If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Chloé Nomade – as long as I go forward I am home

   What is a woman like according to Chloé? She definitely has the need for travelling and constant discovering, she doesn't care about the limitations and follows her path. That is probably why the brand has decided to show us its new fragrance on the vastness of Israeli desert – where else will you feel true freedom?   

   I was pleased to participate in the trip as I'd been planning to visit Israel for a very long time. I didn't see much – our day schedule was very intense and it was difficult to find even an hour to see something on your own. Chloé took care of the participants and made sure that we didn't lack sensations. Today, I'll show you plenty of photos from the trip. 

* * *

   Jaka jest kobieta według Chloé? Na pewno ma potrzebę podróżowania i ciągłego odkrywania, nie przejmuje się ograniczeniami i idzie swoją drogą. To pewnie dlatego marka ta postanowiła pokazać nam swój nowy zapach na bezkresach izraelskiej  pustyni, bo gdzie jak nie tam można poczuć prawdziwą wolność? 

   Z przyjemnością zgodziłam się wziąć udział w wyjeździe, bo od dawna planowałam odwiedzić Izrael. Nie zobaczyłam go niestety zbyt wiele – nasz plan dnia był bardzo napięty i ciężko było znaleźć chociaż godzinę, aby zwiedzić coś na własną rękę. Marka Chloe zadbała jednak o to, aby uczestnikom nie brakowało  wrażeń. Dziś dzielę się więc z Wami całym mnóstwem zdjęć z wyjazdu.  

Tuż przed The Setai Hotel, w którym zatrzymaliśmy się pierwszej nocy. Mieliśmy tylko chwilę wolnego więc złapaliśmy taksówkę, aby zjeść prawdziwy hummus na mieście. Dotarliśmy do Hakusem. W Tel Avivie mnóstwo jest czegoś w rodzaju streetfoodowych restauracji. Zamówiliśmy hummus, shoarmę i ryż z pastą tahini. Wszystko było pyszne.  W hotelu czekał już na mnie flakon perfum Nomade. A tu już na bankiecie zorganizowanym przez Chloé. spódnica – MLE Collection // jedwabny top – MOYE // sandały – Zara
Następnego dnia czekał już na nas transport. A tu z towarzyszką podróży. Jessicę na pewno wszyscy dobrze znacie :).  Aby dotrzeć na pustynię musieliśmy ruszyć w głąb lądu. Tu w trakcie krótkiego postoju na samym środku pustkowia. 
Dotarliśmy na miejsce. Trzy akordy nowego zapachu – frezja, mirabelka i mech dębowy. 
Na Instagramie padało mnóstwo pytań dotyczących tej sukienki – to MLE Collection ale niestety z zeszłorocznej kolekcji. 
Chyba za bardzo nas rozpieszczano… 
Lola Marsh zaszczyciła nas swoją obecnością – taki kameralny koncert na środku pustyni był dla mnie naprawdę surrealistycznym wydarzeniem. 
Lola była dla mnie niezwykle miła (może dlatego, że jako jedna z niewielu osób ździerałam gardło, aby spiewać razem z nią i ciężko było mnie nie zauważyć ze sceny). Właśnie wydała swoją nową płytę "Remember Roses'.  Na oazie można też było spotkać kilka rumaków. Gdy do jednego z nich zaczęłam mówić po polsku (tak, zawsze gadam do zwierząt), podeszła do mnie ich właścicielka – piękna kobieta w średnim wieku – i łamaną polszczyzną spytała mnie czy możę jestem z Polski. Okazało się, że jej babcia była mieszkała całe życie w Częstochowie i chociaż ona sama w Polsce nigdy nie była to rodzice bardzo pielęgnowali w niej pamięć o naszym kraju. 
A tu już w naszym drugim hotelu Beresheet położonym na samej krawędzi krateru Ramon. 

Kilkanaście godzin później wracałam już samolotem do Polski. Widok pustyni Negew o zachodzie słońca był idealnym zakończeniem tego wyjazdu. 

Last Month

   The rumour has it that it's been the warmest May for several decades. It doesn't come as a surprise that the residents of Tricity have decided to start the beach season slightly earlier than usual. You won't see much of the sea today, but I hope that you'll feel the breath of warm air. Instead, you'll see many spring flowers that have had the opportunity to finish blooming over the past four weeks. They have given way to red poppies, cornflowers, peonies, and sweet mock-orange shrubs.

* * *

   Podobno to najcieplejszy maj od kilkudziesięciu lat. Nic dziwnego, że mieszkańcy Trójmiasta postanowili rozpocząć sezon plażowy nieco wcześniej niż zwykle. Mało dziś u mnie morza, ale mam nadzieję, że i tak poczujecie powiew ciepłego powietrza. Wiele jest za to wiosennych kwiatów, które w ciągu ostatnich czterech tygodni zdążyły przekwitnąć. Ustąpiły miejsca czerwonym makom, chabrom, piwoniom i pachnącym jaśminowcom. 

Czas w pracy płynie milej, gdy dochodzi do mnie zapach bzu i hiacyntu – wszystko zebrane w moim małym ogrodzie. 

1. Niewykorzystany kadr z majowego wpisu. Znajdziecie go tutaj. // 2. Wolne popołudnie z książką. // 3. Zdrowie! // 4. Ten moment gdy nie możesz się powstrzymać i jak dziecko wkładasz swoją twarz w kwiaty. 

Kilka dni w Izraelu zakończyłyby się katastrofą, gdyby nie krem z filtrem 50. W takie gorące dni, jakimi ostatnio rozpieszcza nas maj zawsze staram się używać kosmetyków, które jednocześnie chronią przed szkodliwymi promieniami UV. Emulsja rozświetlająca od Sesdermy (dostępna jest w sklepie topestetic) jest idealna – mimo wysokiej ochrony w ogóle nie czuć jej na skórze.

1. Kawa i białe wino. // 2. Poranne światło. // 3. Nie sądziłam, że ten "Look of The Day" z orłowskiej plaży tak Wam się spodoba! Znajdziecie go tutaj. // 4. Tu jeszcze młody bez z mojego ogrodu. //

Będąc w Prowansjii zaczęłam rozumieć Vincenta Van Gogha…

Dwie kiełbasy za sześć euro. Trzy kiełbasy za osiem euro…To ile będzie za dziesięć kiełbas?

Droga do miasteczka Gordes.

1. Jak co roku, w ostatnich tygodniach kwiaty bzu zalały Instagram. Gdy w końcu pojawiły się u mnie czułam się trochę spóźniona. Ale czy one w ogóle mogą się opatrzyć? // 2. Półwysep i tajemnicze wejście na plażę. // 3. Do dżinsowej "ogrodniczki" nie byłam przekonana ale teraz ją uwielbiam! Dobrze, że mam też młodsze koleżanki, które mówią mi co jest teraz modne ;) . // 4. Mała drzemka. //

Łazienki Królewskie w Warszawie. Ale tam się zmieniło! I to na lepsze!

Jak wyróżnić sie z tłumu i odnaleźć swój styl? Czy, aby być stylowym trzeba mieć dużo pieniędzy? Maria Młyńska, autorka bloga ubierajsieklasycznie udowania, że nie. Swoje spostrzeżenia zawarła w książce "Warsztaty Stylu. Autorska metoda, dzięki której w końcu odkryjesz swój styl". Dodatkowo do książki załączony jest zeszyt ćwiczeń.

Magiczny wieczór w lesie. W otoczeniu przyrody wszystko wygląda jak obraz. Ten leśny wpis piknikowy znajdziecie tutaj. Gdzie w Sopocie zjeść najpyszniejsze śniadanie, najlepszą pizzę albo odkryć nowe smaki kuchni japońskiej? Wszystkie adresy warte zapisania znajdziecie tutaj.kombinezon – H&M (podobny tutaj) // trampki – Vans // torebka – Gucci // dżinsowa kurtka (podobna tutaj)1. Moja ukochana sukienka na wakacje, plażę albo do śmigania po mieście w trakcie upałów. Zostało niewiele sztuk! // 2. Myślałam, że wstąpię do Klifu po kawę i kwiaty ale zostałam na dłużej… // 3. i 4. Chwilę przed weekendowym spacerem. //Wiem, że tulipany nie wymagają szczególnych umiejętności, ale i tak bardzo się cieszyłam, że coś mi z tej ziemi wyrosło. 1. To zdjęcie pochodzi z backstage'u do pierwszego majowego "Look of The Day". // 2. 3. i 4. Wiosna wkoło! //

Był długi spacer i była pamiątka ze spaceru. Dzień jak co dzień.Niezawodny kompan na zdjęciach! Zawsze chętny jeśli trzeba zaślinić sukienkę.1.i 4. Garniturowy wpis znajdziecie tutaj. // 2. Śniadanie w warszawskiej Charlottcie // 3. Największe majowe przyjemności. // Niby wiosna, a czuliśmy się jakby był środek lata…1.W sopockich "Dwóch Zmianach". // 2. Sukienki zapinane na guziki to chyba mój ulubiony trend tego lata. // 3. Kwiatów nigdy za wiele. Zwłaszcza gdy robię zdjęcia. // 4. Niby nie ma u nas dresscode'u, a tu proszę – dziewczyny prawie jak w mundurach. A tu już na środku izraelskiej pustyni. Jeszcze w tym tygodniu pokażę Wam wszystkie zdjęcia z wyjazdu. Spokojnego wieczoru!

 

Przyjechaliście do Sopotu i nie wiecie gdzie zjeść? Te miejsca będziecie mieć po drodze

   Bohaterów Monte Cassino Street is a place that you can't really miss in Sopot. Commonly referred to as Monciak, the pedestrian precinct runs as far as the pier and is the greatest Sopot's attraction visited by almost one million people from April to August.  

   In the upcoming weeks, the group of people that will be searching for good food here includes, among others, the participants of local festivals – in May of Polsat SuperHit, in June of Gydnia Blues Festival, in July of Opener and Globaltica, and in August of the oldest Tricity music festival that is Sopot Molo Jazz Festival. That's why my culinary path already starts in the near vicinity of the main railway station that has changed a lot in recent years.  

   If you are just getting off at Sopot Główny and you don't know where to east something tasty without adding unnecessary kilometres to your route, I'm here to help.On Monte Cassino alone, almost all places are dining venues. However, it's common knowledge that the greater the choice the more difficult it is to make it. Additionally, not all restaurants where hungry tourists flock are worth your attention. Rankings, opinions, and stars in online search engines, including the popular Tripadvisor, may mislead you – high places are taken by appropriately promoted dining venues (although there are exceptions like Bar Przystań, which is definitely worth visiting).  

   So how to find a place with cool ambience and delicious meals among the many restaurants patios, wide open doors, and inviting A-boards? I'll be eager to give you some advice where you should head and try some food.

Cały Gaweł, 7 Dworcowa Street  

If you arrive in Sopot early in the morning or you are staying overnight near Monciak and you'd like to eat a really good breakfast, you should definitely pay a visit at Cały Gaweł (open from 9 am). It is an equally good option for all travellers who are hanging about the main railways station as the restaurant is situated at a stone's throw. However, their breakfasts are so encouraging that I would come over from Gdynia on numerous occasions. The fans of delicious meals should, first and foremost, try millet groats gruel on coconut milk with baked apples, toasts with fried egg and avocado paste, Chef's sandwich – a sandwich roasted with free range chicken, Kashubian cheese, and dried tomato, home-made red onion preserve, and fresh rocket as well as home-made hummus with organic vegetables. Chefs get the products from local Kashubian eco farms. Cały Gaweł is also a place that is pet-friendly – dogs will get a bowl of cold water and are always welcome.  Note! Even in the low season, I sometimes had to wait for a free table which is the best recommendation of the place.

* * *

Ulica Bohaterów Monte Cassino jest miejscem, którego w Sopocie nie da się ominąć. Nazywany Monciakiem deptak ciągnie się aż do molo – największej atrakcji Sopotu, która od kwietnia do sierpnia odwiedzana jest przez prawie milion osób.

   W najbliższych tygodniach dobrego jedzenia poszukiwać tu będą między innymi uczestnicy okolicznych festiwali – w maju goście polsatowskiego SuperHit, w czerwcu słuchacze Gdynia Blues Festival, w lipcu bywalcy Open’era i Globaltiki, a w sierpniu zjadą się fani jazzu na najstarszy trójmiejski festiwal muzyczny Sopot Molo Jazz Festival. Dlatego moja kulinarna ścieżka zaczyna się już w okolicach dworca, który bardzo się zmienił w ostatnich latach.

   Jeśli wysiedliście właśnie na peronie na stacji Sopot Główny i nie wiecie gdzie dobrze zjeść nie nadrabiając drogi, to już spieszę z pomocą.
Na samej ulicy Monte Cassino prawie każdy lokal pełni funkcję gastronomiczną. Wiadomo jednak, że im większy mamy wybór, tym trudniej jest się zdecydować. Dodatkowo nie wszystkie wypełnione głodnymi turystami restauracje są godne uwagi. W błąd mogą też wprowadzać rankingi, opinie i gwiazdki na internetowych wyszukiwarkach, w tym tak popularny Trip Advisor – wysokie miejsca zajmują tam po prostu odpowiednio wypromowane lokale (choć są wyjątki, jak Bar Przystań, który faktycznie warto odwiedzić).

   Jak więc wśród licznych ogródków, otwartych szeroko drzwi i zachęcających „potykaczy” znaleźć miejsce z fajnym klimatem i smacznymi potrawami? Chętnie podpowiem, gdzie warto usiąść i coś zjeść.

Cały Gaweł, ul. Dworcowa 7

   Jeśli traficie do Sopotu rano lub nocujecie w pobliżu Monciaka i macie ochotę na naprawdę dobre śniadanie, koniecznie zajrzyjcie do „Całego Gawła” (czynny od 9:00). To też dobra opcja dla wszystkich podróżnych, którzy kręcą się w okolicach dworca, bo restauracja znajduje się tuż obok. Śniadania są jednak tak zachęcające, że nie raz zdarzało mi się przyjeżdżać na nie aż z Gdyni. Amatorzy dobrych dań powinni przede wszystkim posmakować jaglanki na mleku kokosowym z pieczonym jabłkiem, grzanek z sadzonymi jajkami i pastą z awokado, kanapkę Gawła inaczej – kanapka zapiekana z kurczakiem zagrodowym, serem kaszubskim i suszonym pomidorem, domowa konfitura z czerwonej cebuli i świeża rukola oraz domowego hummus z warzywami organicznymi. Produkty dostarczają kucharzom rolnicy z ekologicznych, kaszubskich gospodarstw. „Cały Gaweł” to również miejsce przyjazne zwierzętom – psiaki mogą liczyć na miskę zimnej wody i są zawsze mile widziane.  Uwaga! Nawet poza sezonem zdarzało mi się tu czekać w kolejce na stolik, co jest najlepszą rekomendacją tego miejsca.

Bowl/ micha hummus – domowy hummus gruboziarnisty, 2 jaja sadzone, sałaty, salsa pomidorowa, plastry buraka i ciepła bagietka. Prosto Pizza i Piwo, ul. Kościuszki 14

   Another dining venue nearby the railway station is an extremely friendly pizza parlour (some claim that it's the best of such places in Sopot). On 14 Tadeusz Kościuszko Street, you'll find Prosto Pizza i Piwo. Once, I've heard that good Italian pizza can be recognised after trying Margarita – a small number of ingredients allows you to focus on the assessment of the sauce and the dough. In this respect, this dining spot gets an A+. Of course, it's also worth trying more complex meals – Toto with walnuts or Tartufo with truffle paste. A perfect crowning of the meals are coffees, home-made desserts, and craft beers. The fans of such beverages will have a really tough choice – apart from classic options such as pale lagers, stouts, and pilsners, you can try a strawberry beverage or a melon beverage. And, of course, Sopot Cider and a must-try in all Italian trattorias – home-made wine served in decanters. 

   Those who enjoy Hala Koszyki will surely like both Prosto Pizza and Cały Gaweł. After the renewal of the Sopot railway station, a space filled with dining venues has been created, with the difference that tables can be also found outdoors.

* * *

   Kolejnym lokalem niedaleko dworca jest niezwykle przyjazna pizzeria (według niektórych najlepsza w Sopocie). Pod adresem Tadeusza Kościuszki 14 znajduje się „Prosto Pizza i Piwo”. Kiedyś usłyszałam, że dobrą włoską pizzerię poznaje się po Margaricie – niewiele składników pozwala skupić się na ocenie sosu i ciasta. Ten egzamin lokal zdaje na szóstkę. Oczywiście na miejscu warto spróbować także bardziej skomplikowanych przepisów – Toto z orzechami włoskimi albo Tartufo z pastą truflową. Doskonałym uzupełnieniem dań są podawane w tym miejscu kawy, domowe desery oraz piwa rzemieślnicze. Fani tychże staną przed naprawdę trudnym wyborem – poza opcjami klasycznymi typu jasne, ciemne, pils, można skosztować trunku truskawkowego albo melonowego. No i Cydru Sopockiego oraz pozycji obowiązkowej w każdej włoskiej trattorii, czyli domowego wina podawanego w karafkach.  

„Prosto Pizza i Piwo” i „Cały Gaweł” spodobają się bywalcom warszawskiej „Hali Koszyki”. Po rewitalizacji sopockiego dworca powstała przestrzeń wypełniona lokalami, z tą różnicą, że stoliki są również na świeżym powietrzu.

Od lewej pizza NAPOLI – salami napoli, czarne oliwki, mozzarella, sos pomidorowy oraz pizza TOTO – gruszka, orzechy włoskie, gorgonzola, mozzarella, sos pomidorowy.

Dwie Zmiany, Bohaterów Monte Cassino 31

    Food is important, but what about culture, art, and entertainment for children? The owners-artists of Dwie Zmiany have come up with the idea to combine all of those elements and have created a social cooperative. On 31 Bohaterów Monte Cassino Street, you can find an inconspicuous entrance to an already iconic venue. Dwie Zmiany is a place where you'll find unique meals based on seasonal and local products. However, the magic of this place is not about the food and delicious coffees – it's also about art which surrounds you on all sides. The place's interior, divided into a lighter and a darker area, resembles an art gallery. Sea-style painting remind us about the Sopot beach located at a distance of about 500 m from the dining venue. Local residents can come here with families as children have plenty to do in here – on weekends, the restaurant often organises interesting art workshops. In the meantime, adults can talk over coffee and home-made pastries.

* * *

   Jedzenie jedzeniem, ale co z kulturą, sztuką i rozrywką dla dzieci? Właściciele-artyści „Dwóch Zmian” wpadli na pomysł jak te wszystkie sprawy ze sobą połączyć i stworzyli „Spółdzielnie Społeczną”. Przy Bohaterów Monte Cassino 31 znajduje się niepozorne wejście do kultowej już dla mieszkańców miejscówki. „Dwie Zmiany” to lokal, w którym zjemy autorskie dania, oparte na sezonowych, lokalnych produktach. Ale magia tego miejsca, to nie tylko jedzenie i wyśmienite kawy – to sztuka, która otacza nas z każdej strony. Wnętrze podzielone na część jaśniejszą i ciemniejszą przypomina galerię. Obrazy w klimacie morskim przypominają nam o sopockiej plaży, oddalonej od lokalu o jakieś 500 metrów. Tubylcy lubią przychodzić tu z rodzinami, bo dzieci mają, co robić – w weekendy często organizowane są ciekawe warsztaty plastyczne. Dorośli mogą w tym czasie podyskutować przy kawie i domowych ciastach.

Guacamole – awokado, grzanka, świeża kolendra, czerwona cebula.

Szarpany dżakfrut z pieczonymi ziemniakami, pesto z liści rzodkiewki – dżakfrut pomimo tego, że jest owocem w tym daniu smakuje jak najlepszej jakości mięso. Myślę, że żaden miłośnik steków nie zorientowałby się, że ten posiłek jest wegański. Pycha!

Moshi Moshi Sushi, Bohaterów Monte Cassino 63

   You're in Sopot but you don't like fried fish and chips? If you like Asian cuisine, it's worth visiting Moshi Moshi. Sushi, which I'd definitely recommend to a Japanese person missing their home, is prepared in the very heart of Monciak. Ramen soup which is an iconic Janese meal is really delicious here. The venue is famous for amiable servers who are eager to help you if you are a rookie in the field of Japanese cuisine. The youngest pickers will be also pampered in here – a deep bow to parents with children is a special menu with colourful meals, including Tori Panco, that is chicken breast with sides.  A huge advantage is the pleasant patio – with a view on Plac Rybaka. The patio is situated on a small platform, owing to which the passing tourists won't peek into your plates.   Monciak is already filling up with crowds of saunterers. From my own experience I know that in a moment it'll be difficult to find interesting places in the city centre among the numerous advertisements and leaflets. Therefore, I hope that my recommendations will be helpful during your next visit in Tricity.

* * *

   Jesteście w Sopocie, ale nie przepadacie za smażoną rybą z frytkami? Jeśli lubicie azjatyckie klimaty, warto odwiedzić „Moshi Moshi Sushi”. Sushi, które bez wahania poleciłabym tęskniącemu za domem Japończykowi, przygotowywane jest w samym sercu Monciaka. Zupa Ramen, która jest wizytówką japońskich restauracji jest tu naprawdę wyśmienita. Lokal słynny jest też z uprzejmej obsługi, która bardzo chętnie pomaga początkującym w temacie japońskiej kuchni. Zadbano także o małych niejadków – ukłonem w stronę rodziców z dziećmi jest specjalne menu wypełnione kolorowymi daniami, a wśród nich „Tori Panco", czyli pierś z kurczaka z dodatkami.  Dużym plusem jest też przyjemny ogródek – z widokiem na plac Rybaka, ale na delikatnym podwyższeniu dzięki czemu przechodzący turyści nie zaglądają nam do talerza.

   Monciak już zapełnia się tłumami spacerowiczów. Z doświadczenia wiem, że za chwilę ciężko będzie się odnaleźć wśród napisów i ulotek reklamujących lokale w centrum. Mam więc nadzieję, że moje podpowiedzi przydadzą Wam się w trakcie kolejnej wizyty w Trójmieście.

Zestaw luchowy – zupa miso, futomaki z łososiem (19 złotych).

Ramen z owocami morza.Zestaw DOJI – futomaki sake philadelphia/ futomaki hirame/ california sake/ nigiri sake/ nigiri maguro (24sztuki).

 

 

 

Kąpiele leśne

    Patience is not my strong suit. Even before the calendar summer starts, I'd like to spend my time just as if it was already July. In May, food tastes better when we leave our four walls. That's why I try to organise small picnics wherever it's possible. Last week, for want of better options, the curb on the main plaza of St Remy was enough for us. The leaves of a conspicuous sycamore were a protection against the Provençal sun, and we were able to enjoy sausages, marinated garlic, and hummus purchased at a stall. Another time, when we were finally able to enjoy our first warm evening, we spread a blanket on the Orłowo Beach – the best place to celebrate without any occasion.  

   My love for picnicking probably originated out of longing for Jane Austen's novels – she was a master of describing preparations, the hardship connected with it, and also the pleasure of feasting outdoors. Of course, my escapades differ to a great extent from the ones we know from "Sense and Sensibility" or "Emma", but you can assume that the ambiance is similar – ultimately, it's all about lugging many items to one place and then pleasantly spending your free time in the open air. Lack of a valet shouldn't be an obstacle here.  

   The magic of picnics isn't only about eating (even though it's a very pleasant activity in itself), but it's also about your surroundings. Spending time close to nature, observing blooming trees, the fragrance of grass, or the singing of birds have always improved my mood, even though I've never been able to grasp why. It turns out that a thing that has been an unsolvable riddle since my childhood has its justification in science.

* * *

 

   Cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Jeszcze nim kalendarzowe lato nadejdzie chcę spędzać czas tak, jakbyśmy mieli już lipiec.

 

   W maju jedzenie smakuje lepiej gdy opuścimy nasze cztery ściany. Usiłuję więc zorganizować małe pikniki wszędzie gdzie się da. Tydzień temu, z braku laku, wystarczył nam krawężnik na głównym placu miasteczka St. Remy. Liście okazałego platana chroniły nas przed prowansalskim słońcem, a my delektowaliśmy się kiełbaskami, marynowanym czosnkiem i hummusem kupionymi na straganie. Innym razem, gdy doczekaliśmy się pierwszego ciepłego wieczoru, rozłożyliśmy koc na orłowskiej plaży – najlepszym miejscu do świętowania bez okazji.

   Moja miłość do piknikowania wzięła się pewnie z tęsknoty za powieściami Jane Austen, która było mistrzynią w opisywaniu przygotowań, trudów z nimi związanych, ale i przyjemności wynikających z uczty na świeżym powietrzu. Oczywiście, moje eskapady różnią się znacznie od tych, które znam z „Rozważnej i Romantycznej” czy „Emmy”, ale można uznać, że klimat jest podobny – w końcu chodzi o to aby przytaszczyć ze sobą mnóstwo rzeczy, a potem miło spędzić czas na świeżym powietrzu. Brak lokaja nie powinien być przeszkodą.

   Magia pikników nie polega wyłącznie na konsumowaniu jedzenia (chociaż jest to samo w sobie bardzo przyjemne), ale również na otoczeniu. Obcowanie z naturą, obserwowanie kwitnących drzew, zapach trawy czy śpiew ptaków zawsze poprawiało mój nastrój, chociaż nie potrafiłam jasno określić dlaczego. Okazuje się, że to co od dzieciństwa było dla mnie niewyjaśnioną zagadką ma swoje uzasadnienie w nauce.

   I've always felt that forest is place that has a positive influence on me and that breathing fresh air filtrated through the tree crowns has relaxing properties and immediately takes my thoughts away from my straits. So far, I've had no idea that the so-called "forest bathing" is a renowned field of medicine in Japan. A book that opens the readers' eyes on the topic of walks close to nature, introducing us to a world that is seemingly familiar, yet never fully explained, has just landed in bookshops. While reading the table of contents and the introduction to "Shinrin Yoku: The Art of Japanese Forest Bathing", I was amused by the fact that someone would be teaching me how to stroll around forests. But let's get to the point.  

   It's difficult to oppose an obvious conclusion that we are a society "living inside". When we start analysing our day, week, month, we'll notice that we spend most of our time inside buildings – houses, offices, shopping malls. The more urban infrastructure, corporations, and concrete jungles, the higher our stress level, exposure to noise, and the feeling of confinement. It seems to us that the development of civilisation allowed us to become independent of nature. However, it is not public transport, buildings, the Internet, but the forest that can give us everything that we need to survive. Even though we've learnt how to get our food and build our shelters away from the forest, our biological conditioning make us unconsciously yearn this green place.

* * *

   Od zawsze czułam, że las dobrze na mnie wpływa, a oddychanie powietrzem przefiltrowanym przez korony drzew od razu odpręża i odciąga myśli od strapień. Do tej pory nie wiedziałam jednak, że tak zwane „kąpiele leśne” to w Japonii uznana dziedzina medycyny. Na księgarniane półki trafiła właśnie pozycja, która otwiera oczy na tematykę spacerów w otoczeniu przyrody, wprowadzając nas w świat pozornie znany, ale nigdy dokładnie nie wyjaśniony. Czytając spis treści i wstęp do „Shinrin-yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych” trochę rozbawiło mnie, że ktoś miałby uczyć mnie spacerowania po lesie. Ale do rzeczy.

   Trudno jest nie zgodzić się z oczywistym wnioskiem, że jesteśmy społeczeństwem „żyjącym wewnątrz”. Gdy przeanalizujemy swój dzień, tydzień miesiąc, zauważymy, że większość czasu spędzamy w budynkach – domach, biurach, centrach handlowych. Im więcej infrastruktury miejskiej, korporacji i betonowych dżungli, tym większy poziom stresu, narażenie na hałas i poczucie zamknięcia. Wydaje się nam przy tym, że rozwój cywilizacji pozwolił nam od uzależnić się od natury. Tymczasem to nie komunikacja miejska, budynki, internet, a las potrafi dać nam wszystko, czego potrzebujemy do przeżycia. I o ile nauczyliśmy się zdobywać pożywienie i budować schronienie poza lasem, to nasze biologiczne uwarunkowania sprawiają, że podświadomie za nim tęsknimy.

W książce znajdziecie nie tylko teorię, ale wiele praktycznych porad dotyczących samych spacerów, praktykowania Shinrin-Yoku wraz z ćwiczeniami i instrukcjami, jak rozbudzić każdy zmysł. Dowiecie się jakie rośliny najlepiej oczyszczają powietrze (ja już rozglądam się za azaliami doniczkowymi), jakie olejki eteryczne warto kupić i co trzymać w domowej apteczce. Sztuka i teoria kąpieli leśnych jest także świetnym przewodnikiem. Jeśli kiedykolwiek będę wybierała się do Japonii, na pewno znajdzie się w moim bagażu.

    Is a simple stroll around the forest enough to tick off your "forest bathing"? It will surely have a positive influence on us, but that's slightly too little. The book is supposed to teach us how to maximally benefit from what nature has in store for us. How to pick the routes to decrease our blood pressure, how to stimulate our immune system, solve our problems with sleeplessness (it is said that the reason for it might be the lack of appropriate contact with plants). The philosophy of "forest bathing" is based on five senses that will be fully activated when they come in contact with greenery. The route isn't that important. It's important that you have no particular aim – it is a stroll that is supposed to be aimless; therefore, you don't have to rush anywhere because you don't have to reach any place, probably a situation that you haven’t experienced in a long time. And what if you haven't got a forest nearby? Dr Qing assures that it is enough to take a stroll along the paths of a tree-lined park or even a small plaza – it's all about looking at greenery – for the sake of everyday relaxation.  

   I recommend closing your laptops quicker today, hiding your mobile phones, and wandering around a forest or a park. And maybe you'll opt for something more than a simple weekend dinner and eat under a blooming apple tree? If Instagram has any kind of positive influence on our lives, it is surely the promotion of picnics. Actually, each self-respecting Instagram star has to prepare a photo shoot with a basket filled with more or less reasonable contents at least once a season – if you haven’t got an idea on what to take with you, you can find the answer, for example, on this profile. When you reach some kind of scenic glade, take off your shoes and walk barefoot for a while. Why? A comprehensive explanation is provided in the book, but I can promise you that you'll feel the answer deep down inside.

 * * *

   Czy zwykła przechadzka po lesie wystarczy, aby uznać „kąpiel leśną” za zaliczoną? Na pewno wpłynie na nas pozytywnie, ale to trochę za mało. Książka ma nauczyć nas, jak w pełni czerpać z dobrodziejstw natury. Jak wyznaczać ścieżki, by obniżyć ciśnienie, pobudzić układ odpornościowy, rozwiązać problemy z bezsennością (podobno jej przyczyną także może być brak odpowiedniego kontaktu z roślinami). Filozofia „kąpieli leśnych” opiera się na pięciu zmysłach, które w pełni uaktywniają się w otoczeniu zieleni. Trasa natomiast nie jest ważna. Ważne, by nie ustalać mety – jest to spacer, który nie ma mieć celu, dlatego nigdzie nie trzeba się spieszyć, bo zapewne pierwszy raz od dawna, nigdzie nie będzie trzeba dojść. A co jeśli nie masz w pobliżu lasu? Dr Qing zapewnia, że dla codziennego relaksu wystarczy drzewiasty park, a nawet skwerek – byle patrzeć na zieleń.

   Polecam Wam zamknąć dziś komputery szybciej, schować głęboko telefony i poszwendać się po lesie albo parku. A może zdecydujecie się na coś więcej i weekendowy obiad zjecie pod kwitnącą jabłonią? Jeśli Instragram ma jakiś pozytywny wpływ na nasze życie to z pewnością jest to propagowanie pikników. Właściwie każda szanująca się gwiazda tej aplikacji przynajmniej raz na sezon musi przygotować sesję z koszykiem wypełnionym mniej lub bardziej uzasadnioną zawartością – jeśli nie macie pomysłu na to, co zabrać ze sobą to znajdziecie odpowiedź na przykład na tym profilu. A jak dojdziecie już do jakiejś uroczej polany, zdejmijcie buty i pochodźcie chwilę boso. Dlaczego? Wyczerpujące wyjaśnienie znajdziecie w książce, ale ja Wam mogę obiecać, że odpowiedź poczujecie głęboko w sobie.

Co prawda nie zaprosiliśmy na piknik królowej Elżbiety (wiedzieliśmy, że jest zbyt zajęta przygotowaniami do ślubu jej wnuka, by przyjechać do Polski), ale odrobina zapożyczeń od brytyjskiej arystokracji jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Kieliszki znajdziecie w ofercie polskiej firmy Krosno. Monika: spódnica oraz body – MLE Collection (ta pierwsze dostępna już teraz, na drugie trzeba jeszcze poczekać ;)) // Gosia: sukienka – Tuluza od MLE Collection // Kasia: koszula – MLE Collection (dostępna niebawem), spodnie – Topshop (model Jamie) //