If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Last Month

August is almost over so it's time to invite you for another summary of the last weeks. I'm a great fan of autumn and winter, and since the weather has given us so many sunny days I have completely forgotten about the feeling of nostalgia – I'm even slightly glad that the times of thick sweaters and tea with cloves are coming. Before that comes, see a few sweltering retrospects!

* * *

Sierpień już prawie za nami, więc wypada zaprosić Was na kolejne zestawienie z ostatnich tygodni. Jestem wielką fanką jesieni i zimy, a ponieważ w tym roku pogoda podarowała nam wiele słonecznych dni to zupełnie obce jest mi poczucie nostalgii – trochę nawet się cieszę na grube swetry i herbatę z goździkami przy naszym piecyku. A póki to nastąpi, zobaczcie kilka upalnych retrospekcji!

Muzeum Żandarma w Saint Tropez. Zachwyci każdego fana Louisa De Funès. Można w nim zobaczyć między innymi oryginalny samochód, którym podróżował Żandarm czy jego biuro na posterunku. 1. Biurko żandarma. // 2. Taki widok jest całkiem w porządku. // 3. Deser idealny czyli truskawki z bitą śmietaną. We Francji też to lubią ;). // 4. Kto nie oglądał legendarnego Louisa De Funès i jego zabawnych historii musi nadrobić braki w weekend! //"Ile razy mam powtarzać, że porucznika nie ma. Poszedł aresztować nudystów na plaży. Nie mam pojęcia kiedy wróci".1. Ten "Look of The Day" pojawił się w ostatnią niedzielę. // 2. Marina w Gdyni? Nie! To port w Saint Tropez. // 3. Górzyste i średnio przyjazne zejście do Escalet Beach. // 4. Pierwszy dzień wyjazdu, a ja już zakochana. //1. Ten "look" możecie zobaczyć tutaj. // 2 i 3. Kilka kadrów z malowniczego miasteczka. // 4. Odbieramy fotografie, które wywołaliśmy na miejscu. Czekając nie miałam co robić ;). //

To zaszczyt siedzieć na miejscu gwiazdy! Cafe Senequier słynie z białego nugatu i… swoich gości. Nieprzerwanie od lat 50 artyści i wielkie gwiazdy przesiadują na czerwonych krzesłach i przypatrują się jachtom wpływającym do malutkiego portu. Uliczki Saint Tropez skąpane w popołudniowym słońcu… Nie dziwię się, że wszyscy mają pozasłaniane okna!

Włosy wysuszone na słońcu, brak makijażu i stylowe japonki ;). Czyli "blogerka ma wolne". Moja sukienka jest od Bynamesakke. 

Takie zachody słońca na plaży tylko w Saint Tropez.  Taki poranek poproszę każdego dnia! Jogurt naturalny, jabłko, banan i trochę miodu spadziowego.  Był sztorm, słońce i wiatr, więc łatwo można było poczuć morską atmosferę. W tym roku chciałyśmy pokazać, że nie warto szukać plenerów do sesji za granicą. Zimową kampanię dla MLE Collection przygotowałyśmy na naszym morzu. Myślę, że każda z nas nie raz oberwała żaglem w głowę ale było warto!A tutaj kilka kadrów z backstage'u. Pierwsze dwa zdjęcia z sesji pojawiły się już na stronie. Ta bossmanka właśnie dziś wejdzie do sprzedaży. Od kilku dni możecie też już kupić sweter, który widzicie poniżej. Na wszystkie zdjęcia z sesji trzeba poczekać do przyszłego tygodnia.  1. To jedyna chwila, gdy stał w bezruchu i mogłam go uwiecznić na zdjęciu. // 2. Pora na… śniadanie! // 3. Moje okulary i jej spódnica. Panterka rządzi. // 4. Nasz flagowy produkt… //

Po sesji na polskim morzu udałam się do Warszawy. Zdjęcia do kampanii to jedno, ale trzeba jeszcze przygotować materiał na Instagram MLE Collection. To dlatego mam na sobie kozaki i sweter ;).1.  Czy tak popularne ostatnio „superfoods” naprawdę mogą zdziałać cuda? Więcej informacji znajdziecie w tym wpisie.  // 2. Z dziewczynami. // 3. Pierwsze ślady jesieni w Warszawie. // 4. My z Portosem mamy za sobą jedną dłuższą wyprawę na narty i właśnie szykujemy się do kolejnej. //

Tym razem warszawki widok na koniec. Udanego weekendu dla wszystkich!

 

 

5 filmów, które spodobają się i jej i jemu

   It is said that people can be divided into those who dream to spend their Friday evening in the company of their significant other and an appropriate stock of food while watching a movie and into those who dream about the same situation but have no idea what movie to watch and simply choose to attend a party instead. To save your liver, I've decided to prepare today's post about five movies for two.

1. "Perfect Strangers"

This movie is worth watching with your significant other not only because it shows the nature of today's relationships. This bitter-sweet comedy-drama is funny, captivating, and you can't really say that it's flat. The whole story is based on a meeting of friends who are supposed to reveal the contents of their smartphones to remaining guests. The director wreak his rage on the protagonists and tries to prove that telling the whole truth is not always the best solution. And one more thing! Before watching the film, make sure that you'll be able to show the contents of your mobile phone to your partner because after the movie, it can be difficult to weasel out of it ;))).

* * *

Podobno ludzie dzielą się na takich, którzy w piątkowy wieczór marzą tylko i wyłącznie o tym, aby w towarzystwie drugiej połówki i odpowiedniego zapasu jedzenia odpalić na komputerze film oraz na takich, którzy też o tym marzą, ale nie mają pojęcia jaki film wybrać i z braku laku idą na imprezę. Z troski o Waszą wątrobę przygotowałam więc dzisiejszy wpis o pięciu filmach dla dwojga. 

1. "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie"

   Ten film warto obejrzeć we dwójkę nie tylko dlatego, że pokazuje nam naturę dzisiejszych związków. Ta słodko-gorzka tragikomedia jest zabawna, wciągająca, a przy tym nie można nazwać jej płaską. Cała akcja kręci się wokół spotkania znajomych, którzy muszą pokazywać zawartość swoich smartfonów pozostałym gościom. Reżyser pastwi się nad swoimi bohaterami i próbuje udowodnić, że mówienie całej prawdy nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Aha! Przed obejrzeniem tego filmu upewnijcie się, że będziecie gotowi pokazać swój telefon partnerowi, bo po seansie może być ciężko się z tego wywinąć ;))).  

2. "Heartbraker"

Each time when someone hasn't seen that movie, I howl like a coyote and then begin a five-minute monologue on the advantages of this French production. It is a very lightweight comedy – nothing sophisticated – but the cast itself should give you some food for thought. In case of that movie, the director did not choose goofy actors and actresses who have no other ambitious roles in their movie resume (as it often happens in case of American romantic comedies). Vanessa Paradis is well known, but Romain Duris will surely be a surprise to some. The outfits of the female protagonist are pleasant to the eye, not to mention Monaco itself where the movie takes place. If you like witty, but not vulgar humour and would like to spend a nice evening, the trials and tribulations of a professional don juan, Alex, will surely live up to these expectations.

* * *

2. "Heartbraker. Licencja na uwodzenie."

   Za każdym razem wyję jak kojot, gdy jakiś zapytany przeze mnie osobnik odpowiada, że nie widział tego filmu, a następnie rozpoczynam pięciominutowy monolog o zaletach tej francuskiej produkcji. To lekka komedia – nic wyszukanego – ale sama obsada powinna dać do myślenia. W tym przypadku nie zaangażowano bowiem głupkowatych aktorów, którzy w swoim CV nie mogą pochwalić się żadnymi ambitniejszymi rolami (tak jak często ma to miejsce w amerykańskich komediach romantycznych). Vanessę Paradis znają wszyscy, ale Romain Duris na pewno będzie dla niektórych z Was zaskoczeniem. Miłe dla oka są stroje głównej bohaterki i oczywiście Monako, w którym rozgrywa się większość scen. Jeśli lubicie błyskotliwy, a nie wulgarny humor i chcecie miło spędzić wieczór to perypetie zawodowego uwodziciela, Alexa, na pewno sprostają temu wyzwaniu. 

3. "Good Year"  

   Why do I think that it's a good movie for two? With its atmosphere, it reminds me of my favourite "Chocolat " with Jueliette Binoche, but this film production didn't brought my male friends to their knees. However, with "Good Year" it's different. The protagonist is the cynical Max (Russel Crowe), a London broker, who got lost somewhere along his way to successful life and money. When he receives a letter informing him that his beloved uncle Henry is dead, he goes to Provence with a bad grace to sort out the legacy. There is an old Chateau waiting for him there, his uncle's unfinished love stories, and the beautiful Marion Cotillard. The landscapes, music, ambiance, actors and actresses – everything falls in place making the movie slightly trivial, but we all know that such movies are the best to watch.

* * *

3. "Dobry rok"

   Dlaczego uważam, że to dobry film dla dwojga? Klimatem przypomina mi nieco moją ukochaną „Czekoladę” z Juliette Binoche, ale ta produkcja niestety nie rzuciła na kolana męskiej części moich znajomych. Z „Dobrym rokiem” jest inaczej. Główną rolę gra cyniczny Max (Russel Crowe), londyński makler, który goniąc za sukcesem i pieniędzmi trochę się zagubił. Gdy przychodzi do niego list z informacją, że jego ukochany wuj Henry nie żyje, z niechęcią jedzie do Prowansji, aby uporządkować sprawy spadkowe. Na miejscu czeka na niego zapuszczone Chateau, niedokończone historie miłosne wuja i piękna Marion Cotillard. Krajobrazy, muzyka, nastrój, aktorzy – wszystko gra tak, jak powinno, co czyni film nieco banalnym, ale wiemy przecież, że takie ogląda się najlepiej. Jeśli macie taką możliwość to obejrzyjcie film w wersji oryginalnej, bo polskie tłumaczenie niestety nie jest najlepsze. 

4. "The Talented Mr Ripley"   

   If you like "English Patient" (and I won't believe that it could be different), you should definitely see another Anthony Minghella's piece. "The Talented Mr Ripley" is a multidimensional movie and it's really difficult to categorise it as one genre – men will like it for the criminal thread, women will surely appreciate the beauties of the Italian Amalfi Coast and top-rated cast – Matt Damon, Gwyneth Paltrow, and Jude Law (not forgetting about Cate Blanchett, who'll also appear on screen). 

* * *

4. "Utalentowany pan Ripley" 

   Jeśli spodobał Wam się „Angielski pacjent” (a nie wierzę, że mogło być inaczej) to koniecznie obejrzyjcie kolejne dzieło Anthony'ego Minghella. „Utalentowany pan Ripley” to film wielowymiarowy i ciężko przypisać go do jednego gatunku – mężczyznom spodoba się wątek kryminalny, kobiety na pewno docenią uroki włoskiego wybrzeża Amalfi i gwiazdy światowego kina – Matta Damona, Gwyneth Paltrow oraz Jude Law'a (nie zapominając o Cate Blanchett, którą również zobaczycie na ekranie).  

5. "Tell No One"  

   It is another French movie on my list, but it has nothing to do with the comedy genre. "Tell No One" is the adaptation of Harlan Coben's book of the same title. A paediatrician, whose wife died soon after they got married, receives a mysterious e-mail. The message reveals that his beloved wife is still alive…Some of you will probably recognise the leading actor. It is François Cluzet who starred in such iconic movies as "The Intouchables" (by the way, it's also a great movie that just has to be seen).

* * *

5. "Nie mów nikomu"

   To kolejny francuski film na mojej liście tyle, że ten mało ma wspólnego z komedią. „Nie mów nikomu” to ekranizacja pierwszej powieści Harlana Cobena o tym samym tytule. Pediatra, którego żona umarła niedługo po ślubie, otrzymuje tajemniczego e-maila. Z listu wynika, że ukochana jednak żyje… Część z Was rozpozna pewnie aktora grającego główną rolę. To François Cluzet, który grał w kultowych już "Nietykalnych" (swoją drogą to również świetny film, który trzeba zobaczyć). 

 

Last Month

   I'll have a few reasons to remember this month for a very long time.Thankfully, I've got photos that will remind me about everything many years after the events.On this sweltering evening, I'd like to show you a short summary of a few recent weeks, and I'm praying for a storm like an Indian shaman – who would have thought that summer will bring us so many hot days.

* * *

   Będę mieć kilka powodów, aby ten miesiąc zapamiętać na bardzo długo. Dobrze, że mam zdjęcia, które po latach będą mi o wszystkim przypominać. W ten upalny wieczór zapraszam Was na krótkie zestawienie z ostatnich kilku tygodni i niczym indiańska szamanka modlę się o burzę – kto by pomyślał, że lato dostarczy nam tyle gorących dni. 

***  

   Gdy po raz pierwszy przeczytałam wiadomość o tym, że ktoś jest zainteresowany wydaniem mojej książki za granicą, szybko uznałam, że to pewnie jakaś prowokacja dziennikarza o kiepskim poczuciu humoru. Nagle wszystkie cytaty o „girlpower” i motywacyjne frazesy o wierze we własne możliwości schowały się gdzieś za kobiecą niepewnością. Wydawnictwo „Stary Lew” okazało się jednak prawdziwe – wśród jego perełek znalazłam nawet słynne „Mapy” Aleksandry i Daniela Mizielińskich, co od razu wzbudziło moje zaufanie. „No dobrze, ale od samej propozycji do publikacji jest jeszcze długa droga i wydawnictwo w każdej chwili może się rozmyślić” – pomyślałam, niczym godna następczyni zawsze pozytywnego Kłapouchego. Nawet gdy na moje konto wpłynęła zaliczka postanowiłam dalej trzymać wszystko w sekrecie i wciąż powtarzałam sobie, że to nie może być prawda. Ale gdy do moich drzwi zapukał kurier z zagraniczną przesyłką i egzemplarzem mojej książki w obcym języku, czułam się naprawdę dumna – ktoś poza Polską docenił moją pracę, chociaż mało kto słyszał tam o moim blogu czy rodzinnych konotacjach. Naprawdę dziwne uczucie. Od niedawna na Ukrainie, po ukraińsku, w ukraińskich księgarniach można kupić mój „Elementarz Stylu”.

1. Wieczory i odurzający zapach lilii. // 2. Letni plener do wpisu o "slow life" który możecie zobaczyć tutaj. // 3. Z okazji wydania książki mieliśmy małe świętowanie – Portos jak zwykle zajął honorowe miejsce. // 4. Moje ulubione śniadanie w ostatnich dniach – zimny jogurt naturalny, garść borówek, pokruszone herbatniki bezglutenowe, miód i łyżka syropu klonowego. //Po latach znów zawitałam do Rzymu. 1. W oczekiwaniu na…? // 2. Istnieją legendy związane z liczbą wrzucanych monet – jedna ma zapewnić powrót do Rzymu, dwie – romans, trzy – ślub. // 3. Dobrze się siedzi w miłym towarzystwie. // 4. // Fontanna na Piazza Navona. //

Czekając na koniec siesty…

   Na tym zdjęciu jestem otoczona przez sześć kobiet, dzięki którym wiele się nauczyłam – przede wszystkim o samej sobie. Dzięki nim jestem silniejsza i szczęśliwsza. Ale wiem też, że ich siła nie wynika z tego, że wszystko w życiu szło im jak po maśle. Są silne bo napotykały na przeszkody, które musiały pokonać.Tyle razem przeżyłyśmy, że gdy słyszę piosenkę „This is a Man’s World” to zastanawiam się czy autor tych słów sobie żartował czy po prostu tak bardzo się mylił.

Czyste natręctwo.

Fontanna di Trevi skąpana w porannym słońcu. 

Włoskiego jedzenia i rozmów nigdy za wiele. 

1. i 4. Piazza Navona // 2. Włoskie specjały. We Włoszech nigdy nie ma problemu z dostępnością bezglutenowego makaronu w restauracjach. // 3. Uwielbiam banalne zdjęcia na wakacjach. // 

Rzymskie koloseum o zachodzie słońca.

   Włoskie przepisy w mojej kuchni. A właściwie ich uproszczona wersja. To danie przygotowuję głównie wtedy, gdy jestem bardzo głodna, ale nie mam najmniejszej ochoty na gotowanie. Wystarczy podsmażyć na oliwie z oliwek, rozgnieciony czosnek i pokrojone pomidory, doprawić i dodać do ugotownego makaronu. Podawać koniecznie ze świeżą bazylią. 

Czas na kolację! Pod tym zdjęciem dostałam od Was mnóstwo pytań o t-shirt i spodnie (wybrałam kolejno xs i 32). Na obydwa produkty (i na wszystko co nie jest przecenione) możecie wykorzystać kod makelifeeasier20 dzięki któremu otrzymacie 20% zniżki w sklepie NA-KD1. Przygotowania do kolejnej sesji dla MLE Collection. // 2.  Chyba cała Polska zjechała się do Trójmiasta – na szczęście jest tu jeszcze kilka miejsc, gdzie można znaleźć odrobinę przestrzeni dla siebie // 3. "Chwila" z rowerem. // 4. Naprawdę czasem mu się wydaje, że go nie widzę. //

   Jestem zakochana w tych polskich kosmetykach! KOI to mała rodzinna firma – testując produkty widziałam, że w każdy włożono serce. Kremy pachną pięknie, są przy tym delikatne i mają przyjemną konsystencję. Zakochałam się też w toniku, którego zwykle nie używam ale w upały robię wyjątki. Kosmetyki zawierają wysokie stężenia substancji aktywnych. Jeśli macie wątpliwości od którego produktu zacząć to wybrałabym ultranawilżający krem do twarzy. 

1. Lipcowe śniadanie. // 2. …i lipcowe wieczory.  // 3. Kosmetyki KOI w zestawie podróżnym. Już je pakuję do walizki na wakacje! :) // 4. Nadal nie mogę w to uwierzyć! A polskie wydanie możecie nadal kupić tutaj (koniecznie wybierzcie opcję w twardej okładce, jest ciut droższa ale o niebo fajniejsza – gwarantuję :)). //Upały nie dają żyć i bez wiatraka nie wyobrażam sobie przetrwania nocy w mieszkaniu… Zawsze razem. Lato wciąż trwa a my myślami jesteśmy już w okresie karnawałowym… co powiecie na sylwestrową sukienkę z takiego materiału?

Lato w pełni więc cieszmy się nim póki jest. Spokojnego wieczoru!

***

 

Czym różni się życie w stylu „slow life” od zwykłego lenistwa?

   Can you have more by doing everything slower? The proponents of slow life would ask what "slower" means to us. According to the philosophy of slowness, if more is about material goods, then the answer is no. However, if more is about spending more time with your nearest and dearest as well as healthy and happy life, they try to prove that’s true.

   When people and the world were chasing what's fast – fast food, fast cars, fast professional carrier, and money – Geir Berthelsen said "stop" and established the World Institute of Slowness in Norway. It was almost twenty years ago (in 1999). Other proponents of the theory that the continuous chase takes what's most important in our lives followed in his footsteps. Based on that, a Canadian, Carl Honoré, wrote "In Praise of Slowness". The book was translated into several languages and became a real best-seller in many countries. Bruno Contigiani, an Italian ex-workaholic, who was fed up with life running through his finders, joined the whole movement. He set up an association – The Art of Living Slowly – and owing to his initiative we have been celebrating the International Day of Slowness on 25 February since 2007. Italians (and other nations) loved this idea celebrating it in different ways each year. Even the local authorities remind about slowing down and paying attention to the beauty of your cities. We all know well that it is easy to forget about such minute pleasures when you are running errands with your nose in your phone. The catchphrase "live slower" has turned out to be so attractive that it transformed into a very fashionable trend. The question is whether the initially just idea isn't currently a caricature of itself?

* * *

   Czy można mieć więcej robiąc wszystko wolniej? Zwolennicy „slow life” zapytają, co dla nas oznacza „więcej”. Według filozofii powolności, jeśli więcej to dobra materialne, to nie. Jeśli natomiast więcej to czas z bliskimi, zdrowie i radość życia, na każdym kroku starają się udowodnić, że owszem.

   Gdy świat i ludzie gonili za tym co szybkie – szybkim jedzeniem, samochodami, karierą i pieniędzmi – Geir Berthelsen powiedział „stop” i założył w Norwegii Światowy Instytut Powolności (World Institute of Slowness). Było to prawie dwadzieścia lat temu (w 1999 roku). W jego ślady poszli kolejni zwolennicy teorii, że ciągła gonitwa zabiera nam to, co w życiu najcenniejsze. Na tej podstawie Kanadyjczyk, Carl Honoré, napisał „Pochwałę powolności”. Książka została przetłumaczona na kilkadziesiąt języków i stała się prawdziwym bestselerem w wielu krajach. Do krzewienia idei przyłączył się pochodzący z Włoch Bruno Contigiani, były pracoholik, który miał dosyć uciekającego mu przez palce życia. Założył stowarzyszenie The Art of Living Slowly (Sztuka Powolnego Życia) i dzięki jego inicjatywie od 2007 roku obchodzony jest Światowy Dzień Powolności (25 lutego). Włosi (i nie tylko) pokochali tę ideę świętując co roku na różne sposoby. Nawet lokalne władze przypominają o zatrzymywaniu się i zwracaniu uwagi na piękno swoich miast. Dobrze wiemy, że o takich drobnych przyjemnościach łatwo zapomnieć będąc w biegu z nosem w telefonie. Hasło „żyj wolniej” okazało się tak bardzo atrakcyjne, że zamieniło się w bardzo modny nurt. Pytanie, czy początkowo słuszna idea nie jest obecnie karykaturą samej siebie?

  Everyone would like to slow down but how to find the time for it? You can do everything in the "slow life" fashion now – cook, eat, exercise, bring up, buy, and renovate. We've got  „slow food”, „slow design”, „slow parenting," or „slow fashion” – everyone will find their own obsessions. However, it's not always possible to slow down – if that was the case, we would all be able to rock in a hammock in the middle of the day. The work won't complete itself, and taking the whole idea too literally may bring something totally opposite – problems at work, lower earnings, and, finally, a lot of worries.  

   I met Kinga on holidays. She was taking a break from the "slow life" mode which put her through it. "I took slow life too literally. I probably read most of the books on the subject and I was trying to implement them overnight. I stopped keeping my deadlines at work, because what matters is here and now. In the end, I went down a spiral of frustration and stress by making myself believe that everything has to be exceptional and remote from the ordinary. I was wasting my time on trying to find for more eco carrot, I was searching the whole town for development paths – because I had to do something extra for myself. Maybe I didn't really get the slow life philosophy, and maybe I was too bothered by the whole concept. Positive sides? This period surely allowed me to appreciate what I've got and slow down only when it's really worth it".  

   So saying "stop" isn't that easy, especially if we are following the fashion that is artificially inflated by the media and the poor literature on the topic. Inappropriately understood "slow life" postulates bring us closer to laziness – they will be an ideal excuse to skip our duties – after all, why bothering with the project now since they say: focus on yourself and on what you fancy at the moment. It is a fact that certain fashion can lead you to a state of frustration, especially when you can't attain any improvement in everyday reality (and we usually expect quick changes).

* * *

   Zwolnić chciałby każdy, ale jak znaleźć na to czas? W stylu „slow life” można robić dziś wszystko – gotować, jeść, ćwiczyć, wychowywać, kupować i remontować. Mamy „slow food”, „slow design”, „slow parenting” czy „slow fashion” – każdy znajdzie niszę na własne natręctwa. Nie zawsze jednak da się zwolnić – gdyby tak było, wszyscy bujalibyśmy się w południe na ogrodowym hamaku. Praca jednak sama się nie zrobi, a zbyt dosłowne potraktowanie idei może przynieść rzecz odwrotną – problemy w pracy, mniejsze zarobki i w końcu całą masę zmartwień.

   Kingę poznałam na wakacjach. Odpoczywała właśnie od trybu „slow life”, który porządnie dał jej w kość. „Potraktowałam slow life zbyt dosłownie. Przeczytałam chyba większość książek na ten temat i z dnia na dzień próbowałam wdrożyć je w życie. Przestałam dotrzymywać terminów w pracy, bo przecież liczy się tu i teraz. Koniec końców wpadłam w spiralę frustracji i stresu, wmawiając sobie, że wszystko musi być wyjątkowe, dalekie od przeciętności. Marnowałam czas na szukaniu najbardziej ekologicznej marchewki, jeździłam po całym mieście szukając ścieżek rozwoju, bo przecież powinnam dla siebie zrobić coś ekstra. Może nie do końca zrozumiałam filozofię slow life, a może za bardzo się nią przejęłam. Pozytywy? Ten okres na pewno pozwolił mi docenić to, co mam i zwalniać tylko tam, gdzie warto”.

   Czyli powiedzieć „stop” wcale nie jest tak łatwo, zwłaszcza jeśli kierujemy się pompowaną przez media modą i słabą literaturą. Źle odczytane postulaty „slow life” zbliżą nas do lenistwa – będą świetną wymówką dla obowiązków – w końcu, po co męczyć się z projektem teraz, skoro porady mówią: skup się na sobie i na tym na co masz akurat ochotę. Faktem jest, że jako pewna moda może doprowadzać do frustracji, zwłaszcza, gdy nie osiąga się poprawy w szarej codzienności (a zwykle oczekujemy szybkich zmian).

   Agnieszka, my friend, a wife, a mother of two, admitted that she hides all watches when she's not at work.

"I don't allow my free time to be dominated by ticking clocks and a tight schedule. I immediately started to enjoy the moments spent with kids, without any pressure that I need to do something else instead. We just allow our time to naturally flow, and it turned out that we are able to use our time more effectively. The children know when they are supposed to head for bed, without any dallying or making a fuss."  

   It sounds great, but if I hid all watches, I'd get a notice on my desk the following day, and after one month, I would have no electricity at home as I won't waste the precious time that I could spend with my child on paying bills. Maybe "slow life" isn't for me? Maybe this beautiful idea doesn't always give you happiness and matches your day schedule?  

   Some things are independent of our children. In the beginning, the idea of buying at small merchants was really going well and bringing me a lot of pleasure. I always had a nice conversation with the shopping assistant, and the walk wasn't that cumbersome. Everything was falling into place until I received new duties at work, and my child was fighting bronchitis relapses for a whole month. At that time, moving between grocery stores, butcher shops, and drugstores started to bear more significance. In such moments, you simply lack the time to run (because there's no way you can just walk) from one small merchant to another.  

All right, so nothing really changes for the better in my life and the "slow life" catchphrases are unrealistic visions in the "feng shui" style? Despite all of that, I think that you need to approach everything with some common sense. I still visit my favourite eco stores and I'm able to visit a few of them before I choose appropriate products, but I do that only when I don't have to worry about other issues.

If we are trying to force any changes into our life by implementing artificial trends, we've got dwindling chances of success. By acting in that way, we risk going from one extreme to the other, especially if everything has been speeding and we suddenly hit the breaks. Instead of slowing down safely, we will stop in one spot, and all of the elements of our life will probably fall apart in chaos. So is there a way to put the slow life philosophy to some use and not go crazy? Some things can be changed without the need for a roller-coaster in our lives:

– One of the most beneficial changes in compliance with the slow trend that I've noticed in my case is the broadening of my knowledge concerning healthy food. I enriched my menu, I choose products, and even restaurants, more mindfully.

– I've discovered that there are plenty of places where I can get high-quality products in the near vicinity of my house. Sometimes, totally inconspicuous places surprise us with good quality assortment. Maybe we won't be able to get everything in local shops (we won't get a toilet detergent, some bread, and a pair of crocks in one place), but we've got the chance to come across products that we choose more wisely. Small stores are more often supplied, mostly due to the fact that they don't have a place to store all of those products. In large supermarkets, the products are delivered once every few weeks, so you can't be surprised that once in a while you'll get items that have exceeded their expiration date.

– I prepare meals without thinking about work and problems – I try to enjoy the small household duties and the outcome in the form of a delicious and nutritious meal. Of course, "slow" meal takes you a considerably greater amount of time in comparison to shovelling a pizza into the over; however, the avid fans of this idea highlight that everything is about the quality, emotions, and the outcome of the whole undertaking.

* * *

   Agnieszka, moja koleżanka, żona, matka dwójki dzieci przyznała, że w czasie poza pracą chowa wszystkie zegarki.

„Nie pozwalam, by mój czas wolny zdominowały tykanie wskazówek i ściśle określony plan od-do. Od razu zaczęłam bardziej cieszyć się z momentów z dzieciakami, bez presji, że teraz coś powinnam, teraz coś muszę. Po prostu płyniemy razem naturalnym trybem i okazało się, że o wiele efektywniej wykorzystujemy czas, a dzieci same czują, kiedy powinny szykować się do spania, bez marudzenia i problemów.”

   Brzmi pięknie, ale gdybym pochowała zegarki, to prawdopodobnie na następny dzień w pracy czekałoby na mnie wypowiedzenie na biurku, a po miesiącu w moim mieszkaniu nie byłoby prądu bo przecież nie będę tracić cennego czasu z dzieckiem na tak przyziemne rzeczy jak płacenie rachunków. Może „slow life” nie jest dla mnie? Może ta piękna idea nie zawsze daje szczęście i pasuje do naszego rozkładu dnia?

   Niektóre rzeczy są niezależne od naszych chęci. Na początku pomysł z zakupami u drobnych dostawców szedł mi bardzo dobrze i sprawiał wiele przyjemności. Zawsze trafiała się miła pogawędka z ekspedientką, a spacer nie był uciążliwy. Wszystko pasowało do momentu, gdy pojawiły się nowe obowiązki w pracy, a dziecko przez miesiąc walczyło z nawrotami zapalenia oskrzeli. Wtedy przemieszczanie się pomiędzy oddalonymi od siebie warzywniakami, mięsnymi i jeszcze sklepem z chemią zaczęło mieć znaczenie. W takich chwilach zwyczajnie brakuje czasu, żeby biec (bo o wolnym spacerku nie ma mowy) do kolejnych małych sklepików.

   No dobrze, ale czy w takim razie w moim życiu nic nie zmieniło się na lepsze, a hasło „slow life” to odrealnione wizje w stylu „feng shui”? Mimo wszystko uważam, że nie, ale trzeba do tego podchodzić z głową. Wciąż odwiedzam ulubione ekosklepiki i potrafię zwiedzić ich kilka, zanim wybiorę odpowiadające mi produkty, ale robię to tylko wtedy, kiedy nie muszę martwić się o inne sprawy.

Jeśli próbujemy zmienić w życiu coś na siłę, sztucznie wdrażając pewne mody, mamy małą szansę na sukces. Działając w ten sposób ryzykujemy, że z jednej skrajności wpadniemy w drugą, zwłaszcza jeśli wszystko do tej pory pędziło w zawrotnym tempie, a my gwałtownie naciśniemy hamulce. Zamiast bezpiecznie zwolnić, zatrzymamy się nagle w miejscu, a wszystkie elementy naszego życia prawdopodobnie rozsypią się w chaosie. Czy w takim razie jest jakiś sposób, żeby skorzystać z filozofii „slow life, ale nie zwariować? Pewne rzeczy da się zmienić bez wywracania codzienności do góry nogami:

– Jedną z najbardziej korzystnych zmian w duchu „slow”, jakie zauważyłam u siebie jest poszerzenie wiedzy na temat zdrowego odżywiania. Wzbogaciłam jadłospis, bardziej świadomie wybieram produkty, a nawet restauracje.

– Odkryłam, że w okolicy naszego domu jest całkiem sporo punktów z produktami wysokiej jakości. Czasami zupełnie niepozorne miejsca zaskakują nas jakościowym asortymentem. W osiedlowych sklepach może nie załatwimy wszystkich spraw (nie kupimy jednocześnie płynu do toalet, pieczywa i crocsów), ale mamy szansę trafić na towar wybierany z większą dbałością. Małe sklepiki są częściej zaopatrywane, przede wszystkim dlatego, że nie posiadają wielkiego zaplecza, gdzie można przechowywać produkty. W dużych marketach asortyment przyjeżdża raz na kilka tygodni, więc nie ma się co dziwić, że raz na jakiś czas kupimy tam rzeczy przeterminowane.

– Przygotowuję potrawy nie wybiegając myślami w stronę pracy i problemów – staram się cieszyć z drobnych zadań i sukcesu w postaci pysznego, wartościowego posiłku. Oczywistym jest, że ugotowanie obiadu w trybie „slow” potrwa dłużej niż wrzucenie do piekarnika mrożonej pizzy, jednak fani idei podkreślają, że wszystko rozbija się o jakość, emocje i to, co poświęcając ten czas zyskamy.

Autorka książki „Prosto z Roślin” Alicja Radej nie tylko zaprasza nas do swojej kuchni, w której zdradza kulinarne receptury. Prawie połowę książki zajmują rodzinne patenty Alicji na osiągnięcie szczęścia. Przecież jedzenie nie tylko ma zaspokoić nasz głód, ale dać nam przyjemność smakowania.

I started to gather recipes which go with the spirit of slow food, but can be still prepared in a short period of time. On my shelf, you'll find many cookbooks which propagate the idea of slow food – they are based on regional traditions and incorporate fresh and natural products. I especially recommend „Straight from Plants” by Alicja Radej – it is a true homage to the vegan cuisine. Among othe things, you'll find a recipe for an untypical cashew spread, avocado tartare, or pasta with spinach and olives.

– Let's model on Italians – one meal each day should be a small feast (or at least one meal during the week). It doesn't matter what you'll place on the table. What's important is that you should focus on the enjoyment of sharing your meal with your nearest and dearest.

– I've got a rule that when I come back home, I leave my phone on a shelf near the entrance door. When I go for a walk with Julka, I usually use the silent mode so that this time is truly ours. It'd be best to decrease the time you spend browsing through your mobile phone. Comparing people to zombies isn't an exaggeration at all, it's enough to ponder over how many times within an hour you look at your phone to check the time and end up browsing Instagram for 15 minutes. Let's transfer our attention to the place and people that are surroundings us at a given moment.

– I've decided to save the time that I use for frustrating on getting to the other part of the city. I've picked all of the permanent points on my everyday map, such as kindergarten, gym, pool, beauty salon, etc. near my home. Owing to that, I don’t have to worry about traffic jams and I can take a short walk when the weather is favourable.

* * *

– Zaczęłam zbierać przepisy, które wpisują się w ducha „slow food”, ale przygotowuje się je w krótkim czasie. Na mojej półce leży wiele książek kucharskich, które propagują ideę „slow food”, czyli opierają się na regionalnych tradycjach, bazują na świeżych i naturalnych produktach. Szczególnie polecam „Prosto z Roślin” Alicji Radej – to prawdziwy hołd dla kuchni wegańskiej. Znajdziecie w niej między innymi przepisy na niecodzienny serek z nerkowców, tatar z awokado czy makaron ze szpinakiem i oliwkami.

– Bierzmy przykład z Włochów – niech jeden posiłek dziennie (albo choć jeden posiłek w tygodniu) będzie małą ucztą. Nieważne co postawimy na stole, ważne, byśmy skupili się na radości z jedzenia wśród bliskich.

– Mam taką zasadę, że gdy wracam do domu, zostawiam telefon na półce przy drzwiach wejściowych. Kiedy spaceruję z Julką, zwykle go wyciszam, by ten czas był naprawdę nasz. Dobrze byłoby ograniczyć korzystanie z smartphone’a. Porównywanie ludzi do zapatrzonych w ekrany „zombiaków" wcale nie jest na wyrost, wystarczy zastanowić się ile razy w ciągu godziny zerkamy na telefon, by sprawdzić godzinę, a kończymy na 15 minutach przewijania zdjęć na Instagramie. Przenieśmy naszą uwagę na miejsca i ludzi, którzy właśnie nas otaczają.

– Postanowiłam zaoszczędzić czas, który ucieka i powoduje frustracje, gdy próbujemy szybko dojechać na drugi koniec miasta. Wszystkie stałe punkty na mojej codziennej mapie, jak przedszkole, siłownię, basen, kosmetyczkę itp., wybrałam blisko domu. Dzięki temu nie straszne są mi korki, a przy ładnej pogodzie mam okazję zaliczyć drobny spacer.

– I've started to pay reasonable attention (because you always get too close to becoming a hypochondriac) to toxic substances that cause allergies and other problems in my body. Worse mood, less energy, skin problems, and constant fatigue often have their source in an inappropriate diet. Owing to the fact that I became more interested in the slow philosophy, I've decided to scrutinize my metabolism and gluten tolerance. I took such a test online. It's enough to answer 48 questions – most of them have 3 answers, and some of the questions allow you to choose only one answer. You can't get a good or bad score – fortunately, it's not an exam, but a test that is supposed to show you your metabolic type. For example, I'm a mixed type. The remaining types are: carbohydrate type, mixed carbohydrate type, mixed protein type, and protein type. Together with the score, you receive instructions concerning the appropriate diet. This test is pretty great and reliable – try it ;)

– I've learnt to say "no". If we feel that we've got too many duties at work we shouldn't allow ourselves to take even more obligations. It's better to bluntly admit that we won't handle everything than allow stress to eat us alive. We shouldn't fill our calendars with thousands of obligations. We should give ourselves the time to take some breaks.

* * *

– Zaczęłam w granicach zdrowego rozsądku (bo do hipochondrii jeden krok) zwracać uwagę na toksyczne substancje, które wywołują alergie i inne problemy w moim organizmie. Gorsze samopoczucie, mniej energii, problemy z cerą, ciągłe zmęczenie często mają źródło w źle dobranej diecie. Dzięki temu, że zainteresowałam się tematem „slow”, postanowiłam przeprowadzić badania na temat mojego metabolizmu i tolerancji na gluten. Taki test wykonałam przez internet. Wystarczy odpowiedzieć na 48 pytań – większość z nich zawiera 3 odpowiedzi, cześć pytań daje możliwość wyboru tylko jednej odpowiedzi. Nie można uzyskać dobrego lub złego wyniku – na szczęście, nie jest to sprawdzian, tylko badanie, które ma wyróżnić nasz typ metaboliczny. Ja na przykład jestem typem mieszanym, ale są jeszcze: węglowodanowy, mieszano-węglowodanowy, mieszano-białkowy oraz białkowy. Razem z wynikiem dostajemy całą instrukcję tego, jak powinniśmy się odżywiać. Fajny i rzetelny test – polecam ;)

– Nauczyłam się mówić „nie”. Jeśli czujemy, że mamy za dużo obowiązków w pracy, nie bierzmy na siebie kolejnych. Lepiej przyznać, że się nie wyrobimy niż pozwolić, by zniszczył nas stres goniących terminów. Nie zapełniajmy zadaniami każdej minuty w kalendarzu. Dajmy sobie czas na przerwy.

    Slow life is, among other things, resigning from ready-made products or solutions, so it needs greater engagement or even sometimes searching for eco chicken in a few stores. A lazybones will read this idea as a permission to lie in one place for hours on end and to stay idle even after two hours they finished work. On the other hand, a maniac can overlook the fact that the blind following of all slow life postulates destroys their life by making them even more distant from what's important in the whole slow life philosophy – ease of mind. There are also such people who feel safe when they have calendars full of deadlines and they shouldn't change that at all. However, if people are able to draw a dividing line to use their life mindfully, but without the necessity to neglect their duties (that they set themselves), slow life philosophy will surely be something allowing for the discovery of an internal rhythm. If we don't mistake the whole concept with a snail-like life and take only the elements that we need, we will gain the opportunity to have a break from the hectic pace of life.

* * *

„Slow life” to między innymi rezygnacja z gotowców, podanych na tacy produktów czy rozwiązań, więc wymaga od nas większego zaangażowania, czasem nawet szukania ekologicznego kurczaka w kilku sklepach. Leń odczyta ideę jako przyzwolenie na wylegiwanie się i nic nie robienie po dwóch godzinach pracy. Fanatyk „slow life” może natomiast nie zauważyć, jak ślepe podążanie za wszystkimi postulatami niszczy mu życie, oddalając go od tego co w „slow life” najważniejsze – na spokoju ducha. Są też tacy, którym poczucie bezpieczeństwa daje wypełniony zadaniami kalendarz i nie powinni na siłę tego zmieniać. Jeśli jednak ktoś potrafi wyznaczyć sobie granicę, korzystać z życia uważnie, ale bez zaniedbywania obowiązków (które sam sobie ustala), „slow life” z pewnością będzie filozofią ułatwiającą odkrycie wewnętrznego rytmu. Jeśli spojrzymy na ideę inaczej niż na ślimacze tempo życia i zaczerpniemy tylko tyle, ile nam będzie potrzeba, także mamy szansę odrobinę od pędu odpocząć.