albo wstawiania jej do stojaka). Oświetlenie zielonych gałązek bezprzewodowymi łańcuszkami pozwala ustawić je w każdym miejscu. Jeśli Wasz budżet pozwoli na dodatkowe zakupy, to poszewki na kanapowe poduszki zrobią najlepsze wrażenie (widoczne na zdjęciu znajdziecie tu i tu). To zupełnie wystarczy, aby przystroić dom. Tutaj możecie zobaczyć moje inspiracje na pintereście. Jeśli ozdób będzie wam mało, dobrze się składa – w końcu grudniowe wieczory nie zachęcają do spacerów, dlatego to najlepszy czas na rodzinną twórczość. My z Julcią zrobiłyśmy już łańcuchy z kolorowego papieru, a weekend zabieramy się za dekorowanie pierniczków. Potem zamkniemy je w szklanych słoikach i pozwolimy, by cieszyły oczy (ciekawe jak długo wytrzymają).

– Inspiruj się – podglądaj, przeglądaj, śmiało kopiuj. W temacie przystrajania domu wszystko jest  dozwolone. To nasza przestrzeń, więc jeśli spodoba nam się jakaś ozdoba ze zdjęcia, możemy wykonać sami identyczną. W tym roku postanowiłam zrobić swojej choinkowe bombki z papieru. Filmik instruktażowy znalazłam tutaj.

– Jeśli chodzi o rodzaj drzewka, do wyboru mamy najczęściej jodły kaukaskie, świerki srebrzyste i świerki tradycyjne. Te pierwsze są najdroższe, ostatnie najtańsze. Czy cena gwarantuje nam wytrzymałość? Jodły faktycznie potrafią wytrzymać w domu nawet dwa miesiące, ale gwarancji nigdy nie mamy. Możemy jednak zwiększyć szanse – po pierwsze obojętnie od gatunku dobrze obejrzyjmy igły przy zakupie – o świeżości świadczy soczysty zielony kolor, elastyczność i brak przebarwień (także na pniu). Najmniej igieł powinno posypać się w pokojach bez ogrzewania podłogowego z temperaturą 20-22 stopnie Celsjusza. Oczywiście choinka powinna stać daleko od źródeł ciepła.

– Zachęcam też do kupowania drzewek w doniczkach – można je potem zasadzić w ogródku i cieszyć się z tego, że produkują tlen. Ta, którą zasadziłam kilka lat temu, przyjęła się i przerosła już mojego męża. Pamiętajmy, aby zapytać, jak długo choinka jest w donicy – jeśli usłyszymy, że to świeżynka niedawno przesadzona to nie kupujcie jej. Lepiej mieć pewność, że korzenie zaklimatyzowały się w nowym miejscu. Ciekawą inicjatywą jest wypożyczalnia choinek – drzewko do nas przyjeżdża na święta, a po 6 stycznia jest odbierane – http://wypozyczalniachoinek.eu/.

Przygotowanie potraw

– My, Polacy, w święta kochamy jeść i nie wyobrażamy sobie stołu bez tradycyjnych potraw. Większość z nich jest niezwykle pracochłonna. Dopracowany barszcz wymaga np. wywaru z ryby i podsuszonych wcześniej buraków. Domowa produkcja pierogów to zajęcie na cały dzień  (i zabiera całe miejsce w kuchni), choć ich wspólne lepienie jest wspaniałą tradycją. Śledzie w occie nie dość, że powinny być robione kilka dni wcześniej, to samo ich moczenie trwa kilka godzin, a wcześniej trzeba jeszcze znaleźć gdzieś świeżego śledzia. Oczywiście wprawna gospodyni powie, że to nic takiego, ale osoby o gorszej kuchennej organizacji utkną przy garach na wieki, jeśli postawią sobie za cel przygotowanie wszystkich dwunastu potraw. Bardzo prosta jest za to ryba po grecku (smażenie ryby + gotowanie warzyw – przepis tutaj), sałatka jarzynowa (prosty i szybki przepis tutaj), zupa grzybowa (przepis tutaj) czy ciasteczka.

– Na przedświąteczne zakupy wybierajmy miejsca, które bardzo dobrze znamy – o wiele szybciej znajdziemy potrzebne towary. Ja na takie duże zakupy mam jeden sposób – spis produktów ograniczam do 30 pozycji i dzielę listę na pół. Zakupy robię po pracy, przed odebraniem Julii ze szkoły. Wolę podzielić to na dwa dni, bo zabieranie wszystkiego z auta na raz powoduje, że wyglądam, jak Kevin, który zaszalał z kartą kredytową swojego taty. 
Przegląd zapasów to punkt konieczny, który pomoże zaoszczędzić nam sporo miejsca, stresu i pieniędzy – unikniemy dublowania produktów (kolejnego pudełka z ryżem lub słoika z korniszonami), które ukryły się na końcu szuflady lub szafki. Wystawienie na blat wszystkiego, co mamy, ułatwi nam zaplanowanie menu i stworzyć listę zakupów.

– Przygotujmy tylko to, co naprawdę lubimy. Zapomnijmy o daniach, o których nie myślimy z cieknącą ślinką. Co z tego, że coś jest tradycją, jeśli po kilku dniach musi wylądować w koszu. Nie przepadacie za karpiem? Zróbcie pstrąga. Nie ma przymusu jedzenia pierogów z kapustą i grzybami, na stole mogą zagościć ruskie, a jeśli kogoś na samą myśl o kompocie z suszu mdli, po co się męczyć, niech kompot z truskawek zajmie jego miejsce.

   Święta to czas, kiedy nie do końca da się uniknąć grudniowej bieganiny, ale dzięki odpowiedniemu podejściu, zorganizowaniu i przede wszystkim spisanemu planowi można ten czas odrobinę oswoić. Życzę Wam pięknych i spokojnych świąt w gronie tych, których kochacie oraz wielu smakołyków na wigilijnym stole. A może Wy macie jeszcze jakieś ratunkowe triki na ostatnie chwile przed pierwszą gwiazdką?

Czy moje zdrowotne natręctwa mają sens, czyli jak mądrze korzystać z mody na diety i super produkty

   The fashion for healthy lifestyle is in its full swing and it comes as no surprise – each of us wants to avoid diseases, even a trivial one like a cold.  

   Once in a while a true hot trend appears on the horizon. It is supposed to have key influence on the condition of our body – regardless of whether it's about improving our immune system, another cleansing diet, or treating everything with vitamin C (as it turns out, the last topic is a hot potato in the public eye). Such a revelation that is most often endorsed by celebrities attracts crowds. There's no problem if it simply doesn't work. We're only disappointed that there are no results. However, sometimes the popularised wonder is harmful for our health, just like magical therapies or avoiding vaccinating toddlers.  

   Why is that so? Because we often follow unreliable and unchecked sources. It's enough to read one article on a given subject and believe in it as we have the propensity to trust the written word. We think that someone has checked the problem thoroughly, delved deeper into the realm of literature, and talked with specialists. Unfortunately, the truth is that online texts can be published by anyone, and various theories pertaining to health rank high among the topics searched online.  

The most harmful are articles that come across as medical; however, without no medical grounding. Pseudo-specialists are trying to convince us that "lately, researchers have discovered", "American experts recommend", without adducing any concrete research or institutions. They also base their advisory texts on research that was conducted 50 years ago without taking the slightest effort to check whether something has changed in that matter. There often appears a sentence uttered "at a conference" and that's too little – you can say anything. Each reliable study was published in a scientific magazine with a detailed description of the study and control groups, study period, or the surnames of researchers (that's why I so often enumerate particular universities so that you can check whether the data that I mention is real). Only in such a case can we assume that the presented thesis is a reflection of reality. In practice, however, I can see that many people writing about health online don't mention any, even the most unbelievable sources, as part of their theories. Today, everyone can write whatever they want, and if for some reason we see it as something inspirational some of us will treat it as a fact.

   I myself am a fan of novelties in the field of healthy lifestyle. I sometimes happened to be disappointed with seasonal hits that were more harmful than beneficial. A large group of people overwhelmed with information overflow concerning health is trying to take care of everything in panic. People are trying to change their habits or analyse their lifestyle by searching for mistakes that can influence our health. Of course, you can count me in. :) Is it susceptibility to fashion trends, neurotic personality, or maybe rational caution. I've got a few obsessions and while preparing that post, I decided to check whether I've got any scientific basis for my concerns.

* * *

   Moda na zdrowy tryb życia trwa w najlepsze i nie ma się co dziwić – każda z nas chce uniknąć choroby, nawet tak błahej jak przeziębienie.

   Raz na jakiś czas pojawia się prawdziwy hit, który ma mieć kluczowy wpływ na kondycję naszego ciała – obojętnie czy chodzi o wzmocnienie odporności, kolejną dietę oczyszczającą czy leczenie wszystkiego witaminą C (jak się okazuje ten ostatni temat rozgrzewa opinię publiczną do czerwoności). Taka rewelacja promowana najczęściej przez sławy porywa tłumy. Nie ma problemu, jeśli zwyczajnie nie działa. Poza tym, że jesteśmy zawiedzeni nie dzieje się nic. Czasem jednak spopularyzowany cud szkodzi naszemu zdrowiu, jak magiczne terapie czy unikanie szczepienia dzieci.

   Dlaczego do tego dochodzi? Bo często korzystamy z niepewnych i niesprawdzonych źródeł. Wystarczy, że przeczytamy jeden artykuł na dany temat i w niego wierzymy, bo mamy skłonność do ufania słowu pisanemu. Wydaje nam się, że ktoś dokładnie problem sprawdził, sięgnął do fachowej literatury, porozmawiał ze specjalistami. Prawda jest niestety taka, że teksty w sieci może publikować każdy, a różne teorie dotyczące zdrowia znajdują się wysoko na liście tematów wyszukiwanych.

   Najgroźniejsze są artykuły brzmiące medycznie, które w medycynie żadnego poparcia nie mają. Pseudospecjaliści przekonują, że „ostatnio naukowcy dowiedli”, „amerykańscy eksperci zalecają”, nie powołując się na żadne konkretne badania ani instytucje. Albo opierają swój doradczy tekst na badaniach przeprowadzonych 50 lat temu, nie podejmując odrobiny wysiłku, by sprawdzić czy coś się w tej kwestii zmieniło. Często pojawia się też stwierdzenie „powiedziane na konferencji”, a to za mało – powiedzieć można wszystko. Każde wiarygodne badanie zostało opublikowane w magazynie naukowym, z dokładnym opisem grupy badanej i kontrolnej, czasu jego przebiegu czy nazwisk badaczy (to dlatego tak często w swoich wpisach wymieniam konkretne uniwersytety, tak aby można było sprawdzić czy dane, na które się powołuję są prawdziwe). Tylko w takim wypadku możemy dopuścić do siebie myśl, że przedstawiona w artykule teza autora ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. W praktyce jednak widzę, że wiele osób piszących o zdrowiu w internecie nie wymienia żadnych, nawet najbardziej niewiarygodnych źródeł swoich teorii. Dziś każdy może napisać wszystko, a jeśli z jakiegoś powodu budzi nasz autorytet to część z nas każde słowo przyjmuje jako fakt.

   Sama jestem fanką nowinek w temacie zdrowego trybu życia. Zdarzało mi się także przejechać na sezonowych hitach, które bardziej szkodziły niż pomagały. Duża grupa ludzi, przytłoczona nadmiarem informacji dotyczących zdrowia, w panice stara się o nie zadbać. Ludzie zaczynają wtedy zmieniać swoje nawyki albo analizować tryb życia doszukując się błędów, które mogą mieć wpływ na zdrowie. Oczywiście ja zaliczam się do tej grupy. :) Czy jest to podatność na mody, neurotyczna osobowość, a może po prostu racjonalna przezorność? Mam klika swoich natręctw i przygotowując ten wpis, postanowiłam sprawdzić, czy mam naukowe podstawy do swoich obaw.

Obsession no. 1 – food

What we provide our body with influences our functionality and we feel it at every level – starting with immune system and the state of our complexion and finishing with our mood and the level of our energy. On numerous occasions did I replace my menu with something "better". When I was living with my parents, we all tried the Atkins Diet which was perceived as the most well-known and the most effective way of eating 10 years ago. We were really madly losing our weight, but after some time it turned out that the diet brought more harm than benefits. Robert Atkins has been urging to eliminate carbohydrates from our diet and focus on fats and proteins since the 70s. His guidelines quickly gained recognition of millions of people all around the world. After all, losing weight by eating sausages and steaks was a really pleasant experience. Unfortunately, it can't be that easy – the diet was characterised by a scarcity of vitamins which has a very negative influence on our health. The consequences may be very dangerous – magnesium and potassium deficiency, acidification, tooth cavities, gout, arteriosclerosis, and even cerebral stroke. Similar consequences can be observed in case of wonder diets, especially those that almost totally eliminate one of the food components. To name a few examples that are dangerous for our health: Kwaśniewski Diet, Copenhagen Diet, Dukan Diet, or Lemon Diet.

And what about the popular vegetarianism and veganism? Still, three years ago I was a vegan, but today I think that I had too orthodox an approach to this subject. Limiting the consumption of meat (especially red meat) and animal fats is, in fact, a good idea. According to the study conducted by a research team at the University of Southern California, even the smallest reduction of animal fats may decrease the risk of neoplasm by about twenty percent. However, it isn't quite known whether meat has been harmful for human body forever or maybe it's the problem of the production process. Instead of eliminating it from the diet altogether, it's best to decrease the consumption and pay attention to the source that it comes from. Animal husbandries that don't care for the quality of meat are the bane of the 21st century. That's why it's worth searching for stores offering eco meat – in all cities, we'll find specialised butcher's shops or markets offering products from local suppliers. Don't be afraid to ask about the origins of poultry, the production process, and breeding methods (it is also one of my obsessions). Appropriate conditions, that is high-quality fodder, healthy bedding, temperature, and decreasing stress stimuli generate a greater cost for the breeder – let’s not delude ourselves that good meat will be cheap as trying to decrease all costs led to a situation in which it's difficult to find pork loin from a happy pig.

Now, my diet is based on following the food pyramid that has been recently updated by WHO. Apart from the fact that the pyramid has been supplemented with active lifestyle that is the very base of the pyramid (the recommended active time is 30-40 minutes a day), cereal products switched sides with vegetables and fruit. For many years, cereal products have been perceived as a very important element of a healthy diet. Now, they can be found in the centre (that means that you shouldn't exaggerate with their consumption – I mostly avoid eating them for supper). The daily portions of vegetables and fruit should be a ratio of 3/4 of vegetables and 1/4 of fruit.  Sweets and other sins have been replaced with oils and nuts (here you'll find the link to the pyramid and how it has changed over the last couple of years).

After years of experiences and mistakes, I eat everything, but I carefully read the labels, ask for the source of products, and avoid chemical substances and processed food. I'm trying to cook at home more, but the everyday chores allow me to do it only on the weekends. I confess, I'm not a kitchen queen, I don't come up with complex recipes off the top of my head and I don't experiment. I'm afraid to take up challenges and you won't find duck confit in my kitchen. Yet, simple Italian cuisine is something totally different. Maybe the lower the skills, the greater the need to buy cookbooks, but in my case it is simply the best support. I've got greatest trust for the British people's beloved chef – the famous Jamie – he can find a perfect balance between what's healthy and simple in preparation.

* * *

Natręctwo nr 1 – żywność

To czym karmimy nasz organizm wpływa na jego funkcjonowanie, a my odczuwamy to na każdym poziomie – począwszy od odporności, przez stan cery, skończywszy na samopoczuciu i energii. Wielokrotnie zmieniałam swoje menu na jeszcze „lepsze”. Gdy mieszkałam z rodzicami, wszyscy przeszliśmy na dietę Atkinsa, która 10 lat temu była tą najbardziej znaną i „najskuteczniejszą”. Kilogramy faktycznie leciały w dół jak szalone, ale po jakimś czasie okazało się, że skutkiem ubocznym jest spustoszenie w organizmie. Robert Atkins od lat 70 namawiał do wyeliminowania z diety węglowodanów i skupieniu się na tłuszczach i białkach. Zalecenia szybko zyskały aprobatę milionów ludzi na całym świecie. W końcu, odchudzanie kiełbaskami i stekami było bardzo przyjemne. Niestety nie może być tak łatwo – uboga w witaminy dieta bardzo negatywnie odbija się na zdrowiu. Konsekwencje mogą być bardzo groźne – niedobory magnezu i sodu, zakwaszenie organizmu, próchnica, skaza moczanowa i miażdżyca, a w dalszej konsekwencji nawet udar mózgu. Podobne skutki ma większość diet „cud”, zwłaszcza tych, opartych na ograniczeniu do minimum jakiegoś składnika. Niebezpieczne dla zdrowia są między innymi diety Kwaśniewskiego, kopenhaska, Dukana, czy cytrynowa.

A co z popularnym wegetarianizmem i weganizmem? Jeszcze trzy lata temu sama byłam weganką, ale dziś myślę, że zbyt ortodoksyjnie podeszłam do tego tematu. Ograniczenie spożywania mięsa (zwłaszcza czerwonego) i tłuszczy odzwierzęcych jest na pewno dobrym pomysłem. Zgodnie z badaniami naukowców z University of Southern California nawet niewielkie ograniczenie białka pochodzenia zwierzęcego może zmniejszyć ryzyko zachorowania na nowotwory o dwadzieścia procent. Nie wiadomo jednak, czy mięso szkodzi nam od zawsze, czy po prostu sposób w jaki jest hodowane sprawia, że staje się niezdrowe. Zamiast całkowicie eliminować je z diety, lepiej jeść je rzadziej, ale z pewnego źródła. Fatalne, niedbające o jakość, a jedynie o zysk hodowle, to zmora dwudziestego pierwszego wieku. Dlatego warto poszukać sklepów z mięsem ekologicznym – w każdym mieście znajdziemy wyspecjalizowany sklep mięsny lub targ oferujący produkty od lokalnych dostawców. Nie bójmy się pytać skąd pochodzi kurczak, jak był hodowany, czym się odżywiał (to też jedno z moich natręctw). Odpowiednie warunki, czyli dobre pasze, zdrowa ściółka, temperatura i ograniczenie stresu zwierząt to większy koszt dla hodowcy – nie łudźmy się, że dobre mięso będzie tanie, bo właśnie dążenie do maksymalnego obniżenia cen mięsa sprawiło, że tak ciężko znaleźć dziś schab od szczęśliwej świnki.

Teraz moja dieta polega na kierowaniu się piramidą żywienia, która ostatnio została zaktualizowana przez WHO. Poza tym, że do piramidy dodano sport, który znajduje się u jej samego podnóża (sugerowany czas aktywności to aż 30-40 minut dziennie), to zamieniono miejscami produkty zbożowe z warzywami i owocami. Zboża przez wiele lat były uważane, za bardzo istotny element prawidłowej diety, teraz znajdują się po środku (czyli nie należy z nimi przesadzać – ja przede wszystkim unikam ich podczas kolacji). Natomiast dzienna proporcja spożywania warzyw i owoców powinna wynieść mniej więcej 3/4 warzyw oraz 1/4 owoców.  Z samego czubka wypadły słodycze i inne grzechy na rzecz olejów i orzechów (tutaj link do piramidy i tego jak zmieniała się w przeciągu kilku ostatnich lat).

Po latach doświadczeń i błędów tak naprawdę jem wszystko, ale bardzo uważnie podchodzę do czytania etykiet ze składem, pytam o źródła produktów, unikam chemicznych ulepszaczy i przetworzonego jedzenia. Staram się jak najwięcej gotować w domu, ale proza dnia codziennego sprawia, że robię to zwykle tylko w weekendy. Przyznaje się, nie jestem królową kuchni, nie wymyślam przepisów z głowy i nie eksperymentuję. Boję się podejmować wyzwań i kaczki po francusku raczej „nie popełnię”, ale prosta kuchnia włoska to już co innego. Być może im mniejsze umiejętności tym większa chęć kupowania książek kucharskich, ale w moim przypadku to po prostu najlepsze wsparcie. Największe zaufanie mam od lat do ukochanego kucharza Brytyjczyków czyli słynnego Jamiego – potrafi on znaleźć idealny balans między tym co zdrowe i proste w przygotowaniu.

Jamie Olivier nie jest Włochem, ale ekspertem w dziedzinie gotowania – na pewno. Po jego ostatniej podróży do Włoch, która trwała półtora roku, powstała książka „Jamie gotuje po włosku”. Jak we wszystkich publikacjach Jamie’go, tu też królują proste przepisy, które zawsze się udają.Już dwukrotnie przygotowałam makaron z dynią i kiełbaską. Z małymi modyfikacjami – nie zrobiłam swojego makaronu i pojęcia nie mam gdzie można kupić świeży liść laurowy (po prostu użyłam suszonego). Ale właśnie to lubię w jego publikacjach – pomimo braku lub zamiany pewnych składników potrawy są nadal smaczne. Teraz w kolejce szykuje się przepis na makaron z pistacjami (strona 106) i tarta gruszkowo-orzechowa (strona 360).

Obsession no. 2 – mobile phone at the greatest distance possible

My biggest obsession about which I'm nagging all other household members is remembering that the mobile phone should be at the greatest possible distance from our heads at night. Even during the day, I'm trying to leave my smartphone by the door. While browsing the Internet, I never hold it over my stomach, and if I've got such a possibility I turn on the speaker during a conversation. So far, I've been doing it based on a premonition. I just felt that electrical devices, including mobile phones, emanate with harmful aura.

The fact that mobile phones (and other devices) create an electromagnetic field is unquestionable. We all live in the electrosmog that is really difficult to escape (source). Research (source) concerning mobile phones has corroborated the impact of radiation on bioelectric activity of our brains. However, the nature of this impact hasn't been studied as of yet. Therefore, apart from speculations and intuitive placing of the mobile phone away from the head, there's no corroboration whether the sole working of a device can have any harmful influence on our body. The experts from Interphone and WHO, after a study conducted in 13 countries, stated that there is lack of evidence whether there is any link between mobile phone use and brain cancer.

It's a whole different story when it comes to screens. Looking at mobile phones, which are glaring and full of sensationalised content, results in sleep disorders and problems with the production of melatonin which is essential in the appropriate functioning of our organism.The development of cellular network and the whole wireless technology are a relatively young field of science; thus, the way they influence our organism has been the topic of various studies. If we intuitively feel that something is dangerous, we can always equip ourselves with  fazups recommended by WHO and French doctors. A special antenna  protecting the user against radiation that you place on your mobile phone has been checked at the independent Emitech laboratory in France as well. Companies such as Emirates or our native LPP have been equipping their staff with fazups.

* * *

Natręctwo nr 2 – komórka jak najdalej

Moim największym natręctwem, którym męczę wszystkich domowników, jest pilnowanie, by telefony w nocy leżały jak najdalej od naszych głów. Nawet w ciągu dnia staram się zostawiać smartfona przy drzwiach. Przeglądając Internet nie trzymam go nigdy na brzuchu, a jeśli mam taką możliwość to w trakcie rozmowy telefonicznej włączam głośnik. Do tej pory robiłam to wszystko z czystego „przeczucia”. Po prostu wydawało mi się, że urządzenia elektryczne, a już na pewno telefony, muszą wytwarzać szkodliwą aurę.
To, że telefony (i inne urządzenia) wytwarzają pole elektromagnetyczne nie podlega dyskusji. Wszyscy żyjemy w elektrosmogu, z którego bardzo ciężko jest uciec (źródło). Badania (źródło) dotyczące telefonów komórkowych potwierdziły wpływ promieniowania na czynność bioelektryczną mózgu, nie zbadano jednak czy jest to wpływ zły. Tym samym poza domysłami i intuicyjnym odsuwaniem komórki od głowy nie ma żadnego potwierdzenia, że samo działanie urządzenia w jakikolwiek sposób szkodzi. Eksperci z Interphone i WHO po badaniu przeprowadzonym w 13 państwach stwierdzili, że brak jest dowodów na związek pomiędzy korzystaniem z komórek a rakiem mózgu.

Zupełnie inaczej ma się jednak sprawa z ekranami. Patrzenie na rozświetlone, pełne emocjonujących treści smartfony skutkuje nie tylko zaburzeniami snu, ale i problemami z produkcją melatoniny, niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania organizmu.

Rozwój telefonii komórkowej i całej bezprzewodowej technologii jest dziedziną stosunkowo młodą, dlatego to, jak zmienia i wpływa na nasze życie jest przedmiotem ciągłych badań. Jeśli podskórnie czujemy, że coś jest dla nas niebezpieczne, zawsze możemy uzbroić się w rekomendowane przez WHO i francuskich lekarzy fazupy. Specjalna antenka chroniąca przed promieniowaniem, którą  przyczepia się do telefonów, została sprawdzona także w niezależnym laboratorium Emitech we Francji. Firmy takie jak Emirates czy nasze rodzime LPP zaopatrują w fazupy swoich pracowników.

Obsession no. 3 – hair cosmetics

The ingredients of many shampoos and conditioners have been demonised have been demonised. I read most information on silicones so I got rid of all hair cosmetics with at least a modicum of silicones in them. Back then, I had no idea that silicones could be divided into good and bad ones that's why I prudently avoided all of them like the plague. The difference is that one group (the good ones) is water soluble and it can be easily washed off with water, whereas the other group is non-water soluble and stays on our heads. In order to get rid of the harmful ones from the surface of your hair, it's essential to use strong detergents containing sulphates that exacerbate the condition of our hair. My longstanding obsession was therefore justified, as good silicones really make our hair look a lot better. And now grab your smartphones and write down what names to search for and what names to avoid when you look at labels:

Non-water soluble silicones: Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Trimethylsilylamodimethic, Trimethylsiloxysilicates, and water soluble, but only thanks to very strong shampoos: Amodimethicone, Dimethicone, Dimethiconol, Beheonoxy dimethicone, Phenyl trimethicone, Simethicone, Trimethicone.Water soluble silicones: Dimethicone copolyol, Lauryl methicone copolyol, Hydrolyzed wheat protein hydroxypropyl polysiloxane, and silicones containing PEG in their names.

When choosing cosmetics with water soluble silicones, we can quickly and effectively improve the condition of our hair. We will notice that it becomes smooth, shiny, and soft to the touch. You'll face less problems with combing it out as well. Such silicones don't cause irritation or allergies, don't burden your hair, and are an ideal protection against the harmful influence of weather conditions.I need to admit that even though I value everything that's natural, my hair likes all products containing synthetic ingredients more than those that are based on natural substances (some time ago, I had to throw away a whole bottle of shampoo and conditioner with plant extracts as my hair literally became green).

* * *

Natręctwo nr 3 – kosmetyki do włosów

Od wielu lat składniki większości szamponów i odżywek są demonizowane. Najwięcej naczytałam się o sylikonach więc pozbyłam się wszystkich kosmetyków do włosów z choć minimalną ich zawartością. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, że sylikony dzielimy na dobre i złe, przezornie jak ognia unikałam wszystkich. Różnica polega na tym, że jedne (dobre) rozpuszczają się w wodzie i łatwo spłukać je z włosów, a drugie (złe) nie rozpuszczą się i zostają na naszej głowie. Aby pozbyć się tych szkodliwych z powierzchni włosa, konieczne jest użycie silnie działających detergentów z siarczanami w składzie, które pogarszają kondycję włosów. Moje wieloletnie natręctwo było więc tylko częściowo uzasadnione, bo dobre sylikony faktycznie sprawiają, że włosy wyglądają dużo lepiej. A teraz smartfony w dłoń i zapisujemy, jakich nazw szukać i jakich unikać w składzie produktów:

Silikony nierozpuszczalne w wodzie: Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Trimethylsilylamodimethic, Trimethylsiloxysilicates, oraz rozpuszczalne, ale jedynie dzięki bardzo silnym szamponom: Amodimethicone, Dimethicone, Dimethiconol, Beheonoxy dimethicone, Phenyl trimethicone, Simethicone, Trimethicone.

Silikony rozpuszczalne w wodzie: Dimethicone copolyol, Lauryl methicone copolyol, Hydrolyzed wheat protein hydroxypropyl polysiloxane, oraz silikony z PEG w nazwie.

Wybierając kosmetyki z sylikonami rozpuszczalnymi w wodzie, możemy szybko i skutecznie poprawić kondycję włosów. Niemal natychmiast zauważymy, że stały się gładkie, błyszczące i miękkie w dotyku, łatwiej też będzie nam je rozczesywać. Takie sylikony nie powodują podrażnień ani uczuleń, nie obciążają włosów, za to doskonale ochraniają je przed niekorzystnym działaniem warunków atmosferycznych.
Muszę przyznać, że choć cenię wszystko, co naturalne, to moim włosom o wiele lepiej służą produkty zawierające syntetyczne składniki, niż te zawierające jedynie naturalne substancje (jakiś czas temu na przykład, musiałam wyrzucić całe opakowanie szamponu i odżywki z roślinnego wyciągu, bo moje włosy po prostu zzieleniały).

Jeszcze jednym moim małym natręctwem jest dbanie o to, aby w nocy było mi ciepło. Należę do potwornych zmarzlaków, spanie w jedwabnej piżamie to dla mnie wyrok – katar z rana mam jak w banku. W mojej szafie można więc znaleźć mnóstwo ciepłych piżam. Właśnie dołączył do nich nowy komplet (bluza i spodnie) z bardzo przyjemnej i miękkiej bawełny od polskiej marki Hibou Sleepwear. Ich rzeczy są wygodne, ciepłe i nie do zdarcia. Gdybym miała trzy minuty na spakowanie się na cały tydzień na pewno w pierwszej kolejności sięgnęłabym po szary komplet. 

Obsession no. 4 – mouth masks

Don't worry, I don't look like a dweller of Shanghai on a daily basis. However, I've got such a habit that whenever one of my friends visits me with a cold, I grab a mouth mask – for her or for me. Fortunately, my co-workers don't perceive it as something strange and willingly put them on as none of us has the time to be sick. I don't forgo a mouth mask in my own home, as I wouldn't like my daughter to contract the same virus. Each parent knows that it's always connected with being grounded for a week and crawl up the walls out of boredom (how many books can you read, how many play dough cities can you build, and how many drawing can you create?). The obsession is connected with the concern about transmitting germs and maybe it sounds funny, but at least it protects us from influenza each year. Well, about that… are mouth masks really effective against transmitting viruses?

If the household members grab them within a 24-hour period from diagnosis, wear them for 7 days, and regularly wash their hands, the risk of transmitting the virus will decrease by 50%. It's important to remember that the disposal products should be frequently replaced.

The topic of mouth masks often pops up whenever there is some kind of epidemic and quickly spreading outbreaks. Unfortunately, used as a preventive measure, they might do more harm than good – under the mouth mask, a layer of humid air is created which is an ideal fodder for bacteria and viruses. Wearing it as a "prevention" in the city for a few hours is a totally different thing than wearing it by doctors for a short period of time when they come into contact with an infected patient.

Usually, bacteria and viruses don't just flow in the air. You need to come into contact with their habitat. And where can you find their greatest concentration? The answer isn't the toilet which is a place that people usually keep clean. The dirtiest places and areas turn out to be mobile phones, fuel pistols, and laptops (not to mention keyboards). What can we do to minimise transmitting bacteria? Keep our items clean – disinfecting our mobile phones should become a weekly ritual – after all, we place it anywhere, for example, in cafes. Let's remember to use a cotton pad to clean the corners, especially underneath the protective covering. It's important as mobile phones come into direct contact with our face. Laptops also should be cleaned once a week, especially when it comes to keyboards. When it comes to money, there's no good way out – just remember that you should wash your hands when you come back home.

Obsession no. 5 – medical examination, medical examination, medical examination

Prophylactic medical examination and keeping a transparent calendar are my top priorities. Once a year, I do breast and thyroid ultrasound examination and I do cervical smear every 6-8 months. Despite my meticulous approach, I always feel nervous before a doctor's appointment. However, I always repeat to myself (and I recommend following in my footsteps) that even if the examination shows something bad, regular tests will increase my chances of going back to full health when faced with the worst case scenario. Some claim that cervical smear should be done once every three years, or at least such a frequency of tests is financed by the National Health Fund, however, in my case that's out of the question – my hypochondria wouldn't allow other household members to live in peace. Death from breast cancer still remains at a very high level (6 thousand women each year). However, if women remembered about the tests more frequently, the statistics would look totally different.

On a biannual basis, I also do blood tests – in the spring and winter time. This simple test can help you to detect many diseases at a very early stage (for example, pay attention to the level of monocytes), diagnose many deficiencies, or help in the choice of appropriate supplements. You should remember to avoid checking your tests with what's written online and just trust specialists. The most important blood tests include: urinalysis, complete blood count, ferritin, iron, vitamin D, SGOT, SGPT, bilirubin, TSH, ft3, ft4, blood urea, CPK, electrolytes (sodium, potassium, magnesium), cortisol.   

Habits are habits – all people have some. If they don't destroy our natural barrier (for example, when you wash your hands too frequently), don't harm our organism (wasting diet), and don't lead to conflicts in our household ("from now on, we don't eat meat, here you've got chicory"), they can prevent us from something unpleasant. It's best to realise that we've got them and check whether they can be corroborated somehow. It often turns out that our intuition is the key. Having analysed my own habits, I noticed that without wider knowledge on a given topic, my activities had some sense to them. And what about you? Do you have any health obsessions? Where do you search for information concerning the harmful influence of various products?

* * *

Natręctwo nr 4 – maseczki

Spokojnie, na co dzień wcale nie wyglądam jak mieszkanka Szanghaju. Mam jednak taki zwyczaj, że gdy któraś z koleżanek przychodzi do pracy zakatarzona, to sięgam po maskę na buzię – dla mnie lub dla niej. Na szczęście moje współpracowniczki nie patrzą na mnie dziwnie i same chętnie je zakładają, bo żadna z nas nie ma czasu chorować. Z maski nie rezygnuję również we własnym domu, bo w żadnym wypadku nie chciałabym, by wirus przeniósł się na moją córkę. Każdy rodzic wie, że wiąże się to z tygodniem uziemieniem i chodzeniem po ścianach z nudy (bo ile książek można przeczytać, ulepić plastelinowych miast i narysować obrazków?). Obsesja związana z obawą przenoszenia zarazków może i brzmi śmiesznie, ale przynajmniej chroni nas od kilku stanów grypowych w roku. No właśnie… czy maski faktycznie chronią przed przenoszeniem wirusów?

Jeśli domownicy sięgną po maseczki w ciągu doby od rozpoznania choroby, będą je nosić przez 7 dni i regularnie myć ręce, ryzyko przeniesienia wirusa zmniejszy się o 50%. Należy pamiętać jednak o tym, że to produkt jednorazowy, więc powinien być często wymieniany.

Temat maseczek pojawia się zwykle przy okazji różnych epidemii i szybko rozprzestrzeniających się ognisk chorobowych. Niestety, noszone profilaktycznie mogą przynieść więcej złego niż dobrego – pod maseczką wytwarza się wilgoć, która jest doskonałą pożywką dla bakterii i wirusów. Noszenie takiej „ochrony” w mieście przez kilka godzin to zupełnie co innego, niż zakładanie jej przez lekarzy podczas chwilowego kontaktu z zarażonym pacjentem.

Zazwyczaj jednak bakterie i wirusy nie fruwają w powietrzu. Potrzeba kontaktu z ich siedliskiem. A gdzie jest ich najwięcej? Wcale nie w toaletach, w których zazwyczaj pilnuje się czystości. Najbrudniejsze okazują się telefony komórkowe, pieniądze, pistolety do nalewania paliwa i laptopy (nie wspominając o tym, co siedzi w klasycznych klawiaturach komputerowych). Co zrobić, żeby do minimum ograniczyć przenoszenie bakterii? Pilnować, by nasze przedmioty były czyste – odkażanie telefonu powinno być cotygodniowym rytuałem, w końcu kładziemy go gdzie popadnie, np. w kawiarniach. Pamiętajmy by wacikiem potraktować boki, zwłaszcza pod zabezpieczającą osłonką. To ważne, bo telefony mają bezpośredni kontakt z naszą twarzą. Laptopy również powinno się czyścic raz w tygodniu, zwłaszcza klawiaturę. Co do pieniędzy, to sposobu na nie nie ma – pamiętajmy po prostu, by po powrocie do domu zawsze umyć ręce.

Natręctwo nr 5 – badania, badania, badania

Badam się profilaktycznie i z kalendarzem w dłoni pilnuję, by nie opuścić żadnej kontroli. Raz w roku robię USG piersi i tarczycy, na cytologię chodzę co 6-8 miesięcy. I pomimo mojego skrupulatnego podejścia i tak zawsze denerwuję się przed wizytą. Powtarzam sobie jednak (i Wam też radzę wyjść z takiego założenia), że nawet gdyby w badaniu wyszło coś złego, to dzięki regularnym kontrolom znacznie zwiększam swoje szanse na wyleczenie nawet w przypadku najgorszego. Podobno cytologię wystarczy robić raz na trzy lata, przynajmniej taką częstotliwość finansuje NFZ, w moim wypadku taka przerwa jest niedopuszczalna – moja hipochondria nie dałaby żyć innym domownikom. Umieralność na raka piersi w Polsce nadal jest bardzo wysoka (6 tysięcy kobiet rocznie), gdyby kobiety częściej się badały statystki wyglądałyby zupełnie inaczej.

Co pół roku zgłaszam się też na analizę krwi – na wiosnę i jesień. To proste badanie może pomóc w wykryciu wielu chorób w bardzo wczesnym stadium (zwracajcie uwagę na przykład na poziom monocytów) zdiagnozowaniu wszelkich niedoborów, czy pomóc w wyborze odpowiednich suplementów. Pamiętam jednak, by wyników nie „konsultować” w internecie, a ze specjalistą. Najważniejsze badania to: ogólne moczu, morfologia z OB, ferrytyna, żelazo, witamina D, Aspat, Alat, bilirubina, TSH, ft3, ft4, mocznik, CK, elektrolity (sód, potas, magnez), kortyzol.

    Nawyki nawykami – każdy jakieś ma. Jeśli nie niszczą naszej naturalnej bariery (jak np. zbyt częste szorowanie rąk), nie szkodzą organizmowi (wyniszczająca dieta) i nie powodują domowych konfliktów („od dziś wszyscy nie jemy mięsa, masz tu cykorię”), mogą nas uchronić przed czymś nieprzyjemnym. Najlepiej jest uświadomić sobie, że je mamy i sprawdzić, czy mają jakieś uzasadnienie. Bardzo często okazuje się, że nasza intuicja nie zawodzi. Po analizie własnych nawyków, zauważyłam, że nawet bez szerszej wiedzy na dany temat, moje działania miały sens. A Wy macie jakieś swoje zdrowotne natręctwa? Gdzie szukacie informacji na temat szkodliwości różnych produktów?

 

6 pielęgnacyjnych rytuałów tych „it girls”, które robią w życiu coś więcej niż samo dbanie o urodę

   In today's times, the notion of "it girls" is associated mostly with social media celebrities. And did you know that this nickname was already functioning in the 20s of the 20th century and became popularised by the film "It" with the spectacular Clara Bow? In those times, no one even imagined something like Instagram, and “it girls" have been here forever. What does "it” stand for? Some try to define it as unstudied "sex appeal", others claim that it's just about popularity. One thing is certain – "it girls" had their presence in each epoch, and that "it" factor made them seduce crowds. Still, a few and a dozen or so year ago, the group consisted of beautiful actresses and models – their popularity was a result of the superficial characteristics of their appearance. Over time, beauty stopped to be so magnetising for the society. Today, we want to get inspiration from women who have a different occupation than only focusing on their external appearance. Modern "it girls" are independent and strong women of success who focus on taking action – they start their own companies, travel, create marvellous things, and look ideal just as a total and unstudied addition.

   Now, in order to become an "it girl" it isn't enough to have a pretty face or athletic body. Why? Each of us if we forewent everyday activities and occupied ourselves with outfits, makeup, and hair styling for a whole day would look like a Hollywood star. It's an art to do your thing and additionally look great all the time. That's why we'll focus on beauty routines of women who've made a name for themselves not because they were born as beautiful, but because they do so many interesting things in their lives, are proud of them, and are able to boast about them in a proper way.

* * *

   W dzisiejszych czasach pojęcie „it girls” kojarzy się przede wszystkim z gwiazdami mediów społecznościowych.  A czy wiecie, że to określenie funkcjonowało już w latach 20. XX wieku i zostało spopularyzowane przez film „It” z nieziemską Clarą Bow? O Instagramie nikomu się wtedy nawet nie śniło, ale „te dziewczyny” istniały zawsze. Co to właściwie jest to „it’? Niektórzy próbują zdefiniować to jako niewymuszony „sex appeal”, inni twierdzą, że to po prostu popularność. Jedno jest pewne – ‚it girls” pojawiały się w każdej epoce, a „to coś” sprawiało, że uwodziły tłumy. Jeszcze kilka i kilkanaście lat temu były to przede wszystkim piękne aktorki i modelki – ich popularność wynikała najczęściej z powierzchownych cech wyglądu. Z czasem sama uroda przestała jednak magnetyzować społeczeństwo. Dziś pragniemy czerpać inspiracje od kobiet, które mają inne zajęcia niż te, skupione wyłącznie wokół dbania o swój wygląd. Nowoczesne „it girls” to niezależne i silne dziewczyny sukcesu, które stawiają na działanie – rozwijają własne biznesy, podróżują, tworzą niesamowite rzeczy, a idealnie wyglądają jedynie przy okazji.

   Teraz, aby być „it girl” nie wystarczy mieć ładnej buzi, czy wysportowanego ciała. Dlaczego? Każda z nas, jeśli tylko porzuciłaby wszystkie obowiązki i cały dzień zajmowała się strojeniem się, makijażem i układaniem włosów, wyglądałaby jak hollywoodzka gwiazda. Sztuką jest robić swoje, a pięknie wyglądać przy okazji. Dlatego dziś skupimy się na urodowych rytuałach kobiet, które zrobiły karierę nie dlatego, że urodziły się piękne, ale dlatego, że robią w swoim życiu wiele ciekawych rzeczy, są z nich dumne i potrafią w odpowiedni sposób się nimi chwalić.

1. Jaenne Damas

   Jaenne Damas during her only 24-year life, she was able to create her own clothing brand, write a book ("A Paris"), participate in a few advertisements and movies, and storm the modelling world. In fact, she started her career from walking along catwalks, but she became an inspiration for women when she set up her own company – Rouje Brand. Clothes from her store are the quintessence of Jeanne's style. She was the one who endorsed the fashion for envelope dresses last season and allowed them to return. In Poland, we know her mostly as a partner of Joanna Kulig in the dancing advertisement of Reserved.

   Jaenne's makeup and hair are an ideal match for her hectic life. It is clearly visible that she doesn't waste time standing in front of a mirror, but she was able to find her ways to make her look fashionable and standing out from the crowd. Jaenne doesn't show off her makeup – it's enough for her to highlight her lips with a red lipstick. She rarely goes for fiery red – she rather chooses red that has hues of brown and pink. What's most important is how she paints her lips. If you have a good look at her photos, you'll see that she most often overlines her lips slightly – it is the best way to make them a little bigger. It is easy to attain such an effect by delicately patting the lipstick into your lips.

* * *

1. Jeanne Damas

Jeanne Damas w swoim zaledwie dwudziestoczteroletnim życiu zdążyła założyć markę odzieżową, napisać książkę ("A Paris”), wystąpić w kilku reklamach i filmach oraz podbić świat modelingu. Tak naprawdę karierę rozpoczęła od chodzenia po wybiegach, ale dla kobiet stała się inspiracją dopiero później, gdy założyła własny biznes – markę Rouje. Rzeczy z jej sklepu są kwintesencją stylu Jeanne. To właśnie ona sprawiła, że moda na kopertowe sukienki wróciła w ostatnim sezonie. W Polsce znamy ją przede wszystkim jako partnerkę Joanny Kulig w roztańczonej kampanii marki Reserved.

Makijaż i fryzura Jeanne idealnie wpisuje się w jej pędzące do przodu życie. Widać, że nie ma zamiaru tracić czasu na stanie przed lustrem, ale znalazła swoje sposoby na to, aby jej look był zawsze modny i rzucający się w oczy. Jeanne nie popisuje się makijażem – wystarczą jej jedynie podkreślone czerwoną szminką usta. Rzadko sięga po ognistą czerwień – wybiera raczej odcień czerwieni lekko wpadającej w brąz lub róż. Najważniejsze jest to w jaki sposób maluje usta. Jeśli dobrze się przyjrzycie jej zdjęciom, zauważycie, że najczęściej szminka delikatnie wychodzi poza kontur jej ust – to najlepszy sposób, aby je delikatnie powiększyć. Łatwo uzyskać taki efekt delikatnie wklepując pomadkę palcem w usta.

2. Yanina Trapachka

Yanina Trapachka is definitely an example of a modern woman of success. She is 26 and she's been living in Poland for 9 years. She comes from Belarus. She was able to transform her passion into a way of living – Tanina started a PR agency in Poland; however, the agency is only concerned with Instagram accounts. Two years ago, she was starting her career accompanied only by her friend Polina – today, she is employing a ten-person team and most popular and well-known Polish brands are fighting for the possibility to work with her.

I think that the pace of this tall blonde's work is really fast. The more so that you can appreciate that she always looks as if she was takes straight out of a magazine cover. Her style has nothing to do with high heels, blonde extensions, and clothes with brand logos. It's enough to see her Instagram account.

As it might be expected from a photography specialist, she knows how to find real pearls amid the regular items. Her Instagram is a treasure trove of beautiful hot trends and brands that are worth people's attention but aren't that well-known. She likes niche cosmetics and she recommends the best ones. And all of that is served at the backdrop of beautiful settings. And even though Yanina creates "images", she understands why authenticity is important for the recipient. That's why we see only nature and charm while looking on her portrays…and the immortal red lipstick.

3. Kinga Rusin

Kinga Rusin has become the queen of naturality. She shocked a great deal of people when she showed for the first time with greying hair and declared that she would never dye it again. On gossip websites, editorial staff were scratching their heads thinking "how's that even possible"? It turns out that it's possible and Kinga Rusin does it with grace of a real lady! If it wasn't for the two equally beautiful adult daughters, no one would believe that she is almost 50 years old, and she often shows her face in the sauté version on Instagram – without a modicum of makeup. A few years ago, Kinga started one of the first natural cosmetic brands in Poland. „Pat&Rub by Kinga Rusin” is currently one of the most popular brands in Sephora. 

And what's her recipe for a young appearance? Reading compositions of cosmetics! At all times, Kinga highlights that ecology and nature are two most important factors. That's why everything – from toners to face creams that she uses are rich in plant extracts. On her profile, she describes in detail the subsequent steps of her skin care treatment and remembers to apply stronger ampules before applying a face cream. Being consistent and mindful in using appropriate cosmetics in her case makes her look younger than me. She probably is in league with Mother Nature. :)

* * *

2. Yanina Trapachka

Yanina Trapachka to niewątpliwie przykład dzisiejszej kobiety sukcesu. Ma dwadzieścia sześć lat, od dziewięciu mieszka w Polsce, a pochodzi z Białorusi. Udało jej się przekuć swoją pasję w sposób na życie – Yanina założyła pierwszą w Polsce agencję PR zajmującą się wyłącznie Instagramem. Jeszcze dwa lata temu swoją zawodową przygodę rozpoczynała tylko w towarzystwie przyjaciółki Poliny – dziś zatrudnia dziesięcioosobowy zespół, a najsłynniejsze polskie marki walczą o możliwość współpracy.

Domyślam się, że tempo pracy jaki ta wysoka blondynka narzuca sobie każdego dnia jest naprawdę szybkie. Tym bardziej można jednak docenić to, że zawsze wygląda jak z „żurnala”. Nie, jej styl nie ma nic wspólnego ze szpilkami, blond doczepami i ubraniami z wrzeszczącym logo. Zresztą zobaczcie jej Instagram.

Jak na specjalistkę od pięknych zdjęć przystało, dobrze wie jak wśród przeciętności znaleźć prawdziwe perełki. Jej Instagram to skarbnica pielęgnacyjnych hitów i marek, które zasługują na uwagę, ale są mało znane. Lubi niszowe kosmetyki i chętnie poleca te najlepsze. A wszystko podaje w cieszącej oko oprawie. I choć Yanina zajmuje się tworzeniem „obrazów”, rozumie, jak ważna jest dla odbiorcy autentyczność. Dlatego patrząc na jej portrety widzimy przede wszystkim naturę i wdzięk… no i nieśmiertelną czerwoną szminkę.

3. Kinga Rusin

Kinga Rusin została królową naturalności. Wprawiła niektórych w niemały szok, gdy po raz pierwszy pokazała się z siwiejącymi włosami i ogłosiła, że więcej nie będzie ich farbować. Na plotkarskich profilach zastanawiano się wtedy „jak tak można”? Okazuje się, że można i Kinga Rusin udowodniła to z wdziękiem prawdziwej damy! Gdyby nie równie piękne dwie dorosłe córki, nikt nie uwierzyłby, że dziennikarka ma prawie 50 lat, a często pokazuje się na swoim Instagramie w wersji sauté – bez grama makijażu. Kinga kilka lat temu założyła jedną z pierwszych naturalnych marek kosmetycznych w Polsce. „Pat&Rub by Kinga Rusin” obecnie jest jedną z najchętniej kupowanych marek w Sephorze.  

A jaki jest jej przepis na tak młody wygląd? Czytanie składu produktów! Kinga na każdym kroku podkreśla, jak ważna jest dla niej ekologia i natura, dlatego wszystko – od toniku po kremy, których używa, bogate są w wyciągi z roślin. Na swoim profilu dokładnie opisuje poszczególne kroki pielęgnacyjnych zabiegów i pamięta, by przed nałożeniem kremu sięgnąć po mocniejsze ampułki. Konsekwencja i świadome używanie odpowiednich kosmetyków w jej przypadku sprawiają, że na co dzień wygląda młodziej niż ja. Na pewno ma jakiś układ z matką naturą. :)

4. Jessica Mercedes Kirschner

Everyone who is at least slightly interested in the world of fashion (and not only that) has heard about Jessica Mercedes. This entrepreneurial blonde started her adventure with blogging already as a teenager. Today, when she is 25, she's already collaborated with such brands as Chanel, Saint Laurent, Dior, Chle, Burberry, Lancome, Adida, Inglot, H&M, and I could go on forever. For more than a year, she has been also an owner of a company producing bathing suits. Seventeen months were enough for Moiess profile to gain almost one hundred thousand followers on Instagram.

Jessica, as one of the few bloggers, has no problem with showing herself without makeup. She likes comfort and her photos, even those clearly styled, have a common denominator of naturality and lack of overplaying. She most often wears loose hair. Jessica emphasised on numerous ocassions in her Instastories that she values appropriate skin care – especially makeup removal and moisturisation. Surprise, surprise! Jessica has chosen the same cosmetics that I discovered some time ago – Hello Body (recently, she showed their scrub in Mexico). I had the ocassion to use their face cream, lip balm, coconut face foam and I also recommend this brand, just like Jessica.

* * *

4. Jessica Mercedes Kirschner

O Jessice Mercedes słyszał każdy, kto choć trochę interesuje się światem mody (i nie tylko). Ta przedsiębiorcza blondynka rozpoczęła swoją przygodę z blogowaniem już jako nastolatka. Dziś, w wieku dwudziestu pięciu lat ma za sobą współprace z takimi markami jak Chanel, Saint Laurent, Dior, Chloe, Burberry, Lancome, Adidas, Inglot, H&M i w sumie można by tak wymieniać jeszcze długo. Od ponad roku jest również właścicielką własnej marki kostiumów kąpielowych. Wystarczyło siedemnaście miesięcy, aby profil Moiess miał blisko sto tysięcy obserwatorów na Instagramie.

Jessica jako jedna z niewielu blogerek nie ma żadnego problemu z pokazywaniem się bez makijażu. Ceni sobie wygodę, a jej zdjęcia, nawet te wyraźnie stylizowane, łączy naturalność i brak przerysowania. Najczęściej też występuje w lekko zmierzwionych rozpuszczonych włosach. Jessica nie raz podkreślała na Instastories, jak ważna jest dla niej odpowiednia pielęgnacja – głównie demakijaż i nawilżanie. I tu niespodzianka! Jessica upatrzyła sobie te same kosmetyki, które odkryłam już jakiś czas temu – Hello Body (ostatnio w Meksyku pokazała ich peeling). Miałam okazję używać ich kremu, balsamu do ust, kokosowej pianki do mycia twarzy i podpisuję się pod rekomendacją Jessici.

Po tym jak skończył mi się krem do twarzy od Cremorlabu, skorzystałam z kodu, który jakiś czas temu pojawił się na Instagramie Kasi. Marka Hello Body udostępniła, a właściwie nadal udostępnia, kod zniżkowy na 20% na wszystkie produkt, nawet te przecenione – wystarczy podać podczas zakupów hasło „MLE”. Ja wybrałam krem Coco Day Detox Daily Face Lotion o obłędnym zapachu kokosa. Produkt jest wegański, nietestowany na zwierzętach, bez PEG, silikonów, parabenów i  mikroplastików.

5. Elin Kling

Elin Kling has stormed the world of fashion – her blog delighted first Swedish women and then the rest of the globe. Elin as the first blogger in the world designed her own clothing line for H&M (in 2011, "Elin Kling for H&M”). Afterwards, there came the time for her own magazine and collection for "Guess by Marciano". Currently, together with her husband, she is the owner of a luxury brand Totême. Her style is the quintessence of Scandinavian minimalism.

If you've been following Elin on her Instagram, you could see that she uses little makeup on an everyday basis. She styles her hair in a simple ponytail, and yet she still hypnotises with her appearance. How does she do that? If I gather correctly, each piece of her body is pampered to the limit. Even when you look at the photos of her feet and palms, it's clear that she pays great attention to body care. After a few-minute scrolling of her profile, I was motivated to get a pedicure, apply a hair mask, and buy a black minimalist blazer in Zara (unfortunately, Totême brand is totally beyond my financial reach). I'm a short step from throwing everything that is not black, grey, or white out of my wardrobe. I've already started to look at my colourful sweatpants and home sweatshirt with slight reluctance. The one that you can see in the photo comes from S'portofino.

* * *

5. Elin Kling

Elin Kling szturmem wdarła się do świata mody – jej blog zachwycił Szwedki, a później resztę globu. Elin jako pierwsza blogerka na świecie zaprojektowała własną kolekcję ubrań dla H&M (w 2011 roku „Elin Kling for H&M”). Potem przyszedł czas na własny magazyn i kolekcję dla „Guess by Marciano". Obecnie wraz z mężem są właścicielami ekskluzywnej marki Totême. Jej styl to kwintesencja skandynawskiego minimalizmu.

Jeśli śledzicie Elin na Instagramie, możecie zauważyć, że na co dzień maluje się bardzo delikatnie. Włosy ma upięte w prosty kucyk, a jednak hipnotyzuje swoim wyglądem. Jak ona to robi? Jeśli dobrze wnioskuję, to każdy skrawek jej ciała jest zadbany do granic możliwości. Nawet zdjęcia samych jej stóp i rąk pokazują jak wielką uwagę przykłada do pielęgnacji. Po kilkunastu-minutowym skrolowaniu jej profilu zmotywowałam się do zapisania na pedicure, nałożyłam maskę na włosy i pobiegłam do Zary kupić czarną minimalistyczną marynarkę (niestety marka Toteme jest poza moim zasięgiem finansowym). Jestem o krok od wyrzucenia z mojej szafy wszystkiego, co nie jest czarne, szare, bądź białe, a na moje kolorowe dresy i bluzę do chodzenia po domu patrzę z dużą dozą niechęci. Ta, którą widzicie na zdjęciu pochodzi ze sklepu S'portofino.

Zainspirowana style Elin Kling zainwestowałam nawet w nową białą bluzę marki Deha. Jest wykonana z ekologicznej bawełny – bardzo miękkiej w dotyku i hipoalergicznej. W trakcie produkcji nie użyto substancji chemicznych.  

6. Małgorzata Bela

Małgorzata Bela is a model with twenty years of experience and "memorabilia" in the form of each cover of most prestigious fashion magazines. Her ways for everyday body care started to interest me only when it seemed that she is ending her career. It's hard for me, a 32-year old working mother, to identify with the stars of catwalks. Currently, Małgosia is active in the editorial office of Polish Vogue and she often states in interviews that fashion has never been on the top of her interests list.

If you look close at the photos of Bela, you won't spot strong makeup. It's often difficult to state whether she has anything on at all. Her foundation is always ideally matching her skin and perfectly blended. Over the years, mostly owing to her rich portfolio, it has been possible to spot that she's faithful to her image and the golden rule " the less, the better". Probably owing to that, she is still able to cherish her impeccable complexion and almost no wrinkles. Małogia values her privacy, doesn't have an Instagram account, doesn't participate in the Instastory trend, so it's really difficult to get any type of information on her beauty routine…

* * *

6. Małgorzata Bela

Małgorzata Bela to modelka z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem i „pamiątkami” w postaci okładek każdego liczącego się magazynu modowego. Jej sposoby na codzienną pielęgnację zainteresowały mnie jednak dopiero wtedy, gdy wydawało się, że kończy z modelingiem. Ciężko jest bowiem mi, trzydziestodwuletniej pracującej mamie, utożsamiać się z gwiazdami wybiegów. Obecnie Małgosia aktywnie działa w redakcji polskiej edycji Vogue’a i sama przyznaje w wywiadach, że moda nigdy nie była na szczycie listy jej zainteresowań.

Jeśli przyjrzycie się zdjęciom Beli, zauważycie, że nie lubi mocnego makijażu. Czasem trudno właściwie stwierdzić, czy w ogóle na jakiś się zdecydowała. Jej podkład zawsze jest idealnie dopasowany i rozprowadzony. Na przestrzeni lat, głównie dzięki jej bogatemu portfolio, widać wyraźnie jak wierna jest swojemu wizerunkowi i zasadzie „im mniej, tym lepiej”. Prawdopodobnie dzięki temu, wciąż może cieszyć się wspaniałą cerą i znikomą liczbą zmarszczek. Małgosia ceni swoją prywatność, nie posiada profilu na Instagramie, nie udziela się na Instastories, więc ciężko jest uzyskać jakąkolwiek konkretną informację na temat jej pielęgnacji…

 

Jaśniejszy odcień bieli, czyli wszystko co musisz wiedzieć o łączeniu neutralnych kolorów

   Love for houses and flats in neutral hues came to us from Scandinavia, where you need to make use of each sun ray that comes in through the windows. Large curtainless windows, light colours, small number of items – all of that ensures that the interiors look bigger and better lighted. Swedes love neutral hues, natural fabrics and accessories that are both humble and elegant. Poles also have fallen in love with this style and have been successfully adapting it for their homes. The fact that interiors in neutral colours are easier to sell isn't meaningless as well. Real estate agents are trying to convince the owners of apartments to introduce more light colours. Among the neutral colours, you'll find beiges, sand hues, white, light grey, and delicate browns. Interiors filled with these colours look as if they were more orderly and spacious. It's easy to spot that photos in light colours get the biggest number of likes and pins on Pinterest. Conclusion? Such interiors are exactly our cup of tea. However, before you'll do a whole makeover of your interior, it's worth familiarising yourself with a few rules, as it's not enough to just paint everything white…

* * *

   Miłość do mieszkań w neutralnych barwach przyszła do nas ze Skandynawii, gdzie trzeba wykorzystać każdy wpadający do pomieszczenia promień słońca. Duże, pozbawione zasłon okna, jasne kolory, niewielka ilość przedmiotów – to wszystko sprawia, że wnętrza wyglądają na większe i lepiej doświetlone. Szwedzi uwielbiają neutralne kolory, naturalne materiały i akcesoria, które są zarówno skromne, jak i eleganckie. Polacy również pokochali ten styl i od lat z powodzeniem adaptują go do swoich mieszkań. Nie bez znaczenia jest także fakt, że wnętrza w neutralnych kolorach są łatwiejsze w sprzedaży. Agenci nieruchomości przekonują wystawiających mieszkanie na sprzedaż do tego, aby wprowadzili do nich więcej jasnych kolorów. Do neutralnych barw zalicza się między innymi beże, odcienie piaskowe, biel, jasną szarość, delikatne brązy. Wnętrza wypełnione tymi kolorami sprawiają wrażenie bardziej uporządkowanych i przestronnych. Łatwo zauważyć, że najwięcej polubień i pinów na Pintereście mają zdjęcia mieszkań w jasnych kolorach. Wniosek? Takie wnętrza po prostu nam się podobają. Zanim jednak przeprowadzicie rewolucję w swoim otoczeniu, warto poznać kilka zasad, bo nie wystarczy po prostu pomalować wszystkiego białą farbą…

– In Scandinavian homes, you'll notice the domination of white, but you know that two white colours aren't actually the same. Therefore, how to attain the effect of white flat that won't be associated with hospital? When choosing the hue, take into consideration the distinct details of your flat. If there's a lot of light in it, you can choose colours of cool white, and if not, you should definitely go for the warm palette. Remember that shops are studded with sources of artificial light which completely changes the reception of colours. If you have such a possibility, go with the tester to the window. Either way, order a small sample of the selected paint and try it on the wall.

– Of course, white walls aren't enough to attain the effect of light cosy flat, such as the one you can see in the Instagram photos. We should add a light carpet, curtains, or beige pillows – mix the palette of natural hues which will add the whole flat a cosy effect. In all Scandinavian houses, you'll spot many light sources – hanging lamps, standing lamps, reading lamps. Good lighting helps in everyday activities and make our interior look slightly less like an operating room. The residents of North also love candles. Recently, rattan furniture has gained popularity. It is ideal with  light floors or walls. Its delicate construction tops the subtle elegance up. Where to look for such furniture and accessories? Surely, in IKEA where you can find my rattan bench. You can also purchase a lot of things in H&M Home and in Westwing. Lately, Kasia has shown me an Instagram profile with rattan bed frames. I'm already writing my letter to Santa Claus, as I see this model in my dreams…

* * *

– W skandynawskich mieszkaniach dominuje biel, ale pewnie wiecie, że „biel, bieli nie równa”. Jak więc stworzyć efekt białego mieszkania, który nie kojarzy nam się ze szpitalem? Wybierając odcień weźcie pod uwagę cechy szczególne waszego mieszkania. Jeśli jest w nim dużo światła możecie wybrać kolory chłodnej bieli, jeśli nie, to koniecznie sięgnijcie po paletę ciepłą. Pamiętajcie, że w sklepach dominuje sztuczne oświetlenie, które kompletnie zmienia odbiór kolorów. Jeśli macie możliwość, to podejdźcie z próbnikiem do okna. Tak czy inaczej, zamówcie małą próbkę farby i wypróbujcie ją na ścianie.

 – Oczywiście białe ściany to za mało, aby uzyskać efekt jasnego, przytulnego mieszkania w typie instagramowych fotek. Dodajmy jasny dywan, zasłony czy beżowe poduszki – miksujmy paletę naturalnych barw, bo to nada całości właśnie tego „przytulnego” efektu. W każdym skandynawskim domu jest wiele lamp – wiszących, stojących i tych do czytania. Dobre oświetlenie pomaga przy codziennych czynnościach, a jednocześnie sprawia, że wnętrze nie wygląda jak sala operacyjna. Mieszkańcy północy uwielbiają również świece. Ostatnio modne są także ratanowe meble, które doskonale komponują się z jasnymi podłogami czy ścianami. Ich delikatna konstrukcja dopełnia wrażenia subtelnej elegancji. Gdzie szukać takich mebli i dodatków? Na pewno w IKEA, skąd pochodzi moja ratanowa ława, sporo rzeczy można znaleźć także w H&M Home i na Westwingu. Ostatnio Kasia pokazała mi profil na Instagramie z ratanowymi ramami łóżek. Piszę już list do świętego Mikołaja, bo ten model śni mi się po nocach…

– When browsing through catalogue photos featuring white sofa in the foreground, we often think about how difficult it is to keep it clean. "The syndrome of white sofa" is something that each of us went through, as I don't know anyone who wouldn't measure it and wouldn't fear the stains at the same time. I was trying to defer purchasing it to some later point in the future. In my previous flat, I had a grey sofa made of a waterproof fabric that didn't catch stains. When we moved here, I chose the popular model from IKEA. I saw that the Swedish brand had the same cases so I thought that just in case I will just change it once in a while. As foreseen, the sofa gets dirty extremely quickly, but I have a way to solve it. I spread blankets on its seat, also in neutral colours, owing to which the living room looks even more cosy, and the sofa stays clean for longer. De facto, the blanket covers only a small area of the sofa – it's enough to protect the seating area, and the rest doesn't catch any dirt.

* * *

– Oglądając katalogowe zdjęcia z białą kanapą w roli głównej, często rozmyślamy o tym, ile wysiłku wymaga utrzymanie jej w czystości. „Syndrom białej kanapy” to coś, co przechodziła chyba każda z nas, bo nie znam osoby, która by o niej nie marzyła, a jednocześnie bała się plam. Sama długo broniłam się przed jej zakupem. W poprzednim mieszkaniu miałam szarą kanapę z nieprzemakalnego materiału, która nie łapała plam. Po przeprowadzce zaryzykowałam i wybrałam popularny model z IKEA. Widziałam, że szwedzki koncern ma w ofercie też same pokrowce, więc pomyślałam sobie, że w razie czego raz na jakiś czas będę go wymieniać. Zgodnie z przewidywaniami, kanapa brudzi się wyjątkowo szybko, ale mam na to sposób. Na poduszkach do siedzenia rozkładam koce, także w kolorach neutralnych, dzięki czemu salon wygląda jeszcze bardziej przytulnie, a kanapa dłużej pozostaje czysta. De facto koc zakrywa jedynie małą część kanapy – wystarczy chronić przestrzeń pokrowca do siedzenie, reszta się aż tak nie brudzi.

– The catchphrase "Instagram vs reality" surely tells you something – it's hard to say that the photos don't blur reality a little bit and that they show everyday problems. Even though light floor looks great especially in small apartments (as it optically enlarges the space), in large and spacious flats – it may make the ambiance really cool. It will quickly show dirt and scratches. So if you are going for boards, it's best to choose the ones with visible growth rings (pine, birch). On the other hand, the floor in the kitchen can be light, but it's best if it has some patterns. Let's remember that even though the tiles themselves are easy to clean, light grouts may become a real nuisance – even in case of light tiles, it's best to choose darker grouts. What about the walls in the kitchen? Rules are simple. If you go for tiles, the most popular are those which come in the pattern of white brick that are most often slightly shiny (I have these in my kitchen but I'm not bored with them at all). If we want to paint the walls, it's best to use a waterproof latex emulsion paint.

* * *

– Hasło „Instagram vs rzeczywistość” na pewno coś wam mówi – trudno jest zaprzeczyć, że zdjęcia trochę naciągają prawdę, a przede wszystkim nie ukazują codziennych problemów. Chociaż jasna podłoga świetnie wygląda zwłaszcza w niewielkich mieszkaniach (bo optycznie je powiększa), to w dużych, przestronnych wnętrzach – może spowodować wrażenie chłodu. Dużo szybciej będzie też na niej widać brud i zarysowania. Jeśli więc decydujecie się na użycie desek, najlepiej wybrać takie z widocznymi słojami (sosna, brzoza). W kuchni natomiast podłoga może być jasna, ale dobrze gdyby miała jakieś wzory. Pamiętajmy też, że o ile same kafelki mogą czyścić się łatwo i przyjemnie, tak białe fugi bywają prawdziwym utrapieniem – nawet do jasnych kafelków lepiej wybrać ciemniejszą fugę. A co ze ścianami w kuchni? Zasady są proste. Jeśli płytki, to niewielkie, najbardziej popularne są te na wzór białej cegły, które najczęściej są błyszczące (mam takie u siebie w kuchni i ani trochę mi się nie znudziły). Jeżeli wolimy pomalować ściany farbą, niech będzie to wodoodporna emulsyjna farba lateksowa.

Brudna jasna fuga wymaga szybkiej interwencji. Najgorzej jest w okolicy płyty kuchennej, bo często podczas smażenia olej tryska na wszystkie strony. Ja używam uniwersalnego płynu do czyszczenia kuchni marki Barwa Perfect House, który pięknie pachnie, a przede wszystkim świetnie usuwa tłuszcz. W razie awaryjnej sytuacji pomoże nam też soda oczyszczona, która rozpuszczona w wodzie i nałożona na kwadrans na fugi, powinna sobie z nimi poradzić. Drugi produkt, który widzicie na zdjęciu to preparat do czyszczenia mebli. Używam go do usuwania małych zabrudzeń na kanapie oraz ścierania kurzy. Jak wszystkie produkty z linii Perfect House bardzo ładnie pachnie (i na dodatek są teraz przecenione).

– If I wrote that light interiors are problem-free, I'd lie. Their greatest drawback is the fact that dirt and stains are definitely more visible in such places. With experience, some activities just become our second nature and fighting for a clean house stops to be such a nuisance. I'll show you some tips on how to solve the most common problems:

1. Sofa cleaning detergent. Your mothers and grandmothers surely often repeated that it's best to get rid of stains with a lukewarm water and soap. I know that. They told me the same, but it doesn't always work. It's best to keep a heavier weapon in your cupboard – I use this detergent by Barwa.

2. Cleaning brushes – it's best to have two – one with harder bristle that will get rid of heavier dirt and with delicate bristle (I most often use it when cats make stains with their paws on the sofa).

3. White curtains have to be often washed as they become grey. Before washing them, I soak them in warm water with soap (our mothers’ and grandmothers’ trick). Then, you need to iron them and here a steam iron comes in handy. Some time ago, I wrote about it here. If you have your curtains mangled, remember that they may become slightly shorter.

4. Walls and skirting boards are something that many of you overlook while cleaning. And that dirt is really visible! The wall by the cats' bowls, shoes in the hall, or other crucial places require cleaning. It's enough to take any cleaning detergent and a delicate sponge.

* * *

– Gdybym napisała, że jasne wnętrza są bezproblemowe, skłamałabym. Ich największą wadą jest to, że brud i plamy są w nich zdecydowanie bardziej widoczne. Wraz z doświadczeniem niektóre czynności wchodzą nam w nawyk i walka o porządek naprawdę przestaje być utrapienie m. Przedstawiam więc Wam kilka porad jak uporać się z najczęstszymi problemami:

1. Mleczko do czyszczenia kanap. Wasze mamy i babcie pewnie często powtarzały, że najłatwiej pozbyć się plam letnią wodą z mydłem. Znam to. Mi też tak mówiły, ale niestety to nie zawsze działa. Lepiej trzymać w szafce mocniejszą broń – ja używam do tego detergentu Barwy.
2. Szczotki do czyszczenia – najlepiej dwie – jedną z mocnym włosiem, która doczyści głębokie zabrudzenia oraz z włosiem delikatnym (najczęściej używam jej, jak koty zrobią plamy łapami na kanapie).
3. Białe zasłony dosyć często trzeba prać, bo szarzeją. Przed ich wypraniem zawsze je namaczam w ciepłej wodzie z mydłem (patent mam i babć). Potem należy je wyprasować i tutaj przydaje się ręczny parowar. Kiedyś pisałam o nim tutaj. Jeśli oddajecie zasłony do magla, pamiętajcie, że mogą się odrobinę skrócić.
4. Ściany i listwy przypodłogowe to coś, co wiele z Was w ogóle omija w trakcie sprzątania. A ten brud naprawdę widać! Ściana przy miskach kotów, butach w przedpokoju, czy w innych newralgicznych miejscach wymaga czyszczenia. Wystarczy byle jaki środek do czyszczenia i delikatna gąbka.

    Scandinavian homes stand out not only with the fact that they are really light. If you take a good look, you won't find there dropped ceilings, in-built switches, or hanging TV sets. Such additions like visible pipes, switches, or cables are normal. My flat is in a very old tenement house. Such elements are places in really strange and visible places, but on an everyday basis, they don't really catch my attention – mostly because they come in light colours.   

   If today is the first time when you've heard about the magic of neutral colours, maybe consider if there is something that you would like to change before the winter season. A cosy spot full of soft materials and climatic lighting is very useful during long autumn evenings. Especially if there is wind raving behind the window and there are large rain drops banging against the sill (which is hard to believe when you look at the weather now).

* * *

   Skandynawskie mieszkania wyróżniają się nie tylko tym, że są bardzo jasne. Jeśli dobrze się przyjrzymy na próżno szukać w nich podwieszanych sufitów, wbudowanych w ścianę kontaktów czy wiszących telewizorów. Takie dodatki jak widoczne rury, kontakty czy kable są czymś naturalnym. Moje mieszkanie mieści się w bardzo starej kamienicy. Tego typu elementy są umieszczone w naprawdę dziwnych i widocznych miejscach, ale na co dzień w ogóle nie rzucają mi się w oczy – przede wszystkim dlatego, że wszystko jest w jasnych kolorach. 

   Jeśli dopiero dzisiaj usłyszałyście o magii neutralnych kolorów, zastanówcie się czy jeszcze przed zimą czegoś nie zmienić. Ciepły, pełen miękkich materiałów i nastrojowego oświetlenia kącik bardzo przydaje się podczas długich, jesiennych wieczorów. Zwłaszcza jeśli za oknem hula wiatr, a o okna uderzają wielkie krople deszczu (w co przy obecnej aurze trudno nam jeszcze uwierzyć).